Bad Boy's Girl 5 - Blair Holden - ebook
Opis

Tessa O’Connell jest wreszcie gotowa żyć wedle własnych zasad. Dni wątpliwości, kompleksów i poszukiwania potwierdzenia własnej wartości w oczach innych bezpowrotnie minęły. Silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej i bardziej niezależna, Tessa nie pozwoli, by coś przeszkodziło jej w osiągnięciu celu – a celem tym jest szczęśliwe życie z Cole’em.
Ale codzienność to nie bułka z masłem.

Kiedy związek na odległość staje się coraz trudniejszy, zarówno Tessa jak i Cole muszą zdecydować, czy ich kariery warte są samotnych nocy oraz coraz boleśniejszej tęsknoty. Obydwoje, gotowi oddać wszystko swojej drugiej połowie, staną do najtrudniejszego z życiowych egzaminów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 319

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: The Bad Boy’s Goodbye

Redakcja: Agata Techmańska

Korekta: Renata Kuk

Skład i łamanie: Robert Majcher

Opracowanie graficzne polskiej okładki: Magdalena Zawadzka/Aureusart

Copyright © 2018 by Blair Holden

All rights reserved

Cover design copyright © Campañía

Copyright for the Polish edition © 2019 by Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ISBN 978-83-7686-842-4

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2019

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ul. Ludwika Mierosławskiego 11a

01-527 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

youtube.com/wydawnictwojaguar

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

snapchat: jaguar_ksiazki

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2019

I pomyśleć, że to, co zaczęło się jako historia zakompleksionej dziewczyny, desperacko pragnącej miłości i uwagi ze strony radośnie nieświadomego gościa, zamieni się w wielką love story… Kto mógłby podejrzewać, że od wzdychania do Jasona Stone’a w zaciszu mojej sypialni przejdę tak długą drogę?

Gdzieś w oddali słychać bicie zegara, a moje serce, jakby synchronizując się z jego uderzeniami, przyspiesza. Coś nadchodzi, wyczytuję to w oczach Cole’a – człowieka, który, nie mam co do tego wątpliwości, jest mi przeznaczony. I którego wyrazu twarzy za nic nie mogę rozszyfrować. Ostatnio często ma taką minę, a ja nie wiem, o co chodzi. Przywykłam myśleć, że mogę czytać w Cole’u jak w otwartej książce. Ale nie chcę kłamać. Ostatnie miesiące były dziwne. Można by to zrzucić na karb odległości. W czasach college’u byliśmy jak bliźnięta syjamskie, a teraz, zajęci budowaniem naszej przyszłości, ledwie znajdujemy dla siebie czas. Ale że związek na odległość jest do chrzanu, to żadna nowość.

Nowością jest natomiast to, jak Cole na mnie patrzy. Nowością jest to, jak zbywa moje pytania. Gdy wbija wzrok we wspomniany zegar, ściska mi się serce. Dokładnie takie uczucie mam wtedy, gdy zbliża się deadline, a ja wiem, że się nie wyrobię. Nie znoszę tego. To tak, jakby demon złych przeczuć wbijał we mnie pazury. Zwalczam chęć poderwania się do ucieczki. Głupio by było zerwać się w połowie posiłku, porzucić Cole’a, wybiec z restauracji, wsiąść do taksówki, wrócić do pokoju i zamknąć się w nim na cztery spusty… Tak. To chyba najgorszy z moich dzisiejszych pomysłów. Cole z wielkim poświęceniem wziął kilka dni wolnego z letniego stażu w firmie prawniczej i przyleciał, by towarzyszyć mi w pierwszym tygodniu po powrocie do normalnej pracy. To niesamowicie urocze, więc nawet jeśli jest między nami dziwne napięcie, jakoś sobie z nim poradzę. Mieliśmy mnóstwo czasu i przestrzeni na myślenie. Spędzaliśmy długie godziny na telefonicznych rozmowach. Rozmowach i tylko rozmowach, bo nie rozpraszały nas fizyczne aspekty związku.

Patrzcie państwo, jak się nauczyłam w życie i dorosłość.

Przez ostatnie pół roku mieszkałam w Londynie ze zdecydowanie mało sympatyczną koleżanką, która za cel postawiła sobie zajęcie całej wolnej przestrzeni bagażowej w naszej dwupokojowej klitce. Radziłam sobie z Leilą podczas jej szalonych nocy, a także rankami, kiedy groziła mi ciężkimi uszkodzeniami ciała, jeśli spróbuję wziąć prysznic, zanim skończy wyrzygiwać zawartość żołądka. Mam wrażenie, że mieszkanie z nią nauczyło mnie o dojrzałości więcej niż wszystko, co przeżyłam w college’u.

Nie powinnam więc się bać. A jednak się boję.

Bo nie umiem zgadnąć, o czym myśli Cole.

W dobrze dopasowanych dżinsach i czarnej koszuli wygląda niesamowicie przystojnie, pachnie zaś tak smakowicie, że najchętniej zawlokłabym go do pokoju i robiła różne brzydkie rzeczy aż do końca jego czterodniowego pobytu tutaj. Powstrzymuję się jednak, bo Cole zarezerwował dla nas stolik w jednej z najbardziej ekskluzywnych knajp w mieście, a ja nie zrezygnuję ze znakomitego posiłku, nawet jeśli mój facet jest dla niego poważną konkurencją.

– Tessie, wyglądasz na zdenerwowaną. – Głos Cole’a jest lekko ochrypły i wyczynia z moim ciałem różne rzeczy. Drżę, bynajmniej nie z powodu klimatyzacji. Kiedy wróciłam do Londynu i odkryłam, że Cole czeka na mnie na lotnisku, rzuciłam mu się w ramiona, wierząc, że mimo czasu, który spędziliśmy osobno, nic się między nami nie zmieniło. Wreszcie mogliśmy wrócić do tego, co było, a może nawet uczynić nasz związek jeszcze lepszym, a to dzięki niekończącym się rozmowom i półrocznemu procesowi dojrzewania. Ale to było dwa tygodnie temu. Musieliśmy powrócić do naszych oddzielnych codzienności, co brzmi nudno i jest nudne. On wrócił na staż, ja zaś, nareszcie pozbawiona jakże cudownej obecności Leili, zajęłam się swoimi obowiązkami.

A teraz on jest tutaj i patrzy na mnie wymownie, nieświadomy tego, że zaraz przyprawi mnie o zawał. Postawa jego ciała mówi o rzeczach istotnych i ważkich, ale oczy rozbierają mnie z ciuchów. Ale to dobrze, nie? Bogu niech będą dzięki za obcisłe kiecki z głębokimi dekoltami oraz dobrze skrojone push-upy.

