Bańki mydlane - Edyta Świętek - ebook
Opis

Michalina ma wszystko, co jest pożądane w młodym wieku: kochającą rodzinę, trafione studia, pochłaniającą pasję, przyjaciół oraz uroczego chłopaka, Jakuba. Sielankę burzy podejrzenie, że dziewczyna jest w ciąży. Wkrótce jednak okazuje się, że nie ciąża, lecz złośliwy nowotwór wywraca jej poukładane życie do góry nogami.

Jak odnaleźć się w nowej, okrutnej rzeczywistości, od której nie ma ucieczki?

Bohaterka ma na to receptę. W czasie krótkotrwałej poprawy zdrowia realizuje swoje plany i urzeczywistnia pomysły. Czy to wystarczy, aby u kresu życia odczuwać spokój i mieć czyste sumienie? Być może tak, lecz mimo to Michaliny nie opuszcza lęk przed śmiercią. Obawia się osamotnienia oraz… nudy.

Bańki mydlane zachwycają w całej swej prostocie. Przywracają nam ufność, dodają otuchy i uczą współodczuwania. To wyjątkowa powieść autorstwa wyjątkowej kobiety.

Magdalena Majcher

przegląd-czytelniczy.blogspot.com

Autorka przekaże swoje wynagrodzenie z tytułu sprzedaży książki na rzecz Hospicjum Św. Łazarza w Krakowie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 143

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

Książki Edyty Świętek, które ukazały się

w Wydawnictwie Replika

 

Saga SPACER ALEJĄ RÓŻ

Cień burzowych chmur

Łąki kwitnące purpurą

Drzewa szumiące nadzieją

Szarość miejskich mgieł

Powiew ciepłego wiatru

 

NOWE CZASY

Nie pora na łzy

Przeminą smutne dni

 

Tam, gdzie rodzi się miłość

Tam, gdzie rodzi się zazdrość

Cienie przeszłości

Miód na serce

Noc Perseidów

Wszystkie kształty uczuć

Cappuccino z cynamonem

Zanim odszedł

 

W przygotowaniu

Dom lalek

 

 

 

 

Copyright © Edyta Świętek

Copyright © Wydawnictwo Replika, 2019

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Korekta

Joanna Pawłowska

 

Projekt okładki

Iza Szewczyk

 

Skład i łamanie

Maciej Martin

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

 

Wydanie elektroniczne 2019

 

eISBN 978-83-66217-45-4

 

Wydawnictwo Replika

ul. Szarotkowa 134, 60-175 Poznań

tel./faks 61  868 25 37

[email protected]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Beatius est magis dare quam accipere[1]

 

 

 

[1] Sentencja łacińska: „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Życie jest bańką mydlaną – mieni się wielobarwnymi tęczami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dochodziła północ, lecz z wyjątkiem Krystiana nikt spośród bawiących się w dyskotece nie zwracał na to uwagi. Muzyka wciąż grała, kołysząc tłum młodzieży spragnionej zabawy. Światła stroboskopowych lamp rzucały obłędną poświatę na tańczących, co sprawiało, że wyglądali oni jak istoty z pogranicza jawy i snu. Hałas był taki, że prócz piosenek puszczanych przez DJ-a nie dało się usłyszeć dosłownie niczego.

W sali barowej było znacznie ciszej, lecz i tutaj należało zdzierać gardło, aby prowadzić rozmowę. Michalina, bohaterka wieczoru, odpoczywała właśnie przy barze. Koleżanki wyciągnęły ją na imprezę, mimo że powinna uczyć się do klasówki. Okazja była jednak niebagatelna, tego właśnie dnia wkraczała bowiem w dorosłość. Świętowała tę okoliczność wraz z kilkoma przyjaciółkami, wznosząc toasty niskoprocentowym radlerem.

Dziewczęta jak to dziewczęta – radosne, rozchichotane, pełne marzeń, spragnione zabawy – uważnie lustrowały goszczących w lokalu chłopców, komentując przy okazji ich wygląd, czasami głośno i niewybrednie, czasami ciszej.

