Belizariusz. Wódz Bizancjum - Ian Hughes - ebook
Opis

Ten naczelny wódz armii bizantyjskiej z ramienia cesarza Justyniana walczył i zwyciężał z Persami na Wschodzie, Wandalami w Afryce Północnej, Ostrogotami w Italii i Hunami w obronie Konstantynopola, znacząco przyczyniając się do odrodzenia wielkiego imperium rzymskiego w pierwszej połowie VI wieku. Zmienne koleje losu doprowadzały go zarówno na szczyty kariery, jak i do spektakularnych upadków, jednak wbrew legendzie nie zmarł w nędzy i zapomnieniu. Biografia jednego z największych dowódców starożytności zawiera także szczegółowe opisy taktyki, organizacji i wyposażenia armii bizantyjskiej i jej przeciwników na Wschodzie i Zachodzie.

Ian Hughes jest historykiem i specjalistą od armii rzymskiej okresu późnego antyku. Studiował historię starożytną i średniowieczną na uniwersytecie w Cardiff. Napisał szereg książek o czasach schyłku cesarstwa rzymskiego: Stilicho: The Vandal Who Saved Rome, Aetius: Attila’s Nemesis oraz Imperial Brothers: Valentinian, Valens and the Disaster at Adrianople.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 470

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ian Hughes
Belizariuszwódz Bizancjum

Tytuł oryginału: Belisarius: The Last Roman General

Copyright © Ian Hughes, 2009, 2014

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2016

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2016

Redaktor prowadzący: Filip Karpow

Redaktor merytoryczna: Fabian Tryl

Redakcja: Alicja Laskowska

Korekta: Barbara Borszewska

Pro­jekt okład­ki: Dawid Czarczyński

Kon­wer­sja: Grze­gorz Ka­li­siak | Pracownia Liternictwa i Grafiki

Opracowanie map: Mariusz Mamet

ISBN 978-83-7976-507-2

Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o.

ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

re­dak­cja@wy­daw­nic­two­po­znan­skie.com

www.wy­daw­nic­two­po­znan­skie.com

Podziękowania

Książka ta powstała dzięki pomocy wielu osób i chciałbym z tej okazji złożyć wyrazy wdzięczności kilku z nich za ogromne wsparcie.

Po pierwsze chciałbym podziękować Nikowi Gaukrogerowi i Niallowi Taylorowi za pomoc w gromadzeniu materiałów oraz Chrisowi Lillingtonowi-Martionowi za dostęp do jego pracy dyplomowej na temat lokalizacji bitwy pod Darą.

Adrianowi Winkowi z Armamentaria dziękuję za umożliwienie wykorzystania materiału ilustracyjnego, za rysunki rekonstruujące rzymski/bizantyjski ekwipunek; Zachowi z beastcoins.com i Josephowi Sermarini oraz Richardowi z forumancientcoins.com za zezwolenie na użycie fotografii monet z ich stron; Chrisowi Constantinowi ze spitfirehorsebows.com za zdjęcia łuków i niezwykle przydatne dyskusje dotyczące różnic między symetrycznym a asymetrycznym łukiem; Roberto Piperno z romeartlover.it za zgodę na użycie ilustracji przedstawiających bramy Rzymu; Anikowi Messierowi z Bishop’s Stortford w Anglii za ilustracje Kartaginy; i Dorieo21 z Flickra za pozwolenie na zamieszczenie fotografii płaskorzeźby ukazującej Belizariusza proszącego o jałmużnę z przejścia w Palazzo Beneventano del Bosco na Sycylii. Wreszcie chciałbym wyrazić moją wielką wdzięczność Adiranowi Fletcherowi za możliwość wykorzystania jego fotografii mozaik przedstawiających Justyniana i Teodorę z San Vitale.

Dziękuję również dr. Kavehowi Farrokhowi za jego zgodę na użycie rysunków ekwipunku Sasanidów, zarówno tych wcześniej opublikowanych, jak i tych, które pierwszy raz ukażą się drukiem w tej książce, a także Peterowi Inkerowi za jego pracę i wspaniałe ilustracje przedstawiające oddziały biorące udział w opisywanych w niniejszej publikacji wojnach.

Jednak bez cierpliwości i wsparcia trójki wyjątkowych osób, książka ta nigdy by nie powstała. Philowi Sidnellowi dziękuję za wiarę w nieznane i odpowiedzi na niekończące się pytania dotyczące samego procesu wydawniczego; Joannie za to, że znosiła nieustanne dyskusje o „jakimś tam gościu imieniem Belizariusz” i za przeczytanie paru setek wersji tej książki oraz cenne uwagi; i wreszcie Adrianowi Goldsworthy’emu za jego rekomendację i za niewyczerpane pokłady cierpliwości przy odpowiadaniu na pytania, a także za to, że zgodził się przeczytać robocze wersje tekstu.

Pomimo naszych prób zbliżenia się do doskonałości w tekście z pewnością znalazły się jakieś nieścisłości, za co ponoszę pełną odpowiedzialność.

Wstęp

Głównym celem tej książki jest opowiedzenie historii jednego człowieka: Flawiusza Belizariusza. Według wielkiego autorytetu współczesnej historiografii, Johna Juliusa Norwicha, „w Belizariuszu [Justynian] odnalazł jednego z najwspanialszych generałów w całej historii Bizancjum”. Pomimo to dzieje jego życia nie są dobrze znane, w szczególności jeśli porównamy je z gigantami starożytnego świata, takimi jak Juliusz Cezar, Aleksander Wielki czy Hannibal.

To dziwna sytuacja, bowiem jego historia pełna jest przygód i niezwykłych wydarzeń – jej tłem są dramatyczne dzieje cesarza Justyniana i podjętej przez niego próby odwrócenia biegu czasu i ponownego przejęcia obszarów dawnego zachodniego Cesarstwa Rzymskiego. Oto w wielkim paradoksie historii cesarz rzymski próbuje zdobyć Rzym. Jego przedsięwzięcie uważa się obecnie za porażkę, jednak mimo wszystko zdołał odbić Afrykę, Italię i dużą część Półwyspu Iberyjskiego.

Belizariusz, z pewnością jeden z najbardziej wychwalanych, słynnych i otoczonych czcią generałów wczesnego średniowiecza, został wybrany przez cesarza Justyniana na dowódcę tej wielkiej kampanii. Jego późniejsze osiągnięcia w prowincjach afrykańskich (na terenie dzisiejszej Tunezji) i w Italii przyniosły mu sławę jednego z największych generałów w dziejach, a z pewnością jednego z największych w historii Bizancjum.

Kampanie wojenne tego czasu toczyły się w kontekście chrześcijańskiego imperium, gdzie podziały wewnątrz Kościoła miały często znaczące polityczne konsekwencje. Równie ważne były podziały stricte polityczne, czego jednym z rezultatów był bunt Nika w 532 roku, podczas którego stojący u progu wielkiej kariery Belizariusz poprowadził swoje oddziały do walki zakończonej masakrą tysięcy obywateli. Pomimo swoich działań pozostał ważną osobistością polityczną i wojskową, kochaną przez lud, i doczekał się swego miejsca obok cesarza Justyniana na mozaice kościoła San Vitale w Rawennie.

W porównaniu do czasów Cesarstwa Rzymskiego i późniejszego cesarstwa „bizantyjskiego” czasy Justyniana i Belizariusza nie są dobrze znane. Historycy zazwyczaj skupiają się na społecznych, politycznych i ekonomicznych aspektach rządów Justyniana i tylko zarysowują kampanie Belizariusza, nie poświęcając mu zbyt wiele uwagi. W konsekwencji wiedza dotycząca strategii, taktyki czy armii wrogów Belizariusza nie jest pogłębiona. Trudno wyjaśnić przyczyny tego faktu. Okres ten jest dość dobrze udokumentowany, a Prokopiusz, sekretarz Belizariusza, napisał Historię wojen – dokładny opis kampanii w Persji, Afryce i Italii. Jest to wyczerpujące źródło i generalnie uważa się je za dość wiarygodny zapis naocznego świadka. Prokopiusz jest również autorem Historii sekretnej – „tabloidowego” opisu rządów Justyniana, pełnego intryg, mordów i oszczerstw. W zestawieniu z innymi, mniej znanymi autorami można dzięki tym źródłom stworzyć w miarę dokładny obraz interesującego nas okresu.