– Nie jestem zdenerwowana – mówię. To szczera prawda. Jestem raczej zdezorientowana. Nabijam na widelec kilka makaronowych rurek, wkładam je do ust i przeżuwam z namysłem. – Ale… Jesteś pewien, że nie ma niczego, o czym chciałbyś ze mną porozmawiać? Tu i teraz? Tak się umawialiśmy, prawda? Absolutna szczerość.

Cole przełyka i po raz pierwszy tego wieczoru sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedział, co zrobić. Dziwne uczucie powraca. Kiedy ostatnio coś przede mną ukrywał i usiłował zgrywać bohatera, sprawy potoczyły się naprawdę kiepsko. Chyba zatem nie dziwicie się, że nieco się niepokoję.

– Szczerość… Racja.

– No właśnie. Może więc powiesz mi, co się wyprawia w twojej głowie?

Cole odchyla się nieco na krześle i obdarza mnie całą swoją uwagą. Jedna część mnie chce chwycić torebkę i uciec z wrzaskiem, druga zaś nie może się doczekać, żeby usłyszeć, co powie, jakby całe życie prowadziło właśnie do tej chwili.

– Pamiętasz, jak ci powiedziałem, że myślałem o pewnych sprawach?

– A ja odpowiedziałam, że brzmi to tajemniczo i przerażająco?

Cole parska śmiechem.

– Świetnie. Właśnie to każdy facet chce usłyszeć od swojej dziewczyny.

Wzruszam ramionami.

– Na pewno zauważyłeś, że byłam przerażona przez cały czas, w którym ten miły człowiek nas obsługiwał. – Wskazuję brodą kelnera, który przeżył chyba lekkie załamanie, gdy nie doceniłam artyzmu, z jakim obsypywał mój makaron tartym przy stole świeżym parmezanem.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? Jezu, jestem tu niecałe pół dnia, a już coś spieprzyłem.

Z rozbawieniem trącam pod stołem jego nogę.

– Nie bądź dla siebie taki surowy, Stone. Noc jeszcze młoda, a poza tym mogło być gorzej.

Przewraca oczami, ale sięga po moją dłoń, a potem bierze głęboki oddech, jakby przygotowywał się do powiedzenia czegoś ważnego.

Uciekaj, Tesso, uciekaj, krzyczy mój mózg. Każę zdrowemu rozsądkowi wypchać się sianem.

– Nie chciałem nic mówić, dopóki nie skończymy kolacji, i może osłodzić ci to trochę sernikiem z nutellą, ale skoro żadne z nas nie może czekać…

Gryzę się w język, żeby nie oznajmić, że nieważne, co się stanie, nie ma opcji, żeby wymigał się od kupienia mi tego sernika.

– Pamiętasz, co powiedziałem na weselu Beth i Travisa? Naprawdę tak myślę.

Serce mi zamiera. Chyba naprawdę przestaję na chwilę oddychać, bo zaczyna kręcić mi się w głowie. Wspomnienia tamtego dnia opadają mnie niczym stado motyli, które natychmiast migrują do brzucha, by energicznie tam trzepotać. Tamtego dnia mówiliśmy wiele rzeczy, ale myślałam, że to z powodu wcześniejszej rozłąki oraz nadmiaru wina. I choć szczerze wierzyłam w nasze słowa, nie sądziłam, że Cole tak szybko do nich wróci.

– Oczywiście. Oczywiście, że pamiętam.

– No więc to właśnie miałem na myśli. Zdecydowanie.

– Ale… Jak? Przecież to… niemożliwe. Nie w tej chwili.

– A co, gdybym powiedział: chrzanić to? Co, jeśli to zrobię? Co o tym sądzisz?

To idiotyczne, absolutnie, totalnie nieodpowiedzialne i nie ma na to miejsca w naszym pięknym pięcioletnim planie. Ten pomysł, to, co proponuje Cole, stoi w sprzeczności ze wszystkim, co próbuję obecnie uskuteczniać, czyli z byciem dorosłą, poukładaną, stabilną i w pełni kontrolującą swoje życie kobietą.

Cole, miłość mojego życia i jedyna osoba, dla której zrobiłabym wszystko, proponuje, żebym wyrzuciła moje zaplanowane ze szczegółami życie przez okno i ruszyła na kolejną wielką przygodę.

Ośmielę się to zrobić?

Ściska moją dłoń.

– Nigdy nie poprosiłbym cię o coś, co mogłoby cię unieszczęśliwić, Tessie. Wiem, że dopiero stajesz na nogach i ostatnie, czego potrzebujesz, to ja z młotem pneumatycznym, więc ujmijmy to tak: chciałbym dodać mały aneksik do naszej dotychczasowej umowy.

– Nie mów do mnie prawniczym żargonem, bo jeszcze bardziej kręci mi się w głowie.

Cole szczerzy zęby.

– Trzymaj się mocno, Muffinko. Mam zamiar potrząsnąć trochę twoim światem.

1Powszechnie wiadomo, że wiktoriańscy bohaterowie są do dupy

Cztery miesiące wcześniej.

Cole

Ciekawi mnie, czy ktoś napisał kiedyś poradnik podpowiadający, co zrobić, by odzyskać dziewczynę po tym, jak spierdoliłeś wszystko tak, że uciekła z kraju. Zważywszy na to, że wszyscy faceci w którymś momencie życia konkursowo pieprzą swoje związki, jakaś instrukcja istnieć powinna. Zapisuję sobie w pamięci, żeby po powrocie do domu jej poszukać.

Dom… Dziwnie wracać w miejsce, w którym się wychowałem. Sporo czasu już minęło, odkąd mieszkałem tutaj dłużej, i jeśli mam być szczery, ostatnie tygodnie w towarzystwie mojego ojca i macochy przyprawiły mnie o srogi ból kilku części ciała. Rozumiem, że zależy im wyłącznie na moim szczęściu, ale gdzieś na boku dojrzewania i odkrywania, że bycie dorosłym nie oznacza, że z automatu wszystko masz poukładane, doszedłem do wniosku, że nikt nie jest w mocy ocenić, co jest w danej sytuacji najlepsze. Wszyscy improwizujemy, strzelamy na ślepo i zaciskamy kciuki w nadziei na znośny rezultat. Moja rodzina nie ma gotowych odpowiedzi na wszystkie życiowe pytania, tak samo, jak nie mam ich ja, tak więc jeśli zrobię coś, co nie zgadza się z ich wizją mojej przyszłości, nie musi to od razu oznaczać wielkiej katastrofy.

I właśnie dlatego myślę o wszystkim, co chcę powiedzieć Tessie i nad tym, jak ją do tego przekonać.

