18 osób interesuje się tą książką

Opis

Reporterska opowieść o najbardziej kontrowersyjnym prawicowym premierze w dziejach Izraela – Beniaminie Netanjahu. Autor próbuje zrozumieć fenomen tego polityka, odkryć źródła jego sukcesu politycznego oraz niebywałej zdolności skutecznego balansowania w niezwykle podzielonym wewnętrznie państwie. Nie jest to jednak wyłącznie biografia polityczna. Anshel Pfeffer kreśli bowiem wielobarwną, pełną niezwykle ciekawych szczegółów opowieść rodzinną i społeczną. Splecione ze sobą wątki pozwalają zanurzyć się w świecie Izraela i zrozumieć zachodzące w nim procesy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 642

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: BIBI: The Turbulent Life and Times of Benjamin Netanyahu
© Estate of Batya Gur First Published by Keter Publishing House, Jerusalem, 1991
Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga Copyright © 2019 for the Polish translation by Anna Halbersztat (under exclusive license to Wydawnictwo Sonia Draga)
Projekt okładki: Studio Litera Luba Ristujczina / www.studiolitera.pl
Zdjęcie na okładce: © Sebastian Scheiner – Pool/Getty Images
Redakcja: Krystyna Podhajska
Korekta: Edyta Malinowska-Klimiuk, Iwona Wyrwisz, Aneta Iwan
ISBN: 978-83-66460-65-2
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o. ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28 e-mail:[email protected]book.com/PostFactumSoniaDragawww.facebook.com/WydawnictwoSoniaDraga
E-wydanie 2020
Konwersja:eLitera s.c.

Dla Davida Landaua, błogosławionej pamięci

Prolog

Izrael Netanjahu

BENIAMIN NETANJAHU USIADŁ NA wąskiej ławce. Opuchlizna pod jego oczami była widoczna mimo telewizyjnego makijażu. Sikorsky Sea Stallion odleciał z lądowiska dla helikopterów przy szpitalu Hadassa i skierował się na południe, nad Pustynię Judzką. Netanjahu, w prostokątnych okularach do czytania, w których rzadko pojawiał się publicznie, przeglądał uważnie aktualne informacje otrzymane od wywiadu. Ale przez większość godzinnej podróży wydawał się zatopiony we własnych myślach.

Czterdzieści lat wcześniej – jako młody porucznik służb specjalnych – latał takim helikopterem, kiedy dowodził swoim zespołem komandosów w głębi terytorium wroga. Większość tych misji pozostaje utajniona. Ta podróż odbywała się jawnie: Netanjahu miał odwiedzić plac budowy nowego przejścia granicznego między Izraelem a Egiptem.

Dwa lata wcześniej Netanjahu odzyskał władzę. I oto w połowie drugiej kadencji przyszło mu się zmierzyć z największym wyzwaniem od czasu reelekcji. Tamtego lata w Tel Awiwie pojawił się oddolny ruch protestacyjny, któremu dał początek wpis na Facebooku pewnej młodej kobiety – Daphni Leef. Rozwścieczona podwyżką czynszu, rozbiła ona namiot na bulwarze Rothschilda. Na wieść o tym tysiące młodych ludzi, a nawet całych rodzin, także rozbiło namioty w Tel Awiwie i innych miastach Izraela.

Publiczny gniew wywołała pogłębiająca się przepaść między nieliczną grupą przedsiębiorców i biznesmenów, zarabiających miliony dzięki napędzanemu zaawansowanymi technologiami sukcesowi ekonomicznemu Izraela, a większością społeczeństwa zmagającą się z rosnącymi cenami mieszkań i artykułów konsumpcyjnych. Tej przepaści rząd Netanjahu nie potrafił zmniejszyć.

Izrael przetrwał globalny kryzys finansowy lat 2008–2010 właściwie bez uszczerbku. Bezrobocie spadło, produkt krajowy brutto (PKB) wzrósł, a niemal co tydzień nagłówki w gazetach ogłaszały kolejną sprzedaż jakiegoś izraelskiego start-upu za kilkaset milionów, a czasem nawet za miliardy dolarów. Mimo to narzekania młodych Izraelczyków z klasy średniej, którzy nie byli w stanie kupić domu na własność ani żyć komfortowo bez spłacania miażdżącego długu, rozbrzmiewały coraz głośniej.

Rząd podjął dość niepoważne próby uciszenia krytyków: ogłaszał reformy mieszkaniowe i powołał specjalną komisję do badania problemów klasy średniej. Na razie sondaże pokazywały, że nie zmniejszyło to popularności ani samego Netanjahu, ani jego prawicowej partii Likud. Ale co najmniej jeden minister ostrzegał: „[...] jeśli to potrwa dłużej, możemy się pożegnać z władzą po następnych wyborach”[1].

Netanjahu nie miał ochoty zmieniać swojej polityki gospodarczej. Wierzył, że reformy ekonomiczne, które przeprowadził w latach 2003–2005 jako minister finansów, uratowały gospodarkę kraju przed recesją – ogarnęła ona wówczas niemal cały świat. Po wygranych wyborach w 2009 roku nagrodził się tytułem Naczelnego Ministra Spraw Gospodarczych. Jego zdaniem grupa niebezpiecznych lewicowych anarchistów finansowanych przez kapitał zagraniczny nie mogła sprowadzić gospodarki z wyznaczonego kursu. Dlatego raczej zmieniłby strategię polityczną, niż zajmował się nimi.

Lot helikopterem na południe stanowił słabo zawoalowaną próbę odzyskania kontroli nad przekazami medialnymi. Budowa muru bezpieczeństwa trwała od lat, ale po przeprowadzonym w Egipcie ataku terrorystycznym, w którym zginęło ośmiu Izraelczyków, Netanjahu przeforsował decyzję o przyznaniu dodatkowego miliarda szekli na sfinansowanie wzmocnionego muru, długiego na dwieście pięćdziesiąt kilometrów i wysokiego na pięć metrów. Potraktował jego budowę priorytetowo. Podczas pierwszej wizyty na jednym z ukończonych już odcinków Netanjahu towarzyszyli korespondenci zajmujący się obronnością, pracujący dla największych mediów. Łatwo przewidzieć, że nie zamierzali oni – w przeciwieństwie do innych dziennikarzy – naciskać, by skomentował protesty w sprawie tej budowy. Ich obecność gwarantowała, że wizyta przebiegnie w odpowiedniej atmosferze.

Wylądowali w małym wadi[2], poza zasięgiem wzroku jakiegokolwiek snajpera, który mógł się czaić po drugiej stronie granicy. Netanjahu zawieziono konwojem kuloodpornych jeepów do przygotowanego w pobliżu stanowiska obserwacyjnego. Ustawiono tam klimatyzowany namiot z poczęstunkiem. Sprowadzono kilkudziesięciu starszych oficerów, by stworzyli tło dla premiera oglądającego mur. Ekipy filmowe podprowadzono bliżej, żeby mogły nakręcić materiał o fortyfikacji nie do zdobycia i zaprezentować go widzom. Po odprawie i po obejrzeniu długiego muru wijącego się w stronę horyzontu Netanjahu stanął na podium, aby wygłosić kilka starannie przygotowanych zdań i odpowiedzieć na proste pytania dziennikarzy.

Miał tak dobry humor, że w drodze powrotnej do Jerozolimy usiadł z przodu między dwoma pilotami, na składanym siedzeniu szefa załogi. Dodatkowo podekscytował go spektakularny widok na pustynię Negew i rozpościerające się za nią centralne terytorium Izraela. Z pewnością czuł, że wizyta przy murze była sukcesem; wracał tam w towarzystwie dziennikarzy jeszcze dwa razy w ciągu kolejnych szesnastu miesięcy.

Wzmocniony mur stał się popisowym projektem Netanjahu, urzeczywistnieniem metaforycznego żelaznego muru, chroniącego Żydów przed wrogo nastawionymi arabskimi sąsiadami, o którym w 1923 roku mówił Ze’ew Żabotyński, ojciec duchowy izraelskiej prawicy. Mur miał nie tylko udaremniać ataki terrorystyczne, lecz także zatrzymywać afrykańskich imigrantów uciekających ze zubożałego i rozdartego wojną Półwyspu Somalijskiego. Ten stary, rozpadający się sforsowały bowiem dziesiątki tysięcy imigrantów. Większość z nich dotarła do podupadłych dzielnic południowego Tel Awiwu. Wiedli tam nędzne życie, ponieważ nie uzyskali zalegalizowania pobytu.

Na ostatnim posiedzeniu gabinetu przed wyborami 2013 roku Netanjahu dumnie ogłosił: „[...] dzięki wybudowaniu muru całkowicie powstrzymaliśmy przenikanie dywersantów do izraelskich miast. W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy żaden dywersant nie dostał się do naszych miast”. Było to „jedno z największych dokonań inżynieryjnych w państwie Izrael”[3]. Tym, którzy oskarżali Izrael o znęcanie się nad uchodźcami, odpowiedział: „W Izraelu nie ma problemu z szukającymi azylu – a to są nielegalni imigranci zarobkowi”[4]. Stwierdził, że Izrael ma prawo kontrolować swoje granice, choć – o ironio – przez całą swoją karierę polityczną starał się, by Izrael nie miał jasno określonych ani uznanych na forum międzynarodowym granic.

W ostatnich latach kraje Zachodu nie radzą sobie z napływem imigrantów masowo uciekających przed wojną i biedą. W Izraelu pod rządami Netanjahu żelazny mur dla wielu stał się źródłem dumy. Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych uzasadnienie dla istnienia muru wydawało się jeszcze solidniejsze – Stany Zjednoczone zaczęły rozważać wybudowanie swojego na granicy z Meksykiem.

Netanjahu przez większość kariery wmawiał Amerykanom, że mają wiele wspólnego z Izraelczykami, i próbował przekonać Izraelczyków, że pomimo życia w „niebezpiecznej okolicy” mogą stworzyć u siebie własną wersję Stanów Zjednoczonych, z odpowiednikami Wall Street i Doliny Krzemowej na brzegach Jordanu.

Według Netanjahu Stany Zjednoczone wysyłają swoje siły zbrojne w różne rejony świata, żeby usuwać wszelkie zagrożenia – rzeczywiste lub wymyślone – dla swojego bezpieczeństwa i swoich interesów, natomiast Izrael nie może sobie pozwolić nawet na pojawienie się takich zagrożeń. Niewiele uczynił, żeby przeciąć węzeł gordyjski, jakim jest izraelska okupacja Palestyny. Zamiast tego zrobił wszystko, co w jego mocy, by stworzyć iluzję, dzięki której większość Izraelczyków sądzi, że cieszy się zachodnim stylem życia i korzyściami wynikającymi z demokracji. Tymczasem ich ukochana armia sprawuje kontrolę nad populacją niewiele mniejszą od nich i nie wpuszcza do kraju dywersantów, którzy chcieliby zniszczyć izraelski raj.

„Żelazny mur” według Żabotyńskiego miał działać odstraszająco i ostatecznie sprawić, że Żydzi i Arabowie współistnieliby, szanując się nawzajem. Według Netanjahu mur wzniesiony między Afryką a Azją zapewni Izraelowi bezpieczeństwo, ponieważ zatrzyma wrogów, udaremni ataki Arabów i zapobiegnie napływowi mieszkańców Afryki.

