Anatomia zdrowia. Jak kompleksowo zadbać o ciało, umysł i duszę - Agnieszka Leszczyńska - ebook
lub
Opis

Jak odnaleźć się w gąszczu informacji o naturalnych metodach wspomagania zdrowia? Kiedy wybrać medycynę alternatywną, a kiedy konwencjonalne metody leczenia?

Droga do zdrowia może być prosta, ale nie zawsze jest jednokierunkowa – przekonuje naturopatka Agnieszka Leszczyńska. W swojej książce pokazuje, jak rozbudzić intuicję do diagnozowania siebie oraz bliskich, a także dzieli się wszechstronną wiedzą i doświadczeniem.

Dowiedz się, jak:

– dostrzegać sygnały wysyłane przez twój organizm;

– odkryć przyczyny nawracających chorób;

– pokonać typowe dolegliwości w naturalny sposób;

– wzmocnić zdrowie na wszystkich poziomach: ciała, ducha i umysłu;

– zmienić swoje przyzwyczajenia w zdrowe nawyki wspomagające zdrowie.

Wprowadzanie pozytywnych zmian do swojego życia nie musi być trudne, a pożegnanie ze złymi nawykami – niekoniecznie bolesne. Daj sobie szansę na lepsze samopoczucie i opanuj holistyczne podejście do swojego organizmu.

Kompleksowo zadbaj o siebie i zapomnij o chorobach!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 199


Wstęp

Anatomia zdrowia powstała w styczniu 2018 roku podczas mojej kilkutygodniowej choroby, kiedy przykuta do łóżka postanowiłam podzielić się ze światem przemyśleniami i refleksjami na temat zdrowia.

Pochodzę z rodziny o tradycjach zielarsko-rolniczych, jednak w młodości zawsze zarzekałam się, że na pewno nigdy w życiu nie będę zajmować się ani rolnictwem, ani tym bardziej zielarstwem. To prawda, że nie należy używać słów „zawsze” ani „nigdy”, ponieważ koleje losu lubią płatać nam figle.

Moją pasją było hotelarstwo, dlatego wyłącznie w tym kierunku planowałam się rozwijać. Ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie na kierunku turystyka i rekreacja, co pozwoliło mi na częściowe zrealizowanie hotelarskich marzeń. Razem z Mamą przekształciłyśmy podupadające gospodarstwo rolne w niewielką agroturystykę. Tylko ona popierała mój szalony pomysł stworzenia takiego biznesu w miejscowości nieatrakcyjnej turystycznie. Postanowiłyśmy też rozwijać się w kierunku naturalnej medycyny. Mama – zielarka i doskonała kucharka – sprawiła, że od początku nie narzekałyśmy na brak zainteresowania.

Wtedy, w 2007 roku, coraz popularniejszy stawał się termin „holistyczny”. Dla uatrakcyjnienia oferty zajęłam się wykonywaniem masaży. Na początku był to tradycyjny masaż leczniczy, a potem już budzące czasami kontrowersje („Tylko bez żadnych energii, proszę”) masaże ajurwedyjskie (abhyanga, udvartana, shirodhara), balijski, Lomi Lomi Nui czy refleksoterapia. Wtedy sądziłam, że podejście holistyczne to świeże powietrze, bliskość natury, nordic walking, trochę gimnastyki, ekologiczne posiłki, ziołowe herbatki i mikstury, masaże i pogadanki o ludowej medycynie. Często miałam jednak poczucie niedosytu. Spodziewałam się lepszych efektów. Obserwowałam, jak bardzo trudne jest dla naszych gości wprowadzenie zmian żywieniowych, pożegnanie używek czy wdrożenie minimalnej aktywności fizycznej. Udawało się to jedynie nielicznym.

Po kilku latach wszystko się zmieniło. Zostałam sama i z konieczności przekształciłam typową agroturystykę w świadczenie usług noclegowych. Jednocześnie pojawiły się u mnie problemy zdrowotne, których rozwiązanie zajęło kilka lat. Choroby mają jednak bardzo dobrą stronę – dają czas. W związku ze swoimi dolegliwościami, poznaniem oferty naszej służby zdrowia, oferowanym mi leczeniem wyłącznie objawowym i groźbą operacji (która niosła spore ryzyko) zostałam zmuszona do zainteresowania się na poważnie terapiami naturalnymi.

Odbyłam wiele kursów i szkoleń, które pomogły mi zrozumieć, że na nasze zdrowie wpływa wiele różnych czynników. Podzieliłam je na 3 poziomy – ciała, umysłu i ducha. Leczenie, w którym bierze się je wszystkie pod uwagę, traktuję jako medycynę holistyczną.

