Wydawca ebooka: Novae Res Wydawca audiobooka: Heraclon International Sp. z o.o. Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 253 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 6 godz. 12 min Lektor: Piotr Borowski

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 6 godz. 12 min Lektor: Piotr Borowski

Opis ebooka Bawidamek - Emilia Hinc

Bawidamek to historia współczesnych, wykształconych mieszkańców Trójmiasta, którzy mimo rozpaczliwych prób nie potrafią stworzyć stałych związków. Seks mylą z miłością, a przypadkowe kontakty intymne mają wynagrodzić brak czułości i poczucia bezpieczeństwa.

W trakcie lektury poznajemy nadmorskiego kobieciarza, który stawia sobie za cel zdobycie jak największej liczby kochanek, młodą dziennikarkę pozbawioną pruderii, wrażliwą dziewczynę, poszukującą prawdziwej miłości i dojrzałego mężczyznę, polującego na młodsze kobiety.

Jak potoczą się ich losy? Czy odnajdą to, czego szukają?

Wartka akcja, pikantne sceny erotyczne i duża dawka humoru to gwarancja udanej lektury!

Opinie o ebooku Bawidamek - Emilia Hinc

Fragment ebooka Bawidamek - Emilia Hinc

Okładka

Strona tytułowa

Emilia Hinc

BAWIDAMEK

Strona redakcyjna

Redakcja: Aleksandra Tykarska

Korekta: Paweł Pomianek

Okładka: Paulina Radomska-Skierkowska

Skład: Monika Burakiewicz

© Emilia Hinc i Novae Res s.c. 2014

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-7722-624-7

NOVAE RES – WYDAWNICTWO INNOWACYJNE

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

Konwersja do formatu EPUB/MOBI:

Legimi Sp. z o.o. | Legimi.com

Cokolwiek jest zrobione w miłości, zawsze przekracza ramy dobra i zła.

Friedrich Nietzsche

Moim przyjaciołom

Emilia Hinc

Urodzona w 1982 r. w Lęborku. Absolwentka prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Wieloletnia dziennikarka oraz dyrektor programowa Radia Sar Politechniki Gdańskiej, gdzie prowadziła autorską audycję erotyczną pt. „Pieprz”. Debiutowała opowiadaniem „Wędrujące Jądra” w piśmie literackim „Korespondencja z Ojcem”. Obecnie mieszka we Francji na Lazurowym Wybrzeżu.

Bawidamek

Każda decyzja życiowa rodzi daleko idące konsekwencje.

Jeśli zakupisz nowe auto, możesz rozbić je na najbliższym drzewie, a przy tym wyzionąć ducha. Jeśli wygadasz sekret zaprzyjaźnionej osoby, ta może usunąć twój numer telefonu ze swojego notatnika. Jeśli wyjedziesz za granicę w poszukiwaniu pracy, możesz poznać tam miłość swego życia. Jeśli pójdziesz do łóżka z dopiero co poznaną osobą, możesz nabawić się choroby wenerycznej. Jeśli wejdziesz w przypadkową relację miłosną, związek może okazać się twoim najgorszym koszmarem.

Tak. Każda decyzja życiowa rodzi daleko idące konsekwencje. Problem w tym, że nigdy nie potrafimy ich przewidzieć.

Wystarczy jakiś perfumik za dwadzieścia złotych, fajny żel pod prysznic i jest dobrze. Wiesz, nie trzeba wydawać fortuny, żeby być zadbanym. – Dawidek schylił się, żeby sięgnąć niebieskie pudełko z tłoczoną falą morską i wielkim czarnym napisem „Le beau”. – Co dziś robimy? Masz ochotę jeszcze na spacerek czy biegniesz do domku?

Dziewczyna zamyśliła się i uśmiechnęła promiennie. Miała trochę ponad dwadzieścia lat i lekko pucułowate policzki, które dodawały jej dziecięcego uroku. Czarne pukle włosów opadały jej dość ciężko na plecy, zakrywając całkowicie ledwo zarysowane łopatki. Chociaż szczupła, ewidentnie była także grubej kości, przez co sprawiała wrażenie całkiem apetycznej. Pierś miała sporą, krągłą, jednak mało wyeksponowaną. Jej twarz pozbawiona była makijażu, aczkolwiek ciemne, mocno zarysowane brwi i oczy wcale nie potrzebowały upiększaczy.

– W sumie miałam dziś pomóc mamie posprzątać mieszkanie, ale nic się nie stanie, jak przyjdę trochę później.

– No to super – ucieszył się chłopak. – Możemy skoczyć też na jakieś piwko.

Wyszli z perfumerii i skierowali się do przytulnej kafejki. Oprócz nich było jeszcze kilka innych par, które patrzyły sobie w oczy nad parującymi filiżankami z kawą.

– Co lubisz w dziewczynach? Masz jakiś szczególny typ?

Dawidek uśmiechnął się nieśmiało.

– Nie wiem, po prostu lubię, jak kobieta ma charakter. Wiesz, musi mieć w sobie jakąś iskrę – chwycił dziewczynę za rękę w ten sposób, by zrozumiała, że według niego ona właśnie nosi w sobie iskrę. Ciepło, jakie przeszyło jej ciało, mogło tylko potwierdzić fakt, że jest gorącą kobietą.

– A ty czego szukasz u facetów?

– Lubię wrażliwych mężczyzn, romantycznych. Jestem delikatną dziewczyną i potrzebuję opieki. Tak zostałam wychowana.

Pogłaskał ją po włosach i lekko pocałował w usta. Właściwie tylko ją musnął. Kelnerka przyniosła dwa piwa.

– Chcesz napić się mojego? – spytała dziewczyna, podsuwając mu szklankę pod nos. – Mam z sokiem malinowym.

– Nie, dziękuję, Łezko.

– Dlaczego „Łezko”? – zdziwiła się, słysząc po raz pierwszy to zdrobnienie.

– Bo jesteś czysta jak łza.

