Wydawca: Wydawnictwo Świętego Wojciecha Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Biblioteka Kaznodziejska nr 06/2017 e-wydanie ebook

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 417 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 06/2017 e-wydanie -

W numerze 6. „Biblioteki Kaznodziejskiej” (listopad-grudzień) m.in.:

- homilie do dorosłych, młodzieży i dzieci na wszystkie niedziele i święta listopada i grudnia;

- na każdą niedzielę Homilie z Owieczką Magdą;

- w Sytuacjach duszpasterskich: Dzień Zaduszny, Święto Niepodległości, Niepokalane Poczęcie NMP;

- materiały na adorację Najświętszego Sakramentu, które można wykorzystać w pierwszy czwartek miesiąca podczas tak zwanej Godziny Świętej;

- Pierwszy piątek, Apostolstwo modlitwy, Idźcie i głoście! Słuchając Franciszka…;

- rozważania na dni powszednie listopada i grudnia.

UWAGA! Suplement - Roraty - a w nim szkice homilii do projektu duszpasterskiego na roraty dla dzieci.

Opinie o ebooku Biblioteka Kaznodziejska nr 06/2017 e-wydanie -

Fragment ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 06/2017 e-wydanie -

Okładka

Biblioteka Kaznodziejska nr 06/2017

Święty Wojciech Dom Medialny sp. z o.o.

W TYCH MIESIĄCACH

Jak mówić, aby nas słuchano?

ks. Maciej K. Kubiak

Profesor Jerzy Bralczyk w jednym z wykładów mówił[1]: „Jak mówić, żeby nas słuchano? Nie mówić «do ludzi»! Jeżeli mówimy «do ludzi», to chcemy, żeby ludzie usłyszeli to, co my mówimy, zrozumieli to i przyjęli. Ja teraz mówię do państwa, dbam o to, żeby wybrać właściwe słowa i żeby dobrze zbudować zdania, którymi do państwa mówię. Ale wolę nie mówić «do państwa», tylko «państwu». Wolę nie mówić «do kogoś», tylko «komuś». Jeśli ja mówię «do kogoś», to przekazuję mu jakieś informacje, mówię jakby «z góry», ale jeśli mówię «komuś», to inny [jest mój wyraz twarzy], inna jest moja intonacja (…). Nie chodzi mi o wypowiadanie «do państwa» jakichś zdań, ale chcę przekazać «państwu» jakąś myśl. Można mówić «do państwa» i «państwu», ale zwierzać się już tylko «państwu», opowiadać też tylko «państwu» (…). Chodzi tu o celownik – mój ulubiony przypadek – który pokazuje, że jesteśmy bardziej ze sobą (…). To jest pierwsza zasada – zasada kontaktu: mówić «ludziom» a nie «do ludzi»”.

Przytaczam te słowa na początku kolejnego wydania „Biblioteki Kaznodziejskiej”, zawierającego materiały pomocnicze i sugestie do homilii na listopad i grudzień – dwa miesiące pracy duszpasterskiej, które – chyba można tak powiedzieć – mają dość duży ciężar gatunkowy. Jakoś bardziej i mocniej czujemy ten czas: listopad z modlitwą za zmarłych, zaduszkami, jesienną zadumą i jedynym w swoim rodzaju nastrojem ostatnich dni roku liturgicznego, z tekstami o końcu świata, o sądzie ostatecznym i powtórnym przyjściu Chrystusa… A potem grudzień – z Adwentem i roratami, z przedświątecznymi spowiedziami, rozmowami, przygotowaniami, i ze świętami Bożego Narodzenia, z ich teologiczną głębią ale i bogatą obrzędowością. Będziemy w tych miesiącach – w listopadzie i w grudniu – wiele mówić. Będziemy głosić homilie niedzielne i świąteczne, ale też te krótkie, poranne na roratach. Będziemy mówić do penitentów w konfesjonale, ale też wygłaszać przemówienia – mniej czy bardziej pobożne – na listopadowych wieczorach wspomnień i grudniowych spotkaniach opłatkowych, nie mówiąc już o kolędzie, gdzie zasada „bycia bardziej ze sobą” wydaje się być fundamentalna.

Może warto – przy tych wszystkich okazjach – skorzystać z rady wybitnego znawcy naszego języka i zacząć mówić „ludziom” a nie tylko i nie przede wszystkim „do ludzi”. Spróbujmy mówić wiernym, dzieciom, młodzieży, dorosłym…, mówić słuchaczom, penitentom, parafianom… Spróbujmy mówić „komuś” o czymś ważnym, zwierzać się „komuś” z osobistego doświadczenia i przeżycia, opowiadać „komuś” o tym, co jest dla nas najważniejszą historią naszego życia. Spróbujmy mówić „komuś” – mówić z empatią, wchodząc w bliski kontakt z tymi, którym chcemy przekazać ważną myśl, z którymi chcemy być blisko za pomocą słowa…

Listopad i grudzień to dwa ostatnie miesiące roku 2017, w którym Święty Wojciech Dom Medialny – wydawca „Biblioteki Kaznodziejskiej”, obchodzi 120-lecie istnienia. Jedną z publikacji wydanych z okazji tej rocznicy jest tom poezji ks. Jana Twardowskiego „Nie przyszedłem pana nawracać” (wydanie trzynaste). Na okładce książki, bogato ilustrowanej grafikami Jerzego Dmitruka, czytamy: „Próbuję pisać takie wiersze, które nie byłyby manifestami. Lepiej niech nie nawołują i nie nawracają. Niech niosą swoje treści w łagodnym zawieszeniu, w zaufaniu, w żarliwej otwartości na życie i jego powszednie sprawy. Niech podejmują dialog ze wszystkimi postawami – ks. Jan Twardowski”. Próbujmy więc pisać, próbujmy mówić, próbujmy głosić, podejmując dialog – w łagodnym zawieszeniu, w zaufaniu, w otwartości…, a ktoś na pewno usłyszy.

[1]Wykład profesora Jerzego Bralczyka pt. „Jak mówić, żeby nas słuchano?” odbył się 3 kwietnia 2017 roku w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie w ramach cyklu „Wielkie pytania w nauce”, organizowanego we współpracy z „Tygodnikiem Powszechnym”.

FORUM HOMILETYCZNE

Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym. Wprowadzenie do Programu przepowiadania – rok 2017/2018

ks. Stanisław Dyk

Od redakcji „Biblioteki Kaznodziejskiej”: Poniżej publikujemy wprowadzenie do Programu przepowiadania na rok 2017/2018, które jest częścią Programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce na rok 2017/2018, przygotowanego przez Komisję Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski, którą kieruje abp Wiktor Skworc. Autorem Programu przepowiadania jest ks. prof. dr hab. Stanisław Dyk, kierownik Katedry Homiletyki w Instytucie Liturgiki i Homiletyki na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Za zgodą Komisji Duszpasterstwa KEP oraz ks. prof. dr. hab. Stanisława Dyka, tak jak w latach ubiegłych, materiały do homilii na wszystkie niedziele i uroczystości, będziemy poprzedzać sugestiami programowymi, zaczerpniętymi z Programu przepowiadania. Cały materiał jest dostępny w Zeszycie homiletycznym, stanowiącym część Programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce na rok 2017/2018.

Program przepowiadania odnosi się przede wszystkim do przepowiadania homilijnego. Stąd też, z wyjątkiem propozycji przepowiadania seryjnego, każda odsłona programu będzie miała ten sam układ. Najpierw przedstawiona zostanie krótka charakterystyka danego okresu liturgicznego. Następnie ukazany będzie zarys treści homilii na każdą celebrację eucharystyczną niedziel oraz ważniejszych uroczystości i świąt.

Każda propozycja opatrzona będzie tytułem, który wskazuje na temat danej celebracji. Temat ten uwzględnia wymowę tekstów danej Mszy Świętej oraz problematykę obecnego programu duszpasterskiego. Treść programu została ułożona tak, aby podkreślić główną funkcję homilii, jaką jest wprowadzenie w celebrowane (obchodzone) misterium Chrystusa. Chodziło też o to, aby wskazać na podstawową zawartość rzeczową homilii, jaką stanowią: słowo Boże, celebracja liturgiczna oraz życie Kościoła. Stąd też każda propozycja składać się będzie z trzech części odpowiadających wskazanej powyżej treści. W pierwszej przedstawiona będzie zatem synteza słowa Bożego zawartego w tekstach świętych, a tym samym odsłonięte zostanie misterium danej celebracji. W drugiej odsłonie będzie chodziło o powiązanie słowa Bożego z celebracją liturgiczną – o rozpoznanie misterium Chrystusa obecnego w obrzędach liturgicznych. W trzeciej części zaś pojawi się wskazanie na życie chrześcijanina przemienionego przez Ducha Świętego – przedstawienie tego, jak obchodzone w liturgii misterium Chrystusa znajduje swoją kontynuację w życiu wierzących.

W wielu miejscach propozycji przepowiadania przytoczone zostaną myśli ojców Kościoła czy też stwierdzenia Katechizmu Kościoła katolickiego, które współbrzmią z tekstami danej celebracji. W niektórych partiach materiału pojawią się odniesienia do Dyrektorium homiletycznego (dalej skrót: DH), które podaje ważne wskazówki odnośnie do przepowiadania homilijnego. Należy podkreślić, że przedstawiona propozycja to nie gotowe homilie, lecz jedynie zarys ich głównej treści. Wskazaną treść należałoby zatem rozwinąć, zaktualizować antropologicznie (uwzględnić szczególne potrzeby danej wspólnoty wierzących), a następnie opracować pod względem formalnym.

