Wydawca: Wydawnictwo Świętego Wojciecha Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 479 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 05/2017 -

W numerze 5. „Biblioteki Kaznodziejskiej” (wrzesień-październik) m.in.:

- homilie do dorosłych, młodzieży i dzieci na wszystkie niedziele i święta września i października;

- w Sytuacjach duszpasterskich: homilia na rozpoczęcie roku szkolnego, nabożeństwo fatimskie, homilie okolicznościowe na Narodzenie NMP, Podwyższenie Krzyża Świętego, św. Stanisława Kostki; NMP Różańcowej;

- homilie na Dzień Nauczyciela, Dzień Środków Społecznego Przekazu;

- materiały na adorację Najświętszego Sakramentu, które można wykorzystać w pierwszy czwartek miesiąca podczas tak zwanej Godziny Świętej;

- Pierwszy piątek, Apostolstwo modlitwy, Idźcie i głoście! Słuchając Franciszka…;

- rozważania na dni powszednie lipca i sierpnia.

UWAGA! Suplement - Czytania na październik - z rozważaniami na październik dla dorosłych i dzieci!

Opinie o ebooku Biblioteka Kaznodziejska nr 05/2017 -

Fragment ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 05/2017 -

Okładka

Biblioteka Kaznodziejska nr 05/2017

Święty Wojciech Dom Medialny sp. z o.o.

W TYCH MIESIĄCACH

Dzielmy się doświadczeniami, szukajmy rozwiązań

ks. Maciej K. Kubiak

Jak już pewnie zauważyli nasi stali Czytelnicy, „Biblioteka Kaznodziejska” zmienia się od kilku miesięcy. W styczniu, na początku 111. roku istnienia naszego czasopisma, wprowadziliśmy nową szatę graficzną wraz z nową okładką. Od tego miesiąca proponujemy również nieco odmienione wnętrze naszego dwumiesięcznika, zaprojektowane przez dwoje grafików zaprzyjaźnionych z naszą redakcją – Alicję Krygier i Adama Piaska. Dziękujemy im za to! Mamy nadzieję, że wprowadzone zmiany ułatwią dostęp do poszczególnych działów i pojedynczych tekstów.

Każdy zeszyt „Biblioteki Kaznodziejskiej” otwiera krótkie słowo redaktora naczelnego, zatytułowane zazwyczaj po prostu „Od redakcji”, tak jak w wielu innych czasopismach. My jednak chcielibyśmy wrócić do tytułu, który w 1985 roku, krótko po rozpoczęciu pracy w redakcji, zaproponował dla tej rubryki długoletni redaktor naczelny „Biblioteki Kaznodziejskiej”, ks. dr Zdzisław G. Grzegorski (zmarły w 2012 roku – 15 października minie 5 lat od jego śmierci). Najpierw „W tym miesiącu”, gdy „Biblioteka Kaznodziejska” ukazywała się jako miesięcznik, a potem „W tych miesiącach”, gdy byliśmy już dwumiesięcznikiem. Intencją ówczesnego szefa naszej redakcji było krótkie wprowadzenie w problematykę duszpasterską kolejnych miesięcy.

„W okresie wielkanocnym i w radosnym, maryjnym maju mamy wiele zadań duszpasterskich, przypada wiele świąt… Posługą słowa staramy się pogłębić życie duchowe wspólnoty parafialnej. Korzystając z publikowanych tekstów staramy się je ożywić własnymi przemyśleniami i dostosować do naszych słuchaczy. Tę pracę «Biblioteka Kaznodziejska» pragnie ułatwić, pośrednicząc między szerokim kręgiem Księży przygotowujących konspekty kazań a Duszpasterzami liczącymi na ich pomoc, na twórczy wysiłek i umiejętność komunikowania Ewangelii” – pisał w swoim pierwszym „redaktorskim” słowie ks. Grzegorski (3-4/1985). W marcu 1999 roku zachęcał: „W tych miesiącach…, gdy stajemy wobec tylu zadań duszpasterskich, świąt i uroczystości, wypadnie nieraz rozglądnąć się za pomocami, które by zainspirowały posługę słowa… Na swój sposób nasze forum współpracy już podjęło wysiłek ich opracowywania, który przekazujemy. Tak to wspólnie dzielimy trud przepowiadania – i współodpowiedzialności za słowo Boga”. Podobny wydźwięk mają słowa z 2002 roku (wrzesień – październik): „Jesień… Koniec wakacji dzieci – szkoła, katecheza, Msze dla dzieci… Wszystko to sygnalizuje tak dla rodziców, ludzi pracy, rolników, jak i dla nas: nowy etap pracy. I troska, a może duszpasterski niepokój, bo Dziwny jest ten świat…”.

I na koniec jeszcze przypomnienie z jesieni 1999 roku – trochę „na czasie”: „Staramy się – nawet z pewnym niepokojem, by czegoś nie przeoczyć… – podawać różne pomoce, podsuwać inicjatywy. Prosimy szczególnie rozważyć w tym roku możliwość duszpasterskiego wykorzystania i położenia akcentu na nabożeństwa różańcowe, na sugestię innego sposobu ich religijnego przeżywania”.

W tych miesiącach, we wrześniu i w październiku – tak samo, jak w latach ubiegłych – stajemy wobec wielu zadań duszpasterskich, a „Biblioteka Kaznodziejska” wciąż pragnie wspierać duszpasterzy, pomagać im, inspirować. Naszą ofertę pomocy do homilii poszerzamy – konsekwentnie już od ponad dwóch lat – o szereg pomocy duszpasterskich, przede wszystkim dla dzieci, które przygotowujemy wraz z „Małym Przewodnikiem Katolickim”. Na cały rok szkolny Święty Wojciech Dom Medialny i nasza redakcja proponują projekt „Niedziela z Owieczką” ze szkicami homilii, które przygotowuje ks. Andrzej Muńko (w tym numerze znajdziemy teksty na wrzesień i październik) oraz na październik projekt „Odmawiajcie różaniec”. Jako Suplement do tego numeru przygotowaliśmy osobny zeszyt, w którym znajdziemy Czytania na październik oraz rozważania tajemnic różańcowych dla dzieci i dla dorosłych. Już teraz sygnalizujemy kolejny projekt na Adwent, składający się z szopki do samodzielnego złożenia przez dzieci z elementów zbieranych na roratach oraz homilii na roraty, które opublikujemy. Zamówienia na wszystkie pomoce można składać w Dziale sprzedaży (61 659 37 59 lub 61 659 37 56).

Przypadająca w październiku, 5. rocznica śmierci ks. dr. Zdzisława G. Grzegorskiego, będzie okazją do modlitwy za wieloletniego redaktora naczelnego naszego pisma, do wspomnienia jego homiletycznego dorobku, a przede wszystkim do szukania wciąż nowych inspiracji dla naszej posługi słowa. A zatem – jak powtarzał ks. Grzegorski – „dzielmy się doświadczeniami, dyskutujmy, szukajmy rozwiązań” (zob. s. 195) .

FORUM HOMILETYCZNE

Jak przepowiadać, aby nas słuchali O werbalnych i niewerbalnych środkach przekazu

oprac. ks. Wiesław Przyczyna

Tekst jest zapisem najciekawszych fragmentów dyskusji na temat przepowiadania homilijnego, jakie odbyły się w ostatnich latach w Polsce. Ich uczestnikami byli przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych: teologowie, językoznawcy, medioznawcy i komunikolodzy.

Obraz elektroniczny w przepowiadaniu homilijnym?

Ksiądz Wiesław Przyczyna1: W kościołach coraz częściej pojawiają się rzutniki multimedialne. Zazwyczaj służą one do wyświetlania tekstów pieśni. Od pewnego czasu można je także zobaczyć na ambonie. Niekiedy pomagają homiliście ilustrując jakieś historie. Czasem – w ekstremalnych sytuacjach – zastępują go, gdy homilia jest wyświetlana na ekranie w programie PowerPoint, a on słucha jej razem z pozostałymi uczestnikami liturgii. Co o tym wszystkim sądzić?

Ksiądz Andrzej Draguła2: Spór o rolę obrazu trwa od starożytności chrześcijańskiej. Papież Grzegorz Wielki napisał do biskupa Marsylii Serenusa: „To, że zakazałeś czcić obrazy – to bardzo dobrze, ale to, żeś je wyrzucił – to bardzo źle”. Grzegorz Wielki zauważył, że obrazy przypominają o rzeczach minionych tym, którzy nie potrafią czytać. Ta kategoria nieczytających będzie nieustannie obecna wśród adresatów nauczania Kościoła. Pewna dwoistość w metodzie ewangelizacji istnieje do dzisiaj: z jednej strony słowo dla intelektualistów, a z drugiej strony – obraz dla tych, którzy nie będą zdolni do odbioru przekazu słownego. Obraz musi być jednak dopełniony przez słowo, które jest właściwym nośnikiem Objawienia. Cały problem ikonoklazmu w Kościele był zmaganiem się o to, aby w przekazie Ewangelii nie doszło do zdominowania słowa przez obraz, który z natury swojej jest łatwiejszy w odbiorze. Tymczasem dzisiaj w duszpasterstwie, niestety, obraz zaczyna dominować. Kościół powinien sprzeciwić się tej tendencji.

