Barnim. Kamienie - Bernard Berg - ebook

Barnim. Kamienie ebook

Bernard Berg

0,0
8,54 zł

lub
Opis

Z kościoła w Rączu ginie cenna ikona i kilka pozornie nieistotnych drobiazgów. O kradzież zostaje posądzony Barnim - samotnik, awanturnik, wędrowiec. To dopiero początek jego kłopotów. Barnim. Kamienie to pierwsza odsłona przygód tytułowego wagabundy. Opowiadanie stanowi zamkniętą całość, ale jest też wstępem do intrygi, której poświęcona jest powieść Barnim. Ogień.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 37

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



www.tegono.com

© Copyright 2017

TEGONO

Ilustracje

Józef Kędziora

Korekta i skład

Maciej Mikulewicz

Okładka

TEGONO

Wydanie drugie poprawione

ISBN 978-83-930963-2-9

www.barnimsaga.com

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Bujne, idealnie ukształtowane piersi Zuzanny dosko nale pasują do moich dłoni. Ciemne sutki na jas nym tle prowokują do całowania. Daję się sprowokować. Dziewczyna mruczy rozkosznie. Wsuwa mi palce we włosy i wtula moją twarz w swój biust. Przytrzymuje tak długo, że, aby zaczerpnąć tchu, muszę ją lekko ugryźć. Chichocze, ale nie zwalnia uścisku. Nie widzę innego wyjścia, więc przechodzę do bardziej ofensywnych działań. Dłonie przesuwam wzdłuż kształtnych pleców aż na pośladki. Podnosząc filigranową dziewczynę, sadzam ją sobie okrakiem na kolanach. W zasadzie trochę wyżej niż na kolanach.

Głęboki wdech przechodzi w jęk, kiedy Zuzanna przesuwa się jeszcze bliżej i zaczyna wolno, rytmicznie poruszać biodrami. Jeszcze chwilę temu wydawało mi się, że dni, kiedy trzy razy z rzędu nie były niczym wyjątkowym, minęły bezpowrotnie. Teraz, korzystając z wigoru i młodości dziewczyny, nie zastanawiam się nad swoją metryką, tylko cieszę życiem.

Jednak wiek i liczne noce spędzone na gołej ziemi dają mi się we znaki. Coś mi strzyka w krzyżu, więc zanim położy się to cieniem na mojej sprawności na innych polach, padam na plecy, pociągając Zuzannę za sobą. Miękki materac i puchowa pierzyna w pokoju, którego właścicielka ewidentnie przywykła do wygód, przyjemnie otulają plecy. Ból przechodzi w delikatne ćmienie, a i to po chwili ginie w natłoku innych wrażeń.

Zuzannie też chyba odpowiada zmiana pozycji. Jej paznokcie zostawiają czerwone pręgi na mojej piersi, kiedy z głową odchyloną w tył wydaje coraz głośniejsze jęki. Sam też jestem już u progu szczęścia, kiedy dziewczyna, wydając przeciągłe westchnienie, pochyla się nade mną. Jej włosy łaskoczą mnie w nos. Kichnięcie przychodzi razem z wytryskiem. Dziwaczne uczucie.

Zuzanna wybucha szczerym śmiechem. Mi tymczasem przez głowę przebiega kuriozalna myśl: dobrze, że zwieracze nie puściły. Jakoś mój śmiech nie brzmi szczerze, kiedy dołączam do dziewczyny.

– Oooj… – Zuzanna ociera łzy, mam nadzieję, radości. – Dobrze mi z tobą.

– Ja też nie narzekam. Au! – Piąstka uderza mnie w mostek z zaskakującą siłą. – Nie wiesz, że tak bijąc, możesz komuś wstrzymać akcję serca? Aaau! – Kolejny cios jest jeszcze mocniejszy.

– Najpierw musiałbyś mieć serce, a nie kamień! Ja ci tu oddaję ciało i duszę, a wszystko, na co cię stać, to „nie narzekam”?! – Nie jestem w stanie stwierdzić, czy poznana ledwie dobę temu dziewczyna żartuje, czy mówi serio. Wątpliwości rozwiewa dopiero jej figlarny uśmiech.

– Bo ja, prosty wędrowiec, to i tak serce mam na dłoni. W tors możesz mnie tłuc do woli. Aaaau! Przestań! Żartowałem!

Wierzgnięciem zrzucam dziewczynę z siebie. Ląduje z gracją tuż obok. Jej pełne piersi zataczają bliźniacze łuki, kiedy przetacza się na plecy. Zupełnie nie krępuje jej ani moja, ani jej własna nagość. Dłonie zaplata pod głową, co jeszcze uwydatnia piękny kształt piersi. Jedną nogę zgina, podciągając stopę pod sam pośladek. Drugą, tę bliżej mnie, odrzuca lekko w bok, eksponując zaróżowiony srom. Młodość ma swoje prawa. I potrzeby. Mam nadzieję, że jej potrzeby zaspokoiłem, bo jeśli nie, to mamy problem. Żałuję, ale nie mam już siły.

– Dobrze mi. – Zuzanna jakby wbrew słowom troszkę bardziej rozszerza nogi, a jedna jej dłoń ląduje między nimi.

Czuję się wywołany do odpowiedzi. Niestety na konwencjonalne metody przez kilka godzin, a może nawet dni nie mam co liczyć, muszę więc sięgnąć do pomysłowości. Przetaczam się tak, żeby pocałować dziewczynę w pełne, lekko rozchylone usta, a jednocześnie kładę swoją dłoń obok jej dłoni. Nie tej, która została pod głową. Mruczenie aprobaty utwierdza mnie w determinacji, żeby sprostać zadaniu. Całując Zuzannę to w usta, to w szyję, to w punkt między obojczykami, jednocześnie ciężko pracuję. Nagrodą za wysiłek jest kolejny dreszcz rozkoszy, który ledwie kilkadziesiąt sekund później wstrząsa ciałem dziewczyny. Robota wykonana. Może pójdziemy w końcu spać.

– Nooo... teraz to chyba możemy iść spać. – Zuzanna obraca się na bok, zarzucając nogę na moją. Na udzie czuję wilgoć i ciepło. Ku własnemu zdziwieniu odnotowuję ożywienie w kroku. Szybko kładę się tak, żeby dziewczyna tego nie zauważyła. Jeszcze chciałaby sprawdzić, czy są szanse na kolejną powtórkę, a tego już bym chyba nie wytrzymał. – Dobranoc!

– Dobranoc. – Całuję Zuzannę w czoło.

Czekam, aż zaśnie. Po