Wydawca: Vocatio Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 268 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bezpieczne relacje - Henry Cloud, John Townsend

  • Dlaczego tak często wybieram ludzi, którzy mnie zawodzą?
  • Dlaczego przyciągam nieodpowiedzialne osoby?
  • Dlaczego w mojej pracy trafiam na ludzi pozbawionych skrupułów?
  • Dlaczego tak trudno jest mi znaleźć przyjaciół?
  • Co takiego jest we mnie, że przyciągam złych ludzi?

 

Czy którekolwiek z tych pytań brzmi znajomo? Czy ktoś z Twoich bliskich lub Ty sam/sama je sobie zadawałeś/zadawałaś? Jeśli tak, to książka ta jest dla Ciebie. Pomoże Ci ona zdobyć lub pogłębić swą wiedzę na temat zdolności rozpoznawania charakteru człowieka, która sprowadza się do właściwej oceny tego, kto jest dla mnie dobry, a kto nie.

Dobre osoby swoją obecnością, uczciwością i akceptacją sprawiają, że stajemy się lepszymi ludźmi. Takie osoby pozytywnie wpływają na nasz rozwój duchowy. Problem pojawia się, gdy zaufamy niewłaściwej osobie oraz gdy taka sytuacja się powtarza. Z wielu powodów zbliżamy się do tych, którzy nas wykorzystują, zaniedbują, szkodzą bądź niszczą. Takie sytuacje będą prowadzić do depresji, kompulsywnego zachowania, problemów i konfliktów w pracy oraz w małżeństwie. Jak ich uniknąć i jak sobie z nimi radzić?

Dzięki wiedzy zawartej w tej pozycji nauczysz się odróżniać ludzi bezpiecznych od niebezpiecznych, a także rozróżniać przyjaciół prawdziwych i pozornych. Ta potrzebna i bardzo przydatna umiejętność zwiększy Twoją pewność siebie, zapewni Ci wewnętrzny spokój i przyciągnie satysfakcjonujące, Bezpieczne relacje. Warto po tę książkę sięgnąć.

Opinie o ebooku Bezpieczne relacje - Henry Cloud, John Townsend

Fragment ebooka Bezpieczne relacje - Henry Cloud, John Townsend

Tytuł oryginału:

Safe People

Tłumaczenie:

Rafał Paprocki

Redakcja:

Anna Niemyska

Korekta:

Anna Palusińska i Zespół VOCATIO

Redakcja techniczna:

Małgorzata Biegańska-Bartosiak

Projekt okładki:

Radosław Krawczyk

Copyright © 1995 by Henry Cloud and John Townsend

Published by arrangement with The Zondervan Corporation L.L.C.,

a division of HarperCollins Christian Publishing, Inc.

All rights reserved.

Copyright for the Polish edition © 2018 by Oficyna Wydawnicza VOCATIO.

All rights to the Polish edition reserved.

Większość cytatów biblijnych zaczerpnięto z nieopublikowanego Nowego Przekładu Dynamicznego (NPD) za zgodą Wydawnictwa NPD © 2018 by Wydawnictwo NPD.

Wszelkie prawa do wydania polskiego zastrzeżone.

Książka, ani żadna jej część, nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

W sprawie zezwoleń należy zwracać się do:

Oficyna Wydawnicza VOCATIO

02-798 Warszawa, ul. Polnej Róży 1

e-mail:vocatio@vocatio.com.pl

Redakcja: tel. (22) 648 54 50, 504 793 694

Dział handlowy: tel. (22) 648 03 78

e-mail:handlowy@vocatio.com.pl

Księgarnia internetowa:

e-mail:sklep@vocatio.com.pl

www.vocatio.com.pl

ISBN 978-83-7829-277-7

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

Henry:

Tori i moim przyjaciołom

John:

Barbi, najbezpieczniejszej dla mnie osobie

Zarejestruj się na stronie

www.vocatio.com.pl

jako odbiorca naszego newslettera,

a będziesz otrzymywał informacje o nowościach, zniżkach

i specjalnych promocjach przygotowanych dla naszych Klientów.

Możesz oczekiwać zniżek nawet o 20–50%

od ceny detalicznej.

PODZIĘKOWANIA

Dziękujemy następującym osobom:

– uczestnikom Poniedziałkowych Wieczornych Terapii w Irvine w Kalifornii, którzy służyli pomocą w początkowym etapie tworzenia tej książki;

– naszemu wspólnikowi Bobowi Whitonowi za jego uczciwość i pracowitość;

– naszemu przyjacielowi Steve’owi Tuckerowi za jego miłość do Jezusa;

– naszemu agentowi Saely’emu Yatesowi za wskazówki i okazane wsparcie;

– naszemu wydawcy Sandy Vander Zicht za cierpliwość w trakcie tworzenia tej książki.

WSTĘP

• Dlaczego tak często wybieram ludzi, którzy mnie zawodzą?

• Jak powinienem reagować na krytykującego mnie szefa?

• Dlaczego przyciągam nieodpowiedzialne osoby?

• Dlaczego w mojej pracy trafiam na ludzi pozbawionych skrupułów?

• Dlaczego tak trudno jest mi znaleźć przyjaciół?

• Co jest we mnie takiego, że przyciągam złych ludzi?

Czy którekolwiek z tych pytań brzmi znajomo? Czy ktoś z twoich bliskich lub ty sam/sama je sobie zadawałeś/zadawałaś? Jeśli tak, to książka ta jest dla ciebie. Pomoże ci ona zdobyć lub pogłębić swą wiedzę na temat zdolności rozpoznawania charakteru człowieka, która sprowadza się do właściwej oceny tego, kto jest dla mnie dobry, a kto nie.

Czym jest rozpoznanie charakteru? Oznacza ono po prostu umiejętność oddzielenia „owiec od kozłów” w naszym codziennym życiu, oceny, kto jest dla mnie dobry, a kto nie. Ci, którzy są dla nas dobrzy, to tak zwani bezpieczni ludzie – osoby, które przez swoją obecność w naszym życiu powodują, że stajemy się lepsi.

Bezpieczni ludzie to ci, dzięki którym stajemy się takimi osobami, jakimi chciałby nas widzieć Bóg. Chociaż niedoskonali, to jednak wystarczająco dobrzy, aby przyczynić się do powstania dobra także w nas. Akceptują nas, są blisko, są uczciwi i przez to pomagają nam wydać dobry owoc w naszym życiu.

Pracując od lat jako terapeuci, zwróciliśmy uwagę na jeden zwykły, ale bardzo ważny fakt: potrzebujemy siebie nawzajem. Bóg chce posługiwać się nami, żebyśmy byli Jego „rękami i nogami”, abyśmy się wspierali, pocieszali i umacniali nawzajem: „Gdzie bowiem dwoje lub troje wierzących, którzy trwają we mnie, uzgodni coś wspólnie w sprawach napominania, tam również ja wspieram to moim autorytetem” (Mt 18,20 NPD).

Wiele osób, kierując się potrzebą bliskości z drugim, szuka relacji. Ludzie robią to, gdy czują się samotni i zestresowani – szukają kogoś, kto dzieliłby ich radości i sukcesy, kto zrozumiałby ich braki i problemy, gdy wreszcie potrzebują mądrości i prowadzenia.

Problem pojawia się, gdy zaufamy niewłaściwej osobie oraz gdy taka sytuacja się powtarza. Z wielu powodów zbliżamy się do tych, którzy nas wykorzystują, zaniedbują, szkodzą bądź niszczą. Takie sytuacje będą prowadzić do depresji, kompulsywnego zachowania, problemów i konfliktów w pracy oraz w małżeństwie. Jak ich uniknąć i jak sobie z nimi radzić?

Wierzymy, że Biblia zawiera klucz do zrozumienia, jak odróżnić ludzi bezpiecznych od niebezpiecznych. Uczy nas także, jak samemu być bezpiecznym człowiekiem dla innych. W dobie coraz gorszych relacji międzyludzkich zasady duchowe są nadal aktualne, bo są ponadczasowe.

Spojrzenie z lotu ptaka

Poniżej przedstawiamy zarys tego, czego ta książka nauczy cię o bezpiecznych i niebezpiecznych ludziach.

W części pierwszej – „Niebezpieczni ludzie” – dowiesz się, kim są niebezpieczne osoby oraz poznasz dwadzieścia cech, które je wyróżniają (rozdziały 1 do 4).

W części drugiej – „Czy przyciągam niebezpiecznych ludzi” – zarysujemy istotę zagadnienia: dlaczego wybierasz niewłaściwe osoby i jak rozwiązać ten problem (rozdziały 5 do 8).

Z części trzeciej – „Bezpieczni ludzie” – nauczysz się, kim są bezpieczne osoby i dlaczego ich potrzebujemy. Otrzymasz również praktyczne wskazówki, jak znaleźć bezpiecznych ludzi i budować z nimi relacje.

