Bez końca. Uwikłani. Tom 6 - Laurelin Paige - ebook
lub
Opis

Alayna i Hudson wracają w nowym tomie elektryzującej serii Uwikłani!

Po wielu burzliwych przejściach Alayna i Hudson prowadzą spokojne rodzinne życie. Wszystko do czasu, gdy Chandler oznajmia, że zamierza się ożenić. Jego wybranką jest córka Edwarda Fasbendera, a to może oznaczać tylko jedno…

Ich sielankę przerywa żona Edwarda, Celia. Kobieta, która zrobi wszystko, aby wystawić na próbę trwałość rodziny Pierce’ów. Na dodatek Hudson otrzymuje tajemniczy list z pogróżkami.

Hudson musi chronić Alaynę. Nie tylko przed Celią, ale także przed swoją mroczną przeszłością, która teraz zaczyna go ścigać. Czy uda mu się utrzymać w tajemnicy błędy młodości, które mogą zniszczyć ich rodzinę? Czy to możliwe, aby ich szczęście trwało bez końca?

Nieprzewidywalny i niebezpieczny. Romans, który rozpala do czerwoności.

—–

O autorce:

Laurelin Paige - amerykańska pisarka, autorka powieści erotycznych i romansów. Miłośniczka seriali typu "Gra o tron" czy "Walking Dead". Wielbicielka Michaela Fassbendera. Członkini Międzynarodowego Klubu MENSA. Prywatnie żona i matka trzech córek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 368

Popularność


Dla Kayti     #times

Prolog

Hudsonie Piersie,

ty i ta twoja ciężarna żona Alayna zachowujecie się, jakbyście byli tacy ważni i potężni. Macie swoje idealne dziecko i idealny dom.

Nie zawsze byłeś idealny. Twoja przeszłość jest pełna błędów.

Czy żona zna wszystkie twoje sekrety?

Czy gdyby je znała, to dalej trzymałaby twoją stronę?

Myślisz, że możesz ją ochronić, bo jest w ciąży? To urocze.

Miłych snów wam życzę.

Dawny przyjaciel

Rozdział 1

Alayna

Jeśli w przeszłości cierpiało się na zaburzenia psychiczne, nie można stwierdzić, czy twoje myśli i czyny są szalone, czy nie.

Kiedy byłam po drugiej stronie, zupełnie „normalna” – cokolwiek to znaczy – patrząc wstecz, widziałam swoje irracjonalne zachowanie. Ale nie wtedy, gdy aktualnie ogarniało mnie szaleństwo. Nie gdy byłam Alayną z trwającą tygodniami obsesją na punkcie najdrobniejszych rzeczy. Wydawało mi się, że przeżywał to ktoś znajomy, ale nie ja.

Ale to byłam ja. Każda Alayna była częścią mnie.

Patrzyłam na siebie w lustrze, na lekkie worki pod oczami – symbol macierzyństwa. Kiedy się uśmiechałam, zaczynały mi się robić zmarszczki, ale poza tym moja twarz wciąż wyglądała na młodą i zadbaną dzięki najlepszym produktom do pielęgnacji. Włosy miałam poplątane po śnie, ale ostatnio byłam u fryzjera, obciął mi je i wymodelował. Moje źrenice nie wyglądały na rozszerzone. Nie drżałam. Z zewnątrz wyglądałam na zdrową, jakbym się kontrolowała, na normalną. Zmęczoną i padniętą, może, ale to nic dziwnego.

Wyglądałam dokładnie tak jak Alayna Reese Withers Pierce.

Problem w tym, że obie Alayny miały tę samą twarz.

– Tutaj jesteś. – Usłyszałam zachrypnięty od snu głos Hudsona. Napotkałam jego spojrzenie w lustrze, gdy stanął za mną i pocałował mnie w czubek głowy. – Ciężka noc?

Pokręciłam głową.

– Jedno z bliźniąt obudziło się o piątej, wypiło butelkę i znowu zasnęło.

Sięgnęłam po krem pod oczy, by się czymś zająć. Zastanawiałam się, jak długo patrzyłam na siebie w odbiciu, zanim Hudson przyszedł.

Na szczęście Hudson chyba nie był na tyle rozbudzony, by zauważyć, że od jakiegoś czasu stałam w łazience i rozmyślałam, czy wszystko ze mną w porządku, czy moje chaotyczne myśli są normalne, czy są objawem choroby. Poczłapał do toalety i zamknął za sobą drzwi, ale krzyknął jeszcze:

– Które z nich karmiłaś?

– To, które spało w piżamie w żółte i zielone żabki. – Czy byłam złą matką, bo nie potrafiłam odróżnić, którego bliźniaka nakarmiłam w nocy po ciemku? Przynajmniej Hudson tak nie uważał.

Hudson ubierał je wczoraj wieczorem. Lubił przygotowywać dzieci do spania. Dzięki temu czuł się zaangażowany w rodzicielstwo, mimo że całe dnie spędzał w biurze. A ja cieszyłam się wtedy przerwą. Nigdy nie rozumiałam, jakim luksusem jest siedzenie ze szklanką mrożonej herbaty, dopóki nie pojawiły się dzieci.

– To była Brett – powiedział, wracając z toalety. Podszedł do zlewu, by umyć dłonie. – Powinienem był się domyślić.

Wklepałam krem pod oczy, patrząc na męża.

– Chcesz powiedzieć, że nasza dziewczynka ma niezły apetyt?

– Chcę powiedzieć, że nasza dziewczynka zrobi wszystko, by spędzić więcej czasu z mamusią.

Byliśmy ze sobą siedem lat, a on wciąż potrafił mnie rozczulić. Odwzajemniłam jego uśmiech, bo nie mogłam się powstrzymać.

– Powinnaś wrócić do łóżka. Prześpij się jeszcze, zanim obudzą się na dobre.

Mogłabym zamknąć oczy jeszcze na dwie lub trzy godziny, zanim nasza czterolatka Mina się obudzi. Ale z bliźniakami nigdy nic nie wiadomo.

Poza tym moje myśli galopowały. Nie dałabym rady teraz zasnąć.

– Kiedyś w końcu się wyśpię. – Wróciłam wzrokiem do odbicia, żeby Hudson nie zauważył niepokoju w moich oczach.

Niestety znał mnie aż za dobrze. Nie musiał patrzeć na moją twarz, by wiedzieć, jak się czuję.

– Wciąż myślisz o wczorajszych wieściach, co?

Odetchnęłam ciężko. Oczywiście, że o tym myślałam. Pytanie: dlaczego on o tym nie myślał?

Odpowiedzią mogło być to, że moje szaleństwo powracało.

Więc nie pytałam. Pozwoliłam, by moje prychnięcie stanowiło odpowiedź. Niezależnie od tego, czy byłam szalona, czy nie, wciąż miałam prawo być niezadowolona.

Kątem oka zauważyłam, że Hudson oparł się o szafkę. Bokserki wisiały nisko na jego umięśnionych biodrach.

– Alayno – powiedział ostrzegawczym, typowym dla niego tonem. – Musisz ze mną porozmawiać.

Prychnęłam i upuściłam słoiczek z kremem na szafkę, a następnie odwróciłam się w stronę męża.

– Ona będzie członkiem naszej rodziny, Hudsonie. Nie rozumiesz, dlaczego mnie to martwi?

– To nie jest bliska rodzina. A poza tym ona była dla mnie rodziną przez całe życie. – Mówił do mnie cierpliwym tonem. Tym spokojnym, równomiernym, wyważonym. Tym, przez który zaczynałam mówić głośniej, który rozniecał we mnie gniew.

