Wydawca: Napoleon V Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2013

Antyczna sztuka wojenna. Tom II. Republika Rzymska ebook

Hans Delbruck  

4.5 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 665 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Antyczna sztuka wojenna. Tom II. Republika Rzymska - Hans Delbruck

Autor przedstawił organizację armii Republiki Rzymskiej, przebieg wojen punickich, podbój świata śródziemnomorskiego przez Rzymian. Księga siódma poświęcona została Cezarowi i jego osiągnięciom w walkach toczonych przeciwko barbarzyńcom, jak również podczas wojny domowej i bitwie pod Farsalos, w której pokonał Pompejusza. Co ciekawe, opisy kampanii opatrzone są tłem wydarzeń politycznych, dzięki czemu nie tracą swojego kontekstu. Na końcu książki zamieszczono kolorowe mapki.

Opinie o ebooku Antyczna sztuka wojenna. Tom II. Republika Rzymska - Hans Delbruck

Fragment ebooka Antyczna sztuka wojenna. Tom II. Republika Rzymska - Hans Delbruck

Tytuł orginału:

Geschichte der Kriegskunst im Rahmen der politischen Geschichte

© Copyright

Hans Delbrück

© Copyright for Polish edition

Wydawnictwo NapoleonV

Oświęcim 2013

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Tłumaczenie:

Paweł Grysztar

Redakcja:

Dariusz Marszałek

Mapy:

Paweł Grysztar

Strona internetowa wydawnictwa:

www.napoleonv.pl

Kontakt:napoleonv@o2.pl

Numer ISBN: 978-83-65855-76-3

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

ŹRÓDŁA I LITERATURANOTA O ŹRÓDŁACH

O epoce hellenistycznej zwykło się mówić, że wiadomo o niej bardzo wiele, a jeszcze więcej nie wiadomo. Większość źródeł o charakterze literackim, kronikarskim, nie dotrwała do naszych czasów. Ich autorzy znani są z przekazów późniejszych. Bezpośrednio korzystali z nich historycy żyjący na ogół dopiero w czasach rzymskich, zarówno Grecy, jak i Rzymianie. Ponieważ postacie autorów tych zaginionych dzieł są znane w zasadzie tylko znawcom hellenizmu, warto o nich tutaj wspomnieć.

Zaginęły otóż dzieła takich dziejopisarzy, jak Megastenes, ambasador Seleukosa I Nikatora na dworze Czandragupty na przełomie IV i III w. p.n.e., czy Duris z Samos, który treść swej narracji rozpoczął na czasach Filipa II, a zakończył na 280 r. p.n.e. Nie zachowały się też przekazy bezpośredniego świadka wojen diadochów, Hieronima z Kardii, ani współczesnego mu, zapewne wszakże nieco odeń młodszego Timajosa z Tauromenion, który opisał wydarzenia, jakie miały miejsce w poleis Sycylii i Wielkiej Grecji do 264 r. p.n.e. Tychże zagadnień dotyczyło także niezachowane dzieło Kaliasza z Syrakuz. Dla III w. p.n.e. jednym z ważniejszych dzieł byłyby przekazy Fylarchosa z Aten (lub Naukratis w Egipcie), który narrację doprowadził do 219 r. p.n.e., a korzystać z niej będą zarówno Plutarch, jak i Pompejusz Trogus (zob. niżej) Nie zachowała się także narracja Posejdoniosa z Apamei w Syrii, zmarłego w 50 r. p.n.e., który był kontynuatorem dokonań historiograficznych opisanego niżej Polibiusza (Polybiosa). O ostatnich latach czasów hellenistycznych pisał z kolei aleksandryjski historyk Timagenes, współczesny cesarzowi Oktawianowi Augustowi (przełom I w. p.n.e. i I w. n.e.).

Dzieło Historiai(Dzieje) Polibiusza z Megalopolis, żyjącego w II w. p.n.e., jest najwcześniejszą zachowaną prawie w całości narracją pochodzącą bezpośrednio z czasów hellenizmu. Polibiusz opisuje wszakże wydarzenia począwszy od 264 r. p.n.e., ale czyni przy tym liczne dygresje do czasów wcześniejszych. Zasadniczo jednak jest podstawowym źródłem dla czasów sobie współczesnych. Z następnego stulecia, zatem z czasów absolutnego już schyłku epoki, pochodzą dzieła Diodora Sycylijskiego, Strabona i rzymskiego historyka Tytusa Liwiusza, który zresztą w znacznym stopniu oparł swoją narrację na przekazie Polibiusza. Pozostałe źródła pochodzą z czasów późniejszych, najczęściej z epoki rozkwitu Cesarstwa Rzymskiego, przy czym ich autorami najczęściej byli historycy greccy.

Treść narracji części pierwszej, poświęconej następcom Aleksandra Wielkiego, diadochom, aż do schyłku IV w. p.n.e. opiera się zasadniczo na pracy Diodora Sycylijskiego zawartej w księgach XVIII-XXI jego Biblioteki historycznej. Te same księgi są głównym źródłem opisu wydarzeń na helleńskim zachodzie dotyczących poczynań tyrana Syrakuz, a następnie króla Agatoklesa, przy czym pewne problemy stwarza w tym zagadnieniu chronologia. Z kolei mniej więcej od bitwy pod Ipsos dzieło Diodora, które od tego miejsca jest niekompletne, uzupełniają, a niejednokrotnie zastępują żywoty Demetriusza Poliorketesa oraz w pewnych szczegółach Pyrrusa napisane przez Plutarcha z Cheronei, historyka greckiego żyjącego w drugiej połowie I w. n.e. i pierwszej następnego stulecia. Podstawą rekonstrukcji wydarzeń z samego końca epoki diadochów są zachowane fragmenty dzieła historyka o imieniu Memnon, pochodzącego z Heraklei Pontyjskiej.

Powyższe źródła nie wyczerpują wszakże wiedzy o czasach, kiedy wodzowie Aleksandra Wielkiego toczyli walki o spadek po nim. Dla pierwszych lat tych wydarzeń nieocenione pozostają fragmenty dzieła Flawiusza Arriana z Nikomedii, dotyczące właśnie czasów diadochów. Zawierają one pewne nieliczne wprawdzie, ale nigdzie indziej nie odnotowane wydarzenia dotyczące działań morskich. Dla tychże i kolejnych lat wiele interesujących szczegółów militarnych i marynistycznych, zwłaszcza dotyczących podstępów wojennych, przekazał Polien. Niemniej ciekawe informacje znaleźć można u Pauzaniasza i Justyna. W niewielkim stopniu natomiast o problematyce morskiej pisze Plutarch w żywotach Fokiona i Eumenesa, toteż można się nimi podeprzeć jedynie w kwestiach ogólnego zarysu wydarzeń.

Krótka dygresja dotycząca podróży Pyteasza z Marsylii opisana została na podstawie informacji zaczerpniętych z księgi V Biblioteki historycznej Diodora, kilku wzmianek u Strabona oraz na podstawie dzieła Pliniusza Starszego.

Dla pierwszych lat epoki epigonów nie zachowała się w źródłach ciągła narracja. Wspomniany wcześniej Memnon z Heraklei Pontyjskiej opisał wojnę Ptolemeusza Keraunosa z Antygonem Gonatasem, zaś najazdowi Celtów na Helladę prawie w całości księgę X Przewodnika po Helladzie poświęcił Pauzaniasz. Wydarzenia tych i kolejnych lat opierają się również na informacjach zawartych w księgach XXIV-XXVII dzieła Justyna oraz odpowiadających im Prologach Pompejusza Trogusa. Kalliksejnos oraz Appian z Aleksandrii we Wstępie (Prooimion) do swego dzieła, przedstawili z kolei liczebność, stan i siłę floty egipskiej w czasach Ptolemeusza II Filadelfosa. Wiele interesujących wiadomości podają również Pauzaniasz oraz Polien, przy czym najczęściej są one luźno rozrzucone w formie krótkich epizodów bądź dygresji w księgach I-IV, VII i VIII dzieła pierwszego z wymienionych i księgach II i IV Podstępów Poliena. Opis późniejszych czasów doby epigonów oparty jest na biografiach Aratosa, Agisa i Kleomenesa z Żywotów Plutarcha, Dziejach Polibiusza zawartych w księgach II-V, Wojnach iliryjskich i Wojnach syryjskich Appiana. Drobne wzmianki można też znaleźć w Prologach XXVIII i XXIX Pompejusza Trogusa.

W rekonstrukcji wydarzeń morskich tych czasów pomocne są również nieliczne, ale bardzo interesujące wiadomości zawarte w zachowanych z tamtych czasów inskrypcjach, a także luźno rozrzucone wzmianki oraz dygresje u Plutarcha w Moraliach(183c i 545b) i biografiach Demetriusza Poliorketesa oraz Pelopidasa, w dziele Atenajosa (w księgach V i VIII), a także w zachowanych fragmentach dzieł Filochorosa i Diogenesa Laertiosa (z księgi VII). Dotyczą one na przykład bitew pod Kos i Andros, działań Antygona Dozona w Karii, zasięgu panowania Lagidów nad Morzem Egejskim czy owych ogromnych okrętów, w których wiosła poruszało trzydziestu bądź czterdziestu wioślarzy w sekcji. Suplement dotyczący helleńskiego zachodu opiera się przede wszystkim na Plutarchowej biografii Pyrrusa, a oprócz tego na PrologachXVII i XXIII Pompejusza Trogusa i księgach XVII, XXIII, XXV Zarysu dziejów powszechnych Justyna, księgach I i IV dzieła Pauzaniasza, księdze I Dziejów Polibiusza oraz Wojnach macedońskich Appiana.

