Archie Greene. Archie Greene i sekret czarodzieja - D.D. Everest - ebook
Opis

Witaj, czytelniku, w świecie, w którym półki z książkami są zaczarowane, bibliotekarze okazują się czarodziejami, a zaklęcia nie są rzucane na wiatr…

Archie Greene, choć to dzień jego urodzin, nie spodziewa się tajemniczej paczki, którą przynosi mu do domu nad wyraz uprzejmy, elegancki doręczyciel. Ani towarzyszącego jej specjalnego polecenia. Nie wie też, że lada moment odkryje niezwykłą rodzinną tajemnicę….

Kryje się w niej stara książka napisana w języku, którego chłopiec nie potrafi odczytać. Wkrótce przyjdzie mu odkryć nieprawdopodobny sekret rodzinny… Archie pozna niezwykły świat Strażników Płomienia – świat ludzi oddanych idei odnajdywania i chronienia magicznych książek. Szybko też się dowie, że książka, którą otrzymał w urodzinowym prezencie, jest szczególnie zagrożona, ponieważ poszukują jej złe duchy. Przy pomocy kuzynostwa Archie musi rozszyfrować tajemniczą szaradę i odkryć utajnione moce swojej książki, aby uchronić Strażników Płomienia przed złem.

KSIĄŻKĘ TĘ MOŻNA BEZPIECZNIE OTWORZYĆ, O CZYM UROCZYŚCIE ZAŚWIADCZA CERTYFIKAT MUZEUM ROZMAITOŚCI MAGICZNYCH.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 255

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Matce, która nauczyła mnie, że wszystko jest możliwe,

Podziękowania

Każda książka jest podróżą; ta podróż była długa i pełna przygód. Winien jestem podziękowania kilku niezwykłym osobom, bez których nie dotrwalibyśmy z Archiem do jej szczęśliwego końca.

Dziękuję Dan, Erin i Harry’emu (czyli „Klubowi Obcisłych Kombinezonów”), którzy pierwsi wzięli do ręki tekst o przygodach Archiego i zachęcili mnie do pracy. Siostrze Pig, która tak jak ja żyła powstawaniem książki. Bryanowi za to, że jest Bryanem.

Mojej agentce Jo Hayes, która wspólnie z Paulem Moretonem i Eddiem Bellem z agencji „Bell Lomax Moreton” pierwsza uznała, że „coś w tym jest”.

Leah Thaxton, Rebecce Lee i wszystkim w wydawnictwie Faber, którzy uwierzyli w czarodziejską moc Archiego i zaryzykowali.

Moim redaktorkom, Alice Swan z Faber i Antonii Markiet z HarperCollins, które w dążeniu do przemiany surowego rękopisu w coś nadającego się do czytania wprowadziły do pracy niezbędną dyscyplinę, a także… drożdżówki Chelsea i inne pyszności.

Emmie Eldridge za inspirujący projekt okładki i Jamesowi de la Rue za genialne ilustracje. Redaktorowi prowadzącemu Jamesowi Rose’owi za cierpliwość i niesłabnący humor przy wprowadzanych do ostatniej chwili poprawkach.

Stuart i Ro, wam dziękuję za przyjaźń i wyrozumiałość w chwilach, gdy powinienem pisać inne rzeczy.

Sarze za jej ufność i miłość.

Trzy typy magii

Naturalna

Najczystszy rodzaj magii mającej źródło w czarodziejskich stworzeniach i roślinach, jak też podstawowych żywiołach natury, takich jak Słońce, gwiazdy i morza.

Śmiertelna

Magia tworzona przez człowieka. Posługuje się szerokim instrumentarium czarodziejskim, jak również różnymi konstruowanymi przez magików urządzeniami, które pozwalają im przekazywać czarodziejską moc.

Nadprzyrodzona

Trzeci i najciemniejszy typ magii wykorzystującej moc duchów i innych istot nadprzyrodzonych.

Trzy sprawności ucznia

Odnajdywanie

Odnawianie

Pięć mądrości umiaru w magii

W 1666 roku na skutek nieostrożnych działań magicznych doszło do wypadku, który wywołał wielki pożar Londynu. W celu zapobieżenia podobnym katastrofom przyjęto „Pięć mądrości umiaru w magii”. („Mądrości” to w wypadku magii obowiązujące prawa).

Pierwsza: wszelkie magiczne księgi i artefakty należy oddać do Muzeum Rozmaitości Magicznych celem ich zbadania i sklasyfikowania. (Muzeum dokonuje ich klasyfikacji według trzech poziomów czarodziejskiej mocy).

Druga: magiczne księgi i artefakty nie mogą być wykorzystywane, kupowane i sprzedawane, dopóki nie zostaną właściwie rozpoznane i sklasyfikowane.

