Bandera Ikona Putina - Wiesław Romanowski - ebook + książka

Bandera Ikona Putina ebook

Wiesław Romanowski

3,0

Opis

 

Historia człowieka, który wciąż, ponad pięćdziesiąt lat po swojej śmierci, dzieli dwa sąsiadujące narody. Dla części Ukraińców Stepan Bandera jest bohaterem narodowym, dla Polaków – mordercą. Legendę Bandery wykreowała śmierć, która przyszła z rąk KGB...

W jaki sposób ten syn greckokatolickiego księdza stał się przywódcą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnym za ludobójstwo co najmniej 100 tysięcy polskich cywilów na wschodnich terenach Polski po II wojnie światowej? Autor – dziennikarz i reporter specjalizujący się w tematyce wschodniej, opierając się na niepublikowanych dotąd materiałach z archiwów niemieckich i ukraińskich oraz amerykańskich i żydowskich ukazuje postać człowieka uwikłanego w wielką historię. Wiesław Romanowski komentuje też bieżące poczynania parlamentów polskiego i ukraińskiego dotyczące zbrodni na Wołyniu, a także omawia ciągle żywy zwłaszcza na zachodniej Ukrainie kult Stepana Bandery.


Powyższy opis pochodzi od wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 271

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0



© Copyright by Demart SA, Warszawa 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część ani całość niniejszej publikacji nie może być reprodukowana ani przetwarzana w sposób elektroniczny, mechaniczny, fotograficzny i inny; nie może być użyta do innej publikacji oraz przechowywana w jakiejkolwiek bazie danych bez pisemnej zgody Wydawcy.

Wydawca: Demart SA

02-495 Warszawa

ul. Poczty Gdańskiej 22a

tel. 22 662 62 63; faks 22 824 97 51

http://www.demart.com.pl

e-mail: [email protected]

Dział zamówień:

Sprzedaż hurtowa:

tel. 22 498 01 77/78, faks 22 753 03 57

e-mail: [email protected]

Sprzedaż detaliczna:

e-mail: [email protected]

Autor serdecznie dziękuje Panu redaktorowi Reinhardowi Lauterbachowi za pomoc w poszukiwaniu śladów Stepana Bandery w archiwach niemieckich

Redakcja i korekta: Beata Jankowiak-Konik

Projekt okładki: Krzysztof Stefaniuk

Źródła ilustracji: archiwum ukraińskiego Centrum Badań Ruchu Wyzwoleńczego, www.cdvr.org.ua; Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau; archiwum autora; archiwum Demart; Wikimedia_Commons

ISBN: 978-83-7912-064-2

Wstęp.

1. Bandera – bohater naszych czasów

Stepan Bandera urodził się i żył w Europie. W naszej historycznej,europejskiej, pamięci próbujemy, od kilku dobrych lat, znaleźć dla niegow miarę trwałe miejsce. Mam tu na myśli nie tylko badaczy przeszłości, ale przede wszystkim narodowe polityki historyczne, w których to w różnych postaciach i rolach występuje. Geograficznie i politycznie związanybył z Galicją, Ukrainą, Polską, Rosją, Żydami. Jako banderowiec zostawiłteż ślady na Białorusi, Litwie, w Czechosłowacji, na Węgrzech i oczywiście w Niemczech, które miały mu pomóc w budowie niepodległej Ukrainy, a w rezultacie ograbiły i zdradziły Ukrainę, czym też przyczyniły się do jego politycznej i życiowej klęski. Bandera był Europejczykiem, jednym z wielu, bardzo wielu bohaterów jej tragicznej, opresyjnej i często bezsensownej historii. Europejczykiem nietuzinkowym, któż nim nie jest?, bo pochodzącym z legendarnej mitycznej Galicji, prowincji w ciągłej ekonomicznej depresji, genetycznie sprzyjającej politycznemu i etnicznemu radykalizmowi. Bandera był dzieckiem I wojny światowej, podczas której Europa wynalazła ludobójstwo, a jego lata młodzieńcze przypadły na czas wielkiego kryzysu i wzrastającej, niesłychanej wręcz, popularności nieskomplikowanych idei społecznych – faszyzmu i komunizmu, dwóch ideologicznych płuc ówczesnej Europy, niewinnie rozpoczynających swoje społeczne i polityczne narracje od postulatu obrony słabych i pokrzywdzonych. Jak przystało na Europejczyka Stepan Bandera pochodził z chrześcijańskiego domu, jego ojciec był greckokatolickim księdzem, do tego ukraińskim działaczem niepodległościowym, gorącym zwolennikiem niepodległego ukraińskiego państwa i radykalnym przeciwnikiem państwa polskiego, do którego Galicja po I wojnie światowej została włączona. Polaków nazywał okupantami i namawiał wiernychdo bojkotu polskich instytucji. Dekalog przywoływał w obronie słabszych i krzywdzonych, w obronie słusznych narodowych praw. Nie uważał, że nawoływania typu: „Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz walcząc o nie”, „Nie zawahasz się popełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy”, podobnie jaki i cały Dekalog UkraińskiegoNacjonalisty, były z nim sprzeczne. Podobne dekalogi i manifesty pisali wówczas inni europejscy nacjonaliści: polscy, niemieccy, włoscy, irlandzcy, serbscy, chorwaccy, by wspomnieć tylko niektórych. Walka o etniczne granice państwa, o państwa narodowe odbywała się też w imię Boga,któremu nacjonaliści odmawiali prawa objęcia swoim patronatem do cna skompromitowanych ruchów demokratycznych i liberalnych. O ile duchowa i intelektualna formacja Stepana Bandery była dość typowa dla ówczesnej Europy, dla prowincjonalnej Galicji, Ukraińskiego Piemontu, to jego kariera zawodowa miała już rysy wyjątkowe, jednak nie można powiedzieć, iż wyjątkowo oryginalne, gdyż droga, którą wybrał była już w Europie znana, ale niewielu Europejczyków zdecydowało się na nią wkroczyć. Stepan Bandera został terrorystą, tę profesję zawdzięczał nie tyle własnemu raczej nieświadomemu wyborowi, co splotowi wydarzeń, w tym decyzjom swoich przełożonych, szczególnie pułkownika Jewhena Konowalca – twórcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów stale mierzącego się z deficytem wyszkolonych kadr do konspiracyjnej roboty. Kierowanie podziemną Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów w Galicji wiązało się z ryzykiem aresztowania, a nawet utraty życia. Rotacja kadr była duża, przewodniczący zmieniali się prawie co 12 miesięcy. W dwudziestoleciu międzywojennym było ich jedenastu, ojcami aż dziesięciu z nich byli greckokatoliccy księża. Stepan Bandera – ambitny pracowity bardzo dobry organizator nielegalnego kolportażu prasy i wydawnictw – został szybko dostrzeżony przez pułkownika JewhenaKonowalca kierującego organizacją z Berlina. W sytuacji dla organizacji kryzysowej, gdy jej przywódcze szeregi zostały zdziesiątkowane aresztowaniami po nieudanej próbie obrabowania Urzędu Skarbowego w Gródku Jagiellońskim, Bandera – młody dwudziestoczteroletni żołnierz bez specjalnego przygotowania, w stanie wyższej konieczności został skierowany na pierwszą linię frontu, czyli na stracenie.

Stepan Bandera traktował kostium terrorysty za zbyt ciasny i tymczasowy, marzył o roli narodowego, politycznego przywódcy, charyzmatycznego wodza. Szczególnie wyraźnie widać to w jego działaniach w Krakowie, w 1940 roku, gdy starałsię objąć przywództwo nad całą organizacją, co w rezultacie spowodowało jej podział na dwie bezpardonowo zwalczające się frakcje oraz gdy przebywał na emigracji w Monachium. W stolicy Bawarii przekonywał swoich rodaków, że jego koncepcja walki o Ukrainę jako rewolucji wywołanej i prowadzonej przez sprawdzoną w walce elitę narodu (OUN-Bandery) była i pozostajesłuszna, jedynie słuszna. Jestem demokratą, odpowiadał adwersarzom, szczególnie tym, którzy zauważali ewolucję Europy w czasie „zatrutego pokoju” i oddalającą się bezpowrotnie perspektywę III wojny światowej. Możemy nawet głosować nad wyborem drogi – mawiał, ale kto nie popiera OUN-Bandery jest zdrajcą.

