Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 302 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bliskość - Kristen Proby

Camilla LaRue miała pięć lat, gdy zakochała się w Landonie. Wszyscy mówili, że szczenięca miłość nie trwa długo – najwyraźniej nigdy nie spotkali Landona. Cami z każdym rokiem kochała go bardziej. Kiedy wyjechał po maturze, żeby zostać pilotem, złamał jej serce...
Dwanaście lat i jedno nieudane małżeństwo później Cami jest współwłaścicielką Pokusy – najpopularniejszej restauracji w Portland. Ma wszystko, a przynajmniej tak jej się wydaje. Dopóki do miasta nie wraca Landon…
Landon zawsze kochał Cami, ale nigdy tego nie wyznał. Była przyjaciółką jego młodszej siostry. Teraz Cami nie jest już dziewczynką. Jest kobietą – cudowną i seksowną. Czy tym razem to ona złamie jego serce?

Opinie o ebooku Bliskość - Kristen Proby

Fragment ebooka Bliskość - Kristen Proby

Korekta

Halina Lisińska

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© CHAINFOTO24/Shutterstock

Tytuł oryginału

Close to You

Copyright © 2016 by Kristen Proby

Published by arrangement with HarperCollins Publishers.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6296-3

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Prolog

Landon

Jesteś spakowany? – pyta przez telefon moja siostra Mia. Jej głos jest zachrypnięty od snu, nic dziwnego, bo w Portland, w Oregonie, jest środek nocy.

– Wyjeżdżam jutro, Mia. Jasne, że nie jestem spakowany. – Mia parska. Właśnie skończyłem moją ostatnią odprawę, mój ostatni dzień jako oficer Marynarki Wojennej. Chwytam suwak kombinezonu lotnika i wzdycham. – To nie fair.

– Wiem – odpowiada cicho. – Ale jesteś cały i zdrowy, a mogłeś zginąć, Landon.

Marszczę brwi, patrzę na siebie w lustrze i rozpinam kombinezon po raz ostatni. Już nigdy więcej go nie włożę, nigdy więcej nie będę pilotem.

Co do cholery mam teraz robić? Marynarka złożyła mi propozycję, ale jeśli nie mogę latać, nie ma to dla mnie sensu. Latanie to nie jest coś, co po prostu robię, to całe moje życie.

– Za dużo myślisz – mówi Mia.

– Jestem pilotem, Mia. To jest to, co kocham. To nie miało się tak skończyć.

– Żyjesz – powtarza.

– Czyżby? – mruczę, kręcę głową i czuję ból w szyi, który powraca od czasu do czasu. Katapultowanie się z F-16 spowodowało uszkodzenie szyi i utratę kilku centymetrów wzrostu, których mogę już nie odzyskać, tak jak całej kariery w marynarce.

Kurwa!

– To były najdłuższe cztery miesiące w naszym życiu, Landon. Nie możemy się ciebie doczekać.

– Będę w domu za kilka dni – odpowiadam, ściągając T-shirt, ostatnią rzecz z mojego dobytku, i wrzucam do pudełka, które marynarka przesłała mi z Włoch.

Uwielbiałem być we Włoszech przez ostatnie lata i Bóg jeden wie, że nie zamierzałem ich tak opuszczać.

Ale opuszczam. Może Mia ma rację; przynajmniej żyję, mogę chodzić i żyć normalnym życiem.

Ale nie mogę latać.

I to boli bardziej niż rany po katastrofie.

– O której godzinie powinnam odebrać cię z lotniska?

– Nie ma potrzeby – odpowiadam, żałując, że zadzwoniłem do siostry i ją obudziłem. Po prostu nie wiedziałem, co innego mogę zrobić, kiedy przyszedłem tutaj i stanąłem twarzą w twarz z pudełkami i końcem kariery, którą kochałem. – Dojadę sam.

– Landon…

– Wszystko okej, naprawdę. Zobaczymy się za kilka dni.

– Wracaj bezpiecznie – mówi. – I, Landon?

– Tak?

– Wszystko będzie dobrze.

Zmuszam się do uśmiechu i kiwam głową, chociaż ona tego nie widzi.

– Oczywiście, że tak.

Żegnamy się, a ja siadam na brzegu łóżka, pocieram twarz i biorę głęboki oddech. Mam nadzieję, że ma rację.

Rozdział 1

Cami

Wrócił.

Biorę głęboki, oczyszczający wdech i przesuwam dłońmi po moich blond włosach, sprawdzając makijaż. Nie mam go za wiele i z pewnością nie jestem tak utalentowana jak moja najlepsza przyjaciółka Addie, ale jednak. Moje zielone oczy są ładnie podkreślone, usta różowe, a serce bije szybciej niż kiedykolwiek.

– Znasz go całe życie. Nie jest kimś innym – mówię do siebie w lustrze. – Po prostu podejdziesz się przywitać. Nic wielkiego.

