Awensis - Wioletta Formela - ebook
Opis

Nieziemsko piękna Sami wiedzie spokojne i szczęśliwe życie u boku ukochanego męża Adama. Wie, że została przez swych obecnych rodziców adoptowana, nie ma jednak pojęcia, dlaczego jej prawdziwa matka pozostawiła ją w szpitalu zaraz po urodzeniu. Nie spędza jej to snu z powiek, ale pewnego dnia przybrana matka, zirytowana zbyt spokojną jej zdaniem naturą córki, porównuje ją do pokazywanych właśnie w telewizji Obcych, których wizyty na Ziemi relacjonuje się jak wydarzenia z życia gwiazd.

Sami postanawia na własne oczy zobaczyć istoty tak podziwiane przez Ziemian. Wybiera się do hotelu, gdzie przebywają, i z zaskoczeniem odkrywa, jak dobrze czuje się wśród nich. Nawiązuje wzrokowy kontakt z jednym z Awensis, ale przestraszona jego zainteresowaniem wychodzi. Ten jednak nie daje za wygraną…

Awensis” to fantastyczna opowieść, która w kosmicznej scenografii próbuje stawiać uniwersalne dla wszystkich istot pytania o granice wolności, poszanowanie prawa do samostanowienia, a także o miłość, nieśmiertelność i cenę, jaką trzeba za te wartości zapłacić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 234

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Idę do Ciebie

moje Kochanie

Me serce koło Twego staje

zamykam oczy

 

To przyszłość stworzyła nas

każdy dzień jest lepszy

Dziękuję Bogu za czas

i błagam o następny

 

 

 

 

 

Drzwi otworzyły się bezszelestnie i do domu wszedł Andrzej. W holu zdjął buty, przez chwilę stał, zastanawiając się, czy dobrze zrobił. Gdzieś w głębi serca odczuwał wątpliwości. Wiedział, że jest to nielegalne i gdyby się wydało, miałby poważne kłopoty, ale ona tak bardzo pragnęła mieć dziecko. Odetchnął głęboko i ruszył do kuchni. Postanowił jej pozostawić ostateczną decyzję.

Przy kuchence krzątała się Malina, piękna trzydziestolatka. Gdy usłyszała wchodzącego męża, odwróciła się, puszczając zalotnie buziaka.

– Długo ci dziś zeszło. Dużo miałeś pracy? – spytała i wróciła do przewracania kotletów, które zaczęły się powoli przysmażać. Nic jej nie odpowiedział, tylko usiadł przy stole.

– Coś się stało? – zaniepokoiła się.

Spojrzał na nią. Też chciał mieć dzieci, lecz przebyta w dzieciństwie choroba uczyniła go bezpłodnym. Proponował jej, że mogą spróbować sztucznego zapłodnienia od nieznanego dawcy, ale odmawiała, bojąc się, że dziecko może urodzić się z wadami. Tłumaczył, że w końcu jest ginekologiem, że pracuje w najlepszej klinice i może wybrać nasienie, jednak nie dawała się przekonać.

– Kochanie, zrobiłem coś, ale jak się nie zgodzisz, to jutro wszystko zwrócę. Nikt się nie połapie.

Spojrzała na niego trochę przerażona.

– Powiesz mi, co się stało?

– Będąc dziś w laboratorium, gdzie przechowuje się nasienie, zobaczyłem, że w osobnym, nowiutkim pojemniku trzymają jego część. Spytałem dlaczego. Usłyszałem, że to od jakiegoś superdawcy i my mamy je tylko przechować. Laborant żartował, że to dla bogatych panienek, kiedy wreszcie zdecydują się mieć dzieci. Jak wszyscy wyszli, wziąłem trochę tego nasienia, nikt nie zauważy różnicy. Wiem, że masz teraz dni płodne, może warto spróbować?

Przełożyła patelnię na wyłączony ruszt i usiadła naprzeciwko niego, analizując to, co usłyszała. W pewnym sensie byłoby to spełnienie jej pragnień. Może warto zaryzykować.

– Jeżeli coś będzie nie tak, usunę ciążę – przekonywał ją.

– Zgodzę się, ale jeśli coś będzie nie w porządku, zostawię dziecko w szpitalu. Nie pozwolę ci go zabić – odparła. Była osobą wierzącą i nie mogła się zgodzić na aborcję.

Minęły trzy tygodnie. Malina czuła się coraz gorzej. Poranne wymioty stały się nie do zniesienia. Artur martwił się jej stanem, bo było jeszcze za wcześnie na takie dolegliwości.

– Przyniosę dziś z pracy USG – stwierdził przy śniadaniu, patrząc na jej mizerną twarz.

– Przecież to chyba za szybko, by stwierdzić, czy się udało? – zapytała.

– Nie zaszkodzi spróbować – odparł. Nie zamierzał jej martwić bez podstaw.

Wieczorem przystąpił do badania. Na ekranie monitora ukazał się mały człowiek, prawie całkowicie rozwinięty.

– Może być takie duże? – spytała zdziwiona.

Przeniósł wzrok na Malinę i z powrotem na ekran, na którym malutka istotka się poruszyła. Zaczął obliczać. Wyszło mu, że to koniec trzeciego miesiąca.