TA KSIĄŻKA OPOWIADA O CZŁOWIEKU. Opowiada także historię narodu. Beniamin Netanjahu urodził się siedemnaście miesięcy po narodzinach państwa Izrael. Był pierwszym przywódcą Izraela, a w czasie, gdy pisałem tę książkę – jedynym przywódcą urodzonym w nowym państwie.

Historia Izraela przez lata była opowiadana najczęściej z perspektywy pokolenia jego założycieli. Była to historia Dawida Ben Guriona, Goldy Meir, Moszego Dajana oraz ich rówieśników – pokolenia pionierów Izraela, którzy przybyli z Europy Wschodniej, założyli kibuce, stworzyli armię i nią dowodzili. Ale zawsze istniała też narracja alternatywna.

Przegrani syjonistycznego przedsięwzięcia – członkowie prawicowego ruchu rewizjonistycznego, religijni żydzi, Mizrachijczycy[5] emigrujący z krajów arabskich, drobna burżuazja z nowych miast i miasteczek – mieli się stopić w jedno jak metale w tyglu, ich istnienie zaś chciano wymazać z oficjalnej historii Izraela. Plan nie wypalił, nie powstał „nowy Żyd”. I to właśnie owi przegrani dominują w drugiej połowie historii Izraela, a Beniamin Netanjahu stał się ich orędownikiem.

Netanjahu należy i do starej „elity rządzącej”, i do gniewnych przegranych. Ma również wiele wspólnego z Amerykanami – w Stanach Zjednoczonych spędził większą część młodości i tam rozpoczął karierę zawodową. Wierzy, że rozumie Amerykanów i dogaduje się z nimi nawet lepiej niż niektórzy ich prezydenci. A kiedy uznaje to za koniecznie, rzuca im wyzwanie na ich własnym podwórku. Niektórzy żartobliwie sugerują, że stara się on uczynić z Izraela pięćdziesiąty pierwszy stan Ameryki. Mylą się. On jest zagorzałym zwolennikiem żydowskiej suwerenności, przekonanym o swojej osobistej roli w historii jako człowieka zapewniającego Izraelowi przetrwanie, stabilizację i dobrobyt. Jego poczucie uprzywilejowania w ostatnich latach znajduje wyraz w autokratycznym stylu rządzenia. Natomiast Netanjahu żarliwie wierzy, że i Izrael, i Stany Zjednoczone są najważniejszymi państwami świata. Więź między tymi dwoma krajami uważa za silniejszą niż ta, którą Winston Churchill opisywał jako „specjalne relacje” między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. I choć wielu osobom takie poglądy wydają się śmieszne, w Ameryce nie brakuje ludzi wpływowych, gotowych je zaakceptować i umocnić.

Izrael Netanjahu cieszy się standardem życia w stylu amerykańskim, a jednocześnie okupuje zbrojnie najbliższych sąsiadów. Ogradza Bliski Wschód wysokim murem, a sam podtrzymuje relacje ze Stanami Zjednoczonymi – swoją bratnią duszą, od której dzieli go dziesięć tysięcy kilometrów. Na kształt tego Izraela mają wpływ zarówno fobie wywodzące się z czasów starożytnych, jak i powszechnie tam stosowane zaawansowane technologie, cechuje go połączenie plemienności i globalizmu. To samo można powiedzieć także o Netanjahu. Nie można zrozumieć Izraela bez zrozumienia człowieka, który stoi na jego czele.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Sfrustrowani miłośnicy Syjonu1879–1948

1.

„Mówca najwyższej łaski”

RODZINA NETANJAHU STAŁABY SIĘ zapewne jedną z dynastii założycielskich Izraela, tak jak Dajanowie, Weizmannowie czy Herzogowie, gdyby dwaj pierwsi mężczyźni noszący to nazwisko podchodzili do życia mniej ideologicznie, a bardziej pragmatycznie. Ojciec i dziadek Beniamina Netanjahu byli uczonymi – pisarzami i oratorami, ludźmi słowa, nie czynu. Chociaż podzielali wiele przekonań założycieli państwa, nie byli pionierami, bojownikami ani politykami.

Natan Milejkowski urodził się w 1879 roku w małym miasteczku Krewo, na dzisiejszej Białorusi, niedaleko granicy z Litwą. W tym czasie Krewo i jego etniczni litewscy oraz żydowscy mieszkańcy byli poddanymi Imperium Rosyjskiego. On i jego rodzina, tak jak większość z pięciu milionów Żydów w strefie osiedlenia (obszar Rosji, na którym Żydzi mogli mieszkać), cierpieli biedę. Ojciec Natana, Cwi Milejkowski, był chłopem i próbował wyżyć z uprawiania dzierżawionej ziemi.

Rodzinny mit głosi, że Natan już jako dziesięciolatek został wysłany do Wołożyna, by uczyć się w tamtejszej słynnej jesziwie. Choć jesziwa miała wielu nastoletnich studentów, rzadko zdarzali się wśród nich aż tak młodzi. Cwi nie miał pieniędzy ani na sfinansowanie podróży syna do odległego o trzydzieści kilometrów miasta, ani na opłacenie dla niego stancji i posiłków. Zapewne koszty te pokrywało kilka rodzin w Krewie lub jakiś zamożny krewny został jego mecenasem.

Natan od pierwszych dni wyróżniał się pobożnością i pracowitością, potrafił długie godziny spędzać w sali do nauki i zgłębiać tajemnice Talmudu. Wołożyn nie był bowiem dla początkujących. Od studentów oczekiwano, że przyjadą z wiedzą pozwalającą na rozszyfrowanie niezwokalizowanej[6] plątaniny zdań hebrajskich i aramejskich oraz mnóstwa komentarzy.

Nauka w jesziwie wiązała się niewątpliwie z awansem społecznym. Dla utalentowanych chłopców z biednych rodzin istniał tylko ten jeden sposób wyrwania się ze sztetlowej egzystencji. Jednak mieli oni dojmującą świadomość swoich ograniczonych perspektyw: przygotowywano ich do bycia rabinami. Zakazano im czytania książek z dziedziny nauk ścisłych i filozofii oraz nauki języków obcych. Niektórzy robili to potajemnie, zdawali sobie jednak sprawę, że ich szanse dostania się na uniwersytet są niewielkie. Obowiązująca wówczas zasada numerus clausus (łac. zamknięta liczba) ograniczała liczbę żydowskich studentów na rosyjskich uniwersytetach[7].

Niektórzy studenci jesziwy wstępowali do tajnych stowarzyszeń skupiających zwolenników nowych idei kiełkujących w rozpadającym się carskim imperium. Jednych pociągały rewolucyjne traktaty rosyjskich narodników. Inni czytali broszury anarchistyczne, socjalistyczne i marksistowskie. Zafascynowanie tymi ideologiami zwykle prowadziło do porzucenia tradycyjnego żydowskiego stylu życia, a nawet do asymilacji. Istniała jednak jedna rewolucyjna ideologia, której korzenie, tak jak i korzenie Talmudu, sięgały świętych tekstów biblijnych.

Fala morderczych pogromów przetaczających się przez Rosję w latach 1881–1882 spowodowała, że wielu Żydów zaczęło się poważnie zastanawiać nad przyszłością. Dla świeckich zasymilowanych Żydów liczących na całkowite zrównanie w prawach z Rosjanami było to brutalne zderzenie z rzeczywistością. U religijnych Żydów, nadal wierzących w Mesjasza, którego nadejście umożliwi im odbudowę świątyni w Jerozolimie, nasilało się przekonanie, że oczekiwanie na jego przybycie trwa zbyt długo. Rozwiązaniem dla wielu okazała się emigracja. Do wybuchu I wojny światowej w 1914 roku ponad dwa miliony Żydów opuściły Rosję. Większość z nich osiedliła się w Stanach Zjednoczonych. Jednak niektórzy, zarówno świeccy intelektualiści, jak i studenci jesziwy, zaczęli planować powrót do starożytnej ojczyzny.

Chowewej Syjon – Miłośnicy Syjonu – byli prekursorami syjonistów. Lokalne grupy powstawały spontanicznie w licznych miastach Europy Wschodniej. Stały się forami dyskusyjnymi i gromadziły fundusze na emigrację do Erec Israel, historycznej ziemi Izraela, podzielonej wówczas między cztery dzielnice Imperium Osmańskiego. Członkowie ugrupowania sfinansowali i wspierali powstanie tam pierwszych od wielu wieków żydowskich osad rolniczych. Chowewej Syjon stał się pierwszym międzynarodowym żydowskim ruchem nacjonalistycznym.

Zanim Natan Milejkowski przybył do Wołożyna, jesziwa stała się ośrodkiem aktywistów Chowewej Syjon, choć większość rabinów potępiała tak niebezpieczne idee. Natana porwała ta nowa wizja żydowskiego przeznaczenia. Zdominowała ona życie jego samego, jego najstarszego syna i jego wnuków.

Ruch Chowewej Syjon poprzedzał żydowskie przebudzenie Teodora Herzla. Jako młody dziennikarz Herzl opisywał proces Alfreda Dreyfusa w Paryżu w 1894 roku. Zaniepokoiły go zarówno skazanie tego oficera o żydowskim pochodzeniu na podstawie sfingowanych dowodów szpiegostwa, jak i antyżydowska furia paryskiego tłumu. Wkrótce potem mieszkańcy Wiednia, rodzinnego miasta Herzla, wybrali na burmistrza Karla Luegera, demagoga i antysemitę. Herzl uznał, że Żydzi potrzebują własnego suwerennego państwa. Dlatego stał się twórcą politycznego syjonizmu. Był zasymilowanym Żydem ze świeckiej rodziny, nie miał wielkiej wiedzy na temat judaizmu. Ale wielu z jego pierwszych zwolenników dorastało w środowisku wiernym tradycji. Nadal znajdowali się w szarej strefie, gdzieś pomiędzy zaściankowym jidyszkajtem sztetli a tym, co wkrótce stanie się światową inicjatywą na rzecz ustanowienia państwa żydowskiego. Natan Milejkowski wcześnie został akolitą przywódców rosyjskiego syjonizmu, Jechiela Czlenowa i Ja’akowa Maze.

Przed opuszczeniem Wołożyna Natan został ordynowany na rabina, lecz nigdy nie pełnił tej funkcji. Zarabiał na życie jako wychowawca i mówca syjonistyczny. Podróżował koleją po całym imperium, by szerzyć wiedzę o ruchu wśród prześladowanych Żydów. Korzystał ze starożytnych metod retorycznych wędrownych rabinów, przemawiał do słuchaczy w prostym jidysz, nawiązującym do języka świętych ksiąg, i zyskał reputację płomiennego agitatora.

Rosyjscy syjoniści podziwiali Herzla, ale stanowczo sprzeciwiali mu się w sprawie Planu Uganda, brytyjskiej propozycji z 1903 roku, by ustanowić żydowskie państwo we wschodniej Afryce. Herzl wspierał ten plan, choć niechętnie, z dwóch powodów. Po pierwsze, przeraziła go nowa fala pogromów w Rosji. Po drugie, wiedział, że władcy osmańscy odmówili dyskusji na temat jakiejkolwiek formy żydowskiej autonomii na terenach dawnej Ziemi Izraela. Poza tym przeważająca większość rosyjskich delegatów na VI Kongresie Syjonistycznym w sierpniu 1903 roku, wraz z reprezentantami pierwszych osadników w Palestynie, stanowczo sprzeciwiała się nawet rozważaniu kwestii utworzenia państwa żydowskiego w innym miejscu niż Syjon. Różnica poglądów doprowadziła do rozłamu między członkami ruchu – nie zmieniło się to aż do śmierci Herzla rok później.