Jagoda wracała do domu w znakomitym nastroju. Właściwie unosiła się nad ziemią. Jej stan zarezerwowany był tylko dla tych, którzy właśnie wracali z udanej randki. A ona była właśnie na takiej randce. Czuła, że w końcu znalazła wartościowego mężczyznę. Długo na niego czekała, ale właśnie dlatego zasłużyła na swoją nagrodę. Kiedy otworzyła drzwi, matka czekała na nią w korytarzu.

– I jak było? – zapytała swoją córkę z uśmiechem. – To miły chłopiec?

Jagoda ściągnęła kurtkę.

– Mamo, już mamie mówiłam, że jest bardzo fajny. Na pewno go mama pozna, ale jeszcze nie teraz. Jest dość nieśmiały. Nie chcę go stresować – wyjaśniła pąsowiejąc. Czasami denerwowało ją bycie przepytywaną przez matkę, zwłaszcza że nie lubiła rozprawiać z nią o takich rzeczach jak miłość.

– Rozumiem. Kiedyś zaprosisz go na niedzielny obiad. A teraz zetrzyj kurze w salonie, bo na kolację przyjdzie profesor Dyszkiewicz, serdeczny przyjaciel twojego ojca.

– Tak, pamiętam go.

Późnym wieczorem Jagoda zadzwoniła do swojej przyjaciółki Agaty, z którą znała się od wczesnego dzieciństwa i z którą o miłości lubiła rozmawiać.

– Mówię ci, jest słodki. A najlepsze jest to, że ma artystyczną duszę. Pisze książkę.

– O Boże! – zachwyciła się Agata. – O czym?

– O życiu. Jest naprawdę zdolny.

– A jak całuje?

– No nie wiem. Przecież spotkałam się z nim tylko kilka razy.

– No to co z tego. Dziewczyno, w jakim świecie ty żyjesz. Pocałunek to nic takiego. Ja już po trzeciej randce wiem, jak chłopak wygląda bez bokserek – zaśmiała się do słuchawki.

– Bo jesteś rozwiązła. Ja czekam na tego jedynego. I myślę, że on nim jest.

– Romantyczka.

– Zabrzmiało to jak zarzut! – oburzyła się Jagoda.

– Bo tak jest. No dobra, ja już kończę, muszę iść spać, bo wstaję wcześnie rano.

– Dlaczego?

– Mam zajęcia od siódmej. Zmienili nam plan zajęć, bo trochę ludzi odpadło po ostatnim semestrze i potrzebne były przetasowania w grupach. To dobranoc, romantyczko.

O, fuck. Było zajebiście. – Dawidek opadł ciężko na prześcieradło i sięgnął po papierosa. Zapalił go i niespiesznie się nim zaciągnął. Powoli wypuszczał z płuc kłęby dymu. Na jego twarzy rysowało się zadowolenie. Był przystojny w niewymuszony sposób. Jego nieco dłuższe włosy kręciły się, łagodnie okalając piękną, szczupłą twarz. Duży nos dodawał mu męskości i szlachetności. W głębokim brązie jego oczu musiało utopić się niejedno kobiece serce. Cała jego sylwetka była szczupła i wysportowana. Skóra miała oliwkowy odcień i pachniała mieszanką piżmu i limonki. Jeśli Dawidek miałby grać w szkolnych jasełkach, z pewnością oddano by mu rolę anioła. Damska dłoń przejechała po jego nagim torsie i zatrzymała się na szyi.

– Wcale się nie spociłeś – stwierdziła Zuzanna.

– Spociłem, ale tylko pod paszkami – zaśmiał się.

– Nie bądź taki szczegółowy. Więc mówisz, że było dobrze?

– Było świetnie, dziewczyno. Mógłbym się z tobą kochać na okrągło.

– Może powinnam to robić zawodowo? – spytała ze śmiechem i przeciągnęła się leniwie.

– Nie – powiedział zdecydowanie i zgasił papierosa.

– Dlaczego?

– Bo jesteś tylko moja – odpowiedział i rzucił się na nią jak zwierzak.

Kochali się jeszcze długo, zupełnie nie zauważając, że zapadł zmierzch. Kiedy sturlał się z niej, a ich oddechy się uspokoiły, poprosił ją o radę.

– W których spodniach wyglądam najkorzystniej?

– No chyba w tych nowych dżinsach, ale dlaczego pytasz?

– Mam jutro randkę i chcę dobrze wyglądać. Potrzebuję kobiecej opinii.

Odwróciła głowę w drugą stronę, by nie widział grymasu, który w tym momencie wykrzywił jej twarz.

– Tak, najlepiej wyglądasz w niebieskich dżinsach... Co to za dziewczyna?

– Poznałem ją kilka tygodni temu. Śmiesznie wyszło, bo stuknęliśmy się wózkami w sklepie i, wiesz, taka fajna mi się wydała, więc poprosiłem o jej numer.

– I co?

– I zadzwoniłem, spotkaliśmy się kilka razy. To jest taka czysta dziewczyna. Wiesz, o co mi chodzi? Jest taka niewinna.

„W przeciwieństwie do mnie” – dopowiedziała sobie w myślach Zuza i głośno zapytała:

– Wiążesz z nią jakieś nadzieje?

Zastanowił się przez chwilę.

– Mam już swoje lata, trzeba się w końcu z kimś związać. A ją bardzo lubię.

Wahała się trochę przed zadaniem kolejnego pytania, jednak nie potrafiła się powstrzymać.

– Więc co ja dzisiaj robię w twoim łóżku?

Podniosła się na łokciach i spojrzała mu w oczy.

– Uprawiasz ze mną seks – stwierdził filuternie i pocałował ją namiętnie.

– Muszę już iść. – Wstała z łóżka, ociągając się bardziej niż zwykle. – Chyba nie powinniśmy się już spotykać.

– Przestań, nie udawaj takiej świętej. Przecież to nic nie zmienia – oburzył się.

