Wydawca: Insignis Media Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 411 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Assassin's Creed: Objawienia - Oliver Bowden

Starszy, mądrzejszy i jeszcze bardziej niebezpieczny mistrz asasynów Ezio Auditore da Firenze wyrusza na poszukiwania zaginionej biblioteki Altaïra. W niej być może znajduje się klucz do ostatecznego pokonania templariuszy. Ezia czeka tam jednak wstrząsające odkrycie.

Biblioteka skrywa nie tylko tajemną wiedzę, ale także najbardziej zatrważający sekret, jaki może poznać świat; tajemnicę, którą templariusze pragną wykorzystać, aby zawładnąć losami ludzkości. Drogę do biblioteki otwiera pięć kluczy. By je odnaleźć, Ezio musi udać się do niespokojnego Konstantynopola, gdzie rosnąca armia templariuszy grozi destabilizacją Imperium Osmańskiego.

Podążając śladami swojego poprzednika Altaïra, Ezio musi pokonać ich po raz ostatni. Stawka jest bowiem wyższa niż kiedykolwiek, a wyprawa, która rozpoczęła się jako pielgrzymka, staje się wyścigiem z czasem…

Na podstawie bestsellerowej gry firmy Ubisoft  Assassin's Creed.

Opinie o ebooku Assassin's Creed: Objawienia - Oliver Bowden

Fragment ebooka Assassin's Creed: Objawienia - Oliver Bowden

Oliver Bowden

Assassin’s Creed

OBJAWIENIA

przełożył

Przemysław Bieliński

Tytuł oryginału

Assassin’s Creed® Revelations

First published in English in 2011 by Penguin Group Penguin Books Ltd, 80 Strand, London WC2R 0RL, England www.penguin.com

Copyright © Ubisoft Entertainment. All Rights Reserved. Assassin’s Creed, Ubisoft, Ubi.com and the Ubisoft logo are trademarks of Ubisoft Entertainment in the U.S. and/or other countries.

PrzekładPrzemysław Bieliński

RedakcjaDanuta Porębska Tomasz Porębski Tomasz Brzozowski

Redakcja i korektaLidia Kowalczyk Paweł Brzozowski Maria Brzozowska

Skład i przygotowanie do drukuTomasz Brzozowski

Wszystkie cytaty z Boskiej komedii Dantego Alighieri pochodzą z przekładu Juliana Korsaka.

Copyright © for this edition Insignis Media, Kraków 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

ISBN: 978-83-61428-94-7

Insignis Media ul. Szlak 77/228–229, 31-153 Kraków telefon / fax +48 (12) 636 01 90 biuro@insignis.plwww.insignis.pl

Imperium Osmańskie w XVI wieku

Część pierwsza

Z prostego toru w naszych dni połowie

Wszedłem w las ciemny; jaka gęstwa dzika,

Jakie w tym lesie okropne pustkowie,

Żyjący język tego nie wypowie…

Dante, Piekło

1

Wysoko po czystym, bezchmurnym niebie szybował orzeł.

Wędrowiec – zakurzony, zdrożony, oderwał wzrok od ptaka, podciągnął się na niski, kamienny murek i przez chwilę stał nieruchomo, bystrym spojrzeniem chłonąc widok. Zamek otaczały poszarpane, ośnieżone szczyty gór, chroniły go i zamykały w swoich objęciach. Forteca wznosiła się dumnie na jednym z nich; zwieńczona kopułą wieża cytadeli była lustrzanym odbiciem mniejszej kopuły sąsiedniej wieży więziennej. Stalowoszare skały trzymały się pazurami podstaw gładkich murów. Wędrowiec oglądał je nie pierwszy raz – dzień wcześniej mignęły mu w oddali, o zmierzchu, gdy wspiął się na wzniesienie milę na zachód stąd. Zamek, zbudowany niczym za sprawą czarów w tym niedostępnym terenie, wyglądał jak zespolony w jedną całość ze skalnymi turniami.

Wędrowiec dotarł do celu – w końcu. Po dwunastu nużących miesiącach wędrówki. Ciężkiej i długiej – w trudach i niepogodzie.

Przykucnął na wszelki wypadek i znieruchomiał; odruchowo sprawdzając broń, dalej wypatrywał. Jakiegokolwiek ruchu. Jakiegokolwiek.