Nie wyglądam na przekonaną, więc mrużę oczy i pochylam się. Jest po prostu starym znajomym. Zrozum wreszcie.

Landon jest moim kolejnym najlepszym przyjacielem. Starszy brat Mii. Addie, Mia i ja dorastałyśmy razem, a ja byłam zakochana w Landonie, od kiedy pamiętam. Boże, jedno spojrzenie na niego wywołuje szaleństwo motyli w moim brzuchu. Jest przystojny – stwierdzenie roku – i słodki i… cholera.

Kręcę głową do mojego odbicia, odwracam się, by chwycić torebkę i pojechać do domu rodziców Landona, gdzie się zatrzymał się, kiedy wrócił kilka dni temu. Landon służył w marynarce, od kiedy skończył college. Był pilotem, do czasu wypadku kilka miesięcy temu, kiedy katapultował się z samolotu.

Nigdy nie czułam takiego strachu jak tego dnia, kiedy dostaliśmy telefon, że został ranny. A ostatnie kilka miesięcy, gdy był po drugiej stronie świata, były torturą. Nie mogłam go zobaczyć, żeby upewnić się, że wszystko z nim w porządku. Musiał wydobrzeć i przejść procedurę zwolnienia z marynarki, zanim mógł wrócić do domu.

Dzięki Bogu, że już wrócił. Dałam mu kilka dni na aklimatyzację, ale już dłużej nie mogę zwlekać. Muszę go zobaczyć.

I jestem zdenerwowana jak cholera.

Parkuję na podjeździe domu jego rodziców, zbieram odwagę, wchodzę na chodnik przed frontowymi drzwiami i pukam z większym przekonaniem, niż czuję.

W domu nikt się nie rusza, co mnie dziwi. Jest na tyle wcześnie, że powinien być w domu.

Pukam raz jeszcze i w chwili, gdy zamierzam się poddać i odejść, otwierają się drzwi i pojawia się on.

Półnagi.

Potargane włosy.

Zaczerwienione oczy.

Czy wspominałam, że jest na wpół nagi?

– Co tutaj robisz? – pyta głosem pełnym snu, gasząc moje spojrzenie.

– Jeszcze spałeś? – pytam, krzyżując ramiona i zachowując wyraz twarzy, jakbym codziennie widywała półnagich mężczyzn.

Czego nie widuję. A z pewnością nie wysokich, ciemnowłosych mężczyzn z zimnymi, niebieskimi oczami, oliwkową skórą i wyrobionymi mięśniami.

Jezu.

– Jest wcześnie – burczy i przeciera ręką po twarzy. Nie zaprasza mnie do środka. Nie wygląda na szczęśliwego, że mnie widzi.

Nawet mnie nie przytulił, co prawdopodobnie nie jest złe, biorąc pod uwagę, że jest w połowie nagi, a ja prawdopodobnie zrobiłabym coś tak głupiego jak powalenie go i molestowanie.

Spoko, dziewczyno.

– Nie jest tak wcześnie – odpowiadam, on kieruje na mnie przymrużone oczy i zaciska szczęki, a ja zdaję sobie sprawę, że nie tylko nie jest podekscytowany moją obecnością, ale wręcz… zirytowany.

– Wciąż odczuwamjet lag. Czego chcesz Cami?

Cofam się o mały krok i kręcę głową.

– Nic nie chcę, Landon. Po prostu postanowiłam zatrzymać się i powiedzieć: witaj w domu.

– Dzięki. – Jego głos jest beznamiętny. W ogóle się tego nie spodziewałam. Landon zawsze był otwarty, cieszył się na mój widok. Nie wiem, co z tym zrobić.

Wiem jedno: muszę się stąd zabrać. Żałuję, że przyszłam.

– Przepraszam, że cię obudziłam – mruczę, patrząc na stopy, kiedy się odwracam. – Do zobaczenia.

– Cami – mówi, ale ja się nie zatrzymuję, by zaczekać, co zamierza powiedzieć. Moja dewiza: walcz lub uciekaj, właśnie mnie dopadła i jedyne, o czym mogę myśleć to: Wynoś się stąd.

– Jakie żenujące – mruczę, powstrzymując łzy. – Dlaczego niby chciałby cię widzieć, Cami? Jesteś po prostu małą siostrzyczką jego najlepszego przyjaciela.

Ale nie zawsze tak było. W przeszłości byliśmy przyjaciółmi. Często przebywaliśmy razem, a ja nie chciałam wierzyć, że to z powodu Mii. Mieliśmy wiele wspólnego, rozmawialiśmy. A kiedy wstąpił do marynarki, zostawił dziurę w moim życiu, którą starałam się zapełnić, popełniając błąd i wychodząc za mąż.

Tęsknię za nim. Tęskniłam za nim przez te lata. A teraz wrócił i nie chce mnie?