Natan Milejkowski wyjaśnił Bencyjonowi, swojemu synowi, powody, dla których sprzeciwiał się Planowi Uganda: „Byliśmy przeciwni temu planowi, ponieważ wierzyliśmy, że można go zrealizować. Przez wiele stuleci Żydzi tak dużo poświęcili dla Syjonu. Przelewali dla niego krew, modlili się, by do niego wrócić, związali swoje najgłębsze nadzieje z jego odrodzeniem – uznaliśmy, że byłoby nie do pomyślenia zdradzić pokolenia Żydów walczących i umierających dla Syjonu”[8].

Wielka Brytania pod presją własnych osadników w Afryce szybko wycofała się ze swojej propozycji i podczas VII Kongresu Syjonistycznego w 1905 roku, pierwszego bez udziału Herzla, Plan Uganda oficjalnie pogrzebano. Jednak nie zlikwidowało to rozłamu.

Zwolennicy „politycznego syjonizmu”, głównie delegaci z Europy Środkowej i Wschodniej, należący dawniej do bliskiego otoczenia Herzla, wierzyli, że priorytetem musi być kontynuacja wysiłków dyplomatycznych prowadzących do tego, by mocarstwa osiągnęły porozumienie w sprawie państwa wspólnoty żydowskiej w Palestynie. Delegaci rosyjscy i palestyńscy spierali się ostro. „Pragmatyczni syjoniści” żądali, by wszystkie zasoby przeznaczać na zachęcanie Żydów do emigracji do Syjonu i budowania tam nowych osiedli, nawet bez uzyskania międzynarodowej zgody.

Namiętności rozgorzały. Natan Milejkowski na VIII Kongresie Syjonistycznym w 1907 roku oskarżył współdelegatów popierających Plan Uganda o „zdradę wszystkich pokoleń”[9]. Beniamin Netanjahu przechowuje fotografię dziadka przemawiającego na tym kongresie.

Dwudziestodziewięcioletni Natan ożenił się z Sarą Lurie, która tak jak on była Litwinką i zwolenniczką Chowewej Syjon. Zamieszkali w Warszawie. On objął posadę nauczyciela hebrajskiego w gimnazjum żydowskim. W 1910 roku urodził się ich pierwszy syn – Bencyjon (Syn Syjonu). Nastała dekada niepokojów i wojny. Milejkowski podróżował mniej niż kiedyś, za to z zaangażowaniem pisał polemiki w żydowskich gazetach Europy Wschodniej. Z powiększającą się rodziną postanowił w domu rozmawiać po hebrajsku. Nawet syjoniści uznali to zachowanie za niekonwencjonalne. Publikowane teksty zaczął podpisywać pseudonimem Netanjahu (Dany przez Boga), imieniem pomniejszych postaci ze Starego Testamentu z okresu Pierwszej Świątyni. Później kilkoro jego dzieci przyjęło ten pseudonim jako swoje nazwisko.

W 1920 roku, po rozpadzie Imperium Osmańskiego, Liga Narodów udzieliła Wielkiej Brytanii mandatu do zarządzania Palestyną. Tym samym zakończyło się czterystuletnie tureckie panowanie w tym regionie. Milejkowski postanowił zrealizować plan, do którego namawiał wszystkich od dwudziestu lat, i wyemigrować z Sarą oraz siódemką dzieci do Syjonu. Podróż, najpierw lądem do Triestu, a następnie morzem, dała im się we znaki. Po przyjeździe było niewiele łatwiej. Milejkowski musiał utrzymywać dużą rodzinę, więc przyjął posadę dyrektora szkoły w leżącym na północy Safedzie.

W tamtych czasach Galilea była miejscem raczej opuszczonym, a liczba jej żydowskiej ludności malała z powodu problemów finansowych i trudnych, szkodliwych dla zdrowia warunków życia. Safed, wówczas miasto żydowsko-arabskie, którego dni świetności jako centrum żydowskiej nauki i żydowskiego mistycyzmu dawno minęły, zamieszkiwali głównie zubożali potomkowie rodzin żydowskich, które osiedliły się tutaj po wygnaniu Żydów z Hiszpanii w 1492 roku. Niecałe dwa lata po zamieszkaniu w Safedzie Milejkowski skorzystał z okazji i przeprowadził się do Jerozolimy. Keren HaJesod, nowo powstały pion finansowy ruchu syjonistycznego, zaoferował mu tam pracę.

Milejkowski nie został długo w Jerozolimie. Wkrótce Keren HaJesod wysłał go do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkały miliony Żydów ze Starego Kontynentu. Kolejny raz jego oratorskie umiejętności wykorzystano w sprawie syjonistycznej. Przez cztery lata podróżował do różnych żydowskich społeczności. Przemawiał w jidysz w synagogach i małych salach, apelując do tych, którzy prowadzili wygodne życie w Nowym Świecie, by pomogli ustanowić państwo na terenach starożytnej ojczyzny. Podczas jego długich wyjazdów – w niektórych towarzyszyła mu Sara – dziewięcioro ich dzieci mieszkało w szkolnych internatach.

Przemowy Milejkowskiego były bogate w odwołania do żydowskiej historii, opowieści z Biblii i Talmudu, biografii starożytnych żydowskich męczenników i rabinów. Malował w nich atrakcyjny obraz życia współczesnych pionierów odbudowujących Erec Israel. W 1926 roku w Nowym Jorku namawiał słuchaczy, by zwrócili się ku Wschodowi: „Dopóty, dopóki pozostanie jeden Żyd, choćby jeden, dla Ziemi Izraela oznacza to nadzieję i szansę. Osada, mała lub duża, biedna lub bogata, w ziemi ojców jest miejscem, w którym Żydzi odrodzą się i staną wielkim narodem”. Kpił z dobrobytu, jaki osiągnęli w Ameryce, pozostającej dla niego jedną z „obcych ziem nieczystych”[10]. „Na wygnaniu dom wypełniony bogactwem zachęca sąsiadów do kradzieży i rabunku. Dziś wiemy, jaką wartość ma dobrobyt na wygnaniu. Gdzie są nasi milionerzy z Rosji? Byli najbogatszymi ludźmi – nic z nich nie zostało. Wszystkie bogactwa na wygnaniu się skończyły, pieniądze zostały w rękach tych, którzy się przechrzcili lub zasymilowali”. Jego słuchacze sięgali do kieszeni, wpłacali na Keren HaJesod i zostawali w Ameryce[11].

Po powrocie do Palestyny Milejkowski wypadł z łask kierownictwa Keren HaJesod. Wyprowadził się na farmę w Herzeliji znajdującej się na północ od Tel Awiwu, która później przeistoczyła się w osadę rolniczą. W relacjach swoich dzieci jawi się jako człowiek kłótliwy, sfrustrowany brakiem wpływów w ruchu, któremu poświęcił całe życie. Grupy dominujące w syjonizmie coraz bardziej się sekularyzowały i kierowały ku socjalizmowi, a on utożsamiał się z ruchem religijnym Mizrachi (Merkaz Ruhani „Centrum duchowe”), prekursorami Narodowej Partii Religijnej i Żydowskiego Domu, nacjonalistycznego ruchu rewizjonistycznego, który zaczął się stawać osaczoną opozycją.

NATAN NETANJAHU MILEJKOWSKI ZMARŁ w lutym 1935 roku w wieku 55 lat. Naczelny rabin Abraham Izaak Kook wspominał go jako „mówcę najwyższej łaski” i posiadacza „serca wypełnionego miłością do Tory, miłością do ludu Izraela i miłością do ziemi Izraela”[12]. Jednak większość jego dzieci wybrała świeckie życie z dala od Izraela.

Choć wychwalany przez własnych potomków jako czołowy syjonista swojej epoki, znalazł się na marginesie historii syjonizmu, a jego pompatyczne przemowy żółkną w archiwach jidyszowej prasy. Mimo to ponad osiemdziesiąt lat od jego śmierci odmiana syjonizmu, jaką propagował – integrująca żydowski nacjonalizm z tradycją religijną – jest jedną z dominujących ideologii w Izraelu.

Wnukowie Milejkowskiego nigdy go nie poznali, jednak wywarł na nich potężny wpływ. Jedna apokryficzna anegdota stanowiła element retoryki politycznej Beniamina Netanjahu. Przez dwadzieścia lat pojawiała się w jego przemówieniach wyborczych.

Rzecz działa się pod koniec XIX wieku. Dwaj uczniowie jesziwy, mój dziadek Natan Netanjahu Milejkowski i jego młodszy brat Jehuda, stali na stacji kolejowej w jednym z krajów centralnej Europy. Nagle dostrzegła ich duża grupa antysemickich zbirów. Zaczęli wymachiwać kijami i krzyczeć:

– Śmierć Żydom!

Mój dziadek powiedział do brata:

– Uciekaj, Jehuda, uciekaj.

Próbował zatrzymać ten motłoch, by ratować brata. Strasznie go pobili i zostawili zakrwawionego na niemal pewną śmierć. Zanim dziadek stracił przytomność, pomyślał: „Co za wstyd. Co za wstyd, że potomek Machabeuszy leży w błocie pobity i bezsilny”. Obiecał sobie, że jeśli przeżyje noc, przeniesie się do ziemi Izraela i pomoże tam zbudować nową przyszłość dla narodu żydowskiego.

Na zakończenie Beniamin dodawał:

– Jestem tu dzisiaj jako premier Izraela dzięki obietnicy złożonej przez mojego dziadka[13].

Nie wiadomo, czy ta historia, podobnie jak inne historie z mitologii rodziny Netanjahu, jest prawdziwa. Ale na pewno należy do narracji stawiającej Beniamina Netanjahu i jego dynastię w centrum historii syjonizmu.

2.

„Propaganda, propaganda i propaganda”

JAKO DZIECKO I NASTOLATEK Bencyjon Netanjahu, najstarszy syn Natana i Sary, często zmieniał miejsce pobytu, ponieważ jego rodzice nigdzie długo nie zagrzali miejsca. Urodził się w Warszawie, a po przyjeździe z rodziną do Palestyny mieszkał w Jaffie, Tel Awiwie, Safedzie, Jerozolimie. Uczył się w kilku szkołach z internatem.

Rodzina Netanjahu osiedliła się w 1924 roku w nowej, mieszczańskiej dzielnicy Bejt HaKerem, wśród rozległych sosnowych lasów na północ od tętniącego życiem jerozolimskiego starego miasta. Na dom dla nich pieniądze wyłożył kuzyn, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Był to okres intensywnego żydowskiego budownictwa i organizowania nowych instytucji w tworzącym się państwie. Przywódców syjonistycznych zachwyciła deklaracja brytyjskiego sekretarza do spraw zagranicznych, Arthura Jamesa Balfoura, złożona w listopadzie 1917 roku. Mówiono w niej, że brytyjski rząd „sprzyja ustanowieniu w Palestynie żydowskiej siedziby narodowej”.

