Blood Moon Tower Of Seven - Eve April - ebook

Blood Moon Tower Of Seven ebook

Eve April

0,0
40,38 zł

lub
Opis

Kolejna część przygód Monarchów. Sześciu młodzieńców i sześć różnych historii i światów. Ale łączyło ich jedno… Przeznaczenie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 45

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Eve April

Blood Moon Tower Of Seven

© Eve April, 2021

Kolejna część przygód Monarchów.

Sześciu młodzieńców i sześć różnych historii i światów. Ale łączyło ich jedno… Przeznaczenie.

ISBN 978-83-8245-406-2

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

𝕴𝖓𝖙𝖗𝖔𝖉𝖚𝖈𝖙𝖎𝖔𝖓

Wieża Siedmiu — Piękna budowla stojący niemal w centrum Doliny Wieży Siedmiu. Otoczona połacią lasów wiecznie zielonych bez względu na porę roku. W bardziej pochmurny czy też deszczowy dzień wydawać by się mogło, że wieża przejmuje odcień zieleni mieniąc się szmaragdowymi odcieniami. Otoczona ogromnym murem zyskuje na mroczności i posępności. Jednak, gdy przekroczyć mur to tak naprawdę niczym się nie różni od tradycyjnego zamku. Może odrobinę mniej przepychu, może trochę skromniej, ale miało miało się poczucie, że jest się na zamku. Na środku placu zamkowego stała ogromna, kamienna fontanna ozdobiona kwiatami, bądź sezonowymi kompozycjami. Ogólnie plac jak i cały dzieciniec skryte były w szaro-burych kolorach. Tak więc kwiaty odrobinę rozweselały otoczenie. Idąc bardziej wgłąb dziedzińca dochodziło się do stajni oraz do domu płatnerza. Zaraz obok jego niewielkiego lokum znajdował się jego zakład rzemieślniczy. Był to prosty murowany budynek z płaskim dachem i małymi oknami praktycznie zaraz pod rynnami. Tam też kończyła brukowana droga. W suche dni była to raczej ubita nawierzchnia. Natomiast po gwałtownych ulewach przeradzała się w błotnistą maź. Niestety gliniasta nawierzchnia nie nadawała się do tego aby wyrosło tam cokolwiek, nawet najzwyklejsza trawa. Po prawej stronie zaś znajdował się kowal. Mijając stajnię, płatnerza oraz kowala dochodziło się do niewielkiej bramy. Rzeźbiona brama z jasnego drewna porośnięta winoroślami. Prowadziła ona do Zakazanych Ruin Siedmiu. Pozostałości po poprzedniej Wieży Siedmiu, która uległa całkowitemu zniszczeniu w wyniku wielkich wojen. Od tej pory było to miejsce modłów jak i rozmyślań. Ruiny otaczała przepiękna zieleń i najróżniejsze kwiaty. Delikatny świergot ptaków mieszał się z delikatnych szumem liści na wietrze.

— Young Jo! Oh, tutaj jesteś — Zakonnik odetchnął z ulgą gdy znalazł młodzieńca.

Na jednej z powalonych kolumn siedział Young Jo. Podniósł swój przenikliwy wzrok patrząc wprost na Zakonnika. Zlustrował go z góry na dół.

— Już idę pomóc. Przepraszam, że przysporzyłem problemu i musieliście mnie szukać — Uśmiechnął się serdecznie i powrócił do codziennych obowiązków.

𝕽𝖆𝖛𝖓 / 𝕶𝖎𝖒 𝖄𝖔𝖚𝖓𝖌 𝕵𝖔

Delikatny powiew wiatru z zachodu niósł za sobą drobiny piasku. Promienie słońca odbijały się ciepłą, żółtą barwą od wszechobecnego piasku. Ocean żółtego piasku porastała wszechobecna opuncja oraz turzyce. Wśród falistych wydm rozpościerał się ogromny mur wykonany piaskowca. Była to mur obronny miasta Karkar. Jedynego miasta zbudowanego na Pustynnych Piaskach. Miasto składało się z niezwykle prostych budynków przypominających raczej proste bryły bądź jakiś spichlerz niż domy mieszkalne. Wszystko oczywiście wykonane było z piaskowca. Surowca niezwykle powszechnego i bardzo łatwo dostępnego. Tutejszy lud opanował sztukę barwienia cegieł z piaskowca. Dlatego też miasto mieniło się barwą pomarańczową oraz bursztynową, co wyróżniało się na tle żółci piasku.

— Young Jo! Young Jo?! Gdzie ty się do licha podziewasz? I tak cię znajdę. Myślisz, że tragany to doskonała kryjówka? — Ciepły kobiecy głos odbijał się delikatnym echem. Zabawa w chowanego w piękny słoneczny dzień.

— Buuu!! — Wyskoczył zza niewielkiego murku.