Po prostu muszę się nauczyć z tym żyć. Poza tym to nie tak, że dobrze go znam. Dziesięć lat rozłąki to szmat czasu. Do domu przyjeżdżał tylko raz w roku, a kiedy wyszłam za mąż, przestał się ze mną kontaktować, ponieważ, jak powiedział, dalsze kontakty z zamężną kobietą nie byłyby właściwe.

Rozwiedziona czy nie, czemu miałabym myśleć, że nagle będzie podekscytowany spotkaniem ze mną i chwyci mnie w objęcia, a potem podzieli się śniadaniem i porozmawia?

Wzdycham, parkując na swoim podjeździe, wyłączam silnik i w końcu mierzę się z faktem, że mimo naszej przeszłości nie znam dobrze Landona. Znam młodego mężczyznę, który wyjechał dawno temu, mężczyznę, jaki już nie jest.

Ja też nie jestem tą dziewczyną, co byłam.

Przez całe lata nosiłam obraz kogoś, kto nie istnieje.

– Głupia – szepczę, trzaskam drzwiami, wchodzę na ganek, otwieram drzwi i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu widzę biało-szare paski, przemykające do domu pomiędzy moimi nogami, zatrzymujące się w wejściu do kuchni i siadające na zadku, jakby tutaj należały.

– O nie, musisz iść – mówię zdecydowanie. – No chodź. – Pokazuję na drzwi, ale kot tylko mruga, po czym dwukrotnie wylizuje ogon, nim zwraca na mnie spojrzenie.

Nigdy wcześniej nie widziałam tego kota.

– Skąd przyszedłeś? – pytam, opierając dłonie na biodrach i rzucając kotu moje najlepsze spojrzenie.

Nie wygląda na przejętego.

– Musisz iść – mówię i zbliżam się do niego. – Uciekaj. Na zewnątrz.

On z łatwością mnie omija i ucieka do pokoju dziennego, obserwując mnie.

– Miau.

– Nie, nie możesz zostać – odpowiadam, jakby obchodziła mnie rozmowa ze zwierzakiem. – Naprawdę, ja nie lubię kotów.

– Miau.

– Ponieważ są humorzaste i samolubne. Naprawdę wolę psy – mówię, próbując go przekonać. Macha ogonem i odwraca się ode mnie. – Naprawdę, nawet nie wolno mi tu mieć zwierząt. Mój najemca mi na to nie pozwala.

Super. Teraz kłamię kotu. To mój dom.

– To nie o ciebie chodzi, tylko o mnie – próbuję, ale kot kładzie się na plecach, wystawiając brzuch, i rozciąga się na moim drogim dywanie, czując się jak u siebie w domu.

– Miau.

– Musisz. Wyjść. – Klaszczę w dłonie i poruszam się szybciej, próbując go wystraszyć, żeby wybiegł frontowymi drzwiami, ale on ucieka w przeciwnym kierunku. – Poważnie? Naprawdę zaczynasz mnie wkurzać.

– Miau.

– Powiedziałam na dwór – mówię władczym głosem.

Kot skacze na oparcie kanapy i czeka na mój kolejny ruch, przyczajony, by móc go uniknąć, jestem tego pewna.

W końcu zeskakuje, przebiega pomiędzy moimi nogami do frontowych drzwi, a kiedy się odwracam, stoi w nich Landon, ubrany teraz w koszulkę, oparty o futrynę, z uśmieszkiem na twarzy i ocierającym się i mruczącym kotem pomiędzy nogami.

– Co ty próbujesz zrobić swojemu kotu? – pyta, pochylając się i biorąc na ręce terrorystę.

– To nie mój kot – odpowiadam i wzdycham. – Wbiegł tutaj, a teraz nie mogę go wyrzucić.

– Sprytny kot – odpowiada Landon i drapie zwierzę po głowie. Niebieskie oczy Landona są zwrócone na mnie, kiedy przechodzi przez drzwi i siada z kotem na mojej kanapie.

– No cóż, czujcie się obaj jak u siebie w domu. – Przewracam oczami i przeczesuję włosy. – Czego chcesz Landon?

Zastygam. Nigdy wcześniej nie zwracałam się tak ostro, rozmawiając z Landonem. Nie bardzo to do mnie pasuje.

– Przepraszam Cam – odpowiada miękko, obserwując, jak kot zwija się na jego kolanach, mrucząc ze szczęścia.

– Nie ma za co – mówię i siadam na fotelu po jego lewej stronie. – Nie powinnam przychodzić bez uprzedzenia.

Przyglądam się wzorowi na fotelu, nie chcąc napotkać spojrzenia Landona. Wciąż jestem zakłopotana i zbita z tropu historią z kotem.

– Nie zamierzałem na ciebie warczeć.

– Już dobrze. Po prostu chciałam się przywitać. Nic ważnego. Mam coś do zrobienia, więc gdybyś mógł zabrać ze sobą kota, kiedy będziesz wychodzić, będę wdzięczna.

