Wydawca: Zielona Sowa Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2009

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 151 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Baśnie - Jakub Grimm, Wilhelm Grimm

Przeżyj niezapomnianą przygodę razem z bohaterami naszych książek. Wprowadzą Cię oni w świat dziecięcych fascynacji, gdzie marzenia się spełniają, a wszystko wokół zachwyca swoją niezwykłością. Dzięki najcenniejszym utworom literatury dziecięcej odnajdziesz krainę, z której nie będziesz chciał wychodzić... Dawno, dawno temu bracia Grimm wyruszyli w podróż po Niemczech, by badać ludowe podania i Baśnie... Wszystkie historie spisali w wielkiej księdze. To własnie dzieki nim dzieci na całym świecie usłyszały o Czerwony Kapturku, Królewnie Śnieżce, Jasiu i Małgosi oraz Kopciuszku. Chcesz poznać przygody małych bohaterów? Dowiedzieć się, dlaczego grozi im niebezpieczeństwo i jak się z niego uratować? Przekonać się o sile przyjaźni i miłości? Baśnie braci Grimm pozwolą Ci poznać postacie najpopularniejszych bajek świata!

Opinie o ebooku Baśnie - Jakub Grimm, Wilhelm Grimm

Fragment ebooka Baśnie - Jakub Grimm, Wilhelm Grimm

Jakub i Wilhelm Grimm

BAŚNIE

Przełożył: Karol Barzyk Opracowanie tekstu: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Wydawnictwo Zielona Sowa Kraków

Projekt graficzny serii:

Mariusz Pająk

Ilustracja na okładce:

Zbigniew Seweryn

Rysunki:

Dorota i Marek Szal

Redakcja:

Marzena Kwietniewska-Talarczyk

Korekta:

Dorota Ratajczak

© Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Kraków 2009 All rights reserved.

ISBN 978-83-7895-157-5

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

30-404 Kraków, ul. Cegielniana 4A

tel./fax (012) 266-62-94, tel. (012) 266-62-92

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

CZERWONY KAPTUREK

Żyła sobie kiedyś mała dziewczynka, którą wszyscy bardzo kochali. Najbardziej jednak kochała ją babcia, która bardzo pragnęła, żeby jej wnuczka była szczęśliwa. Pewnego dnia podarowała wnuczce jedwabny czerwony kapturek, w którym dziewczynce było tak ładnie, że odtąd nie chciała nosić innego nakrycia głowy. Dlatego wszyscy zaczęli ją nazywać Czerwonym Kapturkiem.

Pewnego dnia rzekła mama do Czerwonego Kapturka:

- Chodź tutaj, córeczko. Przygotowałam dla babci kawałek ciasta i butelkę wina. Weź to i zanieś jej. Babcia jest chora, nie wstaje z łóżka, więc na pewno się ucieszy z podarunku. Przygotuj się do drogi i ruszaj, zanim zrobi się gorąco. Kiedy będziesz szła przez las, nie zbaczaj z drogi, bo mogłabyś się przewrócić i rozbić butelkę z winem, a wtedy babcia nic by nie dostała. Kiedy wejdziesz do jej domku, nie zapomnij powiedzieć „dzień dobry" i nie zaglądaj we wszystkie kąty.

- Dobrze, mamusiu. Będę bardzo ostrożna - zapewniała dziewczynka.

Babcia Czerwonego Kapturka mieszkała w lesie, z dala od wioski, więc żeby dotrzeć do jej domku, trzeba było iść przez las. Gdy tylko dziewczynka weszła na leśną ścieżynkę, spotkała na swej drodze wilka. Nie wiedziała, jaki to zły i chytry zwierz, dlatego wcale się nie przestraszyła.

- Witaj, Czerwony Kapturku! - powitał ją uprzejmie wilk.

- Dzień dobry, wilku! - odparła grzecznie dziewczynka.

- Dokąd idziesz tak wcześnie rano? - zapytał wilk.

- Idę do babci - rzekł Czerwony Kapturek - A co tam masz w koszyczku? - pytał dalej wilk.

