Wydawca: Wydawnictwo Świętego Wojciecha Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Biblioteka Kaznodziejska nr 01/2016 ebook

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 01/2016 -

W „Bibliotece Kaznodziejskiej” 1/2016 znajdziemy jak zawsze homilie na wszystkie niedziele i uroczystości stycznia i lutego. Są też pierwsze materiały na Wielki Post, między innymi kazania pasyjne. Polecamy też rozważania na Drogę Krzyżową dla dorosłych i dzieci.

Opinie o ebooku Biblioteka Kaznodziejska nr 01/2016 -

Fragment ebooka Biblioteka Kaznodziejska nr 01/2016 -

Biblioteka Kaznodziejska nr 01/2016

Drukarnia i Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu

Od redakcji

Rozpoczynamy rok 2016. Chcemy żyć „nowym życiem w Chrystusie”. Przygotowujemy się do 1050. rocznicy chrztu Mieszka, pierwszego polskiego władcy. Trwa Rok Święty Miłosierdzia, który rozpoczęliśmy 8 grudnia minionego roku. W pierwszych dniach nowego roku radujemy się darem Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, aby nas zbawić. Przed nami – w pierwszych dniach stycznia – Objawienie Pańskie i święto Chrztu Pańskiego, ale już w pierwszej połowie lutego rozpoczniemy Wielki Post, czyli okres przygotowania paschalnego. Jak przeżywać ten bogaty i różnorodny czas? Jak kształtować życie duszpasterskie Kościoła? Odpowiedzią niech będą słowa papieża Franciszka, wypowiedziane przed modlitwą Anioł Pański w drugą niedzielę Adwentu, 6 grudnia 2015 roku: „Każdy z nas jest wezwany, aby pozwolić poznać Jezusa tym, którzy Go jeszcze nie znają. Ale nie jest to uprawianie prozelityzmu – to otwarcie drzwi. Biada mi, gdybym nie głosił Jezusa! (1 Kor 9,16) – twierdził Święty Paweł. Jeżeli Pan Jezus zmienił nam życie, i zmienia je za każdym razem, kiedy do Niego idziemy, jak możemy nie odczuwać pasji, aby zapoznać z Nim ludzi, których spotykamy w pracy, w szkole, w bloku, w szpitalu, w miejscach spotkań? Jeżeli spojrzymy wokół, znajdziemy osoby, które byłyby zdolne do rozpoczęcia albo rozpoczęcia na nowo drogi wiary, jeżeli spotkałyby chrześcijan zakochanych w Jezusie. Czyż nie powinniśmy i czy nie moglibyśmy być tymi chrześcijanami? Zostawiam wam pytanie: «Czy naprawdę jestem rozmiłowany w Jezusie? Czy jestem przekonany, że Jezus proponuje mi i daje mi zbawienie?». A jeśli jestem rozmiłowany, to muszę sprawić, aby był znany! Lecz musimy być odważni: wyrównywać góry pychy i rywalizacji, wypełniać przepaście wykopane przez obojętność i apatię, prostować ścieżki naszego lenistwa i naszych kompromisów”.

„Biblioteka Kaznodziejska”, jak zawsze, przygotowała materiały i pomoce do homilii i kazań, które mogą stać się źródłem inspiracji dla wszystkich naszych Czytelników. Już po raz drugi – wzorem ubiegłego roku – wraz z początkiem Wielkiego Postu chcemy zaproponować – wydane w osobnym zeszycie – rozważania Drogi krzyżowej (dla dorosłych i dla dzieci), które mogą być wykorzystane podczas piątkowych nabożeństw w naszych wspólnotach i parafiach (warto zwrócić uwagę na przygotowane z myślą o dzieciach kolorowe plansze z obrazkami do rozdawania po każdym nabożeństwie drogi krzyżowej – szczegóły na ulotkach dołączonych do tego numeru „Biblioteki Kaznodziejskiej”). W tym momencie chcemy podziękować wszystkim osobom – duchownym i świeckim – które uczestniczą w tworzeniu drukowanych na naszych łamach pomocy do homilii i kazań. Bez ich pracy i wysiłku nie byłoby tych wszystkich materiałów, które możemy zaproponować odbiorcom naszego miesięcznika. Dziękujemy też za zaufanie naszym Czytelnikom, zwłaszcza tym wszystkim, którzy na kolejny rok odnowili prenumeratę „Biblioteki Kaznodziejskiej” i są z nami od wielu lat, jak i tym, którzy dopiero poznają nasze czasopismo. Prosimy o uwagi, propozycje i sugestie, które pomogą nam przygotować kolejne materiały jeszcze lepiej i dostosować je do potrzeb duszpasterskich. Wszystkich chętnych zapraszamy też do współpracy z nami. Niech „Biblioteka Kaznodziejska” – jak mawiał wieloletni redaktor naszego miesięcznika, śp. ks. dr Zdzisław Grzegorski – wciąż pozostaje nowoczesnym forum głoszenia Ewangelii, w którym uczestniczą, zarówno duchowni, jak i świeccy.

Ksiądz profesor Michał Heller, którego nową książkę polecamy w dziale „Książki z Biblioteki – omówienia i recenzje”, uważa, że „głoszenie kazań to wielka sztuka i – jak to zawsze ma miejsce w uprawianiu sztuki – należy nieustannie mierzyć coraz wyżej”. Niech słowa wybitnego, polskiego naukowca, księdza i duszpasterza mobilizują nas wszystkich do mierzenia coraz wyżej, a „Biblioteka Kaznodziejska” niech pomaga w tym jak najskuteczniej.

FORUM HOMILETYCZNE

„Wysokokaloryczne” słowo Boże. Komentarz słuchacza kazań do „Dyrektorium homiletycznego”

„Dyrektorium homiletyczne”

„Wysokokaloryczne” słowo Boże. Komentarz słuchacza kazańdo „Dyrektorium homiletycznego”

Sławomir Zatwardnicki

Podobno Karol Irzykowski polecał pisać dwie recenzje tego samego utworu, jedną chwalącą i drugą ganiącą. Ponieważ mam możliwość napisania jednego tylko komentarza do Dyrektorium homiletycznego, rozpiszę go na „dwa głosy”: komplementujący i marudzący. Jest oczywiste, że ta krótka notka „na marginesie” dokumentu nie rości sobie pretensji do wyczerpania tematu, ma również z założenia subiektywny wydźwięk, co podkreślone zostało felietonowym stylem wypowiedzi niżej podpisanego.

Przede wszystkim chciałbym docenić fakt, że omawiany dokument jest owocem wysłuchanej prośby wyrażonej przez uczestników synodu biskupów poświęconego słowu Bożemu; wolno zarówno w samej prośbie, jak i w odpowiedzi na nią, dostrzegać rosnącą świadomość głodu i „kaloryczności” dobrego przepowiadania (rychło wczas, chciałoby się pogrymasić, pięćdziesiąt lat po Soborze Watykańskim II!). Z utęsknieniem czekam „efektu Franciszka”, kładącego nacisk na głoszenie Ewangelii i podporządkowanie temu zadaniu-przywilejowi całej działalności Kościoła. Członkowie kościelnych wspólnot, których „oddolny” zapał głoszenia często bywał studzony „odgórnie”, nie spodziewali się chyba w najśmielszych marzeniach, że kiedykolwiek będą trzymać w rękach coś tak przepełnionego misyjnym wezwaniem jak Evangelii gaudium. Oby proboszczowie wypisali sobie gdzieś na ścianie (serca i kancelarii parafialnej) wielkimi literami następujące słowa, nawet jeśli miałyby one pozostać jedynie „wyrzutem sumienia”, gdy nie zostaną podjęte z takim zapałem, jakiego oczekuje papież: „Marzę o «opcji misyjnej», zdolnej przemienić wszystko, aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednią drogą bardziej dla ewangelizowania współczesnego świata, niż do zachowania stanu rzeczy. Reformę struktur, wymagającą nawrócenia duszpasterskiego, można zrozumieć jedynie w następujący sposób: należy sprawić, by stały się one wszystkie bardziej misyjne, by duszpasterstwo zwyczajne we wszystkich swych formach było bardziej ekspansywne i otwarte, by doprowadziło pracujących w duszpasterstwie do nieustannego przyjmowania postawy «wyjścia» i w ten sposób sprzyjało pozytywnej odpowiedzi ze strony tych wszystkich, którym Jezus ofiaruje swoją przyjaźń” (EG 27).