Szukając zatem miejsca dla Stepana Bandery w historycznej pamięci otwieram szufladkę z napisem europejscy terroryści XX wieku. Tam chciałbym umieścić jego historię. Tytuł pierwszego wydania książki – Bandera terrorysta z Galicji – był zatem jak najbardziej aktualny, trafnie definiował jego działania i losy. Nowe informacje o nim, na przykład opublikowane przez wywiad amerykański, w pełni potwierdzają trafność takiej klasyfikacji.

Życie Stepana Bandery związane było z pięcioma europejskimi miastami. Lwowem, gdzie rozpoczął terrorystyczną działalność, Gdańskiem – tam odbywał szkolenie wywiadowcze i wojskowe w niemieckimwywiadzie, Berlinem, gdzie z rąk pułkownika Jewhena Konowalca otrzymał w 1933 roku nominację na przewodniczącego OUN w Zachodniej Ukrainie, a po 1941 roku siedział w areszcie domowym za próbę tworzenia ukraińskiego państwa w zajętym przez nazistów Lwowie na zapleczu frontu. Kolejnym ważnym przystankiem w życiu Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był Kraków pod niemiecką okupacją. Tu w latach 1940-1941 doszło do pierwszego spotkania banderowców po ucieczkach z polskich więzień, tu toczyła się walka o przywództwo w organizacji i przygotowania do wspólnego z Niemcami marszu na Rosję.Symboliczne – dla banderowców w Krakowie – są spotkania byłych więźniów Rzeczpospolitej Polskiej na ławce przed Uniwersytetem Jagiellońskim i rozmowy o nieuchronnym już wkroczeniu do Lwowa i Kijowa, o wielkiej i etnicznie czystej Ukrainie. Wszystko co było dotąd niemożliwe stawało sięrealne, Polski nie było, Rosja za chwilę miała paść łupemniezwyciężonego Wermachtu, niedawni spiskowcy i więźniowie czekali na szczęśliwe zakończenie najważniejszej dla nich historii. W Krakowie Stepan Bandera wziął ślub i stąd pojechał na dwa tygodnie do Warszawy w podróż poślubną. I wreszcie Monachium czasów zimnej wojny – ostatnie miejsce pobytu Stepana Bandery. Każdy z tych pięciu ośrodków nie był tylko tłem jego historii. Gdańsk, Berlin i Monachium tworząbardzo istotny wątek współpracy z niemieckim wywiadem. Ukraiński radykalizm w Galicji nie byłby możliwy bez zewnętrznego wsparcia, tak wówczas prowadzono polityczną grę. Historię Lwowa i Galicji w okresiedwudziestolecia międzywojennego można napisać w kontekście i języku walki oraz rywalizacji obcych wywiadów, szczególnie niemieckiego i sowieckiego, najbardziej zainteresowanych destabilizacją sytuacji w Polsce i dostarczaniem swoim rządom opinii dyskredytujących i oskarżających polski rząd. Berlin odegrał istotną rolę w życiu Bandery nie tylko z powodu zapoczątkowania jego kariery w ruchu narodowym, wiązał się też z perspektywą skutecznej współpracy z Niemcami i Hitlerem, w wynikuktórej miało się pojawić niepodległe ukraińskie państwo. Miał to być sojusz strategiczny, żadne z europejskich państw nie obiecało wówczas Ukraińcom tak dużo jak Niemcy i żadne nie oszukało ich tak dosadnie i tragicznie. Nawet Związek Sowiecki, jako sprawca głodu na Ukrainie pochłaniającego miliony istnień czy twórca Gułagu – machiny pozbawiającej życia i marzeń, a przecież Ukraińcy należeli do najliczniejszej grupy więźniów. Dlatego Berlin był świadkiem życiowej klęski Stepana Bandery, od której po zwolnieniu z internowania w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, starał sięuciec jak najdalej. Udało mu się tylkodo bawarskich lasów i, po kilku latach, do Monachium. Tam odradzający się niemiecki wywiad nie był w stanie obronić swego starego – zakonspirowanego przecież – współpracownika przed zemstą Chruszczowa i KGB. Obok terroryzmu, pojawia się w życiu Bandery wątek wywiadów, czyli współdziałania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów z wywiadem niemieckim. Zresztą OUN podjął też bardzo aktywną współpracę z wywiadami litewskim i, zwłaszcza w początkowym okresie tworzenia organizacji, z sowieckim. To wszystko jest bardzo istotne dla zrozumienia historii Stepana Bandery i zlokalizowania dla niego miejsca w historycznej pamięci.

Narracja o Stepanie Banderze nie jest oczywiście możliwa bez analizy szerszego międzynarodowego kontekstu, szczególnie polityki państw środkowo-europejskich i Związku Sowieckiego wobec kwestii ukraińskiej. Krytyka polityki II Rzeczypospolitej wobec mniejszości ukraińskiej jest w samej Polsce coraz powszechniejsza. Odwrotnie rzecz ma się w Rosji gdzie większość społeczeństwa wyraża zdecydowane poparcie dla rosyjskiej polityki historycznej i propagandy sowieckiej narracji wobec Ukrainy.