Stąd też, wraz z fascynującą historią Belizariusza, przedstawiona tu będzie także analiza wojskowości owych czasów. Nowa, odmieniona armia rzymska znalazła się w konflikcie z trzema różnymi wrogami: egzotyczną armią Persów, na wyposażeniu których znaleźć można było nawet słonie; armią Gotów, opartą w dużej mierze na kawalerii; oraz w pełni konną, „rycerską” armią Wandalów (dalekim przodkiem średniowiecznych rycerzy). Niedawne badania znacznie poszerzyły naszą wiedzę o organizacji tych armii, co pozwala na nowo przeanalizować kampanie Belizariusza.

W celu utrzymania objętości książki na rozsądnym poziomie, trzeba było przyjąć dwa kompromisy. Pierwszym jest ograniczenie omawianych wydarzeń wyłącznie do tych, które bezpośrednio dotyczyły życia Belizariusza – inaczej trudno byłoby zmieścić całą opowieść w jednym tomie. Okres panowania Justyniana pełen był wojen, inwazji barbarzyńców, dyplomatycznych zabiegów i gier, wewnętrznych sporów i buntów, a także dramatycznych okoliczności, jakim była epidemia dżumy. Opisanie tego wszystkiego wiązałoby się nie tylko z obciążeniem czytelnika ogromną ilością informacji, lecz także zamieniłoby niniejszą publikację w trylogię. Nieco mniej ścisłe ograniczenia podjęto przy chronologii, jednak znów, by jakoś zachować proporcje, włączono doń tylko najważniejsze wydarzenia. Tylko wtedy, gdy jest to niezbędne w celu wyjaśnienia tła wydarzeń, narracja odbiega od samego Belizariusza – dla przykładu, książka zawiera opis buntu w Afryce po podboju przez Belizariusza, bowiem wydarzenie to przyczyniło się do jego powrotu do służby na tym terenie.

Drugim kompromisem była rezygnacja ze szczegółowej dyskusji w odniesieniu do sygnalizowanych obecnie wątpliwości dotyczących wiarygodności źródeł czy przebiegu życia głównych postaci. Tylko w sytuacji, gdy taka dyskusja jest kluczowa dla całej opowieści, zostały umieszczone krótkie streszczenia owej debaty, jednak narracja jest oparta w dużej mierze na tej wersji wydarzeń, którą jako autor uważam za najbardziej prawdopodobną. Aczkolwiek nie uprawnia to do osądu, że w tych kwestiach jestem nieomylny. Każdy z czytelników, chcący głębiej poznać wydarzenia z okresu życia Belizariusza lub panowania Justyniana, może sięgnąć do załączonej literatury przedmiotu. W wymienionych tu opracowaniach zazwyczaj pomieszczone są szersze bibliografie w odniesieniu do podjętego tematu.

Na zakończenie mam zamiar podjąć próbę oceny Belizariusza jako generała według najprostszych standardów. Mam wszakże nadzieję, że książka ta wniesie dość informacji, by czytelnicy sami mogli ocenić umiejętności tego wielkiego generała.

Uwagi na temat terminologii

Jak to często bywa przy badaniu historii starożytnej, a w szczególności, gdy mowa o kulturach, których alfabety różnią się od naszego, a tym bardziej w okresie tak wielkich zmian jak VI wiek, trzeba podjąć decyzje dotyczące zapisu miejsc i imion.

Kiedy mowa o ludach wschodniego Cesarstwa Rzymskiego i „barbarzyńskich” państwach na zachodzie, zachowałem tradycyjne, łacińskie zapisy imion i miejsc (i dlatego – dla przykładu – Belizariusz, a nie Belisarios, Prokopiusz, a nie Prokop, Justynian, a nie Iustinianus). W ten sposób staram się uniknąć zamieszania. Mam też nadzieję, że skoro wymienione postacie uważały się za Romanoi, Rzymian, nie byłyby takim rozwiązaniem rozczarowane.

Jednakże w przypadku imperium perskiego sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Formy imion stosowane na zachodzie są oparte na rzymskich lub łacińskich przybliżeniach, dobrych jedynie na opisywanie „barbarzyńców”. Aby walczyć z możliwym negatywnym obrazem, jakie tego typu nomenklatura może przywoływać, starałem się używać imion opartych na współczesnych badaniach (dla przykładu Chosrow, a nie Chosroes, Kawad, a nie Kobades i tak dalej). Nie próbuję być tutaj „poprawny politycznie”, lecz tylko ukazać, że sasanidzkie imperium perskie było wielką, cywilizowaną potęgą, godną oceny według własnych standardów, a nie według często protekcjonalnych norm Greków i Rzymian.

Zastosowane nazewnictwo

W celu uporządkowania przez całą książkę stosowane będą poniższe nazwy imperiów i ludów:

Imperium ze stolicą w Konstantynopolu nazywane jest „bizantyjskim”, „Bizancjum” lub „imperium bizantyjskim”, a nie „rzymskim”, „Rzymem” czy „wschodnim cesarstwem rzymskim”. Nie chodzi tu o różnicę między wschodem a zachodem, czy o świadome podkreślanie tych różnic i przez to konieczność użycia innej nazwy. Głównym celem tej praktyki jest uniknięcie zamieszania – duża część książki opisuje kampanie Belizariusza w Italii i dzięki temu łatwo można odróżnić, czy chodzi o żołnierzy Belizariusza, czy o mieszkańców miasta Rzymu.

Goci i „gocki” odnoszą się zawsze do Ostrogotów, którzy osiedlili się w Italii. Wizygoci zawsze odnosić się będą do grupy, która osiedliła się w Akwitanii, a następnie wkroczyła do Hiszpanii.

Źródła

Prokopiusz

Naszym głównym źródłem w kwestii wojen Belizariusza jest Prokopiusz. Urodził się około 490–507 roku w Cezarei w Palestynie i zmarł w wieku 65 lat. Otrzymał tradycyjną grecką edukację, uczęszczał do szkoły prawniczej, być może w Berytus (dzisiejszym Bejrucie), a następnie został retorem i udał się do Konstantynopola. W 527 roku, pierwszym roku panowania Justyniana, Belizariusz został mianowany generałem w wojnie z Persją, a Prokopiusz został jego asesorem (doradcą prawnym) i osobistym sekretarzem.

Prokopiusz służył razem z Belizariuszem, a następnie udał się wraz z nim na dwór w Konstantynopolu, gdy generał został odwołany ze wschodniego teatru działań. Był więc naocznym świadkiem nie tylko działań Belizariusza w wojnach perskich, lecz także wydarzeń dotyczących buntu Nika w 532 roku. Prokopiusz towarzyszył później Belizariuszowi w czasie inwazji na Afrykę, pozostał tam po odwołaniu generała do Konstantynopola, zatem nie uczestniczył w wydarzeniach na Sycylii. Następnie trwał przy boku generała w czasie wojen gockich w Italii i był obecny przy zdobyciu gockiej stolicy, Rawenny, w 540 roku. Jednakże gdy Belizariusz powrócił do Italii w 544 roku, by walczyć z buntem Gotów, Prokopiusz nie był już członkiem jego sztabu. Dzięki temu, że nie odstępował Belizariusza przez tyle lat, Prokopiusz był naocznym świadkiem większości wydarzeń, jakie opisał w swoich księgach. Co więcej, w tym czasie poznał wielu z najwybitniejszych dowódców, którzy mogli podzielić się z nim wiarygodnymi informacjami o tych wydarzeniach, których on sam nie miał okazji doświadczyć.