Dyrektorium homiletyczne zbiera najważniejsze wypowiedzi Kościoła w temacie homilii, dzięki czemu odbiorcy otrzymują w jednej książeczce to, co w rozproszeniu być może było im mniej lub bardziej znane, ale teraz podane zostało w formie dosyć przystępnej syntezy, po którą będą mogli w każdej chwili sięgnąć. Oczywiście, to narzędzie do pracy ze słowem Bożym jest obarczone pewną dwuznacznością właściwą każdemu narzędziu: może być wykorzystane elegancko lub topornie; kto ma jakieś z Ducha Bożego i swojego pojęcie o głoszeniu, ten rozwinie swój „warsztat”, kto nie znajduje w sobie radości głoszenia – tego zbiór wskazań jedynie obciąży. Gdybym chciał pozrzędzić, zauważyłbym, że samo powstanie takiego dokumentu ujawnia pośrednio bezradność kaznodziejów, którzy wydają się w takim razie nie mieć pojęcia, jak się zabrać do przepowiadania – do tego stopnia, że potrzebują „ściągi” do pełnienia swojej posługi. W głowie z trudem mi się to mieści, ale też głowa moja mała, wystarczy przyglądnąć się, jak to radził św. Maksymilian, jej rozmiarom mieszczącym się w kapeluszu. Wystarczy miejsca na dwa pytania: Co oni robili przez lat sześć w seminarium? Jak wygląda ich kontakt ze słowem Bożym przez sześć dni, że siódmego nie wiedzą, co mówić? Przypomniał mi się wywiad, który dawno temu przeprowadziłem dla „Biblioteki Kaznodziejskiej”; zapytany o rady, które mogłyby pomóc kaznodziejom, odpowiedział wtedy o. Piotr Kurkiewicz, dyrektor „Szkoły Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi Matki Kościoła”: „Szukać Jezusa, aż się Go spotka; bez tego nie można być posłanym. Potem spotykać Go codziennie, żyć z Nim w bliskości. Wtedy ma się trochę łaski oraz dużo ciepłego, świeżego materiału, aby móc świadczyć i opowiadać o Bogu, który żyje i działa, i kocha. Wtedy zna się Boga osobiście, a nie ze studiów, książek czy nawet z Biblii, a znajomość teologii wyuczonej potrzebna staje się prawie że tylko po to, by się w czymś tam nie wykopyrtnąć. Znając żywego, osobistego Boga i Jezusa, a także świętych i aniołów, lepiej, głębiej i bardziej życiowo rozumie się Kościół, Biblię i samo życie. I wtedy można głosić prawie że bez przygotowania. Pan pomoże”.

Dodałbym od siebie jeszcze i to: konieczność włączenia się duszpasterzy w życie którejś ze wspólnot kościelnych; chodzi nie o bierne uczestnictwo czy tym bardziej nie o obecność „hierarchicznego kontrolera” w spotkaniu wspólnoty, ale o bycie jej aktywnym członkiem. Jestem przekonany, że dopiero w gronie braci i sióstr można się – w Duchu Świętym, który jest dany całemu Ciału i który namaszcza cały lud (por. niedawno opublikowany dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej pt. „Sensus fidei” w życiu Kościoła) – nauczyć praktyki rozważania słowa Bożego, do której zachęcają autorzy dokumentu (preferują oni lectio divina, ale oczywiście nie jest to jedyna forma). A przy okazji pasterz nabywa wtedy zapachu owiec, mówiąc obrazem papieża Franciszka. Dyrektorium zachęca do tego, by homilia odpowiadała potrzebom wspólnoty i z niej czerpała natchnienie; niestety po odwołaniu się do pięknych słów Franciszka mówiących o tym, że kaznodzieja ma kontemplować nie tylko Słowo, ale i lud (por. EG 154), głębokie wezwanie zostaje „spłaszczone” do upatrywania pomocy w przygotowaniu do homilii w przyglądnięciu się temu, co dzieje się w parafii i szerszej społeczności. Nie wiem jak inne owce, ale ja wyczuwam w tym zapach „pobożnej interesowności” zamiast pasterskiego zainteresowania.

Uznaję za niezwykle ważne podkreślenie w dokumencie sakramentalności słowa Bożego. W nawiązaniu do Verbum Domini zarysowano analogię: obecność Chrystusa pod konsekrowanymi postaciami chleba i wina – obecność Chrystusa, gdy głosi się zgromadzeniu słowo Boże; mój Boże, jeśli tylko homilia jest słowem Bożym (aktualnie, a nie tylko potencjalnie)! Jak w czasie komunii rozdawane są wiernym ciało i krew Pana, tak w homilii słowo Boga zostaje „rozdane” dla pokrzepienia ludu Bożego. W czasie Mszy św. koniecznie trzeba brać wszystko, co zostało darowane – skoro „zastawiony dla nas stół eucharystyczny jest równocześnie stołem Słowa Bożego i Ciała Pana” (KKK 1346). To nie „szwedzki stół”, z którego bierze się to, na co ma się ochotę („wierni niewierni”, którzy nie przystępują do komunii) lub daje się to, co ma się ochotę dawać (przewodniczący liturgii, który rezygnuje z głoszenia słowa). „Poprzez słuchanie słowa Bożego rodzi się i wzmacnia wiara (por. Rz 10, 17); w Eucharystii Słowo, które stało się Ciałem, daje się nam jako pokarm duchowy – pisał Benedykt XVI w Sacramentum caritatis – Dlatego należy stale mieć na uwadze, że słowo Boże, czytane w Kościele i głoszone w liturgii, prowadzi do Eucharystii jako do swego właściwego celu”. I odwrotnie, bez wiary zrodzonej w odpowiedzi na wysłuchane słowo Boże, sakrament Eucharystii nie wydaje owoców w życiu wierzącego, który jest niewłaściwie dysponowany do jego przyjęcia; to nie „biała magia”, która bez wiary może być skuteczna.

Słusznie w dokumencie położono akcent zarówno na księgi natchnione, jak i na teksty liturgiczne, które powinny kształtować całe życie głoszącego. Niech przynajmniej homiliści pamiętają o tym, o czym zapominają teologowie (wiem, co piszę): że źródłem, z którego należy czerpać są i teksty biblijne, i modlitwy używane w celebracji liturgicznej – właśnie one niosą hermeneutykę przydatną do interpretacji czytań biblijnych (b. ważna wskazówka!). Homilia ma nie tylko służyć ludowi, ale również sławić Boga – głoszenie Ojców Kościoła jest tego najlepszym przykładem. Marzą mi się homilie, które będą rozwiniętymi i komentowanymi eulogiami, wzorowanymi na tych, które znamy z ksiąg natchnionych, jak choćby z mojego ulubionego Listu do Efezjan (por. 1,3-14). Chciałbym dać się unieść „fali uniesienia” w Duchu Świętym, a jest to możliwe o tyle, o ile duch głoszącego wcześniej da się ponieść tej samej fali. I o ile homilia jest proklamacją tej wiary, którą zgromadzeni „posiadają”, a nie musi dopiero tę wiarę rodzić.

Przy okazji rozważania związku homilii z Pismem przypomniano również zasady katolickiej interpretacji Biblii, jako że znajduje ona szczególny wyraz w homilii liturgicznej; o odpowiednią Bosko-ludzkiemu wymiarowi Pisma hermeneutykę toczył batalię Benedykt XVI, głównie z tego powodu, że po Soborze Watykańskim II zaczęły dominować metody naukowe kosztem tzw. zasad teologicznych. Zainteresowanych tematem – czyli wszystkich czytelników BK (śmiech) odsyłam do książki Hermeneutyka wiary w nauczaniu papieża Benedykta XVI, której autor dokonał syntezy poglądów papieża-seniora w temacie interpretacji Biblii; mimo że wydano tej pozycji „całych sto kilkadziesiąt” egzemplarzy, jest jeszcze dostępna na rynku. Na szczęście, jak zauważył ks. Grzegorz Rafiński, „w kaznodziejstwie używa się intuicyjnie metody interpretacji duchowej Pisma Świętego, której nikt nie uczy w seminariach, a metody analizy krytycznej, której naucza się w seminariach potem się prawie nie stosuje”; z kolei dostępne komentarze biblijne, po których sięgnięcie odczuwać mogą pokusę kaznodzieje, są „naukawe” w stopniu proporcjonalnym do „niskokaloryczności” duchowej. A właśnie o wrażliwość na duchowy sens Pisma słusznie upomina się omawiany dokument.

Z homilią jak ze zdrowiem – jak nie da się podać definicji zdrowia, które nie polega jedynie na braku choroby, tak łatwiej niż tym, czym powinna być, jest mówić, czym homilia nie jest (nie jest nauką moralną czy doktrynalną, kazaniem na abstrakcyjny temat, ćwiczeniem z egzegezy biblijnej, nauką katechetyczną, nie jest nawet osobistym świadectwem, bo ma odzwierciedlać wiarę całego Kościoła; choć wszystkie te elementy może w pewnym stopniu zawierać, nie mogą one zastąpić homilii). Przypomniano słowa papieża Franciszka – choć ich nie rozwinięto, a szkoda! – mówiące o komunikacji między sercami, jaka zachodzi w homilii i powinna mieć charakter niemal sakramentalny (por. EG 142 oraz Rz 10,17). Wydaje mi się, że do tej „komunikacji między sercami” należałoby dążyć, a jest ona możliwa oczywiście jedynie w Duchu Świętym i przy założeniu, że obie strony – głoszący i słuchający – mają doświadczenie Boga. A czy mają? Oto jest pytanie, które kieruje nas do tematu nieporuszonego w dokumencie: homilia nie może być jedynym kontaktem słuchacza ze słowem Bożym, powinna ona być uroczystą proklamacją sprawowaną w zgromadzeniu tych, którzy pierwsze przepowiadania i swoje świadome nawrócenie mają już „za sobą”.