- Kawałek ciasta i butelkę wina. Moja mamusia to przygotowała, a ja niosę chorej babci, żeby się lepiej poczuła.

- A gdzie mieszka twoja babcia? - zapytał znów wilk.

- Jakieś piętnaście minut drogi stąd - odpowiedziała uprzejmie dziewczynka. - Jej domek stoi pod trzema dużymi dębami, a za domkiem rośnie leszczyna. Na pewno wiesz, gdzie to jest, wilku.

„Jaki naiwny dzieciak - pomyślał zły wilk. - Smakowity z niej kąsek! Ta mała będzie na pewno smaczniejsza niż stara babcia. Muszę wymyślić jakiś chytry podstęp, żeby zjeść i babcię, i wnuczkę".

I nie odstępował Czerwonego Kapturka, zajmując go rozmową:

- Rozejrzyj się Czerwony Kapturku - zachęcał. - Spójrz, jak pięknie kwitną kwiaty. Czemu ich nie nazrywasz? Dlaczego nie słuchasz, jak pięknie śpiewają ptaki, tylko maszerujesz ponuro przed siebie, jakbyś szła do szkoły? Popatrz, jak wszystko wokoło śmieje się do ciebie!

Czerwony Kapturek podniósł oczy, a gdy zobaczył słoneczne promyki tańczące między gałęziami drzew i mnóstwo pięknych leśnych kwiatów, pomyślał: „Mogę przecież nazrywać świeżych kwiatów dla babci. Na pewno się ucieszy. Przecież jest jeszcze wcześnie, więc wcale nie muszę się spieszyć".

Tak pomyślawszy, dziewczynka zboczyła z leśnej dróżki i pobiegła w las. Biegła od kwiatka do kwiatka, i wciąż jej się zdawało, że każdy kolejny jest jeszcze piękniejszy od poprzedniego. Nawet nie zauważyła, że wchodzi w las wciąż głębiej i głębiej.

Tymczasem wilk pobiegł prosto do domku babci i zapukał do drzwi.

- Kto tam? - zapytano z wnętrza domku.

- To ja, Czerwony Kapturek! - odpowiedział wilk, zmieniając głos. - Przynoszę ci kawałek ciasta i butelkę wina. Otwórz, babciu!

- Naciśnij klamkę - zawołała babcia - ja nie mogę wstać, jestem na to zbyt słaba.

Wilk nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły, a złe wilczysko bez słowa wskoczyło do łóżka i pożarło babcię. Potem niegodziwy zwierz włożył nocną koszulę babci, a na kudłatą głowę jej czepek, pozasuwał zasłony i ułożył się w babcinym łóżku.

Kiedy się to działo, Czerwony Kapturek biegał po lesie i zrywał kwiatki. Dopiero gdy nazrywał ich tyle, że więcej nie mógł udźwignąć, przypomniał sobie o babci. Szybko ruszył w dalszą drogę.

Dziewczynka bardzo się zdziwiła, ujrzawszy domek babci stojący otworem. Weszła do środka i pomyślała: „Czuję się dziś u babci jakoś nieswojo. A przecież zawsze lubię tu przychodzić".

- Dzień dobry! - zawołała.

Nie było odpowiedzi. Dziewczynka podeszła więc bliżej babcinego łóżka, odsunęła zasłonę i zobaczyła, że babcia ma czepek mocno naciągnięty na twarz i wygląda naprawdę dziwnie.

- Och, babciu! Dlaczego masz takie wielkie uszy? - zapytała.

- Żebym cię mogła lepiej słyszeć - odpowiedział przebiegły wilk.

- A dlaczego masz takie wielkie oczy? - pytała dalej dziewczynka.

- Żeby cię lepiej widzieć, moje dziecko!

- A dlaczego masz takie wielkie dłonie, babciu?

- Żebym cię mogła mocniej uściskać!

- A dlaczego, babciu, masz takie wielkie zęby?

- Żeby cię szybciej zjeść! - zawołał wilk.

A potem wyskoczył jednym susem z łóżka i połknął Czerwonego Kapturka.

Kiedy już zaspokoił głód, znów położył się do łóżka i szybko zasnął, głośno przy tym chrapiąc.