Wstaję, żeby wyjść z pokoju, ale Landon łapie mnie za nadgarstek. Kiedy byłam mała, Landon zawsze łapał mnie za nadgarstek, kiedy chciał wziąć gryza tego, co jadłam albo przyciągnąć moją uwagę. Jest facetem lubiącym dotyk. Zerkam na jego twarz i serce mi podskakuje. Jego niebieskie oczy są… smutne.

A moje ramię płonie od jego dotyku.

– Naprawdę jest mi przykro. – mówi. – Po prostu nie jestem ostatnio sobą.

Delikatnie wysuwam rękę z jego uścisku i ponownie siadam, obserwując go.

– Okej.

– Nie chciałem wracać do domu – ciągnie dalej, głaszcząc kota, który mruczy szczęśliwy, jakby tutaj mieszkał. – Wszystko wydaje się teraz dziwne. Ale to nie znaczy, że mogę na ciebie warczeć. Jesteś najsłodszą osobą, jaką znam.

– Już mnie nie znasz – mruczę, przypominając sobie, o czym myślałam w samochodzie. Landon unosi brew, ale potem potakuje.

– Może nie. Ale wiem, że jesteś słodka, a mnie na tobie zależy i po prostu chciałem powiedzieć, jak mi przykro, że byłem takim dupkiem.

– Dziękuję.

Patrzy na mnie, naprawdę na mnie patrzy, jego wzrok przesuwa się po mnie od głowy po palce u stóp, a potem znów spogląda mi w oczy.

– Wyglądasz wspaniale.

– Dziękuję – powtarzam, nie wiedząc, co więcej powiedzieć. Widzę, że czuje się zraniony, a może i zakłopotany, a we mnie wszystko krzyczy, żeby rzucić się na niego i pogłaskać go tak, jakby był kotem, żeby go ukoić.

Ale nie mogę. Nie w moim mieszkaniu. Więc wciąż siedzę i czekam na jego kolejny ruch.

Po ciągnącej się wieki minucie on wstaje, stawia kota na podłogę i idzie do drzwi.

– Dzięki, że wpadłaś, Cami – mówi, kiwa głową i wychodzi.

Wzdycham i zerkam na kota.

– Ty nie zamierzasz wyjść, prawda?

Kot wskakuje ponownie na kanapę, gdzie dopiero co siedział Landon, zwija się w kulkę i momentalnie zapada w sen.

– Spóźniłaś się – informuję Riley, która wchodzi z butelką wina i siatką pełną lodów.

– Przepraszam – odpowiada, spiesząc do kuchni, żeby schować lody i otworzyć butelkę. – Zatrzymał mnie telefon od Web designera. Ale przyniosłam cukier i wino, więc powinno mi zostać wybaczone. Poza tym serial się jeszcze nie zaczął.

Kładę kawałki pizzy na talerze, które wraz z kieliszkami zabieramy do pokoju, gdzie rozpoczynamy nasze wieczorne spotkanie.

Każdego tygodnia Riley, kolejna moja najlepsza przyjaciółka i partnerka w interesach, przychodzi do mnie po czym oglądamy nasze ulubione seriale, jedząc niezdrowe jedzenie i pijąc zbyt dużo wina.

To nasza tradycja.

– Miau – rozlega się dźwięk, kiedy kot wślizguje się do pokoju, wyciągając nos w kierunku jedzenia.

– Co do cholery! – dziwi się Riley. – Od, kiedy masz kota?

– Nie mam – odpowiadam, kiedy pojawiają się napisy Pamiętników wampirów. – On ma mnie.

– Co?

Wyjaśniam jej, jak wbiegł do domu i odmówił wyjścia.

– Więc kupiłam mu trochę jedzenia, posłanie i kilka zabawek.

– Masz kota – śmieje się Riley.

– On ma mnie – powtarzam.

– Jak ma na imię?

– Czmychacz. Ponieważ nie chciał czmychnąć.

– Jest cudowny – uśmiecha się Riley i drapie Czmychacza za uszami, co wywołuje u niego mruczenie. – Jest taki ładny.

– I uparty. Nie słucha. Mówię mu, że nie może spać na moim łóżku, a on i tak to robi. Jedyną rzeczą, którą robi jak należy, jest korzystanie z kuwety.

– Jest kotem – Riley wzrusza ramionami. – Tak się zachowują koty.

Jemy i oglądamy telewizję, a Czmychacz wskakuje na oparcie kanapy, gdzie zwija się w kulkę do snu.

– Mówię ci – oznajmia Riley, popijając wino. – Że Ian Somerhalder będzie kiedyś moim mężem.

– Ale on już ma żonę – przypominam jej, obserwując, jak młody wampir pożywia się niewinnym świadkiem, ratując przy tym miasto od demona.

Jest to niesamowity rodzaj ironii.

– Dla niego mogłabym się zatrudnić jako robotnik rozbiórkowy – mówi czule. – To znaczy, spójrz na niego.

– Z pewnością seksowny – potwierdzam. – Za wyjątkiem krwi cieknącej mu po brodzie.