Michalina, która w przeciwieństwie do koleżanek nie była specjalnie przyzwyczajona do tak głośnych zabaw, zaczynała odczuwać znużenie. Nieczęsto odwiedzała dyskoteki, jej rodzice byli dosyć surowymi ludźmi i trzymali krótko zarówno ją, jak i dwie starsze córki. Tego wieczoru okazali jednak większą pobłażliwość i ze względu na okazję przymknęli oko i na dyskotekę, i na kusą spódniczkę. Niemniej chętnie wróciłaby już w zacisze swojego maleńkiego, dzielonego z Gosią pokoiku. Ze znudzeniem odpowiadała na zaczepki Artka – chłopca, który kilka tygodni temu postawił sobie za punkt honoru, że ją poderwie. Bardzo poważnie podchodził do tego planu i od jakiegoś czasu wciąż kręcił się w pobliżu.

Nagle dziewczyna dostrzegła siedzącego na uboczu bruneta. Spotykała go od czasu do czasu na mieście, zawsze w przelocie. Można było powiedzieć, że znali się jedynie z widzenia, a Michalina nie wiedziała nawet, jak chłopak ma na imię. Domyślała się jedynie, że jest studentem, gdyż najczęściej widywała go przy zbiegu Alei Trzech Wieszczy z Czarnowiejską, w bezpośredniej bliskości Akademii Górniczo-Hutniczej. Ona uczyła się w „pięćdziesiątce jedynce” na Kijowskiej, więc idąc do szkoły, siłą rzeczy mijała uczelnię.

Coś w jego oczach sprawiało, że zwracał na siebie uwagę. Był wysoki, smukły, miał ciemne, modnie ostrzyżone włosy i zazwyczaj nosił trzydniowy zarost. Ilekroć przechodził obok niej, Misia odczuwała, że dzieje się z nią coś dziwnego. Niezależnie od temperatury otoczenia ogarniało ją gorąco, a krew zaczynała w niej wrzeć. Podobał się jej nieprawdopodobnie i marzyła o tym, aby go poznać. Nigdy nie zdobyła się na to, aby przejąć inicjatywę, gdyż rodzice wpoili jej przekonanie, że nie wypada, aby dziewczyna pierwsza nagabywała chłopca.

Na pewno podobał się również jej koleżankom. Często chichotały na jego widok, patrzyły na niego zaczepnie lub rzucały jakąś uwagę, lecz owo zdawkowe „cześć” było ewidentnie przeznaczone dla Michaliny – mówiąc to, zawsze spoglądał jej prosto w oczy.

Było w nim coś fascynującego. Nawet teraz, gdy siedział na wysokim barowym stołku, puszczając bańki mydlane, przyciągał wzrok. W jednej dłoni trzymał nieduży pojemniczek, w którym co jakiś czas zanurzał plastikową szpatułkę z otworkiem. Michalina z fascynacją obserwowała, jak młody mężczyzna nabiera powietrza i puszcza wielobarwne, kuliste roje. Bańki unosiły się wokół, wirując i mieniąc się kolorami tęczy. Większość z nich dość szybko pękała, lecz kilka doleciało do dziewczyny.

Starała się nie pożerać go zachłannym wzrokiem, gdyż nieznajomy patrzył w jej stronę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, puścił do niej oko i wydmuchnął kolejną porcję baniek. Wyglądał tak, jakby wahał się, czy wstać, czy zostać na miejscu. Michalina przesłała mu uśmiech ponad ramieniem zagadującego ją Artka. Pomyślała, że byłoby miło, gdyby do niej podszedł. Była ciekawa, kim jest, jak ma na imię i czy rzeczywiście te wszystkie spojrzenia i uśmiechy były kierowane do niej.

Zapewne gdyby nie wypite wcześniej piwo, nie zebrałaby się na odwagę, aby w jakikolwiek sposób zachęcić chłopca do działania, była bowiem dość powściągliwa i z natury trochę nieśmiała. Szybko pożałowała tego impulsu. W tej samej chwili Artek, zachęcony porozumiewawczym uśmiechem, który nie był przeznaczony dla niego, objął Michalinę w poufały sposób i chciwie przycisnął usta do pociągniętych błyszczykiem dziewczęcych warg.