– Muszę o tym pomyśleć – odpowiedziała, bojąc się radykalnych decyzji. Zamówiła taksówkę i wyszli razem z domu.

Gdy czekali na auto, Dawidek objął dziewczynę ramieniem i pocałował jeszcze raz.

– Spokojnej drogi, uważaj na siebie – szepnął jej do ucha. Tymczasem taryfa zdążyła już podjechać i kierowca czekał, aż Zuzanna wsiądzie do samochodu. Dawidek pomachał jej jeszcze i przesłał całusa.

– A panienka od chłopaka wraca? – zagaił taksówkarz. Jak każdy kierowca taxi miał spory bebech obciągnięty ciepłym swetrem i dużą ochotę na rozmowę.

– Powiedzmy – speszyła się Zuzanna.

– Bo widzi pani, dziś to są takie dziewczyny, które od razu do łóżka idą – kontynuował taksiarz. – Ledwo faceta poznają, to od razu nogi szeroko rozdziawią i dają komu popadnie – zafrasował się mężczyzna.

Zuzanna słuchała tego z mieszanymi uczuciami, tym bardziej, że sama jeszcze niedawno miała rozdziawione nogi.

– Ale w ogóle teraz Sodoma i Gomora. – Taksówkarz najwidoczniej miał mnóstwo myśli do wypowiedzenia. – Raz wiozę dwóch facetów. Nagle widzę, że oni mi się tam z tyłu łajdaczą. Całują się, ale tak ostro. Myślę sobie, że wytrzymam. Ale jadę, jadę i już nie mogę. Zatrzymałem wóz i mówię: Panowie, kurwa, albo przestaniecie, albo was tu wysadzam zaraz. Myślałem, że się może obrażą, ale nie, pełna kulturka. Przeprosili i dowiozłem ich na miejsce, tam gdzie chcieli.

– No tak już jest – rzuciła głupio, byleby się odezwać.

– Albo wie pani, mam taką działkę. Rekreacyjną – rozochocił się kierowca. – No i mojemu znajomemu ojciec umarł. Zostały po nim video i kasety. To mówię do tego znajomego: daj mi, na działce będę miał. I on mi dał te kasety i video. Ja raz włączam, a tam pornos gejowski. I co pani powie? Ojciec mojego kumpla, stary facet, a takie rzeczy... – mężczyzna pokręcił z niedowierzaniem głową.

– To mój blok, panie kierowco, proszę się zatrzymać.

Zapłaciła za kurs i wysiadła z auta.

– To ja za panią popatrzę, aż do klatki pani wejdzie, żeby żaden menel nie zaczepiał – krzyknął przez okno. Skinęła głową i uśmiechnęła się do niego.

Zuzanna chwyciła sprzęt do nagrywania i ruszyła pędem do tramwaju. Była już mocno spóźniona, ale liczyła, że miasto nie będzie zakorkowane o tej porze. Zdarzało się, że w godzinach szczytu auta tarasowały tory tramwajowe, ustawiając się w poprzek, i kierowca pojazdu szynowego niewiele mógł na to poradzić. Pozostawało mu jedynie trąbienie na lekkomyślnych użytkowników dróg i czekanie, aż zjadą na właściwy pas jezdni. Nigdy nie trwało to dłużej niż pięć minut, ale wystarczało, by ludzie spóźniali się na swoje ważne spotkania. Po kilku chwilach Zuzanna dotarła na Grunwaldzką. Tego dnia w Galerii Bałtyckiej promował swoją książkę znany filozof Józef Garlicki, a ona miała zrobić z nim miniwywiad do faktów kulturalnych. Umówiła się z Garlickim, że przyjedzie szybciej i porozmawiają jeszcze przed rozpoczęciem spotkania z czytelnikami, które miało zacząć się krótko po piętnastej.

Kiedy weszła, zauważyła, że o tej godzinie w kompleksie handlowym nie ma zbyt wielu ludzi. Był to czas, gdy większość mieszkańców Trójmiasta właśnie zamykała rozgrzane komputery i szykowała się do wyjścia z pracy. Skierowała kroki do małej kawiarenki usytuowanej na górnym piętrze kompleksu handlowego, w której miała spotkać się z filozofem. Stary człowiek siedział przy małym, okrągłym stoliku i pochylał się nad sztywną kartką z menu. Rozpoznała go od razu, ponieważ wcześniej znalazła jego zdjęcie w Internecie, zaraz obok krótkiej notki biograficznej, będącej jedynym źródłem jej wiedzy o tym człowieku. Jego sylwetka była już mocno przygarbiona, a brązowa sztruksowa marynarka, która opinała jego szczupłe, kościste ciało, pogłębiała smutne wrażenie, jakie sprawiał. Zuzanna zastanowiła się, czy to zadumanie nad istotą życia, któremu Garlicki poświęcił swoje badania naukowe, przybiło tego człowieka do tego stopnia, że dzisiaj wygląda jak uschnięta gałąź. Bała się rozmowy z tym człowiekiem, ponieważ ciągle miała nadzieję, że życie ludzkie ma głęboki sens. Sama była na etapie poszukiwań i wystraszyła się, że ktoś, kto całe życie szukał odpowiedzi na te same pytania, które ją gnębią, obecnie wygląda na człowieka zrezygnowanego. Czy ona za kilkadziesiąt lat też będzie starym wiórem pozbawionym złudzeń, czy stanie się podobna do martwego, spróchniałego drzewa, jakich wiele w starym lesie? Mimo obaw, podeszła do myśliciela.

– Dzień dobry. Zuzanna Sar. Byliśmy umówieni. – Wyciągnęła rękę w kierunku starca. Ten podniósł wzrok i Zuzanna niespodziewanie ujrzała ciemne, wyraziste oczy, w których błyszczały złote iskierki.

– Witam panią. Miło, że pani przyszła ze mną porozmawiać. Rzadko mam kontakt z młodymi ludźmi – uśmiechnął się. – Gadam przeważnie ze staruchami, jestem dla nich niezrozumiale atrakcyjny.

