Wyobraźnia Dialogu. Biała książka - Bianka Rolando - ebook
Opis

Najnowsza książka artystki nagrodzonej w 2009 roku medalem Młodej Sztuki. „Biała książka” to poemat o śmierci i zaświatach, o przejściu w nieznane. Mówi o miłosierdziu i potępieniu,  odwołując się do tradycji i jednocześnie kreując całkowicie nowe literackie pejzaże,  odpowiadające kondycji człowieka żyjącego w trzecim tysiącleciu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 202

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Seria „Wyobraźnia Dialogu”, nr 3 Redaktor serii: Jerzy Stranz

Dlatego pewien pogański mistrz powiada:

To, w czym poznajemy lub wyrażamy Pierwszą Przyczynę, bardziej jest nami niż Pierwszą Przyczyną, ta bowiem wznosi się ponad wszelkie słowa i rozumienie.

Mistrz Eckhart

N I E B O

część pierwsza

Pieśń zerowa

Usprawiedliwienie

Niech zaczną się tajemne i skryte mruczanki

z witaminami, z minerałami, z kleikiem ryżowym

dla ciebie, pachnący mlekiem cielaku

byś był jeszcze bardziej syty niż zwykle

Obiecuję nie stać na paluszkach u nóg

nie dotykać czupryną wielkiej kazalnicy

Jej mroczne sapanie słychać już z daleka

Wszyscy mają podniesione wysoko oczy

dostrzegają rozwiązania sklepień żebrowych

Pani w drugiej ławce popuszcza mocz

stary niedźwiedź mocno śpi, my się go boimy

Oto wschodzi nowa gwiazda na Południu

jej ciemność oblewa mnie lukrem

skleja moje ruchy, czyni je monumentalnymi

Pani ortodontka ostrzegała mnie przed słowami

które psują od swej słodyczy zdrowe zęby

Moje końskie uzębienie prawidłowo spoczywa

w smyczy z nierdzewnego drutu, pociągnij dalej

pogryzę swój język do mięśnia, do anatomii

Zostanę przysypana magicznym proszkiem

bym mogła skryć swe bliki i odbicia od ciebie

gruba warstwa niech skryje moją głowę

niczym pokrywa śniegowa będzie ciężka

niespodziewanie wywoła katastrofy konstrukcyjne

Oby ich ogrom przeraził ekipy budowlane

zastanawiające się nad tym, jak temu zapobiegać

Pan majster radzi – szlifierki używamy ostrożnie

by nie ranić jaśminowych i pachnących rąk

Pogłaszcz, no pogłaszcz mnie, no jeszcze boleśniej

Wydrapałam resztki komfortowego naskórka

spod kolan, spod łokci, z szyi, z ramion, z pleców

Drapałam się boleśnie, ale i z bolesną przyjemnością

do czarnej krwi, do białej kości

Czerwone ślady po tych wycieczkach są obecne

Nic nie pomaga, próbowałam alantanu, cukru pudru

nic nie złagodzi tych objawów, żadna tajemna maź

Mimo swej kruchości oraz tendencji do cukrzycy

uczyniłam swe kroki hałaśliwymi i monumentalnymi

Rehabilitacja obślinionej i bezwładnej Bianki

Nie ma już wózka inwalidzkiego, ni pomocnej dłoni

droga jest tylko na oślep

Trudno wymacać jakieś znajome, przyjazne kształty

znaleźć jakąś barierkę

Jestem straszliwie zakudlona, zakundlona

Oczy porasta cierpki zarost zapomnianej

na policzku rośnie warkocz mojej siły Samsona

po moim grzbiecie biegają drogocenne pchły

Weszłam po skrzypiących z delikatności schodach

na stary, zapomniany strych pełen bibelotów

Kiedyś były tak dobrze rozpoznawane z daleka

teraz wszyscy zapomnieli ich przyjemnego widoku

Takie dekoracyjne, takie dodatki do wszystkiego

po prostu świetne się nadają na black garden party

Idę z wypukłą piersią pełną nie mleka, ale stali

przyporządkowaną mi przypadkowo i śpiesznie

przez świat natury, kotów, gruszek, lepkich much

Naturalna odporność wzmacniana przez składniki

w mleku nowej matki o chłodnym spojrzeniu

Nie spodziewaj się ciepłego, rozpoznawalnego

to wszystko dla tych, którzy mają tylko dziąsła

nie potrafią dobrze i prawidłowo przepychać dalej

Moja konstrukcja tak delikatna, wrażliwa

będzie niezniszczalna, wiekuista i trwała

Będą się o nią rozbijać kutry rybackie pełne węgorzy

jak o górę lodową lub nie zanotowaną na mapie rafę

Padlinożerne ryby będą miały zdziwiony wyraz pyska

