Wydawca: Świat Książki Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 394 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Azyl - Diane Ackerman

W zbombardowanym i zrytym pociskami warszawskim ogrodzie zoologicznym Jan i Antonina Żabińscy podczas niemieckiej okupacji zdołali ocalić przez śmiercią kilkadziesiąt osób, udzielając im schronienia w domu, piwnicach i pustych klatkach po zwierzętach. Skoro zaś gościom nadawano jeszcze zwierzęce przezwiska, a zwierzęta nosiły ludzkie imiona, willa Żabińskich w pełni zasługiwała na miano "domu pod zwariowaną gwiazdą".

Autorka łączy fakty ze swobodnym i barwnym stylem narracji. Wprowadza nas w świat fascynującej kobiety, Antoniny Żabińskiej, zapomnianej "żony Noego", która ryzykując życiem wraz z mężem prowadziła Arkę ratującą ludzi i zwierzęta.

Bestseller na liście „New York Timesa”, nagroda Orion za rok 2008

Diane Ackerman amerykańska pisarka i poetka, której styl łączy elementy historyczne i popularnonaukowe. Autorka książek popularnonaukowych: Historia naturalna zmysłów, Historia naturalna miłości, Alchemia umysłu. Tajemnice i piękno naszego mózgu.

Opinie o ebooku Azyl - Diane Ackerman

Fragment ebooka Azyl - Diane Ackerman

Tytuł oryginałuThe Zookeeper’s Wife. A War Story

WydawcaMagdalena Hildebrand

Redaktor prowadzącyTomasz Jendryczko

RedakcjaElżbieta Lewczuk

KorektaAnna Sidorek Alicja Chylińska

Zdjęcia na wkładce: ze zbiorów warszawskiego zoo

Copyright © 2007 by Diane Ackerman All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Olga Zienkiewicz, 2009

Świat Książki Warszawa 2017

Świat Książki Sp. z o.o. 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

Skład i łamanie WERS

Dystrybucja Firma Księgarska Olesiejuk sp. z o.o., sp. j. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: hurt@olesiejuk.pl, tel. 22 733 50 10 www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-8031-790-1

Antoninie

oraz jej rodzinie – ludzkiej i zwierzęcej

Od Autorki

Jan i Antonina Żabińscy byli chrześcijanami i prowadzili ogród zoologiczny. Hitlerowski rasizm budził w nich grozę, ale wykorzystując pośrednio manię nazistów na punkcie rzadkich zwierząt, zdołali kilkudziesięciu ludziom uratować życie. Losy Żabińskich zapisały się niejako między wierszami historii przez duże H, jak to czasami bywa z aktami niezwykłej ofiarności. W okupowanej Polsce czasu wojny nawet podanie spragnionemu Żydowi kubka wody podlegało karze śmierci, tym bardziej ich bohaterstwo zadziwia i zasługuje na upamiętnienie.

Opowiedziałam tę historię, wykorzystując wiele źródeł, które podaję w bibliografii, ale przede wszystkim polegałam na wspomnieniach (spisanych „na podstawie dziennika i luźnych notatek”) „żony Noego”, pani dyrektorowej w warszawskim ogrodzie zoologicznym, Antoniny Żabińskiej. Książka Ludzie i zwierzęta tchnie zmysłowym bogactwem świata przyrody. Czerpałam także z książek Antoniny dla dzieci, takich jak Życie w zoo[1], z książek i wspomnień Jana Żabińskiego oraz wywiadów opublikowanych w czasopismach wychodzących po polsku, po hebrajsku i w jidysz. Wszędzie tam, gdzie opisuję wrażenia Antoniny lub Jana słowami „pomyślał”, „poczuła”, „zastanawiała się”, sięgam po cytaty z ich utworów lub wywiadów. Przydały mi się również fotografie rodzinne (stąd moja wiedza o zegarku, który Jan nosił na przegubie lewej ręki, a także o upodobaniu Antoniny do strojów w groszki), rozmowy z synem Żabińskich Ryszardem i wieloma osobami w warszawskim zoo, oraz warszawiankami, rówieśnicami Antoniny, które również działały w podziemiu. W pracy pomogła mi lektura pism Lutza Hecka, zwiedzanie przejmującej ekspozycji w Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, odwiedziny w archiwum państwowego Ogrodu Zoologicznego, materiały i dokumenty gromadzone potajemnie w warszawskim getcie przez zespół historyków (przechowane w bańkach po mleku i metalowych skrzynkach), które znajdują się obecnie w Żydowskim Instytucie Historycznym, świadectwa przedstawione izraelskiemu instytutowi Yad Vashem przyznającemu wyjątkowy tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata oraz inne relacje zebrane w ramach znakomitego Shoah Project, a także listy, zapiski, pamiętniki, artykuły i dorobek twórczy mieszkańców warszawskiego getta. Naczytałam się o dążeniu narodowego socjalizmu nie tylko do władzy militarnej i dominacji ideologicznej, ale również, z jednej strony, do przeobrażenia światowych ekosystemów poprzez niszczenie flory i fauny (z istotami ludzkimi włącznie) w niektórych krajach, a z drugiej, o dokładaniu wszelkich starań, by chronić zagrożone zwierzęta i ich środowisko, a nawet odtworzyć wymarłe gatunki, jak żubr czy tur. Studiowałam opisy dzikich zwierząt i roślin w Polsce (a poznawanie świata przyrody obfitowało w niespodzianki), polskich obyczajów, polskiej kuchni i folkloru. Ślęczałam nad rozprawami o lekach, naukowcach i broni hitlerowskich Niemiec. Z prawdziwą satysfakcją uczyłam się o chasydyzmie, Kabale i pogańskim mistycyzmie początków XX wieku, o okultystycznym podłożu nazizmu oraz zgłębiałam takie zagadnienia, jak historia społeczna i polityczna Polski czy też wzornictwo abażurów z epoki.