Okres Adwentu: „Przekształcająca moc Ducha Świętego przyspiesza przyjście Królestwa”

W Adwencie wspólnota wierzących, która gromadzi się na Eucharystii, celebruje w wierze zbawcze misteria Chrystusa i wchodzi w bezpośrednią relację z Jego Osobą. Adwent, oznaczający również „przybycie”, wskazuje na Eucharystię jako miejsce przychodzenia Boga, który swoją obecnością pragnie przemienić człowieka i uczynić go „uczestnikiem Boskiej natury” (2 P 1, 4). Eucharystia łączy w sobie pierwsze przyjście Jezusa (bo jest uobecnieniem tego misterium) oraz Jego ostateczne przyjście w paruzji. Eschatologiczny wymiar historii zbawienia (dominujący głównie w pierwszej części Adwentu) jest obecny w każdej celebracji liturgicznej. Każda Eucharystia jest bowiem „głoszeniem śmierci Pana, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26). Każda Eucharystia jest aktualizacją zbawczych wydarzeń dokonanych w historii oraz ich eschatologicznego wypełnienia. To wszystko staje się w liturgii przedmiotem doświadczenia jej uczestników (por. DH 79). Każda Eucharystia zawiera też w sobie nieustanne, „eschatologiczne” wołanie Oblubienicy i Ducha: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 17.20; 1 Kor 16, 22). Eucharystia jest wezwaniem do czuwania i zarazem wysiłkiem oczekiwania na Pana, który przyjdzie. Celem propozycji przepowiadania na ten okres jest ukazanie, jak Bóg mocą Ducha Świętego uzdalnia nas do tworzenia nowego świata i przyspieszania w ten sposób powtórnego przyjścia (por. 2 P 3, 12-13; KKK 1107). Nasze oczekiwanie nie jest wówczas bierne, lecz polega na czynnym zaangażowaniu się w przemianę świata mocą otrzymanego Ducha. Pierwsze przyjście Jezusa nie spełniło jeszcze bowiem wszystkich obietnic Boga i oczekiwań człowieka. Dopiero cząstka ludzkości wkroczyła na drogę zbawienia. Odnowienie człowieka i świata dokonało się dopiero w zalążku w Jezusie Chrystusie – nowym Adamie. My wszyscy ciągle oczekujemy na pełny udział w tej odnowie – na pełny udział w życiu przyniesionym przez Jezusa (por. Rz 5, 12-21; 1 Kor 15, 20-28. 45-49; Kol 1, 18; Flp 3, 20-21). Stąd też jesteśmy wezwani, aby we współpracy z Duchem Świętym otrzymanym na chrzcie, bierzmowaniu i Eucharystii urzeczywistniać „nowe niebo i ziemię nową” (por. Rz 8, 19-25; Iz 65, 17; 66, 22; 2 P 3, 13; Ap 21, 1).

Okres Narodzenia Pańskiego: „Wszystkim tym, którzy je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”

Jednym z głównych wymiarów tego okresu liturgicznego jest „święta wymiana”, której Ojciec dokonał „dla nas i dla naszego zbawienia” przez Syna w Duchu Świętym. Jezus Chrystus przyjął nasze śmiertelne człowieczeństwo (sarks – J 1,14), które w Nim doznało wyniesienia do chwały Bóstwa w godzinie Jego przejścia z tego świata do Ojca (por. J 13, 1). Ta przedziwna wymiana jest darem i propozycją dla całej ludzkości. Ten dar zbawienia przyjmujemy teraz przez wiarę i sakramenty, zwłaszcza przez chrzest i Eucharystię. Pan, który po swoim zmartwychwstaniu „jest Duchem” (1 Kor 3, 17), działa zbawczo w sakramentach, posługując się materialnymi znakami, które są dostępne dla naszej zmysłowej percepcji. W ten sposób daje nam udział w swoim Bóstwie i uzdalnia do egzystowania w sposób właściwy synom Bożym. To głównie w Eucharystii uobecnia się misterium tych świąt: odwieczne Słowo Boga wyszło z Trójcy Świętej i weszło w nasz stworzony i bytujący w czasie świat, aby nas na nowo doprowadzić do bycia w Bogu. Celem propozycji przepowiadania na okres Narodzenia Pańskiego jest zatem podkreślenie, jak w „tu i teraz” Eucharystii dokonuje się odnowa ludzkości – jak poprzez działanie Ducha Świętego wierzący są wciągnięci w ten proces przedziwnej wspólnoty losu Chrystusa i każdego człowieka. To Duch Święty sprawia, że misterium Wcielenia staje się dla nas dostępne. To dzięki Jego działaniu w celebracji aktualizuje się Jego pierwsze przyjście i antycypuje przyjście przyszłe i ostateczne.

Ten, którego Duch zrodził w łonie Maryi, staje się obecny w geście ofiary. To Duch Święty aktualizuje misterium zbawienia i uświęcenia, które dokonało się raz jeden w historii, i pomaga w ten sposób wejść w życie Boga Trójjedynego.

Okres Wielkiego Postu: Duch Święty w tym czasie zbawienia odnawia nas i pociąga do umiłowania krzyża

Wielki Post jest czasem, w którym Kościół poprzez wiarę i nawrócenie uczestniczy w misterium Chrystusa, który dla nas czyni doświadczenie na pustyni, pości, zwycięża pokusy, wybierając drogę mesjańskiego sługi pokornego i cierpiącego aż po krzyż. Chrystus wydaje się za Kościół, uświęca go i przemienia, a Kościół ze swej strony pozwala się formować Chrystusowi i w ten sposób duchowo zmartwychwstaje. Wielkopostne zaangażowanie chrześcijan zmierza do podtrzymywania i doskonalenia świętości otrzymanej na chrzcie świętym. Okres ten ma zatem przede wszystkim charakter chrystologiczny, a także sakramentalny (z podkreśleniem chrztu i pokuty). W cyklu B, który celebrujemy w tym roku, dominuje aspekt chrystologiczny. Układ czytań Lekcjonarza pomaga w głębszym przyswojeniu paradygmatu śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, podkreślając w ten sposób temat Paschy Chrystusa, w której Bóg zawarł z nami Nowe Przymierze. Celem propozycji przepowiadania na okres Wielkiego Postu jest ukazanie roli Ducha Świętego, którego mocą Nowe Przymierze w nas się dokonuje. Oczywiście chodzi tu nie tyle o katechezę o Duchu Nowego Przymierza, ile o doprowadzenie do doświadczenia Ducha Świętego w misterium Eucharystii oraz w liturgii życia. Tym samym zostaną przedstawione implikacje, jakie Nowe Przymierze ma w życiu wierzących. Chodzić tu będzie o wskazanie konkretnej drogi naśladowania krzyża Pana, aby „umrzeć wraz z Nim” i razem „z Nim powstać z martwych” (por. Kol 3, 1-4). Należy pamiętać przy tym, aby nie oddzielać krzyża od zmartwychwstania. Są to dwa aspekty tego samego misterium i stąd trzeba je traktować jako nierozłączne. Krzyż bowiem jest już godziną chwały Jezusa (por. J 12, 20-36), a Zmartwychwstały będzie zawsze ukazywał się ze śladami męki (por. J 20, 24-29). Należy pamiętać, że „wywyższenie” (Iz 52, 13; J 12, 23) Jezusa odnosi się nie tylko do Jego zmartwychwstania i Jego wstąpienia do Ojca, lecz także dokonuje się na krzyżu (por. DH 44). Takie samo itinerarium odnosi się do życia chrześcijan.

Okres Wielkanocny: „Dzieci, weźmijcie Ducha Świętego”

Misterium odkupienia ludzi i doskonałego uwielbienia Ojca, które celebruje się podczas Triduum Paschalnego, zostaje potem niejako przedłużone w celebracji okresu wielkanocnego, kończącego się uroczystością Pięćdziesiątnicy. Te pięćdziesiąt dni tworzy jakby jeden dzień wielkiego święta.

Należy pamiętać, aby w celebracjach tego okresu kontemplować za pomocą jednego spojrzenia całe misterium paschalne: mękę Pana, Jego zmartwychwstanie, Jego wniebowstąpienie i zesłanie Ducha Świętego. Zatem nawet jeśli czytania Lekcjonarza pierwszych czterech niedziel okresu Wielkanocy skupione są na wydarzeniu zmartwychwstania i dają okazję do głębszej katechezy na temat Chrystusa, to należy pamiętać, aby wydarzenie to interpretować w świetle krzyża oraz w perspektywie wniebowstąpienia i zesłania Ducha. Celebracja eucharystyczna stanie się wówczas okazją do ogłoszenia i ponownego rozpoznania obecności Zmartwychwstałego we wspólnocie wierzących i do wzywania Ducha Świętego, który doprowadza ich do duchowego zmartwychwstania. Okres Wielkanocy „jest życiem w obecnej, Boskiej mocy Chrystusa, która uzdalnia do heroizmu w życiu moralnym” (O. Casel).

Poszczególne niedziele są również okazją do pogłębienia katechezy zawartej w tekstach świętych Wigilii Paschalnej. Dobrze przygotowana homilia może zatem w cyklu siedmiu niedziel pogłębić różne aspekty jednego misterium paschalnego. Celem propozycji przepowiadania na ten okres liturgiczny będzie ukazanie wielkiego dzieła Ducha Świętego, który wprowadza wierzących w komunię z Ojcem i Synem oraz buduje wspólnotę Kościoła. Chodzić tu będzie o przypomnienie, że to Duch Święty daje uczestnikom zgromadzenia liturgicznego możliwość przeżywania misterium paschalnego Chrystusa w sposób najgłębszy z możliwych. Duch Pana w celebracji eucharystycznej nieustannie odnawia w wierzącym i w całym Kościele paschalne dary radości, pokoju, miłości i jedności. W ten sposób wspólnota ochrzczonych zgromadzona wokół zmartwychwstałego Pana zostaje odnowiona przez Ducha, który jest duszą zmartwychwstania Jezusa i tych wszystkich, którzy są zjednoczeni z Nim przez wiarę. W taki też sposób Duch Święty wprowadza ich w zrozumienie i duchowe poznanie misterium paschalnego Chrystusa.

„Począwszy od piątej niedzieli Wielkanocy, dynamika czytań przesuwa się z celebracji zmartwychwstania Pańskiego na przygotowanie do kulminacji okresu Wielkanocy – nadejścia Ducha Świętego w Pięćdziesiątnicę. Fakt, że wszystkie czytania z Ewangelii w owe niedziele pochodzą z mowy Chrystusa na zakończenie Ostatniej Wieczerzy, podkreśla ich głęboko eucharystyczne znaczenie. Czytania i modlitwy dają homiliście sposobność do omówienia roli Ducha Świętego w bieżącym życiu Kościoła” (por. DH 55). W programowaniu przepowiadania pomaga świadomość, że pierwsze czytanie celebracji poszczególnych niedziel wielkanocnych, zaczerpnięte z Dziejów Apostolskich, z niedzieli na niedzielę przedstawia życie i rozwój pierwotnego Kościoła, który żyje Paschą Pana. Pierwsze czytanie jedynie pośrednio łączy się z pozostałymi tekstami Lekcjonarza. Zatem Ewangelia dnia i związane z nią drugie czytanie stanowią jakby alternatywną ścieżkę tematyczną. W poniższej propozycji pójdziemy drogą wskazaną przez Ewangelię i drugie czytanie. Niektóre czytania z Dziejów Apostolskich (zawierające mowy kerygmatyczne) mogą być w tym przypadku dla homilisty przykładem stylu, w jakim należy głosić misterium paschalne (por. DH 53).

