Wydawca: Czerwone i Czarne Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Bodo. Historia z tragicznym zakończeniem ebook

Sławomir Koper  

3.66666666666667 (24)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 229 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bodo. Historia z tragicznym zakończeniem - Słąwomir Koper

Kochał kobiety i sławę, nie znosił alkoholu. Uwielbiał psy i mazurki wielkanocne, zawsze mieszkał z matką. Wyszywał makatki, którymi obdarowywał znajomych. Był największą gwiazdą kabaretów i rewii II RP, a jego nazwisko to synonim sukcesu. Filmy z jego udziałem są popularne do dziś. Eugeniusz Bodo - amant, którego barwne życie zakończyło się tragicznie.

Opinie o ebooku Bodo. Historia z tragicznym zakończeniem - Słąwomir Koper

Fragment ebooka Bodo. Historia z tragicznym zakończeniem - Słąwomir Koper

Copyright © Sławomir Koper, Czerwone i Czarne

Projekt okładki FRYCZ I WICHA

Zdjęcia Reprodukcja CAF/PAP, Archiwum, Narodowe Archiwum Cyfrowe, East News, Filmoteka Narodowa

Redaktor prowadząca Katarzyna Litwińczuk

Redakcja Witold Grzechnik

Korekta Mirosława Jasińska-Nowacka, Katarzyna Szol

Skład Tomasz Erbel

Wydawca Czerwonei CzarneSp.z o.o. S.K.A.Rynek Starego Miasta 5/7 m. 5 00-272 Warszawa

Wyłączny dystrybutor Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o. sp. j. ul. Poznańska 91 05-850 Ożarów Mazowiecki www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-7700-215-5

Od autora

Gdyby przeprowadzić konkurs na najbardziej znanego aktora polskiego kina przedwojennego, to Eugeniusz Bodo z pewnością zająłby jedno z czołowych miejsc. Rywalizować z nim mogliby tylko Aleksander Żabczyński i Adolf Dymsza, przy czym oni z reguły przyjmowali mniej zróżnicowane role. Żabczyński był typowym amantem, a Dymsza – fantastycznym komikiem. Natomiast pan Eugeniusz z taką samą łatwością wcielał się zarówno w rolę czarnego charakteru, jak i romantycznego kochanka, a do tego świetnie interpretował piosenki. Nie miał wprawdzie najlepszego głosu, ale jego talent aktorski rekompensował niedostatki wokalne. I gdyby dzisiaj zapytać przeciętnego Polaka o przeboje z czasów II Rzeczypospolitej, to okazałoby się, że znaczną ich część śpiewał właśnie Bodo.

Podczas spotkań autorskich Czytelnicy często mnie pytają, jaka jest różnica pomiędzy celebrytami okresu międzywojnia a tymi dzisiejszymi. Z reguły odpowiadam wtedy – jaka epoka, tacy celebryci. Największe gwiazdy II Rzeczypospolitej na stałe zapisały się w dziejach polskiej kultury, a czy za kilka lat ktoś będzie pamiętał o dzisiejszych bohaterach tabloidów?

Eugeniusza Bodo z pewnością można uznać za celebrytę okresu międzywojennego. Był gwiazdą, której blask przyciągał do kin i teatrów rzesze wielbicieli – mężczyzną, o którym śniło wiele pań i którego starało się naśladować wielu panów. On zaś – chyba świadom swojej pozascenicznej roli – troskliwie dbał o wizerunek. Zawsze prezentował się niezwykle elegancko, nigdy nie prowokował dziennikarzy, w miejscach publicznych zachowywał się z dużą klasą i wreszcie – jakby na złość swoim późniejszym biografom – zazdrośnie strzegł prywatności.

Tymczasem biograf – jakby na złość swojemu bohaterowi – musi starać się dotrzeć również do najtajniejszych sekretów opisywanej postaci, bo bez nich jej wizerunek byłby niepełny i nieautentyczny.

