Alex Cross musi zginąć - James Patterson - ebook

Alex Cross musi zginąć ebook

James Patterson

4,4

Opis

Nie oglądaj się za siebie!

Nie zastanawiaj się!

Po prostu uciekaj!

Być może  Alex Cross, profiler bostońskiej policji,  właśnie tak by zrobił…

Gdyby akurat nie ścigał psychopatycznych morderców.

Gdyby nie szukał zaginionej nastolatki, którą wraz z żoną zamierzali adoptować.

Gdyby wiedział, że sam jest na celowniku.

Elijah Creem, wzięty chirurg plastyczny, który dał się poznać policji jako amator orgii z narkotykami i nieletnimi dziewczętami, może na długie lata trafić do więzienia.

Niestety, detektyw Alex Cross nie ma czasu się tym zająć.  W Bostonie w krótkich odstępach czasu zostają znalezione zwłoki trzech brutalnie zamordowanych młodych kobiet . W dwóch przypadkach wszystko wskazuje na to, że chodzi o dzieło jednego sprawcy. Seryjny zabójca? Jeśli tak, to w mieście grasuje ich dwóch,  bo w tym samym czasie giną młodzi mężczyźni, zabijani w ten sam, spektakularny sposób.

Tymczasem ktoś  próbuje załatwiać z Crossem swoje osobiste porachunki. I najwyraźniej nie poprzestanie na zniszczeniu  mu reputacji.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 319

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




O książce

Nie oglądaj się za siebie!Nie zastanawiaj się!Po prostu uciekaj!

Być może Alex Cross, profiler bostońskiej policji,właśnie tak by zrobił…

Gdyby akurat nie ścigał psychopatycznych morderców.

Gdyby nie szukał zaginionej nastolatki, którą wraz z żonązamierzali adoptować.

Gdyby wiedział, że sam jest na celowniku.

Elijah Creem, wzięty chirurg plastyczny, który dał się poznać policji jako amator orgii z narkotykami i nieletnimi dziewczętami, może na długie lata trafić do więzienia. Niestety, detektyw Alex Cross nie ma czasu się tym zająć. W Bostonie w krótkich odstępach czasu zostają znalezione zwłoki trzech brutalnie zamordowanych młodych kobiet. W dwóch przypadkach wszystko wskazuje na to, że chodzi o dzieło jednego sprawcy. Seryjny zabójca? Jeśli tak, to w mieście grasuje ich dwóch, bo w tym samym czasie giną młodzi mężczyźni, zabijani w ten sam, spektakularny sposób. Tymczasem ktoś próbuje załatwiać z Crossem swoje osobiste porachunki. I najwyraźniej nie poprzestanie na zniszczeniu mu reputacji.

James Patterson

Najchętniej czytany i najlepiej zarabiający amerykański pisarz. Zdobywca Nagrody im. Edgara Alana Poe. Światową sławę przyniósł mu thriller W sieci pająka (pierwszy z serii liczącej ponad 20 tytułów), w którym pojawia się czarnoskóry policjant z Waszyngtonu, doktor psychologii Alex Cross, tropiący seryjnych zabójców. Kolejne książki – wciągające mieszanki nieoczekiwanych zwrotów akcji, oszałamiającego tempa narracji i niesłabnącego ani na chwilę napięcia – umocniły pozycję Pattersona na czele rankingów sprzedaży. Trzy powieści z Alexem Crossem doczekały się ekranizacji – z udziałem Morgana Freemana („Kolekcjoner”, „W sieci pająka”) oraz Tylera Perry’ego („Alex Cross”).

www.jamespatterson.com

Tego autora

DOM PRZY PLAŻYDROGA PRZY PLAŻYKRZYŻOWIECMIESIĄC MIODOWYRATOWNIKSĘDZIA I KATSZYBKI NUMEROSTRZEŻENIEBIKINIREJSPOCZTÓWKOWI ZABÓJCY(z Lizą Marklund)KŁAMSTWO DOSKONAŁEWYCOFAJ SIĘ ALBO ZGINIESZDRUGI MIESIĄC MIODOWY