Omówienie czasów zmierzchu i upadku świata hellenistycznego nastręcza nieco mniej trudności. Ciągłe narracje dla tych czasów zachowały się u Polibiusza do samego końca jego dzieła (oczywiście pomijając fragmenty zaginione), u Appiana w Wojnach macedońskich i Wojnach syryjskich, u Tytusa Liwiusza w księgach XXIII-XLV oraz u Pompejusza Trogusa w ProloguXXXV i u Justyna w i księgach XXIX, XXXI-XXXIII, XXXV i XXXVII Zarysu dziejów. Ich uzupełnienie stanowią żywoty Aratosa, Filopojmena, Tytusa Kwinkcjusza Flaminiusza napisane przez Plutarcha oraz w mniejszym stopniu księgi I, IV, VII i VIII PrzewodnikaPauzaniasza i księgi IV i V Podstępów wojennychPoliena. Wydarzenia na zachodzie dotyczące upadku Syrakuz i Tarentu dokładnie przedstawiają Polibiusz (księga VIII Dziejów), Plutarch w żywocie Marcellusa oraz Tytus Liwiusz w księdze XXV. O podróżniku Eudoksosie pisał Strabon w księdze II Geografii. Ostatnie lata i wydarzenia można z kolei zrekonstruować w oparciu o PrologiXXXVII, XXXIX i XL Pompejusza Trogusa, księgi XXXVIII-XL Zarysu dziejów Justyna, drobne fragmenty księgi VII Przewodnika Pauzaniasza oraz o luźno rozrzucone wiadomości w księgach XXX-XL dzieła Kasjusza Diona Kokcejana. O wojnach Rzymian z Mitrydatesem VI Eupatorem najwięcej wiadomości zawierają Wojny mitrydatejskie Appiana oraz biografie Sulli, Lukullusa i Pompejusza Wielkiego z Żywotów Plutarcha. Pierwsze i ostatnie z dzieł wymienionych w poprzednim zdaniu są podstawą rekonstrukcji wydarzeń omawiających likwidację piractwa morskiego, zaś czasy Cezara, Kleopatry i Marka Antoniusza aż do bitwy pod Akcjum można odtworzyć na podstawie Wojen domowych Appiana, Plutarchowych biografii Cezara i Antoniusza, ksiąg XLI-LI Historii rzymskiej Kasjusza Diona oraz księgi II dzieła Wallejusza Paterkulusa.

Zagadnień morskich hellenizmu nie można traktować w oderwaniu od całej helleńskiej starożytności, dlatego też nie można pominąć źródeł poprzedzających epokę, jaka nastała po Aleksandrze Wielkim. Stąd dla bliższego zrozumienia zjawisk, jakie zachodziły wówczas na morzu, zajrzeć trzeba także do dzieł wcześniejszych, od Homera i Hezjoda począwszy, przez Herodota, Tukidydesa i Ksenofonta na historykach Aleksandra Wielkiego skończywszy. Starożytni Hellenowie bowiem, żyjący w epoce, którą w XIX w. wyodrębnił i nazwał, zresztą przez pomyłkę, hellenizmem niemiecki historyk Johan Gustaw Droysen, traktowali swe czasy jako prostą kontynuację lat wcześniejszych.

Wybrana literatura przedmiotu.

Liczba opracowań naukowych i popularnych dotyczących czasów hellenistycznych jest tak wielka, że nie sposób wymienić ich wszystkich. Poniższe zestawienie obejmuje najważniejsze publikacje w języku polskim, a spośród obcojęzycznych te, które były najbardziej użyteczne dla badania spraw morskich dotyczących epoki oraz te, bez których trudno sobie wyobrazić zajmowanie się nią.

Adcock F.E., The Greek and Macedonian Art of War, Berkeley-Los Angeles 1957.

Arnaud D., Starożytny Bliski Wschód, tł. M. Ryszkiewicz i K. Wakar, Warszawa 1982.

Bell H.I., Egypt from Alexander the Great to the Arab Conquest, Oxford 1948.

Burn A.R., Alexander the Great and the Hellenistic World, London 1963.

Cambridge Ancient History2, t. VII-IX (1990-2000).

Cary M., Warmington E.H., Starożytni odkrywcy, tł. B. Wojciechowski, Warszawa 1968.

Casson L., Podróże w starożytnym świecie, tł. A. Flańska, M. Radlińska, Wrocław-Warszawa 1981.

Casson L., Ships and the Seamanship in the Ancient World, Princeton 1971 (wznowienie 1995).

Casson L., Starożytni żeglarze basenu Morza Śródziemnego, tł. L. Teliga, Warszawa 1965

Ducin S., Kwinkwerema rzymska okresu republiki. Zagadnienia konstrukcyjne [w]:Pod znakami Aresa i Marsa, pod red. E. Dąbrowy, Kraków 1995.

Droysen J.G., Geschichte des Hellenismus teil 2, Basel 1952 (reedycja wydania: Gotha 1877).

Hadjidaki E., Kritskoje ellenističeskoje piratstvo, ”Vestnik Drevnej Istorii” 2/1992, s.154-161.

Hammond N.G.L., The Macedonian State. The Origins, Institutions and History, Oxford 1989. Przekład polski: Starożytna Macedonia, tł. A.S. Chankowski, Warszawa 1999.

Hammond N.G.L., Walbank F.W., A History of Macedonia vol. III, Oxford 1988.

Hubert W., Historja wojen morskich, Warszawa 1935.

Kosiarz E., Bitwy morskie, Gdańsk 1973.

Kultura materialna starożytnej Grecji. Zarys, pod red. K. Majewskiego, Wrocław-Warszawa 1978.

Landström B., The Ship, Stockholm 1961.

Lêveque P., Świat grecki, tł. J. Olkiewicz, Warszawa 1973.

Łoposzko T., Starożytne bitwy morskie, Gdańsk 1992.

Łoposzko T., Starożytni piraci Morza Śródziemnego, Lublin 1994.

Łoposzko T., Tajemnice starożytnej żeglugi, Gdańsk 1977.

Morrison J.S., Williams R.T., Greek Oared Ships 900-322 B.C., Cambridge 1968.

Morze w kulturach świata, pod red. A. Piskozuba, Wrocław-Warszawa 1976.

Murawski A., Akcjum 31 p.n.e., Warszawa 1986.

Nelson R., Norris P., Warfleets of Antiquity, Sussex 1973.

Ormerod H.A., Piracy in Ancient World, Liverpool 1924.

Ranowicz A., Hellenizm, tł. J. Łanowski, Warszawa 1961.

Rekucka-Bugajska K., Bugajski J., Pyteasz z Massalii. Odkrywca Europy północnej, ,,Filomata”, nr 437-438, 1996, s.304-315.

Rostovtzeff M., The Social and Economic History of the Hellenistic World, t. I-III, Oxford 1953.

Schachermeyr F., Alexander in Babylon und die Reichsordnung nach seinem Tode, Wien 1970.

Southern P., Augustus, Routlege 1998. Przekład polski: Oktawian August, tł. D.Kozińska, Warszawa 2003.

Świderkówna A., Hellada królów, Warszawa 1969 (wznowienie 1999).

Świderkówna A., Hellenika. Wizerunek epoki od Aleksandra do Augusta, Warszawa 1995.

Świderkówna A., Siedem Kleopatr, 1978 (wznowienie 1987).

Tarn W.W. Hellenistic Civilisation, London 1952. Przekład polski: Cywilizacja hellenistyczna, tł. C. Kunderewicz, Warszawa 1957.

Tarn W.W., Hellenistic military and naval developments, Cambridge 1930 (wznowienie 2010).

Wałek T., Les opèrations navales pedant le guerre lamiaque, ,,Revue de philologie de litèrature d’histoire anciennes” XLVIII / 1924, s.23-30.

Will E., Histoire politique du monde hellenistique, t.I-II, Nancy 1966-1967 (wznowienie 1979-1982).

Will E., Mossé P., Goukowsky P., Le monde grec et l’Orient, vol.II:Le IV-e siècle et l’époque hellénistique, Paris 1975.

Wipszycka E., Bravo B., Historia starożytnych Greków, tom III, Warszawa 1992 (wyd. poprawione i rozszerzone Warszawa 2010).

Wolski J., Dzieje i upadek imperium Seleucudów, Kraków 1999.

KSIĘGA IV RZYM ANTYCZNY

ROZDZIAŁ IRYCERSTWO I FALANGA

Jeśli chcielibyśmy rozpocząć opowiadanie historii rzymskiego systemu wojskowego opierając się na podobnych podstawach jak w przypadku Greków, wówczas musielibyśmy zacząć od drugiej wojny punickiej. Dopiero bowiem w tym okresie dysponujemy relacjami dającymi nam naprawdę wiarygodny i jasny obraz przebiegu bitew oraz natury specyficznych rzymskich metod walki. Jednakże w przypadku historii Rzymu również rzymska historiografia jest odmienna od greckiej. Możemy prześledzić rozwój rzymskiego systemu politycznego, przy akceptowalnym stopniu prawdopodobieństwa, znacznie dalej wstecz niż w przypadku Grecji, a stąd wynikają dalsze implikacje dla naszego przedmiotu. Greckie miasta-państwa miały w swoich ustrojach albo coś co prowadziło do stagnacji, jak np. w Sparcie, której system polityczny jest dla nas dodatkowo niejasny, lub też co i rusz przeprowadzały to jedną to drugą radykalną zmianę, tak że Arystoteles mógł podać aż 11 odmiennych, następujących po sobie ustrojów panujących w Atenach. Przy wszystkich wstrząsach jakich doświadczył Rzym, zachował on stałość rozwoju1. Nawet przejście od monarchii do republiki, mimo iż niewątpliwie było rewolucją, to jednak przejęło stary system polityczny w podstawowych zarysach. Tym samym również instytucje, nawet w okresie znacznie późniejszym, zachowały formy wcześniejszych etapów rozwoju i da się je wyróżnić oraz prześledzić wstecz do czasów, dla których nie posiadamy bezpośredniej linii przekazu źródłowego. Tryby głosowania w późniejszych okresach zachowały pewne elementy organizacji wojskowej z pradziejów. Faktyczny przekaz na temat zamierzchłej przeszłości Rzymu jest całkowicie legendarny. Jedynie same daty wojen i bitew oraz imiona dowódców zostały nam przekazane przy akceptowalnym poziomie pewności. Niemniej wśród rzymskich historyków piszących o pradawnych dziejach żywa była tradycja mówiąca o rozwoju rzymskiego prawa i ustroju wojskowego, która nigdy całkowicie nie zaginęła wśród fantazji i również, by tak rzec, „dyscyplinowała” legendę z historycznego punktu widzenia.

Badania historyczne łatwiej dochodziłyby do sprawdzonych rezultatów, jeśli ta osobliwa prawno-polityczna tradycja nie zostałaby bardzo silnie podkoloryzowana przez polityczną stronniczość i błędnie podawane nazwy lokacji. Z czasem jednak metodologia historyczna znalazła ścieżki i środki by rozpoznać oraz zinterpretować te zafałszowania. Podczas gdy nawet krytycznie myślący historycy naiwnie powtarzali, że cenzus wprowadzony przez króla Serwiusza Tuliusza daje 80 000 obywateli, obecnie wiemy, że da się sprawdzić te liczby dzięki obszarowi jaki zajmowało miasto i należące doń ziemie, a przez to jesteśmy w stanie je wyeliminować przy wszystkich implikacjach jakie z tego wynikają dla historii ustroju.