Wiele zawdzięczam mojej nieocenionej konsultantce do spraw polskich, Magdzie Day, która do dwudziestego szóstego roku życia mieszkała w Warszawie, a także jej córce, Agacie Okulicz-Kozaryn. Podczas wizyty w Polsce (tylko jednej) zbierałam wrażenia z Puszczy Białowieskiej, ogrodu zoologicznego w Warszawie i jego okolic, gdzie myszkowałam wokół starej willi i wędrowałam śladami Antoniny po okolicznych ulicach. Szczególne wyrazy wdzięczności należą się byłemu dyrektorowi warszawskiego zoo, dr. Janowi Maciejowi Rembiszewskiemu i jego żonie Ewie Zbonikowskiej za czas wspaniałomyślnie mi poświęcony i za życzliwość, oraz pracownikom zoo za ich znajomość rzeczy, umiejętności i gościnność. Dziękuję również Elizabeth Butler za niezmordowaną i niezawodną pomoc sekretarską.

Z tą historią łączy mnie więź bardzo osobista, co zresztą jest regułą w przypadku tematów moich książek. Moi dziadkowie ze strony matki pochodzili z Polski. W dzieciństwie chłonęłam opowieści o życiu codziennym Łętowni pod Przemyślem, skąd dziadek wyjechał przed drugą wojną światową, a od matki słyszałam o jej niektórych krewnych i znajomych, którzy podczas okupacji ukrywali się lub znaleźli w obozach. Dorastając w małym wiejskim gospodarstwie, dziadek poznał wiele ludowych przypowieści przekazywanych z ust do ust z pokolenia na pokolenie. Była wśród nich jedna o tym, jak w małym objazdowym cyrku zdechł lew. Dyrektor cyrku zaproponował biednemu Żydowi, żeby udawał tego lwa na arenie. Żyd się zgodził, bo bardzo potrzebował pieniędzy. Dyrektor powiedział mu: „Włożysz na siebie lwią skórę i będziesz siedział w klatce, i wszyscy wezmą cię za prawdziwego lwa”. Biedak tak też uczynił, mrucząc pod nosem, „czego to ja się w życiu nie imałem”, gdy nagle zza pleców dobiegł go jakiś hałas. Obejrzał się i zobaczył drugiego lwa, który właził do klatki, pożerając biednego Żyda wzrokiem. Struchlałemu i bezradnemu nie przyszło do głowy nic innego, jak tylko gorliwie zaintonować hebrajską modlitwę. Ledwo jednak wykrzyknął trzęsącym się głosem Szma Israel... (Słuchaj, Izraelu), drugi lew podjął recytację słowami adenoj elohejnu (Pan nasz Bóg) i oba lwy zgodnie dokończyły modlitwę. Nie miałam wówczas pojęcia, jak ta wymyślona ludowa opowiastka okaże się przedziwnie znacząca w kontekście opowieści całkiem prawdziwej.

Przypisy

1  Większość cytatów w tej książce pochodzi ze wspomnień Antoniny Żabińskiej Ludzie i zwierzęta, Czytelnik, Warszawa 1968. Inne jej książki to: Nasz dom w zoo, Czytelnik, Warszawa 1970. Dżolly i s-ka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008. Borsunio, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008. Rysice, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008 (przyp. red.).

Rozdział 1

Lato 1935

Kwitnące na ówczesnych peryferiach Warszawy lipy stały skąpane w blasku słońca, którego promienie pięły się po białych ścianach zdobnej stiukami, przeszklonej willi z początku lat trzydziestych. Dyrektor ogrodu zoologicznego i jego żona spali na piętrze, na łożu z brzozowego drewna, używanego do budowy kanoe, produkcji szpatułek i windsorskich krzeseł. Po lewej mieli dwa wysokie okna z parapetem tak szerokim, że można było na nim siedzieć, pod którym tkwił niewielki kaloryfer. Na parkiecie leżały dywaniki w orientalne wzory, a w kącie pokoju królował brzozowy fotel.