– To niemożliwe, ale dziecko w trzy tygodnie rozwinęło się tak, jak powinno w trzy miesiące. Powinniśmy przerwać tę ciążę – stwierdził stanowczo.

– Nie zgadzam się. Zostawię je w szpitalu. Nie chcę jakiegoś dziwoląga, ale nie pozwolę ci na aborcję. Sfałszujesz papiery tak, by wyglądało na dziewięć miesięcy ciąży – spojrzała na monitor. – To jest żywa istota – powiedziała z naciskiem.

– Malina, proszę, możesz tego nie przeżyć, jak będzie rozwijało się w tym tempie, to urodzi się za trzy miesiące – próbował ją namówić. Był w szoku z powodu tego, co zobaczył. Spojrzała na niego wrogo.

– Jeżeli coś zrobisz dziecku, to się z tobą rozwiodę i wszystko ujawnię – zagroziła mu.

Odpuścił i więcej jej nie namawiał. Pilnował od tej pory, żeby większość czasu odpoczywała i dużo jadła, wyrównując tym utratę energii. Ciąża rozwijała się w zastraszającym tempie. Artur wziął sobie dwa miesiące urlopu, niby ze względu na kłopoty zdrowotne. Malina powoli zaczynała wyglądać jak żywy trup, bo zamiast przybrać na wadze, schudła pięć kilo. Z badań USG wynikało, że to dziewczynka.

Postanowili, że podda się cesarskiemu cięciu. Bała się porodu i tego, jak będzie wyglądało to dziecko. Ustalili wcześniej powód, który poda, chcąc zostawić dziecko w szpitalu. Miał wszystkim opowiedzieć smutną historię, jak jego żona została zgwałcona, kiedy wracała z klubu fitness. Nie chciała tego zgłaszać na policję, czując się upokorzoną. Dopiero po jakimś czasie domyśliła się, że jest w ciąży. Jako katoliczka nie potrafiła zgodzić się na aborcję, ale też nie jest w stanie opiekować się tym niechcianym dzieckiem, więc postanowiła oddać je do adopcji.

Cesarskie cięcie przebiegło bez zakłóceń. Urodziła się piękna dziewczynka. Malina nie chciała nawet na nią spojrzeć, zdając sobie sprawę z tego, że będzie się doszukiwać czegoś nienormalnego w tym dziecku. Lekarze i Artur przekonywali ją, żeby jednak spróbowała się przemóc. Lecz ona, gdy tylko poczuła się lepiej, podpisała papiery i wypisała się ze szpitala na własne życzenie. Uświadomiła sobie, że macierzyństwo wcale jej nie pociąga i nigdy więcej nawet nie pomyśli o dziecku.

Dziewczynka trafiła do adopcji. Przygarnęło ją średnio zamożne małżeństwo po trzydziestce. Ludzie ci nie mogli wyjść ze zdziwienia, jak można porzucić tak ślicznego bobasa. Po jakimś czasie okazało się, że maleństwo rośnie szybciej niż normalnie. Dziewczynka w rok osiągnęła wzrost dwulatki, na szczęście rozwijała się tak samo szybko emocjonalnie i intelektualnie. Po serii badań lekarze orzekli, że to anomalia genetyczna i dopóki czuje się dobrze, lepiej nic nie robić. Po dwóch latach kolejne badania wykazały, że powoli jej rozwój zwalnia, i kiedy osiągnie wiek dziesięciu lat, wszystko powinno wrócić do normy. Poza tym, że będzie wyglądać jak dwudziestoparolatka.

Dziewczynka była cudownym dzieckiem. Uczyła się dobrze i nie sprawiała kłopotów wychowawczych, tylko Marzena, jej przybrana matka, bolała nad tym, że tak szybko dorasta.

Minęło dziesięć lat. Sami wyrosła na prześliczną kobietę o jasnych, długich włosach i bursztynowych oczach. Skończyła studia i podjęła pracę. Tam poznała Adama i po paru miesiącach byli już małżeństwem. Matka była temu przeciwna, ale ona twierdziła, że to ten jedyny.

Jego rodzice kupili im w prezencie ślubnym mały domek na przedmieściach. Byli zachwyceni jej urodą i inteligencją. Marzena jednak nie za bardzo polubiła zięcia, twierdząc, że nie jest do końca szczery i jej córka zasługuje na kogoś lepszego. Karol, jej mąż, przekonywał ją, że przesadza, i z czasem się dopasują.

Pewnego wieczoru, kiedy Sami do nich przyjechała, wybuchła kolejna kłótnia o to, że pozwala mężowi wychodzić z kolegami, a sama przesiaduje w domu. Próbowała przekonać matkę, że nie lubi tych wszystkich imprez i woli poleniuchować, oglądając telewizję. Marzena jednak w złości stwierdziła, że bardziej pasuje do tych obcych z ekranu, bo właśnie transmitowali kolejny bankiet z ich udziałem. Spojrzała na telewizor i doszła do wniosku, że w pewnym sensie jej matka miała rację. Od kiedy pojawili się obcy, oglądała większość relacji z ich udziałem. Postanowiła nawet pójść obejrzeć ich na żywo, bo mieli zjawić się w przyszły weekend w ekskluzywnym hotelu.