Ksiądz Przemysław Nowakowski3: Do czego może doprowadzić nadużywanie obrazu w liturgii możemy dostrzec w średniowieczu. Istniało wtedy coś takiego, co nazywano pragnieniem „widzenia Hostii”. Ludzie zbliżali się do ołtarza, żeby zobaczyć Hostię. Niektórzy rozumieli to jako tzw. spożywanie przez spojrzenie. Jaki był tego skutek? Wystarczyło zobaczyć Hostię, a wtedy nie trzeba było jej przyjmować. Do „widzenia Hostii” przywiązywano tak duże znaczenie, że ludziom w stanie grzechu ciężkiego nie wolno było na nią patrzeć. Ta „pobożność wizualna” nie prowadziła jednak do przeżywania Eucharystii jako pamiątki śmierci i zmartwychwstania Pana, gdyż wzrok zatrzymywał się na materialnej stronie Hostii unoszonej w czasie podniesienia. Dlatego Sobór Laterański IV musiał nakazać przyjmowanie Komunii Świętej przynajmniej raz w roku. „Pobożność wizualna” jest dużym zagrożeniem, bo spłyca chrześcijaństwo, a praktyki, o których tu mówimy, ku płyciźnie prowadzą.

Ksiądz Andrzej Draguła: Walter Ong zwraca uwagę na różnicę pomiędzy percepcją słuchową i wzrokową. Widzenie jest czynnością podejmowaną z dystansu – trzeba stanąć w pewnej odległości, żeby coś zobaczyć. Natomiast słyszenie jest czynnością, która zanurza nas w dźwięk, bo dźwięk dociera do nas z każdej strony. O ile widzenie jest czynnością indywidualną (obraz skupia na relacji pomiędzy oczami a obrazkiem), to słyszenie tworzy grupę. A więc jeżeli obraz będzie rozdzielał, to dźwięk będzie jednoczył. Obraz jest zawsze powierzchowny, zaś słowo o wiele bardziej objawia tego, który mówi.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Czy w związku z tym w homilii nie ma miejsca dla obrazu elektronicznego?

Ksiądz Andrzej Draguła: Niekoniecznie. Człowiek ma ciało i domaga się tego, co fizyczne. W relacjach międzyludzkich wprowadzamy przecież jakieś ikonizacje. Obrączka jest ikonizacją miłości. Ludzie dając sobie prezent, albo podając komuś rękę materialnie, fizycznie wyrażają wzajemną relację, czyli ją ikonizują. Przecież chrztu nie przyjmuje się przez wzbudzenie intencji, ale przez polanie głowy wodą. Jeżeli jakiś obraz będzie coś w homilii ikonizował, to być może można go zastosować. Ważne, żeby taką funkcję spełniał.

Ksiądz Krzysztof Marcyński SAC4: Ale tą ikonizacją w relacjach międzyludzkich jest nie coś, lecz ludzkie ciało – gest i głos. Podobnie dzieje się w homilii. Na potwierdzenie tego chciałbym przytoczyć zdanie kard. Józefa Ratzingera: „Im więcej aparatów konstruujemy, choćby były one najnowocześniejsze, tym mniej miejsca pozostaje Panu Bogu, Duchowi Świętemu”. I jeszcze wypowiedź Pawła VI w encyklice Ecclesiam suam z 1964 roku: „Nie można go [tj. słowa] zastąpić żadnym innym sposobem przekazywania myśli, chociażby odznaczał się on wyjątkową siłą oddziaływania i skutecznością dzięki zastosowaniu zdobyczy techniki – publikacji, radia czy telewizji”. To homilista, ze swoim ciałem i duszą, jest miejscem przemawiania Boga w czasie liturgii i całym sobą ma umożliwić przemówienie przez siebie Bogu, bez wprowadzania w tę rzeczywistość jakichkolwiek narzędzi. Homilista sam staje się swoistym narzędziem (rekwizytem), którym posługuje się Bóg, zachowując całą specyfikę jego osobowości.

Jolanta Antas5: Zgadzam się z moim przedmówcą. Osoba głosząca homilię wyraża siebie. A wyraża siebie przede wszystkim w słowie mówionym i w gestykulacji. I nie potrzebuje do tego żadnych innych dodatkowych środków. Natomiast ze względu na odbiorcę inne środki, w tym obraz elektroniczny, mogą być pożyteczne, żeby uruchomić jego wyobraźnię. Jednak ilość tych środków nie powinna być duża. Widzieliśmy prezentację księdza Pawła, w której obraz w programie PowerPoint zdominował cały przekaz: było w nim wiele informacji, ale mało księdza Pawła6. Środki są potrzebne, ale ich przerost będzie zabójczy dla komunikacji.

Ksiądz Krzysztof Marcyński SAC: Moim zdaniem jednak obraz elektroniczny nie uruchamia wyobraźni. Zwróćmy uwagę na to, w jaki sposób niektórzy ludzie reagują po obejrzeniu misteriów pasyjnych, które od czasów średniowiecza do dzisiaj są przygotowywane w niektórych parafiach: „zupełnie inaczej wyobrażałem sobie Chrystusa”. Spójrzmy na filmowe adaptacje powieści. Okazuje się, że olbrzymia większość tych adaptacji jest zubożeniem samej powieści. Tak działa obraz. To pokazuje, że obraz każe mi przyjmować rzeczywistość taką, jaka została pokazana. Natomiast jeśli słyszę słowo, to ono działa we mnie jak bomba kasetonowa – pobudza moją wyobraźnię i porusza moje wewnętrzne doświadczenie Jezusa, uruchamiając moje o Nim wyobrażenie. Dopiero wtedy dochodzi do komunikacji z Bogiem.

Ksiądz Andrzej Draguła: Myślę, że są sytuacje, kiedy obraz elektroniczny może być wykorzystany w celach ilustracyjnych. Po co mam opisywać scenę powołania Mateusza, kiedy mogę ją pokazać? Jednak, jeśli obok siebie postawimy słowo i obraz, to nie ulega wątpliwości, że obraz zawsze będzie nas bardziej pociągał. Jeśli obraz przestanie spełniać funkcję ilustracyjną, a zdominuje cały przekaz, to znaczy, że granica jego wykorzystania w homilii została przekroczona. Ale możliwość przekroczenia owej granicy chyba nie przekreśla od razu samej możliwości posługiwania się nim w homilii.

Jan F. Jacko7: Elektroniczny obraz to swoisty znak. Jest to znak wirtualny, który może się kojarzyć z elektronicznymi środkami przekazu, zwłaszcza z telewizją lub kinem. Przez to skojarzenie znak ten wprowadza swoisty dla siebie klimat. Nośnikiem sensu w tym znaku są promienie z projektora odbite od ekranu. Dotychczas znaki należące do liturgii nie miały tego nośnika (jeśli nie liczyć tekstów pieśni wyświetlanych z rzutnika). Wskazane tu skojarzenie i nietypowość mogą być i często są odbierane jako niepasujące do liturgii. To, co nazywam tu klimatem nie jest tylko sprawą gustów. Klimat powstaje m.in. przez dobór i sposób używania znaków, co można nazwać też stylem, językiem, semantyką. Zmiana klimatu homilii jest możliwa i możliwe jest, że kiedyś elektroniczne obrazy zaczną do niego należeć. Na razie tak nie jest. Decyzja o zmianie stylu wymaga uzasadnienia przez odpowiedź na pytanie: Czemu ma służyć i jakie są pastoralne „koszty” tej zmiany? Wprowadzanie elektronicznego obrazu jest uzasadnione, jeśli spełnia on rolę istotną dla homilii, której nie są w stanie spełnić słowa i gesty, a zarazem taką, która nie zakłóci funkcjonowania innych znaków należących do liturgii. W innym razie zmiana jest niepotrzebna, a nawet może okazać się szkodliwa. To, co tu powiedziałem, nie jest odpowiedzią na pytanie, to jest inne jego sformułowanie. Odpowiedź na nie wymagałaby skrupulatnej analizy przykładów pod względem funkcji obrazu elektronicznego i celów homilii. Prawdopodobnie w większości przypadków, wprowadzając elektroniczny obraz do liturgii, traci się więcej niż się zyskuje pod względem pastoralnym, ale nie wykluczam wyjątków od tej reguły. Ten rachunek zysków i strat wypadnie inaczej w liturgii a inaczej poza liturgią; inaczej, gdy głosiciel umie ciekawie mówić i trafnie gestykulować, a inaczej, gdy nie radzi sobie z tymi środkami ekspresji; inaczej, gdy słuchacz jest osobą dorosłą, a inaczej, gdy słuchaczem jest dziecko lub ktoś niedojrzały itd. Funkcje znaków można do pewnego stopnia badać metodami empirycznymi. Z pewnością ciekawą rzeczą byłoby przebadanie tego, jak się zmienia percepcja homilii przez wprowadzenie wirtualnego obrazu.

Elżbieta Dryll8: Wydaje mi się, że najbardziej groźne byłoby takie użycie obrazu elektronicznego, które głoszącego homilię zwalniałoby z autorstwa przekazu. Jeżeli natomiast obraz nie zastępuje głoszącego, tylko wzmacnia jego przekaz, to trzeba go poprzeć.

Ksiądz Henryk Sławiński9: Tutaj dotykamy istotnego aspektu przepowiadania, jakim jest świadectwo homilisty. Według badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych, tym, czego słuchacze oczekują najbardziej jest świadectwo wiary głosiciela i to zarówno poza liturgią, jak i podczas liturgii. Prezentacja komputerowa utrudnia świadczenie, bo staje się w dużym stopniu niezależna od autora. Słowo natomiast ujawnia osobowość homilisty oraz jakość jego przygotowania i zaangażowania w wydarzenie, jakim jest celebracja liturgiczna.