Kiedy wietrzyk rozchylił tiulowe firanki na tyle, by do środka dostało się trochę ziarnistego światła niedającego jeszcze cieni, Antonina miała już dzięki ledwo wyłaniającym się z mroku przedmiotom punkt zaczepienia w realnym świecie. Wkrótce zaczną pokrzykiwać gibony, a w następującej zaraz potem kakofonii i umarły oka by nie zmrużył, nie mówiąc o żonie dyrektora zoo. Czekały na nią rozliczne codzienne obowiązki, a znana była z tego, że robota paliła się jej w rękach, czy chodziło o gotowanie, szycie czy malowanie ścian. Ale dyrektorowej nie brakowało także zadań związanych z zoo, czasem niezwykłych (jak uspokajanie malutkiego hieniątka), mobilizujących całą jej wiedzę i wrodzone zdolności.

Jej mąż, Jan Żabiński, wstawał zwykle wcześniej; w spodniach i koszuli schodził na dół, wsunąwszy zegarek na owłosiony nadgarstek lewej ręki. Wysoki i smukły, z wydatnym nosem, ciemnymi oczami i krzepkimi ramionami robotnika przypominał trochę budową swego teścia, Antoniego Erdmana, polskiego inżyniera kolejnictwa, który mieszkał w Petersburgu, choć sprawy zawodowe gnały go po całej Rosji. Ojca Antoniny razem z żoną i wieloma innymi przedstawicielami inteligencji rozstrzelano w początkach rewolucji rosyjskiej 1917 roku, kiedy Antonina miała zaledwie dziewięć lat. I tak jak Antoni, był Jan po trosze inżynierem, chociaż łączył raczej ludzi ze zwierzętami, a także umacniał w ludziach to, co mają wspólnego ze światem natury.

Swoją okoloną wianuszkiem ciemnobrązowych włosów łysinę Jan musiał latem chronić przed spiekotą, a zimą przed mrozem, dlatego na fotografiach robionych na świeżym powietrzu widać go z reguły w miękkim, filcowym kapeluszu, nadającym mu wygląd człowieka konkretnego i zajętego. Na niektórych zdjęciach we wnętrzach uchwycono go przy biurku lub w studiu radiowym – sprawia na nich wrażenie człowieka drażliwego. Na jego twarzy nawet świeżo po goleniu kładł się cień mocnego zarostu, szczególnie w rowku między nosem a ustami. A pięknego wykroju pełnej górnej wargi mogła mu pozazdrościć niejedna kobieta, bez pomocy konturówki niemająca szans na tak idealne „serduszko”, zresztą jedyny kobiecy rys w wyglądzie Jana.

Po śmierci rodziców ciotka posłała Antoninę do klasy fortepianu w miejskim konserwatorium i do szkoły w Taszkiencie, którą ukończyła w wieku piętnastu lat. Przed upływem roku przeniosły się do Warszawy, a Antonina podjęła naukę języków obcych, rysunku i malarstwa. Zajmowała się trochę nauczaniem, zdała egzamin na archiwistkę i pracowała w warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, gdzie poznała Jana, starszego od niej o jedenaście lat zoologa, który studiował rysunek i malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych i z którym łączyło ją zamiłowanie zarówno do zwierząt, jak i do sztuki animalistycznej. Kiedy w 1929 roku zwolniło się stanowisko dyrektora ogrodu zoologicznego (dyrektor założyciel zmarł po dwóch latach od jego objęcia), Jan i Antonina z radością skorzystali z propozycji zamieszkania wśród zwierząt i rozwijania nowego zoo. W 1931 roku pobrali się i przeprowadzili na drugi, ten gorszy brzeg Wisły, czyli na Pragę, która wówczas była dzielnicą przemysłową, ale oddaloną tylko o piętnaście minut tramwajem od Śródmieścia, a której charakteru przydawała własna gwara.

W dawnych czasach ogrody zoologiczne były własnością prywatną. Każdy mógł sobie założyć gabinet osobliwości, ale hodowanie krokodyli, wielkich żółwi, potężnych nosorożców czy rzadkich orłów wymagało środków, a także odrobiny szaleństwa i było powodem do dumy. W XVII wieku król Jan III Sobieski trzymał na dworze wiele egzotycznych zwierząt, a magnaci niekiedy popisywali się bogactwem, zakładając w swoich dobrach menażerie.