Zachowując te i podobne zastrzeżenia możemy z określonym prawdopodobieństwem przyjąć przekazane nam relacje. Narzędziami, dzięki którym oddzielamy prawdę od legend, fałszu, omyłek i wszystkiego co w naturalny sposób się wkradło, są uwarunkowania tego okresu, jakie możemy rozpoznać w pełnym świetle historii, wyraźnie i mając pewność. Te strzępy informacji, które, jako preludium do w pełni historycznego okresu, układają się w sekwencję pozbawioną sprzeczności, muszą być całkowicie prawdziwe, zaś te których nie da się w żaden sposób zrozumieć, nawet jako wyjątki, spekulacje, przejściowe dywagacje itp., należy odrzucić.

Wiele wskazówek uwypukla fakt, że w Italii walka z konia miała w starożytności większe znaczenie niż w Grecji. W pierwszym wydaniu niniejszej pracy zadowoliłem się w tym miejscu tymże stwierdzeniem i odesłałem czytelnika do miejsca, gdzie będę kontynuował opis tegoż przedmiotu. Aby móc naświetlić i uczynić zrozumiałym społeczne znaczenie kawalerii w ekonomicznych uwarunkowaniach panujących w Lacjum, musiałem najpierw opisać czytelnikowi instytucje średniowiecznego rycerstwa w całej rozciągłości, rozwijając temat od podstaw. Prawdziwy wgląd w wartość tych form społeczno-wojskowych trudno jest osiągnąć dzięki kilku wyjętym z kontekstu zdaniom. Jako że dostępny jest obecnie trzeci tom niniejszej pracy mogę tu uczynić odnośnik do niego i zastosować do pradziejów Rzymu wnioski na jakie pozwalają formy obecne w średniowieczu2. Jest to kwestia wzięcia pod uwagę wysoko rozwiniętej w Italii sztuki walki jeździeckiej, jako czynnika, który przyczynił się do narodzin klasy patrycjuszy w Rzymie.

Fakt że w środkowej Italii walka kawaleryjska była znacznie lepiej rozwinięta w czasach starożytnych niż to miało miejsce w Grecji środkowej i na Peloponezie jest nieodłącznym rezultatem tamtejszych uwarunkowań i znalazło swoje odzwierciedlenie w źródłach. Prawdą jest, że wszystkie pojedynki i walki w pierwszych księgach Liwiusza należy postrzegać jako całkowicie mityczne, niemniej ogólna wyższość walki kawalerii przebija się tak silnie, że trudno jest nie odebrać tego jako odbicia rzeczywistości. Jeśli ktoś nie jest skłonny dawać temu wiary i widzi w tych przekazach jedynie fikcję stworzoną dla czołowych rodzin Rzymu, to mamy świadectwa z historii Kapui, które choć nie mają charakteru bezpośredniego, to mimo wszystko są bardzo znaczące. O tym mieście, będącym zaraz po Rzymie najważniejszym na całym tym obszarze, Liwiusz na samym początku drugiej wojny punickiej pisze, że piechota była pozbawiona ducha bojowego, lecz konnica była bardzo profesjonalna3. Opisuje on pojedynek między dwoma jeźdźcami wyposażonymi w lance, co upodabnia ich do średniowiecznych rycerzy. Różnica w rozwoju obu miast prawdopodobnie sprowadzała się do tego, że Kapua pozostała na tym poziomie pozyskiwania dobrze wyszkolonej jazdy, lecz dysponowała bezwartościową piechotą, natomiast Rzym, dzięki organizacji, ścisłemu wojskowemu szkoleniu i dyscyplinie przekształcił również masy obywateli w użytecznych i wprawnych żołnierzy. Dominująca i niemal elitarna skuteczność kawalerii utrzymała się wystarczająco długo by wykształciła się ostra linia podziału na tych, których status pozwalał na walkę z konia oraz masą zwykłych obywateli i rolników. Pomysł, że patrycjusze tworzyli pierwotnych obywateli, zaś plebejusze byli imigrantami, czyli innymi słowy że różnica klasowa sprowadzała się do miejsca pochodzenia, został przyjęty co prawda przez osobę nie mniejszego formatu jak Theodor Mommsen, niemniej przeczy on całkowicie źródłom, co sam przyznaje i prawdopodobnie zaakceptował go dlatego, że nie można było znaleźć innego wyjaśnienia. Klucz do właściwego rozwiązania tego problemu znajdujemy w fakcie, który możemy obecnie pozyskać z historii wieków średnich, czyli znacznej przewagi rycerzy nad piechotą złożoną z mieszczan i wieśniaków, chyba że zostali oni wyszkoleni i przywykli do walki w jednostkach taktycznych. Był czas w Rzymie, że falanga legionowa jeszcze nie istniała. Pomysł, że Romulus miał legion można wyeliminować jako bajkę niewymienioną w żadnym wartościowym źródle. W tym czasie decydującą siłą byli rzymscy rycerze. Musimy postrzegać jako rdzeń tej grupy stare rody wodzów klanowych, z których wszyscy lub większość stopniowo przeniosła swoje rezydencje do miasta, być może ze względu na swego rodzaju synoikismós (συνοικισμός), o jakim mamy informacje w Grecji. Zamieszkując miasto rodziny te, zarówno majętne jak i wojownicze, zdominowały także tereny wiejskie. W mieście, które było centrum handlu, punktem tranzytowym dla ruchu morskiego i wielkiego obszaru rzeki Tyber, pozycja ekonomiczna tych rodzin znacznie wzrosła. Zdominowali cały rejon, niewielkie osady rolnicze położone na terenie równinnym, zarówno dzięki umiejętnościom wojskowym, jak i pożyczkom. Najstarsza historia Rzymu pełna jest praktyk lichwiarskich, którymi patrycjusze gnębili plebejuszy.

Bez względu na to jak ostra i nieprzekraczalna była linia podziału między patrycjuszami i plebejuszami w późniejszej historii Rzymu, przekazy źródłowe prowadzą do wniosku, że ci pierwsi nie byli jednolitą grupą jeśli chodzi o pochodzenie. Istniała różnica między starszymi i młodszymi rodami. Odnoszący powodzenie kupcy, którzy również byli w stanie i chcieli służyć w armii, prawdopodobnie byli włączani do klasy starszych rodzin, tak jak możemy to zobaczyć na przykładzie średniowiecznych miast, gdzie dawne rody rycerskie mieszały się z pnącymi się w górę kupcami w jednolitą klasę społeczną. Niemniej wydaje się, że w Rzymie element pochodzący z rodzin dawnych wodzów był silniejszy, zaś pierwiastek kupiecki słabszy niż w miastach wieków średnich, a w każdym razie wojownicy byli niezastąpieni w momencie formowania się patrycjatu. Ewidentnie nie był to czysto ekonomiczny rozwój. Klasa rządząca, której panowanie opiera się wyłącznie na pieniądzach i złożona z kilku rodów pobłogosławionych przez fortunę nie spotkałaby się z akceptacją mas ludności latyńskiej4. Lecz łącząc przewagę wojowniczości i niemiłosiernego eksploatowania możliwości finansowych rozwinęła się nowa klasa arystokracji, która wykształciła się z pierwotnej grupy. Klasa ta gardziła również małżeństwem ze swoimi współobywatelami, plebejuszami, a członkowie tej społeczności, szczególnie uwielbionej przez bogów, domagali się i utrzymywali dominującą pozycję.

Liczbę rodzin arystokratycznych, których władza opierała się o czynniki militarno-ekonomiczne, tworzących patrycjat w najdawniejszych dziejach Rzymu musimy postrzegać jako bardzo niewielką. Siła wojskowa jaką prezentowali na zewnątrz była zatem nikła, tak jak to miało miejsce w przypadku miast średniowiecznych. Dlatego też, jak podaje jedno z naszych źródeł, któremu możemy ufać, Rzym dostał się pod dominację sąsiadujących z nim książąt etruskich.

Latyńskie miasto ostatecznie uwolniło się spod obcej władzy i jest bardzo możliwe, że walka ta, w miarę jej postępu, stworzyła okazję do rozwinięcia i transformacji poprzedniej organizacji wojskowej, która opierała się wyłącznie na rycerstwie. Teraz dodano do nich pospolite ruszenie wszystkich obywateli i rolników zgrupowanych w zwartą masę: falangę. Nowa organizacja została wprowadzona przez króla dysponującego władzą absolutną. Królowie Rzymu nie byli dynastią dziedziczną, ani też tyranami w greckim pojęciu, lecz byli najwyższymi urzędnikami sprawującymi swoją funkcję dożywotnio. Z greckiego punktu widzenia najodpowiedniej byłoby ich nazwać archontami. Dla nas najbardziej jasne pojęcie dałby tytuł „doży”. Tak jak najdawniejsi dożowie Wenecji, również królowie Rzymu mieli do dyspozycji radę zwaną Senatem, lecz raczej nie ograniczała ona ich władzy. Pragnienie uczynienia pozycji króla dziedziczną mogło wywołać w tym okresie konflikty wewnętrzne, podobnie jak to miało miejsce w dawnej Wenecji. Jednakże zasada sprawowania urzędu została utrzymana i rozwinęła się w surową władzę najwyższą, bowiem nie było ojcowskiej łagodności jaka zazwyczaj towarzyszy monarchii dziedzicznej, zaś trudna sytuacja narodu zmuszała by urząd ten powierzać jedynie najsilniejszym osobowościom. To właśnie taki władca zorganizował zbrojny zaciąg obywateli tworzących falangę piechoty.

Podzielił on rzymskie ziemie na 20 tribus, z których 4 znajdowały się w mieście, zaś 16 na wsi. Każde z nich składało się z 4 centurii, z których 3 miały obowiązek stawiania się z ekwipunkiem ochronnym, przez co oczywiście trudno rozumieć w tych dawnych dziejach pełne wyposażenie hoplity. W przypadku większości mężczyzn były to zapewne najpotrzebniejsze elementy obejmujące tarczę i osłonę głowy. Czwarta centuria składała się z lekkiej piechoty, odpowiednika greckich psiloi, którzy jednocześnie byli używani jako ordynanse, woźnice oraz do wykonywania drugorzędnych zadań wojskowych. Ponieważ żołnierze sami zapewniali sobie broń, włączając kogoś do grupy hoplitów należało wziąć pod uwagę jego status ekonomiczny. Jeśli włączono by do niej proletariuszy, wówczas musiano by ich wyposażyć na koszt państwa5.

Podczas gdy w Atenach każdemu z hoplitów towarzyszył lekkozbrojny, znacznie surowsza służba w armii rzymskiej przewidywała, że trzech hoplitów musiało się zadowolić usługami jednego. W czasie gdy w Atenach taki towarzysz zazwyczaj był z pewnością zwykłym niewolnikiem, u Rzymian był obywatelem, który mógł również walczyć.