Okres zwykły w ciągu roku (cykl B): Im bardziej wyrzekamy się siebie, tym „bardziej stosujemy się do Ducha”

Ewangelia według św. Marka ma swoistą dynamikę, na którą homilista powinien zwrócić uwagę. W centrum zainteresowania Marka stoją dwa aspekty teologiczne: z jednej strony – objawienie Jezusa jako Mesjasza i Syna Bożego, z drugiej zaś – uczniowie, którzy koncentrują się na ziemskiej wizji Mesjasza i nie rozumieją Chrystusowego wezwania: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mk 8, 34). Stąd też w Ewangelii pojawia się motyw ociężałości uczniów, a jednocześnie Jezusowe wezwanie do ufności i naśladowania Go. Stylem życia Chrystusa jest krzyż: Jezus zwycięży, tracąc życie, i uratuje ludzkość na szubienicy złoczyńców. Dlatego właśnie cała Ewangelia Marka kończy się wyznaniem pod krzyżem: „Zaprawdę jest On Synem Bożym”.

Celem propozycji przepowiadania na ten okres będzie zatem ukazanie Ducha Świętego, który w celebracji liturgicznej przekonuje wierzących do przyjęcia logiki Jezusowego życia i służby – do zaakceptowania „zgorszenia” krzyżem i pójścia drogą wyrzekania się siebie. Chodzi o przeprowadzenie uczestników liturgii drogą wiary, która pomoże pokonać własne opory i zaskoczenie wobec słów oraz czynów Jezusa i doprowadzi ich do uznania w Jezusie własnego Mistrza i Pana. Nawrócenie ukazane w Ewangelii według św. Marka nie jest bowiem nawróceniem moralnym (choć także je zakłada), lecz nawróceniem do Boga objawionego w mesjańskich wyborach Jezusa. Gdy myślimy na sposób Boży, a nie na sposób ludzki (por. Mk 8, 33), wówczas „stosujemy się do Ducha” (Ga 5, 25). W propozycji przepowiadania uwzględniona zostanie także inna ważna cecha cyklu B, jaką jest „przytoczenie Janowej opowieści o cudzie rozmnożenia chleba i ryb oraz późniejsza mowa o chlebie życia (niedziele XVII–XXI). Nasuwa to homiliście sposobność do mówienia przez kilka tygodni o Chrystusie jako Chlebie żywym, który karmi nas zarówno swoim słowem, jak i Ciałem oraz Krwią” (DH 144). W świetle Janowej perykopy otwiera się także droga do ukazania działania Ducha Świętego w liturgii eucharystycznej. Ponieważ w okresie zwykłym w ciągu roku drugie czytanie Lekcjonarza nie łączy się treściowo z pozostałymi, nie będzie ono brane pod uwagę w poniższym programie przepowiadania.

SUGESTIE HOMILETYCZNE

1 listopada 2017

WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Rok A

I czytanie: Ap 7, 2-4. 9-14

Psalm: 24

II czytanie: 1 J 3, 1-3

Ewangelia: Mt 5, 1-12a

Błogosławieni...

Oprócz imienia własnego, które otrzymaliśmy na chrzcie św., nosimy wspólne imię – „chrześcijanie”. Do tych imion dołączamy także imię z bierzmowania oraz dzisiejsze słowo, które dopełnia nasze powołanie i też może być naszym imieniem – „błogosławieni”, czyli szczęśliwi. Każdy, kto jest blisko Chrystusa – jest szczęśliwy, czyli błogosławiony.

A kto jest owym błogosławionym? Odpowiedź znajduje się w Ewangelii: to ten, kto ze względu na królestwo niebieskie jest ubogi, czasem smutny, cichy, odczuwa niesprawiedliwość, dba o czystość serca, pragnie pokoju między ludźmi, cierpi prześladowanie ze względu na sprawiedliwość.

W homilii nawiązujemy do ludzkiego pragnienia bycia szczęśliwym – dla wierzących w Chrystusa oznacza to bycie błogosławionym. Mottem homilii na cmentarzu mogą być słowa: „O zmarłych nigdy źle – zawsze dobrze”.

„Idźcie i głoście” Program duszpasterski Kościoła w Polsce

SUGESTIE SŁUCHACZA

Sławomir Zatwardnicki

Rzadko, żeby nie powiedzieć nigdy, słychać dobre kazanie odsłaniające sens Ośmiu błogosławieństw. Bardzo chciałbym usłyszeć nawet nie wyjaśnienie, bo nie o nie chodzi, lecz proklamację Dobrej Nowiny w oparciu o Kazanie na górze.

Co na to Zbawiciel?

Chyba nie tylko współczesnemu czytelnikowi Jezusowe błogosławieństwa wydają się jakby policzkiem wymierzonym w wierzących. Jeśli tak się sprawy mają, że uczeń Chrystusa miałby pozostawać ubogi, płaczący i prześladowany – to może nie warto iść za Mistrzem? Zwłaszcza dziś, w dobie dominującej „teologii sukcesu” niejako odtwarzającej dawne oczekiwania Mesjasza zapewniającego doczesne szczęście, tego rodzaju nauka Pańska wydaje się niemożliwa do przyjęcia. Co to za Zbawiciel, który nie zbawia swoich wyznawców?

A może jednak zbawia, tylko że inaczej niż się spodziewano? Bo przecież w tych wstrząsających słowach Jezusa uczniowie znaleźli coś, co sprawiło, że siedzieli zasłuchani w Nauczyciela, a potem szli za Nim dalej? Co to było takiego?

Co jest kluczem?

Czy kluczem do dzisiejszej ewangelii jest nagroda niebieska, która czeka ludzi błogosławieństw? Może zatem chodzi o pozbycie się złudzeń, że na tym świecie leżącym w mocy Złego oraz grzechu można liczyć na jakiekolwiek gratyfikacje? Ale nie wydaje się, by ci, którzy szli za Panem drogą błogosławieństw, czynili to z „zaciśniętymi zębami”, w oczekiwaniu jedynie przyszłego zwycięstwa. Raczej doznawali już na tej ziemi pierwocin wiecznego szczęścia, choć pośród ucisków i prześladowań. Może to jest dobry trop: życie niebem w ziemskich warunkach nie może inaczej przejawiać się, niż na sposób opisany w błogosławieństwach, a w tym stanowi jednak przedsmak chwały, bo jednoczy z Synem Błogosławionego?

Kaznodzieja może zwrócić uwagę na to, że nauczanie Jezusa odnosi się w pierwszym rzędzie do Niego samego. To On jest tym prawdziwie błogosławionym, a uczniowie o tyle, o ile naśladują swojego Mistrza; albo, lepiej: o ile On w nich żyje.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Communio sanctorum

ks. Adam Kalbarczyk

Dzisiejsza uroczystość zachęca nas nie tylko do kultu świętych, ale nade wszystko do zabiegania o własną świętość. Zazwyczaj mamy dość naiwne wyobrażenie o tych, którzy ją osiągnęli. Myślimy, że święty to ktoś, kto jest nadzwyczaj pobożny, moralnie nieskazitelny, kto stale się umartwia, myśli tylko o niebie i ma w pogardzie ten świat. Ale święci to nie „religijni wyczynowcy” czy „chrześcijańskie supergwiazdy”. To przede wszystkim ludzie pełni Boga – mimo swoich ludzkich błędów i słabości. Żeby być świętym, trzeba otworzyć się na Boga.

Dar świętości

W swoich listach do chrześcijan w Koryncie św. Paweł nazywał wyznawców Chrystusa „świętymi”, mimo że wielu z nich nie grzeszyło świętością. Świętość nie jest bowiem nagrodą za dobre sprawowanie, lecz darem Bożym. Każdy z nas otrzymał od Boga ten dar w sakramencie chrztu świętego. Wszyscy zaś ochrzczeni tworzą Jego święty lud, święte zgromadzenie i noszą w sobie Boskie życie. Słowa krótszego, pacierzowego wyznania wiary, tzw. Składu apostolskiego: „wierzę w świętych obcowanie”, mają coś wspólnego także z nami, odnoszą się do całego Kościoła – tak Kościoła pielgrzymującego na ziemi, jak i Kościoła triumfującego w niebie, obejmującego wszystkich świętych - kanonizowanych i niekanonizowanych. Chodzi tu o „obcowanie”, czyli zgromadzenie, wspólnotę, komunię świętych (po łacinie: communio sanctorum), tych, którzy mają udział w sacrum, w tym co święte, w świętości samego Boga. Uczestnicząc w Eucharystii mamy przystęp do tej świętości. A kto ma dostęp do świętości Boga, ten pozwala się Bogu uświęcić. Nasze zgromadzenie, wspólnota, komunia „świętych” – jak rozumie ją św. Paweł – ma w liturgii możliwość obcowania ze Świętym „Panem, Bogiem Zastępów” – jak śpiewamy po prefacji. Chrystus nie powołuje do świętości odludków czy samotnych bojowników, których mielibyśmy pokornie naśladować, ale gromadzi sobie święty lud, żywą wspólnotę sióstr i braci. Zesłanie Ducha Świętego było przeżyciem wspólnotowym, a nie prywatnym objawieniem! Nie można być chrześcijaninem, nie można być świętym w pojedynkę! Tylko we wspólnocie Kościoła Jezus nas uświęca i prowadzi ku świętości.

Powołani do świętości

Święci, których czcimy, są czymś w rodzaju żywego komentarza do Ewangelii. Pokazują nam, że można żyć według nauki Chrystusa. Ona stała się dla nich chlebem powszednim. Z Nim całkowicie związali się na dobre i złe. Ich życie uczy nas, że świętość nie jest jedynie zadaniem specjalnym dla wybranych, lecz wspólnym dla wszystkich chrześcijan powołaniem, powołaniem do wspólnoty z Bogiem i ludźmi – powołaniem do świętości. Święty Polikarp powiedział: „Składamy hołd [Chrystusowi] w naszej adoracji, gdyż jest Synem Bożym, męczenników zaś kochamy jako uczniów i naśladowców Pana, a to jest rzeczą słuszną, gdyż w niezrównanym stopniu oddali się oni na służbę swojemu Królowi i Mistrzowi. Obyśmy również i my mogli stać się ich towarzyszami i współuczniami”.