Polscy naukowcy od lat marzyli o dużym stołecznym zoo na europejską miarę, szczególnie na miarę ogrodów w Niemczech, słynnych na cały świat. Dzieciaki też domagały się zoologu. Częścią europejskiej kultury są niezliczone bajki, w których występują mówiące ludzkim głosem zwierzęta – czasem bardzo przypominające te prawdziwe, a czasem będące uroczym wymysłem. Działają na dziecięcą wyobraźnię, a dorosłych przenoszą w ukochane lasy i łąki dzieciństwa. Antonina cieszyła się, że jej zoo ma do pokazania całą masę legendarnych stworzeń jak żywcem wyjętych z kart książek, a ludzie mogą spotkać się oko w oko z dzikimi bestiami. Mało kto będzie miał w życiu okazję, by na własne oczy zobaczyć żywego pingwina, który zjeżdża na brzuchu z nadmorskiego pagórka do wody, albo igłozwierza z Gór Skalistych, zwijającego się w kulę jak gigantyczna szyszka. Antonina wierzyła, że obejrzenie ich w zoo poszerza ludziom horyzonty, a myśleniu o przyrodzie nadaje bardziej osobisty wymiar, kiedy poznajemy obyczaje zwierząt i ich imiona. To prawdziwa dzika natura, tyle że groźna bestia znalazła się w klatce i dała oswoić.

O świcie, z nadejściem kolejnego zoologicznego ranka, szpak wyśpiewywał wiązankę podkradzionych melodyjek, gdzieś z dala dorzucały kilka skrzekliwych arpedżiów strzyżyki, a kukułki nawoływały monotonnie jak ścienny zegar, który się zaciął na jednej godzinie. Nagle odzywały się gibony, które wydzierały się tak głośno, że wilki i likaony zaczynały szczekać, hieny chichotać, lwy porykiwać, kruki krakać, pawie krzyczeć, nosorożec prychać, lisy skowytać, hipopotamy dudnić. Potem gibony rozpoczynały występy w duetach, przy czym samce przeplatały wrzaski cichymi popiskiwaniami, a samice buczały grubo, swoim „wielkim wołaniem”. W zoo mieszkało kilkanaście gibonów dobranych w stadła, a te zapamiętale odśpiewują swoje kurtuazyjne pieśni, uwertury, kody, interludia, duety i solówki.

Antonina i Jan nauczyli się żyć wedle pór roku bardziej niż według formalnego kalendarza. Jak większość istot swego gatunku kierowali się zegarem, ale ich rutynowe zajęcia nigdy nie były do końca rutyną, skoro składały się na nią dwie równoległe rzeczywistości, jedna dostosowana do zwierząt i ta druga, typowo ludzka. Kiedy ze sobą kolidowały, to Jan wracał do domu bardzo późno albo Antonina zrywała się w środku nocy, żeby, na przykład, odbierać poród żyrafy (ryzykowna operacja, bo matka rodzi na stojąco, małe wypada główką w dół, a poza tym żyrafa nie życzy sobie żadnej pomocy). Dzięki temu właściwie codziennie można się było spodziewać urozmaiceń, a choć kosztowały sporo trudu i nerwów, to jednak naznaczały życie Antoniny wieloma miłymi niespodziankami.

Z sypialni Antoniny na piętrze szklane drzwi balkonowe prowadziły na szeroki taras z tyłu domu, na który można było wejść ze wszystkich trzech sypialni i z wąskiego schowka zwanego przez nich stryszkiem. Z tarasu rozciągał się widok na strzeliste tuje i bzy posadzone pod sześcioma wysokimi oknami pokoju dziennego, do którego podmuch znad rzeki przywiewał zapachy. Późną wiosną wiatr kołysał liliowymi kiśćmi bzu jak kadzielnicami, a słodki odurzający aromat napływał falami, w przerwach dając odetchnąć powonieniu. Z tarasu wdycha się powietrze na wysokości koron miłorzębów i świerków, a człowiek czuje się jak istota żyjąca pod sklepieniem drzew i nieba. O brzasku tysiące wilgotnych kryształków zdobi jałowiec, po którym wzrok prześlizguje się w stronę ociężałych gałęzi dębu, za bażanciarnię, do głównej bramy zoo od Ratuszowej pięćdziesiąt metrów dalej. Kiedy jest ciepło, a wokół unosi się usypiająca, miodowa woń kwitnących żółtawo lip i brzęczenie niezliczonych pszczół, warszawiacy często zażywają przechadzki po drugiej stronie ulicy, w parku Praskim.

Przyjęło się, że lipy szczególnie oddają klimat lata, którego najważniejszy miesiąc bierze od nich nazwę. W Warszawie lipy zdobią parki, cmentarze i place; całe ich szpalery w hełmach z gęstego listowia stoją wzdłuż eleganckich alei. Do lip ciągną pszczoły, boże służki darzone szacunkiem za miód i za wosk na kościelne gromnice – dlatego tak często sadzono lipy przy kościołach. Miód był cenny; na początku XV wieku mazowieckim wieśniakom groziła kara śmierci za jego kradzież lub zniszczenie barci.

Za czasów Antoniny pszczoły nie budziły już tak gwałtownych emocji, ale nadal chętnie je hodowano. Jan także trzymał na skraju zoo kilka uli, przycupniętych razem jak plemienne chaty. Polskie gospodynie słodziły miodem kawę, robiły z niego krupnik (gorąca wódka z miodem) i piekły pierniki albo pierniczki. Napar z lipy pijało się na przeziębienie albo uspokojenie. Tego lata w drodze na przystanek, do kościoła czy na targ, Antonina chodziła parkowymi korytarzami gęstymi od zapachu lip.

