Ave Patria - Władysław Reymont - ebook

Ave Patria ebook

Władysław Reymont

0,0
4,49 zł

lub
Opis

Ave Patria„ to opowiadanie Władysława Reymonta, pisarza, prozaika i nowelisty, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

Władysław Reymont poświęcił to opowiadanie wydarzeniom rewolucyjnym, przestrzegając przed ich skutkami, choć prywatnie opowiadał się za walką o niepodległość.


Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 21




Władysław Reymont

Wydawnictwo Avia Artis

2021

ISBN: 978-83-8226-190-5
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Ave Patria

morituri te salutant...

Kamimura umilkł na chwilę, napełnił czarę wodą, i podnosząc ją zwolna, powlókł ciężkiemi oczami po żołnierzach.  Wszyscy jakby nagle skamienieli, że tylko spojrzenia zamigotały i twarze sprężyły się w oczekiwaniu.  — Za waszą śmierć bohaterską piję!  Wypił do dna i, pochylając się ku nim, wyciągnął rękę i znów zawołał:  — A teraz idźcie! Idźcie na swoje trumny-brandery i zgińcie co do jednego! Japonja potrzebuje śmierci waszej... czeka na nią... Idźcie i zgińcie!  Wołał ogromnym głosem, jakby głosem wszystkiej ojczyzny.  — Banzaj! — wyrwał się ze wszystkich piersi jeden krzyk potężny.  — Banzaj! — runął powtórnie, jak huragan; szable wyświsnęły z pochew, i tłum młodzieńców skłębił się, zakołysał, rozwinął w mieniącą wstęgę i ruszył ku schodom na pokład, twarze wybłyskiwały z mroków sali, niby miecze ogniste, a oczy lwie, oczy zapamiętałe, oczy, piorunów pełne i mocy, strzeliły błyskawicami uniesień i bezgranicznego szczęścia.  Szli parami, mocnym a elastycznym krokiem marynarzy.  Szli w dumnem milczeniu wybranych na śmierć niezawodną.  Szli cichą kohortą piorunów, rzuconych dłonią przeznaczenia.  Cisza się stała, milczenie grobu wionęło tchem lodowatym. Tylko szum morza przedzierał się z pokładów, dalekie bicie fal i powiędłe, rozwiane echa jakichś głosów, a oni przechodzili niemym szeregiem, dumni, młodzi, szczęśni jak bogowie, szable zniżali przed wodzem, podnosili głowy, a oczy wierne topili w jego oczach, a uśmiechy tkliwe, niby kwiaty oroszone, rzucali mu do stóp...  „Nie zginęła! Oto na jej głos święty podniósł się ofiarny huf i z uśmiechem szczęścia idzie na bój nieubłagany, na śmierć pewną, na zatratę...  „Nie zginęła! O te piersi bohaterskie rozprysną się wraże fale! Poświęceniem przemogą, a miłością zwyciężą nawet śmierć samą...  „O ziemio wschodzącego słońca! Wróg nie stratuje twoich pól kwietnych, nie splugawi twoich świątyń serdecznych, nie pohańbi cię niewolą... bo oto stado orłów zerwało się z gniazd, rzuciło wszystką słodycz życia i leci osłonić cię swojemi piersiami, leci spaść na wroga, zwyciężyć i umrzeć dla ciebie!  „O ziemio moja święta!“  Modlił się Kamimura, idąc za nimi na pokład.  Słońce już zachodziło za góry dalekie, czerwony brzask pylił się na falach rozdrganych, mrok, niby ciche, omdlałe westchnienia, obtulał zwolna świat, a słodki spokój wieczora spływał z bladego, ostygłego nieba.  Tylko morze huczało gniewnie, chlustając bryzgami pian, i szalupy szarpały się niecierpliwie u boków pancernika.  Schodzili do nich, w głębokiem milczeniu, niby korowód widm, zstępujących do wspólnego grobu.  Było ich stu dwudziestu.  Hirosze i Kataoka zamykali pochód.  Kamimura, wsparty o burtę, patrzył za nimi, cała załoga oddawała im ostatnie honory, pożegnalna flaga miotała się na maszcie.  Naraz świst rozdarł powietrze, śruby zawarczały, i szalupy rzuciły się na morze, lecąc wierzchem fal i roztrącając grzbiety spienione…  Kamimura długo stał na