Eugeniusz Wilk10: Wydaje mi się, że w naszej dyskusji zaczynamy stąpać po kruchym lodzie i nie zawsze dostrzegamy, że wkraczamy na obszar fundamentalnych sporów na temat współczesnej kultury. Dotykamy kwestii związanych z tzw. zwrotem obrazowym. To kolejny, po „zwrocie językowym”, przełom, który – jak pamiętamy – głęboko przeorał współczesną myśl filozoficzną i kulturoznawczą. Niektórzy komentatorzy mówią, że na naszych oczach powstaje nowy paradygmat kulturowy i zarazem teoriopoznawczy, w znaczeniu, które zaproponował Thomas S. Kuhn. W naszej dyskusji nie możemy tracić z pola widzenia tego kontekstu. Gdy przyglądamy się tym kwestiom, to dostrzegamy, że twierdzenia Gombricha o tym, że nasz wiek jest epoką obrazu, epoką w której „obraz zwycięży słowo pisane”, jest już niewystarczające, gdyż nie oddaje złożoności tej problematyki. Postaram się w możliwie największym skrócie wskazać na konsekwencje tego zwrotu. W.J.T. Mitchell pisze, że w przypadku zwrotu obrazowego mamy do czynienia „ze złożoną grą między wizualnością, zmysłami, instytucjami, dyskursem, ciałem i figuratywnością”. Zwróćmy uwagę na to, że „instytucje” zanurzają nas w przestrzeń uwarunkowań technologicznych i społecznych. Już Walter Benjamin pisał, że obraz reprodukowany technologicznie traci bezpowrotnie swą aurę czyli m.in. „naturalny” niekiedy związek ze sferą sacrum. Zauważmy, że spostrzeżenie to dotyczy również przestrzeni telepiśmienności (cyberdyskursywności) nowych mediów. Słowo zapośredniczone medialnie zyskuje bowiem w coraz większym stopniu status obrazowy – jest obrazem stricte technologicznym. To ma swoje dalsze, głębsze konsekwencje, jeśli uświadomimy sobie, że w gruncie rzeczy posługujemy się mediami cyfrowymi, które z natury redefiniują w dużej mierze nasze relacje ze światem. Proste i klarowne zasady reprezentacji semantycznej ulegają erozji i fundamentalna zasada mimesis zostaje poddana w wątpliwość. Chcę być dobrze zrozumiany. Nie trzymam się kurczowo tez Baudrillarda. Chodzi mi raczej o rodzaj aktualnej kompetencji, szczególnie młodych ludzi, jakże dobrze obeznanych z multimediami, którzy te swoje doświadczenia odbiorcze w sposób nieuchronny przenoszą na przekaz medialny, który ewentualnie mógłby być częścią homilii. Trzeba wyraźnie powiedzieć: to jest inny porządek aksjologiczny. Dzieje się tak m.in. dlatego, że media cyfrowe mające potencjał generowania obrazów, tzn. tworzenia ich bez konieczności odnoszenia do świata, równocześnie w swoisty sposób „dyscyplinują” (by użyć określenia Foucaulta) swoich użytkowników. Hans Belting, powołując się na McLuhana, formułował tę myśl jeszcze wyraźniej twierdząc, że „kompetencja nowych mediów przewyższa kompetencję naszych organów cielesnych”. Ten lód jest, jak widzimy, nadzwyczaj kruchy, a w dodatku wcale nie mamy pewności, gdzie są jego granice.

Rekwizyty w przepowiadaniu homilijnym?

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Na ambonie, obok rzutnika multimedialnego, coraz częściej można zobaczyć różnego rodzaju rekwizyty, np. namalowane na kartonie drzwi, budzik, buty, puszki z piwem, łuki i strzały. Niekiedy rekwizytem staje się druga osoba, np. dziewczyna wcielająca się w rolę owieczki, którą homilista niesie na plecach w Niedzielę Dobrego Pasterza. Zdarza się też i tak, że rekwizytem jest sam homilista, który przebiera się za smoka wawelskiego. Czy rzeczywiście homilia potrzebuje tego rodzaju znaków?

Ksiądz Przemysław Nowakowski: Myślę, że istnieje tu pewien problem. Otóż homilia jest częścią liturgii i nie może być rozważana jako byt istniejący samoistnie. Jeżeli homilista w liturgiczną przestrzeń słowa wprowadza różne rekwizyty, to zmienia naturę liturgii. Ksiądz, który wykorzystuje w homilii wspomniane wyżej środki, tworzy jakby liturgię paralelną do tej, którą sprawuje Kościół, bo tworzy nowy system znaków i symboli. Czy wolno mu to robić? W czasach przed Soborem Trydenckim kazanie, które nie było uznane za część sprawowanej liturgii, głoszono albo wcześniej, albo później, a wtedy wykorzystywano różne środki, jak na przykład: trupie czaszki, obrazy, dramaty liturgiczne, jasełka, teatry itd. One były jednak poza liturgią...

Jan F. Jacko: Zastanawiam się czy, Jezus mówiąc przypowieść o ziarnie lub o zagubionej owcy posługiwał się rekwizytami w postaci trzymanych w dłoni ziaren lub wskazując pasącą się w pobliżu owcę. Te rekwizyty chyba nie były ważne, skoro ewangeliści o nich nie wspominają. W tych przypowieściach słowo wystarcza do stworzenia potrzebnego obrazu. Rekwizyty pojawiają się dopiero wtedy, gdy są niezbędne. Na przykład zdanie Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie, staje się bardziej zrozumiałe, gdy spojrzymy na monetę i zobaczymy tam podobiznę władcy. Tu moneta jako rekwizyt jest ważnym elementem komunikatu, bo zawiera w sobie przemilczaną przesłankę rozumowania, z którego Jezus wypowiada tylko konkluzję. Dlatego zapewne prosi o monetę i pyta słuchaczy o to, co widzą. Taki jakby-happening budzi doświadczenie, które jest potrzebne do przeżycia teologicznej treści o obrazie i podobieństwie do Boga, która była dobrze znana jego rozmówcom z biblijnego opisu stworzenia i być może dlatego właśnie jest przemilczana w tej sytuacji, bo o jej przeżycie tu chodzi, a nie o wyrecytowanie znanego fragmentu Księgi. Jezus wykorzystuje rekwizyt, by sprowokować słuchaczy do samodzielnego odkrywania analogii, bo samodzielnie dokonane odkrycia zobowiązują bardziej niż czyjeś słowa. Ubogie, ale trafnie dobrane środki wyrazu, mogą skuteczniej ewokować doświadczenie niż ich źle dobrany nadmiar. Rekwizyty nie są potrzebne, gdy wystarcza słowo i gest, ale mogą się pojawić, gdy wnoszą coś ważnego do homilii, o ile oczywiście nie zakłócają klimatu liturgii.

Ksiądz Bogusław Migut11: W Księdze Wyjścia mamy wyraźny zakaz używania obrazów. Kiedy jednak Bóg każe Izraelitom wspominać wydarzenie ich paschy, to każe im używać pewnych znanych w tradycji symboli: chleba i wina. One mają dla nich głębokie znaczenie. Jeżeli Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy używa jakichś przedmiotów, to są nimi chleb i wino. To nie są jakieś wymyślone na potrzebę chwili rekwizyty. To są symbole, które mają za sobą ogromną tradycję. On dlatego je bierze, bo one jako symbole, mają swoją wartość i znaczenie.

Słowo w przepowiadaniu homilijnym?

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Z naszej dyskusji wynika, że podstawowym środkiem przekazu orędzia zbawczego w homilii jest słowo. Powstaje pytanie: Jakie to powinno być słowo? Czym się ono ma charakteryzować, by mogło trafić do współczesnego człowieka?

Jolanta Antas: Od czasów starożytnych toczy się spór o kształt słowa. Stronami sporu – z jednej strony – są zwolennicy tezy, że słowo niesie w sobie istotę rzeczy, z drugiej zaś ci, którzy twierdzą, że słowo jest wyłącznie sprawą umowną. W XX wieku przeważył pogląd, że język jest konwencjonalny, czyli jest umownym środkiem przekazywania myśli, a w konsekwencji jego obrazowość (ikoniczność) ma znikome znaczenie. Dopiero językoznawstwo kognitywne odkryło, że myślenie ikoniczne, nie zaś arbitralne, jest dla języka pierwotne.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Zanim przejdziemy do tematu języka ikonicznego, porozmawiajmy chwilę o samej ikoniczności, czym ona jest, na czym polega, jakie są jej typy.

Jolanta Antas: Pojęcie „ikoniczność“ implikuje, że istnieje pewne podobieństwo, albo analogia między formą danego znaku, a jego obiektem, między słowem i jego realnym przedmiotem. Najłatwiej można to zrozumieć na przykładzie wyrazów dźwiękonaśladowczych (onomatopei): „syczeć”, „drapać”, „krakać”, „wiać”, „na czczo”, „cicho” „szumieć”, „dudnieć” itd.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: I to w językoznawstwie kognitywnym nazywa się ikonicznością obrazową. Czy znane są jeszcze inne typy ikoniczności?

Jolanta Antas: W lingwistyce kognitywnej mówi się o dwu następnych typach ikoniczności: diagramatycznej i semantycznej (metaforze i metonimii). W przypadku ikoniczności obrazowej istnieje audytywne bądź kinetyczne połączenie między znakiem a  desygnatem. W przypadku ikoniczności diagramatycznej nie ma bezpośredniego połączenia między znakiem i jego desygnatem; to raczej struktura znaku lub zestawienie znaków na poziomie językowym przypomina sposób, w jaki owe desygnaty są uporządkowane w świecie rzeczywistym, czyli w zgodzie z naszą percepcją świata. Innymi słowy, ikoniczność diagramatyczna dotyczy zasad budowania struktury wypowiedzeniowej (składni, gramatyki) tak, że odzwierciedla ona naturalny porządek poznawczy i percepcyjny człowieka. Ten typ ikoniczności opiera się na trzech zasadach: 1. na zasadzie sekwencyjnej (składnia odbija naturalny przebieg zdarzeń np.: veni, vidi, vici); 2. na zasadzie ilościowej (formy mnogie są zazwyczaj dłuższe od liczby pojedynczej. Reduplikacja wyrazów jest częstym chwytem językowym na tworzenie liczby mnogiej, np.: język zulu: cow-cow – krowy. Działa tu też zasada: więcej formy – więcej treści, np. „On biegnie i biegnie”); 3. na zasadzie dystansu (elementy znajdujące się blisko siebie w sensie pojęciowym są także sobie bliższe na poziomie językowym, np.: „Kupiłem tę książkę dla Jana” i „Kupiłem tę książkę Janowi” – dativus bardziej gwarantuje, że Jan będzie tę książkę miał).