W swojej edukacji skupiłam się m.in. na ziołolecznictwie, permakulturze, masażach Wschodu, masażach dźwiękiem mis grających, ajurwedzie, medycynie chińskiej, jodze, coachingu, technikach mentalnych, NLP1, rysunku w terapii, hipnozie, auto­hipnozie, świadomym śnieniu (nadal bardzo mało popularnej metodzie samoleczenia), Theta Healingu, bioenergetycznej rezonacji człowieka i ziół, uzdrawianiu duchowym, terapiach kwantowych, radiestezji, bioenergoterapii. W 2015 roku uzyskałam tytuł zawodowy naturopaty.

Od początku starałam się nie „kolekcjonować” jedynie wiedzy teoretycznej, ale wykorzystywać ją w praktyce. Moim zamiarem było zintegrowanie wiedzy z działaniem i ciągłe poszerzanie świadomości. Celem niniejszej książki jest zachęcenie Czytelników do:

– poszerzania świadomości,

– samopoznania i szeroko pojętego rozwoju osobistego,

– samodzielnego myślenia,

– wzięcia odpowiedzialności za swoje zdrowie,

– próby zrozumienia przyczyn lawinowo rozwijających się chorób,

– odkrycia własnej drogi życia, swojego przeznaczenia,

– refleksji nad tematami tabu (utrzymywanie społeczeństwa w niewiedzy, manipulacja, rzeczywistość w obliczu starości, chorób i śmierci).

Anatomia zdrowia to zbiór moich kilkunastoletnich doświadczeń w poszukiwaniu naturalnych recept na najczęściej nękające nas schorzenia i dolegliwości. Droga do zdrowia przeważnie nie jest ani jednokierunkowa, ani prosta. Często wymaga zmiany myślenia i nawyków, bywa też, że przewartościowania całego życia. Podjąć ten trud może każdy z nas, ale udaje się to ciągle niewielu osobom. Powody takiego stanu rzeczy starałam się ująć w niniejszej książce.

Na przestrzeni wielu lat doświadczyłam momentów rozczarowania zarówno medycyną akademicką, jak i niekonwencjonalną. Z przykrością obserwuję ciągłe wzajemne ataki między zwolennikami jednej i drugiej. Moim marzeniem jest, żeby połączyły siły w imię dobra pacjenta, a że jest to możliwe, pokazują inne kraje (np. Wielka Brytania).

Bywało, że leczenie konwencjonalne bardzo mi pomagało, za co będę dozgonnie wdzięczna moim lekarzom. Były jednak przypadki, w których medycyna akademicka mocno mi zaszkodziła. Podobnie było z leczeniem naturalnym. Świadczy to o tym, że nie ma jednej cudownej recepty dla każdego, nie istnieje jedyna słuszna droga.

Niektórym ta książka może wydać się nieco kontrowersyjna, heretycka, niepoparta badaniami naukowymi. Mogą ją uznać nawet za publikację z gatunku fantastyki. Mam jednak nadzieję, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie, co pomoże mu w poprawie zdrowia, czyli tego, co mamy w życiu najcenniejsze. Przewodnimi hasłami tej książki są: leczenie naturalne, autoterapia i świadomość.

1Neuro linguistic programming, programowanie neurolingwistyczne – przyp. red.

Rozdział 1

POZIOM CIAŁA

1.1. Fundamenty zdrowia

„Ludzie nie umierają, tylko popełniają powolne samobójstwo”

(Sofokles)

Czym jest zdrowie?

Zdrowie wcale nie jest łatwe do zdefiniowania, ponieważ to coś znacznie więcej niż tylko brak objawów niedyspozycji naszego ciała. Bywa, że wyniki badań pokazują normę, a mimo to nie czujemy się komfortowo. Brakuje nam życiowej energii. Wtedy warto spojrzeć na to holistycznie.

Czego więc potrzebujemy, żeby czuć się zdrowym człowiekiem, emanującym radością i siłą witalną? Myślę, że w pierwszej kolejności należy wziąć pod uwagę tak oczywiste wskazówki, jak dbanie o swoje ciało poprzez stosowanie odpowiedniej diety, poprzez właściwe oddychanie, nawodnienie organizmu, ruch, a także odpoczynek, z naciskiem na dobry (czyli w pełni regenerujący) sen. Mimo że każdy z nas wie o tych zaleceniach, trudno nam wprowadzić zdrowe nawyki do codziennego życia. Żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jest to takie trudne, trzeba zainteresować się wyższymi poziomami zdrowia, czyli umysłem i emocjami.

