Wydawca: Wydawnictwo Świętego Wojciecha Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Biblioteka Kaznodziejska nr 02/2018 ebook

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 02/2018 -

W numerze 2. „Biblioteki Kaznodziejskiej” (marzec-kwiecień) m.in.:

- homilie do dorosłych, młodzieży i dzieci na wszystkie niedziele i święta marca i kwietnia;

- na każdą niedzielę homilie z Owieczką Magdą;

- homilie na Triduum Paschalne i Wielkanoc;

- kazania pasyjne ks. Szymona Bajona;

- w Sytuacjach duszpasterskich - homilie okolicznościowe na: uroczystość św. Józefa, Zwiastowanie Pańskie, św. Wojciecha;

- Adoracja Najświętszego Sakramentu oraz Pierwszy piątek miesiąca;

- cykl autorstwa ks. Pawła Szpyrki SJ pt. Idźcie i głoście! Słuchając Franciszka

- rozważania na dni powszednie marca i kwietnia.

Opinie o ebooku Biblioteka Kaznodziejska nr 02/2018 -

Fragment ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 02/2018 -

Okładka

Biblioteka Kaznodziejska nr 02/2018

Święty Wojciech Dom Medialny sp. z o.o.

W TYCH MIESIĄCACH

Franciszek – prosty uczeń Jezusa

13 marca 2013 roku, w drugim dniu konklawe, ogłoszonego po niespodziewanej rezygnacji Benedykta XVI, kardynałowie zebrani w Kaplicy Sykstyńskiej wybrali nowego biskupa Rzymu, który przyjął imię Franciszek. Piąta rocznica wyboru argentyńskiego kardynała Jorge M. Bergoglio, arcybiskupa Buenos Aires na Stolicę Piotrową to doskonała okazja, by w jego posłudze dostrzec źródło inspiracji dla całej naszej aktywności duszpasterskiej – nie tylko w tak przecież ważnym dla Kościoła okresie Wielkiego Postu. Ciekawą i niezwykle inspirującą ocenę działań ewangelizacyjnych Franciszka przedstawił ks. dr hab. Henryk Sławiński, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie w książce pt. „Nowa ewangelizacja. Język – teologia – kultura” (pod red. Małgorzaty Nowak i ks. Wiesława Przyczyny, Biblos, Tarnów 2017, s. 231-255): „Papież Franciszek głosi Ewangelię Jezusa Chrystusa w sposób prosty i bezpośredni. Jest świadkiem. Choć niekiedy bulwersuje, chce być wierny nauce Pana Jezusa i robi to, o czym jest przekonany, łamiąc wielokrotnie kulturowe konwenanse. Jego opcją preferencyjną jest duszpasterstwo misyjne, ewangelizacja czy nowa ewangelizacja i związana z nią duszpasterska troska o wykluczonych, zmarginalizowanych, ludzi na peryferiach.

Dzielić się wiarą z innymi

Franciszek ma głęboką świadomość eklezjalną. Wie, że jego wiara zrodziła się w Kościele, jest za nią wdzięczny i dzieli się z innymi ową radością poznania i doświadczania Boga w Kościele. A przy tym chce pozostać prostym uczniem Jezusa nawet na najwyższym urzędzie w Kościele.

Ufać w moc słowa Bożego

Posługuje się językiem wolnym od teologicznego żargonu, prostym i dostosowanym do percepcji słuchaczy, obrazowym, pozytywnym i lapidarnym. Nie wdaje się w wyrafinowane debaty teologiczne, ale akcentuje przede wszystkim istotę orędzia Chrystusa. Do ewangelizacji wykorzystuje listy, przemówienia, rozmowy: tak bezpośrednie, jak i telefoniczne. Akcentuje potrzebę wysłuchiwania ludzi. Ufa w moc słowa Bożego. Wie, że ostatecznie sama ewangelizacja i jej owoce to dzieło Ducha Świętego” (dz. cyt. s. 252).

Słuchać ludzi

Dziękując Panu Bogu za pięć lat oddanej pracy ewangelizacyjnej papieża Franciszka dla Kościoła, spróbujmy pójść tą samą drogą i tak jak on, a równocześnie wraz z nim i wraz z całym Kościołem, dzielmy się wiarą z innymi, ufając w moc słowa Bożego. Warto zastanowić się nad językiem, którym się posługujemy, czy nie jest trudny, nazbyt teologiczny, a tym samym niedostosowany do percepcji słuchaczy? Może też trzeba przeanalizować treść głoszonego przez nas orędzia – czy głosimy Chrystusa i Jego Ewangelię, czy może jakieś drugorzędne treści (polityczne, obyczajowe, towarzyskie albo inne), w których mamy upodobanie i które nie mają nic wspólnego z orędziem Chrystusa?

Zrobić miejsce dla Ducha Świętego

Czy potrafimy słuchać ludzi, czy raczej wciąż utwierdzamy ich w przekonaniu, że to oni są od słuchania, a my jesteśmy powołani by do nich mówić? Warto też na koniec pomyśleć o duchowym i tym samym bardzo osobistym wymiarze naszego zaangażowania w ewangelizację: ufamy bardziej w moc słowa Bożego i działanie Ducha Świętego czy jesteśmy przekonani o własnej samowystarczalności, i czy nie zapominamy, że ewangelizacja i jej owoce to dzieło Ducha Świętego a my jesteśmy tylko narzędziami w Jego ręku?

Łaska, Chrystus i słowo Boże

Przykład takiego właśnie sposobu widzenia nowej ewangelizacji podaje sam Franciszek w adhortacji Evangelii gaudium: „Jeśli jakiś proboszcz podczas roku liturgicznego mówi dziesięć razy o wstrzemięźliwości, a tylko dwa lub trzy razy o miłości czy sprawiedliwości, dochodzi do dysproporcji, przez co pozostawione są właśnie te cnoty, które powinny być bardziej obecne w przepowiadaniu i katechezie. To samo ma miejsce, gdy bardziej się mówi o prawie niż o łasce, bardziej o Kościele niż o Jezusie Chrystusie, bardziej o papieżu niż o słowie Bożym” (Franciszek, Evangelii gaudium, 38).

Napełnieni Duchem Świętym

Pełni wdzięczności Panu Bogu za biskupa Rzymu, wejdźmy z tymi myślami w kolejny ważny etap naszej ewangelizacyjnej pracy – w Wielkim Poście (marzec) i w radosnym okresie wielkanocnym (kwiecień) – a w chwilach zmęczenia czy zwątpienia nie zapominajmy, że wszyscy „jesteśmy napełnieni Duchem Świętym!”.

SUGESTIE HOMILETYCZNE

3 niedziela Wielkiego Postu • 4 III 2018

4 marca 2018

3 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

rok B

I czytanie: Wj 20, 1-17

Psalm: 19

II czytanie: 1 Kor 1, 22-25

Ewangelia: J 2, 13-25

Poprzez pójście drogą przykazań „oddajemy cześć Ojcu w Duchu i prawdzie”

Wskazanie na życie chrześcijanina przemienionego przez Ducha Świętego:

Wierzący otrzymali w Eucharystii moc Ducha Świętego, który nagiął ich serce do Bożych przykazań i dał im mądrość krzyża (…). Przykazania są sposobem wejścia w autentyczną relację z Bogiem, obcą wszelkiej idolatrii: Pan nie chce, abyśmy czynili Jego podobizny, lecz abyśmy Go słuchali i kochali miłością, która nie nadużywa Jego imienia, ale wymienia je w jedynym godnym kontekście – podczas modlitwy. Bóg nie chce, abyśmy uzależniali swoje życie od pracy i rzeczy materialnych, dlatego pragnie, byśmy mieli czas dla Niego. Również na relacje z bliźnimi pada nowe światło: należy czcić tych, którzy są już u schyłku życia; powstrzymywać się od zemsty; nie niszczyć małżeństwa; nie pozbawiać bliźniego podstawowych rzeczy, które są mu niezbędne, jak uczucia, własność, dobre imię, prawo do sprawiedliwego i równego traktowania. Mocą Ducha chrześcijanin może zatem podjąć paschalną drogę przejścia przez krzyż przykazań.

„Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” Program duszpasterski Kościoła w Polsce 2017/2018

SUGESTIE SŁUCHACZA

Przebudzenie z letargu

Michał Piotr Gniadek

Dzisiejsze czytania podają w wątpliwość nasze pojmowanie religijności, nasze praktyki pobożnościowe. Dbamy o wystrój świątyń, piękną oprawę liturgiczną, odświętne ubiory przy okazji doniosłych uroczystości kościelnych, a tymczasem Chrystus wywraca nasze sposoby uzewnętrznienia wiary, uderza w samo serce człowieka religijnego. Nie oglądajmy się wokół siebie, szukając winnych, ale pomyślmy czy i my sami nie sporządziliśmy sobie bicza z próżności, zawiści, pychy i pożądliwości.

Czy rzeczywiście jestem uczniem?

Nam – katolikom, bardzo często zarzuca się przywiązanie do materialnych symboli wiary. Niekiedy oskarżani jesteśmy o bałwochwalstwo, które przejawia się w czczeniu obrazów, figur, nieznajomości Pisma Świętego, większego przywiązania do tradycji niż do słowa Bożego. Z jednej strony są to opinie krzywdzące, a nawet nieprawdziwe, ale na pewno motywujące nas do autorefleksji. Czy rzeczywiście jestem autentycznym uczniem Chrystusa, wsłuchującym się pilnie w jego naukę, naśladującym Go, podążającym Jego ścieżkami?

Wyobraźnia może płatać figle

Nie modlimy się do obrazów. One przypominają nam osoby, które przedstawiają. Bóg stał się człowiekiem, by być bliżej nas. Dał nam w ten sposób dotknąć rzeczywistości nieba. Oczywiście ludzka wyobraźnia może płatać figle, podpowiadać złe, zniekształcone obrazy, dlatego tak ważna jest dbałość o relację z Bogiem, o trwanie w komunii z Nim. Dobrze jednak wiemy, jak łatwo dziś o rozproszenia, tym bardziej, że na co dzień jesteśmy pochłonięci tak wieloma sprawami.

Gubimy Boży azymut

Musimy jednak mieć rozeznanie w hierarchii wartości. Często gubimy Boży azymut, dajemy się wciągnąć w pogoń za fałszywym bogactwem. Jezus pragnie zburzyć fikcyjne budowle, które zasłaniają nam zbawczą perspektywę. Niekiedy buntujemy się, zapewniamy o tym, że nasze wysiłki zawsze służą naszemu wzrostowi. Nasza kreatywność, która wynika z człowieczego podobieństwa do Stwórcy, może nas wyprowadzić na manowce, gdy przestaniemy konfrontować podejmowane wybory z Bożą wolą. Nie bójmy się zatem duchowych „trzęsień ziemi”. Często są one przebudzeniem z letargu.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Największa pokusa

ks. Radosław Rychlik

U podnóża góry Synaj rozłożone były wszystkie rody Izraela. Wiele już przeżyli na pustyni. Doświadczyli potęgi Pana, który rozdzielił wody Morza Czerwonego, gdy uciekali przed Egipcjanami. Dla nich Stwórca wyprowadził wodę ze skały. Dla nich przysłał przepiórki i mannę, której nie zabraknie aż postawią swe stopy na Ziemi Obiecanej. Teraz nadszedł czas, aby Naród Wybrany usłyszał prawa, które obowiązywać będą wszystkich ludzi, wszystkie narody i to po wsze czasy. Mojżesz przedstawia więc Dziesięć przykazań Bożych Izraelitom. „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20, 2-3).

Dziś, jak wtedy, staje przed nami Mojżesz, aby przypomnieć niezmienny Dekalog, który obowiązuje każdego z nas. Te dziesięć słów wciąż wzywa do wierności. To Prawo zapisane jest w sercu każdego z nas. Dekalog Boży stawia granicę złu. Dekalog Boży porządkuje nasze międzyludzkie relacje. Dekalog Boży stawia wymagania i nakazuje panować nad pokusami, które wciąż podrzuca nam szatan.

Czy Dekalog nadal obowiązuje?

Jednak Żydzi, którzy doświadczyli tak wielkiej miłości ze strony swego Stwórcy, odwrócą się od przykazań Bożych. Pozwolą swym sercom skierować się ku temu, co złe. Sprzeniewierzą przymierzu, jakie zawarte zostało pod Synajem. Odnajdą przyjemność w grzechu, który daje ją jedynie na chwilę, a zabiera pokój serca oraz niszczy międzyludzkie więzi i przyjaźń z Bogiem. Żydzi będą grzeszyć, występować przeciw przykazaniom Bożym, lecz przyjdzie czas, kiedy za te grzechy będą musieli zapłacić.

My powtarzamy błędy naszych przodków. Pozwalamy uwieść się największej pokusie, jaką jest relatywizm moralny. Uwierzyliśmy w to, że sami możemy decydować co jest dobre a co złe. Uwierzyliśmy w modne opinie, które sugerują, że trzeba na nowo interpretować moralność, gdyż zmieniły się czasy. Łatwiej żyć nam w postawie pozwalającej wybierać te przykazania Boże, które dla nas są dogodne. Wyrzuciliśmy z naszego słownika słowo „grzech”. Na nowo napisaliśmy dekalog, który nie jest już zbiorem boskich, lecz ludzkich przykazań. Umiemy wytłumaczyć największe nawet zło, które w odpowiedniej interpretacji staje się koniecznym dobrem. Dziś my sami chcemy mówić, co jest dobre a co złe. Chcemy być jak Bóg.

Nie ma grzechu

Wymienimy wielu władców, którzy złotymi lub krwawymi zgłoskami wpisali się w historię ludzkości. Wielu z nich chciało na nowo pisać moralność. Z biegiem czasu człowiek coraz bardziej uwierzył w to, iż może sam decydować co jest dobre a co złe. Aż doszliśmy do naszych czasów, kiedy nie ma już obiektywnych norm moralnych. Nie ma podziału na to co dobre a co złe. Nie ma już grzechu i kary za popełnione zło. Dziś liczy się to, co pożyteczne i przynoszące przyjemność oraz korzyść. To jest nasza mentalność i nasz sposób patrzenia na świat i Ewangelię. To my, podobnie jak kupcy w dzisiejszej ewangelii, przedmiotowo wykorzystujemy przybytek Pański. To my zanieczyszczamy wiarę i naciskamy, aby na nowo interpretowane były przykazania Boże.

Świętujemy niedzielę w centrum handlowym, bo tak nam wygodniej. Nieważne, że jest przykazanie: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Przyzwalamy, akceptujemy a nawet popieramy życie młodych par bez ślubu, milcząc na wołanie: „Nie cudzołóż”. Normą stało się wykorzystywanie pracowników, nieuczciwość w rozliczeniach, jakby nie było już przykazania: „Nie kradnij”. Zabijanie nienarodzonych stało się fundamentalnym prawem Europejek, w coraz większej liczbie krajów zabija się starszych ludzi, nazywając to „pogodną śmiercią”, bo nie zawsze obowiązuje: „Nie zabijaj”. Politycy, dziennikarze, sąsiedzi, małżonkowie, dzieci i rodzice kłamią nagminnie, ułatwiając sobie życie, zamykając uszy na wezwanie: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Coraz więcej osób korzysta z usług wróżek, uzdrowicieli, pokłada swą ufność w talizmanach, wierzy w horoskopy, depcząc pierwsze przykazanie: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Nie nazywamy grzechu grzechem, lecz inną interpretacją moralności. Nie ma kochanka, jest partner. Nie ma kradzieży, lecz umiejętność radzenia sobie. Nie ma kłamstwa, lecz wolna interpretacja faktów. Nie ma grzechu, lecz wolność człowieka.