Zdarza mi się słuchać opinii, że na mocy święceń każdy głoszący posiadł charyzmat nauczania (no „ma go i już”!), tak że nie trzeba pomocy niewyświęconych głosicieli. „A co jeśli tego obdarowania nie słychać w głoszeniu?” – zapyta jakiś świecki Gałkiewicz, i usłyszy odpowiedź: „Jak nie słychać, jeśli tłumaczyłem, że słychać”. A tak poważnie, bez tej gombrowiczowskiej gęby: ucieszyłem się zdaniem – nawet jeśli jest krótkie i rzucone jedynie „mimochodem”, w kontraście do stwierdzenia, że homilię powierza się jedynie wyświęconym – przypominającym, że „odpowiednio wyszkoleni liderzy świeccy również mogą wygłaszać wartościowe pouczenia czy poruszające zachęty i należy stwarzać okazje do takich wystąpień przy innych okazjach”. W tym miejscu jako żywo zainteresowany głoszeniem Ewangelii pragnę „wtrącić swoje trzy grosze z uwzględnieniem stopy inflacji, powiedzmy od razu trzy złote” (© Maciej Rybiński). Otóż jeśli „Kościół jest zarazem »maryjny« i apostolsko-Piotrowy” (Jan Paweł II, Mulieris dignitatem), to należy dbać o równowagę pomiędzy darem urzędu a darami udzielanymi „pozaurzędowo”. Uważam, że w dziedzinie przepowiadania niemal nie wykorzystuje się potencjału płynącego z charyzmatu nauczania, jakim wielu świeckich wydaje się być (chyba nie tylko samym sobie) obdarzonymi. Jest to grzech zaniedbania, za który przyjdzie odpowiedzieć przed Panem, którego Słowo w ten sposób pozostaje skrępowane (por. 2Tm 2,9)!

Jednym z najtrudniejszych zagadnień poruszonych w Dyrektorium jest sprawa przejścia od liturgii słowa do celebracji eucharystycznej. Wiadomo, że duchowy sens Pisma odkrywa się właśnie z perspektywy misterium paschalnego (całe Pismo prowadzi przecież do Chrystusa), z kolei słowo Boże wzbudza wiarę w dziejące się „tu i teraz” wydarzenie. Jak jednak przekazywać i wprowadzać w doświadczenie tajemnicy Paschy, która dokonuje się w czasie Mszy, tak żeby nie sprowadzić całej historii zbawienia do tego momentu, który dla „praktykujących niewierzących” nie ma żywego znaczenia? I jak nie popaść w moralizowanie, które musi się pojawić, gdy głoszący będzie próbował wskazać, w jaki sposób tajemnica paschalna kształ-tuje życie słuchaczy i uzdalnia ich do postępowania według wiary, jeśli brakuje doświadczenia „osobistej Paschy”? Pytam niebezpodstawnie, bowiem słyszę tu i ówdzie, jak kaznodzieja, który bezpośrednio po czytaniach mówiących o życiu i cudownej działalności Chrystusa ani przez moment nie zastanawiając się nad brakiem doświadczenia mocy Bożej w życiu swoim i słuchaczy, od razu ucieka się do stwierdzenia, że przecież największy cud dokonuje się na ołtarzu. Prawda, a jednak coś „zgrzyta”. Miałbym ochotę takiego głoszącego zapytać: cóż jest łatwiej powiedzieć: słowa uzdrowienia albo uwolnienia od złego ducha, czy też słowa konsekracji? Jeśli większy cud się dokonuje, to skąd brak wiary w mniejsze?

Za szalenie ważne a pozostające wciąż do odkrycia uważam słowa Ojca Świętego, do których odwołano się w Dyrektorium, zapraszające do uchwycenia różnicy między „przykładem” a „obrazem” w homilii, i nawołujące do stosowania właśnie obrazów: „Jedną z rzeczy najważniejszych jest nauczenie się posługiwania w przepowiadaniu obrazami, czyli przemawiania obrazami. Czasem używa się przykładów, aby uczynić bardziej zrozumiałym coś, co chce się wyjaśnić, ale te przykłady często odnoszą się tylko do rozumowania; natomiast obrazy pomagają w docenieniu i przyjęciu przesłania, które chcemy przekazać” (EG 157). Zwłaszcza uszy współczesnych wydają się być nastawione właśnie na odbiór obrazów.

Jedną z zasad dyskusji sformułowanych przez wspomnianego na początku Irzykowskiego miała być ta: „Uderzaj w mocne strony przeciwnika – nie w słabe”. Jeśli w swoim komentarzu uderzyłem w słabe strony kaznodziejów – to przecież mogłem to uczynić właśnie dlatego, że nie jestem ich przeciwnikiem.

„Dyrektorium homiletyczne”– komentarz włoskiego pastoralisty

oprac. ks. Maciej K. Kubiak

„Biorąc pod uwagę charakter naszego czasopisma, całą uwagę kierujemy na opublikowane w 2014 roku Dyrektorium homiletyczne, mając równocześnie świadomość, że domaga się ono pogłębienia i dalszej naukowej analizy” – pisze ks. Chino Biscontin, redaktor naczelny włoskiego czasopisma „Servizio della Parola” w dodatku do specjalnego wydania dwumiesięcznika (Chino Biscontin, Il direttorio omiletico. Prezentazione e riflessioni, „Servizio della Parola” settembre 2015 (470), s. 118-132). Przytoczone słowa pochodzą z omówienia watykańskiego dokumentu, które znalazło się we wrześniowym numerze włoskiego czasopisma.

Artykuł składa się z dwóch części. W pierwszej ks. Chino Biscontin przedstawia treść Dyrektorium, a w drugiej dzieli się z czytelnikami swoimi obserwacjami na jego temat. Ponieważ w tym wydaniu publikujemy tekst Sławomira Zatwardnickiego, będący próbą spojrzenia osoby świeckiej na wspomniany watykański dokument, dlatego tutaj zwrócimy tylko uwagę na najciekawsze spostrzeżenia znanego włoskiego homilety i pastoralisty.

Troska o homilię

Już sam fakt, że dokument opublikowany przez tak wysokiej rangi watykańską dykasterię jest w całości poświęcony przepowiadaniu homiletycznemu zasługuje na podkreślenie. Tym samym zmusza do refleksji całe środowisko pastoralistów, które – zdaniem autora – poświęcało dotąd zbyt mało miejsca zarówno przygotowaniu przyszłych homilistów i kaznodziejów, jak i praktyce głoszenia słowa Bożego. Ksiądz Biscontin przypomina, że na Synodzie w 2008 roku nie brakowało ostrych wypowiedzi i wielu krytycznych uwag pod adresem tego środowiska. Autor przypomina w tym kontekście słowa biskupa Mariano Crociata, który w jednej ze swoich wypowiedzi przyrównał głoszone współcześnie homilie do niejadalnej albo przynajmniej, mało pożywnej, potrawy.

W tym kontekście ks. Biscontin postuluje gruntowną reformę nauczania homiletyki we włoskich (tekst odnosi się do doświadczeń pastoralnych Kościoła w Italii) seminariach duchownych i uczelniach teologicznych. Zdaniem autora homiletyka we Włoszech jest na bardzo słabym poziomie, między innymi za sprawą łączenia w ramach jednego wykładu zarówno teorii, jak i praktyki przepowiadania. Owocem Dyrektorium, postuluje włoski pastoralista, mogłoby i powinno być wprowadzenie oddzielnych zajęć z teorii przepowiadania, oddzielnych z praktyki i jeszcze dodatkowo osobnych ćwiczeń praktycznych z głoszenia homilii. By tak się mogło stać, uważa ks. prof. Biscontin, wydziały teologiczne muszą już dzisiaj zacząć kształcić i przygotowywać przyszłych wykładowców w tej dziedzinie, zarówno pod kątem egzegetycznym i hermeneutycznym, liturgicznym i duchowym, ale też pod kątem umiejętności komunikacyjnych.

Wydaje się też czymś niezwykle ważnym i koniecznym, aby ramach stałej formacji duchowieństwa, przynajmniej w pierwszych latach, wprowadzenie nieprzypadkowych i pojedynczych, ale stałych i systematycznych zajęć z tej dziedziny, które pozwolą homilistom na rzeczową ocenę ich posługi i znalezienie sposobów na jej poprawę.

Godność homilii

Dyrektorium podkreśla – zauważa ksiądz Biscontin – sakramentalną godność całej liturgii słowa, z której w sposób oczywisty powinna się rodzić należyta troska o przygotowanie homilii, która jest jej integralną częścią. W tym miejscu autor zwraca uwagę na nauczanie Benedykta XVI z adhortacji Verbum Dei, w którym zawarta jest przepiękna chrystologia Słowa Bożego: „Rozumiemy zatem, że źródłem sakramentalności słowa Bożego jest właśnie tajemnica Wcielenia: «Słowo stało się ciałem» (J 1,14), rzeczywistość objawionej tajemnicy staje się dla nas dostępna w «ciele» Syna. W ten sposób słowo Boże może być postrzegane przez wiarę za pośrednictwem «znaku», którym są słowa i ludzkie gesty. Wiara więc rozpoznaje Słowo Boże, przyjmując gesty i słowa, w których On sam się nam ukazuje. Sakramentalny horyzont Objawienia wskazuje zatem na okoliczności historyczno-zbawcze, w których Słowo Boże wkracza w czas i przestrzeń, stając się interlokutorem człowieka wezwanego do przyjęcia w wierze Jego daru. Sakramentalność słowa staje się zatem zrozumiała przez analogię do rzeczywistej obecności Chrystusa pod konsekrowanymi postaciami chleba i wina. Przystępując do ołtarza i uczestnicząc w Uczcie Eucharystycznej, rzeczywiście przyjmujemy w Komunii ciało i krew Chrystusa. Głoszenie słowa Bożego podczas celebracji pociąga za sobą uznanie, że sam Chrystus jest obecny i mówi do nas, abyśmy Go przyjęli (…). Chrystus, rzeczywiście obecny pod postaciami chleba i wina, w analogiczny sposób jest obecny w słowie głoszonym w liturgii. Zgłębianie sensu sakramentalności słowa Bożego może więc sprzyjać lepszemu zrozumieniu jednolitości tajemnicy Objawienia w «czynach i słowach wewnętrznie ze sobą połączonych», przynosząc pożytek życiu duchowemu wiernych i działalności duszpasterskiej Kościoła” (VD 56).