Obcy swoim widokiem wciąż wywoływali sensację, choć ludzie powoli przyzwyczajali się do nich. Oficjalnie przylecieli na Ziemię przed pięciu laty i od tamtej pory swoją wysoko rozwiniętą techniką i wiedzą wspomagali praktycznie każdą dziedzinę życia.

Nastała sobota. Sami ubrała się trochę bardziej elegancko niż zwykle, a Adamowi powiedziała, że umówiła się z kumpelką na plotki. Kiedy zjawiła się w hotelu, było tam już bardzo dużo ludzi chcących zobaczyć obcych. Większość z nich to były kobiety. Poczuła się głupio jako jedna z tych piszczących panienek, stanęła więc przy wyjściu pod ścianą.

Kiedy się pojawili, nie mogła wyjść z podziwu, jacy byli podobni do ludzi, a zarazem tacy inni. Poruszali się, jakby płynęli w powietrzu, mieli twarze o idealnych rysach i ciała o atletycznej budowie. Wyglądali jak bogowie.

W gazetach wyczytała, że umieli rozmawiać w wielu językach, a nauka kolejnych nie sprawiała im żadnych problemów.

Jeden z nich przykuł uwagę Sami. Podobał się jej. Tak według niej powinien wyglądać idealny mężczyzna. Był brunetem o śniadej cerze, w trudnym do określenia wieku: niby młody, a zarazem dojrzały. Czuła się trochę nie fair w stosunku do Adama, ale nie robiła sobie wielkich wyrzutów. Przypatrywała się tamtemu. Wyglądał na spiętego, jakby był gotowy do obrony w razie nagłego ataku.

Nagle odwrócił się w jej kierunku. Zaczął się rozglądać. Ich spojrzenia spotkały się, a Sami zaparło dech w piersiach. Miał takie cudowne, poważne, ciemnobrązowe oczy.

„Ano, spójrz w prawo i przyjrzyj się dziewczynie, która patrzy na ciebie” – pomyślał Kej, spoglądając w róg sali.

„Wszystkie mi się przyglądają” – stwierdził, ale odwrócił się i zlustrował okolicę, podążając za wzrokiem Keja. Dostrzegł ją. Była piękna. I te rysy… Tak bardzo przypominała kobiety z ich planety.

„To może być przypadek” – skwitował i ruszył w jej kierunku, czym wywołał euforię pozostałych przypatrujących się im pań.

„Podobasz się jej, choć nie w taki sposób, co reszcie. Ma bardzo piękny umysł” – zauważył Kej.

„Potrzebna jest próbka jej genów. Jak się potwierdzi, to będzie pierwsza rozwinięta hybryda” – pomyślał Dor, który również zwrócił uwagę na dziewczynę.

„Zajmę się tym” – odparł Ano.

„Tylko jej nie krzywdź” – rozkazał Dor. Zdawał sobie sprawę, że w tym świecie nie może pozwolić Ano się rozwinąć.

„Będę ostrożny” – obiecał. Przechodząc przez hol, nie spuszczał dziewczyny z oczu.

„Starczy tego dobrego” – pomyślała Sami, cofając się przed nadchodzącym obcym. Obejrzała się za siebie. Do wyjścia było niedaleko. Odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem opuściła hotel.

„Ano, zostaw ją. Lono się tym zajmie” – nakazał Dor. – „Jest podatna na sugestie. Wyjdziesz tylnym wyjściem” – dodał, widząc, że ten ma ochotę pobiec za nią. Stanął zły na siebie, że tak ją wystraszył. Wrócił, czekając na wiadomość od Lono. Po chwili otrzymał to, czego oczekiwał.

Przeszła szybkim krokiem jakiś kilometr, nim się zatrzymała i uspokoiła oddech.

To było dziwne. Podobał się jej ten obcy, ale jego zainteresowanie nią wystraszyło ją. I to jego spojrzenie… jakby chciał ją dopaść. Była zła na siebie, że tam poszła. Pierwszy raz widziała tych obcych. Musieli przylecieć tym drugim ogromnym statkiem.

Weszła do domu handlowego, usiadła w małej kawiarence, zamówiła kremówkę i kawę. Powinna iść prosto do domu, lecz zamiast tego siedziała i rozmyślała o tym, co się stało. Zastanawiała się, dlaczego wywołała takie zainteresowanie. Sama nie uważała się za jakąś specjalną indywidualność. Poza tym, że jako dziecko rozwijała się szybciej niż inni, nie widziała w sobie nic specjalnego. W pewnym momencie po plecach przebiegł jej dreszcz.

– Witaj – usłyszała przecudny głos. Naprzeciw niej usiadł on. Tętno przyspieszyło jej tak gwałtownie, że serce prawie wyskoczyło z klatki piersiowej.

– Nie bój się, nic ci nie zrobię – chciał ją chwycić za ręce, lecz cofnęła je.

– O co chodzi? – spytała wystraszona. Patrząc na niego, doszła do wniosku, że to najwyższa pora na pójście do domu.

– Może się przejdziemy? Tutaj wszyscy się nam przyglądają – zaproponował, uśmiechając się. – „Ma piękne oczy” – pomyślał i zdziwił się sam sobie, że zamiast zająć się zadaniem, rozmyśla o czymś takim.

– Powinnam już wrócić do domu. Jestem mężatką i powinnam już iść – trochę nieskładnie to zabrzmiało, ale ze zdenerwowania nie była w stanie logicznie myśleć. Podniosła się energicznie, ruszając do wyjścia. W ułamku sekundy znalazł się przy niej i objął ją w pasie. Nie był to jednak przyjacielski uścisk, tylko żelazny chwyt uniemożliwiający ucieczkę.

– Idziemy do statku – powiedział bardzo cicho, ale stanowczo. Nie uśmiechał się już, tylko lustrował okolicę, sprawdzając, czy nikt za bardzo nie interesuje się nimi, oprócz przejawów zwykłej ciekawości, jaką wywoływała jego obecność. Wychodząc, minęli się w przejściu z grupką młodych mężczyzn. Sami, niewiele myśląc, złapała jednego za rękę, zatrzymując go. Stanęli wszyscy, zaciekawieni sytuacją.

– Cześć – zawołała do złapanego chłopaka. – Pamiętasz mnie? – zdawała sobie sprawę ze swojej urody, więc była pewna, że jej nie zignoruje. – Poznaliśmy się jakiś czas temu – dodała i poczuła, że uścisk obcego wzmocnił się, prawie miażdżąc jej żebra.

„To boli” – pomyślała i uchwyt od razu zelżał. Wykorzystała sytuację, wyswobadzając się i wchodząc z grupką chłopaków z powrotem do sklepu. Nie miała odwagi się odwrócić. Wściekły Ano stał, nie wiedząc, co zrobić. U siebie załatwiłby to szybko, ale tutaj musiał zachować pozory.

W hotelu Dor na moment zamknął oczy. Wizja, jaka mu się ukazała, była tak ulotna, że rozpoznał tylko parę obrazów. Zobaczył Ano z tą dziewczyną. Wyglądali, jakby byli sobie bardzo bliscy i, co go bardzo zdziwiło, Ano patrzył na nią jak na anioła. Chciał zatrzymać tę wizję, lecz tak jak nagle się pojawiła, tak też rozpłynęła. Zdał sobie sprawę, że powinien teraz odwołać Ano, nim będzie za późno. Uaktywnił łącze.

– Ano, zostaw ją – rozkazał stanowczo.

– Mogę ją przyprowadzić – odparł Ano, a w jego głosie było słychać złość.

– Posłuchaj, jest podatna na sugestię. Lono nią pokieruje, ty nie powinieneś jej więcej straszyć – mówił powoli, starając się go przekonać.

– Co widziałeś? – zapytał Ano, domyślając się, że Dor miał wizję.

– To było zbyt ulotne, ale wiem, że musisz teraz odpuścić – odparł Dor. – Wracaj na statek – nakazał stanowczo.

– Dobrze, wracam. Mam próbkę jej genów.

Stał jeszcze chwilę, patrząc za oddalającą się Sami. Oprócz złości czuł jeszcze coś, czego dawno już nie doświadczył: chęć przytulenia się do niej. Bardzo zdziwiło go to odkrycie.

Przez moment poudawała, potem przeprosiła za pomyłkę i weszła do pierwszego dużego sklepu pełnego ludzi. Wyjęła komórkę i zadzwoniła do Adama. Pokrótce przedstawiła, co się stało, i poprosiła, by po nią przyjechał.

Na statku Ano oddał do badania parę włosów, które udało mu się jej wyrwać, nim wyślizgnęła się z jego objęć. Po chwili przyszło potwierdzenie, że znaleziono w nich ich geny.

***

Zwołali radę. Musieli ustalić, jak to się stało, że bez ich kontroli powstała i rozwinęła się hybryda. Idąc na naradę, Ano spotkał Keja.

„Dziewczyna ci uciekła? Wychodzisz z wprawy?” – zapytał Kej z delikatnym uśmiechem. Rzadko się zdarzało, by Ano nie wykonał zadania, a już tak prostego, to po raz pierwszy. Ano zlustrował go i po chwili też się uśmiechnął.

„Ale to ja się jej podobam” – odparł mu, ruszając dalej.

Na radzie zebrali się wszyscy starsi. Przyszedł też Kej, ze względu na swoje zdolności w odczytywaniu cudzych myśli, nawet tych, które chciałoby się ukryć. Miał dużo do powiedzenia o dziewczynie. Zaczął więc dyskusję:

„W jej myślach nie doszukałem się żadnej agresji, która cechowała hybrydy przez nas stworzone. Nie zdaje sobie też sprawy z tego, że nie jest człowiekiem, choć jest nami bardzo zainteresowana” – przerwał na moment i spojrzał na Ano. – „Jej umysł jest otwarty i czysty, pozbawiony wad psychicznych. Jeżeli przetrwa maszynę…” – nie dokończył swojej opinii, nie był starszym, by ją wygłaszać. Podniósł się Ano.

„Kej ma rację. Nie wyczułem żadnego zagrożenia z jej strony” – pomyślał o niej i na moment serce mu szybciej zabiło – „Jest słaba fizycznie” – dodał rzeczowo, byleby nikt nie zauważył jego rozkojarzenia, choć wątpił, by w tym towarzystwie to się do końca udało.

Odezwał się Dor. Był jednym z najstarszych, to on decydował ostatecznie w najważniejszych sprawach, ponieważ miał dar widzenia przyszłości.

„Teraz wiemy, że dziesięć lat temu część naszej genetycznej mieszanki nie została zniszczona, jak twierdzili ludzie, tylko ktoś ją wykorzystał. Monitorowaliśmy jakiś czas szpitale, lecz nigdzie nie odnotowali wzmianki o dziwnie przyspieszonej ciąży. Trzeba będzie prześledzić historię hybrydy, by stwierdzić, w jakich warunkach się rozwijała. Zan się tym zajmie” – przerwał na chwilę, zamyślając się. Zan był obcym, który dzięki swej urodzie i zdolnościom adaptacji najlepiej przystosował się do życia wśród ludzi, udając z powodzeniem już od paru lat bogatego i przystojnego milionera. Miał wiele znajomości, dzięki czemu mogli dużo zrobić, unikając zbędnej ciekawości. – „Lono zajmie się sprowadzeniem dziewczyny do nas. Ano, nie interweniuj aż do momentu, kiedy przejdzie zmianę. Wtedy przejmiesz nad nią kontrolę. Kej dopilnuje, by się przystosowała” – wstał z zamiarem wyjścia.

„Skąd wiesz, że przeżyje maszynę?” – zapytał Ano.

„W mojej wizji zobaczyłem dalszą przyszłość i była jedną z nas” – odparł Dor, a Ano o nic więcej nie pytał. Dor i tak rzadko zdradzał to, co ujrzał w wizjach.

***

Czekała na Adama dobrą godzinę. Przez ten czas uspokoiła się i przeanalizowała całą sytuację. Powinna była dowiedzieć się, o co chodzi, i powiedzieć, że to na pewno pomyłka, a nie od razu uciekać. Postanowiła pójść tam i wszystko wyjaśnić. Kiedy zjawił się Adam, poinformowała go o swoich planach. Stwierdził, że lepiej będzie, jak wrócą do domu i o wszystkim zapomną – lecz nie chciała go słuchać. Powrócili więc na plac, gdzie stały statki obcych. Adam był zły i twierdził, że ona zachowuje się co najmniej dziwnie. Zignorowała go, kierując się prosto do obcego statku. W środku czekał na nią Lono.

– Chodź do mnie – powiedział i wyciągnął do niej rękę. Podeszła i chwyciła jego dłoń, nie rozumiejąc, dlaczego to robi, lecz bardzo tego pragnęła. Za nią do statku niepewnie zajrzał Adam. Widząc Sami, podbiegł i szarpnął ją za ramię.

– Co ty robisz? – krzyknął na nią.

– Zostaw mnie – próbowała mu się wyrwać.

Obcy spojrzał na Adama, który był pewnym utrudnieniem w jego planie. Pomyślał, że będzie musiał zabrać i jego.

– Chodźcie za mną – powiedział, wkładając w te słowa siłę sugestii.

Adam przestał walczyć z Sami i spojrzał na Lono.

– Idę – powiedział i ruszył za nim.

Sami stała. Próbowała sprzeciwić się wewnętrznemu rozkazowi, choć coś tak bardzo ją kusiło.

Spojrzała na odchodzącego męża i na obcego.

„Proszę, zostaw mnie, będę posłuszna” – pomyślała.

Lono stanął, odwrócił się i zastanowił przez moment.

– Dobrze – powiedział, idąc dalej, a jej mąż jak piesek ruszył za nim.

Poczuła się wolna. Nic już jej nie szeptało w głowie, co ma robić. W pierwszym odruchu miała ochotę uciec, podążając wzrokiem za odchodzącym Adamem. Zamknęła na moment oczy i zdała sobie sprawę, że ten obcy jej zaufał, więc cokolwiek ma się stać, musi dotrzymać słowa. Poszła za nimi, zastanawiając się, gdzie ją prowadzą. Oglądała statek. Wyglądał, jakby był żywy. Dotknęła jego ścian, a one zmieniły barwę, były ciepłe. Doszli do dość dużej sali, gdzie stało wiele maszyn i jedna kapsuła wyglądała jak ratunkowa. Stało tam jeszcze dwóch obcych. Jednego z nich widziała w hotelu. To on otworzył wieko.

– Musisz tam wejść – powiedział Lono.

Spojrzała na niego. Nie próbował zmusić jej do wejścia.

– Dlaczego? – zapytała, a gdzieś tam w środku brzucha jakiś dzwoneczek ostrzegał ją, że nie jest to do końca bezpieczne.

– Dowiesz się wszystkiego tego, czego tak bardzo pragnęłaś przez lata – patrzył na nią, ale nie chciał wpływać na jej psychikę, przynajmniej nie teraz. Nie stanowiła zagrożenia, była po prostu ciekawa. Zapomniał o jej mężu, który ocknął się z transu i ruszył w kierunku Sami. Złapał ją za ręce i zaczął nią potrząsać, krzycząc, by się obudziła. Spojrzała na niego.

– Adamie, ja chyba nie jestem do końca normalna – stwierdziła i odczuła ulgę, bo w końcu powiedziała to na głos. Przyznała się przed wszystkimi, ale największą ulgę przyniosło jej to, że przyznała się przed samą sobą.

– Nie wygłupiaj się, kochanie – zaczął kierować się do wyjścia, lecz drugi z obcych, którego widziała już wcześniej w hotelu, złapał go i odciągnął od niej.

– Mogę cię zmusić, lecz wolałbym, by była to twoja świadoma decyzja – usłyszała głos Lono.

– Jaka decyzja? – zapytała, patrząc mu w oczy. Miały oliwkowy kolor. On sam natomiast z wyglądu przypominał dobrze zbudowanego modela, tylko dopracowanego w każdym szczególe.

– Zmiany – odparł. Zdziwił się trochę, że ona nie odczuwa strachu, a raczej ostrożność. Cała kojarzyła mu się z ciepłem. Jako empata nie wyczuwał żadnej agresji, która towarzyszyła ich wcześniejszym eksperymentom.

– Co mam zmienić? – zapytała go trochę zdenerwowanym głosem. Chciała się upewnić, czy powinna ryzykować.

– Siebie – usłyszała w odpowiedzi. – W końcu zobaczysz, kim jesteś naprawdę – dodał, uśmiechając się zachęcająco.

Podeszła do kapsuły, walcząc z wewnętrznym strachem. Obawiała się, że jak to zrobi, nie będzie już odwrotu, że zmieni się jej życie. Dotychczas trwała w ciągłym niepokoju, że jest inna niż wszyscy: trochę mądrzejsza i ładniejsza od koleżanek. Nigdy nie miała prawdziwych przyjaciółek, bo jej intelekt i ciało rozwijały się szybciej, dlatego rówieśniczki nie nadążały za nią. A i ona nie starała się utrzymać tych znajomości, podświadomie zdając sobie sprawę z tego, że to bez przyszłości.

Zajrzała ostrożnie do środka. Miejsca było tylko na jedną osobę. Popatrzała po wszystkich zebranych i doszła do wniosku, że to jedyne wyjście, by dowiedzieć się, dlaczego jest właśnie taka.

– Wybacz mi – uśmiechnęła się przepraszająco do Adama i weszła do środka. Kapsuła bezszelestnie zamknęła się za nią. To, co poczuła, było mieszaniną szaleństwa i rozkoszy, tak jakby nagle obudziła się ze snu. Jej ciało nabrało sprężystości, poczuła siłę, jakiej nigdy wcześniej nie była świadoma, choć teraz zdała sobie sprawę, że ona zawsze w niej drzemała. Zrozumiała, że potrafi rozmawiać w ich języku. W jej głowie szalało mnóstwo obrazów i informacji z przeszłości obcych. Pojęła, że wszystko to tkwiło w niej, a ta maszyna tylko to wyzwoliła.

Klapa otworzyła się. Istota, która się z niej wyłoniła, nie była już Sami. Jej ciało było sprężyste, giętkie jak nowe. Zostały z niego usunięte wszelkie wady i blizny z dzieciństwa. Jej umysł stał się idealny, czysty, spokojny jak po wielu godzinach jogi.

Spojrzała na Adama.

„Znam cię” – pomyślała, a potem przeniosła wzrok na obcych. – „Was też znam”.

„Jestem Dor. Witamy cię wśród nas, zostań z nami” – usłyszała w myślach. Spojrzała na obcego i uśmiechnęła się. Było w nim tyle ciepła i spokoju. Wyglądał jak anioł.

– Sami, chodźmy stąd – powiedział Adam.

– Przykro mi, Adamie, nie mogę. To ty musisz już iść – odparła.

– Nie zostawiaj mnie, proszę! To wszystko jest takie dziwne. Chodźmy do domu i zapomnijmy o tym dniu – próbował ją przekonać.

– To już nie moja decyzja. Ja nie należę teraz tylko do tego świata. Oni są moją rodziną. Zostanę z nimi. Ty idź. Musisz odejść.

Czuła się dziwnie. Z jednej strony chciała z nim wyjść, a z drugiej zdawała sobie sprawę, że to, co było między nimi, nie ma teraz znaczenia.

Spojrzał na nią. W jej oczach zobaczył pewność. Nie było w nich strachu, tylko zdecydowanie.

– Wróć, kiedy będziesz chciała. Ja będę czekał – próbował podejść, przytulić ją, ale cofnęła się gwałtownie.

– Odejdź i nie wracaj – odparła, nawet nie spoglądając na niego.

Straż odprowadziła go do wyjścia, tłumacząc po drodze, kim jest Sami i że powinien wszystko, co tu zobaczył, zostawić tylko dla siebie.

– Dla własnego dobra – usłyszał, nim zamknęła się klapa. Musiał szybko odejść, bo statek bez ostrzeżenia wystartował.

AWENSIS

„Co teraz?” – pomyślała trochę wystraszona.

„Nic. Sprawdzimy, ile naszych genów jest w tobie, jak wiele potrafisz, czy masz dar” – odparł Lono.

„Dar?” – zapytała zdziwiona.

„Niektórzy posiadają szczególne umiejętności” – sprostował Dor, uśmiechając się lekko. – „Teraz polecimy na główną jednostkę. Kej będzie do twojej dyspozycji, kiedy czegoś zapragniesz” – dodał, patrząc na wejście. Podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła jeszcze jednego obcego, którego widziała wcześniej w hotelu.

– Dobrze – odparła. Podeszła do Keja i uśmiechnęła się do niego.

Wylądowali na ogromnym statku, który przyleciał niedawno. W kącie hangaru, niewidoczny dla Sami, stał Ano. Odczuwał ulgę, widząc, że udało się jej przejść przemianę.

Przeszli przez długi korytarz, mijając mnóstwo drzwi, aż w końcu weszli do małego pokoiku, w którym nie było nic oprócz łóżka i stolika na nóżce.

„A gdzie łazienka?” – zastanawiała się w myślach.

„Przesuń ręką po przeciwległej ścianie, a miejsce, gdzie się możesz oczyścić, stanie się dostępne” – usłyszała w głowie odpowiedź. Podeszła do ściany, przesunęła ręką po ścianie, mur rozsunął się, ukazując pomieszczenie, w którym cały czas jakby padał deszcz.

„Dobrze pomyślane” – pochwaliła Sami.

„Teraz cię zostawię, odpocznij” – usłyszała, po czym Kej wycofał się. Została sama w pokoju. Umyła się, a kiedy chciała się wytrzeć, wystarczyło tylko dotknąć w innym miejscu ściany, by ukazała się szafka z ręcznikami. Wytarłszy się do sucha, odnalazła szafkę z tunikami, w które byli ubrani obcy. Przebrała się w jedną z nich. Myślała, że nie uśnie, lecz nim zaczęła rozmyślać, jej umysł odpłynął w krainę snów.

Tej nocy nie spała dobrze. Przyśniła jej się istota bez ciała, myśl, która pragnęła zaistnieć. Obudziła się bardziej zmęczona niż wcześniej. Budząc się pierwszy raz, usłyszała bicie jeszcze jednego serca. To spowodowało, że wystraszyła się bardziej niż kiedykolwiek. Jej własne serce stanęło na chwilę.

„To niemożliwe” – pomyślała. Jeszcze raz zamknęła się w swoim ciele. I usłyszała miarowe bicie… – „O nie, co teraz?”.

Zaczęła jeszcze raz liczyć. „To niemożliwe, okres spóźnia się raptem dwa dni. Chyba że to ich geny przyspieszyły rozwój”.

„Co teraz? Co teraz?”. Tego nie było w planie. Nagle Adam stał się bliższy, niż przypuszczała. „Jestem w ciąży, co zrobić?” – myślała. „Ich maszyny dziecka nie wykryły, inaczej bym coś wyczuła” – tego była pewna. „Kim jesteś?” – pomyślała, dotykając brzucha. – „Nie pozwolę cię skrzywdzić. Coś wymyślimy, zobaczysz” – obiecała, wsłuchując się w bicie drugiego serca.

„Chodź” – usłyszała w swojej głowie.

„Muszę się kontrolować” – pomyślała, starając się zablokować swój umysł.

– Idę – odpowiedziała na głos.

Przeszli korytarzami urządzonymi tak, że spodobałyby się każdemu pokoleniu. Obrazy, rzeźby układały się według upodobań przechodzącego.

– Niesamowite, wasza architektura mi się podoba – zachwyciła się Sami.

– Tak ma być – odparł Kej. – Każdemu z nas ukazuje się co innego. Ja widzę coś zupełnie innego niż ty – dodał, przyglądając się jej. Dobrze wiedział, co próbowała ukryć, lecz sam nie mógł uwierzyć, że to jest prawdą.

– Ale jak to jest możliwe, że ten statek wie, co mi się podoba? – zastanawiała się Sami.

– On potrafi odczytać twoje emocje i tak tworzy projekcje, by zadowolić cię w danym momencie – obserwował ją z coraz większą ciekawością. Z jej toku myślenia wywnioskował, że nadal identyfikuje się bardziej jako człowiek niż Awensis. Tę cześć zmiany w maszynie musiało przejąć jej dziecko.

Doszli do Sali, gdzie w rzędzie, na małych, lecz wyglądających na wygodne, fotelach siedzieli najstarsi z obcych. Było ich trzech. Pierwszego poznała przy wejściu do statku, dwóch widziała już wcześniej w hotelu. Wśród nich znajdował się ten, który próbował ją złapać. Na jego widok jej serce przyspieszyło i musiała przyznać przed samą sobą, że się jej podobał. Wchodząc do środka, zastanawiała się, dlaczego tak bardzo zależy im na niej. Potwornie bała się tego, co się stanie, gdy dowiedzą się o dziecku. Gdzieś w środku czuła, że może być to bajka bez szczęśliwego zakończenia.

– Dlaczego tu jestem? –zapytała na głos.

– Nie wiesz tego? W maszynie odmiany powinnaś poznać naszą całą historię, nie przekazano ci jej? – zapytał Dor, który, tak jak reszta, czytał w jej myślach i zastanawiał się, czy to jest możliwe. Faktem było, że maszyna nie była ustawiona na taką ewentualność i może dlatego niczego nie wykazała, interpretując to jako dwa podmioty eksperymentu i dzieląc między nie informacje. To by tłumaczyło jej niewiedzę i nastawienie.

– Przekazano – skłamała Sami.

„Część ich historii musiano przekazać mojemu dziecku. Nawet nie zdają sobie sprawy, że jest nas dwoje” – łudziła się, że tylko ona zna całą prawdę, ale też przerażało ją to, że jej dziecko, będąc tak malutkie, jest w stanie pojąć więcej niż każde inne, normalne, i zaczynało ją martwić, co będzie, kiedy się urodzi, jakie ono będzie. Nagle zdała sobie sprawę, że nie będzie to zwyczajne dziecko.

– Podejdź. Chcemy cię poznać – odezwał się Ano. – Ciebie i twoje dziecko – dokończył, patrząc na jej reakcję.

Ostatnie słowa tak zmroziły Sami, że nie mogła się ruszyć.

„Skąd mogą to wiedzieć?” – zastanawiała się, nim usłyszała te słowa:

– Twoja blokada na nas nie działa, choć blokujesz niektórych swoim umysłem. Nasze zdolności są większe, nie oszukasz nas – wytłumaczył jej spokojnie Ano.

– To darujmy sobie uprzejmości, nie oddam wam dziecka! – krzyknęła i zaczęła się cofać do wyjścia. W następnej sekundzie, jak na rozkaz, po bokach Sami stanęli obcy. Nie atakowali jej, tylko odcięli ją od jedynego wyjścia z sali. Byli więksi od swych przywódców.

„Nawet we wszechświecie są goryle” – pomyślała Sami.

„Nie uciekaj, nie zrobimy ci krzywdy. Naszym celem jest przetrwać, nie niszczyć” – usłyszała w swojej głowie głos Lono. – „Chcemy tylko, byś pomogła nam zaistnieć w przyszłości” – dodał, odrobinę muskając jej umysł, żeby przestała uciekać.

„Nie prosiłam się o to, więc znajdźcie sobie kogoś innego. Ja idę do domu. To jest także dziecko mojego męża, po części należy do niego, więc nie możecie mnie tu trzymać. Pozwólcie mi odejść!” – spojrzała po twarzach obcych i starała się przybrać jak najbardziej zaciekły wyraz twarzy, ale w ich oczach zobaczyła coś więcej strach. Był to żal i to, co ją zmroziło: ogromna determinacja w dążeniu do osiągnięcia celu.

„Gdyby to było takie proste… Ale nie jest i nie możemy pozwolić ci odejść. Będziesz musiała z nami zostać. Nie jesteśmy źli. Mamy swoją kulturę i obyczaje. Spróbuj chociaż nas poznać. Może nie okażemy się takimi tyranami, za jakich nas uważasz” – kończąc myśl, Ano uśmiechnął się do niej. Dla Sami był piękny, idealny, co wywołało jeszcze większą jej irytację, bo nie potrafiła poradzić sobie z tymi wszystkimi uczuciami.

– Nie obawiaj się nas – usłyszała miękki, jedwabisty głos Dora. Aż zachłysnęła się powietrzem, tak przyjemnie było słuchać, jak mówi. Spojrzała na niego. Ten jego anielski wygląd zbijał z tropu. Odnosiło się wrażenie, że wszystko musi się dobrze skończyć, gdy tylko on będzie w pobliżu.

„Dobrze, zostanę, i tak nie mam jak się wydostać – pomyślała, godząc się z losem.

„To mądra decyzja. Twoja córka i tak nie znalazłaby zrozumienia wśród rówieśników. Będzie się od nich różniła” – dodał Dor już w myślach. Na sekundę zamknął oczy. Przyszłość, jaka mu się ukazała, dała mu pewność, że dziewczynkę czeka szczęśliwe życie, zaś co do samej matki nie miał już takiej pewności. Wszystko było bardziej zamglone, niedostępne.

„A co, wyrosną jej podwójne uszy?” – spytała z ironią Sami.

„Nie, będzie wiele inteligentniejsza od nich. Każdy, kto ją pozna, zachwyci się nią” – odparł.

„Skąd możesz to wiedzieć? Dziecko jeszcze się nie narodziło” – patrzyła na niego zdziwiona.

„Mam dar widzenia przyszłości. To bardzo luźny dar, ale twoją córkę widzę wyraźnie. Będzie cudowna” – stwierdził, uśmiechając się do niej.

Tyle było sprzeczności w jej umyśle. Strach i niepewność przeplatały się z miłością i wiarą. Dor sam zastanawiał się, jak ona sobie to wszystko poukłada. Miał nadzieję, że z czasem będzie potrafiła ich zaakceptować i stać się częścią ich świata bez tego uprzedzenia, jakie teraz wyczuwał.

Spojrzała na