Napisaliśmy tę książkę, aby pomóc ci spojrzeć zarówno w głąb siebie, jak i na zewnątrz. Spojrzenie na zewnątrz to krytyczna ocena ludzi, z którymi tworzysz relacje. Dzięki podanym wskazówkom biblijnym zaczniesz odkrywać prawdziwą naturę innych osób, zarówno dobrych, jak i złych.

Książka Bezpieczne relacje pomoże ci również określić swoje słabe punkty i miejsca podatne na zranienie, a także zrozumieć, dlaczego inni tak łatwo tobą manipulują bądź ty kontrolujesz innych. Kiedy będziesz świadomy swoich słabości, nauczysz się, jak je przezwyciężać. Zaglądając w głąb siebie, zobaczysz, w jaki sposób ty możesz być niebezpieczny dla innych. Bóg chce przed tobą odsłonić te kwestie i pomóc ci stać się dojrzałym.

Jeszcze jedno: gdy zaczniesz doskonalić się w tych kluczowych sprawach, pamiętaj, że Bóg rozumie twoje zmagania z sobą samym, by się otworzyć, zaufać i kochać. Chociaż jest Bogiem, On też może zostać zraniony. Jego pragnieniem jest doprowadzić cię do głębokiej relacji z sobą i tymi, którzy są Jego dziećmi. Gdy zatem będziesz czytał ten poradnik, my będziemy się modlić, abyś odczuł troskę Boga o ciebie. „(…) nie mam żadnej wątpliwości, że Ten, który zapoczątkował w was to dobre dzieło, będzie je wydoskonalał aż do dnia powtórnego przyjścia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6 NPD).

DR HENRY CLOUD

DR JOHN TOWNSEND

CZĘŚĆ PIERWSZANIEBEZPIECZNI LUDZIE

ROZDZIAŁ PIERWSZYKIM SĄ NIEBEZPIECZNI LUDZIE

Gdy byłem studentem, często umawiałem się na randki, choć wolałem raczej zwyczajne przyjaźnie. Było tak, aż do momentu, gdy jeden z przyjaciół przedstawił mi Karen. Od chwili, gdy ujrzałem ją stojącą w salonie jego domu, cały mój świat wywrócił się do góry nogami.

Karen była atrakcyjną blondynką i zadeklarowaną chrześcijanką obdarzoną szczególnym poczuciem humoru, który przejawiała w najmniej spodziewanych momentach. Inteligentna i lubiana przez wszystkich, czuła się doskonale zarówno na oficjalnych uroczystościach, jak i na sobotnim meczu futbolu.

Zaczęliśmy się umawiać i nasza relacja szybko stała się bliska. Chodziliśmy na kolacje do tanich studenckich restauracji. Spotykaliśmy się z przyjaciółmi. Czasami nawet razem się uczyliśmy. Jedną z naszych ulubionych rozrywek było siedzenie na dziedzińcu uniwersytetu i wymyślanie historii o osobach, które właśnie przechodziły. Karen wyobrażała sobie na przykład węszących agentów FBI, ja zaś dodawałem, że mają oni zamiar porwać władze uczelni.

Przez następnych kilka miesięcy nasza relacja się rozwijała. Byłem wciąż bardzo szczęśliwy, że poznałem Karen, i zastanawiałem się, czy to ona jest tą kobietą, którą dał mi Bóg, abym ją poślubił. Zauroczony i podekscytowany, nie zauważałem pewnych sygnałów. Kilka razy Karen nie mogła pójść ze mną na pizzę lub wspólnie się uczyć. Twierdziła, że jest zajęta, i szybko zmieniała temat rozmowy. Sądziłem, że prawdopodobnie za dużo wymagam, więc starałem się nie wywierać na nią presji.

Pewnego razu wpadłem do niej, żeby zrobić jej niespodziankę. Słysząc przez drzwi głosy, zapukałem i zawołałem: „To ja”. Odgłosy ucichły. Jeszcze chwilę się dobijałem, po czym wzruszyłem ramionami i odszedłem. Może Karen z przyjaciółką rozmawiały o swoich sekretach? Myślałem: „Kim jestem, żeby przeszkadzać?”.

Innym razem mój przyjaciel Bill próbował mnie ostrzec, ponieważ słyszał, że Karen już wcześniej łamała serca mężczyznom. Byłem pewny, że Bill jest zazdrosny albo się myli, więc go zignorowałem.

Jednakże najbardziej niepokojące powinno być to, co robiliśmy, gdy byliśmy razem. Gdy Karen czegoś chciała, było przyjemnie. Jeśli chciała się uczyć, robiła to z radością. Jeśli chciała się bawić, angażowała się w to całą sobą. Jeśli jednak to ja chciałem się uczyć, ona – zamiast mi towarzyszyć – okazywała zniecierpliwienie i wychodziła ze swoimi znajomymi.

Podobnie było także w ważniejszych dziedzinach życia. Ja robiłem dla niej wszystko, ona dla mnie – prawie nic. Pewnego razu, gdy konflikt z jednym z moich przyjaciół osiągnął apogeum, Karen nie odwiedzała mnie przez kilka dni, abym „sam znalazł rozwiązanie”.

Nastał dzień, w którym prawda, tak przeze mnie unikana, spadła na mnie z całą mocą. Wszedłem do jej mieszkania i zastałem ją całującą się z innym chłopakiem.

Pamiętam, jak Karen odwróciła się i mnie zobaczyła. Na jej twarzy odbiło się zdumienie. Była w ramionach mojego następcy. Trzymając go za rękę, oświadczyła: „Chciałam ci powiedzieć, John, wiem, że jesteś z tych, którzy zrozumieją”.

I w pewien sposób zrozumiałem. Nie poddałem się złości. Nie uderzyłem Pana Nowego ani nie wyzwałem go na pojedynek. Zgodnie z formą przyjętą w naszym związku uśmiechnąłem się smutno i wymamrotałem: „Całkowicie rozumiem, musiało to być dla ciebie trudne”.

Karen podziękowała mi za zrozumienie, a ja odszedłem.

Widywałem ją czasami w następnych miesiącach, ale nasze ścieżki się rozeszły. Potrzebowałem jednak dość długiego czasu, żeby dojść do siebie. Sądziłem, że mój związek z Karen jest silniejszy, niż był w rzeczywistości, i dlatego byłem w szoku. Tylko z nią rozmawiałem o pewnych sprawach i uczuciach, dzieliłem się myślami, powierzałem jej moje najgłębsze tajemnice. Byłem zachwycony, że – jak mi się wydawało – nasze dusze splatały się coraz mocniej w drodze do wiecznej miłości, rodziny, radości oraz służby Bogu i ludziom.

Dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie faktu, że Karen zmieniała chłopaków jak rękawiczki. Słyszałem plotki, że schemat ten powtarzał się wiele razy. Relacja z nią zraniła moją dumę i przestałem ufać innym ludziom. Co więcej, zacząłem wątpić także w siebie.

Zastanawiające było, że choć Karen naprawdę mocno mnie zraniła, uczucie straty nie opuszczało mnie bardzo długo. Modliłem się za nią. Rozmawiałem z przyjaciółmi, którzy wysłuchiwali moich żalów. Dostrzegałem wszystkie wady jej charakteru, których wcześniej nie widziałem: obłudę, nieszczerość, nieodpowiedzialność, skoncentrowanie na sobie.

Któregoś dnia zobaczyłem ją idącą korytarzem. Opanowało mnie wzruszenie i pragnienie podobne do tego, które odczuwałem, kiedy się spotykaliśmy. I gdyby wtedy ktoś szedł koło mnie i czytał listę siedmiu grzechów głównych Karen, nie zważałbym na to. Wciąż przeżywałem dawne emocje.

Bóg był jednak dla mnie dobry i pozwolił mi osiągnąć dojrzałość. W końcu się ożeniłem i wraz z Barbi darzymy się nawzajem wielką miłością. Nie mogę sobie wyobrazić życia bez niej. Widzę teraz wszystkie przyczyny, dla których ja i Karen nie moglibyśmy być ze sobą. Przez lata zastanawiałem się, jak mogłem tak bardzo się mylić i brać kogoś złego za dobrego.

Czy to twoje życie?

Przejdźmy teraz od romantycznych opisów do analizy naszych relacji. Pomyśl przez chwilę. Czy kiedykolwiek związałeś się z kimś takim jak Karen? Może był to najlepszy przyjaciel, może współpracownik, krewny, znajomy z Kościoła. Może było ich wielu.

Większość z nas była w takich relacjach. Czy kiedykolwiek zostałeś porzucony, wykorzystany bądź zraniony? Czy pytałeś siebie: „Co do licha robię źle?”. Nie jesteś w tym sam.