– Nie wykopałabym go z łóżka tylko dlatego, że mu krew kapie z brody. No chyba, że chciałby to zrobić w łazience.

– Eh.

– Nie lubisz robić tego w łazience?

– Nie, chodzi o krew.

Chichoczemy i oglądamy dalej serial. Kiedy się kończy, wciskam pauzę, żebyśmy mogły dokończyć pizzę, napełnić ponownie kieliszki i sięgnąć po lody. Ponieważ zaraz po Pamiętnikach wampirów jestThe Originals, a potem scenki z kręcenia Pamiętników wampirów.

W chwili, kiedy zamierzam znowu włączyć telewizję, Riley pyta.

– I co, widziałaś Landona?

Nie patrzy prosto na mnie i mówi to tak, jakby pytała, czy sprawdziłam prognozę pogody na jutro.

– Widziałam go kilka dni temu – odpowiadam. – Przez chwilę.

Naprawdę nie chcę wchodzić w szczegóły. Wszystkie dziewczyny wiedzą, że byłam zakochana w Landonie przez lata.

– Kat mówi, że pewnego dnia przyszedł do restauracji – mówi Riley. Kat jest piątą osobą z naszej grupy. Piątą ze współwłaścicielek Pokusy, popularnej restauracji w Portland. Działamy już prawie rok, a interesy nie mogłyby iść lepiej.

– Naprawdę? – pytam.

– Powiedziała, że wygląda naprawdę nieźle.

Nie, wcale nie. Jest smutny i być może przestraszony, a pomaganie mu nie jest moją sprawą.

– To dobrze.

Wciskam „play” i udaję, że jestem bardzo zainteresowana serialem. Kiedy kończę swoje lody, Czmychacz wskakuje mi na kolana i zwija się, ale kiedy zaczynam go głaskać, syczy na mnie, więc pozwalam mu po prostu leżeć.

– Wiem, że Mia cieszy się z powrotu Landona – zaczyna Riley, a ja mam ochotę nasyczeć na nią.

– Czemu wciąż o tym mówimy?

– Ponieważ ty nic nie mówisz.

– Nie ma nic do opowiadania. Wrócił do domu.

– A ty go kochasz.

Kręcę głową.

– Myślałam o tym. Nie znam go Ri, nosiłam w sobie obraz chłopca, którego znałam. Wiele się wydarzyło.

– Ale to Landon.

– Już dobrze – mówię wyczerpana. – Fajnie będzie go spotkać raz na jakiś czas, ale już nie jestem nastolatką, Riley.

– To ze względu na Briana?

– A co ma do tego Brian? – Stanowczo jestem nieprzyjemna. Nie lubię o tym mówić. Wywołuje to we mnie poczucie winy i czuję się źle.

– Słuchaj, ludzie cały czas się rozwodzą. – Głos Riley jest spokojny i konkretny. – Przyznaję, że przyjaźń z twoim eks jest dziwna, ale tak się zdarza. Tak słyszałam.

– Brian nie ma nic wspólnego z Landonem.

– No cóż, biorąc pod uwagę, że nigdy wcześniej się nie spotkali, i że Brian nawet nie pochodzi stąd, nie mogłabyś tak myśleć. Ale ja i tak wiem swoje. – Riley łagodnie na mnie patrzy. Jest jedyną osobą, która zna wszystkie powody, dlaczego moje małżeństwo z Brianem nie wypaliło.

A jednym z nich jest Landon.

– Byłam młoda i kiedy poznałam Briana…

– Nadal miałaś w głowie Landona, wiem.

– Ale nie poślubiłam Briana w zastępstwie Landona, Riley. To głupie. Zakochałam się w Brianie, a nasz związek naturalnie ewoluował w kierunku małżeństwa. To był logiczny następny krok.

– Logiczny. – Riley kiwa głową.

Ciężko wzdycham. Nie muszę mówić Riley, że małżeństwo z Brianem się nie udało, ponieważ nigdy nie pozwoliłam sobie na zakochanie się w nim tak, jak na to zasługiwał. Że wciąż jakiś kawałek mojego serca był zarezerwowany dla Landona.

Mimo że wiedziałam, że Landon nigdy nie wróci.

Tylko że jednak wrócił, a ja nie jestem już dzieckiem i nadal jestem nim zafascynowana, co jest głupie.

– Czy możemy już o tym nie rozmawiać, tylko oglądać serial?

– Dobrze. – Nie wygląda na przekonaną, ale ja naprawdę nie chcę rozmawiać o Landonie. Kiedy serial się kończy, sprzątamy i Riley wychodzi, a ja wspinam się po schodach do sypialni. Nie oponuję, kiedy Czmychacz wskakuje na łóżko i zwija się przy moich kolanach.

Już nie jestem nastolatką. Schrzaniłam małżeństwo z dobrym człowiekiem, bo nadal miałam w sercu Landona. To dziecinne i śmieszne.