Rodzicom się to nie spodoba. Cassandra na pewno zrobi coś paskudnego i na samą myśl o starciu z nią aż się wzdrygam. Nie wiem, co ma do mojej dziewczyny, jednak, za namową Tessie, próbowałem utrzymać cywilizowane relacje rodzinne. Nie zdziwiłbym się, gdyby Muffinka kazała mi wybierać pomiędzy nimi dwiema, zwłaszcza po tym, jak potraktowała ją moja macocha. Nie mam pojęcia, co się między nimi wydarzyło i dlaczego Cassandra przeszła od opiekowania się Tessą do umniejszania jej na każdym kroku.

Ojciec zdaje sobie sprawę, jak napięte są nasze stosunki i wiem, że stara się wytłumaczyć Cassandrze, że nie może traktować mojej dziewczyny jak śmiecia. Co się jednak stało, to się nie odstanie. Tessa spotkała na swojej drodze zbyt wielu ludzi, którzy podważali jej wartość, by wciąż tolerować takie zachowanie. Być może to również powód, dla którego zdecydowała się prysnąć na inny kontynent. Nie umiem przestać winić o to Cassandry, choć nie jestem aż takim kretynem, żeby uważać, że to moja macocha jest głównym powodem wyjazdu Tessy… Zawiniłem ja sam i to gówno, w które wpakowałem się w pierwszych miesiącach mieszkania w Chicago.

– Cole, to ty?

Moja babka, znana również jako babcia Stone, jest w swoim ulubionym miejscu, to znaczy: siedzi na bujanym fotelu stojącym na frontowym ganku. Brakuje jej tylko shotguna. Przeprowadziła się tutaj, kiedy tata podupadł na zdrowiu i, zapewniam, nie ma niczego, co skuteczniej mobilizuje cię do dbania o siebie, niż mogąca przerazić każdego osiemdziesięcioletnia mamusia. Babcia jest niczym dar niebios i choć niekiedy stawia mnie pod ścianą, zdarza jej się udzielać bardzo konkretnych rad. Rad z rodzaju tych, jakich bardzo w tej chwili potrzebuję.

– Cześć, babciu. Upolowałaś dzisiaj coś ciekawego?

Odkłada lornetkę.

– Ciekawego? A jak myślisz, dlaczego się stąd wyprowadziłam? Najciekawsze, co można tu zobaczyć, to sąsiadka z naprzeciwka startująca do chłopaczka od basenów, kiedy myśli, że jej mąż nie patrzy.

Szczerzę się od ucha do ucha. Babcia jest światłem mojej codzienności. Jeśli jest jakiś powód, dla którego warto mieszkać z rodzicami, to właśnie możliwość słuchania jej kąśliwych uwag.

– Mówisz o pani Henderson? Wiesz, że ma dwoje dzieci starszych ode mnie, nie? A ten chłopak od basenów, ile on ma lat? Szesnaście?

Przytakuje.

– Podziwianie, jak próbuje go poderwać umiliło mi dzień. Ale, ale, powinieneś zobaczyć, jak jej mąż obskakuje opiekunkę do dzieci.

– Jezu, babciu, za bardzo się angażujesz.

Siadam na krześle. Korci mnie, żeby pożyczyć od niej lornetkę, ale nie po to tu jestem. Nie po to spędzam wiosenną przerwę tutaj, zamiast zaskoczyć Tessie w Londynie. Jesienią i zimą obydwoje lataliśmy bez przerwy, żeby wzajemnie się zaskakiwać, i co z tego wynikło? W naszym związku to ja jestem tą bardziej spontaniczną stroną i naprawdę uwielbiam patrzeć na twarz Tessie, gdy się u niej zjawiam, ale moja ukochana bardzo stanowczo wypowiedziała się na temat londyńskiej klitki oraz przepuszczania fortuny na bilety lotnicze.

– Muszę jakoś zabić czas. Mój syn i przybrana córka są zbyt zajęci ratowaniem świata, by poświęcić mi choć minutę, a wnuk, którego naprawdę lubię, ciągle snuje się i smęci.

– Hej! – protestuję. – Wcale nie smęcę. Smęciłem?

– Od kiedy tu przyjechałeś, zachowujesz się, jakby ktoś kopnął twojego słodkiego szczeniaczka. Tak cię wychowałam? – Obraca się w moją stronę i marszczy nos. – W tym domu nie rozwiązujemy problemów, snując się bez sensu. Rozumiesz?

Znów czuję się jak opieprzany pięciolatek, ale przynajmniej wiem, że babcia nie robi tego złośliwie. Czy kiedy nie wkuwałem, nie pracowałem nad zadaniami ani nie rozmawiałem, w kretyńskich godzinach zresztą, na FaceTime z Tessą, to… Smęciłem?

Wzdycham.

– Po prostu zastanawiałem się nad paroma rzeczami.

– Łazisz i marudzisz, jakbyś dźwigał na barkach wszystkie problemy tego świata, ale pary z gęby nie puścisz. Wiesz, Cole, nie będę tu wiecznie, więc jeśli potrzebujesz jakiejś rady, to czemu nie poprosisz o nią teraz?

Babcia nieczęsto stawia na powagę, ba!, uwielbia żartować w najmniej odpowiednich momentach. No wiecie, na przykład kiedyś jedna z lasek Jaya panikowała, że jest w ciąży. Nana uznała wtedy, że to fantastyczna okazja, by opowiedzieć ze szczegółami, jak przyłapała kiedyś wnuka w łazience z opuszczonymi spodniami i podzielić się radością z tego, że znalazł wreszcie kogoś, kto nie jest jego prawą ręką. Stare dobre czasy. Parskam śmiechem i trącam ramieniem kruche ramię babci.

– Już jakiś czas kręcisz się po świecie. Obydwoje wiemy, że jesteś zbyt uparta, żeby umrzeć.

Zmarszczki w kącikach jej oczu pogłębiają się, gdy też się uśmiecha.

– Jesteś jak twój dziadek, ze wszystkiego sobie żartujesz.

Wzruszam ramionami.

– Miałem dobrego nauczyciela, nie?

To właśnie przy dziadku zawsze mogłem być sobą. Więcej, sam zauważył kiedyś, że jestem dokładnie taki jak on, gdy był w moim wieku. Co miało wiele sensu, bo na pewno nie odziedziczyłem charakteru po ojcu. Ta wiedza o dziedziczeniu zajoba przyniosła mi swego rodzaju spokój i po drugiej czy trzeciej utarczce ze stróżami prawa przestałem się martwić, że być może jestem adoptowany. Po prostu przypominałem dziadka, a dziadek był najzabawniejszą osobą, jaką znałem.