O tym wszystkim starałem się opowiedzieć w pierwszym wydaniu tej książki zatytułowanym Bandera terrorysta z Galicji, która była próbą stworzenia literackiej biografii Stepana Bandery. Pisałem ją z intencją, by poznać jego życie oraz spróbować znaleźć wyjście z polsko-ukraińskiego sporu o historię, znaleźć zakończenie tej tragicznej historii, w której Stepan Bandera jest jedną z centralnych postaci, często nawet symbolem polskiej ukrainofobii, i spróbować razem z Ukraińcami spojrzeć na to, co nas czeka za horyzontem. Bardzo szybko okazało się, iż podjąłem się zadania radykalnie przekraczającego moje, nie tylko intelektualne, możliwości. Książka spotkała się z mocną krytyką środowisk kresowych, życzliwym i krytycznym zainteresowaniem Związku Ukraińców w Polsce oraz sceptycznym przyjęciem w kołach liberalno-demokratycznych nadających główny ton w debacie publicznej o stosunkach polsko-ukraińskich. Kresowiacy zakwestionowali już sam tytuł biografii. Terrorysta to za mało, argumentowali moi adwersarze, przecież mamy do czynienia ze zbrodniarzem, ludobójcą, bandytą. Pan Stanisław Srokowski, autor publikacjiNienawiść, konsultant scenariusza do filmu „Wołyń” recenzję mojej książki zatytułował: „Pudrowanie mordercy”. Kresowe spojrzenie na Banderę, kresowy model tej postaci opierają się na narracji wołyńskiej, na przekonaniu o wyjątkowo podłym ukraińskim charakterze narodowym wzmocnionym faszystowską ideologią Dmytro Doncowa. W świetle faktów ta uproszczona ocena nie wytrzymuje krytyki. Zbrodnia Wołyńska ma swojągenezę w polsko-ukraińskiej historii, zaś czas i warunki jej dokonania ściśle wiążą się z II wojną światową, naznaczoną eksterminacją i ludobójstwem naSkrwawionych ziemiach. Właśnie w książce o tym tytule Timothy Snyder dobrze rysuje tło tych potwornych mordów. Próby ich wyjaśniania zbrodniczym charakterem Stepana Bandery lub ukraińskim charakterem narodowym, czym od lat zajmują się kresowi ideolodzy, prowadzą nas – niestety – do rasizmu i ksenofobii. Podczas spotkania z czytelnikami w księgarni im. Bolesława Prusa w Warszawie ukraińska studentka zapytała mnie o to, czy terroryzm w słusznych celach to zawsze coś złego, przecież Józef Piłsudski też był terrorystą? Pytanie tak zirytowało jednego ze słuchaczy, że wypalił: „A może Pani powiedzieć ilu laureatów Nagrody Nobla ma Ukraina? Zero, szanowna Pani zero.” To jest chyba najtrafniejsza ilustracja podstawowych problemów w dialogu z wieloma przedstawicielami środowisk kresowych, które obok niewątpliwych zasług w pielęgnowaniu pamięci o ofiarach Zbrodni Wołyńskiej prowadzą polityczną i propagandową działalność skierowaną przeciwko Ukrainie. W niej Stepan Bandera pełni rolę wyjątkową, jest najważniejszą postacią ukraińskiego nacjonalizmu, jego ikoną, najlepiej i najpełniej wyjaśniającą to co się stało na Wołyniu, a wcześniej w Galicji, czyli w Małopolsce Wschodniej. Utożsamiany jestze zbiorowym sprawcą Zbrodni, jest jej symbolem, podobnie jak zdjęcia ofiar czy spalonych domów. Odpowiednikiem takiej ikony Holokaustu jest fotografia „Chłopca z getta”, czasami też brama do Auschwitz, krematorium. Teoria marketingu politycznego podpowiada, że ludzie bardzo dobrze reagują na obraz, który mogą szybko zinterpretować bez specjalnej znajomości kodu językowego i kontekstu. Zastosowana przez omawiane środowiska propaganda polityczna i polityczny marketing ma za zadanie wyłączyć nas z pogłębionego czytania, z dociekania prawdy i krytyki źródeł, a szczególnie z krytyki naszych poglądów, zneutralizować nasze intelektualne umiejętności. Coraz częściej zdajemy się na obraz, skrót narracji lub całego dyskursu. Obraz, do tego wsparty autorytetem nadawcy, w przypadku środowisk kresowych reprezentujących przecieżofiary zbrodni, ma być wystarczającym argumentem w przekazie o jej genezie, przebiegu i skutkach. W naszym życiu opartym na społecznej komunikacji ikonizacja, czyli sprowadzenie wydarzenia, zjawiska, procesu do kilku a najlepiej jednego obrazu jest dość powszechnie stosowanym zabiegiem. Wykorzystując postać Stepana Bandery propaganda kremlowska stworzyła dość spójną wewnętrznie teorię konfliktu na Ukrainie związanego z Majdanem Godności i przewrotem politycznym w Kijowie. Broniąc Wiktora Janukowycza rosyjskie media bardzo szybko zakomunikowały, iż jego przeciwnikami są banderowcy wspierani przez Stany Zjednoczone. Dlaczego tak opisano sytuację? Zamiast zająć się analizą przyczyn buntu studentów, którzy w obronie europejskiego wyboru Ukrainy rozpoczęli protest, zamiast sięgnąć do genezy poprzednich protestów, w tym Pomarańczowej Rewolucji, zamiast przeanalizować politykę Wiktora Janukowycza, zamiast kompetentnie orzec kto, z kim i o co w Kijowie walczy, zamiast przyczyn kolejnego starcia szukać w „duszy”i „ciele” rozpadającego się nadal sowieckiego imperium, zamiast zbadać rywalizację mafijnych grup interesów w Rosji i na Ukrainie wybrano bardzo wygodne – dla Kremla – rozwiązanie. Tymczasem lista istotnych hipotez w sprawie kolejnego Majdanu jest długa. Nie ma na niej banderowców. Nie ma, bowiem nie mają oni realnie niczegowspólnego z rzeczywistymi wydarzeniami w Ukrainie w 2013 i 2014 roku. Po prostu ich stereotyp, wyciągnięty z zakamarków historycznej pamięci, z odkurzonych archiwów, zwielokrotniony elektronicznymi możliwościami współczesnych mediów został rozkolportowany w świat według znanej recepty Josepha Goebbelsa przez wojenną propagandę Federacji Rosyjskiej. Banderowcy – w społecznej tradycji Rosji, zwłaszcza sowieckiej – to niemal wszyscy Ukraińcy, czyli nacja nieco niższa od rosyjskiej. W dodatku charakteryzują się – w odróżnieniu od szlachetnych i rycerskich Rosjan – wyjątkowym politycznym, skrajnie prawicowym, radykalizmem i nieludzkim okrucieństwem. Pojawienie się Bandery i banderowców w podstawowym przekazie Kremla, z tezą: Stepan Bandera ikoną ukraińskiego nacjonalizmu, trzeba odbierać i analizować razem z innymi „filozoficznymi” bytami rosyjskiej polityki: „ruskim mirem”, i „Noworosją”, a także z rosyjskimi czołgami i żołnierzami. Wkraczając na Krym i do Donbasu Władimir Putin wziął ze sobą Stepana Banderę, jako swoją legitymację, najpoważniejszy dowód ukraińskiego zagrożenia dla rosyjskich obywateli Ukrainy i oczywiście dla Federacji Rosyjskiej, systematycznie okrążanej przez NATO. Wojenna propaganda Kremla była najbardziej skuteczna w samej Rosji, w Europie i Stanach Zjednoczonych stała się przedmiotem badań w ramach analizy wojen hybrydowych. Pomijam tu przypadki partii i organizacji skrajnie prawicowych pracujących na rzecz Kremla, dla nich propagowanie mitu Bandery stało sięcodziennym obowiązkiem. Współczesna wojna prowadzona też w telewizji i Internecie wykorzystuje wiedzę społeczną do dyskredytacji politycznego przeciwnika oraz mobilizacji własnego społeczeństwa i armii. Kreml atakując Ukrainę nie miał istotnych argumentów uzasadniających swoje działania, nie był zaatakowany przez Ukrainę, jej armia była w opłakanym stanie, gospodarka w nieco lepszym, system polityczny rozbity. Musiał więc ukryć rzeczywisty cel aneksji Krymu i agresji na wschodzie niezależnego kraju za propagandową zasłoną. Nawiązał tym samym do sowieckich doświadczeń z 17 września 1939 roku, interwencji w Budapeszcie w 1956 roku i Praskiej Wiosny 1968 roku, w których kłamstwo propagandy było tak samo ważnym orężem jak karabin. Kreml nie miał przykładów dyskryminacji mniejszości rosyjskiej na Ukrainie, może poza postulatem usunięcia z urzędu prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, przedstawiciela rosyjskiej racji stanu. Odwołał się do historii, co jest powszechną tendencją także w wielu europejskich krajach, gdzie politycy traktująprzeszłość i pamięć historyczną jak wielką i niewyczerpaną w swoich zasobach rekwizytornię figur i kostiumów przydatnych na każdą okazję i potrzebę legitymizacji władzy. Historia Bandery jest związana z wojną ojczyźnianą, mitem założycielskim Federacji Rosyjskiej, czasem świętej wojny Rosjan o miejsce na ziemi. Tutaj, w ojczyźnie Josifa Brodskiego, nikt nie ma wątpliwości, że racja była i jest po stronie Rosji.

Do tego Bandera był przez lata lansowany w Związku Sowieckim jako wyjątkowy zbrodniarz i zdrajca, wyjątkowy bo swój – ukraiński. Do tego jeszcze mit Bandery dzieli Ukraińców. Nie przypadkiem zatem pewnego styczniowego dnia 2014 roku na budynku kijowskiego ratusza, gdzie mieścił się Sztab Narodowego Oporu pojawiła się dwumetrowa fotografia Stepana Bandery. Powiesili ją ludzie z partii Swoboda. Ponoć, by mobilizować do ostatecznego starcia najwierniejsze Majdanowi oddziały ochotników z Zachodniej Ukrainy, chcieli też – jak mówią – odpowiedzieć kremlowskiej propagandzie: tak jesteśmy banderowcami i nic wam do tego, to jest nasza ziemia i sami będziemy decydowali o tym, kto jest u nas bohaterem, a kto nie.

2. Cyniczny Bandera

Jak poinformowała tego dnia Ukraińska Agencja Informacyjna UNIAN: „Dzisiaj (14.01.214 r.) aktywiści z Narodowego Sztabu Oporu wywiesili dwumetrowy portret Stepana Bandery na budynku ratusza w Kijowie. «Ludzie postanowili upiększyć budynek ratusza i powiesili portret Stepana Bandery. To była spontaniczna decyzja. Uważam, że brakuje tu jeszcze portretów Szuchewycza i Konowalca» – wyjaśnił deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Miroszniczenko. Deputowany zaznaczył, że portret będzie wisiał tyle, ile trzeba. W związku z tym, że «dzisiejsza akcja była spontaniczna trudno powiedzieć, czy aktywiści będą upiększać portretami Bandery i innych narodowych działaczy kolejne budynki»”.

Przypomnijmy kontekst wydarzenia. Majdan jest opanowany przez przeciwników prezydenta Wiktora Janukowycza, którzy żądają dymisji rządu, wznowienia rozmów z Unią Europejską o stowarzyszeniu i ukarania winnych pacyfikacji studenckich namiotów. Rośnie napięcie między uzbrojonymi buntownikami i oddziałami milicji i sił specjalnych, które przygotowują kolejny szturm na pozycje buntowników. Ze Lwowa dociera wiadomość o przejęciu przez zwolenników Majdanu składów amunicji, oprócz niej z zachodniej Ukrainy mają przyjechać posiłki. Każdy ruch na Majdanie i wokół niego jest odnotowywany przez światowe stacje telewizyjne i komentowany na bieżąco przez polityków zaangażowanych w konflikt. Dotychczas Bandera pojawiał się tylko w rosyjskiej propagandzie, teraz jest na Majdanie. Politycy i komentatorzy z Zachodu mają kłopot, muszą odnosić się do zarzutów Kremla. Zachodni dziennikarze przypominają jego związki z nazistami oraz, że był zabity przez zawodowego mordercę z KGB na rozkaz Nikity Chruszczowa. Żydowskie dzienniki informacje o fotografii Bandery na Majdanie umieszczająna pierwszych stronach przypominając o pogromach Żydów dokonanych przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów we Lwowie w 1941 roku i innych miastach zachodniej Ukrainy oraz o udziale Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Holokauście. Dziennikarze zachodni szukają odpowiedzi na pytanie dlaczego portret Bandery pojawił się na Majdanie? Nie znajdując jej zauważają, że jego pojawienie się to wiatr w żagle rosyjskiej propagandy, wparcie rosyjskiej narracji w sprawie Ukrainy.