Natłok myśli, niespokojny i zniewolony zewnętrznymi wpływami umysł, destrukcyjne wewnętrzne monologi, ciągła wielozadaniowość i brak skupienia, do których dołączają niekontrolowane emocje, stres, złość czy lęk o jutro, niezauważalnie sieją spustoszenie w naszych organizmach. Niebagatelną rolę odgrywają też sprawy ze sfery ducha. Według mnie to obszar, w którym obecnie wiele osób przeżywa poważny kryzys. Wynika on z braku zrozumienia, czego możemy oczekiwać od wiedzy duchowej. Dla mnie są to najważniejsze, a zarazem najprostsze sprawy – takie jak poczucie sensu istnienia, radość życia, aktywna postawa nastawiona na działanie, pokora, szacunek do życia i całego otaczającego świata oraz samopoznanie (z akcentem na odkrycie swojego potencjału, zdolności i predyspozycji). Sprawy duchowe wymagają indywidualnych i naprawdę głębokich przemyśleń, ponieważ odgrywają kluczową rolę w naszym zdrowiu.

W definicji zdrowia muszą się znaleźć również kwestie społeczne. Na nasze samopoczucie wpływa bowiem także jakość relacji i więzi z innymi ludźmi. A bardzo często są one źródłem naszego wewnętrznego cierpienia. Równie ważny jest obszar zawodowy, ponieważ w pracy spędzamy dużą część życia. Kiedy więc jest ona dla nas przykrym przymusem – pozbawionym prawdziwego zainteresowania i zaangażowania – tylko krok dzieli nas od wypalenia zawodowego czy chorób psychosomatycznych.

Zdrowie pozostaje również w ścisłym związku ze środowiskiem. Polska świadomość ekologiczna wyraźnie wzrasta, ale ciągle dzieje się to zbyt wolno. Musimy zrozumieć, że złudzeniem jest zdrowe życie bez powrotu do natury i wyrobienia w sobie ekologicznych nawyków.

Od tysięcy lat szukamy cudownego środka, który mógłby zapewnić nam zdrowie i długowieczność, a najlepiej nieśmiertelność połączoną z wieczną młodością. Niestety, do tej pory nie wynaleziono takiego specyfiku. Mimo ogromnego postępu i osiągnięć w medycynie liczba chorych lawinowo rośnie i nie liczmy, że sytuacja zmieni się na lepsze. Będzie tylko gorzej, prognozy dotyczące zdrowia ludzkości są fatalne, o czym informuje np. Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization – WHO). Drastyczny wzrost zachorowań na nowotwory, depresję czy bardzo niebezpieczna odporność na antybiotyki to tylko część obecnych problemów.

I choć współcześnie mamy znacznie większe szanse na przetrwanie w sytuacji zagrożenia życia czy konieczności poddania się skomplikowanej operacji, to nęka nas coraz więcej chorób przewlekłych. Dotyczą one już nie tylko osób starszych, ale także młodszego pokolenia, co jeszcze 2–3 dekady temu było nie do pomyślenia. Choroby przewlekłe leczone są najczęściej przez długie lata (a nierzadko do śmierci), co wiąże się ze znacznym obciążeniem finansowym i przykrymi skutkami ubocznymi.

W ciągu ostatnich lat mojej praktyki trafiły do mnie setki osób poszukujących zdrowia. Część z nich była z pewnością zawiedziona, że nie sprzedaję nadzwyczajnego środka na trapiące ich dolegliwości, po którego zażyciu wszystkie bolączki odejdą w zapomnienie. Niektóre osoby oczekiwały, że np. masaż zlikwiduje objawy, które były wynikiem lat zaniedbań, i że dzięki niemu nadal nic nie będą musiały w swoim życiu zmieniać czy przemyśleć. Takie osoby sugestię regularnych ćwiczeń przyjmowały ze zdumieniem.

Nie trzeba się jednak temu jakoś szczególnie dziwić. W ten sposób zostaliśmy wychowani. Kiedy pojawia się choroba, idziemy do lekarza i oczekujemy, że on rozwiąże nasz problem, czyli weźmie odpowiedzialność za nasze zdrowie. Musimy być jednak świadomi, że często w profilaktyce – o którą nie dbamy – tkwi tajemnica dobrego zdrowia.

Moja historia

Moje bolesne przebudzenie miało miejsce w młodości, kiedy każdemu z nas wydaje się, że jesteśmy prawie nieśmiertelni. Pewnego ranka po otwarciu oczu okazało się, że nie jestem w stanie wykonać żadnego ruchu. Przy każdej próbie przeszywał mnie ostry ból. Jakimś cudem i w dziwnej pozie dotarłam do lekarza. Oczekiwałam, że dostanę zastrzyk i w ciągu kilku godzin wrócę do życia zawodowego i pełnej formy. Przecież miałam plany, a medycyna dysponuje nowoczesnymi lekami, więc lekarz łatwo powinien rozwiązać mój problem. Szybko okazało się, że moje myślenie ma się nijak do rzeczywistości. Lekarz, kiedy usłyszał moje oczekiwania, popatrzył na mnie jak na osobę niespełna rozumu. Zalecił dłuższe zwolnienie, zastrzyki na 10 dni, lekarstwa (pełną reklamówkę leków!), skierowanie na badania, prześwietlenie, rezonans, a potem na zabiegi rehabilitacyjne. Leczenie miało trwać kilka tygodni!