Prokopiusz napisał Historię wojen w ośmiu księgach. Księgi I i II opisują wojny w Persji, III i IV wojnę z Wandalami, a księgi V, VI i VII wojnę gocką. Zostały one opublikowane razem i relacjonują wydarzenia aż do początku 551 roku. Później Prokopiusz dodał VIII księgę, w której doprowadził narrację aż do ostatecznego zniszczenia gockiego królestwa przez generała Narsesa w 554 roku. Historia wojen jest głównie opowieścią o wojnach z czasów rządów Justyniana, lecz znajdziemy w niej także wiele informacji o innych kwestiach, jak na przykład bunt Nika i zaraza roku 542.

Warto zauważyć, że niedawna praca Averil Cameron (1996) rzuciła nowe światło na Prokopiusza. Wydaje się, że z czasem utracił on wiarę w Belizariusza i dlatego powoli obraz generała z panegiryku przechodzi w dość sceptyczny portret. Jednakże, mimo pewnych nieścisłości, jego praca wytrzymuje ogień współczesnej krytyki i – wbrew uprzedzeniom autora – jest wiarygodna.

Prokopiusz napisał także panegiryk na cześć Justyniana De Aedificiis, w którym wychwala władcę za jego program budowlany. Wydaje się, że była to dosyć spóźniona próba zyskania uznania w oczach cesarza. Justynian raczej nie był zbyt zadowolony z tego, jak został przedstawiony w Historii wojen, gdzie odgrywa znacznie mniejszą rolę niż sam Belizariusz, a i czasem nie unika krytyki, jak na przykład wtedy, gdy nie udziela swojemu generałowi wystarczającego wsparcia.

Innym przypisywanym Prokopiuszowi dziełem jest Anekdota. Historia sekretna. Opublikowana po śmierci Justyniana i Belizariusza, jest frontalnym atakiem na moralność i zachowanie dworu Justyniana, a w szczególności cesarzowej Teodory. Ujawnia wiele intryg, zdrad i skandali, a jest przez to niezwykle zajmującą lekturą, dzięki której możemy przyjrzeć się temu, jak funkcjonował dwór w VI wieku. Jednakże nie można książce tej ufać w zupełności, bowiem wiele zawartych w niej wydarzeń zostało zapewne przeinaczonych lub wyolbrzymionych.

Nie znamy dokładnej daty śmierci Prokopiusza, aczkolwiek w 562 roku Belizariusz został oskarżony o wzięcie udziału w spisku przeciw Justynianowi i stanął przed prefektem miejskim – Prokopiuszem. Chociaż szansa, że jest to ten sam Prokopiusz, wydaje się nikła, to jednak byłoby niezwykle interesujące, gdyby pod koniec życia dawny sekretarz miał osądzić swojego mentora.

Agatiasz

Agatiasz (lub Agatiasz Scholastyk) urodził się około roku 536 w Myrinie w Azji Mniejszej i zmarł wkrótce po 582 roku. W Aleksandrii studiował prawo, a następnie udał się do Konstantynopola, by pracować w sądach. Był poetą i historykiem, a jego przyjaciele przekonali go, by napisał kontynuację dzieła Prokopiusza po śmierci Justyniana w 565 roku. O panowaniu Justyniana, nigdy nieukończone, składa się z pięciu ksiąg i jest głównym źródłem wiedzy o okresie 552–559. Księga I i pierwsza połowa księgi II dotyczą kampanii Narsesa w Italii. Reszta księgi II opisuje wojny przeciw Persji w Lazyce aż do śmierci perskiego generała Mermeroesa (Mihra Mihroe), czyli prawdopodobnie do roku 555. Księga III opisuje resztę konfliktu w Lazyce aż do bizantyjskiego zwycięstwa pod Fasis i wycofanie się Persów. Księga IV zawiera szczegóły traktatu pokojowego po bitwie pod Fasis, a księga V opisuje sytuację po podpisaniu pokoju. Jako historyk jest on mniej poważany niż Prokopiusz, lecz nadal pozostaje praktycznie jedynym świeckim źródłem informacji o końcowym okresie panowania Justyniana.

Inne źródła

Poza tymi dwoma głównymi źródłami mamy do dyspozycji kilka innych, mają one jednak znacznie mniejsze znaczenie. Niektóre, jak Getica Jordanesa, dotyczą innego okresu, lub jak Historia Ecclesiastica Zachariasza Retora, dotyczą głównie dziejów Kościoła. Inni autorzy z tego okresu to Wigiliusz, Jan Malalas, Jan z Nikiu i Marcellinus Komes, który napisał kontynuację annałów Euzebiusza w VI wieku. Jednak mimo tego, że w wielu wypadkach źródła te opisują wydarzenia spoza naszego obszaru zainteresowań i w mniejszym stopniu zajmują się kwestiami wojskowymi, to nadal są użyteczne jako rodzaj suplementu, dzięki któremu możemy poprawić lub wręcz sprawdzić wiarygodność głównych źródeł. Dzieła te są również bardzo przydatne w uzupełnianiu informacji o religijnych, społecznych i ekonomicznych problemach tego czasu i są przez to odpowiedzialne za tło całej pracy.

Pomimo szczegółowych informacji zawartych w źródłach nie możemy zapomnieć, że były one pisane w określonym celu. Nawet wtedy, gdy cel ten jest jasno sprecyzowany, łatwo pominąć tę oczywistość i zacząć traktować wszystko jako fakt. Historiografia zawsze padała ofiarą uprzedzeń, pragnień i politycznych zamysłów tych, którzy ją uprawiali. Historia Belizariusza jest tego doskonałym przykładem.

Rozdział ITło historyczne

Kiedy w 395 roku umierał Teodozjusz Wielki, Cesarstwo Rzymskie nadal przypominało, jeśli nie w formie, to przynajmniej w kształcie, imperium Augusta. Przez stulecia zyskano niektóre prowincje – jak Mezopotamię, Dację czy Brytanię. Niektóre z nich (Dację) ponownie utracono. Owe zmiany niewiele jednak wpłynęły na ogólną mapę imperium.

Wewnątrz sprawy miały się zupełnie inaczej. Dawny senatorski porządek został zastąpiony przez nowy system klasowy, a podwaliny imperium – duże legiony – uległy znaczącym przekształceniom. Zniknął legio liczący 5000 ludzi wraz z pomocniczą kawalerią (alae) oraz bardziej elastycznymi jednostkami piechoty auxilia. W ich miejsce pojawiła się nowa, skomplikowana armia, która wymagała coraz bardziej rozbudowanej hierarchii, by nią zarządzać. Dzieliła się teraz na dwie części. Na granicach znajdowały się formacje limitanei (zajmujące się granicą lądową) i riparienses (zajmujące się granicą rzeczną), składające się z legio i auxilia wspieranych przez alae. W miastach na tyłach stacjonowały nowe formacje, które współcześni historycy interpretują jako „mobilne armie polowe”. Te składały się z „nowych” jednostek auxilia palatina, legiones palatinae (piechoty), vexillationes (kawalerii) i comitatenses lub „armii polowej”, utworzonej w większości poprzez podział dawnych formacji. Wydaje się, że jednostki piechoty liczyły około 1200 ludzi, a kawalerii od 400 do 600.

W teorii te „mobilne” armie znajdowały się pod dowództwem wysokiego stopniem oficera i miały walczyć z wrogiem, który zdołał przedrzeć się przez granicę. Wierzono także, że można było je bezpiecznie przenosić w inne części imperium bez osłabiania granic, a co za tym idzie – bez narażania się na nowe ataki ośmielonych tym barbarzyńców. W rzeczywistości system ten rzadko skutecznie funkcjonował na tym poziomie, a poza tym nieczęsto – jeśli w ogóle – był w używany w taki sposób. Fakt ten jest zazwyczaj pomijany przez historyków.

Imperium doświadczało w tym okresie podziałów wewnętrznych. Na zachodzie, gdzie nadal mówiono po łacinie (choć już oczywiście nie w jej klasycznej wersji), spoglądano w stronę Augusta i jego potomków jako wzorców imperialnej władzy. Wschód, gdzie panowała greka, skupiał się na greckich i perskich modelach władzy i rządów. Rozgraniczenie to zostało oficjalnie usankcjonowane po śmierci Teodozjusza, gdy jego synowie podzielili między siebie imperium – Honoriusz wziął zachód, a Arkadiusz wschód. W rezultacie narastały napięcia między dwoma cesarstwami. Wschodnia elita coraz bardziej spoglądała na swoich zachodnich odpowiedników jako na barbarzyńców, którzy pozostawali w tyle pod względem naukowym, estetycznym i kulturowym. Z kolei na zachodzie postrzegano mieszkańców wschodniej części imperium jako zniewieściałych Greków, którzy coraz bardziej znajdowali się pod butem cesarza (zgodnie z perskimi wzorcami), zatrudniali w administracji „nierzymskich” eunuchów i poddawali się perskim wpływom.