Trzeba to zatrzymać. To przeszłość, a ja muszę ruszyć do przodu z moim życiem.

Uwielbiam naszą restaurację. Zaharowywałyśmy się na śmierć, żeby ją mieć. Przechodzę przez jadalnię i zatrzymuję się, by popatrzeć na naszą ladę i cieszyć oczy łagodnym kolorem i bogatą tkaniną. Są zapraszające. Sexy.

Wszystko w tym miejscu jest sexy. Zadbałyśmy o to. Od ciepłej atmosfery po afrodyzjaki w menu Pokusa krzyczy klasycznym seksem.

A ja lubię myśleć, że to odzwierciedla pięć kobiet – właścicielek, które ją prowadzą.

Podchodzę do baru, którym rządzi Kat i uśmiecham się, kiedy widzę ją i Mię, naszego szefa kuchni, jak wsadzają głowy do gablot z winem i wąchają.

– Pachnie jak wino – mówi Mia.

– Pachnie jak czereśnia i dąb. Jest pełne.

– Jak ja. – Mia mruga i klepie się po biodrze. Może Mia ma kilka zbędnych kilogramów, ale i tak jest sexy. Jej długie, ciemne włosy, zwykle ukryte pod czapką, zwisają lokami do talii.

– Chciałabym mieć takie loki – mówię, dołączając do nich. – Co robicie?

– Kat próbuje mnie nauczyć, jak pachnie wino.

– I jak idzie?

– Pachnie winem. – Mia wzrusza ramionami.

– Poddaję się – mówi Kat, wykrzywiając usta w dezaprobacie.

– Kat to ty powinnaś się na tym znać – przypominam jej. – I jesteś w tym doskonała.

– Dokładnie. – Mia zgadza się ze mną. – Ty jesteś ekspertem od win. Ja będę robić dalej to, co robię w kuchni.

– Dobry plan – mówi Addie, jej obcasy stukają o drewnianą podłogę, kiedy dołącza do nas z Riley. Addie jest wysoka i sama tworzy swoje stroje. Jest najbardziej stylową osobą, jaką znam, a ponieważ jest byłą modelką, nie spodziewałabym się niczego innego.

– Kat, właśnie skończyłam rozmowę z Leah, twoją nową barmanką. Będzie tutaj o trzeciej, żeby zacząć szkolenie.

– Dobrze. Nie wiem, czemu zadzwoniła na telefon firmowy, a nie na moją komórkę.

– Powiedziała, że zgubiła twój numer. Brzmiała trochę…– Addie próbuje znaleźć słowo.

– Nie najbystrzejsza? – pyta Kat. – Jest trochę tępa, ale jest wspaniałą barmanką, uroczą, i nie daje się klientom, którzy wypili zbyt dużo. Ma mocne rekomendacje.

– W pełni ufam twojemu osądowi – odpowiada Addie z uśmiechem. – Po prostu przekazuję wiadomość.

– Nie próbuj jej łączyć z Brianem – mówi Kat, wskazując na mnie.

– Nie zrobiłabym tego – obiecuję jak najbardziej niewinnie. – Jak mogłabym umawiać ludzi z moim byłym mężem. – Nie mogę powstrzymać się od wykrzywienia ust.

– Jasne, ponieważ nie próbowałaś umówić z nim każdej kobiety, którą znasz, włączając w to nas – odpowiada Mia, przewracając oczami. – Szukanie kobiet dla twojego eks jest po prostu dziwne.

– Dla twojej informacji, ostatnio znajduje sobie sam kobiety – odpowiadam. Mój były mąż, Brian, jest dobrym człowiekiem i chcę znaleźć dla niego jakąś cudowną kobietę. Zasługuje na to. Ja po prostu nie byłam dziewczyną dla niego, ale nadal jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.

– A teraz, skoro jesteśmy wszystkie – zaczynam, zmieniając temat i otwieram folder, który przyniosłam ze sobą. – Porozmawiajmy o rozszerzeniu.

– Nie mogę uwierzyć, że już się powiększamy – mówi Riley, zerkając na wino Mii. – Zaczęłyśmy niecały rok temu.

– I pękamy w szwach – odpowiadam. – Z Jakiem zapełniającym tłumem każdy weekend i podszeptywaniem, jakie to fajne i sexy miejsce, zbyt długo czekamy. Przygotowałam szkice i wyliczenia. Potrzeba powiększenia nie jest czymś złym.

– Zgadzam się – przyznaje Addie. – Sądzę, że mielibyśmy tłum nawet bez Jake’a. Tylko nie mów mu, że to powiedziałam.

Jake Knox jest mężem Addie i byłą gwiazdą rocka, który grywa w Pokusie w weekendy. Jego głos to czysty sex i idealnie pasuje do atmosfery tego miejsca.

– O Boże, przyniosła szkice – mówi Mia, łapiąc się za głowę. – To dla mnie jak zupełnie obcy język.