Zderzyłam się z realiami polskiej służby zdrowia. Okazało się, że konieczne jest prywatne leczenie, ponieważ w strasznym bólu ciężko czekać miesiącami na wizytę czy badania. Pojawia się wtedy rozgoryczenie, a nawet bunt, bo przecież przykładnie płacę ZUS-owskie składki.

Po wykonaniu badań 2 tygodnie czekałam na prywatną wizytę u neurologa. Pani doktor była zaskoczona tak poważnym problemem w młodym wieku. Oceniła, że mam kręgosłup jak staruszka, i stwierdziła, że niewiele da się zrobić. Zostaje jedynie leczenie objawowe, czyli leki przeciwbólowe, i zakaz dotychczasowej pracy. Nigdy nie używałam środków przeciwbólowych i wiz­­ja ich codziennego stosowania do końca życia poważnie mnie załamała. Recepty jednak zostały wypisane, wizyta skończona.

Siedziałam jednak nadal, przerażona i zszokowana. Po chwili pani doktor powiedziała coś, co zmieniło moje dalsze życie. Nieśmiało zasugerowała, że pomogłaby mi (jeśli pozwala mi na to mój światopogląd) joga. I tak zaczęła się moja przygoda z tą formą ruchu. Pani neurolog miała rację. Jej propozycja pomogła i nie musiałam łykać wcześniej zaleconych lekarstw, które mają szokujące skutki uboczne.

Zrozumiałam wtedy, że każdy z nas może samodzielnie pomóc sobie w chorobie, jeśli tylko naprawdę tego chce. Wystarczą chęci, trochę działania i niewielkie, a nawet żadne pieniądze.

Moja choroba uświadomiła mi, jak tragiczna jest sytuacja w polskiej służbie zdrowia, o czym przekonują się wszystkie osoby zmuszone do korzystania z jej usług. Nie ma słów mogących opisać położenie chorego, który dostaje termin badania/zabiegu za kilka miesięcy lub nawet lat. W młodości oglądałam serial2 o idealnym szpitalu w Leśnej Górze, więc moje zderzenie z rzeczywistością okazało się traumatycznym przebudzeniem. Tajemnicą poliszynela jest, że w naszym kraju ułatwić leczenie mogą znajomości lub odpowiedni zasób finansowy, które dają szansę na przyspieszenie terminów. Wciąż się na to godzimy jako społeczeństwo. Jeśli to się nie zmieni, będzie coraz gorzej, a szybki dostęp pacjenta do specjalisty i godnego leczenia nigdy nie będzie możliwy.

Bardzo podoba mi się model indyjski, w którym obok siebie zgodnie funkcjonują dwie medycyny – zachodnia i wschodnia. Obie niezwykle skuteczne w swoim zakresie. Ta pierwsza, z chirurgią i farmaceutykami, ratuje życie w obliczu np. udaru, zawału serca czy zapalenia wyrostka robaczkowego. Z kolei medycyna Wschodu, która liczy ponad 5000 lat, oferuje badanie pulsu (ajurweda wyróżnia kilka rodzajów pulsu), diagnozę z języka, masaże, zioła, dietę, medytację czy akupunkturę.

Taki łączony model jest idealny, najlepszy dla pacjenta. Pozbawiony wzajemnych pretensji i oskarżeń, a nawet otwartej wrogości między przedstawicielami obu medycyn, nastawiony jest na prawdziwe dobro chorego, czyli na jego wyleczenie. Czego nie należy mylić z leczeniem.

Każda sytuacja ma jednak dwie strony: jasną i ciemną. Dlatego też z chorej służby zdrowia możemy wynieść coś dobrego. Jest tym zmiana myślenia. Zrozumienie, że każdy człowiek we włas­nym zakresie powinien zatroszczyć się o swoje zdrowie, przyniesie same korzyści. Chcę cię do tego namówić. Zanim jednak przedstawię ci zasady świadomego dbania o siebie, wykonaj poniższe ćwiczenie. Pozwoli ci ocenić obecny poziom twojego dobrostanu i sprawdzić, jak o niego dbasz.

Co wiesz o swoim zdrowiu?

Zatrzymaj się na chwilę, poszukaj spokojnego miejsca i przygotuj kartkę z długopisem. Odpowiedz na poniższe pytania.