Po drugiej stronie rzeki linia zabudowań Starego Miasta wyłaniała się z porannej mgiełki jak tekst pisany atramentem sympatycznym – najpierw same dachy, z wytłaczanymi dachówkami nachodzącymi na siebie jak gołębie pióra, potem rzędy turkusowych, różowych, żółtych, czerwonych, rudych i płowych domów ciągnących się wzdłuż brukowanych kocimi łbami uliczek prowadzących do staromiejskiego Rynku. W latach trzydziestych ubiegłego wieku na Pradze działało targowisko w pobliżu fabryki wódek na Ząbkowskiej, zaprojektowanej na podobieństwo średniowiecznego zamku. Znacznie więcej z kolorowego jarmarku miało jednak Stare Miasto, gdzie pod żółtymi i płowymi markizami w dziesiątkach kramów handlowano różnościami, od wyrobów rzemiosła po żywność, w witrynach sklepów wystawiano bursztyn, a szkolona papuga za parę groszy wybierała ze słoika świstek papieru z wróżbą.

Tuż za Starym Miastem rozciągała się duża dzielnica żydowska, z plątaniną uliczek pełnych kobiet w perukach i pejsatych mężczyzn. Jej swoisty klimat tworzyły religijne pląsy, mieszanina dialektów i zapachów, biedne sklepiczki, farbowane jedwabie. Na płaskich dachach budynków żeliwne balkony piętrzyły się jeden nad drugim jak loże w operze, z tą tylko różnicą, że zamiast ludzi wychylały się z nich rosnące w doniczkach pomidory lub kwiaty. Można tu było także dostać szczególny rodzaj pierogów – ciągliwe krepłech wielkości pięści, nadziewane duszonym mięsem z przyprawami i cebulą, następnie gotowane, pieczone, a potem jeszcze podsmażane, aż stawały się połyskliwe i chrupiące, twarde jak bajgle.

Ta dzielnica była tętniącym życiem sercem wschodnioeuropejskiej kultury żydowskiej, którą tworzyły teatr i film, prasa, artyści i wydawnictwa, ruchy polityczne, kluby sportowe i literackie. Przez wieki Polska oferowała bezpieczne schronienie Żydom uciekającym przed prześladowaniami w Anglii, Francji, Niemczech i Hiszpanii. Na niektórych monetach bitych w Polsce w XII wieku widnieją nawet hebrajskie napisy, a wedle jednej z legend żydowska nazwa kraju, Polin, pochodzi od słów po lin, czyli „spocznij tu”. Niemniej w Warszawie XX wieku, mieście liczącym 1,3 miliona mieszkańców, w jednej trzeciej Żydów, panowała atmosfera antysemityzmu. Większość Żydów skupiła się w swojej dzielnicy, zachowując odmienny ubiór, język i kulturę, niektórzy nie znali nawet polskiego, ale część mieszkała w wytworniejszych miejscach, jak miasto długie i szerokie.

W letnie poranki Antonina stawała przy szerokiej, płaskiej u góry balustradzie tarasu z morelowych płytek, rękawami czerwonego szlafroka zgarniając z ich chłodnej powierzchni rosę. Nie wszystkie wycia, skomlenia, wrzaski i tupoty dochodziły z oddali – niektóre wydobywały się z podziemnych trzewi samej willi, inne dobiegały z ganku, tarasu czy strychu. Żabińscy przygarniali pod swój dach osierocone noworodki lub zwierzęta chore, nie mówiąc o zwykłych domowych ulubieńcach. Do obowiązków Antoniny należało karmienie i oporządzanie lokatorów, o co podopieczni hałaśliwie się dopominali.

W willi nie mieli zakazu wstępu nawet do salonu. Pejzaże za szybami sześciu wysokich okien można by wziąć za obrazy, toteż w wąskim, podługowatym pokoju dziennym granice między tym, co w środku, a tym, co na dworze, łatwo się zacierały. Naprzeciwko okien na półkach długiego drewnianego regału leżała masa książek, prasy, gniazd, piór, małych czaszek, jajek, rogów i wiele innych dziwnych przedmiotów. Na dywanie w perskie wzory stał fortepian obok foteli usłanych czerwonymi poduszkami. W najdalszym i najcieplejszym kącie znajdował się obłożony ciemnobrązowymi kafelkami piec, a nad nim królowała wypłowiała od słońca czaszka żubra. Fotele stały pod oknami, przez które wpadało popołudniowe światło.

Pewien dziennikarz przeprowadzający z Janem wywiad zdumiał się na widok dwóch kotów, które wkroczyły do salonu, jeden z zabandażowaną łapą, drugi – ogonem. Za nimi wmaszerowała papuga w metalowym kołnierzu, a potem przykuśtykał kruk ze złamanym skrzydłem. W willi roiło się od zwierzaków, co Jan tłumaczył po prostu: „Nie wystarczy badać zwierząt z bezpiecznej odległości – trzeba z nimi mieszkać, żeby naprawdę poznać ich obyczaje i psychologię”. Podczas codziennych objazdów zoo za rowerem Jana kłusował chwiejnie duży łoś o imieniu Adam, nieodłączny towarzysz.

