Antypapież - Tomasz Piątek - ebook
Opis

 

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, niezależnie od tego, czy masz sentyment do tej postaci, czy też nie, zapewne nieco znużona/znużony jesteś nieustannym odmienianiem przez wszystkie przypadki imienia Jana Pawła Drugiego i tytułu Ojca Świętego.

Rozumiem Cię doskonale. Ja też mam tego dosyć, do tego stopnia, że nieraz mam w oczach walizki, a w sercu emigrację.

A mimo to proponuję, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, żebyś wspólnie ze mną przyjrzała/przyjrzał się tej białej postaci. Może się okazać, że o tym demiurgu, który tak głęboko zaingerował nawet w nasze osobiste sprawy, nie wszystko jeszcze wiesz. Jeśli chcesz walczyć z bałwochwalczym kultem Wojtyły, znajdziesz tutaj argumenty. Jeśli masz sentyment do papieża, to będziesz mogła/mógł sprawdzić siłę tego uczucia – sprawdzić, czy wytrzyma konfrontację z prawdą.

Tomasz Piątek

Jan Paweł II – Wielki Polak? Wielki Nauczyciel? Wielki Autorytet? Autorytet – ale dla kogo? A może tylko papież-przedstawienie, papież-wizualny?

Tomasz Piątek z brawurą pisarza i felietonisty, a jednocześnie z zaangażowaniem wierzącego protestanta atakuje nauczanie polskiego papieża, i przede wszystkim medialny spektakl wokół jego osoby. Czy w Polsce można już krytykować Jana Pawła II?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 68

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


TomaszPiątek

Antypapież

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

1. Dlaczego każdy polski inteligent powinien przeczytać tę książkę

Wyobraźmy sobie, że jakiś kaprys natury lub nauki, jakiś nieoczekiwany wybryk Wielkiego Zderzacza Hadronów albo prościej: wola Boska przenosi nas w przyszłość i znajdujemy się nagle w Polsce roku 2041. W pierwszej chwili czujemy pewien dyskomfort, coś nas uwiera, ale nie wiemy jeszcze co. W drugiej chwili zdajemy sobie sprawę z tego, że w otaczającej nas rzeczywistości zginęły wszystkie koła i kółka – zostały zastąpione przez trójkąty. W trzeciej chwili orientujemy się, że zniknęła głoska i litera „o” – zniknęła, panieważ litera była akrągła, a głaska sprawiała, że usta układały się w kształt kałka. Zakazaną głaskę i literę zastąpiła bardziej trajkątna „A”. I teraz nawet rury mają trajkątny przekraj, a ludzie za pamacą intensywnega adchudzania i aperacji plastycznych starają się utrajkątnić swaje akrągłe twarze.

Gdyby coś takiego nam i Polsce (czy też Palsce) się przytrafiło, chcielibyśmy wiedzieć, co spowodowało tę kosmiczną zmianę. A skoro jesteśmy brzozowszczykami, uczniami Stanisława Brzozowskiego, i nie wierzymy, że rzeczy dzieją się same – to powinniśmy także zapytać: kto to zrobił? Kto sprawił, że buzie z okrągłych zrobiły się trójkątne? Paweł Jasienica mawiał, że fakt historyczny to taki fakt, który zawsze ma więcej niż jedną przyczynę. Zgoda, ale wśród tych przyczyn są zapewne główne i główniejsze. Kto był najgłówniejszym sprawcą? (dopisek dla marksistów i katolików: istnieją pewne prawidłowości w rozwoju historii, ale zakładam, że działają one zawsze w osobach ponoszących odpowiedzialność za swoje wybory – tak jak działająca w osobie predestynująca wola Boga nie zwalnia człowieka od odpowiedzialności za jego czyny).

No więc wyobraźmy sobie kolejny skok w czasie, ale nie w przyszłość, tylko w przeszłość. Jest rok 1978. Polska już się po cichu, podziemnie prywatyzuje. Sympatyczny, europejski przywódca Edward Gierek ściągnął nam z Zachodu trzy razy K: Kredyty, Koniunkturę, Kryzys. Pieniądze, towary, surowce z Zachodu sprowadzane przez państwo przeciekają temu państwu przez palce i trafiają do kieszeni prywatnych cwaniaków. Rosną wille z kradzionego budulca. Zmienił się styl życia i obowiązujący ton. Podczas gdy Zachód zmęczony egoizmem i materializmem uciekł w New Age, Polska ucieka w egoizm i materializm. „Dzisiaj nie mieć forsy to jak zahaftować” – mówi poeta i krytyk filmowy Krzysztof Mętrak, porównując dekadę lat 70. z tym, co było przedtem. Ale jeśli trzymać się słów Mętraka, to większość Polaków musi mieć ciągłe mdłości, bo wyżej wymienionej forsy nie posiada. Dla nich Gierkowski PRL to „społeczeństwo konsumpcyjne bez konsumpcji”, konsumizm głodnych, a więc jeszcze bardziej frustrujący i cyniczny. Pracujący za gówniane pieniądze ludzie dorabiają na boku jak tylko się da lub wyjeżdżają na saksy. Mimo to politycy mówią o rządach klasy robotniczej i o godności człowieka pracy. Oczywiście nikt w to nie wierzy. Ględzenie komunistów nie określa już niczyjej świadomości, jest jak bzyczenie muchy nad głową: nieustające, denerwujące, ale w gruncie rzeczy błahe. Ale bzyczenie księży też nie jest społecznie bardzo znaczące. Dominujący światopogląd, szczególnie jeśli sądzić go po czynach i postawach, jest materialistyczny (aczkolwiek nie jest to materializm, który spodobałby się Marksowi). Aborcja jest najpopularniejszym zabiegiem antykoncepcyjnym, nie wiąże się z problemami sumienia i nikomu się nie śni, że mogłaby być kiedyś zakazana. Kościół to niegroźny folklor, o tyle sympatyczny, że przyjazny dla młodzieży zmęczonej szkolną „dyscypliną nudy”. Ot, proboszcz mszę bigbitową zrobi, dominikanie studentów na dyskusję do kościelnej piwnicy zaproszą, gdzie będzie można dyskretnie popsioczyć na naszego wspaniałego przywódcę. Telewizja pokazuje seriale o odpowiedzialnych i budzących zaufanie dyrektorach zakładów przemysłowych (chociaż każdy wie, że dyrektor jego fabryki to leń i złodziej). Narodowym sportem jest piłka nożna i szybki seks. Tu osobista dygresja: różni ludzie z pokolenia z moich rodziców niezależnie od siebie pytali mnie nieraz: „Czy wy, młodzi, robicie tak, jak myśmy robili? Czy jak się spotykacie razem, to rozbieracie się do naga i wszyscy się kochacie?”. No naprawdę, chciałbym sobie wyobrazić moich kolegów w takiej sytuacji (te straszne lewackie, trans-gender-seksualne, antykoncepcyjne potwory z Krytyki Politycznej są raczej powściągliwe i dyskretne).