– Twoja matka przyjaźniła się z jej matką. To nie to samo, co twój brat żeniący się z jej pasierbicą. Teraz będziemy ze sobą oficjalnie powiązani. Będziemy musieli spędzać z nią Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie, wakacje i przyjęcia w stylubaby shower. – Zadrżałam na myśl, że Celia Werner miałaby zbliżyć się do moich dzieci.

Poprawka: Celia Fasbender.

– Przecież nie zostanie sam na sam z naszymi dziećmi – odparł spokojnie Hudson. – Myślę, że zdziwisz się, jak rzadko będziemy się z nią widywać. Ona w końcu mieszka w Anglii. Prędzej czy później tam wróci. – Odepchnął się od szafki i podszedł do prysznica. Odkręcił wodę i włożył rękę pod strumień, by sprawdzić temperaturę. – Z tego, co pamiętam, to ty kazałaś mi się nie przejmować, kiedy zaczęli się ze sobą spotykać.

To prawda. Kiedy Chandler zaczął się spotykać z Genevieve, Hudson szybko zrozumiał, że jej ojciec ożenił się z naszym arcywrogiem, i próbował zakończyć ten związek. Zakazał bratu się z nią spotykać. To ja zobaczyłam, jak bardzo Chandlerowi zależy na tej dziewczynie, i przekonałam Hudsona, że nie mamy prawa wtrącać się w jego życie.

Ale nie spodziewałam się, że Chandler się jej oświadczy.

– To miał być tylko przelotny romans! – powiedziałam, znów rozdrażniona. – Chandler miał się nią znudzić, gdy do niego dotrze, że to nie jest sytuacja wyjęta z Romea i Julii. To nie miał być związek na zawsze!

– A teraz wszystko się zmieniło. – Hudson zwrócił się w moją stronę i zrzucił bokserki na podłogę. – Ona się zmieniła. Nie mamy się czym martwić. – Wszedł pod prysznic i poczułam, że w ten sposób kończy rozmowę, chociaż zapewne nie zrobił tego celowo.

– Ale przecież nie wiesz, czy ona się zmieniła – krzyknęłam za nim. – Tylko zgadujesz. Nie zrobiła nic, by pokazać ci, że się zmieniła.

– Zakochała się – zawołał z kabiny. – To zmienia ludzi. Wiesz o tym.

– Albo udaje, że się zakochała. – Co według mnie było bardziej prawdopodobne. Kobiety takie jak Celia się nie zakochują. One prowadzą długą grę. A ta była jej najdłuższą jak na razie. Byłam tego pewna.

Hudson wyjrzał spod prysznica.

– Chodź tutaj.

Skrzyżowałam ręce na piersi i dalej uparcie opierałam się o szafkę.

– Po co?

– Po prostu chodź.

Nigdy nie potrafiłam mu odmówić, gdy zwracał się do mnie tym stanowczym tonem. Marszcząc brwi, niechętnie do niego podeszłam, wciąż ogarnięta obawą.

Kiedy znalazłam się wystarczająco blisko, wciągnął mnie do kabiny.

– Hudson! Jestem w piżamie! – wrzasnęłam, kiedy zalała mnie woda.

– I tak jest brudna od dziecięcej śliny.

Tylko że on wcale nie wciągnął mnie do tej kabiny, by wypłukać moją piżamę.

Zgromiłam go wzrokiem, gdy ściągnął mi koszulkę przez głowę i rzucił ją na podłogę pod prysznicem za nami. Tak lepiej. Kiedy już przestały mi ciążyć mokre ubrania, poczułam się tak, jakby część mojego niepokoju również zniknęła.

Pewnie pomogła mi również gorąca woda smagająca moje spięte mięśnie.

Przekrzywiłam głowę, by dać mu lepszy dostęp, chociaż doskonale wiedziałam, co on próbuje zrobić.

– Próbujesz odwrócić moją uwagę. Myślisz, że mi odbija. Że obsesyjnie myślę o ślubie Chandlera i Genevieve i za bardzo się przejmuję Celią.

– A tak nie jest?

Zastanawiałam się nad tym dłużej, niż powinnam. Właśnie o tym rozmyślałam, gdy nakrył mnie w łazience. O tym rozmyślałam całą noc.

– Nie wiem. Nie jestem w stanie powiedzieć.

Stanął za mną i pomasował mi ramiona.

– Ja się tym nie martwię.

Nie widziałam jego oczu, więc nie potrafiłam stwierdzić, czy kłamie. Chociaż by mnie nie okłamał – już tego nie robił. Ale przejmowałam się jego odpowiedzią, bo moim zdaniem powinien był kłamać. Powinien się martwić. Na jego miejscu bym się martwiła. Po tym, co przeze mnie przeszedł w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.

Z drugiej strony byłam wdzięczna za to, że się nie martwił, bo zanim usłyszałam, że Celia stanie się członkiem naszej rodziny, byłam pewna, że mi się polepszyło.

I to zajebiście, że mój mąż wciąż we mnie wierzył.

Oparłam się o jego dłonie.

– Jeśli nie próbujesz odwrócić mojej uwagi – zaczęłam, przymykając powieki – to dlaczego mnie tu zaciągnąłeś?

– Bo uważam, że potrzebujesz przerwy. Przestań się tak zamęczać. Znajdź czas, by cieszyć się tym, co lubisz, książkami, filmami. Mężem. – Przycisnął się do mnie całym ciałem i jeśli jego słowa nie byłyby dla mnie żadną wskazówką, to na pewno nie umknąłby mi znajomy kształt jego erekcji, którą czułam w dole pleców.

– Minęło pięć dni. 

Zaśmiałam się, rozbawiona tym, że jego ton sugerował przerwę od seksu trwającą przynajmniej pięć miesięcy.

– To zdecydowanie za długo. – Odgarnął mi włosy na bok i przygryzł moje ucho.

Szczerze mówiąc, miał rację – nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Ani dla niego. Nie było łatwo z trójką małych dzieci, choć właśnie korzystałam z przedłużonego macierzyńskiego i nie pracowałam w The Sky Launch, a poza tym zatrudniłam nianie. Nie mogłam usprawiedliwiać tego, że nie uprawiam z nim seksu tak często, jak oboje tego chcemy. Kiedy się poznaliśmy, nie potrafiliśmy wytrzymać pięciu godzin bez dotykania się, a co dopiero pięciu dni.

Ponadto rzeczywiście obsesyjne myśli tak mi nie doskwierały, gdy miałam co robić. Szczególnie gdy on mnie rozpraszał.

Otoczył mnie ramionami i przesunął dłoń po moim płaskim brzuchu. Jego palce odnalazły okrągły pączek między moimi fałdkami.

Wtuliłam się w jego ciało, natychmiast się podniecając. Właśnie tak na mnie działał. Byłam Pavlovem. Wiedziałam, jaka jest nagroda po naciśnięciu guziczka.

– Właśnie tak – wymamrotał mi przy uchu.

W odpowiedzi otarłam się tyłkiem o jego sztywnego fiuta.

– Tęskniłam za tobą.

– Powiedz mi, że mam rację – naciskał. – Powiedz mi, że tego chcesz. Powiedz mi, że na to zasługujesz. – Pochylił się za mną tak, że główka jego członka znalazła się między moimi nogami. – Powiedz mi, że więcej się nie zaniedbasz.

– Masz rację, chcę tego, zasługuję na to, będę o siebie dbać, a teraz proszę, pospiesz się, Hudsonie. Proszę – powiedziałam na wydechu, co zabrzmiało jak jedno zdanie. Już czułam zbliżający się orgazm, chociaż Hudson ledwie muskał mnie palcami.

Nie musiałam prosić go znowu. Nie przestając bawić się moją cipką, ustawił się tak, by wejść we mnie do końca jednym ruchem. Był już we mnie tyle razy, że teraz z łatwością potrafił odnaleźć drogę, a mimo to każde pierwsze pchnięcie wydawało się cudowne. Niezależnie od tego, jak dobrze pamiętałam pulsowanie jego fiuta przy moich ściankach, zawsze okazywało się ono milion razy lepsze niż wspomnienie.