Miało w sobie coś z czarnoksięstwa życie w intymnej bliskości z takimi stworzeniami jak lwiątko, wilcze szczenię, małpiątko czy orlątko, gdy zwierzęce wonie, chroboty i odgłosy mieszały się z zapachami ludzkiego ciała i kuchni, z ludzkim śmiechem i gwarem w rodzinnej atmosferze wspólnego legowiska. Na początku nowi domownicy trzymali się swoich dotychczasowych pór snu i karmienia, ale stopniowo zwierzęta dostosowywały się do siebie nawzajem, żyjąc podobnym rytmem. Nie dotyczyło to jednak oddychania, tak że nocą z ich posapywań i pochrapywań powstawała zoologiczna kantata, której takty trudno by odmierzyć.

Antonina była zafascynowana sposobem zmysłowego odbierania świata przez zwierzęta. Razem z Janem szybko się nauczyli spowalniać swoje ruchy przy drapieżnikach. Wielkie koty, którym blisko osadzone oczy szalenie ograniczają postrzeganie głębi, łatwo wyprowadzić z równowagi gwałtownym gestem, stojąc o krok czy dwa od nich. Dla odmiany zwierzęta łowne, na przykład jelenie, mogą się pochwalić bardzo szerokim polem widzenia (żeby zauważyć w porę drapieżców podkradających się do nich od tyłu czy z boku), ale za to z byle powodu wpadają w panikę. Okulały orlik grubodzioby, trzymany na uwięzi w piwnicy, to właściwie para teleskopowych oczu i skrzydeł. Hieniątka widziały Antoninę nawet w zupełnej ciemności. Inne zwierzęta wyczuwały jej zapach, gdy się zbliżała, lub lekkie drgania desek pod jej stopami, słyszały najcichszy szelest jej sukni, umiały nawet wychwycić ruch powietrza wywołany jej ruchem. Żabińska zazdrościła im tych cudownie wysublimowanych zmysłów; człowiek obdarzony takimi zwyczajnymi zwierzęcymi umiejętnościami zyskałby w oczach Europejczyków miano czarodzieja.

Antonina uwielbiała wyślizgnąć się na chwilę ze swej ludzkiej skóry, by spojrzeć na świat oczami tego czy innego zwierzaka, i często zapisywała obserwacje czynione z takiego punktu widzenia, intuicyjnie domyślając się trosk i umiejętności swych podopiecznych, łącznie z tym, jak widzą, słyszą, czują, czego się boją, a co zapamiętują. Kiedy wkraczała w domenę ich postrzegania, dochodziło do swoistej zamiany wrażliwości i jak małe rysiczki, które wykarmiła, podpatrywała dziwny świat głośnych, górujących nad nimi istot, które miały:

„nogi mniejsze i większe, obute w miękkie pantofle i skórzane, twarde trzewiki, ciche i głośne, o obojętnym zapachu materiału i mocnej, drażniącej woni pasty. Sukienne pantofle chodziły spokojnie, miękko i lekko: nie potrącały przedmiotów, nie robiły hałasu w pokoju... Rozlegało się ciche wabienie: Ki-ci! ki-ci!... W szparce za szafą lub pod stołem ukazywała się nowa istota – głowa o puszystej, żółtawej grzywie i oczy patrzące przez szklane szybki okularów... Dość prędko nauczyły się kojarzyć sukienne pantofle z włochatym szlafrokiem, puszystą głową i cienkim głosem”.

*

Chętna do takiego porzucania ludzkiej skóry, dostrajania swoich zmysłów do ich zmysłów, Antonina zajmowała się swoimi podopiecznymi z życzliwym zainteresowaniem, a coś w jej nastawieniu działało na nie uspokajająco. Swoją niesamowitą zdolnością poskramiania najkrnąbrniejszych zwierząt zaskarbiła sobie szacunek zarówno dozorców w zoo, jak i męża, który co prawda wierzył w naukowe wytłumaczenie tego zjawiska, niemniej uważał je za dziwne i tajemnicze. Naukowiec do szpiku kości, Jan przyznawał Antoninie zdolność wysyłania „metafizycznych fal”, niemal szamańskiej empatii w stosunku do zwierząt: „ma niesłychanie cienką skórę... trafnie odgaduje, co tkwi we wnętrzu jej zwierzęcych przyjaciół... nie robi ze zwierząt ludzi, raczej sama zatraca właściwości homo sapiens i przemienia się [w nie]... Ma wrodzony dar czynienia nad zwierzętami bystrych, wręcz precyzyjnych obserwacji i wyjątkowo... umie trafić w sedno... posługuje się szóstym zmysłem... od wczesnego dzieciństwa”.

