Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 55 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biedna, mała Luna - Holly Webb

Bella, suczka Laury, wkrótce urodzi szczenięta. Laura nie może się tego doczekać, chociaż wie, że pieski trafią do nowych domów, gdy tylko wystarczająco podrosną.
Gdy jednak szczenięta przychodzą na świat, jedno okazuje się bardzo maleńkie i rodzice nie mają pewności, czy przeżyje. Mała suczka, której Laura nadaje imię Luna, musi być całą dobę karmiona z butelki. To będzie ciężka praca, ale dziewczynka zrobi wszystko, co w jej mocy, by ratować Lunę...

 

Wszystkich fanów książek Holly Webb i miłośników czworonogów zapraszamy na stronę:

www.zaopiekujsiemna.com.pl

Świetna zabawa dla wirtualnych opiekunów, forum i wiele konkursów!

Opinie o ebooku Biedna, mała Luna - Holly Webb

Fragment ebooka Biedna, mała Luna - Holly Webb

Biedna, mała Luna

Czytaj inne książki Holly Webb:

Zagubiona w śniegu

W poszukiwaniu domu

Wróć, Alfiku!

Gdzie jest Rudek?

Czaruś, mały uciekinier

Kto pokocha Psotkę?

Mgiełka, porzucona kotka

Figa tęskni za domem

Mały Rubi w tarapatach

Kora jest samotna

Ktoś ukradł Prążka!

Biedna, mała Luna

Gwiazdko, gdzie jesteś?

Biedna, mała Luna

Holly Webb

Ilustracje: Sophy Williams

Przekład: Jacek Drewnowski

Dla Williama i Robina

Tytuł oryginału: LucythePoorlyPuppy

Przekład: Jacek Drewnowski

Redaktor prowadząca: Sylwia Burdek

Redakcja: Ewelina Wolna

Typografia: Stefan Łaskawiec

Skład i łamanie: MEDIA SPEKTRUM

Copyright © for the Polish edition

by Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2012

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Text copyright © Holly Webb, 2011

Illustrations copyright © Sophy Williams, 2011

ISBN 978-83-265-0534-8

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 96

tel. 22-576-25-50, fax 22-576-25-51

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Rozdział pierwszy

- Bella wydaje się taka gruba! - Laura popatrzyła pod stołem na Bellę, sukę rasy beagle, która siedziała pomiędzy nogami zebranych. Dyszała i nie wyglądała na zbyt zadowoloną. Brzuszek miała olbrzymi, a wyraz pyska – raczej nadąsany.

Tata też zajrzał pod stół.

– Lada dzień będzie miała szczenięta. Później zmierzę jej temperaturę i sprawdzę, czy spadła.

Laura pokiwała głową. Od kilku tygodni codziennie mierzyli Belli temperaturę, bo ich weterynarz, Marek, powiedział, że tak najlepiej sprawdzić, czy szczenięta niedługo się urodzą.

Bella ciężkim krokiem wyszła spod stołu i poczłapała do swojej poduszki. Była to duża, miękka poduszka z czerwonego materiału; chwyciła jej krawędź zębami i przyciągnęła bliżej kaloryfera. Potem trąciła ją nosem, raz i drugi, jakby nie mogła jej ułożyć w pożądanym miejscu.

Laura patrzyła na nią z nadzieją.

– Czy to wygląda jak szykowanie gniazda?

– Nie wiem. Możliwe... – odparła mama z powątpiewaniem. Bella miała pierwszy raz wydać na świat szczenięta i wszystkiego musieli uczyć się na bieżąco, mimo że mama dziewczynki kupiła trzy różne książki o hodowli psów. 

– Trzeba szykować się do szkoły – zauważył tata, patrząc na zegarek.

Laura westchnęła.

– Pewnie Bella urodzi, kiedy będę w szkole, a bardzo, bardzo bym chciała przy tym być. Nie mogę zostać w domu? Dziś zakończenie, i tak nic nie będziemy robić, prawda?

Mama pokręciła głową.

– Nie. Poza tym nie chcesz się pożegnać z koleżankami? Pamiętaj, że z większością nie będziesz się widziała przez najbliższe tygodnie.

Dziewczynka zmarszczyła brwi. To była prawda. Uwielbiała mieszkanie na wsi. Ich dom stał kiedyś na terenie gospodarstwa i miał wielki ogród. W dawnych stajniach rodzice urządzili swoje biuro, a po drugiej stronie znajdowała się stodoła, w której Laura mogła się bawić. Lokalizacja miała też jednak swoje wady. Od wsi, w której była szkoła, dzieliło ją dwadzieścia minut jazdy samochodem, a jej najlepsza przyjaciółka, Milena, mieszkała w miejscowości położonej jeszcze dwadzieścia minut za szkołą! Dlatego spotkanie z nią podczas wakacji zawsze wymagało dłuższego planowania.

Laura wzięła swoją torbę i prezent, który miała dla swojej nauczycielki, pani Fugiel, po czym ostatni raz zerknęła na Bellę, kierując się do drzwi kuchni. Piękna, brązowo-biała suka wierciła się na swojej poduszce tak, jakby nie mogła się ułożyć w wygodnej pozycji.

