Wydawca: National Geographic Kategoria: Styl życia Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 77 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Blondynka w Londynie - Beata Pawlikowska

Dwadzieścia lat temu pracowałam w Londynie nielegalnie jako sprzątaczka. Wymiatałam kurz z zakamarków hotelu dla bezdomnych i z własnego serca. Byłam Kopciuszkiem w kraju lepszych ludzi. Dwadzieścia lat później, w lipcu 2012 r. wracam do Londynu na specjalne zaproszenie Komitetu Igrzysk Olimpijskich. Dostaję złotą pochodnię, oficjalny biały strój i na oczach całego świata biegnę w sztafecie z ogniem olimpijskim. Kiedyś byłam Kopciuszkiem. Teraz jestem królową. Królową mojego życia. Beata Pawlikowska Najnowsza książka znanej podróżniczki zabiera nas na wędrówkę w czasie i w przestrzeni. Igrzyska Olimpijskie w Londynie, wyjątkowo deszczowy lipiec, angielskie śniadanie i udział w sztafecie z ogniem olimpijskim. Beata Pawlikowska zabiera nas też w podróż w przeszłość do czasów, kiedy jako Kopciuszek przybyła do Londynu z komunistycznej Polski i pracowała nielegalnie jako sprzątaczka w hotelu dla bezdomnych. Ale Kopciuszek – jak pisze Beata Pawlikowska - to tylko stan umysłu. Równie łatwo można stać się Jamesem Bondem.

Opinie o ebooku Blondynka w Londynie - Beata Pawlikowska

Fragment ebooka Blondynka w Londynie - Beata Pawlikowska

Tekst, rysunki, zdjęcia: BEATA PAWLIKOWSKA
Zdjęcia na okładce i ostatnie zdjęcie na wkładce: Samsung
Projekt okładki: BEATA PAWLIKOWSKA I MACIEJ SZYMANOWICZ
Opracowanie graficzne: BEATA PAWLIKOWSKA I MACIEJ SZYMANOWICZ
DTP: MACIEJ SZYMANOWICZ
© Copyright for the edition branded National Geographic Society © 2013 National Geographic. All rights reserved © 2013 Copyright for the text, photos and drawings by Beata Pawlikowska
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
Wydanie I elektroniczne
Warszawa 2013
ISBN 978-83-7596-558-2
Wydawnictwo G+J RBA Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa Licencjobiorca National Geographic Society ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38, 360 38 42; fax (48 22) 360 38 49
Konwersja: eLitera s.c.
ROZDZIAŁ 1
Angielskie śniadanie

Typowe angielskie śniadanie.

Hm, hm, hm. Wzięłam do rąk menu.

Wiecie jak wygląda typowe angielskie śniadanie, prawda? Duży talerz. Fasolka po bretońsku, smażony bekon, kawałek kaszanki, jajko sadzone, smażony pomidor, grzyby i grzanki. Oraz oczywiście angielskie masło, dżem i sok pomarańczowy. A dla mniej głodnych – zestaw lżejszy i równie niezdrowy, czyli grzanka z dżemem i kawa.

– Madam?

Podniosłam nieprzytomnie oczy. Miałam dziwne wrażenie, że to co jest, wcale nie jest tym, czym się wydaje, że jak Alicja wpadłam do innego świata, w którym czas abstrakcyjnie stoi na głowie, a ja usiłuję to zrobić wraz z nim.

– Czy życzy pani sobie śniadanie? – powtórzył kelner.

On też wydawał się całkiem nierealny. Wyglądał jak bohater filmu rysunkowego. Szczupły blondyn z przylizanymi włosami i przedziałkiem idealnie pośrodku głowy. Drucikowe okulary i nienaganny brytyjski akcent. I ani cienia zniecierpliwienia, mimo że ja wciąż nie mogłam zebrać myśli.

Spojrzałam jeszcze raz do karty dań. Siedziałam w jak najbardziej angielskiej restauracji jak najbardziej angielskiego hotelu w jak najbardziej angielskich przedmieściach Londynu. Przeczytałam jeszcze raz wszystkie tradycyjne i typowe propozycje angielskiego śniadania:

Belgijskie gofry z karmelizowanymi jabłkami.

Domowe szkockie naleśniki z syropem klonowym albo domowymi konfiturami.

Omlet z trzech jaj ze świeżymi ziołami albo ze smażonymi leśnymi grzybami, szynką lub bekonem, topionym serem lub pomidorem.

Szynka serrano na angielskiej babce z lekkimi jajami w koszulce.

Podwędzany haddock gotowany w mleku z dwoma jajami w koszulce.

Duża miska owsianki gotowanej na świeżym mleku, wodzie lub śmietance podana z miodem, syropem klonowym albo domowymi konfiturami.

Wędzony szkocki łosoś na angielskiej babce z jajecznicą.

Aaaaaaaa, a gdzie jest bekon, kaszanka i fasolka po bretońsku? Nie żebym chciała je zamówić, bo nie jem mięsa ani tym bardziej smażonego bekonu, ale chciałam je tylko zobaczyć w karcie – na dowód, że jestem w Anglii.

– Polecam szkockiego łososia – podsunął łagodnie kelner i poprawił okulary na nosie.

– Czy pan jest prawdziwy? – miałam ochotę zapytać, ale tylko zamrugałam.

Szkocki łosoś na angielskiej babce? Co to w ogóle jest „angielska babka”? W oryginale było napisane English muffin. Myślicie, że wiecie co to jest English muffin? Ha! Ja też myślałam, że wiem.

Muffin to jest ciastko z foremki, prawda? Ciastko w kształcie filiżanki, które rozszerza się ku górze i czasem wylewa poza formę. W Polsce mówi się na nie muffinki. Jagodowe, czekoladowe, cytrynowe, z orzechami, ach, w Stanach Zjednoczonych można je kupić na każdej stacji benzynowej do kawy. Bo muffiny to wynalazek amerykański.

A angielski muffin ma się tak do amerykańskiego kuzyna jak Gromit[1] do Kaczora Donalda. Albo jak Beatlesi do Elvisa Presleya. Albo jak Mini Cooper do Cadillaca. Niby podobne, jakby z tej samej kategorii, ale jednak zupełnie inne.

Wtedy jednak jeszcze o tym nie wiedziałam.

– Haddock? – zapytałam, żeby powiedzieć cokolwiek. – To gatunek ryby?

– Tak jest, proszę pani. To gatunek ryby bardzo popularnej w Anglii. Polecam.

– Dziękuję. Poproszę haddocka – odpowiedziałam i poczułam się jak Sherlock Holmes.

– Tak jest, proszę pani. Grzanki?

– Tak, poproszę.

– Yes, madam. Dziękuję bardzo – odrzekł kelner i odpłynął.

I tak to właśnie zostałam przy stole nakrytym śnieżnobiałym obrusem w niezwykle angielskich okolicznościach przyrody, które były tak zaskakujące, jak najbardziej egzotyczna podróż świata.

Był lipcowy poranek. Wiatr poruszał listkami na drzewach, a w dole ścieliła się zielona dolina i las. Pod oknem rósł krzew białych róż. Pachniała kawa i świeżo pieczone grzanki. A ja przypomniałam sobie nagle jak zaczęła się cała ta historia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Przypisy

[1] Gromit – plastelinowy biały pies, bohater angielskich filmów rysunkowych z serii „Wallace i Gromit”.