Święci nie są zatem półbogami. To ludzie tacy jak my, ty i ja, ludzie, którzy otworzyli się na Boga, którzy pozwolili Mu wypełnić się Nim po brzegi. To ludzie, którzy pozwolili Bogu przyjść do siebie. Dlatego wierzymy, że także Bóg pozwolił im przyjść do siebie. Uroczystość Wszystkich Świętych jest jak długo oczekiwane pozdrowienie z dalekiej ojczyzny, z naszej ojczyzny w niebie, do której wszyscy zmierzamy.

Być świętym dziś

Wydaje się, że słowo „święty” wyszło dziś z mody, trąci myszką – mimo że przez tyle lat doświadczaliśmy naocznie świętości tak bliskiego nam wszystkim papieża Jana Pawła II czy Matki Teresy z Kalkuty. Kto wie, czy młodzi ludzie nie woleliby zastąpić tego słowa wyrażeniem „alternatywny”, czyli inny, przeciwstawiający się temu, co skostniałe, oficjalnie uznane czy ogólnie przyjęte. Jeżeli jesteśmy „alternatywną” wspólnotą, tzn. taką, która nie żyje duchem tego świata a duchem ośmiu błogosławieństw, która szuka wpierw królestwa Bożego i pełni wolę Bożą; jeżeli jesteśmy wspólnotą „alternatywną”, tzn. otwierającą się na Boga i mającą udział w Jego świętości, to naprawdę jesteśmy wspólnotą, komunią świętych – tu i teraz, w samym środku naszego codziennego życia.

HOMILIA DO WYGŁOSZENIA NA CMENTARZU

Życie się nie kończy

ks. Jarosław Czyżewski

Przychodząc dziś na cmentarz, przynosimy ze sobą tak wiele różnych wspomnień i emocji. Pojawia się być może pamięć o momencie śmierci naszych bliskich. Wypadek, nowotwór, starszy wiek. Odchodzenie jednych nagłe i niespodziewane, innych powolne, w jakimś sensie oczekiwane. Jedni świadomi swojego przejścia, drudzy nie. Jedni zbuntowani i niepogodzeni, inni z pogodą ducha i nadzieją czekający na nowe życie.

Doświadczamy w te dni braku tych, których kochaliśmy, z którymi spędzaliśmy tak wiele czasu i tyle rozmawialiśmy. Na nowo pojawia odczucie pustki i smutku, które tak silnie przeżywaliśmy w okresie żałoby. I może znowu trudno nam się z tym pogodzić, bo śmierć przyszła nie w porę. Bo jeszcze było tyle planów…

To wszystko jest normalne – jesteśmy ludźmi. Przecież i Chrystus zapłakał nad grobem swojego przyjaciela Łazarza. Dajmy sobie zatem prawo do łez i smutku. Nie udawajmy silnych.

Rodzić się w nas może także i żal, że za mało kochaliśmy te osoby, za mało poświęcaliśmy im czasu. Jedna z najboleśniejszych sytuacji to doświadczenie, że nie zdążyliśmy przeprosić zmarłych za zło, jakie im wyrządziliśmy albo to my wciąż nie przebaczyliśmy zła, jakie oni nam wyrządzili. Bo może wcale nie tęsknimy za zmarłymi, bo byli dla nas trudni, może uczynili nam jakąś krzywdę, sprawili nam piekło na ziemi. I zapalamy znicz, bo wypada, ale jednocześnie czujemy, że czyjaś śmierć była dla nas jakimś wybawieniem. Jezus zachęca nas jednak, by dojrzewać do przebaczenia – bo to ono często blokuje nas i zmarłych do pełni szczęścia – właśnie te niezałatwione sprawy na ziemi. Przebaczmy i sobie, i im. Choć czasem to tak trudne i potrzebny jest długi proces, ale poprośmy dziś Boga o łaskę przebaczenia z serca…

Może pojawiać się w nas też lęk o życie tych, którzy jeszcze są obok. Czyż wy drodzy małżonkowie, zwłaszcza starsi nigdy nie zastawialiście się kto z was pierwszy umrze? I co będzie wówczas? Jak dam sobie radę bez męża/bez żony? Albo jak ona/on da sobie radę beze mnie? Czy rodzice chorego, niepełnosprawnego dziecka nie pytają się jak ono sobie poradzi, gdy zabraknie ich codziennej pomocy?

Drodzy Bracia i Siostry, gdy myślimy o śmierci bliskich nie szukamy taniej pociechy, ale głębokiej nadziei. Wierzymy, że życie zmienia się, ale się nie kończy. Nie są to puste słowa, bo Jezus zmartwychwstał i Jego zmartwychwstanie jest zapowiedzią naszego zmartwychwstania. Życie nie kończy się tu i teraz. Nie kończy się na cmentarzu. Nasi bliscy żyją! Co prawda ich ciało aż do dnia zmartwychwstania jest martwe, ale oni żyją, ponieważ „życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”, jak modlimy się w prefacji mszy św. za zmarłych.

Ostatecznie ten dzień jest nie tylko dla naszych zmarłych. On jest i dla nas. Gdyby nasi bliscy mogli nam coś powiedzieć, to prosiliby nas, byśmy bardziej ufali Bogu i kochali siebie nawzajem. Nie ma nic ważniejszego. Dlatego dziś chodzi i o nas. I o tych z nas, którzy przychodzą tu z wiarą, ufając, że w Bogu wszystko żyje, jak i o tych, którzy są na grobach tylko z tradycji i nie wierzą, że po śmierci jest jeszcze życie.

Niezależnie jaką odpowiedź daje sobie każda i każdy z nas w sumieniu na pytanie, co dalej po śmierci, wiemy wszyscy, że i nam przyjdzie się zmierzyć ze śmiercią. Ona dotyczy każdego z nas, czeka każdego z nas. I nie chodzi o to, by siebie straszyć, ale o to, by nie przeżywać życia bezmyślnie, udając, że to nas nie dotyczy. Świadomość, że każda chwila jest darem pozwala żyć głębiej i pełniej.

HOMILIA DO MŁODZIEŻY

Recepta na szczęście

ks. Artur Filipiak

Ci, co znaleźli miłość prawdziwą,

swoje szczęście odnajdą.

Ci, którymi nie rządzi chciwość,

swoje szczęście odnajdą.

Ci, co wiedzą co to uczciwość,

swoje szczęście odnajdą.

Tak brzmi refren piosenki pt. Szukając szczęścia, którą wykonują Mesajah i Kamil Bednarek. „Od premiery minęło trochę czasu, a w dalszym ciągu tyle osób szuka szczęścia” – napisał ktoś w komentarzu do tej piosenki na YouTube. Rzeczywiście, w serce człowieka głęboko wpisane jest pragnienie szczęścia. Od początku życia po ostatnie nasze dni szukamy go, ale nie zawsze znajdujemy. Dziś możemy czuć się zagubieni w natłoku propozycji, które lansują różne wizje szczęścia. Gdzie zatem szukać szczęścia prawdziwego? Czym w ogóle jest szczęście?

Recepta na szczęście

Kiedyś w czasie zajęć z młodzieżą poprosiłem ich o wypisanie „recepty na szczęście”. Do wykonania zadania przystąpili z zapałem, dość szybko pojawił jednak się problem z określeniem, czym właściwie jest szczęście. Musieliśmy więc najpierw poszukać definicji, żeby potem spróbować napisać, jak szczęście osiągnąć. Okazało się to niełatwą sprawą. Dla każdego szczęście znaczyło trochę co innego. W końcu udało się nam dojść do wspólnego wniosku, że nawet bez definicji możemy wypisać „receptę na szczęście”. Szczęście jest bowiem efektem ubocznym dobrego, sensownego i uczciwego życia. Z tego wynika, że nie można znaleźć szczęścia, czyniąc je celem samym w sobie. Jeśli ktoś mówi, że chce być szczęśliwy lub czyni wszystko, by szczęście osiągnąć, na pewno mu się to nie uda. Jeśli natomiast stara się żyć uczciwie, w zgodzie z zasadami i swoimi przekonaniami, istnieje spora szansa, że stanie się szczęśliwym człowiekiem.

Źródło szczęścia

Nie wiem, co wy myślicie na ten temat, ale mnie wydaje się, że jest w tym sporo racji. Tym bardziej, gdy słuchamy słów Jezusa z dzisiejszej ewangelii. Jezus również nie podaje definicji szczęścia, ale wskazuje na zasady, według których powinien żyć człowiek, by móc nazwać siebie szczęśliwym. To są błogosławieni – greckie słowo makarios oznacza właśnie ludzi szczęśliwych, takich, którym można pozazdrościć. Niekoniecznie znaczy to, że świetnie im się powodzi, że omijają ich trudności lub cierpienie. Chodzi raczej o to, że – bez względu na to, jak się czują – mają szczęście, bo ich życie jest takie, jakie powinno być. Jezus nadaje nową perspektywę szczęścia i nieszczęścia, uczy nowego sposobu wartościowania życia. Dla Niego człowiek biedny, znękany różnorakimi troskami, czyniący to, co jest „niepopularne” i „niedochodowe” (np. pokój, miłosierdzie…) nie ma zamkniętej drogi do szczęścia. Jezus nie obiecuje, że znikną choroby i troski, ale zapewnia, że człowiek może być szczęśliwy także w tym stanie, bo Bóg ma moc każdą „biedę” uczynić miejscem błogosławieństwa. Źródłem szczęścia nie jest brak chorób i trosk, ale sam Bóg, świadomość Jego bezwarunkowej miłości.

Spróbujmy zatem w tej perspektywie odczytać Jezusową „receptę na szczęście”. Kim są ludzie, których Jezus nazywa szczęśliwymi:

– szczęśliwi ubodzy w duchu - oznacza tych, którzy przyznają, że potrzebują Boga, że nie są samowystarczalni;

– szczęśliwi, którzy się smucą (płaczący) - oznacza tych, którzy płaczą nad grzechem i jego skutkami, smucą się obecnością zła w świecie;

– szczęśliwi cisi (łagodni) - oznacza tych, którzy nie używają przemocy dochodząc swoich praw; charakteryzują się łagodnością, pokorą i uprzejmością,

– szczęśliwi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości - oznacza tych, którzy charakteryzują się głębokim pragnieniem poznania woli Bożej i życia zgodnie z nią (świętości);

– szczęśliwi miłosierni - oznacza tych, którzy okazują łaskę komuś, komu się ona nie należy, kto nie ma żadnych podstaw, by takiej łaski wymagać (miłosierdzie ma tu zatem dwa wymiary: pomoc potrzebującym i przebaczenie);

– szczęśliwi czystego serca - oznacza tych, którzy szczerze dążą do postępowania zgodnie z wolą Bożą i chcą żyć wolni od grzechu;

– szczęśliwi, którzy wprowadzają pokój - oznacza tych, którzy czynnie angażują się w doprowadzenie do pojednania na płaszczyźnie osobistej i społecznej;

– szczęśliwi, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości - oznacza tych, których spotykają przykrości i prześladowanie z powodu życia zgodnego z Bożymi zasadami.