Dlatego też w niniejszej książce poruszyłem również te najbardziej prywatne kwestie, do których z pewnością należy orientacja seksualna gwiazdora. Informacji na ten temat zachowało się niewiele i właściwie są to tylko poszlaki, ale zbyt ważne, żeby pominąć je milczeniem. Jeżeli zawsze najbardziej interesowało mnie życie prywatne opisywanych postaci, to czy tym razem mógłbym przemilczeć tak istotną kwestię? Przecież sfera intymna odgrywa ważną rolę w życiu każdego człowieka i bez informacji na ten temat nie można w pełni zrozumieć wielu spraw. Niestety, biografowie z reguły pomijają kwestie intymne, uważając je za rzeczy bez większego znaczenia. Ja jednak mam zupełnie inne zdanie na ten temat.

Starałem się przedstawić Eugeniusza Bodo na tle epoki, w której żył i o której obliczu współdecydował. Dlatego też dużo miejsca poświęciłem jego znajomym, przyjaciołom i współpracownikom, a także całym środowiskom, w których funkcjonował.

W związku z faktem, że okoliczności śmierci aktora pozostają nieznane szerokim kręgom Czytelników, zdecydowałem się zmienić konstrukcję książki. Zaczynam nietypowo, opisując w pierwszym rozdziale ostatni okres życia mojego bohatera. Ten wielki gwiazdor estrady i filmu, prawdziwy król życia, elegancki i przystojny mężczyzna rozstał się bowiem z tym światem w potwornych okolicznościach. Ostatnie dwa lata spędził w sowieckich więzieniach, aby w wieku 44 lat umrzeć z zimna i wyczerpania w łagrze w północnej Rosji. Nie ma nawet grobu, pochowano go w zbiorowej, bezimiennej mogile. Taki początek może być zaskoczeniem dla wielu Czytelników, nigdy jednak nie chciałem pisać klasycznych biografii.

I na koniec drobna uwaga natury technicznej. W celu ułatwienia lektury tekstów z epoki uwspółcześniłem i ujednoliciłem nieco ich pisownię tak, by nie drażniła ona i nie wprowadzała w błąd dzisiejszego Czytelnika.

Sławomir Koper

Rozdział I   

Więzienie Butyrki w Moskwie – wspominał rosyjski muzykolog, profesor Alfred Mirek. – Siedziałem w różnych celach, a kiedy skazali mnie na siedem lat, przenieśli do dużej celi, w której znajdowało się od 80 do 120 więźniów, i tam na pryczy go spotkałem. Powiedział, że jest Polakiem, artystą z zespołu Jazz Warsa. Wtedy uświadomiłem sobie, że to jest ten piosenkarz, którego widziałem na koncercie i którego płyty bez przerwy słuchałem. Na płycie był napis Eugeniusz Bodo”[1].

W rękach NKWD

Los największej gwiazdy polskiego filmu epoki II Rzeczypospolitej został przesądzony trzy dni po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. 25 czerwca 1941 roku szef lwowskiego NKWD rozkazał aresztować Eugeniusza Bodo i przewieźć go do Moskwy. Nie podano powodów zatrzymania aktora, ale po latach bez problemu można było ustalić jego przyczyny. Bodo, który od września 1939 roku przebywał we Lwowie i prowadził tam ożywione życie artystyczne, kilka tygodni wcześniej uznał, że nadszedł czas na zadbanie o własne bezpieczeństwo. Wprawdzie w ZSRR uzyskał status gwiazdy estrady, jednak życie w państwie „przodującego ustroju” stawało się dla niego coraz bardziej niebezpieczne. Postanowił zatem wykorzystać to, że ma szwajcarski paszport i dzięki niemu wyjechać z „ojczyzny proletariatu”. Miał zamiar udać się do Szwajcarii, ale jego właściwym celem były podobno Stany Zjednoczone, w których zamierzał kontynuować swoją karierę artystyczną.

Eugeniusz Bodo (właśc. Bogdan Eugeniusz Junod) na scenie kabaretu Tip-Top tuż przed wybuchem II wojny światowej. Warszawa, sierpień 1939 roku.

Szwajcarski paszport był w czasie wojny marzeniem wielu mieszkańców naszego kontynentu. Obywatelstwo neutralnego, zamożnego kraju dawało poczucie bezpieczeństwa, gdyż szwajcarskie dokumenty honorowali nawet hitlerowcy. Niestety, Bodo zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak do takich kwestii podchodzą Sowieci.