Na blankach – ani żywej duszy. Tylko wiatr tnący tumany śnieżnego pyłu, ale ani śladu ludzi. Forteca wyglądała na opuszczoną, tak jak się spodziewał po tym, co o niej czytał. Życie jednak nauczyło go, że najlepiej zawsze się upewnić. Tkwił nieruchomo.

Żadnych odgłosów prócz wiatru. A potem – coś. Drapanie? Przed nim, po lewej, po gładkim zboczu stoczyła się garść kamyków. Wędrowiec zesztywniał, podniósł się lekko, wysunął głowę spomiędzy zgarbionych ramion. A wtedy strzała, która nadleciała nie wiadomo skąd, trafiła go w prawy bark i przebiła zbroję.

Zachwiał się, skrzywił z bólu. Sięgnął ręką do strzały, podniósł głowę i wytężył wzrok w kierunku skalnej wyniosłości – niewielkiego wzniesienia, mierzącego najwyżej dwadzieścia stóp – która wyrastała przed zamkiem i służyła za naturalne, zewnętrzne stanowisko obrony. Na jej szczycie pojawił się mężczyzna w ciemnoczerwonej tunice, burej szacie wierzchniej i zbroi, z dystynkcjami kapitana. Głowę miał ogoloną, a jego twarz ukośnie, z prawej do lewej, przecinała blizna. Rozchylił usta w grymasie, który był po części wyrazem wściekłości, po części tryumfalnym uśmiechem, ukazując nierówne i poszczerbione zęby, brązowe niczym nagrobki na zaniedbanym cmentarzu.

Wędrowiec szarpnął drzewce strzały. Ząbkowany grot utkwił w zbroi, przebił jednak tylko metal, a jego czubek ledwie drasnął ciało. Mężczyzna odłamał drzewce i cisnął je na bok. W tym momencie ujrzał ponad setkę uzbrojonych ludzi, podobnie odzianych, z mieczami i halabardami w gotowości, wychodzących na grań po obu stronach ogolonego na łyso kapitana. Ich twarze skrywały hełmy z nosalami, ale czarne orły na tunikach powiedziały podróżnemu, z kim ma do czynienia; wiedział, czego może się po nich spodziewać, jeśli go pojmą.

Czyżby się starzał? Żeby wpaść w taką pułapkę… Przedsięwziął przecież wszystkie środki ostrożności.

I mimo to poniósł porażkę.

Cofnął się, gotów na ich przyjęcie. Wysypali się na płaski kawałek terenu, na którym stał, rozproszyli na boki, otoczyli go i trzymali na długość halabardy. Wyczuwał, że mimo liczebnej przewagi boją się go. Jego reputacja była szeroko znana i słusznie zachowywali czujność.

Przyjrzał się halabardom. Podwójne groty – topór i pika.

Rozprostował ramiona. Z jego nadgarstków wysunęły się dwa wąskie, szare, śmiercionośne ukryte ostrza. Spiął się; odbił pierwszy cios, wyczuwając wahanie przeciwnika – czyżby chcieli wziąć go żywcem? A potem zaatakowali ze wszystkich stron naraz, próbując powalić go na kolana.

Zawirował i dwoma czystymi cięciami rozpołowił drzewca najbliższych halabard. Grot jednej z nich poleciał w powietrze; podróżny schował prawe ukryte ostrze i chwycił go, zanim upadł na ziemię. Trzymając grot za kikut drzewca, wbił go w pierś poprzedniego właściciela.

Wtedy go opadli; w ostatniej chwili schylił się nisko, szumem powietrza ostrzeżony przed ciosem halabardy, która przeleciała tuż-tuż nad nim, mijając jego zgięty grzbiet. Odwinął się wściekle i lewym ukrytym ostrzem ciął głęboko nogi napastnika przed sobą. Mężczyzna z wyciem runął na ziemię.

Wędrowiec chwycił upuszczoną halabardę, która przed chwilą omal nie pozbawiła go życia, i zakręcił nią w powietrzu, odrąbując dłonie następnemu napastnikowi. Odcięte ręce poleciały łukiem w powietrzu, z palcami zakrzywionymi jak w błaganiu o łaskę, z pióropuszem krwi ciągnącej się za nimi niczym czerwony łuk tęczy.