Natan Milejkowski był nieobecnym rodzicem, pochłoniętym pracą na rzecz syjonizmu. Po dwóch latach mieszkania w Jerozolimie wyruszył w długą podróż po Stanach Zjednoczonych, żeby tam pozyskiwać fundusze. Dla nastoletniego Bencyjona nauka w Seminarium Bejt HaKerem – w tamtych czasach najbardziej postępowym liceum hebrajskim w Palestynie, zajmującym się szkoleniem nowego pokolenia syjonistycznych nauczycieli – stanowiła miłe wytchnienie od niespokojnego rodzinnego życia. Aby zaznaczyć swoją pełnoletniość w nowym kraju, Bencyjon odrzucił polskie nazwisko ojca i przyjął jego pseudonim literacki – Netanjahu.

Szkołę ukończył w 1929 roku. Latem tamtego roku doszło do brutalnych wydarzeń, które wstrząsnęły rozwijającą się społecznością żydowską w Palestynie. Fala przemocy religijnej pochłonęła wiele ofiar: 133 zabitych i 339 rannych Żydów oraz 116 zabitych i 232 rannych Arabów.

Zamieszki wywołał rzekomo długotrwały spór o ustalenia dotyczące modlitw przy Ścianie Płaczu, jedynej pozostałości po żydowskiej świątyni w Jerozolimie oraz miejscu, w którym – według tradycji muzułmańskiej – prorok Mahomet przywiązał swojego skrzydlatego rumaka podczas nocnej podróży do Mekki. Wąska uliczka przy murze liczącym dwa tysiące lat należała do Jerusalem Islamic Waqf, islamskiego funduszu religijnego. Pod panowaniem Osmanów Żydzi mogli się tu modlić, pod warunkiem że nie wprowadzą w tym miejscu żadnych zmian. Żydowscy filantropi daremnie starali się wykupić to miejsce. Pod koniec lat 20. XX wieku grupy syjonistycznych nacjonalistów próbowały kwestionować jego status quo, domagali się postawienia tam ławek oraz tradycyjnej przegrody oddzielającej mężczyzn i kobiety.

Spór ten oczywiście miał głębsze podłoże, tak naprawdę nie chodziło o kwestie religijne ani o ławki. Kontrowersje dotyczące Ściany Płaczu, a także oskarżenia wygłaszane przez radykalnych przywódców arabskich, takich choćby jak Amin al-Husajni, mufti Jerozolimy, że Żydzi planowali zniszczyć meczet na Wzgórzu Świątynnym, znajdujący się po drugiej stronie muru, i odbudować świątynię, rozpaliły namiętności, wzbudzone po raz pierwszy przez Deklarację Balfoura dwanaście lat wcześniej. Wydarzenia z sierpnia 1929 roku dowiodły, jak zacięta jest żydowsko-arabska walka o własność ziemi. Dla wielu Żydów stanowiły jasny dowód, że Deklaracja Balfoura ani jakakolwiek inna forma międzynarodowego uznania żydowskiej państwowości nie wystarczy.

Każda ze stron miała swoją narrację. Jeśli chodzi o Żydów – w końcu wracali oni do domu z błogosławieństwem cywilizowanych narodów świata. Arabowie postrzegali siebie jako rdzenną społeczność uciskaną przez europejskich kolonizatorów wspieranych przez Imperium Brytyjskie. Niewielu Żydów zdawało sobie w pełni sprawę z tego, jak ich coraz bardziej widoczna obecność wpłynęła na miejscowych Arabów.

Sierpień 1929 roku uświadomił wszystkim, że dwa narody rywalizują o ten sam kawałek ziemi. Wcześniej syjoniści jakby o tym nie myśleli. Za najważniejsze uważali przekonanie sił wpływających na to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, by dały Żydom suwerenność. Świadomość, że Arabowie będą walczyć i że Brytyjczycy, mimo wielkich obietnic lorda Balfoura, nie zamierzali automatycznie zrealizować jego Deklaracji, doprowadziła do kolejnego rozłamu w ruchu syjonistycznym.

Przez kolejne dwie dekady toczyła się zajadła dyskusja, czy ruch syjonistyczny ma szukać wsparcia Wielkiej Brytanii oraz innych państw, a jednocześnie starać się wypracować kompromis z arabskimi sąsiadami, czy może powinien wytyczyć własną ścieżkę prowadzącą do uzyskania suwerenności i – jeśli to konieczne – siłowo skonfrontować się z Arabami. Przedstawiano także koncepcje pośrednie. Nie tylko rozważano kwestie dyplomatyczne, lecz starano się też rozstrzygać kwestie pragmatyczne. Czy społeczność żydowska (jiszuw) powinna położyć nacisk na budowę osad rolniczych i gospodarki kolektywnej, czy na ustanowienie niezależnej żydowskiej armii – mimo sprzeciwu Wielkiej Brytanii?

Powstające frakcje odzwierciedlały konkurujące ze sobą globalne ideologie początku XX wieku: od kapitalizmu Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych przez radykalny socjalizm Związku Radzieckiego, nowej potęgi rewolucyjnej, do nacjonalistycznego polskiego militaryzmu i włoskiego faszyzmu. Każda frakcja ruchu syjonistycznego miała wiele inspiracji. We wczesnych latach 30. XX wieku pojawiły się linie podziału wyznaczające późniejszą politykę Izraela.

W SIERPNIU 1929 ROKU Bejt HaKerem została zaatakowana przez mieszkańców pobliskiej wioski Dajr Jasin. Bencyjon Netanjahu wraz z rodziną i sąsiadami schronił się wówczas w nowym budynku kolegium, którego był absolwentem. Miał dziewiętnaście lat i należał już do jednego ze świeckich ugrupowań politycznych, które postanowiło nie brać pod uwagę roszczeń Arabów do ziemi i nie dać się zniechęcić polityką Brytyjczyków.

W 1928 roku Netanjahu dołączył do Nowej Organizacji Syjonistycznej (HaCohar), Światowego Związku Syjonistów Rewizjonistów, grupy opozycyjnej w ramach Światowej Organizacji Syjonistycznej. Był to akt buntu i wobec władz jiszuwu, i wobec wciąż nieobecnego ojca. Główną postacią syjonizmu rewizjonistycznego był frapujący człowiek, Ze’ew Żabotyński, który w 1925 roku założył HaCohar.

Ze’ew Żabotyński i Natan Milejkowski należeli do tego samego pokolenia rosyjskich syjonistów. Ale syjonizm Milejkowskiego opierał się na starożytnych żydowskich tekstach i legendach, Żabotyńskiego zaś był świecki, zainspirowany europejskim nacjonalizmem, zwłaszcza włoskiego rewolucjonisty Giuseppe Garibaldiego i Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Poglądy polityczne Natana i Bencyjona były podobne – odejście Bencyjona od religii stanowiło wyraz buntu wobec ojca. Dlatego też wychował swoich synów w duchu świeckiego syjonizmu.

Pragmatyczni przywódcy syjonistyczni podkreślali wagę zakładania osad rolniczych na terenie całego kraju jako podstawy autonomicznego państwa. Choć utworzyli niewielki oddział żydowskiej milicji, polegali głównie na ochronie Brytyjczyków. Żabotyński próbował stworzyć niezależną żydowską siłę bojową. Przeciwstawiał się Brytyjczykom bardziej zdecydowanie niż ostrożni syjonistyczni dyplomaci.

W chwili założenia HaCohar oficjalnie należała do nurtu syjonizmu rewizjonistycznego, lecz później stała się niezależna od niego. Żabotyński rozgniewał swoich syjonistycznych kolegów nieustępliwymi próbami stworzenia zbrojnych grup i budowania sojuszy z rządami różnych krajów europejskich. Brytyjczycy postrzegali go jako propagandzistę, a po szczególnie ognistej przemowie w 1929 roku, w której oskarżył rząd Brytyjskiego Mandatu Palestyny o antysemityzm i służenie interesom arabskim, ogłoszono go persona non grata w Palestynie i wypędzono. Resztę życia spędził poza Palestyną, ale nadal przemawiał i pisał w imieniu syjonizmu rewizjonistycznego.

Żabotyński był człowiekiem pełnym sprzeczności. Romantycznym ideologiem, poetą, powieściopisarzem, żarliwym przywódcą o skrajnie lewicowych poglądach, którego pociągała radykalna polityka Włoch początku XX wieku, w tym – przez pewien czas – faszyzm. Jednocześnie próbował wypowiadać się w duchu racjonalizmu. Jego spojrzenie pod pewnymi względami przypominało Hobbesowskie. Pisał, że jeśli naród ma przetrwać, musi „[...] trzymać się z dala, nieufnie, wiecznie na straży, z kijem przez cały czas, jedyna droga, by przetrwać w tej walce wilków”. Ostrzegał swoich zwolenników przed nacjonalizmem mistycznym i wierzył, że Żydzi muszą zasłużyć na szacunek innych narodów. Żądał zdecydowanego sprzeciwu wobec arabskiego wroga – „żelaznego muru żydowskich bagnetów” – a jednocześnie marzył o przyszłości, w której na obu brzegach Jordanu „[...] z bogactw naszej ziemi niech rozwija się pomyślnie Arab, Chrześcijanin i Żyd”[14].

Propagował demokrację i sprzeciwiał się kultowi przywódców, lecz jego rewizjonistyczny ruch zaakceptował go jako przywódcę przez aklamację. Przewodził mu aż do śmierci. Jego następca, Menachem Begin, prowadził ruch przez czterdzieści lat. W 1983 roku zastąpił go Icchak Szamir. Beniamin Netanjahu jest ich sukcesorem, czwartym przywódcą ruchu.

Żabotyński, w przeciwieństwie do pragmatycznych syjonistów, od początku nie miał złudzeń; już w 1923 roku zdał sobie sprawę, że miejscowa społeczność arabska będzie stawiać silny opór syjonizmowi. W eseju Żelazny mur napisał: „[...] rdzenni mieszkańcy będą zwalczać osadników, jak długo istnieje iskierka nadziei na pozbycie się obcych osad. Tak właśnie czynią Arabowie z ziemi Izraela i tak czynić będą, jak długo w ich sercach tli się iskierka nadziei, że mogą uniemożliwić »Palestynie« stanie się Ziemią Izraela”[15].

Największym wrogiem politycznym Żabotyńskiego był Dawid Ben Gurion, młody przywódca Mapai, Partii Robotników Ziemi Izraela. Ben Gurion, tak jak Żabotyński, odrzucił wczesną syjonistyczną zależność od dobrej woli Wielkiej Brytanii i reszty świata. „Nie otrzymamy ziemi od międzynarodowych kongresów. Nie otrzymamy ziemi w prezencie – ojczyzna jest tworzona i budowana przez władzę ludzi” – napisał. Ben Gurion nie wierzył, że kompromis z Arabami jest możliwy, uważał, że nie jest nawet pożądany. Już w 1924 roku ogłosił na spotkaniu politycznym, że jedyną drogą do suwerenności jest „[...] pomnożenie narodowych osad, miast i wsi”. Dzięki nim „[...] powstanie nasza autonomia terytorialna, poszerzy się i umocni, i zbudujemy państwo żydowskie”[16].

Ben Gurion przybył do Palestyny jako pionier i rolnik. Osiągnął znaczącą pozycję dzięki organizowaniu unii robotniczych i przewodzeniu im. Wierzył, że skolektywizowana siła robocza w kibucach i miastach utworzy podwaliny pod nowe państwo. Młodzi robotnicy stali się zaczątkiem Hagany (Obrony), milicji jiszuwu w Brytyjskim Mandacie Palestyny. Żabotyński odrzucał socjalizm Ben Guriona, opowiedział się więc za militarystyczną drogą stworzenia państwa.