W momencie wygnania królów obszar miasta powiększył się nieco i dodano nowe, 21-sze tribu Clustumina. Jednakże wszystkie jego 4 centurie były przeznaczone do służby jako lekkozbrojni, tak że teraz przypadało 2 lekkich piechurów na 5 hoplitów, zaś Rzym miał razem 84 centurie piechoty. Dodatkowo, oprócz 6 centurii konnicy, armia rzymska składała się również z 2 centurii kowali i cieśli, 2 centurii trębaczy oraz 1, w której zgrupowano kwatermistrzów i skrybów (accensi).

Ziemie zajmowane przez lud rzymski w momencie wygnania królów obejmowały nie więcej niż maleńki obszar 983 km2, czyli znacznie mniej niż połowa Attyki. W momencie wprowadzenia falangi był on jeszcze trochę mniejszy. Gdy areał ziemi był tak mały również samo miasto nie mogło być duże. W innym wypadku zdominowałoby okoliczne małe osady znacznie szybciej. Miasteczko Weje, które było położone jedynie 14,5 km od bram Rzymu dostało się pod Rzymską strefę wpływów dopiero 100 lat później. Obszar i populacja zamieszkująca miasto zawsze pozostają w pewnym wzajemnym związku. Maksimum jakie można przyjąć w przypadku narodu rzymskiego to prawdopodobnie jakieś 59 dusz na km2, a zatem daje to jakieś 60 000 mieszkańców, z których kilka tysięcy trzeba odliczyć uwzględniając niewolników6.

Przy populacji nie przekraczającej 60 000 mieszkańców, liczbę mężczyzn zdolnych do noszenia broni, mających między 17 a 46 lat należy oszacować na poziomie 9-10 tys., zaś liczbę starszych i fizycznie niezdolnych do służby wojskowej na poziomie 5-6 tys. Całkowita liczba dorosłych obywateli płci męskiej wynosiła zatem 16 000.

Z liczb tych ewidentnie wynika, że tribus i centurie nie były obszarami rekrutacyjnymi, lecz oddziałami pospolitego ruszenia. Obejmowały one wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni i potwierdzały nazwę „setki” tylko jeśli wszyscy oni stawali do służby. Jak bowiem widzieliśmy 9-10 tys. mężczyzn zdolnych do służby zostało podzielonych między 95 centurii (84 piesze, 6 konnych i 5 pomocniczych).

Gdy ostatni z królów, którego przekaz historyczny nazywa Tarkwiniuszem Pysznym został obalony i wygnany, zmieniono ustrój w taki sposób, że w miejsce jednego dożywotniego urzędnika wprowadzono dwóch wybieranych co roku. Początkowo zwano ich pretorami, następnie konsulami. Głosowali na nich ludzie według organizacji wojskowej, czyli według centurii. Tak więc odtąd centurie były nie tylko zwykłymi jednostkami poborowymi, lecz również elementami ordynacji wyborczej. Pozostały takimi przez wszystkie rzymskie zmiany ustrojowe i to właśnie dzięki temu znamy pierwotną organizację wojskową ludu rzymskiego.

By móc dawny system poboru użyć do celów politycznych, tj. wyborów konsuli (pretorów), należało również do niego włączyć starszych, niezdolnych już do służby wojskowej mężczyzn. Dlatego też równolegle z 84 centuriami juniores utworzono 84 centurie seniores, a co za tym idzie umyślnie lub też dzięki sprzyjającym okolicznościom starsi obywatele zyskali znacznie większą siłę głosu7 niż młodsi. Centurie pomocnicze oraz kawalerii nie zostały podzielone na seniores i juniores, z czego możemy wnioskować, że były co do charakteru nieco odmienne od centurii pieszych. Te ostatnie były niczym więcej niż podziałem na potrzeby poboru, tak więc starsi mężczyźni nie byli w nich uwzględniani dopóki jedynym celem istnienia centurii były kwestie militarne. Z drugiej strony centurie kawalerii należy postrzegać jako stowarzyszenia jeźdźców, do których od zawsze należeli również starsi mężczyźni, ze względu na swój rycerski charakter również zawsze stający do bitwy. Podobnie kowale, cieśle, muzycy i skrybowie byli stowarzyszeniami zawodów, lub jeśli ktoś woli gildiami, które obejmowały także starszych.

Ten wgląd we wzajemną relację późniejszego rzymskiego sposobu głosowania i pierwotnej organizacji wojskowej był dostępny przez długi czas i znajdujemy jego potwierdzenie nie tylko w oczywistym podziale obowiązków wojskowych, ale również co ważniejsze mamy jasność sytuacji dzięki zgodności liczb. W pierwszym okresie Republiki Rzymskiej obszar państwa został podzielony na 21 tribus, ale standardowa liczebność legionu, czyli połowy całościowego zaciągu dowodzonego przez konsula, wynosiła w drugim stuleciu przed Chr. 4200 pieszych. Obie te liczby są potwierdzone w przekazach i niemożliwe jest by ich wzajemna zgodność była czystym przypadkiem. Należy je raczej wyjaśnić w następujący sposób: w momencie przejścia na ustrój republikański połowa zaciągu piechoty obejmowała 4200 ludzi, zaś kawalerii 300 jeźdźców. Liczba ta została następnie zachowana jako normalna liczebność. Trzecia liczba zawarta w przekazach źródłowych nie zgadza się dokładnie z pozostałymi, mianowicie liczba centurii juniores wynosiła 85, a nie 84 jak należałoby się spodziewać. Znaleziono bardzo proste wyjaśnienie tego małego odchylenia (zob. poniżej, komentarz nr 1), tak więc nawet ta liczba, mimo zawartego w niej błędu, może być widziana jako potwierdzenie dwóch pozostałych, a zatem również całego systemu.

Fakt że centurie seniores nie zostały dodane wcześniej, tj. przed momentem gdy jednostki armii zaczęły służyć jako elementy ordynacji wyborczej, nie ulega wątpliwości. Pobór mężczyzn starszych niż 46 lat miał miejsce tak rzadko, że z pewnością nie wprowadzano by w tym celu obciążających administracyjnie procedur rejestracyjnych8. Relacje na podstawie których autorzy żyjący 200-300 lat po wydarzeniach opisali wojny prowadzone przez Kamillusa, a które mówią o zaciągach seniores nie przedstawiają dla nas absolutnie żadnej wartości.

Podstawową zasadą rzymskiego ustroju wojskowego, jakim został on stworzony jeszcze za czasów królewskich i był kontynuowany w okresie republiki, był powszechny obowiązek służby wojskowej i to w najbardziej surowym wymiarze i natężeniu, jaki można sobie wyobrazić.

Rzymski ustrój wojskowy był znacznie ściślej określony niż ateński, nawet jeśli w tym drugim przypadku weźmiemy pod uwagę wysiłek na morzu, co nie odnosi się do Rzymian. Do tego celu Ateńczycy, poza pojedynczymi, krótkotrwałymi okresami, posługiwali się najemnikami lub nawet niewolnikami.

Rzymski ustrój wojskowy szedł również dalej niż spartański. W Sparcie bowiem szerokie masy wieśniaków nie posiadały wolności osobistej i ani nie kwalifikowały się, ani od nich nie wymagano by służyli w armii póki wymagania wojny peloponeskiej nie wymusiły złamania tej reguły.

Wysiłek militarny Rzymu był tym większy, że środki na żołd jaki wypłacano, i musiano wypłacać żołnierzom służącym w polu nie były pozyskiwane od jakichś podporządkowanych lub innych ludów, jak to miało miejsce w Atenach, lecz pochodziły z podatków. Przekazy historyczne łączą początek płacenia żołdu z oblężeniem miasta Weje. Mommsen sądzi, prawdopodobnie zasadnie, że należy to wydarzenie cofnąć wstecz. Nawet w okresie gdy Rzym już panował nad Italią czołowe rody chlubiły się tradycyjną prostotą stylu życia. W tym starożytnym centrum handlu nad Tybrem, pośrodku żyznego kraju, z pewnością zawsze istniały drogi do osiągnięcia bogactwa. To jednak co osiągano nie służyło wygodnemu i łatwemu życiu, lecz było pożytkowane na potrzeby państwa i nastawienie to pozostało żywe wśród obywateli rzymskich długo po tym jak warunki bytowe stały się nieco inne. Legendy o przeszłości Greków również mówią o antyluksusowych ustawach prawnych Likurga w Sparcie i o biednym lecz nieskorumpowanym Arystydesie w Atenach, niemniej te przypadki pokazują koniec końców jedynie epizody wśród doświadczeń Hellenów. Cincinatus, Kurcjusz Dentatus, Fabrycjusz są daleko bardziej charakterystyczni dla typu narodowego starożytnego Rzymu.

Dwie kwestie, które zostały połączone w organizacji centurialnej po roku 510 przed Chr.: pobór do armii i ordynacja wyborcza, z czasem podążyły osobnymi drogami. Następowały wojny w których nie powoływano pod sztandary całej siły jaką dysponowało miasto, a jedynie wybrane grupy. Im bardziej rozrastało się państwo tym dłuższe były kampanie, marsze coraz dalsze i trudno było zabierać wszystkich mężczyzn z dala od domu. Tak więc w miejsce powszechnego poboru pojawiła się praktyka rekrutacji, a okręgami rekrutacyjnymi w naturalny sposób nie były małe centurie lecz regiony, czyli tribus. Znaczenie słowa „centuria” podzieliło się zatem na dwa, nie mające już pod względem znaczenia ze sobą nic wspólnego wyrazy, ani też nie oznaczały „setki”. Z jednej strony były politycznymi organami głosującymi, a z drugiej jednostkami taktycznymi legionu. Wraz z rozrostem rzymskiego obszaru panowania tworzono nowe tribus, które osiągnęły ostatecznie liczbę 35, a wraz z nimi kolejne centurie na potrzeby wyborów. Pierwotne 6 centurii kawalerii zostało na pewnym, nieznanym etapie (być może w roku 304) zwiększone do 18.

Szyk bojowy dawnej armii rzymskiej możemy sobie wyobrażać dokładnie tak, jak w przypadku greckiej falangi hoplitów. Możemy zatem zastosować tę grecką nazwę również do Rzymian. Prawdą jest, że nie mamy żadnego wiarygodnego przekazu historycznego na ten temat. Niemniej ponieważ zarówno ze względów wewnętrznych, jak i biorąc pod uwagę dalszy rozwój niemożliwym jest by Rzymianie w najdawniejszych czasach dysponowali jednostkami uzbrojonymi jedynie w miecze, to linearna formacja, czy też falanga, walcząca włócznią i dysponująca ciężkim ekwipunkiem ochronnym wydaje się jedyną możliwą.