Powiedziałam mu o tym niewyraźnym szeptem.

– Wiem – jęknął. – Mnie też podoba się to, że w tobie jestem, skarbie. – Wyszedł i wszedł ponownie, pieprzył mnie zaciekle. – Uwielbiam, gdy pozwalasz mi robić ci dobrze.

Odwróciłam głowę w jego stronę, rozchylając usta, które pocałował żarliwie.

– Dlaczego ostatnio nie robimy tego codziennie? – zapytałam, gdy uwolnił moje usta i zaczął ssać moją szczękę.

– Sądzę, że powodem są dzieci.

– Ciii. Nie mów o nich. Muszę dojść, a nie chcę, żeby zrobiło się dziwnie.

Znowu mnie pocałował, kończąc rozmowę, i mocniej pomasował moją cipkę. Eksplodowałam chwilę później. Nogi się pode mną ugięły i moje kończyny zalała fala ciepła.

Wciąż drżałam, gdy Hudson stęknął i również doszedł.

Trzymał mnie w ramionach przez kilka minut, łapiąc oddech. Przesunęłam dłonią po jego porannym zaroście. To było takie przyjemne. Gdybym mogła mieć w tej chwili wszystko, zażyczyłabym sobie, żeby nie poszedł dzisiaj do pracy i po prostu trzymał mnie dalej w ramionach.

Ale Hudson Pierce zarządzał imperium. Seks pod prysznicem musiał mi wystarczyć.

– Dawno nie przeleciałeś mnie na dzień dobry – powiedziałam, odwracając się do niego, gdy mnie puścił. – Dziękuję.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Chociaż dla ciebie to wcale nie będzie aż taki dobry poranek. Będziesz w stanie teraz zasnąć? – Sięgnął po gąbkę i nalał na dłoń odrobinę żelu, po czym zaczął delikatnie myć mi piersi i dekolt.

Zagryzłam wargę, zastanawiając się nad tym. Rzeczywiście, moje myśli przycichły. Nie zamilkły zupełnie – wciąż się martwiłam, wciąż rozmyślałam o Celii, moim zdrowiu psychicznym, naszych dzieciach… i innych rzeczach – ale to wszystko spowiło się mgłą. Jeśli teraz nie zasnę, to nie dlatego, że Hudson się nie starał.

Mimo to potrzebowałam pocieszenia.

– Powiedz mi jeszcze raz, że nie zwariowałam i że nigdy nie pozwolisz, by któremukolwiek z nas coś się kiedyś stało.

Skończył mnie myć między nogami i przyciągnął do siebie, otaczając ramionami w talii.

– Nie powiem ci, że nie zwariowałaś, Alayno. Ale kocham cię taką, jaką jesteś, całym sobą. I za nic w świecie nie pozwolę, by Celia Fasbender czy ktokolwiek inny kiedykolwiek skrzywdził ciebie lub nasze dzieci. Przysięgam na swoje życie.

– Okej. To teraz będę mogła zasnąć.

Nie miało znaczenia, czy kłamał. Najważniejsze, że mu uwierzyłam.

Rozdział 2

Hudson

Nie okłamałem jej.

Zrobiłbym wszystko, by ochronić ją i dzieci. Pierce Industries było tak dobrze strzeżone, jak budynek federalny. Pracownicy byli prześwietlani po dwa, trzy razy, tak samo jak ludzie zatrudnieni w moim domu. Moja żona nie była tego świadoma, ale cała grupa ochroniarzy pilnowała nas dwadzieścia cztery na siedem. Ponadto penthouse został wyposażony w wysokiej klasy system alarmowy, a wcześniej, gdy Alayna była w ciąży z bliźniakami, zapłaciłem dodatkowo za aktualizację systemu w budynku, w którym mieszkamy, i w The Sky Launch. Fakt, panikowała, ale ja przywiązywałem wagę do najmniejszych szczegółów.

Byliśmy bezpieczni. Wszyscy. Nikt i nic nas nie zaatakuje.

Mimo to przewracało mi się w żołądku, gdy jechałem windą do swojego gabinetu.

Niepokój Alayny rzadko mi się udzielał, ale Celia to upiór przeszłości. A przeszłość, chociaż to dawno pokonany wróg, miała w zwyczaju znienacka zakradać się do mnie od tyłu, dyszała mi na szyję, przypominała mi, jakim człowiekiem kiedyś byłem. I jakim nigdy więcej nie będę. Tak sobie obiecałem.

Jednak mógłbym się nim stać, gdybym musiał. Żeby chronić to, co moje.

Czy byłbym w stanie zawrócić, gdybym znowu poszedł tą ścieżką? Tego nie wiedziałem.

Ale dzisiaj nie było takiej potrzeby, więc byłem innym Hudsonem Pierce’em.

– Grafik ma pan już na ekranie – powiedziała Patricia, wstając od swojego biurka, by otworzyć mi drzwi do mojego gabinetu, gdy wyszedłem z windy. Podążyła za mną, z przyzwyczajenia biorąc ode mnie parasol i płaszcz. – Norma prosiła, by ją wpuścić, gdy pan przyjdzie. Mam to zrobić?

Dzisiejsze poranne spotkanie zostało umówione na wczesną godzinę, a ja przyjechałem o czasie. Zerknąłem na zegarek. Cóż, może trochę po czasie. To do mnie niepodobne, ale biorąc pod uwagę okoliczności, nie żałowałem.

– Tak, wpuść ją. A kawa?

– Już zaparzona – odparła, wieszając mój płaszcz w szafie, a potem zwróciła się do Taylor Madison, głowy mojego zespołu od PR, i mojego młodszego brata Chandlera, który szukał czegoś w telefonie. Oboje czekali na mnie w holu i podążyli za mną do gabinetu.

Taylor natychmiast zajęła miejsce na kanapie, na którym zazwyczaj siedziała Norma.

– Pani Madison? – zapytała Patricia, przygotowując dla nas kubki z kawą.

– Poproszę czarną.

– Chandler?

Prychnąłem. Zawsze bawiło mnie to, że brat był jedyną osobą, do której moja sekretarka nie chciała zwracać się w formalny sposób.

– Ze śmietanką i cukrem, Trish. Dzięki. – Włożył komórkę do kieszeni marynarki i rozpiął jeden guzik, siadając obok Taylor.

Śmietanka i cukier. Co za dzieciak.

Dzieciak, który chce się wżenić do rodziny Celii. Nie pierwszy raz zastanawiałem się, czy jest na tyle silny.

Schowałem aktówkę pod biurko i zerknąłem na grafik na ekranie – to będzie pracowity dzień – a potem podszedłem do fotela, by na nim usiąść. Kiedy Patricia wróciła z tacą z kubkami, zjawiła się Norma Anders, moja doradczyni finansowa, z kubkiem kawy w jednej ręce i teczką w drugiej.

Przygotowana. Niewzruszona. To była osoba, która da sobie radę z Celią.

– Zaczynajmy – powiedziałem, gdy tylko Norma zamknęła za sobą drzwi. – Liczne zarzuty o molestowanie w jednym z naszych klubów. Omówmy rozwiązania.

Norma podeszła do fotela stojącego naprzeciwko Chandlera i Taylor i zanim usiadła, skinęła głową Jordanowi, mojemu głównemu doradcy do spraw bezpieczeństwa, który wcześniej wszedł ukradkiem do gabinetu i zajął miejsce.

W sumie nie zauważyłem, jak tu przyszedł, i chyba tak powinno być. Zatrudniałem tylko najlepszych i właśnie taki był Jordan.