W obu częściach imperium do władzy doszło wielu barbarzyńskich generałów. Osoby o „germańskim” pochodzeniu – jak Merobaudes, Bauto, Stylichon na zachodzie i Gainas czy Tribigild na wschodzie – zyskały polityczną władzę i wsparcie barbarzyńskich oddziałów. W rezultacie barbarzyńscy królowie i przywódcy na krawędziach imperium zdali sobie sprawę, że mogą powiększyć swoje wpływy i osobisty prestiż, jeśli będą działać w ramach cesarskiej administracji. Przy odrobinie szczęścia mieli nawet szansę zająć stanowisko, sięgnąć po tytuł magister utriusque militiae (dowódca obu wojsk, to znaczy konnicy i piechoty), a nawet stać się patrycjuszem.

Chociaż stanowisko magister utriusque militiae, najwyższy stopień wojskowy w imperium, było celem samym w sobie, to w końcu IV wieku osoba dzierżąca to stanowisko na zachodzie de facto sprawowała również władzę nad zachodnią częścią cesarstwa. Mogła dyktować politykę, a często – szczególnie w późniejszym okresie – mianować i odwoływać cesarzy. Oczywiście oznaczało to, że stanowisko to było bardzo cenione, a próba jego zdobycia wiązała się z zaciętą walką, która – bywało – kończyła się śmiercią przegranego.

Dwa imperia musiały radzić sobie z zupełnie różnymi problemami, związanymi z najazdami i buntami, a w efekcie także rosnącymi obciążeniami finansowymi – na zachodzie coraz trudniej było temu sprostać. W obu częściach imperium najazdy z zewnątrz nadal pozostawały ciągłym zagrożeniem.

Kwestia Bałkanów

Chociaż wiele plemion barbarzyńskich atakowało prowincje bałkańskie, które były nominalnie częścią wschodniego cesarstwa, to łupy były tutaj stosunkowo niewielkie, więc atakujący coraz bardziej zwracali się ku zachodowi. Co więcej, kiedy było to możliwe, barbarzyńcy pokonani przez wschodnie cesarstwo nie byli osadzani jako foederati, duże grupy osadników skupione w jednym miejscu pod wodzą swoich własnych przywódców, nominalnie służących Rzymowi. Zamiast tego byli rozsiewani wśród lokalnej populacji i w ten sposób asymilowani. Dla przykładu, kiedy Hun Uldin zaatakował Trację, został pokonany i zabity. Następnie jego ludzie zostali rozdzieleni i osiedleni, przez co nie mogli sprawiać dalszych kłopotów cesarstwu.

Co więcej, najeźdźcy nigdy nie byli w stanie zdobyć Konstantynopola, a tym samym nie mogli dosięgnąć kluczowych pod względem ekonomicznym obszarów Azji Mniejszej – chociaż Bałkany były ciągle najeżdżane, to serce imperium pozostawało nietknięte. Dlatego – w wyniku geograficznej specyfiki obu imperiów i z powodu parcia najeźdzców na zachód – obszar ten będzie traktowany historycznie jako część zachodniego cesarstwa.

Zachód i Bałkany

Na zachodzie zwycięstwo Juliana nad Alamanami w bitwie pod Strasbourgiem (Argentoratum) w 357 roku było tylko tymczasową ulgą w serii wojen, które miały rzucić zachodnie cesarstwo na kolana. W owym czasie Hunowie zaczęli przeć na zachód. Zniszczyli gockie imperium niemal mitycznego króla Hermanaryka, zmuszając część Gotów do ucieczki na zachód w poszukiwaniu schronienia. W 376 roku grupa Wizygotów uzyskała od Walensa zezwolenie na wkroczenie na rzymskie terytorium. Jednakże byli źle traktowani i podnieśli bunt. Po przyłączeniu się do nich drugiej grupy, która wdarła się na terytorium imperium, wygrali w 378 roku bitwę pod Adrianopolem, w której unicestwiona została większość wschodniej armii cesarstwa i w której zginął sam cesarz Walens. Jednakże Wizygoci także ponieśli ciężkie straty, a szybka reakcja następcy Walensa, Teodozjusza I, doprowadziła do sytuacji patowej i w 382 roku podpisano traktat, w którym najeźdźcy otrzymali od Teodozjusza ziemie między Dunajem a górami Bałkanów.

Na pierwszy rzut oka wydawało się, że nie jest to problem dla zachodu, lecz dla wschodu. Jednak pomimo wielu rajdów na Bałkany Wizygoci – i wszyscy następni agresorzy – nie mogli zdobyć Konstantynopola ani też zmusić wschodniego cesarstwa rzymskiego do ugięcia się przed ich żądaniami. Bałkany po prostu nie były aż tak ważne dla przetrwania wschodniego cesarstwa, zwłaszcza z powodu dość słabej bazy ekonomicznej. Wizygoci w końcu ruszyli na zachód, gdzie znacznie mniej przeszkód stało na ich drodze – Rzym nie miał aż tak potężnych fortyfikacji jak Konstantynopol.

W tym czasie (ok. 395–400) Alaryk został wodzem Wizygotów. Jako zdolny dowódca i polityk zaatakował zachód i przedstawił swoje żądania. W czasie wojny siedziba władz została przeniesiona z Mediolanu do Rawenny (Rzym przestał pełnić tę funkcję już znacznie wcześniej, ponieważ leżał zbyt daleko), która dzięki otaczającym ją bagnom była łatwiejsza do obrony. W 402 roku, po wielu politycznych i wojskowych intrygach, Alaryk został pokonany pod Pollentią przez Stylichona, magister utriusque militiae cesarza Honoriusza, i zmuszony do odwrotu.

Nastąpił okres skomplikowanych manewrów politycznych, lecz w 406 roku Konstantyn III zbuntował się w Brytanii i został ogłoszony cesarzem. Ponadto w ostatnich dniach 406 roku oddział Wandalów (koalicja Silingów i Hasidingów), Swebów i Alanów przekroczył zamarznięty Ren pod Moguncją i zaatakował Galię. W rezultacie doprowadziło to do ugody z 407 roku, w ramach której Alaryk otrzymał tytuł magister militium (dowódcy oddziałów), zaś Stylichon utrzymał wyższe stanowisko magister utriusque militiae. Alaryk dostał także nadania ziemskie dla swoich ludzi i miał otrzymywać coroczny trybut. Umowa ta została złamana w 408 roku, gdy Stylichon został aresztowany za odmowę przyjęcia barbarzyńskiej ochrony. Został stracony, a regularni żołnierze w Italii, korzystając z okazji, powstali i wymordowali rodziny barbarzyńców zaciągniętych do armii przez Stylichona. Konstantyn III przeprawił się z Brytanii na kontynent, jednak Wandalowie, Swebowie i Alanowie mogli do woli panoszyć się po Galii.

Oddziały barbarzyńskie, których rodziny zabito, z oczywistych względów dołączyły do Alaryka. Ich liczbę oceniano na 30 000, jednak wydaje się, że 10 000 jest bardziej prawdopodobną opcją. Alaryk natychmiast najechał Italię i obległ Rzym. Rzymski senat zapłacił mu za odstąpienie od ataku, jednak po tym, jak cesarz Honoriusz odrzucił jego polityczne awanse w Rawennie, wódz powrócił do Rzymu i mianował Pryskusa Attalusa marionetkowym cesarzem. Wreszcie w sierpniu 410 roku Rzym został splądrowany. Trwające trzy dni wydarzenie zszokowało mieszkańców imperium, a nawet skłoniło cesarstwo wschodnie do wysłania na zachód swoich wojsk. Miało to jednak niewielkie konsekwencje polityczne, bowiem Rzym nie był już siedzibą władz, a cesarz w Rawennie nie ugiął się i nie poszedł na ustępstwa.