Ja jestem Pan, twój Bóg

To jest nasze życie i nasza codzienność. To jest nasza mentalność i nasz sposób patrzenia na świat. Zbezcześciliśmy Kościół Boży. Zrobiliśmy sobie z Przybytku Pana targowisko. Uważamy, że najważniejszy jest chwilowy zysk i przyjemność. Uznaliśmy się za panów, którzy mają prawo decydować o tym, co jest dobre a co złe.

Lecz przyjrzyjmy się temu bliżej. Kto z nas uważa, że tak żyje się naprawdę lepiej? Które małżeństwo obarczone zdradą jest szczęśliwe? Który oszukany, okradziony pracownik odczuwa satysfakcję z pracy? Dlaczego boimy się chodzić ciemnymi ulicami i coraz rzadziej wierzymy ludziom? Dlaczego wojny nie ustają a kłótnie i wyzwiska to domowa codzienność? Dlaczego po wyjściu od wróżki nie odczuwasz pokoju serca? Dlaczego ukrywasz swe kłamstwa, skoro masz do nich prawo? Dlaczego budując świat bez Boga, stworzyliśmy świat nieludzki?

„Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!”. Tylko wierność tym słowom zapewni nam szczęście, miłość, pokój i wzajemną zgodę. Tylko postępowanie według tych zasad jest fundamentem zgodnego życia społecznego. Tylko uszanowanie tego prawa zapewni prawdziwy pokój naszym sercom.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Dlaczego Jezus zrobił taki hałas?

ks. Piotr Śliżewski

Kiedy człowiek przeżywa największy ból? Czy nie wtedy, gdy przeczuwa, że czeka go cierpienie z jakiegoś powodu, a obok tego napotyka na totalną znieczulicę ludzi? Nawet najtrudniejsze ofiary jesteśmy w stanie ponieść, gdy wiemy, że będą one docenione. Gorzej, gdy nasze poświęcenie wpada jak kamień w wodę. Jezus przeżywał taką katorgę. Przygotowywał się do tego, by poświęcić swoje życie za ludzi, którzy zupełnie Go nie rozumieli. Z tego powodu „puściły Mu nerwy”. Ewangeliczny opis powyrzucania kupców ze świątyni w relacji św. Jana nie jest przecież tylko argumentem za tym, że Jezus miał porywczy charakter. Może i miał. Nie w tym jednak sedno przekazu tego fragmentu. Zbawiciel okazał swój radykalny stosunek do kupczenia w świątyni, ponieważ poczuł, że ludzie nie rozumieją świętości Boga. Myślą, że dom Boży jest takim samym miejscem jak każde inne. Aby to dogłębniej zrozumieć, trzeba wiedzieć, że wszystkie wywrócone stoiska były bardzo przydatne ówczesnym Żydom. Ich obecność nie była podyktowana tylko chęcią szybkiego zysku i dobrego pomysłu na biznes. Dzięki takiemu rozwiązaniu wielu przybywających z dalekich stron świata wyznawców judaizmu mogło bez większych przeszkód wygodnie złożyć ofiarę w świątyni. Wielu Żydów zapewne dziękowało Bogu za te stoiska, ponieważ bardzo upraszczały one kult. Dlaczego więc Jezus zrobił tam taki rumor?

Zawsze można więcej

Chrystus zupełnie inaczej rozumiał Pana Boga. Wiedział więcej, ponieważ był Synem Bożym. Uczynienie tego „rozgardiaszu” było zapowiedzią tego, co dokona się wraz z Jego śmiercią. Wszystko zostanie przewrócone do góry nogami. Okaże się, że ten, kogo zabili jest najważniejszy ze wszystkich ludzi. A piękna świątynia jerozolimska za niedługo zostanie zrównana z ziemią. Ta scena nie jest jednak tylko opisem wydarzeń minionych. Ona opisuje problem naszego życia wewnętrznego. Tam również czasami trzeba różne rzeczy powywracać. Dotyczy to szczególnie osób wierzących, które często przychodzą do kościoła. Systematyczność praktyk religijnych jest dużym zagrożeniem. Człowiek, który przyzwyczai się do „pobożnego schematu” staje w miejscu i twierdzi, że już jest dobrze i nic nie trzeba już robić. Co niedzielę chodzi do kościoła, nie popełnia grzechów najbardziej znienawidzonych przez społeczeństwo, więc nie ma sobie nic do zarzucenia. Dobrze, że już tyle zrobił. Niestety odczucie duchowego spełnienia jest oznaką zamknięcia na to, co nowe. A przecież zawsze można więcej. Nie mam na myśli tego, że trzeba być ciągle niespokojnym i niezadowolonym. Chodzi mi raczej o gotowość do poszukiwań. Człowieka zadowolonego z własnych dokonań ciężko zmotywować do dalszej pracy i nieustannego pogłębiania tematu wiary. Słowem, nie można doprowadzić do sytuacji, że spoczniemy na laurach.

Wejść na pierwszy stopień

Trafnie wyraziła to św. Tereska od Dzieciątka Jezus. Ona rozumiała, że świętość nie polega na samozadowoleniu z własnej świętości. Aby być blisko Boga, potrzeba tworzyć z Nim relację duchowej współpracy. W rozmowie z jedną z nowicjuszek powiedziała: „Zgódź się być małym dzieckiem; pełniąc wszystkie cnoty, ty podnoś tylko stale nóżkę, aby wejść na pierwszy stopień świętości. Nie uda ci się wejść nawet na niego, ale Bóg wymaga od ciebie tylko jedynie dobrej woli. Wkrótce zwyciężony twymi daremnymi wysiłkami, zejdzie sam, weźmie cię w ramiona i uniesie na zawsze do swego Królestwa”. Mając w pamięci słowa tej wielkiej Świętej, zobaczmy w opisywanym w Ewangelii zdenerwowanym Jezusie kogoś, kto nie chce, byśmy ze świątyni zrobili targowisko, gdzie będziemy „kupczyć z Bogiem” i wymagać, by dał nam za nasze modlitwy swoje błogosławieństwo. Wiara nie polega na wypracowaniu wygodnych układów z Bogiem. Kościół to miejsce spotkania z żywym Stwórcą i Odkupicielem, a nie przestrzeń uspokajania swojego sumienia poprzez włożony trud w religijność.

HOMILIA DO MŁODZIEŻY

Jezus wie, co kryje się w człowieku…

s. Urszula Kłusek SAC

Niektórym może się wydawać, że Jezus, na którego patrzymy dzisiaj, jest groźny, a nawet w jakiś sposób dla nas niebezpieczny. Po wielekroć możemy słyszeć, że Jezus jest dobry i miłosierny, że nikogo nie odrzuca i nie potępia. I to prawda. Co więcej, jeśli właściwie rozumiemy te stwierdzenia, wiemy, że taki właśnie obraz Jezusa, całkowicie zgadza się z tym przedstawionym dzisiaj w Ewangelii.

Znak oczyszczenia świątyni

W Biblii Tysiąclecia tytuł dzisiejszego fragmentu brzmi „Znak oczyszczenia świątyni”. Ten właśnie tytuł wiele nam wyjaśnia. Najpierw musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czym była świątynia dla Izraelitów. Zapewne pamiętamy, że Żydzi mieli jedną świątynię, która była ośrodkiem kultu, ze względu na wiarę, iż poprzez przechowywaną w tej świątyni Arkę Przymierza, w świątyni mieszkał Bóg. Dlatego świątynia była dla Izraelity „ziemią świętą”. Ale jak to z rozumieniem świętości u nas bywa, z czasem to święte miejsce – oczywiście w rozumieniu Żydów – w celu sprawowania kultu stało się miejscem handlu i tylko ludzkich interesów. Świątynia taka nie służyła zbawieniu człowieka. Dlatego Jezus nie mógł znieść tego, co ludzie uczynili z tego świętego miejsca. Nie mógł znieść tego, nie dlatego, że Mu się to nie podobało, ale dlatego, że świątynia zatraciła swój sakralny charakter, przestała służyć chwale Bożej, a przez to przestała służyć ostatecznemu dobru człowieka. Pan Jezus, w tej właśnie chwili, gdy wyrzuca kupczących ze świątyni i niszczy to, co jest związane z handlem, a nie z kultem płonie miłością do Boga i do ludzi. Tak, Jezus kochający i miłosierny wyrzuca ze świątyni to, co nie prowadzi do Boga, co zatraca i niszczy zamiast budować więź miłości między Bogiem a człowiekiem.