– A co on tutaj robi? – zapytała Norma, unosząc brew. – Martwisz się potencjalną gwałtowną reakcją?

Rozproszyła mnie malinka na szyi Patricii, gdy sekretarka się pochyliła, by wręczyć mi kawę. Dzisiaj miała rozpuszczone włosy, chociaż zazwyczaj je spinała. Powodem pewnie był ten ślad na szyi. Doceniałem tę próbę ukrycia go, bo nie chciałem przez przypadek wyobrazić sobie jej z Nathanem Sinclairem, który najpewniej zrobił jej tę malinkę. Był właścicielem firmy marketingowej, z której usług korzystałem, a ja nie znosiłem mieszać przyjemności z interesami. Nawet jeśli chodziło o przyjemność mojej sekretarki.

Kiedy Patricia podeszła do pozostałych, by podać im kawę, skupiłem się na pytaniu Normy.

– Nie martwię się reakcją, ale uważam, że sytuacja wymaga skupienia się na aspekcie bezpieczeństwa. – Nie wspomniałem, że Jordan sam poprosił, by zaangażować go w spotkania tego typu. Niewielu ludzi wiedziało, że miał powód, by również przyjrzeć się sprawie, i chciałem, by tak pozostało.

– Skoro tak twierdzisz. – Norma wzruszyła ramionami. Odstawiła kawę na stolik, otworzyła teczkę i rozdała kopie dokumentów zebranym. Wygładziła spodnie od garnituru i usiadła.

– Ostrożności nigdy za wiele. Lepsza ochrona mogłaby zapobiec takim wydarzeniom. Według mnie to mądra decyzja, Hudsonie – przyznała Taylor, która zawsze chętnie podważała zdanie Normy, gdy tylko miała okazję.

– Oczywiście, że tak myślisz – mruknęła Norma, rozpoznając próbę podlizania się u młodszej koleżanki. Rozejrzała się po pomieszczeniu. – Sporządziłam kosztorys każdego potencjalnego scenariusza. Opcja A jest najmniej kosztowna, zakłada próbę ugody pozasądowej z oskarżycielami. Potem wymieniłam wszystkie opcje aż do F, która łączy w sobie wszystkie poprzednie sposoby, a ponadto wiąże się z całkowitym remontem i rebrandingiem klubu Adora. Oczywiście jest to najbardziej kosztowna opcja.

Chandler przejrzał kartki.

– Aua! – Uniosłem dolną część strony, by zobaczyć liczbę pod spodem. – Jak zawsze postąpienie właściwie kosztuje najwięcej.

Jako że była to moja pierwsza opinia dotycząca sposobu rozwiązania tego problemu, Taylor wykorzystała okazję, by się do niej odnieść.

– Fakt, to jest najdroższa opcja, Hudsonie, ale jak mówiłeś, tak należałoby postąpić. W dzisiejszych czasach social mediów nie da się zignorować zarzutu o molestowanie seksualne. Nawet jeśli zapłacisz tym kobietom krocie i każesz im podpisać umowę poufności, mogą wrócić, by cię dręczyć. W najgorszym razie powinieneś rozważyć opcję C. Zwolnij obecne kierownictwo i wypuść oświadczenie mówiące, że Pierce Industries wierzy kobietom.

– Straciłbyś kilka tygodni dochodu lub tyle, ile trzeba, by zastąpić starych managerów nowymi – podsumowała Norma. – To drugie najlepsze wyjście pod względem finansowym, a ponieważ publiczne oświadczenia mogą się wiązać z długoterminowymi konsekwencjami finansowymi, to może być na dłuższą metę najbardziej opłacalne rozwiązanie. – Spojrzała mi w oczy. – Jeśli na chwilę mogłabym zignorować moją pozycję, Hudsonie…

– Oczywiście. – Wiedziałem, że i tak wyrazi swoje zdanie, niezależnie od mojego przyzwolenia.

– Jak na razie o skandalu mówi się tylko w lokalnych mediach. Postąp właściwie. Zwolnij managerów. Nawet jeśli nie wydasz oficjalnego oświadczenia, istnieje możliwość, że ludzie zaczną gadać i prawda wyjdzie na jaw. A wtedy wszystkie nagłówki w kraju będą o tym trąbić. Jeśli nie stawisz temu czoła od razu, będzie to wyglądać tak, jakbyś chciał to zatuszować, a wtedy…

– Zgadzam się całkowicie – wtrąciła Taylor, ochoczo próbując podpiąć się pod wniosek, który sama powinna była wyciągnąć. – A co więcej…

Norma zmrużyła oczy. Nie chciała, by jej przeszkadzano, zanim skończy.

– A wtedy twoje finanse mogą na tym ucierpieć nieodwracalnie. Myślę, że w tym przypadku najlepiej być transparentnym i zwolnić wszystkich, mimo że to drogie rozwiązanie na krótką metę.

– Zgadzam się, ale to się może wiązać z natychmiastowym ostrym sprzeciwem, jeśli zamierzasz ciągnąć interesy jak wcześniej nawet po zwolnieniu managerów. Za dużo ludzi jest w to zamieszanych. – Taylor założyła za ucho blond kosmyk. – Wydaj oświadczenie, zwolnij ludzi, ale sam również się wycofaj na jakiś czas. Powiedz, że przeprowadzasz szczegółowe śledztwo i nie otworzysz klubu, dopóki nie będziesz pewny, że problem został rozwiązany. Dopiero potem zrób generalny remont i zmień nazwę. Otwórz lokal po roku jako ekskluzywną knajpę, kiedy już wszyscy o tym zapomną.

Rozparłem się na krześle, rozważając to. Taylor miała rację, płacenie wyższej ceny nie będzie odnosiło się tylko do kosztów finansowych.

– Jeśli zamkniemy lokal i go przebrandujemy, pracę stracą wszyscy tam zatrudnieni, w tym kobiety, które przyznały, że były molestowane.

– Pakiet świadczeń w ramach odprawy dla wszystkich poza tymi trzema managerami – podsunęła Taylor, a Norma się skrzywiła.

– Przypomnijcie mi, kim są ci managerowie, których oskarżono? – zapytał Chandler. Wyciągnął telefon, a ja nie byłem pewien, czy robi notatki, czy gra w Candy Crush.

Szanse na to wynosiły pięćdziesiąt do pięćdziesięciu.

– Steve Wolf, Jeffrey Bannon i David Lindt – odparłem.

– David pracował kiedyś w The Sky Launch – dodała Norma. – Czy Alayna mówiła, co o tym wszystkim sądzi?

– Nie chciałem jej martwić tym skandalem – odpowiedziałem szczerze. Ale o tym rozmyślałem. O Davidzie i tym, jak kiedyś podrywał Alaynę, która wtedy była jeszcze moją dziewczyną. Gdyby Alayna nie była taką osobą jak kiedyś, jeśli nie pragnęłaby tak desperacko uwagi i czułości, to czy uznałaby jego zachowanie za niestosowne, a nie za mile widziane? Czy jako szef uważałem jego zachowanie wobec niej za niestosowne?

Tak, ale nie potrafiłem rozpoznać, co o tym sądzę jako jej mąż, a co – jako jego szef.

A jako jej mąż tak naprawdę nie chciałem rozmawiać z żoną o jej byłych kochankach.

Jednak w tym przypadku nie musiałem tego robić. Inne kobiety powiedziały, że zachował się niestosownie. I jego dwaj asystenci również. Że cała trójka dręczyła moje pracowniczki przy wielu okazjach w klubie w Atlantic City.

Więcej nie musiałem wysłuchiwać.