Trzecia: używanie bez upoważnienia magii poza miejscem do tego przeznaczonym jest zabronione.

Czwarta: gromadzenie magicznych ksiąg i artefaktów w celu potęgowania własnej mocy czarodziejskiej jest zabronione na mocy zakazu o niebezpiecznych praktykach magicznych.

Piąta: złe traktowanie czarodziejskich stworzeń jest surowo zakazane.

W głębi zimnej groty zagrzebany

Prastary leży sekret zamilczany.

Dwaj go strażnicy strzegą w mroku

O sercu lwim i orlim wzroku.

Śpią w kamiennej ciszy duchy wieczne,

Ostatni czeka dar bezpiecznie.

Aby go sięgnąć, prostej się poddaj próbie:

Wypowiedz imię tej, której najwierniej służę.

1

Tort urodzinowy dla nikogo

Sardynki. To one były tajemniczym składnikiem w torcie czekoladowym Loretty Foxe i dzieci to wiedziały. Tort, pokryty grubą polewą jagodową i udekorowany dwunastoma małymi świeczkami, pysznił się na stole kuchennym w domu rodziny Foxe’ów w Oksfordzie.

Obok niego stały półmiski ze stosami kanapek, miseczki wypełnione kolorowymi chrupkami i kilka nieoznakowanych słoiczków, których zawartości nikt nie mógł być pewien, ponieważ naklejone na nie etykietki dawno już odpadły. Pośrodku stołu gospodyni postawiła duży dzban z pieniącym się, różowym płynem.

Bramble i Thistle pożerali wystawione smakołyki głodnym wzrokiem.

– Możemy już zaczynać, mamo? – zapytała zielonooka dziewczyna o długich, ciemnych włosach, które opadały na plecy grubymi lokami. Chociaż był to środek gorącego lata, czternastolatka na głowie miała wzorzystą wełnianą czapkę ze zwisającym na ramię pomponem.

– Jeszcze nie, Bramble! – zawołała ze spiżarni Loretta Foxe. Jej głos wibrował energią.

– Ale już umieramy z głodu – jęknął Thistle Foxe.

Trzy lata młodszy od siostry chłopiec miał zmierzwione kasztanowe włosy i odrobinę ciemnych piegów na nosie.

– Thistle. Powiedziałam, żebyście poczekali – ucięła kategorycznie Loretta.

Cisza.

– Możemy się przynajmniej napić? – zapytał.

– Czy możemy się napić?! – zaszczebiotała mama. – Oczywiście, że możecie, moje kochane dzieci. Sok z jagód czarnego bzu jest znakomity, ale pijcie z umiarem. Chyba rozumiecie: nie jesteśmy zrobieni z dzikiego bzu.

Thistle Foxe przewrócił oczami; uniwersalny znak wysyłany ukradkiem pod adresem zbyt irytujących rodziców.

Bramble nalała z dużego dzbana dwie szklanki soku. Wypili je duszkiem, siorbiąc niemiłosiernie. Ze spiżarni wynurzyła się Loretta; niska, drobna kobieta o turkusowych, przeszywających oczach, z grzywą opadających na czoło ciemnych włosów. Miała na sobie purpurową suknię i niosła kolejny półmisek pełen kanapek.

Zatrzymała wzrok na córce, która właśnie unosiła dzbanek, aby dolać sobie pysznego napoju.

– Bramble, co mówiłam na temat czarnego bzu? Czy tobie się wydaje, że jagody rosną na każdym drzewie?

– Nie, mamo – westchnęła córka, przewracając oczami jak przed chwilą jej brat. Powąchała tort i uniosła brwi.

– To twój zwykły przepis, mamo? – zapytał Thistle.

– Oczywiście. Czekolada, pianka cukrowa i nadzienie z sardynek.

Zatem dzieciaki trafnie odgadły. Wiedziały, że mama specjalizuje się w nietypowym komponowaniu potraw. Tak naprawdę nie było to trudne, bo mama w ogóle specjalizowała się w rzeczach nietypowych, podobnie jak reszta rodziny. Nietypowość ta, ku rozgoryczeniu raczej drętwych sąsiadów, wyrażała się także w guście estetycznym. Loretta uwielbiała bowiem różne odcienie purpury. Frontowe drzwi Foxe’ów były pomalowane na kolor gryząco jaskrawej fuksji, a okienne ramy przybrały barwy wspaniałego karmazynu. Najbardziej jednak jeżyło włos na głowie i wywoływało zjadliwe uwagi w domach wzdłuż całej Houndstooth Road w Oksfordzie to, że wszystkie ściany domu pod numerem trzydzieści dwa zostały pomalowane na soczysty, jasny odcień dojrzałej śliwki.