Legion był organizacją administracyjno-wojskową, nie zaś jednostką taktyczną. Swoje istnienie zawdzięczał przypadkowemu faktowi, że w momencie ustanowienia instytucji dwóch konsulów, z których każdy dowodził połową zaciągu, ta połowa wynosiła dokładnie 4200 piechurów i 300 jeźdźców9. Ta liczebność utrzymała się później, gdy podstawowe czynniki ekonomiczne i społeczne uległy całkowitej zmianie. Nie dopasowywano oczywiście liczb na ślepo do tego stanu etatowego. Czasami siła jednostki spadała sporo poniżej, a czasami liczebność piechoty osiągała 5000, by ostatecznie zostać podniesiona, prawdopodobnie przez Mariusza, do 6000. Niemniej podstawowa zasada pozostała, tak że wraz z wielkimi armiami nie zwiększano w nieokreślony sposób liczebności samych legionów, ale zwiększano ich liczbę.

Jednostki na które dzielił się legion we wcześniejszym okresie, tj. centurie, podobnie jak sam legion nie miały znaczenia taktycznego a jedynie administracyjne.

Gdy Rzym stał się stolicą i naczelnym miastem wielkiego sojuszu i zobligował swoich sprzymierzeńców by dostarczali kontyngentów, jednostki te nie zostały sformowane w legiony. Nie służyłoby to żadnemu celowi, bowiem ostatecznie legiony były jedynie ciałami administracyjnymi, zaś każdy kontyngent sprzymierzonych musiał prowadzić pewne zadania administracyjne na własną rękę. Zasada mówiła, że połowę armii zawsze mają tworzyć oddziały rzymskie, zaś połowę sprzymierzone. Generalnie zatem można by podwoić liczbę legionów by określić siłę armii rzymskiej, choć oczywiście w rzeczywistości miały miejsce spore odstępstwa od tej ogólnej zasady10.

Jeśli chodzi o kawalerię sprzymierzeńcy mieli dostarczać podwójną liczbę jazdy w stosunku do tego, co zapewniali Rzymianie.

Bardzo hojne nadawanie obywatelstwa rzymskiego całym społecznościom sprawiło, że możliwe było stałe zachowywanie tego stosunku liczebności, lecz to prowadzi nas do znacznie późniejszego okresu, niż ten, którym się obecnie zajmujemy.

DYGRESJE

1. Określenie systemu militarnego starożytnego Rzymu doprowadziło do rozmontowania i rekonstrukcji koncepcji odnośnie całego jego ustroju. Uprzednio serwiański podział na klasy był postrzegany jako podstawa tego ustroju. Już w pierwszym wydaniu niniejszej pracy zasada podziału na klasy została pozbawiona sensu, bowiem na podstawie wyliczeń odnośnie populacji jasnym było, że centurie poszczególnych klas nie mogły się bardzo od siebie różnić jeśli idzie o liczbę osób, które obejmowały. Tak więc koncepcja, iż w Rzymie nie istniał prosty, powszechny, lecz jedynie stopniowany, ograniczony obowiązek wojskowy, a zatem również stopniowane prawo przy głosowaniu proporcjonalne do stanu posiadania, trzeba zastąpić. Skąd zatem w ogóle wzięły się klasy? Napisałem wówczas: „Jedyną interpretacją jaka nam pozostaje, jeśli chodzi o wyjaśnienie zasady klas w ramach ogólnie przyjętej równości w głosowaniu jest sztywna, zakorzeniona w rzymskiej świadomości, mentalność klasowa”. Ma się poczucie, że interpretacja ta była u swych podstaw jedynie ostatnim, desperackim środkiem mającym zapobiec całkowitemu odrzuceniu przekazanego nam obrazu. Jeden z moich studentów zadał temuż obrazowi ostateczny cios. Cały serwiański podział na klasy należy wyeliminować z rzymskiej historii. Francis Smith w książce Die römische Timokratie11 przekonująco dowiódł, że tzw. ustrój serwiański pochodzi nie z szóstego lecz z drugiego stulecia. Reprezentuje on nieuwieńczoną powodzeniem próbę reform ustrojowych w duchu polityki katońskiej klasy średniej, mającej na celu uchronienie państwa przed coraz większym zagrożeniem ochlokracją na usługach skorumpowanych arystokratów. Według wszelkiego prawdopodobieństwa próba ta została przeprowadzona w roku 179 przed Chr. przez cenzorów Marka Emiliusza Lepidusa i Marka Fulwiusza Nobiliora. (Mutarunt suffragia, regionatimque generibus hominum causisque et quaestibus tribus descripserunt; „Wprowadzili także zmianę w głosowaniu porządkując dzielnice tribusowe regionami według rodzajów ludzi, ich zajęć i źródeł dochodów”. Liwiusz 40. 51). Prawdopodobne jest również, że tribus były wówczas podzielone na 10 centurii każde zamiast 8 jak uprzednio. To, że pierwotnie musiało być ich 8 musimy dostrzec na podstawie następujących liczb: 21 tribus po 4 centurie juniores każde, daje 8400 ludzi, czyli 2 legiony piechoty.

By uczynić podział według nowych zasad możliwym do przyjęcia dla ludu w roku 179 został on przedstawiony jako odziedziczone, prawdziwie starorzymskie prawo i podobnie jako pisma króla Numy, tak teraz rzekomo znaleziono podobne dokumenty króla Serwiusza Tuliusza. Na podstawie cokolwiek oderwanych od siebie notek tego ostatniego historycy rzymscy zbudowali ustępy konstytucji serwiańskiej (które tak bardzo przeczą sobie nawzajem). Proceder ten ma swoje odpowiedniki w Deutronomii, w Kodeksie Kapłańskim oraz w prawach Drakona i Likurga. Fałszerze wiedzieli, że w momencie wygnania królów Rzym miał 21 tribus, a zatem 168 centurii piechoty. W połączeniu z podziałem na klasy dokonali zaokrąglenia całościowej liczby (przynajmniej tak możemy założyć) do 170 (80, 20, 20, 20, 30) i tym sposobem wprowadzili błąd, który kosztował współczesnych historyków tak wiele bólów głowy, że armia złożona z 8400 ludzi (2 legionów) miała rzekomo teraz mieć 85 centurii, a zatem o jedną za dużo.

Jeśli chodzi o inne odchylenia, tj. 21 tribus, gdzie w każdym były 3 centurie hoplitów i 1 centuria lekkozbrojnych, a zatem legion musiał liczyć nie 3000 hoplitów i 1200 lekkiej piechoty, lecz 3150 hoplitów i 1050 lekkozbrojnych, historycy są w oczywisty sposób bez winy. Musiała tu wystąpić nieregularność w rozwoju historycznym i można ją wskazać przy określonym stopniu prawdopodobieństwa. Można przyjąć za pewne, że Rzym miał początkowo jedynie 20 tribus. Nieregularność musiała zatem powstać w chwili dodania 21-go Clustumina. Jego członkowie prawdopodobnie nie byli początkowo postrzegani jako całkowicie równi pozostałym, a ponieważ stosunek 3 hoplitów do 1 lekkozbrojnego był bardzo ściśle przestrzegany, członkowie nowego tribu zostali wszyscy przeznaczeni do służby w oddziałach pomocniczych. Układ ten w czasach o których mowa, wraz ze zmianą sposobu przeprowadzania poboru, automatycznie zaniknął. Nie ma oczywiście na to wszystko bezpośrednich dowodów, niemniej jednak może być przyjęte jako wiarygodne. Jako dodatek to książki Smitha szeroko rozwinąłem tę koncepcję w eseju opublikowanym w Preussischen Jahrbücher 131 (1908), 87, do którego odsyłam czytelnika jeśli chodzi o szczegóły. Zastąpił on kilka akapitów pierwszego wydania. Tutaj pozwolę sobie powtórzyć tylko poniższe z nich.

2. Starożytna rzymska falanga podobno miała tę osobliwość, że jej szeregi nie były tak samo uzbrojone. Tylko te na przedzie nosiły pełny ekwipunek hoplicki. Za nimi znajdowały się szeregi pozbawione osłony korpusu, zaś za nimi te nie posiadające nagolenników, ostatnie miały jedynie włócznie i wreszcie jedynie proce i kamienie. Nawet jeśli nie da się tego zweryfikować może być w tym nieco prawdy. Omówiliśmy już powyżej kwestię (księga I, rozdz. III) że w falandze nieuzbrojone, tylne szeregi nie mają wpływu na walkę. Niemniej ci Rzymianie, pozbawieni różnych części pancerza, nie powinni być rozumiani jako szeregi falangi. Bardziej należy ich postrzegać jako rzymski odpowiednik greckich psiloi, woźniców i posługaczy, którzy wykonywali pewne drugorzędne zadania bojowe jako lekka piechota. U Rzymian są oni o stopień wyżej jeśli chodzi o przeznaczenie do walki, niż to miało miejsce u Greków. Działo się tak, ponieważ oddziały te składały się w całości z obywateli, podczas gdy w co bardziej prosperujących miastach Hellady, zwłaszcza w Atenach, panowie zabierali w pole swoich niewolników, zaś Spartanie helotów. Z drugiej strony żołnierz bez kirysu i nagolenników, tj. mający tarczę i hełm, nadal może być postrzegany jako ciężkozbrojny i może walczyć w falandze. Naturalnie w najdawniejszych czasach było wielu, którzy nie mieli statusu materialnego pozwalającego wyposażyć się w kosztowną zbroję i nagolenniki. Musiano ich umieścić w najdalszych szeregach falangi, lecz było to w najlepiej pojętym interesie zarówno państwa, jak i każdego z nich indywidualnie, by wyposażyli się w kompletny ekwipunek, bowiem to stopniowanie wyposażenia musiało być jedynie tymczasowym środkiem przejściowym. Hoplici idący do bitwy musieli zostać wyekwipowani w tak dużą ilość uzbrojenia, jaką tylko dało się znaleźć w komunalnych arsenałach i domach prywatnych. Założenie, że nigdy nie była to kwestia zróżnicowania wyposażenia, a jedynie tego jak wiele poszczególni wojownicy byli w stanie sobie zapewnić na własną rękę i co musiało im zapewnić państwo przemawia samo za siebie12. Detale relacji historycznej, czyli że pierwsza klasa miała okrągłą, metalową tarczę (clipeus), zaś druga (ze względu na brak osłony korpusu) długą, prostokątną tarczę (scutum), oraz że trzecia klasa nie miała nagolenic, można w oczywisty sposób odczytać jako wytwory antykwariuszy13. W czasach gdy państwo nie było w stanie zapewnić wszystkim swoim ciężkozbrojnym pełnego zestawu wyposażenia, takie szczegółowe podziały nie mogły być utrzymane, a nawet zalecane. To czy tarcza była metalowa i okrągła, czy też prostokątna, drewniana i pokryta skórą z metalowym okuciem, nie miało zapewne większego znaczenia dla konsulów, zaś nagolenniki były tak mało znaczącą częścią ekwipunku (późniejsi legioniści rzymscy nie nosili ich w ogóle), że są one w oczywisty sposób wymienione jedynie dla zaznaczenia różnic między klasami. Drzewce włóczni, ostrość sztychu, hartowność ostrza miecza były znacznie ważniejszymi wyróżnikami wartości bojowej poszczególnych wojowników, niż kwestia czy żołnierz ma na goleniu solidne skórzane owijacze zamiast metalowych nagolenników.