– Zwolnijmy tych trzech oskarżonych. Zaoferujmy pakiety świadczeń tym, którzy stracą pracę, i zachęćmy ich, by później ponownie zgłosili się na stanowisko. I tak nadszedł czas na remont i rebranding tego klubu. Od jakiegoś czasu pod kierownictwem Davida sprzedaż miała się kiepsko. To dobra okazja, by wprowadzić zmiany. Poza tym będziemy mieć czas na znalezienie wykwalifikowanej osoby, która zajmie miejsce kierownika.

– Przygotuję oświadczenie – oznajmiła podekscytowana Taylor.

Pokiwałem głową z aprobatą.

– Dobrze – rzuciła Norma, ale się uśmiechała. – To będzie nas słono kosztować, ale na pewno się opłaci. Masz jakiś pomysł, kogo chciałbyś zatrudnić na to miejsce? Im szybciej zaczniesz się rozglądać, tym mniejsze koszty.

– Chandler. – Poczekałem, aż brat skupi na mnie uwagę. – Ty się zajmiesz znalezieniem kogoś, kto przejmie i przebranduje Adorę. Zacznij od stworzenia nowej wizji dla tego miejsca, zanim zatrudnisz managera. – Gdyby nie to, jak wyglądał ostatni rok, zasugerowałbym na to miejsce Alaynę. Była w tym specjalistką i poczułem ukłucie winy, że nie zadzwoniłem w tej sprawie najpierw do niej.

Ale zawsze są pewne kwestie, w których moja żona potrzebuje ochrony, a w tym nie pomoże żaden system bezpieczeństwa czy ochroniarz.

Więc podałem Chandlerowi inne nazwisko.

– Spróbuj się skontaktować z Satcherem Rutherfordem. Jego rodzina posiada sieć klubów nocnych na całym świecie, które aktualnie dobrze prosperują. Powinien znaleźć kogoś za ciebie. Nie przepada za mną, więc lepiej o mnie nie wspominaj.

– Czy w ogóle chcę wiedzieć? – zapytał Chandler.

Zawahałem się. Nawet gdybyśmy znajdowali się teraz z Chandlerem sami w gabinecie, mój brat nie musiałby wiedzieć o tym okresie w moim życiu, kiedy manipulowałem i knułem. Tak wolałem. Wystarczy, że chociaż jedna osoba w mojej rodzinie może na mnie patrzeć, nie widząc ciągnącego się za mną długiego cienia przeszłości.

– Nie. – Wstałem i zwróciłem się do zebranych: – Dziękuję za spotkanie o tak wczesnej porze. Każdy z was otrzymał swoje zadanie. Możecie wyjść.

Jordan też miał swoje zadanie, chociaż nie wspominałem o nim na głos. Miał pilnować, by wszyscy zaangażowani w ten incydent nie stali się zagrożeniem.

Ludzie zaczęli się rozchodzić.

– Chandler – zawołałem brata, dając mu znać, by jeszcze został.

Milczałem, dopóki wszyscy nie wyszli.

– A podobno miałeś poczekać kilka lat? – Po raz pierwszy, odkąd ogłosił ślub, miałem okazję porozmawiać z nim sam na sam. Oczywiście ja zaręczyłem się z Alayną kilka miesięcy po tym, jak się poznaliśmy, ale Chandler był inny. Nie był mną.

Włożył ręce do kieszeni spodni i uśmiechnął się kpiąco.

– A gdzie gratulacje?

– Pogratulowałem ci wczoraj.

– A ja w zeszłym roku powiedziałem, że poczekamy. Ale życie się zmienia. Uznaliśmy, że jesteśmy gotowi się ustatkować wcześniej, niż na początku sądziliśmy. I nie, nie jest w ciąży, więc nawet nie pytaj.

A już chciałem.

Szczerze mówiąc, nie miałem nic przeciwko jego małżeństwu, poza tym, że było przyczyną stresu mojej żony. Nie zazdrościłem bratu wątpliwej przyjemności wynikającej z towarzystwa Celii, ale sądziłem, że ona zbytnio nie angażuje się w ich związek. Przekrzywiłem głowę, by przyjrzeć się bratu.

– A co ojciec Genevieve o tym myśli?

– O dziwo nas wspiera. Nawet chce nam urządzić przyjęcie zaręczynowe. Cóż, a raczej Celia chce to zrobić. Ale pomysł należy do Edwarda.

Skóra mi ścierpła na dźwięk jej imienia, ale uznałem to za przydatną informację.

– Naprawdę? Jak miło z jej strony. – Być może zaangażowała się bardziej, niż mi się wydawało. Czułem, jak zaciskam szczękę, kalkulując zyski i straty bycia zaangażowanym.

– Hudson?

– Hmm?

– Jeśli już mnie nie potrzebujesz, to naprawdę muszę się wziąć za rebranding Adory i szukanie tego Satchera Waterforda…

– Rutherforda – poprawiłem go. – Możesz odejść. – Nie umknęło mi to, jak zgromił mnie spojrzeniem. Nie lubił, gdy traktowałem go jak pracownika.

Zaśmiałem się do siebie. Prawda była taka, że lubiłem go irytować. Najpewniej tak samo, jak on mnie.

Ale nigdy mu o tym nie powiem.

– I zamknij za sobą drzwi.

Pokazał mi środkowy palec. To pewnie dlatego, że nie powiedziałem „proszę”. Ale drzwi zamknął.

Po jego wyjściu okrążyłem biurko i usiadłem na fotelu za nim. Moja dłoń zawisła na chwilę nad telefonem, ale potem uznałem, że nie chcę mieszać Patricii w tę rozmowę. Sięgnąłem więc po komórkę, którą trzymałem w kieszeni marynarki, znalazłem potrzebny numer i połączyłem się.

– Hudson, co za niespodzianka. – Ciepły ton Celii wypełnił moje ucho jak słodka trucizna. Po kręgosłupie przebiegł mi znajomy dreszcz obawy. – Czemu zawdzięczam tę przyjemność?

Nie pamiętałem, kiedy po raz ostatni rozmawiałem z nią prywatnie, a to dlatego, że wiele lat temu obiecałem zerwać wszelkie kontakty z Celią, bo dla mojej żony równało się to ze zdradą.

Przypomniałem sobie, że robię to dla Alayny.

– Słyszałem, że urządzasz przyjęcie zaręczynowe dla dzieciaków – powiedziałem spokojnym głosem, mimo że stukałem palcem o krzesło.

– Wieści szybko się rozchodzą. Jeszcze nawet nie uzgodniliśmy daty. – Chodziła, rozmawiając, pewnie uspokajała swoją córeczkę. W tle słyszałem ciche kwilenie dziecka. Ostatnio ten dźwięk rozpoznawałem bez problemu. – Czyż to nie fantastyczna nowina? Od chwili gdy te gołąbeczki się poznały, wiedziałam, że są sobie pisani.

No jasne.

Już nie bałem się dawnej przyjaciółki tak, jak Alayna, ale nadal jej nie ufałem. Znałem ją zbyt długo.

– Nie mogę się wypowiedzieć na temat romantycznych zapędów mojego brata – zacząłem ostrożnie – ale jego chęć poślubienia Genevieve wydaje się szczera. Dlatego, jak sądzę, będzie to jedna z wielu okazji, gdy nasze rodziny będą się musiały ze sobą spotkać.

– I to cię martwi? – Przez słuchawkę nie byłem w stanie stwierdzić, czy brzmiała na znudzoną, czy już była dwa kroki przede mną.

– „Martwi” to trochę zbyt mocne słowo. – Nie zamierzałem dać jej przewagi. Nie chciałem dopuścić do tego, żebyśmy ja i Alayna musieli się nią martwić. – Bardziej zależy mi na tym, by zapewnić wszystkim komfort.