Po pewnym czasie koło domku babci przechodził leśniczy. Słysząc tak głośne chrapanie, pomyślał: „Ależ ta babcia dziś chrapie. Zajrzę do niej, może czegoś potrzebuje".

Ledwie wszedł do środka, zobaczył wilka, który spał w babcinym łóżku kamiennym snem, chrapiąc przy tym niemiłosiernie.

- Ach, tutaj jesteś, ty stary rozbójniku! - zawołał. - Już od dawna cię szukam.

Zamierzał właśnie wystrzelić, gdy przyszło mu do głowy, że łakoma bestia mogła pożreć babcię i może uda się jeszcze staruszkę uratować. Odłożył więc strzelbę, wyjął nożyce i rozciął śpiącemu wilkowi brzuch. Kiedy zrobił dwa cięcia, zobaczył Czerwonego Kapturka, natychmiast więc powiększył otwór, żeby dziewczynka mogła wyskoczyć z wilczego brzucha.

- Ależ się bałam, siedząc w tym ciemnym brzuchu! zawołał Czerwony Kapturek.

Po chwili z wilczego brzucha wygramoliła się ledwo zipiąca babcia. Czerwony Kapturek pobiegł prędko po duże kamienie, którymi leśniczy, babcia i dziewczynka wypełnili brzuch drapieżnika. Skoro tylko zwierz się obudził, chciał natychmiast uciekać, ale kamienie były tak ciężkie, że nie zdołał zrobić nawet kroku i padł martwy na ziemię.

Wszyscy troje: babcia, wnuczka i leśniczy bardzo się ucieszyli. Leśniczy zabrał skórę wilka i pożegnał się. Babcia zjadła pyszne ciasto, popijając je winem, które przyniósł Czerwony Kapturek.

Po tej przygodzie dziewczynka postanowiła już nigdy nie zbaczać z leśnej dróżki i zawsze słuchać mamy.

Podobno zdarzyło się później, że pewnego razu, gdy Czerwony Kapturek znowu niósł ciasto i wino dla babci, inny wilk próbował go skłonić, żeby zboczył z leśnej ścieżki. Czerwony Kapturek pamiętał jednak swoją straszną przygodę więc nie zbaczając z drogi, pobiegł prosto do babci i wszystko jej opowiedział.

- Cóż - odparła babcia - zamkniemy drzwi i nie wpuścimy tego rozbójnika do środka.

Po chwili babcia i wnuczka usłyszały stukanie do drzwi i wołanie:

- Babciu! Babciu! Otwórz! To ja, Czerwony Kapturek! Przynoszę ci trochę ciasta!

Lecz babcia i wnuczka nic nie odpowiedziały ani nie otworzyły drzwi złemu wilkowi. Rozzłoszczona bestia krążyła jakiś czas wokół domku, wreszcie wskoczyła na dach, żeby tam poczekać, aż się ściemni. Chciała pod osłoną nocy pożreć Czerwonego Kapturka, gdy będzie wracał do domu.

Babcia dobrze jednak wiedziała o wilczych zamiarach, rzekła więc do wnuczki:

- Wczoraj gotowałam kiełbasę. Weź wiadro z wodą, w której się gotowała i nalej do kamiennego koryta, które stoi przed domem.

Czerwony Kapturek zrobił, co mu poleciła babcia. Nosił wiadrem wodę po kiełbasie, aż napełnił całe koryto. Gdy wilk poczuł zapach kiełbasy, postanowił zobaczyć, co tak ładnie pachnie i zaczął wychylać łeb poza krawędź dachu. W pewnej chwili stracił równowagę, ześliznął się z dachu, spadł prosto do koryta i utopił się w nim.

Wtedy dopiero Czerwony Kapturek mógł spokojnie wrócić do domu. Później już żaden wilk nigdy nie ośmielił się spróbować go skrzywdzić.

KOPCIUSZEK

Pewnemu bogatemu człowiekowi ciężko zachorowała ukochana żona. Kiedy poczuła, że zbliża się śmierć, przywołała swoją jedyną córkę i tak jej rzekła:

- Drogie dziecko, bądź dobra i pobożna, a łaska Boża nigdy cię nie opuści. Pamiętaj, że ja będę patrzeć z nieba i czuwać nad tobą.