Mija 30 lat. Kościół, znienawidzony lub wyśmiewany przez młodzież, jest najpotężniejszą siłą polityczną i wielkim potentatem majątkowym. Aborcja jest zabójstwem, przestępstwem, idzie się za to do więzienia – a mimo to robi się tysiące zabiegów. W szkole, w sali lekcyjnej nad głową nauczyciela wisi krzyż. A równocześnie na tej głowie ląduje kosz na śmieci. Najbardziej propagowaną metodą antykoncepcji jest abstynencja seksualna, aczkolwiek seks uprawiają już czternastolatki. Telewizja pokazuje seriale o odpowiedzialnych i budzących zaufanie proboszczach (chociaż każdy wie, że proboszcz jego parafii to leń i złodziej). Uroczystości państwowe opryskiwane są wodą święconą. Zbiorowo i publicznie modlimy się do posążka w niebieskiej szacie, który podobno ma symbolizować miłosierne orędowanie, a równocześnie godzimy się na to, że nasi bliscy i sąsiedzi harują za żałosne pieniądze, gniją na bezrobociu bez zasiłku, głodują na emeryturze i męczą się w chorobie, bo leki mają sztucznie wyśrubowane ceny. Słuchamy homilii o godności człowieka, czasem nawet o godności człowieka pracy – i równocześnie sami godzimy się harować za żałosne pieniądze. Bo ględzenie o godności się nie zmieniło, tyle że obecnie rozlega się głównie z ambony. Nie zmienił się też materializm – teraz tylko doczepione jest do niego groteskowe ględzenie o świętości, świętych i święconce. No i oczywiście nie zmienił się przywódca. Sympatyczny, europejski przywódca Donald Tusk ściągnął nam z Zachodu trzy razy K.

Jak to się stało? Moi rodzice pamiętają to dobrze. Pamiętają swoich znajomych, którzy gzili się grupowo na orgietkach, recytowali pochwały towarzysza Gierka, ostro doili kasę na lewo – a potem nagle, kiedy w Rzymie pojawił się polski papież, poobwieszali się różańcami, pognali na rekolekcje, położyli się krzyżem. „O, tego wzięło – mówił ojciec. – Nowak się nawrócił”. „Malinowską zjadło – mówiła mama. – Teraz śpiewa godzinki”. I dodawali: „Nosorożec!”, cytując słynną wtedy sztukę Ionesco (o człowieku, którego wszyscy znajomi z nieznanych przyczyn po kolei zmieniają się w nosorożce).

Rzecz jasna, nie wszystko dokonało się tak nagle. Przez jedenaście lat były cztery fale nawróceń: 1978, 1980, 1981–1982 (stan wojenny) i oczywiście 1989, kiedy to nawracały się najbardziej zatwardziałe komuszki. Przypominam sobie pewnego prezesa, który w tymże 1989 roku prosto z Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przeskoczył do władz ważnych spółek medialnych. Jego córka mówiła mi: „No i myślałam, że jak się zaręczymy oficjalnie, to Darek będzie mógł zostawać u mnie na noc, ale mama przeżyła oświecenie i stwierdziła, że moralność musi być i Darek musiał włazić do mnie na piętro po piorunochronie”. 35 lat po Poemacie dla dorosłych i filmie Ewa chce spać (gdzie mężowie wspinali się po linie do pokojów swoich żon w hotelach robotniczych, bo staliniści też uważali, że moralność musi być). Starzy są hycle od moralności katolicko-neofickiej, jak by powiedział Adam Ważyk.

Proszę nie zrozumieć mnie źle – nie twierdzę, że wszystkie te nawrócenia były wynikiem koniunkturalnej kalkulacji lub hipnozy przeprowadzonej na stadzie lemingów bez kręgosłupa. Pewnie w tej masie nawróceń zdarzyło się parę nawróceń prawdziwych. Ale na pewno nie było tak, że prawdziwie nawróciła się masa. Można to zbadać w prosty sposób: przed intronizacją Jana Pawła II Polacy kradli, wyzyskiwali się, oszukiwali i promiskuitycznie gzili bez miłości. Teraz robią to samo, tyle że do tego obficie skrapiają się wodą święconą.

Kto