Anarchia umysłowa i moralna. Koniec wieku XIX pod względem umysłowym. Charakterystyka znamion szczególnych - Władysław Michał Dębicki - ebook
Opis

Książka opowiada między innymi o tym, że do znamion szczególnych, którymi koniec XIX stulecia zapisał się w historii, należy przede wszystkim bezprzykładnie wielkie zamieszanie w sferze umysłowej i moralnej. Historyk może wprawdzie przytoczyć z przeszłości niejeden moment analogiczny – może wymienić np. pierwsze stulecia naszej ery, czas rewolucji religijnych w wieku XVI, albo XVIII – śmiało można jednak twierdzić, że takich rozmiarów i tak radykalnego charakteru, jak w wieku XIX, anarchia intelektualno-etyczna nie przybierała nigdy. Zdawać by się mogło, że treść niniejszej książki już się zdezaktualizowała – nic bardziej błędnego! Bez zrozumienia tamtych czasów nie będziemy umieli zrozumieć czasów, w których dziś żyjemy. Książka absolutnie godna polecenia!

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 104

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

Ks. Władysław Michał Dębicki

 

Anarchia umysłowa i moralna

 

Koniec wieku XIX-go pod względem umysłowym

Charakterystyka znamion szczególnych

 

Armoryka

Sandomierz

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce:

Wydanie według edycji z roku 1895.

Pisownię nieznacznie uwspółcześniono.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-465-7

 

 

 

I. Współczesna anarchia umysłowa i moralna. Obecny stan pozytywizmu. Dekadentyzm i nihilizm w literaturze i filozofii. Ernest Renan.

 

Do znamion szczególnych, którymi koniec naszego stulecia zapisze się w historii, należy przede wszystkim bezprzykładnie wielkie zamieszanie w sferze umysłowej i moralnej. Dziejoznawca może wprawdzie przytoczyć z przeszłości niejeden moment analogiczny, – może wymienić np. pierwsze stulecia naszej ery, czas rewolucji religijnych w wieku XVI-tym, albo koniec zeszłego wieku, – śmiało atoli godzi się twierdzić, że takich rozmiarów i tak radykalnego charakteru, jak w dobie naszej, anarchia intelektualno-etyczna nie przybierała nigdy. Liczba jednostek, które gardziły wszystkimi istniejącymi w danym okresie teoriami świata i życia i które z tego powodu uczuwały zupełną pustkę i bezcelowość istnienia, jednocześnie lekceważąc z zasady wszelki ideał i wszelką prawdę moralną, liczba ta w dawnych epokach duchowego zamętu nigdy w Europie nie była zbyt znaczną. Dzisiaj podobnych jednostek sam Zachód europejski ma pośród siebie co najmniej kilka milionów.

Po dość długim wypoczynku na wezgłowiach naiwnej pewności, którą olśniła świat filozofia materialistyczna wespół z blisko pokrewnym sobie pozytywizmem i teorią ewolucji w naturze organicznej, przekonała się myśląca i na zarzuty krytyki wrażliwa część zwolenników tych doktryn, że właściwie nie rozwiązują one żadnego z zasadniczych problematów, obchodzących najżywiej umysł człowieka, że się opierają na gołosłownych twierdzeniach i rażących sprzecznościach, a w wyprowadzaniu zasad ogólnych pełne są skoków logicznych.

Teoria atomów i sił, na której materializm opierał cały gmach swego systemu, poddana ścisłej krytyce, rozpłynęła się w nicość, a tym samym upadły wszystkie, wynikające z niej konsekwencje. Pozytywizm także, ze śmiercią Littré’go, utracił we Francji cały niemal swój urok i powagę dawniejszą. Wprawdzie epigonowie mistrza: Piotr Laffitte, Robinet, Audiffrent, Wyrouboff, Sémerie i kilku innych nie zaniechali propagandy, usiłowania ich wszakże żadnego dzisiaj nie mają powodzenia. Ekonomista Yves Guyot sądzi, że prawowiernych pozytywistów we Francji nie ma obecnie więcej nad – dwa tuziny. Główny organ pozytywizmu, założony przez Littré’go ″La philosophie positive″ upadł w r. 1883 dla braku abonentów, jego zaś miejsce zajął dwumiesięcznik ″La Revue Occidentale″, któremu bynajmniej świetnie się nie powodzi. (Pełny tytuł tego czasopisma jest następujący: ″La Revue Occidentale philosophique, sociale et politique. Organe du positivisme. Ordre et progres″. Jest to główne źródło do poznania obecnego stanu pozytywizmu. Dokładne informacje znaleźć można także w niezwykle gruntownej pracy Hermanna Grubera ‘Der Positivismus vom Tode A. Comte’s bis auf unsere Tage’. Freiburg in Br., Herder, 1891.).