I właśnie z tej godności głoszenia słowa, która ma swoje zakorzenienie w sakramentalności słowa, wypływa konieczność odpowiedzialnego i adekwatnego przepowiadania. Autor zwraca uwagę, że w punkcie 26. Dyrektorium zostały przypomniane ostre słowa Franciszka z Evangelii gaudium o koniczności poświęcenia odpowiedniego czasu na przygotowanie homilii, jak również o nieuczciwości i nieodpowiedzialności tych, którzy ten obowiązek zaniedbują.

Kontekst liturgiczny

W dalszej części omówienia, ks. Biscontin zauważa, że Dyrektorium dużą wagę przywiązuje do kontekstu liturgicznego, w którym głoszone jest słowo, podkreślając, że homilia jest częścią liturgii. W tym miejscu autor cytuje fragment dokumentu, w którym zostaje szczegółowo podjęty ten temat: „Papież Franciszek zauważa, że homilia stanowi «szczególny rodzaj, ponieważ chodzi o przepowiadanie słowa w ramach celebracji liturgicznej. Stąd powinna być krótka i powinna unikać sprawiania wrażenia, że jest jakąś konferencją lub lekcją» (EG 138). Liturgiczna natura homilii rzuca światło na jej wyjątkowy cel; zastanawiając się nad nim, warto powiedzieć, czym homilia nie jest.

Nie jest ona kazaniem na jakiś abstrakcyjny temat. Innymi słowy, msza to nie jest okazja do tego, żeby homilista poruszał sprawy zupełnie niezwiązane z celebracją liturgiczną i jej czytaniami albo żeby nadużywał tekstów wskazanych przez Kościół i naginał je do jakiejś z góry powziętej idei. Homilia nie jest też po prostu ćwiczeniem z egzegezy biblijnej. Lud Boży bardzo odczuwa głód zgłębiania Pisma Świętego, toteż duszpasterze powinni mu zapewniać sposobność i środki do tego, by poszerzał swoją znajomość słowa Bożego. Mimo to niedzielna homilia nie jest okazją do wnikliwej egzegezy biblijnej: nie jest to pora na odpowiednie jej przeprowadzenie, a homilista powinien raczej ukazywać, jak słowo Boże spełnia się tu i teraz. Homilia nie jest też nauką katechetyczną, chociaż katecheza tworzy jej istotny wymiar. Jak w przypadku egzegezy biblijnej, nie jest to pora na właściwe jej poprowadzenie, a ponadto byłaby to odmiana praktyki przedstawiania na mszy jakiegoś wywodu, który w rzeczywistości nie wiąże się nierozłącznie z samą celebracją liturgiczną. Wreszcie czas homilii nie powinien być przeznaczony na osobiste świadectwo homilisty. Nie ulega wątpliwości, że ludzi mogą mocno poruszać osobiste historie, lecz homilia powinna odzwierciedlać wiarę Kościoła, a nie po prostu własne przeżycia homilisty” (Dyrektorium, 6).

Ksiądz profesor Biscontin uważa, że zawarte w Dyrektorium refleksje na temat liturgicznego kontekstu homilii stanowią najciekawszy i najlepszy aspekt całego omawianego dokumentu.

Ograniczenia i braki dokumentu

W ostatniej części swojego artykułu profesor Chino Biscontin omawia słabe strony i ograniczenia watykańskiego dokumentu, zaznaczając przy tym, że ma świadomość, iż nie jest on i nie może być traktowany, jako wyczerpujący podręcznik homiletyki.

Jako pierwszą słabość autor wskazuje brak kwestii związanych z rozumieniem homilii jako aktu komunikacji międzyludzkiej. Wydaje się to tym dziwniejsze, że w Evangelii gaudium Franciszek podejmował taką problematykę.

Kolejny problem, na który zwraca uwagę ks. Biscontin, to wyraźny brak nawiązań do wyraźnie nowatorskich – jego zdaniem – wskazań pastoralnych zawartych w Evangelii gaudium. Nie brakuje cytatów z tej papieskiej adhortacji, a jednak odnosi się wrażenie, że teologiczna inspiracja autorów Dyrektorium pochodziła przede wszystkim z Synodu poświęconego głoszeniu słowa Bożego i adhortacji Verbum Domini. Zdaniem autora nie uwzględniono w dokumencie nowatorskich i niezwykle ważnych propozycji i wskazań pastoralnych papieża Franciszka, zawartych w Evangelii gaudium. Stąd postulat, by w kontekście problematyki homiletycznej zawsze uwzględniać, obok Dyrektorium, również 25 paragrafów Evangelii gaudium, poświęconych przepowiadaniu.

Ksiądz Biscontin zwraca przede wszystkim uwagę na eklezjologię papieża Franciszka zawartą w Evangelii gaudium, czyli eklezjologię komunii, opartą na wskazaniach Soboru Watykańskiego II, która nie może być pominięta w dyskusjach na temat głoszenia słowa Bożego. Odchodzi ona od hierarchicznej struktury Kościoła ku strukturze wspólnotowej, w której pasterze nie tylko nauczają i uświęcają, ale też sami są nauczani i uświęcani. W tym kontekście ks. Biscontin przypomina 154. punkt Evangelii gaudium: „Kaznodzieja powinien także słuchać ludu, aby odkryć to, co wierni powinni usłyszeć. Kaznodzieja jest człowiekiem kontemplującym Słowo, a także kontemplującym lud. W ten sposób odkrywa on «pragnienia, bogactwa i ograniczenia, sposoby modlenia się, kochania, patrzenia na życie i świat – to wszystko, co wyróżnia daną społeczność ludzką», zwracając uwagę «na konkretny lud z jego znakami i symbolami, i odpowiadając na pytania, jakie stawia». Chodzi o powiązanie przesłania tekstu biblijnego z ludzką sytuacją, z tym, czym ludzie żyją, z doświadczeniem potrzebującym światła Słowa. Ta troska nie odpowiada postawie oportunistycznej lub dyplomatycznej, ale jest głęboko religijna i duszpasterska. W gruncie rzeczy jest «wrażliwością duchową, aby w wydarzeniach odczytywać przesłanie Boże», a to jest coś znacznie więcej niż znaleźć coś ciekawego do powiedzenia. To, co się chce odkryć, jest «tym, co Pan pragnie powiedzieć w określonych okolicznościach». Tak więc przygotowanie kazania przemienia się w dokonywanie ewangelicznego rozeznania, w którym człowiek – w świetle Ducha – stara się rozpoznać «Boże wezwanie, rozbrzmiewające w określonej sytuacji historycznej. Również w niej i przez nią Bóg wzywa wierzących»” (EG 154).

W ostatniej części swojego omówienia ks. Biscontin nawiązuje do soborowej konstytucji Dei Verbum, zwracając uwagę, że Dyrektorium, nie wykorzystuje wskazań metodologicznych, zaproponowanych przez soborową konstytucję o Objawieniu. Chodzi o to, aby uniknąć ryzyka pozostawania w przedpoborowego rozumienia Objawienia jako procesu dydaktycznego, który Kościół hierarchiczny ma obowiązek przekazywać innym. Rodzi on pokusę traktowania homilii przede wszystkim w kategoriach moralnego pouczenia, z pominięciem innych jej teologicznych i pastoralnych wymiarów.

To wszystko wiąże się też – zdaniem autora – z koniecznością dowartościowania Kościołów lokalnych. Homilista nie może pomijać lokalnego kontekstu, w którym się znajduje jako głoszący słowo Boże. Zadaniem homilisty – podkreśla ks. Biscontin – jest ukazanie w świetle Bożego słowa codziennej i konkretnej rzeczywistości, w której żyją jego słuchacze.

SUGESTIE HOMILETYCZNE

Nowe życie w Chrystusie

Bożej Rodzicielki Maryi • 1 I

BOŻEJ

RODZICIELKI MARYI

1 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Lb 6,22-27

Psalm:67

II czytanie: Ga 4,4-7

Ewangelia: Łk 2,16-21

Nadano Mu imię Jezus

„Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna” – ta prawda jest dla nas wszystkich błogosławieństwem. Naszym zadaniem jest wciąż poznawać sens owego daru. Zbyt wielu ochrzczonych nie żyje pełnią daru synostwa Bożego, tym samym błogosławieństwo pozostaje niezrozumiałe, a w wielu wypadkach jest nieprzyjęte. Wielu nie rozumie miłości Trójjedynego Boga. Są także tacy, którzy uważają, że chrześcijaństwo zostało im narzucone z góry (problem chrztu dzieci).

Wydarzenia w Betlejem zostały objawione prostym pasterzom. Oni zaś przekazali tę tajemnicę swym najbliższym. W ten sposób prawda o narodzeniu się Mesjasza dotarła do okolic. Dociera ona po dziś dzień. Potrzeba nam nowych metod dotarcia do ludzi w zależności od sposobu myślenia, mentalności, języka, kultury obyczajów. Rozwój chrześcijaństwa jest zróżnicowany, a czasami wręcz znikomy. Dotyczy to zmian, jakie zachodzą w różnych regionach świata. W wielu sytuacjach wiara w Chrystusa zanikła prawie zupełnie. Nadzieja pozostaje w chrześcijanach pełnych prostoty. To oni przeniosą wiarę w następne pokolenia.