1. Na ile oceniam zadowolenie z każdego z poniższych obszarów w skali od 1 do 10:

a) dobrostan fizyczny – zwróć uwagę, jakie jest twoje samopoczucie. Czy czujesz się osobą pełną życiowej energii i chęci podejmowania wyzwań codzienności? Jak funkcjonuje twoje ciało? Jak działają poszczególne układy/narządy twojego organizmu? Czy dręczą cię jakieś fizyczne dolegliwości, bóle?

b) dobrostan umysłowy – przyjrzyj się swojemu umysłowi. Czy jest racjonalny, spokojny, skupiony, twórczy i jasny? Jakie myśli w nim przeważają (pozytywne, negatywne)? Czy jest otwarty na nowe lub inne koncepcje? Czym jest „karmiony”?

c) dobrostan emocjonalny – pomyśl nad swoimi emocjami. Czy potrafisz nimi zarządzać, a może to one rządzą tobą? W jaki sposób okazujesz uczucia? Czy umiesz swobodnie o nich rozmawiać z innymi? Czy jesteś lubiany? Jakiego rodzaju emocje przeważają w twoim życiu?

d) dobrostan społeczny – zastanów się nad swoimi relacjami w spo­łeczeństwie. Na co dzień prawdopodobnie funkcjonujesz z partnerem, rodziną, przyjaciółmi, znajomymi i współpracownikami. Jakie są to kontakty, jak je oceniasz? Czy są trwałe, szczere i oparte na wzajemnym szacunku? W jaki sposób dbasz o swoje związki? Jak udzielasz się społecznie?

e) dobrostan ekologiczny – oceń, w jakim stopniu jesteś człowiekiem przyszłości (czyli ekologicznym ;-)). Jak dbasz o środowisko? Czy segregujesz śmieci? Oszczędzasz wodę? Czym palisz w piecu? W jaki sposób twój samochód wpływa na środowisko? Czy szanujesz przyrodę? Jaka jest twoja relacja z naturą? Jakie podjąłeś działania w obliczu nadchodzących zmian klimatycznych? Jeśli na jednej szali umieścisz ekologię, a na drugiej konsumpcjonizm, to która będzie przeważać?

f) dobrostan duchowy – przeanalizuj swój kodeks etyczno-moralny. Co w nim znajdziesz? Jak go stosujesz w codziennym życiu? Jakie znaczenie ma dla ciebie szeroko pojęta duchowość? Jak wyglądają twoje poszukiwania w tym temacie? Jakich dokonujesz przemyśleń w zakresie zaistniałych, zwłaszcza trudnych życiowych lekcji? Ile czasu poświęcasz każdego dnia na kontakt ze sobą i wewnętrzne rozmyślania?

Oceń każdy obszar osobno i przyjrzyj się uważnie wyliczeniom. Co się za nimi kryje? Który dobrostan osiągnął świetny (10) czy bardzo dobry (9), dobry (8, 7), zadowalający (6) poziom, a który przeciętny (5), niesatysfakcjonujący (4, 3, 2) lub niedobry (1)?

Jeśli wyniki twojej oceny pozostawiają wiele do życzenia (niskie wartości), poniżej odpowiedz na kolejne pytanie:

2. Czy chcę być w pełni zdrowy?

Pytanie może cię zdziwić, bo przecież każdy chce! Zdarza się jednak, że z różnych przyczyn (najczęściej nie do końca uświadomionych) część osób ucieka w chorobę. Pozwala to coś zyskać – np. opiekę, współczucie, litość, troskę, uwagę, zainteresowanie czy rentę. Nierzadko też dolegliwości są ucieczką od problemów, których ktoś nie potrafi lub nie może w danej chwili rozwiązać.

Jeśli jednak masz pewność, że chcesz cieszyć się zdrowiem, odpowiedz na kolejne pytanie:

3. Co mogę zrobić, żeby wrócić do zdrowia?

Wypisz swoje pomysły na kartce, a potem zapoznaj się z poniższą listą fundamentów zdrowia. Sprawdź, czy twoje odpowiedzi się z nią pokrywają. Jak się przekonasz, wszystko, co proste, jest najbardziej wartościowe.

12 fundamentów zdrowia

Poniżej przedstawiam zasady, które znacząco pozwolą ci zadbać o zdrowie.

1. Odżywiaj się skromnie i naturalnie

Na pewno znasz powiedzenie, że jesteś tym, co jesz, lub hipokratesowskie „Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem”. Pierwsze stwierdzenie jest prawdziwe tylko w części, ponieważ jesteśmy czymś więcej, ale z drugim zgadzam się całkowicie.

Z niewłaściwego odżywiania bierze się większość chorób cywilizacyjnych. Jadamy nieregularnie, zbyt późno, za szybko, a do tego w towarzystwie telewizora czy komputera. Zupełnie nie skupiamy się na sygnałach z naszego ciała, przez co zjadamy za dużo, a to przekłada się na wysoką liczbę osób otyłych. Najbardziej jednak szokujące jest to, że jesteśmy niedożywieni. Czyli możemy mieć nadwagę i jednocześnie niedobory substancji potrzebnych do zdrowia. Przeważnie bowiem nasze posiłki komponowane są z produktów kiepskiej jakości, pozbawionych wartości odżywczych. Zła jakość pożywienia wynika z masowej produkcji, w której faszeruje się je chemią, konserwantami, polepszaczami, hormonami i antybiotykami. W tym wielkim biznesie mało kogo obchodzi, jak takie produkty wpływają na nasze zdrowie. Zawsze jednak istnieją dobre rozwiązania, dlatego i ta sytuacja nie jest bez wyjścia.