Powiedziawszy te słowa, zamknęła oczy i odeszła na zawsze.

Od tego czasu biedna dziewczynka chodziła codziennie na grób matki, by ją opłakiwać. Nie zapominała o danej matce obietnicy; starała się być zawsze dobra i pobożna.

Kiedy nadeszła zima, śnieg przykrył grób matki białym puchem. A gdy wiosną słońce odkryło go ponownie, ojciec dziewczynki poślubił inną kobietę.

Jego nowa żona miała dwie córki, z którymi sprowadziła się do domu wdowca. Były to panny piękne, ale złe i bez serca. Dla nieszczęsnej sierotki nastały ciężkie czasy.

- Czy ta głupia gęś musi jeść z nami w salonie? - mówiły jej nowe siostry. - Kto chce jeść chleb, musi na niego zarobić. Uciekaj do kuchni, dziewucho!

Zabrały sierocie piękne suknie, a ubrały ją w starą, podartą koszulę. Na nóżki dały jej drewniaki.

- Popatrzcie tylko na tę księżniczkę! - śmiały się niegodziwe siostry. - Ależ jest cudnie wystrojona! - wołały, popychając ją do kuchni.

Biedna dziewczynka pracowała teraz ciężko od ranka do późnej nocy. Wstawała przed świtem. Chodziła po wodę, rozpalała ogień w kominku, gotowała i prała. A przede wszystkim musiała spełniać zachcianki przyrodnich sióstr. One zaś, chcąc dodać sierocie jak najwięcej pracy, wrzucały fasolę i soczewicę do popiołu, a potem kazały jej wybierać z niego ziarna. Kiedy zmęczona mogła wreszcie iść spać, nie znajdowała nawet miejsca, gdzie mogłaby się położyć, gdyż nie miała własnego łóżka. Sypiała więc przy palenisku koło komina, gdzie przynajmniej było jej ciepło, ale przez to była zawsze brudna i usmolona. Dlatego nazwano ją Kopciuszkiem.

Pewnego dnia ojciec Kopciuszka wybierał się na jarmark i zapytał swoje przybrane córki, jaki ma im przywieźć podarunek.

- Piękne suknie! - odrzekła jedna.

- Perły i korale! - zawołała druga.

- A ty, Kopciuszku - spytał ojciec - co byś chciała?

- Zerwij dla mnie, tatusiu, pierwszą gałązkę, która zawadzi o twój kapelusz, gdy będziesz wracał do domu.

Ojciec Kopciuszka kupił pasierbicom piękne suknie, perły i korale. A kiedy w drodze powrotnej jechał przez zarośla, gałązka leszczyny zawadziła o jego kapelusz i strąciła go z głowy. Urwał gałązkę i zabrał ją z sobą.

Po powrocie do domu dał pasierbicom to, czego sobie życzyły, a Kopciuszkowi dał gałązkę leszczyny. Córka podziękowała, wzięła gałązkę i poszła na grób matki. Tam ją zasadziła i zaczęła płakać. Płakała tak mocno, że łzy podlały sadzonkę i wyrosło z niej rozłożyste drzewo.

Trzy razy dziennie chodziła dziewczynka na grób matki, siadała przy nim i modliła się, płacząc. Wtedy przylatywał do niej biały ptaszek, siadał na drzewie, a kiedy sierotka wypowiadała jakieś życzenie, podlatywał do niej blisko i spełniał je.

Pewnego dnia król ogłosił, że wyprawi wielki bal, który będzie trwał trzy dni. Kazał zaprosić do pałacu wszystkie najpiękniejsze dziewczęta z całego królestwa, żeby jego syn wybrał sobie spośród nich żonę.

Siostry Kopciuszka dowiedziały się, że również są wśród zaproszonych dam. Ucieszyły się ogromnie i natychmiast zawołały:

- Kopciuszku, uczesz nas, wyczyść nasze buciki i pozapinaj klamerki. Musimy pięknie wyglądać! Przecież idziemy na bal do królewskiego pałacu!