— Oh, kolejny raz wygrałeś — Poczochrała go brązowych włosach.

Jego duże, orzechowe wpatrywały się w szczery i ciepły uśmiech.

— Mamo musisz na drugi raz bardziej się postarać. A teraz chodź pokażę ci coś — Złapał swoją mamę za rękę i zaczął ją ciągnąć by poszła za nim.

— Pani Kim!

— Tak? — Chłopak uparcie ciągnął matkę za rękę.

— Zaczekaj kochanie — Zabrała rękę chłopcu a ten obrócił się placami nadąsany krzyżując ręce na piersi.

— Przepraszamy, że zakłócamy rodzinny spokój jednak mamy coś ważnego do przekazania. Jesteśmy posłańcami z Wieży Siedmiu.

Kobieta doskonale wiedziała po, co przybyli. A raczej po kogo.

— Przecież on ma dopiero dziesięć lat!

— Doskonale rozumiemy Panią jednak takie jest prawo. Dlatego dajemy czas do zachodu słońca. Proszę przygotować syna na wyprawę do Wieży Siedmiu. Do zobaczenia o zmierzchu — Pokłonili się i odeszli.

— Mamo, mamo! Kto to był? — Chłopiec w końcu stracił cierpliwość i zaczął szarpać matkę za rękę coraz bardziej.

Doskonale wiedziała, że nadejdzie taki czas kiedy będzie musiała się z nim pożegnać. Oddać go w ręce Zakonników by uczynili z niego rycerza. Nie spodziewała się jednak, że ten dzień nadejdzie tak szybko. Miała cichą nadzieję, że tak bardzo oddaleni od Wieży Siedmiu będą bezpieczniejsi. Jednak, co prawo to prawo i należy się do niego stosować.

— To, co teraz ja się chowam a ty szukasz? — Zapytała ocierając ręką łzy.

— To ja liczę do dziesięciu, a Ty się chowasz! — Zasłonił oczy ręką i zaczął liczyć.

Kobieta szybko schowała się za jeden ze straganów naciągając na siebie kawałek płótna, tak by mieć pewność, że chłopiec nie znajdzie jej tak łatwo. I faktycznie miała rację. Chłopiec szukał jej zaglądając w najróżniejsze zakamarki. Z każdą chwilą irytował się coraz bardziej, że nie może znaleźć mamy za pierwszym razem.

— Łaa! — Mały się nieco wystraszył ale zaczął się śmiać.

— Musimy już iść. Chodź — Złapała chłopca za rękę.

— Ale dlaczego? Jeszcze daleko do kolacji. No chodź jeszcze chwilę — Mały nie odpuszczał.

— Chodź, chodź. Wytłumaczę Ci wszystko po drodze.

Tak też uczyniła mimo, iż mały Young Jo brał jej słowa raczej jako zabawę czy możliwość pojechania gdzieś i zobaczenia czegoś innego po za Pustynnymi Piaskami i Karkar. Kobieta trochę była zdziwiona nastawieniem chłopca na zaistniałą sytuację. Owszem dzieci w jego wieku zazwyczaj są ciekawe świata i cieszą się możliwości poznania nowych ludzi jednak nie w tym przypadku, gdy w drogę wchodzi długa rozłąka. Być może już nigdy nie zobaczy swojego dziecka. Być może zostanie wielkim rycerzem prowadzącym oddziały do zwycięstwa lub polegnie podczas pierwszej bitwy. Tego nie była w stanie przewidzieć. Wiedziała jednak jedno, że za chwil kilka nastąpi ostanie pożegnanie. Najbardziej dobijało ją uczucie samotności. Gdy Young Jo miał lat osiem jego ojca zabrała choroba jak i głębokie rany po stoczonych bitwach. Jako jedyny miał odwagę stoczyć walkę z Legionami Potępionych. Wybitny rycerz oddany bez reszty swojej służbie w obronie Mandiry. Teraz gdy minęły dwa lata i zdążyła poukładać sobie życie i przejąć część obowiązków nieżyjącego męża nadeszła kolejna strata. Wiedziała jednak, że lud w dalszym ciągu będzie oczekiwał od niej wsparcia i stanowiska w niektórych sprawach. Nie mogła pozbawić Karkar wsparcia.

Wspólna kolacja odbyła się w ciszy i spokoju. Chłopiec nie mógł już się doczekać kiedy wyruszy w podróż. W podróż do nieznanego. Do Wieży Siedmiu oddalonej długie dnie drogi stąd. Mały i bystry był gotów, chyba nawet bardziej niż ona — jego matka musząca pogodzić się z kolejną stratą. Nadszedł i czas pożegnania. Tak bardzo chciała odwlec to w czasie jak tylko mogła. Niestety doskonale wiedziała, że ta chwila i tak w końcu nadejdzie.

Jej