Badając okoliczności pojawienia się zdjęcia Stepana Bandery na Majdanie trzeba zwrócić uwagę na organizatora akcji, byłego już deputowanego Ihora Miroszniczenko, z nacjonalistycznej skrajnie prawicowej Partii Swoboda, znanego nie tyko z patriotycznej retoryki i gestów ale też z kilku obyczajowych skandali. Partii Swoboda nie ma już dzisiaj w ukraińskim parlamencie, odnalazła się natomiast na tych samych listach płac Wiktora Janukowycza, co Paul Manafort szef kampanii wyborczej Donalda Trumpa (!). Politycy potrafią grać, a zwłaszcza ci mniej zdolni, na dwie strony.

Ten kadr zdominował telewizyjny przekaz Kremla, stał się najważniejszym, jeśli nie koronnym, z uwagi na brak innych, istotnych argumentów, potwierdzeniem tezy o banderowskiej genezie ukraińskiego buntu. Jego uczestnicy, w zdecydowanej większości, nie byli zachwyceni dołączeniem Stepana Bandery do Majdanu Godności, ale sytuacja zagrożenia ze strony milicji i sił specjalnych, stan militarnej i psychicznej presji na buntowników nie zostawiały miejsca na spory o symbole. Tym bardziej, że powszechna była wśród nich akceptacja nowej, zrodzonej na Majdanie językowej konwencji przeciwstawiającej się rosyjskiej propagandzie, zgodnie z którą „banderowiec” brzmiało coraz bardziej dumnie. Nawet liberalno-demokratyczne skrzydło Majdanu stosowało tę retorykę, odkładając ewentualne spory o rolę Bandery w historii i jego miejscew nowej tradycji demokratycznego państwa na później. Należy podkreślić, że dla buntowników z Majdanu Godności sprawa Bandery była zupełnie marginalna, i nijak się miała do realnych powodów buntu i powstającego programu budowy nowego ukraińskiego państwa. Gry językowe z Banderą w tle były reakcją na rosyjską i rządową – ukraińską propagandę starającą się zdyskredytować buntowników i pozbawić ich moralnej legitymacji do walki o swoje prawa. Jeśli przyjąć, że większośćUkraińców miała przed Majdanem Godności raczej negatywny stosunek do Stepana Bandery, to pod wpływem agresywnych działań Federacji Rosyjskiej i związanej z nimi antybanderowskiej propagandy, sympatia doniego zaczęła stopniowo rosnąć. Pole semantyczne wokół Bandery zapełniło się pozytywnymi emocjami solidarności z buntownikami z Majdanu, wypierając syndrom zdrajcy i krwawego nacjonalisty wyniesiony z sowieckiej szkoły i historii. Stało się to możliwe również dlatego, że zdecydowana większość Ukraińców nie zna historii Stepana Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, tym samym jest podatna na polityczną i wojenną propagandę. W pamięci historycznej Ukraińców Bandera i Ukraińska Powstańcza Armia należą do wspomnień z okresu powojennego i partyzanckich walk UPA z armią sowiecką na zachodniej Ukrainie. W zakamarkach pamięci Ukraińcy ze wschodniej i centralnej części kraju czasami potrafią odszukać przekazy sprzed II wojny światowej dotyczące konfliktu z Polakami. Inaczej przedstawia się sprawa pamięci mieszkańców Ukrainy Zachodniej, dla których konflikt z Polakami jest jednym z fundamentów narodowej tożsamości.

3. Galicyjski wirus

Od czasów zimnej wojny i już po jej zakończeniu postać Stepana Bandery często pojawiała się niespodziewanie w politycznej propagandzie, po czym równie tajemniczo znikała. Każdy z powrotów i odwrotówma swoje uzasadnienie. Jego najnowsze zdjęcie prezentowane w muzeach w Starym Uhrynowie, Londynie, Lwowie i na Majdanie Godności jest efektem pracy wykonanej przez zasłużonego dla Ukrainy artysty malarza już w XXI w. To przypadek stylizacji wizerunku, któż tego dzisiaj nie robi? Ale teżkolejny skromny dowód na trafność pytania: czy znamy prawdziwego Banderę, kim był prawdziwy Bandera? Nowe kostiumy terrorysty z Galicji, bo to one ulegają największej zmianie, są zawsze interesujące, podobnie jak badanie warunków politycznych, społecznych, kulturowych jego powracającej co jakiś czas popularności. I choć życie Stepana Bandery dawno dobiegło końca, to pamięć o nim – jak dowodzą ostatnie doświadczenia – ciągle jest komuś potrzebna.

Rosja zawsze miała kłopot z Ukraińcami, tak uważa Leonid Mleczyn, moskiewski publicysta. Jego najnowsza książka nosi tytuł: StepanBandera i los Ukrainy. O czym przypomniał kijowski Majdan.Warto zwrócićuwagę nato symboliczne połączenie: Bandera i los Ukrainy. To powszechny propagandowy zabieg, swoiste przyprawianie Ukrainie „gęby”, Bandera ma być nie tylko symbolem ukraińskiego nacjonalizmu, ale i całej Ukrainy. W praktyce propagandy nazywa się to „pozycjonowaniem przeciwnika”.

Podstawowa teza Mleczyna brzmi: Ukraińcy nie mają racji starając sięoddzielić od Rosji, nie miał jej też Franko, Hruszewski, Szeptycki, a także Bandera – najważniejszy symbol ukraińskiej niepodległości. Rosja – zarówno „biała”, jak i „czerwona” – nie prowadziła dobrej polityki wobec Ukrainy. Dominowały w niej zawsze represje. Ale Ukraińcy sami byli sobie winni, ich fanatyzm – powiedzielibyśmy dzisiaj: polityczny fundamentalizm – wymuszał zastosowanie siły w imięzaprowadzenia elementarnego porządku. W tej narracji, symbolem stosunku Ukraińców do zewnętrznego świata jest sam Bandera, tak charakteryzowany przez Mleczyna: „Niewysokiego wzrostu, raczej mały. Chuderlawa figura ascety. Surowa, pozbawiona uśmiechu, blada twarz świadcząca o wewnętrznej walce namiętności. Chłodny ogień w oczach. Bezlitosny wzrok fanatyka. On z dzieciństwa był owładnięty narodową ideą i, wydawało się, że tylko szukał wroga, by go zniszczyć”. Pisze, że jego ojciec, Andrij Bandera, greckokatolicki ksiądz, też był nacjonalistą, zaśsama Galicja, porzucona przez Austrię polska prowincja, nadała ukraińskiemu nacjonalizmowi szczególnie agresywny charakter, którego „wyjaśnienia trzeba szukać w psychologii galicyjskich chłopów wypełnionej przesądami, którzy we wszystkim widzieli knowania zewnętrznych wrogów”.

Podobne teksty o Banderze i banderowcach zaczęły powstawać jeszcze w 1945 r., według takiego właśnie kanonu sowieckiej propagandy o wojnie domowej i pacyfikacji Ukrainy. Bandera był wówczas na emigracji, ukrywał się pod Monachium i nie miał wpływu na działania ukraińskiej partyzantki. Stał się jednak jej karykaturalną twarzą, stworzoną na potrzeby wojennej propagandy.

Wśród większości Rosjan Bandera przywołuje tragiczne skojarzenia. W wojnie domowej na Ukrainie Zachodniej po 1945 roku zginęło ponad 30 tys.żołnierzy i oficerów sowieckiej armii i ponad 130 tys.Ukraińców, partyzantów UPA i ludności cywilnej. Straty ukraińskie były jeszcze większe licząc deportowanych i rannych – historycy w szacunkach dochodzą do pół miliona ofiar operacji „przymuszenia do najlepszego na świecie społecznego ładu”. Okrucieństwo tego starcia, przypominającego sceny z ludobójstwa Polaków na Wołyniu w 1943 r., nadal żyje w ukraińskiej i rosyjskiej pamięci.