Ksiądz Wiesław Przyczyna: I trzeci typ ikoniczności?

Jolanta Antas: Trzeci typ ikoniczności zwany ikonicznością semantyczną dotyczy sposobu obrazowania myśli. W zasadzie każde połączenie wyrazowe, które wywołuje obraz lub doznania kinetyczne ma charakter ikoniczności semantycznej, np. słyszymy: „świeże wiadomości”; „lekkie oprocentowanie”; „płytkie słowa”; „głębokie myśli” itp. Wiele metaforycznych i metonimicznych językowych rozszerzeń wynika z fizycznych i zmysłowych doświadczeń człowieka. Mówimy na przykład „prowizja banku zjadła twoje zyski”; „te pojęcia się ze sobą zazębiają”; „słodka zemsta” itp. Także zbitki słowotwórcze mogą mieć charakter metaforyczny, np. „jesteś gołosłowny” (gołe słowo, nieubrane). Mówimy też, gdy chcemy, by coś miało sens: „niechby ten pomysł, projekt miał ręce i nogi”. Generalnie na podstawie doświadczenia takich właściwości fizycznych jak: jasny/ciemny; zimny/ciepły; wielki/mały, silny/słaby itp. możemy w nieskończoność produkować metafory typu: „jasny, klarowny wywód”, „mroczne myśli”, „gorąca debata”. Szczególnie metaforyczny charakter mają wszystkie pojęcia abstrakcyjne. Za pomocą metafor bowiem wyraża się to, co w języku nie ma jeszcze gotowych formuł, dlatego tak często posługują się nią naukowcy, filozofowie, poeci, mistycy.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Nie tylko oni, ale także głosiciele słowa Bożego.

Jolanta Antas: Oczywiście, sadzę, że ikoniczność językowa, żywa i świeża metafora musi (a nie tylko może) być nieodzownym narzędziem każdego religijnego przekazu.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Czy każda metafora? A co z metaforami, które utraciły swoją metaforyczność?

Jolanta Antas: Użycia niedosłowne wielokrotnie powtarzane zyskują z czasem samodzielne znaczenie i ich metaforyczność się zaciera. O takich zwrotach metaforycznych, których niedosłowność się zatarła mówimy, że są wytarte, martwe. Martwą metaforą jest na przykład sformułowanie: „czas ucieka”, „podupadać na duchu”. W języku religii do takich martwych metafor należą: „Pan Bóg”, „królestwo niebieskie”, „domu naszego Ojca w niebie”, „zło bardzo lubi odziewać się w szaty dobra” itp.

Ich opozycją są metafory żywe niekonieczne mające poetycki charakter, lecz kreatywne, zmuszające do zmian w rozumieniu świata. Dziś już nie „odziewamy się w szaty”, ale możemy „się stroić”. Nowy świat myśli wymaga nowego ich wyobrażenia i nowej ożywionej metaforyki, ale nie takiej, jak te próby: „Boże narodzenie to inwazja na siły ciemności”, „Bóg jest magazynem łaski” itp.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: To w takim razie jak budować metafory żywe?

Jan F. Jacko: Jedną z funkcji obrazów budowanych słowem jest wiązanie przekazywanej treści z doświadczeniem życiowym słuchacza. Gdy na przykład mowa o zagadnieniach teologicznych lub moralnych, to warto nawiązać do tego, co dobrze znane i zrozumiałe, a następnie pokazać analogię do tego, o czym mowa (a nie odwrotnie, jak się to czasem zdarza). Przypowieści w Nowym Testamencie pokazują metodę budowania obrazu: Trzeba wyjść od doświadczenia słuchacza, spojrzeć na jego świat jego oczami, odnaleźć w nim swoiste dla jego świata symbole i tymi symbolami mówić do niego. Do pasterzy – o zagubionej owcy, do rolników – o ziarnie, do celników – o talentach itp.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Mówiąc o języku ikonicznym, nie sposób nie wspomnieć o narracji jako przykładzie tegoż języka. Narracja bowiem jest oryginalną metodą przekazywania rzeczywistości. Opowiadając, homilista unosi niejako słuchaczy ku rzeczywistości, która była dotąd nieznana, zakryta przed nimi. W homilii tą rzeczywistością jest Bóg, który działa w historii przez Jezusa Chrystusa. Innymi słowy, dzięki opowiadaniu słuchacze mają możliwość bezpośredniego doświadczenia tej rzeczywistości, której ono dotyczy.

Gesty w przepowiadaniu homilijnym

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Innym sposobem obrazowania jest gestykulacja. Jaka jest jej rola w międzyludzkiej komunikacji?

Aneta Załazińska12: Gesty towarzyszące słowom są z nimi ściśle związane. Liczne badania i eksperymenty (nie tylko psychologiczne czy językoznawcze, ale także z zakresu neurobiologii) pokazują, że gesty i słowa współtworzą wypowiedź i w zadziwiający sposób, dopełniając się nawzajem, wyrażają idee i intencje mówiącego.

Wśród licznych kategorii gestów możemy wyróżnić gesty narracyjne i gesty afektów, które wyrażają emocje. I tak na przykład mówiąc, że jakieś pojęcia łączą się ze sobą, często pokazujemy jednocześnie gest splecionych dłoni. I to jest gest narracyjny, ilustrujący. Jeśli zaś zaczęlibyśmy stukać palcami w stół, to byłoby to zachowanie afektywne – ten gest wyrażałby emocje. Nie ilustruje on wypowiadanej myśli, ale pokazuje stan psychiczny, emocje, komfort lub dyskomfort konwersacyjny.

Z punktu widzenia retoryki, perswazyjności przekazu roli gestów narracyjnych nie sposób przecenić. Gesty te nie są prostymi ilustracjami wypowiadanych myśli, ponieważ odnoszą się do samego zamysłu, samej idei, którą mówiący rzeczywiście chce przekazać. Myśl jest więc wyrażana na dwa sposoby: przez słowo i przez gest. Język jednak jest linearny, rozczłonkowany, analityczny; pozwala ująć myśl w zorganizowane składniowo, ale pojedyncze słowa. Tymczasem gest ma charakter syntetyczny, globalny – pozwala ująć ideę całościowo. Co jednak ważne, te dwa sposoby wyrażania nie konkurują ze sobą, ale dopełniają się nawzajem. Gestykulujemy, bo odruchowo wykorzystujemy komunikacyjny potencjał naszego ciała dla zobrazowania własnych myśli, które chcemy przekazać odbiorcom.

Jolanta Antas: Co więcej, kiedy człowiek jest głęboko przekonany do wypowiadanych przez siebie idei i mocno w nie wierzy, kiedy sam jest bogaty duchowo i intelektualnie, wówczas będzie potrafił zobrazować swoje myśli i w naturalny sposób będzie posługiwał się gestykulacją, by wypowiedzieć siebie całym swoim ciałem. Natomiast powstrzyma się od gestykulowania, kiedy nie wierzy w głoszone idee, albo kiedy kłamie.

Aneta Załazińska: Dlatego nie należy blokować naturalnego odruchu gestykulowania, choć u różnych osób potrzeba gestykulowania w różnym stopniu się ujawnia. Różnimy się bowiem stylami ekspresji niewerbalnej. Obecnie wiemy już z całą pewnością, że gestykulacja służy zarówno odbiorcom, jak i samym nadawcom komunikatów. Gestykulacja sprawia, że przekaz staje się żywszy, bardziej plastyczny i daje wrażenie autentyczności. To zalety, które docenią odbiorcy. Gesty wspomagają jednak także samego mówiącego – ich wykonawcę. Badania pokazały, że gdy mówiącemu zabroni się stosowania gestów narracyjnych lub je w sposób sztuczny zablokuje, to jego narracja traci na jakości, staje się niespójna i bardziej chaotyczna.

Docenienie roli gestów w komunikacji nie jest zakwestionowaniem roli słowa. Wręcz przeciwnie, ukazuje jego wyjątkowość i niepowtarzalność jako środka ekspresji. Gest i słowo są bowiem odmiennymi, różnymi sposobami wyrażania znaczeń. Różnice te sprawiają jednak, że słowo i gest w komunikacji współwystępują, nawzajem się dopełniają i nawzajem potrzebują.

Jan F. Jacko: Ale nawet spontaniczne gesty bywają sztuczne i źle dobrane. Gestykulację, tak jak każdą umiejętność trzeba rozwijać. W niektórych środowiskach uczenie się mowy ciała bywa kojarzone ze sztuką manipulacji i udawania, ale jest to mylne skojarzenie. Gestem, podobnie jak słowem można kłamać lub nie. Można się uczyć mowy ciała po to, by być bardziej zrozumiałym dla słuchacza.

Wnioski pastoralne

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Co więc leży u podstaw tego, że homiliści tak chętnie sięgają po rzutniki czy też różnego rodzaju rekwizyty? Dlaczego nie wystarczają im słowa i gesty jako podstawowe środki przekazu orędzia zbawczego?