– Nie możesz poczekać, aż wrócę? – poprosiła. Suka podniosła na nią duże, smutne oczy. Laura czule pokręciła głową. – Rozumiem, co masz na myśli. Na pewno bardzo chcesz już znowu być taka jak dawniej. Jeśli to się wydarzy dzisiaj, powodzenia, Bello. Nie pożałujesz. Niedługo będziesz miała cudowne szczeniaki.

– Będzie bardzo zmęczona – zauważył tata. – Będziemy musieli się nią opiekować. Pamiętam, jak Ruda, suka moich rodziców, urodziła. Byłem tylko trochę starszy od ciebie. A teraz chodź, bo się spóźnimy.

Gdy jechali samochodem po wyboistej drodze w kierunku głównej szosy, Laura spytała:

– Jak myślisz, ile szczeniaków urodzi Bella?

Tata pokręcił głową.

– Trudno powiedzieć. Może być bardzo różnie, od jednego do czternastu, według tych książek, które kupiła twoja mama. Ruda miała pięć.

Dziewczynka zmarszczyła czoło.

– Nie może być tylko jeden. Bella jest ogromna.

– Przypuszczam, że masz rację. Jest bardzo duża. Wygląda na to, że możemy się spodziewać przynajmniej kilku – zgodził się tata.

Westchnął, zauważywszy błysk w oku córki i podniecony uśmiech.

– Lauro...

– O co chodzi? – spojrzała na niego z niepokojem.

– Kochanie, pamiętaj, że nie zatrzymamy tych szczeniąt. Wszystkie pójdą do nowych domów.

– Wiem – powiedziała Laura cicho. Przez chwilę milczała, by w końcu dodać: – Ale będziemy je mieli przez parę miesięcy, prawda? Będę mogła się z nimi bawić przez całe wakacje i jeszcze dłużej.

Tata pokiwał głową.

– Zgadza się. Oczywiście, będziemy później za nimi tęsknić, ale będzie łatwiej, jeśli od razu zapamiętamy, że z nami nie zostaną.

– Nie zapomnę – obiecała. – O, jest Milena, tato! Mogę wysiąść tutaj? Pójdę dalej do szkoły z nią i z jej mamą, dobrze?

Tata zatrzymał się i Laura wysiadła, machając do swojej przyjaciółki.

– Cześć! Jak tam Bella? Szczeniaki już się urodziły? – spytała Milena z przejęciem.

Laura pokręciła głową, a potem się uśmiechnęła.

– Bella dziwnie się rano zachowywała. Ciągle coś kombinowała ze swoim legowiskiem, jakby szykowała gniazdo. Może nawet szczeniaki już będą, jak wrócę do domu! – powiedziała, z ekscytacją wymachując swoją torbą.

– Ty to masz szczęście – stwierdziła Milena. – Mamo, możemy wziąć jedno ze szczeniąt Belli? Proooszę!

– Oj, skarbie, wiesz, że bym chciała – odparła jej mama, podnosząc wyżej maleńką siostrę Mileny, Amelkę, którą trzymała na rękach. – Ale to by nie było w porządku. Jestem zajęta przy twojej siostrzyczce, a tata cały dzień pracuje. Piesek byłby samotny.

Milena westchnęła.

– Pewnie masz rację.

– Będziesz mogła się z nimi bawić, kiedy będziesz przychodzić w wakacje – obiecała jej Laura. – Zresztą ja też nie będę miała tych szczeniąt. Tata przypomniał mi o tym w samochodzie.

Przyjaciółka skinęła głową.

– Ale i tak będziesz je miała przez kilka tygodni. O, już dzwonek. Do zobaczenia, mamo!

Dziewczynki pobiegły do klasy i dołączyły do grupy dzieci, które otaczały nauczycielkę. Wszystkie prosiły, żeby to ich pożegnalny prezent wychowawczyni otworzyła w pierwszej kolejności.

Rozdział drugi

Zwykle po lekcjach Laura jeszcze bardzo długo rozmawiała z koleżankami, lecz dzisiaj chciała jak najszybciej wrócić do domu i zobaczyć, czy są już szczenięta. Wybiegła ze szkoły na boisko i zobaczyła, że tata czeka przy bramie. Milena wybiegła za nią.

– Czy Bella już urodziła? – wydyszała Laura. Pędziła tak szybko, że musiała złapać tatę za rękę, by się nie przewrócić.

Tata podtrzymał ją ze śmiechem.

– Tak.

– Ile? – pisnęła z podnieceniem.

Uśmiechnął się.

– Zgadnij.

Zmarszczyła brwi.

– Pięć?

– Nawet nie byłaś blisko. Dziesięć!

– Dziesięć szczeniaków? – Laura odwróciła się do przyjaciółki z oczami szeroko otwartymi ze zdumienia. – Dziesięć? To wielki miot!

Milena parsknęła śmiechem.

– Musisz wymyślić dziesięć imion!

– To będzie trudne – powiedział tata.

Laura