– Mogę porozmawiać z poprzednimi właścicielami obok pod nami, że zapłacimy za powierzchnię gotówką – mówię, ignorując Mię i przeglądam raport, który napisałam ostatniej nocy po wyjściu Riley, kiedy nie mogłam spać. Dołączyłam szkice i wyliczenia na koniec.

– Nie musimy wziąć kredytu? – pyta Kat, zaskoczona. – To cudowne.

– Jesteś takim wspaniałym finansistą Cam – mówi Mia z uśmiechem. – Nie przepadam za twoimi budżetami, ale wiem, że to jest to, czego potrzebujemy.

Uśmiecham się szeroko. Dezaprobata Mii dla moich budżetów nie jest żadnym sekretem. Szef kuchni, pasjonat, nawrzucała mi nieraz, kiedy mówiłam jej, że nie może dostać więcej pieniędzy na dodatkowe trufle.

– Szczerze, moim jedynym zmartwieniem jest czas – dodaje Addie. – Nie mam czasu doglądać budowy. Wiem, że Mia praktycznie mieszka w kuchni, a z Kat prowadzącą bar i Riley zajmującą się marketingiem, kto będzie to prowadził?

– Zgadzam się, i szczerze, teraz, kiedy Pokusa jest moim jedynym klientem, mam czas, żeby zająć się tym projektem. – Zwijam swój raport i biorę głęboki wdech. – Jakieś dwa miesiące temu zamknęłam mój drugi biznes biegłego księgowego, więc teraz jestem cała dla Pokusy. Nie żebym wcześniej nie była, ale przy szesnastogodzinnym dniu pracy tak długo, byłam nieco zmęczona.

– Jesteś pewna? – pyta Riley. – To będzie kilka pracowitych miesięcy.

– Jestem o tym przekonana.

– Cudownie – mówi Mia. – Razem z Landonem wykonacie świetną robotę.

– Że, co?

– Landon. – Mia uśmiecha się szeroko i wskazuje głową na drzwi, przez które przechodzi Landon. – Będzie kierował budową.

– Witam panie – mówi Landon, dołączając do nas. – Słyszę, że macie dla mnie zadanie.

– Mamy firmę budowlaną, z którą współpracujemy – zaczynam, ale Mia uśmiecha się potwierdzająco.

– Tata myśli o emeryturze, więc Landon przejmuje niektóre zadania – wyjaśnia. – Będziemy mieli tę samą załogę, ale to Landon będzie ją nadzorował.

– Cami będzie opiekować się projektem – informuje go Addie. – Więc jeśli będziesz czegoś potrzebował, to dzwoń do niej.

– Świetnie – odpowiada Landon, a ja w końcu zerkam na niego tylko po to, żeby zobaczyć, jak obserwuje mnie tymi swoimi lśniącymi, niebieskimi oczami. – Obiecuję, że wszystko pójdzie gładko.

Przełykam i nie mogę powstrzymać ironicznego uśmiechu. Właśnie kiedy zdecydowałam się utrzymać dystans do Landona, on będzie prowadził prace, nad którymi ja będę intensywnie czuwać.

Prawo Murphyego.

Pieprzony Murphy.

Rozdział 2

Landon

To, czego potrzebujemy – zaczyna Cami, prowadząc mnie do pustego pomieszczenia obok restauracji – to powiększyć ilość miejsc do siedzenia. Chcemy otworzyć drugą salę i dodać znaczącą liczbę stolików i lóż i powiększyć kuchnię Mii. Potrzebuje więcej sprzętu, a teraz jest to niemożliwe, ponieważ kuchnia w aktualnej wersji już nic nie przyjmie.

Kiwam głową i idę za nią, próbując nie patrzeć na jej tyłek.

Pracowałem nad trzymaniem oczu z dala od jej pupy więcej lat, niż mogę zliczyć. To nawyk.

Ale nadal ma niesamowity tyłek.

– Czy ty słuchasz? – pyta, krzyżując ramiona.

– Tak, proszę pani.

– Zamierzasz to zapisać?

– Robię notatki – odpowiadam i pukam się w głowę, dając znać, że zapamiętuję, co ona mówi.

– No cóż, to pocieszające – mruczy i odwraca się, wywołując u mnie uśmiech. Cami zawsze była zabawna. Raczej daje niż bierze, jest miła i kiedyś łączyła nas specjalna więź. Nie pamiętam czasu, kiedy jej nie pragnąłem. Gdyby była kilka lat starsza, był czas, kiedy zbliżyłbym się do niej w inny sposób, ale wtedy wstąpiłem do marynarki, a ona wyszła za mąż i życie się potoczyło dalej. To nie jest właściwe, żeby mężczyzna dalej dzwonił i wysyłał listy do zamężnej kobiety, niezależnie od tego, jak bardzo go to zabija, że ona należy do innego. Więc się rozdzieliliśmy.

Nagle staje, składa palce nerwowo i wzdycha.