Szczęśliwy w oczach Pana

To właśnie są szczęśliwi ludzie w oczach Jezusa. Nie mam wątpliwości, że spotykacie się też na co dzień z innymi propozycjami. Święty Jan Paweł II w kazaniu wygłoszonym do młodzieży na Górze Błogosławieństw w 2000 r. mówił: „Jesteście świadomi także innego głosu w was samych i wokół was: głosu przeciwnego. Ten głos mówi: błogosławieni pyszni i brutalni, ci którzy dążą do sukcesu za wszelką cenę, którzy nie mają skrupułów, są pozbawieni litości, bezwstydni, którzy dążą do wojny zamiast do pokoju i którzy prześladują tych którzy stanowią przeszkodę na ich drodze. Ten głos wydaje się mieć sens w świecie, w którym często brutalni jakby triumfują a bezwstydni cieszą się powodzeniem. Tak, mówi głos zła — ci są zwycięzcami, ci są prawdziwie błogosławieni i szczęśliwi! Jezus proponuje zupełnie inne orędzie”.

Obchodzimy dziś uroczystość Wszystkich Świętych. To ci, którzy wybrali propozycję Jezusa. Zechcesz do nich dołączyć? Dołączyć do tych, którzy postanowili zrealizować Jego receptę na szczęście?

HOMILIA DO DZIECI

W trosce o wieczność

Danuta Szelejewska

Był sobie kiedyś dobry człowiek – taki, co to nawet muszki nie potrąci. Sam cieszył się życiem i szanował każde stworzenie. I oto przyleciał do niego komar, siadł na ręce, aby napić się krwi. Dobry człowiek poczuł wprawdzie ukłucie, ale pomyślał: - biedny, mały komarek, niech przynajmniej raz będzie syty. Komar napił się, ile mógł i odfrunął wdzięcznie falując skrzydełkami. Był tak szczęśliwy i radosny, że rozpowiadał wszystkim naokoło o dobrym człowieku i jego smacznej posoce. Za parę godzin niebo pociemniało od komarów, które koniecznie chciały zobaczyć dobrego człowieka i skosztować jego krzepiącego napoju. I zaczęły dobierać się do dobrego człowieka: kłuć i kłuć, pić i pić, ale żaden z nich nie mógł się nasycić, bo ich było zbyt dużo jak na jedyne pięć litrów ludzkiego krwioobiegu. W ten sposób dobry człowiek przelał swoją krew w owadzie odwłoki, ani na moment nie przypuszczając, że głupio i źle zrobił, odłączając dobroć od rozumu (por. K. Wójtowicz, O dobrym człowieku).

Tęsknota za niebem

Chrystus nie chce, by komukolwiek z nas stała się krzywda. A o nią przecież tak łatwo. W dzisiejszym świecie, kiedy na każdym kroku czają się złudne pokusy, bez problemu można im ulec. Powołanie Pana jest inne. Do każdego z nas skierowane zostały słowa, które usłyszeliśmy w dzisiejszej ewangelii: „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was” (Mt 5, 11). W pierwszym momencie można się nawet oburzyć, któż bowiem dobrowolnie i bez szemrania zgodzi się na takie traktowanie? Wystarczy jednak wsłuchać się w melodię dalszych słów Mistrza i przyjąć za pewnik obietnicę wiecznego szczęścia: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5, 12a). Taka perspektywa sprawia ogromną radość.

Za niebem z pewnością tęskni każdy chrześcijanin. Potwierdzeniem naszego wiecznego przeznaczenia jest wyznanie autora Apokalipsy: „Ci przyodziani w białe szaty (…), to ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (Ap 7, 13-14). To właśnie o nas jest mowa. Za wszystkich ludzi Chrystus przelał krew na krzyżu. Uczynił to z miłości do człowieka, bowiem zależy Mu na każdym z nas. Nie musimy więc mieć najmniejszych nawet wątpliwości, że właśnie tam jest nasze miejsce. Więcej argumentów szukać nie trzeba. Wystarczy się tylko postarać, a osiągniemy cel. Skorzystajmy z propozycji Świętego Jana, który w swoim Liście zapewnia: „Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się podobnie jak On jest święty” (1J 3, 3). Mając świadomość zadań i przywilejów wynikających z faktu dziecięctwa Bożego, wytrwale dążmy do tego, co w górze. Cieszmy się, że w chwili chrztu zostaliśmy włączeni we wspólnotę Kościoła.

Szczęście w codzienności

Słowa Pana Jezusa z Kazania na górze to niezawodna recepta na szczęście. Uznane za kodeks moralności chrześcijańskiej, zachęcają do bezwzględnego ich przestrzegania. Warto pamiętać, że praktyczna realizacja błogosławieństw, to zwykła, szara codzienność, wymagająca od chrześcijanina gotowości do pełnienia woli Bożej. Martwić się nie musimy. Chrystus Eucharystyczny pomoże nam pokonać przeciwności. Przyjmujmy Go jak najczęściej w Komunii Świętej. Wraz z Nim podołamy trudnym wymaganiom. Bądźmy dobrzy dla innych, jednak strzeżmy się postawy człowieka pokłutego przez komary. Niech nie zabraknie w naszym życiu mądrości. Nie zapominajmy, że mądry człowiek cieszy się umiejętnością łączenia serca z rozumem. Mądry człowiek doskonale wie, że dobroć przynosi owoce i nie zawaha się, gdy do głosu dochodzi serce.

5 listopada 2017

31 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rok A

I czytanie: Ml 1, 14b-2, 2b. 8-10

Psalm: 131

II czytanie: 2 Tes 2, 7b-9. 13

Ewangelia: Mt 23, 1-12

Kto się wywyższa, będzie poniżony

Sporo jest zamieszania, gdy z jakiejś okazji przybywa wiele osób, które odgrywają określoną rolę w społeczeństwie. Kwestia tak zwanej precedencji – kto kogo ma poprzedzać, jaka jest kolejność wystąpień, kto i gdzie ma siedzieć – uruchamia protokoły zachowania. Chrystus nie zajmuje się protokołami, mówi bowiem zupełnie coś innego: „Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Trzeba się niezwykle mocno pilnować, aby nie wpaść w myślenie tego świata. Dalekie jest ono od ewangelicznego. Nasze wystąpienia, mowy i przemowy, miejsca na ucztach, przyjęciach weselnych, wchodzenie w relacje z osobami, filozofia, która daleka jest od nauki Chrystusa – to wszystko jest ważne, bo stanowi element posługi w przemienianiu tego świata, ale uważajmy, aby nie wciągnął nas duch neofaryzeizmu. W homilii zwracamy szczególną uwagę na ewangeliczną cnotę pokory.

„Idźcie i głoście” Program duszpasterski Kościoła w Polsce

SUGESTIE SŁUCHACZA

Patryk Jakubowski

Analizując historię Kościoła można dostrzec jak wielkim Jego filarem jest służba, pokora, ale i posłuszeństwo.

Zastanawiające jest dla mnie stwierdzenie Chrystusa: „Mówią, bowiem, ale sami nie czynią…”. Czy jako osoby świeckie jesteśmy powołani do upominania hierarchów Kościoła, kiedy ich przykład życia daleki jest od rad Ewangelii? Warto przy okazji dzisiejszej homilii przypomnieć słuchaczom o ich sprawczości. Kościół bogaty jest w różne powołania. Nieocenioną rolą w Kościele jest rola osób świeckich.

Pożądane byłoby nawiązanie do nauczania Katechizmu Kościoła katolickiego i artykułu o wolności, ale i odpowiedzialności człowieka. W Kościele widoczna jest potrzeba przebudowy etyki katolickiej z „powinności” na „wolność i odpowiedzialność”. Ślepe posłuszeństwo jest dla mnie pogwałceniem autonomii sumienia. Chciałbym, aby kaznodzieja zachęcił wiernych do odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła. Nie chodzi o to, aby rozpętać fale krytycyzmu a raczej pobudzić zbiorową i konstruktywną odpowiedzialność za Kościół i wspólnotę parafialną.

Przesłanie Ewangelii to również stwierdzenie: „Wszyscy jesteśmy braćmi”. Zachęcam do wspomnienia 500-lecia Reformacji w Kościele (31 października). Zwróćmy uwagę na to, co łączy a nie dzieli. Chrześcijaństwo i jego różnorodność to charyzmat i siła Kościoła.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Czego Pan Bóg od nas wymaga?

ks. Robert Bielawski

Dzisiejsza homilia nie będzie miła, na pewno ją zapamiętasz, ponieważ będzie bardzo dosadna, konkretna i jasna w przekazie. Długo zastanawiałem się i modliłem o czym powiedzieć, bo słyszymy o księżach, apostolacie, obłudzie, pysze, wywyższaniu się. Zacznę od siebie.

Droga naśladowania Chrystusa

Jakie wymogi stawia przede mną Pan Bóg? Co mówi o tym Pismo Święte? Oto odpowiedź: głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mt 28, 18-20), sprawować Eucharystię na Jego pamiątkę (Łk 22, 19), odpuszczać grzechy (J 20, 22-23; Mt 18, 18), służyć ludziom (1 Kor 4, 1), być wiernym kapłaństwu (1 Kor 4, 2), nie dawać zgorszenia (Mt 18, 6); być wzorem (1 Tm 4, 12), dbać o swoje wnętrze (1 Tm 4, 16). Święty Paweł dodaje, że ten, kogo posyła Chrystus powinien być nienaganny, rozsądny, przyzwoity, gościnny, opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, nieobłudny, nienadużywający alkoholu, mający czyste sumienie (1 Tm 3, 1-13), a także nienaganny, niezarozumiały, nieskłonny do gniewu i awantur, sprawiedliwy, pobożny, powściągliwy, wierny nauce Chrystusa (Tt).