Oczyszczenie serca

Od chwili chrztu świętego każdy z nas stał się świątynią Boga, ponieważ Bóg mieszka w sercu człowieka. W pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł nas uczy: „Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”. Wielką tajemnicą łaski i miłosierdzia jest zamieszkanie Boga w człowieku. Jest skarb i dar jakiego nie jesteśmy w stanie zrozumieć i za który nikt z nas, nie jest w stanie podziękować, ani tym bardziej nań zapracować. Zamieszkanie Boga w duszy ludzkiej jest darem. Jak każdy dar można go przyjąć – i wtedy człowiek staje się pięknym domem, piękną świątynią Boga, ale można też dar ten odrzucić i uczynić swoją duszę przestrzenią na ruinę tego, co miało być pięknym dziełem Boga. Wasza obecność tutaj świadczy o tym, że nie chcecie zniszczyć w sobie tej świętej przestrzeni, w której zamieszkuje w was Bóg. I za to należy Bogu dziękować, bo wytrwanie w wierze jest darem łaski. Jednak im bardziej ktoś troszczyć się będzie o swój wewnętrzny świat, o piękno relacji z Bogiem, tym bardziej będzie dostrzegać własną słabość i prawdę o tym, jak wiele w jego sercu, umyśle, dążeniach i czynach jest spraw, które w jakiś sposób niszczą w nim to, co święte – to co prowadzi do Boga, co tworzy więź miłości między nim, a Bogiem. Czy to znaczy, że nie mamy szans na to, aby życie Boga w nas było piękne, aby świątynia naszego serca przynosiła Bogu chwałę. Nie! I o tym właśnie mówi nam dzisiaj słowo Boże.

Wszystko służy zbawieniu

Jezus, który przychodzi do świątyni naszego serca, ilekroć widzi coś, co tę świątynię może zeszpecić lub zniszczyć, podejmuje w nas walkę z tą przeszkodą. A sposobów tej walki ma Jezus wiele. Czasem, jak dzisiaj, w pierwszym czytaniu, przez słowa Pisma Świętego, przypomina nam przykazania Boże i mówi: żyj zgodnie z nimi, a świątynia twego serca będzie coraz piękniejsza. Kiedy indziej jego słowo przypomni nam (jak w drugim czytaniu), że ciągle na nowo musimy pytać o to, czym naprawdę jest mądrość i dokąd doprowadzą nas nasze myśli i czyny. W świątyni naszej duszy, czasem Jezus weźmie do ręki bicz wyrzutów sumienia i uderzy w serce, ale przecież nie po to, by zniszczyć, lecz by oczyścić i zachować w nas to, co Boże i piękne. Czasem Jezus pozwoli, abyśmy doświadczyli w życiu przeciwności i cierpienia. Jednak i te doświadczenia nie będą przeciwko nam. W każdym trudzie i cierpieniu Jezus będzie i jest z nami. Jest blisko, prowadzi za rękę i gdy tylko Mu na to pozwalamy sprawia, że ostatecznie wszystko służy naszemu dobru. Wszystko służy zbawieniu.

Jednak miłość Boża zawsze daje nam wolność. Niczego nie czyni z nami bez naszej zgody. Dlatego dziś każdy z nas musi zadać sobie pytanie: Czy pragnę, aby Jezus oczyszczał świątynię mojego serca? Odpowiedź trzeba wyszeptać Jezusowi, który najlepiej wie, czego naprawdę potrzebujemy, aby żyć pełnią życia, czyli pełnią miłości.

HOMILIA DO DZIECI

Przykazania Boże najlepszym przepisem na życie

bp Antoni Długosz

Proponowane pomoce: obraz grupy ludzi, obraz szkolnej klasy; obraz Mojżesza, obraz Bożych przykazań, obraz Jezusa, obraz kościoła i obraz jerozolimskiej świątyni; obraz Bożych przykazań, obraz katechezy oraz obraz Mszy Świętej.

Całe życie spędzamy wśród ludzi (obraz). Aby panował ład i porządek w naszym życiu korzystamy z uwag rodziców ustalających rodzinny program dnia. Także w przedszkolu i szkole (obraz) spotykamy się z regulaminem, dzięki któremu w odpowiednich godzinach uczestniczymy w lekcyjnych zajęciach, przerwach, a także w posiłkach. Wszystkie przepisy i regulaminy pogłębiają porządek życiowy, uczą systematycznej pracy i wypoczynku. Wystarczy, że nie podporządkujemy się planom rodzinnego, przedszkolnego, czy szkolnego życia, a natychmiast wprowadzamy zamieszanie w swoim życiu i tych, którzy nam towarzyszą.

Przepis na życie

Pan Bóg troszczy się nie tylko o porządek rodzinnego, przedszkolnego i szkolnego życia, ale także proponuje nam budowanie z Nim naszego życia opartego na słowach i czynach. Człowieka poznajemy po tym, co mówi i jak postępuje. Dlatego otrzymujemy od Pana Boga sprawdzony przepis na życie. Na 1300 lat przed narodzeniem Pana Jezusa ogłasza go przez Mojżesza (obraz). Tym ważnym przepisem życiowym jest Dziesięć Bożych przykazań (obraz). Ludzie korzystają z nich przeszło trzy tysiące lat i nikogo nie zawiodły. Ważność Bożych przykazań potwierdza Pan Jezus (obraz), który oddaje swoje życie na krzyżu za nas, ponieważ nie zawsze ich przestrzegamy, czyli grzeszymy. Każdy z nas potrzebuje pomocy i wsparcia, by uwierzyć, że tylko przez dochowanie wierności przykazaniom Bożym stajemy się odpowiedzialnymi ludźmi. Dlatego Pan Jezus wskazuje na kościół (obraz) miejsce spotkania z Nim, gdzie otrzymujemy pouczenia, jak dochować wierności Bożemu przepisowi na życie. Rodacy Pana Jezusa także wędrują do jerozolimskiej świątyni (obraz), by słuchać Bożych pouczeń. Tymczasem nie wszyscy Żydzi korzystają właściwie z tego miejsca. Nadużywają go handlarze bydłem, ptakami i wymieniający pieniądze. Niektórzy nawet uprawiają handel w środku świątyni. Zapominają o tym, że jest ona miejscem, w którym przebywa sam Bóg. Dlatego Jezus ostro rozprawia się z handlarzami: wyrzuca ich ze świątyni, ponieważ jest Bożym Synem.

Rachunek sumienia z wierności przykazaniom

Jesteśmy świadomi, że nie jest łatwo przestrzegać zasad życia w rodzinie, przedszkolu, czy szkole. W zachowaniu wierności tym przepisom pomaga nam wierność Bożym przykazaniom (obraz). One odnoszą się do całego naszego życia domowego, przedszkolnego i szkolnego. Przypominamy sobie znaczenie Bożych przykazań na katechezie (obraz), na Mszy Świętej (obraz), a zwłaszcza podczas rekolekcji. Okres Wielkiego Postu jest ważnym czasem robienia rachunku sumienia, czy jesteśmy wierni Bożym przykazaniom? Jak zachowuję się na katechezie? Czy pogłębiam swoją wiedzę religijną, poznając mój przepis na życie: Boże przykazania? Czy w każdą niedzielę i święto uczestniczę we Mszy Świętej? Czy wchodząc do kościoła żegnam się wodą święconą, by przypomnieć sobie, że jestem w świętym miejscu, gdzie przebywa żywy Bóg? Czy kontroluję moje zachowania w kościele, by nie żuć gumy, nie rozmawiać z kolegami i koleżankami? Czy modlę się razem z księdzem, który przewodniczy Mszy Świętej? Czy wezmę udział w wielkopostnych rekolekcjach?

Panie Jezu, będę chciał kontrolować moje zachowanie na katechezie i Mszy Świętej, by pogłębić moją wiedzę na temat Bożych przykazań.