Kopciuszek wykonywał rozkazy przyrodnich sióstr, ale był bardzo smutny, ponieważ również marzył o tym, żeby pójść na bal. Gdy jednak poprosił macochę o zgodę, ta odrzekła:

- Ty, Kopciuszku, na bal?! Taka brudna i usmolona? Przecież nie masz ani sukni, ani trzewiczków. I jeszcze pewnie chciałabyś tańczyć?

Ale Kopciuszek tak gorąco prosił, że w końcu macocha powiedziała:

- Dobrze, ale musisz wcześniej wykonać pewną pracę. Wsypałam do popiołu miskę soczewicy. Jeśli wybierzesz ją całą z powrotem w dwie godziny, zabierzemy cię z sobą na bal.

Dziewczynka natychmiast wybiegła tylnymi drzwiami do ogrodu i zawołała:

Hej, gołąbeczki, hej, turkaweczki

i inne ptaszki podniebne!

Do mnie przyfruńcie, ziarnka wyjmujcie -

dobre do rondelka,

a złe do gardełka!

Na te słowa wleciały przez okno do kuchni dwa domowe gołębie, za nimi dwie turkawki, a potem inne jeszcze podniebne ptaki. Z trzepotem skrzydeł i gruchaniem obsiadły miskę z soczewicą. Gołębie, dając sobie wzajemnie znaki główkami, zaczęły przebierać w popiele. Po chwili dołączyły do nich pozostałe ptaki. Dotąd pracowały, aż w misce zostały tylko dobre ziarna soczewicy. Nie trwało to nawet godziny. A potem odfrunęły.

Uradowany Kopciuszek wziął miskę i poszedł pokazać macosze, że robota wykonana. Miał nadzieję, że teraz pójdzie na bal. Ale macocha rzekła tylko:

- Nie, Kopciuszku, nie możesz iść na bal. Nie masz przecież odpowiedniej sukni, a poza tym nawet nie umiesz tańczyć. Zrobiłabyś z siebie tylko pośmiewisko.

Zasmucony Kopciuszek zaczął płakać tak gorzko, że w końcu macocha powiedziała:

- Jeśli zdołasz w godzinę wybrać z popiołu jeszcze dwie miski soczewicy, to pójdziesz z nami na bal.

W duchu zaś myślała: „Przecież tego nie da się wykonać".

Kiedy macocha wsypała do popiołu dwie miski soczewicy, dziewczynka wybiegła tylnymi drzwiami do ogrodu i zawołała:

Hej, gołąbeczki, hej, turkaweczki

i inne ptaszki podniebne!

Do mnie przyfruńcie, ziarnka wyjmujcie

dobre do rondelka,

a złe do gardełka!

I znów wleciały przez kuchenne okno dwa domowe gołębie, za nimi dwie turkawki, a na końcu inne podniebne ptaki. Z trzepotem skrzydeł i gruchaniem obsiadły miskę z soczewicą. Gołębie, dając sobie wzajemnie znaki główkami, zaczęły przebierać w popiele. Po chwili dołączyły do nich pozostałe ptaki. Dotąd pracowały, aż w misce zostały tylko dobre ziarna soczewicy. Nie trwało to nawet pół godziny. A potem odfrunęły.

Gdy uradowana dziewczynka szła z miską soczewicy do macochy, była przekonana, że teraz już będzie mogła pójść na bal. Ale macocha rzekła:

- Wszystko to na nic się nie zda! Nie możesz iść z nami na bal. Nie masz sukni i nie umiesz tańczyć. Tylko byś nam wstyd przyniosła!

Po czym odwróciła się plecami do Kopciuszka i pospieszyła na bal ze swoimi dumnymi córkami.

Gdy dom opustoszał, Kopciuszek pobiegł na grób swojej matki, stanął pod leszczynowym drzewem i zawołał:

Drzyj, drzyj, drzewko moje,

zrzuć na mnie złoto i srebro swoje!

Wtedy ptaszek rzucił pod nogi Kopciuszka piękną suknię, zdobioną srebrem i złotem, a do tego śliczne, haftowane srebrem i złotem pantofelki.