Gdy jesteśmy krzywdzeni przez innych, automatycznie obwiniamy o to tkwiącą w nas potrzebę więzi z innymi osobami. Możesz pomyśleć: „Znów zaufałem ludziom, a nie Bogu” bądź: „Już wiem, nie można polegać na ludziach”.

Chociaż jest prawdą, że ludzie nie potrafią kochać tak doskonale jak Bóg, to Pismo święte uczy nas, że Bóg stworzył nas do relacji zarówno z Nim, jak i z innymi. Gdy oświadczył: „Nie jest dobrze, by mężczyzna był sam” (Rdz 2,18 NPD), mówił nie tylko o małżeństwie. Wskazywał na wagę relacji w ogóle. Bycie stworzonym na obraz Boga oznacza też wpisaną w człowieczeństwo potrzebę związków z innymi ludźmi.

Problemem nie jest nasza potrzeba przyjaźni, bliskości, przylgnięcia do innych. Jest ona dobra i dana przez Boga. Jednakże bez pewnych umiejętności i dojrzałości ta potrzeba może nas wpędzić w poważne kłopoty. Prawdziwym problemem jest to, że nie potrafimy rozpoznawać charakteru innych ludzi.

Rozpoznawanie charakteru

Pewnego wieczoru miałem wykład dla grupy studentów chrześcijańskich o randkowaniu i relacjach. Na koniec zapytałem: „Jakich cech szukacie w potencjalnym ukochanym bądź małżonku?”. Odpowiedzi były mniej więcej takie: „Potrzebuję kogoś uduchowionego, pobożnego, ambitnego i miłego w kontakcie”. Odpowiadali tak, jak się spodziewałem. I to mnie niepokoiło, gdyż z doświadczenia wiedziałem, że te cechy nie zapewnią trwałości związku.

Gdy zacząłem pytać ich dalej – o problemy związane z cechami charakteru w różnych relacjach między ludźmi – w ogóle nie orientowali się w tym temacie. Udzielali mi wielu ogólnikowych odpowiedzi, często religijnych, oraz dawali przykłady osób – bez większego związku z tym, co Biblia mówi o relacjach.

Tymczasem ludzie przeżywający trudności nie uważają, że to kwestie religijne są problemem. Mówią natomiast:

• On mnie nie słucha.

• Ona jest tak doskonała, że nie rozumie moich zmagań.

• On wydaje się tak odległy, że czuję się samotna.

• Ona wciąż stara się mnie kontrolować.

• On składa wiele obietnic, ale ich nie spełnia.

• On wciąż potępia i osądza.

• Ona wciąż się na mnie złości za coś, czego nie zrobiłem.

• Bycie z nią wyzwala we mnie to, co najgorsze.

• Nie mogę mu zaufać.

Możemy rozwijać tę listę w nieskończoność. Są to bolesne żale, które przyjaciele i terapeuci słyszą od zranionych osób, gdy opisują one swoje relacje.

Gdy słuchamy Boga, który mówi o swoich problemach z relacjami z człowiekiem, lista, którą moglibyśmy stworzyć, bardziej przypomina tę drugą niż pierwszą. Mówi On między innymi, że Jego lud „jest z dala” (Iz 29,13), „niewierny” (Joz 22,16), „pyszny i nieprawy” (Pwt 8,14; Ps 36,2), „niemiłujący” (1 J 4,20), „osądzający” (Rz 2,1).

Gdy Bóg rozmawia ze swoim ludem, nie używa języka i terminów religijnych. Opowiada, jak ludzie traktują Jego i siebie nawzajem, pyta, czy dotrzymują danego słowa. Po prostu patrzy na charakter człowieka. Widzi zabiegi mające na celu pokazanie się z jak najlepszej strony i wie, w jaki sposób charakter człowieka wpływa na relację z Nim i ze światem. W Biblii spotykamy wielu „religijnych” ludzi, którzy mogliby się znaleźć na negatywnej liście stworzonej przez moich studentów. Są to ci sami ludzie, z którymi wciąż konfrontował się Jezus i prorocy Starego Testamentu. Z zewnątrz sprawiali niezłe wrażenie, jednakże po bliższym przyjrzeniu okazywali się okropni.

Nie mamy w życiu wielu okazji do ćwiczenia oceny charakteru. Mamy tendencje do patrzenia na to, co na zewnątrz, a nie wewnątrz człowieka (zob. 1 Sm 16,7; Mt 23,25-28). Oceniamy ludzi na podstawie wyglądu zewnętrznego i wchodzimy z nimi w relacje, a potem doświadczamy tego, co tkwi wewnątrz nich. Patrzymy na sukcesy zawodowe, wdzięk, wygląd, poczucie humoru, status społeczny, wykształcenie, osiągnięcia, talenty, hojność czy zaangażowanie religijne. Potem zaś cierpimy z powodu niszczącej relacji i odchodzimy z pustymi rękoma.

Kim są „źli” ludzie?

Moi synowie uwielbiają oglądać kreskówki w sobotnie poranki. Szczególnie lubią starcia superbohaterów i czarnych charakterów. Dociekają wówczas, który jest tym dobrym, a który złym. Jest to dla nich oczywiście proste. Dobrzy bohaterowie są wyraziści, mają cechy heroiczne oraz mocne głosy. Postacie negatywne są brzydkie, mają okropne ubrania i niski, groźny tembr głosu.

W prawdziwym życiu nie tak łatwo zauważyć złych ludzi. Są szczególnie trudni do rozpoznania. Często sprawiają wrażenie ujmujących, relacja z nimi wygląda obiecująco, zaś ich problemy charakterologiczne wydają się nieistotne. Skąd zatem mamy wiedzieć, komu zaufać?

Chociaż istnieje wiele rodzajów niebezpiecznych ludzi, to dużą część z nich da się zakwalifikować do jednej z trzech kategorii: porzucający, krytykujący, nieodpowiedzialni.

Porzucający

Porzucającymi nazywamy ludzi, którzy potrafią nawiązać relację, ale nie potrafią jej zakończyć.

Ron doszedł ostatnio do bolesnego wniosku, że przez trzydzieści dziewięć lat swojego życia nie stworzył żadnych istotnych relacji, które przetrwałyby dłużej niż rok.

„Wiesz, niedługo będę miał czterdziestkę – wyznał – i zawsze myślałem, że będzie to jakiś kamień milowy w moim życiu, że będę miał kilka »kotwic« – ludzi, których znam przynajmniej od dziesięciu lat, z którymi spędziłem czas na modlitwie, grze w golfa, dyskusjach oraz na obdarzaniu się nawzajem najgłębszymi uczuciami.

Do tej pory jednak tak się nie stało. Poznaję kogoś, idziemy na lunch, nasze żony się spotykają i w ciągu kilku miesięcy tracimy kontakt. Mówię wówczas: »Facet był w porządku – ale gdzie się podział?«”.

Ron należy do osób, które wiążą się z ludźmi porzucającymi – ludźmi, którzy potrafią rozpocząć relację, ale nie umieją jej zakończyć. Początkowo mówią wzniosłe słowa o przyjaźni i wzajemnym zaangażowaniu, ale porzucają nas, gdy najbardziej ich potrzebujemy.

Porzucający zazwyczaj sami są porzuconymi. Czasami, bojąc się prawdziwej bliskości, wolą tylko powierzchowne znajomości. Inni szukają doskonałych przyjaciół i wycofują się, gdy w relacji pojawią się pierwsze problemy.

Porzucający niszczą zaufanie. Ci, których porzucają, mówią: „Nigdy nie będę miał nikogo, kto się dla mnie poświęci”. Jest to odejście od Bożego ideału, czyli od zakorzenienia w Chrystusie i ugruntowania w postawie Bożej miłości (por. Ef 3,17). Ci, którzy wiążą się z porzucającymi, stają się zazwyczaj smutni, przejawiają zachowania kompulsywne lub mają inne problemy.

Krytykujący

Krytykujący to ludzie, którzy zaczynają odgrywać rolę rodziców wobec wszystkich, których spotkają. Oceniają, mówią prawdę bez miłości i nie zostawiają miejsca na łaskę i przebaczenie.

Marta wyszła z kościoła, kręcąc głową. Znów déjà vu! Szukała bezpiecznej wspólnoty chrześcijańskiej, w której mogłaby wzrastać i służyć innym. Przez ostatni rok spędziła kilka tygodni w różnych kościołach, poznając charakter zgromadzenia i wyznawane przezeń wartości.

Było to przedziwne. Ostatnie trzy kościoły, które odwiedziła, odznaczały się legalizmem, były sztywne i krytyczne. Ich doktrynę można by podsumować jednym zdaniem: „Jeśli jesteś chrześcijaninem, powinieneś działać we wspólnocie”. Marta siedziała i słuchała kazania o tym, jak to bogobojni chrześcijanie nie grzeszą, a bezbożni oddają się złu.