HOMILIA DO DZIECI • „NIEDZIELA Z OWIECZKĄ”

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił, czyli znaczenie trzeciego przykazania

ks. Andrzej Muńko

Wprowadzenie

Znamy Dekalog czyli dziesięć zasad w drodze do zbawienia. Jednak wypełnianie ich w swoim życiu, to dopiero wyzwanie. Pewnie dlatego liturgia dnia przypomina nam Dekalog, abyśmy nie pogubili się w naszej codzienności. Prośmy w tej Eucharystii, abyśmy potrafili żyć przykazaniami.

Cel homilii i potrzebne rekwizyty

Celem homilii jest uświadomienie dzieciom jak ważne jest przestrzeganie Dekalogu. Przygotowujemy następujące rekwizyty: cytaty napisane na kartkach: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił; Nie czyńcie z domu mego Ojca targowiska (J 2, 16). Na obrazku Owieczka Magda stoi przy drzwiach kościoła

Sugestie do homilii

Na początku oglądamy obrazki ukazujące zeszłotygodniową ewangelię (Przemienienie na Górze Tabor), które narysowały dzieci. Chwalimy ich talenty, przypominamy, że my także widzimy tę wielką i ważną dla nas scenę podczas każdej Mszy Świętej wtedy, gdy ksiądz, mocą Chrystusa, przemienia chleb w ciało, a wino w krew Pana Jezusa.

Przypominamy dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi Wyjścia. Zwracamy dzieciom uwagę na Dekalog, czyli 10 przykazań, które zostawił nam Bóg. Przypominamy sobie je wszystkie (można tutaj użyć kartek z wypisanymi przykazaniami).

Przyglądamy się Owieczce Magdzie, która stoi u drzwi kościoła. Pewnie zaraz wejdzie do środka. Patrząc na Magdę zastanawiamy się, które przykazanie dla naszej bohaterki jest dziś najbardziej ważne (trzecie: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił).

Przy pomocy pierwszego rekwizytu (kartka z napisem: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił), przy pomocy drugiej kartki: Nie czyńcie z domu mego Ojca targowiska (J 2, 16), akcentujemy, że Jezus chce, abyśmy przychodzili do Niego i z Nim rozmawiali, aby to On był dla nas najważniejszy. Akcentujemy obowiązek niedzielnej Eucharystii.

Przykład

Po obejrzeniu obrazka z naszą bohaterką pokazujemy dzieciom kartkę z trzecim przykazaniem Dekalogu: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Tłumaczymy dzieciom jak ważne jest, abyśmy wypełniali to przykazanie w naszym życiu.

Wspólnie zastanawiamy się co to oznacza w naszym życiu: dzień święty święcić? (mieć czas na niedzielną Mszę Świętą, na wspólny obiad z rodzicami, pójście razem na spacer, odwiedziny kogoś dla mnie bliskiego itd.). Podkreślamy, że dla nas dniem świętym jest niedziela. Wtedy to możemy przyjść do Pana Jezusa w odwiedziny, tak jak odwiedzamy naszego najlepszego przyjaciela. Niedzielna Eucharystia to czas, kiedy mogę porozmawiać z Bogiem o tym wszystkim, co dzieje się w moim życiu.

Następnie przypominamy sobie scenę z dzisiejszej ewangelii. Pomocne mogą być pytania: kogo Jezus spotkał w świątyni jerozolimskiej? (tych co sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz bankierów); jak zareagował Jezus, gdy to zobaczył? (zdenerwował się, zrobił sobie bicz ze sznurków i wypędził tych, którzy sprzedawali coś lub rozmieniali pieniądze); co powiedział sprzedającym i bankierom? (że nie mają robić z domu Jego Ojca targowiska). Zwracamy dzieciom uwagę, że Jezus w Ewangelii przypomina nam jak powinniśmy czcić dzień święty czyli niedzielę, jak się podczas niego zachować itd.

Wspólnie z dziećmi analizujemy zachowanie Jezusa i zastanawiamy się czy „prawidłowo” wpadł w gniew. Uświadamiamy dzieciom, że słowa które powiedział Jezus (cytat drugi) przestrzegają nas, abyśmy się podobnie nie zachowywali, byśmy nie byli jak faryzeusze.

Przypominamy sobie czego nie powinniśmy robić w kościele, gdyż takim zachowaniem obrażamy Boga (biegać, krzyczeć, jeść, bawić się itd.).

Na końcu podkreślamy, że nasze zachowanie w kościele ma być godne, bo przecież to miejsce, gdzie przebywa Bóg. Jezus chce, aby trzecie przykazanie Dekalogu było dla nas nie tylko pustym zbiorem zasad, ale przykazaniem, dzięki któremu odnajdziemy w Bogu prawdziwego przyjaciela.

Zadanie dla dzieci

Zrób plakat obrazujący Dekalog.

Słowo do rodziców

Mamy problem z niedzielną Eucharystią. Wielu z nas przychodzi, „odstoi swoje”, wytrzyma tę godzinę w kościele i mówi sobie – mam z głowy. Jednak zapominamy, że trzecie przykazanie Dekalogu ma nas motywować, abyśmy tę godzinę spędzili przy Bogu na modlitwie, skupieniu, wyciszeniu naszego serca. Przecież to jest jedyny czas w ciągu tygodnia, kiedy mogę poodpoczywać przy Bogu. Żal byłoby zaprzepaścić taki odpoczynek.

4 niedziela Wielkiego Postu • 11 III 2018

11 marca 2018

4 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

rok B

I czytanie: 2 Krn 36, 14-16.19-23

Psalm: 137

II czytanie: Ef 2, 4-10

Ewangelia: J 3, 14-21

„Myśmy uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” i którą „rozlewa w sercach naszych przez Ducha Świętego”

Wskazanie na życie chrześcijanina przemienionego przez Ducha Świętego: Na miłość Chrystusa chrześcijanin powinien odpowiedzieć wiarą, która ma charakter osobowy. Bóg bowiem nie daje nam czegoś, lecz ofiaruje nam własnego Syna. Wiara zatem jest powierzeniem się Bogu, jest odpowiedzią miłości na miłość. To nie ma być jakiś chłodny i wykalkulowany dar z siebie, lecz całkowite oddanie się Bogu. Tylko w ten sposób, poprzez taką wiarę, otrzymujemy darmowe zbawienie (drugie czytanie). To zbawienie jest życiem samego Boga udzielonym człowiekowi – trochę tak, jakby to krew samego Boga zaczęła płynąć w naszych żyłach. Nie chodzi tu więc o jakieś usprawiedliwienie i odnowienie, lecz o autentyczną nowość życia, która przemienia. Jezus przez śmierć na krzyżu przyjmuje nas do siebie i w kontakcie ze sobą przemienia, dając nam możliwość nowego życia, uzdalniając do „pełnienia dobrych czynów” (Ef 2, 10).

„Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” Program duszpasterski Kościoła w Polsce 2017/2018

SUGESTIE SŁUCHACZA

Droga Nikodema

Olaf Szczypiński

Niedziela róż

W homilii warto podkreślić znaczenie Tradycji Kościoła, zgodnie z którą czwarta niedziela Wielkiego Postu jest niedzielą laetare, zwaną jeszcze inaczej „niedzielą róż”. Znakiem tego dnia jest różowy kolor szat liturgicznych. Przez wieki kalendarz liturgiczny wyznaczał rytm pracy i życia. Dlatego również kolorystyka szat odgrywała znaczenie. Mam jednak wrażenie, że zwyczaj ten stopniowo zanika. Aby jednak mógł on być zrozumiały, należy go nie tylko pielęgnować, lecz przede wszystkim przypisaną do dzisiejszego dnia symbolikę wyjaśniać wspólnocie wierzących. Warto podkreślić, że jest to symbol przerwy w trudzie wielkopostnego umartwienia, który właśnie osiągnął półmetek i wskazuje, iż zbliża się radość płynąca ze zbawczej obietnicy Boga.