Dziesięć sekund wcześniej zapytał, czy może ją pocałować. Nie wiedział jednak, że Michalina w ogóle go nie słucha.

Zaskoczona, w pierwszej chwili znieruchomiała, poddając się pocałunkowi, którego sobie nie życzyła. Wargi Artka były mokre, a jego język nieprzyjemnie oślizgły. Miała wrażenie, jakby w jej ustach wiło się jakieś obrzydliwe stworzenie podobne do ślimaka bez skorupki. Na domiar złego poczuła, że dłonie kolegi ześlizgują się z jej pleców na pośladki.

 

Krystian patrzył na całującą się parę. Gdy zobaczył, że dłonie chłopca przesuwają się po plecach dziewczyny, przeczesują jej długie włosy i zmierzają w dół, poczuł zazdrość. Wstał zdegustowany i rzucił na bar pojemnik z płynem do puszczania baniek.

Jest dokładnie taka sama, jak wszystkie laski, uznał z głęboką niechęcią. Rzuca zalotne uśmiechy, a sekundę później ściska się z kimś innym. I pomyśleć, że uważał Michalinę za kogoś zupełnie innego!

Wiedział, jak dziewczyna ma na imię – wpadła mu w oko już dawno temu, krótko po rozpoczęciu nauki w liceum. Sporo się o niej dowiedział, gdyż studiował z jej kuzynem. Kolega wspominał mu, że tego dnia kończyła osiemnaście lat.

Był nią zafascynowany – niesamowicie podobały mu się jej wielkie brązowe oczy ocienione gęstwiną rzęs, sięgające do pasa ciemnobrązowe włosy, smukłe nogi i gracja baletnicy. Od dawna chciał ją poznać, lecz uważał, że jest za młoda i nie powinien mącić jej w głowie. Wyglądała na mądrą dziewczynę, niemyślącą o błahych miłostkach. Uśmiech, którym czasami okraszała swoje „cześć”, pozbawiony był kokieterii. Tak przynajmniej łudził się do tej pory.

Kamil, kuzyn Michasi, opowiadał mu o niej chętnie i szczegółowo, utwierdzając go w przekonaniu, że nie myli się w ocenie dziewczyny. Z jego słów wynikało, że jest dla Krystiana wprost stworzona – wyciszona, spokojna, z bogatym wnętrzem. Miała duszę artystki, wciąż coś malowała lub rysowała. Chciała pójść do liceum plastycznego. Jej rodzice nie zgodzili się na to, uważając, że musi zdobyć lepsze wykształcenie, które dałoby jej w przyszłości szansę na stabilizację materialną.

Krystian uważał, że to błąd – nie powinni byli zakazywać córce podążania drogą, dzięki której mogłaby realizować swą życiową pasję. Wiedział, że Michalina jest utalentowana. Jakiś czas temu Kamil wyłudził od niej kilka akwareli i jedną z nich podarował przyjacielowi. Krystian oprawił ją i powiesił w swoim pokoju, na wprost łóżka. To była pierwsza i ostatnia rzecz, którą widział każdego dnia. Przedstawiała bańki mydlane na tle nieba z pierzastymi, białymi chmurkami. Niby nic niezwykłego, lecz nie mógł oderwać wzroku od idealnych kul mieniących się barwami tęczy, zza których prześwitywał błękit i obłoki. Dostrzegał w tym nie tylko artyzm, ale również głęboką wrażliwość dziewczyny.

Marzył o niej. Póki nie znał Michaliny osobiście, mógł upajać się wyobrażeniami na jej temat. Wydawała mu się równie idealna, jak unoszone wiatrem bańki – nieskazitelna i delikatna. Być może właśnie dlatego, że obawiał się konfrontacji marzeń z rzeczywistością, nie potrafił wykonać pierwszego kroku.

A jednak nie mógł w nieskończoność mijać jej obojętnie na ulicy. Kamil cały czas zwracał mu uwagę, że najwyższa pora, aby zrobił coś z tym zauroczeniem. Był najrówniejszym kumplem świata – nigdy nie zdradził przed kuzynką, że Michasia ma cichego wielbiciela.