Marta wiedziała, że wszyscy ludzie grzeszą, niezależnie od tego, czy są chrześcijanami, czy nie. I znów powróciło do niej natrętne pytanie: „Czemu znów przylgnęłam do takich ludzi? Co jest ze mną nie w porządku?”.

Krytykujący są bardziej zainteresowani wytykaniem błędów niż nawiązywaniem relacji. Zazwyczaj koncentrują się na zagadnieniach doktrynalnych i etycznych (które oczywiście są ważne), natomiast lekceważą miłość, współczucie i przebaczenie. Często mylą słabość z grzesznością, wobec czego potępiają tych, którzy mają jakiekolwiek kłopoty.

Krytycy wskazują palcem innych, a nie siebie. Bywają zgorszeni problemami spowodowanymi przez innych ludzi i proponują jako panaceum rozwiązania w stylu: „myśl, czuj, wierz i postępuj tak, jak moja wspólnota”.

Krytykujący zazwyczaj szczerze kochają prawdę i sprawiedliwość. Ponieważ myślą racjonalnie, warto czerpać od nich informacje. Należy jednak unikać wchodzenia z nimi w relacje, ponieważ ich prawda jest zatruta tendencją do osądzania.

Jeśli wiążesz się z takimi osobami, może być dla ciebie pomocna klarowność ich rozumowania i krystaliczne spojrzenie na świat. Musisz jednak uświadomić sobie, że wpędzają cię w poczucie winy, uległość oraz ogromny niepokój, gdy popełniasz błędy.

Nieodpowiedzialni

Nieodpowiedzialni to ludzie, którzy nie dbają ani o siebie, ani o innych. Mają problemy z oddawaniem długów, nie rozważają konsekwencji swoich czynów oraz nie postępują zgodnie ze swoimi przekonaniami. Są jak duże dzieci.

Mój przyjaciel Jeremy miał wciąż kłopoty finansowe. Zawsze był spłukany. Przychodził do mnie i prosił o pożyczkę, mówiąc: „Oddam ci w ciągu kilku tygodni, gdy stanę na nogi”.

Zależało mi na Jeremym i czułem się kimś ważnym, skoro zaufał mi na tyle, żeby zwrócić się do mnie z prośbą. Czas płynął, a ja nie odzyskiwałem swoich pieniędzy. Nie dopominałem się też o nie. Po kilku miesiącach Jeremy znów miał problemy i znów zwrócił się do mnie po pomoc. Niechętnie się zgodziłem, a on obiecał oddać wszystkie długi. I znów nic z tego nie wyszło.

W końcu wpadłem na pomysł, co robić. Powiedziałem Jeremy’emu: „Od tej pory nie istnieje w naszym słowniku słowo pożyczka. Istnieje tylko dar. Wiem, że chciałeś oddać mi pieniądze, lecz nie zmieniłeś swoich zachowań w kwestii finansów tak, aby to zrobić. Gdy zatem poprosisz o pomoc, to albo dam ci prezent, nigdy nie oczekując zwrotu, albo odmówię”.

Jeremy myślał, że zwariowałem, ale to bardzo mi pomogło. W ten sposób można funkcjonować z osobami nieodpowiedzialnymi. Jeśli polegasz na ich słowach, możesz wpaść w finansowe, życiowe bądź emocjonalne tarapaty.

Jeśli jesteś związany z nieodpowiedzialnymi ludźmi, przypuszczalnie:

• sprzątasz po nich;

• przepraszasz innych w ich imieniu;

• tłumaczysz ich;

• dajesz im kolejne szanse;

• płacisz za ich przewinienia i zapominalstwo;

• narzekasz na nich;

• gniewasz się na nich.

Wielu nieodpowiedzialnych to ludzie troskliwi, ciepli i kochający zabawę. Lubię nieodpowiedzialnych. Pomagają mi docenić to, co się dzieje dziś, a nie martwić się o jutro. W ich głowach nie ma miejsca na jutro! Zazwyczaj są osobami empatycznymi i współczującymi. Jednak, chociaż lubię nieodpowiedzialnych, to im nie ufam. Ich brak rzetelności może spowodować liczne problemy, począwszy od długiego czekania na nich w restauracji po utratę ważnych kontraktów biznesowych, ponieważ nie dostarczyli na czas dokumentów. Jak mówi Księga Przysłów: „Raczej spotkać niedźwiedzicę, co straciła małe, niżeli głupiego z jego głupotą” (Prz 17,12 BT)1.

Ponieważ nieodpowiedzialny ma problemy z odkładaniem przyjemności na później, zazwyczaj staje się alkoholikiem, człowiekiem uzależnionym od seksu i wiecznym dłużnikiem.

Możesz stworzyć „siatkę bezpieczeństwa” wokół osoby nieodpowiedzialnej. Po prostu przestań płacić za jego lub jej problemy. Dotyczy to przyjaciół, dorosłych dzieci, małżonka czy współpracownika. Każdy nieodpowiedzialny ma bowiem kogoś, kto łagodzi konsekwencje jego zachowań i chroni go.

Powyżej omówiliśmy trzy rodzaje niebezpiecznych ludzi. Pomyśl o tych, którzy cię otaczają i wspierają. Może tkwisz w relacji z porzucającym, krytykującym bądź nieodpowiedzialnym.

W następnych rozdziałach zatrzymamy się nad kolejnymi cechami niebezpiecznych ludzi. Skonfrontujemy ich z postawą ludzi bezpiecznych. Dzięki temu będziesz umiał odczytać sygnały świadczące o niebezpieczeństwie pojawiającym się w twoich relacjach. Nauczysz się podejmować mądre decyzje i postępować z niebezpiecznymi ludźmi w twoim życiu.

ROZDZIAŁ DRUGICECHY OSOBISTE NIEBEZPIECZNYCH LUDZI

Mary i Donna były partnerkami w dobrze rozwijającej się firmie dekorującej wnętrza. Przez lata pokonały razem wiele problemów. Pewnego razu Mary zdecydowała się powiedzieć Donnie, że jej zachowanie jest bardzo przykre. „Zawsze przerywasz mi, gdy mamy spotkanie z klientem – powiedziała. – To sprawia, że czuję się gorsza”.

„Może rzeczywiście jesteś” – wypaliła Donna.

Mary patrzyła na nią oszołomiona. „Jak mogłaś powiedzieć coś takiego? – zapytała. – Jesteśmy partnerkami! Zawsze pracowałam tak samo ciężko jak ty!”.

Ale Donna nie mogła znieść myśli, że nie jest idealna. Nie była w stanie przyjąć do wiadomości przekazu przyjaciółki ani go przemyśleć i zaatakowała Mary. Gdy ta próbowała rozwiązać konflikt, jej wspólniczka zakończyła przyjaźń i zerwała współpracę.

Mary była zdruzgotana. Gdy jednak cofnęła się myślą i przeanalizowała lata współpracy z Donną, zobaczyła, że jej przyjaciółka postępowała tak samo z innymi ludźmi. Jeżeli coś było nie po jej myśli, to zwracała się przeciwko drugiej osobie, osądzając ją i mszcząc się oraz wykreślając ze swojego życia. Na długo przedtem, zanim Donna porzuciła Mary, pojawiły się pierwsze oznaki tego, że jest ona niebezpiecznym człowiekiem. (Mary potrzebowała także głębszej analizy sposobu dobierania sobie przyjaciół, ponieważ doświadczyła już wcześniej podobnego odrzucenia. Naszą własną odpowiedzialność za wchodzenie w związki z nieodpowiednimi osobami omówimy w rozdziale 5).

Niebezpieczni ludzie mają cechy osobiste, które czynią ich bardzo groźnymi dla innych. Postępują tak, jakby ich życie było uporządkowane w najdrobniejszym szczególe. Są samowystarczalni. Żądają zaufania. A gdy zasłona ich doskonałości zostaje zdarta, wybuchają jak Donna bądź znikają.

W najbliższych dwóch rozdziałach omówimy dwadzieścia cech niebezpiecznych ludzi – w pierwszym jedenaście cech osobistych, w drugim – dziewięć cech społecznych. Są one sygnałem ostrzegawczym. Jeśli zauważysz je u którejś z bliskich ci osób, powinieneś zachować ostrożność i powierzyć ten związek Bogu.

W tym i następnym rozdziale znajdziesz wiele przykładów negatywnych. Każdemu z nich jednak odpowiada przykład pozytywny. Gdy skoncentrujesz się na cechach pozytywnych, z łatwością stworzysz sobie obraz człowieka bezpiecznego. Bezpieczni ludzie na przykład przyznają się do swoich słabości. Są pokorni. Udowadniają z biegiem czasu swoją wiarygodność. Wróć pamięcią do tych pozytywnych przykładów, gdy będziesz czytał trzecią część tej książki: „Bezpieczni ludzie”. I szukaj tych cech w swoich relacjach. Gdy będziesz o nich pamiętał, wyostrzysz swój zmysł rozeznawania i nauczysz się odróżniać bezpieczne relacje od niebezpiecznych.

1. Niebezpieczni ludzie myślą, że panują nad swoim życiem, zamiast przyznać się do słabości

Pewnego dnia w czasie lunchu moja przyjaciółka Sally opisała mi jedną ze swoich przyjaźni. „Naprawdę kocham i podziwiam Julię, ale… – westchnęła. – Coś nie gra w naszej przyjaźni”.

„Co masz na myśli?” – zapytałem.

„Wydaje mi się, że chodzi o to, że ona nie ma żadnych potrzeb – wytłumaczyła Sally. – Myślę, że to ja jestem tą, która ma wciąż problemy. Opowiadam o swoich kłopotach w małżeństwie i innych dziedzinach życia. To ja się otwieram, a ona nigdy. Sprawia wrażenie, jakby miała wszystko poukładane, a ja czuję się gorsza”.

„Co trapi cię najbardziej?” – zapytałem.

„Wydaje mi się, że ona mnie wcale nie potrzebuje” – odpowiedziała.

Gdy ktoś jest totalnie poukładany, to jego przyjaciele doświadczają następujących możliwych do przewidzenia problemów:

• Poczucie bezładu. Zażyłość buduje się na dzieleniu się słabością, przyjaźń polega na dzieleniu się tym, co niedoskonałe.

• Poczucie bycia gorszym. Od kogoś, kto nie potrzebuje innych, emanuje poczucie wyższości.

• Poczucie bycia słabszym, niż się jest w rzeczywistości. Słabsza osoba jest w relacji tą „na dole”. Nie jest ona w stanie pokazać swojej siły, w relacji nie ma równowagi.

• Poczucie zależności od silniejszego. Słabszy myśli, że potrzebuje silniejszego, aby przetrwać.

• Poczucie złości i wrogości wobec „bycia razem”. Osoba słabsza staje się coraz bardziej zmęczona fasadowym „byciem razem” z osobą silniejszą.

• Poczucie konieczności walki o odwrócenie ról. Słabsza strona czuje się uwięziona w swojej roli i stara się to zmienić.

Osoba słabsza może próbować stać się tą mocną w innych związkach, aby zrównoważyć brak siły w pierwotnej relacji. I zamiast cierpieć w jednej złej relacji, może nawiązać kilka innych, chwiejnych i niebezpiecznych. W każdej z nich będzie się starała równoważyć elementy siły i słabości.

Ten schemat powstrzymuje także rozwój duchowy i emocjonalny strony silniejszej. Dojrzewamy, wyznając sobie nawzajem nasze winy i słabości (zob. Jk 5,16; Koh 4,10). Jeśli zawsze jesteśmy silni i nikogo nie potrzebujemy, to nie wzrastamy i kierujemy nasze życie niebezpiecznie w stronę upadku.

2. Niebezpieczni ludzie mogą być religijni, ale nie duchowi

Pamiętam moment, gdy stałem się zaangażowanym chrześcijaninem. Przez długi czas obserwowałem ludzi religijnych. Podziwiałem ich oddanie Bogu i wiedzę biblijną. Wydawali się tak mocni i związani ze sobą, że chciałem być jak oni.

Przez około pięć lat kręciłem się wśród nich. Przez ten czas dojrzałem i dowiedziałem się wiele o teologii. Nieświadomie stawałem się również coraz dalszy od bycia prawdziwym człowiekiem. Byłem coraz bardziej religijny i coraz mniej duchowy (tak dziś to rozumiem). Traciłem kontakt z moimi słabościami, bólem, potrzebami innych ludzi, grzesznością, tym, co jest we mnie złe, a także innymi aspektami mojego człowieczeństwa.

W mojej głowie zapaliła się lampka, gdy jedna po drugiej rozpadło się kilka moich relacji. Zacząłem rozważać, dlaczego nie umiem zbliżyć się do ludzi i głęboko im zaufać oraz dlaczego wiem coraz więcej o Bogu, a coraz bardziej się od Niego oddalam.

Program moich studiów wymagał podjęcia terapii, gdy zatem dołączyłem do grupy „ludzi z krwi i kości”, zaczęli mi pokazywać te sfery życia, w których udawałem. Nauczyłem się mówić o swoim bólu i niedoskonałościach, a im bardziej dostrzegałem swoje słabości, tym bardziej zbliżałem się do innych i potrzebowałem ich. Ponieważ bezpieczni ludzie wokół mnie kochali mnie takiego, jaki jestem, zacząłem im mówić o swoich zmaganiach, grzeszności i niedoskonałościach. Dojrzewałem jako osoba i dowiedziałem się więcej o Bogu niż w czasach, gdy byłem religijny.

Dzięki tym doświadczeniom byłem w stanie rozpoznać ludzi „nieprawdziwych”, choć sprawiali wrażenie uduchowionych. Zobaczyłem, że mogłem zawierać lepsze przyjaźnie z osobami, które znały Boga i Jego ścieżki, a nie tylko mówiły religijnym slangiem i uczestniczyły w kolejnych spotkaniach. Poznałem ludzi, którzy tworzyli autentyczne relacje, którzy umieli zrozumieć i pokochać innych oraz byli uczciwi wobec siebie i życia.

3. Niebezpieczni ludzie zaczynają się bronić, zamiast przyjąć informację zwrotną

Organizowałem kiedyś konferencję z kolegą, którego nazwiemy tu Jay. Podzieliliśmy się obowiązkami. Jay miał zorganizować miejsce, dowiedzieć się, czy będziemy mieli do dyspozycji rzutnik i tablicę oraz przesłać książki do wykorzystania w czasie warsztatów.

W nocy przed konferencją Jay zadzwonił do mnie: „Czy masz dodatkowe egzemplarze książki, które mógłbyś ze sobą przynieść?”.

„Co masz na myśli?” – zapytałem.

„Pomyślałem, że można by sprzedać kilka z nich w czasie warsztatów”.

„Ale to ty miałeś się tym zająć” – odpowiedziałem.

„Miałem za dużo na głowie” – stwierdził.

Starając się z całych sił zachować spokój, powiedziałem: „Ale uzgodniliśmy, że to ty będziesz odpowiedzialny za wysłanie książek na miejsce konferencji”.

„Zawsze koncentrujesz się na tym, co nie wyszło – odpowiedział ze złością. – Nigdy nie powiesz, że zrobiłem coś dobrze. Kim jesteś, żeby twierdzić, że ty wszystko robisz dobrze?”.

Jay jest przykładem niebezpiecznego człowieka. Gdy pokazałem mu jego brak odpowiedzialności, zaczął się bronić, tłumaczyć i atakować mnie.

Rozmowa z Jayem była zupełnym przeciwieństwem konwersacji telefonicznej, którą odbyłem kilka tygodni wcześniej. Moje serce łomotało, gdy odebrałem tamtego dnia telefon od przyjaciela. Zauważyłem, że martwią mnie pewne fakty z nim związane i wiedziałem, że będę musiał mu o tym powiedzieć. Wiedziałem także, że nasza relacja może ucierpieć, jeśli on tego nie przyjmie.

Oczekiwałem, że będzie się bronił i poczuje się zraniony. Lecz, ku mojemu zdziwieniu, stwierdził: „Naprawdę? Powiedz mi, jak się zachowuję”.

Zacząłem mu tłumaczyć, dlaczego uważałem pewne jego zachowania za destrukcyjne. „O rety – powiedział – nigdy o tym nie myślałem. Ale rozumiem, co chcesz mi powiedzieć – to jest z pewnością moja słabość. Czy pomożesz mi z nią walczyć?”.

Ulżyło mi, gdy zobaczyłem jego szczerość i oczywiście wyraziłem chęć pomocy. Na głębszym poziomie poczułem bliższą więź z nim i szacunek za tę odpowiedź. Przekonałem się, że bardziej chciał robić to, co jest naprawdę słuszne, niż to, co się takie wydawało w jego oczach.

Zdolność do konfrontacji jest jednym z wyznaczników tego, że osoba jest bezpieczna. W każdej relacji zdarzają się problemy, ponieważ ma je każdy człowiek. Zaś bliskie relacje to przestrzeń, w której widać je najwyraźniej. Istotne jest, czy umiemy usłyszeć od innych, że się mylimy i zaakceptować ich uwagę bez bronienia się. Biblia powtarza, że ten, kto słucha informacji zwrotnej od innych, jest mądry, zaś ten, który tego nie robi – głupi. W Księdze Przysłów czytamy: „Kto poucza szydercę, ściąga na siebie wzgardę, strofując nieprawego, sam sobie szkodzi. Nie strofuj szydercy, by cię nie znienawidził, strofuj mądrego, a będzie cię kochał. Ucz mądrego, a stanie się mędrszy, oświeć mądrego, a zwiększy swą wiedzę” (Prz 9,7-9 BT).