nad wyraz, nad słowo

Moje podbrzusze miękkie kute jest w niezwykłym stopie

z kowalskim zacietrzewieniem wykuwane w piwnicach

Technologowie z Uniwersytetu w Chicago

nigdy nie dojdą, z jakich składników jest ten stop

mimo licznych badań i wielości papieru do drukarki

będą uśmiechać się niepewnie, spoglądając na siebie

Oto idzie przed wami Bianka, wasza prywatna bielanka

sypie w niezwykłej obfitości czarne kwiaty

z zawieszonym na szyi koszyczkiem

Rozsypuję ich kadzielniczy swąd pod wasze stopy

by ośmielić wasze kroki i uczynić je odtąd innymi

Pieśń pierwsza

Strojne przygotowania

Cierpkie wilcze jagody o kolorze nieprzeniknionym

w mojej rozwartej jamie ustnej niczym perły macicy

turlają się, rozsadzają się przez wewnętrzne ciśnienia

mają niezwykłą moc trucia i atakowania śluzówki

Być może istnieją sanktuaria Matki Bożej z żylakami

od zbyt ciężkich reklamówek reklamujących pustki

gdzie przez pomyłkę komuś śnią się niewłaściwe sny

Przygotowałam się odpowiednio do pisania pieśni

Nocne rzucania kamieniami w zwierzęce skowyty

Stroiłam się, zerkając na małe, schowane lusterko

takie kosmetyczne, takie żeby nikt nie widział

Wkładałam różne wersje ubrań, chcąc robić wrażenie

niebieskie spodnie, czarna bluzka, biały stanik

Nic jednak nie pasowało w mojej garderobie

z radością odkryłam, że wszystkie moje ubrania

są za małe na mnie, co za miła niespodzianka

Stanęłam naga, bardzo narażona przed sobą

Spoglądałam ciekawie, uśmiechałam się cynicznie

wobec siebie, wobec mojego własnego podglądactwa

W moich włosach zaszczepiłam dyskretne sadzonki

byłam bardzo tkliwą ogrodniczką dla moich pasożytów

jak dziwne zwierzę w głębi ciemnych kolorów

z drobnymi żyjątkami narośniętymi na nim

naturalnie, bez dekoratorstwa, bez designu

Tylko niech one zdobią moją niezręczną nagość

Jest wśród nich parę niezwykłych okazów, spójrz

moje słodkie narośla, moje guzy schowane

Ze względu na tę uroczystą, podniosłą okazję

założę tylko dziecięcy śliniaczek, bo będę się ślinić

od dużej ilości słów, nadmiar może mnie pobrudzić

Brudasek będzie opowiadał

Prosto do kąpieli, marsz

Prosto do chloru, marsz

Moja ucieczka przed detergentem zaczyna się

Mogłabym zapuścić sobie długą, gęstą brodę

czesałabym ją, zmieniając codziennie stylistykę

to w prawo, to w lewo

Merdałabym nią jak długim ogonem uznania

starcze doświadczenie zaklęte w końskim włosiu

To naprawdę robi cyrkowe wrażenie

ilu jest chętnych na takie rozwiązanie

Stoją cierpliwie w długiej kolejce, doczekując się

Przenoszą ciężar ciała z jednej nogi na drugą

delektując się rozdawanymi za darmo drinkami

Moja broda pasowałaby stylistycznie do powagi sytuacji

Mój złagodzony wzrok osiadałby na pobliskiej ławce

ze zmęczenia, już nie mogłabym iść dalej, jeszcze

dalej, i jeszcze przejść przez płot, i jeszcze przez ten

dziurawiąc swoje nylonowe rajstopy z przeceny

Więc udaję się na dziką wyprawę do źródeł Amazonki

jako tako dogadam się pewnie z każdym ludem

pogryzą mnie jakieś łacińskie muszki przeszkadzajki

Moją samotną przeprawę zrelacjonuje chrząszcz

Dostanę po buzi od jakiegoś nazistowskiego przybłędy

Wsłuchując się w zwiastujące dźwięki odmętów

maczetą będę ciąć ostro zarośniętą od dawna ścieżkę

Szeleszcząc złowieszczo i delikatnie

ze śliniakiem i ze spinkami we włosach przez las

będę szeptać o Niebie, Piekle, staroświeckim Czyśćcu

Wysoko drażniący środek do czyszczenia toalet

stoi z boku obok niszczącego wszystko proszku

wraz z brudem zginie wszystko

Obsikane dookoła, tylko nie tam

Rozluźnij nozdrza teraz

Pieśń druga

Rebus I

Został mi zadany pewien rebus, nie do rozwiązania

Niestety nigdy nie był ani czytelny, ani oczekiwany

Czy był napisany w języku łacińskim, czy fińskim

a może jakiś tajemny dialekt kretów w czasie nocy?