– Najlepszego. I gdyby zobaczył, jaką smęcipipką się stałeś, na pewno byłby rozczarowany.

Odkasłuję. Babcia nie owija w bawełnę.

– Jezu, potrafisz podbić facetowi bębenek, nie?

– A po grzyba miałabym to robić? Cassandra dość już nadmuchała ten balon. Pozwalasz dziewczynie odejść, a potem nie masz dość jaj, żeby posprzątać ten burdel, którego narobiłeś.

Babcia dobrze wie, jak fantastycznie pokpiłem sytuację z Mel i niejednokrotnie porządnie mnie za to zrugała. Naprawdę nie zorientowałem się, że tak bardzo chciałem komuś pomoc, że zdrowo przesadziłem i w rezultacie odepchnąłem od siebie Tessę. Wiem, jak to wygląda – jakbym miał jakiś kompleks zbawcy i leciał na kobiety, które desperacko mnie potrzebują.

Wiem, że Tessie się martwi. Wiem, że zadaje sobie pytanie, czy przypadkiem nie jestem z nią tylko dlatego, żeby ją ocalić. Cóż, kompletna bzdura. Tessa nie potrzebuje wybawiciela. Nigdy nie potrzebowała i nigdy nie będzie potrzebować. Kiedy pojawiłem się w jej życiu, nie rozwiązałem magicznie wszystkich jej problemów, sama to zrobiła. Moja kobieta nie potrzebuje superbohatera, który ją uratuje. Jest wystarczająco silna, by sama toczyć swoje bitwy. Ale skoro mogę ją w tym wspierać, czemu miałbym tego nie robić?

Wiem, że ją zawiodłem. Chciałem trzymać Tessę z dala od wszystkich problemów i w konsekwencji ją zraniłem, co nie było moim zamiarem. Wtedy wszechświat uznał, że należy mnie ukarać i Tessa z powodu pracy przeprowadziła się na inny kontynent.

Losie, ty przewrotna dziwko.

– Wiem, że zjeb… popsułem, babciu. Ale Tessa wiele razy mówiła mi, że to już przeszłość i pora ruszyć dalej.

– Wierzysz jej?

Sfrustrowany, przeczesuję dłonią przydługie włosy. Nieco się zapuściłem przez ostatnie tygodnie, bo ledwie starczało mi czasu na sen, jedzenie i naukę. Między zajęciami, kuciem do egzaminów, studiowaniem w grupach i załatwianiem stażu nie miałem wiele wolnego, a podczas weekendów przygotowywałem się do zajęć, które przyprawiały mnie o ból głowy. Tessa też ciągle jest zajęta. Bez przerwy ma jakiś deadline, a szefowa dba o to, by jej grafik był zapełniony po brzegi. Czasem widać po niej, że jej to doskwiera, że ma problem z zadomowieniem się w nowym miejscu i dopięciem wszystkiego na ostatni guzik, ale daje z siebie wszystko.

Nie mamy więc kiedy prowadzić długich rozmów od serca. Zastanawiałem się nawet, czy nie lepsze byłyby e-maile, ale wizja pisania sążnistego eseju po sążnistych esejach, które produkuję w ramach studiów, nie wydaje się specjalnie zachęcająca.

– Nie będę na nią naciskał, babciu. Po co? Powiedziała, że mi wybaczyła i że chce, żebyśmy ruszyli dalej, więc nie będę wracał do tego tematu.

– Hmm.

– A to co ma znaczyć?

– To, że dziewczyna kocha cię tak bardzo, że wybacza ci bajzel, jakiego narobiłeś. Nie wspominając już o tym, że naraziłeś życie.

Cmoka z dezaprobatą.

Jęczę głośno.

– Nigdy nie odpuścisz, prawda?

Babcia szczypie mnie w policzek. Dosłownie.

– Kiedy będziesz miał dzieci i te dzieci będą miały dzieci, wtedy sam sobie odpowiesz na to pytanie, Cole’u Graysonie.

– Chodzi mi tylko o to, że ona mówi, że wszystko jest okej, że między nami jest okej. Ale mam jakieś takie przeczucie, że powinienem coś zrobić i wpadł mi do głowy taki pomysł…

– Podzielisz się? – pyta, więc wszystko jej wyjaśniam.

* * *

Travis i Beth hajtają się w połowie kwietnia, więc do wizyty Tessy mam jeszcze trochę czasu. Zamykam się w sypialni w domu rodziców i zaczynam pracować nad moją wielką propozycją. Nie robię tego ani dla niej, ani dla siebie. Robię to dla nas. I najchętniej kopnąłbym się w tyłek za to, że nie pomyślałem o tym wcześniej.

Zupełnie jakby wiedziała, że planuję coś szalonego, Tessa pisze do mnie z pytaniem, czy nie mam ochoty na FaceTime. Natychmiast do niej dzwonię. Jej twarz uśmiecha się do mnie z ekranu i widzę, że Muffinka siedzi w swoim zwyczajowym miejscu, wsparta o zagłówek łóżka. Za jej plecami znajduje się biała ściana, w tle słychać odgłosy miasta. Moja dziewczyna dzieli mieszkanie z koleżanką z pracy, Leilą i już kilka razy była o krok od zamordowania jej. Z tego, co wiem o Leili – choć muszę przyznać, że nie wiem zbyt wiele – mogę wywnioskować, na czym polega problem. Im więcej słyszę o libacjach Leili, sprowadzaniu do mieszkania obcych facetów i wydzwanianiu po nocy do Tessy, by skądś ją zabrała, tym bardziej jestem zirytowany.

– Cześć. – Uśmiech rozjaśnia twarz mojej ukochanej.

Z westchnieniem padam na własne wyrko.

– Hej, Muffinko, jak tam spotkanie?

Miała dzisiaj ważne zebranie, do którego przygotowywała się przez cały weekend. Tessa nienawidzi wszelkiego rodzaju publicznych wystąpień i w college’u robiła wszystko, by tylko ich uniknąć. Wiem, jak bardzo denerwuje się, będąc w centrum uwagi, pod ostrzałem obcych spojrzeń. Wczoraj była potwornie zestresowana. Starałem się uświadomić jej, że przecież zna się na swojej robocie i tam, gdzie jest, nie znalazła się przypadkiem, ale chyba niewiele do niej docierało. Serce mi pękało i wściekałem się, że nie mogę być przy niej, wziąć ją w ramiona i zapewnić, że wszystko będzie dobrze.

Widząc jej szeroki uśmiech wiem, że nie muszę dopytywać. Tessie zaczyna opowiadać o wszystkim, co się wydarzyło, tak żywiołowo, że przez minutę po prostu patrzę na to, jak wymachuje rękoma… Patrzę na nią.