Ksiądz Henryk Sławiński: To są ważne pytania. Myślę, że można wskazać kilka przyczyn. Po pierwsze, w praktyce katechetycznej w wyniku lepszego przygotowania pedagogicznego katechetów obserwujemy rozwój metod aktywizujących, które później zaczynają być stosowane w homilii. Po drugie, wskazałbym na popularność kursów ewangelizacyjnych wykorzystujących m.in. różne formy teatralne, które poruszają ich uczestników, rodzą zainteresowanie i popularność tychże kursów. Być może później pojawiają się próby przeniesienia tych doświadczeń do liturgii. Po trzecie, dzięki Internetowi mamy łatwy dostęp do opracowanych pomocy homilijnych, wraz z gotowymi prezentacjami multimedialnymi. Łatwy dostęp rodzi pokusę sięgnięcia po nie tym większą, że ich wykorzystanie w homilii daje poczucie bycia nowoczesnym i atrakcyjnym, a także złudzenie lepszego dostosowania języka przepowiadania do mentalności współczesnego człowieka. Po czwarte, niedowartościowanie homilii od strony misterium. Wreszcie po piąte, jak sądzę najważniejsze, rodząca się w wielu kapłanach subiektywna świadomość małej skuteczności własnego przepowiadania, co mobilizuje ich do poszukiwania nowych form.

Elżbieta Dryll: W dydaktyce konieczność stosowania prezentacji multimedialnych stała się dzisiaj rodzajem niepodważalnej prawdy, więc ulegamy zbiorowej presji wywołanej przekonaniem, że bez multimediów przekaz będzie nie tylko mało interesujący, ale również nieskuteczny. Być może takiej presji ulegają również księża. Ponadto, zastosowanie jakiegoś medium elektronicznego jest łatwiejsze: naciskam „enter” i przekaz się rozpoczyna. Powiem więcej, zastosowanie medium daje poczucie większego bezpieczeństwa, tym bardziej jeśli wykorzystana prezentacja została przygotowana przez kogoś innego (w domyśle: specjalistę). Myślę, że może mieć miejsce postawa, którą nazwałabym „chowaniem się” za rekwizyty lub prezentacje multimedialne.

Jaka jest na to rada? Co mogłoby pomóc księżom (i nie tylko księżom) mówić sobą? Wyobrażam sobie proboszcza, który na co dzień ma bliski kontakt z parafianami: on idzie do nich, oni przychodzą do niego, dzielą się swoimi codziennymi przeżyciami. Nie boi się zaczepić na ulicy pijaka, by zapytać, jak mu się wiedzie. Kiedy przychodzi do domu z wizytą duszpasterską, to rzeczywiście pragnie się z nimi spotkać stając w miejscu, w którym żyją. Później, kiedy będzie się zastanawiał nad niedzielną liturgią słowa i tekstem swojej homilii, to w jego myśleniu te codzienne doświadczenia spotkań z parafianami będą obecne, a homilię będzie mógł skierować do konkretnych osób, które będą pod wrażeniem, że jest ona skierowana bezpośrednio do nich. Wtedy komunikacja niewerbalna, czyli kontakt wzrokowy, gestykulacja lub ewentualne rekwizyty pojawią się naturalnie.

Aneta Załazińska: Sądzę, że powodem sięgania podczas homilii po różnego rodzaju rekwizyty czy prezentacje multimedialne może być brak sprawności w posługiwaniu się słowem mówionym (a może również brak zaufania co do posiadanych umiejętności posługiwania się nim).

Korzystając z moich doświadczeń nabytych w Podyplomowym Studium Retoryki działającym przy Wydziale Polonistyki UJ, gdzie w zajęciach uczestniczą zarówno księża, jak i świeccy, mogę powiedzieć, że problemem wielu ludzi dzisiaj jest brak elementarnych umiejętności retorycznych. Mam na myśli zdolność przełożenia tekstu pisanego (uprzednio przygotowanego) na język mówiony. Myślę, że wynika to m.in. stąd, że w trakcie edukacji szkolnej uczymy się pisać, przedstawiać temat w formie pisanej, ale nie uczymy się jego prezentowania, czyli nie uczymy się mówienia (wygłaszania czegoś) przed innymi i do innych. Skutkiem tego jest pewien lęk przed wypowiadaniem się. Jest to jeden z powodów, dla których wielu ludzi w swoich wystąpieniach publicznych nie potrafi oderwać wzroku od kartki z przygotowanym tekstem. Podkreślam, nie jest to problem jedynie księży. Brak umiejętności wypowiadania się rodzi lęk przed wystąpieniem publicznym bez kartki, która to daje poczucie bezpieczeństwa oraz pewność, że wypowiedź będzie bardziej klarowna i bardziej elegancka. Język pisany to jednak nie to samo co język mówiony. Tekst odczytany, to nie tekst wygłoszony.

Jan F. Jacko: Jeśli homilista ma dobre przygotowanie i talent oratorski, to dodatkowe środki ekspresji będą mu przeszkadzać, gdyż odwracają uwagę słuchaczy od jego słów i gestów. Będzie sięgał po rekwizyt lub obraz multimedialny tylko wtedy, gdy nie jest w stanie bez niego dotrzeć do słuchacza. Taka sytuacja zdarza się rzadko, ale może się zdarzyć, na przykład, gdy słuchaczami są dzieci.

Ksiądz Przemysław Nowakowski: Według mnie jednym z zasadniczych problemów jest kwestia rozumienia i przeżywania liturgii, a zwłaszcza zagubienie jej misterium. A ten problem wynika w dużym stopniu ze słabej formacji liturgicznej i homiletycznej w seminariach duchownych. W wielu przypadkach homilia w dalszym ciągu jest traktowana niezależnie od jej liturgicznego kontekstu.

Ksiądz Jarosław Superson13: Aby przygotować się do tej dyskusji, sięgnąłem po pierwszy podręcznik, jaki miałem pod ręką, a który powinien mieć każdy student liturgiki, czyli po Leksykon liturgii. Szukam w nim terminu „misterium” i... okazuje się, że terminu takiego w nim nie ma. Potem szukam terminu „tajemnica” i... też nie ma. Trudno jest dyskutować nad użyciem PowerPointa w homilii, skoro podczas tego panelu nie zauważyliśmy kluczowego zagadnienia – „misterium Chrystusa, które zawsze jest w nas obecne i działa, zwłaszcza w obrzędach liturgicznych” (KL 35). Jeśli PowerPoint byłby użyty w liturgii, musiałby nie tylko podtrzymywać, ale aktualizować liturgię jako moment zbawczy, jako misterium Chrystusa. Czy jest w stanie to uczynić?

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Czy jedną z przyczyn wprowadzania multimediów do homilii nie jest również to, że zarówno sami głosiciele, jak i ich słuchacze są dziećmi naszej epoki, czyli doświadczają w sobie skutków ich działania? Czy nie warto zatem, licząc się nawet z tym, że utracimy pewne znaczenia, sięgać po nowe technologie, by odpowiedzieć na oczekiwania naszych słuchaczy, którzy są dziećmi współczesności?

Ksiądz Andrzej Draguła: Doskonale rozumiem poszukiwania ks. Pawła i innych księży. Mam przecież na swoim sumieniu powstanie tzw. Biblii hip-hopowej, w której opracowaniu uczestniczyłem na pewnym etapie. Mam świadomość, że żyjemy w świecie wolnego rynku i pokusa potraktowania religii jako jednego z towarów oferowanych w naszym kramie stojącym pośród innych kramów towarzyszy nam nieustannie. To ona sprawia, że czasami próbujemy przebić się z naszą ofertą, poszukując, zgodnie z zasadami marketingu i reklamy, coraz bardziej atrakcyjnego i nowoczesnego sposobu zaprezentowania swojego kramu. To samo próbujemy uczynić z liturgią. Tymczasem liturgia nigdy nie będzie atrakcyjna, gdy chodzi o formę jej sprawowania. Nie da się zmienić formy bez naruszenia jej istotnej treści. Dlatego możemy przebić się nie tyle zewnętrzną atrakcyjnością naszego kramu, nawet nie tym, że nasz kram jest najlepszy, ale tym, że jest on zasadniczo różny od innych kramów i dlatego może wzbudzić zainteresowanie. Z tego powodu ważna jest troska o to, aby liturgia wraz ze swoją integralną częścią, jaką jest homilia, pozostały sobą.

Ksiądz Wiesław Przyczyna: Podsumowaniem naszej dyskusji niech będą słowa Jana Pawła II, który doceniając współczesne środki przekazu, powiedział: „Ale nic nie może zastąpić obecności biskupa, który zasiada na katedrze albo staje na ambonie swojego biskupiego kościoła i osobiście wykłada słowo Boże tym, których wokół siebie zgromadził”.

1 Ksiądz Wiesław Przyczyna, prof. dr hab., homileta i teolingwista, kierownik Katedry Komunikacji Religijnej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

2 Ksiądz Andrzej Draguła, dr hab., prof. US, homileta i pastoralista, kierownik Katedry Teologii Pastoralnej, Liturgiki i Homiletyki Uniwersytetu Szczecińskiego.

3 Ksiądz Przemysław Nowakowski CM, dr hab., prof. UPJPII, liturgista, kierownik Katedry Historii Liturgii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

4 Ksiądz Krzysztof Marcyński SAC, dr, homileta i medioznawca, Instytut Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

5 Jolanta Antas, prof. dr hab., językoznawca, kierownik Katedry Teorii Komunikacji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

6 Chodzi tu o wystąpienie ks. Pawła Rozpiątkowskiego, który podczas debaty w Krakowie zaprezentował sposoby wykorzystania rzutnika multimedialnego w głoszeniu homilii.