Wspólnie ustalili, że tego dnia, tuż po północy, Krystian zamówi Happy Birthday, a później złoży jej życzenia i poprosi ją do tańca. Niestety, cały plan diabli wzięli, bo okazało się, że wbrew zapewnieniom Kamila w życiu Michaliny był jednak jakiś chłopak.

Krystian szybkim krokiem skierował się do wyjścia, puszczając mimo uszu słowa DJ-a , że następna piosenka dedykowana jest pewnej młodej damie, która właśnie wkroczyła w dorosłość. Wyszedł na zewnątrz, wsiadł na motocykl i włożył kask. Chwilę później włączył się do ruchu, nie zauważając nadjeżdżającej z dużą prędkością ciężarówki.

 

Oprzytomniawszy po pierwszym szoku, Michalina zaczęła wyrywać się z duszących objęć Artka. Nie podobał się jej ten pocałunek, była zła, że dała się zaskoczyć i do tego dopuściła. Prawdopodobnie nieprędko uwolni się od przykrego uczucia, które ją ogarnęło.

– Puszczaj mnie – syknęła, szarpiąc go za włosy. – Co ty sobie myślisz?! Pogięło cię?!

– Przepraszam! Przepraszam! – Podniósł ręce w pojednawczym geście. – O co ci chodzi? Przecież to tylko pocałunek…

Sama była zaskoczona swoją gwałtowną reakcją. Nie zwykła wrzeszczeć na nikogo ani tym bardziej szarpać, ale dla niej to nie był „tylko pocałunek”, lecz coś o wiele poważniejszego. Nie zamierzała mu tego wyjaśniać – Artek i tak niczego by nie zrozumiał. Z zażenowaniem spojrzała w stronę, gdzie przed momentem siedział znajomy-nieznajomy chłopak, ale zobaczyła tylko pusty stołek, a na barze porzucony pojemnik do puszczania baniek, z którego wylały się resztki płynu. Zrobiło się jej smutno. Myślała, że w końcu go pozna, a tymczasem przez zaloty tego głąba prawdopodobnie zaprzepaściła na to szansę.

– Chodźmy już, Oliwka. – Pociągnęła najbliższą przyjaciółkę za rękaw. – Spadamy do domu!

Zamiast jednak ruszyć przed siebie, Michalina zatrzymała się w pół kroku. Przez ułamek sekundy wyglądała, jakby bardzo źle się poczuła. Jej usta nabrały sinoniebieskiej barwy, ciało pokryła gęsia skórka, zmroził ją przenikliwy chłód. Nigdy w życiu nie doznała czegoś równie nieprzyjemnego..

– Chodźmy – powtórzyła płaczliwie.

– No coś ty, Michalina! Jeszcze wcześnie, to twój wieczór! O! Słuchaj! Ktoś zamówił dla ciebie piosenkę. Hej! Co ci jest? – zapytała Oliwia, gdy koleżanka zmieniła się nagle na twarzy. – Wszystko w porządku?

– Nic mi nie jest – odparła Misia. – Po prostu przez ułamek sekundy poczułam niewyobrażalne zimno. Zupełnie jakbym wyszła na mróz w letniej sukience. Jestem zmęczona – powiedziała łamiącym się głosem. – Naprawdę chcę wracać do domu.

 

* * *

 

Rodzice spali, podobnie jak starsza siostra, z którą dzieliła pokój.

Michalina przemknęła na palcach do łazienki, aby zmyć makijaż i wziąć szybki prysznic. Zamiast jednak zająć się toaletą, stanęła przed lustrem i w ostrym świetle halogenowych światełek spojrzała sobie w oczy.

Westchnęła lekko.

Dorosłość wcale nie jest fajna, pomyślała. Nie czuję się ani trochę inaczej niż wczoraj czy przedwczoraj. Nic się nie zmieniło, nadal mieszkam z rodzicami i muszę chodzić do szkoły.

Ale mimo że kurczowo uczepiła się myśli o dorosłości, nie to było w tym wszystkim najważniejsze. Tak naprawdę chciała zepchnąć w niepamięć rzecz najbardziej przykrą – niefortunny pocałunek z kolegą. Bolało ją to jak diabli. Przecież tego nie chciała – nie prowokowała Artka, nie dawała mu przyzwolenia na takie zachowania. Wciąż było jej smutno, że kolega tak niefrasobliwie popsuł jej wieczór.