W kuchni co rano Antonina nalewała sobie szklankę herbaty i brała się do wyparzania butelek ze smoczkami do karmienia najmłodszych domowników. W ten sposób udało jej się wychować dwie małe rysiczki z puszczy białowieskiej, które trafiły w jej opiekuńcze ręce latem 1931 roku.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Antonina i Jan Żabińscy karmią rannego ptaka

Borsunio wyprowadza Rysia na spacer

Portret rodzinny: od lewej: matka Jana, Jan z Rysiem na rękach i Antonina

Pozostałe fotografie dostępne w pełnej wersji eBooka.

Bibliografia

Aly Götz, Peter Chroust, Christian Pross, Cleansing the Fatherland: Nazi Medicine and racial Hygiene, Johns Hopkins University Press, Baltimore, Md. 1994.

Bartoszewski Władysław, Lewinówna Zofia, Ten jest z ojczyzny mojej: Polacy z pomocą Żydom 1939–1945, Świat Książki, Warszawa 2007.

Beebe C. William, The Bird: Its Form and Function, Henry Holt, New York 1906.

Block Gay, Malka Drucker, Rescuers: Portraits of Moral Courage in the Holocaust, TV Books, New York 1998.

Calasso Roberto, Zaślubiny Kadmosa z Harmonią, przeł. Stanisław Kasprzysiak, Znak, Kraków 1995.

Cooper David A., God is a Verb: kabbalah and the Practice of Mystical Judaism, Riverhead Books, New York 1998.

Cornwell John, Hitler’s Scientists: Science, War, and the Devil’s Pact, Penguin Books, New York 2004.

Davies Norman, Boże igrzysko: historia Polski, t. 1. Od początków do roku 1795, przeł. Elżbieta Tabakowska, Znak, Kraków 1998.

Davies Norman, Serce Europy: krótka historia Polski, Aneks, Londyn 1995.

Davies Norman, Powstanie ’44, przeł. Elżbieta Tabakowska, Znak, Kraków 2006.

Davis Avram, The Way of Flame: A Guide to the Forgotten Mystical Tradition of Jewish Meditation, Harper-Collins, New York 1996.

Deichmann Ute, Biologists Under Hitler, przeł. Thomas Dunlop, Harvard University Press, Cambridge, Mass. 1996.

Edelman Marek, Strażnik: Marek Edelman opowiada, Znak, Kraków 2006.

Ficowski Jerzy (zebr. i oprac.), Bruno Schulz, Listy, fragmenty. Wspomnienia o pisarzu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984.

Regiony wielkiej herezji: rzecz o Brunonie Schulzu, Słowo, Warszawa 1992.

Fogelman Eva, Conscience and Courage: Rescuers of Jews During the Holocaust, Anchor Books, New York 1994.

Fox Frank, Zagrożone gatunki: Żydzi i żubry, „Zwoje”, 29 stycznia 2002.

Glass James M., „Life Unworthy of Life”: Racial Phobia and Mass Murder in Hitler’s Germany, Basic Books, New York 1997.

Goodrick-Clark Nicholas, The Occult Roots of Nazism. Secret Aryan Cults and Their Influence on Nazi Ideology, New York University Press, New York 2004.

Greenfield Amy Butler, A Perfect Red: Empire, Espionage, and the Quest for the Color of Desire, HarperCollins, New York 2005.

Grynberg Michał (oprac.), Pamiętniki z getta warszawskiego: fragmenty i regesty, PWN, Warszawa 1988. [Words to Outlive Us: Eyewitness Accounts from Warsaw Ghetto, Metropolitan Books, New York 2002].

Gutman Israel, Walka bez cienia nadziei: powstanie w getcie warszawskim, przeł. z jęz. ang. Marcin Stopa, Rytm, Warszawa 1998.

Hale Christopher, Krucjata alpinistów, przeł. Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Piotr Chojnacki, Bellona, Warszawa 2005.

Heck Lutz, Tiere – mein Abenteuer: Erlebsnisse in Wildnis und Zoo, Ullrich, Wien 1952.

Heston Leonard, Heston, Renate, The Medical Casebook of Adolf Hitler: His Illnesses, Doctors and Drugs, William Kimber, London 1979.

Hoffman Eva, Zagubione w przekładzie, Aneks, Londyn 1995.

Iranek-Osmecki Kazimierz, Kto ratuje jedno życie: Polacy i Żydzi 1939–1945, Krąg, Warszawa 1981.

Kater Michael, Doctors Under Hitler, University of North Carolina Press, Chapell Hill 1989.

Kisling Vernon, Ellis James, Zoo and Aquarium History: Ancient Animal Collections in Zoological Gardens, CRC Press, Boca Raton, Fl. 2001.

Kitchen Martin, Nazi Germany at War, Longman, New York 1995.

Klajman Jack (red.), Out of the Ghetto, Vallentine Mitchell, London 2000.