7 Jan Franciszek Jacko, dr hab., filozof i trener komunikacji, Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

8 Elżbieta Dryll, prof. dr hab., psycholog, Katedra Psychologii Wychowania Uniwersytetu Warszawskiego.

9 Ksiądz Henryk Sławiński, dr hab., prof. UPJPII, homileta i pedagog, Katedra Komunikacji Religijnej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

10 Eugeniusz Wilk, prof. dr hab., medioznawca, kierownik Katedry Mediów Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

11 Ksiądz Bogusław Migut, dr hab., prof. KUL, liturgista, kierownik Katedry Duchowości Liturgicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

12 Aneta Załazińska, dr hab., językoznawca, Katedra Teorii Komunikacji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

13 Ksiądz Jarosław Superson SAC, dr hab., liturgista, Katedra Teologii Liturgii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Sugestie homiletyczne

3 września 2017

22 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

rok A

I czytanie: Jr 20, 7-9

Psalm: 63

II czytanie: Rz 12, 1-2

Ewangelia: Mt 16, 21-27

Nie myślisz o tym, co Boże...

Problem naszych myśli jest złożony. Zazwyczaj myślimy o tym, co mamy wykonać, co jeszcze mamy załatwić, jak pokierować daną sprawą. Myślimy pobożnie i mniej pobożnie; spokojnie i nerwowo; wybiegamy wprzód i cofamy się; myślimy o sobie i innych. Najpiękniejsze nasze myśli są wtedy, gdy myślimy o Bogu – naszym Stworzycielu.

O czym myślał Piotr, skoro Pan tak ostro zareagował na jego słowa? Na pewno myślał po ludzku, czyli chciał, aby Mistrzowi nic się nie stało. Każdy z nas by tak pomyślał. Nie dopuszczamy bowiem myśli, aby komukolwiek z naszych bliskich i przyjaciół stało się coś złego. Myślenie Piotra było zanadto ludzkie: „Nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”.

Nie zmienimy od razu swego myślenia, ale możemy wyprowadzić zeń to wszystko, co „ziemskie”, a na wolne miejsce zaprosić to, co „niebiańskie”.

W homilii akcentujemy potrzebę ewangelicznego myślenia.

„Idźcie i głoście” Program duszpasterski Kościoła w Polsce

SUGESTIE SŁUCHACZA

Szymon Bojdo

Dzisiejsza liturgia słowa jest dla mnie pełna paradoksów. Najpierw zaskakująca jest postawa proroka Jeremiasza, który jakby chciał uciec od słowa Bożego, choć doświadczał namacalnie jego mocy. Prorok jest jednak także wyśmiewany, a misja głoszenia słowa nie wychodzi mu na dobre. Bóg jednak na nowo rozpala jego serce. Nie mamy często możliwości, aby doświadczyć takiego umocnienia wobec wątpliwości. My też, gdy przyznajemy się do wiary, bywamy wytykani palcami, a wielu chrześcijan na całym świecie jest prześladowanych za trwanie przy słowie Pana. Pozostaje więc pytanie co robić, gdy przychodzą momenty próby i zniechęcenia? Może szczerze, jak zrobił to prorok, trzeba się przyznać przed sobą i Panem Bogiem, że już nie dajemy rady? Chyba za często, także w przestrzeni duchowej, chcemy być herosami, którzy ze wszystkim dadzą sobie radę sami. Bóg pragnie jednak naszego zaufania.

O takim stylu życia mówi też drugie czytanie, choć jest ono bardzo trudne: czy naprawdę musimy być zawsze odmienni? Czy trzeba rezygnować z tego, co proponuje nam współczesny świat? Czy mamy wśród ludzi funkcjonować inaczej? Jak odmieniać swój umysł, by jeszcze lepiej odczytywać Bożą wolę? To bardzo zastanawiające, tym bardziej że św. Paweł na początku pisze o ofierze ze swojego ciała. Nie do końca wiemy obecnie co to znaczy złożyć z czegoś ofiarę, raczej unikamy tak radykalnych kroków, by żyć wygodniej. Czy to wezwanie do męczeństwa? Nie każdy przecież ma w swoim życiu okazję, by taki dowód wiary składać. Jakie więc zadanie przed naszym ciałem naprawdę stawia nam apostoł?

Wreszcie paradoks z Ewangelii: żeby zachować życie, należy je tracić. Co znaczy stracić życie z powodu Chrystusa? Czy mamy rezygnować ze swoich ambicji i planów? Mamy przestać marzyć? A może jest jakiś sposób, by zyskać cały świat, ale nie ponieść uszczerbku na swojej duszy? Odpowiedź na to daje wcześniej Jezus, w dialogu ze św. Piotrem. Ten drugi próbuje zaprzeczyć temu co i tak ma się wydarzyć, chciałby by wydarzenia potoczyły się inaczej. Czasami jednak tak się nie da i więcej sił zabiera nam mocowanie się z rzeczywistością, niż przyjmowanie jej, przeżycie jej w pełni. Może to sprawiłoby, że myślelibyśmy bardziej po Bożemu, a nie po ludzku?

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Kuszenia Jezusa akt drugi

ks. Mariusz Pohl

Ewangelia przytacza dalszy ciąg dialogu, w którym najpierw Piotr wyznał wiarę w Jezusa-Me­sjasza, a zaraz potem otrzymał zapewnienie, że jest Opoką, na której Jezus zbuduje swój Kościół. Któż by się nie ucieszył z takiej obietnicy! Któż by nie urósł w dumę! Opierając się na własnych doświadczeniach, możemy się domyślać, że po tej pochwale nastrój Piotra bardzo się poprawił. To tak, jakby „strzelił sobie setkę”: czuł się wyróżniony, swobodny, optymistyczny. Mógł snuć świetlane plany i nadzieje na przyszłość.

Więc dalsze słowa Jezusa o cierpieniu i śmierci musiały zabrzmieć dla niego jak przejęzyczenie czy błąd, jakby skleiły się kartki w gazecie i z rubryki humoru nagle znaleźć się na stronie z nekrologami. Nic tu nie pasowało. A Piotr był racjonalistą. Racjonaliści lubią proste, logiczne i spójne konstrukcje myślowe. Jak coś się komplikuje i przestaje pasować, to trzeba to natychmiast naprostować, żeby nie burzyć spójnego obrazu świata i życia. Zwłaszcza, że Piotr mógł się spodziewać, że w tej świetlanej przyszłości będzie miał swój ważny udział.

I stąd ta jego błyskawiczna reakcja, pełna spontaniczności i autentycznej troski, ale także dyplomatycznej, dalekosiężnej strategii: Panie, po co ich drażnić, po co tak eksponować te kontrowersyjne kwestie. Przyjdzie na to czas, ale teraz może lepiej byłoby skupić się bardziej na uzdrawianiu, o, na rozdawaniu chleba. A jak Cię obwołają królem, wtedy będziesz mógł już bezpiecznie głosić swoją naukę. Wtedy już nikt Ci nie zagrozi.

Ludzki ziemski wymiar

Czy nam się to już z czymś nie kojarzy? Gdzieś już podobne słowa padły, już takie rozumowanie przecież słyszeliśmy…

Riposta Jezusa była natychmiastowa: Zejdź mi z oczu, szatanie! Dlaczego takie ostre słowa? Przecież nawet najgorszych faryzeuszów Jezus nie określił takim drastycznym mianem, a tu Piotra? I to zaraz po takiej wyjątkowej pochwale? I to z powodu niekłamanej troski i miłości?

Ale tego napomnienia nie powinniśmy rozumieć jako piętnującego epitetu, który miał potrząsnąć Piotrem. Te słowa nawiązywały do pierwszego kuszenia, którego Jezus doświadczył na samym początku na pustyni. Przecież to te same podszepty, ten sam sposób myślenia, który miał skłonić Jezusa do przyjęcia i odpowiedzi na nasze ludzkie oczekiwania. Te ludzkie oczekiwania z naszego ludzkiego punktu widzenia wydają się całkowicie słuszne. Człowiek zamknięty w horyzoncie swoich ludzkich potrzeb, ludzkiego szczęścia ograniczonego do samej doczesności, tego właśnie tylko chce: poczucia bezpieczeństwa, sytości, sukcesu, zdrówka, ludzkiego podziwu. Do tego chciał od początku sprowadzić dzieło i posłannictwo Jezusa szatan; a teraz tym samym tropem poszedł Piotr. To nie do Piotra, ale właśnie do szatana były zwrócone surowe słowa Jezusa.

Odtrutką na tę pokusę sprowadzenia wszystkiego tylko do ludzkiego, ziemskiego wymiaru – czyli w istocie do wyeliminowania Boga i oddania pola diabłu – ma być właśnie Boży sposób myślenia albo raczej Boży punkt widzenia. Chodzi nie tylko o uwzględnienie rzeczywistości Bożej, nadprzyrodzoności, sfery duchowej, ale przede wszystkim miłości Boga do człowieka. Bo pokusa na pustyni i te niefortunne słowa Piotra są ostatecznie odbiciem tej pierwszej pokusy – w raju. A tam nie chodziło tylko o jabłko, nawet nie o posłuszeństwo Bożym zakazom – tam chodziło o zaufanie do Boga: czy mogę ufać Bogu, Bożej miłości; czy Bóg chce mojego pełnego dobra, czy też to, co najlepsze ukrywa przede mną i zabrania mi tego.