I pomyśleć, że pierwszy prawdziwy pocałunek w jej życiu był wymuszony… A tak bardzo chciała, aby wszystko odbyło się inaczej! Nigdy wcześniej nie całowała się z żadnym chłopcem, wyłączywszy, rzecz jasna, przyjacielskie cmoknięcia w policzek. Ktoś mógłby uznać, że to głupie i dziecinne, ale ona wierzyła, że pierwszy pocałunek jest w jakiś sposób święty, jest czymś, o czym będzie pamiętała przez całe życie. Marzyła, aby zrobić to z kimś wyjątkowo dla niej ważnym. Jak ognia unikała sytuacji, w których mogłoby się przydarzyć coś tak absurdalnego jak prymitywne lizanie się w cuchnącej bramie lub toalecie na zapleczu dyskoteki, co zdarzało się jej koleżankom. Pragnęła dla siebie czegoś innego – niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju.

Artek wszystko zepsuł. Zastanawiała się, czy gdyby nie natrętny kolega, poznałaby w końcu tego bruneta.

Czy wszystko w jej życiu miało być dziełem przypadku? Nie mogła na to pozwolić! Może nie była szczególnie przebojowa, zawsze wolała stać na uboczu, lecz nie zamierzała dopuścić do tego, aby ktoś decydował za nią lub naginał ją do swej woli. Co to, to nie!

Ukryła twarz w dłoniach. Była zmęczona.

Z mocnym postanowieniem, że nazajutrz o tym zapomni i zacznie dorosłe życie, panując nad wszystkimi jego aspektami, udała się na nocny spoczynek.

 

Pięć lat później

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ulewa zaskoczyła Michalinę w Ogrodzie Botanicznym.

Schroniła się w tym miejscu przed Jakubem – zdecydowanie za bardzo ją rozpraszał. Gdy był w pobliżu, nie było mowy o nauce, a że studiowali na tym samym kierunku, w ostatnich kilku miesiącach była permanentnie zdekoncentrowana.

Kuba dołączył do grupy w październiku, wcześniej przebywał na rocznym urlopie dziekańskim. Odkąd pojawił się na uczelni, zdrowy rozsądek Michaliny i cały jej święty spokój zostały pogrzebane. Gdy był w pobliżu, segmentacja rynku, lokowanie produktów czy teorie wyboru konsumenta stawały się abstrakcją. Jeżeli chciała zaliczyć ostatni egzamin w sesji, musiała unikać tego chłopca jak ognia – tylko wtedy miała gwarancję, że czytane przez nią notatki zakotwiczą w jej pamięci na dłużej. Oczywiście, mogła uczyć się w domu, ale czyż nie przyjemniej było na świeżym powietrzu, wśród zapachu kwiatów i ziół?

Siedziała na ulubionej ławce w pobliżu alpinarium, ucząc się do egzaminu o współczesnych koncepcjach marketingowych. Nagle niebo pociemniało, zerwał się wiatr i zaczęły spadać pierwsze gigantyczne krople, które w mgnieniu oka zamieniły się w ścianę deszczu. Rozgrzane alejki początkowo parowały, lecz bardzo szybko powstały na nich kałuże, na powierzchni których tworzyły się wielkie bąble. Nie było już czuć zapachu roślin, lecz charakterystyczną woń wilgotnej ziemi i deszczu. Granatowe niebo rozdarła oślepiająca błyskawica, a ciszę zakłócił łoskot grzmotu.

Michalina z piskiem zerwała się z ławki. Nie mogła zostać w czasie burzy wśród drzew. Co tchu popędziła poprzez szybko powiększające się kałuże w stronę bramy ogrodu. Usiłowała osłonić się od deszczu torebką, lecz padało tak intensywnie, że już po chwili była do cna przemoczona. Jej włosy, pracowicie wyprostowane rano, zaczęły zwijać się w niepokorne loki.