– Nie chcę panu zabierać za dużo czasu. Mam kilka pytań na temat pana książki, a potem oddam pana czytelnikom – wyjaśniła.

– Myśli pani, że ktoś przyjdzie? Zgodziłem się na tę formę promocji, bo nalegał na to mój wydawca, ale mam złe przeczucia.

– Dlaczego? – zapytała, choć doskonale znała odpowiedź.

– Ludzie, którzy myślą o kupnie odkurzacza, nie mają miejsca w głowie na takie głupoty jak filozofia. Ale to nie znaczy, że kiedyś było lepiej. Czy pani sobie wyobraża, żeby po wojnie ktoś miał czas na czytanie, na dyskusję? Ludzie musieli odbudować Polskę, potem się wzbogacić, być może licząc na to, że na sprawy duchowe przyjdzie jeszcze pora. A potem chyba się od nich odzwyczaili, a może jeszcze celniejsze będzie stwierdzenie, że nigdy nie nabyli nawyku filozofowania.

– Pan uważa, że dzisiaj ludzie są bezmyślni? Że nie zastanawiają się nad sobą i swoim miejscem w świecie?

– Ależ oczywiście, że myślą o tym. Tyle że nie ma wymiany tych myśli. Nawet jeśli ktoś podejmuje rozmowę, to jest to tylko wygłaszanie swoich poglądów, bez chęci zaznajomienia się z argumentami strony przeciwnej. Dialog międzyludzki właściwie nie istnieje.

Do stolika podeszła kelnerka i przyjęła zamówienie. Oboje mieli ochotę na kawę, z tą różnicą, że Zuza wzięła zabielaną.

– A pan jest pewien swoich sądów czy przyjmuje, że może się mylić?

– Ja całe życie jestem niepewien. Dlatego ciągle pracuję. W momencie, gdy uznam, że wiem już wszystko, odejdę na emeryturę. Ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek tak się stało. Tęgie głowy wysilały się nad zrozumieniem tego, co nas otacza, ale chyba żadna z nich nie była do końca zadowolona z wyników swoich badań. Filozofia to jest taka dziedzina, która nie może przynieść spełnienia – rzekł Garlicki, rozłożył ręce i posłodził kawę.

– Dobrze, to była pana opinia na temat filozofii...

– Nie, to jest moja myśl na dziś. Nie wiem, czy jutro będę miał podobne zdanie – przerwał jej, a ona pomyślała, że ich rozmowa zaczyna zmierzać donikąd.

– Do kogo skierowana jest pana najnowsza książka? Kto szczególnie powinien się z nią zaznajomić? – zadała standardowe pytanie dziennikarza, który nie ma pojęcia, o czym pisze jego rozmówca.

– Każdy, kto ją kupi. Mam nadzieję, że każdy czytelnik będzie mógł utożsamić się przynajmniej z kilkoma fragmentami książki. Ja jestem mało płodnym pisarzem, mam tylko jednego syna – zażartował. – A tak poważnie, mało piszę, ale staram się, by to, co napiszę, posiadało jednak pewną głębię.

– Dobrze, to byłoby na tyle – zakończyła rozmowę Zuzanna. Wyłączyła dyktafon i schowała go do wielkiej, fioletowej torby. Upiła trochę kawy.

– Jak to? Tyle pani wystarczy?

– Tak, nasze fakty kulturalne trwają tylko kilka minut, resztę dopowie prowadząca audycję.

W oczach filozofa odmalowało się rozczarowanie, a Zuza pomyślała, o ile byłoby ono większe, gdyby dziadek dowiedział się, że rozmawia z nim tylko dlatego, że jego agent błagał o przysługę redaktor programową radia, w którym Zuzanna pracowała. Dziennikarka pożegnała się z Garlickim i ruszyła w stronę wyjścia.

– Cholera – zaklęła cicho. Uświadomiła sobie, że powinna zrobić jeszcze drobne zakupy spożywcze, choć marzyła o tym, by znaleźć się już w domu i oddać się rozmyślaniom na temat Dawidka. Zawróciła się na pięcie i zjechała na dół do spożywczego. Szybko wrzuciła do koszyka opakowanie wafli ryżowych, poprosiła o zważenie kilku plastrów drobiowej wędliny. Dorzuciła czteropak brzoskwiniowych jogurtów i stanęła przy kasie. Zapłaciła i znów ze zgrozą zdała sobie sprawę, że jej portfel świeci pustkami. Praca w trójmiejskim radiu zdecydowanie nie popłacała, ale nie wyobrażała sobie życia bez biegania z mikrofonem.

Gdy wjechała z powrotem na piętro, zobaczyła Garlickiego siedzącego na plastikowym krzesełku, który przemawiał do pięcioosobowej grupki słuchaczy. Zrobiło jej się żal tego człowieka i podeszła, by trochę zagęścić szeregi.

– Dziś można zauważyć tendencję kobiet do marginalizacji życia domowego – perorował filozof. – Kobiety zachłysnęły się możliwościami, zwłaszcza zawodowymi, jakie przed nimi nagle stanęły. Tymczasem to właśnie rodzina daje kobiecie największą satysfakcję. Niestety, zdaje się, że niewiasty o tym zapomniały.

Zuzanna podniosła rękę.

– Przepraszam, ale mam pytanie. Ja się oczywiście zgadzam, że rodzina jest najwyższą wartością, ale wydaje mi się, że trochę mylnie i zbyt ogólnikowo pojmuje pan rolę kariery w życiu kobiety. Czy pomyślał pan, że praca może być nie tylko drogą do osiągnięcia niezależności przez kobietę, do stabilizacji życiowej, ale również formą ucieczki i radzenia sobie w świecie bezradnych mężczyzn?

– Co pani przez to rozumie? – filozof przyjrzał się jej uważnie.