Nowy Żyd Ben Guriona był ascetycznym pionierem rolnikiem, podczas gdy Żyd Żabotyńskiego – zdyscyplinowanym żołnierzem. Ben Gurion nazywał Żabotyńskiego faszystą; Żabotyński uważał Ben Guriona za niewykształconego defetystę.

Młodzi towarzysze Ben Guriona pracowali na polach kibuców, w fabrykach i warsztatach nowego syjonistycznego przemysłu. Zwolennicy Żabotyńskiego należeli do małej burżuazji, studiowali na uniwersytecie. Spędzali większość czasu na szkoleniach paramilitarnych. Paradowali w mundurach. Decyzja Bencyjona Netanjahu o dołączeniu do rewizjonistów nie była wyłącznie aktem młodzieńczego radykalizmu. Był to czysto ideologiczny wybór o dożywotnich konsekwencjach dla niego i jego synów. Oznaczał przede wszystkim spędzenie nadchodzących lat poza nawiasem głównego nurtu syjonizmu.

Natan Milejkowski przez całe życie próbował należeć do elit syjonistycznych. Natomiast jego syn wybrał Żabotyńskiego, który od tych elit odszedł.

BENCYJON NETANJAHU NIENAWIDZIŁ Uniwersytetu Hebrajskiego i odrzucał niemal wszystko, co on sobą reprezentował. Uniwersytet ten, jeden z filarów ekspansji ruchu syjonistycznego, otwarto w 1925 roku. Funkcję przewodniczącego zarządu sprawował Chaim Weizmann, lider Organizacji Syjonistycznej konsekwentnie działającej pod egidą Imperium Brytyjskiego. Kanclerzem był profesor Juda Leon Magnes, reformowany rabin, który wyemigrował ze Stanów Zjednoczonych; założyciel krótko działającego ruchu Brit Szalom. Ruch rozpadł się w 1933 roku, ponieważ jego przedstawicielom nie udało się znaleźć arabskich rozmówców zainteresowanych zgłębianiem idei wspólnej ojczyzny.

Większość studentów na początku lat 30. XX wieku nie podzielała poglądów swoich profesorów, ich znacząca część należała do zwolenników syjonizmu bardziej aktywistycznego, socjalistycznego lub rewizjonistycznego.

Bencyjon rozpoczął studia w 1929 roku. Wybrał historię, literaturę i filozofię. Znalazł się wśród innych rewizjonistów, z których wielu objęło później przywódcze stanowiska w ruchu. Na wydziale mieli jednego sojusznika – profesora Josefa Gedalię Klausnera, błyskotliwego i kontrowersyjnego historyka. Klausner, zagorzały nacjonalista, popierał przekonanie, że Żydzi powinni odzyskać Jezusa jako swojego bohatera narodowego i że nie mogą pozwolić, by pozostał tylko chrześcijańskim mesjaszem. Jego poglądy polityczne stały w opozycji do opinii innych wykładowców – wykształconych w Niemczech, powściągliwych i liberalnych.

Klausner lubił prowadzić kampanie. Stanowczo sprzeciwiał się uczeniu na uniwersytecie jidysz, żydowskiego języka diaspory, i przewodził Komitetowi do spraw Ściany Płaczu. Stał się oczywiście mentorem Bencyjona i mocno wpłynął na jego karierę. Profesor, którego książka o Jezusie oburzyła jerozolimskich rabinów, był wzorcowym – jak Żabotyński – świeckim żydowskim nacjonalistą oraz – również jak Żabotyński – bardzo różnił się od Natana Milejkowskiego.

PRAWDOPODOBNIE TYLKO RAZ PODCZAS studiów na Uniwersytecie Hebrajskim Bencyjon, zamiast jedynie pisać i lobbować, zdecydował się działać bezpośrednio.

Rewizjonistyczni studenci, zirytowani duszną i represyjną atmosferą narzuconą przez profesorów, postanowili zaznaczyć swoją obecność, pozostawić po sobie ślad w historii uczelni. Ich wybór padł na uroczystość powołania profesora Normana Bentwicha na stanowisko przewodniczącego do spraw międzynarodowych lub – jak podniośle nazwał to kanclerz Magnes – Przewodniczącego Pokoju na Świecie. Bentwich, brytyjski syjonista, przyjechał do Palestyny pełnić rolę prokuratora generalnego Mandatu. Stracił pracę po zamieszkach w 1929 roku, kiedy władze próbowały dowieść swojej bezstronności. Wielu Żydów, zwłaszcza rewizjonistów, krytykowało Bentwicha za bycie zbyt neutralnym. Uroczystość, której miał być głównym bohaterem, wydawała się zatem studentom idealna do przeprowadzenia akcji protestacyjnej.

Bencyjon był jednym z jej prowodyrów. Napisał manifest, który rozwieszono na kampusie. Brzmiał on następująco: „To nie my, bezbronni, którym odmawia się nawet prawa do samoobrony, potrzebujemy wykładów na temat międzynarodowego pokoju”[17]. Oskarżył członków Brit Szalom, wśród nich Bentwicha, o bycie „jednym z wielu powodów ideologicznego i politycznego kryzysu syjonizmu” oraz potępił uniwersytet za powołanie „profesora, który dąży do tego, by uwięzić uczelnię w antysemickich granicach”. „Narodowy student nie może się na to zgodzić i dlatego wyraża swój sprzeciw z wielką siłą”, oświadczył.

Elisza Netanjahu, student wydziału matematyki i młodszy brat Bencyjona, skonstruował w jego pokoju śmierdzącą bombę. Wrzucono ją do sali, w której odbywała się uroczystość, a jeden ze studentów krzyknął: „Weź swojego międzynarodowego przewodniczącego do Muftiego!”. W sali wybuchła panika, zgromadzonych ewakuowano.

Nie był to błahy wybryk i został potraktowany niezwykle serio. Zebrali się ważni członkowie jiszuwu, wezwano policję. Zajście omówiono szeroko w żydowskich mediach, z których większość wyraziła wściekłość na sprawców. Czternastu protestujących wydalono z uniwersytetu. Bencyjon nie znalazł się nawet wśród podejrzanych.

On także nie uważał protestu przeciwko Bentwichowi za błahy wybryk. Siedemdziesiąt lat później twierdził, że to jeden z najwspanialszych momentów w jego życiu[18].

Jako dwudziestodwulatek Bencyjon został jednym z redaktorów nowej gazety rewizjonistów „HaJarden” (Jordan). Tytuł gazety wyrażał rewizjonistyczne przekonanie, że terytorium państwa żydowskiego powinno obejmować oba brzegi rzeki Jordan. W 1921 roku z powodu protestów syjonistów Wielka Brytania przekazała dynastii Haszymidów Wschodni Brzeg. To, co miało się stać częścią żydowskiej ojczyzny, obiecaną w Deklaracji Balfoura, stało się częścią Królestwa Jordanii.

„HaJarden” założono w kwietniu 1934 roku w wyniku wydarzenia politycznego, które wywarło głęboki wpływ na młodego Bencyjona Netanjahu. Kiedy w Niemczech powstała partia nazistowska, większość rewizjonistów zażądała, żeby ruch syjonistyczny połączył się z innymi organizacjami żydowskimi w bojkocie Trzeciej Rzeszy. Kilku z nich włamało się do niemieckiego konsulatu w Jerozolimie i spaliło flagę ze swastyką powiewającą na jej dachu.

Agencja Żydowska, organizacja odpowiedzialna za aliję, imigrację Żydów z diaspory od 1948 roku, działająca jako żydowski gabinet cieni i prowadząca wszystkie sprawy jiszuwu przed 1948 rokiem, rozpoczęła negocjacje z nazistowskim rządem Niemiec, aby umożliwić emigrację niemieckich Żydów do Palestyny. Rewizjoniści skupili swój gniew na Chaimie Arlosoroffie, który podpisał kontrowersyjne porozumienie Haavara (Transfer). Zgodnie z tym porozumieniem niemieccy Żydzi, którym nie pozwolono na wywóz pieniędzy z kraju, mogli zainwestować w specjalny fundusz finansujący zakup niemieckich towarów eksportowanych do Palestyny i innych krajów. Fundusz pomógł około sześćdziesięciu tysiącom niemieckich Żydów wyemigrować przed wojną z jakimś rodzajem finansowego zabezpieczenia oraz znacznie ożywił żydowską gospodarkę w Palestynie. Jednocześnie pomógł nazistom osłabić skutki międzynarodowego bojkotu.

W napastliwych artykułach prasowych niektórzy rewizjoniści sugerowali, że Arlosoroff był zdrajcą, wręcz nie-Żydem. W czerwcu 1933 roku, dwa dni po powrocie z rozmów w Niemczech, Arlosoroff został zastrzelony na jednej z plaż Tel Awiwu.

Wiele osób zakładało, że tego błyskotliwego socjalistycznego ekonomistę, w wieku trzydziestu dwóch lat mianowanego dyrektorem politycznym Agencji Żydowskiej, zamordowali rewizjoniści. Arlosoroff podczas kongresu syjonistycznego w 1931 roku wynegocjował porozumienie między robotniczą partią Mapai Ben Guriona a pragmatykami Weizmanna, które skutecznie pozbawiło rewizjonistów znaczenia. Symbolizował dla nich nie tylko negocjacje Agencji Żydowskiej z Niemcami, ale także rosnącą hegemonię Mapai.

Podejrzenie padło na członków radykalnej grupy rewizjonistycznej – Brit HaBirionim (dosłownie: przymierze zbirów). Militarystyczne poglądy nauczania Żabotyńskiego doprowadzili oni do skrajności. Porzucili demokratyczne zasady i nawoływali do brutalnego obalenia Brytyjczyków razem z ich żydowskimi „współpracownikami”. Abba Achimeir, przywódca HaBirionim, uniwersytecki przyjaciel Bencyjona Netanjahu, który został wydalony z uczelni po opisanym tu wcześniej incydencie ze śmierdzącą bombą, regularnie pisał do jednej z rewizjonistycznych gazet felietony zatytułowane „Z dziennika faszysty”. Achimeir i trzech innych członków HaBirionim aresztowano i oskarżono o zaplanowanie i przeprowadzanie zabójstwa Arlosoroffa.

Choć liczni członkowie Mapai uważali rewizjonistów za morderców, w jiszuwie wielu nadal nie wierzyło, że Żydzi mogliby zabić jednego ze swoich braci z powodów politycznych. Natan Milejkowski, już wtedy chory i rozgoryczony postawą nowego pokolenia aktywistów – w tym Arlosoroffem, który według niego bez podstaw uzurpował sobie prawo do miejsca w kierownictwie ruchu syjonistycznego – był jednym z głównych obrońców obwinionych. Odwiedzał ich w więzieniu i wraz z Bencyjonem mobilizował starszych wykładowców oraz rabinów, w tym naczelnego rabina Kooka, do ich obrony. Po raz pierwszy i ostatni współpracował ze swoim synem na gruncie politycznym. Niektórzy spośród zwolenników Natana wierzyli, że jego cierpienie z powodu tego, co uznał za wyjątkową niesprawiedliwość wobec młodych żydowskich patriotów, przyspieszyło jego przedwczesną śmierć rok później, czyli w 1935 roku.

