Banda nieudaczników - Filip Porębski - ebook
Opis

Dwaj przyjaciele, Ernest i Ambroży, mieszkają w ogromnej kamienicy w Pechowicach. Różni ich wygląd – Ernest jest wysoki i chudy jak patyk, a Ambroży niski i pulchny jak pączek – a łączy fakt, że żaden z nich nie może się pochwalić zbytnią popularnością wśród rówieśników. Wyszydzani i traktowani jak nieudacznicy, będą jednak mieli wkrótce okazję udowodnić, na co ich stać, a wszystko za sprawą tajemniczego ogłoszenia w gazecie o skradzionych perłach Ludwiki von Abażur... A to tylko początek przygód, bowiem na ich drodze staną dwie niesamowite dziewczyny, Estera i Helga, które staną się ich przyjaciółkami, a może i kimś więcej...

Poznajcie szalone przygody czterech nierozłącznych jedenastolatków i przekonajcie się, że nieudacznicy też mogą być super!

Wszyscy kucnęli, żeby nie zostać zauważeni. Ambroży naliczył pięciu innych chłopców.
– O kurczę! Mamy przerąbane! W naszej bazie są chłopcy z BSM! – oznajmił łamiącym się głosem.
– BSM? Co to BSM? – zapytała Estera.
– BSM… Banda Szkolnych Mięśniaków. Potwory, które żywią się ludzką krwią! – wyjaśnił roztrzęsiony Ambroży.
– Co?! Nie wiedziałam, że macie tutaj wampiry! – przeraziła się Helga. – Nie lubię wampirów.


Filip Porębski (ur. w 2001) – autor książek dla dzieci i młodzieży oraz sztuk teatralnych o tematyce dziecięcej. Zadebiutował utworem „Zosia i Maks, czyli afera za dużych spodni”, opublikowanym nakładem Wydawnictwa Novae Res w 2018 roku. Na co dzień uczęszcza do Liceum Ogólnokształcącego im. Filomatów Chojnickich w Chojnicach. W wolnych chwilach pisze, czyta, odwiedza dzieci podczas spotkań autorskich i słucha Beatlesów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 66

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


ROZDZIAŁ PIERWSZYNOWINA

– Ambroży!!!

Cisza.

– Ambroży!!!

Znowu cisza.

Po kilku minutach nawoływania Ernest postanowił wziąć malutki kamień i rzucić nim w okno pokoju, w którym spał Ambroży. Mama kilka razy mu mówiła, że za rzucanie kamieniami może zostać ukarany najsurowszą karą – zarekwirowaniem tabletu. Ale postanowił zaryzykować.

Nakierował pocisk na okno Ambrożego, wziął szeroki zamach i rzucił.

Dźwięk uderzenia kamienia o szybę od razu obudził śpiącego Ambrożego. Leniwie wyczołgał się z łóżka i podszedł do okna. Odsłonił żaluzje i jego oczom ukazał się przyjaciel – Ernest.

– No, nareszcie – powiedział Ernest, gdy zobaczył Ambrożego, będącego jeszcze w piżamie. – Już kilka minut tu stoję i cię wołam. Obudziłem chyba całą kamienicę. – Zaśmiał się pod nosem.

– Co się stało? Jest pierwszy dzień wakacji, a ty mnie budzisz o ósmej? – zapytał jeszcze zaspany Ambroży.

– Nie mogłem dłużej czekać. Chodź szybko na dół, po prostu musisz to zobaczyć!

***

Minęło ładnych parę minut, zanim Ambroży wyszedł na podwórko.

– Sorry, że musiałeś na mnie czekać, ale moja mama nie wypuści mnie z domu, dopóki nie zjem śniadania – oznajmił Ambroży.

– Śniadanie? Mówiłeś, że jesteś na diecie.

– Bo jestem. Od miesiąca jem dietetyczne śniadania, obiady i kolacje z paczki.

– Kurczę, współczuję.

– Dzięki, ale lepiej mi powiedz, co to za ważna sprawa, że wygoniłeś mnie z łóżka o tak wczesnej porze.

Ambroży należał do leniwców. Uwielbiał sen i widać było na jego twarzy, że nie jest szczęśliwy z powodu tak wczesnej pobudki. I to w WAKACJE!

Ernest natomiast należał do osób, które nienawidzą spać i się nudzić.

– Lepiej usiądź – polecił Ambrożemu. – Bo to, co ci teraz powiem, na pewno zwali cię z nóg.