Wybiegła na ulicę i rozejrzała się za schronieniem. Ostatkiem tchu dobiegła do przystanku tramwajowego, gdzie ukryła się pod wiatą. Zewsząd nadciągali inni przegonieni przez ulewę ludzie. Pachniało wilgocią oraz mokrymi ubraniami.

Burza zdawała się nie mieć końca.

Na przystanek podjeżdżały kolejne tramwaje. Pasażerowie wsiadali i wysiadali, a Michalina wciąż tkwiła pod zadaszeniem. Godzina rozpoczęcia egzaminu zbliżała się nieubłaganie i wiedziała, że niebawem będzie musiała opuścić suchą przystań. Nawałnica nieco zelżała i oddaliła się nad Nową Hutę, lecz wciąż padało.

W końcu, widząc, że deszcz nie ustąpi, zrezygnowana dziewczyna porzuciła swe schronienie. Odczuwała dokuczliwe zimno, ponieważ po burzy temperatura spadła o dobre dziesięć stopni. Do pleców lepił jej się nieprzyjemnie mokry materiał letniej sukienki w kwiatki, a odsłonięte palce stóp posiniały.

Nie bacząc na niedogodności, Misia ruszyła dziarskim krokiem w stronę ulicy Rakowickiej, gdzie mieściły się budynki Uniwersytetu Ekonomicznego. Właśnie tam, na wydziale zarządzania, studiowała reklamę oraz public relations.

Nim dotarła pod gmach uczelni, dygotała z zimna. Zatrzymała się przed wejściem i usiłowała wycisnąć wodę z włosów oraz sukienki. Martwiła się, że przypomina zmokłą kurę. Na domiar złego było jej tak zimno, że nie wiedziała, czy zdoła skupić się na egzaminie.

– Cześć, kiciuś! Taplałaś się w wodospadzie Niagara, czy jak? – usłyszała znajomy głos.

Odwróciła się i jej usta rozciągnęły się w radosnym uśmiechu.

Jakub z całą pewnością nie biegał po deszczu. Miał suche ubranie i wyglądał na odprężonego. Na jej widok zaczął zdejmować marynarkę.

– Gdzie cię nosiło? Jesteś przemoczona i zmarznięta! Nie lepiej było pójść ze mną na kawę, tak jak proponowałem? Przez dwie godziny siedziałem sam w kawiarni. Z nudów zdołałem nawet przygotować się nieco do egzaminu.

– Byłam w Ogrodzie Botanicznym. Chciałam się spokojnie pouczyć – dodała, spoglądając na niego znacząco.

– Chcesz powiedzieć, że przy mnie nie możesz się skupić? – zapytał z szelmowskim uśmiechem, przyciskając zmarzniętą dziewczynę do piersi.

Przytuliła twarz do jego koszuli, nie bacząc na to, że odbija na niej swój mokry policzek.

Pachniał wodą po goleniu – lubiła ten zapach.

Lubiła w nim wszystko.

Lubiła, gdy ją całował, miękko, czule i zmysłowo.

Nigdy nie był nachalny. Zanim pozwoliła mu pocałować się po raz pierwszy, zaliczyli kilka udanych randek. Za każdym razem kończyło się to krótkim cmoknięciem w policzek. Nie spieszył się z następnym krokiem, stopniując powoli napięcie. Po raz pierwszy w życiu Michasi zdarzyło się czekać z utęsknieniem na chwilę, gdy chłopak pocałuje ją naprawdę. Mimo to nie próbowała go w żaden sposób sprowokować – to nie było w jej stylu.

Odwlekał ten moment tak długo, że zastanawiała się nawet, czy nie traktuje jej przyjacielsko dlatego, że jest gejem. To tłumaczyłoby jego subtelne zachowanie i dystans, który utrzymywał. Gdy w końcu zdobył się na ten krok, zrozumiała, że jej rozważania były czysto teoretyczne. Przekonała się wówczas, że pocałunek wcale nie musi przypominać czegoś nieprzyjemnie oślizłego i nie każdy chłopak uważa, że stąd już prosta droga do jej pośladków lub piersi. To, co się wówczas wydarzyło, w pełni odpowiadało jej wcześniejszym wyobrażeniom – tym sprzed epizodu z Artkiem.