Kopciuszek czym prędzej się umył i przebrał, a potem szybciutko pobiegł na bal.

Macocha ani jej córki nie rozpoznały Kopciuszka w tak pięknym stroju. Myślały, że przybyła jakaś nieznajoma królewna. O Kopciuszku w ogóle nie myślały, przekonane, że siedzi brudny w domu i wybiera ziarna z popiołu.

Królewicz natychmiast zauważył wśród tłumu gości piękną nieznajomą. Wziął ją za rękę i poprosił do tańca. Cały wieczór nie wypuszczał jej ręki ze swojej. A gdy ktokolwiek chciał z nią zatańczyć, odmawiał, mówiąc, że to jego partnerka.

Kopciuszek tańczył więc tylko z królewiczem.

Gdy w końcu nadszedł czas powrotu, królewicz chciał się koniecznie dowiedzieć, kim jest piękna nieznajoma.

- Odprowadzę cię i dotrzymam ci towarzystwa - zaproponował.

Lecz dziewczyna szybciutko uciekła i ukryła się w gołębniku. Królewicz pobiegł za nią, nie zdołał jej jednak odnaleźć.

Zaczekał więc na ojca Kopciuszka, a gdy ten nadszedł, opowiedział mu o nieznajomej dziewczynie, która chyba ukryła się w gołębniku.

„Czyżby to był Kopciuszek?" - pomyślał ojciec. Przyniósł siekierę i kilof i porąbali gołębnik na kawałki, żeby znaleźć nieznajomą. Nikogo tam jednak nie było.

Gdy domownicy wrócili do domu, ujrzeli w mdłym świetle kopcącej lampy brudną dziewczynę, która leżała koło popielnika. Kopciuszek zdołał bowiem wyskoczyć z gołębnika tylnym wejściem. Pobiegłszy pod drzewko rosnące przy grobie matki, zdjął balową suknię i ułożył ją na grobie, a ptak natychmiast ją zabrał. Wtedy Kopciuszek włożył obszarpaną, szarą sukienkę, wrócił do domu i ułożył się przy popielniku.

Następnego dnia, gdy bal miał się zacząć na nowo, rodzice i przybrane siostry Kopciuszka znów udali się do królewskiego pałacu. Wtedy dziewczyna pobiegła pod leszczynę i zawołała:

Drzyj, drzyj, drzewko moje,

zrzuć na mnie złoto i srebro swoje!

I znów ptaszek zrzucił jej pod nogi suknię, jeszcze piękniejszą niż wczoraj.

Kiedy tak wystrojona zjawiła się na balu, każdy, kto ją zobaczył, zachwycał się jej urodą.

Królewicz już na nią czekał. Ledwie ujrzał piękną nieznajomą, chwycił ją w objęcia i porwał do tańca. I tak samo jak poprzedniego wieczoru, odmawiał wszystkim, którzy chcieli z nią zatańczyć, mówiąc, że to jego partnerka.

Kiedy zrobiło się późno, Kopciuszek wymknął się z królewskiego pałacu. Królewicz, chcąc się dowiedzieć, kim jest tajemnicza dziewczyna, poszedł za nią. Ona jednak zdołała mu uciec i wskoczyła do ogrodu za domem. Rosła tam wielka grusza, oblepiona dorodnym owocem. Kopciuszek zwinnie niczym wiewiórka wspiął się na drzewo i ukrył wśród gałęzi. Królewicz zaś nie mógł dociec, gdzie znikła jego partnerka.

Znów zaczekał na jej ojca, a gdy ten nadszedł, rzekł:

- Ta nieznajoma znów mi uciekła i myślę, że dziś schowała się na tym drzewie.

„Czyżby to był Kopciuszek?" - pomyślał ojciec. Przyniósł siekierę, ściął drzewo, ale wśród gałęzi nie znaleźli nikogo.

Gdy domownicy weszli do kuchni, zobaczyli tam Kopciuszka, który leżał jak zwykle koło popielnika. Dziewczyna bowiem szybko zeskoczyła z gruszy, pobiegła oddać balową suknię ptakowi i przebrała się w swoje stare ubranie.