– Okej. – Ambroży usiadł na ziemi. – Zamieniam się w słuch.

– Pamiętasz, jak na zakończeniu roku szkolnego powiedziałeś mi, że w te wakacje musimy razem coś odwalić? Coś, czego jeszcze nie było. Coś, co zwali z nóg wszystkich. Pamiętasz?

Widać było, że Ernest ma coś bardzo, bardzo, ale to bardzo ważnego do powiedzenia, bo jego policzki aż się paliły od emocji.

– No, pamiętam – odparł Ambroży.

Wtem Ernest wyjął zza pleców zwiniętą gazetę.

– Tam-tara-dam! Czytaj! – powiedział i rzucił gazetę do Ambrożego.

Chłopiec zaczął ją rozwijać i przeglądać. Następnie przeczytał:

– „Sprzedam kurczaki. Tanio!”

– Nie, nie to. Czytaj na następnej stronie.

Ambroży przerzucił kartkę i jego oczom ukazał się bardzo ciekawy artykuł. Artykuł, który wbiłby w fotel każdego poszukiwacza przygód…

 

Sprawa zaginionych pereł

 

Nasz tygodnik ma wspaniałą informację dla poszukiwaczy przygód! 24 czerwca miało miejsce włamanie na najbogatszej dzielnicy w Polsce. Dom, który został obrabowany, należał do… Ludwiki von Abażur – najbogatszej kobiety w kraju.

Ludwika von Abażur jest prezesem wielu firm i pochodzi z bardzo arystokratycznej rodziny. Tydzień wcześniej musiała wyjechać w ważną delegację. Gdy wróciła, zastała splądrowany dom, a co najgorsze – zauważyła brak drogocennych pereł!

Perły te są najcenniejsze w całej biżuterii. Ich wartość wynosi pięć milionów dolarów. Nic więc dziwnego, że należały do najbogatszej businesswoman w Polsce. Dodatkową przykrość sprawia fakt, że perły te były w jej rodzinie od pokoleń.

Wspaniałą informacją dla poszukiwaczy jest wiadomość, że ten, kto podejmie się odnalezienia zaginionych pereł i w ostateczności je odnajdzie, zostanie obdarowany wielką sumą pieniędzy.

O dalszych losach drogocennych pereł będziemy pisać w następnych tygodniach.

 

– I co ty na to? – zapytał z lekkim uśmieszkiem Ernest, gdy Ambroży skończył czytać.

– Ciekawa historia, ale dalej nie kumam.

– Nie no, nie wierzę! Daję ci do przeczytania artykuł o zaginionych perłach, a ty dalej nic nie kumasz?!

– No, nie.

Na twarzy Ernesta zaczęło malować się znudzenie i współczucie. W końcu rzekł:

– Sprawa zaginionych pereł to nie byle jaka sprawa. Po pierwsze: osoba, która odnajdzie perły, zostanie obdarowana wielką sumą pieniędzy. Po drugie: osoba, która odnajdzie perły, zostanie sławna. Dalej nie kumasz?

Na twarzy Ambrożego widać było cień zaciekawienia.

– Czekaj, czekaj! – zaczął. – Czy ty chcesz mi powiedzieć, że to my, jedenastolatkowie, mamy spróbować odnaleźć te perły?!

– Tak!

Ambroży zaczął nabierać rumieńców. Widać było, że nie może wykrztusić słowa. Dopiero po paru minutach wydusił:

– Ernest! Jedno jest pewne! Musimy się spotkać z tym całym Abażurem i to natychmiast!

ROZDZIAŁ DRUGIJAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO?

Przyjaźń Ambrożego i Ernesta należała do tych relacji, w których jeden skoczyłby za drugim w ogień.

Ambroży był bardzo niski, gruby jak pączek i nosił wielgachne okulary. Ernest z kolei był wysoki, chudy jak patyk i również nosił wielgachne okulary. Mieszkańcy Pechowic – miasta, w którym mieszkali Ernest i Ambroży – przezywali ich żartobliwie: patyk i kamień.

Uczniowie szkoły, do której chodzili, nie traktowali ich nigdy poważnie. Na lekcjach WF-u zawsze siedzieli na ławce samotni jak dwa palce, bo żaden z chłopaków nie chciał mieć ich w swojej drużynie, ponieważ Ernest i Ambroży sportowcami się nie urodzili. Nie potrafili nawet rozróżnić piłki do nogi i piłki do kosza.