– Chodzi mi o to, że nie zawsze jest tak, że kobieta stawia na karierę, ponieważ na tyle się wyemancypowała. Czasami nie jest to jej wybór, lecz konieczność. Jakie ma bowiem wyjście w przypadku, gdy zwyczajnie nie trafiła na partnera, z którym mogłaby założyć rodzinę? Musi zadbać o siebie, a tym samym zawalczyć o sferę zawodową.

Dojrzała kobieta w czerwonej sukience opinającej obfity biust spojrzała na Zuzannę z dezaprobatą.

– Jak to nie może znaleźć? Jeśli jest miła, gospodarna, nie wybrzydza, to zawsze kogoś znajdzie.

– A jeśli dzisiaj to nie wystarcza? Jeśli dzisiaj mężczyźni oczekują czegoś więcej? – zdenerwowała się Zuza.

– Niby czego? – prychnęła kobieta.

– Tego właśnie nie wiem. Może pan nam powie, czego mężczyzna oczekuje dzisiaj od kobiety? – Zuzanna zaczepiła przechodzącego młodego klienta. Chłopak ubrany w luźne ciuchy zaśmiał się nerwowo, nie wiedząc, czy nie padł ofiarą jakiegoś żartu.

– Nie śmiej się tak, po prostu powiedz, o co wam chodzi.

– Odczep się, wariatko – warknął, poważniejąc.

Zuzannie było wstyd, że tak łatwo dała się ponieść emocjom, w dodatku stało się to w publicznym miejscu.

– Pani Zuzanno, ja nie twierdzę, że to kobiety są winne rozpadowi instytucji małżeństwa, rodziny – próbował ratować sytuację Garlicki. – Wręcz przeciwnie, uważam, że kobiety mają w sobie naturalne pragnienie założenia rodziny. Poza tym jestem gorącym zwolennikiem rozwoju zawodowego kobiet. Boję się tylko, że praca, marzenia, zdobywanie szczytów, w przenośni oczywiście, skutecznie zasłania młodym ludziom drogę do szczęśliwego związku.

– A ja chciałam tylko powiedzieć, że nikt nie chce być samotny – rzuciła Zuza i wyszła na zewnątrz. Potem wsiadła w tramwaj i pojechała w stronę swojego blokowiska.

Zuza wtopiła pośladki w miękki, przytulny fotel i od godziny gapiła się w ekran telewizora. W jednej dłoni trzymała pilot, który unosiła co chwilę w górę, bezrefleksyjnie przełączając kanały. Drugą dłoń miała zajętą grzebaniem w puszce po orzeszkach ziemnych, które zdążyła już zjeść ze smakiem. Teraz nie pozostało jej nic innego, jak zlizywać z własnych palców sól, zebraną z aluminiowych ścianek opakowania.

Z tego grzesznego rozleniwienia wyrwał ją natarczywy dzwonek do drzwi. Postanowiła zbagatelizować dźwięk, ponieważ była przekonana, iż nawiedzają ją właśnie świadkowie Jehowy albo domokrążca z paletą świeżych jaj. Kiedy jednak dzwonek nie ustawał, zorientowała się, że tylko jedna osoba może być na tyle bezczelna, by dzwonić nieprzerwanie od kilku minut. Zsunęła się leniwie na dywan, a następnie wstała i poszła otworzyć drzwi swojego mieszkania. Na progu stał jej sąsiad, a równocześnie dobry przyjaciel Konrad.

– No cześć, piękna. – Ucałował ją w oba policzki. – Co tak długo nie otwierałaś? Już myślałem, że cię przydybałem z jakimś ciasteczkiem. – Przeszedł koło niej i udał się do kuchni. Zuzanna zrobiła to samo.

Konrad postawił lnianą torbę na blacie stołu kuchennego i zaczął wyciągać z niej warzywa.

– Kapusta włoska, pomidorki, papryczka – wyliczał i demonstrował jej każde warzywo, zupełnie jak naukowiec uczący kudłatą małpę ludzkiego języka w jednym z japońskich instytutów. – Kukurydza w puszce i groszek. Mam nadzieję, skarbie, że masz jakieś chude mięsko, bo to musi być dietetyczne. I koniecznie jogurcik naturalny zamiast kalorycznego sosu.

Zuzanna powąchała szypułkę pomidora i rzuciła go z powrotem na stół.

– A co ty, przyszedłeś bawić się w restauratora? – spytała go ze śmiechem.

– Susan, dobrze wiem, że jedyne, co dziś zjadłaś, to jakieś niezdrowe żarcie kupione w budce za rogiem. A potem wszystko w dupkę idzie – pogroził jej palcem. – Postanowiłem, że musimy przejść na dietę.

Dziewczyna objęła go w pasie i przytuliła twarz do jego szczupłych pleców.

– A z czego chcesz się odchudzać, Koniku? Przecież masz świetną figurę – powiedziała zgodnie z prawdą.

– No zobacz, jakie mam tu wałki – Konrad chwycił kawałek skóry na brzuchu. – A poza tym muszę zacząć chodzić na siłownię, bo powinienem szybko wyrobić kaloryferek. Inaczej wypadnę z branży.

– Ech, przesadzasz. Ale nie mam nic przeciwko pysznej sałatce na talerzu. A mięska nie mam. Nie stać mnie.

Konrad kroił warzywa na równe paski, opowiadając Zuzie o swojej ostatniej randce.

– Oczywiście na zdjęciu wyglądał o wiele lepiej. Bo był dobrze wystylizowany. I ktoś mu zrobił profesjonalne foto. A na żywo to wiesz... Niższy ode mnie, to już właściwie go dyskwalifikowało. Ciuchy miał fajne. Z tegorocznej kolekcji, tak że spoks, nie? No i ja jemu się chyba podobałem, bo powiedział, że mam fajny zegarek i fajnie się czeszę...

– Zaraz, zaraz – przerwała historię Zuzia. – To wy na randkach prawicie sobie takie komplementy? „Masz fajny zegarek”? A co z podrywem na ładne oczy?

