Bliżej... - Lucyna Siemińska - ebook
lub
Opis

Lucyna Siemińska przenosi nas w świat uczuć, każe nam zatrzymać się na chwilę, by zwrócić uwagę na pęk nadmorskich wodorostów albo odblask światła na wodzie.
Oderwijmy się zatem od codziennej gonitwy obowiązków, by choć przez moment być - jak mówi poetka - "bliżej nieba, bliżej słońca, bliżej nowej perspektywy i innych rozwiązań".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 39


Lucyna Siemińska
Bliżej...
© Copyright by Lucyna Siemińska 2006
ISBN 978-83-7564-096-0
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl
Publikacja chroniona prawem autorskim.Zabrania się jej kopiowania, publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży bez zgody Wydawcy.

WODOROSTY

Szukam. Każdy czegoś szuka.

Więc szukam i ja.

Czego? Nie wiem.

Krok za krokiem posuwam się

Ku zachodowi słońca.

Mokre, chłodne fale

Uderzają o brzeg,

Zacierają ślady,

By nie było powrotu.

Szukam. I jestem. I szukam.

Zatapiam rękę w wodzie

I wyciągam garść wodorostów…

ODEJŚĆ

Odejść…

Odejść jednym z tych rozstań.

Bez słów, bez pożegnania.

Bez cienia żalu,

Bez przykrości.

I pójść przed siebie,

Donikąd i tam właśnie.

Trochę w sny i trochę w marzenia,

Zostawić łzy, smutek, cierpienia.

I odejść…

Zamknąć drzwi na klucz.

Powiedzieć, że mnie nie ma.

NIE JESTEŚ CEZAREM

Nie myśl o mnie źle:

Musiałam odejść…

Sprawił to księżyc, gwiazdy,

Szum fal i piasek,

Powiew wiatru,

Nocna czeluść,

Nasze cienie,

Setki westchnień,

Dotyk dłoni,

Szmer liści,

Blask świateł,

Bukiet kwiatów,

Jeden uśmiech.

A poza tym…

– nie jesteś Cezarem…

ROZCZAROWANIE

Teraz już wiem,

Że na świecie nie ma krasnoludków

Ani śpiącej królewny,

Ani księcia z bajki.

A jednak czegoś brak,

Jakiś ból,

Jakiś żal

Przenika zewsząd

I targa sercem mym.

I jednak jakiś smutek

Roztoczył swą pajęczynę

I wyciska łzy…

BEZ MAKIJAŻU

Nie potrafiłem cię zrozumieć…

Może to tylko moja wina,

Że rozmowy były takie puste.

Twoje słowa osnute pajęczyną,

A moje odbijały się jak groch od ściany.

Może to tylko moje złudzenia

Czyniły ciebie taką zamkniętą

W pelerynie pełnej marzeń.

I twój makijaż…

Jeszcze jedna dzieląca nas przeszkoda.

Wczoraj płakałaś, chyba po raz pierwszy,

A łzy spływały ci po twarzy,

Rozmazywał się tusz, spływał puder

I po raz pierwszy ujrzałem twarz twoją

Taką szczerą, kochaną, taką słodką.

Po raz pierwszy bez makijażu…

BLIŻEJ

Tam, wysoko w przestworzach,

Gdzie połyskują dumnie

Stalowe skrzydła

Rozpięte nad obłokami,

Gdzie labirynty myśli przestają istnieć

Zmierzając ku nieskończoności,

Poza horyzont ludzkiego oka,

W oderwaniu od szczegółu i schematu.

Tam właśnie jesteś teraz.

Bliżej nieba, bliżej słońca,

Bliżej nowej perspektywy

I innych rozwiązań.

Bliżej…

KRZYK

Gdy w sercu

Żal,

Tęsknota,

Rozpacz,

Krzycz!

Bo tylko krzyk przyniesie ci ulgę

I pomoże zrozumieć, że wiatr,

Słońce,

Deszcz

I burza

To świat. Że ty, to ty

A on, to on.

Bo cóż by był za sens,

Gdybyś na drzewo powiedział smok,

Róża,

Dom,

But,

Czy coś równie bezsensownego.

Dlatego krzycz!

Dlatego kąsaj,

Gryź,

Szczekaj

I drap,

Gdy ktoś ci na odcisk wlazł,

Stanął,

Nadepnął

I wierci dziurę w brzuchu.

Krzycz!

A może zjadłbyś trochę kiszonych ogórków,

Czy czegoś tam jeszcze

Innego?

CHWILA ZADUMY

Dlaczego kochasz?

Gdy obok brat brata zabija?

Czemu się śmieją,

Gdy obok żebrak wyciąga dłoń?

Dlaczego tańczą,

Gdy obok umiera człowiek?

Gdy się śmiejesz,

Ludzie mają oczy pełne łez.

Kiedy płaczesz,

Oni śmieją się.

Ty siedzisz,

Oni stoją.

Ty biegniesz,

Oni siedzą.

Ty czytasz,

Oni pytają.

Ty kochasz,

A oni – po prostu nienawidzą.

„W”

Cztery światy.

Dwa w tobie, dwa we mnie.

Cztery światy, jak jeden,

A jeden jak cztery.

Więc cztery czy jeden?

W tobie czy we mnie?

A może w nas?

CZEKANIE

Kroki… Miarowe kroki.

Raz, dwa, trzy.

Odliczam kolejno.

I zrywam się. I biegnę do okna.

Nie…To nie ty…

Wracam na swe miejsce.

W pustym fotelu.

Zatapiam się w rozmyślaniach.

Znów kroki… Kroki!

I dzwonek!!!

Teraz to już na pewno ty!

Serce skacze jak oszalałe.

Otwieram. Wyciągam ramiona,

By rzucić się tobie na szyję…

Lecz ramiona opadają.

Nie, to tylko listonosz

Z rachunkiem za telefon

I z jakimś telegramem.

Wracam na swoje miejsce.

W pustym fotelu.

Czyjeś głosy? Wołanie?

Ale nie do mnie. Nie do mnie!

W oczach błyszczą łzy.

Rozmazuje się

Tak starannie wypracowany makijaż.

Już za późno, abyś przyszedł.

A przecież dopiero wybiła czwarta…

Wciskam się głębiej w swoje miejsce

W pustym fotelu.

Nadzieja… Wiara… Miłość…

Nie ma!!!

Nie ma Nadziei!!!

Może jutro…

ZWĄTPIENIE

Mówisz, że kochasz,

A we mnie wszystko krzyczy,

Że miłość nie istnieje,

Że nie ma miłości.

A ty powtarzasz z uporem,

Że mnie kochasz.

Więc jak to jest?

Jak możesz kochać,

Skoro nie ma miłości?

Ty powtarzasz wciąż to samo,

Nic, tylko te słowa trzy: Kocham, kocham, kocham.

I wiem, że nie kłamiesz.

I nie rozumiem.

Ani ciebie, ani tych słów.

Bo na świecie miłość umarła.

Przesłoniło ją skrzydło kormorana

Lecącego na północ.

A może kiedyś miłość zmartwychwstanie?

Odrodzi się, jak Feniks,

Z własnych popiołów,

I rozkwitnie na nowo

W tych sercach zimnych i pustych?

Ty znów mówisz, że kochasz.

A ja nadal nie wiem.

Nie wiem.

Więc, pomóż mi uwierzyć…

NOC SAMOBÓJCZA

Ta noc samobójcza…

Siedzisz i działasz wbrew sobie.