Biblia mówi jasno o potrzebie słuchania upomnień od innych (zob. Mt 18,15). Konfrontacja pomaga dowiedzieć się czegoś o nas samych i zmienić zachowania, które mogą być destrukcyjne.

Wszystkie bliskie relacje ranią, ponieważ nie istnieją ludzie doskonali. Jednakże ludzie bezpieczni są mądrzy – dostrzegają swój grzech i umieją pochylić się nad czyimś bólem. Po prostu umieją uznać, że się mylą. Jeśli ktoś przechodzi do defensywy, to gdy chcemy się z nim skonfrontować w jakiejkolwiek sprawie, możemy zostać zranieni przez jego cechy, które wnosi do relacji. Kto nie widzi potrzeby zmiany, nie zmieni się i będzie dalej ranił ludzi.

4. Niebezpieczni ludzie są obłudni, a nie pokorni

Faryzeusze żyjący w czasach Jezusa szczycili się swoją sprawiedliwością. Jezus opowiedział przypowieść, w której wyszydził ich postawę:

W czasie, który był wyznaczony na modlitwę w świątyni, przyszli dwaj ludzie. Jednym z nich był faryzeusz, drugim zaś poborca podatkowy. Faryzeusz stanął dumnie na środku i tak modlił się: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, oszuści i cudzołożnicy albo jak ten tutaj poborca podatkowy. Poszczę dwa razy w tygodniu, a dziesięcinę przynoszę do świątyni, licząc dokładnie ze wszystkich przychodów, jakie mam z ziemi”. W tym samym czasie poborca podatkowy stał gdzieś z boku i nawet nie śmiąc wznieść swych oczu w kierunku Niebios, bił się jedynie w piersi, łkając: „Boże, jestem wielkim grzesznikiem. Okaż mi jednak, proszę, swoje miłosierdzie”. Oświadczam wam, że ten poborca podatkowy odchodząc do swego domu, był bliżej sprawiedliwości niż faryzeusz. Każdy bowiem, kto sam siebie wywyższa, zostanie poniżony, a kto szczerze się uniża, zostanie wywyższony.

(Łk 18,10-14 NPD)

Poborca podatków nie uważał siebie za sprawiedliwego. Szukał w pokorze łaski, gdyż wiedział, że tylko dzięki miłosierdziu Boga mógł zostać pokochany i zaakceptowany. Faryzeusz natomiast uważał siebie za dobrego, a innych za złych. Wierzył – błędnie – że całe zło jest na zewnątrz niego.

Niebezpieczni ludzie nigdy nie uznają się za grzeszników, którzy zmagają się ze słabością, ponieważ uważają, że są ponad to. Owo „Jestem lepszy od ciebie” powoduje wstyd i poczucie winy u ludzi, którzy wchodzą z nimi w relację. Blokuje to rozwój tej relacji i jej pogłębienie, gdyż takie osoby nigdy nie znajdą się na tym samym poziomie, a bez tego niemożliwa jest prawdziwa bliskość. Dochodzi do porównywania, rywalizacji, wycofania się i wyobcowania.

Psychologowie nazywają taką postawę „nie-ja”. Są ludzie, których osobowość nie pozwala im zobaczyć pewnych swoich cech. Przerzucają je na innych i nie potrafią uznać swoich wad. Niestety wielu chrześcijan w taki właśnie sposób patrzy na grzech. Mówią o ludziach „ze świata” jako tych, z którymi nie mogą się utożsamić.

5. Niebezpieczni ludzie przepraszają, ale nie zmieniają swojego zachowania

„Ale teraz on naprawdę żałuje – powiedziała. – Gdy powiedziałam mu, co wiem, rozpłakał się i stwierdził, że serce mu się kraje, gdy pomyśli, co zrobił. Mogę przysiąc, że był naprawdę rozdarty”.

Moja rozmówczyni mówiła o mężu, którego nakryła na randce z inną kobietą. Nabrała się na jego „szczere cierpienie” związane z tym, co zrobił, oraz na jego obietnice, że to się nigdy nie powtórzy. Co nie znaczy, że wiele razy wcześniej nie przysięgał podobnie. Za każdym razem było mu przykro. Płakał i faktycznie na chwilę odmieniał swoje życie. To był już czwarty raz, gdy zaczął flirtować z inną kobietą, i czwarty, gdy bardzo żałował.

Jednak szczery żal musi się wiązać ze zmianą życia. Biblijnym terminem określającym tę zmianę jest nawrócenie, oznaczające całkowitą odmianę postępowania. W przeciwieństwie do opisanego wyżej przypadku prawdziwy zwrot życia jest trwały. Nie oznacza to, że zachowanie człowieka będzie od tego momentu doskonałe, ale że zmiana jest faktyczna i z czasem przyniesie owoc.

Nawrócić się oznacza zmienić myślenie, odwrócić się od zła i pozostać zmienionym. Zanim rozpoczęła się posługa Jezusa, Jan Chrzciciel surowo wzywał Żydów do nawrócenia: „O wy, podłe gady i żmijowe pomioty! Myślicie, że poddając się chrztowi, unikniecie skutków nadciągającego gniewu Boga?! Posłuchajcie więc: zamiast upajać się swoją tradycją i przekonaniem, że Abraham jest waszym ojcem, wydajcie owoc prawdziwego opamiętania się i przemiany myślenia! Zapewniam was, że Bóg nawet z kamieni może wzbudzić potomstwo Abrahama. Jak siekiera, która ścina każde drzewo niewydające dobrego owocu, tak samo gniew Boży wisi już nad wami! I jak ścięte drzewo wrzuca się do ognia, tak samo będzie z wami!” (Łk 3,7-9 NPD; wyróżnienie autora).

Żona pewnego znanego lidera chrześcijańskiego powiedziała mi: „Nie mogę sobie przypomnieć, żeby w ciągu dwudziestu pięciu lat małżeństwa mąż zranił mnie kiedykolwiek ponownie w ten sam sposób. Gdy mówi, że żałuje, to tak jest, zmienia swoje postępowanie”. Cóż za wspaniałe świadectwo!

Gdy nawracający się ludzie zobaczą zło, szczerze będą chcieli się zmienić, ponieważ nie chcą być tacy, jacy byli. Są motywowani miłością, aby nikogo więcej nie skrzywdzić. Są godni zaufania, ponieważ idą ścieżką świętości i zmiany, zaś ich zachowanie jest tego dowodem.

Ludzie, którzy natychmiast przepraszają, sprawiają wrażenie żałujących i zainteresowanych świętością, ale w rzeczywistości oszukują innych. Mówią wiele i niektórzy dają się nabrać na ich łzy i żal. W rzeczywistości jednak najbardziej żałują tego, że dali się złapać. Nie zmieniają się, a ich przyszłość będzie taka sama jak przeszłość.

Powtórzmy – nie chodzi o doskonałość. Osoby, które się zmieniają, nie są doskonałe i mogą po raz kolejny zgrzeszyć. Dokonuje się w nich jednak widoczna jakościowa przemiana. Nie koncentrują się na poczuciu winy, fakcie ujawnienia ich złego postępowania czy czyjejś krytyce.

Obietnica zmiany jest zawsze lepsza, gdy nie motywuje jej poczucie bycia przyłapanym, ale gdy jest związana z wyznaniem win i wyciągnięciem na światło tego, co było złe. Choć czasami winowajca faktycznie się nawraca i zmienia, to jego prawdziwe nawrócenie może być potwierdzone dopiero po dłuższym czasie.

Zasadniczą kwestią jest, czy zmiana jest motywowana naciskiem z zewnątrz, czy prawdziwym wewnętrznym pragnieniem. Wstyd czy strach przed czyimś gniewem nie jest dobrą motywacją. Właściwą zachętą musi być pragnienie sprawiedliwości oraz miłość do zranionej osoby.

6. Niebezpieczni ludzie unikają analizowania swoich problemów, zamiast je rozwiązać

Wiele osób zna Dwanaście Kroków Ruchu Odnowy. Pokonując je, ludzie uzależnieni pracują nad swoimi problemami i zaczynają kształtować swój charakter.