Pełnia życia

Teraz Jezus przyszedł pokazać, do jakiego stopnia Bóg kocha człowieka. To nie jest miłość bazująca na przemijalnym i powierzchownym szczęściu: zdrówko, pomyślność, dostatek, władza i górowanie nad innymi. To wszystko będzie miało swój kres, więc jest bez wartości. Jezus przychodzi dać to, co potrafi nasycić i zaspokoić ludzką duszę i ludzkiego ducha, czyli pełnię życia: wieczne szczęście w niebie. I żeby to uczciwie dać, jest gotów na krzyżu zapłacić cenę swojego życia. Tam też na krzyżu, dokona się trzeci akt: ostatniego kuszenia Jezusa. Zstąp z krzyża, a uwierzymy Ci! Zaufał Bogu…

Zapraszając nas do pójścia tą drogą, nie chce nikomu odbierać ani nawet uprzykrzać życia. Ale wie, że wskutek pierwotnego odrzucenia miłości Bożej przez pierwszych rodziców życie takie jest: krótkie, słabe, chore, grzeszne. Przez dobrowolne zaakceptowanie i przyjęcie tych ograniczeń i dolegliwości człowiek wychyla się z doczesności w wieczność, pokazuje Bogu, że tak Mu ufa, że jest gotów zrezygnować z ziemskiego szczęścia w imię zaufania do Boga. Pierwszy tą drogą poszedł Jezus. My możemy pójść za Nim, Jego śladami.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Bosko – ludzkie myśli

ks. Piotr Winkler

Słynne kartezjańskie Cogito ergo sum - myślę więc jestem - wskazuje na istotny rys ludzkiego życia. Myślenie jest bowiem wpisane w ludzką naturę. Jakie są nasze myśli? Cóż takiego je zaprząta? Czym są zajęte? Najczęściej - codziennością. Myślimy o tym, co przyniesie nowy dzień, rozważamy jak rozwiązać jakiś problem, który nas dotyka, co począć w danej sytuacji. Niektórzy zastanawiają się, jak przeżyć do „pierwszego”, troszcząc się o przyszłość swojej rodziny. Mamy też bardziej dalekosiężne plany, cele, marzenia - myślimy, jak je zrealizować. Zwykłe, ziemskie sprawy pochłaniają nas w ogromnej mierze. Inną rzeczą jest jakość naszych myśli. Bywają dobre i złe, są wypełnione miłością i nienawiścią, ożywiają i zabijają…

Sprawy ludzkie a sprawy Boże

Cóż na ten temat mówi Jezus? Co radzi, by nasze myśli były ukierunkowane we właściwy sposób? Znamienne są słowa Chrystusa skierowane do Piotra: „…nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” (Mt 16, 23). To reakcja na wyrzut apostoła, który próbuje odwieść Jezusa od wypełnienia planu Bożego. Jednocześnie Pan uzasadnia swą wypowiedź: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16, 26). Tym samym wskazuje na wyższość Bożych spraw nad sprawami ludzkimi.

Tak to już jest w naszym życiu, że myśli przekładają się na konkretne czyny, ujawniają się w działaniu. Bywa, że dokonujemy czegoś, nie poprzedzając tego przemyśleniem problemu. Wówczas może dojść do całkowicie niewłaściwych zachowań, to zaś rodzi określone skutki. Nasze myślenie o tym, co Boże… Czasem wpisuje się w ten fałszywy proces.

Właściwa hierarchia

Mówimy tu o zaniechaniu pewnych istotnych postaw. Konkretnie? Chodzi między innymi o praktyki religijne. Chociaż wiemy, przechowujemy w swych myślach to, co ma być, to jednak w codziennej rzeczywistości wychodzi zupełnie coś innego. Weźmy na przykład niedzielne uczestnictwo w Eucharystii. Ileż mamy przemyśleń jak spędzić niedzielę, co zrobić, by się zrelaksować, odpocząć, nabrać sił do pracy. To często znajduje skutek w konkretnym funkcjonowaniu. A Msza św.? Choć zdajemy sobie sprawę, że mamy obowiązek, tak nas wychowano, powinniśmy…

To jednak rezygnujemy ze spotkania z Bogiem, od którego zależy każda sekunda naszego istnienia. Okazujemy Mu lekceważenie, stawiamy wręcz do kąta, spychamy na margines, bo ludzkie, ziemskie sprawy są ważniejsze. Tak to przedkładanie spraw ludzkich nad boskie generuje określone postawy, czego skutkiem może być to, przed czym przestrzega Jezus: „Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego (…) i wtedy odda każdemu według jego postępowania” (Mt 16, 27).

Oby nasze myśli były boskie, ponad tymi ziemskimi, niech z nich wynika stosowne postępowanie. Jeśli tak będzie, zachowamy właściwą hierarchię życiowych wartości.

HOMILIA DO MŁODZIEŻY

O czym myślimy?

s. Arletta Ziółkowska PSMC

Dziwimy się słowom Chrystusa skierowanym do Piotra. Dlaczego tak mocne, tak ostre? Piotr musiał to usłyszeć, bo nie myślał o tym, co Boże, ale o tym co ludzkie. Tak po naszemu myśląc: przecież chciał dobrze, nie chciał, by Mistrzowi coś złego się stało. My też tak myślimy. Dla naszych bliskich pragniemy dobra, życzymy im jak najlepiej, nawet nie dopuszczamy myśli, by coś złego się stało. Tacy już jesteśmy. Myślimy bardzo po ludzku. A przesłanie dzisiejszej ewangelii jest takie, abyśmy myśleli bardziej po Bożemu.

Śmierć w górach

W ubiegłym roku została wydana książka pt. „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście”. Zachęcam do przeczytania. Napisana świetnym językiem. Tak się ją czyta, jakbyśmy oglądali dobry film sensacyjny. Jerzy Kukuczka w czasie swoich górskich wypraw robił notatki. Zapisywał różne rzeczy: o postępach, partnerach, pogodzie, o samopoczuciu. Rzadziej o własnych odczuciach i przemyśleniach. Często pisał kilka słów do swojej żony Celiny. Przed wyprawą na Lhotse (październik 1989 roku) po raz pierwszy swój dziennik poprzedza kilkoma dedykacjami: Tym, którzy nigdy nie wrócą i pozostali na zawsze w górach. Tym bliskim, którzy nie doczekali powrotu moich przyjaciół. Przyjaciołom, partnerom i szczególnie tym, którzy nie wrócili nigdy (pozostali w górach na zawsze). Synom i żonie – którzy zawsze czekają. Tym, którzy zostają w niespokojnym oczekiwaniu (najbliższym).

Ale najważniejsze jest motto. O czym myśli? O górach, o przeznaczeniu, rodzinie? O tym, co już przeżył czy o tym, co spotka? Co chce powiedzieć, gdy w bazie pod Lhotse bierze do ręki długopis i zapisuje dwa słowa: Paradise – raj?

Jerzy Kukuczka nie wrócił z Lhotse, odpadł od południowej ściany, po której wspinał się na szczyt. Kiedy ta wiadomość dotarła do jego kolegi i partnera wielu wypraw w Himalajach, Wojciecha Kurtyki, tak powiedział: „Zamurowało mnie, stałem na klatce schodowej przez dłuższy czas i nie byłem zdolny poruszyć się. Śmierć górska i Jurek to był absurd. Są ludzie, do których śmierć nie pasuje”.

Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie

Piotr Apostoł powiedział do Jezusa: „Niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. My dzisiaj wiemy, że tylko dzięki Chrystusowi, Jego śmierci i zmartwychwstaniu, mamy dar nowego życia i możemy myśleć o niebie. I nie tylko myśleć. Możemy to niebo osiągnąć.

Jerzy Kukuczka w obozie pierwszym na wysokości 5800 metrów, w drodze na Lhotse. Wychodzi o poranku, wspina się i nagle zrywa się lina. Ociera się o śmierć. W pamiętniku tak zanotował: „Lecę, próbując złapać równowagę. Macham rękami, wrzask: Boże! Po kilkunastu metrach ręka łapie jakąś starą poręczówkę. Staję. Boże, czuwasz nade mną. Podarowałeś mi drugie życie”. I mimo tego zaryzykował po raz kolejny. Nie bał się. Marek Kamiński, zdobywca biegunów powiedział: „Bieguny uświadomiły mi, że więcej zawdzięczam Panu Bogu niż sobie”. Pewnie podobnie myślał Kukuczka.

Co mnie zbliża do Boga?

A my, o czym myślimy, gdy znajdziemy się w trudnej sytuacji, w obliczu problemów, choroby, śmierci? Bo przecież są one nieodłączne. O czym wtedy myślimy? Narzekamy? Jesteśmy źli na Pana Boga i na cały świat? Chcemy uciec od tego? Życie nie jest jak czas beztroskich wakacji. One się kończą. A co nas bardziej uszlachetnia? Co sprawia, że stajemy się lepsi, gorliwsi? Co nas zbliża do Pana Boga? Jest taka stara łacińska sentencja: Per aspera ad astra (Przez trudy do gwiazd). Warto pomyśleć dzisiaj i nie tylko dzisiaj, co mnie zbliża do Boga? Ile jest miejsca w moim życiu właśnie dla Niego? Ile jest miejsca w moim życiu dla drugiego człowieka?

Słyszeliśmy słowa Chrystusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Tylu ludzi przed nami odnalazło swe życie w Bogu, są w niebie, są szczęśliwi. Tylu ludzi żyjących obok nas odnajduje swe życie, bo traci je, poświęca je dla Boga i dla ludzi.

HOMILIA DO DZIECI

Święte dzieci fatimskie uczą nas miłości Jezusa

bp Antoni Długosz

Proponowane pomoce: I - obraz Matki Bożej Fatimskiej z dziećmi, obraz Hiacynty i Franciszka, obraz Franciszka, obraz Hiacynty; II - obraz Jezusa dźwigającego krzyż, obraz św. Piotra, obraz Jezusa na krzyżu; III - obraz św. Pawła, obraz Hiacynty i Franciszka.