Putin i jego otoczenie świadomie unikają określenia „Ukraińcy”, kiedy mówią oswoich wrogach, o ukraińskiej demokratycznej opozycji, która pokonała korupcyjny reżym Wiktora Janukowycza. Wolą terminy banderowcy lub nacjonaliści: „Z jednej strony Putin pragnie zdemonizować swoich przeciwników jako (rzekomych) faszystów i antysemitów, z drugiej zaś chce przedstawić cały «Majdan Europejski» jako «galicyjski spisek» wspierany przez Zachód, ale niemający szerokiego poparcia w większej części Ukrainy”, pisze w tej sprawie prof. Jarosław Hrycak1. Mit Bandery jest użyteczny dla Kremla również w szerszym kontekście. Ta postać radykalnie odróżnia Polaków i Żydów od Ukraińców. Polacy przypisują mu odpowiedzialność za ludobójstwo na Wołyniu, Żydzi odpowiedzialność za Holokaust: „Według galicyjskich Żydów ukraiński nacjonalizm kolaborował z Hitlerem i ciąży na nim odpowiedzialność za Holokaust. Galicyjscy Ukraińcy ze swej strony całkowicie wyparli galicyjskich Żydów ze swojej pamięci i nie chcą lub nie są gotowi przyznać, że ukraińscy nacjonaliści byli związani z masową zagładą galicyjskich Żydów”2.

Sądzę, że Bandera był i pozostaje najsłabszym ogniwem w ukraińskiej narracji o niepodległości. Polityczny awanturnik, bardziej anarchista niż faszysta, prowincjonalny terrorysta, każda z jego politycznych akcji kończyła się porażką bądź klęską, rozbił Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, patronował bratobójczej walce, eksterminacji Żydów i ludobójstwu Polaków na Wołyniu, bardzo późno zrozumiał intencje i politykę nazistów. Niezmiernie łatwo takiego przeciwnika zdyskredytować, ośmieszyć, poniżyć i pokonać. Aż dziw bierze, że ma tyle pomników na zachodniej Ukrainie. Legenda Bandery i jej korzenie w dzisiejszej Galicji zasługują na oddzielne badania. Może pewnym kluczem do zrozumienia genezy mitu Bandery są historie innych pomników dominujących w ukraińskiej przestrzeni symbolicznej.

WKijowie stoi pomnik Bohdana Chmielnickiego odsłonięty za panowania – najbardziej reakcyjnego – cara Aleksandra III w hołdzie twórcy związku Rosji i Ukrainy. Ztej przyczyny hetman był również szanowany w Związku Sowieckim. Taras Szewczenko, orędownik ukraińskiego odrodzenia narodowego, obarczył Chmielnickiego odpowiedzialnością za ujarzmienie własnego narodu pod despotyzmem rosyjskim. Chmielnicki w centrum Kijowa, ufundowany przez rosyjski imperializm, podobnie jak mit Bandery, pełni rolę symbolicznego konia trojańskiego. Zwolennicy sojuszu z Rosją zawsze mogą się pod nim spotkać, mogą się do niego odwołać, szukać w nim politycznej inspiracji.

Pomniki Bandery na zachodzie Ukrainy fundował sojusz skrajnej ukraińskiej prawicy i postsowieckiej nomenklatury, tak też powstałapartia Swoboda – jeden z politycznych projektów Wiktora Janukowycza. Do galicyjskiej tradycji należy współpraca i niekiedy konkurencja międzyOrganizacją Ukraińskich Nacjonalistów i Komunistyczną Partią Zachodniej Ukrainy. Pisał o niej ostatnio rosyjski historyk Aleksiej Miller: „Głównym wrogiem dla Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów do 1939 r. byli Polacy. Jednak w zamachach terrorystycznych przeprowadzonych przez zachodnioukraińskich nacjonalistów w latach 30. najwięcej zginęło Ukraińców lojalnych wobec Polski. Oczywiście bliskie kontakty z władzą sowiecką w latach 1939–1940 nie dodały im popularności na zachodniej Ukrainie. Interesujące jest również to, że Związek Sowiecki w latach 30., przez Litwę, tajnie finansował Banderę i jego zwolenników. […] Stalinowi było przyjemnie pomóc komuś, kto destabilizuje Polskę, będącą wówczas głównym przeciwnikiem Związku Sowieckiego na zachodzie”3.Przypomnijmy też, że polityczny ojciec chrzestny Stepana Bandery, pułkownik Jewhen Konowalec, został zamordowany przez sowiecką bezpiekę za zerwanie współpracy i przejście na stronę Niemiec.

1Jarosław Hrycak, Mit Galicji, Kraków 2014, s.118 i 119.

2JarosławHrycak, tamże.

3http://lenta.ru/articles/2015/02/12/ukrid/

4. Kod Bandery

Polska, zwłaszcza kresowa narracja o Stepanie Banderze niewiele się różni od rosyjskiej. W najważniejszych sprawach (nazizm, Holokaust) jest zgodna z narracją żydowską. Podstawowa różnica między nimi polega na tym, że Rosjanie wykorzystują postać Stepana Bandery do bieżącej walki politycznej, do uzasadnienia aneksji Krymu i prowadzenia wojny na wschodzie Ukrainy. Próbują skonstruować apokaliptyczną wizję życia i działalności Stepana Bandery i do niej dopasować współczesne wydarzenia. Jest to manipulacja na dwóch poziomach historycznym i politycznym. Ciągle podejmowane są więc próby pisania historii na nowo, właściwie nie historii a narracji historycznej w ramach swoistego permanentnego rewizjonizmu historycznego. Wykorzystywanego zresztą przez polityków gdyż to na ich zlecenie narracja historyczna o Banderze jest często rewidowana i zestawiana z działaniami współczesnych polityków. Tym sposobem narzucają te nowe wizje opinii publicznej, ściślej ludności, gdyż trudno mówić o opinii publicznej czy społecznej w państwie autorytarnym. Manipulowanie Banderą, a to tylko jeden z wielu przykładów, jest możliwe w Rosji i każdym innym państwie autorytarnym, gdzie nie ma wolności słowa i wolnej prasy, zaś władza ma monopol na prawdę. Nie jest już możliwe w Ukrainie, gdzie społeczeństwo w wyniku demokratycznych zmian staje się coraz bardziej odporne na tą i inne propagandowe infekcje. Narracja rosyjska jest łatwa do krytyki i falsyfikacji, ale poza Rosją. W samej Rosji należy do pojęcia racji stanu i interesu państwa. Między innymi dlatego historyczne badania naukowe dotyczące Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i wielu innych współczesnych zagadnień nie są tam możliwe, a archiwa służb specjalnych zamknięte na cztery spusty. W Ukrainie mamy obecnie do czynienia w dyskursie społecznym z kilkoma konkurencyjnymi hipotezami dotyczącymi Stepana Bandery i Organizacji UkraińskichNacjonalistów. Nie tylko na uniwersytetach możemy spotkać naukowców spierających się o jego miejsce w historii Ukrainy i stale szukających argumentów na poparcie swoich tez. Sowiecka wersja historii nie jest już tak popularna jak w okresie prezydentury Wiktora Janukowycza, który odebrał Stepanowi Banderze tytuł bohatera narodowego Ukrainy, przyznany przez Wiktora Juszczenkę. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej próbuje na fali patriotycznych nastrojów, w reakcji na rosyjską agresję, budować legendę bohatera narodowego. Z jego inicjatywy Aleję Moskiewską w Kijowie zmieniono na Aleję Stepana Bandery. Krytycy zwracają uwagę inicjatorom zmian na powrót do wzorców sowieckich, do metod państwa totalitarnego, które nie może żyć bez wodza, symbolu narodu i państwa, przypominają niezakończoną jeszcze historię pomników Lenina, których wiele, mimo akcji dekomunizacyjnej, pozostało na ukraińskich placach i ulicach. Lwowscy biografowie słynnego rodaka dużo uwagi poświęcają nowinkom z życia wodza OUN. Przykładowa związana jest z Monachium gdzie odnaleziono aparat fotograficzny Stepana Bandery, w dobrym stanie, okazało się przy okazji, że jego właściciel był pasjonatem fotografii i wykonywał fantastyczne zdjęcia, niestety nie zachowały się do naszych czasów. Jedna z centralnych telewizji ukraińskich poświęciła specjalny program słabości bohatera do dobrych samochodów, które lubił osobiście, zresztą w mistrzowskim stylu, prowadzić. Na tym tle, postawienie pytania, dlaczego żaden z historyków ukraińskich nie zajął się jeszcze sporządzeniem listy ukraińskich ofiar Stepana Bandery, na przykład z okresu galicyjskiego, gdy jako młody żołnierz pułkownikaKonowalca rozkazał zabić dziewięciu ukraińskich chłopów podejrzewanych przez OUN o współpracę z polską administracją, może być przyjęte za przejaw gorliwej sympatii do Moskali.