– Susan, gadżety są bardzo ważne. No przecież nie pojawię się nigdzie z jakimś wieśniakiem – obruszył się. – Gadało nam się nawet dobrze, ale ostatecznie nic z tego nie będzie, bo on też jest pasywem.

– Czyli robi za kobietę? – upewniła się dziewczyna i skubnęła z miski paseczek czerwonej papryki.

Konrad trzepnął ją delikatnie po palcach i lekko zdegustowany wyjaśnił:

– Czyli też woli być posuwanym, jak posuwać. Więc wiesz... Chyba nigdy nie znajdę swojego ideału.

– Ideałów nie ma, ale i tak masz większe szanse niż ja. Czasem wydaje mi się, że wszyscy faceci są homo.

– To fakt, że jest sporo branżowych – zgodził się z nią. – Ale mało aktywów. Wejdź sobie na pedalski portal geylow.pl. Prawie każdy w profilu ma wpisane: rola w seksie – bottom. Bardzo trudno jest znaleźć aktywa. – Konrad wlał jogurt do miski i zaczął mieszać składniki płytką, drewnianą łyżką. – A jak u ciebie z tymi sprawami? Nadal ruchasz się z tym przystojnym muzykiem?

– Całkiem niedawno się z nim ruchnęłam, bo zaledwie wczoraj – przyznała się do chwil seksualnej rozkoszy. – Ale być może to już ostatni raz, bo poznał jakąś cizię.

– Nie wydaje mi się, żeby to był facet, któremu wystarczy jedna cizia, Susan. W każdym razie, jakby mu było mało damskich cipek, to możesz mu powiedzieć o mnie, bo jest naprawdę smacznym cukiereczkiem – zachichotał Konrad. – No, sałatka gotowa, możemy jeść... A, i włącz ten film z boskim DiCaprio. Mam ochotę troszeczkę popłakać!

Cześć Placuszku – wymruczał do słuchawki Dawidek. – Nadal jesteś zła?

– Nie jestem zła, dlaczego tak myślisz? – Zuzanna postanowiła udawać, że zazdrość jej nie dotyczy. Ziewnęła nawet głośno, by jej rozmówca nie miał wątpliwości, że cała sprawa właściwie jej nie obchodzi.

– No nie wiem, wczoraj odniosłem takie wrażenie. Ale jak nie jesteś, to super – ucieszył się i szybko zmienił temat, nie chcąc wywoływać wilka z lasu. – Wiesz, myślałem o tobie cały dzień. Wczoraj było zabójczo, co? Ciągle mam twój zapach na sobie.

– A co, nie kąpałeś się? – spytała chłodno.

– Nie, cały dzień przeleżałem w łóżku, nie chciało mi się wstawać. Jak wspominałem, ciągle myślę o tobie, o tym jak w ciebie wchodziłem, jak moje ciało tarło o twoje. – Dawidek wiedział, że w ten sposób może całkowicie rozbroić Zuzannę, która była wyjątkowo czuła na słowa. – Przypominam sobie, jak lizałem twoje sutki i całowałem po szyjce. Jak przytulałem twoje gorące ciałko.

Zuzanna przełknęła ślinę, też doskonale pamiętała ich wczorajsze uniesienia.

– Jestem ciekaw, kiedy możemy to powtórzyć? – zapytał.

Zuza walczyła ze sobą, aż w końcu niezbyt wyraźnie wydukała:

– Nie powinniśmy już tego powtarzać.

Odpowiedziała jej głucha cisza w słuchawce, więc poczuła się zobowiązana do wyjaśnień.

– Mówiłeś, że lubisz tę dziewczynę. Pewnie ona też ciebie lubi. Nie chcę jej robić żadnego świństwa.

– No dobrze, Placuszku, ale jeśli zmienisz zdanie, to wiesz, gdzie mnie szukać. Poza tym, to nie jest moja żona, więc nie bierz tego tak poważnie.

Rozłączyli się, a Dawidek poszedł wziąć prysznic. Woda spływała po jego brązowym ciele i przynosiła mu orzeźwienie, które było mu potrzebne po całym dniu spędzonym w łóżku. Nałożył serum na włosy i pozwolił im samodzielnie wyschnąć. Spryskał się dezodorantem i włożył obcisłą czarną koszulę z krótkimi wywiniętymi rękawami. Na nogi wciągnął wąskie niebieskie dżinsy. Przejrzał się dokładnie w starym lustrze nad umywalką i uśmiechnął do siebie. Wyglądał dokładnie tak, jak sobie tego życzył. Wyszedł z domu i wskoczył do tramwaju. Skrzypiąca piętnastka dowiozła go pod samą bramę Parku Oliwskiego. Jagoda czekała już tam na niego z uśmiechem na twarzy. Ubrała się w skromną, granatową sukienkę, we włosy wpięła czerwoną spinkę, która kontrastowała z jej ciemnymi lokami. Dziewczyna stała z lekko skulonymi ramionami, co zdradzało, że była trochę spięta. Spotykała się z Dawidkiem od pewnego czasu, jednak ogrom uczuć, jakie żywiła do tego chłopaka, sprawiał, że nie potrafiła poczuć się swobodnie w jego towarzystwie.

– Długo czekałaś? – zapytał ją na powitanie i musnął subtelnie w usta.

– Nie, kilka minut tylko. Też się troszkę spóźniłam.

Przytulił ją mocno do siebie i patrząc jej w oczy wyznał:

– Stęskniłem się.

– Ja też – odpowiedziała i chcąc podtrzymać rozmowę, zapytała: – Co porabiałeś wczoraj?

Dawidek chwycił ją za rękę i poszli wolnym krokiem w stronę Alei Lipowej.

– Nic szczególnego, Łezko, trochę szukałem pracy, przeglądałem ogłoszenia, a potem pograłem na gitarce.

– Nie wynudziłeś się?