– Obchodzimy dziś urodziny – oznajmiła Loretta, uroczyście stawiając na stole półmisek z kanapkami.

– Tyle można się domyślić – stwierdził Thistle. – Pytanie tylko: czyje?

– Tym nie łamcie sobie głowy. Cieszcie się, że w ogóle obchodzimy urodziny.

– Tort urodzinowy dla nikogo? – zapytała zdziwiona Bramble.

– Nie powiedziałam, że dla nikogo! – Loretta pociągnęła nosem. Przez chwilę wydawało się, że do oczu napływają jej łzy. – Cóż… Jeszcze tylko brakuje ojca. Potem możemy zapalić świeczki i wznieść toast.

– Toast komu?

– Mówi się toast za kogoś – poprawiła mama.

– Komuś, za kogoś, co za różnica. – Thistle wzruszył ramionami.

Loretta posłała synowi mordercze spojrzenie – spojrzenie, którego w ciągu wielu lat matkowania wyuczyła się do perfekcji. Zaraz potem na jej twarzy pojawił się jasny uśmiech, który wtargnął niczym złodziej włamujący się do sklepu jubilera.

– Toast za nieobecnych krewnych, ot co! Za wyjątkowe urodziny!

2

Nieoczekiwana przesyłka

W tym samym czasie, ponad sto pięćdziesiąt kilometrów dalej, w małym nadmorskim miasteczku o nazwie West Wittering, Horace Catchpole otwierał furtkę domu numer trzy przy Crabgate Cottages. Horace miał grubo ponad czterdzieści lat i urodę tego rodzaju, której nie zauważa się w tłumie. I bardzo dobrze, ponieważ wykonywał zawód wymagający największej dyskrecji. Horace pracował dla firmy Folly & Catchpole, najstarszej i najbardziej tajemniczej kancelarii prawnej w Anglii, a tego dnia miał na głowie bardzo ważną sprawę.

W prawej ręce mocno trzymał niewielką paczkę owiniętą w brązowy pergamin i obwiązaną kilkoma skórzanymi rzemykami. Do paczki dołączony był rulonik przewiązany szkarłatną wstążką, który – dla większego bezpieczeństwa – wsunął do wewnętrznej kieszeni marynarki.

Horace nie miał pojęcia, co się znajduje w paczce, ale w jego pracy nie było to niczym niezwykłym. Londyńskie biuro firmy Folly & Catchpole, mieszczące się nieopodal Fleet Street, kryło rozmaite tajemnice, z których większość nie była znana nawet najstarszym członkom personelu. Kancelaria zyskała sobie znakomitą reputację przede wszystkim dzięki temu, że nigdy nie wścibiała nosa w cudze sprawy.

Nie byłoby jednak prawdą stwierdzenie, że Horace nie jest ciekaw, co się znajduje w środku, była to bowiem wyjątkowa paczka. Przez długie czterysta lat przechowywano ją w piwnicach firmy, aby oznaczonego dnia dostarczyć pod wskazany adres. Ten dzień nareszcie nadszedł i właśnie Horace’owi, ku jego wielkiej dumie, powierzono to nad wyraz ważne i poufne zadanie.

Horace na pamięć znał wpis w firmowym rejestrze klientów: „Przesyłkę przyjęto 10 maja 1603 roku; paczka średniego rozmiaru; dołączony list w ruloniku. Adresat: pan Archie Greene”. Kto ją nadesłał, pozostawało jednak tajemnicą. Za każdym razem, kiedy spoglądał na zapis w firmowym rejestrze, nazwisko nadawcy wydawało się wyblakłe lub rozmazane do tego stopnia, że nie mógł go odczytać.

Horace poprawił krochmalone mankiety idealnie odprasowanej, choć już znoszonej koszuli i dopiął guziki wysłużonego trzyczęściowego garnituru. Wyprostował zaciśnięty pod szyją węzeł wypłowiałego granatowego krawata, a do kieszonki na piersi delikatnie wsunął białą chusteczkę, rano odebraną z pralni. Przygładził włosy i dopiero wtedy, zdecydowanym gestem, zapukał dwukrotnie do drzwi domu pod numerem trzy, przy Crabgate Cottages.

Otworzył je chłopiec, niski i szczupły, ale dobrze wysportowany, o mysiobrązowych włosach. Uwagę Horace’a przykuł przede wszystkim kolor jego oczu; jedno było szmaragdowozielone, niczym wody najgłębszego jeziora, a drugie szare, jakby koloru zwietrzałego siwego dębu.

Horace uśmiechnął się łagodnie. Długo czekał na tę chwilę. Już otworzył usta, aby zakomunikować doręczenie paczki, gdy pierwszy odezwał się chłopiec:

– Nie, dziękuję. Nie jesteśmy zainteresowani.