Kobiecy Klub Zbrodni

TRZY OBLICZA ZEMSTYCZWARTY LIPCAPIĄTY JEŹDZIEC APOKALIPSYSZÓSTY CELSIÓDME NIEBOÓSMA SPOWIEDŹDZIEWIĄTY WYROK

Alex Cross

W SIECI PAJĄKAKOLEKCJONERJACK I JILLFIOŁKI SĄ NIEBIESKIECZTERY ŚLEPE MYSZKIWIELKI ZŁY WILKNA SZLAKU TERRORUMARY, MARYALEX CROSSPODWÓJNA GRATROPICIELPROCES ALEXA CROSSAGRA W KOTKA I MYSZKĘJA, ALEX CROSSW KRZYŻOWYM OGNIUZABIĆ ALEXA CROSSAALEX CROSS MUSI ZGINĄĆ

Michael Bennett

NEGOCJATORTERROR NA MANHATTANIENAJGORSZA SPRAWA

Private Investigations

DETEKTYWI Z PRIVATEDETEKTYWI Z PRIVATE: IGRZYSKA

Tytuł oryginału: ALEX CROSS, RUN

Copyright © James Patterson 2013All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2015

Polish translation copyright © Grzegorz Kołodziejczyk 2015

Redakcja: Monika Strzelczyk

Zdjęcie na okładce: © Mark Owen/Arcangel Images

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c.

ISBN 978-83-7985-263-5

WydawcaWYDAWNICTWO ALBATROS ANDZRZEJ KURYŁOWICZ S.C.Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawawww.wydawnictwoalbatros.com

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Magdalena Wojtas, 88em

PrologUmrzyj młodo, a trup twój będzie piękny

1

Nie co dzień zdarza mi się, by drzwi, do których pukam, otworzyła naga dziewczyna.

Dla jasności: pilnuję prawa od dwudziestu lat i takie sytuacje, owszem, bywały. Ale niezbyt często.

– Kelnerzy? – zapytała. Spojrzenie miała jasne, lecz puste. To musiało być ecstasy, zresztą zapach ziela płynął z wnętrza pokoju. Była i muzyka, owo bezlitośnie dudniące techno, które, gdybym musiał tego dłużej słuchać, jak nic pchnęłoby mnie do podcięcia sobie żył.

– Nie, to nie kelnerzy – odparłem, pokazując jej odznakę. – Policja metropolitalna, a ty włóż coś na siebie, i to raz-dwa.

Ani trochę jej to nie speszyło.

– Bo mieli przyjść – rzuciła, nie zwracając się do nikogo w szczególności. Jej słowa zasmuciły mnie i zniesmaczyły zarazem. Dziewczyna wyglądała na taką, co nie skończyła jeszcze liceum, a my przyszliśmy aresztować mężczyznę, który mógł być jej ojcem.

– Przeszukaj jej ubrania, zanim je włoży – zwróciłem się do jednej z policjantek. Oprócz mnie było pięcioro mundurowych, ktoś z wydziału młodzieżowo-rodzinnego, trzech detektywów z wydziału do spraw prostytucji oraz trzech z drugiego okręgu, w tym mój przyjaciel John Sampson.

Drugi okręg, Georgetown, nieczęsto odwiedzają ludzie z obyczajówki. Kamienica z białej cegły przy N Street, do której wkroczyliśmy, jedna z wielu podobnych w kwartale, była pewnie warta pięć milionów z górką. Wynajmowała ją podstawiona osoba i płaciła czynsz za pół roku z góry, jednak dokumenty prowadziły do właściciela, którym był doktor Elijah Creem, jeden z najbardziej wziętych chirurgów plastycznych w Waszyngtonie. Odkryliśmy, że za rzekome imprezy biznesowe płacił z lewych funduszy, a jego wspólnik w przekręcie, Josh Bergman, trudnił się dostawą landrynek.

Bergman był właścicielem Cap City Dolls, legalnie działającej agencji modelek z biurem przy M Street. Głośne plotki mówiły o tym, że firma ma podziemną filię parającą się handlem żywym towarem. Detektywi z obyczajówki byli niemal pewni, że Bergman jedną ręką kieruje legalnym biznesem, drugą zaś podsyła klientom egzotyczne tancerki, dziewczyny do towarzystwa na jedną noc, masażystki oraz obdarzone „talentem” aktorki filmów porno. Na pierwszy rzut oka wyglądało, że takie właśnie „talenty” zapełniały lokal, osiemnastoletnie i młodsze. Z naciskiem na młodsze.

Nie mogłem się doczekać, kiedy dorwiemy w swoje łapy tych dwóch gnojów.

Patrol obserwacyjny ustalił, że tego wieczoru około dziewiętnastej Creem i Bergman przebywali w Minibarze w centrum, a od wpół do dziesiątej w tym domu uciech. Teraz pozostawało nam ich jedynie wykurzyć.

W głębi, za oddzielonym przedsionkiem, impreza trwała w najlepsze. Hol i salon były zapełnione. Wśród zabytkowych mebli, na podłogach pokrytych parkietem podskakiwali w rytm muzyki młodzi, do połowy roznegliżowani ludzie, popijając drinki z plastikowych kubków.

– Zbierz wszystkich we frontowym pomieszczeniu! – krzyknął Sampson do jednego z mundurowych. – Mamy pełny nakaz, więc zacznijcie szperać. Szukamy prochów, gotówki, ksiąg rachunkowych, notesów z adresami, telefonów komórkowych, wszystkiego. I wyłączcie tę cholerną muzykę!

Połowa naszej ekipy została, by zabezpieczać frontową część domu, reszta zaś ruszyła w głąb; tam także trwała zabawa.

W połączonej z salonem kuchni, obok wyspy z marmurowym blatem, na potęgę grano w rozbieranego pokera. Sześciu dobrze umięśnionych mężczyzn i dwa razy tyle dziewcząt w bieliźnie stało z kartami w dłoniach, racząc się drinkami i podając sobie skręty.

Na nasz widok się zakotłowało. Kilka dziewczyn krzyknęło i chciało się wymknąć, ale zdążyliśmy odciąć im drogę.

Ktoś wreszcie wyłączył muzykę.

– Gdzie są Elijah Creem i Joshua Bergman? – zapytał Sampson. – Pierwszy, kto odpowie mi poprawnie na to pytanie, będzie mógł spokojnie stąd wyjść.

Chuda dziewczyna w czarnym koronkowym staniku i obciętych dżinsach wskazała w stronę schodów. Po wielkości jej biustu w stosunku do reszty ciała oceniłem, że już co najmniej raz zaznała noża doktora Creema.

– Tam – rzuciła.

– Zdzira – mruknął ktoś pod nosem.

Sampson skinął na mnie zakrzywionym palcem i ruszyliśmy na górę.

– Mogę już iść?! – zawołała dziewczyna.

– Sprawdzimy twoje słowa – odrzekł Sampson.

Kiedy dotarliśmy do holu na piętrze, nikogo tam nie było. Jedyne oświetlenie zapewniała elektryczna lampka żeglarska stojąca na połyskliwym zabytkowym stoliku przy schodach. Na ścianach wisiały portrety jeźdźców konnych, a podłogę przykrywał długi orientalny chodnik sięgający aż do zamkniętych podwójnych drzwi po przeciwnej stronie domu. Nawet z tego miejsca słyszałem dudniącą tam muzykę. Był to stary kawałek Talking Heads, Burning Down the House.

Uważaj, bo możesz znaleźć, czego szukasz.

Odlotowe kociaki, dziwne, lecz nie obce.

Usłyszałem również dwa męskie głosy.

„O właśnie, skarbie. Ciut bliżej. A teraz ściągnij jej majtki”.

„Tak, to się nazywa odkrywać skarb”.

Sampson spojrzał na mnie, jakby zachciało mu się rzygać. Albo kogoś ukatrupić.

– No to do roboty – powiedział i ruszyliśmy korytarzem.

2

– Policja! Wchodzimy!

Grzmiący okrzyk Sampsona zagłuszył wszystko. Mój kumpel rąbnął pięścią w mahoniowe drzwi – tak pewnie, według niego, wyglądało grzeczne pukanie – po czym mocno je pchnął.

Elijah Creem stał tuż za nimi i wyglądał co do joty jak na zdjęciach, które widziałem: gładko zaczesane do tyłu włosy, kwadratowa broda z przedziałkiem, perfekcyjny garnitur zębów ze sztucznym szkliwem.

On i Bergman byli całkowicie ubrani, ale pozostała trójka już nie. Bergman trzymał przed sobą iPhone’a i filmował dziwaczny trójkąt, który odgrywał swoją scenkę na olbrzymim łóżku z ozdobnym wezgłowiem.

Jedna dziewczyna leżała płasko z rozpiętym stanikiem i jasnoczerwonymi stringami ściągniętymi do kostek. Miała także na sobie przezroczystą maskę tlenową, która była przywiązana do wysokiego, szarego metalowego zbiornika obok łóżka. Leżący na niej chłopak był całkiem goły, jeśli nie liczyć czarnej opaski na oczach. Druga dziewczyna stała nad nim z małą kamerą cyfrową i nagrywała scenę.

– Co tu się dzieje, do cholery? – rzucił Creem.

– O to samo chciałem zapytać – odparłem. – Nikt się nie rusza.

Wszyscy gapili się na nas, z wyjątkiem dziewczyny w masce. Ta sprawiała wrażenie nieobecnej.

– Co jest w tej butli? – spytałem, kiedy Sampson do niej podszedł.

– To tylko podtlenek azotu – odrzekł Creem. – Spokojnie, nic jej nie będzie.

– Wal się – burknął John i zdjął dziewczynie maskę.

Oszołomienie podtlenkiem azotu trwa dość krótko, ale nawet przez sekundę nie myślałem, że jest to jedyny środek, który wzięły te dzieciaki. Na nocnym stoliku walało się kilka niebieskich tabletek; domyśliłem się, że to ecstasy. Było tam również parę małych brązowych szklanych buteleczek, prawdopodobnie z azotynem amylu, oraz do połowy opróżniona butelka tequili Cuervo Reserva.

– Proszę mnie posłuchać – odezwał się Creem, patrząc mi prosto w oczy. Wyglądało na to, że on tu rządzi. – Widzi pan tę walizeczkę, tam w rogu?

– Elijah, co ty kombinujesz? – odezwał się Bergman, lecz Creem nie odpowiedział. Wciąż patrzył na mnie, jakby w pomieszczeniu nikogo więcej nie było.

– Jest w niej trzydzieści tysięcy dolarów. – Znacząco przeniósł wzrok z aktówki stojącej na zabytkowym sekretarzyku na jedno z trzech okien. Wszystkie zasłony z frędzlami były zaciągnięte, lecz nie miałem wątpliwości, co mu chodzi po głowie. – Ile czasu, pana zdaniem, można kupić za trzydzieści tysięcy dolców? – Facet okazywał niewiarygodny spokój. Oraz arogancję. Chyba naprawdę myślał, że na to pójdę.

– Nie wygląda mi pan na jednego z tych, co pryskają przez okno, Creem – odparłem.

– W zasadzie nie, ale jeśli wie pan, kim jestem, rozumie pan, że stawka jest dla mnie dość wysoka. Rodzina, praktyka lekarska…

– Tylko w ubiegłym roku sześć i pół miliona dochodu – wpadłem mu w słowo. – Tak wynika z naszych danych.

– No i moja reputacja, rzecz jasna, która jest w tym mieście bezcenna. A więc jak będzie, detektywie? Umowa stoi?

Myślami był już prawie za oknem. Ten gość przywykł, że dostaje to, czego sobie zażyczy. Ja jednak nie byłem siedemnastolatką, która ma problemy z określeniem własnej tożsamości.

– Zdaje się, że mój kolega wyraził to najlepiej – odparłem. – Jak powiedziałeś, John?

– Pierdol się, czy coś w tym rodzaju – odrzekł Sampson. – Ile lat mają te szczeniaki, Creem?

Po raz pierwszy wyniosła maska doktora zaczęła pękać. Głupawy uśmieszek rozpłynął się, gałki oczne poruszyły się szybciej.

– Proszę. Gotówki jest więcej, o wiele więcej. Na pewno się dogadamy.

Ale nie miałem ochoty go dłużej słuchać.

– Ma pan prawo zachować milczenie…

– Nie chcę błagać.

– A więc proszę tego nie robić. Wszystko, co pan powie, może być i zostanie wykorzystane przeciwko panu…

– Na litość boską, zrujnujecie mnie! Zdaje pan sobie z tego sprawę?

Jego narcystyczne ego wręcz porażało. A jeszcze bardziej porażało to, że nie zdawał sobie sprawy, jakich czynów się dopuścił.

– Nie, doktorze Creem – powiedziałem, podchodząc do niego z tyłu i zakładając mu kajdanki. – Sam pan to zrobił.


tam z  posągową blondynką przy ramieniu. Miał na sobie prostą marynarkę na dwa guziki i  białą koszulę rozpiętą przy kołnierzu. Nazywał to swoim mundurkiem. Młoda kobieta była w  małej czarnej, jakby chciała powiedzieć, jestem poważną modelką, ale jeśli w  drodze na szczyt trzeba będzie raz czy dwa zrobić komuś dobrze ręką, to nie mam nic przeciwko temu.