To na moment powstrzymało napastników, ale ci ludzie oglądali gorsze rzeczy i ledwie wędrowiec zdołał złapać oddech, oni znów go obskoczyli. Zamachnął się halabardą i zostawił ją wbitą głęboko w szyję człowieka, który przed chwilą usiłował go powalić. Podróżny puścił drzewce i schował drugie ukryte ostrze, żeby uwolnić dłonie i chwycić sierżanta z wielkim mieczem; wyrwał mu broń i cisnął nim w gęstwę żołnierzy. Zważył miecz w dłoni; poczuł, że bicepsy napinają mu się pod ciężarem dwuręcznej klingi. Podniósł ją w samą porę, by rozrąbać hełm następnego halabardzisty, tym razem atakującego z tylnej lewej ćwiartki w nadziei, że tam pozostanie niezauważony.

Miecz był solidny. Lepszy do takiej roboty niż lekki sejmitar u jego boku, zdobyty podczas drogi, czy ukryte ostrza, przydatne w zwarciach. Nigdy go nie zawiodły.

Z zamku wysypywało się coraz więcej żołnierzy. Ilu było trzeba, żeby pokonać jednego człowieka? Napierali na niego hurmą, ale on wirował i uskakiwał, mylił ich. Wyrwał się ze ścisku przewrotem przez plecy jednego z napastników; wylądował, odbił cios miecza hartowanym, metalowym karwaszem na lewym nadgarstku i własne ostrze wbił w bok przeciwnika.

Nagle – chwila spokoju. Dlaczego? Wędrowiec znieruchomiał, łapiąc oddech. Kiedyś nie musiałby łapać oddechu. Rozejrzał się. Wciąż otaczali go żołnierze w szarych kolczugach.

Nagle pośród nich zobaczył innego człowieka.

Innego człowieka. Kroczącego między nimi. Niezauważonego, spokojnego. Młodego mężczyznę w bieli. Odzianego tak samo jak on, noszącego taki sam kaptur, ze spiczastym czubkiem z przodu, przypominającym orli dziób. Wędrowiec rozchylił usta, zdziwiony. Wszystko ucichło. Wszystko znieruchomiało, nie licząc młodego mężczyzny w bieli, który szedł – miarowo, spokojnie, bez lęku.

Młodzieniec przechodził między walczącymi tak, jak się idzie przez pole kukurydzy – jakby w ogóle go nie obchodzili, nie wzruszali. Czy to nie taka sama sprzączka spinała jego wyposażenie? Taka sama jak u wędrowca? Z takim samym symbolem? Symbolem, który wędrowiec nosił wypalony w świadomości i własnym życiu od ponad trzydziestu lat – podobnie dawno temu oznakowano mu serdeczny palec.

Zmrużył oczy, a kiedy je otworzył, wizja – jeśli tym właśnie była – zniknęła. Powrócił hałas, smród, zagrożenie, napierające z każdej strony, z kolejnymi szeregami wrogów, przed którymi nie było ucieczki i których nie mógł pokonać.

Jednak, nie wiedzieć czemu, nie czuł się już tak samotny.

Nie było czasu na myślenie. Żołnierze otaczali go ze wszystkich stron, równie przerażeni co wściekli. Sypały się ciosy, zbyt liczne, by wszystkie odparować. Wędrowiec walczył dzielnie, powalił jeszcze pięciu, dziesięciu. Ale miał przeciwko sobie hydrę o tysiącu głów. Olbrzymi żołnierz spuścił na niego dwudziestofuntową klingę. Podróżny podrzucił w górę lewą rękę, żeby odbić cios karwaszem, obrócił się i upuścił własny ciężki miecz, by wykorzystać ukryte ostrza. Ale napastnik miał szczęście. Stalowy karwasz odbił klingę, lecz jej pęd był za duży, by całkowicie ją zatrzymać. Zsunęła się do nadgarstka i napotkała lewe ukryte ostrze, które zerwała. W tym samym momencie wędrowiec, wytrącony z równowagi, potknął się na kamieniu i skręcił kostkę. Nie zdołał powstrzymać upadku twarzą na kamienisty grunt. I tam został.

Krąg żołnierzy zacieśnił się nad nim; trzymali się od niego na długość halabard, wciąż spięci, wciąż wystraszeni, nie ważyli się jeszcze tryumfować. Ale szpikulce ich pik dotykały jego pleców. Jeden ruch i byłby martwy.

Nie był na to jeszcze gotowy.