3. Centurie jeźdźców oczywiście miały własną historię, różniącą się od piechoty, bowiem pierwotnie byli oni nazywani nie centuriami, lecz plemionami (tribus). Nie dzielili się na juniores i seniores, zaś ich liczba była relatywnie zbyt duża jak na najdawniejsze dzieje Republiki. Niemożliwym jest by Rzym w czasie gdy miał razem nie więcej niż 9-10 tys. obywateli zdolnych do noszenia broni, a 1800 spośród nich było kawalerzystami. Normalnym dodatkiem do 8-9 tys. piechurów (2 legiony) było 600 jeźdźców. Stąd przyjmuję to jako możliwą do zaakceptowania w tamtym czasie ilość konnicy.

Jeśli wziąć pod uwagę że trzy najstarsze i najznakomitsze centurie kawalerii miały swoje indywidualne nazwy, Ramnes, Tities i Luceres, do których później dodano Ramnes, Tities i Luceres secundi, a następnie jeszcze 12 dodatkowych, nie noszących żadnego miana, to dochodzi do głosu przypuszczenie, iż pierwsze, te noszące nazwy, były starożytnymi stowarzyszeniami szlachty istniejącymi zanim masy ludności zorganizowano w centurie. Te stowarzyszenia szlachciców ruszały w pole jako konnica w towarzystwie pocztowych poruszających się pieszo. Jednakże ponieważ nie były to zwykłe zaciągi z poboru lecz organizacje na zasadzie bractw czy klubów, starsi mężczyźni i ci fizycznie niezdolni do służby wojskowej również do nich należeli. Tak więc gdy po wygnaniu królów jednostki armii zaczęły funkcjonować jako elementy ordynacji wyborczej, przez co stworzono również centurie seniores, nie było to ani konieczne, ani możliwe w przypadku centurii kawalerii, bowiem starsi wiekiem już do nich należeli, nawet jeśli nie zawsze byli już w stanie ruszyć na wojnę. Czołowi mężowie Rzymu nigdy nie usiłowali opierać ich władzy na jakichś przywilejach w czasie głosowania według centurii, lecz raczej wpływali na głosy ludzi poprzez urzędników i kapłanów.

4. Głównym dowodem na to, że armia była podstawą do podziału na centurie są te muzyków i rzemieślników. Kowale niewątpliwie zasadniczo pełnili rolę wytwórców broni, których zabierano na kampanię by dokonywali stale potrzebnych w czasie działań wojennych napraw.

Obok powyższych centurii istniały również accensi velati (oddziały nadliczbowe). Rzymscy antykwariusze sami byli dalece niepewni co do tego jak należy rozumieć ten termin (zob. fragmenty Römische Staatsverwaltung 2. 329 przyp. 2). Czasami utożsamiano ich ze zwiadowcami, czasami mieli być uzupełnieniami zabitych i rannych, którzy przejmowali ich broń. To właśnie to znaczenie jest preferowane obecnie. Trudno mi sobie wyobrazić takich ludzi. Czyżby nim doszło do walk nie mieli oni żadnej broni ani funkcji? Byłoby to marnowanie sił, bowiem tak czy inaczej trzeba by ich karmić jak pozostałych. Jeśli hoplita nie był w stanie walczyć, to oczywiście było niezwykle istotne by zachować jego kosztowną broń. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wyekwipowanie w nią innego żołnierza. Niemniej 100 accensi w armii liczącej 8400 ludzi okazałoby się ilością niewystarczającą i to już po pierwszej walce. Przedmiotem szczególnej troski było, by zachować liczbę hoplitów tak blisko pełnej siły, jak to tylko możliwe, a w celu uzupełnienia ubytków w ich szeregach najlepiej nadawali się lekkozbrojni. Jeśliby tak jednak było, wówczas ta niewielka grupa traci sens bytu jako „centuria uzupełnień”. Byliby oni centurią lekkiej piechoty, tak jak pozostałe. Cel ich istnienia jednakże, jako że jakby nie było zostali wymienieni jako specyficzna jednostka, musiał być odmienny.

Sądzę, że inskrypcje i fragmenty cytowane przez Mommsena w Staatsverwaltung T. 3, cz. 1, s. 289 dostarczają właściwego klucza. Tutaj centuria accensorum velatorum pojawia się jako grupa uprzywilejowana, zaś poszczególni accensus velatus jako szanowani ludzie, którzy są dumni ze swej pozycji. To wydaje mi się w żaden sposób nie zgadzać z tradycją, która przekonuje nas iż accensi velati byli najniższą, całkowicie zubożałą klasą obywateli. Jak zatem z centurii proletariuszy rozwinęło się stowarzyszenie, gdzie członkostwo było pożądanym zaszczytem i znajdujemy w nim osoby ze stanu rycerskiego. Mommsen dość poprawnie wywnioskował z tego, że „niegdyś musieli oni być aktywni w sprawach publicznych”. O jakie sprawy publiczne może chodzić? Były one związane z armią. Byli oni powoływani do armii. Byli zatem ludźmi wypełniającymi funkcje administracyjne, sztabem urzędników, księgowych, oficerów zaopatrzeniowych i pomocników, których potrzebowali zarówno dowódcy niższego, jak i wyższego szczebla. Warron (cytowany przez Marquardta) pisze na ten temat w licznych fragmentach. Jeśli armia miała się stawić na musztrę, oni również musieli dołączyć do szeregów jako nieuzbrojeni (velati), zaś gdy armia została podzielona na centurie głosujące zostali oni ujęci razem i zorganizowani w centurię, tak jak trębacze, kowale i cieśle. Pomysł, że accensi velati byli proletariuszami nie zrodził się póki nie nastąpił podział ludności na klasy według majątku na potrzeby timokratycznej ordynacji wyborczej. Tutaj accensi w żaden sposób nie pasowali, dlatego po prostu umieszczono ich na samym dole. Jeśli prawdą jest, że nazywano ich również ferentarii (według Festusa i Warrona) i że słowo to pochodziło od ferre co oznacza „tragarz”, to pierwotnie byli oni zwykłymi posługaczami, którzy stopniowo stali się ważnymi asystentami.

5. Uwag takich, jak ta w Atenajosie 6. 106: „Przejęli od Tyrreńczyków praktykę staczania walnych bitew w falandze” (ἔλαβον δέ καὶ παρὰ Τυῤῥηνῶν τὴν σταδίαν μάχην φαλαγγηδὸν ἐπιόντων), nie należy rozpowszechniać. Wielką rzeczą jest już samo to, że Katon znał prawdziwą tradycję na temat tego, że Rzymianie początkowo walczyli w falandze i nie wynaleźli jej sami zwyczajnie na podstawie natury rzeczy. Jednak to, że Rzymianie przejęli tę metodę walki od tego czy innego ludu14 nie daje się wyczytać w żadnym prawdziwie historycznym przekazie.

Równie bezcelowe jest powtarzanie, że scutum było, według Atenajosa, pierwotnie elementem wyposażenia Samnitów lub, według Romulusa Plutarcha, Sabinów, albo że według Kamillusa tegoż autora zostało wzmocnione żelaznym okuciem w czasach tego właśnie dowódcy. Wszystko to są arbitralne fantazje i wymysły późniejszych antykwariuszy, pełne wzajemnych sprzeczności. Według Liwiusza (8. 8) na przykład Rzymianie początkowo używali clipei, a nie scuta, dopóki nie stali się stipendiarii (żołnierzami opłacanymi), tj. od czasów Kamillusa15.

6. W. Helbig w Die Castores als Schutzgütter des römischen Equitatus (Hermes, T. 40, 1905) i w „Zur Geschichte des römischen Equitatus”, Abhandlungen der königlichen Bayrischen Akademie. d. W. I. Kl. T. 23. 2 sekcja. 1905 usiłował udowodnić w przypadku Rzymian, tak jak to w kwestii Greków (zob. Ks. I, s. 49-51), że w starszym okresie equites nie byli przeznaczeni do walki z konia, lecz funkcjonowali jako poruszający się konno hoplici. Jednakże jego studium na temat Rzymu jest znacznie bardziej owocne niż w przypadku Grecji, bowiem nie opiera się ono tak bardzo na interpretacji ikonografii, lecz na bezpośrednich danych i źródłach. Helbig określa, przede wszystkim poprzez przytoczenie licznych fragmentów ze źródeł, jak silna była tradycja, że w najdawniejszych czasach Rzymianie prowadzili bitwy kawaleryjskie i ruszali do walki na grzbiecie wierzchowca. W opozycji do tej tradycji stoi przekaz z ineditum Vaticanum (Hermes, 27, 1892, 118), które prawdopodobnie sięga czasów Fabiusza Piktora. Zgodnie z nim aż do wojen samnickich Rzymianie nie utworzyli wprawnie walczącej konnicy. Helbig godzi te elementy wyjaśniając, że w owym czasie hoplici dosiadający koni, za inspiracją Hellenów, zostali przekształceni w prawdziwą jazdę i odnosi to do parady rycerzy przez ulice miasta, co według tradycji zostało zaaranżowane przez Fabiusza Maksymusa, który był cenzorem w 304 roku przed Chr. (Mommsen Staatsrecht, T. 3, cz. 1, s. 493, przyp. 1).