Oskarżonych ostatecznie uniewinniono, choć wiele osób podzielało przekonanie o ich winie. Według rewizjonistów zarzuty stanowiły „zniesławienie krwi”, tak jak zbrodnicze oskarżenia wymierzone w Żydów z diaspory. To wydarzenie utwierdziło Bencyjona w przekonaniu, że lewica zrobi wszystko, by wyrzucić rewizjonistów z obozu syjonistycznego.

BENCYJON NETANJAHU UWAŻAŁ DZIENNIKARSTWO za element „walki politycznej”[19] i pouczał kolegów rewizjonistów, że „[...] pierwszym warunkiem naszego całkowitego zwycięstwa jest połączenie trzech czynników: propagandy, propagandy i propagandy”[20]. Wraz ze swoim mentorem, profesorem Klausnerem, należał do założycieli „Beitaru”, prawicowego miesięcznika skupiającego się na „pytaniach o życie, naukę i literaturę”. „Beitar” publikował oryginalną hebrajską poezję i krótkie opowiadania, a także przekłady z zachodniego kanonu, od Szekspira do Goethego, oraz – oczywiście – polemiki polityczne. W pierwszym numerze znalazł się raczej pochwalny esej o zaletach faszyzmu, choć redaktorzy bardzo uważali, żeby nie popierać żadnej zagranicznej ideologii. „Beitar” ukazywał się przez rok, zamknięto go z powodu braku funduszy. Bencyjon Netanjahu został następnie redaktorem „HaJarden”. Tę gazetę założono, żeby informować o sprawie Arlosoroffa, wspierać członków HaBirionim oraz zapewnić rewizjonistom organ prasowy cieszący się szacunkiem. Na samej górze winiety znalazły się nazwiska profesora Klausnera i Żabotyńskiego.

„HaJarden” był mniej radykalny od poprzednich pism rewizjonistów, które regularnie porównywały rywali z Mapai do nazistów. Netanjahu, który pisał felietony pod swoim nazwiskiem, a także pod różnymi pseudonimami, nigdy nie robił takich porównań. Nie wyrażał też podziwu dla faszyzmu, ale krytykował ostro zagrożenie wynikające z łączenia syjonizmu z socjalizmem. „Wydaje się, że niebiesko-białą flagę, symbol pokrewieństwa oraz idei narodowej jedności zaszczepionej nam przez Herzla, naszego boskiego kapitana, w latach 30. przysłonił cień obcego koloru, koloru flagi ideologii walki klas”[21].

Netanjahu oskarżał Weizmanna i innych rywali politycznych o „wypaczenie syjonizmu” i prowadzenie „polityki likwidacji syjonizmu”. „Ładny koniec nam szykują”, napisał w czerwcu 1934 roku. „Tym końcem jest arabskie państwo w ziemi Izraela”. W imię demokracji oskarżył Weizmanna, który nigdy nie był socjalistą, o „walkę z każdym Żydem, który nie jest mu posłuszny. Z każdym Żydem, który pragnie żyć w ziemi Izraela bez opresji ze strony lewicowej dyktatury”. Zarzucił rywalom rewizjonistów ugłaskiwanie Arabów. Twierdził, że „[...] jedynym kryterium moralnej legitymacji syjonizmu w ich oczach jest poziom użyteczności dla arabskich mas”[22].

W czerwcu 1934 roku gazetę na miesiąc zamknięto po tym, jak Brytyjczycy sprzeciwili się tonowi, w jakim opisywano w niej sprawę Arlosoroffa. Rok po powstaniu jerozolimska redakcja „HaJarden” nie miała środków na pokrycie długów. Zamiast dobrowolnie zamknąć pismo, Netanjahu i inni redaktorzy napisali teksty oskarżające Brytyjczyków o współudział w morderstwie jerozolimskiego członka Beitar, młodzieżowego ruchu rewizjonistów. Zgodnie z przewidywaniami gazetę natychmiast zamknięto. Trzy miesiące później „HaJarden” zaczął się ponownie ukazywać. Tym razem redakcja miała siedzibę w Tel Awiwie. Netanjahu pozostał jednak w Jerozolimie, ponieważ wciąż miał nadzieję na kontynuowanie kariery naukowej.

Po wygnaniu Żabotyńskiego i po wykluczeniu przedstawicieli jego ruchu z kierownictwa syjonistycznego wielu rewizjonistów uznało, że musi on porzucić swój młodzieńczy radykalizm. Wśród nich znalazło się dwoje najbliższych przyjaciół Netanjahu – Noach Ben Towim i Cila Segal. Netanjahu i Ben Towim, syn jednej z najbogatszych rodzin w Jerozolimie, razem spędzili w tym mieście nastoletnie lata. Na uniwersytecie obaj zafascynowali się posągową i pełną życia Cilą, która z nadmorskiego miasta Petach Tikwa przeprowadziła się do Jerozolimy i została jedną z pierwszych studentek. Całą trójkę łączyły poglądy polityczne. Ben Towim poślubił Cilę i wyjechał z nią z Palestyny – najpierw do Finlandii, a następnie do Londynu. W Londynie ona studiowała prawo, on zaś pracował z Żabotyńskim.

Najbardziej nieustępliwi z młodych rewizjonistów zeszli do podziemia.

IRGUN CWAI LEUMI (IRGUN), paramilitarną grupę syjonistyczną, utworzyli w 1931 roku dowódcy Hagany, którzy odeszli z tej organizacji. Tak zaprotestowali przeciwko jej oficjalnej polityce „powściągliwości” w obliczu ataków arabskich.

Naczelnym dowódcą Irgunu oficjalnie był Żabotyński. Z oddalenia mianował dowódców w Palestynie, ale często nie udawało mu się postawić na swoim. Sprzeciwiał się decyzji Irgunu o zastosowaniu represji wobec arabskich cywilów i odnosił się sceptycznie do związków z ultranacjonalistycznym i antysemickim rządem polskim. Pod koniec lat 30. Polacy potajemnie zgodzili się na szkolenie i wyposażenie bojowników Irgunu. Chcieli w ten sposób zachęcić dużą polską społeczność żydowską do emigracji. Bencyjon Netanjahu nigdy nie wstąpił do Irgunu. Wierzył, że skoro jest ideologiem, naukowcem i pisarzem, ma więcej do zaoferowania ruchowi jako propagandysta niż jako bojownik.

Gdy od połowy lat 30. XX wieku zagrożenie europejskich Żydów ze strony nazistowskich Niemiec stało się wyraźniejsze, Żabotyński podjął wysiłek zorganizowania im wyjazdu do Palestyny. W 1936 roku opublikował swój „plan ewakuacji”, który w ciągu dekady ułatwiłby emigrację półtora miliona Żydów z Europy, głównie z Polski. Podczas gdy ruch syjonistyczny trzymał się strategii współpracy z rządem brytyjskim, Irgun organizował nielegalną emigrację drogą morską. Przed 1939 rokiem przeprawił przez Morze Śródziemne około dwudziestu tysięcy Żydów – czyli tyle co nic.

W KWIETNIU 1936 ROKU WYBUCHŁY wcześniej zaplanowane arabskie protesty przeciwko Żydom i Mandatowi Palestyny. Doszło do brutalnych ataków, zastosowano bojkot ekonomiczny. Tak nacjonalistyczne przywództwo arabskie w Palestynie starało się zapobiec powstaniu państwa żydowskiego. Celem Arabów było przekonanie rządu brytyjskiego do oficjalnego uchylenia Deklaracji Balfoura, zakazania żydowskiej emigracji i zakupu ziemi przez Żydów oraz wzmocnienia wpływu reprezentantów arabskiej większości na politykę.

Arabska rewolucja się nie powiodła. Jiszuw nie stracił niezależności ekonomicznej, zbudował nawet autonomiczny port w Tel Awiwie. Zastąpił on starożytny port w Jaffie, do którego arabscy przewoźnicy dowozili żydowskich imigrantów podczas pierwszych pięćdziesięciu lat syjonizmu. Armia brytyjska współpracowała z Haganą, dzięki czemu tworząca się armia żydowska znacznie poprawiła poziom wyszkolenia żołnierzy, swoją organizację oraz umiejętność gromadzenia informacji. Rezultat? W ciągu kolejnych trzech lat w konfliktach zginęło 262 Brytyjczyków, około 300 Żydów i 500 Arabów.

Irgun domagał się odwetu, Żabotyński się temu sprzeciwiał. Ale on był w Londynie, a na terytorium Palestyny władzę sprawowało młode pokolenie dowódców. Mordowanie arabskich cywilów zyskało aprobatę tych członków jiszuwu, którzy odpowiedź Brytyjczyków i przywódców żydowskich na ataki arabskie oceniali jako zbyt słabą. W 1939 roku nawet Dawid Ben Gurion zezwolił na utworzenie specjalnej jednostki operacyjnej, która miała przeprowadzić wiele akcji odwetowych. Większość jego kolegów stanowczo sprzeciwiała się jednak takim działaniom: ze względów etycznych i dla utrzymania sojuszu z Brytyjczykami.

Na początku 1939 roku, gdy arabska rewolta zamierała, rząd brytyjski zaczął ponownie rewidować swoje oficjalne stanowisko wobec syjonizmu. Powstała Biała Księga, czyli dokument dotyczący polityki Wielkiej Brytanii wobec Palestyny. Po opublikowaniu w maju 1939 roku została odrzucona i przez Żydów, i przez Arabów. Zamiast unieważnić Deklarację Balfoura, rząd brytyjski zinterpretował zawartą w niej obietnicę „ustanowienia w Palestynie żydowskiej siedziby narodowej” jako możliwość utworzenia pewnej formy autonomii żydowskiej w dwunarodowym państwie, w którym Żydzi mieliby pozostać wieczną mniejszością. Brytyjczycy nie zaakceptowali całkowitego wstrzymania emigracji żydowskiej do Palestyny, ale ograniczyli ją do siedemdziesięciu pięciu tysięcy osób w ciągu kolejnych pięciu lat i wprowadzili surowe obostrzenia dotyczące sprzedaży ziemi Żydom.

Arabowie sprzeciwiali się jakiejkolwiek emigracji żydowskiej i zapewnieniu nawet bardzo ograniczonej autonomii żydowskiej. Według Żydów zaś Biała Księga – zatwierdzona przez parlament w Londynie mimo protestów wielu posłów uważających, że Wielka Brytania łamie obietnice Balfoura – zagrażała ich istnieniu. W tamtym czasie Żydzi uciekali z Niemiec, Austrii, Czechosłowacji i innych krajów, które wkrótce miały należeć do Trzeciej Rzeszy. Większość granic była dla nich zamknięta. Teraz zamknąć się miały także granice Ziemi Obiecanej.

Zdaniem rewizjonistów Biała Księga potwierdziła złowieszcze przypuszczenia Żabotyńskiego. Irgun rozpoczął ataki na brytyjskie bazy wojskowe, nasilił odwet wobec Arabów oraz organizował żydowską jednostkę bojową w Polsce. Zgodnie z planem jednostka ta miała wyruszyć do Palestyny w ciągu kilku miesięcy i zapoczątkować zbrojny bunt mający na celu pozbycie się Brytyjczyków i wznowienie emigracji żydowskiej.