Żydowska narracja o Stepanie Banderze oparta jest na bardzo bogatym materiale źródłowym, w pierwszym rzędzie na wspomnieniach Żydów ze Lwowa i Galicji z roku 1941, szczególnie w dniach tuż po wkroczeniu do Lwowa armii niemieckiej i oddziałów ukraińskich, gdy Żydzi zostali oskarżeni o współpracę z Sowietami i linczowani na ulicach miasta. Zdjęcia z pogromu przypomniał niedawno „The Guardian”, co oprotestował Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Mocno udokumentowany jest też udział Ukraińskiej Policji Pomocniczej, wywodzącej się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, w Holokauście. Historycy ukraińscy zajmujący się Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armią są w bardzo trudnej sytuacji usiłując bronić te organizacje przed, jak twierdzą, niesłusznymi oskarżeniami o antysemityzm i udział w ludobójstwie Żydów, po prostu nie mają argumentów. Stepan Bandera był nazistą – twierdzą żydowscy historycy, a kierowana przez niego organizacja, podobnie jak i Ukraińska Powstańcza Armia działały zgodnie z nazistowską, rasistowską ideologią. Światowy Kongres Żydów protestował przeciwko nadaniu imienia Stepana Bandery jednej z kijowskich ulic, tak samo reagował na budowy pomników wodza OUN na zachodniej Ukrainie. Żydowscy publicyści krytykują też amerykańskie władze i amerykańskich intelektualistów za zbyt daleko idącą pobłażliwość wobec ukraińskich władz tolerujących zwolenników Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Zwracają uwagę, że powrót faszystów do Kijowa, nawet symboliczny, nie tylko hańbi pamięć pomordowanych, ale też w rezultacie nie pozwala na zbudowanie niepodległego, demokratycznego państwa. Żydowski udziałw dyskursie historycznym i politycznym o Banderze nie przechodzi jednak, jak dyskurs rosyjski, w formę państwowej propagandy i nie staje się częścią państwowej doktryny wojskowej.

Jak już wspominałem, polska narracja o Stepanie Banderze w wydaniu organizacji kresowych oparta jest na założeniu o wyjątkowo złym narodowym charakterze Ukraińców i ich skłonnościach do akceptacji skrajnych, rasistowskich ideologii, za taką uważają integralny ukraiński nacjonalizm Dmytro Doncowa, co w rezultacie doprowadziło do zbrodniludobójstwa na Wołyniu. To stanowisko, dzisiaj już można nawet powiedzieć, że jest to orientacja polityczna, gdyż tezy te zostały wsparte przez część polityków obozu władzy, pozostaje w opozycji zarówno do nauki, zaledwie kilku polskich historyków, politycznie związanych z obozem władzy popiera tę wyrafinowaną i wyjątkowo płodną teorię, jak i do środowisk liberalno-demokratycznych oraz mniejszości ukraińskiej w Polsce. Demokratyczny dyskurs o ukraińskim nacjonalizmie za punkt wyjścia przyjmuje historyczne doświadczenie i wynikający z niego postulat budowania dobrych relacji z niepodległą Ukrainą. W kwestii historii kluczowe są prace Timothy Snydera, zaś polskie koncepcje polityczne dotyczące Ukrainy mają swój punkt wyjścia, w paryskiej „Kulturze” Jerzego Giedroycia. Gdy w 1991 roku Polska jako pierwsza na świecie uznała ukraińskie niepodległe państwo, nasze wyłonione w demokratycznych wyborach władze doskonale zdawały sobie sprawę z historycznych komplikacji w polsko-ukraińskich relacjach. Postępowanie polskich i ukraińskich polityków w kwestiach historycznych cechowała przez ostatnie 25 lat raczej ostrożność i roztropność, by znaleźć wspólną drogę i nie zaszkodzić kruchemu porozumieniu. Zdawali oni sobie sprawę z zaszłościzwiązanych z Wołyniem i Akcją „Wisła”. To nieprawda, że w tym okresie panowała polityczna poprawność wykluczająca rzeczywiste działania w obronie pamięci ofiar Zbrodni Wołyńskiej. Przypomnijmy co kilkanaście lat temu, w 2003 roku mówił prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas uroczystości na Wołyniu w obecności prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy: „Zbrodnia wołyńska jest wstrząsającym przykładem całego zła, jakie dokonało się między Polakami i Ukraińcami w minionym stuleciu. Ta zorganizowana zbrodnicza akcja narastała na Wołyniu od wiosny 1943 roku. Działy się rzeczy straszne. Nocą z 11 na 12 lipca oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii zaatakowały równocześnie aż 167 miejscowości, mordując około 10 tysięcy Polaków. Łącznie, do grudnia 1943 roku, w krwawych wypadkach wołyńskich śmierć poniosło od 50 do 60 tysięcy Polaków. W większości ofiarami była bezbronna ludność cywilna, mordowana często ze straszliwym okrucieństwem. O masakrę popełnioną na polskiej ludności nie można obwiniać narodu ukraińskiego. Nie ma narodów-winowajców. Za zbrodnie i złe uczynki odpowiedzialność ponoszą zawsze konkretni ludzie. Trzeba jednak tutaj wyrazić moralny protest wobec ideologii, która doprowadziła do„akcji antypolskiej”, zainicjowanej przez część Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wiem, że te słowa wielu mogą zaboleć. Ale żaden cel, ani żadna wartość, nawet tak szczytna, jak wolność i suwerenność narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okrutnych cierpień. I także pragnę powiedzieć, że my, Polacy, coraz lepiej rozumiemy, w jak istotny sposób zapisała się UPA w historycznejświadomości Ukraińców – jako siła walcząca wytrwale, aż po rok 1950, a nawet później,o niepodległe państwo ukraińskie. Jednak wspólnie – i my, i wy – powinniśmy odróżniać jasne karty historii od ciemnych. Chcemy budować nasze pojednanie na prawdzie: dobro nazywać dobrem, a zło złem.”

Przyjęta w dniu 22.07.2016 r. przez Sejm RP Uchwała – tuż po 73. rocznicy Rzezi Wołyńskiej –wbrew intencjom Prawa i Sprawiedliwości i środowisk kresowych, nie spowodowała dobrej zmiany w relacjach z Ukraińcami, przeciwnie znacznie oddaliła Polaków i Ukraińców od pojednania. Koszmar Wołynia odżył. Byłem przeciwnikiem tej uchwały, „Polityka” i „Gazeta Prawna” opublikowały mój tekst w tej sprawie, jest on nadal aktualny:

„Im bliżej do kolejnej rocznicy Zbrodni Wołyńskiej tym gorzej. Ukraińcy w Przemyślu oddający hołd Strzelcom Siczowym, sojusznikom Polski w wojnie z bolszewikami, zostali zaatakowani przez Młodzież Wszechpolską, poseł Kukiz zapowiada złożenie w Sejmie ustawy zakazującej propagowanie banderyzmu, ciekaw jestem jak poseł zdefiniuje banderyzm, mogę polecić kilka książek o historii Ukrainy i Europy. Czy Sejm RP ma przyjąćuchwałę zakazującą wypowiadanie nazwiska Banderai używania jego wizerunku? W Sejmie już są projekty uchwał potępiających ludobójstwo na Wołyniu i ustalające zbiorową odpowiedzialność Ukrainy i Ukraińców za tę zbrodnię. Jeśli uważamy, że Ukraina odpowiada prawnie, moralnie i politycznie za Zbrodnię Wołyńską, to co stoi na przeszkodzie, by władze RP i Organizacje Kresowe skierowały stosowny wniosek do Trybunału w Hadze i domagały się od władz Ukrainy osądzenia winnych zbrodni ludobójstwa i odszkodowania materialnego dla rodzin ofiar? Ludobójstwo jest kategorią prawną, trudno, by o jej zastosowaniu decydowali politycy, a nie kompetentny niezawisły sąd. Portale internetowe w duchu nauki pewnego księdza – politycznego skandalisty – pełne są rasistowskich wpisów. To interesujące, że poglądy księdza Isakowicza-Zalewskiego na temat Ukrainy są w narodzie popularniejsze od diagnoz i próśb Świętego Jana Pawła II. Politycy PiS-u mówią prasie, że nadszedł czas, by naszymi ukraińskimi partnerami «pozytywnie wstrząsnąć», gdyż się rozzuchwalili i na zbyt wiele sobie pozwalają. Atakowany jest Episkopat nawołujący, po raz kolejny, do polsko-ukraińskiego pojednania. To nie tylko upadek dobrych obyczajów, to polityczna i moralna katastrofa. Dziwi mnie bierność władz RP. Premier Cameron błyskawicznie zareagował w brytyjskim parlamencie na obrażanie Polaków w Londynie. Przemyski incydent, nie pierwszy w tym roku, nie został zauważony przez Panią Premier. Nie wygląda to dobrze, zwłaszcza na tle narastającej w Polsce fali niechęci do obcych. Czy na zdecydowaną reakcję władz trzeba czekaćdo bardziej drastycznych zdarzeń? Czy zadaniem władz nie jest obrona praw i bezpieczeństwa obywateli, wszystkich obywateli?