Błąd w omawianym studium leży, podobnie jak w tym na temat Grecji tegoż autora, w zbyt ostrym podziale między piechotą i kawalerią. Helbig podaje przykład dragonów w XVII wieku, którzy byli konno poruszającą się piechotą. Dragoni z pewnością byli konną piechotą, która do wierzchowców przykładała niewielką wagę, tak że łatwo mogła sobie poradzić z ich utratą. To z pewnością nie pasuje do hippeis i equites. Prawdziwą analogię dla rzymskich equites tworzą średniowieczni rycerze, którzy walczyli zarówno pieszo, jak i konno, dla których wierzchowiec z pewnością nie był jedynie środkiem transportu. Argument Helbiga, że equites nie mogli walczyć z konia, ponieważ tarcza jaką noszą na ilustracjach była zbyt duża nie brzmi prawdziwie. Ostatecznie mogli zostawić tarczę i walczyć konno bez tej osłony. Nawet niewielka tarcza jest bardzo nieporęcznym i zazwyczaj niebezpiecznym dodatkiem dla jeźdźca, który potrzebuje lewej ręki by trzymać wodze. Do jakiego stopnia jakiekolwiek wnioski da się wyciągnąć z rozmiaru i kształtu tarczy odnośnie rodzaju walki można prawdopodobnie dostrzec uważnie porównując metody walki średniowiecznych rycerzy. Rycerstwo rzymskie w najdawniejszych czasach mogło dość często stawać do walki pieszo, nawet gdy wprowadzono legionową falangę, lecz z pewnością nigdy, jak utrzymuje Helbig na s. 312, jako rezerwa, a raczej jako pierwszy szereg falangi, jak to zwykle czynili rycerze w XIV i XV wieku. „Rezerwa jest pojęciem, które w żaden sposób nie odnosi się do taktyki starszych odmian falangi”.

Sprzeczność między z pewnością prawdziwą tradycją, mówiącą, że starożytny Rzym dysponował klasą konnych rycerzy, a ineditum Vaticanum może zostać zatem wyeliminowana w jakiś inny sposób. W ustępie czytamy: „Nie potrafiliśmy jeździć konno i cała, lub prawie cała armia rzymska walczyła pieszo…lecz zmusiliśmy ich by jeździli konno” (οὐδ᾽ ἱππεύειν ἰσχύομεν, τὸ δε πᾶν ἢ τὸ πλεῖστον τῆς Ρωμαικῆς δυναμεως πεζὸν ην ... ἱππεύευν δὲ αὐτοὺς ἀναγκάσαντες). Nic nie zmusza nas by wyczytać z tego fragmentu coś więcej, niż sugeruje jego kontekst, czyli że w czasie wojen samnickich Rzymianie wzmocnili znacząco swoją konnicę. Konkretnie stworzyli 12 nowych centurii, tak że obecnie mieli ich 18. Nie miało to miejsca wcześniej niż w roku 304, a nawet wówczas nie można postrzegać tego faktu jako jednoznacznie dowiedzionego. Podobnie nie jest wykluczone, że formalna parada ulicami miasta była powiązana z tymi zmianami.

Wielce interesująca jest kamienna tablica, którą znajdujemy u Helbiga wraz z omówieniem, datowana na szóste stulecie przed Chr. i ukazująca rzymskich jeźdźców, z których jeden ma miecz, zaś drugi topór bojowy. Nie da się rozpoznać broni trzeciego z mężczyzn. Ta mieszanka broni jest wykluczona w jednostkach regularnej kawalerii, lecz organicznie wpisana w pojęcie rycerstwa.

Odpowiedź na pytanie czy naprawdę istnieją tak silne przesłanki by uznać Dioskurów za patronów rycerstwa, jak to czyni Helbig, znajduje się poza moją zdolnością osądu.

7. Cały materiał źródłowy w postaci bibliografii rzymskiego systemu wojskowego jest zawarty w drugim tomie Römischen Staatsverwaltung Joachima Marquardta. Wydanie drugie pod redakcją Alfreda von Domaszewskiego z roku 1884 (Tom 5 Handbuchs der Römischen Altertümer autorstwa Joachima Marquardta i Theodora Mommsena). Drugie wydanie jest w zasadzie jedynie przedrukiem pierwszego lecz z dodatkowymi materiałami, zwłaszcza jeśli chodzi o najnowszą literaturę. Dlatego też drugie wydanie nadal prezentuje koncepcję szyku szachownicowego manipułów w czasie walki, co obecnie zostało niemal całkowicie zarzucone.

Ja sam najpierw zająłem się problematyką rzymskiej falangi manipułów w Historische Zeitschrift, T. 51, 1883, a następnie w Hermes, T 21, 1886 oraz Historische Zeitschrift 56 (1886), 504 i 60 (1888), 239. Dwa pierwsze eseje zostały wydane razem jako dodatek do Perserkriegen und Burgunderkriegen. Inne koncepcje rozwinęli F. Fröhlich w Beiträge zur Kriegführung und Kriegskunst der Römer zur Zeit der Republik, 1886; Soltau Hermes T. 20; Bruncke, Neue philologische Rundschau, 1888, s. 40; Kuthe w Festschrift dedykowanym dyrektorowi Nöltingowi, 1888; Steinwender, Program des Marienburger Gymnasiums, 1877 i Zeitschrift für Gymnasiums-Wesen, 1878; Giesing, Programm des Vitzthumschen Gymnasiums, 1891. Wszystkie te prace zawierają częsty błąd, polegający na wyobrażaniu sobie ruchów taktycznych, których naczelnym prawidłem jest prostota, jako zbyt skomplikowane.

Obecnie należy do powyższej listy dodać Edmunda Lammerta „Die Entwicklung der römischen Taktik”, Neue Jahrbücher für das. klassische Altertum, 1902, gdzie na stronie 102 rycerstwo starożytnego Rzymu jest opisane bardzo dobrze w oparciu o dostępne fragmenty przekazów i analogie. Jednakże co do pozostałych kwestii wnioski autora są zbyt sztuczne i obecnie zostały zdyskredytowane przez książkę Smitha.

Bardzo wartościowy jest artykuł „Exercitus” autorstwa Liebenama w Real-Encyklopädie Pauly’ego. Zawiera uważnie przeprowadzone dochodzenie zarówno jeśli chodzi o cały materiał źródłowy, jak i nowszą literaturę wraz z punktami kontrowersyjnymi.

W roku 1913 pojawił się Die römische Taktik zur Zeit der Manipularstellung, Danzig: H. Burning. Studium to, które jest nieudane w większości szczegółów, zostało omówione w wartościowej recenzji Roberta Grosse w Deutsche Literarische Zeitschrift II 1914: 685.

9. Co do znaczenia wyrażeń classis, infra classem, classes Soltau opublikował studium w Philologus 72 (1914), 358, które podąża właściwą drogą, lecz nie do samego końca. Moje koncepcje są następujące: classis pierwotnie oznaczało zaciąg. Zawsze takiemu zaciągowi towarzyszyła określona liczba posługaczy, lekkozbrojnych itd. ogólnie psiloi, których określano jako „infra classem. Gdy te lekkozbrojne oddziały piechoty stały się jednostkami regularnymi i 1200 z nich było dołączonych do każdego legionu, wówczas stali się oni drugą classis. Tak więc słowo otrzymało znaczenie „oddział” i można było teraz mówić o classes.

8. Fundamentalne znaczenie dla utworzenia piechoty rzymskiej miało oczywiście wypłacanie jej żołdu, który jeśli nie był wypłacany od samego początku, to na pewno pojawił się bardzo wcześnie. W tym kontekście interesujące jest, że Schlossmann Archiv für lateinische Lexikographie, (T. 14, 1905) opisał stipendium, które później oznaczało zarówno żołd jak i podatek, jako słowo oznaczające pierwotnie podatek nałożony specjalnie na potrzeby zapłaty żołnierzom.

ROZDZIAŁ IFALANGA MANIPUŁÓW16

Mniej więcej w czasie wojen samnickich pierwotna, prosta falanga została poddana zmianom, które ostatecznie doprowadziły do powstania falangi manipularnej.

Nie da się obecnie rozróżnić poszczególnych etapów, przez które przeszedł cały proces rozwoju, niemniej jego rezultat, uszykowanie przyjmowane przez Rzymian, gdy stawali do walki jeszcze przeciwko Hannibalowi, jest dla nas całkowicie jasny.

Hoplici zostali obecnie podzieleni na trzy linie, według roczników: hastati, principes i triarii. Najmłodsi tworzyli linię hastati, których było 1200, grupa środkowa składała się z principes również liczących 1200 ludzi, zaś najstarsza grupa, triarii obejmowała 600 mężczyzn. Wobec tej formacji zarzucono dawne grupy poboru podzielone na setki. Jednakże nazwa została jako określenie najmniejszej jednostki legionu, która obecnie w przypadku hastati i principes została ustalona na 60 ludzi. Dwie takie centurie tworzyły razem manipuł. Każda z linii miała 10 manipułów, tak że cały legion miał ich 30. Manipuły triarii jednak liczyły jedynie połowę z tego co w przypadku dwóch młodszych grup.

Każdy z manipułów miał przydzieloną grupę 40 lekkozbrojnych17. Dawny stosunek 3000 hoplitów do 1200 lekkiej piechoty na legion został zatem zachowany. Fakt, że liczące jedynie 60 ludzi manipuły triarii otrzymały tyle samo lekkozbrojnych co liczące 120 ludzi manipuły hastati i principes, w sposób naturalny odnosił się do tego, że ci lekkozbrojni pełnili również rolę posługaczy. Starsi mężczyźni mieli do dyspozycji więcej służących niż młodsi hastati i principes.

Powodem przyjęcia nowej formacji była taktyka.

Mimo prostoty szyku falangi łatwo popadała ona w dezorganizację. Niezwykle trudno jest dość długą linią maszerować nawet wprost przed siebie. Nagle linia łamie się w jakimś punkcie, zaś w innym następuje wzajemny ścisk. Może to nastąpić nawet na doskonale równym placu musztry, a jeśli w terenie znajdują się jakiekolwiek nieregularności lub przeszkody, albo jeśli podejście ma iść nieco ukośnie na lewo lub prawo, wówczas poprawny ruch naprzód jest zwyczajnie niemożliwy. Z drugiej strony skrajnie ważne jest by zetrzeć się z przeciwnikiem przy określonym poziomie uporządkowania18. Żołnierze ściśnięci razem nie mogą używać swej broni w odpowiedni sposób, a gdy w linii bojowej występują przerwy, wróg może dokonać tam przełamania. Nawet przewidzenie tego z wyprzedzeniem powoduje chwiejność odwagi, jak to przy pewnej okazji opisuje Ksenofont (Anabaza 4. 8. 10). Tej właśnie słabości miała zapobiegać falanga manipularna.

Nawet w przypadku falangi greckiej i macedońskiej możemy z pewnością założyć, że nie tworzyły one całkowicie pozbawionej przerw linii, lecz między poszczególnymi jednostkami pozostawiano niewielkie interwały, które ułatwiały uporządkowane podejście ku nieprzyjacielowi i automatycznie były wypełniane w momencie kontaktu z wrogiem, gdy tylne szeregi w nie wchodziły. Rzymianie tworzyli owe interwały w sposób systematyczny.