Rok wcześniej Wandalowie, Swebowie i Alanowie, którzy najechali Galię, przeszli do Hiszpanii, gdzie ustanowili własne królestwa. W tym czasie upadła koalicja między Silingami a Hasidingami. Hasidingowie wraz ze Swebami zajęli północno-zachodnią prowincję Galicję, Alanowie Luzytanię, a Silingowie Betykę. Prowincje Carthaginiensis i Tarraconensis zostały pozostawione same sobie.

W Italii po nagłej śmierci Alaryka w 411 roku jego następca Athaulf poprowadził Wizygotów do Galii. Tutaj zostali oni zmuszeni do kapitulacji, a następnie wysłani do Hiszpanii, by tam walczyć z germańskimi osadnikami. Po wyparciu Silingów i większości Alanów Wizygoci zostali odwołani i osiedleni w Akwitanii w 418 roku.

Po tym ataku Hasidingowie nigdy nie mogli już czuć się bezpiecznie w Hiszpanii, więc w 429 roku król Genzeryk poprowadził ich, wraz z niedobitkami Alanów, przez Cieśninę Gibraltarską do Afryki. Swebowie pozostali w północno-zachodniej Hiszpanii. Postępując wzdłuż wybrzeża Afryki Północnej, Wandalowie w 435 roku zmusili Rzymian do traktatu, na mocy którego byli zobowiązani do udzielania pomocy wojskowej w zamian za ziemię. Jednak traktat ten był prawdopodobnie rezultatem działalności wschodniej armii w Trypolitanii – gdyby nie ten front, Wandalowie z łatwością zajęliby Kartaginę. W rzeczywistości wkrótce potem wschodnie cesarstwo zaprzestało działań wojskowych w Trypolitanii i w 439 roku Wandalowie zajęli Kartaginę.

Jak już wspomniano, głównym powodem całego zamieszania na zachodzie było pojawienie się Hunów. Owi bitni wojownicy zniszczyli gockie imperium na wschód od Dunaju i około 375 roku zbudowali własne imperium w pobliżu granic Rzymu. Hunowie byli wystarczająco potężni, by zmusić wschodnie cesarstwo do opłacania corocznego trybutu, a kiedy wpłaty ustały, najechali Bałkany. Największym i najsławniejszym z ich przywódców był Attyla (433–453). Nie miał on zamiaru poprzestać na regularnych najazdach, które satysfakcjonowały jego przodków. Zamiast tego, po podpisaniu traktatu ze wschodnim cesarstwem, zebrał armię i w 451 roku uderzył na zachód.

Attyla nie udał się do Italii, lecz najechał Galię. Wiedział, że prowincje galijskie zostały zdewastowane przez kolejne najazdy barbarzyńskie i były coraz bardziej niespokojne. Wysłał nawet posłańców do Wizygotów w Akwitanii i próbował przekonać ich do sprzymierzenia się przeciw Rzymianom. Galia była zdecydowanie łatwiejszym celem niż Italia.

W Italii sprawy miały się nieco lepiej. Po egzekucji Stylichona stanowisko magister utriusque militiae pozostało w rękach rzymskich generałów. Konstancjusz, a po nim Flawiusz Aecjusz toczyli skuteczne wojny przeciw barbarzyńcom, a ich umiejętności dyplomatyczne wystarczyły, by odnowić siłę rzymskiego zachodu. To Aecjusz właśnie stawił czoła Hunom pod przywództwem Attyli. Przekonał Wizygotów, by wspomogli go w wojnie, argumentując, że Hunowie byli wspólnymi wrogami wszystkich mieszkańców zachodu. Przekonał także kilka mniejszych plemion (Franków i Alanów), by go wsparły. Powoli cesarstwo zbierało swoje siły.

Attyla zdołał dotrzeć aż do Orleanu, który nie uchronił się przed oblężeniem. To najdalszy punkt, jaki zdołało zdobyć plemię nomadów – nawet Mongołowie nie dotarli tak daleko na zachód. Jednak po tym, jak otrzymali wieść, że zbliżają się siły cesarskie, Hunowie wycofali się na Pola Katalaunijskie niedaleko Troyes. Bitwa, która rozegrała się w tym miejscu, miała zadecydować o losie Europy. Zwycięstwo Hunów pozostawiłoby w ich rękach dużą część zachodu, z niemożliwymi do przewidzenia skutkami. Jednak to Rzymianie zatriumfowali i zmusili Hunów do odwrotu, chociaż król Wizygotów Teodoryk zginął w bitwie. Hunowie wycofali się na Nizinę Węgierską.

Nie był to jednak koniec. Attyla, który zdał sobie sprawę, że nie zdoła zająć Galii bez pomocy Wizygotów, zdecydował się uderzyć na Italię, być może (słusznie) zakładając, że Wizygoci nie opuszczą swoich domów, by walczyć w obcym kraju. Italię zaatakował w 452 roku, plądrując Akwileję i zdobywając Mediolan. Jednakże – co zaskakujące – po spotkaniu z papieżem Leonem I Attyla wrócił na Węgry. Możliwe, że ruch ten spowodowany był lękiem przed zarazą lub atakiem wschodniego cesarstwa na jego ojczyznę, a nie negocjacjami z głową Kościoła. Niezależnie od przyczyzny, nigdy już nie powtórzył swoich ataków. Następnego roku zmarł podczas zaślubin z kolejną żoną.

Zagrożenie ze strony Hunów powoli ustępowało. Imperium trafiło w ręce synów Attyli, którzy niestety nie potrafili go utrzymać. W 454 roku poddani Hunów pod wodzą Gepidów zbuntowali się i pokonali swoich panów w bitwie nad rzeką Nedao. Imperium Hunów nagle uległo rozpadowi i po nieudanej próbie najazdu na wschodnie cesarstwo na Bałkanach Hunowie wreszcie wycofali się na rosyjskie stepy.

Jednakże zbliżał się już koniec zachodu. W 454 roku cesarz Walentynian III osobiście zamordował Aecjusza. Sam z kolei został zabity na zlecenie Petroniusza Maksymusa 16 marca 455 roku. Petroniusz obwołał się cesarzem już następnego dnia. Wykorzystując narastające zamieszanie, pod koniec maja tego samego roku Wandalowie wypłynęli z Afryki i splądrowali Rzym. Z powodu tchórzliwego zachowania podczas ataku Petroniusz został zabity przez rzymskich obywateli, gdy salwował się ucieczką. Wandalowie prędko zaanektowali Trypolitanię, Sardynię i Baleary.

W międzyczasie Wizygoci powoli konsolidowali swoją władzę. W 451 roku ich król, Teodoryk I, został zabity w czasie bitwy na Polach Katalaunijskich. Jednak piętnaście lat później na tron wstąpił Euryk, który w trakcie swojego długiego panowania (466–484) znacznie rozbudował królestwo, włączając doń większość południowej Galii i dużą część Hiszpanii – poza Swebami i Baskami. Pomimo usilnych prób utrzymania prawnej fikcji, zachodni cesarz rzymski kontrolował już tylko Italię i Sycylię.

Jak na ironię, wraz ze śmiercią Attyli zachód otrzymał szansę na odnowę, jednak wymagało to więcej środków, niż Italia i Sycylia mogły same zgromadzić. Trzeba było podjąć jakieś kroki i zadecydowano, że zaatakowane zostaną najsłabsze i najłatwiejsze do odzyskania obszary pozostające pod kontrolą barbarzyńców, którzy jeszcze niedawno splądrowali Rzym. W 461 roku Majorian, cesarz zachodu, wraz ze swoim magister utriusque militiae Rycymerem podjął próbę odbicia Afryki z rąk Wandalów. Armia została tam wysłana drogą lądową przez Hiszpanię. Zmobilizowano również flotę, która miała przeprawić oddziały przez Cieśninę Gibraltarską. Niestety została ona zniszczona przez Wandalów. Próba odbicia nie powiodła się, a sam Majorian został niedługo później zabity, podobno z rozkazu Rycymera.