– Ach, rozumiem. Nie chcesz, żeby jakaś sprzeczka popsuła nastrój. To by nie było fair wobec dzieci. Jeśli cię to pocieszy, zadbam o to, żebyście ty i Laynie, a także Jack i Sophia siedzieli tak daleko ode mnie, jak się da. – Brzmiała na niemal zadowoloną z tego, że mogła stać się przyczyną problemu.

Chyba się myliłem, wierząc, że się zmieniła.

– Ale nie możesz nas umieścić gdzieś na samych tyłach, Celio. Jesteśmy rodziną Chandlera.

– Och, Huds, za kogo ty mnie masz? Nigdy bym tego nie zrobiła. Chcę, aby to przyjęcie się udało. By wszyscy o nim mówili. Niczego celowo nie zepsuję.

Racja. Celowo nie. Ale ja wiedziałem, co ona rozumiała przez „wszyscy o nim mówili” – jakąś aferę.

– Czyli pozwolisz mi wcześniej zobaczyć, jak będą siedzieć goście?

– Oczywiście. Kiedy w końcu ustalimy datę i wybierzemy lokal.

Wydawała się dziwnie sympatyczna i to wzbudziło moją ostrożność.

Ale z drugiej strony – zacząłem się zastanawiać – może jednak na początku miałem rację. Może ona naprawdę się zmieniła. Głupio by było sądzić, że nie. Bo w końcu czy teraz, gdy miała męża, pasierbicę i własne dziecko, ryzykowałaby to wszystko, by zniszczyć moje szczęście?

W każdym razie byłem przekonany, że przy niej ostrożności nigdy za wiele. Miałem ku temu wiele powodów.

– Doceniam twoją współpracę – powiedziałem specjalnie.

– Nie ma za co. W końcu jesteśmy teraz rodziną. Prawie – wymruczała.

I znowu skóra mi ścierpła.

– Muszę przyznać, że dziwi mnie to, że wciąż jesteś w Stanach. Sądziłem, że ty i Edward wrócicie do Anglii. Mówiłaś, że chcesz tam wychować dziecko, a skoro nie doszło do fuzji z Werner Media i zawarliśmy spółkę, nic cię tu nie trzyma. – Ja zdecydowałem o tym, by nie doszło do fuzji. Zamiast tego zgodziłem się na spółkę między Pierce Industries, Werner Media i Accelecom, firmą, której właścicielem był mąż Celii. Wciąż posiadałem pakiet kontrolny udziałów w Werner Media, firmie założonej przez jej ojca, dzięki temu miałem przewagę i nie chciałem, by o tym zapomniała.

– Ale to dobrze, że zostaliśmy, nie sądzisz? W przeciwnym razie nie byłoby nas tutaj i nie moglibyśmy świętować. – Wiedziała, czego chcę. Dla niej to była gra.

Ale ja już nie prowadziłem gier.

– Nie to chciałem usłyszeć.

– Chciałeś się dowiedzieć, kiedy wyjeżdżam. Cóż, nigdzie się nie ruszam. Nie bez większej części Werner Media.

– Och, naprawdę? – prychnąłem. Chyba żartowała. – A dlaczego miałbym ci oddać większą część Werner Media?

– Nie powiedziałam, że dostanę ją od ciebie.

Moje mięśnie się napięły i wyprostowałem się na krześle.

– Doprawdy?

– Nie udawaj takiego wyluzowanego, Huds. Oboje wiemy, że to dla nas gruba sprawa.

Gruba sprawa to niedopowiedzenie. W Werner Media byli również inni udziałowcy. Możliwe, że znalazła kogoś, kto chce sprzedać swoje udziały, możliwe nawet, że z mężem mogli kupić ich wystarczająco dużo, by przejąć moją większość. Kontrolowanie interesu było jedynym, co pozwalało mi ją trzymać w ryzach. Dzięki temu moja rodzina była wolna od jej intryg. Dzięki temu Alayna mogła spokojnie spać w nocy. Jeśli Celia mnie wykupi, stracę wszelką władzę, dzięki której kontrolowałem ją w ciągu ostatnich sześciu lat.

Możliwe, że już nie musiałem tego robić, ale czy byłem gotowy tak zaryzykować?

– Ale chętnie wykupimy udziały od ciebie – dodała, zaskakując mnie.

– Nie ma mowy. Mam oddać kontrolę nad firmą tobie i twojemu mężowi? Dlaczego miałbym to robić?

Czy to dlatego była taka miła? Bo czegoś chciała?

– Nie prosimy o kontrolę – odparła Celia. – Chcemy kupić równe udziały po normalnej cenie. Żeby w naszej spółce zapanowała równowaga. Wszyscy jesteśmy właścicielami firmy i mamy udziały w Werner Media, i te udziały powinny zostać podzielone po równo. Tylko tak możemy ruszyć dalej, jeśli naprawdę chcemy, by ta waśń się zakończyła.

Miała rację. Jeśli nie kręciła. Jeśli dojrzała, dorosła i skończyła z przekrętami.

Ale jeśli nie…

– Zastanowię się nad tym – odparłem szczerze. Zastanowię się nad tym ze swojej perspektywy, żeby stwierdzić, jakie ja będę miał z tego korzyści, a nie ona. I pomyślę o Alaynie.

– Dziękuję, Huds. Doceniam twoją wolę współpracy – powtórzyła moje wcześniejsze słowa.

Biorąc pod uwagę zdradę, sekrety i nieszczerość w rodzinie Wernerów i Pierce’ów, uznałem, że mogę odpowiedzieć jej tylko w jeden sposób: powtarzając jej słowa.

– Nie ma za co. W końcu jesteśmy teraz rodziną. Prawie.

Szkoda tylko, że ciągle miałem wrażenie, że właśnie tego Celia zawsze pragnęła.

Rozdział 3

Alayna

– Przepraszam. – To były pierwsze słowa Gwen, które powiedziała po wejściu do penthouse’u.

Nie musiałam pytać, o co jej chodzi. Powód był oczywisty. Dzisiaj miała dzień wolny i przyszła tu na burzę mózgów. Nie spodziewałam się tylko, że zjawi się z nosidełkiem w jednej ręce i dzieckiem trzymanym w drugiej, przy biodrze.

Po jej minie widziałam, że ona również nie spodziewała się tu przyjść z dziećmi. Dobrze wiedziałam, że życie pracującej matki jest pełne niespodzianek.

– Nie martw się – powiedziałam, przenosząc Holdena na drugie ramię, by móc wziąć Theo, piszczącego trzyletniego synka Gwen. – Mayu? – zawołałam nianię. – Czy mogłabyś…

Zanim dokończyłam, Maya wyjrzała z pokoiku dziecięcego.

– O mój Boże, już lecę. – Przybiegła do nas. – Brett właśnie zasnęła.

– Holden również. Czy możesz go zabrać, a potem wrócić po tę dwójkę? – Podałam jej dziecko ostrożnie, by się nie obudziło.

– Jasne.

Odeszła z moim synkiem.

– Przepraszam – powtórzyła Gwen, po czym odstawiła na podłogę nosidełko i pochyliła się, by wyciągnąć z niego Bradena. – JC miał ich wszystkich pilnować. Oboje mamy wolne poniedziałki, więc niania nie przychodzi, ale Jake się rozchorował, więc JC musiał go zabrać do lekarza, a ja byłam zmuszona przyjść do ciebie z dziećmi. – Zamilkła, uśmiechając się i spoglądając w dół. – O, patrz tylko. Braden też zasnął.

– To zaniosę nosidełko do pokoju – zaproponowała Maya, która po cichu wróciła po resztę dzieci. – Theo, pomożesz mi ułożyć puzzle Miny? Mina jest dzisiaj na półkoloniach, ale na pewno nie będzie miała nic przeciwko.

Puściłam oko do niani, gdy podniosła nosidełko i wraz z chłopcem ruszyła korytarzem.

Odwróciłam się do Gwen.