Boże, ależ jest wspaniała.

– Byli zachwyceni prezentacją! Powiedzieli, że mój pomysł na czerwcowy numer jest świetny i że mogę sobie wybrać do sesji, kogo chcę. Zostawiają mi wolną rękę, możesz w to uwierzyć?

Wygląda na szczęśliwą, podekscytowaną i dumną z siebie. Cieszę się razem z nią, choć przecież zawsze wiedziałem, że jeśli tylko włoży w coś serce, będzie w tym znakomita.

– Gratulacje, Muffinko. Na pewno świetnie sobie poradzisz.

– Mam nadzieję. Tu jest naprawdę inaczej. Ludzie tak poważnie podchodzą do mody. To wielkie interesy. Staram się, jak mogę i ciężko pracuję z nadzieją, że nawiążę kontakty i… Amy powiedziała, że dałam czadu. Rozumiesz? Zazwyczaj wydaje mi tylko polecenia dotyczące roboty, a teraz mnie pochwaliła. Niesamowite, nie?

– Kto by pomyślał, że stara smoczyca w ogóle odczuwa jakieś emocje.

Tessa wybucha śmiechem. Czuję ciepło w piersi.

– Prawda? Zatkało mnie, ale żebyś widział wyraz twarzy Leili… Teraz laska jeszcze bardziej mnie nienawidzi. Za tę kampanię.

Wzruszam ramionami.

– Pracujesz ciężej od niej i masz efekty.

Tessa przygryza wargę.

– Niby wiem, ale… I tak trochę mi głupio. To w końcu jej sen, jej wymarzona kariera i jakoś tak… No, źle się z tym czuję.

– Hej, nie masz żadnych powodów, żeby czuć się z tym źle. Mam w grupie takiego jednego gościa. Facet jest tytanem pracy. Pracuje w trzech miejscach, żeby zarobić na naukę i każdą wolną chwilę spędza w bibliotece. Jak android. No więc, na maksa zależy mu na tym dyplomie. Czy jest mi parszywie, kiedy dostaje lepszą ocenę ode mnie? Pewnie że tak, bo przecież też chcę być najlepszy. Ale, serio, urabia się bardziej niż ja i zasługuje na wygraną.

– Wiem, wiem… – Tessa wzrusza ramionami. – Ale wracam do mieszkania i cały czas jest tu taka napięta atmosfera. Zresztą Leila zaraz wychodzi. Znowu będzie topić smutki w brytyjskim akcencie.

– Ma fioła na tym tle.

– Żebyś wiedział. Kiedyś wykrzyczała to, gdy... Wiesz, kiedy. A ściany mamy z papieru.

Czerwieni się. Chryste, ależ mnie to kręci. Czasem zapominam, jak niewinna jest moja dziewczyna w pewnych sprawach. W sprawach seksu, żeby uściślić.

Mieszkanie z Leilą musi być dla niej koszmarne.

– To była fantastyczna noc, jak mniemam.

– Nie przypominaj mi. Przez kolejny tydzień nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Chyba pora zainwestować w porządne zatyczki do uszu.

– Jesteście tam… Od kiedy? Od półtora miesiąca? Skąd ona bierze tych wszystkich facetów?

Niepokoi mnie, że przez to mieszkanie przewalają się tabuny jakichś gości. Tessa zapewnia mnie, że zamyka się w pokoju na klucz, ilekroć Leila ma towarzystwo. A jednak, myśląc o nocujących w tej klitce mężczyznach, robi mi się gorzej. Chyba na wszelki wypadek wyślę Muffince gaz pieprzowy.

– Pod nami mieszka dwóch studentów. Ciągle zapraszają nas na drinka do pubu albo na jakąś imprezę. Ja nie chodzę. – Marszczy nos i choć wygląda to uroczo, to spinam się, bo nigdy wcześniej nie wspominała o sąsiadach. – Przestań robić taką minę, Cole. Są nieszkodliwi. Jeden z nich ma dziewczynę.

– Minę? Nie robię żadnej miny.

– Owszem, robisz. Masz minę, która mówi, że za moment zarezerwujesz lot, żeby osobiście wykopać z tego budynku biednych studentów.

No dobrze. Może i zrobiłem taką minę.

– Po prostu mam wrażenie, że nie podoba ci się ich towarzystwo. To wszystko.

– To tylko zapracowani studenci, Cole, ledwie wystarcza im czasu, żeby nawalić się w weekend, bo zaraz znowu muszą wkuwać, lecieć na zajęcia albo do roboty. Zaufaj mi, nawet nie miałabym kiedy dobrze ich poznać.

Tessa odkłada telefon na łóżko i unosi włosy, by związać je w koński ogon. Ten gest podkreśla elegancką linię jej szyi, szczupłe ramiona oraz delikatne kości policzkowe. Moja dziewczyna ma na sobie czarny top na cienkich ramiączkach, które opadają, kiedy sięga po komórkę i wraca do poprzedniej pozycji. W Londynie jest już późno i Tessa jest gotowa do spania. Nie ma makijażu, ale to nie odbiera uroku jej pięknej twarzy.

Tęsknię za nią i to uczucie wali we mnie jak rozpędzony tir, ilekroć rozmawiamy. Jestem zajęty szkolnymi sprawami, dlatego nie mam dużo czasu na rozmyślanie o tym, jak bardzo do dupy jest to, że nie mogę rozmawiać z Tessą, ilekroć tego zapragnę. Nasze zbyt rzadkie i zbyt krótkie pogaduchy kończą się zazwyczaj zapadnięciem w sen. Jednak teraz, gdy siedzę w swojej starej sypialni w domu rodziców, trudno mi walczyć z tęsknotą.

Tessie jest jednak szczęśliwa. Praca wyraźnie ją ekscytuje. To dobrze. Cieszę się z tego. Zasługuje na sukces, na który tak ciężko pracuje i nie mam zamiaru być jej kulą u nogi. Gorąco przekonywała mnie, że ta przeprowadzka dobrze jej zrobi. Że dobrze zrobi nam. Cóż, zgodziłem się z tym z pewną niechęcią. Muszę przyznać, że teraz mam więcej czasu na rozmyślania, a im dłużej kombinuję, tym lepsze pomysły przychodzą mi do głowy.

Ale o tym później…

– Dobrze już, dobrze, nie będę o nich truć, jeśli zapewnisz mnie, że nie masz słabości do brytyjskiego akcentu.

– No nie! A pan Darcy? Zapomniałeś o nim? – Tessie chichocze.

Powszechnie wiadomo, że wiktoriańscy bohaterowie są do dupy i mocno utrudnili życie kolejnym pokoleniom facetów.