Szczęśliwcy, którzy posiadają kawałek ziemi, mogą uprawiać własne warzywa, owoce i zioła. Zachęcam wszystkich do zapoznania się z systemem przyszłości – zasadami permakultury3. Warsztaty, na których zaraziłam się tematem na dobre, prowadził Ben Lazar4 (więcej informacji o nich znajdziesz na stronie http://www.permakultura.edu.pl/tag/ben-amin-lazar). Wprowadzam w życie tę niezwykłą ideę już od 2 lat, dzięki czemu jestem coraz bardziej samowystarczalna żywieniowo.

Także mieszkańcy miast i bloków mają dostęp do zdrowej żywności. Namiastką jej uprawy może być miniogródek na balkonie czy kilka doniczek z ziołami na parapecie. Istnieją też tak wspaniałe projekty, jak „Paczka od rolnika”5. Za pośrednictwem strony internetowej (http://www.paczkaodrolnika.pl) można zamówić m.in. warzywa, owoce, jaja, nabiał, przetwory i zboża, które są pozbawione chemii, ponieważ pochodzą z upraw ekologicznych.

Z przykrością wspominam to, co powiedziały mi osoby prowadzące to przedsięwzięcie. Okazuje się bowiem, że duża część ich klientów zmaga się z ciężkimi chorobami, często nowotworami. Wiele osób dopiero pod wpływem chorób zmienia dietę. Warto więc zrozumieć, że zdrowe odżywianie jest ważne nawet wtedy, gdy nic nam nie dolega.

Możemy uczyć się od tych, którzy nie stracili jeszcze kontaktu z naturą. Są mądrzejsi od nas, bo zapobiegają chorobom – przy tym robią to prawdopodobnie nieświadomie, po prostu stosując się do najprostszych zaleceń. Dla przykładu najzdrowsze na świecie himalajskie plemiona żyją i odżywiają się bardzo skromnie. Ich posiłki składają się z naturalnych składników, bez niepotrzebnych dodatków. Spożywają surowe warzywa i owoce, orzechy (z których wykonują również olej), zboża, zioła, nasiona i pełnowartościowe białko zwierzęce oraz piją wodę z lodowca. Na co dzień przyjmują mniej niż 2000 kcal, jedzą 2 razy dziennie. Okresowo także głodują. Są pełni energii, radości i witalności. Dużo pracują fizycznie i skupiają się na rodzinie. Nie znają naszych cywilizacyjnych chorób – nowotworów, cukrzycy, nadwagi czy nadciśnienia.

Kiedyś w Polsce żyło się podobnie. Żywność była zdrowsza, prostsza i bardziej naturalna. Odżywiano się zgodnie z rytmem natury, każda pora roku charakteryzowała się określonym rodzajem pożywienia, a 40-dniowy post przed Wielkanocą stanowił wspaniały (jak byśmy go dzisiaj nazwali) detoks.

Zwracajmy zatem uwagę na to, co jemy i jakie jest pochodzenie zakupionych produktów. Nie ignorujmy składu artykułów spożywczych. Wybierajmy żywność bez chemii, nieprzetworzoną, prostą i naturalną. Starajmy się podążać w kierunku żywieniowej samowystarczalności, przynajmniej jeśli chodzi o warzywa i owoce. Nawet mała działka na wsi i poszerzanie wiedzy z zakresu permakultury pozwolą cieszyć się obfitymi zbiorami. Powrót do tradycji robienia przetworów i kiszenia (nie tylko ogórków i kapusty) zaopatrzy nas we własną żywność także w zimowych miesiącach. Pamiętajmy, że uczucie niedosytu jest zdrowe, zaś przejedzenie zawsze szkodzi każdemu organizmowi. Wspierajmy ekologicznych rolników.

2. Wprowadź codzienną aktywność fizyczną

Regularny ruch może zastąpić leki, podczas gdy one zdecydowanie nie zastąpią ruchu. Niestety, aktywne fizycznie są głównie osoby z młodego pokolenia, mieszkające w miastach, wykształcone i mające satysfakcjonujące przychody. Rusza się natomiast niewiele dojrzałych osób, a na polskich wsiach sport uprawiają jednostki.

Tymczasem każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z korzyści, jakie przynosi regularny trening – potężne narzędzie do walki z większością chorób. Zmniejsza się tkanka tłuszczowa, ciśnienie ulega naturalnemu obniżeniu, wzmacnia się serce, poprawia przemiana materii i zwiększa wydolność całego organizmu. Sport podnosi odporność i energię życiową, a także wyjątkowo skutecznie i naturalnie eliminuje szkodliwy wpływ reakcji stresowych.