Doktryna Augusta Comte’a wegetuje obecnie przede wszystkim, jako materialistyczna parodia katolicyzmu, którą bez przesady nazwać można antropolatrią. Bożyszczem jej została ta sama ″Wielka Istota″ (‘Grand Etre’), czyli Ludzkość. Funkcje ″arcykapłana ludzkości″ pełnił czas jakiś niepodzielnie Piotr Laffitte, jeden z ulubionych uczniów samego założyciela pozytywizmu i redaktor pomienionego ″Przeglądu Zachodniego″. Niesnaski atoli w łonie sekty spowodowały niedawno jej rozdwojenie ″hierarchiczne″. Pewna część pozytywistów francuskich i angielskich za głowę swego ″kościoła″ uznała Ryszarda Congreve’a, byłego pastora anglikańskiego, przy czym niektórzy malkontenci poddali się kierownictwu Fryderyka Harrisona, najwybitniejszego w Anglii przedstawiciela pierwotnego pozytywizmu. Kult tego, jak nazwał go Congreve, ″ludzkiego katolicyzmu″ (human catholicism) jest symboliczno-naukowy. Udzielają sobie pozytywiści tak zwanych sakramentów, zwłaszcza przyjęcia, wtajemniczenia i małżeństwa; urządzają systematyczne kursa nauk; wygłaszają odczyty; odmawiają formuły modlitewne do ludzkości, tudzież obchodzą rocznice śmierci sławnych ludzi, posługując się przy tym stosowną muzyką i śpiewem. Harrison ma w swoim domu osobną kaplicę, gdzie wobec rodziny i znajomych odprawia codziennie, według pewnych przepisów liturgicznych ″nabożeństwo″, polegające na uwielbianiu ludzkości w osobach najcelniejszych jej przedstawicieli i mające na celu budzenie uczuć altruistycznych. Ważną także rolę grają pielgrzymki do miejsc urodzenia lub zgonu głośnych osobistości, szczególniej do domu przy ulicy Monsieur-le-Prince nr. 10 w Paryżu, gdzie Comte zakończył życie, i na cmentarz Pere Lachaise, gdzie go pochowano. Każdy prawowierny ma obowiązek odbyć wędrówkę do tej Kaaby pozytywizmu przynajmniej raz w życiu.

Ten charakter parodyjno-sentymentalny, jaki ostatecznie przybrała filozofia Augusta Comte’a, odstręczył od niej bardzo wielu zwolenników, którzy się zaciągnęli pod jej chorągiew, z przeciwnych zgoła pobudek. Niepopularność prawowiernego pozytywizmu staje się coraz większą we wszystkich prawie krajach Europy. Między innymi wymownym tego dowodem jest okoliczność, że składki na cele pozytywistycznego kapłaństwa (subside sacerdotal), których opłacanie należy do głównych powinności każdego ″wiernego″, są nader skąpe. W r. 1888 np., jak donosi urzędowy okólnik Laffitte’a, składki te, nadsyłane z Francji i zagranicy, wyniosły zaledwie 9,207 fr. 25 cent. Jedynie w Szwecji ruch pozytywistyczny przybrał w ostatnim lat dziesiątku dość znaczne rozmiary. Pozytywiści jednak tameczni, zostający pod wodzą demagoga najczystszej krwi, d-ra med. Antoniego Nystroma, w agitacjach swoich niewiele się różnią od zwykłych socjalistów. Utrzymują oni łączność z Piotrem Laffittem, którego w poddańczym adresie z r. 1880 nazwali swoim papieżem... Najbardziej ożywiona propaganda pozytywizmu Comte’a odbywa się obecnie w Brazylii, gdzie republikanie, którzy niedawno dokonali zamachu stanu z generałem Teodorem Fonsecą na czele, są, albo byli (dwóch już umarło), gorliwymi zwolennikami tej mieszaniny materializmu i marzycielstwa. Moralnym sprawcą rzeczonego zamachu był fanatycznie pozytywizmowi oddany generał brygady i profesor matematyki w politechnice w Rio Janeiro, Beniamin Constant, który po detronizacji Dom Pedra II-go, objąwszy tekę ministra oświaty, zaprowadził radykalne zmiany w wychowaniu młodzieży brazylijskiej, według zasad pozytywistycznej pedagogii.