Chciałbym pod koniec swojego kapłańskiego życia, wziąć taką listę naśladowania Chrystusa i powiedzieć, że ją w 100 procentach wypełniłem, umierałbym wtedy z ogromną radością i spokojem. Całe życie księży polega na tym, by dążyć do doskonałości, by stawać się uczniem Chrystusa. Autor Listu do Hebrajczyków wspomni, że kapłani są wzięci spośród ludzi i dla ludzi ustanowieni. My jesteśmy tacy sami jak każdy z was – mamy swoje słabości, grzechy, czasami gorszy dzień; potrafimy się zdenerwować, krzyknąć, być leniwi. Czy to ma być jakiekolwiek usprawiedliwienie takich zachowań? Nie! Piękno życia każdego człowieka, w tym księdza, polega na powstawaniu ze zła i chęci naprawiania życia. Największe kryzysy kapłańskie, i nie tylko, rozpoczynają się od momentu zaniedbania życia w modlitwie, jedności z Chrystusem, uciekania od ludzi, dialogu.

Po prostu służyć

Trzeba pamiętać, że ksiądz jest normalnym człowiekiem, jak każdy inny. Są chwile, kiedy spowiadam, ale są i takie kiedy odgarniam śnieg czy sprzątam łazienkę. I całe piękno polega na tym, że w tym wszystkim jestem księdzem – nieważne co robię, mam dążyć do tej doskonałości, którą mi przedstawia Bóg, ponieważ On sam chce, żebym był wolny od utrapień, żebym po prostu służył.

Ksiądz stanie się wzorem dla innych, kiedy sam będzie dbał o swoje wnętrze, kiedy będzie potrafił przyjąć uwagi pozytywne i negatywne, będzie wyciągał wnioski dla swojego życia, nieustannie się rozwijał duchowo i intelektualnie, wspierany duchowo przez ludzi należących do jego parafii. Ja pragnę swojej kapłańskiej świętości, czy ty pragniesz tak samo tej mojej świętości jako księdza? Ja codziennie modlę się za ciebie, czy ty modlisz się za mnie?

Troska Boga o małżeństwo

Jezus dzisiaj pokazuje wiele niebezpieczeństw dla tych, którzy są pewnego rodzaju autorytetami, gdy wspomina o filakteriach, pierwszych krzesłach, pozdrowieniach. Dlatego w drugiej kolejności chciałbym, byśmy zatrzymali się nad małżonkami, tymi którzy przekazują życie i stają się autorytetami, albo przynajmniej powinni, dla swoich dzieci.

Jak wygląda troska Boga o małżeństwo? W Piśmie Świętym czytamy: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24) – Bóg troszczy się o jedność małżonków. „Niechaj każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niech poważa męża swego” (Ef 5, 21-33) – Bóg wymaga wzajemnego szacunku w małżeństwie. „Żona związana jest tak długo, jak długo żyje jej mąż” (1 Kor 7, 39) – Bóg wzywa do wierności aż do śmierci. „Co Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela” (Mk 10, 9) – Pan Bóg ustanawia nierozerwalność małżeństwa. „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 28) – Pan Bóg zachęca do posiadania potomstwa w małżeństwie. „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi (…). Nie unikajcie jedno drugiego, chyba, że na pewien czas, za obopólną zgodą” (1 Kor 7, 3-5) – Pan Bóg oczekuje od małżonków oddania i wzajemnej miłości.

Miłość i odpowiedzialność

Miłość pomiędzy dwojgiem osób jest ogromnym darem. Tylko odpowiednia troska o ten dar pozwala trwać miłości na odpowiednim poziomie. Z uczuciem miłości jest identycznie jak z wiarą – nie da się tego opisać, zmaterializować, pojąć rozumem w 100 procentach.

Narzeczeństwo, od którego coraz mocniej się odchodzi, jest czasem poznawania siebie wewnętrznie. Odkrywaniem swoich uczuć, charakteru, emocji... Czas budowania uczucia jest czasem wejścia w czyjeś serce; poznawania jego reakcji na pewne sytuacje; wychodzenia z kłótni, które się rodzą, poznawania swoich gestów, mimiki twarzy, ulubionych rzeczy…

Przysięga małżeńska rozpoczyna się od słów „biorę ciebie za męża (za żonę)” – biorę całego, całą – z twoimi wadami, złymi nawykami, z twoim uśmiechem, zaletami…

W małżeństwie ważny jest kompromis. Nieustannie będziesz musiał rezygnować ze swojego zdania dla niej, a ty dla niego. To wtedy będziecie wspólnie podejmować najlepsze decyzje dla całej rodziny.

Miłość bez rutyny

Bez względu na to, ile lat jesteście po ślubie, nie wpadajcie w rutynę. Mów swojej żonie, że ją kochasz, pomimo tego, że w dniu ślubu już jej to powiedziałeś. Daj mu chwilę wytchnienia kiedy wróci z pracy, żeby pobył trochę sam. Nie unikaj swojej żony, tylko bądź z nią. Nie czekaj, aż twój mąż czegoś się domyśli… Rozbudzajcie w sobie to, co było na początku, kiedy staliście przed ołtarzem. Twórzcie razem piękny dom, rodzinę, małżeństwo. Bądźcie dla siebie wsparciem, bądźcie uczciwi, wierni, pełni szacunku aż do śmierci.

W tej całej homilii nie było ani jednego cytatu z Katechizmu Kościoła katolickiego, z jakiś książek, wypowiedzi - wszystko zostało oparte na fragmentach Biblii. Jeżeli z czymkolwiek się z nie zgadzasz, to nie zgadzasz się z samym Bogiem.

Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji

12 listopada 2017

32 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

19 listopada 2017

33 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rok A

I czytanie: Prz 31, 10-13. 19-20. 30-31

Psalm: 128

II czytanie: 1 Tes 5, 1-6

Ewangelia: Mt 25, 14-30

Nadmiar mieć będzie!

Co to znaczy mieć talent, być utalentowanym, być zdolnym? Zagadnienie niezwykle trudne do zdefiniowania. Co ma być probierzem (miarą) do zmierzenia talentu? Punktacja? Wynik IQ? Czy tę sprawę można powierzyć jurorom? A czy oni, którzy decydują o miejscu, punktach, mają talent czy tylko go sobie kupili? A może to inni uznali, że jurorzy są utalentowani? Ludzie z talentem ciągną nas w górę – ku wyższym sprawom, ku cnotom.

„Chociaż wielu z natury jest rozsądnych i obdarzonych talentem, jeśli przez niedbalstwo i lenistwo marnują te naturalne dary, przyprawiają się o utratę owych dóbr natury i widzą, że nagroda, która im była obiecana, przypada w udziale innym. A to znów powiedziane jest po to, by porównać ich z tymi, co mając nieco mniejsze zdolności i umysł mniej bystry, pilnością i starannością wyrównują to, czego z natury im nie dostaje” (św. Hieronim). Utalentowani podwyższają poprzeczkę. Wprawdzie znajdą się tacy, którzy za wszelką cenę tę poprzeczkę obniżą, a nawet specjalnie strącą, ale to nam nie przeszkadza w dążeniu do królestwa niebieskiego.

Przypominamy o Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

SUGESTIE SŁUCHACZA

Michał Piotr Gniadek

Często mówi się, że ktoś nosi w sobie ukryty talent. Któż z nas nie odłożył na bok swoich marzeń. Pragmatyka życia, konieczność podejmowania wyborów w poczuciu odpowiedzialności za siebie, a z czasem za dobro własnej rodziny, skłoniły nas do porzucenia ambitnych planów, autentycznych pasji. W świetle dzisiejszej ewangelii mogą pojawić się w nas pytania, dylematy, a nawet żal, że być może nie wykorzystaliśmy naszego potencjału.

Czy pragnienie pokoju i bezpieczeństwa jest naprawdę czymś złym, niegodnym prawdziwego ucznia Chrystusa? Trudno jest zrozumieć to, że dzień Pański ma przyjść jak złodziej w nocy. Bóg, który jest Panem i Stworzycielem świata nie musi się przecież zakradać. Nasza czujność musi być ciągle wystawiana na próbę. Chrystus rzeczywiście podczas swojego ziemskiego życia nie miał chwili wytchnienia. Kiedy apostołowie spali, On toczył ciągłą walkę o życie i zbawienie człowieka. Czy my, zwykli śmiertelnicy jesteśmy w stanie kroczyć wytyczoną przez Niego drogą?

Wiara bardzo często napotyka na wątpliwości. To oznacza, że jest żywa. Jednak nie jesteśmy w stanie ocenić, czy rzeczywiście dobrze i owocnie realizujemy swoje powołanie. Mamy nadzieję, że nie staniemy przed Panem jako sługi, którym nie udało się pomnożyć talentów. Strach przed potępieniem z pewnością nie będzie dobrą motywacją w zacieśnianiu relacji z Bogiem.

Możemy odnieść wrażenie, że Biblia podaje nam sprzeczne ze sobą opisy cech naszego Stwórcy. Raz przedstawiany jest jako miłosierny Ojciec, który z radości z powrotu ukochanego syna niejako zapomniał mu jego zmarnowaną przeszłość. Dziś słyszymy o zgoła odmiennej reakcji Pana: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Mam talent, tylko czy to mnie zbawi?

ks. Robert Klemens COr

Talent według definicji, którą podaje Słownik języka polskiego oznacza albo wybitne uzdolnienie do czegoś, albo człowieka obdarzonego wybitnymi zdolnościami twórczymi. Słownik podaje też drugie znaczenie słowa mianowicie: talent to starożytna jednostka płatnicza lub wagowa, a w średniowieczu - pieniężna jednostka obrachunkowa.

Żeby dogłębnie zrozumieć przypowieść, którą słyszymy dzisiaj z ust Jezusa trzeba trochę policzyć. Talent był jednostką wagi i wynosił ok. ٣٤ kg. Jeżeli odnieść go do złota lub srebra stanowiłby równowartość wynagrodzenia za ١٥-٢٠ lat pracy człowieka, który słuchał słów Jezusa. Majątek więc już przy jednym talencie niebagatelny. A jeśli pomnoży się go przez pięć albo dwa daje wielkie bogactwo. ١٠٠ lat bez pracy i z całkiem godnym utrzymaniem. Wszystko to oddane we włodarstwo a właściwie wydzierżawione z założeniem, że zostanie zwielokrotnione. Hojność udającego się w podróż Pana jest niebywała, ale nie jest głupia. Plan polega na powiększeniu majątku i odebraniu go po powrocie z zyskiem. Tak staje się w przypadku dwóch, którym została powierzona piecza nad dobrami. Pomnożyli dobra, którymi zarządzali. Każdy według swojej możliwości i „pracowitości”. Na tym polega realizacja słów i życiowa mądrość: „Ten kto ma będzie miał jeszcze więcej, jeśli mądrze zarządzi tym co ma”.