Z jego perspektywy wszystko wydawało się proste. Był synem rodowitego Szwajcara, po którym odziedziczył paszport i ewangelickie wyznanie. Mimo to prawie całe życie spędził nad Wisłą i z całą pewnością czuł się Polakiem. Szwajcarska przynależność państwowa nigdy nie była dla niego problemem, co zresztą zupełnie nie dziwiło w kraju, którego dwaj prezydenci – Gabriel Narutowicz i Ignacy Mościcki – byli jednocześnie obywatelami Polski i właśnie Szwajcarii. Tak więc Bodo nigdy nie zrzekł się szwajcarskiego obywatelstwa i prawdopodobnie nigdy nie zaprzątałby sobie głowy tym problemem, gdyby nie wojna i sytuacja, w jakiej się znalazł. Dopiero po kilkunastu miesiącach życia w ZSRR postanowił wykorzystać to, że w świetle prawa był przecież Szwajcarem.

Jednakże Sowieci widzieli tę kwestię w zupełnie inny, charakterystyczny dla siebie sposób. Dla NKWD właściwie każdy był podejrzany, toteż z chwilą, gdy Bodo ujawnił swoje obywatelstwo, natychmiast został przez nich uznany za groźnego szpiega. Sowieckim funkcjonariuszom nie mieściło się w głowach, że polski artysta może mieć szwajcarski paszport, a do tego mówić biegle kilkoma językami. Na domiar złego artysta ten tuż przed wybuchem wojny rozpoczął zdjęcia do filmu Uwaga, szpieg!, co czujni enkawudziści uznali za dowód jego kontaktów z polskim wywiadem. Zatem Bodo musiał być szpiegiem, który działał na szkodę Związku Sowieckiego.

W dzień po wydaniu nakazu aresztowania funkcjonariusze NKWD wkroczyli do jego mieszkania w Brzuchowicach pod Lwowem.

„[…] czołgi niemieckie podchodziły już pod Lwów – opowiadał aktor Alfredowi Mirkowi w więzieniu na Butyrkach. – Weszło do mnie dwóch i zaproponowali, żebym się ubrał i pojechał z nimi. Byłem przekonany, że chcą mnie uratować przed niemiecką okupacją, żartowałem, wziąłem płaszcz, kapelusz, szczoteczkę do zębów i szal. Wsiedliśmy do samochodu i pędziliśmy bez wytchnienia, żeby się wydostać z zachodniej Ukrainy. Zatrzymaliśmy się dopiero wieczorem w jakimś dużym mieście. Zamknęli mnie w garażu w siedzibie NKWD”[2].

Funkcjonariusze nie przejmowali się takimi drobiazgami jak nakarmienie więźnia, toteż Bodo napił się tylko wody z kranu i rano wraz z konwojentami pojechał dalej, do Moskwy. Dopiero tam zorientował się, jak wygląda jego sytuacja. Trafił bowiem do więzienia na Butyrkach, które uchodziło – obok Łubianki – za jedno z najcięższych w całym ZSRR.

Przesiedział tam dwa tygodnie, nadal nie wiedząc, o co jest oskarżony. W ogóle go nie przesłuchiwano. Podobno wtedy po raz pierwszy pomyślał, że nigdy już nie odzyska wolności i zakończy życie na „nieludzkiej ziemi”.

Szpieg

Przesłuchania rozpoczęły się, gdy przetransportowano go do więzienia w stolicy Baszkirii, Ufie. Tam po raz pierwszy zetknął się z biurokracją sowieckiego aparatu terroru: wielogodzinnymi przesłuchaniami, pytaniami o najdrobniejsze szczegóły z jego życia, ciągłymi powrotami śledczych do tych samych wątków.

Dla przesłuchujących go funkcjonariuszy wszystko było bowiem podejrzane, nawet to, że doskonale znał język rosyjski. Pozostawało więc tylko ustalić, na rzecz którego wywiadu pracował – polskiego, niemieckiego czy może szwajcarskiego.

Wydaje się, że nie był torturowany w śledztwie i – jak na sowieckie warunki – dostawał nawet dość przyzwoite wyżywienie. Żądano jednak od niego szczegółowych opowieści o ludziach, których znał zarówno w czasach lwowskich, jak i przedwojennych. Wypytywano go o karierę zawodową, o wysokość dochodów, stosunki rodzinne. Śledczych najbardziej interesowały jego podróże zagraniczne i kontakty na zachodzie Europy, a przede wszystkim jego pobyty w Berlinie.