Najwybitniejsi przedstawiciele naukowego pozytywizmu, Anglicy: John Stuart Mill, Herbert Spencer, Lewes, Bain, Clifford, psychiatra Maudslay, Sully, Romanes, Huxley i Tyndall; Francuzi: Hipolit Adolf Taine, Ribot, Richet, Luys, Guyau i de Roberty; Włosi: Piotr Siciliani, Robert Ardigo i Andrzej Angiulli; oraz Niemcy: Eugeniusz Dühring, Riehl, Laas, Avenarius i Wundt, – jedni pomarli, drudzy złamani wiekiem przestali pisać, inni skłaniają się do idealizmu, a nawet do mistycyzmu, inni wreszcie, popadłszy w sceptycyzm, porzucili filozofię i oddali się specjalnym studiom naukowym. Filozoficzne pisma tych pozytywistów czyta publiczność coraz obojętniej; entuzjazmu nie wywołują one dziś chyba nigdzie. To samo zupełnie powiedzieć można o dziełach Karola Darwina, którego teoria ewolucji przestała również wywierać wrażenie, częścią zapomniana zwykłą spraw ludzkich koleją, częścią przyćmiona tłoczącymi się z różnych stron zarzutami przyrodoznawców i filozofów.

W takim stanie rzeczy, wielu hołdujących pomienionym systemom, które w drugiej połowie naszego wieku tyle wywołały wrzawy i tyle obudziły naukowych nadziei, poczuło, że tracą stopniowo grunt pod nogami i że ostatecznym wynikiem mozolnej ich pracy umysłowej jest nie ta pełnia prawdy, o której marzyli, ale przygnębiająca i rozpaczliwa – próżnia niepewności.

W tymże czasie bezbożna walka przeciwko głównym nawet zasadom teologicznym odstręczała umysły od wszelkiej religii, powiększając tym sposobem najskuteczniej pustkę duchową i niszcząc źródła otuchy znużonym wędrowcom życia. Prasa popularyzowała gorliwie rezultaty krytyki antyreligijnej, kult ideałów zmniejszał się widocznie, a z drugiej strony wielkie komedie polityczne, namiętności i szalbierstwa stronnictw czyniły wiele jednostek coraz mniej podatnymi do wybierania jakichkolwiek zasad moralnych za normy postępowania. Wydane naprzód po niemiecku i przyjęte z zapałem, a następnie rozpowszechnione w przekładach ″Konwencjonalne kłamstwa″ (Die conventionellen Lügen der Kulturmenschheit) Maxa Nordau’a przyczyniły się również niemało do zatrucia wielu umysłów tym gorzkim przeświadczeniem, że cywilizacja europejska w ogromnej mierze opiera się na obłudzie i fałszu.