W Berlinie, podczas obchodów 25. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, prezydent Andrzej Duda powiedział: «Traktat nie jest wyłącznie dorobkiem polityków, ale ma korzenie w woli zbliżenia między Polakami i Niemcami, pomimo straszliwychokrucieństw i krzywd, do jakich doszło podczas II wojny światowej (…)

Ogrom tego, co trzeba było przełamać, nie ma precedensu w historii. Jestem dumny jako prezydent RP, że mój naród podążył drogą pojednania z narodem niemieckim. To nasz wielki, wspólny dorobek i przykład, nie tylko dla Europy, ale i dla świata». (Cytaty pochodzą ze strony prezydent.pl)

Jeśli udało nam się z Niemcami, winnymi bezprecedensowych zbrodni, to dlaczego nie możemy pojednać się z Ukraińcami? Prezydent przypomniał też o sprawczej roli «Listu biskupów polskich do biskupów niemieckich», zawierającego historyczne w tym kontekście zdanie: «Przebaczamy i prosimy o przebaczenie». Czy w świetle tego niezmiernie istotnego doświadczenia w historii Polski, politycznej inicjatywy podjętej w imię najlepiej pojętego interesu narodowego Polaków, nie możemy oczekiwać od Prezydenta RP skierowania tych słów do Ukraińców i Ukrainy? Pojednanie polsko-ukraińskie jest dzisiaj priorytetem na liście naszych narodowych interesów. Jakie mogą być skutki tego odważnego kroku? Pierwszy, to refleksja polityczna po drugiej stronie Bugu, w Kijowie, Lwowie i Równem, drugi– radykalna zmiana temperatury i tonacji sporu o historię, który będzie trwał jeszcze długo, łatwiej będzie jednak dochodzić prawdy, porządkować mogiły zamordowanych, czcić ich pamięć. Bardzo dobry jest pomysł powołania wspólnego Instytutu Historycznego. Liczę też na refleksję po stronie radykalnych organizacji w Polsce i Ukrainie, których polityczny kapitał będzie z czasem malał. Wytrącamy też broń rosyjskiej polityce i propagandzie niezmiennie zainteresowanej w eskalacji polsko-ukraińskiego konfliktu. Deklaracja polskiego prezydenta może zdecydowanie przyśpieszyć proces polsko-ukraińskiego pojednania, otworzyć przed nim, zamknięte do tej pory obszary wspólnego polsko-ukraińskiego działania. Prezydent może liczyć na wsparcie ze strony wielu środowisk politycznych i społecznych w Polsce i Ukrainie. Zapewne spotka się z krytyką niektórych środowisk kresowych, ale dyskusja z nimi, realizacja ich postulatów dotyczących uczczenia pamięci ofiar zbrodni jest i tak sprawą niecierpiącą zwłoki. Już chyba najwyższy czas na wypracowanie wspólnego polskiego stanowiska w sprawie pojednania z Ukraińcami, by nikt z zewnątrz nie mógł wykorzystywać wewnętrznych różnic dla własnych celów.

Polityka to sztuka rozwiązywania problemów, dlatego u politykówcenimy odwagę sąsiadującą z roztropnością. Decyzje w sprawie polsko-ukraińskiego pojednania wymagają odwagi. Zatem odwagi Panie i Panowie!”

Porównanie historycznych narracji dotyczących Bandery wskazuje na podział między Rosją i resztą świata. Linia podziału jest stworzonaprzez politykę rosyjską wynikającą z autorskiej doktryny Kremla o wyjątkowym miejscu Rosji w świecie i z wiary w istnienie „bliskiej zagranicy” mającej do spełnienia historyczną rolę wzmocnienia „ruskiego miru”. Bandera jest jednym z epizodów w tej wielowątkowej narracji sprowadzającej historię do absurdu. Ale to co nie jest patologią, a normą w państwie autorytarnym można niestety spotkać również w państwach demokratycznych.

Otóż wyobraźmy sobie, a nie jest to trudne, że każdego dnia w Europie kilka tysięcy osób udaje się do pracy polegającej na przygotowywaniu nowych narracji historycznych mających realizować i wspierać narodowe polityki historyczne m.in. poprzez propagandowe przekazy dnia. Ludzie ci nie czynią tego wcale z pobudek altruistycznych czy z chęciintelektualnego rozwoju, na pewno też nie wspierają w ten sposób badań naukowych. Pracują na zlecenie władzy, która próbuje wymusić pożądane przez siebie zachowania w społeczeństwie. Stara się zapanowaćnad wiedzą swoich obywateli, narzucić im jakieś definicje prawdy i fałszu, dobra i zła, normalności i patologii, a także „ujarzmić” tych, którzy granice ocen chcą przeprowadzić w inny sposób. Manipulowanie symbolami i historycznymi narracjami weszło na stałe do repertuaru władzy. „Prawda – pisze francuski socjolog Michel Foucault – pochodzi z tego świata: jest wytwarzana jedynie mocą licznych form przymusu […] Każde społeczeństwo ma swój własny reżym prawdy, swoją «ogólną politykę» prawdy: to znaczy takie typy dyskursu, które akceptuje i sprawia, że funkcjonują one jako prawdziwe; mechanizmy i instancje, które umożliwiają odróżnienie twierdzeń prawdziwych od fałszywych; środki za pomocą których każde z nich jest sankcjonowane: techniki i procedury przyznające wartość nabywania prawdy; status tych osób, których obowiązkiem jest mówienie tego, co liczy się jako prawdziwe”. [Michel Foucault dzisiaj, Poznań 1998, s.98] Tak może brzmieć naukowy opis działań praktyków w zakresie polityk historycznych, które coraz mniej mają wspólnego z historią i często oddalają się też od polityki, sztuki rozwiązywania problemów. Społeczeństwa powinny się przed tym bronić.

Kod Bandery składa się z dwóch podstawowych elementów: terroryzmu i państwa narodowego, każdy z nich, razem i osobno, towarzyszy nam każdego dnia. Terroryzm od czasów Bandery rozwija się doskonale, codziennie dociera do naszych domów, nie zawsze tylko w formie telewizyjnych wiadomości. Państwa narodowe wracają do doświadczeń polityki z XX wieku i przygotowują się do obrony przed „obcymi”. Kije bejsbolowe w barwach narodowych podniecają wyobraźnięskrzywdzonych i poniżonych. Mit Galicji powraca.

Polecam Państwu opowieść o Stepanie Banderze, próbę literackiej biografii terrorysty z Galicji, który poświęcił życie na walkę z „obcymi”, w imię „narodowego interesu”, i wydawałoby się, już dawno powinien zniknąć w zakamarkach historycznej europejskiej pamięci, a jednak pojawia się w naszym życiu coraz częściej i do tego w najbardziej niepożądanych momentach, na Majdanie Godności w Kijowie na przykład, czy w Sejmie RP podczas kolejnych prób debaty o polsko-ukraińskim pojednaniu.

Kijów, 14.01.2014 r. Portret Stepana Bandery na budynku kijowskiego ratusza. Mężczyzna na drabinie przybija do ściany napis: „Bandersztat” – miasto Bandery. Pod tablicą Rady Miejskiej Kijowa odręczny napis: „Sztab Rewolucji”

Fot. UNIAN, Ukraińska Agencja Informacyjna

Prezydent Petro Poroszenko w mundurze polowym armii ukraińskiej z naszywką: „Cyniczny Bandera” – odpowiedź ukraińskich buntowników na rosyjską propagandę wojenną.