„– Na jak długo zatrzymywaliście się w Niemczech?

– Zatrzymywałem się na tydzień, na dziesięć dni.

– Dlaczego więc nie chcecie wymienić swoich znajomych z Niemiec? Przecież byliście tam siedem razy. I przez te siedem razy nie mieliście znajomych? To są brednie”[3].

Śledczy nie potrafili zrozumieć, że Bodo bywał w Niemczech wyłącznie służbowo. Podejrzany wydawał im się również fakt, że wiele podróżował po świecie, co miało stanowić dowód na jego działalność szpiegowską. Koronnym argumentem była jednak sprawa realizacji filmu Uwaga, szpieg!

„– Jaką rolę odgrywaliście w filmie Uwaga, szpieg!?

– Grałem rolę oficera służby kontrwywiadowczej, która demaskuje szpiegów.

– Z kim konsultowaliście się w tej sprawie?

– Z przyjacielem.

– Lecz przecież on też nigdy nie był oficerem.

– Nie wiem, ale ja się z nim konsultowałem.

– Wiecie, że ja wam nie wierzę. To niemożliwe.

– Ale jeżeli, przypuśćmy, gram rolę jakiegoś robotnika rolnego, biorę się do pługa, podczas gdy na tej pracy nic się nie znam. A jednak pokazuję, że idę z broną i orzę ziemię”[4].

Bodo nie dał się złamać i na wszystkie, nawet najbardziej absurdalne zarzuty odpowiadał ze spokojem i godnością. Wtedy jeszcze nie wiedział, że sowiecki aparat terroru rządzi się swoimi prawami i logika nie ma z tym nic wspólnego. Śledczy w tamtejszych więzieniach nie odróżniali bowiem fikcji filmowej od rzeczywistego życia.

„– Kto jeszcze konsultował ten film?

– Nikt więcej.

– Ale przecież nieprawdę mówicie, zupełnie nie odpowiada wasza odpowiedź rzeczywistości. Przecież jeżeli ma się grać jakiegoś oficera zawodowego, to przecież w jakiejś mierze dotyczy to aparatu państwowego. Co macie wspólnego z pracą kontrwywiadowczą?

– Nic.

– Kiedy chodzi o taką rolę, jaką wykonywaliście, to bez konsultacji nie da się jej wykonać. Dlaczego więc mówicie nieprawdę?

– Nie wiem, jak wam na to odpowiedzieć”[5].

Szwajcarski paszport

Bodo konsekwentnie twierdził, że jest obywatelem Szwajcarii i zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego powinien zostać natychmiast zwolniony. Nie zamierzał jednak bezczynnie poddawać się przesłuchaniom i zażądał kontaktu z naczelnikiem więzienia w Ufie. W lutym 1942 roku wystosował w tej sprawie oficjalne pismo, w którym zaznaczył, że został aresztowany bez podania przyczyn. Poza tym dotarły do niego informacje, że po porozumieniu władz sowieckich z rządem Sikorskiego w ZSRR powstaje polska armia, co uznał za szansę na odzyskanie wolności.

„Zwracam się do Was z prośbą o przyjęcie mnie na rozmowę – pisał do naczelnika. – Mam pytania i prośby w związku z moim uwięzieniem. Bardzo Was proszę o wezwanie mnie w najbliższym czasie, a także chcę wyjaśnić sprawę zaliczenia mnie do Legionu Polskiego, tym bardziej że znajduję się od ośmiu miesięcy w więzieniu i nie przedstawiono mi żadnego oskarżenia”[6].

Do spotkania jednak nie doszło, a śledczy przestali go wzywać na przesłuchania. Bodo chyba zrozumiał, że ma niewielkie szanse na odzyskanie wolności. Wpadł w depresję, bardzo schudł, zaczął tracić włosy, w ogóle nie zdejmował płaszcza, który miał na sobie w chwili, gdy aresztowało go NKWD. Inna sprawa, że właśnie trwała rosyjska zima, a więzienie w Ufie nie należało do miejsc zbyt intensywnie ogrzewanych.