Rebus ciągle tkwił spalony, w tłuszczu pływając

wbity jak nóż harcerski dla zabawy w ziemię, we śnie

Potykałam się ciągle o niego, przeklinając

jego przypadkową namolność i tępe ostrze

Do tego te obrazki w środku niego, do rozwiązania

Nic nie rozumiałam z ich kształtów, ze znaczeń

mimo że uzbrojona byłam w wiedzę o abstrakcji

Nic nie pomogło mi zbliżyć się do tego, co znałam

One ciągle śledziły, śledziły każde moje drgnienie

śledziły moją wycieczkę do sklepu spożywczego

Nerwowo odwracałam się do tyłu, czując się obserwowana

w poszukiwaniu tajemniczego sprawcy moich niepokojów

Ich nierozpoznawalność i niemożliwość zrozumienia

była niezwykle strojna, kusząca dla znudzonego

a ich powłóczyste treny ciągnęły się, ciągnęły

Świadczyły o ich niezwykłym dostojeństwie i randze

To wszystko zaplątało się w moje krótkie włosy

Jako kobieta muszę się regularnie czesać z pokorą

by wszyscy znali mój jasny i dobry wizerunek

Chciałam się rozczesać, z radością rozpoznać

swoje oblicze w lustrze, ale się już nie rozpoznałam

niestety już nie, na zawsze będę już rozczochrana

Rebus został mi zadany, a rozwiązanie nie może go dotyczyć

już nie ma żadnych gotowych rozwiązań w zestawach

w zestawach z warzywami z plantacji czyśćcowych

Chóry, zastępy krzyczą w odpowiedzi jednocześnie

każda jest inną właściwością, każda jest właściwa

więc posłucham nieuważnie tych wiekuistych stworów

Niech w chórach, bo tak raźniej, niech krzyczą, niech fałszują

Niech zaczerwienią się na widok publiczności

Niech ich gigantyczne płomienne oblicza będą nieśmiałe

schowane za moim mięsistym ramieniem, podziwiajcie

Pieśń trzecia

Oblubieniec na drodze

On ma maślane stopy pełne prochu, pełne maku

Rozpływają się w żarze taniego asfaltu

położonego tu tylko lokalnie, na chwilę

Słyszę, jak stukają jego brokatowe obcasy

Jak wyglądam, czy jestem dostatecznie piękna

czy zauważy mnie w niezwykle ciemnym lesie

Mój speszony wzrok sarenki zza krzaka

Chodź ze mną w bardzo ciemne błądzenie

bez ścieżek, bez górskich szlaków, bez niczego

Stanę tak oniemiała, uderzona jego blaskiem

drażniącym boleśnie nocne spojrzenie

Będę bezbronna, bez żadnej ukrytej kieszeni

pachnąca dzikimi odmętami leśnych dotyków

głaszczą, głaszczą moją dziką skórę

Nadchodzi, a jego wzrok przenika ukrywane

pod paznokciami drobne tajemnice nieczystości

Myśliwy bez nienawiści w oczach, w powiekach

Jego głos słychać z dala, jest przenikliwie cichy

Ze wzruszeniem dopytuje się o mnie u znajomych

pokazując im moje nieaktualne zdjęcie

Już tęskni za szorstkim, za ściernym ciałem

Wszyscy będą go mieli za bezpiecznego szaleńca

Jego zazdrość zawieszona na wieszaku w szatni

Układy współrzędnych, niech on będzie zerem

Teraz jest bardziej X niż Y, później bardziej Y niż X

Gołębie roznoszące tyfus już zwiastują kroki kolosa

Jego naiwne ciało pachnie ciastem drożdżowym