W tym roku obchodzimy 100 rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie (obraz). Matka Boża wybiera trójkę pastuszków: Łucję, Hiacyntę i Franciszka, by byli nauczycielami ludzi. To wielkie wyróżnienie wiąże się z trudną drogą ich życia. Hiacynta i Franciszek (obraz) przyjmują cierpienie, by z Panem Jezusem uczestniczyć w nawracaniu grzeszników. Dzieci nie miały łatwego życia. Wciąż były pytane o tajemnice przekazane przez Matkę Bożą. Nawet same szukały umartwień dla siebie, aby pokutować za grzeszników. Nieraz odmawiały sobie jedzenia, które sprawiało im przyjemność – np. owoców, a czasem wody w upalne dni. Kiedy znalazły kawałek sznura na drodze, podzieliły go na trzy części i obwiązały sobie wokół bioder. Franciszek (obraz) zachorował na grypę hiszpankę. Gdy był bardzo chory odpowiadał: „Cierpię, ale znoszę wszystko z miłości do Pana Jezusa i Matki Boskiej”. Innym razem mówił: „Cierpię, żeby pocieszać naszego Pana. Już niedługo pójdę do nieba”. Hiacynta (obraz) słysząc o cierpieniach Pana Jezusa mówiła: „Biedny Pan Jezus. Ja nigdy nie popełnię żadnego grzechu, bo nie chcę, by Pan Jezus cierpiał jeszcze więcej”. Hiacynta także zaraziła się grypą hiszpanką. W chorobie powtarzała: „Tak bardzo kocham Pana Jezusa i Matkę Bożą, że mi się nigdy nie sprzykrzy powtarzać im, że ich kocham”.

Hiacynta i Franciszek przyjmują wezwanie Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii (obraz): „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Tego Jezusowego wezwania o niesieniu krzyża nie rozumie św. Piotr (obraz). Kiedy Pan Jezus zapowiada swoją krzyżową mękę, Piotr chce Go odwieść od tych planów, uznając cierpienie za zło. Spotyka się z ostrą odpowiedzią Jezusa. Pan Jezus mógł zbawić nas jednym aktem woli skierowanym do Boga Ojca. Wybiera jednak zdradę apostołów, osamotnienie w Ogrójcu, cierpienie psychiczne i fizyczne, konanie na krzyżu oraz śmierć (obraz), by nikt z nas, doświadczając w życiu jakiegokolwiek cierpienia, nie zwątpił w prawdę, że Bóg jest Miłością.

Cierpienie uchodzi w naszym życiu jako następstwo nieposłuszeństwa pierwszych ludzi, nazywanego grzechem pierworodnym, w którego skutkach wszyscy uczestniczymy. Cierpienie pozostaje wielką tajemnicą. Święty Paweł (obraz) poucza, że Pan Bóg może specjalnym charyzmatem, czyli specjalnym darem, powołać niektórych ludzi do dawania świadectwa wierności Bogu w cierpieniu. Wskazuje on na siebie uważając, że jest powołany na apostoła, by wiele wycierpieć dla Pana Jezusa. Takie powołanie realizuje Hiacynta i Franciszek z Fatimy (obraz). Bywa, że w naszym życiu spotykamy się z chorobą, przykrością ze strony kolegów. Starajmy się te cierpienia ofiarować Panu Jezusowi. Szczególną życzliwością i modlitwą otaczajmy chore koleżanki i kolegów, a także wszystkich cierpiących ludzi.

HOMILIA DO DZIECI • „NIEDZIELA Z OWIECZKĄ”

Myśleć o tym, co Boże

ks. Andrzej Muńko

Wprowadzenie

W miniony piątek zabrzmiał znowu szkolny dzwonek. Rozpoczynamy nowy rok szkolny, dla niektórych rok zmian, rok wytężonej pracy. Ewangelia tej niedzieli jest jak najbardziej na ten czas, bo Jezus daje nam bardzo konkretne wskazówki, wręcz drogowskazy jak mamy postępować w tym roku szkolnym. Otwórzmy nasze serca i umysły na słowo, które do nas kieruje.

Cel homilii i potrzebne rekwizyty

Celem homilii jest uświadomić dzieciom, że każdy dzień to wybór dobra i zła, walki z pokusami albo poddawania się im. Przygotowujemy rekwizyty: biała tablica, flamaster. Na obrazku owieczka Magda i dwie drogi (jedna prowadzi na plac zabaw, druga do kościoła).

Sugestie do homilii

Na samym początku witamy się z dziećmi. Pytamy jak minęły im wakacje, gdzie były. Staramy się uświadomić dzieciom, że Pan Bóg dał nam czas wakacji, abyśmy nabrali sił do podejmowania nowych zadań. Pytamy dzieci czy pamiętaliśmy o niedzielnej Eucharystii przez okres wakacji. Chwalimy dzieci za to, że pomimo wakacji, nie zapominały o modlitwie czy kontakcie z Panem Bogiem.

Przypominamy sobie owieczkę Magdę, którą poznaliśmy w zeszłym roku lub przedstawiamy ją, jeśli dopiero od tego roku ma być razem z dziećmi podczas niedzielnych homilii. Przypominamy, że jej zadaniem jest, tak jak naszym, poznawać słowo Boże, zwłaszcza Ewangelię. Magda będzie nam pomagać zrozumieć prawdy zawarte w słowie Bożym.

Staramy się wspólnie z dziećmi przypomnieć sobie odczytaną przed chwilą Ewangelię. Pomocne mogą być dla nas pytania: Kto napisał czytaną dziś Ewangelię? (Mateusz); Co Jezus zapowiada swoim uczniom? (swoją drogę do Jerozolimy, Mękę i śmierć); Który z apostołów czyni Jezusowi wyrzuty, że źle mówi? (Szymon Piotr); Jakie wskazanie daje Jezus swoim uczniom? (że muszą zrezygnować ze wszystkiego, jeśli chcą iść za Jezusem).

Warto zwrócić uwagę, że Jezus daje wskazania swoim uczniom, aby nieustannie podążali drogą Jezusa. Mamy, podobnie jak uczniowie, słuchać Pana Jezusa w codziennym życiu.

Przyglądamy się owieczce Magdzie, która stoi na rozdrożu. Na końcu jednej drogi jest plac zabaw, na końcu drugiej kościół. Przy pomocy rekwizytów staramy się ukazać dzieciom jakie pokusy, najczęściej nas oddzielają od Pana Jezusa.

Przykład

Bierzemy białą tablicę i mazak. Rysujemy drogę do Pana Jezusa, którego przedstawiamy na końcu drogi. Na drodze pojawiają się różne przeszkody np. kamienie, zwalone drzewa itd. Wspólnie z dziećmi zastanawiamy się, co nas oddziela od Pana Jezusa.

Wypisujemy wszelkie pokusy, których możemy doświadczać na drodze do Pana Jezusa. Mogą to być np. lenistwo, gdy nie chce nam się wstać 5 minut wcześniej, aby się pomodlić przed pójściem do szkoły; inne priorytety (ważniejsze rzeczy dla mnie), wolę grać w piłkę czy inną grę; odkładanie wszystkiego na później np. lekcji czy Mszy Świętej.

Uświadamiamy dzieciom, że to właśnie pokusy oddzielają nas od Pana Jezusa. Dziś w Ewangelii Szymon Piotr uległ pokusie i chciał Jezusowi udowodnić, że Bóg jest w błędzie. Za takie zachowanie Piotr został ostro skarcony. Każdy ma walczyć z tym wszystkim, co nas oddziela od Boga. Mamy podążać za Jezusem.

Warto zaakcentować, że jest to zadanie ponad nasze siły i sami sobie nie poradzimy, dlatego Pan Bóg daje nam siebie, byśmy wsłuchując się w Niego oraz tych, którzy mają nam wskazywać drogę do Niego, podążali za Jezusem.

Zachęcić dzieci, aby zrobiły sobie dobre postanowienie na ten rok szkolny i poprosiły starszych o pomoc.

Zadanie dla dzieci

Napisz modlitwę przed nauką i pamiętaj o niej zawsze, gdy zaczynasz odrabiać lekcje.

Słowo do rodziców

Święty Paweł dziś w Liście do Rzymian mówi piękne słowa: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża”. Zachęca on nie tylko dzieci, ale nas wszystkich, abyśmy podążali drogą Jezusa. Dzieci same z siebie nie dadzą rady w zwalczaniu pokusy. Nasz dobry przykład, pomocna dłoń, dobra rada to realna pomoc w walce z pokusą.

10 września 2017

23 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

17 września 2017

24 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

24 września 2017

25NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

1 października 2017

26 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

8 października 2017

27 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

15 października 2017

28 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

22 października 2017

29 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

29 października 2017

ROCZNICA POŚWIĘCENIA KOŚCIOŁA WŁASNEGO

Rozdział dostępny w pełnej wersji

SYTUACJE DUSZPASTERSKIE

Rozdział dostępny w pełnej wersji

DODATEK LITURGICZNY

Rozdział dostępny w pełnej wersji

CZYTANIA NA PAŹDZIERNIK

Rozdział dostępny w pełnej wersji

WYDAWCA

Święty Wojciech Dom Medialny sp. z o.o.

ul. Chartowo 5

61-245 Poznań

www.swietywojciech.pl

Redakcja „Biblioteki Kaznodziejskiej”

www.bkaznodziejska.pl

tel. 61 659 37 44

bkaznodziejska@swietywojciech.pl

Prenumerata

tel. 61 659 37 56

prenumerata@swietywojciech.pl

ISSN 0208-7413

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com