– Landon, chciałam ci podziękować za to, że przyjechałeś do domu, kiedy zmarli rodzice.

Patrzę na nią przez chwilę, a potem kręcę głową, wsuwam ręce w kieszenie i szuram nogami.

– Nie musisz mi za to dziękować.

– Tak, muszę. To był trudny czas i to, że byłeś wtedy tam… było uspokajające.

– Cieszę się. Jak się trzymasz?

– Lepiej – odpowiada i się uśmiecha. – Sporo się wydarzyło przez te lata.

To było kilka lat? Nie miałem pojęcia. Czas płynie tak szybko.

– Restauracja dostarcza nam wszystkim zajęcia. – Bierze głęboki wdech i rozgląda się po pustej przestrzeni. – A mówiąc o tym, myślę o rzędzie lóż, takich jak te, które już mamy. Będą tutaj ładnie wyglądały – mówi, wskazując na dalszą ścianę. Ciągnie dalej swoją wizję z oczami błyszczącymi z podniecenia.

Jest profesjonalna i pobudzona, a ja nie mogę oderwać od niej wzroku. Nigdy nie mogłem. Dołeczki w policzkach, które pojawiają się, kiedy się uśmiecha. Włosy ma związane w prosty kucyk, a na sobie dżinsy, trampki i koszulkę.

Wciąż wygląda, jakby miała szesnaście lat.

Ale kiedy się odwraca, a jej koszulka otula ciało, nie jest już dzieckiem. Jest kobietą.

Piękną, pociągającą, cudowną kobietą.

– Poważnie, w ogóle nie poświęcasz mi uwagi – warczy.

– Och, poświęcam – odpowiadam. Może nie w ten sposób, w jaki by chciała, ale poświęcam. – Jak tam radzicie sobie z kotem?

– Przejmuje mój dom.

– Lubi cię. Jesteś kobietą do lubienia. – Wzruszam ramionami i patrzę, jak się spina, a potem kręci głową.

– Rozmawiamy o pracy.

– Wydaje mi się, po pierwszym spotkaniu, że dogadaliśmy się – odpowiadam i rozglądam się po pomieszczeniu. – Co było tutaj?

– Sklep z zabawkami – wyjaśnia. – Sądzę, że większość ludzi kupuje w dzisiejszych czasach przez Internet.

– Może podniesiemy tutaj sufit? – mówię, przyglądając się mu. – Mogę zrobić tak, żeby dorównał do tego, który macie, otworzyć go trochę.

– Dobrze. Nie wiem, czemu go obniżyli.

– Prawdopodobnie, żeby ograniczyć koszty ogrzewania.

– Podniesienie go będzie znacznie lepsze. – Kiwa głową, opiera ręce na biodrach i rozgląda się dalej. – Czy możemy również wyrównać podłogi?

– To żaden problem.

– Cudownie. – Przerywa, uśmiecha się i klaszcze w dłonie. – Jestem taka podekscytowana.

– Mimo że to ja jestem twoim współpracownikiem? – pytam i wyciągam rękę, by odgarnąć jej włosy, ale ona schodzi z mojej drogi.

– Sądzę, że mogę się z tobą dogadać.

– Lubisz mnie. – Zauroczenie mną, od kiedy byliśmy dziećmi nie jest sekretem. Ja swoje starałem się ukrywać, ale Cami nigdy.

– Jesteś okej. – Wzrusza ramionami i chichocze, i po raz pierwszy, od kiedy pamiętam, nie patrzy na mnie tymi iskrzącymi oczami i nie wiem, co z tym zrobić.

A tak cholernie za tym tęsknię.

– Myślę, że mam już wszystko, czego potrzebuję.

– Świetnie. – Mija mnie, ale potyka się, a ja łapię ją, obejmuję w talii i przyciągam do siebie.

– Hej, ostrożnie – mruczę z twarzą milimetry od niej i przez krótki moment te iskierki w jej oczach wracają, powodując, że zaciska mi się żołądek. Nie jest na mnie tak uodporniona, jak chciałaby wierzyć. – Mam cię.

– A oto co ja mam, kiedy mam na sobie trampki – burczy i chwyta mnie swoimi małymi dłońmi za marynarkę, próbując postawić stopy na ziemi.

– Zwykle nie nosisz butów?

– Nie trampki – mruczy i próbuje się odsunąć, ale ja zaciskam ramiona i cieszę się chwilą, kiedy ona słodko próbuje ze mną walczyć. Pachnie tak dobrze.

Jest cholernie idealna.

Pierwszy raz od kilku miesięcy czuję, że naprawdę żyję.

– Widzę, Landon – mówi, ale ja nie puszczam jej. Jeszcze nie.

– Zawsze widzisz – odpowiadam delikatnie, ale kiedy ona patrzy na mnie, jakbym postradał zmysły, iskierki nikną w jej oczach, puszczam ją i cofam się, natychmiast tęskniąc za jej ciepłem. – Patrz, gdzie stawiasz nogi.