Najważniejsze jest wykształcenie codziennego nawyku wybranej aktywności (najlepiej o stałej porze) i koniecznie trwającej co najmniej 30 min. Po kilku tygodniach stanie się ona bezcenną czynnością automatyczną, która pozwoli cieszyć się dłuższym życiem w świetnej kondycji fizycznej i psychicznej.

Jeśli wytrwasz kilka tygodni, poczujesz ogromną różnicę w samopoczuciu. Żeby jednak odnieść sukces i nie zniechęcić się po 3 dniach, wybierz aktywność, która daje ci 100 proc. przyjemności. W innym przypadku po krótkim czasie twój mózg podpowie ci wiele wymówek, żebyś nie musiał ćwiczyć i mógł wrócić do braku aktywności. Pamiętaj też o dostosowaniu ćwiczeń do swojego stanu zdrowia i metodzie małych kroków. W pierwszym dniu nie biegnij od razu 10 km!

3. Weź odpowiedzialność za własne zdrowie

To podstawowe zalecenie, które nie tak łatwo wdrożyć w życie. Mamy spore trudności z braniem odpowiedzialności za cokolwiek, a co dopiero za własne zdrowie. Najczęściej nie wiemy, dlaczego choroba atakuje nasz organizm, i jedyne, czego chcemy, to wziąć lekarstwo, które od razu postawi nas na nogi. Bez konieczności naszych starań i wprowadzania zmian w stylu życia lub myślenia. Konsekwencją są odwiedziny u kolejnych specjalistów i coraz większe ilości przyjmowanych lekarstw. Ze złością wtedy pytamy: „Dlaczego ja?” albo „Za co taka kara?”.

Podobną drogę odbywa wiele osób. Absolutnie nie chcę nikomu odradzać wizyt lekarskich, jednak proponuję chwilę zastanowienia się, jak możemy sobie pomóc sami. Myślę, że większość lekarzy zgodzi się z opisanymi fundamentami zdrowia. Nie liczmy jednak, że medycy będą zmieniać nasze szkodliwe nawyki i przekonania. Wówczas wizyta musiałaby trwać o wiele dłużej, niż przewidziano w systemie opieki zdrowotnej, a i tak efekt końcowy zależałby wyłącznie od nas. Zrozumienie, że problem istnieje w nas, a nie na zewnątrz, jest pierwszym krokiem do dbania o własne zdrowie.

4. Regularnie redukuj stres

Lekarze coraz częściej wskazują, że przyczyną dużej części trapiących nas dolegliwości jest nadmiar stresu. Tym problemem zajmuje się psychosomatyka, dzięki której wiemy, jak duża jest zależność między psychiką a stanem zdrowia organizmu człowieka. Pod wpływem silnych lub (co gorsze) przewlekłych napięć psychicznych w naszym ciele wydzielają się substancje, które w nadmiarze są szkodliwe i mogą przyczynić się do wielu chorób. Wśród nich są nowotwory, schorzenia układu krążenia i układu pokarmowego, choroby skóry, choroby psychiczne, spadek odporności czy bezsenność.

Najlepiej byłoby oczywiście nie dopuszczać do pojawienia się odczuć stresowych, ale stres jest obecnie nieodłączną częścią życia. Zanim jednak sięgniesz po tabletki uspokajające, żeby sobie z nim poradzić, spróbuj naturalnych rozwiązań, których jest naprawdę wiele. Cel, jakim jest uczucie pełnego dobrostanu, pozwala osiągnąć np. regularna relaksacja i codzienna kilkuminutowa praca z umysłem (np. wyłączenie myślenia poprzez skupienie się wyłącznie na oddechu czy uspokajającej wizualizacji swojej oazy spokoju). Do innych skutecznych metod redukcji stresu należą też treningi sportowe i mentalne (czyli umys­­łu, np. coaching, autocoaching), praca z oddechem (pranajama, czyli oddech kontrolowany, która doskonale uspokoi układ nerwowy), stosowanie ziół, masaży Wschodu i medytacji. Wybór jest duży i każdy może sięgnąć po inną formę walki z negatywnymi skutkami stresu.

5. Oddychaj prawidłowo

Oddechem witamy i żegnamy nasze życie. Mimo to niewiele osób zwraca uwagę na sposób, w jaki oddycha. Przeważnie robimy to niewłaściwie, czyli zbyt płytko. Podczas wdechu automatycznie unosimy ramiona i wciągamy brzuch, co powoduje pobieranie zbyt małej ilości powietrza. Efekt jest taki, że liczba wdechów i wydechów jest za duża, co negatywnie wpływa na długość życia. (Długowieczni jogini potrafią robić 1 wdech na minutę, podczas gdy wynik przeciętnego człowieka wynosi 16 wdechów). Dodatkowo nagminne niedotlenienie przyczynia się do rozwoju różnych schorzeń, szczególnie obciąża układ krążenia.

Jak oddychać prawidłowo, możemy uczyć się od dzieci. W trakcie wdechu brzuch powinien się rozszerzać, a przy wydechu kurczyć. Takie przeponowe oddychanie sprawia, że pracuje dolna i środkowa część płuc, co zapewnia nam właściwą wentylację, czyli więcej tlenu.

Zacznij więc kontrolować swój oddech w celu poprawy jego jakości. Dąż, żeby był nie tylko głęboki, ale również rytmiczny i spokojny. Otrzymasz wtedy drogocenną nagrodę w postaci wzrostu energii życiowej, lepszego samopoczucia, naturalnie zmniejszonego ciśnienia, oczyszczenia płuc i zwiększenia ich wydolności oraz spokojniejszego umysłu.

• Wprowadź do codziennej aktywności trening zdrowego oddychania, czyli świadomego, przeponowego, długiego i głębokiego. Przynajmniej rano i wieczorem.

• Rozluźnij się i weź spokojny wdech, pamiętając, żeby powietrze dotarło do brzucha. Przytrzymaj chwilę powietrze i powoli je wypuść. Pooddychaj tak kilka minut.

• U mnie doskonale sprawdza się system 4–2–4 (wdech trwa 4 sekundy, trzymanie powietrza 2 sekundy i 4 sekundy wydech). Może spróbujesz?

6. Doświadczaj pozytywnych myśli i emocji

Powiedzenie „Jakie myśli, takie życie” jest bardzo prawdziwe. W codziennej gonitwie ostatnim obszarem, jaki analizujemy, są nasze myśli i emocje. Nie zwracamy na nie wielkiej uwagi, a już na pewno nie wiążemy negatywnych myśli z naszymi dolegliwościami. Tymczasem czarne myśli, pesymizm, ciągłe przywoływanie przykrych czy nieprzyjemnych zdarzeń mocno destrukcyjnie wpływają na nasz organizm.

Duża część chorób zaczyna się w umyśle, a potem pojawia się w obszarze fizycznym. Kiedy pozwalamy, żeby umysłem zawładnęły zmartwienia, nasz mózg reaguje, jakby to, o czym myślimy, miało miejsce w rzeczywistości. W odpowiedzi wydziela m.in. hormony stresu. Odtwarzając np. jakieś traumatyczne zdarzenie z przeszłości, przeżywamy je ciągle od nowa. Na własne życzenie katujemy swój organizm mentalnymi negatywnościami. Świadome myślenie, czyli zwracanie uwagi na jakość myśli oraz nauka wybierania tylko tych pozytywnych, doprowadzi do poprawy samopoczucia, a także uczyni nas bardziej szczęśliwymi ludźmi. Podobnie powinniśmy zwracać uwagę na emocje, a konkretnie na umiejętność zarządzania nimi. Tkwienie w emocjonalnym bólu, lęku, cierpieniu, złości, zawiści czy gniewie, często przez całe lata, potrafi zrujnować nasz organizm. Dla własnego dobra rozwiążmy wszystkie konflikty z przeszłości, wybaczmy, pojednajmy się, a potem na bieżąco obserwujmy nasze reakcje emocjonalne. Skupiajmy się na odczuwaniu radości, spokoju, wdzięczności i miłości, a także uśmiechajmy się.

Mózg działa schematycznie, więc wiele możemy go nauczyć. Dla własnego dobra zapomnij o przeszłości, bo już jej nie ma i nie będzie. Pozwól jej odejść. Postaraj się też nie zamartwiać dniem jutrzejszym, bo nie na wszystko w przyszłości masz wpływ. Z ufnością i radością naucz się żyć świadomie – tu i teraz.

7. Nie nadużywaj leków ani suplementów

Polska zajmuje czołowe miejsce w Europie. Szkoda tylko, że to podium dotyczy ilości zażywanych lekarstw. Atakowani reklamami wyrobów farmaceutycznych, mamy zakodowane nazwy leków na większość dolegliwości. Kupujemy je często, w wielu przypadkach za dużo i niepotrzebnie. Zamiast maskowania objawów zdecydowanie korzystniejsze dla naszego zdrowia byłoby zastanowienie się nad źródłem chorób i eliminowanie tych przyczyn.

Ważna jest też kwestia skutków ubocznych, do których może prowadzić używanie nawet bardzo popularnych środków. Dla przykładu paracetamol jest w wielu powszechnie stosowanych lekach przeciwbólowych i na przeziębienie. Jego nadużywanie uszkadza jednak wątrobę. Z kolei przesadzanie z ilością zażywanego ibuprofenu może doprowadzić do uszkodzenia jelit i zwiększyć zagrożenie chorobą Leśniowskiego-Crohna, reumatoidalnym zapaleniem stawów czy stwardnieniem rozsianym.

Kolejnym