Kolejny raz syjonizm popadł w kryzys ideologiczny i dyplomatyczny. Ponad trzydzieści lat współpracy z Brytyjczykami zakończyło się niepowodzeniem. Hagana wspierała nielegalną emigrację, a Ben Gurion wzywał swoich zwolenników do jej nasilenia i obrony, gdyby doszło do bezpośredniej konfrontacji zbrojnej z wojskami brytyjskimi. Ale większość syjonistów nadal wierzyła, że istnienie jiszuwu zależy od dobrej woli Brytyjczyków. Spór o to, kto ma rację, rozstrzygnie się wraz z wybuchem II wojny światowej.

Lata przedwojenne dostarczały Bencyjonowi Netanjahu powodów do frustracji. Ograniczył pracę dziennikarską w nadziei na rozpoczęcie kariery akademickiej. Jednak nieduży Uniwersytet Hebrajski miał mało stanowisk dla młodych badaczy, profesor Klausner zaś nie był wpływowym patronem. Bencyjon dał wyraz swojej frustracji w felietonie Nasz uniwersytet zamieszczonym na łamach „HaJarden”. Opisał w nim salę uniwersytecką jako „[...] zimną [odkąd] palący wiatr ruchu wyzwolenia narodowego nie wieje między jej ścianami [...] [z] większością profesorów i kadry chwalących się, że są nie obywatelami, ale czystymi naukowcami. Bycie »czystym naukowcem« nie przeszkadza im ingerować, gdy jest konieczne opowiedzenie się po stronie frakcji marksistowskich w syjonizmie”[23].

Siedemdziesiąt lat później Bencyjon zaprzeczył temu, że kiedykolwiek pragnął kontynuować karierę na Uniwersytecie Hebrajskim. Ale przez wiele lat jego przyjaciele i krewni opowiadali, że jego Alma Mater zablokowała go z powodów politycznych.

Pod koniec lat 30. XX wieku Netanjahu spędzał większość czasu nad The Political Library (Biblioteką polityczną), zbiorem pism wczesnych ideologów syjonistycznych, który przetłumaczył i zredagował. Wśród autorów znaleźli się Teodor Herzl, Max Nordau (to on ukuł wyrażenie „muskularny judaizm”) oraz Israel Zangwill, wczesny zwolennik „kulturalnego syjonizmu”. Ci trzej twórcy syjonizmu politycznego byli zasymilowanymi Żydami, którzy nawrócili się na syjonizm, całkowicie świeckimi rzecznikami nieskażonego socjalizmem żydowskiego nacjonalizmu. To oni, między innymi, stali się źródłem inspiracji dla syjonistycznych poglądów Netanjahu.

Zanim Nordau został syjonistą, napisał homofobiczną książkę atakującą zdegenerowaną kulturę Zachodu. Zangwill natomiast spopularyzował powiedzenie „Palestyna jest krajem bez narodu; Żydzi są narodem bez kraju”, które do dziś wyraża fundamentalne przekonanie wielu prawicowych syjonistów, postrzegających Palestyńczyków jako „naród wymyślony”, bez uzasadnionego roszczenia do ziemi.

Żabotyński zwrócił uwagę na Netanjahu dzięki jego książkom. W liście do profesora Klausnera w marcu 1939 roku wychwalał go jako „młodego człowieka o wielu talentach”. Netanjahu planował drugi tom zbioru pism o „wartościach i naturze najważniejszego fenomenu w historii społeczeństwa ludzkiego – państwa narodowego, które było ukrywane przed narodem żydowskim przez wiele stuleci życia w gettach”[24]. Żabotyński ocenił ten plan jako „bardzo interesujący”. Mimo to napisał: „[...] niezwykle mi przykro, ale nie możemy go sfinansować”[25].

Kilka tygodni później Netanjahu spotkał się z Żabotyńskim (leczącym w sekrecie chorobę serca) w Londynie. Nie budziło wówczas wątpliwości, że Europa znajduje się w przededniu wojny, która okaże się katastrofalna dla europejskich Żydów i najprawdopodobniej także dla przedsięwzięcia syjonistycznego, które większość swoich członków wciąż rekrutowało w Europie. Żabotyński był przybity, ponieważ niewielu ludzi słuchało jego ostrzeżeń przed nadchodzącą burzą. Podziękował Netanjahu za ostatni tom pism Zangwilla. Obiecał przeczytanie ich podczas planowanej wizyty w Polsce, choć takie lektury nie były już dla niego priorytetem.

Chory pięćdziesięcioośmioletni przywódca upoważnił dwudziestodziewięciolatka, by w kolejnym roku reprezentował rewizjonistów w Stanach Zjednoczonych. Przewidywał, że tam rozstrzygnie się los narodu żydowskiego. Obiecał dołączyć do przedstawicieli ruchu rewizjonistycznego w Stanach, żeby lobbować wśród tamtejszej społeczności żydowskiej i polityków z nadzieją na ocalenie zagrożonych Żydów w Europie[26].

Netanjahu wrócił do Jerozolimy, by przygotować się do podróży do Ameryki. Musiał zmienić te plany ze względu na wybuch wojny we wrześniu 1939 roku. Natychmiast wpłynęło to na sytuację jiszuwu, choć Palestyna nie znajdowała się w strefie działań wojennych. Dla większości Żydów w Palestynie stało się jasne, że nie mają szans na konfrontację z Wielką Brytanią dopóty, dopóki jest ona w stanie wojny z Niemcami.

„Będziemy walczyć z Białą Księgą, jakby nie było wojny, i walczyć na wojnie, jakby nie było Białej Księgi”, oznajmił Ben Gurion podczas spotkania Mapai 12 września. Żabotyński obiecał wsparcie Wielkiej Brytanii przez rewizjonistów, a Irgun oficjalnie zawiesił wszystkie swoje działania przeciwko Mandatowi. Dziesiątki tysięcy mężczyzn i kobiet z jiszuwu zgłaszały się do walki z Niemcami w barwach armii brytyjskiej.

Nie była to łatwa decyzja. Ta sama armia brytyjska nadal zdecydowanie nie pozwalała statkom z żydowskimi uchodźcami na wpłynięcie do palestyńskich portów i więziła bojowników Hagany oraz Irgunu. Ale przywódcy syjonistyczni nie mieli wyboru: musieli uznać, że interes jiszuwu jest mniej ważny niż angażowanie się w działania wojenne. W październiku 1939 roku dowódca Irgunu, Dawid Razi’el, i większość osadzonych w więzieniu członków organizacji, którzy zgodzili się na współpracę z Wielką Brytanią, zostało zwolnionych. Jednak nie wszyscy rewizjoniści zaakceptowali tę współpracę.

Abraham Stern, jeden z wyższych rangą działaczy Irgunu, odpowiadał za szkolenie w Polsce jednostki przygotowywanej do walki w powstaniu przeciwko Brytyjczykom w Palestynie. Przeciwstawił się Żabotyńskiemu i Razi’elowi i nie zgadzał się na zawieszenie działań przeciwko Mandatowi. Polscy oficerowie, którzy pomagali Sternowi w szkoleniu i wyposażeniu jego ludzi, zostali zabici lub pojmani przez Wehrmacht, lecz to nie powstrzymało go przed próbami sprzymierzenia się z Trzecią Rzeszą. Wierzył on, tak jak bardziej radykalni rewizjoniści, którzy podziwiali faszyzm w latach 20. i 30., że jest możliwa wspólna walka z Niemcami przeciwko Brytyjczykom. Próbował skontaktować się z władzami w Berlinie, co zostało zignorowane. Mimo to nie zmienił poglądów. Po oficjalnym rozstaniu się z Irgunem założył organizację Lochame Cherut Jisra’el (Lechi, Bojownicy o Wolność Izraela), lekceważąco nazywaną przez Brytyjczyków i wielu syjonistów z głównego nurtu Gangiem Sterna.

Bencyjon Netanjahu nie brał udziału w tych wydarzeniach. Miał inną misję. Wyjazd z Palestyny mógł mu pomóc w rozwinięciu kariery naukowej za oceanem. Kolejne osiem lat spędził zatem w Nowym Jorku; od czasu do czasu podróżował po Stanach, przemawiał do żydowskiej publiczności i lobbował wśród polityków na rzecz sprawy – podobnie jak wcześniej jego ojciec. Takich pobytów czekało go jeszcze kilka.

3.

Na uboczu historii

ZANIM W MARCU 1940 ROKU Bencyjon Netanjahu wyjechał do Nowego Jorku, po raz ostatni spotkał się ze swoim starym przyjacielem z uniwersytetu, Razi’elem. Chciał on, żeby Bencyjon dołączył do grupy wyjeżdżającej do Stanów Zjednoczonych w imieniu organizacji. Bencyjon odmówił. Zgadzał się z Razi’elem co do celów organizacji, ale Żabotyński wyznaczył go do pracy politycznej. Bencyjon uważał, że działalność polityczna jest ważniejsza od działań zbrojnych. Popełnił błąd, ponieważ nie doceniał Irgunu jako głównego reprezentanta ruchu rewizjonistycznego w Palestynie i za granicą. Po ustanowieniu państwa żydowskiego spośród tych, którzy walczyli w podziemiu, wyłonili się przyszli przywódcy rewizjonistów. Ostatecznie ta odmowa spowodowała, że znalazł się na marginesie i nie miał rzeczywistego wpływu na dalszy rozwój wydarzeń. Wkrótce Irgun zdominuje ruch rewizjonistyczny, a jego reprezentanci w Stanach Zjednoczonych odsuną w cień oficjalnych przedstawicieli rewizjonistów.

Niedługo potem Bencyjon utracił osobisty związek z przywództwem Irgunu. Razi’el został zabity w maju 1941 roku podczas niemieckiego bombardowania, kiedy przebywał w Iraku na tajnej misji zorganizowanej przez armię brytyjską. Zastępcą Razi’ela został człowiek, którego Bencyjon nie znał. A gdy go poznał – nie darzył go szacunkiem. Ale to inna śmierć wpłynęła na niego znacznie mocniej niż śmierć Razi’ela.

Żabotyński przyjechał do Nowego Jorku niedługo po Bencyjonie. Wyglądał fatalnie, był śmiertelnie chory, wyczerpany nieudanymi staraniami, by doprowadzić do wielkiego przebudzenia i wybuchu powstania zbrojnego, dzięki któremu w Syjonie powstałaby bezpieczna przystań dla Żydów uciekających przed wojną w Europie.

Rodzina Netanjahu i jej zwolennicy przez długi czas zabiegali o to, żeby przedstawiać Bencyjona jako sekretarza Żabotyńskiego, ale był on jedynie postacią peryferyjną w otoczeniu lidera. Chciał jak najszybciej stać się użyteczny, więc wkładał dużo wysiłku w naukę angielskiego także wtedy, kiedy przebywał w niewielkim biurze delegacji przy Czterdziestej Drugiej Ulicy. Szefował mu wtedy Beniamin Akzin, pełniący funkcję sekretarza Żabotyńskiego oraz dyrektora departamentu politycznego jego Nowej Organizacji Syjonistycznej.

Bencyjon nie należał także do niewielkiej grupy przyjaciół, która 4 sierpnia 1940 roku jechała z Żabotyńskim na letni obóz Beitaru w Catskills. Tam Żabotyński miał przemawiać do młodych akolitów. Niestety, jego serce niespodziewanie się zatrzymało.