„Nowe życie w Chrystusie”

Program duszpasterski Kościoła w Polsce

Sugestie słuchacza

Szymon Bojdo

Zastanawia mnie, dlaczego tak mało w naszym życiu błogosławimy sobie nawzajem. Wypowiadamy wiele słów, często bardzo radykalnych opinii, ale dlaczego tak mało jest w nas błogosławieństwa? Dzisiejsze pierwsze czytanie daje nam praktyczny sposób, wręcz gotową formułę jak mamy błogosławić innym. Mnie jednak się zdaje, że częściej wybieramy obmowę, krzywdzące słowa, bo prosta ocena wydaje nam się skuteczniejsza. Jak można wyrobić w sobie nawyk błogosławieństwa? W jaki sposób, mimo trudności i przeciwności, możemy zwracać się do innych z szacunkiem? A może jest w tym nakazie błogosławienia coś więcej, niż tylko życzenie innym dobra? Może wymaga ono wiary, że Bóg rzeczywiście ma wpływ na nasze życie i od naszych słów i przekonań zależy czy będziemy doświadczać jego łaski? Często mówimy, że Bóg jest wszechwiedzący i wszechmogący. Jednak pierwsze czytanie mówi nam, że to od naszego błogosławieństwa zależy, czy zwróci ku nam swoje oblicze. Jak sprawić, by to oblicze nigdy się od nas nie odwracało?

Drugie czytanie mówi nam o duchu, który woła w nas „Abba Ojcze”. Ten zwrot mówi o silnej bliskości z Bogiem, o nazywaniu go ojcem, a nawet tatusiem. Myślę, że wielu z nas ma problem, by wchodzić z Bogiem w takie relacje. Często jesteśmy obciążeni trudnymi relacjami z rodzicami, nieraz zranieni przez bliskie nam osoby, niełatwo jest otworzyć się na bliskość Boga. Jak to robić? Jak porzucić nasze przyzwyczajenia, w których chronimy się przed zranieniami i całkowicie zaufać Bogu? Jak wreszcie przestać być niewolnikiem? Często obecnie pozwalamy się zniewalać, nieraz czujemy, że tracimy kontrolę nad swoim życiem bo oddaliśmy ją relacjom, pracy, powiązaniom i zależnościom. Czy każdy powołany jest do wolności? Jak z tej wolności korzystać, tak by nie obróciła się ona przeciwko nam? Jak być zarówno wolnym człowiekiem, co stawia przed nami pokusę pełnej niezależności od Boga, a równocześnie być synem Bożym? Jak żyć by móc z dumą nazywać siebie Bożym dziedzicem?

W Ewangelii poruszające jest zdanie, że Maryja zachowywała wszystko w swoim sercu. Jeśli dobrze rozumiem, była też zaskoczona opowiadaniem pasterzy o tym, kim ma być jej syn, choć 9 miesięcy wcześniej usłyszała od Archanioła Gabriela niezwykłą nowinę. Mogła przecież powiedzieć, że już to wszystko wie, ale czekała na właściwy czas. Pozwoliła, by Słowo wypełniło się zgodnie z planem. Jak nauczyć się czekać, by tak jak Maryja przyjmować od Boga wszystko to, co zaplanował, w odpowiednim momencie naszego życia?

Homilia do dorosłych

Plan na rok 2016 – dawać innym Jezusa

o. Marcin Wrzos OMI

Koniec starego i początek nowego motywuje nas do podsumowań. Zastanawiamy się, co się udało, a z czym sobie nie poradziliśmy. Chcemy naturalnie, aby tych pierwszych elementów życia było jak najwięcej. Nakreślamy plany na nadchodzący rok: ktoś chce skończyć studia, ktoś inny zmienić pracę na lepszą, a jeszcze ktoś inny założyć rodzinę, zdecydować się na kolejne dziecko. Dobrze, że planujemy, bo przecież chrześcijanin to ktoś, kto się nieustannie rozwija, doskonali, staje kimś lepszym. Nierzadko w tym czasie starsi zastanawiają się nad celowością tego, co robią, nad sensem, kruchością życia. Szukając swego celu – tej gwiazdki, do której zmierzamy niczym trzej królowie, staramy się zaplanować to, co chcemy robić przez kolejny rok, a może nawet przez całe życie. Zapominamy jednak czasem o tym, aby zaprosić Boga do swoich planów życiowych lub nawet bardziej radykalnie – wpierw zapytać Nowonarodzonego, co powinniśmy robić, aby nasze życie Mu się podobało, zanim zaczniemy sami po ludzku planować. Taki plan realizowała właśnie Maryja, którą dziś czcimy jako tę, która stała się ziemską Matką Nowonarodzonego. Planem Boga dla Maryi było przynieść na świat Jezusa. Może to też plan dla nas. Tak żyć w 2016 r., aby żyć na wzór Maryi i sprowadzać duchowo Jezusa do swojego życia i dawać go ludziom, wśród których żyjemy. Naśladujmy Maryję i bierzmy z niej przykład ze szczególnie ważnych momentów jej życia.

Pierwsza ważna podpowiedź: Maryja od początku była bez grzechu pierworodnego. Jeżeli chcemy dawać Jezusa tam, gdzie żyjemy, to powinniśmy sami starać się żyć bez grzechów. Gdy pojawi się ciężki, skorzystajmy jak najszybciej ze spowiedzi.

Zwiastowanie. Na słowa anioła zapowiadające poczęcie Jezusa Maryja odpowiada: „tak”, godzi się pełnić plan Boga względem Niej. Jej „tak”, to jednocześnie zgoda na cierpienie, to zgoda na to, że wiele nie będzie rozumiała, to zgoda na milczenie. Warto i tu brać przykład od Maryi – starać się żyć tak, aby realizować plan Boga wobec nas.

Kolejne wydarzenie z życia Maryi, od którego możemy wiele się nauczyć. Piętnastoletnia, może szesnastoletnia Maryja idzie z Jezusem, którego niesie pod sercem, przez pustynię, góry, w wielkim upale, do Świętej Elżbiety. Naśladowanie Bożej Rodzicielki, to wyjście do drugiego człowieka, to dzielenie się swoim skarbem, którym jest Bóg. To stawanie się misjonarzem-ewangelizatorem pokazującym, mówiącym innym o Bogu, wartościach, które są dla ciebie ważne. Nie chodzi o wiele. Czasem to zaproszenie współmałżonka, dziecka, znajomego, aby pójść razem na mszę św., pomodlić się, czy opowiedzenie o tym, że bez Boga byłoby ci trudno żyć.

Boże Narodzenie, narodziny Chrystusa. Jeszcze żyjemy tymi świętami. Każdym narodzinom towarzyszy ból, a zarazem szczęście. Maryja, młoda dziewczyna, nie rozumiała wiele z tego, co się działo, ale w swojej prostocie zachowywała wszystko w swoim sercu, z ufnością, ze zgodą na konsekwencje swego czynu. Rodzenie Jezusa zakłada ból rodzenia, ale i niezwykłą głębię i szczęście narodzin. Jeżeli oczekujesz, że będziesz bezstresowo wskazywać Jezusa innym, okaże się, że to nieprawda, bo będzie ci towarzyszył ból, cierpienie. W takich wypadkach warto uczyć się od Maryi zupełnego zaufania Bogu. Możemy wiele nie rozumieć, nie ogarniać, ale żyjąc w świadomości tego, że jest się w najlepszych rękach Boga, jest łatwiej.

Maryja towarzyszyła Jezusowi w wielu wydarzeniach Jego ziemskiego życia, była z Nim, karmiła się Jego słowem. Taka była Jej codzienność. Jeżeli chcesz dawać Jezusa, bądź zawsze z Nim: korzystaj z sakramentów, słuchaj Jego słowa, bądź zaangażowany we wspólnocie – to kolejne wskazówki, jakie daje nam życie Maryi. Aby dawać Jezusa, trzeba być z Nim.

I wielki finał, którego każdy z nas chciałby chyba doświadczyć. Maryja na końcu swego życia ziemskiego została wzięta do nieba. To wydarzenie uczy nas, że gdy będziemy żyć Jezusem, dawać go innym, zdobędziemy nagrodę wieczną w niebie.

Przypomnijmy sobie jeszcze dzisiejsze czytania. Pierwsze mówi o błogosławieństwie Boga dla synów Izraela. Bóg chce rozpromienić swoje oblicze nad tobą w Nowym Roku, chce ciebie wspierać. Najpełniejszym wsparciem dla ludzi od Boga w historii świata, były narodziny Jezusa, opisane przez św. Łukasza w Ewangelii. Zadziwiający są tu pasterze, którzy po spotkaniu z Jezusem wybiegają radośnie z lichej stajni i chcą mówić o narodzinach Boga tam, gdzie żyją. Ci zaś, którzy doświadczyli narodzin Jezusa w swoim życiu, spotkali Go żywego, są tymi, którzy do Boga prawdziwie mogą wołać „Abba, Ojcze” – Tato, jak pisze św. Paweł do parafii w Galicji.