– Zmusiłaś mnie, żebym obejrzał ten film jakiś milion razy, nie ma więc opcji, żebym o nim kiedykolwiek zapomniał. A poza tym kładłaś książkę na widoku. Cały czas. Jakbym miał się nie domyślić, że robisz to celowo.

– Hej, a namawiałam cię do jej przeczytania?

– Nie, ale to nie zmienia faktu, że wolałbym, żeby nie pojawiała się co chwila w moich gratach.

Tessie przewraca oczami, a potem znów rozmawiamy o jej pracy, o paskudnej zimnej pogodzie i o tęsknocie za amerykańskim sernikiem. Słuchanie jej sprawia mi radość. Podpytuję o wesele, które planują razem z Beth. Na razie nie mówię jej o moim pomyśle, chcę z tym zaczekać, aż wyklaruje mi się coś konkretnego. Teraz chodzi wyłącznie o Tessie i z przyjemnością usunę się na drugi plan.

Zawsze była przy mnie, spokojna i niewzruszona niczym skała, nawet wtedy, gdy podejmowałem wybitnie parszywe decyzje. Nieważne, czy w szkole, czy w college’u, Tessie bez słowa pozwalała mi błyszczeć. Dość. Jej zadaniem nie jest trzymanie się z boku i ustępowanie mi miejsca. Pora, by to ona była gwiazdą. Zasługuje na to.

2Następnego dnia okaże się, że hajtnęłaś się z jakimś żigolakiem w Vegas

Kwiecień

Cole

Staram się pozytywnie podchodzić do życia i nie taplać się w bajorku żalu. Jeśli utrata matki, kiedy jest się jeszcze dzieckiem, czegoś uczy, to tego, że życie jest nieprzewidywalne. Pewnie już to słyszeliście, prawda? Tyle tylko, że nie ma to za wiele sensu, póki nie dzieje się coś, co udowadnia, że nieważne, jak bardzo starasz się kontrolować każdy aspekt życia, na pewne rzeczy po prostu nie masz wpływu. Tata myślał, że ma przed sobą niezliczone lata z miłością swego życia. Myślał, że razem się zestarzeją, że będą mieć więcej dzieci, że, kiedy przestanie tyle pracować, będą razem podróżować i odhaczą wiele pozycji z listy „do zrobienia”. Nie urodziłem się w domu, w którym spędziłem większość życia. Nie. Kiedy byłem mały, rodzice mieszkali w małym domku, który miał tylko dwie sypialnie i właściwie nadawał się jedynie do remontu. Babcia opowiadała mi, że wprowadzili się tam zaraz po ślubie, ale doprowadzenie tego miejsca do stanu używalności zajęło im sporo czasu. Ponoć makabrycznie się wtedy kłócili. Ten dom, ten, w którym teraz jestem, był marzeniem mojej mamy. Sama go zaprojektowała, bo rodzicom udało się odłożyć pewną sumę, a potem jeszcze mama dostała spadek po ciotce. Budowali go z nadzieją, że ich rodzina niebawem się rozrośnie, ale… To boli jak jasna cholera. Mama nigdy nie zamieszkała w domu, któremu tak wiele poświęciła.

Mojego ojca wciąż to dobija. Kilka razy, kiedy za dużo wypił, mówił mi, że tak naprawdę nigdy nie pogodził się z tym, co się stało. Żal i przenikający całe ciało smutek nigdy do końca nie odchodzą, po prostu uczysz się z nimi żyć. Znajdują się tuż pod powierzchnią i ilekroć coś ci o nich przypomni, wracasz do tej chwili, która na zawsze zmieniła twoje życie. Okej, zmierzam do tego, że nie da się przewidzieć przyszłości. Można jedynie starać się żyć pełnią życia w każdej jego chwili. Nieskończone gdybanie, przeżuwanie i kombinowanie „a co, jeśli…”, „a może trzeba było…”, nie mają sensu i szkoda na nie czasu. To, co mamy, jest bezcenne i w każdej chwili może zostać nam odebrane. Niczego nie możemy uważać za pewnik.

I z tą, jakże miłą, refleksją wchodzę do biblioteki i kieruję się dwa piętra wyżej, do mojego ulubionego miejsca. W czasach college’u ta miejscówka byłaby idealna, by się nieco pomigdalić, ale moja dziewczyna jest zbyt nieśmiała na obściskiwanie się w miejscu publicznym. Jasne, udało mi skraść kilka pocałunków, ale... Kiedy teraz, od czasu do czasu, wpadam w zacisznej sali na jakąś przyklejoną do siebie parkę, czuję swego rodzaju nostalgię. A chwilę potem niesmak.

Nie zrzucajcie majtek, niektórzy muszą wkuwać.

Rozkładam graty, a potem podłączam laptop do prądu i usiłuję przebić się przez gąszcz zadanych do przeczytania tekstów. Naprawdę cieszę się, że prawo jest takie fascynujące. Moja obecność tutaj jest kolejnym przykładem tego, jak niezbadane są ścieżki losu. Zawsze myślałem, że będę grał w futbol, taki był plan. Na boisku mogłem dać upust męczącej mnie złości i ta metoda świetnie sprawdzała się przez ostatnich kilka lat. Nie byłem największym wielbicielem szkoły, ale szło mi całkiem nieźle, o ile byłem łaskaw się przyłożyć. Myśl o kontynuacji nauki po college’u nigdy nie przyszła mi do głowy. Wszystko zmieniło się, gdy doznałem kontuzji. Wraz z nią przyszła ulga – decyzja, której nie umiałem podjąć, została podjęta za mnie. Własne odczucia mnie zaskoczyły. Rodzina, przyjaciele, znajomi, kumple z drużyny, a nawet trener – wszyscy spodziewali się, że diagnoza mnie załamie. To prawda, świadomość tego, że kariery sportowej na pewno już nie zrobię nie była miła (w końcu odebrano mi możliwość wyboru), ale przede wszystkim poczułem ulgę. Pierwszy rok college’u zmienił moje podejście do życia. Odkryłem, że wolałbym mniej uganiać się za piłką, a więcej się uczyć.