Wkrótce potem Antemiusz, wschodni generał daleko spokrewniony z dynastią Konstantyna, został obwołany cesarzem zachodu z rekomendacji Leona I w Konstantynopolu. Podjęto drugą próbę odbicia Afryki, tym razem z potężną pomocą ze wschodu. W czerwcu 468 roku flota 1100 okrętów przewożąca niemal 30 000 żołnierzy rzuciła kotwicę niedaleko Cap Bon, nieopodal Kartaginy. Jednakże wkrótce pojawiła się flota Wandalów, która z użyciem płonących banderów zdołała przeszkodzić Rzymianom. W chaosie bitwy niektóre okręty spłonęły, inne zatonęły, a resztę zaatakowali Wandalowie. Był to koniec drugiej próby odbicia Afryki – wszelkie plany wspólnego uderzenia na ten region zostały zaniechane.

Kiedy Rycymer zmarł w 472 roku, stanowisko magister utriusque militiae przejął Gundobad. Nowy przywódca zdawał sobie jednak sprawę, że nic już nie będzie tak, jak dawniej, i kiedy zmarł jego ojciec, opuścił Italię i został królem Burgundów, gdzie dzielił władzę ze swoimi braćmi.

W tym momencie upadek zachodu był już wyraźnie widoczny i powszechnie akceptowany. W 474 roku Wandalowie zostali uznani przez wschodniego cesarza Zenona za niepodległych, a w 475 roku wizygockie królestwo Tuluzy osiągnęło taką potęgę, że cesarz zachodu Juliusz Nepos potwierdził jego zdobycze terytorialne.

Po odjeździe Gundobada stanowisko magister utriusque militiae na krótko przejął Ekdycjusz, jednak Nepos zmusił go do złożenia dymisji i powołał nań Orestesa. Okazało się to błędną decyzją, bowiem Orestes zebrał oddziały w Italii i zmusił Neposa do ucieczki do Dalmacji. Orestes uczynił swojego syna, Romulusa Augustulusa, cesarzem.

Niestety armia, której żołd nie był wypłacany już od dłuższego czasu, a która złożona była głównie z germańskich rekrutów i najemników, zwróciła się do Orestesa o uregulowanie należności. Kiedy ich prośba została zignorowana, ogłosili oni swego przywódcę Odoakra nowym magister utriusque militiae. Orestes został zabity, a zamiast żołdu rozdano żołnierzom ziemię. Odoaker wysłał następnie list do cesarza Zenona z prośbą o nadanie mu tytułu patrycjusza i przekazał informację, że zachód nie potrzebuje już swojego cesarza, bowiem Zenon może z łatwością wypełniać tę funkcję. Odpowiedź Zenona była na tyle sprytna, by nie urazić wciąż rezydującego w Dalmacji Neposa (który oficjalnie nadal był cesarzem), lecz jednocześnie dał on Odoakrowi to, czego wódz chciał. I tak w 476 roku Odoaker pozbawił tronu ostatniego cesarza zachodu, Romulusa Augustulusa. Jednakże w przypływie łaski Romulus nie został zabity, lecz przyznano mu roczną pensję w wysokości 6000 solidi i zesłano do Castellum Lucullanum niedaleko Neapolu.

Odoaker przystąpił do stabilizacji swojej pozycji. Odzyskał pełną kontrolę nad Sycylią, płacąc trybut Wandalom, i w dniu śmierci Neposa, w 480 roku, anektował Dalmację. Pomimo tych zysków musiał oddać Prowansję królowi Wizygotów Eurykowi, który był wówczas jednym z najpotężniejszych władców na zachodzie.

Nadeszły ostatnie chwile zachodniego cesarstwa. Hiszpania znajdowała się w rękach Wizygotów, Swebów i Basków. W Galii ekspansja Franków pod wodzą Chlodwiga spowodowała upadek królestwa Soissons (które nie było oficjalnie częścią imperium, jako że stworzył je zbuntowany rzymski generał) w 486 roku, a w 507 roku Chlodwig wyparł Wizygotów z Galii. Między Frankami w Galii a Gotami w Italii znajdowało się niepodległe królestwo Burgundów. W Afryce i zachodniej części Morza Śródziemnego Wandalowie sprawowali władzę nad swoim morskim imperium.

W międzyczasie duże grupy Gotów osiedliły się na Bałkanach. Częścią traktatu pokojowego, podpisanego po splądrowaniu Illyricum, było wysłanie mającego osiem lat Teoderyka Amala do Konstantynopola jako zakładnika. Spędził tam dziesięć kolejnych lat, zanim go wypuszczono i pozwolono wrócić na Bałkany. Tutaj prędko przejął kontrolę nad Gotami. W tym czasie na Bałkanach zamieszkiwały dwie rywalizujące ze sobą grupy Gotów – ta prowadzona przez Teodoryka Amala i druga pod wodzą Teodoryka Strabona. Kiedy Strabon zmarł w 481 roku, obie grupy zjednoczyły się w imponującą armię – wystarczająco silną, by zagrozić wschodniemu cesarstwu na tym obszarze. W 483 roku Goci dogadali się z cesarzem Zenonem, lecz później splądrowali Trację, a nawet zagrozili Konstantynopolowi. Wreszcie Teodoryk zdołał dojść do kompromisu z Zenonem. Zdecydowano, że dokona on inwazji na Italię i pozbawi władzy Odoakra.

Po wkroczeniu do Italii Teodoryk pokonał Odoakra w bitwie nad rzeką Adygą. W rezultacie Odoaker uciekł do Rawenny i po serii politycznych i wojskowych manewrów 11 sierpnia 490 roku Teodoryk ponownie pokonał go nad rzeką Adduą, niedaleko Mediolanu. Odoaker znów uciekł do Rawenny i tam został oblężony. Wodzowie podpisali traktat, jednak 15 marca 491 roku podczas wspólnej uczty Teodoryk własnoręcznie zabił Odoakera.

Zwycięski przywódzca przystąpił teraz do konsolidacji swojej władzy. Jeśli chodziło o królestwa barbarzyńskie, podjął strategię umiarkowaną i ustanowił sieć sojuszy cementowanych małżeństwami. On sam poślubił Audofledę, siostrę króla Franków Chlodwiga, podczas gdy jedna z jego córek, Theodegotha, poślubiła króla Wizygotów Alaryka; inna córka, Ostrogotha, poślubiła Zygmunta, syna Gundobada, króla Burgundów. Dodatkowo w 491 roku wydał swoją siostrę Amalafridę za króla Thrasamunda, władcę Wandalów, dzięki czemu zakończył wandalską okupację i położył kres ich zakusom na Sycylię. Teodoryk był teraz spokrewniony ze wszystkimi ważniejszymi potęgami barbarzyńskimi osiadłymi na dawnych terenach rzymskich.

Dzięki tolerancyjnej polityce zarówno wobec arian, jak i katolików zapewnił sobie wsparcie papieża oraz Kościoła katolickiego i wreszcie w 497 roku senator i dawny konsul Festus zdołał przekonać cesarza Leona rezydującego w Konstantynopolu, by ten udzielił wsparcia Teodorykowi. Dzięki splotowi mariaży i sojuszy Teodoryk stał się najważniejszym władcą na zachodzie. Pozycję tę utrzymał aż do śmierci w 526 roku, zaledwie rok przed wstąpieniem na tron Justyniana.

Wschód

W przeciwieństwie do zamieszania i chaosu panujących w zachodniej części imperium, wydarzenia we wschodniej części (poza Bałkanami) – aż do wstąpienia na tron Justyniana – są stosunkowo łatwe do zrekonstruowania i zrozumienia.

Jeśli chodzi o zatrudnianie barbarzyńskich oficerów i generałów, to sytuacja przypominała tę na zachodzie, aż do momentu dojścia do władzy Gota Gainasa. On sam i jego rywal Tribigild próbowali przejąć absolutną władzę w Konstantynopolu. Wreszcie Gainas zdołał zyskać poparcie cesarza Arkadiusza i zmusił Tribigilda do uznania swej porażki. Następnie wprowadził w stolicy rządy terroru aż do roku 400, gdy mieszkańcy miasta powstali i zabili Gainasa wraz z 7000 jego gockich żołnierzy.