Chrzęst butów na skale. Ktoś podszedł. Podróżny odwrócił lekko głowę i zobaczył stojącego nad nim, ogolonego kapitana. Blizna na jego twarzy była nabrzmiała i czerwona. Nachylił się tak blisko, że podróżny poczuł smród jego oddechu.

Kapitan ściągnął mu kaptur, żeby odsłonić twarz. Uśmiechnął się, potwierdziwszy to, czego się spodziewał.

– Ha! Przybył Mistrz! Ezio Auditore da Firenze. Czekaliśmy na ciebie, jak bez wątpienia zauważyłeś. To pewnie dla ciebie spory wstrząs, widzieć starą twierdzę waszego Bractwa w naszych rękach. Ale tak musiało się stać. Włożyliśmy w walkę tyle wysiłku, że zasłużyliśmy na zwycięstwo.

Wyprostował się, odwrócił do żołnierzy otaczających Ezia – dobrych dwóch setek – i rzucił rozkaz:

– Zabrać go do celi na wieży. Najpierw go skujcie, tylko mocno.

Podnieśli Ezia na nogi i pospiesznie, nerwowo go skrępowali.

– To tylko krótki spacer i długie schody – powiedział kapitan. – A potem lepiej się módl. Rano cię powiesimy.

Wysoko nad nimi unosił się orzeł, wypatrując ofiary. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Na jego piękno. Na jego wolność.

Część druga

Lecz psalm chór pieniem zagłuszał zmieszanem,

Jak gdy w kościelnej uroczystej ciszy

Grzmi pieśń swą nutę żeniąca z organem,

Raz ucho słyszy, to znów słów nie słyszy.

Dante, Czyściec

Część trzecia

Światłości wieczna, co w sobie zamknięta,

Jedna pojmujesz siebie i pojęta

Kochasz się w sobie, uśmiechasz się do siebie!

Dante, Raj

Spis postaci

Abbas – wróg Altaïra Ibn-La’Ahada

Al Mualim – Mistrz Bractwa w XII wieku

al-Scarab – kapitan piratów, plaga Białego Morza

Altaïr Ibn-La’Ahad – Mistrz asasynów

sułtan Bajezid

kapitan Tarik Barleti – dowódca janczarów straży przybocznej sułtana

Bartolomeo d’Alviano – przyjaciel Ezia

Bekir – agent w Larnace

Claudia Auditore – siostra Ezia

Darim – syn Altaïra i Marii

Dilara – główny szpieg Tarika

Dogan – asasyn, zastępca Yusufa

Domenico Garofoli – namiestnik Cypru

Duccio Dovizi – były narzeczony Claudii Auditore

Ezio Auditore da Firenze – Mistrz

Haras – zdrajca Bractwa w XII wieku

Leonardo da Vinci – malarz, naukowiec, rzeźbiarz, 1452–1519

Ma’Mun – agent okrętowy

Manuel Paleolog – bizantyjski książę, spadkobierca ostatniego cesarza Bizancjum, niedoszły cesarz

Maria Thorpe – żona Altaïra, Angielka

Niccolò di Bernardo dei Machiavelli – asasyn, filozof i pisarz, 1469–1527

Piri Reis – admirał i zarządca tureckiej floty handlowej

książę Ahmet Osman – wuj księcia Sulejmana, ulubiony syn sułtana

książę Selim Osman – ojciec księcia Sulejmana, brat Ahmeta

książę Suleiman Osman – wnuk sułtana Bajezida i namiestnik Kefe

Szachkulu – ochroniarz Manuela, turkmeński renegat

Sofia Sartor – księgarka, żona Ezia

Yusuf Tazim – przywódca asasynów w Stambule

Słowniczek wyrażeń włoskich, greckich, chińskich i tureckich

a presto – do zobaczenia wkrótce

adi herif – świnia

al diavolo – do diabła

affedersiniz – przepraszam

affedersiniz, efendim – przepraszam, panie

akçe – dawna turecka moneta

Allah ashkina – jeśli Bóg pozwoli

Allaha ismarladik! – Niech cię Bóg błogosławi!

aman Allahim! – o Boże!

amore – miłość, ukochany

apistefto – niewiarygodne

arrocco – roszada

aynen oyle – otóż to

ballata – ballada

bastardo – bękart, drań

bene – dobrze

beyfendi – Wasza Ekscelencjo

bir sey degil – nie ma za co

bistecca alla fiorentina – stek po florencku

brutti ma buoni – brzydkie, ale dobre

buffone – dureń

buon giorno – dzień dobry

buona donna – dobra kobieto

buona sera – dobry wieczór

canaglia – łajdak, kanalia

carciofini sott’olio – młode karczochy duszone w oliwie z oliwek

castagnaccio – ciasto kasztanowe

cazzo – fiut/gówno

che sucede? – co się dzieje?