Knab Sophie Hodorowicz, Polish Customs, Traditions and Folklore, Hippocrene Books, New York 1996.

Polish Herbs, Flowers & Folk Medicine, Rev. Ed. Hippocrene Books, New York 1999.

Korboński Stefan, Polskie Państwo Podziemne: przewodnik po Podziemiu z lat 1939–1945, Świat Książki, Warszawa 2008.

Korboński Stefan, W imieniu Rzeczypospolitej, Bellona, Warszawa 1991.

Korczak Janusz, Pamiętnik, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1984.

Krall Hanna, Zdążyć przed Panem Bogiem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977.

Kühl Stefan, The Nazi Connection: Eugenics, American Racism, and German National Socialism, Oxford University Press, New York 1994.

Lemnis Maria, Vitry Henryk, Old Polish Traditions: In the Kitchen and at the Table, Hippocrene Books, New York 2005. [W staropolskiej kuchni i przy polskim stole].

Lifton Robert J., The Nazi Doctors; Medical Killing and the Psychology of Genocide, Basic Books, New York 1986.

Lorenz Konrad, Durch Domestikation verusachte Störungen artewigenen Verhaltens, „Zooschrift fur angewande Psychologie und Charakterkunde”, t. 59 (1940), s. 2–81.

Macrakis Kristie, Surviving the Svastika: Scientific Research in Nazi Germany, Oxford University Press, New York 1993.

Matalon Lagnado, Lucette Dekel, Cohn Sheila, Children of the Flames: Dr. Josef Mengele and the Untold Story of the Twins of Auschwitz, William Morrow, New York 1991.

Mazor Michel, La cité engloutie (souvenirs du ghetto de Varsovie), Éditions Centre [documentation juive contemporaine], Paris 1955.

Miłosz Czesław, Postwar Polish Poetry, wyd. 3, Univesity Of California Press, Berkeley 1983.

Oliner Samuel P., Oliner Pearl, The Altruistic Personality: Rescuers of Jews in Nazi Europe, Free Press, New York 1988.

Paulsson Gunnar S., Utajone miasto: Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy, przeł. Elżbieta Olender-Dmowska, Znak, Kraków 2007.

Piotrowski Stanisław, Dziennik Hansa Franka, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1957.

Polen Nehemia, The Holy Fire: the teachings of Rabbi Kalonymus kalman Shapira, the Rebbe of the Warsaw Ghetto, Rowman & Littlefield, Lanham, Md. 1994.

Proctor Robert, Racial Hygiene: Medicine Under the Nazis, Harvard University Press, Cambridge, Mass. 1988.

Read Anthony, The Devil’s Disciples: Hitler’s Inner Circle, W.W.Norton, New York 2005.

Robertson Jenny, Don’t Go to Uncle’s Wedding: Voices from the Warsaw Ghetto, Azure, London 2000.

Rostal Jan E., W klatce bażanta, „Nowiny i Kurier”, 1 października, 1965.

Schulz Bruno, Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1992.

Styczyński Jan (fot.), Zoo in Camera, Text by Jan Żabiński, Murrays Sales, London.

Szymborska Wisława, Miracle Fair: Selected Poems of Wislawa Szymborska, transl. by Joanna Trzeciak, forew. by Czesław Miłosz, W.W. Norton, New York 2001.

Śliwowska Wiktoria (oprac.), Dzieci Holocaustu mówią..., Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu, Warszawa 1993.

Tec Nechama, When Light Pierced the Darkness: Christian Rescue of Jews in Nazi-Occupied Poland, Oxford University Press, New York 1986.

Tenenbaum Joseph, In Search of a Lost People: The Old and New Poland, Beechburst Press, New York 1948.

Tomaszewski Irene, Werbowski Tecia, Zegota: The Rescue of Jews in Wartime Poland, Price-Patterson, Montreal 1994.

Ulrich Andreas, Hitler’s Drugged Soldiers, „Spiegel” online, 6 maja 2005.

Wex Michael, Born to Kvech: Yiddish Language and Culture in All of Its Moods, St. Martin’s Press, New York 2005.

Wiedensaul Scott, The Ghost With Trembling Wings: Science, Wishful Thinking, and the Search for Lost Species, North Point Press, New York 2002.

Wiesel Elie, After the Darkness: Reflections on the Holocaust, Schocken Books, New York 2002.

Zaloga Steven J., Poland 1939: The Birth of Blitzkrieg, Osprey Publ., Oxford 2002.

Zamoyski Adam, The Polish Way: A Thousand Year History of the Poles and Their Culture, Hippocrene Books, New York 2004. [Własną drogą: osobliwe dzieje Polaków i ich kultury, przeł. Aleksandra Zgorzelska, Znak, Kraków 2002].

Żabińska Antonina, Ludzie i zwierzęta, Czytelnik, Warszawa 1968.

Żabińska Antonina, Nasz dom w zoo, Czytelnik, Warszawa 1970.

Żabiński Jan, Relacja, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1968, nr 5 (65–68).