Niebezpieczni ludzie sprzeciwiają się wszelkim działaniom mającym na celu dojrzewanie charakteru, ponieważ:

• nie uznają faktu, że mają problemy, bądź też uważają, że mogą rozwiązać je sami;

• nie poddają swojego życia i woli Bogu;

• nie przyznają się, gdy kogoś skrzywdzili;

• nie przebaczają ludziom, którzy ich zranili;

• unikają stawiania czoła problemom w relacjach;

• nie łakną ani nie pragną sprawiedliwości;

• oskarżają innych o brak wrażliwości;

• nie są gotowi na konfrontację z innymi;

• nie uczą się ani nie dojrzewają;

• nie biorą odpowiedzialności za swoje życie;

• oskarżają innych o swoje problemy;

• nie chcą się dzielić problemami z innymi ani przyjmować od nich pomocy.

Ludzie, którzy nie angażują się w pracę nad dojrzewaniem charakteru, mogą być niebezpieczni, ponieważ nie chcą poznać swoich problemów i środków, które daje Bóg, aby te problemy rozwiązać. Nieświadomie ranią siebie i innych.

7. Niebezpieczni ludzie domagają się zaufania, zamiast o nie zabiegać

Mąż, który żądał zaufania od swojej żony po tym, jak odkryła jego romans, jest najlepszym przykładem kogoś, kto czuje się uprawniony do tego, aby mu ufano. Inne przykłady nie są jednak tak jednoznaczne. Znałem mężczyznę o imieniu Donald, który żądał zaufania od swojego szefa. Gdy ten poprosił go o wykaz godzin pracy, Donald poczuł się tak urażony, że odszedł z firmy i opowiadał innym, jak go obrażono.

Niektórzy ludzie uważają, że należy im się zaufanie. Często słyszymy, jak ktoś mówi: „A więc mi nie ufasz?”, „Czy kwestionujesz moją uczciwość?” bądź „Nie wierzysz mi”. Zaczynają się bronić i okazują gniew, ponieważ ktoś zapytał ich o fakty. Uważają, że nikt nie ma prawa ich przepytywać ani sprawdzać ich wiarygodności. Każdy z nas jednak bywa czasem kontrolowany, a sprzeciwianie się temu nie jest powodem do chluby.

Nawet najbardziej godny zaufania Człowiek wszech czasów – Jezus Chrystus – nie żądał dla siebie ślepego zaufania. Powiedział Żydom, którzy Go prowokowali: „Jeślibym nie pełnił dzieł, które Ojciec mój przygotował, to mi nie wierzcie! Jeśli jednak ich dokonuję, to nawet gdybyście nie potrafili zaufać temu, co mówię, zawierzcie temu, co czynię, i zrozumcie, że Ojciec jest we Mnie, a ja w Ojcu!” (J 10,37-38 NPD). Innymi słowy Jezus powiedział im, żeby sprawdzili, czy Jego słowa pokrywają się z czynami. Prawdy Jego słów dowodziły cuda, które czynił.

Jeśli tak jak Jezus jesteśmy naprawdę godni zaufania, to z radością przyjmiemy pytania od naszych najbliższych. Chcemy, by inni widzieli nasze postępowanie, aby czuli się jak najbardziej komfortowo. Chcemy wiedzieć, co powoduje ich nieufność i podejrzenia, i próbujemy zrobić wszystko, aby wyjaśnić ich wątpliwości i zmniejszyć niepokój. Chcemy przede wszystkim, żeby ludziom było z nami dobrze.

W tym sensie powinniśmy być zawsze otwarci na „audyt” ze strony tych, na których nam zależy. Jeśli jesteśmy ludźmi poważnymi i idącymi ku dojrzałości, chcemy wiedzieć, czy nieświadomie nie robimy czegoś niewłaściwego (zob. Ps 139,23-24). Ukryte grzechy i problemy są dla nas destrukcyjne, ale jeśli się rozwijamy, zauważymy je i będziemy mogli uleczyć.

Często w czasie wykładów słyszymy skargi od małżonków, którzy zrobili coś złego i są niezadowoleni, ponieważ współmałżonek „nie ufa mi, mimo że przeprosiłem”. Muszą jednak uświadomić sobie i pamiętać, że na zaufanie trzeba zasłużyć, zaś wiarygodność musi być wciąż potwierdzana. Smutne jest, że niektórzy mężowie i żony bardziej przejmują się faktem, że współmałżonek im nie ufa, niż tym, że sami spowodowali brak zaufania.

Krótko mówiąc, inni ludzie nie są zobowiązani do oceniania nas tylko pozytywnie. Na tego typu opinie trzeba sobie zasłużyć. Uważaj na ludzi, którzy mówią: „Jak śmiesz kwestionować moją doskonałość!”.

8. Niebezpieczni ludzie uważają, że są doskonali, zamiast przyznawać się do błędów

Niebezpieczni ludzie robią wszystko, żeby udowodnić, że są doskonali. Używają w tym celu swojej pracy, rodziny, umiejętności bądź religii. Chcą stworzyć wizerunek siebie doskonałego, który staje się dla nich ważniejszy niż relacje. Jeśli ktoś zagraża temu obrazowi, będą atakować, gdyż chcą go utrzymać za wszelką cenę.

Miłość zależy również od naszej zdolności przyznania się do przewinień i mówienia o tym. „Tak wiele miłości mi okazuje, gdyż doświadczyła przebaczenia wielkiej liczby grzechów” (Łk 7,47 NPD). „Doskonali” ludzie nie przyjmują łaski Bożej, zatem nigdy nie poczują się głęboko kochani. Dlatego – jak zauważył Jezus – nie mają w sobie wiele miłości, którą mogliby dać innym. Wszystko, co mają, to jest ich „doskonałość”, czyli coś płytkiego i jałowego. Relacje z takimi osobami są pełne zranień, ponieważ uciekają one od problemów, które pojawiają się między ludźmi. Będą walczyć, atakować i wskazywać palcami – robić wszystko, aby oskarżyć o zło drugą osobę, a sami pozostać nienaganni.

9. Niebezpieczni ludzie obwiniają innych, zamiast przyjąć odpowiedzialność

Bezpieczni ludzie, w przeciwieństwie do niebezpiecznych, biorą odpowiedzialność za swoje życie. Gdy uświadamiamy sobie nasze problemy i cechy osobowości, Bóg czyni nas odpowiedzialnymi za radzenie sobie z nimi oraz za podjęcie – czasem trudnej – przemiany. Niebezpieczni ludzie, zamiast iść tą drogą, zazwyczaj oskarżają innych, przeszłość, Boga, grzech lub cokolwiek innego, co przyjdzie im do głowy. Tendencja do zrzucania winy na innych po raz pierwszy pojawiła się już w relacji Adama i Ewy (zob. Rdz 3,12-13) i istnieje po dziś dzień. Nosi nazwę racjonalizacji postępowania. Chodzi o przenoszenie odpowiedzialności za nasze życie na jakiś czynnik zewnętrzny.

• „Zrobiłem to, bo musiałem”;

• „Nie miałem wyboru”;

• „Nie mogę się zmienić, ponieważ matka mnie porzuciła, gdy miałem pięć lat”;

• „Niszczysz moje życie”;

• „Bóg to dla mnie zaplanował”...

...i tak dalej, i tak dalej.

Jeśli wyszedłbym dziś do pracy i został potrącony przez pijanego kierowcę, to nie byłaby moja wina. Lecz to ja jestem odpowiedzialny za dalszy rozwój wypadków. To ja mam pójść do lekarza i poddać się operacji. To ja mam iść do terapeuty. To ja będę się martwić. I to ja mam przeżyć gniew i przebaczyć. Za wszystkie te sprawy odpowiedzialny jestem ja, mimo że nie chciałem być potrącony przez pijanego kierowcę.

Niebezpieczni ludzie nie podejmują powyższego wysiłku. Gniewają się, zamykają w sobie i gorzknieją, czasami na całe życie. Gdy są smutni, widzą w tym winę innych i to inni mają wziąć na siebie ciężar zmian. Gdy się ich obrazi, planują zemstę i są pełni nienawiści do końca życia. Gdy zostają zranieni, obnoszą się z tym jak z medalem. A co najgorsze, gdy się mylą, winią za to innych ludzi.

Zaprzeczenie jest metodą, którą niektórzy stosują, aby uniknąć odpowiedzialności. Jest czymś innym niż nieświadomość grzechu. Gdy jesteśmy nieświadomi, nie wiemy, że zgrzeszyliśmy. Zaprzeczenie wymaga pewnego wysiłku. Jest pewnym stylem życia i programem. Może wiązać się z agresją, gdy prawda wychodzi na światło dzienne. Ludzie zaprzeczający i oskarżający innych są ewidentnie niebezpieczni i należy ich unikać.

10. Niebezpieczni ludzie kłamią, zamiast mówić prawdę

Uczciwość jest kamieniem węgielnym bezpiecznej relacji. Tam, gdzie jest oszustwo, tam czai się niebezpieczeństwo. Często słyszymy o małżonkach i przyjaciołach, którym wydawało się, że kogoś znają, po czym okazywało się, że ta osoba jest kimś zupełnie innym.

Wczoraj rozmawiałem z przyjacielem, który wpadł w tarapaty finansowe, ponieważ został oszukany przez partnerów biznesowych. Powierzył większość swoich pieniędzy kanciarzowi.

Po świecie chodzi wielu ludzi, których bezpieczeństwo emocjonalne i duchowe zostało zniszczone w podobny sposób. Zainwestowali wszystko co mieli w kogoś, kto ich zwiódł, i uświadomili sobie, że zbudowali swoje relacje, rodzinę czy wiarę na iluzji. Zaufali, że czyjaś miłość jest prawdziwa, i przekonali się, że druga osoba oszukiwała ich tylko po to, aby coś od nich zyskać.

Wszyscy w jakimś stopniu oszukujemy. Różnica między bezpiecznymi a niebezpiecznymi kłamcami polega na tym, że bezpieczni ludzie przyznają się do tego, że skłamali, i widzą w tym problem. Chcą się też zmienić, gdy zdadzą sobie z tego sprawę. Od kłamstwa przechodzą do prawdy, konfrontacji z grzechem, pokory i nawrócenia. Walczą z kłamstwami, a nie poddają się im. Nie da się zbudować dobrej i trwałej relacji z kłamcą.

11. Niebezpieczni ludzie się nie rozwijają

Każdy z nas ma zarówno stałe cechy charakteru, jak i takie, które może zmienić. Na przykład osoba mająca problemy z agresją nie stanie się potulna. Może jednak nauczyć się wyrażać agresję w akceptowalny dla otoczenia sposób. Taka zmiana jest elementem procesu uświęcenia, który zaczyna się, gdy poddamy swoje życie panowaniu Chrystusa.

Bezpieczni ludzie wiedzą, że muszą się zmieniać. Chcą dojrzewać i stawać się lepsi. Niebezpieczni ludzie nie widzą swoich problemów. Kurczowo trzymają się swojego sposobu życia i nie rozwijają się (zob. Prz 17,10). Osoby te są groźne, ponieważ mogą się zmienić tylko z powodu wielkiego bólu, upokorzenia lub straty. Bez takiej konfrontacji pozostają pewne siebie i nie chcą przemiany życia.

Przypomnienie

Przypominamy raz jeszcze, że nikt nie jest doskonały. Bezpieczni ludzie czasami popełniają błędy i bywają niebezpieczni, gdyż są takimi samymi grzesznikami jak każdy z nas. Nie oczekujmy więc od nikogo doskonałości.

Przeciwnie, jeśli analizujesz czyjś charakter, zwróć uwagę, w jakim stopniu ma rozwinięte dane cechy. Wszyscy kłamią, ale nie każdy jest kłamcą patologicznym. Spójrzmy na stopnie niedoskonałości. Jeśli jakaś osoba chce się zmieniać, przebacz jej potknięcia i pomóż stawać się lepszą. Jeśli jednak nie chce cię słuchać – bądź ostrożny.

ROZDZIAŁ TRZECICECHY SPOŁECZNE NIEBEZPIECZNYCH LUDZI

Wdowa po Albercie Einsteinie udzieliła kiedyś wywiadu o swoim mężu. Dziennikarz zapytał ją, czy rozumiała teorię względności. Odpowiedziała: „Nie znałam teorii Einsteina. Ale znałam Einsteina”.

Pani Einstein znała swojego męża, ponieważ miała z nim bliską relację. Podobnie my możemy poznać, kto jest bezpieczny, obserwując, jak się zachowuje w relacji z nami.

W poprzednim rozdziale poznaliśmy jedenaście cech osobistych niebezpiecznych ludzi. W tym rozdziale przyjrzymy się ich dziewięciu cechom społecznym. Podczas gdy cechy osobiste pokazują, kim jesteśmy, cechy społeczne określają, jak wiążemy się z innymi, jak funkcjonujemy w relacjach, jak się zbliżamy i oddalamy, jak budujemy i niszczymy.

Rozdział ten pomoże ci przeanalizować zachowania znajomych ludzi. Jeśli spojrzysz na nich przez pryzmat poniższych dziewięciu punktów, zaczniesz widzieć różnicę pomiędzy ludźmi bezpiecznymi a niebezpiecznymi.

1. Niebezpieczni ludzie unikają bliskości

Zostaliśmy stworzeni do bliskości, do przylgnięcia do drugiej osoby swoim sercem, duszą i umysłem. Bliskość pojawia się, gdy jesteśmy otwarci, wrażliwi i uczciwi. Poznajemy głębię drugiego człowieka, gdy dzielimy się z nim swoimi uczuciami, lękami, upadkami i zranieniami. Pomaga nam to poczuć, że nie żyjemy na świecie sami. Jesteśmy przeznaczeni do zażyłości z Bogiem i ludźmi. Nie idąc tą drogą, wybieramy wyobcowanie, nawet jeśli nawiązujemy jakieś relacje.

Samo spędzanie czasu z drugą osobą nie zrodzi więzi. Tylko prawdziwe dzielenie się sobą i bliskość tworzą związek. Powinieneś zweryfikować długo trwające relacje z osobami, które wciąż mało znasz. Jeśli spędzasz z kimś dużo czasu i mimo to czujesz, że jesteście sobie odlegli, oznacza to, że coś jest nie tak. To nie jest relacja, która odżywia duszę. To może być prawdziwe niebezpieczeństwo. Ludzie, którzy nie potrafią się zbliżyć do innych, są wyobcowani, z reguły oddają się romansom, zdradom, zawodzą zaufanie, wpadają w nałogi i przysparzają sobie i innym wielu problemów.

Wiele małżeństw funkcjonuje zgodnie z powyższym schematem. Ten brak bliskości, jak cichy zabójca, pożera fundamenty związku. Ponieważ nie pojawiają się otwarte problemy, małżonkowie milczą. Wydaje się, że wszystko jest w porządku. W pewnym momencie jeden z małżonków odkrywa, że drugi ma romans lub wpadł w nałóg, który jest dla wszystkich zaskoczeniem. Wówczas natychmiast rozpada się zewnętrzna struktura związku (uważana do tej pory za doskonałą).

Małżonkowie zazwyczaj już wcześniej odczuwają, że nie wszystko układa się dobrze. Pojawia się dokuczliwe uczucie odłączenia, z którym nie wiadomo co zrobić. Mimo to decydują się iść dalej tą samą drogą – aż do katastrofy, która wszystko zniszczy.

Miałem podobny problem z Waynem, moim znajomym z Kościoła. Był miłym człowiekiem. Rozmawialiśmy, spędzaliśmy wolny czas razem z żonami, jedliśmy czasami wspólnie obiady. Wayne zawsze wydawał się troskliwy i zainteresowany moim życiem. Coś mi jednak nie grało.

Nie umiałem nazwać uporczywych wątpliwości, które nawiedzały mnie od pewnego czasu. W końcu zauważyłem, że Wayne nigdy nie rozmawiał o sprawach głębszych, takich jak jego zmagania się, cierpienia, upadki. Nie miał też pojęcia o moim wnętrzu.

Wayne był bystry i zainteresowany teologią oraz sprawami duchowymi. Jednakże w głębszych pokładach naszej relacji była pustka. Gdy próbowałem mówić o problemach mojego życia bądź wyrażałem smutek lub obawę, Wayne odchodził.

To było niesamowite. Dzieliłem się czymś osobistym, a wtedy on patrzył niewidzącym wzrokiem, cichł i w końcu zaczynał mówić o czymś innym. Nie przejawiał wrogości. Po prostu nie potrzebował głębszego kontaktu.

Pewnego wieczoru zadzwoniła jego żona. Powiedziała mi, że Wayne przez lata był uzależniony od lekarstw, a w tej chwili jest na głodzie. Zorganizowałem pomoc i zawiozłem go na terapię.

Uzależnienie Wayne’a nie było dla mnie niespodzianką. Pomogło mi natomiast odpowiedzieć na kilka pytań. Radził sobie z uczuciami, potrzebami i relacjami przy użyciu lekarstw. Nie był złym człowiekiem, lecz nie potrafił zbliżyć się do innych.

Jeśli jesteś zaniepokojony relacją, zapytaj sam siebie: „Czy ta relacja daje mi więcej bliskości czy wyobcowania?”. Jeśli czujesz się samotny w związku, nie jest to dobry znak. Pamiętaj – masz się zatroszczyć przede wszystkim o siebie. Może to ty masz problem z bliskością. Czasem to nasze lęki i konflikty mogą nam utrudniać budowanie z kimś więzi. Problem może być po naszej stronie, po stronie drugiej osoby albo po obu stronach.

2. Niebezpieczni ludzie koncentrują się na „ja”, zamiast na „my”