Troska o powierzone dobra

Pan z przypowieści rozdzielając swój majątek wiedział komu i ile można powierzyć, żeby przyniosło mu to zysk, chociaż na pewno nie protestowałby gdyby zyski były większe niż zamierzał. Dlatego nagradza swoje sługi, dając im „stanowisko” nad wieloma. Wysiłek i roztropność a także dobra znajomość swego Pana, którą wykazali się dwaj słudzy zostaje nagrodzona. Przykra natomiast jest sytuacja sługi, który także znając Pana i jego podejście do „sprawy”, zatrzymał talent przy sobie i zamiast przekazać go do pomnożenia zakopał w ziemi. Nie tylko nie może liczyć na słowa uznania, ale musi przyjąć dotkliwą i kategoryczną karę. Gniew Pana wydaje się być umotywowany tym bardziej, że sługa znał oczekiwania i miał możliwości zwielokrotnienia powierzonego talentu. Nie zrobił tego ze strachu. Okazuje się, że strach nie jest usprawiedliwieniem.

Wymiar materialny tej przypowieści jest dość jasny – jeśli chce się pomnażać dobra, trzeba się o nie troszczyć. Przekonali się o tym słudzy, ale przekonują się o tym wszyscy, którzy dysponując jakimś majątkiem muszą o niego dbać.

Troska o talenty

Troska jest również konieczna wtedy, gdy chcemy odczytać tę opowieść jako ilustrację rzeczy głębszych. Bowiem talenty to cechy i uzdolnienia, które człowiek otrzymuje od Boga na początku swego życia. W oczach Boga wszyscy jesteśmy równi i tak samo kochani, ale Ten, który nas stworzył nie uczynił tego „przez kalkę” i dlatego każdy z ludzi jest jedyny. Nie dotyczy to tylko linii papilarnych na palcach, ale także posiadanych możliwości i zdolności rozwijania i korzystania z nich.

Talenty, którymi jesteśmy obdarowani zupełnie darmo domagają się ich rozwijania. Uzdolnienia, które w sobie nosimy są jednostkowe i jako takie powinny być rozpoznane i „spożytkowane”. Zaniedbanie w tej kwestii jest niezrealizowaniem Bożego planu. Dlatego „ten kto nie ma, będzie miał zabrane także to co ma”.

W dbałości i rozwoju zdolności najcenniejszym „surowcem” okazuje się być czas. To on pozwala człowiekowi na odkrycie i zatroszczenie się o powierzony „depozyt możliwości”. Ważną więc rzeczą jest zaangażowanie się – także względem „umiejętności duchowych” – już. Gnuśny sługa z przypowieści nie wykorzystał długiego czasu nieobecności Pana a dodatkowo jeszcze nie wykorzystał możliwości danych przez Pana.

W duchowym doświadczeniu człowieka również może się dokonać takie zaniedbanie. Mamy chociażby możliwość pogłębiania swojej relacji z Panem Bogiem przez modlitwę. Jeżeli będąc dorosłymi ludźmi zatrzymamy się na doświadczeniu dziecka idącego do pierwszej komunii świętej, to zmarnowaliśmy talent i czas na jego rozwój. I chociaż czas jako „surowiec” przepada bezpowrotnie, to jednak warto, kiedy sobie uświadomimy stratę szybko zacząć pracę.

Troska o niebo

Możemy dbać o swoje sumienie „poddając” je systematycznej spowiedzi świętej, ale można ten „talent wrażliwości” zakopać i wyspowiadać się tuż przed śmiercią. Tylko czy wtedy będzie jeszcze czas?

Rozwijanie umiejętności i wzrastanie duchowe domaga się od człowieka zaangażowania. Celem jest nie tylko „zwrócenie” powierzonego pod opiekę daru, ale przede wszystkim rozwój własny i wkład w rozwój rodziny, społeczeństwa, wspólnoty, ludzkości i Kościoła.

Moje rozwijane talenty i rozwój talentów we mnie, to realizacja drogi do nieba, na którą dzisiaj zaprasza nas na nowo Chrystus.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Na drogach innowacyjności wiary

ks. Zbigniew Kosik

Przez wszystkie możliwe przypadki odmieniane są współczesne słowa: innowacyjność, przedsiębiorczość, rozwój. Na szczycie zainteresowania ekonomicznego pierwsze miejsce zajmują tzw. start-upy – tymczasowe przedsiębiorstwo czy też organizacja branżowa, której celem jest osiągnięcie samodzielności z wykorzystaniem nowych technologii. To szczególnie korzystna okazja dla tych, którzy stawiają na samodzielność, poszukując własnej biznesowej drogi życia. Chodzi przecież o inwestycje w swoją własną przyszłość. Nie należy jednakże zapominać, że obok tego szczególnie ważna jest dbałość o sferę ducha, a zwłaszcza serca.

Biblijna „innowacyjność”

O tym jak jest to konieczne i zarazem ważne mówi słowo Boże, które dociera do nas stawiając przed nami przykład postępowania mądrej kobiety. Jej zachowanie, a szczególnie troska i dbałość o dom, otoczenie, ludzi; jej zapobiegliwość, zdolność mądrego patrzenia w przyszłość i wyciągania z tego wniosków dla bieżącego życia – oto ikona biblijnej innowacyjności. Postępowanie mądrej niewiasty wynika z jej właściwie uformowanego serca, wrażliwości na innych, to zaś zawsze w konsekwencji będzie opłacalne, gdyż powraca do źródła z którego wychodzi (Prz). Jak ważne jest to poprawne ustawienie serca człowieka podpowiada św. Paweł. Konieczny jest właściwy punkt odniesienia, azymut w poszukiwaniu nowych życiowych rozwiązań. Jeśli jest nim Bóg i świat Jego wartości, wówczas wszelka twórczość ludzkiego umysłu przynosi korzyść wszystkim ludziom. Wspominany przez Apostoła Narodów dzień Pański będzie ostatecznym potwierdzeniem właściwego i mądrego wyboru (1 Tes). Gdy pojawi się Bóg - Gospodarz, aby się rozliczyć z każdym człowiekiem, wówczas okaże się, kto zyskał najwięcej – inwestując tylko w siebie, czy też nie bał się innowacyjności w sferze ducha z myślą o innych (Mt).

Kiedy duch ludzki korzysta z innowacyjności

Przed chwilą powtarzaliśmy słowa Psalmisty: „Błogosławiony, kto się boi Pana” (Ps), który wprost sugeruje, że szczęście osiągnie zawsze taki człowiek, który na drogach życia dostrzega to, co jest sprawdzone, pewne odwołując się do wartości płynących z Bożego świata. Przekładając współczesne pomysły gospodarczo-ekonomiczne - skupiające się na innowacyjności - na sferę ludzkiego ducha, należy dodać, iż nie chodzi tutaj bynajmniej o takie rozwiązania, które zarzucając moralne zasady próbują jednocześnie dostosowywać wymagania Ewangelii do bieżącej rzeczywistości. Jak się bowiem okazuje, mądra niewiasta, mądrzy ewangeliczni inwestorzy talentów – wiedzieli doskonale jak powinny postępować dzieci światłości.

To szczególne wyzwanie, które staje przed każdym z nas: mając na uwadze Boga i Jego świat, w taki sposób rozwijać swego ducha, aby wychodząc ku przyszłości, sięgając po nowe możliwości i rozwiązania, umieć jednocześnie przenosić do niego całe bogactwo przeszłości. Innowacyjność ducha może być i jest wartościowa, o ile wyrasta z dojrzałego podłoża umysłu i serca. Tego uczy nas Eucharystia, gdy Ją przeżywamy, wówczas uczymy się łączenia swej codzienności z tym co nadchodzi – a to zaś jest zawsze mądrą inwestycją w swoją wieczną przyszłość.

HOMILIA DO MŁODZIEŻY

Zainwestuj w siebie

ks. Jacek Zjawin

Pewien dobrze nam znany schemat zaczyna się już od przedszkola: „Mały Olimpijczyk”, „Kreatywne Przedszkolaki”, „Wesołe Nutki”. Aby zainteresować rodzica ofertą wychowawczą stawia się już w nazwach i hasłach reklamowych przedszkoli na wartości szczególnie dziś cenione. Potem szkoła, studia, praca… uczymy się w budzących kreatywność szkołach, studiujemy na nowoczesnych kierunkach studiów, pracodawcy poszukują profesjonalnych pracowników. Czy przyszło nam kiedyś do głowy, że tego samego oczekuje od nas nasz Stwórca?

Najczęściej kojarzymy religijną doskonałość z pobożnością i moralnością. Bogu podoba się ten, kto dużo i dobrze się modli oraz przestrzega Dekalogu i żyje zgodnie z moralnością ewangeliczną. Liturgia słowa 33. niedzieli zwykłej w obrazie człowieka, który zostawia swoim sługom majątek i po pewnym czasie wraca by go odzyskać, wyraźnie wskazuje na czas sądu ostatecznego i rozliczenia naszego życia z perspektywy Boga. Nie ma w tym obrazie miejsca na pobożność i moralność. Z czego będzie rozliczał nas Bóg?

Mądra inwestycja

Jeden talent, to w czasach Jezusa zarobek za 20 lat ciężkiej pracy. Przeliczając konkretne wartości talent biblijny to 34 kg srebra czyli około 700 tysięcy złotych. Jest to ogromna suma pieniędzy, coś co nazwalibyśmy „skarbem”. Szukając przełożenia przypowieści Jezusa na nasze doświadczenie dochodzimy do wniosku, że skarbem, który otrzymuje każdy bez wyjątku człowiek jest życie. Pan z przypowieści chwali tych, którzy otrzymany skarb podwoili, gani tego, który go tylko przechował. Mam więc coś ze swoim życiem zrobić, aby uzyskać jego „podwojenie”.

Mam puścić skarb w obieg - to znaczy zainwestować, aby zyskać więcej. Tu trzeba wykazać się takimi cechami jak kreatywność, nowoczesność i profesjonalizm. Bóg chce, abyśmy rozwijali się we wszystkich sferach naszego życia i to Go „cieszy”. Nie jest zatem wystarczające chrześcijaństwo „zachowawcze”, „defensywne”: nie grzeszyć. Prawdziwe chrześcijaństwo to to, które rozwija człowieka, podkreślę jeszcze raz nie tylko w kwestii pobożności i moralności. I tu dochodzimy do konkretów.