Dziewczyny omijały ich szerokim łukiem z jednego powodu: byli dziwni i nieciekawi. Z kolei Ernest i Ambroży szerokim łukiem omijali Bandę Szkolnych Mięśniaków (w skrócie BSM). Do BSM należeli starsi chłopcy, którzy wbili sobie do głów, że mocno trenują na siłowni w piwnicy jakiegoś kolegi. Chyba każdy zna takich idiotów. A więc członkowie BSM obrali sobie za cel właśnie Ernesta i Ambrożego i codziennie nie dawali im żyć w szkole. Dopiero w wakacje chłopcy mogli odpocząć od ciągłych popychanek, wyzwisk i tym podobnych.

Rodzice wielokrotnie namawiali ich, żeby coś ze sobą zrobili. Prawdę mówiąc, bolało ich to, że wszyscy mieszkańcy Pechowic mają ich synów za nieudaczników i totalnych dziwaków.

Nie dość, że Ambroży i Ernest byli przyjaciółmi, to byli jeszcze sąsiadami. Tak, mieszkali naprzeciwko siebie – Ambroży pod numerem dziewięć, a Ernest pod numerem dziesięć.

***

Rodzina Ambrożego należała do tych, w których relacje z drugim człowiekiem są najważniejsze. Nikt nie mógł zjeść wcześniej śniadania, obiadu czy kolacji (oczywiście wszystko fit) i odejść od stołu, tylko musiał czekać, aż wszyscy skończą. Takie coś potwornie nudziło Ambrożego, który zjadał wszystko w minutę i musiał czekać na mamę i tatę.

Ambroży był jedynakiem, tak samo zresztą jak Ernest. Mama Ambrożego nigdzie nie pracowała, ponieważ jego tata uważał, że to wstyd dla mężczyzny, gdy żona pracuje. Tak więc mama zajmowała się domem i uwielbiała wszystko z napisem „fit”, co wkurzało Ambrożego, który nienawidził wszystkiego z napisem „fit”. Z kolei tata ciężko pracował w banku jako kasjer.

Cała trójka mieszkała w bardzo starej kamienicy, w malutkim, skromnym, ale przytulnym mieszkanku.

Podobno najstarsza mieszkanka tej oto kamienicy liczyła sobie sto dwadzieścia wiosen i nadal miała się dobrze! Nikt jej nigdy nie widział, ponieważ mieszkała na najwyższym piętrze, a kamienica miała aż pięćdziesiąt pięter. Była to bez wątpienia najwyższa kamienica na całym globie. Każdego jej mieszkańca interesował los staruszki, ale nikomu nie chciało się jej odwiedzić, ponieważ na samą górę wchodziło się aż godzinę, a nikt nie pomyślał, żeby zamontować windę. Nikt oprócz staruszki na górze nie mieszkał, bo kto normalny chciałby mieszkać na pięćdziesiątym piętrze?

Ambroży i Ernest mieli nawet pomysł, aby w jakiś wolny dzień – a mieli tych wolnych dni teraz naprawdę sporo – pójść na samą górę, ale po głębszych przemyśleniach stwierdzili, że to nie ma sensu. Przecież nawet nie wiedzieli, czy ta starsza pani żyje, a nie chcieli, aby ich wysiłek poszedł na marne.

***

Z kolei rodzina Ernesta troszeczkę różniła się od rodziny Ambrożego, a to z tego powodu, że do pracy chodziła mama, która pracowała w pobliskiej kwiaciarni, tata zaś zajmował się domem, ponieważ uważał, że to żaden wstyd dla mężczyzny, kiedy żona pracuje, a mąż jest kurą domową.

Ernest nie dość, że mieszkał z rodzicami, to musiał dzielić swój pokój z babcią, która mieszkała z nimi od momentu, kiedy Ernest się urodził.

Podobno gdy Ernest wrócił do domu dzień po narodzinach, babcia przyszła do nich na kilka godzin, aby pomóc młodym rodzicom ogarnąć jednodniowego Ernesta. Tak oto z kilku godzin zrobiło się jedenaście lat. Za każdym razem, gdy rodzice mówili babci, że może już iść do domu, ona odpowiadała:

– Spójrzcie na tego biedaka. – Pokazywała na Ernesta. – Przecież to sama skóra i kości. Muszę jeszcze z wami troszeczkę pomieszkać, bo widzę, że wy w ogóle nie potraficie zadbać o tego biednego Erneścika.

Takie