çok üzüldüm – bardzo dobrze

dao – szabla

dashi, xièxiè nin – dziękuję, Mistrzu

dio mio – mój Boże

duìbùqi – przepraszam

duomo – katedra

dżambija – arabski sztylet o szerokim, zakrzywionym ostrzu

è incredibile – nie do wiary

edáxi – w porządku

efendim – panie

evet – tak

fettunta – pieczywo czosnkowe

finito – skończone

fratello mio! – mój bracie!

fuori! – precz!/wynocha!

Gennaio – styczeń

gerzek – głupiec

ghazi – święty wojownik

Giugno – czerwiec

grazie – dziękuję

güle güle – bardzo dobrze

güzel – doskonale

hadżdż – pielgrzymka

haydi rastgele – powodzenia

hristé mou – mój Boże!

il diavolo – diabeł

inanilmaz – niewiarygodne

kanun – prawo

karesi – place

kargasha – chaos, zamieszanie

kesinlikle – oczywiście

kouráyo – odwaga

kyrie – pan

khardeshlerim – bracia

la Crociata Segreta – Tajemna Krucjata

levatrice – akuszerka

ling chi – kara tysiąca cięć

lokanta – kawiarnia/restauracja

maccaroni in brodo – zupa z makaronem

magnetismo – magnetyzm

masa’il kher – dobry wieczór

merda – cholera

merhaba – witaj

messer – pan

mia cara – moja droga

mio bel menestrello – mój przystojny minstrel

mio principe – mój książę

moleche – krab o miękkim pancerzu

molto curioso – bardzo ciekawe

navigatore – żeglarz

nessunproblema – nie ma problemu

non mi sorprende – nie dziwi mnie to

pandiramerino – chleb z rozmarynem

panzanella – chleb i sałatka z pomidorów

pecorino – rodzaj sera

pek güzel – bardzo piękne

pekala – w porządku

perdonate, buon signore – wybacz, dobry człowieku

perfetto – doskonale

piena di vita – pełny życia

poi kalà – bardzo dobrze

prens – książę

prego – proszę

presuntuoso – zarozumiały (o człowieku)

principe – książę

qián – moneta

raccolto – zbiory

ragazzo – młody chłopak

requiescat in Pace – spoczywaj w pokoju

rixotode gò – risotto z babką (gatunek ryby)

sagliginiza! – do zobaczenia wkrótce!

salame toscano – salami toskańskie

salsicce di cinghiale – kiełbasa z dzika

salute a voi, Assassini – witajcie, asasyni

salve – cześć

sayin da Vinci bey – pan da Vinci

se solo! – gdyby tylko!

serefe! – na zdrowie!

sharbat – sorbet

shehzad/shehzadem – książę

sì – tak

sì, da molto tempo – tak, bardzo długą

sinav icin iyi sanslar! – powodzenia, przyjacielu!

sövalye – rycerz

spaghetti allo scoglio – spaghetti z owocami morza

tesekkür ederim – dziękuję

Tesekkür, Mentor. Chok tesekkür ederim! – Dziękuję, Mentorze. Bardzo dziękuję!

tesoro – moja najdroższa

ti distihìa – co za nieszczęście

tonno al cartoccio – świeżo pieczony tuńczyk w panierce

un favore – przysługa

una tortura – tortura

va bene – w porządku

vendange – winobranie

veraison – dojrzewanie winogron

Podziękowania

Podziękowania specjalne

Yves Guillemot

Jean Guesdon

Corey May

Darby McDevitt

oraz

Alain Corre

Laurent Detoc

Sébastien Puel

Geoffroy Sardin

Xavier Guilbert

Tommy François

Cecile Russeil

Christele Jalady

Dział prawny Ubisoftu

Chris Marcus

Etienne Allonier

Maria Loreto

Alex Clarke

Alice Shepherd

Anton Gill

Guillaume Carmona