Z powodu coraz cięższych warunków życia, niepewności jutra, zdenerwowania i upadku energii fizjologicznej, przybierającego coraz groźniejsze rozmiary, pod wpływem wreszcie braku ideałów i rozbudzonego powszechnie ducha negacyjnej krytyki, wzmógł się pesymizm i wyrodził skrajny nihilizm moralny. Doktryny Edwarda Hartmanna i zapomnianego długo Schopenhauera znajdują znowu licznych zwolenników; poezja i literatura piękna dźwięczą przeważnie nutą smutną lub rozpaczliwą. Wreszcie dusze chore, przesycone wyziewami zgnilizny, kryjącej się pod blichtrem wyrafinowanej cywilizacji, pozbawione wszelkiego poczucia nie tylko moralności, ale nawet pozornej przyzwoitości i wstydu, przejęte ideą nicestwa rzeczy ludzkich, a pomimo tego żądne rozgłosu za jaką bądź cenę, puściły wodze najniższym instynktom swojej natury i wytworzyły wysoce charakterystyczny symptom naszego okresu – dekadentyzm i cynizm w literaturze. (Ciekawe studium o dekadentyzmie współczesnym w różnych jego objawach wydał Max Nordau pt. ″Zwyrodnienie″ (Entartung, Berlin 1892). Piszą o nim także: znany psycholog F. Paulhan (Le nouveau mysticisme, Paris 1891, chap. 2: L’amour du mal); Ch. Morice (La littérature de toute-a-l’heure, Paris 1889); Jul. Huret (Enquete sur l’évolution littéraire, Paris 1891); Jules Lemaitre w znanych swych studiach ″Les contemporains″). Z hasłem Jana Richepina, wyrażonym w jego ″Bluźnierstwach″: L’horreur de l’Idéal et la soif du Néant (Horror ideału i pragnienie nicości), poczęto wyprawiać istne orgie literackiej ohydy, wobec której koryfeusze nowoczesnej pornografii mogliby jeszcze uchodzić za zwolenników pruderii. Wybitne utalentowanie niektórych dekadentów było powodem, że jad cynizmu szybko i głęboko przesiąknął w tłumy, zdemoralizowane już znacznie innymi trującymi wpływami. Godni następcy i uczniowie Baudelaire’a: rzeczony Richepin, dalej Huysmans, Péladan, Barbey d’Aurevilly, Rops, Verlaine i Villiers de l’Isle Adam smutne w tym kierunku zdobyli wawrzyny.

Wiernym tłumaczem pojęć i uczuć, które ożywiają dekadentów, był blisko pokrewny im duchem, lubo bez porównania mniej brutalny i niekiedy szczerze poetyczny Piotr Loti, dzisiejszy członek Akademii francuskiej, gdy do jednego ze swych przyjaciół kreślił te słowa (Zob. Jules Lemaître, Les contemporains, 1889 r. III, 95): ″Wierzaj mi, biedny druhu, czas i rozpusta (le temps et la débauche) są dla mnie wielkimi lekarstwami na smutki... Nie ma Boga, nie ma pewników moralnych, nic nie istnieje z tego, co nam kazano szanować; mamy tylko przemijające to życie, od którego logiczną jest rzeczą wymagać jak najwięcej przyjemności, oczekując śmierci, katastrofy ostatniej. Otwieram ci serce swoje, czynię wyznanie swej wiary: za regułę postępowania wybrałem sobie robić zawsze to, co mi się podoba, choćby na przekór wszelkiej moralności, wszelkim konwenansom. Nie wierzę w nic ani w nikogo, nie kocham niczego i nikogo, nie mam ani wiary, ani nadziei...″ (Ta sama nuta nihilistyczna przebija w wielu innych ustępach pism Loti’ego, np. w następującym: ″J’en suis venu a penser que tout ce qui me plaît est bon a faire et qu’il faut toujours épicer de son mieux le ragout si fade de la vie... Je ne retrouve plus au dedans de moi que le vide écoeurant et l’immense ennui de vivre...″ ‘Aziyadé’, X.).

Oprócz nihilizmu moralnego i cynizmu, lubują się dekadenci we wszelkiego rodzaju nienaturalności, w przedmiotach odrażających, dziwactwach i paradoksach. Bohater np. głównego romansu Huysmans’a pod dość jasnym tytułem ″Na wywrót″ (A rebours) od początku do końca sili się na postępowanie, o ile tylko można, przeciwne naturze. Richepin zbiorowi swoich nowell dał tytuł ″Dziwaczne śmierci″ (Les morts bizarres), obrawszy za temat wypadki zgonów gwałtownych albo ohydnych. ″Wielka zbrodnia więcej jest warta od miernej cnoty″ – mówi Felicjan Rops. – Rysem znamiennym dekadentów jest ich predylekcja dla diabła i piekła. Baudelaire, jak wiadomo, napisał ″Litanię do szatana″; Barbey d’Aurevilly jeden ze swych utworów zatytułował ″Les Diaboliques″; a Józefin Péladan powiada, że umysł jego jest ″kartą napisaną przez piekło dla piekła (une page écrite par l’enfer pour l’enfer)″. Intrygi nie ma najczęściej w utworach dekadentów, którzy lubią poprzestawać na kreśleniu osobnych obrazów, nie pozostających w związku logicznym, i twierdzą, że treścią życia jest właśnie dreptanie z dnia na dzień bez sensu i celu. Dekadenci przeszłości, taki Petroniusz Arbiter, Piotr Aretino, Boccaccio, John Rochester i margrabia de Sade, należą oczywiście do ulubionych im autorów. Czerpią też z nich cytaty a niekiedy całe ustępy. Smutnie wymowną i trafną charakterystykę tego chorobliwego kierunku skreślił sam jego początkodawca, pomieniony wyżej Baudelaire, w czterowierszu, który może służyć za dokument dla dziejopisa literackiej patologii ducha:

 

C’est le diable qui tient les fils qui nous remuent!

Aux objets répugnants nous trouvons des appats,

Chaque jour vers l’enfer nous descendons d’un pas,

Sans horreur, a travers les ténebres qui puent.

 

(To diabeł dzierży sznurki, które nas poruszają!

W rzeczach odrażających znajdujemy upodobanie,

Codziennie, po kroku, schodzimy do piekła

Nie czując grozy – przez cuchnącą ciemność).

 

Nihilizmowi w literaturze i etyce podaje ręce mimo woli dzisiejszy nihilizm filozoficzno-naukowy. Tak zwana arystokracja umysłowa, bezwyznaniowy świat akademicko-profesorski, wyniośle lub tylko z historycznego i utylitarnego stanowiska traktujący wszelką religię i moralność, oszańcował się od pewnego czasu w granicach agnostycyzmu (od wyrazów greckich: a (nie) i gnostikos (pojmujący), termin ten oznacza niemożność poznania prawdy niewątpliwej. Czyt. E. de Roberty, Agnosticisme. Essai sur quelques théories pessimistes de la connaissance, Paris 1892), oznaczając nowym tym mianem stary już bardzo pyrronizm. Ta pesymistyczna teoria poznania przedstawia trzy odcienie, z których jeden nazwać można umiarkowanym, drugi krańcowym, trzeci cynicznym. Jedni ze współczesnych uczonych, wykluczywszy na zawsze ze swoich rozmyślań przyczyny pierwsze i cele ostateczne, a więc kwestie istoty świata, wartości życia, przeznaczenia ludzkości itp., poprzestają na badaniu szczegółów, dochodząc w tej mierze do imponujących nieraz wyników. Mędrców tego rodzaju, jak sami niekiedy zapewniają, ma nie zdumiewać nic, a raczej wszystko jednakowo ich dziwi, bo podścieliskiem wszystkich fenomenów jest jedno i to samo, niby zgoła niedostępne zagadnienie zagadnień, tj. problemat istoty świata i naszych wrażeń zmysłowych. Przypuszczając istnienie niepojednanych antynomii między sferą myśli a dziedziną bytu, agnostycy dzisiejsi, podobnie jak dawni, są przekonani a priori, że wszelkie wysiłki ludzkie w celu rozwiązania zagadki świata i życia, rozbijać się muszą, jak bańki mydlane, gdy uderzą o skały tego, co jest, było i będzie zawsze niepoznawalne. To Niepoznawalne – das Unerkennbare Niemców, l’Incognoscible Littré’go, the UnknowableSpencera, – stało się rodzajem bożyszcza, któremu agnostycyzm współczesny oddaje kult bierny, stwierdzając jedynie przedmiotowe jego istnienie. Przeświadczenie zaś o wielkiej bezsilności człowieka wobec tajemnic wszechświata nie tylko nie usposabia agnostyków do pokory i niepokoju, ale przeciwnie napełnia ich dumą i pewnością siebie. Charakterystyczną próbką takiej dumy i pewności siebie są słowa następujące: ″Z wyżyn pyrronizmu spoziera przyrodoznawca bez zawrotu głowy w bezlitosną maszynerię pozbawionej bogów natury (Von der Höhe des Pyrrhonismus blickt der Naturforscher in das unbarmherzige Getriebe der entgötterten Natur schwindelfrei herab)″. Słowa te wyszły spod pióra słynnego fizjologa i akademika berlińskiego Du Bois Reymond’a, będącego może najbardziej typowym przedstawicielem kierunku, o którym mówimy.

Inni