Trzeciego dnia, gdy rodzice i przybrane siostry wyszli na bal, Kopciuszek znów pobiegł na grób matki i zawołał:

Drzyj, drzyj, drzewko moje,

zrzuć na mnie złoto i srebro swoje!

Dostała suknię jeszcze piękniejszą niż poprzednia. Wyglądała w niej prześlicznie. A pantofelki dał jej ptaszek ze szczerego złota.

Kiedy weszła na salę balową, wszyscy aż zaniemówili z zachwytu.

Królewicz znowu tańczył tylko z nią, a gdy ktoś chciał ją poprosić do tańca, mówił, że to jego partnerka.

Gdy zrobiło się późno, Kopciuszek chciał się jak zwykle wymknąć z balu, lecz tym razem królewicz, który wciąż nie wiedział, kim jest piękna nieznajoma, obmyślił sprytny podstęp. Kazał posmarować wszystkie pałacowe schody smołą. Kiedy nieznajoma zbiegała po schodach, zgubiła śliczny pantofelek, który ugrzązł w smole. Królewicz podniósł go; był malutki, zgrabny i cały ze złota.

Następnego ranka książę stanął przed obliczem swojego ojca i powiedział stanowczo:

- Ojcze, pojmę za żonę tylko pannę, która jest właścicielką tego pantofelka. Nie chcę żadnej innej!

Wiadomość o tym rozeszła się szybko po kraju.

Siostry Kopciuszka bardzo się ucieszyły, obie miały bowiem naprawdę zgrabne stopy. Starsza wzięła pantofelek i poszła z matką do swojego pokoju, żeby go przymierzyć. Lecz pantofelek był za mały - nie mogła schować dużego palca. Wtedy matka dała jej nóż i powiedziała:

- Utnij palec! Jak będziesz królową, i tak nie będziesz chodzić pieszo!

Córka posłusznie ucięła palec, wsunęła stopę w pantofelek, zacisnęła zęby z bólu i wyszła do królewicza. On wziął ją na swojego konia jako przyszłą żonę i pojechał do królewskiego pałacu. Jechali drogą, która wiodła koło grobu matki Kopciuszka, a tam na drzewie siedziały dwa gołębie, które zaśpiewały:

Zawróć konia, popatrz też,

jak z bucika cieknie krew.

Bucik ten za mały dla niej,

ta jedyna czeka dalej!

Królewicz spojrzał na stopę dziewczyny, którą wiózł do zamku, i zobaczył, że ze złotego pantofelka sączy się krew. Zawrócił konia i zawiózł fałszywą narzeczoną z powrotem do matki. Oświadczył, że starsza z sióstr nie jest jego prawdziwą narzeczoną, dlatego pantofelek powinna przymierzyć druga siostra.

Młodsza córka macochy wzięła bucik i poszła do swojego pokoju, żeby go przymierzyć. Wsuwając go na nogę, cieszyła się, że zdołała wcisnąć weń palce, szybko się jednak okazało, że nie mieści się w nim pięta. Wtedy matka dała jej nóż i powiedziała:

- Utnij kawałek pięty. Jak będziesz królową, i tak nie będziesz chodzić pieszo!

Dziewczyna odcięła kawałek pięty, wsunęła stopę w pantofelek i zacisnąwszy z bólu zęby, poszła do królewicza. On wziął ją na konia jako przyszłą żonę i pojechał do pałacu. Jechali koło grobu matki Kopciuszka, a tam na drzewie siedziały dwa gołębie, które zaśpiewały:

Zawróć konia, popatrz też,

jak z bucika cieknie krew.

Bucik ten za mały dla niej,

ta jedyna czeka dalej!

Spojrzał królewicz i zobaczył, że krew płynie z pantofelka i plami dziewczynie białą pończoszkę.

Natychmiast zawrócił konia i zawiózł fałszywą narzeczoną z powrotem do domu.

- To również nie jest moja narzeczona! - rzekł, a potem zapytał: - Czy nie macie jeszcze jednej córki?

- Nie