– Trochę mi było nudno bez ciebie. – Wyszczerzył zadbane zęby, nie wspominając ani słowem, że nudę skutecznie przegoniły wesołe zabawy z Zuzanną. – Spójrz na te drzewa. Wiesz, że mają piętnaście metrów wysokości? Specjalnie je tak posadzili, żeby wydawało się, że prowadzą wprost do morza. Kiedyś mówiono, że ta aleja to droga do wieczności.

Jagoda spojrzała na niego z uznaniem. Nie miała o tym pojęcia, chociaż od urodzenia mieszkała w Trójmieście. Dawidek znów udowodnił jej, że interesuje się wieloma rzeczami i ma dużo ciekawostek do opowiedzenia. Wkrótce znaleźli się koło Palmiarni.

– Może tam wejdziemy? Rośliny pewnie rozrosły się od ostatniego razu, gdy tu byłem – zaproponował.

– Wolałabym gdzieś usiąść. Może na tej ławce? Byłam dziś o wiele dłużej w pracy i bolą mnie łydki.

– Ojej, moja biedna Łezka, dobrze, usiądźmy.

Spoczęli nieopodal wodospadu. Po parku przechadzały się rodziny z własnymi pociechami, które korzystały z tego, że dzień był coraz dłuższy. Niektóre dzieciaki trzymały się grzecznie swoich matek, inne ganiały się po alejkach, a te nieco odważniejsze wspinały się na wielkie kamienie, otaczające parkową kaskadę. Kwietniowe, słabe słońce zaprosiło do Oliwy także zakochane pary, zarówno te młode, jak i w kwiecie wieku. Niekiedy czuć było jeszcze powiewy wiatru, ale i tak kwiecień tego roku był bardzo ciepły. Dawidek pomyślał, że to wielka szkoda, że jest już tak późno, ponieważ nie usłyszą już dźwięków organów z Katedry Oliwskiej. Taka oprawa muzyczna mogłaby uczynić randkę bardziej efektowną. Dawidek lubił sprawiać dobre wrażenie. Objął Jagodę ramieniem i spojrzał na nią pełnym czułości wzrokiem.

– A dlaczego musiałaś dłużej zostać?

– Przywieźli nowe obrazy do galerii. Przyjechały z Krakowa i musiałyśmy z szefową je odpowiednio je ulokować, ponieważ jutro będą już udostępnione zwiedzającym. Zamknęłyśmy lokal i potem trzy godziny planowałyśmy dokładne umiejscowienie. Pewnie się tym nigdy nie interesowałeś, ale obrazy powinny być zawieszone w taki sposób, żeby pasowały do siebie tematycznie, ale jednocześnie, żeby nie było to zbyt nużące dla oka.

– To się ostro napracowałaś, malutka.

– No trochę tak, nie będę zaprzeczać. – Zaczerwieniła się, aż po same końcówki uszu. – Mówiłeś, ze szukałeś dziś pracy. Coś znalazłeś?

– Niewiele, to znaczy znalazłem jedno fajne ogłoszenie. Szukają redaktora portalu internetowego. Chyba tam wyślę cefałkę. Może mnie przyjmą. Wkurza mnie ten kraj. Gówniana robota, gówniana pensja, na tylko tyle można liczyć w Polsce.

– No wiem, ale nie denerwuj się. Jesteś zdolny i inteligentny, na pewno wkrótce coś znajdziesz. Jeśli chcesz, zapytam mojego wujka. On ma stragan warzywny. Może potrzebuje kogoś do pracy. No wiesz, to tylko tak na chwilę, póki nie znajdziesz czegoś lepszego. Na co zasługujesz – dodała, lękając się, że jej propozycja może go urazić.

Uśmiechnął się w odpowiedzi i nachylił nad nią. Delikatnie musnął jej wargi, potem wsunął język w jej rozchylone usta. Odwzajemniła pieszczotę. Jego pocałunek był miętowy. Objęła go mocniej. Miała ochotę na więcej, ale bała się, że mogłaby wywołać wrażenie, że jest łatwą dziewczyną. Oderwała się od niego i schyliła głowę.

– Coś nie tak? – wystraszył się.

– Nie, w porządku. Po prostu dobrze mi z tobą – sama zawstydziła się swojego wyznania.

– Łezko, nie wstydź się twojego Dawidka – rzucił do niej filuternie.

Zrobiło się już dość ciemno, więc wstali i poszli na stację SKM. Jagoda mieszkała w starej kamienicy na granicy Sopotu i Gdyni, ale Dawidek nie odwiózł jej do domu. Powiadomił dziewczynę, że ma pilną sprawę w Gdańsku Głównym i pojechał w przeciwną niż ona stronę. Kiedy wysiadł, zbiegł truchtem w podziemny tunel. Poszedł wzdłuż Podwala Grodzkiego. Potem skręcił w kierunku centrum i w kilka minut znalazł się w klubie „Absynt”. Jak zawsze lokal był pełen rozbawionych ludzi. Dawidek zamówił duże piwo i poczuł silne klepnięcie w plecy. Odwrócił się i zobaczył swojego starego kumpla, Bizona.

– Cześć, Dawidos, gdzieś ty się chłopie podziewał? – uradowany Bizon zionął duszną wonią piwa w stronę Dawidka.

– Bizon, ciołku, o mało nie wylałem browara przez ciebie. Sam jesteś?

– Nie, jest cała ekipa. Mamy tu niezłą balangę, kurwa! Chodź, siedzimy pod ścianą.

Ruszyli w kierunku stolika, przy którym siedzieli ich znajomi. Musieli uważać, by nie spadł na nich nikt z tańczących na stołach bywalców klubu.

Alicja składała ubrania, które chwilę wcześniej zdjęła z linki na balkonie. Robiła to pośpiesznie i niedbale, nie było to jej ulubionym zajęciem. Na podłodze siedziała Zuza, trzymając w ręku puszkę malinowego piwa.