Obchodzimy uroczystość Maryi, którą czcimy jako tę, która przyniosła na świat Jezusa. Obchodzimy też początek nowego roku. Dziękujemy Bogu za to, co w ubiegłym roku nam się udało, przepraszamy za uczynione zło i planujemy kolejny rok. Pytajmy Boga: Jacy mamy być w nadchodzącym roku? Co robić, aby dobrze żyć? Podpowiedzią dla nas niech będzie życie Maryi. Bądźmy, jak Ona, tymi ludźmi, którzy spotkali Boga i niosą go tam, gdzie na co dzień funkcjonują, co doskonale zrobili pasterze z Ewangelii. Bóg, do którego wołamy „Abba” – to znaczy „Ojcze”, będzie nas wówczas szczególnie wspierał swoim błogosławieństwem.

Homilia do dorosłych

Wpatrzeni w Światło Bożego Miłosierdzia

ks. Zbigniew Kosik

Gdy alpinista staje przed skalną ścianą, uważnie rozgląda się szukając właściwej ścieżki bezpiecznego dotarcia na szczyt. Precyzyjnie wówczas oblicza, czy w danym miejscu umieszczony hak utrzyma ciężar jego samego i niesionego ekwipunku. Starannie wszystko rozważa, gdyż pierwszy krok, który nadaje kierunek niebezpiecznej wędrówce może przesądzić o życiu lub śmierci.

Gdy grotołaz penetruje nieodkrytą dotąd jaskinię, musi kierować się wielkim wyczuciem. Zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że pośród ciemności musi obrać taki kierunek swojej wędrówki, który pozwoli mu powrócić bezpiecznie na powierzchnię. W ciasnocie przestrzennej niekiedy nie ma możliwości odwrotu. Wiele zależy od pierwszych kroków; to one decydują o sukcesie wyprawy lub jej tragedii.

Nowy Rok – wpatrzeni w Maryję

Pierwszy dzień Nowego Roku przypomina powyższą scenę, w której każdy człowiek staje wobec przyszłości. Wyrasta bowiem przed nim „ściana” nieznanych trudności i niebezpieczeństw; pojawia się nieprzenikniona ciemność ludzkich spraw, zazwyczaj nieprzewidywalnych w swoich skutkach i następstwach.

Ważny jest pierwszy krok, dzięki któremu można w duchu głębokiej nadziei przeżyć we właściwy sposób wszystkie pozostałe dni. One będą od tej pory przeniknięte tym, co człowiek pozna, odkryje na początku. To dlatego Kościół wytrwale wpatruje się w Maryję. Ku Niej zwraca się z nadzieją i modlitwą powtarzając słowa św. Cyryla Aleksandryjskiego: „Witaj nam, Maryjo Bogarodzico, czcigodny klejnocie całego świata, lampo, która nie gaśnie”. Wobec nieprzenikniętych ciemności tego, co nieznane w kolejnym roku naszego życia, sięgamy po dar niebios – Maryję – niegasnącą „Lampę Bożego Miłosierdzia”, aby oświetlić wyłaniający się przed nami Nowy Rok.

Maryja – lampa Bożego Miłosierdzia

Nie bez celu chrześcijanie dzisiaj zwracają swoje serca ku Maryi. Podobnie jak ponad 2 tysiące lat temu, pragnie nam Ona przekazać największy dar – jedyną prawdziwą Światłość świata. Nowo narodzone Dziecię, będąc żywym obrazem Bożego Miłosierdzia, chce być blisko ludzi, przeżywać z nimi ich codzienność. Maryja swoją cichą obecnością zawsze jest blisko każdego człowieka, będąc dla niego umocnieniem, pokrzepieniem, pociechą.

Jak zadaniem lampy jest oświetlać otoczenie, wyznaczać kierunek wędrówki, a nie skupiać na sobie uwagi, tak Maryja pragnie być blisko nas, zawsze oświetlając nasze doczesne życie światłem miłosierdzia Bożego. Warto u progu nowego roku zobaczyć tę szczególną Jej rolę – warto zawierzyć i zaufać takiemu światłu. To dlatego chrześcijanin może wędrować bezpiecznie przez życie, wpatrując się nieustannie w Maryję, kierując się coraz bliżej do portu wieczności, w którym nas Ona oczekuje.

Homilia do młodzieży

Błogosław mi, Panie…

s. Urszula Kłusek SAC

„Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem”. Oto dobre życzenia, jakie daje słowo Boże na progu nowego roku. Jakże odmienne są te słowa, od słów życzeń, które sobie wzajemnie przekazujemy. Czego życzymy naszym bliskim z racji różnego rodzaju świątecznych dni? Zazwyczaj „zdrówka”, bo jak mówimy: „zdrówko jest najważniejsze!”. Czy aby na pewno? Czy tego uczy nas słowo Boże?

Inne są drogi Boże, inne są priorytety Boga, który przynosi nam zbawienie, miłość i pokój, jakiego nikt poza Nim udzielić nam nie może.

Dziś jednak Kościół stawia nam przed oczy postać Maryi – Świętej Bożej Rodzicielki. A cóż Ona ma wspólnego z Bożymi życzeniami? Odpowiedź jest prosta! Ona cała jest osobą, która w pełni przyjęła Boże słowo i w której jak w nikim innymi spełniła się tajemnica Słów życzeń Boga. Maryja – pełna łaski! Czyli pełna błogosławieństwa! Pan Ją błogosławił i strzegł. Pan rozpromienił nad Nią swoje oblicze. Pan obdarzył Ją pełnią łaski. Pan obdarzył Ją pokojem. I cóż Ona zrobiła z tym wszystkim? Przyjęła, zatrzymała w sercu i rozważała nieustannie, co to wszystko znaczy. Rozumiecie? Maryja, młodziutka dziewczyna z Nazaretu, która jak każdy człowiek kochała życie i ciekawa była świata, w który wchodzi i który poznaje, miała odwagę dać w swoim sercu i umyśle przestrzeń słowu Bożemu. Ważne było dla Niej to, co mówi Bóg, czego Bóg pragnie, do czego Ją zaprasza. Było to dla Niej tak ważne, że myślenie o tych sprawach zajmowało Jej serce i umysł. Wszystko co mówił, co czynił Bóg, było w Jej sercu żywe i obecne.

A co jest w twoim sercu? Co dzieje się w twoim umyśle? W prawdzie i w szczerości odpowiedz sobie na pytanie: Ile czasu poświęcasz każdego dnia na budowanie więzi i relacji z Bogiem? Jak często sprawy Boże, Boże słowo, zajmuje twój umysł? Gdzie szukasz rozwiązania swoich problemów i odpowiedzi na trudne pytania: U psychologa? Przyjaciół? Wróżek? W narkotykach lub alkoholu? A możesz zagłuszasz sam siebie i o nic nie pytasz, nie szukasz… A Maryja, najmądrzejsza z ludzi, szukała wszystkiego w Bogu, w Jego Słowie. Szukała i znalazła. Dlatego właśnie, Jej wstawiennictwa mamy szukać u początku roku. Szukać ze świadomością, że Jej pomoc jest nam potrzebna każdego dnia. A Ona pomaga, wskazując nam właściwy kierunek. Tak jak wskazała go Leszkowi.

W ubiegłym roku, 1 stycznia, Leszek nie myślał o Bogu. Nie szukał Go. Ale Bóg myślał o Leszku i szukał Go, i pragnął obdarzyć swym błogosławieństwem. On o tym nie wiedział, ale czuł w głębi serca, że żyje nijak, że nosi w sobie uśpiony a jednocześnie niezmiernie bolesny głód, za czymś czego nie zna, co jest poza jego zasięgiem. Gdy koledzy zapytali go: „Lechu, czego ci życzyć na ten Nowy Rok?” – powiedział: „Nie wiem! Może tego, żeby coś się w moim życiu zmieniło?!”. Co? Tego powiedzieć nie umiał. Ale to pytanie go nurtowało, więc poszedł szukać odpowiedzi u wróżki. Powiedziała mu że szuka miłości i że ją znajdzie za kilkanaście dni. Faktycznie, za kilkanaście dni na dyskotece poznał dziewczynę. Była śliczna. Myślał, że to będzie na poważnie. Szybko poszli do łóżka. A potem zostało mu tylko rozczarowanie i zawód, i puste miejsce po dziewczynie, która chciała seksu, ale nie umiała pokochać. Kumpel doradził mu, żeby spróbował narkotyków. Spróbował. Było odjazdowo! Ale po którejś dawce odjazd zakończył się na drzewie. Skasowane auto, a on w szpitalu psychiatrycznym na leczeniu. Koledzy zapomnieli go odwiedzać. A może nie chcieli, bo kto chce mieć do czynienia ze świrem? Na oddziale psychiatrycznym spędził kilka tygodni. Wyszedł z dobrymi rokowaniami i receptami na leki. Świat stał mu się obojętny i na nic nie miał ochoty. Nawet dobrze patrzeć przed siebie mu się nie chciało i pewnie dlatego wszedł jak ślepiec na dziewczynę z sąsiedniej klatki schodowej. Zderzyli się mocno. Przeprosił. Ona mówiła, że się nie gniewa, ale spieszy się do pracy i pobiegła. Dopiero wtedy zauważył leżącą na schodach małą książeczkę. Podniósł. Przeczytał: Pismo Święte Nowego Testamentu. Pomyślał, że jej odda. Poszedł do domu. Usiadł i zaczął czytać. Wciągnęło go. Jak przez mgłę zaczął przypominać sobie lekcje religii w szkole i Pierwszą Komunię Świętą i… i potem był koniec. Zapomniał drogi do kościoła. Zapomniał słowa modlitwy. A teraz czytał. Czytał i płakał, bo nagle czuł co czyta. Czuł wstyd kobiety cudzołożnej. Czuł udrękę trędowatych, pragnienie ślepca i głuchoniemego. I poczuł swoje serce! Serce, które umierało z tęsknoty za Bogiem, za Jego łaską i błogosławieństwem. Nie wiedział, że czy tak powinien zrobić, ale padł na kolana i zawołał: Boże, pobłogosław mi! A Pan na takie wołanie nie zostaje głuchy. Dziś Leszek jest innym człowiekiem. Mówi, że spotkało go największe szczęście w życiu – szczęście Bożego błogosławieństwa!