Zbawienie w Chrystusie

Czytania z dzisiejszej liturgii tylko pozornie odbiegają od symboliki niedzieli laetare. Przenika je radość ze spełnienia Bożych obietnic. Nurtuje mnie szczególnie drugie czytanie, które przywołuje spór między protestantami a katolikami dotyczący znaczenia uczynków dla zbawienia. W kontekście zarówno całego Wielkiego Postu, w trakcie którego podejmujemy różne praktyki pokutne, jak i tej niedzieli warto przypomnieć słuchaczom nauczanie Kościoła na ten temat. Ma to znaczenie głównie dlatego, że w Liście do Efezjan św. Paweł stwierdza, że zbawienie nie pochodzi z uczynków, lecz jest darem Boga. Jak pogodzić te słowa z fragmentem Ewangelii, w którym Jezus wyraźnie podkreśla, że sąd będzie polegał na ocenie, czy uczynki są dokonane w Bogu? Kończą one rozmowę Jezusa z Nikodem, w której rozmawiali o powtórnych narodzinach. Czy my również ich potrzebujemy? Czy nie do tego ma prowadzić Wielki Post?

Niedziela zachwytu

Rozmyślając nad dzisiejszymi czytaniami dochodzę do wniosku, że nadają one właściwą treść niedzieli róż. Na naszej „drodze Nikodema” potrzebujemy doświadczenia radości z obecności Boga. Dzisiejsza niedziela jest więc okazją do zachwytu nad dziełem Boga – wyjściem do człowieka i wywyższeniem Syna Człowieczego dla naszego zbawienia.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Znak zbawienia i największej miłości

ks. Adam Kalbarczyk

Wyobraźmy sobie szkolną wycieczkę zwiedzającą jakiś stary, zabytkowy kościół. W pewnym momencie rozlega się krzyk jednego z dzieci: „O rety! Tu ktoś wisi!”. Chodzi o figurę Jezusa rozpiętego na dużym krzyżu w prezbiterium. Coraz więcej jest takich ludzi, dla których krzyż jest obcym, niezrozumiałym znakiem. Coraz mniej jest mieszkań, w których on wisi. Czyżby ludzie bali się krzyża? A może po prostu stał się im obojętny? Krzyż jednak nigdy nie był znakiem obojętnym, neutralnym. Święty Paweł pisze w Pierwszym Liście do Koryntian, że nauka krzyża jest dla Żydów zgorszeniem, a dla pogan głupstwem. I tak jest do dziś.

Wywyższony

W nocnej rozmowie z Nikodemem Jezus mówi: „Potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego”. Zapowiada w ten sposób rodzaj śmierci, jaką poniesie. Odnosi się przy tym do wydarzenia, o którym opowiada Księga Liczb: Podczas swojej długiej i wycieńczającej wędrówki przez pustynię Izraelici zbuntowali się przeciwko Bogu i Mojżeszowi. Manna – ów „chleb z nieba” – przestał im smakować. Pan zesłał więc na nich jadowite węże, i wielu z nich zmarło na skutek ukąszeń. By powstrzymać tę plagę, Mojżesz musiał sporządzić węża z miedzi i umieścić go na wysokim palu. Jeśli ktoś, ukąszony przez węża, spojrzał na węża miedzianego, pozostawał przy życiu.

Podobizna węża „wywyższona” na palu przyniosła Izraelitom wybawienie, uratowała przed śmiercią. Tak samo zostanie „wywyższony” Syn Człowieczy – Jezus, by zbawić wszystkich, którzy w Niego wierzą, by dać im życie wieczne. To bardzo wyraźne wskazanie na krzyż. Na nim Jezus został „wywyższony”, zawieszony pomiędzy niebem i ziemią.

Znak miłości

Na krzyżu Jezus stał się znakiem – z daleka widocznym, trudnym do przeoczenia. Już wtedy wielu spoglądało z wiarą na ukrzyżowanego Syna Człowieczego: Maryja i Jan, współukrzyżowany złoczyńca, setnik i jego ludzie. Odtąd każdy, kto wierzy w Ukrzyżowanego, ma w Nim życie wieczne.

Krzyż przestaje być znakiem najwyższej hańby. Staje się znakiem miłości Boga, który tak bardzo umiłował świat, że wydał na śmierć swojego jedynego Syna. Dla ratowania człowieka Bóg „bogaty w miłosierdzie” nie oszczędził nawet swojego własnego Syna! „Łaską bowiem jesteśmy zbawieni” – mówi św. Paweł w drugim czytaniu.

W okazywaniu swojej miłości Jezus był do końca konsekwentny. Nie tylko ją głosił, ale i ją okazywał. Był miłością. Za miłość oddał swoje życie. Przez swoją śmierć okazał nam, ludziom miłość największą. Ojciec przyjął ofiarę Syna, Jego krzyż, cierpienie i śmierć. Miłość Boga sprawiła, że cierpienie przeistoczyło się w chwałę, a śmierć w życie. Stąd dla każdego wierzącego w Chrystusa krzyż jest znakiem życia, zwycięstwa i zbawienia.

Do wiary nikt nie przymusza

Jesteśmy wolni: możemy to zbawienie przyjąć lub nie. Nikt nas nie przymusza do wiary w Boga i naśladowania Chrystusa. Ale jedno musimy wiedzieć: zbawienie przyszło przez krzyż Jezusa. Tylko w Nim możemy być zbawieni. Jezus przyszedł na świat po to, by świat zbawić, by dać nam życie wieczne. W tym kontekście pojawia się w dzisiejszej ewangelii słowo „potępić”. Wielu z nas wyobraża sobie przy tym coś w rodzaju procesu sądowego. Widzimy stojącego przy nas oskarżyciela, który ujawnia nasze złe czyny, i obrońcę (dawniej mówiono, że to nasz anioł stróż lub święty patron), który próbuje nas usprawiedliwić. Kiedy nasze złe czyny przeważają, Bóg ogłasza wyrok potępienia. Jednakże nie w tym kierunku zmierza przesłanie Ewangelii. Czytamy w niej bowiem: „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony”. To nie Bóg potępia człowieka, lecz człowiek sam siebie może potępić poprzez swoje złe czyny, „umiłowanie ciemności” i swoją „nienawiść dla światła”.

Zło samo siebie potępia

Dobrze wiemy, o czym tu mowa. Wiele nam mogą o tym powiedzieć nasze wyrzuty sumienia, które potrafią być dotkliwsze niż publicznie wymierzona kara. Zło samo siebie potępia; potępia również tego, który się go dopuszcza. Potępia dlatego, że nie może znieść światłości Boga, która jest światłem prawdy. Ten jednak, kto żyje w prawdzie, zbliża się do światła i dojdzie kiedyś do światłości wiekuistej. Ewangelia dzisiejszej wielkopostnej niedzieli stawia przed nami krzyż Jezusa.

W pewnym sensie przygotowuje nas przez to już na Wielki Piątek. Ale dzisiejsza niedziela nosi starą łacińską nazwę „laetare” – od pierwszego słowa antyfony na wejście: „Raduj się, Jerozolimo!”. Krzyż bowiem nie jest już znakiem hańby. Dla wszystkich wierzących w Chrystusa krzyż jest drzewem życia, znakiem zbawienia i największej miłości.

HOMILIA DO DOROSŁYCH

Ciągle jesteśmy w połowie drogi

ks. Zbigniew Kosik

To wyjątkowy moment w każdej wędrówce, podróży czy wytrwałym dążeniu do upatrzonego celu. Gdy oddala się początek, a daleko jeszcze do zakończenia. W przypadku wielu wątpliwości, czy obaw pojawia się pokusa zaprzestania dalszego wędrowania, a groźna siła zniechęcenia może jedynie przyspieszyć ten proces. Dobrze wiedzą o tej sytuacji odkrywcy, podróżnicy, himalaiści. Wówczas znad horyzontu wędrówki pojawia się zwodnicza myśl o tym, że jest „za wcześnie by wątpić, za późno by marzyć. Ślepi żeglarze bez wiatru i wody ciągle jesteśmy w połowie drogi” (R. Janson, „Itaka”). Gdy człowiek staje na rozdrożu pomiędzy sensem swojego trudu, a przyszłą radością osiągnięcia zamierzonego celu, wówczas stawia istotne pytania: co dalej? Jak postąpić? Co wybrać? Jaki ma sens i wartość włożony trud, poświęcenie? W podobny sposób pyta wierzący człowiek w połowie wielkopostnej drogi.

Mądre spojrzenie w przeszłość

Popatrzeć właściwie wstecz, ocenić przebyty dystans dotychczasowej drogi od jej początku – to sugeruje nam dzisiaj autor Drugiej Księgi Kronik. W swojej dziejowej retrospekcji związanej z losem narodu wybranego próbuje razem ze swoimi wyznawcami w mądry sposób ocenić przeszłość. A jest ona szczególnie bolesna: pasmo zniszczeń, niewoli, wszelakiego zła, które były następstwem i bezpośrednią konsekwencją złego życia potomków Abrahama. To spojrzenie w przeszłość ma na celu nie tyle wytykanie po raz kolejny błędów i zaniedbań, co bardziej nauczenie mądrości życia. Polega ona tym, iż naród powinien dostrzec obok Bożej sprawiedliwości także Boże miłosierdzie. Dla ocalenia swych wybranych Bóg może posłużyć się pogańskim królem Cyrusem, może wykorzystać stosowny czas, aby odbudować to, co człowiek zniszczył (por. 2 Krn). Od tego momentu przyszłość jawi się jako świat pełen nadziei.

Mądre spojrzenie w przyszłość

Wspomina o niej sam Chrystus w rozmowie z żydowskim uczonym Nikodemem. Ukazuje przy tym zasłonięty przed ludzkim wzrokiem odwieczny Boży plan zbawienia człowieka. Syn Człowieczy i Jego misja, którego zwieńczeniem jest wywyższenie poprzez krzyż są niezwykłą wizją przyszłości, która już nadchodzi, staje się i spełnia (por. J). Aby dostąpić chwały trzeba wytrwale podążać drogą światłości, która istnieje już na świecie pomiędzy ludźmi; trzeba wejść w świat wiary, który wynosi człowieka na wyżyny nieba. Wspomina o tym św. Paweł pisząc o Bogu bogatym w miłosierdzie, który dla swoich wybranych przygotował już miejsce w ojczyźnie niebieskiej. Będzie tą drogą podążał tylko ten, kto w pełni zaufał Bogu we wszystkim (por. Ef).

Mądre spojrzenie ku wielkanocnemu porankowi

W połowie wielkopostnej drogi pojawia się stosowny czas na głębszą refleksję nad sensem swej życiowej wędrówki. Gdy patrząc wstecz, można jedynie zobaczyć ruiny rodzinnego czy osobistego życia; gdy korzystna wydaje się pokusa ucieczki w świat bezsensu, tym trudniej dostrzec nadzieję, możliwość i szansę odwrócenia wszystkiego, odrodzenia i naprawy. Gdy poddaje człowiek w wątpliwość swoją przyszłość nie widząc jej dobrego zakończenia, wówczas potrzebne jest to wielkopostne spojrzenie: Bóg tak umiłował świat, mnie samego, że dał swego Syna, aby każdy człowiek mógł poprzez wiarę wytrwale podążać ku ostatecznemu przeznaczeniu na „wyżynach niebieskich”. Miłosierdzie Boga jest większe niż Jego sprawiedliwość, Boże światło większe niż najgłębsze ciemności ludzkiej nieprawości i grzechu – oto najgłębsze źródło nadziei dla tych, którzy w połowie drogi ustają. Przebić się poprzez mrok zwątpienia dzięki natchnieniom Ducha, aby tym bardziej iść wytrwale ku nadchodzącemu wielkanocnemu porankowi – oto szczególne wyzwanie jakie jawi się w połowie drogi. Uczestnicząc w Eucharystii odkrywajmy piękno wędrowania u boku cierpiącego Chrystusa, które zawsze jest pełne nadziei.

HOMILIA DO MŁODZIEŻY

Paradoksy Ewangelii

ks. Jacek Zjawin

Są miejsca, które warto odwiedzić chociażby w wyobraźni w okresie Wielkiego Postu. Jednym z takich miejsc jest Były Niemiecki Nazistowski Obóz Koncentracyjny i Zagłady w Oświęcimiu. To miejsce wstrząsa do głębi i sprawia, że człowiek zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Dla wielu ludzi, to miejsce jest pytaniem o istnienie Boga, a nawet koronnym dowodem na to, że Boga nie ma. Dla nowoczesnej kultury żydowskiej w Oświęcimiu nastąpiła śmierć Boga. To co Stary Testament opisuje jako trudne fakty z historii narodu wybranego znalazło swój punkt kulminacyjny w wydarzeniu nazywanym przez Żydów Holocaustem, czyli ofiarą całopalną. 11 mln istnień ludzkich, w tym 6 mln Żydów, pochłonęła w Oświęcimiu nazistowska bestia. Czy można jeszcze wierzyć w Boga, który jest miłością skoro dopuścił On zagładę swojego umiłowanego narodu? To pytanie prędzej czy później dochodzi do głosu w życiu każdego z nas. Nasze osobiste tragedie nieporównywalne z doświadczeniem Oświęcimia są jednak często nie mniej bolesne i doskwierające. Jak wierzyć w Boga w obliczu cierpienia?

W centrum – krzyż

Nikodem to człowiek, który boi się opinii publicznej i dlatego przychodzi do Jezusa w nocy. Zadaje mu pytania dotyczące fundamentów Ewangelii. Jezus przypomina Nikodemowi dobrze znaną historię z Księgi Liczb o wężu miedzianym, którego Mojżesz umieścił na wysokim palu. Ten wąż przynosił uzdrowienie Izraelitom pokąsanym przez jadowite węże, które zostały zesłane przez Boga w ramach kary za brak ufności. Ten sam mechanizm uzdrowienia, które przychodzi przez spojrzenie na wywyższonego na krzyżu Chrystusa, działa w życiu chrześcijanina. W centrum Ewangelii stoi krzyż, w centrum chrześcijaństwa znajduje się tajemnica śmierci prowadzącej do życia. To Nikodemowi trudno zrozumieć, ponieważ jest uczonym w piśmie i wierzy w Boga jedynego Jahwe. Ten Bóg jest Wszechmogący i Miłosierny, co trudno pogodzić z wywyższeniem na krzyżu. Ten paradoks Ewangelii to coś, czego zazwyczaj nie rozumiemy, co czasami modyfikujemy, a najczęściej zupełnie pomijamy.

Co jest na końcu tej ścieżki?

Chrystus ukrzyżowany jest światłem – kto odrzuca Chrystusa żyje w ciemności. Człowiek nie jest w stanie zrozumieć swojego życia, zwłaszcza jego trudnych momentów, kiedy odrzuca Chrystusa. Odrzucić Chrystusa, odrzucić krzyż, nie zgadzać się na cierpienie, oznacza wieczną ucieczkę i alienację. Świat daje nam dużo sposobów na to, by przestać myśleć o cierpieniu. Wystarczy uruchomić przeglądarkę internetową, portal społecznościowy, YouTube’a czy inną aplikację, by wejść w wirtualny świat i stracić kontakt z trudną rzeczywistością. Środki zmieniające świadomość są na wyciągnięcie ręki, a pieniądz daje poczucie bezpieczeństwa, ponieważ w każdej chwili możemy kupić coś, co pozwoli nam zapomnieć. Ale co jest na końcu tej ścieżki? Frustracja, pustka, smutek. Jezus mówiąc Nikodemowi o wywyższeniu Syna Człowieczego chce mu ukazać nową perspektywę.