– Znów ochrzanili mnie, że mam słabą sprzedaż – opowiadała Alicja. – Ale ja nie umiem wciskać ludziom kitu. Skoro widzę, że stoi przede mną biedna babina, która ledwo wiąże koniec z końcem, to jak mogę proponować jej kartę kredytową? Tym bardziej, że można tak się wpierdolić z tymi kredytami, jak diabli. Sama mam kartę, ale wcale jej nie używam, bo potem się nie wypłacę.

– Nic mi nie mów – machnęła ręką Zuza. – Ja mam na swojej już sześć stów długu i ciągle nie mogę tego spłacić. Co trochę podreperuję budżet, to zaraz wyskoczy coś niespodziewanego i znów jestem na minusie.

– Niespodziewanego, jak impreza – zaśmiała się Ala i mrugnęła porozumiewawczo okiem.

– Też, ale ostatnio rzadko chodzimy. Chyba się starzejemy, co? – Zuza upiła łyk alkoholu.

– Ej, możemy w tę sobotę iść. Gabriel jedzie odwiedzić swoją matkę i nie chce mi się samej siedzieć – wpadła na pomysł Alicja.

– Super, muszę się porządnie napić. I zapomnieć.

– Co jest, Zuza? Chodzi o twojego lowelasa z lasu?

– Jak zwykle... Zaczyna to już być normą. Znalazł sobie nową dziewczynę. Muszę przestać się z nim spotykać.

– On już nie chce?

– Najlepsze jest to, że on chce, ale ja nie czułabym się z tym komfortowo. Wolę być solidarna z kobietami.

Ala złożyła męską koszulę w niebieską kratkę i usiadła koło przyjaciółki.

– Zapomnij o nim. Taki układ nie pasuje do ciebie. Możesz sobie wmawiać, że jesteś zimną suką, ale nie jesteś.

– Chciałabym być. Wtedy bawiłabym się facetami i odczuwała z tego wielką przyjemność. Teraz wystarczy, że prześpię się z kimś kilka razy i już żywię do niego cieplejsze uczucia.

– Słuchaj, to normalne, że jeśli sypiasz z kimś od pół roku, to nie jest ci obojętny. Faceci potrafią bzykać się na prawo i lewo i się nie angażować, ale nie znam dziewczyny, która potrafiłaby tak samo. Nie rozumiem tylko, dlaczego zgodziłaś się na taką relację. – Ala znów wstała i powróciła do składania bielizny.

– Bo chciało mi się pieprzyć – zarechotała Zuza, a kiedy przestała się śmiać, spytała: – A ty i Gabriel w porządku?

Alicja zastanowiła się przez chwilę.

– No właśnie w porządku. Nie zajebiście, nie fantastycznie, tylko w porządku. Nie rozumiem, jak po tylu ciekawych przygodach z facetami, mogłam skończyć w takiej nudnej papce.

Zuza pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Piotrek się do ciebie odzywa? Masz z nim jakiś kontakt?

– Raz przysłał mi mailem jakieś fotki z ferii i to wszystko... Wyglądał dość mizernie na tych zdjęciach. Zobacz, jakie to życie dziwne – zamyśliła się Alicja, chwytając męskie majtki w dłonie. – Raz składasz gacie jednemu, za chwilę drugiemu i cholera wie, czy niedługo nie będziesz ich składać jeszcze następnemu.

Zuza zgniotła pustą puszkę i rzuciła ją zręcznie do kosza.

– Racja, Alutka, zajebista racja...

W sobotę dziewczyny włożyły swoje najlepsze wyjściowe ciuchy i ruszyły na podbój Sopotu. Pojechały wcześniej niż wynikałoby to ze zwyczajowego protokołu sopockich imprezowiczów, ponieważ chciały wejść do modnego od wielu pokoleń Spatifu na Monte Casino. Nie posiadały kart członkowskich klubu, ale ponieważ Zuza pracowała w radiu, na ogół nie miała problemu z dostaniem się do środka. Jednak wolały nie ryzykować i zjawić się, gdy lokal nie był jeszcze całkowicie zatłoczony. Kiedy dotarły na miejsce z wnętrza dobiegały już dźwięki głośnej muzyki. Dziewczyny weszły po schodach i złapały za mosiężną dłoń, która wystawała z drzwi. Alicja nacisnęła przycisk w ścianie i zadźwięczał dzwonek. Wrota się otworzyły i imprezowiczki weszły do środka. Szczęśliwie udało im się jeszcze znaleźć wolny stolik, więc Zuza oklapła na kanapie, a Alicja poszła po drinki. Wróciła po kilku minutach, trzymając w ręku dwa kieliszki.

– Ej, mamy driny za darmo. Jakiś stary facet nam postawił – obwieściła zadowolona z takiej niespodzianki.

– Tym lepiej dla nas. Oby nie chciał nic w zamian – odpowiedziała Zuzanna. Mimo że lubiła tańczyć i pić alkohol, tym razem nie do końca umiała cieszyć się z sobotniego wypadu. Tymczasem Alicja, która była w wyśmienitym nastroju, wstała i zaczęła kołysać się w rytm muzyki. Była wyjątkowo atrakcyjną dziewczyną, ściągała na siebie spojrzenia większości mężczyzn. Duże brązowe oczy i szczupła twarz z wydatnymi kośćmi policzkowymi sprawiały, że jej uroda była niebanalna i miała w sobie dużo szlachetności. Smukła sylwetka z ładnymi proporcjonalnymi piersiami była od zawsze przedmiotem zazdrości Zuzy, która się z tym nie kryła.

– Zuz, bardzo cię proszę, nie myśl o tym pędraku. On nie zasługuje na to, żebyś miała przez niego sobie psuć weekendową zabawę. – Alicja łatwo domyśliła się, dlaczego jej przyjaciółka smętnie gryzie plastykową rurkę zanurzoną w drinku, zamiast zarzucać krągłym biodrem na parkiecie.