Jakub zaprosił ją na sylwestrową noc do swojego pokoju w akademiku. Spodziewała się typowej studenckiej imprezy – ku jej zaskoczeniu byli sami. Tańczyli w blasku świec do nastrojowej muzyki. Szampan szumiał im w głowach i chociaż Michalina nie planowała tego w żaden sposób, uległa romantyzmowi sytuacji. Tej nocy Jakub rozbudził jej zmysły. Oszaleli wręcz na swoim punkcie – byli wciąż siebie spragnieni i nienasyceni. Czuli się szczęśliwi. Cały świat wokół nich skurczył się do rozmiarów bańki mydlanej, a oni byli pochłonięci sobą, ślepi i głusi na wszystko. Cud, że jakoś udało im się zaliczyć zimową sesję egzaminacyjną.

Zawsze patrzył na nią tak, jakby była jedyną dziewczyną na świecie. Cudownie było mieć obok siebie kogoś takiego. Niekiedy Misia ubolewała nad tym, że w ich związku jest zbyt dużo cielesności. Pragnęła czegoś więcej, lecz nie potrafiłaby sprecyzować, jakie ma oczekiwania. Chodziło jej bowiem o coś tak wysublimowanego i ulotnego, że można było to wyłącznie poczuć. A jednak, wbrew marzeniom dziewczyny, młoda krew brała górę nad potrzebami duchowymi. Wystarczało, że Kuba zamykał ją w ramionach, a wszelkie wątpliwości pryskały.

Czasami się z nią droczył – cechowało go niesamowite poczucie humoru. Dobrze wiedział, jak ją rozbawić. Przy nim nie można było się nudzić, miał nieskończenie wiele pomysłów na spędzenie wolnego czasu i doskonale wiedział, czym ją zaskoczyć. Gdy było trzeba, bywał romantyczny, chociaż zdarzało mu się to zdecydowanie zbyt rzadko. Często przekomarzali się, kto kogo bardziej kocha.

– Ja kocham cię bardziej – powtarzał uparcie.

– Nieprawda! To ja kocham cię bardziej – protestowała.

– A właśnie że nie! Kocham cię jak stąd na Księżyc.

– A jak kocham cię jak stąd na koniec Drogi Mlecznej.

– A ja kocham cię stąd aż po koniec świata. I nie licytuj się ze mną, bo to nie wynika z twoich przekonań, tylko z twojej kłótliwej natury – kończył dyskusję na temat miłości.

– Ja mam kłótliwą naturę?! – oburzała się. – Ja?!

– Tak, ty – odpowiadał.

– Nieprawda!

– Prawda!

– A właśnie że nie!

Sprzeczali się na żarty, bo dzięki temu później mogli się ze sobą na żarty godzić. Każdy pretekst był dobry, byle robić razem coś fajnego, niepowtarzalnego. Zazwyczaj w tych sporach wygrywał Jakub – Michasia przyznawała mu zwycięstwo, gdyż w głębi duszy czuła, że racja jest po jego stronie. Nigdy nie powiedziała tego na głos, lecz wciąż miała wrażenie, że z ich dwojga rzeczywiście to on kocha bardziej.

Mimo tej pozornej sielanki bywały jednak momenty, w których Michalina zastanawiała się, dokąd ją to wszystko zaprowadzi. Miłości nie można zaplanować, nie da się przeżyć jej racjonalnie. A ona nie miała w planach zawrotu głowy, który jest z tym uczuciem związany. Przychodziły takie chwile, gdy skóra cierpła jej na myśl, że jest psychicznie uzależniona od drugiego człowieka i potrzebuje jego akceptacji oraz poczucia przynależności. Czy to nie było zbyt wiele? Zanim poznała Jakuba, czuła się wolna jak ptak. Miłość unicestwiała to uczucie, absorbowała ją i odrywała od innych spraw. Fascynacja sprawiała, że mniej czasu poświęcała na wolontariat w schronisku dla zwierząt oraz rysowanie, zaniedbywała przyjaciół i studia. Wszystko, co przeżywała, było zbyt intensywne, lecz nie potrafiła inaczej.

Miłość jednocześnie dawała szczęście i spalała na popiół.

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej