Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 337 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Autobiografia - Johan Cruyff

Jedna z najważniejszych książek sportowych ostatnich lat

Autobiografia trenera i piłkarza totalnego

Johan Cruyff na całym świecie znany jest  jako jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii. Trzykrotnie zdobywał Ballon d’Or - nagrodę dla najlepszego piłkarza grającego w Europie, w latach siedemdziesiątych decydował o sile reprezentacji Holandii, współtworząc styl określany mianem „futbolu totalnego”. W 1974 roku podczas pamiętnych także dla Polaków mistrzostw świata poprowadził Holendrów do finału i zdobył Złotą Piłkę jako najlepszy zawodnik całego turnieju. Jego technika, elegancja gry, a także niezwykły talent do reżyserowania zdarzeń na boisku wywarły ogromny wpływ na rozwój dyscypliny i kolejne pokolenia piłkarzy.

Ta książka to opowieść o całej karierze Cruyffa i o jego wizji futbolu. Najdłużej związany był z drużyną Ajaksu Amsterdam, z którą wywalczył 8 tytułów mistrza kraju i trzy europejskie puchary. W 1973 roku przeniósł się do Barcelony i od razu w pierwszym sezonie wygrał La Liga.

Cruyff odmienił również  stronę biznesową futbolu – jako pierwszy piłkarz w historii podpisywał intratne kontrakty reklamowe, a jego umowy z klubami zawierały – znowu po raz pierwszy – wiele punktów dotyczących specjalnych premii finansowych.

Od roku 1984 Johan Cruyff osiągał sukcesy jako trener Ajaksu i Barcelony. To właśnie on powołał do życia drużynę Barçy określaną po dziś dzień jako Dream Team.

W październiku 2015 roku u Johana Cruyffa zdiagnozowano raka płuc. Zmarł 24 marca 2016 roku. Niemal do ostatniej chwili pracował nad tą książką.

Opinie o ebooku Autobiografia - Johan Cruyff

Fragment ebooka Autobiografia - Johan Cruyff

Tytuł oryginału: MY TURN. THE AUTOBIOGRAPHY
Opieka redakcyjna: KRZYSZTOF LISOWSKI
Redakcja: ANNA RUDNICKA
Konsultacja: MICHAŁ SZADKOWSKI
Korekta: WOJCIECH ADAMSKI, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK, LIDIA TIMOFIEJCZYK
Projekt okładki: STUART WILSON, Pan Macmillan Art Department
Opracowanie graficzne na podstawie edycji oryginalnej: ROBERT KLEEMANN
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
Zdjęcia na okładce: Pierwsza strona okładki© VI-Images/Contributor/Getty Images
Informacje o pozostałych zdjęciach znajdują się na stronie 333
Copyright © Johan Cruyff, 2016 © Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2017 First published 2016 by Macmillan, an imprint of Pan Macmillan a division of Macmillan Publishers International Limited
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-05945-6
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Przedmowa

Nie skończyłem żadnych studiów. Wszystkiego nauczyłem się dzięki doświadczeniu. Po tym, jak w wieku dwunastu lat straciłem ojca, moim życiem stał się Ajax – najpierw towarzyszył mi drugi ojciec, gospodarz klubu, a później trenerzy, Jany van der Veen i Rinus Michels. Dzięki klubowi uczyłem się nie tylko tego, jak być lepszym piłkarzem, ale też jak się mam zachowywać.

Teść pomógł mi zdobyć doświadczenie w finansach. W tamtych czasach żaden piłkarz nie słyszał nawet o marketingu, a angażowanie się w biznes było czymś zupełnie nowym. Ze mną zaś było tak, że kiedy tylko uznawałem, iż potrafię poradzić sobie sam, coś natychmiast się psuło. Dlatego dobrze, że ktoś taki jak mój teść się pojawił. To część życia. W ostatecznym rozrachunku przede wszystkim liczy się, by czegoś się nauczyć.

Chcę podkreślić, jak ważna jest rodzina. Nie tylko rodzice, teściowie, żona, dzieci i wnuki, ale ludzie związani z Ajaksem, którzy podali mi pomocną dłoń w bardzo trudnym okresie mojego życia. Dlatego mogę powiedzieć, że klub także jest moją rodziną. Moi najbliżsi również mnie ukształtowali. Wiem też, że jeśli chodzi o sprawy piłki nożnej, mam jedną wadę – myślę tylko o byciu na szczycie. Jako zawodnik czy trener nie potrafię robić niczego na niskim poziomie, staram się być najlepszy w swoim zawodzie. Dlatego w końcu musiałem przyhamować, bo moja kondycja fizyczna się pogorszyła – nie było sensu, żebym wychodził na boisko. Byłem jednak w dobrej formie mentalnej, dlatego zostałem trenerem.

Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że przez całe życie zwracałem uwagę na to, by coraz lepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków i stale nad sobą pracować. Traktowałem poważnie i odpowiedzialnie wszystko, czym się zajmowałem.

Johan Cruyff

marzec 2016

1

Wszystko w życiu robiłem, patrząc w przyszłość, koncentrując się na postępach – oznacza to, że niewiele myślę o przeszłości. To dla mnie całkowicie naturalne. O szczegółach rozegranych przeze mnie meczów napisano już gdzie indziej. Mnie bardziej interesuje idea futbolu. Patrzenie w przód oznacza, że mogę się skoncentrować na doskonaleniu siebie, a wstecz – że uczę się na własnych błędach. Tego rodzaju nauki można pobierać w różnych chwilach życia – niekiedy potrzeba czasu, żeby dostrzec, w jak wielkim stopniu wszystko się ze sobą łączy. Dlatego to, czego nauczyłem się jako zawodnik i co uważam za najważniejsze, da się sprowadzić do czterech rzeczy: dobrej murawy, wysprzątanych szatni, zawodników czyszczących buty i mocnych siatek w bramkach.

Wszystko inne – umiejętności i szybkość, technika i bramki – przyjdzie później. Taka właśnie filozofia określa moje podejście do piłki nożnej i do życia. Stosowałem ją we wszystkim, co robiłem, czy chodziło o futbol totalny, czy o rodzinę, czy o Fundację Cruyffa – zawsze iść do przodu i nie ustawać w wysiłkach, by być lepszym.

Moje życie od samego początku było podporządkowane piłce nożnej. Rodzice mieli sklep owocowo-warzywny w Betondorp, kilkaset metrów od należącego do Ajaksu stadionu De Meer w Amsterdamie, było to więc nieuniknione. Ojciec nigdy nie przegapił ani jednego meczu Ajaksu i przekazał mi bezwarunkową miłość do tego klubu. W gruncie rzeczy to, skąd wzięły się moje umiejętności, pozostaje tajemnicą. Z pewnością nie przejąłem ich ani od ojca, ani od dziadka, ponieważ nigdy nie widziałem, żeby grali. Brat matki, wujek Gerrit Draaijer, uczestniczył w kilku spotkaniach w pierwszej drużynie Ajaksu jako skrzydłowy, ale było to w latach pięćdziesiątych XX wieku, kiedy klub nie był jeszcze znany w Europie.

Ojciec opowiadał mi o zawodnikach, na przykład o Alfredo Di Stéfano, którzy doskonale rozumieli, jak należy wykorzystywać przestrzeń na boisku. A Faas Wilkes, fenomenalny drybler, gdy doszedł do piłki w środku pola, potrafił przejść czterech czy pięciu graczy. Niewiarygodne. Wilkes grał w klubie Xerxes Rotterdam, a następnie w Interze Mediolan, Torino i Valencii, by pod koniec kariery wrócić do Holandii. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, co Holender może osiągnąć na boisku. Nie mieliśmy jednak telewizora i nie widziałem wielu zagranicznych zespołów. Jeśli chodzi o Di Stéfano, zobaczyłem go na własne oczy dopiero w 1962 roku, kiedy przyjechał do Amsterdamu z Realem Madryt na finał Pucharu Europy.

Dla mnie wszystko zaczęło się na ulicy. Okolicę, w której mieszkałem, nazywano Betonową Wioską – było to eksperymentalne osiedle tanich domów wybudowane po pierwszej wojnie światowej. Żyły tam głównie rodziny z klasy średniej, pracującej. Jako dzieciaki spędzaliśmy poza domem tyle czasu, ile tylko się dało – od kiedy pamiętam, graliśmy w piłkę. Właśnie tam nauczyłem się wykorzystywać przeciwności na swoją korzyść; krawężnik nie jest przeszkodą, ponieważ można go potraktować jako członka drużyny, odbijając piłkę, jakby wymieniało się dwa szybkie podania. W ten sposób doskonaliłem technikę. Kiedy piłka odbija się od różnych powierzchni pod dziwnymi kątami, trzeba natychmiast się do tego dostosować.

Ludzie często byli zaskoczeni, że strzeliłem albo podałem z kąta, którego się nie spodziewali – wynikało to właśnie z warunków, w jakich dorastałem, i stąd, że ćwiczyłem grę przede wszystkim na ulicy. To samo dotyczy poczucia równowagi. Kiedy przewracasz się na betonie, to boli – a oczywiście nie chcesz, żeby cię bolało. Grając w piłkę na podwórku, unikasz upadków. Ucząc się grać, musiałem cały czas być czujny – to nauczyło mnie bardzo wiele jako piłkarza. Jestem wielkim zwolennikiem tego, żeby młodzi ludzie grali w piłkę bez korków. Wiem, że raczej nie spędzą wielu godzin na podwórku na trenowaniu kontrolowanych upadków, dlatego należy mieć obuwie o śliskich podeszwach i w ten sposób wypracować lepsze poczucie równowagi.

Moje życie było dość proste, ale nie przejmowałem się tym, bo wychowałem się w domu pełnym rodzinnego ciepła. Spałem w tym samym pokoju co mój brat Hennie, który jest ode mnie o dwa i pół roku starszy. Dla młodych chłopaków to spora różnica. Ale ponieważ niemal bez przerwy grałem w piłkę, rzadko się widywaliśmy.

Odziedziczyłem cechy po obojgu rodzicach po trosze. Towarzyskość po matce, a spryt po ojcu; z pewnością cechuję się przebiegłością. Zawsze szukam najlepszej okazji do żartów, jak mój ojciec Manus. Miał szklane oko i zakładał się z ludźmi o pięć centów o to, kto będzie dłużej patrzył w słońce. Zasłaniał dłonią zdrowe oko, a szklanym patrzył przez minutę na słońce i zabierał pieniądze. Moja matka Nel uwielbiała przebywać z ludźmi. Cały jej świat kręcił się wokół rodziny. Miała dziewięcioro braci i sióstr, więc poza wujkami i ciociami miałem też masę kuzynów. Wspaniałe było to, że kiedy tylko wydarzyło się coś złego, zawsze mogłem się do kogoś zwrócić po pomoc. Pojawiał się problem i można było po prostu zapukać do czyichś drzwi. Ale jeśli chodzi o piłkę nożną, byłem osamotniony – chyba nikt z kuzynostwa nie interesował się tym sportem.

Chodziłem do szkoły chrześcijańskiej Groen van Prinsterer w Amsterdamie – rodzice posłali mnie do niej, chociaż nasz dom nie był specjalnie religijny, a niedaleko znajdowały się również szkoły świeckie. W kościele bywałem tylko po to, żeby dostarczyć zamówienie od mojego ojca. Kiedy go spytałem, dlaczego muszę nosić do szkoły Biblię, powiedział: „Johan, jest tam kilka mądrych opowieści. Próbuję pokazać ci tyle możliwości, ile tylko się da, a później możesz sam zdecydować, co chcesz z nimi zrobić”.

Chciałem grać w futbol nawet w szkole i od bardzo młodego wieku dałem się poznać jako chłopiec z piłką. Codziennie brałem ją ze sobą na zajęcia, wkładałem pod ławkę i podczas lekcji podawałem ją sobie z jednej nogi do drugiej. Niekiedy nauczyciel wypraszał mnie z klasy, ponieważ za bardzo mu przeszkadzałem. Robiłem to instynktownie i czasami nieświadomie. Poza tym mało się nauczyłem, uczęszczając do szkoły, chociaż ze swoich czasów uczniowskich dobrze pamiętam, że nigdy się nie obijałem. Nieszczególnie lubiłem naukę, ale nie odpuszczałem, dopóki nie dorosłem na tyle, by samemu móc stwierdzić, że mam już dość.

Choć zapomniałem niemal wszystko z czasów szkolnych, świetnie pamiętam, jak pierwszy raz poszedłem do Ajaksu. Był chyba 1952 rok, więc miałem jakieś pięć lat. Ojciec spytał, czy chcę razem z nim zawieźć kosze owoców zawodnikom, którzy byli chorzy albo kontuzjowani, więc pojechaliśmy na rowerach. Byłem bardzo podekscytowany tym, że mogę po raz pierwszy przekroczyć bramy klubu, a nie tylko siedzieć na trybunach. Wtedy poznałem Henka Angela, przyjaciela ojca, który pracował tam jako gospodarz. Henk spytał, czy chcę mu pomóc, i zacząłem już następnego dnia. W ten sposób jako pięciolatek rozpocząłem życie z Ajaksem.

Myślę o moim dzieciństwie z wielką czułością. Zaznałem w tamtym czasie bardzo dużo miłości. W domu, ale i w Ajaksie. Wszystko to dzięki wujkowi Henkowi, który pozwalał mi wykonywać wiele różnych prac na stadionie. W nagrodę pozwalano mi grać w piłkę w korytarzu i na głównych trybunach. Letnie wakacje spędzałem w domu Arenda van der Wiela, napastnika Ajaksu, który stał się przyjacielem rodziny. Właśnie przeniósł się z Ajaksu do Sportclub Enschede i wiódł sielskie życie na wsi. Jako siedmio- czy ośmiolatek odbywałem tam pierwsze lekcje prowadzenia samochodu, siedząc za kierownicą na kolanach Arenda. W Sportclub Enschede spotkałem też Abe Lenstrę, wspaniałego napastnika, który właśnie przeniósł się tam z Heerenveen. Był w tamtych czasach prawdziwą ikoną. Kiedyś wymieniłem z nim kilka podań na treningu i potem czułem się jak ktoś zupełnie wyjątkowy. Przede wszystkim jednak utkwiło mi w pamięci to, że zawsze miał ze sobą piłkę.

Jako młody chłopak prawie codziennie widywałem wujka Henka, który po śmierci żony często jadał u nas w domu. Podczas posiłków z zapartym tchem słuchałem tego, co dzieje się w Ajaksie. W tym samym czasie, kiedy nie byłem jeszcze nawet nastolatkiem, posiłki jadał z nami również Arend van der Wiel. Był młodym graczem z pierwszej jedenastki i wciąż mieszkał w północnej części Amsterdamu, za daleko, żeby wracać do domu z pracy i zdążyć na wieczorny trening. Zatem od bardzo młodych lat nie tylko spędzałem cały wolny czas na stadionie Ajaksu, ale miewałem też gości z klubu w domu. To właśnie dzięki Arendowi i wujkowi Henkowi – którego wciąż tak nazywaliśmy, chociaż ożenił się z moją matką po śmierci ojca – od piątego roku życia dowiadywałem się o wszystkim, co dzieje się w klubie. Siedziałem i słuchałem ich całymi dniami, wchłaniając te wiadomości jak gąbka.

Kiedy tylko wystarczająco dorosłem, zacząłem biegać wszędzie sam; często grałem w piłkę na ulicy ze znajomymi, a stadion Ajaksu stał się dla mnie drugim domem. Spędzałem tam każdą wolną chwilę. Od siódmego roku życia, kiedy poszedłem pomagać wujkowi Henkowi na stadionie, zawsze brałem ze sobą torbę z butami piłkarskimi. Nigdy nie dało się przewidzieć, czy drużynie nie zabraknie zawodnika podczas ćwiczeń albo meczu treningowego. Zdarzało się, że miałem szczęście, chociaż zazwyczaj robiło im się mnie żal – byłem kościsty, wyglądałem jak krewetka, więc litowali się nade mną. I dlatego chociaż nie miałem tam nic do roboty i nie byłem nawet w zespole młodzieżowym, grałem w Ajaksie. W ten sposób wadę, a taką była moja mizerna postura, dało się przekuć w zaletę. Przekonanie o tym, że to możliwe, starałem się w przyszłości wpoić innym.

Często pytają mnie, jakie jest moje najważniejsze wspomnienie jako piłkarza. Szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć nawet takich wydarzeń jak pierwsza bramka dla Ajaksu po rozpoczęciu kariery zawodowej. Pamiętam za to doskonale dzień, kiedy pozwolono mi wejść na boisko. Nie jako piłkarzowi, tylko po to, żebym widłami napowietrzył podłoże w okolicach bramki. Miałem około ośmiu lat, ojciec jeszcze żył, a ja nie byłem nawet oficjalnie zatrudniony w klubie – i oto znalazłem się na boisku, otoczony wypełnionymi po brzegi trybunami, chcąc jak najlepiej wykonać swoje zadanie. Takich rzeczy nie zapomina się nigdy. Wbijając widły w murawę, czułem się odpowiedzialny za zapewnienie doskonałej powierzchni do grania moim bohaterom. Jako ktoś, kto grał, trenował i oglądał mecze piłki nożnej przez całe życie, jestem pewien, że tego rodzaju wczesne doświadczenia, i docenianie ich wagi, ukształtowało mnie.

Po zakończeniu kariery zawodniczej i trenerskiej i założeniu Fundacji Cruyffa, która miała dać dzieciakom szansę gry w piłkę, stworzyliśmy listę czternastu zasad, których należało przestrzegać. Drugi punkt mówi o odpowiedzialności za boisko i ludzi – jej wagę zrozumiałem właśnie, pracując w klubie jako dziecko. Jak już mówiłem, wszystkiego o życiu nauczyłem się w Ajaksie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki