Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Anti-stepbrother. Antybrat ebook

4.16666666666667 (48)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 436 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Anti-stepbrother. Antybrat - Tijan

Spektakularny debiut bestsellerowej autorki specjalizującej się w literaturze dark romance i new adult

Kiedy ojciec Summer bierze ślub, do jej rodziny dołącza Kevin, syn macochy. Choć w praktyce jest jej przybranym brat, dziewczyna nie może powstrzymać fascynacji chłopakiem. Nie łączą ich więzy krwi, a Summer nie miałaby nic przeciwko, gdyby połączyło ich uczucie.

Gdy Kevin jedzie do college’u, dziewczyna bez wahania podąża za nim. Zdaje sobie sprawę, że młody mężczyzna nie narzeka na brak powodzenia, ale to ona chce być tą jedyną. Wszystko zmienia się, kiedy poznaje Cadena Banksa, znajomego z bractwa Kevina. Faceci nie pałają do siebie sympatią. Mimo to Summer przerzuca zainteresowanie na wytatuowanego, umięśnionego i piekielnie seksownego Cadena.

Na kim ostatecznie skupi się Summer?

 

Jedna z moich ULUBIONYCH książek Tijan! Bohater, za którym skoczyłabym w ogień i bohaterka, która mogłaby być moją najlepszą przyjaciółką! – Katy Evans, bestsellerowa autorka serii Manwhore

Tijan zapewnia czytelniczkom kopa świeżej energii – gniew, napięcie, pełen emocji punkt kulminacyjny... To wszystko sprawia, że od lektury nie sposób się oderwać. Bohaterowie zdają się opuszczać kartki powieści i zagnieżdżać w naszych sercach. Nie łatwo się pożegnać z tą książką. – JB Salsbury, bestsellerowa autorka „The New York Times” i „USA Today”

 

Tijan - swoją przygodę z pisarstwem rozpoczęła stosunkowo późno, jednak nie przeszkadza jej to tworzyć powieści, które kochają czytelniczki na całym świecie. Jest bestsellerową autorką „The New York Times”, „USA Today” i „Wall Street Journal”. Pisze przede wszystkim romanse – zarówno serie, jak i standalone’y. Prywatnie jest właścicielką cocker spaniela, którego kocha ponad wszystko i partnerką mężczyzny, od którego jest absolutnie uzależniona.

Opinie o ebooku Anti-stepbrother. Antybrat - Tijan

Fragment ebooka Anti-stepbrother. Antybrat - Tijan

Jasonowi

Rozdział 1

Kevin całował się z jakąś dziewczyną. A raczej – prawie ją pożerał. Napierając na nią całym ciałem i zanurzając dłonie w jej ciemnych włosach, przesuwał ustami po jej szyi, a potem zjechał niżej, pomiędzy piersi.

To była katastrofa.

Wiedziałam, że tak będzie. Wszystko na to wskazywało. Mogłam coś zrobić, żeby to powstrzymać. Ale byłam idiotką. Potrafiłam tylko stać i się gapić.

To był Kevin – mój Kevin! No dobra, nie był moim chłopakiem, tylko… przybranym bratem. Tym samym, w którym podkochiwałam się już od dwóch lat. Od trzeciej klasy liceum. Odkąd zmarła moja mama, a tato postanowił związać się z matką najpopularniejszego chłopaka w naszej szkole.

Sheila Matthews, matka Kevina, była pielęgniarką, która opiekowała się moją mamą w hospicjum. To był ogromny skandal. Jak pan Stoltz śmiał się zakochać w jakiejś kobiecie, zanim jeszcze zmarła jego żona? Nikogo nie obchodziło, że moja mama od paru lat umierała na raka. Tato miał kiepskie wyczucie czasu, ale trudno, stało się. Noc po pogrzebie mamy spędził już u pani Matthews.

Choć nie ukrywali się ze swoim związkiem, przez długi czas nie musiałam mieć z nią kontaktu, z czego się cieszyłam. Poznałam ją dopiero przy okazji wspólnej kolacji, w trakcie której dowiedziałam się, że Sheila zostanie moją macochą. Tak więc tamtego lata, pomiędzy drugą a trzecią klasą liceum, okazało się, że będę miała przybranego brata. Oczywiście wiedziałam, kim jest Kevin Matthews.

Wszyscy znali Kevina Matthewsa.

Był o rok starszy ode mnie. Kapitan drużyny futbolowej. Kapitan drużyny koszykarskiej. Kapitan drużyny lekkoatletycznej. A także członek samorządu uczniowskiego. Przyznam jednak ze wstydem, że nigdy się nie orientowałam, czym dokładnie się tam zajmował. Mało mnie to obchodziło. Przede wszystkim był kimś, kogo wszyscy chłopcy szanują, a wszystkie dziewczyny pragną, włącznie ze mną oraz szczęściarami, z którymi się spotykał. Z każdą dziewczyną chodził przez pół roku, a potem ze sobą zrywali, bo zakochiwał się w jakiejś innej, z którą umawiał się przez kolejne sześć miesięcy.

Wyglądało to tak, że ja dużo o nim wiedziałam, ale on – zanim dołączył do naszej rodziny – zupełnie mnie nie kojarzył. Nie byłam nikim wyjątkowym. Ale nie należałam też do osób niepopularnych. Chyba byłam po prostu… przeciętna. Słyszałam, że jestem piękna, ale tylko od osób, które powinny mówić takie rzeczy. Moja mama powtarzała mi to codziennie, tato mniej więcej raz w miesiącu, a potem zaczęła to robić też Sheila, gdy z nami zamieszkała. Słyszałam to od niej średnio co dwa tygodnie. To było miłe, ale wiadomo, że rodzice zwykle rzucają takimi tekstami. Całej trójce dobrze to wychodziło, podobnie jak moim dwóm najlepszym przyjaciółkom: May i Clarissie.

May była przebojową, drobną Azjatką, którą co tydzień ktoś zapraszał na randkę, nawet wtedy, gdy miała chłopaka. Clarissa, trochę wyższa ode mnie, miała ciało jak Britney Spears z okresu Oops!… I Did It Again. Ja z kolei mogłam się pochwalić długimi włosami w odcieniu ciemnego brązu i w miarę szczupłą figurą. Nigdy nie uważałam się za Bóg wie co, ale May i Clarissa często powtarzały, że strasznie chciałyby wyglądać tak jak ja, więc zaczęłam nabierać pewności siebie.

Mama zawsze mówiła, że mam idealne usta i migdałowe oczy, a długie rzęsy zawdzięczałam genom ojca. Podobno moja babcia była prawdziwą pięknością. Nigdy nie poznałam jej osobiście, ale widziałam fotografie: ciemne oczy i włosy, twarz w kształcie serca oraz magnetyczna aura. May i Clarissa któregoś razu zobaczyły jedno z tych zdjęć, a potem zaczęły się zachwycać, jaka jestem do niej podobna. Sama nigdy wcześniej tego nie zauważyłam.

Ogólnie rzecz biorąc, dla mnie i moich najlepszych kumpeli chodzenie do liceum nie było jakimś strasznym przeżyciem, ale też nigdy nie zostałyśmy przyjęte do ekskluzywnego grona najbardziej popularnych uczniów. Może dlatego, że nasza trójka stanowiła jakby odrębną, zamkniętą grupkę, a może z tego powodu, że żadna z nas nie upijała się do nieprzytomności na imprezach, nie spała z kim popadnie ani nie zasilała drużyny cheerleaderek. Nie mam nic przeciwko dziewczynom, które robią takie rzeczy, ale to nie było w naszym stylu.

Byłyśmy prawie nudziarami.

W szkole dostawałyśmy dobre stopnie. Chodziłyśmy na imprezy, ale nie w każdy weekend. Kręgle, piżama party, wyjścia na zakupy, wspólne posiłki – tak zwykle wyglądało nasze życie towarzyskie. W dodatku ja osobiście mogłabym zamieszkać w księgarni. Chyba dlatego nie znajdowałyśmy się na szczycie licealnej hierarchii razem z Kevinem i większością jego dziewczyn. Zresztą wcale nam na tym nie zależało. No, może May by tego chciała, ale Clarissa i ja byłyśmy zadowolone z tego, co jest.

Co jakiś czas Kevin spotykał się z kimś z niższej ligi. Kiedyś nawet chodził z dziewczyną „z ludu”. W szkole rozpętało się szaleństwo. Dziewczyny zaczęły nosić ciuchy odkrywające więcej ciała. Na szkolnych korytarzach pachniało jak w perfumerii, a w pobliskiej galerii handlowej podobno wyprzedały się wszystkie kosmetyki.

– Och, Kevin! – jęknęła dziewczyna, z którą teraz się całował, co przerwało moje rozmyślania. Oplotła go opaloną nogą i przyciągnęła jeszcze bliżej do siebie.

Skrzywiłam się pod nosem. Jezu. Wiedziałam, że powinnam odwrócić wzrok, ale nie mogłam tego zrobić. Patrzyłam, jak Kevin przesuwa dłonią po jej żebrach. Uniósł jej nogę, żeby mocniej do niej przywrzeć. Oboje jęknęli, ocierając się o siebie.

Na szczęście ciągle byli ubrani. Chociaż dążyli do tego, żeby to zmienić. Jego dżinsy były luźne, chyba już rozpięte, a jej spódnica wysoko zadarta. Widać było koronkową różową bieliznę, która jakoś dziwnie się poruszała… jakby coś tam było w środku… Ach, tak. Jego dłoń.

Musiałam im jakoś przeszkodzić.

Ukryli się w małym pomieszczeniu w suterenie, w pobliżu pokoju Kevina w domu bractwa, którego był członkiem. Powinnam się była domyślić, co tu się dzieje, kiedy zauważyłam, że na klamkę ktoś naciągnął gumkę recepturkę.

Ściągnęłam gumkę, wcisnęłam ją do kieszeni i ruszyłam z powrotem na górę.

No dobra. Tak, przez lata byłam zakochana w Kevinie. Tak, mieszkałam z nim pod jednym dachem. Tak, byliśmy jakby rodzeństwem, ale między nami nie zrodziła się żadna bratersko-siostrzana więź. To była raczej przyjaźń albo kumplostwo. Wydawało mi się, że czasami ze sobą flirtowaliśmy. Tak, na pewno to robiliśmy.

Mieszkaliśmy ze sobą tylko przez rok. Kevin z reguły mało się odzywał i rzadko bywał w domu, a jeśli akurat się zjawiał, to zwykle w towarzystwie jakiejś dziewczyny. Czasami jednak zdarzały się momenty, gdy byłam z nim sam na sam. Parę razy został ze mną po kolacji, kiedy wkładałam brudne naczynia do zmywarki. Niekiedy pomagał mi przy wycieraniu stołu. Od czasu do czasu posyłał mi uśmiech. Raz mrugnął do mnie. Kilka razy przytulił. Wtedy te wszystkie rzeczy wydawały mi się wielkim wydarzeniem, ale później zdałam sobie sprawę, że były jedynie przyjacielskimi gestami. Aż do tamtego lata. Wtedy wszystko się zmieniło.

Kevin przyjechał z college’u do domu specjalnie na moje rozdanie świadectw maturalnych. Polał się alkohol. A potem było całowanie. Dotykanie. Macanie. Gdy teraz wspominam te chwile, znowu to wszystko czuję. Jego ręka na mojej piersi, a później w moich spodniach. Ściągnęłam mu koszulkę przez głowę. Och, ta jego boska klata! Unosił się nade mną. Gładziłam dłońmi całe jego ciało, a on robił to samo. I dużo więcej…

Przespałam się z nim.

Kiedy o tym myślę, ciągle krzywię się zażenowana. Nie, tak naprawdę nie spałam z nim. Uprawialiśmy tylko seks, a kiedy rano się obudziłam, jego już nie było. Wrócił do siedziby swojego bractwa, oddalonej od naszego domu o cztery godziny jazdy samochodem.

Nie było w tym wszystkim niczego dziwnego. A przynajmniej ja tak tego nie odebrałam. Tamtego dnia zadzwonił do mnie wieczorem z przeprosinami. Wyjaśniał, że zapomniał o jakiejś ważnej rzeczy, którą musiał załatwić; nie chciał, żebym myślała, że między nami jest coś „dziwnego”. Właśnie o tym mówiłam – żadnych dziwnych klimatów. W kolejnych miesiącach dzwonił jeszcze kilka razy. Mówiąc dokładniej – cztery razy (czyli czterokrotnie przekroczył swoją normę).

Oczywiście telefonował zwykle po to, żeby pogadać ze swoją mamą, ale przy okazji ze mną też ucinał sobie pogawędkę. „Co u ciebie? Jak ci mija lato?”. Wypytywał żartobliwie, czy mam chłopaka, a ja w takim samym tonie pytałam o jego dziewczyny. Cała w nerwach czekałam na odpowiedź i modliłam się w duchu, żeby nie spotykał się z nikim na poważnie. Z tego, co mi opowiadał, nikogo nie było w jego życiu.

„Przyznaj się, Stoltz. Myślałaś, że to ty jesteś tą dziewczyną”.

Tak. Naprawdę tak myślałam. I mam świadomość, jaka byłam głupia.

Głupotą było też przyjście na tę imprezę. Dość tego. Musiałam się stąd ulotnić.

Wróciłam na górę. Wszędzie było pełno ludzi. Odwróciłam się i usłyszałam:

– Ej! Spokojnie, koleżanko.

Trąciłam kogoś łokciem. Chciałam sprawdzić, kto był moją ofiarą. Mój wzrok najpierw padł na potężnie umięśnione ramię. I tatuaże. Boże, ile tatuaży! Pokrywały całą jego rękę.

Gapiłam się na nie jak zahipnotyzowana. Nie powinnam, ale nie mogłam przestać. Biceps nagle drgnął, a razem z nim poruszył się wąż. Miało się wrażenie, że jest prawdziwy, a nie wytatuowany.

– Stało się coś?

Oderwałam wzrok od węża i spojrzałam w górę, prosto w zaskakująco ciemne i ładne oczy, wpatrujące się we mnie z mieszaniną irytacji i konsternacji.

– Słucham? – „Zapytał, czy coś ci jest”. Potrząsnęłam głową. – Nie. Przepraszam. – „Wpadłaś na niego”. – Nie zauważyłam, że tu stoisz. Chciałam tylko… wyjść.

Z jego twarzy zniknęła irytacja. Zmrużył oczy.

– Domyśliłem się, że wpadłaś na mnie przez przypadek. – Po chwili dodał: – Wychodzisz?

Skinęłam głową.

– Nikogo tu nie znam.

Zerknął przez moje ramię.

– Byłaś w suterenie? Kogoś tam szukałaś?

– Zgubiłam się – odparłam szybko. Po mojej szyi wspinał się rumieniec. – Mieszkasz tutaj?

Zacisnął usta.

– Niestety. Czemu pytasz?

Kevin cieszył się z przynależności do Alpha Mu. Z ogromną dumą oświadczył, że został przyjęty. Jego ojciec także należał do tego bractwa. Dlaczego więc ten tutaj nie był z tego zadowolony? Nie miałam pojęcia. Kevin zawsze wspominał, że członkowie Alpha Mu bardzo się wspierają i współpracują z resztą braci z całego kraju.

– Może wiesz, gdzie znajdę drzwi?

Odprężył się i opuścił ręce – wąż znowu się poruszył, gdy napiął się biceps jego właściciela– a potem skinął głową.

– Skręć w prawo i idź prosto. Wyjdziesz bocznymi drzwiami. Lepiej, żebyś ominęła salon. Chłopaki próbują namówić dziewczyny do gry w rozbieranego piwnego ping-ponga i… – Zlustrował mnie od góry do dołu. – Bez urazy, ale byłabyś łatwym celem.

Że co? Wyprostowałam się, szykując jakąś ostrą ripostę… lecz on się obrócił, zrobił dwa kroki, a grupka ludzi za jego plecami wchłonęła go. Zniknął.

Dupek!

Wymknęłam się bocznymi drzwiami, nie mijając nikogo po drodze. Niechętnie podziękowałam w myślach tamtemu dupkowi. Przeszłam pod oknem salonu i dotarło do mnie, jak ktoś się wydziera:

– Mamy cycuszki!

Po chwili rozległo się jeszcze więcej okrzyków i śmiechów.

Stałam już na chodniku, gdy nagle usłyszałam:

– Ona tam jest! Z Matthewsem!

Szybkim krokiem oddaliłam się od domu. Kiedy skręcałam za róg, zobaczyłam, jak wyrzucają jakiegoś chłopaka z imprezy. Dwóch kolesiów trzymało go za ręce, ciągnąc po schodach w stronę chodnika.

Ukryłam się za drzewem. Matthews? Czy chodziło o Kevina?

Znowu otworzyły się drzwi. Jeden z chłopaków krzyknął przez ramię:

– Zawołaj Cadena. To jego brat.

Odwrócił się i wszedł z powrotem do środka.

– I zamknij te cholerne drzwi!

Po chwili zamknęły się z trzaskiem.

– Nie. – Chłopak, którego tamci wywlekali z domu, zaczął się zapierać nogami i wyrywać. – Muszę tam wrócić po swoją dziewczynę! Mam gdzieś, co mówi mój brat.

– Nie rób tego, Marcus – odezwał się jeden z nich, zagradzając mu drogę.

Marcus gwałtownie zaczerpnął powietrza. Jego nozdrza rozdęły się jak u wściekłego byka.

– Nie mów mi, co mam robić. Ona jest moją dziewczyną, a Matthews to pieprzony szmaciarz.

Zbliżyłam się do drzewa, żeby lepiej ich słyszeć.

– No, może.

– Żadne „może”. Słuchaj, pozwól mi wejść bocznymi drzwiami. Nikt mnie nie zobaczy. Mój brat nie musi o tym wiedzieć. Wejdę, znajdę Maggie i pójdziemy sobie. Obiecuję. Żadnego dymu. Serio.

Jeden z chłopaków prychnął, krzyżując napakowane ręce na napakowanej piersi. Stał na lekko rozstawionych nogach, jak ochroniarz w nocnym klubie, który jest gotowy zrobić porządek z jakąś kłopotliwą ekipą. Powoli pokręcił głową.

– Nie możemy tego zrobić i dobrze o tym wiesz.

– Zresztą twój brat pewnie zaraz tu przyjdzie – dodał ten drugi.

Marcus jęknął z frustracją i zacisnął dłonie w pięści. Tamci nawet nie drgnęli. Wyglądało na to, że już przerabiali tego typu sytuacje.

Otworzyły się drzwi i rozbrzmiał znajomy głos:

– Co tu się dzieje?

Dwaj ochroniarze z bractwa odsunęli się na bok, żeby przepuścić tego, który się zjawił. Od razu go poznałam, kiedy wyłonił się z cienia. To tamten dupek z wytatuowanym wężem, który pomógł mi się wymknąć z imprezy.

– Caden. – Marcus ruszył w jego stronę. – Wpuść mnie. Chcę tylko zabrać Maggie. To wszystko.

– Jasne – mruknął Caden. – Wcale nie rzucisz się na niego z pięściami.

– Matthews to kupa gówna, ale nie zrobię tego.

A więc chodziło o Kevina. Tamta dziewczyna, z którą się zabawiał, miała chłopaka.

– Chciałbym obić mu gębę, ale się powstrzymam. Wiem, że byłbyś wtedy w trudnej sytuacji. Nie tknę go. Obiecuję.

Drzwi znowu się otworzyły i ktoś wychylił się na zewnątrz.

– Idzie Kevin.

Jakaś dziewczyna w środku zapytała:

– Coś się dzieje przed domem. O co chodzi?

Caden podszedł do drzwi i trzasnął nimi.

– Kiedy Matthews tu przyjdzie, zamknij te pieprzone drzwi – rzucił do gościa, który pilnował wejścia.

– Tak jest, szefie.

– O takich sprawach nie mogą wiedzieć ludzie spoza bractwa.

– Wiem. Przepraszam. Będę lepiej pilnował. Obiecuję.

Aby udowodnić, że mówi poważnie, gdy znowu otworzyły się drzwi i ukazał się w nich Kevin, chłopak trzasnął nimi prawie z taką siłą, z jaką wcześniej zrobił to Caden. Popatrzył na swojego szefa z lekkim uśmiechem i skinął głową, jakby chciał powiedzieć: „Już się nauczyłem. Widzisz?”.

Caden potrząsnął głową i popatrzył na Kevina.

– Co się dzieje?

Kevin spojrzał na Marcusa, który znowu zacisnął pięści. Widać było, że z trudem panuje nad sobą.

– Matthews już tu jest – rzucił Caden do brata. – Możesz powiedzieć, w czym problem.

Marcus prychnął z pogardą.

– Jaja sobie robisz? Maggie pewnie już się ulotniła, zapewne tą samą drogą, którą chciałem wejść do środka.

W mojej głowie zapaliła się żarówka. Odwróciłam się. Przez boczne drzwi, którymi wcześniej się wymknęłam, wychodziła dziewczyna, z którą Kevin całował się w piwnicy. Zatrzymała się, gdy mnie dostrzegła. Na jej twarzy odmalowała się chwilowa panika. Ale potem ruszyła w przeciwną stronę, wcale nie próbując stawiać bezgłośnych kroków.

– Maggie?

O, nie. Wiedziałam, że to się stanie. Zamarłam przestraszona.

Marcus biegiem skręcił za róg i zatrzymał się na mój widok. Zmarszczył czoło, a potem spojrzał w stronę chodnika. Ja też zerknęłam przez ramię, ale dziewczyna już zniknęła.

– Kim jesteś? – spytał.

Szykowałam się na następne pytanie: „Widziałaś moją dziewczynę?”. Ale kiedy odwróciłam się z powrotem w jego stronę, zobaczyłam za nim resztę chłopaków.

Kevin zrobił krok w moim kierunku.

– Summer? – zdziwił się, marszcząc czoło.

Przełknęłam ślinę i zerknęłam ponad jego ramieniem na Cadena, który gromił mnie wzorkiem. Nie byłam w stanie się ruszyć.

Pomachałam do nich anemicznie.

– Cześć, wszyscy…

Rozdział 2

– Summer? – zapytał jeszcze raz Kevin.

Caden z marsową miną stanął obok niego. Spoglądał to na mnie, to na mojego przybranego brata.

– Wy się znacie?

Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale Kevin wyjaśnił pośpiesznie:

– Ona jest moją siostrą.

– Przybraną siostrą – poprawiłam go.

– Przybraną siostrą – powtórzył za mną i odwrócił się w moją stronę. Stał bliżej mnie niż Caden.

Obaj ustawili się bokiem do mnie, naprzeciwko siebie, jakby szykowali się do pojedynku, i przez chwilę panowała dziwna, napięta cisza. Przeskakiwałam wzrokiem z jednego na drugiego. Caden był wyższy o kilka cali. Obaj byli bosko przystojni, ale w inny sposób. Kevin był śliczny, wyróżniał się jasnymi lokami i długimi rzęsami, a Caden wyglądał jak totalny twardziel. Miał ładną twarz z kośćmi policzkowymi jak spod dłuta rzeźbiarza, ale jego ciemne włosy, tatuaże i zachowanie spod znaku „nie zajmuję się bzdurami” nadawały mu władczy wygląd. Był bardziej umięśniony niż mój przyrodni brat, jednak coś mi mówiło, że nie tylko lepiej się od niego bił, ale też szybciej biegał.

Zawsze stawiałam Kevina na piedestale, lecz w tej chwili jakby się z niego osunął. Znalazł się przy kimś, kto pod prawie każdym względem wydawał się bardziej męski – pomijając umiejętność bajerowania dziewczyn. Ale nie. Odpędziłam od siebie te myśli. Nie miały żadnego sensu. Przyprawiały mnie o wyrzuty sumienia. Patrzenie, jak Kevin całuje się z inną dziewczyną, było dla mnie bolesne, lecz w dalszym ciągu stanowił on część mojej rodziny, prawda?

Uniosłam brodę i stanęłam obok niego. Popatrzyłam na Cadena, jakbym chciała mu pokazać, że udzielam wsparcia mojemu przybranemu bratu.

– Przyszłam, żeby sprawić mu niespodziankę, ale zmieniłam zdanie. Był na dole i rozmawiał przez telefon. Dlatego wyszłam.

Marcus wypuścił głośno powietrze i zrobił krok do tyłu, oddzielając się od grupy.

Zauważyłam, że Caden przeniósł podejrzliwe spojrzenie z Kevina na mnie. Próbowałam je zignorować. Przełknęłam ślinę, czując na sobie jego palący wzrok. Ten koleś był bystry. Dobrze wiedział, co przed chwilą zrobiłam.

Zresztą tak samo jak Kevin. Najpierw dyskretnie na mnie zerknął, a potem musnął palcami moją rękę. Domyśliłam się, że to oznaczało „dziękuję”.

– Poważnie? – spytał Caden z uniesioną brwią.

– Poważnie – odparłam wyzywającym tonem, pomimo tego, co czułam w środku. Kryłam Kevina, chłopaka, w którym byłam zakochana, i wiedziałam, że to jest złe. Zamrugałam parę razy. Nieważne. Pomyślałam, że w końcu jakoś to się ułoży. Nie było innej opcji.

– Tak. – Kevin odkaszlnął. – Rozmawiałem przez telefon z jej tatą. Zadzwonił do mnie, bo nie mógł się z nią skontaktować. – Odwrócił się w moją stronę. – Masz do niego oddzwonić.

– Aha. Dobra. Dzięki.

Wzruszył ramionami, udając, że jest całkowicie opanowany.

– Nie ma sprawy.

Caden w milczeniu przysłuchiwał się naszej wymianie zdań, ale Marcus parsknął śmiechem i przewrócił oczami.

Wyciągnął rękę i wskazał na mnie.

– Bez jaj, chłopaki. Chyba jej nie wierzycie. To siostra Matthewsa. Nic dziwnego, że ściemnia, żeby go kryć.

– Daj spokój, Marcus – odezwał się Caden zmęczonym głosem. Coś mi mówiło, że podobne sytuacje już wcześniej miewały miejsce.

Popatrzyłam na twarze reszty członków bractwa. Wszyscy wyglądali na zmęczonych. Kevin znowu wzruszył ramionami i przekrzywił głowę, ale nic nie powiedział. Przeniósł wzrok z Cadena na dwóch pozostałych chłopaków.

Tamta brawura, którą pozorował, kiedy go kryłam, trochę z niego uleciała, ale odchrząknął i zapytał sztucznym wesołym tonem:

– Myślę, że czas na jakiegoś drinka. Co wy na to, chłopaki?

Wszyscy spojrzeli na niego.

– Ja zawsze mam ochotę na drinka – mruknął ten najbardziej umięśniony. – Pieprzyć te bzdury.

Kevin stanął pomiędzy nimi i poklepał ich po ramionach.

– Strzelimy sobie parę kielichów, żeby się trochę odprężyć.

We trójkę wrócili do środka, a ja zostałam na dworze z Marcusem i Cadenem. Zanim Kevin zniknął za drzwiami, zerknął przez ramię, kiwnął głową i rzucił mi przelotny uśmiech.

Zostawił mnie. Znowu. To było jak déjá vu. Czułam się prawie tak, jak trzy miesiące temu, gdy się obudziłam i zobaczyłam, że już się ulotnił po naszej wspólnej nocy. Przed chwilą uratowałam mu tyłek, a on poszedł sobie pić z kumplami z bractwa. Skrzywiłam się zniesmaczona jego zachowaniem. Bydlak.

– Dlaczego? – Marcus warknął do mnie przez zaciśnięte zęby. – Dlaczego to zrobiłaś? Wiem, że ją widziałaś. Musiałaś ją widzieć.

Poczułam wyrzuty sumienia, ale milczałam jak zaklęta. Co mogłam powiedzieć? Miał przecież rację.

Caden westchnął.

– Zostaw ją w spokoju. On jest jej bratem.

Uniósł rękę, żeby położyć ją Marcusowi na ramieniu, ale tamten zrobił unik i zgromił go wzrokiem.

– Dobra, kapuję. On jest też twoim bratem. Z bractwa. Ale ja jestem twoim prawdziwym bratem. Prędzej czy później będziesz musiał zdecydować, po której jesteś stronie, Caden. Pieprzyć tatę i jego głupie pieprzone bractwo. – Rzucił nam obojgu oskarżycielskie spojrzenie. – W dupie mam to, że kryjecie Matthewsa. To będzie totalna wojna.

Teraz Caden był wkurzony.

Nie znałam go, ale widziałam, jak zareagował. Nie wyglądał na gościa, który pozwala, żeby ktoś do niego rzucił takim tekstem, a potem sobie poszedł. Zrobiłam krok do tyłu, spodziewając się, że rozpęta się bijatyka, ale nic takiego się nie stało. Zapadła cisza. Obaj patrzyli na siebie z zaciśniętymi zębami.

Po chwili Caden spojrzał w moją stronę, a ja zrozumiałam, że milczą z mojego powodu.

– Och. – Uśmiechnęłam się i machnęłam ręką. – Ja… yyy… powinnam chyba zadzwonić do taty. Bo, no wiecie, Kevin kazał mi to zrobić.

Marcus prychnął.

– Jasne.

Caden obserwował mnie intensywnie. Cofnęłam się o parę kroków, on jednak dalej się wpatrywał. To nie powinno mnie obchodzić, lecz poczułam lekkie trzepotanie w brzuchu. Zaczęłam się odwracać, ale zamarłam i spuściłam głowę. Ciągle czułam na sobie jego wzrok. Nie podobało mi się to uczucie. Było niepokojące, tak jak on. W końcu podniosłam oczy i odetchnęłam z ulgą. Wreszcie sobie poszli.

Położyłam dłoń na brzuchu, żeby się pozbyć tego niepożądanego uczucia.

Musiałam poszukać Kevina, przy okazji unikając Cadena. Mój przybrany brat pewnie już się upijał. Albo wymknął się z budynku, żeby poszukać tamtej dziewczyny. Tak czy inaczej, musiałam się z nim zobaczyć. Ale teraz już z innego powodu. Nie chodziło o nas. Chciałam go zapytać, czy naprawdę mam zadzwonić do ojca.

A przynajmniej tak to sobie tłumaczyłam.

Wkradłam się tymi samymi drzwiami, którymi wcześniej Caden radził mi się ulotnić, i gdy tylko zrobiło się pusto, ruszyłam prosto do sutereny. Nie spodziewałam się, że znajdę tam Kevina. Chciałam się dostać do jego pokoju, a potem powiadomić go esemesem, że jestem u niego. Wtedy musiałby zejść na dół, żeby ze mną pogadać. Zależałoby mu na tym, abym sobie poszła. Bałby się, że Caden mnie znajdzie i znowu zacznie przesłuchiwać.

Wyszło jednak trochę inaczej.

Drzwi do pokoju Kevina były lekko uchylone. Przez szparę widziałam, jak siedzi na łóżku z telefonem przyciśniętym do ucha. Stanęłam tuż przy wejściu.

– Dotarłaś do domu? – spytał. Chwila ciszy. – To dobrze. Tak, był wkurzony. Nie, nic mi nie zrobił. Wiem. – Znowu cisza, tym razem dłuższa. – Tak, wiem. Coś wymyślimy. Obiecuję. Co? – Jęknął. – Nie, ta dziewczyna to moja przybrana siostra. – W słuchawce rozbrzmiał głośny śmiech. Kevin też zachichotał. – Wiem, wiem. Nie wygada się. Kryła nas. Tak. Dobra z niej dziewczyna.

Zacisnęłam palce na futrynie.

– Nie martw się. Serio, Maggie. Nikomu nie powie. Kocha mnie. Nie, nie w taki sposób. Jesteśmy rodziną. – Szeptem dodał: – Ja też cię kocham. Naprawdę. Wszystko będzie dobrze. Ochronię cię. Przysięgam.

Wbiłam paznokcie w drewno.

– Dobrze. Tak. Muszę już tam wracać. Sprawdzę, co u Summer. Tak ma na imię. Od razu do niej napiszę. Kocham cię. Pa.

Usłyszałam sygnał kończący rozmowę. Po chwili mój telefon zaczął wibrować. Trzymałam go w kieszeni, jak zwykle z wyłączonym dźwiękiem. Zanim go wyciągnęłam, spróbowałam się uspokoić.

Ale z niego dupek. Tym razem nie miałam na myśli Cadena. Kevin przespał się ze mną trzy miesiące temu, a potem kazał mi wierzyć, że nie spotyka się z nikim na poważnie. Myślałam, że teraz będziemy mogli być razem, skoro mieliśmy się uczyć w tym samym college’u, ale on był zakochany w innej dziewczynie. W dziewczynie, z którą spotykał się inny chłopak.

Coś ścisnęło mnie za gardło. Zamrugałam szybko, żeby odpędzić łzy.

Nie chciałam płakać. Nie z powodu Kevina.

Uzyskałam już odpowiedź, po którą tutaj przyszłam.

Odsunęłam się od drzwi, nie wyciągając komórki z kieszeni. Nawet na nią nie zerknęłam. Weszłam po schodach na parter. Kiedy skręcałam w korytarzu w stronę bocznych drzwi, nagle usłyszałam za plecami znajomy głos.

– Twój brat to złamas.

Odwróciłam się. Caden nie wyglądał na zaskoczonego. Wpatrywał się we mnie twardym wzrokiem. Był z jakąś dziewczyną, która wtulała się w niego i oplatała go ręką w pasie.

Czekał na odpowiedź. Może się spodziewał, że zaprzeczę? Ja jednak powiedziałam:

– Całkowicie się z tobą zgadzam.

Jego oczy się rozszerzyły, błysnęło w nich zdumienie, ale ja chciałam już tylko stąd uciec.

Wymknęłam się bocznymi drzwiami.

Byłam taką idiotką.

Rozdział 3

Wczoraj wieczorem przyjechałam do North River University. Przed tatą i Sheilą.

Zjawiłam się też wcześniej niż reszta studentów, więc powiedziałam rodzicom, że przenocuję u koleżanki, a następnego dnia zacznę się wprowadzać do akademika. Nawet nie pytali, o kogo dokładnie chodzi. Tą „koleżanką” miał być Kevin, ale to nie wypaliło, więc spędziłam noc w hotelu.

Teraz siedziałam na kanapie w holu akademika, w nie za bardzo świetnym nastroju, i czekałam, aż tato i Sheila przyjadą tu swoim SUV-em. Planowali zobaczyć się również z Kevinem, ale miałam nadzieję, że zrobią to już po tym, jak moje rzeczy zostaną wniesione.

– Summer.

Miałam jednak pecha.

Podniosłam wzrok. W sekundę moje serce zamarło, a motyle w brzuchu podleciały mi do gardła. Kevin wyglądał tak cholernie dobrze. Miał włosy wilgotne po prysznicu, był ubrany w obcisłą koszulę wypuszczoną na dżinsy, a oczy zakryte okularami. Moje serce zrobiło salto.

Nienawidziłam go.

Nie, to nieprawda. Jedynie chciałam go nienawidzić.

Uśmiechnął się, błyskając idealnie białymi zębami. Zbliżył się do mnie, niosąc dwie kawy. Jedną wyciągnął w moją stronę.

– Twoja ulubiona. Bez cukru, prawda?

Wzięłam od niego kawę. Objęłam ciepły kubek obiema dłońmi i westchnęłam pod nosem. Już czułam zdradziecki uśmiech, który próbował zawładnąć moimi ustami. W obecności Kevina traciłam nad sobą kontrolę. Miałam nadzieję, że to nie będzie się zdarzało za każdym razem.

– Tak. – Uniosłam kubek, jakbym chciała się za nim schować, a potem rozejrzałam się dookoła. – Gdzie są nasi rodzice? Dzwonili już do ciebie?

Kevin stał w bezruchu. Miałam wrażenie, że patrzy na mnie, ale przez ciemne szkła nie widziałam jego oczu. Powoli pokiwał głową.

– Tak. Dzwonili, jak mieli jeszcze pół godziny jazdy przed sobą. – Teraz on się rozglądnął.

Parę dziewczyn stało przy recepcji, zerkając ukradkowo w jego stronę. W holu nie było zresztą nikogo innego. Specjalnie usadowiłam się w samym rogu kanapy. Kevin usiadł blisko mnie, choć nie było to konieczne. Odchrząknął, a ja cała się spięłam.

– Yy… więc… jeśli chodzi o wczorajszy wieczór…

Machnęłam ręką.

– Nie ma sprawy.

Zmarszczył czoło.

– Ale…

Uciekłam wzrokiem w bok.

– Nie. Serio. Przyjechałam tu wcześniej i chciałam do ciebie wpaść, żeby się przywitać. To wszystko. Byłeś zajęty, więc… wyszłam.

„Zmień temat. Błagam, zmień temat” – modliłam się w duchu.

Po chwili odkaszlnął i poruszył się na sofie.

– No dobra. W takim razie… dzięki.

Z trudem skinęłam głową. Miałam sztywną szyję.

– No. Nie ma problemu.

– Summer, jesteś pewna?

– Och, tak. – Znowu pokiwałam głową, kurczowo ściskając kubek, jakby chciał mi wyskoczyć z rąk. A potem, chyba w odpowiedzi na moje modlitwy, pod budynkiem zatrzymał się samochód naszych rodziców. – Popatrz, przyjechali – rzuciłam z ulgą, której nie zdołałam ukryć.

Wstałam, żeby wyjść im na powitanie. Kątem oka dostrzegłam, jak Kevin spogląda przez okno, a następnie znowu odwraca się w moją stronę. Ja jednak już szłam do rodziców, uciekając od tej niezręcznej sytuacji.

– Mamo. Tato. – Pomachałam do nich, gdy wysiedli z samochodu i ruszyli w naszym kierunku.

Postawiłam kubek z kawą na ławce, bo wiedziałam, że to spotkanie – po jednym dniu rozłąki – będzie się wiązało z mnóstwem przytulania. Sheila lubiła rozdawać uściski, więc już po chwili zamknęła mnie w objęciach.

– Summer – wyszeptała z twarzą w moich włosach, tuląc mnie mocno. – Skarbie, nie puszczę cię, wiesz? Nie ma mowy. Jesteś uwięziona w moich ramionach. Będę cię ściskała aż do śmierci.

– Mamo. – W głosie Kevina słychać było rozbawienie. – Musisz ją puścić. Prędzej czy później będzie potrzebowała tlenu.

– Nie. – Pokręciła głową, kołysząc się ze mną na boki. – Straciłam cię, synku, z powodu tego piekła, jakim jest college. A teraz nie jestem gotowa, żeby stracić tę dziewczynę.

Zaśmiałam się. To było miłe z jej strony. Sheila nigdy nie próbowała na siłę zastąpić mi matki, ale pod wieloma względami z łatwością wcieliła się w tę rolę. Nie było żadnego problemu z tym, że obie rodziny się połączyły. Powinny być jakieś trudności, ale żadne się nie pojawiły. Moja mama chciała, żeby tato był szczęśliwy. A teraz tak właśnie się czuł. Wiedziałam o tym. Sheila od początku pozwalała, żebym to ja narzuciła tempo, a kiedy zaczęłam odrabiać lekcje przy stole w jadalni, a nie schowana w swoim pokoju, widziałam, jak bardzo się z tego ucieszyła. Wokół mnie zaczęło się pojawiać jedzenie. A potem napoje. A później sama zaczęła pracować przy stole razem ze mną.

Trochę jej współczułam, że Kevin tak rzadko bywał w domu.

Gdy wracał sam, bez dziewczyny, zegarek zwykle pokazywał już dziewiątą czy dziesiątą wieczorem. Tylko parę razy byłam świadkiem, jak poświęcił kilka chwil na rozmowę z Sheilą czy moim tatą, zanim znowu się zaszył w swoim pokoju. Czasami wieczorem schodziłam na dół i siedziałam w kuchni z nadzieją, że może będzie miał ochotę na jakąś późną przekąskę albo szklankę wody, ale rzadko to się zdarzało. Gdy znikał w swoim pokoju, zostawał tam na całą noc. Albo może widział, że siedzę w kuchni, i przychodził później, kiedy mnie tam już nie było.

Czasem zdarzały się rodzinne obiady, odbywające się w sympatycznej atmosferze. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w domu zawsze było tak miło, uprzejmie. To nie było normalne. Kiedy Sheila przestała mnie ściskać i przytuliła swojego syna, zaczęłam się zastanawiać, czy Kevinowi naprawdę nie przeszkadzało, że ma nowego ojca. Wydawało mi się, że nie ma nic przeciwko.

Po chwili zbliżył się tato, przytulił mnie, a potem przywitał się z Kevinem. Jedynie uścisnęli sobie ręce.

Nic więcej.

Nagle łuski spadły mi z oczu. Ujrzałam wszystko w innym świetle. Dostrzegłam, jak Kevin i mój ojciec stają się sztywni, oficjalni. Tato zauważył, że ich obserwuję, i w ciągu jednej sekundy wszystko się odmieniło. Jego oczy zaczęły emanować ciepłem, a mój niepokój wyparował.

– Wszystko w porządku, pączusiu? – Położył mi dłoń na ramieniu i przyciągnął mnie do siebie.

Przytaknęłam, ocierając się głową o jego bark.

– Tak, spoko.

– Jesteś gotowa, żeby rozpocząć naukę w college’u?

Sheila odchrząknęła głośno.

– College to piekło – mruknęła, ale widać było, że z trudem powstrzymuje szeroki uśmiech.

– Tak. – Pokiwałam głową. – Jestem gotowa.

Kevin wpatrywał się we mnie. Moje ciało zawibrowało. To była moja naturalna reakcja na jego obecność, ale tym razem było inaczej niż zwykle. Zerknęłam na niego. Patrzył na mnie, jakbym była dla niego obcą osobą albo jakby dostrzegł we mnie coś nowego. Czymkolwiek to było, nie wiedziałam, jak powinnam się z tym czuć, ale w tej chwili miałam ważniejsze sprawy na głowie. Musiałam się wprowadzić do akademika.

– Przyjechałaś wcześniej i się zameldowałaś? – Sheila odwróciła się do mnie, obejmując ramieniem Kevina. On nie miał nic przeciwko temu i przechylił się w jej stronę.

Pokiwałam głową.

– Tak. Już to załatwiłam. Spotkałam się z opiekunką naszego piętra i w ogóle. – Nikt nie robił problemu z tego, że chciałam się wprowadzić trochę wcześniej.

– Jak ona się nazywa?

– Avery. Później ci ją przestawię.

– A twoja współlokatorka już przyjechała? Widziałaś się z nią?

– Jeszcze jej nie ma. – Zajęcia zaczynały się w czwartek, a w środę mijał termin rejestracji. Dzisiaj była sobota. – Zostało mi jeszcze trochę wolnego czasu.

– Och. – Zmarszczyła brwi. – Co będziesz tutaj robiła? Może powinnaś wrócić do domu na tych parę dni.

– Nie. – Pokręciłam głową. – Rozejrzę się za jakąś pracą w kampusie albo coś w tym stylu.

Spojrzałam na Kevina. Prawda była taka, że przyjechałam wcześniej, żeby spędzić z nim czas, ale on, jakby czytając w moich myślach, uciekł wzrokiem i wyrwał się z matczynych objęć.

– Muszę już lecieć. – Wskazał na kampus za swoimi plecami. – Mam spotkanie z moim doradcą akademickim w sprawie wyboru specjalizacji. Muszę to załatwić w tym roku.

– Poważnie?

Pokiwał głową.

– Chciałbym studiować prawo. Jesteś dumna, mamo?

Uśmiechnęła się, ale wyglądało to sztucznie, jakby nie była pewna, co powinna w tej chwili czuć.

– Prawo? – Stuknęła go biodrem. – Mój syn idzie w ślady swojego ojca.

Ciągle patrzył jej w oczy. Na temat ojca Kevina, czyli byłego męża Sheili, nigdy się nie rozmawiało, odkąd zamieszkaliśmy pod jednym dachem.

Zerknęłam na tatę. Stał z zaciśniętymi ustami. Wiedziałam, że pan Matthews pozostanie tematem tabu.

Kevin wymienił z matką milczące spojrzenie, a potem westchnął i uśmiechnął się kącikiem ust.

– Przynajmniej taką mam nadzieję.

– Cóż. – Uniosła głowę. – Jestem z ciebie dumna, synu.

Przez jego twarz przebiegł lekki grymas.

– Dziękuję, mamo. – Przeniósł wzrok na mojego ojca. – Miło było znowu się z tobą zobaczyć, Danielu.

– Z tobą też, Kevinie. W domu nie widujemy się dość często.

Uścisnęli sobie dłonie, a ja poczułam się, jakbym nagle znalazła się w serialu Strefa mroku. Ich zachowanie było tak sztywne, tak niezręczne. Byłam kompletnie zdezorientowana. Do tej pory myślałam, że między nimi wszystko jest w porządku i są ze sobą tak blisko jak ja z Sheilą.

Kevin skierował swoje piękne oczy w moją stronę i rzucił łagodnym głosem:

– Summer, zobaczymy się później?

– Yy… tak. Pewnie.

– Oboje będziecie się tu świetnie bawili. Jesteście w tym samym college’u. Mój syn myśli o karierze prawnika, a moja nowa córka już się zdecydowała na medycynę sportową. Będziecie musieli się co tydzień umawiać na kolację. – Sheila jeszcze raz przytuliła Kevina. – Opiekuj się swoją siostrą, dobrze?

– Tak. Obiecuję. – Pożegnał się ostatni raz, wsadził ręce do kieszeni i ruszył przed siebie.

– Masz pokój na szóstym piętrze? – zapytał tato.

Przytaknęłam. Zabrali ze sobą znajomego, żeby pomógł przy wnoszeniu ciężkich rzeczy.

– Pokój numer sześćset czternaście. – Wskazałam budynek. – Na samym końcu korytarza. Możecie tam chyba wejść tylnymi schodami. Tak będzie łatwiej.

– W porządku. – Tato podszedł do SUV-a, żeby podjechać pod drzwi, a jego kolega wszedł do środka z pudłem. – Na pewno się uwiniemy w ciągu godzinki.

– Cóż. – Sheila klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się promiennie. – Najpierw zaniesiemy twoje rzeczy i pomożemy ci się rozpakować, a potem już tylko przez jeden dzień będziesz skazana na nasze towarzystwo. – Szturchnęła mnie biodrem. – Summer, dziś pójdziemy na kolację tam, gdzie tylko zechcesz, więc zastanów się, jakie miejsce wybierzesz. Kevin pewnie jest umówiony z jakąś dziewczyną, ale będzie musiał zmienić plany. Dzisiaj wieczorem pełnię rolę władczej matki. Zjemy ostatnią wspólną rodzinną kolację. Powiedz tylko gdzie.

Podobał mi się ten pomysł. Mogłabym się przez cały dzień przygotowywać do spotkania z Kevinem. Miałam nadzieję, że nie przyprowadzi swojej aktualnej dziewczyny.

Ale kiedy już siedzieliśmy w restauracji, którą wybrałam, i wreszcie zjawił się Kevin, mogłam tylko westchnąć.

Wszedł do środka z Maggie, trzymając ją za rękę.

Rozdział 4

Rodzinna kolacja okazała się masakrą. Prawdziwą katastrofą.

Nie byłam jednak zaskoczona. Kevin miał w zwyczaju przyprowadzać swoje dziewczyny na takie spotkania, więc dlaczego tym razem miałby z tego zrezygnować? To również oznaczało, że coś się zmieniło w ciągu ostatniej doby. Mój przybrany brat już chyba się nie przejmował, że ludzie mogą go zobaczyć z Maggie.

Prychnęłam rozbawiona, rozmyślając o tym. To było niedorzeczne. Jeszcze wczoraj wieczorem bał się, że dostanie w tyłek za romans z Maggie, a dzisiaj olewał całą tę sprawę. Spojrzałam na nich – zarumienieni trzymali się za ręce i chichotali. Patrzyli na siebie z tymi głupimi minami charakterystycznymi dla tych, którzy bzykają się ze sobą, a jednocześnie uważają, że wszyscy dookoła są idiotami i nikt się nie domyśla, co oznaczają ich rozmarzone westchnienia. Chciało mi się rzygać na ich widok.

Wiem, to ja miałam problem. Wszystko przez te moje głupie uczucia. Ale, cholera, kiedy chłopak tak przystojny jak Kevin zaczyna zwracać na ciebie uwagę, mówić do ciebie miękkim głosem… Cóż, nic dziwnego, że dziewczyny masowo na niego leciały.

Jedynym plusem tej rodzinnej kolacji było to, że zachowanie zakochanych gołąbeczków przyćmiło pełne rezerwy relacje pomiędzy Kevinem a moim ojcem. Zauważyłam jednak parę krępujących momentów: gdy Kevin pocałował Maggie w rękę, a mój tato odkaszlnął i zaczął ciągnąć się za kołnierz koszuli, jakby nagle zrobiło mu się gorąco, albo kiedy Sheila z zachwytem wspominała jakiś rodzinny weekend sprzed roku, a Kevin i tato nie odezwali się ani słowem. Siedzieli z zaciśniętymi ustami i twarzami bez wyrazu.

Zaczęłam się zastanawiać, czy jeszcze coś innego przegapiłam w ciągu całego roku.

Gdy zakochane gołąbeczki odfrunęły, a Sheila zapytała, czy chcę przenocować w akademiku, czy może wolę pojechać do ich pokoju w hotelu, czułam się trochę bardziej roztrzęsiona niż zwykle. Wybrałam więc tę drugą opcję. Następny dzień też spędziłam z nimi, dokupując jeszcze trochę rzeczy, których potrzebowałam na studiach, a potem podwieźli mnie do akademika, gdzie zostałam po raz pierwszy na noc. Sama.

Spędziłam swoją pierwszą oficjalną noc w college’u, siedząc w internecie. Czy to nie żałosne?

Oczywiście próbowałam sobie wmówić, że wcale nie jestem żałosna i po prostu postanowiłam wcześniej pójść do łóżka. Bo byłam odpowiedzialna. Nie żałosna. Tak, odpowiedzialna. Zdecydowałam, że jutro wstanę wcześniej. Może pobiegam? Zapiszę się na zajęcia. Ustawię się pierwsza w kolejce. Widzicie? Odpowiedzialna. Chciałam być najbardziej ogarniętą studentką pierwszego roku w historii edukacji i naprawdę udało mi się przekonać samą siebie, że to wspaniały plan, gdy nagle do łazienki wtargnęła opiekunka naszego piętra.

Dosłownie wpadła jak burza.

Poczułam podmuch powietrza od strony drzwi, które Avery otworzyła na oścież. Wyminęła mnie szybkim krokiem, znowu wywołując wiatr, a potem z trzaskiem zamknęła za sobą drzwi do kabiny. Sekundę później zapytała:

– Już idziesz do łóżka?

Rozejrzałam się dookoła. Nie było tu nikogo innego.

– Summer? – zawołała.

– Hmm?

– Jesteś w sześćset czternaście? Przyjechałaś wczoraj. Medycyna sportowa, tak? Dobrze zapamiętałam?

Naprawdę chodziło jej o mnie.

– Owszem. Zgadza się.

Spuściła wodę w toalecie. Wyszła z kabiny i podeszła do zlewu, nie odrywając ode mnie wzroku.

– Summer? – Zrobiła niepewną minę. – Zaraz, a może Autumn? W każdym razie: jakaś pora roku.

– Mam na imię Summer.

– Okej. – Umyła ręce i sięgnęła po papierowy ręcznik. – Kevin Matthews to twój brat?

Zacisnęłam zęby.

– Tak. Ale przybrany.

– Nie jesteście spokrewnieni?

– Nie.

Zaśmiała się i skończywszy suszyć ręce, zgniotła papier w kulkę.

– Ciekawe, czy Maggie o tym wie.

Zamarłam w bezruchu.

– Znasz ją?

Wrzuciła papierową kulkę do kosza na śmieci, a potem pchnęła drzwi i przytrzymała je butem.

– Tak.

Kopnęła drzwi, otwierając je dla mnie. Zabrałam swoją kosmetyczkę i wyszłam na korytarz. Ruszyłyśmy wspólnie w stronę naszych pokojów.

– Wielka miłość Kevina Matthewsa – powiedziała z uśmieszkiem, rysując cudzysłów w powietrzu. – Uwielbiam Maggie. W ubiegłym roku mieszkałyśmy razem. Należymy do tej samej paczki znajomych z liceum, tylko że… Bez urazy dla twojego brata, ale ona żyje złudzeniami.

– Co masz na myśli?

Otworzyła usta, lecz zatrzymała się w pół kroku i przekrzywiła głowę na bok, jakby się rozmyśliła i nie chciała powiedzieć tego, co zamierzała. Uśmiechnęła się ze skruszoną miną.

– Przepraszam. Chyba nie powinnam nic gadać. Nie jestem dobrą przyjaciółką. – Machnęła ręką. – Zapomnij, że w ogóle coś mówiłam.

Pokiwałam głową.

– A mówiłaś coś?

Roześmiała się.

– Dzięki.

Pokój Avery znajdował się bliżej od mojego, więc zatrzymałyśmy się pod jej drzwiami. Słyszałam, jak w środku dudni jakieś techno. Moja nowa znajoma zerknęła na drzwi i zmarszczyła czoło.

– Słuchaj – zagryzła dolną wargę – chcesz pójść z nami?

Wytrzeszczyłam oczy.

– Z tobą i Maggie?

– Co? – odparła zdziwiona. – Nie. – Zaśmiała się. – Wybacz. Nie, nie. Maggie pewnie jest teraz z twoim bratem albo… – Znowu nie dokończyła zdania. – Idę ze znajomymi na domówkę. Ale to inna ekipa. Maggie tam nie będzie.

– Och. – Teraz ja zagryzłam dolną wargę. Co miałam zrobić? Być kimś żałosnym czy… imprezowym? – Mogę pójść.

– Super. – Wyciągnęła telefon z tylnej kieszeni dżinsów i zaczęła przewijać ekran. – Dobra. Za dwadzieścia minut spotykamy się u mojej znajomej, więc wpadnij tutaj za dziesięć, dobrze? Ona mieszka po drugiej stronie kampusu, więc… – Zrobiła sobie przerwę na oddech. – Będzie, no wiesz, picie. Czyli nie powinnam cię zapraszać, ale skoro już tu przyjechałaś i wydajesz się w porządku…

Pokiwałam głową.

– Spokojnie. Kevin ciągle imprezuje. Nigdy nie miałam z tym problemu.

– Fajnie. – Uśmiechnęła się z ulgą i wyraźnie się rozluźniła. – No dobra. Leć się upiększyć. Za dziesięć minut wychodzimy.

– W porządku. Do zobaczenia.

Nie wiedziałam, co to za impreza i jak powinnam się ubrać, ale przypuszczałam, że będzie to, co zwykle: piwo z beczki, jakieś męsko-damskie akcje i jeszcze więcej piwa. Postawiłam więc na dżinsy, czarny top i sandałki.

Gdy dotarłam do pokoju Avery, okazało się, że ubrałam się odpowiednio. Jedyną różnicą pomiędzy jej strojem a moim było to, że ona włożyła czarny stanik pod prawie prześwitującą białą bluzkę, tak cienką, że widać było jej pępek. Włosy zaplotła w dwa warkocze, w uszach miała duże okrągłe kolczyki, a na nogach sprane dżinsy. Wyglądała jak przebojowa laska gotowa do imprezowania.

W niczym nie przypominała dziewczyny, którą poznałam wczoraj rano. Pełniąc rolę opiekunki naszego piętra, ubrana była w szorty khaki i czerwoną bluzkę z kołnierzem, a rozpuszczone jasne włosy opadały jej swobodnie na plecy. Patrząc teraz na jej niebieski cień do powiek i czerwoną szminkę, pomyślałam, że wtedy musiała mieć jakiś naturalny makijaż. Albo żadnego. Przypomniałam sobie, jak się zachowywała, gdy spotkała się z moimi rodzicami. Ściskała w dłoniach notatnik, stojąc z lekko spuszczoną głową. Wyglądała na grzeczną, skromną, słodką dziewczynę.

Teraz posłała mi szeroki uśmiech, błyskając białymi zębami.

– Jeszcze chwilka!

Słyszałam, jak stuka w klawiaturę laptopa. Po chwili przestała i wyłączyła komputer. Wyłoniła się z pokoju, zarzucając torebkę na ramię i ściskając klucze w dłoni.

Cofnęłam się o krok, gdy wyszła na korytarz i zamknęła drzwi. Zlustrowała mnie z góry na dół. Pokiwała głową, a na jej twarzy odmalowała się aprobata.

– Ładnie wyglądasz, panno Matthews.

Zmarszczyłam czoło.

– Nazywam się Stoltz.

– Och. Wybacz. Zapamiętam.

Avery pasowałaby do ekipy popularnych dziewczyn w moim liceum, więc nie zdziwiła mnie informacja, że znała Kevina. Była piękną dziewczyną, ale nie chodziło tylko o jej urodę. Emanowała pewnością siebie i seksapilem. May byłaby o nią zazdrosna, a to oznaczało, że cała nasza trójka by jej nie cierpiała. Ale teraz znalazłam się w innej sytuacji. Avery była wyluzowaną osobą i czułam się przy niej komfortowo. Nie oceniała mnie przez pryzmat tego, że byłam przybraną siostrą Kevina. Prawdę mówiąc, było chyba odwrotnie. Miałam wrażenie, że Kevin jest jej zupełnie obojętny, dzięki czemu darzyłam ją jeszcze większą sympatią.

Gdy szłyśmy przez kampus, Avery pytała mnie o różne rzeczy, ale też sama opowiadała o sobie, więc nie czułam się przesłuchiwana. Rozumiałam, dlaczego pełni funkcję opiekunki naszego piętra, chociaż byłam raczej pewna, że opiekunom nie wolno imprezować ani pić ze studentami. Avery jednak miała dobry kontakt ze wszystkimi. Po drodze co chwila mijałyśmy grupki ludzi. Wyglądało na to, że wszyscy studenci ją znają. Nie tylko znają, ale też lubią. Witano się z nią, machano do niej, rzucano żartami.

Avery za każdym razem odpowiadała. Jeśli to była jakaś lakoniczna dowcipna uwaga, uśmiechała się szeroko i mówiła coś w podobnym stylu. Jeżeli ktoś do niej tylko pomachał, odwzajemniała ten gest. Wszystkich traktowała po przyjacielsku.

To sprawiło, że poczułam się w jej towarzystwie jeszcze bardziej odprężona. Kiedy dotarłyśmy do pokoju jej koleżanki, niczym się już nie martwiłam. Wcześniej bałam się, że będę zestresowana, ale przy Avery nie było sensu się denerwować. Wiedziałam, że cokolwiek się stanie, wszystko będzie dobrze. Nie poczuję się samotna, porzucona albo niefajna. A w przeszłości, gdy przebywałam w towarzystwie dziewczyn takich jak Avery i jej znajome, zawsze towarzyszyły mi takie uczucia.

Przedstawiła mnie swoim koleżankom. Wszystkie były do niej bardzo podobne. Nie zapamiętałam ich imion w czasie powitania. W pokoju zebrało się ich sześć, ale musiałyśmy poczekać na jeszcze jedną dziewczynę. W międzyczasie cała ekipa zajęła się przygotowywaniem alkoholu. Wino, rum, wódka, napoje gazowane – wszystko to zostało przelane do butelek po wodzie. Każda z dziewczyn miała plecak, do którego wpychały butelki, czasami nawet po dwie. Podały mi jedną i też ją spakowałam.

Jeśli chodzi o alkohol, już to przerabiałam. Picie albo upijanie się nie było dla mnie żadnym wielkim wydarzeniem. Ważne było głównie to, z kim piję. W otoczeniu obcych osób nie połknęłabym ani kropelki, ale do Avery miałam zaufanie. Spytała, czy chcę zapakować awaryjną butelkę do jej torby, a ja przytaknęłam.

Akurat skończyłyśmy, gdy zjawiła się ostatnia dziewczyna z ekipy Avery, więc znowu zaczęło się przelewanie alkoholu. Wzięła trzy butelki.

– Kiedy idziemy na dużą imprezę, przynosimy własne procenciki – wyjaśniła mi Avery. – Z reguły znamy ludzi, do których się wbijamy, ale nie zawsze kojarzymy inne osoby, które tam są. Słyszałyśmy różne dziwne historie, a żadna z nas nie chce, żeby ktoś dodał jej czegoś do drinka albo ją zgwałcił. Dlatego sprawiamy wrażenie, jakbyśmy były totalnymi pijaczkami.

Pokiwałam głową. Brzmiało to sensownie. Te dziewczyny miały łeb na karku.

– W dodatku poruszamy się systemem dwójkowym – wtrąciła jedna z nich. – W czasie melanżu to się nie rzuca w oczy, ale żadna z nas nigdy nie jest sama, chyba że któraś wyraźnie powie, że planuje jednonockę.

– Jednonockę? – powtórzyłam.

– Przygodę na jedną noc – odparła inna dziewczyna, wzruszając ramionami. – To się zdarza. My tu nikogo nie osądzamy.

– No chyba że któraś ma chłopaka. – Trzecia dziewczyna szturchnęła tę, która wyjaśniała. – Prawda, Shell?

Zapytana przewróciła oczami.

– I tak nie żałowałabym nocy spędzonej z Cadenem Banksem.

Zamarłam.

– Z kim?

Dziewczyna, która szturchnęła Shell, zaśmiała się i zerknęła na mnie przez ramię. Jej oczy zamigotały.

– Z Cadenem Banksem. To jeden z członków bractwa. Wszystkie laski się w nim bujają. Uwierz mi, że to zrozumiesz, kiedy go spotkasz.

Już go spotkałam. I już to zrozumiałam.

Avery zerknęła na mnie z ukosa.

– Ona już kojarzy Cadena. Kevin Matthews to jej przybrany brat.

Nie byłam przygotowana na reakcję, jaką wywoła ta informacja.

Wszystkie dziewczyny odwróciły się w moją stronę. Nagle znalazłam się w centrum zainteresowania. Cała siódemka popatrzyła na mnie, a w oczach każdej z dziewczym ujrzałam coś innego: zdumienie, podejrzliwość, nerwowość, zaciekawienie. Na chwilę zapadła cisza. Przerwał ją dopiero głośny, nieco sztuczny śmiech Avery.

Położyła dłoń na biodrze i podniosła głowę.

– Ej, nie możecie jej nienawidzić tylko dlatego, że jej brat robi tego typu akcje.

Zaraz. Jakie akcje? Utkwiłam wzrok w Avery i uniosłam brew.

– O czymś mi nie powiedziałaś?

Jedna z dziewczyn zbliżyła się do mnie.

– Twój brat to dupek.

– Claudia! – zganiła ją Avery.

Nie chciałam tego komentować. Trudno było się z nią nie zgodzić. Zaznaczyłam jednak:

– Mój przybrany brat.

Shell westchnęła.

– W ubiegłym roku chodziłam z nim. A on przespał się z moimi dwiema najlepszymi kumpelami. – Po chwili dodała: – W ciągu jednego weekendu.

– Należymy do frakcji antykevinowej. Żadna z tych dziewczyn już się z nami nie przyjaźni. – Claudia zerknęła na Avery. – To znaczy, większość z nas się z nimi nie zadaje…

Avery przestąpiła z nogi na nogę i westchnęła pod nosem, a potem założyła ręce na piersi.

– Jedną z osób, o których one mówią, jest Maggie. – Zwróciła się do koleżanek: – Chodziłam z Maggie do liceum. Ciągle przyjaźnię się z większością swojej starej ekipy. Nie mogę się od nich odciąć.

– Wiemy o tym – odparła Shell. – Już o tym gadałyśmy, ale dobrze wiesz, co myślimy o Kevinie i Maggie. – Claudia zlustrowała mnie niechętnym spojrzeniem. – A jeśli sądzisz, że przyprowadzenie jego siostry sprawi, że zmiękniemy w tej sprawie, to zastanów się jeszcze raz, Avery.

– Wcale tak nie myślałam – zaprotestowała. – Nie przyprowadziłam jej z tego powodu. Ja też nie należę do fanek Kevina, ale ona wydaje się w porządku. Dlatego jest tu z nami.

Poczułam, jak się rumienię na całym ciele. Avery zaprosiła mnie z litości. Obie o tym wiedziałyśmy, ale nie wyjaśniła tego swoim koleżankom. Gdy wpadła na mnie w łazience, musiałam wyglądać jak ktoś żałośnie samotny. Spytała mnie, czy chcę pójść na imprezę, bo była miłą osobą.

– Posłuchajcie. – Uśmiechnęłam się do nich nerwowo. – Nie mam żadnych złudzeń, jeśli chodzi o Kevina. – „Ty ściemniaro”. – On jest moim przybranym bratem, członkiem mojej rodziny, ale możecie mi wierzyć, że dobrze wiem, jak traktuje kobiety.

„I nie możesz o tym zapominać. Nigdy. Ani na sekundę” – upominałam się w myślach, czekając, aż wrogość koleżanek Avery osłabnie. Kiedy tak się wreszcie stało, wiedziałam, że z moich ust padły odpowiednie słowa.

A teraz musiałam sama wziąć je sobie do serca.

Rozdział 5

To była duża impreza. Dom znajdował się daleko od kampusu. Musiałyśmy przemaszerować przez trzy długie przecznice. Gdy dotarłyśmy na miejsce, jakiś koleś otworzył dla nas drzwi frontowe. Schyliłam się pod jego ręką i voilà – byłam już na swojej pierwszej college’owej imprezie! Z głośników dudniły hip-hopowe kawałki, dookoła biegały laski w bikini, a ja czułam się jak na planie teledysku. Takiego, na którym w zwolnionym tempie leje się szampan, a dziewczyny nacierają się nim, wyginając się przy sportowym lamborghini. No, może niezupełnie tak to wyglądało… Ale najważniejsze, że byłam z Avery i jej ekipą.

Usłyszałam za plecami czyjś gardłowy śmiech, a potem zobaczyłam rękę trzymającą tackę zapełnioną czerwonymi kubeczkami z plastiku.

– Nasze panie częstujemy tylko najlepszym piwem.

Avery wcześniej tłumaczyła, że na imprezach piją tylko swój alkohol, więc od razu zerknęłam na nią nerwowo, a ona przewróciła oczami.

– Zabieraj to. Wiesz, że przynosimy własne zapasy.

Wszystkie dziewczyny w tej samej sekundzie uniosły w górę butelki, z których zaczęły już popijać w drodze na imprezę. Tacka cofnęła się w powietrzu nad moim ramieniem. Zrobiłam krok w bok. Ten gość miał naprawdę potężną rękę. Musiałam sprawdzić, co to za jeden.

Moje spojrzenie wylądowało na jego klacie… a potem przesunęło się wyżej. Nigdy wcześniej nie widziałam na żywo kogoś, kto wyglądał jak zawodowy kulturysta. Miał mięśnie na gardle, na nadgarstkach, dosłownie wszędzie – łącznie z miejscami, o których bałam się nawet myśleć.

Uśmiechnął się, pocierając szczękę.

– Ej, dajcie spokój. Wiecie, że nasze melanże są inne. U nas nikt nikogo nie gwałci.

Avery prychnęła.

– Bez urazy, Dave, ale znasz naszą ekipę.

– Tak, tak. – Machnął ręką. – Kapuję. A może pozwolicie, że zaproponuję wam udział w konkursie mokrego podkoszulka? Zaczyna się za dziesięć minut. – Głośno zagwizdał, lustrując nas po kolei. – Sądzę, że macie szansę na wygraną.

– Każdej panience wciskasz takie teksty – odparła Claudia, przewracając oczami.

Dave mrugnął do niej.

– Nie możesz mieć mi tego za złe do końca życia.

Odwróciła się.

– Pewnie, że mogę. – A potem zniknęła w tłumie imprezowiczów. Druga dziewczyna poszła w jej ślady, a ja przypomniałam sobie o systemie dwójkowym. Czy ja miałam kogoś do pary?

Najwyraźniej Avery umiała czytać w moich myślach, bo powiedziała:

– Ty jesteś ze mną.

– Ona cię przyprowadziła – wtrąciła jej koleżanka – więc jest twoją opiekunką.

Zerknęłam na Avery.

– Dzięki. – Poczułam się jak nieogarnięta studentka pierwszego roku, którą zresztą byłam.

– Tylko nikomu się nie wygadaj, kto jest twoim bratem.

– Przybranym bratem.

– Przybranym – poprawiła się. – To ma aż takie znaczenie?

Dave stanął za naszymi plecami i wetknął głowę pomiędzy nas.

– Kto jest twoim przybranym bratem? – spytał, spoglądając na mnie, a potem na nią.

Avery przyłożyła dłoń do jego czoła i odepchnęła go mocno.

– Nie twój interes. Gdzie jest Marcus?

Nagle zamarłam, słysząc to imię. Chyba nie chodziło o tego Marcusa, którego poznałam…

Dave zmarszczył czoło.

– A czemu o to pytasz? On jest z Maggie – dodał po chwili.

– Czyli Maggie jest tutaj? – spytała Avery ostrzejszym tonem.

– Yyy. – Dave się zaciął. – To znaczy, oni ze sobą chodzą. Chyba wspominał, że dzisiaj Maggie będzie się uczyła z koleżankami.

Avery zmarszczyła brwi. Obróciła się twarzą do Dave’a, a ja stałam sparaliżowana i wystraszona. Kątem oka dostrzegłam, że reakcja pozostałych dziewczyn była identyczna.

Wszystkie gapiłyśmy się na Avery. Uniosła brew.

Dave chyba zajarzył, że palnął coś głupiego. Wybałuszył oczy i rozdziawił usta, jakby bezdźwięcznie mówił: „O, cholera!”. Cofnął się o krok i podrapał za uchem.

– Yyy… to znaczy… – Westchnął głośno. – Kurwa.

– Doskonale wiem, że Marcus chodzi z Maggie – odparła Avery chłodnym tonem. – To jego dom. Domyślam się, że jest tutaj, ale nie chcę go spotkać. Stąd moje pytanie.

Dave pokiwał głową.

– Czaję. Masz rację. Siedzi z tyłu, w ogródku.

– A Maggie jest tutaj?

Dave zamknął usta i pokręcił głową.

– Tylko tyle chciałam wiedzieć – odrzekła Avery z uśmiechem.

– Dobra. Życzę wam przyjemnego wieczoru i… – Znowu zrobił krok do tyłu, ściskając mocno tackę z drinkami. – Na razie! – Po chwili zniknął w tłumie.

– O co chodziło? – spytałam.

Avery wzruszyłam ramionami.

– Pewnie myślał, że przejmuję się tą sprawą, ale jest w błędzie. – Mocno złapała mnie za rękę, lecz po chwili poluzowała uścisk. – Chodź. Musimy zobaczyć, gdzie tu się tańczy, a potem wrócimy do picia.

I właśnie to zrobiłyśmy.

Avery prowadziła mnie, wymijając tłumy. Tak jak w kampusie – ci, którzy ją rozpoznali, witali się z nią głośno. Niektórzy ją obejmowali, rozdając pijackie uściski, i tak jak wcześniej – Avery odpowiadała tym samym. Dopiero po dwudziestu minutach dotarłyśmy na dół, gdzie odbywały się pląsy.

Ulokowałyśmy się w kącie. Jakiś koleś od razu porwał Avery na parkiet. Patrząc, jak odchodzą, nachyliłam się do jednej z dziewczyn i przekrzykując muzykę, spytałam:

– To zawsze tak wygląda?

Pokiwała głową.

– Tak to jest, jeśli przyjaźnisz się z Avery. Wszyscy ją lubią. – Podniosła wzrok i dorzuciła: – No, prawie wszyscy.

Miałam ochotę zadać dodatkowe pytania. Chciałam się dowiedzieć, co miała na myśli, ale ona się odwróciła i zaczęła rozmawiać z koleżanką. Odniosłam wrażenie, że dziewczyny nie chcą mnie wtajemniczać w ten temat. Cóż, może innym razem.

Wyciągnęłam swoją butelkę po wodzie wypełnioną rumem i sokiem pomarańczowym, a potem oparłam się o ścianę, żeby umilić sobie resztę wieczoru, która była pełna śmiechu, alkoholu i tańców. Avery w końcu zaciągnęła nas wszystkie na parkiet. Shell i Claudia znowu do nas dołączyły, parę dziewczyn zaczęło flirtować z jakimiś facetami, a reszta spławiała każdego kolesia, który do nich podchodził.

Jakiś czas później, gdy siedziałyśmy przy stoliku, Avery nachyliła się w moją stronę.

– One mają chłopaków! – wyjaśniła, przekrzykując muzykę.

– Aha. Już rozumiem – odkrzyknęłam.

Zmarszczyła czoło.

– A ty masz chłopaka? Bo wcześniej zapomniałam spytać.

Pokręciłam głową.

– Nie, nie mam.

– Co?! – Nachyliła się bliżej, żeby lepiej mnie słyszeć.

Znowu potrząsnęłam głową.

– Nie! Nie mam chłopaka!

– Och. – Podniosła kciuk do góry. – Ja też nie. Tak jest najlepiej! Bycie singielką jest dużo fajniejsze.

Owszem, zgadzałam się z nią, ale i tak zawsze myślałam, że do tej pory już sobie kogoś znajdę. Avery nie wiedziała, że tak naprawdę mam ochotę na związek. Ale to nie było takie proste. Tu nie chodziło tylko o to, żeby się spotykać z byle kim. Nie byłam tego typu dziewczyną. Umawiałam się na randki z paroma chłopakami, ale nie czułam do nich tego, co do Kevina. Albo tego, co myślałam, że czuję. Nie miałam pewności, co to dokładnie jest, lecz tutaj, w college’u, mieliśmy wreszcie być razem.

– Dobra. – Avery wstała od stolika. – Jest mi gorąco, cała się spociłam, a ta wolna piosenka totalnie zamula.

Shell pochyliła się do przodu, opierając łokcie o stolik, a następnie spojrzała pijanymi, zmęczonymi oczami na Avery.

– Gdzie jest Marcus?

Claudia wróciła z parkietu i runęła zmęczona na krzesło obok Shell. Z grymasem odgarnęła kosmyki włosów przylepione do spoconej skóry na policzkach i szyi.

– Co się dzieje? – Miała szkliste oczy, podobnie jak jej koleżanka, ale wydawała się trochę bardziej trzeźwa.

– Idę na zewnątrz – oświadczyła Avery.

– Ale tam jest Marcus!

„Nie, tylko nie Marcus!” Błagam je w duchu, żeby wymyśliły jakiś inny plan. Powinnam była się ulotnić, gdy tylko usłyszałam, do kogo się wbijamy na imprezę. To było terytorium Marcusa. Jeśli pamiętał mnie z wczoraj, byłam pewna, że nie chciał, żebym tutaj przebywała.

Wstałam.

– Wiecie co, chyba jeszcze sobie potańczę. Pewnie zaraz puszczą lepszą muzę.

Shell prychnęła.

– Raczej nie. Jak tylko zaczynają się wolne kawałki, to lecą już do samego końca. W ten sposób wypędzają ludzi z imprezy. Pewnie już się skończyło piwo.

– Możemy robić to, na co mamy ochotę, tylko trzeba uważać, żeby nie wpaść na Marcusa – powiedziała Avery. – Musimy go unikać. Totalnie.

Zgodziłam się z nią, kiwając głową z entuzjazmem. Tak, przyznawałam jej rację w całej rozciągłości.

Avery przewróciła oczami, kładąc dłonie na biodrach.

– Ale i tak chcę wyjść na zewnątrz. – Zdmuchnęła sobie z czoła kosmyk włosów. – Idziemy, dziewczyny. Damy radę. Ja na pewno. Nawet jeśli na niego wpadniemy.

– Jesteś pijana – zauważyła Shell. – To niedobrze wróży.

Brwi Avery strzeliły do góry.

– Że co? – spytała, przekrzywiając głowę.

– Marcus siedzi w ogródku. A ty jesteś narąbana. Zrobisz coś głupiego. Wiadomo, że kiedy jesteś w takim stanie, najpierw mówisz, a dopiero potem myślisz.

– Dam sobie radę z Marcusem.

– Nie, nie dasz – wtrąciła Claudia. – Nie po alkoholu.

Im dłużej o tym dyskutowały, tym bardziej byłam zaintrygowana całą tą sytuacją. A także zdenerwowana. Avery i Marcus? Jeszcze przedwczoraj twierdził, że jest zakochany w Maggie.

– Już mówiłam, że dam sobie radę. Bo dam. – Avery obróciła się na pięcie i zaczęła torować sobie drogę przez tłum, kierując się w stronę schodów.

– Kurwa.

Nie wiedziałam, z czyich ust padło przekleństwo, ale Shell i Claudia zerwały się z krzeseł i pobiegły za nią. Jedna z dziewczyn, która tańczyła na parkiecie, usłyszawszy tę rozmowę, wyrwała się z objęć partnera, złapała swoją „dwójkę” i zaczęła ciągnąć ją ze sobą na górę. Ja wyszłam jako ostatnia, bo okazało się, że jestem bardziej pijana, niż mi się wydawało. Wstałam, ale wszystko zakołysało się razem ze mną. Poczekałam chwilę, aż przestanie, a potem ruszyłam w stronę schodów. Gdy dotarłam na górę, okazało się, że dziewczyny już zniknęły.

Zaczepiłam jakiegoś mijającego mnie chłopaka.

– Gdzie jest ogródek? – spytałam.

Wskazał mi drogę.

Na tyłach domu znalazłam Avery i jej ekipę. Stały w rogu, blisko siebie, odwrócone plecami do ogródka. Co chwila zerkały przez ramię w stronę ogniska po drugiej stronie działki. Kręciła się tam spora grupka ludzi, ale wiedziałam, na kogo dokładnie patrzą: na Marcusa i Dupka. Obaj siedzieli na krzesełkach ogrodowych, z wyciągniętymi nogami, popijając piwo. Można było pomyśleć, że zwyczajnie się relaksują, nie zwracając uwagi na otoczenie, ale zauważyłam, że Caden obserwuje dziewczyny, tak samo jak Marcus, który wyglądał na trochę spiętego. Uważniej przyjrzałam się Cadenowi. Nie dostrzegłam u niego rozdrażnienia ani gniewu, czyli wszystkiego tego, co widziałam przedwczoraj. Wyglądał, jakby się dobrze bawił. Przeniósł wzrok z Avery na brata. Sprawiał wrażenie, jak gdyby śmieszyło go to, że Marcus prawie się skręcał na krześle.

Z jakiegoś powodu to mnie wkurzyło.

Pchnęłam drzwi mocniej, niż to było konieczne. Przeszkadzała mi świadomość, że Dupek ma ubaw kosztem swojego brata. Zeszłam po schodkach, dołączyłam do ekipy Avery, a potem odwróciłam się do Cadena i Marcusa. Wydawało mi się, że obaj mnie zauważyli, ale żaden nie zareagował. To znaczy – nie miałam pewności, czy któryś zareagował. Było już ciemno, a ja stałam na drugim końcu ogródka i byłam podpita. Wmawiałam sobie jednak, że nie jestem, i tej wersji zamierzałam się kurczowo trzymać.

– Co ty wyprawiasz? – syknęła do mnie Avery.

Stanęłam obok niej, ale znowu spojrzałam w stronę Marcusa i Cadena, podczas gdy ona odwróciła się do koleżanek.

Skrzyżowałam ręce na piersi.

– Po prostu niczego nie udaję – odparłam.

– Co? – Popatrzyła na mnie przestraszona. – Dlaczego się tak zachowujesz?

Nie miałam pojęcia. Ale musiał istnieć jakiś powód. Chyba.

Marcus pochylił się do przodu. Caden był ciągle wyraźnie rozbawiony. Po chwili popatrzył prosto na mnie. Uniosłam brodę. Nie stchórzyłam.

Uśmiechnął się i upił łyk piwa z butelki.

– Przestań, Summer. Nie chcę, żeby Marcus podszedł do nas.

Zmarszczyłam czoło i przerwawszy wymianę spojrzeń z Dupkiem, popatrzyłam na Avery.

– Jak to? Myślałam, że chcesz.

– Nie.

Ale było już za późno. Marcus wstał z krzesła. Avery odwróciła się z jękiem.

– O, cholera. On tu idzie – szepnęła.

Podeszły do nas pozostałe dziewczyny.

– Co zrobiłaś? – spytała jedna z nich.

To nie było pytanie do Avery. Wszystkie gromiły mnie wzrokiem.

– Och. – „Ups”.

– Przyszłaś złożyć prawdziwe zeznania? – rozległo się czyjeś pytanie.

Wiedziałam, kto to powiedział, jeszcze zanim się odwróciłam. Marcus. Stał za nami, z butelką piwa w ręku i ironicznym, prawie leniwym uśmieszkiem na ustach. Przeskakiwał wzrokiem pomiędzy mną a Avery, ale kiedy ona też się odwróciła w jego stronę, zdałam sobie sprawę, że jego pytanie było skierowane do mnie.

Drgnęłam nerwowo.

– Co?

Marcus zmrużył oczy. Przesunął wzrokiem po całym moim ciele, a potem uniósł piwo do ust.

– Moja dziewczyna. Twój brat. Domyślam się, że przyszłaś tutaj powiedzieć, co naprawdę wtedy widziałaś.

Stałam jak sparaliżowana, czując na sobie wzrok Avery i jej koleżanek.

– Yyy… to znaczy… czemu miałabym to zrobić?

Uniósł brew.

– To jest mój dom. Moja impreza. Ale i tak tu przyszłaś. – Znowu upił łyk piwa. – Żeby się przyznać, prawda?

Avery odchrząknęła i przybrała tę samą pozę, co ja, krzyżując ręce na piersi.

– Ja ją tutaj przyprowadziłam.

Marcus wpatrywał się w nas, ale teraz już było widać, że jest rozbawiony, tak samo jak jego brat.

– Mieszka na moim piętrze – dodała Avery.

– Tam, gdzie jesteś szefową?

– Tak.

Przeniósł wzrok na butelkę, którą trzymała w rękach.

– Już jej dajesz dobry przykład, co, Av?

Zaczerwieniła się.

– Mówisz tak, jakbyś sam był wzorem do naśladowania.

Skinął na mnie swoją butelką.

– Wiesz, kto jest jej bratem, prawda?

– Przybranym bratem – poprawiłam go dla formalności.

Avery przewróciła oczami.

– A wiesz, kto jest twoim bratem? – odbiła piłeczkę.

Marcus do tej pory był wyluzowany, nawet trochę arogancki, ale teraz jego dobry humor wyparował, a w oczach błysnął gniew.

– Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, Av.

Avery prychnęła.

– Jasne. Bo przyjaciele robią sobie takie numery.

Jego oczy pociemniały, jakby zaszły dymem, a ja poczułam, jak robi mi się gorąco.

– Wystarczy. – Shell zrobiła krok do przodu, patrząc na nich z dezaprobatą. – Rozdzielamy was, zanim urządzicie awanturę. – Złapała Avery za rękę. – Marcus, to była urocza imprezka. Dzięki, że pozwoliłeś nam wpaść, potańczyć, upić się, ale musimy się już zwijać.

Marcus mruknął coś pod nosem. Avery potulnie zgodziła się odejść razem z Shell. Kłótnia została zażegnana.