Prawdą jest to, co mówi. Ale prawdą jest, że na przyjęcie Bożego błogosławieństwa trzeba otworzyć serce i trzeba podjąć odpowiednie działanie. Czasem tak proste jak otwarcie Biblii i czytanie jej.

Jeśli pragniesz, Pan będzie ci błogosławił. Pragniesz tego?

Homilia do dzieci

Przyszliśmy po błogosławieństwo

ks. Tomasz Rogoziński

Pewnie wielu z was czuwało w nocy, aby zobaczyć wskazówki zegara przesuwające się na godzinę 24 i świętować rozpoczęcie nowego – 2016 roku. Warto przypomnieć fakt, że jest on w jakiś sposób wyjątkowy, ponieważ z jego rozpoczęciem przeżywamy 1050 rocznicę Chrztu Polski, a więc ten rok będzie obfitował w wiele wydarzeń, które przypomną nam początki wiary w naszym narodzie. Będziemy też próbowali bardziej rozpalić wiarę w naszych sercach i pogłębić przyjaźń z Jezusem.

Na pewno o północy składaliśmy sobie i rodzicom życzenia, aby w tym roku działo się jak najwięcej dobra w naszych rodzinach, by wszystko dobrze się układało i Pan Bóg nam błogosławił. Przedłużeniem tego ostatniego życzenia jest nasza obecność na mszy św., podczas której Pan Bóg pragnie nas umocnić swoją łaską i nam błogosławić na każdy dzień tego kolejnego roku.

Po błogosławieństwo przyszliśmy do świątyni w ósmym dniu od narodzenia Pana Jezusa, oddając Mu pokłon przy żłóbku, podobnie jak to uczynili pasterze ponad dwa tysiące lat temu. Ewangelia, którą przed chwilą usłyszeliśmy, mówi nam również o tym, że w tym dniu Nowonarodzonemu nadano imię, które wszyscy tak dobrze znamy – imię Jezus. Ponadto kierujemy nasz wzrok na Matkę Bożą, która wszystkie te wydarzenia zachowywała w sercu i uczy także nas myślenia o sprawach Bożych na co dzień.

Na pewno przy okazji Nowego Roku myślimy o wielu sprawach, że będziemy obchodzili kolejne urodziny, że może przystąpię w tym roku do pierwszej Komunii św., że na wakacje wyjadę do ulubionej cioci i o wielu innych, które mają się dokonać. Na te wszystkie wydarzenia pragniemy prosić dzisiaj dobrego Boga, aby nam hojnie błogosławił, zachęca nas do tego szczególnie pierwsze czytanie i psalm, w którym wspólnie śpiewaliśmy „Bóg miłosierny niech nam błogosławi”.

Pan Bóg pragnie nam udzielać swojego błogosławieństwa w każdym momencie naszego życia. W pierwszej kolejności udziela nam go podczas każdej Mszy Świętej, ale są też inne momenty kiedy nam błogosławi, o których czasami zapominamy. O ten znak błogosławieństwa możemy nie tylko prosić, kiedy wraz z rodzicami zbliżamy się do kapłana udzielającego Komunii św. Niektórzy z was jeszcze nie przystąpili do I Komunii św. ale mogą podejść wraz z rodzicami i poprosić o tzw. „krzyżyk na czole” – jak mówią niektóre dzieci. Ale jest to bardzo ważny krzyżyk. Pan Bóg błogosławi nas również przez naszych rodziców. Już podczas chrztu świętego udzielili nam swojego błogosławieństwa, czyniąc znak krzyża na naszych czołach i mogą to czynić przy wielu innych okazjach jak np. przed przystąpieniem do I Komunii św., na drogę do szkoły, na szczęśliwy wyjazd na wakacje, i na inne mniej lub bardziej ważne momenty w naszym życiu. Swego błogosławieństwa udzielą wam chociażby wtedy, kiedy będziecie pragnęli zawrzeć związek małżeński albo kiedy ktoś z was postanowi przystąpić do ołtarza jako kapłan, by odprawić pierwszą mszę św.

Proście waszych rodziców, by jak najczęściej wam błogosławili, ponieważ im więcej błogosławieństwa, tym więcej Bożej łaski i dobra w naszym życiu. O to błogosławieństwo kapłanów i rodziców prosimy także dzisiaj w pierwszym dniu Nowego Roku.

2 niedziela po Narodzeniu Pańskim • 3 I

2

NIEDZIELA PO

NARODZENIU PAŃSKIM

3 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Syr 24,1-2.8-12

Psalm:147

II czytanie: Ef 1,3-6.15-18

Ewangelia: J 1,1-18

Jan daje o Nim świadectwo

Ukazujemy wiernym wartość słowa: ludzkiego i Bożego. Oba słowa wzajemnie się przenikają. Konsekwencją tego jest dialog między nami a Bogiem. Dominantą w homilii powinno być nauczanie Jana Chrzciciela.

Wiara powinna być przeżywana świadomie, dlatego staramy się, aby wierni byli należycie przygotowani do przyjęcia sakramentów. Szczególny nacisk położony jest na przygotowanie do pierwszej Komunii Świętej i do bierzmowania. Brakuje właściwego przygotowania do przyjęcia sakramentu chrztu świętego. Chrzcimy właściwie tylko niemowlęta i małe dzieci, dlatego zwracamy uwagę na dialog z rodzicami. Kościół nie narzuca wyznania, ale stara się być konsekwentnym w stosunku do tych, którzy w imię Chrystusa przyjęli chrzest i stali się Jego członkami. Pozostaje poważny problem do rozwiązania: co czynić z tymi, którzy chrzest przyjęli, a nie żyją zgodnie z wyznana wiarą?

W homilii warto zaakcentować konieczność głoszenia Ewangelii w swoim środowisku. Na spotkaniach ze wspólnotami parafialnymi warto podyskutować na temat homilii, sposobu przekazu, długości. Poszukujemy nowych sposobów dotarcia z Ewangelią do młodych: spotkania, piosenki i pieśni o tematyce religijnej, filmy, inscenizacje.

„Nowe życie w Chrystusie”

Program duszpasterski Kościoła w Polsce

Sugestie słuchacza

Szymon Bojdo

Tak często przestrzega się nas przed tym, żeby za bardzo się nie wywyższać, a raczej być skromnym i pokornym, a tymczasem mądrość z pierwszego czytania wychwala sama siebie. Co takiego jest w mądrości, że może z dumą mówić przed potęgą Boga? Gdzie obecnie mieszka mądrość? W Księdze Syracydesa słyszymy, że znalazła ona mieszkanie w świętym miejscu, w Izraelu. Czy my dziś również możemy znaleźć mądrość, a jeśli tak, to w jaki sposób? Co to znaczy, że mądrość służy? Czy to znaczy że wszelką wiedzę i umiejętności powinniśmy oddawać na służbę Bogu? Święty Paweł pisze w drugim czytaniu, że mądrość dostaje się, by jeszcze lepiej poznać Boga. Czy to w ogóle jest możliwe? Kto może prosić o dar takiej mądrości? Kogo Bóg obdarza „światłymi oczami serca”? Takie spojrzenie według apostoła ma dodawać nam nadziei, pomóc odkryć sens naszego powołania. Często słyszę od innych, że jest im w życiu trudno i nie mogą odnaleźć powołania, nadziei, sensu życia… Może nasze prośby o światłe oczy serca pomogłyby rozwiązać takie problemy? Nie do końca rozumiem sformułowanie o bogactwie chwały dziedzictwa wśród świętych. Czy dzięki temu, o czym mówi Święty Paweł, poznamy, co będzie działo się w niebie? A może pisze on o tym, co będzie czekać nas, jeśli już tutaj na ziemi postanowimy żyć jak święci?

Trudne są słowa św. Jana o słowie i o świetle. Tak naprawdę trzeba ich uważnie słuchać, by dokładnie zrozumieć to, co przekazuje ewangelista. Bo co dokładnie znaczy, że Bóg był Słowem? I jak to możliwe, że wszystko stało się dzięki Słowu? Słowo to było niezrozumiane i nieprzyjęte przez ludzi. Co zrobić, bym ja je dobrze w swoim życiu przyjął? Wiele przecież mówimy w okresie Bożego Narodzenia, by Jezusa przyjąć do swojego serca, do swojego życia, ale nie zawsze rozumiemy, co to przyjmowanie miałoby oznaczać. Tym bardziej, że św. Jan mówi, że słowo zamieszkało między nami. Jak więc możemy sprawić, by to co wydaje się takie abstrakcyjne – Słowo i słowo – było czymś realnym w moim życiu i by wpływało na moje decyzje, pragnienia, ambicje?

Homilia do dorosłych

Tylko miłością mój Bóg się daje nakarmić…

s. Noela Wojtatowicz CSFN

„Tylko miłością mój Bóg się daje nakarmić…” (ks. J. Twardowski)

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1,14) – ten 14. werset obwieszczający najważniejszą nowinę czwartej Ewangelii, przypominany dziś wielokrotnie – także jako refren psalmu responsoryjnego – właściwie streszcza liturgię 2. niedzieli po Bożym Narodzeniu, która jest piękną kontynuacją rozważań tajemnicy Słowa wcielonego.