„W więzieniu – tłumaczył Alfred Mirek – […] najpierw ma się nadzieję, potem człowiek się przyzwyczaja, podporządkowuje rygorom, a w końcu przestaje mu zależeć. Poddaje się, traci apetyt, nie je. […] Człowiek już niczego nie chce, po prostu leży”[7].

Bodo nie wiedział, że polskie władze podjęły starania o jego uwolnienie. Zgodnie z układem Sikorski-Majski z końca lipca 1941 roku, wszyscy obywatele polscy uwięzieni na terenie ZSRR mieli odzyskać wolność. Ambasada polska wystosowała w sprawie Bodo oficjalne pismo, nie przyniosło ono jednak żadnych efektów. Dla Sowietów aktor był przecież obywatelem Szwajcarii, nie obejmował go zatem układ z polskim rządem. Co gorsza, pismo z ambasady stało się przyczyną następnej serii przesłuchań – po przewiezieniu Bodo na Butyrki usiłowano z niego wydobyć informacje na temat polskich dyplomatów. Śledczych szczególnie interesował autor pisma, Aleksander Mniszek (I sekretarz placówki), a także ambasador Stanisław Kot.

„– Powiedzcie, czy znaliście Aleksandra Mniszka?

– Aleksandra Mniszka nie znałem i o tym człowieku nigdy nic nie słyszałem.

– Czy znaliście profesor Kot? [tak w oryginale – S.K.].

– Profesora Kot też nie znałem”[8].

Bodo znalazł się na liście osób poszukiwanych w ZSRR przez polskie władze, jednak w żaden sposób nie zmieniło to jego sytuacji. Wprawdzie ustalono miejsce jego pobytu, ale Sowieci nie zamierzali zwalniać go z więzienia. Pretekstem było to nieszczęsne szwajcarskie obywatelstwo.

„Gdyby się nie przedstawił, nie poznałbym go – wspominał Alfred Mirek. – Był przygarbiony, chodził w płaszczu, którego nie zdejmował, spał w nim. Jasny płaszcz z podszewką. Postarzał się o jakieś 15 lat. Nie dostawał żadnych paczek, prawie nie jadł. Nie miał żadnych perspektyw, nawet na przesłuchania [już] go nie wzywali”[9].

Prosto z transportu Eugeniusz Bodo trafił do obozowego szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego skrajne wycieńczenie, atrofię mięśni, pelagrę i odparzenia.

Zachowały się dwa jego zdjęcia z pobytu w więzieniu. Stanowią one dowód skrajnego wyniszczenia mężczyzny, który jeszcze niedawno był bożyszczem kobiet. Z krótkimi włosami, zarośniętą szczęką i w więziennym ubraniu zmienił się nie do poznania. Niektórzy dostrzegają na tych fotografiach jego figlarne oczy, ale chyba tylko dlatego, że koniecznie chcą dostrzec coś, co łączyłoby go z tym Eugeniuszem Bodo, którego znali z wielu pogodnych filmów. W rzeczywistości w pustych oczach więźnia nie widać nic oprócz świadomości zbliżającego się końca.

Wydaje się, że 19-letni wówczas Alfred Mirek był ostatnią osobą, z którą aktor nawiązał bliższy kontakt.

„Siedzieliśmy na pryczy i rozmawialiśmy. On się nawet ożywił, znalazł wreszcie człowieka, z którym mógł przynajmniej porozmawiać. Dużo mi o sobie opowiadał. […] Czekałem na transport do obozu około trzech miesięcy. Luty, marzec, kwiecień. Przez ten czas byliśmy cały czas razem w tej wielkiej celi, na tej samej pryczy. Kiedy mieli mnie już zabrać, […] oderwał lewy róg podszewki swojego płaszcza. Wysupłał nitkę, igłą obszył kawałek tego materiału. Przechowałem tę chusteczkę przez wszystkie łagry i mam ją po dziś dzień. Ja mu dałem maleńki woreczek, do którego wkładali więźniom przesyłane jedzenie. I tak się rozstaliśmy. On się psychicznie załamał, bo znowu został sam”[10].