Chrześcijanin to człowiek ciekawy świata. Pamiętam moją nauczycielkę języka polskiego, która po kolejnej lekcji, na której okazało się, że nikt nie przeczytał zadanej lektury, pytała z bezradnością w głosie: „Czy wy naprawdę nie macie głodu wiedzy”? Nie rozumiałem jej wtedy ale teraz widzę, że miała dużo racji. Wiedza poszerza horyzonty, daje możliwość panowania nad rzeczywistością, daje radość i poczucie życiowego spełnienia.

Chrześcijanin to człowiek, który chce udoskonalać świat. Zacznij od zrobienia porządku na swoim biurku i w swoim pokoju. A może jakiś trening sportowy: bieganie, rower…

Chrześcijanin to człowiek, który chce udoskonalać siebie. Spróbuj podejść do swojego życia jak dobry manager do problemu w firmie. Zwołuje naradę, robi burzę mózgów, szuka optymalnego rozwiązania i wprowadza je w życie. Zapytaj Boga co sądzi o twoim życiu i problemach, które przeżywasz. Proś o go o konkretne, skuteczne rozwiązania. Zapytaj co sądzą o twoich problemach rodzice, przyjaciele, znajomi.

Ten talent ma każdy

Na koniec trzeba zaznaczyć, że w języku polskim słowo „talent” nierozerwalnie kojarzy się ze specjalną zdolnością człowieka. Talent muzyczny, sportowy, aktorski… ale przecież Ewangelia jest dla wszystkich. Jaki talent mamy wszyscy? Talent do miłości. Mocno dotyka tego tematu czytanie pierwsze ukazujące małżeństwo i rodzinę jako miejsce pełnego rozwoju człowieka. Największa kariera życiowa to ta owocująca założeniem szczęśliwej rodziny. Dla tych, którzy dla Jezusa zrezygnują z tej kariery wybierając celibat, obiecane jest stokroć więcej już tu na ziemi i życie wieczne z Bogiem. Takie perspektywy życiowego rozwoju roztacza dzisiaj przed nami słowo Boga.

HOMILIA DO DZIECI

Rozwijaj swoje talenty

ks. Tomasz Rogoziński

Gdyby nas ktoś zapytał jaki talent ma Zosia, powiedzielibyśmy, że potrafi grać na pianinie, a gdyby zapytano nas o Wojtka, to stwierdzilibyśmy, że super gra w piłkę nożną, a jeszcze ktoś inny, że pięknie maluje lub śpiewa i gdyby nas zapytano jaki mamy talent, to zapewne po chwili zastanowienia również udzielilibyśmy jakiejś ciekawej odpowiedzi. Każdego z nas Pan Bóg obdarzył różnymi talentami, które sprawiają, że jesteśmy wyjątkowi, coś nam lepiej wychodzi, że możemy się tym pochwalić i podzielić z innymi. Warto jednak pamiętać, że Pan Bóg obdarzył nas wszystkich bez wyjątku jeszcze jednym ważnym talentem, że bez wyjątku jesteśmy obdarzeni od momentu chrztu świętego łaską bycia dzieckiem Bożym i ten talent również czyni nas kimś wyjątkowym ale też zobowiązuje.

Wykorzystywać talenty

Co zrobić, aby jak najlepiej te wszystkie talenty wykorzystać? Najpierw trzeba je rozpoznać. To, że potrafimy śpiewać lub grać poznajemy po tym, że szybko jakaś melodia wpada nam w ucho potrafimy ją zanucić, a może z czasem zagrać, że ktoś lubi piłkę nożną i ma do tej gry talent łatwo zobaczyć na lekcjach WF-u lub na meczach chociażby podwórkowych, a to że jesteśmy dziećmi Bożymi i mamy dzielić się z innymi wiarą w Pana Jezusa poznajemy po tym, że zostaliśmy ochrzczeni i obdarzeni Bożą łaską, że jesteśmy spod znaku krzyża, na którym Jezus z miłości i dla naszego zbawienia oddał swe życie.

Każdy talent należy nie tylko rozpoznać ale również rozwijać i pomnażać. Aby pięknie grać na pianinie i na innych instrumentach, albo odnosić sukcesy w sporcie, trzeba poświęcić sporo czasu na treningi, trzeba wyrzeczeń i wsłuchiwania się w głos trenerów oraz mistrzów, którzy są specjalistami i mogą skutecznie pomóc. Także w rozwijaniu łaski bycia dzieckiem Bożym potrzeba zaangażowania z naszej strony. Potrzeba czasu poświęconego na modlitwę, na Eucharystię, naszego zaangażowania podczas katechezy, a czasami wyrzeczeń, ale przede wszystkim trzeba nastroić dobrze ucho i serce, by usłyszeć i przyjąć, to co Pan Jezus ma nam do powiedzenia.

Dzielić się talentami

Naszymi talentami możemy się także z innymi podzielić. Wspomnianą grą na instrumentach mogę się podzielić z okazji imienin, czy urodzin kogoś bliskiego, grając mu przy tej okazji coś miłego. Ale zagrać mogę też Panu Jezusowi, angażując się w parafialnym zespole dziecięcym. Jeżeli jestem dobry w matematyce albo innym przedmiocie, to mogę pomóc kolegom lub koleżankom, którym ciężej przychodzi przyswojenie jakiegoś materiału szkolnego. Także tym, że jestem dzieckiem Bożym, mogę się dzielić z innymi, okazując to nie tylko dobrocią i życzliwością wobec innych, ale również modlitwą za nich.

Prośmy Pana Jezusa, aby pomagał nam dobrze wykorzystać nasze talenty, abyśmy ich nie zakopali, ale rozwinęli oraz służyli nimi także innym, a wówczas doświadczymy nie tylko satysfakcji, że zrobiliśmy coś dobrego, ale też szczęścia usłyszenia kiedyś od Pana Bog: „wejdź do radości swojego Pana”.

Homilia do dzieci • „Niedziela z Owieczką”

Rozwijaj swoje talenty!

ks. Andrzej Muńko

Wprowadzenie

Rok liturgiczny powoli dobiega końca. Dziś Pan Jezus mówi nam przypowieść o darach i talentach, które od Niego otrzymaliśmy. Każdy z nas ma jakiś specjalny dar, który pozwala nam służyć Bogu i ludziom. Niech ta dzisiejsza Eucharystia będzie wielkim dziękczynieniem Bogu za nasze talenty.

Cel homilii i potrzebne rekwizyty

Celem homilii jest uświadomienie dzieciom jak ważne jest rozwijanie swoich talentów. Przygotowujemy zdjęcia znanych osób biorących udział w akcji „Nie wstydzę się Jezusa”, breloczek „Nie wstydzę się Jezusa”. Na obrazku, który dzieci otrzymają w ramach projektu „Niedziela z Owieczką”, Owieczka Magda i napis: „Nie wstydzę się Jezusa”.

Sugestie do homilii

Na początku homilii wydajemy odgłosy jak sowa i pytamy dzieci jakie to zwierzę, i dlaczego je wspominamy (sowa jako symbol mądrości, była z nami w zeszłym tygodniu i tłumaczyła co znaczy być mądrym i roztropnym). Można także poprosić, aby powiedziały jakie zwierzę jest symbolem mądrości.

Przypominamy dzieciom, że przed tygodniem Jezus chciał, abyśmy byli roztropni i mądrzy. Dziś natomiast mówi, abyśmy pomnażali swoje zdolności. Aby lepiej uświadomić sobie tę prawdę można nawiązać do Ewangelii: Ile talentów otrzymali słudzy od swego pana, gdy ten wyjechał w podróż? (pierwszy otrzymał pięć, drugi dwa, trzeci jeden). Co zrobili słudzy z talentami? (puścili je w obieg tzn. chcieli je pomnożyć, aby było ich więcej). Ile zyskali, gdy pieniądze puścili w obieg? (pierwszy zyskał drugie pięć, czyli miał dziesięć talentów; drugi zyskał drugie dwa, trzeci nic nie zyskał).

Zwracamy uwagę, że pan chwali sługi, którzy pomnożyli swoje talenty.

Przyglądamy się Owieczce Magdzie, która trzyma w łapkach napis: „Nie wstydzę się Jezusa”. Tłumaczymy, że jest to akcja, w której znane osoby, rozwijając swoje talenty, które otrzymali od Boga, dziękują Mu za dany dar, zdolność.

Przy pomocy rekwizytu pokazujemy dzieciom sylwetki różnych znanych osobistości, którzy wzięli udział w akcji „Nie wstydzę się Jezusa”.

Przykład

Przedstawiamy dzieciom sylwetki wybranych znanych osób: Robert Lewandowski: Przyjąłem ten breloczek, ponieważ jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa, ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa. Jeśli chodzi o wiarę, to wiadomo, że we współczesnym życiu i świecie wszystko idzie bardzo szybko, nieraz zapominamy o naszych wartościach i o tym, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze. Dlatego też ta wiara pomaga mi na boisku, ale też i poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów.

Tomasz Zubilewicz – polski prezenter telewizyjny, zwłaszcza od pogody w TVN: Można znać rekordy pogodowe dla Polski, dla Australii albo dla Ameryki Północnej. Można wiedzieć ile śniegu leży na Kasprowym Wierchu w dniu 30 kwietnia 2012 r. Można też pamiętać jak się strzelało bramki w reprezentacji Tunezji w meczu z dziennikarzami, a także można schudnąć w ciągu 6 tygodni 13 kilogramów. Można też biegać na 10 kilometrów i osiągać czas odpowiedni do wieku albo nawet i jeszcze lepszy. Ale można też i spotkać się z dobrem w swoim życiu. Ja miałem przyjemność spotkać się z Panem Bogiem. Utożsamiam to ze spotkaniem z Jezusem i od tego momentu moje życie nabrało nieco innego wymiaru. Kroczę tą drogą od wielu, wielu lat i chyba może dlatego w moim sercu zawsze jest wiosna, zawsze twierdzę, że wszystko zmierza ku dobremu. I uważam, że jeśli każdy z nas spotkał się w swoim życiu z Panem Bogiem, z Jezusem, to gdzieś to powinien uzewnętrzniać (inne świadectwa, także w formie filmików dostępne są na stronie: www.mt1033.pl; z tej samej strony pochodzą przytoczone wyżej świadectwa).

Pokazujemy dzieciom breloczek akcji „Nie wstydzę się Jezusa” i uświadamiamy, że wielu dorosłych, gdy odkrywa, że Pan Bóg daje im wszelkie dobro, talenty, że jest ich prawdziwym Przyjacielem, wówczas trzyma taki brelok np. przy kluczach.