Dziesięć manipułów hastati, każdy w standardowym uszykowaniu z frontem 20 ludzi i głęboki na 6 szeregów były ustawiane jeden obok drugiego z niewielkimi przerwami. Wobec niewielkich rozmiarów manipułu interwały były bardzo częste. Za nimi była uszykowana linia principes jako drugi rzut, lecz w taki sposób, że każdy z manipułów pokrywał przerwę między dwoma manipułami hastati. Za nimi znajdowały się manipuły triarii.

Dwie centurie na które dzielił się manipuł stały jedna obok drugiej, tak więc każda miała szerokość frontu równą połowie szerokości manipułu.

Każdy manipuł utrzymywał zwartą formację. Jeśli dochodziło do ścisku w określonym miejscu nie miał on wpływu na całą falangę, lecz był amortyzowany przez kolejny interwał lub w najgorszym wypadku przez jeszcze kolejny, dzięki czemu następowało ich zamknięcie. Wyrwa jaka otwierała się w innym miejscu była zamykana gdy tylko była dostatecznie duża, by pomieścić centurię lub cały manipuł principes, którzy wchodzili w linię hastati na rozkaz centuriona. W skrajnym wypadku można nawet było powtórzyć ten manewr wprowadzając manipuł triarii, który oczywiście nadal znajdował się z tyłu, do przedniej linii.

Niewielkie przerwy, które mogły pozostać, były automatycznie zamykane w momencie zwarcia.

Obie tendencje, ściskanie i rozluźnianie się falangi zachodziły naprzemiennie w sposób naturalny. Jeśli żołnierze ściskali się w jednym miejscu, prawdopodobnie powstawała luka w innym. Dlatego trzeba było stworzyć radę na oba mankamenty jednocześnie. Jeśli ktoś podzieliłby dawną falangę i utworzyłby w niej interwały celem uniknięcia ścisku i wynikającej z niego dezorganizacji, wówczas łatwo powstawałyby wyrwy. Interwały w zasadzie wzmacniałyby tę tendencję. Konieczne zatem było aby maksymalnie ograniczyć liczbę interwałów. Liczne przerwy można było wprowadzić jedynie przykładając jednocześnie ogromną wagę do zamknięcia wszystkich wyrw, jakie mogłyby powstać, co osiągnięto poprzez podział legionu na trzy rzuty hastati, principes i triarii oraz ustawienie manipułów zaraz za interwałami. Gdy uformowano falangę musiała być wyrównana zarówno wzdłuż, jak i wszerz.

Rzecz była bardzo prosta, a jednocześnie genialna. Grecy nie byli w stanie jej wprowadzić. Nie mieli do tego odpowiedniej podstawy jaką była rzymska dyscyplina. Każdemu żołnierzowi wydaje się ona tak prosta do przyswojenia: pojedynczy legionista, centuria lub manipuł wysuwa się do przodu gdy tylko przed nimi pojawi się wyrwa. Lecz ta prosta kwestia staje się niezwykle trudna w czasie walki. Przy hałasie i emocjach związanych z bitwą, pod presją stałego, śmiertelnego zagrożenia, nie zawsze postępuje się w zgodzie z takimi zasadami. Niemniej żołnierz w pierwszej linii, widząc, że obok niego powstała luka, popada w wątpliwości i niepokój odnośnie tego jak powinien ją zamknąć. Jeśli stawiamy czoła nieprzyjacielowi nie mając zamkniętych wyrw, wówczas ostatni sąsiadujący z nimi żołnierze są na przegranej pozycji, bowiem stoją dokładnie tam, gdzie wbiją się wrodzy wojownicy i zostanie zaatakowany od boku.

Hoplici w falandze, jak mieliśmy okazję czytać wcześniej u Eurypidesa (2. 5), nie musieli polegać na samych sobie i własnej odwadze, lecz również mogli poważnie liczyć na wsparcie swoich towarzyszy broni stojących obok i za nimi. Tak więc wyrwa nie tylko musiała zostać zamknięta, lecz mężczyźni w pierwszych szeregach musieli mieć pewność, że tak właśnie się stanie by można było utrzymać ich morale na najwyższym mozliwym poziomie.

Wysuwanie się naprzód manipułów drugiego i trzeciego eszelonu nie dało się jednak osiągnąć polegając jedynie na domyślności i dobrej woli poszczególnych żołnierzy. Nie mogą oni ruszyć zbyt wcześnie. Niewielkie przerwy miały pozostać, zaś poszerzające się interwały być może były jedynie chwilową sytuacją, która wkrótce się unormuje. Gdy jednak przerwa stała się dostatecznie duża, wówczas należało ruszyć naprzód z bezwzględną pewnością siebie, bowiem jeśli nastąpiłoby opóźnienie, wówczas groziło to przegraniem bitwy. Szyk manipularny zatem wymaga niezwykle solidnego i pewnego dowodzenia każdego manipułu. Hastati muszą pozostawać w przekonaniu, że centurion odpowiedniego manipułu principes wyda we właściwym momencie rozkaz i poprowadzi swój oddział w zagrożony punkt. Całe morale legionu opierało się na solidnym przeświadczeniu hastati, że principes spełnią swoją rolę.

Uszykowanie i cel istnienia manipułów doprowadził Rzymian do wynalezienia sztandarów bojowych, czyli czegoś obcego Grekom. Pod żadnym pozorem żołnierz nie mógł się oddzielić od swojego manipułu. Z tego powodu każdy z tych oddziałów miał widoczny, symboliczny środek, czyli sztandar. W czasie samej bitwy chorążowie nie mieli bezpośredniego znaczenia. Jedynie w czasie formowania linii mogli służyć jako pomoc dla tworzącego się szyku. W czasie bezpośredniego podejścia nie można było już polegać na umiejscowieniu sztandaru. Całą uwagę należało zdecydowanie skoncentrować na froncie formacji. W środku niebezpiecznej walki wręcz żołnierz patrzył wyłącznie na przeciwnika i co najwyżej zwracał uwagę na swoich towarzyszy po lewej i prawej by zobaczyć, czy nadal tam są.

Głównego znaczenia sztandaru manipułu należy zapewne szukać w szkoleniu okresu pokoju, podczas którego wpajano poszczególnym żołnierzom by trzymali się z manipułem bez względu na okoliczności. W czasie treningu tej spoistości oddziału sztandary nie pełniły jedynie funkcji symbolicznej, lecz stanowiły praktyczną pomoc w utrzymaniu formacji.

Szyk manipularny całkowicie pasuje do podstawowych reguł rządzących falangą, lecz daje jej możliwość poruszania się ze znacznie większą łatwością, nawet jeśli teren jest niesprzyjający. Cokolwiek się stanie nie popada w dezorganizację i zawsze dotrze do nieprzyjaciela ze zwartym, nieprzerwanym frontem. Jednostki amortyzowane zajęły miejsce niemal całkowicie sztywnych. Falanga stała się elastyczna.

Uszykowanie falangi z interwałami miało jeszcze jedną zaletę oprócz szybkości i uporządkowanego podejścia do przeciwnika. Jak widzieliśmy w przypadku falangi oddziały lekkiej piechoty mogły być używane jedynie w niewielkich ilościach. Obecnie przerwy dawały możliwość pewnej liczbie lekkozbrojnych wysunięcie się przed front linii bojowej, bowiem mogli się dzięki nim potem wycofać nie powodując dezorganizacji szyku nawet gdy hoplici znajdowali się dość blisko siebie19. Nie należy jednak sądzić, że wszystkich 1200 lekkozbrojnych legionu było używanych w ten sposób. Jeśli hoplici byli uszykowani na 15 ludzi w głąb, a zatem 200 ludzi na szerokość, to skutkowałoby to linią harcowników głęboką na 6 ludzi, podczas gdy ostatecznie najwyżej 2 szeregi, jeden ustawiony za drugim, mogły użyć pocisków w sposób efektywny20.

Zgodnie z uwagą zawartą u Liwiusza21 w tym celu używano jedynie 20 lekkozbrojnych z każdego manipułu hastati, a zatem razem 200 ludzi na legion. Przypuszczalnie dodatkowe oddziały znajdowały się na flankach. Kolejna grupa podążała za hoplitami celem opiekowania się rannymi. Pozostali znajdowali się na tyłach pilnując umocnionego obozu.

Z przyjęciem falangi manipularnej niewątpliwie związana była zmiana w rzymskim uzbrojeniu i metodach walki. Dawni rzymscy hoplici walczyli jak Grecy, za pomocą włóczni, zaś krótki miecz, sztylet lub nóż nosili jako broń pomocniczą. W omawianym czasie rzymscy żołnierze miotali włócznie i szarżowali na nieprzyjaciela by rozstrzygnąć bitwę przy pomocy mieczy. Choć włócznia ma przewagę długości, jest nieporęczną bronią gdy walczy się z opancerzonym przeciwnikiem22. Przy normalnym sposobie walki włócznią, gdzie używany jest „chwyt górny23” (używając terminologii armii niemieckiej24) cios jest bardzo niepewny i niezbyt silny, bowiem przedramię i dłoń muszą przyjąć nienaturalne, niemal pionowe ułożenie w czasie jego wykonywania. To pchnięcie osiąga najlepszy efekt dopiero jeśli wykonuje się je od góry do dołu. Pchnięcie włócznią, jakie dzisiaj się głównie praktykuje w kawalerii, przy „chwycie dolnym” i mocnym zablokowaniu między korpusem, a ramieniem, było niemożliwe do użycia w walce hoplitów. Jest to cios atakującego jeźdźca, który ma uderzyć przeciwnika jedynie w sposób ogólny i osiągnie swój cel nawet jeśli trafi go w tarczę lub zbroję wysadzając go z siodła bez zranienia. Hoplita jednak aby skutecznie zaatakować wroga musi uważnie szukać odkrytego miejsca w jego pancerzu.

Ciężki miecz z zaostrzonym końcem lub lekki miecz jest znacznie bardziej zdatny do tego celu niż włócznia25. Oczywiście podwójnie skuteczne jest użycie obu tych broni jednej po drugiej. Rzymianie sprawili że było to możliwe miotając wpierw włócznię26, która w tym celu została przekształcona w „pilum”27, a następnie włamując się z dobytym mieczem we wrogie linie wstrząśnięte przez salwę oszczepów. Możemy założyć, że ta sama władza wojskowa, która uelastyczniła falangę dzięki szykowi manipularnemu, nakazała również i wprowadziła zwiększające skuteczność walki wręcz połączenie salwy oszczepów i natarcia z mieczem.

Normalnie jedynie pierwsze dwa szeregi ciskały oszczepy. Pozostałe nadal trzymały je w rękach. Triarii, którzy rzadko mieli okazję do rzutu nawet nie zamienili dawnej broni hoplitów hasta na pila28.