Tragedia w Kotłasie

Sowiecka „sprawiedliwość” funkcjonowała według zasady: dajcie nam człowieka, a paragraf na niego się znajdzie. Wprawdzie nie wykryto żadnych śladów szpiegowskiej działalność Bodo i w podsumowaniu śledztwa zaznaczono, że „osób skompromitowanych zeznaniami brak”, ale przecież nie można było uniewinnić kogoś podejrzewanego o tak poważne przestępstwa. Bodo został zatem skazany na pięć lat pobytu w łagrze, przy czym na poczet kary zaliczono mu czas spędzony w areszcie od chwili zatrzymania we Lwowie. Wyrok zapadł w listopadzie 1942 roku, zatwierdzono go w styczniu następnego roku. Mimo to Bodo nadal przebywał w więzieniu na Butyrkach, oczekując na transport do miejsca odbywania kary.

Nastąpiło to w połowie maja, czyli miesiąc po wywiezieniu Alfreda Mirka. Według relacji naocznych świadków Eugeniusz nie był już w stanie iść wtedy o własnych siłach, towarzysze niedoli zaciągnęli go najpierw do samochodu, a potem do wagonu kolejowego. Trafił do jednego z łagrów w okolicach Kotłasu w obwodzie archangielskim. Stan jego zdrowia pogarszał się w szybkim tempie, na co zapewne wpływ miało to, że przestał wierzyć w odzyskanie wolności. Ten elegancki mężczyzna, który przed wojną otrzymywał tytuły króla mody, od kilkunastu miesięcy nie zdjął z siebie płaszcza, w którym go aresztowano.

Prosto z transportu trafił do obozowego szpitala, gdzie stwierdzono, że nie kwalifikuje się do pracy. Zdiagnozowano „skrajne wycieńczenie i słabość” organizmu, łuszczycę skóry, liczne odparzenia, atrofię układu mięśniowego oraz pelagrę – chorobę wywołaną brakiem witamin. Osoby dotknięte tym schorzeniem mają szorstką, zmienioną zapalnie skórę i z reguły cierpią na apatię i bezsenność. Uznano, że Bodo „jest inwalidą niezdolnym do odzyskania możliwości do pracy w warunkach uwięzienia”.

Władze obozowe zadecydowały, że należy pozbyć się problemu z chorym skazańcem. Wkrótce po orzeczeniu komisji lekarskiej wystąpiono do odpowiedniego sądu z wnioskiem o zwolnienie Bodo z łagru. Niestety – pech, który towarzyszył mu od chwili aresztowania, nadal go prześladował. Trwała wojna i jakoś nikomu nie przyszło do głowy, by zająć się losem jednego więźnia, tym bardziej że życie ludzkie u Sowietów nigdy nie było w cenie…

Eugeniusz Bodo nie doczekał się ułaskawienia i zmarł w obozowym szpitalu 7 października 1943 roku. W akcie zgonu napisano, że przyczyną śmierci była „gruźlica płuc przy towarzyszącej pelagrze”. Ciało więźnia owinięto w jego płaszcz i jeszcze tego samego dnia wrzucono do zbiorowego grobu w pobliżu łagru.

W taki sposób skończyła się droga życiowa legendarnej postaci polskiego kina – artysty, który kilka lat wcześniej był współscenarzystą i odtwórcą jednej z tytułowych ról w filmie Bohaterowie Sybiru.

Przypisy

1 Za winy niepopełnione – Eugeniusz Bodo, reż. S. Janicki, TVP 1, 1997.

2 Ibidem.

3 Na tropach tajemnic. Bodo – śledztwo, reż. K. Kącka, Discovery Historia, 2008.

4 Ibidem.

5  Za: Gwiazdor przerobiony na szpiega, „Super Express” 18.08.2000.

6  Za: R. Wolański, Eugeniusz Bodo. „Już taki jestem zimny drań”, Poznań 2012, s. 354.

7 Za winy…

8 Na tropach…

9 Za winy…

10 Ibidem.

Rozdział II   Szwajcar z Łodzi

Rozdział III   Qui Pro Quo

Rozdział IV   Rewia

Rozdział V   W świecie X Muzy

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Rozdział VI   Życie prywatne, życie zawodowe

Rozdział VII   Droga na szczyt

Rozdział VIII   Smutek tropików

Rozdział IX   Cena sławy

Rozdział X   Lwów

Zakończenie    

Ważniejsza bibliografia