– Mamy tyle dzieci. – Jęknęłam. – Jak do tego doszło?

– Też zadaję sobie to pytanie – odparła Gwen z uśmiechem. – Ale są takie słodkie.

Przypomniałam sobie dzisiejszy seks pod prysznicem. Znowu brałam tabletki antykoncepcyjne i wcześniej w obu przypadkach nie zaszłam w ciążę od razu. Ale Gwen zaciążyła pomimo stosowania jakiegoś zabezpieczenia. Czasami czułam się bardziej płodna tylko dlatego, że z nią przebywałam.

– Mogłyśmy to przełożyć na inny dzień – rzuciłam, prowadząc ją do salonu. – To nie jest nic pilnego. – Nie zaoferowałam jej niczego do picia czy jedzenia, zanim padłam na kanapę. Czułyśmy się ze sobą komfortowo i wiedziałam, że jeśli będzie chciała, to sama się czymś poczęstuje. Poza tym przy dzieciach przekąski były na wyciagnięcie ręki w całym mieszkaniu.

– Wiem, że to nic pilnego, ale potrzebuję twojej porady, a nie chciałam o tym rozmawiać przez esemesy. – Usiadła na drugim końcu kanapy. – A już na pewno nie chciałam o tym rozmawiać przez telefon, w razie gdyby Hudson był w pobliżu.

Nie mogłam się doczekać, aż przyjdzie, żebyśmy mogły zacząć nasz projekt, ale teraz nie potrafiłam się na tym skupić.

– Rany, wiesz, jak wzbudzić w człowieku ciekawość. Dawaj. Zamieniam się w słuch.

– Okej. – Złączyła dłonie i przyłożyła je do ust. – Okej – powtórzyła, nie odrywając rąk od twarzy.

Denerwowała się. A Gwen nigdy się nie denerwowała rozmową ze mną.

– O cholera, chyba nie jesteś w ciąży, co?

Na jej miejscu też bym się denerwowała, gdybym miała przekazać takie wieści.

– Nie! Boże, nie. Wciąż karmię Bradena.

Chociaż z nią to nigdy nic nie wiadomo.

– Więc o co chodzi? – Pochyliłam się, podrygując nogą w zniecierpliwieniu.

– Pamiętasz, jak w zeszłym roku Mirabelle powiedziała nam, że słyszała o jakichś seksimprezach w mieście? Anonimowe, z maskami, prywatne zboczone imprezy, na które trzeba mieć specjalne zaproszenie, bo większość gości należy do elit? Że to jacyś znani, ważni ludzie? Że ci ludzie nie chcą, aby rozmawiano o ich zboczeniach w gazetach?

– Tak, ale wiesz, że połowa tego, co ona słyszy od klientów, to bzdury?

– Tak, tak. – Pokiwała głową na zgodę, najpewniej przypominając sobie tę niewiarygodną historię, o której opowiadała siostra Hudsona, jakoby ważna postać z białego domu i dwie bardzo znane gwiazdy filmowe miały brać udział w tych wydarzeniach. – Ale… Tym razem nie chodzi o plotkę. JC dostał zaproszenie.

– Co… – To zabrzmiało bardziej jak okrzyk zdziwienia niż pytanie.

– Tak. Dobrze słyszałaś. – Położyła dłonie na kolanach i zaczęła pocierać uda. – Dostaliśmy zaproszenie od faceta, który współpracuje z JC. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że leci na mojego męża… A może na nas oboje? I pewnie liczy na trójkąt. JC od razu odmówił. Nie żebym pytała! Po prostu on się nie dzieli i ja też nie, ale w trakcie takiej imprezy seks nie jest konieczny.

– To znaczy, że można tylko… patrzeć?

– Tak. Tylko patrzeć. Jak porno na żywo.

Jej twarz zaczerwieniła się na myśl o tym. A może po prostu była zażenowana.

Też próbowałam sobie to wyobrazić – obcych ludzi zabawiających się, gdy ja patrzę – i poczułam, jak robi mi się gorąco.

– To podniecające.

Rysy jej twarzy się rozluźniły, jakby do tej pory obawiała się mojej odpowiedzi.

– Bardzo. JC też tak uważa.

Teraz próbowałam sobie wyobrazić Hudsona i siebie na takiej imprezie. Kiedy on na mnie patrzył, zazwyczaj nie potrafił wytrzymać nawet kilku minut. I nigdy nie pozwolił nikomu na mnie patrzeć w sytuacji intymnej. Na pewno znalazłby jakiś kąt lub dyskretnie włożył mi rękę pod spódnicę albo wyciągnął mnie z pokoju, zanim gwiazdy wieczoru by się rozkręciły.

Może seksimprezy nie były dla nas. Nie brakowało w naszej sypialni pasji. Prawda?

Ale wnioskując po opowieściach Gwen, ona i jej mąż bardziej cenili sobie przygody. Zastanawiałam się, czy Hudson i ja jesteśmy nudni.

– Zamierzasz tam pójść? – zapytałam, w duchu marząc o tym, by potwierdziła, żeby potem mogła mi złożyć sprawozdanie.

– Nie wiem! Dlatego potrzebuję twojej porady!

– Przegadajmy to. – Zazwyczaj to Gwen była tą racjonalną, ale ja przez te wszystkie lata czegoś się od niej nauczyłam. – Za i przeciw. Dawaj wszystkie za.

– To by było ciekawe doświadczenie, dobra zabawa i na pewno sprawiłoby, że nasze życie erotyczne stałoby się bardziej pikantne. Nie żebyśmy tego potrzebowali. – Z łatwością wyliczyła zalety, co oznaczało, że musiała to długo analizować. – Moglibyśmy się czegoś nauczyć. Poczułabym się młodziej. Poznałabym nowych ludzi.

– To świetnie. A jakie są przeciw?

– Nie znoszę ludzi. Po co miałabym ich poznawać?

Zaśmiałam się głośno.

Jednak jej nie było do śmiechu.

– A co, jeśli JC spodoba się inna kobieta? Przecież będzie patrzył na te wszystkie seksowne nagie dziewczyny.

– On zawsze zajmował się interesami przy nagich kobietach, a mimo to nie potrafi oderwać od ciebie wzroku.

– Ja urodziłam trójkę dzieci. Mam bliznę po cesarce. Jedno słowo: rozstępy.

– Pfff. Przecież wiesz, jaki on jest tobie oddany.

– Tak. Wiem.

Milczała przez chwilę, więc zadałam pytanie, od którego właściwie powinnam była zacząć:

– A chcesz w ogóle iść na tę seksimprezę?

Po jej oczach już wiedziałam, że odpowiedź brzmi: tak. Ale zastanawiała się nad tym przez dłuższą chwilę, a potem oparła się o podłokietnik kanapy.

– To głupie, prawda? Nawet nie powinnam rozważać tego pomysłu.

Zmarszczyłam brwi.

– A dlaczego, kurde, nie?

– Jestem szanowaną kobietą. Matką trójki dzieci. Powinnam być odpowiedzialna.

– No właśnie, jesteś szanowaną kobietą. – Musiałam trzymać emocje na wodzy, tak byłam tym podekscytowana. – I właśnie dlatego, że szanujesz siebie samą, powinnaś dać sobie to, czego pragniesz. Powinnaś zrobić coś dla siebie. I swojego męża. Coś, co nie wiąże się z byciem matką. Poważnie, tylko tym teraz jesteś? Twoje życie polega na karmieniu, ubieraniu, chronieniu i bieganiu wokół dzieci? Tak, one są ważne, ale jeśli zaczniesz się zachowywać tak, jakbyś była tylko matką i nikim więcej, to nie wyjdzie im to na dobre. Musisz być kompletną osobą, spełnioną, i jeśli to oznacza pójście na seksimprezę i patrzenie na zboczenia innych ludzi, to w porządku.

Założyła ręce na piersi i uśmiechnęła się do mnie.

– Dziękuję. Niby to wiedziałam, ale musiałam to usłyszeć.

Wzruszyłam ramionami.

– A ja chcę, żebyś poszła na tę imprezę i potem opowiedziała mi wszystko ze szczegółami.

– Wciąż jeszcze zbieram się na odwagę, ale jasne, jeśli pójdę, to wszystko ci opowiem. – Wyprostowała się. – Czy to dlatego ten projekt jest dla ciebie taki ważny? Żebyś mogła znowu poczuć się kompletna i spełniona?

Zastanowiłam się nad tym. Czy moja praca naprawdę była dla mnie taka ważna, czy po prostu tak rozpaczliwie chciałam być postrzegana jako ktoś więcej niż tylko matka i żona?

– Może? Nakręca mnie. Niezależnie od tego, czy to coś złego, czy dobrego, nie mogę tego zignorować.

– Cóż, miło to słyszeć. Jest jeszcze jeden powód, dla którego musiałam się dzisiaj z tobą zobaczyć: mam wieści.

Moje serce zabiło mocniej z podekscytowania.

– Mów!

– Okej. Dostałam ostateczne potwierdzenie, że Lee Chong chce sprzedać wszystkie trzy kondygnacje sąsiadujące z The Sky Launch.

Otworzyłam usta i oczy szeroko i niemal pisnęłam. Właśnie tego potrzebowałam.

– Tylko że nie chce tego sprzedać wcześniej niż w styczniu – powiedziała Gwen, studząc mój entuzjazm. – Ze względu na podatki czy coś. Ale jest skłonny wcześniej przeprowadzić z nami w tajemnicy negocjacje i pozwolić nam pracować. Może wynajmie nam lokale z opcją późniejszego wykupu.

Nawet jeśli miała mi do powiedzenia coś jeszcze, to ja już jej nie słuchałam. Teraz zaczęłam piszczeć na całego.

– O mój Boże, o mój Boże! On naprawdę to zrobi? Naprawdę sprzeda nam lokale? I będziemy mogły powiększyć The Sky Launch?

– Wydaje mi się, że to bardzo prawdopodobne!

– Ja pierniczę. – Przesunęłam ręką po włosach, pozwalając sobie uwierzyć, że jestem o krok bliżej do wprowadzenia w życie mojego wielkiego projektu. – Chwila, skąd o tym wiesz? On ci o tym powiedział? Rozmawiałaś z nim bezpośrednio?

Pokręciła głową.

– Liesl. Okazuje się, że bzyka się z jego dzieciakiem.

– Lee Chong ma syna? – Nie wiedziałam o moim sąsiedzie niczego. Ten człowiek posiadał przestrzeń użytkową, ale wynajmował ją restauracjom i na przyjęcia. Tak naprawdę nigdy tam nie przychodził.

– Nie, ale ma córkę. – Gwen uśmiechnęła się sugestywnie.

– Rany, Liesl dobrze się bawi. Czy my się tak bawiłyśmy, gdy byłyśmy wolne? – Cieszyłam się jej szczęściem. Nie byłam zazdrosna, ale tęskniłam za pracą w klubie, bo wtedy mogłam wysłuchiwać jej szalonych historii.

– Nie mam pojęcia. To było tak dawno temu. – Westchnęłyśmy, tęsknie wspominając czasy naszej młodości. – Powiedz: co zamierzasz zrobić z tym miejscem? Nie mogę się doczekać, aż zobaczę twoje plany.

– Mam je tutaj. 

Zdjęłam laptopa ze stolika i otworzyłam go. Rysunki już były pootwierane, podobnie jak sekretna tablica z Pinteresta ze zdjęciami klubów, które wykorzystałam jako inspiracje. 

– Oczywiście to nie jest dokładny projekt, jest jeszcze w początkowej fazie ze względu na to, że nie mamy planów pięter, wymiarów ani niczego. Ale myślałam o czymś takim…

Przez następną godzinę pokazywałam jej, jaką restaurację chciałabym otworzyć obok, w klimacie klubu. The Sky Launch ostatnio zrobiło się zbyt zatłoczone, bo mieściło w sobie strefę restauracyjną i parkiet, a te dwa miejsca powinny zostać rozdzielone. Pomieszczenia z bańkami wciąż jednak pozostawały obiektem zainteresowania, więc chciałam zaprojektować coś podobnego w nowej przestrzeni. A na ostatnim piętrze planowałam otworzyć kawiarnię-bar, gdzie będzie sprzedawana mała kolekcja winyli. Raczej klasyki, coś lekkiego, w przeciwieństwie do ultranowoczesnych dźwięków na dole.

– To niesamowite, Laynie. Hudsonowi na pewno się to spodoba. Dlaczego jeszcze mu o tym nie powiedziałaś?

Zamknęłam laptopa z westchnieniem i rozparłam się na sofie.

– Bo uzgodniliśmy, że nie wrócę do pracy, dopóki bliźniaki nie skończą osiemnastu miesięcy. A one nie mają jeszcze nawet roku.

Wzruszyła ramionami.

– Cóż, ale zmieniłaś zdanie. Na pewno to zrozumie.

– Nie, bo uważa, że jeszcze nie jest ze mną na tyle dobrze, bym wróciła do pracy.

Atmosfera stała się ciężka, gdy wypłynął temat mojej choroby.

– Chodzi ci o to, co się stało po urodzeniu bliźniaków? – zapytała ostrożnie.

– Możesz to powiedzieć, wiesz? Oszalałam. – W ciągu tych wszystkich lat choroby psychicznej nauczyłam się jednego: obchodzenie się z tym tematem jak z jajkiem nie sprawi, że on zniknie. Właściwie dzieje się wtedy odwrotnie, jakby zaprzeczanie problemom jeszcze je uwydatniało.

Gwen skrzyżowała ramiona i zmarszczyła brwi.

– Nie, nie powiem, że oszalałaś. Przeżyłaś wahania hormonów w ciąży i po niej. A to wszystko zaostrzył fakt, że urodziłaś bliźniaki. Wiele kobiet boryka się z depresją poporodową i zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Ale to nie robi z ciebie wariatki.

Brzmiała jak moja terapeutka, doktor Joy. „Męczą cię szalone myśli. Ale to nie robi z ciebie szalonej osoby”.

– Dobra. – Uśmiechnęłam się niechętnie. – Dramatyzuję. Ale czasami to rozładowuje atmosferę. Chyba odrobiłaś pracę domową. Poczytałaś na ten temat. – Czułam się trochę winna przez to, że nigdy nie zaprosiłam Gwen na moje sesje terapeutyczne. A terapeutka zawsze zachęcała mnie, bym przyprowadziła ukochane osoby, by pomóc im zrozumieć to, z czym się mierzę.

Jednak chociaż wiedziałam, że ona mnie wspiera, i wierzyłam w stawianie czoła swoim problemom, czasami wciąż nie mogłam sobie wyobrazić, żeby przyjaciółka miała mnie zobaczyć w chwili słabości. Wystarczyło, że znała zarys sytuacji.

– Chciałam zrozumieć – przyznała nonszalanckim tonem. – A ty mi się nie zwierzasz. Chcesz porozmawiać o tym w tej chwili? O tym, jak było?

Nie, nie chciałam.

A jednocześnie chciałam.

Poniekąd rozmawianie o tym potwierdzało, że już po wszystkim, że to tylko wspomnienie przeszłości, a nie coś, co dzieje się teraz. Chyba że się myliłam. Chyba że Celia znowu doprowadzi mnie do takiego stanu.

Nagle poczułam, jakie mam spięte ramiona. Rozluźniłam szyję, kręcąc głową na boki.