Nie zakończyło to okresu wpływów „barbarzyńskich” generałów we wschodniej armii. W 457 roku Aspar z plemienia Alanów zdołał przejąć kontrolę nad armią i stał się de facto władcą wschodu. Cesarz Leon I szukał pomocy u mieszkańców Izaurii – górskiego regionu w południowo-wschodniej Anatolii – w nadziei, że pozwoli mu to przeciwstawić się potędze Germanów. Wspierał także karierę Izauryjczyka Zenona. W 471 roku kazał zamordować Aspara i na jego miejsce mianował właśnie Zenona. Armia Germanów zdezerterowała i przyłączyła się do Gotów na Bałkanach, w ten sposób wzmacniając ich potęgę. W 474 roku Leon umarł, a cesarzem został Zenon. To właśnie on wysłał Gotów na podbój Italii.

Ostatni kryzys związany z próbą przejęcia władzy w imperium przez czynniki zewnętrzne nadszedł w czasach Anastazjusza, następcy Zenona. Izauryjczycy, którzy mieli działać jako przeciwwaga dla Germanów, sami powstali, jednakże zostali pokonani przez Anastazjusza, który wyzwolił stolicę spod obcej kontroli. Był to punkt zwrotny w walce o zachowanie wolności wschodniego cesarstwa.

W kwestii obrony większość wschodniej granicy nie potrzebowała silnej obsady wojskowej. Egipt i prowincje arabskie opierały się na granicach pustynnych. Chociaż później plemiona beduińskie i arabskie miały zjednoczyć się pod sztandarem islamu i podbić terytoria aż po Azję Mniejszą, to w czasach przed panowaniem Justyniana plemiona te były rozbite i niezdolne do stworzenia większego zagrożenia. W konsekwencji Persowie i Bizantyjczycy stosowali wobec tych plemion te same metody: próbowali je zjednoczyć i przekonać do ataku na przeciwnika. Tym sposobem każde z mocarstw miało wśród tych plemion jedną ważną grupę jako sojuszników: dla Bizantyjczyków byli to Ghassanidzi, a dla Persów Lachmidzi. W rzeczywistości grupy te utrzymywały się we wzajemnej równowadze, przez co granice były dosyć spokojne i niezagrożone.

Główne obciążenie w przypadku południowych regionów pustynnych Egiptu i dróg handlowych w Arabii było natury dyplomatycznej, a nie militarnej. Justynian i jego poprzednicy skupiali się głównie na Nubiii, Etiopii i Himjarze. Dzięki zdolnym manewrom politycznym Bizantyjczycy zdołali utrzymać otwarte szlaki handlowe wiodące przez Ocean Indyjski i Morze Czerwone. Zyski z tych szlaków były dla imperialnego skarbca kluczowe, w szczególności w sytuacji, gdy lądowy szlak jedwabny znajdował się w rękach barbarzyńców, takich jak Hunowie, którzy skutecznie ten fakt wykorzystywali. Jednakże relatywne bezpieczeństwo w tych regionach powodowało, że armie w prowincjach powoli traciły swoje umiejętności wojskowe i zamieniały się w siły policyjne.

Na północnym wschodzie, u brzegów Morza Czarnego, Bizantyjczycy mieli pewne problemy z mieszkańcami Kaukazu – wśród nich wyróżniały się napady ludów takich jak Tzani (którzy zostali ostatecznie podbici w czasach Justyniana). Granica ta wymagała silnej obrony, bowiem ludy zamieszkujące Kaukaz mogły z łatwością przejść przełęcze i zaatakować bizantyjskie równiny. Przykładem tego był atak Hunów na perskie i rzymskie terytorium w roku 395.

Głównym wrogiem na wschodzie byli jednak Persowie. Dynastia Sasanidów musiała mierzyć się z podobnymi problemami i napięciami, jakie nękały wschodnie cesarstwo, choć cieszyła się znacznie dłuższą imperialną tradycją.

Niestety polityka i historia wojen na perskiej granicy były w znacznej mierze pomijane przez współczesnych historyków – w najlepszym wypadku odsyłali oni do informacji zawartych w przypisach. Główny nacisk kładziono na cesarstwo bizantyjskie, a w szczególności na Justyniana. Chociaż tendencja ta niedawno uległa odwróceniu, to przed nami jest jeszcze dużo pracy.

Persja zazwyczaj przedstawiana jest jako wróg Rzymu – zagrożenie, które należało zneutralizować. Co ciekawe, współcześni historycy mają tendencję do uznawania sasanidzkiej Persji jako znacznie bardziej agresywnej niż jej partyjska poprzedniczka. Sasanidzi postrzegani są jako żądni krwi zdobywcy, którzy chcieli odzyskać tereny znajdujące się pod jurysdykcją imperium Achemenidów między VI a IV wiekiem przed naszą erą. W skład tego imperium wchodziła między innymi Azja Mniejsza i część basenu Morza Egejskiego, obecnie część cesarstwa wschodniego. Jednak pomimo tych twierdzeń państwo Sasanidów nigdy nie podjęło próby podbicia tych terenów w czasach słabości Rzymian.

Dla przykładu, po tragicznej porażce i pojmaniu Waleriana w 260 roku Persowie zadowolili się najazdem na Syrię (gdzie splądrowali Antiochię) i Kapadocję. Ich siły także były przeceniane, bowiem zostali zaskoczeni i pokonani w drodze powrotnej przez armię Palmyry, państwa o nieszczególnej potędze militarnej. Podobnie miały się sprawy po tym, gdy w 363 roku cesarz Julian został pokonany i zabity. Jego następca, Jowian, musiał zgodzić się na upokarzające warunki pokoju, by uratować siebie i swoją armię od katastrofy, lecz Persom wystarczyły zdobycze terytorialne w Mezopotamii i tamtejsze bazy wojskowe.

Jednak, biorąc pod uwagę ich odwoływanie się do imperium Achemenidów, fakt, że Sasanidom wystarczały tylko te osiągnięcia i nie próbowali zdobyć większego terytorium, może budzić wątpliwości. Prawdopodobnie wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze, ich dynastia została założona przez Ardaszira dopiero w 226 roku, więc królowie pewnie chcieli skupić się na wspólnym, zewnętrznym wrogu, co pozwalało odciągnąć uwagę od spraw wewnętrznych. Po drugie, agresywne nastawienie pozwalało polepszyć ich pozycję przy dyplomatycznych negocjacjach z Rzymianami. Jawna wrogość pozwalała podsycać niepokój w Rzymie, dzięki czemu Rzymianie nie mieli odwagi zaatakować Persji. A to oznaczało, że Sasanidzi mogli odetchnąć i zająć się umocnieniem władzy w królestwie.

Dostrzegamy zatem, że współczesne poglądy na relacje rzymsko-perskie są raczej uproszczone i brakuje im oparcia w źródłach. Polityczne relacje między Rzymianami a Persami nie zawsze były wrogie. Przykładem jest przytoczony już atak Hunów w 375 roku. Wąwóz darialski w górach Kaukazu był główną trasą Hunów i znajdował się na terytorium kontrolowanym przez Persów. Dlatego oba mocarstwa zdecydowały, że wąwóz należy skutecznie zabezpieczyć i obsadzić stale tam przebywającym garnizonem, który miał zapobiec ponownym atakom. Persowie zbudowali i obsadzili fortyfikacje, ale Rzymianie zgodzili się pokryć większość kosztów tej operacji. Chociaż jest to rzadki przypadek, to jest przykładem na na to, że relacje między Rzymem a Persją były często znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.

Podobnie jest i z samymi Rzymianami. Chociaż kilku z ich najlepszych dowódców – jak Trajan czy Septymiusz Sewer – zdołało zająć perską stolicę i mogło narzucić przeciwnikowi swoją wolę, wszystko wskazuje na to, że nigdy nie zastanawiali się na poważnie nad aneksją całego imperium perskiego czy nawet znaczącej części jego terytorium. Zamiast tego zadowalali się mniejszymi zdobyczami, składającymi się z łatwych do przyłączenia terytoriów.