Kto mógłby przypuszczać, że odkryję w sobie nerda? Wybrałem właściwe zajęcia, pogadałem z doradcami i wkuwałem do egzaminów jak szalony. I gdzie mnie to zawiodło? Do krainy kolejnych nieprzespanych nocy, przeczytanych tekstów i hektolitrów kawy. Ale warto. Albo tak się tylko pocieszam, kiedy czuję nadciągający ból głowy. Próbuję odwalić jak najwięcej roboty przed spotkaniem z grupą. Udaje mi się dobrnąć ledwie do końca drugiej strony PDF-u, kiedy wyczuwam za plecami ruch. Obracam się i dostrzegam jednego ze znajomych z zajęć z prawa zobowiązań. Felix wygląda, jakby jednym z jego przodków był niedźwiedź. Po prostu wymarzony wspomagający. Przypominają mi się co bardziej nieprzyjemne starcia z czasów gry w Brown. Choć fizycznie onieśmielający i z imponującymi muskułami, które zawstydziłyby nawet maniaka siłowni, gość ma serce na dłoni i oddałby ci ostatnią koszulę. Zakumplowaliśmy się w tym semestrze, bo mamy razem więcej zajęć niż w poprzednim. Czasem też uczymy się razem.

– Mogę się przysiąść?

Planowałem pouczyć się sam, ale nie warto odrzucać znajomych w szkole prawniczej, bo możesz ich potrzebować, kiedy będziesz chciał się narąbać po tym, jak zejdzie z ciebie stres.

Gestem zapraszam go, by usiadł. Jakieś dziesięć minut zajmuje mu zrzucenie z siebie pierdyliarda warstw zimowych ciuchów.

– Przecież nie jest tak zimno. Uważaj, wyłazi z ciebie Teksańczyk.

Gość ostentacyjnie rozciera ręce i chucha na nie, jakby miały lada chwila odmarznąć i odpaść. Jego południowy zaśpiew staje się mocniejszy, gdy próbuje utrzymywać, że chodzi tylko o pogodę, a nie jego pochodzenie z wybitnie ciepłego stanu.

– Dzwoniłem dzisiaj do mamy i kazała mi iść do lekarza, bo cholernie blado wyglądam.

– Tak to jest, kiedy zamiast uganiać się konno po ranczu, większość czasu spędzasz w zamkniętych pomieszczeniach.

– Zabawne. Dowcipy o kowbojach nigdy nie wychodzą z mody, co?

Przewraca oczami. Kolejne dwie godziny spędzamy na wkuwaniu. Z rzadka tylko po przyjacielsku sobie dogryzamy. Felix wie, że moja dziewczyna mieszka w Londynie i często nabija się ze mnie, że zamiast wyjść z chłopakami, wolę spędzać weekendy z nią. Zdalnie, oczywiście. Czasem włączamy sobie jakiś serial na Netfliksie i oglądamy go razem. Wiem, może i brzmi to dość żałośnie, ale takie jest teraz moje życie.

– Kiedy ona wraca?

Felix jest w nastroju do rozmowy, a na dodatek uporał się z większością swojej roboty. Trudno, nie dam rady dłużej się uczyć. Odsuwam laptop. Zaczynają piec mnie oczy. Najchętniej rozprostowałbym kości i zaczerpnął świeżego powietrza.

– W lipcu – odpowiadam szybko.

A konkretnie to piętnastego lipca – tak ma przynajmniej na bilecie, bo licho wie, jak to wyjdzie. Choć Tessa i jej szefowa przeniosły się do Londynu na pół roku, moja dziewczyna radzi sobie tak dobrze, że mogą poprosić ją o przedłużenie pobytu. Kilka razy wspominała o tym w czasie naszych rozmów, a ja ją zachęcałem. Dobija mnie to, ale nigdy, przenigdy nie zażądam, żeby przez wzgląd na mnie zrezygnowała ze swoich marzeń.

– To musi być do dupy. Jesteście parą od wielu lat, nie?

– Prawie od sześciu. I tak. To jest do dupy.

Felix rzuca mi smutny uśmiech i pyta, czy nie mam ochoty na coś do żarcia. Przystaję na jego propozycję, ponieważ i tak planowałem coś zjeść przed nauką w grupie.

– Byłem kiedyś w związku na odległość – zagaja Felix po tym, jak składamy zamówienie. Jesteśmy w podrzędnym barze nieopodal kampusu, lokalu, który, jestem o tym przekonany, serwuje najlepsze cheeseburgery w całym Chicago. To taka uniwersytecka tajemnica. Przez całą dobę kręci się tu tłumek złożony z umęczonych, jadących na kofeinie studentów. Obsługa zna większość klientów po imieniu, bo kiedy raz spróbujesz tutejszego żarcia, trudno ci będzie z niego zrezygnować.

– I jak wyszło?

Rozpiera się na kanapie i potrząsa głową.

– To był koszmar. Wychowałem się w małej mieścinie. Moja dziewczyna nie poszła do college’u. Ilekroć któryś ze znajomych przygłupów wrzucił do sieci fotę z imprezy, dostawała świra. Cały czas podejrzewała, że zdradzam ją z jakimiś miejscowymi laskami.

Mrugam.

– A zdradzałeś?

– Nie, skąd, nie tak mnie wychowano. Jasne, kusiło mnie, ale… Wiesz, uprawiałem wrestling, więc miałem moje grupies i mógłbym każdej nocy spać z inną laską, ale nigdy nie zrobiłbym tego Hannah.

– Długo to trwało?

Potrząsa głową.

– Zerwaliśmy ze sobą latem po drugim roku. Nie było łatwo. Zaczęliśmy się spotykać, gdy mieliśmy po szesnaście lat i myślałem, że któregoś dnia się pobierzemy. Ale odległość zrobiła swoje, a ona wymagała ode mnie więcej, niż mogłem jej dać. Trudno było mi znaleźć czas pomiędzy tymi wszystkimi treningami, rozgrywkami i zajęciami, i okazało się, że nie z takim facetem chciała być. Właściwie to oznajmiła mi, że zabujała się w kolesiu z agencji nieruchomości, w której pracowała. Czaisz? Ja usiłowałem być cholernym dżentelmenem, a ona wzięła i zakochała się w kimś innym. Wyszło na to, że od początku byłem na przegranej pozycji. Ileż okazji do zabawy straciłem…

– Pewnie tak, ale nie mów, że tego nie nadrobiłeś.

– O, stary, to było szaleństwo. Połowy imprez w ogóle nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Podają nam żarcie, więc zabieramy się do jedzenia. Nie wiem, w jaki sposób, ale Feliksowi udaje się wrócić do tematu mojego związku. Zapewne wiedzie go szczera ciekawość, mam jednak wrażenie, że chce przekonać mnie, że związki na odległość są skazane na porażkę. Usiłuję skierować rozmowę na inne tory, na przykład w stronę parszywie wielkiego tekstu na temat metod prawniczych, który mamy oddać w przyszłym tygodniu, ale Felix najwyraźniej zawiesił się na Tessie. Trudno.

– Jakie macie plany po jej powrocie? – dopytuje. – Macie zamiar mieszkać w innych stanach, póki nie skończysz nauki?