W tę tajemnicę wprowadza nas już pierwsze czytanie (Syr 24,l-4; 8-12), tekst który, wysławia Słowo, Mądrość stwórczą, która od początku była obecna na świecie z woli Najwyższego. U początków wszystkiego nie ma więc przypadku czy konieczności, przymusu czy fatum; istnieje Słowo, które jest wolą i rozumem, miłością i wolnością, komunikowaniem się i słuchaniem, pytaniem i odpowiedzią…

Ta Mądrość była na początku „u Boga” i z Jego woli zwróciła się ku nam, całemu światu, by go stworzyć i zbawić; ale jednocześnie jest ona zawsze skierowana ku Ojcu. Rozbiła ona „namiot w Jakubie”, czyli wśród ludu Izraela. Potwierdzenie tego odnajdziemy w starotestamentalnym hymnie: Na Syjonie mocno stanęłam… zapuściłam korzenie w sławnym narodzie – posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie.

W Starym Testamencie mądrość, logos, to immanentny rozum świata, który podtrzymuje go i porządkuje. Słowo od wieczności jest więc życiem tego, co istnieje w czasie. Mądrość jest uważana za przymiot Boga i Jego obecność wśród ludzi. W Nowym Testamencie nabiera jednakże znaczenie nieporównywalnie wyższe. Mądrość Boża jawi się już nie tylko jako przymiot Stwórcy, ale jako Osoba Boska. Jest nią Jezus z Nazaretu, Syn Boży. W Chrystusie mądrość Boża przyjmuje ciało ludzkie i zamieszkuje wśród ludzi, by objawić nam tajemnicę Boga oraz poprowadzić nas prosto do Niego.

Objawienie to nie tyle dotyczy aktu poznania, co ma na celu włączenie ludzi w samo życie Boże, uczynienie nas dziećmi Bożymi. Przypomina nam o tym św. Paweł w słowach zwróconych do mieszkańców Efezu: Bóg wybrał nas i przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4–5). Czy jesteśmy jednak w mocy zrozumieć plan samego Boga? Apostoł modli się więc, by Bóg udzielił adresatom jego pouczeń „ducha mądrości i objawienia” oraz oświecił oczy ich serca, by widzieli, czym jest nadzieja, do jakiej ich powołał (Ef 1,17–18).

W tym pierwszym tygodniu nowego roku, dokładnie 4 stycznia, obchodzić będziemy wspomnienie św. Anieli z Foligno, mistyczki włoskiej zmarłej w 1309 r., której nadano tytuł Mistrzyni teologów. Niejednokrotnie rozważała ona tę wielką tajemnicę. Naoczni świadkowie tak opisują pewne wydarzenie z jej życia: Blisko czasu jej przejścia do Chrystusa, powiedziała: „Słowo stało się ciałem”. – Zamilkła na długą godzinę, a potem, jakby wracając z bardzo daleka, dodała: – Ach, każde stworzenie słabnie! Cały rozum aniołów nie wystarczy! – Zapytano ją: W czym każde stworzenie słabnie? Do czego nie wystarczy cały rozum aniołów? – Odpowiedziała: Aby to rozumieć…

Któż więc, jak nie Jezus, Mądrość i Słowo Boga, może objawić ludziom tę Bożą tajemnicę? Słuchając i kontemplując Jezusa, odkrywamy z Jego łaską wspaniały plan Boga odnośnie do naszego zbawienia, uświadamiamy sobie, do jakiej nadziei zostaliśmy powołani.

Prolog Ewangelii wg św. Jana wprowadza nas wspaniale w tę wielką tajemnicę. Jeśli połączymy pierwsze słowa hymnu o Logosie, które dobrze znamy: Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo (w. 1) z ostatnimi: Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył (w. 18), to przynajmniej po części uświadamiamy sobie, do przeżywania jakiej rzeczywistości zostaliśmy zaproszeni przez Boga.

I chociaż Bóg jest transcendentny, nieogarniony; całkowicie przerasta nas zrozumienie Jego Boskiego bytu, to kolejnym wielkim szokiem jest fakt, że właśnie On chce przebywać z nami… Ten, który jest od początku (en arche). W Nim odnajdujemy źródło głębokiego, wewnętrznego życia ze Stwórcą. W Nim, boskim Logosie poznajemy odwieczną miłość Boga, Jego przyjaźń do nas… Dlatego – jak oznajmiają nam kolejne wersy Prologu – Odwieczne Słowo, Mądrość staje się dla nas człowiekiem. Wciela się w naszą historię, abyśmy w Nim mogli doświadczyć, przeżyć bliskość Boga, który jest nieogarniony.

W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga,

ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego (…) My miłujemy [Boga],

ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował (1 J 4,10.19)

– czytamy w Pierwszym Liście św. Jana.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Objawienie Pańskie • 6 I

OBJAWIENIE PAŃSKIE

6 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Iz 60,1-6

Psalm: 72

II czytanie: Ef 3,2-3a.5-6

Ewangelia: Mt 2,1-12

Dostępne w wersji pełnej

Chrzest Pański • 10 I

CHRZEST PAŃSKI

10 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Iz 42,1-4.6-7

Psalm: 29

II czytanie: Dz 10,34-38

Ewangelia: Łk 3,15-16.21-22

Dostępne w wersji pełnej

2 niedziela okresu zwykłego • 17 I

2

NIEDZIELA

OKRESU ZWYKŁEGO

17 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Iz 62,1-5

Psalm: 96

II czytanie: 1 Kor 12,4-11

Ewangelia: J 2,1-12

Dostępne w wersji pełnej

3 niedziela okresu zwykłego • 24 I

3

NIEDZIELA

OKRESU ZWYKŁEGO

24 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Ne 8,1-4a 5-6.8-10

Psalm: 19

II czytanie: 1 Kor 12,12-30

Ewangelia: Łk 1,1-4; 4,14-21

Dostępne w wersji pełnej

4 niedziela okresu zwykłego • 31 I

4

NIEDZIELA

OKRESU ZWYKŁEGO

31 stycznia 2016

rok C

I czytanie: Jr 1,4-5.17-19

Psalm: 71

II czytanie: 1 Kor 12,31-13,13

Ewangelia: Łk 4,21-30

Dostępne w wersji pełnej

Ofiarowanie Pańskie • 2 II

OFIAROWANIE

PAŃSKIE

2 lutego 2016

rok C

I czytanie: Ml 3,1-4 lub Hbr 2,14-18

Psalm: 24

Ewangelia: Łk 2,22-40

Dostępne w wersji pełnej

5 niedziela okresu zwykłego • 7 II

5

NIEDZIELA

OKRESU ZWYKŁEGO

7 lutego 2016

rok C

I czytanie: Iz 6,1-2a.3-8

Psalm: 138

II czytanie: 1 Kor 15,1-11

Ewangelia: Łk 5,1-11

Dostępne w wersji pełnej

Środa Popielcowa • 10 II

ŚRODA POPIELCOWA

10 lutego 2016

rok C

I czytanie: Jl 2,12-18

Psalm: 51

II czytanie: 2 Kor 5,20-6,3

Ewangelia: Mt 6,1-6.16-18

Dostępne w wersji pełnej

1 niedziela Wielkiego Postu • 14 II

1

NIEDZIELA

WIELKIEGO POSTU

14 lutego 2016

rok C

I czytanie: Pwt 26,4-10

Psalm: 91

II czytanie: Rz 10,8-13

Ewangelia: Łk 4,1-13

Dostępne w wersji pełnej

2 niedziela Wielkiego Postu • 21 II

2

NIEDZIELA

WIELKIEGO POSTU

21 lutego 2016

rok C

I czytanie: Rdz 15,5-12.17-18

Psalm: 27

II czytanie: Flp 3,17-4,1

Ewangelia: Łk 9,28b-36

Dostępne w wersji pełnej

3 niedziela Wielkiego Postu • 28 II

3

NIEDZIELA

WIELKIEGO POSTU

28 lutego 2016

rok C

I czytanie: Wj 3,1-8a.13-15

Psalm: 103

II czytanie: 1 Kor 10,1-6.10-12

Ewangelia: Łk 13,1-9

Dostępne w wersji pełnej

SYTUACJE DUSZPASTERSKIE

Światowy Dzień Chorego Świętych Cyryla i Metodego Kazania pasyjne Homilia chrzcielna Homilia pogrzebowa Godzina Święta Pierwszy piątek Materiały formacyjne dla ministrantów Spotkanie wspólnoty różańcowej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

DROGA KRZYŻOWA

Teksty rozważań

do wykorzystania podczas nabożeństw

w okresie Wielkiego Postu

pod red. ks. Macieja K. Kubiaka

Rozważania dla dorosłych

Dostępne w wersji pełnej

Rozważania dla młodzieży

Dostępne w wersji pełnej

Rozważania dla dzieci

Dostępne w wersji pełnej

Modlitwy powszechne

Dostępne w wersji pełnej

WYDAWCA

Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha Sp. z o.o.

ul. Chartowo 5

61-245 Poznań

www.swietywojciech.pl

Redakcja „Biblioteki Kaznodziejskiej”

www.bkaznodziejska.pl

tel. 61 659 37 44

bkaznodziejska@swietywojciech.pl

Prenumerata

tel. 61 659 37 56

prenumerata@swietywojciech.pl

ISNN 0208-7413

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com