Rewizjoniści zostali bez przywódcy. Rozproszyli się ci, którzy przyjeżdżali do Nowego Jorku. Akzin przeprowadził się do Waszyngtonu i tam lobbował na rzecz żydowskich uchodźców wojennych. Bencyjon przez większość czasu siedział w biurze sam.

Dynamiczna grupa członków Irgunu, która przyjechała do Stanów Zjednoczonych pod przywództwem Hillela Kooka, posługującego się pseudonimem Peter Bergson, była znacznie liczniejsza. Miała odpowiednie fundusze i poparcie postaci liczących się wśród amerykańskich Żydów. Należał do niej syn Żabotyńskiego, Eri. Szybko stali się znani jako „grupa Bergsona”. Bencyjon do nich nie dołączył, choć wydawałoby się to oczywiste. Pozostał na uboczu – samotny i pozbawiony znaczenia.

W październiku 1940 roku do Stanów Zjednoczonych przyjechał także Ben Gurion. Dopóki trwała wojna, spędzał tam dużo czasu, pracując z wpływowymi przywódcami amerykańskich Żydów. Spory polityczne, które podzieliły Żydów w Palestynie i w Europie, przenosiły się do Waszyngtonu i Nowego Jorku. W godzinie najmroczniejszej dla Żydów, gdy naziści na okupowanych ziemiach wprowadzali coś, co nazywali „ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”, bezpieczna i dostatnia społeczność amerykańskich Żydów stała się tym, czym pozostała od tamtej pory – alternatywną sceną dla izraelskich polityków.

Gdy Ben Gurion wrócił do Jerozolimy, oznajmił przywódcom Agencji Żydowskiej: „[...] żeby podbić amerykańską administrację, trzeba pozyskać ludzi, opinię publiczną”[27]. Uważał, że syjoniści powinni znaleźć sojuszników w amerykańskich mediach, w Kongresie, w kościołach, związkach zawodowych i wśród intelektualistów: „Kiedy znajdą się po naszej stronie, administracja też będzie z nami”[28]. Oznaczało to przejście od dyskretnej syjonistycznej dyplomacji uprawianej wśród ministrów i głów państw do działań rzeczniczych oraz public relations.

Tak narodziła się syjonistyczna strategia zwana hasbara (dosłownie: wyjaśnienie) – działania dyplomatyczne wyjaśniające punkt widzenia i politykę państwa żydowskiego. Starano się dotrzeć do wszystkich: od przedstawicieli oddolnych ruchów społecznych aż do osób z Białego Domu. Społeczną, polityczną i finansową siłę amerykańskich Żydów zmobilizowano do wywierania nacisku na administrację Roosevelta. Ben Gurion wymyślił tę koncepcję, a ponad czterdzieści lat później Beniamin Netanjahu stał się jej najbardziej utalentowanym i kontrowersyjnym praktykiem – fundamentalnym hasbaristą.

ZARÓWNO SYJONIŚCI GŁÓWNEGO NURTU Ben Guriona, jak i rewizjoniści awanturnicy wywoływali oburzenie bardziej statecznych przywódców amerykańskich Żydów, którzy uważali, że jawny żydowski aktywizm, zwłaszcza w czasie wojny, może podsycać nastroje antysemickie. Grupa Bergsona nieustannie próbowała zwrócić uwagę społeczeństwa na masową rzeź Żydów w Europie. W tym celu wykorzystywała wszystko, co było możliwe – od całostronicowych ogłoszeń w „New York Timesie” do wielkiego muzycznego widowiska upamiętniającego żydowskich męczenników, które zaprezentowano w Madison Square Garden w marcu 1943 roku.

Gdy opozycyjne skrzydła syjonizmu walczyły o zdobycie poparcia wśród amerykańskich Żydów, człowiek odpowiedzialny za promowanie rewizjonizmu stawał się coraz bardziej nieistotny. Od czasu do czasu Bencyjon Netanjahu umieszczał swoje nazwisko pod jakąś petycją lub przemawiał do grupy żydowskich studentów. W końcu musiał zapomnieć o dumie i zaczął współpracować ze swoimi rywalami, przedstawicielami Irgunu, ponieważ nie miał środków na rozpoczęcie własnej kampanii lobbingowej. Mimo to pozostał, tak jak i jego ojciec, na marginesie syjonistycznego przedsięwzięcia. W trakcie ponurych lat jego amerykańskiej misji znalazł dwa źródła pocieszenia.

Wspomniane małżeństwo uniwersyteckich przyjaciół Bencyjona, Noacha Ben Towima i Cili Segal, okazało się krótkie i nieszczęśliwe. Cila, córka handlarza złomem z Minneapolis, wróciła do Stanów na początku wojny. Dostała pracę sekretarki w Nadzwyczajnym Komitecie do spraw Ratowania Europejskich Żydów, jednej z organizacji utworzonych przez Grupę Bergsona. Bencyjon był w niej zakochany od dziesięciu lat, odkąd poznali się w Jerozolimie. Tym razem Cila zwróciła uwagę na powściągliwego intelektualistę, z którym dzieliła radykalne poglądy polityczne. W Nowym Jorku oboje cierpieli na samotność i tęsknili za domem. Pobrali się w 1944 roku. Cila ukończyła studia w Jerozolimie i Londynie, należała do tych wyjątkowo zaradnych kobiet, które potrafią podążać własną drogą. Jednak po ślubie zawartym w synagodze Radio City poświęciła swoje życie dbaniu o karierę naukową męża. W przeciwieństwie do niego była ekstrawertyczką – przez całe życie utrzymywała kontakty z liczną grupą przyjaciół. Natomiast wierzyła w jego talent i zrobiłaby wszystko, co w jej mocy, żeby zapewnić mu przestrzeń i spokój do prowadzenia badań.

Zachęcała Bencyjona do wznowienia studiów. Choć nie udało mu się zdobyć grantu na napisanie doktoratu na Uniwersytecie Columbia, dostał się do niewielkiego Dropsie College w Filadelfii na wydział języka hebrajskiego i języków pokrewnych. Zaczął regularnie dojeżdżać tam do pracy. Wybrany przez niego temat – hiszpańska inkwizycja i wydalenie Żydów w 1492 roku – wiązał się ściśle z bieżącymi wydarzeniami. Netanjahu widział, że Żabotyńskiemu nie udało się zapobiec pogromom Żydów w latach 30. Próbował zrozumieć przyczyny podobnych sytuacji w historii narodu żydowskiego. Jego rozprawa dotyczyła Dona Izaaka Abrabanela, uczonego i finansisty żyjącego w XV wieku. Bez skutku próbował on interweniować u króla Ferdynanda II Aragońskiego i królowej Izabeli I Kastylijskiej i skłonić ich, by nie podpisywali Edyktu z Alhambry, nakazującego wypędzenie Żydów z Królestwa Hiszpanii.

PRZEZ DZIESIĘCIOLECIA BEN GURION i jego koledzy z przywództwa ruchu syjonistycznego będą oskarżani o to, że nie zrobili wystarczająco dużo, żeby ocalić więcej Żydów podczas Holokaustu. Te oskarżenia padały ze wszystkich stron: od niesyjonistycznych grup żydowskich i ultraortodoksyjnej społeczności po rewizjonistów i przedstawicieli innych frakcji ruchu syjonistycznego. Pod wieloma względami stanowiło to kontynuację sporu o Porozumienie Haavara z 1933 roku. W pierwszych dziesięcioleciach istnienia Izraela ten temat nie zostanie porzucony.

Nie była to dyskusja wyłącznie polityczna ani historyczna, było to samo sedno syjonistycznego przedsięwzięcia. Czy jedynym celem syjonistów jest zbudowanie państwa, które stanie się bezpieczną przystanią dla Żydów chcących tam zamieszkać? Czy ruch syjonistyczny i państwo żydowskie ponoszą odpowiedzialność za wszystkich Żydów w diasporze?

Podział: rewizjoniści – Mapai splamił nawet wspomnienie Holokaustu. W nowym państwie powstanie w getcie warszawskim przedstawiano jako dowód niezwykłej żydowskiej odwagi i wyjątkowego poświęcenia. Ale wychwalano i upamiętniano jedynie bojowników warszawskiego żydowskiego podziemia, składającego się z lewicowych grup syjonistycznych i komunistycznych. Podziemie składające się z rewizjonistów, zwłaszcza członków Beitaru, walczące z Niemcami w Warszawie, przez wiele lat wymazywano z izraelskiej historii. Tylko dzięki badaniom i wysiłkom Moszego Arensa – który podczas wojny był młodym działaczem Beitaru w Nowym Jorku, a później został izraelskim ministrem obrony i politycznym patronem młodego Beniamina Netanjahu – członkowie Beitaru, po niemal siedemdziesięciu latach od śmierci w płonącym getcie, zyskali należne im uznanie.

W latach 30. Żabotyński oskarżał swoich rywali politycznych o współpracę z nazistami i ignorowanie nadciągającej burzy. Natomiast w latach 50. temat Holokaustu zdominował izraelską politykę. Miało to zasadnicze znaczenie i dla prognoz politycznych Bencyjona Netanjahu, i dla ideologii przyświecającej działaniom politycznym jego syna.

PODCZAS WYBORÓW PREZYDENCKICH w Stanach Zjednoczonych w 1944 roku po raz pierwszy organizacje syjonistyczne próbowały wpłynąć na programy partii. Lobbowano w nadziei, że powojenna administracja amerykańska zmusi Wielką Brytanię do wypełnienia zaleceń Mandatu i przyzna Żydom państwo w Palestynie. W czerwcu Bencyjon Netanjahu z grupą działaczy na czele z rabinem Abbą Hillelem Silverem, najwybitniejszym spośród przywódców amerykańskich syjonistów, przybyli na Republikański Konwent Narodowy w Chicago. Zagwarantowano, że w programie partii znajdą się prosyjonistyczne założenia, gdy republikanie wezwali do „udzielenia schronienia milionom zagrożonych Żydów, mężczyzn, kobiet i dzieci, wypędzonych z domów przez tyranię” oraz „otwarcia Palestyny dla ich nieograniczonej imigracji i własności ziemi”[29], tak by „Palestyna mogła zostać uznana za wolną i demokratyczną wspólnotę”[30].

Po raz pierwszy w programie jednej z głównych partii pojawiła się także kwestia syjonizmu. Republikanie poszli nawet krok dalej i potępili „[...] nieudolność prezydenta, który nie naciska, by władze Palestyny realizowały postanowienia Deklaracji Balfoura i Mandatu, i tylko udaje, że wspiera sprawę”[31]. Wsparcie dla państwa żydowskiego stało się kwestią partyjną w polityce Stanów Zjednoczonych jeszcze przed ustanowieniem Izraela w 1948 roku.

Republikanie wywierali presję na demokratów, aby przyjęli oni podobną politykę podczas swojej konwencji krajowej, która odbyła się trzy tygodnie później. W programie zadeklarowali: „Sprzyjamy otwarciu Palestyny na nieograniczoną żydowską imigrację oraz kolonizację i popieramy taką politykę, w wyniku której powstanie tam wolna, demokratyczna wspólnota żydowska”[32].

Nigdy wcześniej amerykańskim Żydom nie udało się rozbudzić rywalizacji między tymi dwiema partiami. Stanowiło to także rzadki przypadek wspólnego działania rywalizujących frakcji syjonistycznych, ponieważ w Palestynie ich przedstawiciele dosłownie skakali sobie do gardeł.