pełnym ciepła, wewnętrznej, radosnej pulchności

Spotyka mnie liżącą swoim różowym języczkiem ranę

Prawdziwe łobuziary łażą cały dzień po drzewach

nie schodzą na ziemię, tylko boleśnie spadają

na kolana, na kolana

Spojrzy na mnie bez pożądania, bez przywiązania

Podejdziemy do siebie w połowie drogi do Miąskowa

Na czarnym podłożu rzeczy wszelkiej pozdrowi mnie

pod naporem tak banalnie niezwykłego gestu rozpadnę się

na kawałki

Pieśń czwarta

Love will tear us apart

Oto efekt pryzmatu, jednak lekcja fizyki

Zjawisko całkowitego wewnętrznego odbicia

pozwala użyć pryzmatu jako idealnego elementu

odbijającego światło, mam kąt wynoszący 62°

kąt między ścianami, gdzie skryłam resztki

Odrobina miłosierdzia ubranego w plastikowe kwiaty

rozszczepiła mnie na kilka barw, na kilka właściwości

już nie mogłabym być tylko jako Bianka

Muszę już chóralnie, oralnie, muszę piszczeć już

w trzech postaciach, w trzech wygodnych zapachach

Stoję na złotym trójnogu przed tobą, żeby się nie potknąć

Jestem teraz jeszcze bardziej zwichrowana niż zwykle

Moje czarne patyczki w konstrukcji koronkowej

połamały nóżki, zresztą mechanik konstrukcji to wie

były za silne przeciążenia na delikatny materiał

Można było się tego spodziewać od samego początku

Z przerażenia tą katastrofą każdy z kolorów uciekł

pośpiesznie chowając swe atrybuty w zarośla

byś nie zauważył, że wszyscy są nadzy i tacy słabi

Stałeś jeszcze przez chwilę, a potem z miną znudzoną

krok za krokiem wracałeś do domu na obiad

pozostawiając mnie tak bardzo inną, pokolorowaną

Mój pierwszy kawałek schował się w norze jako Nieme

czekał on do wieczora, by ruszyć na nocne łowy i ruję

Drugi kawałek znalazł się pod ściółką i przytulał się

uciekał do przygodnych futerek dających ciepło

Trzeci zaś sklecił sobie gniazdo z ostrej trzciny

Po pewnym czasie zostałam wywąchiwaną

Moje tropy znały już wszystkie dzikie zwierzęta

Bianka już nie jestem tu, oto moje trzy ramiona

Tylko dla twojej osobistej pociechy

przedstawiam ci: Bianca, Bruna, Blu

Książka ukazuje się przy wsparciu Agnieszki i Jacka Kołaczków

Projekt okładki: Piotr Piwocki

Redakcja: Grażyna Jeżewska

Skład: TINTA usługi wydawnicze

Produkcja: Cezary Kościelniak

© Copyright by Bianka Rolando

© Copyright by Drukarnia i Księgarnia Świętego Wojciecha Sp. z o.o., Poznań 2009

ISBN 978-83-7516-450-3

Wydawca:

Drukarnia i Księgarnia Świętego Wojciecha Sp. z o.o.

Wydawnictwo Święty Wojciech

pl. Wolności 1, 60-967 Poznań

tel. (0-61) 852 91 86, w. 125

wydawnictwo@swietywojciech.pl

Zamówienia:

Dział Sprzedaży i Logistyki

Al. Karola Marcinkowskiego 1, 61-745 Poznań

tel. (0-61) 856 22 81(-82, -83), fax (0-61) 856 22 80

sprzedaz@swietywojciech.pl • zamowienia@mojeksiazki.pl

www.swietywojciech.pl • www.mojeksiazki.pl

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.