Cheeseburger w moim żołądku zamienia się w kamień. Zastanawiałem się nad tym, próbowałem ustalić, co będzie najlepsze. Już od roku żyjemy oddzielnie, więc jeszcze dwa lata nie powinny być problemem. Niestety, łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Burdel, jakiego narobiłem ostatniej jesieni, zmusił mnie, bym otwarcie mówił o problemach, a nie utrzymywał, że ze wszystkim poradzę sobie sam. Muszę być szczery sam ze sobą. Nie tak jak wtedy, kiedy rzuciłem się szczupakiem prosto w popierdzielone życie Mel.

– Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Ostatnie miesiące były ciężkie. Mocno dałem dupy i to cud, że Tessa w ogóle chce ze mną rozmawiać. Uwielbia pracę w Londynie, jest szczęśliwa i nie zamierzam jej dołować gadaniem o przyszłości.

– Kiedyś będziesz musiał. Zwłaszcza jeśli uważasz, że wasz związek ma się rozwijać. Myślisz o małżeństwie, nie?

– Jezu, Felix, mam dwadzieścia dwa lata. Jeśli teraz wyskoczę ze ślubem, ona uzna, że się jej oświadczam, bo nie chcę jej stracić.

– Ale jednak myślisz, prawda?

– No tak, ale… To po prostu nie jest odpowiedni moment. Musimy jeszcze poukładać wiele spraw.

Felix prostuje plecy i unosi dłonie w obronnym geście.

– Po prostu pytam. Z własnego doświadczenia wiem, że lepiej jest skończyć, kiedy możesz, zamiast latami ciągnąć coś na siłę.

– To związek, a nie inwestycja rynkowa. Chyba masz do tego niewłaściwe podejście.

– Inwestycja to inwestycja. Możesz inwestować pieniądze, możesz inwestować czas, jedno licho. Ale, spoko, odpuszczam. Zdaje się, że mocno ci na niej zależy, więc się zamknę zanim lutniesz mnie w pysk.

Cóż, pochlebia mi, że uważa, że mógłbym mu przywalić i odejść stąd w jednym kawałku.

* * *

– Jesteś pewna, że to dobry pomysł?

– Oczywiście, że nie, ale się nie rozdwoję, więc to chyba jedyna opcja.

– Ale, Tessie, serio, naprawdę tego chcesz?

Ponuro kiwa głową.

– Jestem przerażona.

Leżę w łóżku. Wróciłem z krótkiego treningu na siłowni, wziąłem prysznic i nie włożyłem po nim podkoszulka. Przyznaję, chciałem, żeby moja dziewczyna zatęskniła za mną i różnymi miłymi rzeczami, które moglibyśmy razem robić. Zadziałało. Tessa ma problem ze skoncentrowaniem się. Jej błyszczące oczy co chwilę wędrują do mojej nagiej klaty. Przygryza wargę.

Mam nadzieję, że rozpraszam ją na tyle, aby dała się odwieść od popełnienia wielkiego błędu.

– Pozwól, że postawię sprawę jasno. Uważam, że pozwolenie Cami na to, by sama zaplanowała wieczór panieński Beth, to bardzo, ale to bardzo zły pomysł.

Tessa marszczy brwi.

– Ale nikt inny nie da rady. Ja jestem tutaj, więc niewiele mogę zdziałać, a Beth nie chce, żeby zajęła się tym Megan, bo wiesz, jaka jest Megan i co mogłaby uznać za fajne, nie?

Wiem. Megan, jedną z przyjaciółek Tessy, wychowali wybitnie sztywni rodzice. Dziewczyna uważa za akt rebelii pójście do knajpy bez wcześniejszej rezerwacji. Raczej niespecjalnie nadaje się do planowania wieczoru panieńskiego Beth, ale może, z właściwą pomocą, dałaby sobie radę…

– Mogę pomóc Megan – oferuję. – Co ty na to? Wszystkim się zajmę.

– Och, jasne. A potem utkniemy na całą noc na lekcji szydełkowania i Beth mnie zamorduje. Nie, dzięki. Beth chce się rozerwać, Cole. Jest umęczona robotą, a to jedyna szansa, żebyśmy mogły gdzieś razem wyjść. Laska zasługuje na trochę zabawy.

– No tak, zabawy. Ale, wiesz, Cami doprawi wam drinki i hop. Następnego dnia okaże się, że hajtnęłaś się z jakimś żigolakiem w Vegas.

Tessa parska śmiechem. A przecież mówię zupełnie poważnie.

– Aż tak źle raczej nie będzie, a poza tym nie pojedziemy do Vegas. Beth powiedziała nam, że akurat Vegas absolutnie sobie nie życzy.

Niespecjalnie mnie to uspokaja. Cami Hughes jest magnesem na kłopoty i znalazłaby je w najspokojniejszym zakątku na ziemi. Nie umiem uwierzyć, że zaopiekuje się moją małą Muffinką.

– Myślisz, że powie Lanowi, co planuje? Wiesz, gdyby postarał się to od niej wyciągnąć…

Lan to mój przyjaciel i chłopak Cami. Czasem zastanawiam się, czy gość jest tak do końca normalny, bo nie mam pojęcia, jak udaje mu się przetrwać w związku z Huraganem Camryn. Ta dziewczyna jest zupełnie szalona. I za bardzo otwarta w niektórych sprawach. Mam na myśli seks. Czasem palnie coś w stylu, że chce ratować małżeństwa poprzez nauczanie ludzi sztuki intymności. Tak... No więc zdarza jej się stawiać ludzi w niezręcznej sytuacji.

– Życzę mu powodzenia – parska Tessa.

Ma na sobie jedną z moich starych bluz z college’u, a włosy zaplotła w warkocz. Przypominają mi się czasy, kiedy mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy, jedliśmy, spaliśmy. Tessa wyzbyła się wszelkich zahamowań. Potrafiliśmy siedzieć cały dzień w dresach, jeść pizzę i oglądać telewizję, i to było cudowne. Chyba za tym tęsknię najbardziej. Właśnie takie rzeczy człowiek bierze za pewnik. Wspólne zwyczaje, mnóstwo bezcennych drobiazgów. To one tworzą najlepsze wspomnienia. Tessa zamieniła mnie w kogoś, kto rozpoznaje własne uczucia i chce o nich mówić. Nie do końca wiem, jak się z tym, nomen omen, czuję.

Cholera. Zawsze chodzi o uczucia. Zawsze.

– Trzyma paszczę na kłódkę. Naprawdę. Chyba planuje wielką niespodziankę.

– Raczej „wielki szok”. Niespodzianka brzmi jak coś miłego.

Tessa wzrusza ramionami.