– Młody człowieku – zaczął zaskoczony Horace, jak najbardziej poważnym głosem. – Jestem z firmy Folly & Catchpole, najstarszej kancelarii prawnej w Anglii, i mam do wykonania bardzo ważną misję…

Ostatnie słowa zagłuszył głośny trzask i drzwi zamknęły się gwałtownie przed jego nosem. Horace, czując, że ukoronowanie jego długoletniej pracy zostało okrutnie zlekceważone, znowu zaczął stukać z uporem. Ku jego zaskoczeniu drzwi otworzyły się natychmiast, a do tego z takim impetem, że niemal wpadł do wnętrza domu.

– Proszę pana. Nie chcę być niegrzeczny, ale na pewno mamy już to, co pan chce nam sprzedać – oznajmił chłopiec, którego Horace zdążył przed chwilą poznać.

Horace poczuł, jak coś skręca go w żołądku. Myślał o tej chwili wiele razy. Oczami wyobraźni widział, jak niezwykły adresat przesyłki ze wzruszeniem oświadcza, iż firma Folly & Catchpole przetrwa w legendzie po wsze czasy. Tymczasem ten chłopak nie rozumiał wagi chwili i wydawał się zupełnie obojętny. Rodzice z pewnością będą bardziej rozsądni. Horace chrząknął głośno.

– Przepraszam, młody człowieku – powiedział stanowczym głosem, zmuszając się do uśmiechu. – Czy ojciec jest w domu?

Chłopiec pokręcił głową.

– Hmm… Może matka?

– Też nie ma – odparł chłopiec. – Nie mam ojca ani matki. Mam tylko babcię, a ona upomina mnie zawsze, żebym nie rozmawiał z nieznajomymi.

Drzwi znowu się zamknęły.

Horace otarł czoło chusteczką. Zauważył, jak ozdobne, świeżo wyprasowane płócienko zaczyna się gnieść.

Zanim ponownie zapukał, wziął głęboki wdech i policzył w myślach do dziesięciu. Tym razem drzwi ledwie się uchyliły.

– To znowu pan?

– Posłuchaj, młodzieńcze – powiedział Horace tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Mam do wypełnienia ważne zadanie, bardzo ważne zadanie, oficjalne zadanie – dodał dla zwiększenia efektu. – Muszę dostarczyć pod ten adres paczkę.

Oblicze chłopca nagle się zmieniło.

– Dlaczego od razu pan nie mówił? – zapytał, promieniejąc. – Dziś są moje urodziny. Kończę dwanaście lat. Paczka musi być dla mnie!

Zaskoczony Horace zamrugał niepewnie.

– Nie wiem, nie sądzę… Ta paczka to kwestia ważnej natury i z pewnością nie jest przeznaczona dla dziecka…

Ale już było za późno. Chłopiec chwycił obiema rękami paczkę, szarpnął z całych sił i przeciągnął ją przez próg. Horace stracił równowagę i upadł w kłujące pokrzywy, które rosły przy wejściu w ogrodzie. Zanim zdołał się z nich wydostać, drzwi były znowu zamknięte, a on czuł wszędzie nieznośne oparzenia. Wyprostował krawat i dłonią lekko wygładził siwiejące włosy. Potem, nie widząc innego rozwiązania, pochylił się i krzyknął w szparę skrzynki na listy:

– To bardzo, bardzo stara paczka, więc obchodź się z nią ostrożnie, młodzieńcze! Nie jest przeznaczona dla ciebie. Adresatem jest mężczyzna o nazwisku Archie Greene!

Skrzynka na listy otworzyła się z drugiej strony.

– To ja! – krzyknął chłopiec. – Ja jestem Archie Greene!

Tytuł oryginału: Archie Greene and the Magician’s Secret

All rights reserved

Text © D. D. Everest, 2014

Illustrations © James de la Rue, 2014

The right of D. D. Everest to be identified as author of this work has been asserted in accordance with Section 77 of the Copyright, Designs and Patents Act 1988

Copyright © for the Polish e-book edition by

REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2016

Informacja o zabezpieczeniach:

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

W publikacji wykorzystano czcionkę z rodziny Liberation (https://fedorahosted.org/liberation-fonts/)

Redaktor: Małgorzata Chwałek

Projekt okładki: Faber

Ilustracja na okładce: James de la Rue

Opracowanie graficzne polskiej wersji okładki: Sławomir Folkman

Wydanie I e-book

(opracowane na podstawie wydania książkowego:

Archie Greene i sekret czarodzieja, wyd. I, Poznań 2016)

ISBN 978-83-8062-721-5

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61-867-47-08, 61-867-81-40, fax 61-867-37-74

e-mail: rebis@rebis.com.pl

www.rebis.com.pl

e-Book: Sławomir Folkman / www.kaladan.pl