Nie należy także zapominać, że Persowie posiadali długą granicę na wschodzie, która znajdowała się w stanie ciągłego zagrożenia. Oto w 440 roku Biali Hunowie zaatakowali Kuszanów i zaczęli terroryzować wschodnią Partię. Ich ataki doprowadziły do śmierci króla Peroza w 484 roku. Co więcej, Persja często była targana wojnami domowymi, nawet po tym, jak Varham V w roku 421 zrezygnował z wielu swoich królewskich uprawnień. Około roku 484, na krótko przez wstąpieniem na tron Justyniana, doszło do wojny domowej między synami Peroza, Kawadem i Zamaspem.

Biorąc wszystkie te kwestie pod uwagę, łatwo dojść do wniosku, że rzymscy cesarze chcieli, by Persja była stosunkowo silnym państwem buforowym oddzielającym ich od barbarzyńców na wschodzie. Przez większość czasu Rzym musiał skupiać się na Renie i Dunaju i na rękę była mu sytuacja, gdy Persów zaprzątały problemy na innych granicach. Za każdym razem, kiedy Persja rosła zbyt mocno w siłę i stawała się zagrożeniem, Rzymianie zbierali armię, atakowali i podejmowali próbę ograniczenia ich potęgi do akceptowalnego poziomu. Perscy królowie chcieli zaś, by Rzym nigdy nie był na tyle silny, aby dyktować warunki, lecz by zawsze istniał jako zewnętrzne zagrożenie, które pozwalało im jednoczyć królestwo. W perspektywie istniała niewielka szansa na to, że Persowie kiedykolwiek podbiją Rzym, bowiem rzymska armia była znacznie silniejsza od ich własnej. Stąd też nietrudno sobie wyobrazić, że większość dużych inwazji Sasanidów na rzymskie terytorium (jak te, gdy sięgali aż pod mury Antiochii) było podejmowanych albo by zneutralizować krytyków wewnętrznych i zmniejszyć wewnętrzne naciski na ustępstwa polityczne, albo jako kontrataki podejmowane w celu zrównoważenia sytuacji strategicznej po perskiej porażce. Potrzeba równowagi pomaga wyjaśnić fakt, że konflikt na wschodzie skupiał się nie na bitwach na dużą skalę i zajmowaniu terytorium, lecz na oblężeniach, mniejszych zwycięstwach i ustanawianiu sfer wpływów i pomniejszych zdobyczach terytorialnych. Kiedy w 395 roku równowaga ta została poważnie zagrożona, oba imperia podjęły współpracę, by zneutralizować zagrożenie.

Warto zauważyć, że kiedy system ten upadł w 607 roku, potężna inwazja na Rzym, jakiej podjął się Chosrow II, szybko skończyła się zajęciem Mezopotamii i Syrii, a wkrótce potem, w 616 roku, również Egiptu. Kontrinwazja Herakliusza spowodowała obalenie i śmierć Chosrowa z ręki jego własnych możnowładców, którzy następnie szybko poprosili o pokój w 628 roku. Cała ta sytuacja znacznie osłabiła oba imperia i dlatego niedawno zjednoczeni pod sztandarem islamu Arabowie kompletnie zniszczyli imperium perskie (637–649) i do 646 roku podbili wszystkie nieeuropejskie terytoria Bizancjum poza Azją Mniejszą.

Kiedy zatem Justynian wstąpił na tron w 527 roku, odziedziczył dosyć stabilne granice na wschodzie, gdzie jedynym zagrożeniem pozostawali Persowie, którzy byli gotowi trzymać się reguł wojny ograniczonej. Jednakże takie podejście w każdej chwili mogło się zmienić, dlatego zawsze trzeba było utrzymywać znaczący garnizon wojskowy na wschodzie.

Rozdział IIDwór bizantyjski i młodzieńcze lata Belizariusza

Biurokracja w Konstantynopolu

Rzymski cesarz nie mógł samodzielnie rządzić imperium. Z czasem wykształciła się więc rozbudowana biurokracja, która coraz bardziej kierowała się własnymi regułami. Już na długo przed rządami Justyniana wojskowe i cywilne stanowiska były cenionymi zdobyczami. W wyższych kręgach cesarskiej biurokracji za najwyższe osiągnięcie uważano otrzymanie stanowiska jednego z najbliższych doradców cesarza lub – przy najbardziej optymistycznym scenariuszu – nawet dostęp do samego tronu cesarskiego, chociaż należy pamiętać, że ambicje tego typu raczej nie były normą.

W wielu przypadkach szarymi eminencjami byli zazwyczaj członkowie rodziny cesarskiej, jak dla przykładu Justyna, matka Walentyniana II, lub w mniejszej skali Eufemia, żona Justyna – aczkolwiek i ona musiała konkurować z Justynianem o wpływy. Istnienie tak potężnych osób z tego kręgu nie powstrzymywało jednak trybików biurokratycznej maszyny przed marzeniem o awansie na stanowisko bliskiego doradcy cesarza – członka jego najbliższego otoczenia. W ten sposób każdy z tejże grupy mógł współuczestniczyć w rządach nad imperium, a dodatkowo zdobyć wielki majątek. Cesarska biurokracja była bowiem pod każdym możliwym względem skorumpowana.

Istniała pokaźna liczba ważnych i wpływowych stanowisk, którym podlegały pomniejsze. Na szczycie znajdowali się prefekci Wschodu (Tracji, Azji i Egiptu) oraz prefekt Illyricum (Dacji, Macedonii i Grecji). Ważny był także prefekt Konstantynopola i kwestor świętego pałacu (szef rady królewskiej). Co więcej, na szczycie znajdowali się szefowie sekcji. Niektóre z tych departamentów były ogromne – dla przykładu biuro comes sacrarum largitionum (komes świętego skarbu) dzieliło się na osiemnaście oddziałów, z których każdy był uporządkowany zgodnie z rangą na siedem klas.

Nad wszystkimi tymi urzędnikami znajdował się magister officiorum (magister oficjów), który zarządzał całą służbą cywilną, w szczególności departamentami w pałacu, lecz także cursus publicus (pocztą państwową), agentes in rebus (tajnymi służbami) oraz należącymi do państwa wytwórniami uzbrojenia. W biurach tych osób pracowała niezliczona armia urzędników i asystentów.

A to tylko urzędy cywilne, do tego dochodził jeszcze cały garnitur urzędów wojskowych, takich jak wspominany już magister utriusque militiae (wódz wszystkich wojsk) oraz magister militum per Orientem (dowódca wojsk na wschodzie), jak również cała długa lista stopni aż po dowódców jednostek w ramach armii.

Po stronie cywilnej wszystkie wyższe urzędy były gwarancją pewnego zakresu władzy i dostępu do wyższych sfer. Jednak co najistotniejsze, najwyższe stanowiska dawały dostęp do cesarza, a niektóre, jak magister officiorum, umożliwiały kontrolę nad tym, kto może dostąpić audiencji u cesarza. Była to bardzo uprzywilejowana pozycja, której często nadużywano. Łapówki, które wręczano, by uzyskać taką audiencję, były powodem oburzenia aż do końca istnienia imperium. Oczywiście, jeśli uraziło się wyższego urzędnika, szanse na spotkanie z cesarzem spadały niemal do zera.

Po stronie wojskowej znaczący był prestiż i sława związane ze zwycięstwami w ważniejszych bitwach, które same w sobie przynosiły bogactwo i władzę. Dodatkowo niemal kluczowa była potencjalna możliwość wywołania buntu – oczywiście, o ile twoja armia była wystarczająco duża i znajdowało się w niej dość lojalnych żołnierzy gotowych rzucić wyzwanie samemu cesarzowi. W rezultacie najważniejsze stanowiska w armii były przyznawane tylko tym, którym cesarz mógł zaufać, ale nawet wtedy, jak się zaraz przekonamy, nie była to władza nieograniczona.