Inne spojrzenie

Wpatrywanie się w krzyż nie jest obrzędem magicznym, który pomoże nam uporać się z cierpieniem. Jest to akt wiary, kontemplacji Chrystusa, który prowadzi do zupełnie innego spojrzenia na cierpienie. Cierpienie jest zaproszeniem do większej miłości, a nie ślepą uliczką, w którą nie warto wchodzić. Aby móc żyć wpatrując się w Chrystusa ukrzyżowanego, potrzebujemy Jego pomocy. Muszę oprzeć swoje życie na Chrystusie, aby uzyskać zdolność przyjmowania cierpienia. Gdybym to robił o własnych siłach moje życie stałoby się pasmem cierpiętniczych udręk, stałbym się życiową ofermą i byłbym wytykany palcami jako przykład człowieka, którego życie przerosło. Chrystus ukrzyżowany to ostatecznie Zwycięzca, który trzeciego dnia wychodzi grobu.

Znak „plus”

Chrystus próbuje dziś wyjaśnić każdemu z nas – Nikodemów, tajemnicę cierpienia i pokazać, że nie kwestionuje ona miłości Boga. Wywyższony krzyż Chrystusa jest jak znak „plus”, który dodaje nasze cierpienie do cierpienia Zbawiciela, a zatem dodaje także Jego zmartwychwstanie do naszego zmartwychwstania.

HOMILIA DO DZIECI

Niezawodny sposób na szczęście

Danuta Szelejewska

Jest to opowieść o panu Franciszku mieszkającym w starej kamienicy, równie wiekowej jak on: Jak co dzień trzeba pójść po bułki, masło i domowy salceson. Dobre śniadanie to jednak za mało, by być szczęśliwym, trudno takim być, gdy jest się samotnym przez pół wieku. Nagle ostry ból w sercu, uczucie jakby burza zerwała się na dworze, ale przecież świeciło słońce. Szklanka mleka wypadła staruszkowi z ręki. Hałas bijącego się szkła usłyszała pani Krysia z piętra niżej. Przy leżącym, nieprzytomnym Franciszku zebrała się cała kamienica, ktoś zadzwonił po karetkę.

Dziadek budzący się dotąd w szarej sypialni, obudził się w rażąco białym pokoju szpitalnym. – Boże! – wykrzyknął starzec. – Nie Boże, tylko panie doktorze – poprawił go lekarz. Szczęście to chyba pana drugie imię, nieprawdaż? Był pan o krok od skończenia życia, przeżył pan zawał. – Szczęście? Nie sądzę. W moim życiu ani razu nie zaznałem tego uczucia. Pragnę go nad życie, ale być może nie to jest mi pisane – odpowiedział z zastanowieniem pacjent. – Widocznie zbyt dużo wymagał pan od swojego życia, lub po prostu nie szukał szczęścia we właściwych miejscach. Po tych słowach lekarz wyszedł z sali, a Franciszek zaczął zastanawiać się nad sobą i swoim życiem.

Gdy pobyt w szpitalu dobiegł końca, staruszek postanowił zmienić swój wizerunek zgorzkniałego samotnika w wesołego, a może nawet szczęśliwego człowieka. Wszyscy polubili „nowego” pana Franka, a szczególnie zauroczyła się nim pani Krysia. Od tamtego czasu starzec cieszył się każdą – nawet drobną – pozytywną sprawą. Otworzył się na ludzi, a słowa lekarza powtarzał każdego dnia, aż do śmierci (por. www.zadane.pl, Opowiadanie o szczęściu).

Rozmowa z Nikodemem

Usłyszany przed chwilą fragment Ewangelii jest fragmentem nocnej rozmowy Pana Jezusa z dostojnikiem żydowskim Nikodemem. Na trudne pytania, które nurtowały umysł Nikodema, Chrystus udzielił wyczerpujących odpowiedzi. Wyjaśnione zostały wątpliwości oraz niejasne sytuacje. Słowa wypowiedziane dwa tysiące lat temu, również dzisiaj niczego nie straciły ze swej aktualności. Każdy z nas może się cieszyć obietnicą nieprzemijającego szczęścia. Wskazują na to słowa Ewangelisty: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Ponieważ obietnice Boże zawsze są większe od ludzkich oczekiwań, możemy być pewni, że z Panem szara codzienność będzie łatwiejsza.

Ostrzeżenie przed lekceważeniem

Doskonałym ostrzeżeniem przed lekceważeniem Bożych nakazów jest niewola babilońska, będąca następstwem godnych kary czynów: „Wszyscy naczelnicy Judy, kapłani i lud, mnożyli nieprawości, naśladując wszelkie obrzydliwości narodów pogańskich i bezczeszcząc świątynię, którą Pan poświęcił w Jerozolimie” (2 Krn 36, 14). Podany przez autora Drugiej Księgi Kronik wykaz nieprawości, wzbogacony jest o czyny dodatkowe: „Szydzili z Bożych wysłanników, lekceważyli ich słowa i wyśmiewali się z Jego proroków” (2 Krn 36, 16). Warto zastanowić się nad owymi nieprawymi uczynkami i wyciągnąć konstruktywne wnioski, a unikniemy zgubnych następstw dla nas samych.

Sposób na szczęście

Konieczność trwania w bliskości Pana Jezusa, jest dla chrześcijanina sprawą jasną i oczywistą. Od chwili chrztu mamy świadomość Jego obecności i to właśnie od nas samych zależy, jak wypełnimy nasze powołanie. Możemy być pewni zwycięstwa, bowiem – zgodnie z obietnicą Świętego Pawła – „jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (Ef 2, 10). Autor Listu do Efezjan podał nam niezawodny sposób na szczęście. Wystarczy się postarać, by to, co czynimy na co dzień, było wyrazem umiłowania Boga i bliźniego.

Pan Franciszek mieszkający w wiekowej kamienicy, dopiero w szpitalu pojął tajemnicę szczęścia. Dla nas najpiękniejszym momentem będzie spotkanie w niebie z Tym, któremu zawierzyliśmy. Postępujmy tak, by nie zaprzepaścić darowanej nam szansy.

HOMILIA DO DZIECI • „NIEDZIELA Z OWIECZKĄ”

To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech…

ks. Andrzej Muńko

Wprowadzenie

„Bóg bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość… przywrócił nas do życia” – te słowa usłyszymy dziś w drugim czytaniu, bo warto sobie uświadomić, że każdy nasz grzech, słabość, wada czy zaniedbanie zostaną spalone w ogniu Bożej miłości, gdyż On kocha nas, jak Ojciec swoje dzieci. Niech prawda o wybaczającym Ojcu, zakorzeni się w naszych sercach i pozwoli głębiej przeżyć spowiedź wielkanocną.

Cel homilii i potrzebne rekwizyty

Celem homilii jest uświadomienie dzieciom jak ważne jest przygotowanie do sakramentu pokuty i pojednania poprzez wypełnienie warunków dobrej spowiedzi. Przygotowujemy białą tablicę i mazak. Na obrazku dla dzieci jest owieczka Magda i chmurka z napisem „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu…”.

Sugestie do homilii

Na początku przypominamy sobie wszystkie przykazania Dekalogu, o których słyszeliśmy w zeszłym tygodniu. Zatrzymujemy się na trzeci przykazaniu: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił i przypominamy dzieciom naukę, że każda niedziela to spotkanie z Bogiem, który jest moim przyjacielem. Przychodzę do Niego, aby okazać Mu miłość, cześć i szacunek.

Przypominamy dzisiejszą ewangelię. Pomocne mogą być pytania: z kim rozmawia Jezus? (z Nikodemem); co jest wyrazem miłości Boga do człowieka? (posłał na świat swojego Syna); dlaczego Bóg posłał swego Syna? (aby świat zbawił, a nie potępił; Bóg nas bardzo kocha).

Tłumaczymy, że te trudne słowa z Ewangelii mają nas nauczyć, że Bóg kocha nas każdego dnia, chce być blisko nas i chce nam przebaczać.

Akcentujemy słowa: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 17).

Przyglądamy się Owieczce Magdzie, która pokazuje „chmurkę” z napisem „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu…”.

Zastanawiamy się, kiedy mówimy te słowa i w jakich okolicznościach (na początku Mszy Świętej, gdy przepraszamy Boga za nasze grzechy).