Fot. Ukraińska Agencja Informacyjna UNIAN

Rozdział I. Życie po życiu

1. Dzień pana Popiela

Chaja i Melach Gamse, wraz z synem Abbą, właśnie zabierali się w kuchni do obiadu, gdy z klatki schodowej dobiegł hałas, tak jakby ktoś upadł. Zaraz po tym lub nawet równocześnie z upadkiem (trudno to było rozdzielić) usłyszeli rozpaczliwy krzyk, a tuż po nim – tu granicą był ułamek sekundy ciszy – głośne, natrętnie kojarzące się z obozowym dniem powszednim, rzężenie umierającego człowieka. Chaja wybiegła z mieszkania pierwsza i krzyknęła: „Oh, mein Gott!” Na półpiętrze leżał sąsiad z trzeciego piętra Stefan Popiel, jego córka Natalia uczyła Abbę niemieckiego. Kilka dni wcześniej Melach zapytał spotkanego na klatce schodowej Popiela, dlaczego zawsze chodzi schodami na swoje trzecie piętro, zamiast korzystać z windy. „Mnie nie zaszkodzi, jestem tłuściutki” – odpowiedział. Chaja razem z nianią państwa Weinerów z naprzeciwka, Magdaleną Winklmann, ułożyły go na boku, by nie zadławił się krwią płynącą z ust, nosa i uszu. Później, na policji, Chaja wyjaśniała, że takie ułożenie ciała na boku zalecają podczas kursów pierwszej pomocy, a ona sama wielokrotnie widziała w obozie, jeśli pozwalali na to naziści – co zdarzało się wyjątkowo rzadko – podobne próby ratowania życia. Chaja była przestraszona wizytą na policji i rozmową z niemieckim policjantem, nie była też pewna, czy jej udział w ratowaniu sąsiada nie zostanie poczytany za wtrącanie się w nie swoje sprawy, zaś do tego „poczytywania”, mimo upływu czasu, nie mogła się przyzwyczaić. Niania Weinerów pobiegła do mieszkania po ręcznik, który razem ułożyły choremu pod głową, by ta, drgając, nie uderzała o brudne lastryko. Gdy Melach wbiegł na trzecie piętro, zastał otwarte drzwi do mieszkania Popielów i stojącą w nich panią Popielową, która czekała na męża. Widziała z góry, jak około godziny pierwszej podjechał pod garaż swoim granatowym oplem kapitanem i z koszykiem pomidorów szedł do mieszkania. Zeznała później na policji: „Gdy zdrzemnęłam się na balkonie, sama nie wiem jak to się stało, obudził mnie dźwięk zamykania samochodowych drzwi. Popatrzyłam w dół i zobaczyłam samochód męża przed garażem. Nie wiem, jak długo on tam stał, ale pewnie tylko chwilę, gdy raptem zasnęłam. W każdym razie obudziłam się i natychmiast pobiegłam z balkonu do drzwi wejściowych, i je otworzyłam, byłam pewna, że mąż jest tuż-tuż. Kiedy je otworzyłam, z dołu, z klatki, usłyszałam straszny krzyk, brzmiał jak straszny ból. Zaraz po tym krzyku – chodzi o parę sekund – usłyszałam głos pani Gamse, która krzyczała: «Mój Boże!» lub coś w tym rodzaju. Od razu poznałam jej głos. Już sobie pomyślałam, że coś się wydarzyło, ale myślałam, że to u nich, bo oni obydwoje mają słabe zdrowie. Kiedy jeszcze się zastanawiałam, czy mam zejść im do pomocy, pan Gamse przyszedł do nas. Zapytałam go, czy chce skorzystać z telefonu, a on powiedział, że tak i żebym poszła na dół, bo to mój mąż leży na pierwszym piętrze. Wzięłam swoje klucze i natychmiast pobiegłam na dół. Tam, na pierwszym piętrze, zobaczyłam leżącego męża. Leżał pomiędzy drzwiami od windy a wejściem do mieszkania Weinerów. Mężowi mocno leciała krew z ust, nosa i uszu. Żaden z pomidorów nie spadł na schody, wszystkie były w koszyku. Mąż nie dawał oznak życia, tylko jakby chrapał”.

Pan Bóg został przywołany raz jeszcze, tym razem po ukraińsku: „O, Hospody!”. Żona umierającego – już chyba wówczas wszyscy uczestnicy próby ratowania sąsiadowi życia mieli tego świadomość – delikatnie gładziła głowę męża i cicho pytała po ukraińsku: „Stepane, szczo stałosia, Stepane, skarzy…”. Wezwany przez Melacha lekarz pogotowia Czerwonego Krzyża nawet nie próbował badać pacjenta, polecił, by jak najszybciej przeniesiono go do sanitarki. Razem z nimi zabrała się też żona, zdążyła jeszcze zatelefonować do wydawnictwa, gdzie Popiel pracował jako „pisarz” i wydawał pismo „Szlak Zwycięstwa”. Jego współpracownik, Jarosław Bencal, tak opowiedział o tym policji: „Pani Popielowa zadzwoniła, ale mówiła bez ładu i składu. Mogłem tylko zrozumieć coś o jakimś zawale, o leżeniu na schodach. Wiec powiedziałem pani Popielowej, że natychmiast przyjadę. Na pierwszym półpiętrze leżała szmata z plamami krwi. Pomiędzy pierwszym a drugim półpiętrem były ślady krwi na ścianie”. Melach Gamse odniósł na górę koszyk z pomidorami, które nie wysypały się podczas upadku i przekazał je przerażonym dzieciom, Chaja razem z sąsiadką przetarły mokrą szmatą lastryko. Gdy sanitarka dojeżdżała do szpitala, lekarz stwierdził zgon. W pierwszej chwili podejrzewał zawał serca, upadek na schodach, może złamanie podstawy czaszki, może wstrząśnienie mózgu, stąd krwawienie. Jednak uważał te hipotezę za dość powierzchowną, dlatego też od razu zlecił wykonanie sekcji zwłok. Jej wyniki były szokujące – Stefan Popiel zmarł, otruty cyjankiem potasu.

Niemiecka kenkarta Stepana Bandery z fotografią i odciskami palców, wystawiona na nazwisko Stefan Popiel.

Fot. Wikimedia_Commons

Najpierw w sprawie śmierci Stefana Popiela monachijska policja kryminalna przesłuchała sąsiadów, którzy próbowali udzielić mu pierwszej pomocy: Chaję i Melacha Gamse, Żydów, ona urodzona w Wilnie, on w Dyneburgu na Łotwie, rówieśnik zmarłego, obecnie bezrobotni, ona z zawodu księgowa, on – technik dentystyczny. Do Monachium pierwszy raz przyjechali w 1945 roku, po oswobodzeniu z obozów koncentracyjnych w Bambergu i Dachau, na dwa lata wyjechali do Izraela, planowali zostać tam na zawsze, ale wrócili. Zmarłego Popiela i jego rodzinę, żonę i troje dzieci, widywali rzadko, przeważnie na schodach, nie mogli nic powiedzieć o jego życiu rodzinnym i odwiedzających go ludziach, byli znajomymi z klatki schodowej. W sprawie zdrowia Stefana Popiela przekazali policji uwagę syna Abby, któremu dwa tygodnie wcześniej Stefan Popiel, idąc po schodach, skarżył się na bóle w klatce piersiowej.

W protokole z oględzin zwłok i rzeczy Stefana Popiela odnotowano, że pod prawą pachą miał kaburę z zabezpieczonym pistoletem, model 765 PPK, nr 220534 K. W magazynku było sześć kul, siódma – w lufie pistoletu. W kieszeni marynarki znaleziono kwit z przechowalni bagażu na dworcu kolejowym w Monachium i wytrych. Podobny wytrych, ale większy, był w samochodowej skrytce, pod siedzeniem kierowcy. Znaleziono też zaostrzony metalowy pręt – policja oceniła je jako akcesoria typowe dla włamywacza. Bagażnik opla kapitana był pełen sprzętu kempingowego, gazet z września 1959 roku, z ostatniego urlopu oraz zakupów z giełdy warzywno-owocowej: pomidorów, winogron, śliwek, orzechów. Osobny ich worek należał do pani Eugenii Mack, sekretarki Stefana Popiela, która towarzyszyła mu podczas zakupów. Żywność została wydana pani Jarosławie Popiel na telefoniczne polecenie nadinspektora Baumanna, worek orzechów dla pani Mack odebrał jeden z pracowników wydawnictwa.

Następnego dnia OUN-B i wydawnictwo „Nowy Szlak” opublikowały nekrolog, który niestety nie został zauważony prze prasę: