Wydawca: WAB Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2010

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 546 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Alergie - Danuta Myłek

Alergikiem może być każdy. Zwłaszcza współcześnie, kiedy uczulenie jest chorobą cywilizacyjną.

Danuta Myłek przystępnie i bardzo wyczerpująco omawia problem alergii i innych chorób z nimi związanych. Przedstawia różne rodzaje uczuleń, ich przyczyny, najczęstsze objawy i nowoczesne sposoby leczenia. Wszystko to ilustruje licznymi przykładami ze swojej wieloletniej praktyki lekarskiej.

Ten poradnik to bogate źródło informacji, które pozwala poznać m.in. jakie są dostępne w Polsce metody leczenia uczuleń oraz jak rozpoznać pierwsze objawy. Pokazuje jest związek między alergiami a migreną, nerwicą, schizofrenią czy autyzmem. Przede wszystkim jednak zawiera mnóstwo praktycznych rad dla samych alergików i ich rodzin.

Dr Myłek udowadnia, że większość uczuleń można wyleczyć. Dużo zależy od właściwej terapii, ale jeszcze więcej od odpowiedniego trybu życia (na przykład karmienie piersią zmniejsza ryzyko alergii u dziecka). Dlatego aż dwa rozdziały zostały poświęcone profilaktyce alergii i właściwemu odżywianiu.

Ta książka jest niezwykle pomocna dla wszystkich, którzy pośrednio lub bezpośrednio stykają się z alergią.

 

Książka napisana jest tak komunikatywnym, przejrzystym językiem, że z czystym sumieniem polecić ją można każdemu.

„Tygodnik Nadwiślański"

Książka pióra doświadczonego dermatologa i alergologa dr Danuty Myłek, łączy najlepsze cechy medycznego informatora i przewodnika dla osób zagrożonych alergią oraz ich bliskich. Lekturę ułatwia żywy język oraz przykłady poszczególnych przypadków chorobowych, hojnie dobranych z doświadczeń wieloletniej praktyki lekarskiej.

„Gazeta Wrocławska"

Autorką „Alergii” jest dr Danuta Myłek, szefowa słynnej Poradni Alergologicznej w Stalowej Woli, kobieta, która o alergiach wie wszystko. 300 stron jej naprawdę znakomitej książki to drobiazgowa analiza stanu, do którego doprowadziła nas cywilizacja.

„Dzień Dobry"

Opinie o ebooku Alergie - Danuta Myłek

Fragment ebooka Alergie - Danuta Myłek

DA­NU­TA MY­ŁEK

ALER­GIE

ZA­PO­BIE­GA­NIE

JAK ROZ­PO­ZNAĆ ALER­GIĘ

NAJ­NOW­SZE SKU­TECZ­NE ME­TO­DY LE­CZE­NIA

PRAK­TYCZ­NE RADY DLA ALER­GI­KÓW I ICH RO­DZIN

Co­py­ri­ght © by Wy­daw­nic­two W.A.B., 2001

Wy­da­nie II, po­pra­wio­ne i uzu­peł­nio­ne

War­sza­wa 2010

Od au­tor­ki

Chiń­skie przy­sło­wie mówi, że roz­mo­wa z mę­dr­cem jest wię­cej war­ta niż prze­czy­ta­nie dzie­się­ciu mą­drych ksiąg na­pi­sa­nych przez te­goż mę­dr­ca. Szczę­śli­wy, kto ma taką oka­zję. Spo­tka­łam ta­kich mę­dr­ców na swo­jej dro­dze ży­cia.

Żad­ne po­dzię­ko­wa­nia nie są w sta­nie od­dać mo­jej wdzięcz­no­ści dla Pana Pro­fe­so­ra Ma­cie­ja Kacz­mar­skie­go ze Szpi­ta­la Dzie­cię­ce­go w Bia­łym­sto­ku, wy­bit­ne­go spe­cja­li­sty w dzie­dzi­nie aler­gii i nie­to­le­ran­cji po­kar­mo­wej, z któ­rym od wie­lu lat współ­pra­cu­ję i od któ­re­go uczę się za­wi­ło­ści aler­go­lo­gii oraz pe­dia­trii.

Pan Pro­fe­sor Edward Za­wi­sza po­świę­cił mi wie­le cza­su na me­ry­to­rycz­ną dys­ku­sję o udzia­le leu­ko­cy­tów (neu­tro­fi­lów) w za­pal­nych pro­ce­sach aler­gicz­nych, gdy po­ja­wił się test AL­CAT ba­da­ją­cy ten ob­szar i gdy test ten mnie za­in­te­re­so­wał. Pan Pro­fe­sor uwa­żał, że je­śli nie AL­CAT, to ja­kiś inny test ba­da­ją­cy rolę neu­tro­fi­lów w pro­ce­sach aler­gicz­nych zre­wo­lu­cjo­ni­zu­je me­dy­cy­nę, a aler­go­lo­gię w szcze­gól­no­ści.

Gdy­bym nie spo­tka­ła w 1992 roku dok­to­ra Mar­ka Pa­su­li ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, na­ukow­ca pol­skie­go po­cho­dze­nia, ani nie by­ła­bym dzi­siaj zdro­wa, ani nie mia­ła­bym tej wie­dzy o szko­dli­wym dzia­ła­niu po­kar­mów, jaką zdo­by­łam dzię­ki nie­mu. To on opra­co­wał i opa­ten­to­wał AL­CAT Test, jego now­szą wer­sję MRT i ko­lej­ną naj­now­szą wer­sję, któ­ra, mam na­dzie­ję, wej­dzie do la­bo­ra­to­riów w 2010 roku. W go­rą­cych dys­ku­sjach uczy­my się za­wi­ło­ści szko­dli­we­go dzia­ła­nia po­kar­mów, jego wpły­wie na kon­dy­cję ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go i kon­se­kwen­cjach dla zdro­wia.

Dzię­ku­ję Panu Pro­fe­so­ro­wi Do­ugla­so­wi Sand­ber­go­wi z uni­wer­sy­te­tu w Mia­mi, le­ka­rzo­wi pe­dia­trze, ga­stro­en­te­ro­lo­go­wi i aler­go­lo­go­wi, któ­ry w USA uwa­ża­ny był za spe­cja­li­stę od „trud­nych i nie­zro­zu­mia­łych” przy­pad­ków aler­gicz­nych za­rów­no u dzie­ci, jak i do­ro­słych z ca­łe­go świa­ta. Za­nim od­szedł na eme­ry­tu­rę, po­świę­cił wie­le cza­su na wy­ja­śnie­nie mi nie­zna­nych zja­wisk, prze­ka­zał mi wie­dzę na te­mat roz­po­zna­wa­nia i le­cze­nia aler­gii i nie­to­le­ran­cji po­kar­mo­wej oraz aler­gii na grzy­by za po­mo­cą me­to­dy neu­tra­li­za­cji. To dru­gi uczo­ny, któ­re­mu za­wdzię­czam od­zy­ska­nie zdro­wia.

Pan Pro­fe­sor Jon­ha­tan Bro­stoff to naj­więk­szy au­to­ry­tet w świe­cie w dzie­dzi­nie aler­gii i nie­to­le­ran­cji po­kar­mo­wej, wiel­ki na­uczy­ciel wszyst­kich aler­go­lo­gów, któ­rym bli­skie są za­leż­no­ści zdro­wia i cho­ro­by od po­kar­mu, au­tor naj­lep­sze­go, moim zda­niem, pod­ręcz­ni­ka dla aler­go­lo­gów na świe­cie o aler­gii i nie­to­le­ran­cji po­kar­mo­wej. Dys­ku­sje z Pa­nem Pro­fe­so­rem uwa­żam za twór­cze, nie­prze­cięt­ne. Za­rów­no Jego pod­ręcz­ni­ki i pra­ce na­uko­we, jak i oso­bi­ste kon­tak­ty po­zwo­li­ły mi wyjść poza do­gma­ty, ja­kie cią­gle jesz­cze pa­nu­ją w świe­cie me­dy­cy­ny, a aler­go­lo­gii w szcze­gól­no­ści.

Pro­fe­sor Sami Bah­na z Uni­wer­sy­te­tu St. Pe­ters­burg na Flo­ry­dzie, w 1999 roku uzna­ny za naj­lep­sze­go aler­go­lo­ga na­uczy­cie­la w USA, obec­ny pre­zy­dent Ame­ri­can Col­le­ge of Al­ler­gy, Asth­ma and Im­mu­no­lo­gy, spe­cja­li­sta pe­dia­tra i aler­go­log, czło­wiek o sze­ro­kiej wie­dzy me­dycz­nej i hu­ma­ni­stycz­nej, ze­chciał cier­pli­wie ze mną dys­ku­to­wać, spie­rać się, zga­dza­jąc się i nie zga­dza­jąc, jak wiel­ki uczo­ny.

Wie­lu suk­ce­sów w mo­jej ka­rie­rze aler­go­lo­gicz­nej nie osią­gnę­ła­bym bez życz­li­wo­ści i mą­dro­ści Pani Pro­fe­sor Sa­bi­ny Chy­rek-Bo­row­skiej, Pierw­szej Damy pol­skiej aler­go­lo­gii.

Pani Pro­fe­sor Ste­fa­nia Ja­błoń­ska, któ­rej na­zwi­sko, nie­prze­cięt­ny ta­lent me­dycz­ny i nie­spo­ty­ka­na oso­bo­wość otwie­ra­ły przede mną drzwi wszyst­kich der­ma­to­lo­gicz­nych ośrod­ków aler­go­lo­gicz­nych na świe­cie, na­uczy­ła mnie my­śleć kom­plek­so­wo o cho­rym czło­wie­ku.

Pan Pro­fe­sor Ser­gio Bo­ni­ni, były pre­zy­dent Eu­ro­pej­skiej Aka­de­mii Aler­go­lo­gii i Im­mu­no­lo­gii Kli­nicz­nej, w swo­im Mis­sion Sta­te­ment (opu­bli­ko­wa­nym w 1998 r.) jako pierw­szy w hi­sto­rii aler­go­lo­gii po­dał w wąt­pli­wość my­śle­nie, któ­re opie­ra się na ba­da­niu i sto­so­wa­niu w prak­ty­ce te­stów i me­tod lecz­ni­czych wy­ko­rzy­stu­ją­cych wy­łącz­nie me­cha­nizm IgE-za­leż­ny, i oce­nił je jako de­struk­cyj­ne. Nikt przed nim nie od­wa­żył się tak twier­dzić. Jego roz­wa­ża­nia i po­da­nie w wąt­pli­wość do­tych­cza­so­wych do­gma­tów ma zna­cze­nie hi­sto­rycz­ne, mimo że w za­sa­dzie sam nie zro­bił ni­cze­go, co by zmie­ni­ło do­tych­cza­so­we za­sko­ru­pie­nie aler­go­lo­gii w pusz­ce IgE-za­leż­no­ści. Od tego cza­su w ofi­cjal­nej ter­mi­no­lo­gii aler­go­lo­gicz­nej uży­wa się ter­mi­nów: aler­gia IgE-za­leż­na i aler­gia nie-IgE-za­leż­na.

Pro­fe­sor Ma­rek Dą­brow­ski, nie­kwe­stio­no­wa­ny au­to­ry­tet w im­mu­no­lo­gii i ba­dacz roli gra­si­cy w zdro­wiu i cho­ro­bie czło­wie­ka, wspa­nia­ły na­uczy­ciel, ge­nial­ny mów­ca i au­tor ksią­żek o za­wi­ło­ściach ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go. Wpływ jego wie­dzy, cha­ry­zmy i wy­obraź­ni na­uko­wej na moją wie­dzę i spo­sób le­cze­nia jest ogrom­ny.

Dok­tor me­dy­cy­ny Te­re­sa Hof­man. Skrom­ny i dziel­ny aler­go­log nie­ustra­sze­nie wal­czą­cy o uzna­nie roli grzy­bów w wy­wo­ły­wa­niu aler­gii i in­nych scho­rzeń nę­ka­ją­cych cy­wi­li­zo­wa­ne­go czło­wie­ka.

Ci mą­drzy le­ka­rze to skar­by, któ­re prze­cho­wu­ję w mo­jej pa­mię­ci i ser­cu.

Mam na­dzie­ję, że przy ko­lej­nym wy­da­niu ten skar­biec się po­więk­szy.

Wstęp do wy­da­nia II

Nic nie stoi w miej­scu. Wszyst­ko się zmie­nia. To, w co wie­rzy­li­śmy jesz­cze kil­ka lat temu, ule­gło mo­dy­fi­ka­cji, po­wsta­ły nowe leki, nowe teo­rie, nowe te­sty lub ich mo­dy­fi­ka­cje. Nie­któ­re teo­rie zde­wa­lu­owa­ły się. Wie­my wię­cej o do­tych­cza­so­wych le­kach w dzie­dzi­nie aler­go­lo­gii; nie­któ­re z nich do­pie­ro po la­tach sto­so­wa­nia po­ka­za­ły swo­ją praw­dzi­wą, czę­sto złą twarz. O nie­któ­rych przy­po­mnie­li­śmy so­bie. Nie­któ­re na­sze po­glą­dy ule­gły zmia­nie. Moje tak­że. Dzie­sięć lat do­świad­cze­nia od pierw­sze­go wy­da­nia to ty­sią­ce pa­cjen­tów, któ­rych le­czę nie tyl­ko z pro­ble­mów ze ści­słe­go pola aler­gii IgE-za­leż­nej. Prak­tycz­nie nie ma dzie­dzi­ny poza on­ko­lo­gią, kar­dio­lo­gią czy spe­cjal­no­ścia­mi za­bie­go­wy­mi i nie­wie­lu in­ny­mi wą­ski­mi pod­spe­cjal­no­ścia­mi, któ­re nie da­dzą się choć tro­chę po­pra­wić, je­śli za­sto­su­ję całą wie­dzę i do­świad­cze­nie, a pa­cjent moje za­le­ce­nia wpro­wa­dzi w ży­cie. Leki są waż­ne, ale zaj­mu­ją dal­sze miej­sca w po­wro­cie do zdro­wia. Dłu­go­ter­mi­no­we re­zul­ta­ty wią­żą się ze zmia­ną sty­lu ży­cia. A tego na re­cep­tę prze­pi­sać się nie da.

Na cho­ro­by aler­gicz­ne za­pa­da co­raz wię­cej osób na ca­łym świe­cie, głów­nie w kra­jach cy­wi­li­zo­wa­nych. Lu­dzie ży­ją­cy w wa­run­kach pry­mi­tyw­nych, w zgo­dzie z na­tu­rą, nie cier­pią z po­wo­du aler­gii bądź zda­rza się im to rzad­ko.

Co ta­kie­go dzie­je się w na­szym or­ga­ni­zmie, że na pew­ne czyn­ni­ki znaj­du­ją­ce się w żyw­no­ści lub w oto­cze­niu re­agu­je­my ob­ja­wa­mi cho­ro­bo­wy­mi? Czy nie­któ­rzy z nas ro­dzą się tacy, czy do po­wsta­wa­nia aler­gii przy­czy­nia się spo­sób ży­cia?

Po­nad 10 lat temu na Kon­gre­sie Eu­ro­pej­skiej Aka­de­mii Aler­go­lo­gii i Im­mu­no­lo­gii Kli­nicz­nej w Bir­ming­ham (czer­wiec 1998) le­ka­rze szwedz­cy przed­sta­wi­li bar­dzo in­te­re­su­ją­ce ob­ser­wa­cje. W ro­dzi­nach sto­su­ją­cych się w ży­ciu co­dzien­nym do praw na­tu­ry skłon­ność do wy­stę­po­wa­nia cho­rób ato­po­wych (cho­rób aler­gicz­nych po­wsta­ją­cych tyl­ko na dro­dze jed­ne­go z wie­lu me­cha­ni­zmów) jest dwu­krot­nie rzad­sza. Ba­da­nia na­uko­we po­twier­dza­ją, co jako oczy­wi­ste pod­po­wia­da in­tu­icja: je­że­li czło­wiek żyje w spo­sób zgod­ny z na­tu­rą, jest zdro­wy. Je­śli spo­ży­wa w nad­mia­rze mle­ko kro­wie, jak­by był cie­lę­ciem, albo mię­so w nad­mia­rze, jak­by sam był zwie­rzę­ciem dra­pież­nym – na­ra­żo­ny jest na aler­gię, cho­ro­by sta­wów, miaż­dży­cę, no­wo­two­ry, cho­ro­by psy­chicz­ne, czy­li cho­ro­by cy­wi­li­za­cyj­ne.

Zwie­rzę­ta mają in­stynkt sa­mo­za­cho­waw­czy, któ­ry każe im wy­bie­rać po­ży­wie­nie od­po­wied­nie dla ga­tun­ku. Małe dzie­ci mają po­dob­ny in­stynkt. Więk­szość od­ma­wia pi­cia kro­wie­go mle­ka, wie­le nie chce jeść mię­sa. Ro­dzi­ce, dzia­ła­jąc w do­brej wie­rze, nisz­czą ich in­stynk­tow­ne od­ru­chy. Inne taki po­karm je­dzą i nic im nie jest. Czło­wiek jest za­bor­czy i za­ro­zu­mia­ły. W swo­jej py­sze są­dzi, że może na­rzu­cić przy­ro­dzie wła­sne pra­wa. Czy­ni tak zresz­tą od mi­lio­nów lat. Przy­ro­da upo­mi­na się o swo­je i mści się, ob­da­rza­jąc ludz­kość ca­łym wa­chla­rzem cho­rób, któ­rych źró­dłem jest po­gwał­ce­nie praw rzą­dzą­cych na­szym ga­tun­kiem.

Czło­wiek na­le­ży do zbie­ra­czy. To zna­czy, że zgod­nie ze swo­ją na­tu­rą po­wi­nien od­ży­wiać się tym, co zbie­rze: na­sio­na­mi, ko­rze­nia­mi, li­ść­mi, owo­ca­mi, ja­ja­mi pta­ków, orze­cha­mi i ry­ba­mi. Są wśród lu­dzi mię­so­żer­cy – dla nich mię­so musi być, są tacy, któ­rzy mogą spo­ży­wać mle­ko i jego prze­two­ry, ale są i tacy, któ­rym bli­sko do we­ge­ta­ria­ni­zmu. Ni­ko­mu nie słu­ży prze­mysł spo­żyw­czy cy­wi­li­zo­wa­ne­go świa­ta.

Co­dzien­nie roz­ma­wiam z mo­imi pa­cjen­ta­mi o szcze­gó­łach ży­wie­nia. Ze smut­kiem i tro­ską stwier­dzam, że dzie­ci (do­ro­śli tak­że) nie je­dzą pra­wie wca­le kasz, rzad­ko strącz­ki, pra­wie nig­dy na­sion ole­istych, bar­dzo mało wa­rzyw, szcze­gól­nie zie­lo­nych, bar­dzo mało ryb, za mało świe­żych owo­ców. W ich die­tach kró­lu­je wie­przo­wi­na, wę­dli­ny, mąka pszen­na, je­dze­nie prze­my­sło­we i cu­kier we wszyst­kich po­sta­ciach. I do­dat­ko­wo całe mo­rze tzw. je­dze­nia śmie­cio­we­go (fast food). Naj­wię­cej po­ży­wie­nia śmie­cio­we­go je­dzą dzie­ci, na­wet te bar­dzo małe. I to jest prze­ra­ża­ją­ce. Do­cho­dzę do wnio­sku, że to ro­dzi­ce i dziad­ko­wie są bez­po­śred­nio win­ni epi­de­mii aler­gii, in­fek­cji, no­wo­two­rów i cu­krzy­cy u swo­ich dzie­ci czy póź­niej w wie­ku do­ro­słym. To ro­dzi­ce uczą nas na­wy­ków, sma­ków i za­cho­wań. Po­śred­nio je­ste­śmy win­ni tym epi­de­miom my, le­ka­rze. Bez­myśl­nie nad­uży­wa­my an­ty­bio­ty­ków (o ich nisz­czą­cym wpły­wie na funk­cje ży­cio­we bę­dzie dużo w ca­łej książ­ce), za mało zwra­ca­my uwa­gę na to, co nasz pa­cjent je, jak żyje, czy upra­wia ja­kiś sport, czy w ogó­le się ru­sza, czy tyl­ko sie­dzi.

A naj­bar­dziej ob­cią­żam sys­tem opie­ki zdro­wot­nej. Za mało uwa­gi i fun­du­szy po­świę­ca tej ma­te­rii.

NA­SIO­NA TO POD­STA­WA PO­ŻY­WIE­NIA CZŁO­WIE­KA

• „gru­be” ka­sze: ja­gla­na, gry­cza­na, jęcz­mien­na, ku­ku­ry­dza, cała psze­ni­ca, żyto, ryż, płat­ki owsia­ne, kieł­ki zbo­żo­we

• róż­ne na­sio­na ro­ślin strącz­ko­wych, na przy­kład: soja, so­cze­wi­ca, fa­so­le, groch

• orze­chy, pest­ki sło­necz­ni­ka, pest­ki dyni, mig­da­ły

• drob­ne na­sion­ka, jak sie­mię lnia­ne, mak, wie­sio­łek, ama­ran­tus, se­zam; war­to je po­le­cić do uszla­chet­nia­nia so­sów i zup, pa­nie­ro­wa­nia ko­tle­tów, kro­kie­tów, ryb – za­miast tar­tej buł­ki, wy­twa­rza­nia sło­dy­czy i cia­ste­czek (z mio­dem, a nie z cu­krem).

Na­sio­na są źró­dłem war­to­ścio­we­go biał­ka; na przy­kład soja – wbrew po­wszech­nym opi­niom – do­star­cza dwa razy wię­cej ener­gii niż mię­so. Za­wie­ra­ją duże ilo­ści wę­glo­wo­da­nów i nie­na­sy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych, dzia­ła­ją­cych prze­ciw­miaż­dży­co­wo. W na­sio­nach wy­stę­pu­ją wszyst­kie wi­ta­mi­ny z gru­py B oraz waż­ne mi­kro­ele­men­ty, któ­rych nie­do­bo­ry wy­wo­łu­ją cho­ro­by skó­ry i bło­ny ślu­zo­wej, źle wpły­wa­ją na wło­sy i pa­znok­cie. Są m.in. ol­brzy­mim źró­dłem wy­so­ko przy­swa­ja­ne­go wap­nia, ma­gne­zu, cyn­ku i in­nych waż­nych dla ży­cia mi­kro­ele­men­tów. Nie­wy­star­cza­ją­ca po­daż tych skład­ni­ków w po­ży­wie­niu za­bu­rza pra­cę ukła­dów: ner­wo­we­go, hor­mo­nal­ne­go i im­mu­no­lo­gicz­ne­go, któ­rych pra­wi­dło­we funk­cjo­no­wa­nie wa­run­ku­je zdro­wie. Żad­ne źró­dła sztucz­nych wi­ta­min i mi­kro­ele­men­tów nie do­rów­nu­ją ol­brzy­mim re­zer­wom zma­ga­zy­no­wa­nym w na­sio­nach. Na­sio­na wresz­cie, po­dob­nie jak wa­rzy­wa i owo­ce, za­wie­ra­ją błon­nik, któ­ry dzia­ła jak szczot­ka wy­mia­ta­ją­ca z je­lit śmie­ci. Błon­ni­ka nie ma ani w mię­sie i wę­dli­nach, ani w se­rach, jo­gur­tach i mle­ku.

Naj­now­sza wie­dza o pra­wi­dło­wym, zgod­nym z na­tu­rą czło­wie­ka od­ży­wia­niu, z tru­dem prze­bi­ja się do świa­do­mo­ści spo­łecz­nej. Na szczę­ście co­raz czę­ściej mówi się pu­blicz­nie, że nad­miar biał­ka zwie­rzę­ce­go jest dla czło­wie­ka szko­dli­wy – nie je­ste­śmy wszak zwie­rzę­ta­mi mię­so­żer­ny­mi i nasz prze­wód po­kar­mo­wy nie zo­stał ewo­lu­cyj­nie przy­sto­so­wa­ny do tra­wie­nia wy­łącz­nie mię­sa.

W la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych w Wo­je­wódz­kiej Po­rad­ni Aler­go­lo­gicz­nej w Sta­lo­wej Woli wszyst­kich mo­ich pa­cjen­tów, bez wzglę­du na wiek, ru­ty­no­wo ba­da­łam pod ką­tem za­gro­że­nia miaż­dży­cą. W 1998 roku 61 pro­cent dzie­ci było w gru­pie ry­zy­ka miaż­dży­cy, a 5 pro­cent mia­ło – oprócz znacz­ne­go ob­ni­że­nia po­zio­mu HDL („do­brej” frak­cji cho­le­ste­ro­lu) – znacz­nie pod­wyż­szo­ny po­ziom cho­le­ste­ro­lu ogól­ne­go (po­wy­żej 200 mg pro­cent). Za­bu­rze­nia go­spo­dar­ki tłusz­czo­wej u dzie­ci prze­czą opi­nii, że jest to cho­ro­ba wie­ku po­de­szłe­go. Miaż­dży­ca sie­je spu­sto­sze­nie wśród Po­la­ków w każ­dym wie­ku, a czę­sto za­czy­na się już w dzie­ciń­stwie.

Licz­ba za­cho­ro­wań na no­wo­two­ry, cu­krzy­cę, cho­ro­by ser­ca, psy­chicz­ne, zwy­rod­nie­nio­we i aler­gicz­ne ro­śnie w za­stra­sza­ją­cym tem­pie. Co­raz młod­si umie­ra­ją na za­wa­ły, wy­le­wy, nad­ci­śnie­nie. Co­raz czę­ściej ofia­ra­mi tych scho­rzeń są ko­bie­ty, a na­wet małe dzie­ci. Naj­sku­tecz­niej­sze leki prze­ciw­miaż­dży­co­we, na­ser­co­we, prze­ciw­nad­ci­śnie­nio­we nie przy­wró­cą zdro­wia, je­śli nie zmie­ni­my die­ty z prze­wa­gą mię­sa, mle­ka, bia­łej mąki pszen­nej i cu­kru na zdro­wą, czy­li za­wie­ra­ją­cą głów­nie zbo­ża, wa­rzy­wa, owo­ce, jaj­ka, ryby, zwłasz­cza mor­skie, zwłasz­cza tłu­ste.

Mię­so na na­szych sto­łach po­cho­dzi, jak wia­do­mo, z ubo­ju zwie­rząt ho­do­wa­nych w ce­lach spo­żyw­czych. W kra­jach uprze­my­sło­wio­nych rzad­ko jego źró­dłem by­wa­ją go­spo­dar­stwa do­mo­we, tra­dy­cyj­nie pro­wa­dzo­ne fer­my. Ta­kie mię­so jest bar­dziej bez­piecz­ne dla zdro­wia, sprzy­ja (spo­ży­wa­ne w nad­mia­rze) „tyl­ko” za­cho­ro­wa­niom na miaż­dży­cę, aler­gie, zwy­rod­nie­niom. A prze­cież ja­da­my głów­nie mię­so zwie­rząt ho­do­wa­nych w spo­sób prze­my­sło­wy. Czy kie­dy­kol­wiek za­sta­na­wia­li­śmy się nad tym, jak wy­glą­da taka ho­dow­la?

Zwie­rząt ras mię­snych nie wy­pa­sa się na łą­kach, nie mają więc do­stę­pu do świe­że­go po­wie­trza, słoń­ca, a tak­że ro­ślin i ziół, któ­re re­gu­lu­ją ich pro­ces tra­wien­ny. Stło­czo­ne w cia­snych obo­rach, fa­sze­ro­wa­ne są an­ty­bio­ty­ka­mi, sul­fo­na­mi­da­mi i hor­mo­na­mi, żeby szyb­ko ro­sły i nie cho­ro­wa­ły. Ła­two wy­wnio­sko­wać, że zupa na mię­sie i ko­ściach to jed­no­cze­śnie wy­war z an­ty­bio­ty­ków, sul­fo­na­mi­dów i hor­mo­nów, któ­re so­bie w nie­kon­tro­lo­wa­ny spo­sób apli­ku­je­my. Te skład­ni­ki sil­nie od­dzia­łu­ją na nasz or­ga­nizm, po­wo­du­jąc za­bu­rze­nia hor­mo­nal­ne i im­mu­no­lo­gicz­ne.

Pa­mię­tać też trze­ba, że zwie­rzę­ta w fer­mach ho­dow­la­nych żyją w sil­nym stre­sie. Stres wy­zwa­la w ży­wym or­ga­ni­zmie ad­re­na­li­nę – hor­mon stra­chu, agre­sji. Jej ilość w cza­sie ubo­ju gwał­tow­nie wzra­sta.

Mię­dzy na­tu­ral­nym po­ży­wie­niem czło­wie­ka a nim sa­mym wy­ro­sła po­tęż­na ma­chi­na: prze­mysł spo­żyw­czy. Nie­po­żą­da­nym skut­kiem ubocz­nym ma­so­wej pro­duk­cji żyw­no­ści jest po­wsta­nie ry­zy­ka la­wi­no­we­go roz­wo­ju trud­nych do opa­no­wa­nia cho­rób.

Nie jest praw­dą, że pro­blem po­zo­sta­je zu­peł­nie nie­zau­wa­żo­ny. Opra­co­wy­wa­ne są i wdra­ża­ne proz­dro­wot­ne pro­gra­my o róż­nym za­się­gu. O za­gro­że­niu miaż­dży­cą mówi się i prze­strze­ga przed nim. Nikt jed­nak­że nie wal­czy z cho­ro­bo­twór­czy­mi skle­pi­ka­mi szkol­ny­mi, któ­re sprze­da­ją wy­łącz­nie bia­łą mąkę i cu­kier w sło­dy­czach oraz „śmie­cie” i fast fo­ody. W tych dzia­ła­niach zbyt mało miej­sca po­świę­ca się głów­nym spraw­com miaż­dży­cy, któ­ry­mi są: mię­so w po­sta­ci wę­dlin i kon­serw, mle­ko kro­wie, wy­so­ko­glu­te­no­wa bia­ła mąka pszen­na, cu­kier ra­fi­no­wa­ny, wa­rzo­na sól i związ­ki che­micz­ne do­da­wa­ne do po­ży­wie­nia przez prze­mysł spo­żyw­czy. Nic dziw­ne­go; na­uka ostat­nich kil­ku dzie­się­cio­le­ci stwo­rzy­ła mit, że or­ga­nizm ludz­ki do swo­je­go roz­wo­ju po­trze­bu­je du­żej ilo­ści biał­ka zwie­rzę­ce­go i że ma ono wyż­szą war­tość niż biał­ko ro­ślin­ne. Ta tra­gicz­na w skut­kach opi­nia zo­sta­ła sfor­mu­ło­wa­na na po­cząt­ku na­sze­go wie­ku przez an­giel­skie­go uczo­ne­go Tho­ma­sa. Prze­pro­wa­dzał on do­świad­cze­nia, z któ­rych wy­cią­gnął wnio­sek, że mło­de szczu­ry kar­mio­ne mię­sem ro­sną szyb­ciej niż ich ró­wie­śni­cy po­zba­wie­ni tego skład­ni­ka po­kar­mo­we­go. Swo­ją po­chop­ną in­ter­pre­ta­cję od­niósł tak­że do lu­dzi. Uczo­ny nie był jed­nak w sta­nie prze­wi­dzieć da­le­ko­sięż­nych na­stępstw od­kry­cia. Kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej inni ucze­ni do­wie­dli, że ta­kie sty­mu­lo­wa­nie wzro­stu zwięk­sza po­dat­ność na cho­ro­by, osła­bia ogól­ną kon­dy­cję i w re­zul­ta­cie skra­ca ży­cie. Te ba­da­nia po­cząt­ko­wo po­zo­sta­ły w świe­cie na­uki nie­zau­wa­żo­ne, a błąd Tho­ma­sa spo­wo­do­wał, że współ­cze­sna na­uka o ży­wie­niu nadal pro­pa­gu­je mit, iż wy­so­ko­biał­ko­wa, mię­sna i mlecz­na die­ta jest dla czło­wie­ka ko­rzyst­na. Z taką wie­dzą za­po­zna­ją się le­ka­rze i prze­ka­zu­ją ją swo­im pa­cjen­tom.

W 1963 roku pre­sti­żo­we na­uko­we pi­smo me­dycz­ne „Lan­cet” ogło­si­ło, że: biał­ko ro­ślin­ne nie jest już trak­to­wa­ne jako mniej war­to­ścio­we niż biał­ko po­cho­dze­nia zwie­rzę­ce­go. Jed­nak­że ma­chi­na prze­my­sło­wo-re­kla­mo­wa robi wszyst­ko, aby otu­ma­nić kon­su­men­ta, aby ku­pił je­dze­nie prze­my­sło­we. Pol­skie in­sty­tu­cje zaj­mu­ją­ce się ży­wie­niem przez ostat­nie czter­dzie­ści lat moc­no pod­kre­śla­ły ko­niecz­ność zwięk­sze­nia ilo­ści biał­ka zwie­rzę­ce­go w die­cie. Opra­co­wa­ne w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku i do dziś obo­wią­zu­ją­ce nor­my ży­wie­nia dzie­ci w przed­szko­lach prze­wi­du­ją, że w ja­dło­spi­sie przed­szko­la­ków po­win­no być co naj­mniej pięć razy wię­cej biał­ka zwie­rzę­ce­go niż ro­ślin­ne­go. Re­zul­ta­ty zna­my: w przed­szko­lach wy­le­wa się kon­wie mle­ka, któ­re­go dzie­ci nie chcą pić, a mię­so ro­śnie im w ustach. Na­to­miast che­micz­ne wę­dli­ny zja­da­ne są chęt­nie, bo tak są skon­stru­owa­ne, aby były smacz­ne. Tak­że ro­dzi­ce, nie­świa­do­mie, choć kon­se­kwent­nie, ła­mią in­stynkt sa­mo­za­cho­waw­czy dzie­ci, zmu­sza­jąc je do je­dze­nia mię­sa i pi­cia mle­ka w nad­mia­rze („jesz­cze ły­czek mlecz­ka za bab­cię, jesz­cze ka­wa­łe­czek mię­ska za ma­mu­się...”). Dzię­ki temu ro­sną rze­sze pa­cjen­tów od­wie­dza­ją­cych pe­dia­trów, der­ma­to­lo­gów, kar­dio­lo­gów, reu­ma­to­lo­gów i aler­go­lo­gów, a tak­że psy­chia­trów.

Pod­czas świa­to­we­go kon­gre­su po­świę­co­ne­go oste­opo­ro­zie (Hong­kong 1992) usta­lo­no, że opty­mal­na ilość spo­ży­wa­ne­go przez czło­wie­ka w cią­gu doby biał­ka nie po­win­na prze­kra­czać 1 gra­ma na 1 ki­lo­gram cia­ła. Jesz­cze da­lej po­szli Ame­ry­ka­nie. Wy­ni­kiem sze­ro­ko za­kro­jo­nych ba­dań było opra­co­wa­nie w la­tach osiem­dzie­sią­tych re­wo­lu­cyj­nych wręcz za­le­ceń obo­wią­zu­ją­cych do dzi­siaj. Zgod­nie z nimi die­ta do­ro­słe­go męż­czy­zny po­win­na za­wie­rać mak­sy­mal­nie 56 gra­mów biał­ka dzien­nie, ko­bie­ty – 44 gra­my (oko­ło 0,5 g/kg wagi cia­ła), pod­czas gdy w la­tach po­przed­nich obo­wią­zy­wa­ło od­po­wied­nio 250 gra­mów i 150 gra­mów! Na­to­miast Ame­ry­kań­ska Aka­de­mia Pe­dia­trii w wy­da­nym u schył­ku lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku oświad­cze­niu za­bra­nia kar­mie­nia mle­kiem kro­wim dzie­ci do pierw­sze­go roku ży­cia. Te za­le­ce­nia obo­wią­zu­ją do dzi­siaj.

Obec­nie głów­nym pro­ble­mem zdro­wot­nym w kra­jach uprze­my­sło­wio­nych nie jest nie­do­bór, lecznad­miar biał­ka zwie­rzę­ce­go w na­szej die­cie.

Jak już była mowa, miaż­dży­ca, naj­więk­szy wróg na­sze­go zdro­wia, jest cho­ro­bą nad­mia­ru biał­ka, cu­kru i tłusz­czu i nisz­czą­cych or­ga­nizm związ­ków che­micz­nych i tok­syn pa­so­ży­tów i grzy­bów.

Czę­sto mó­wi­my: „nie wy­trzy­mu­ję bez mię­sa; nie mam siły, je­śli nie zjem mię­sa...” Po­wyż­sze stwier­dze­nia do­ty­czą czę­ści ludz­ko­ści, zwłasz­cza lu­dzi o kon­struk­cji im­mu­no­lo­gicz­nej okre­śla­nej sym­bo­licz­nie jako gru­pa „O” i gru­py „B”. Ta ostat­nia, jako je­dy­na, może pić mle­ko kro­wie i jego prze­two­ry bez ogra­ni­czeń (do­pó­ki mle­ko lub sery nie są aler­ge­nem!). Żad­na z po­zo­sta­łych grup nie po­win­na pić słod­kie­go mle­ka kro­wie­go (naj­wy­żej w nie­wiel­kich ilo­ściach na­tu­ral­ne pro­duk­ty skwa­szo­ne), a gru­pa „O” cał­ko­wi­cie zre­zy­gno­wać nie tyl­ko z mle­ka kro­wie­go, ale tak­że z jego prze­two­rów na ko­rzyść prze­two­rów skwa­szo­nych z mle­ka ko­zie­go i owcze­go. Gru­pa AB win­na spo­ży­wać mniej mię­sa zwie­rzę­ce­go, wię­cej ryb; może spo­ży­wać prze­two­ry ze skwa­szo­ne­go mle­ka kro­wie­go. Wszy­scy mogą spo­ży­wać (o ile nie ma aler­gii) prze­two­ry ze świe­że­go mle­ka ko­zie­go i jego pro­duk­ty skwa­szo­ne, mniej agre­syw­ne dla lu­dzi niż mle­ko kro­wie. Naj­bliż­sza we­ge­ta­ria­ni­zmo­wi jest gru­pa A.

W pro­ce­sie me­ta­bo­licz­nym mię­sa po­wsta­je mię­dzy in­ny­mi kwas mo­czo­wy. Przy­czy­nia się on do zwy­rod­nia­ją­cych cho­rób sta­wów u lu­dzi, u któ­rych me­cha­ni­zmy zo­bo­jęt­nia­ją­ce nad­miar tego kwa­su za­wo­dzą. Pi­cie du­żych ilo­ści wody i spo­ży­wa­nie su­ro­wych zie­lo­nych wa­rzyw przez mię­so­żer­ców zmniej­sza efek­ty ubocz­ne dzia­ła­nia kwa­su mo­czo­we­go.

Na mar­gi­ne­sie: ten sam kwas po­wsta­je w na­stęp­stwie wy­pi­cia kawy. Dzia­ła on pod­nie­ca­ją­co, daje po­czu­cie siły, złud­ne zresz­tą.

Mię­so, zwłasz­cza czer­wo­ne, wy­ka­zu­je szcze­gól­ne po­wi­no­wac­two z mię­śniem ser­co­wym czło­wie­ka. To­też jegonad­miar w die­cie jest jed­nym z czyn­ni­ków pro­wa­dzą­cych do za­gra­ża­ją­cych ży­ciu cho­rób ser­ca. Wy­wo­łu­je ono po­wsta­wa­nie wol­nych rod­ni­ków. To nisz­czą­ca nasz or­ga­nizm siła – „bom­ba” z na­tych­mia­sto­wym lub opóź­nio­nym za­pło­nem. Wol­ne rod­ni­ki uszka­dza­ją ścia­ny na­szych ko­mó­rek. Do za­kle­ja­nia tych „dziur” słu­ży cho­le­ste­rol pro­du­ko­wa­ny przez wą­tro­bę. Jest to ro­dzaj „ce­men­tu”, któ­ry na­pra­wia, ale i nisz­czy. W ta­kiej plom­bie mogą się od­kła­dać sole wap­nia. Ela­stycz­na tkan­ka na­czyń krwio­no­śnych ule­ga usztyw­nie­niu i po­gru­bie­niu, tward­nie­je. Przy du­żym wy­sił­ku, przy pod­wyż­szo­nym ci­śnie­niu krwi po pro­stu pęka, na­stę­pu­je wy­lew. Ale bywa i tak, że ścian­ka na­czy­nia, jak rura, w któ­rymś mo­men­cie ży­cia za­ra­sta i sta­je się nie­droż­na. Na­rzą­dy od­ży­wia­ne przez to na­czy­nie po­zba­wio­ne są tle­nu. Na­stę­pu­je za­wał. Za­leż­nie od tego, któ­re na­czy­nia zo­sta­ły za­czo­po­wa­ne przez cho­le­ste­rol, do­cho­dzi do nie­do­tle­nie­nia mó­zgu, ser­ca, wą­tro­by czy in­nych na­rzą­dów, a to ozna­cza cho­ro­bę lub śmierć.

Po­wsta­wa­nie wol­nych rod­ni­ków po­wo­du­ją tak­że za­tru­cie śro­do­wi­ska, róż­ne związ­ki do­da­wa­ne do po­kar­mów pro­duk­cji prze­my­sło­wej oraz pro­ce­sy ży­cio­we za­cho­dzą­ce w na­szym or­ga­ni­zmie.

Ro­dzą się py­ta­nia: dla­cze­go w szpi­ta­lach nie ma die­ty bez­mię­snej, bez­mlecz­nej, bez­glu­te­no­wej i bez­cu­kro­wej; dla­cze­go le­ka­rze z upo­rem god­nym lep­szej spra­wy za­le­ca­ją je­dze­nie mię­sa i mle­ka, mąki pszen­nej. Stan wie­lu pa­cjen­tów z aler­gią lub nie­to­le­ran­cją po­kar­mo­wą po­gar­sza się na szpi­tal­nej die­cie.

Dru­gie po­wszech­ne w na­szym ja­dło­spi­sie źró­dło cho­ro­bo­twór­cze­go biał­ka zwie­rzę­ce­go to mle­ko kro­wie i jego prze­two­ry.

Zgod­nie z na­tu­rą każ­dy mło­dy ssak po uro­dze­niu jest kar­mio­ny mle­kiem mat­ki – swo­jej mat­ki: kro­wy, gdy jest to cie­lę, kozy – koź­lę, a na­tu­ral­nym po­kar­mem ludz­kie­go nie­mow­lę­cia jest mle­ko ko­bie­ce.

To lo­gicz­ne i uza­sad­nio­ne. Na­ru­sza­nie tej lo­gi­ki może mieć nie­bez­piecz­ne na­stęp­stwa.

Dla no­wo­rod­ka i nie­mow­lę­cia ludz­kie­go biał­ka mle­ka kro­wie­go są agre­syw­ne im­mu­no­lo­gicz­nie, a je­śli dziec­ko jest skłon­ne do od­czy­nów aler­gicz­nych, obce ga­tun­ko­wo mle­ko jest aler­ge­nem. No­wo­rod­ki i nie­mow­lę­ta pi­ją­ce mle­ko kro­wie mają zwięk­szo­ne ry­zy­ko nie­bez­piecz­nych dla ży­cia in­fek­cji bak­te­ryj­nych, wi­ru­so­wych i grzy­bi­czych. W mle­ku kro­wim jest trzy razy wię­cej ka­ze­iny niż w mle­ku ludz­kim, agre­syw­ne­go biał­ka, po­trzeb­ne­go cie­lę­ciu do bły­ska­wicz­nej pro­duk­cji mię­śni, ra­cic, ro­gów. W ludz­kim or­ga­ni­zmie ka­ze­ina ule­ga m.in. prze­mia­nie do biał­ka ho­mo­cy­ste­iny, któ­ra sprzy­ja miaż­dży­cy na­czyń, zwy­rod­nie­niu w ukła­dzie kost­nym i po­wsta­wa­niu ka­mie­ni żół­cio­wych. W or­ga­ni­zmie nie­mow­lę­cia ka­ze­ina mle­ka kro­wie­go two­rzy ser, z tru­dem tra­wio­ny przez nie­go; po­ja­wia się nie­straw­ność, kwa­śne, bie­gun­ko­we stol­ce, kwa­śne wy­mio­ty. Ka­ze­ina mle­ka ludz­kie­go jest wstęp­nie tra­wio­na już w pier­si mat­ki, two­rzy małe, przy­ja­zne dro­bi­ny, szyb­ko do­sta­je się do je­li­ta i szyb­ko w ca­ło­ści wchła­nia się do krwi, nie za­le­ga w je­li­cie, nie ule­ga gni­ciu, jak to jest w przy­pad­ku ka­ze­iny mle­ka kro­wie­go. To dla­te­go nie­mow­lę­ta kar­mio­ne mle­kiem ludz­kim do­ma­ga­ją się czę­ściej po­kar­mu, a mat­ki in­ter­pre­tu­ją to bar­dzo czę­sto: „...po­da­łam mle­ko kro­wie, bo było głod­ne, a jak da­łam to mle­ko, to dziec­ko było syte...”.

Mat­ka nie wie, że ka­ze­ina kro­wia po pro­stu dłu­go za­le­ga w prze­wo­dzie po­kar­mo­wym, czę­ścio­wo gni­je (wchła­nia się tyl­ko w 50 pro­cent) i za­tru­wa dziec­ko oraz sprzy­ja po­wsta­wa­niu aler­gii, in­fek­cji i oty­ło­ści w dzie­ciń­stwie, oste­opo­ro­zy, miaż­dży­cy, cu­krzy­cy, ka­mi­cy, zwy­rod­nie­nia sta­wów w ży­ciu do­ro­słym, a cza­sa­mi już mło­dzień­czym. Ka­ze­ina jest przy­czy­ną po­wsta­wa­nia gę­ste­go ślu­zu w je­li­tach, utrud­nia­ją­ce­go wchła­nia­nie ko­niecz­nych skład­ni­ków po­kar­mo­wych. W za­to­kach, no­sie, uszach i oskrze­lach po­wsta­je gę­sty śluz jako wy­nik pro­ce­sów za­pal­nych. Śluz jest przy­czy­ną zwę­że­nia świa­tła oskrze­li, nie­droż­no­ści nosa. W tym ślu­zie bak­te­rie mają wy­ma­rzo­ne wa­run­ki do roz­mna­ża­nia. Prze­ciw­cia­ła za­war­te w mle­ku kro­wim nie są przy­sto­so­wa­ne do ukła­du obron­ne­go czło­wie­ka – prze­wa­ga im­mu­no­glo­bu­lin G, w mle­ku ludz­kim im­mu­no­glo­bu­lin A (o ich roli czy­taj w roz­dzia­le IX), stąd tyle in­fek­cji u dzie­ci kar­mio­nych mle­kiem kro­wim, jo­gur­ta­mi i se­ra­mi.

Na­le­ży tu do­dać, że dru­gą, może jesz­cze bar­dziej istot­ną przy­czy­ną wzro­stu in­fek­cji i in­nych scho­rzeń za­leż­nych od gra­si­cy jest nad­uży­wa­nie, wręcz ka­ta­stro­fal­ne, an­ty­bio­ty­ków (patrz da­lej w roz­dzia­le Tro­chę teo­rii i Le­cze­nie cho­rób aler­gicz­nych). Mle­ko kro­wy po­trzeb­ne jest cie­lę­ciu wy­łącz­nie po to, aby szyb­ko zwięk­szy­ło swo­ją wagę. Dużo hor­mo­nów wzro­stu w mle­ku kro­wim wy­ni­ka z na­tu­ry by­dła: w cią­gu 2 lat sta­je się 900-ki­lo­gra­mo­wym zwie­rzę­ciem. Roz­wój mó­zgu u by­dła nie jest prio­ry­te­tem, in­a­czej niż u czło­wie­ka. Czło­wiek dla zdo­by­cia 60 kg po­trze­bu­je 20 lat i głów­nym ce­lem jest roz­wój mó­zgu, a nie ko­pyt, ro­gów i masy mię­śnio­wej. Inne prio­ry­te­ty. W ży­ciu do­ro­słym ilość biał­ka po­trzeb­ne­go do ży­cia to 0,5 g/kg wagi cia­ła, a prze­cięt­ny Po­lak 1 szklan­ką mle­ka i co­dzien­ną por­cją mię­sa nisz­czy swo­je zdro­wie na­wet 25-krot­nie więk­szą ich ilo­ścią. Z za­war­tych w mle­ku kro­wim tłusz­czów po­wsta­je kwas pal­mi­ty­no­wy, wią­żą­cy się w je­li­tach z wap­niem w nie­roz­pusz­czal­ne związ­ki wy­da­la­ne z ka­łem. Mle­ko za­wie­ra zbyt dużo jo­nów fos­fo­ra­no­wych, co jest ko­lej­nym ele­men­tem utrud­nia­ją­cym wchła­nia­nie wap­nia z mle­ka kro­wie­go. Im wię­cej dziec­ko z aler­gią pije kro­wie­go mle­ka, tym wię­cej wap­nia „ucie­ka” z ko­ści i zę­bów z po­wo­du złej pro­por­cji wap­nia do fos­fo­ru i ma­gne­zu w mle­ku kro­wim, nie­przy­sto­so­wa­nej do wy­mo­gów go­spo­dar­ki wap­nio­wej czło­wie­ka, za­kwa­sza­ją­ce­go dzia­ła­nia bia­łek mle­ka spo­ży­wa­ne­go po­nad moż­li­wo­ści zo­bo­jęt­nie­nia przez or­ga­nizm. Wy­ma­ga to do­dat­ko­wych por­cji soli wap­nia i ma­gne­zu z re­zer­wu­arów wap­nio­wych (ko­ści, krew, zęby). Pa­ra­dok­sal­nie – mat­ki, któ­re dba­ją o to, żeby dzie­ci piły dużo mle­ka, aby za­pew­nić po­daż wap­nia – zmniej­sza­ją re­zer­wy tego cen­ne­go bu­dul­co­we­go skład­ni­ka. Tak­że wchła­nia­nie że­la­za z mle­ka kro­wie­go jest u nie­mow­ląt co naj­mniej o po­ło­wę mniej­sze, a z mie­sza­nek mlecz­nych na­wet sied­mio­krot­nie mniej­sze niż z mle­ka mat­ki. Wy­ni­ka to z cał­ko­wi­te­go bra­ku wi­ta­mi­ny C, nie­wiel­kiej ilo­ści wi­ta­mi­ny E i mie­dzi oraz zbyt ma­łej ilo­ści lak­to­zy w mle­ku kro­wim, bez któ­rych że­la­zo w prze­wo­dzie po­kar­mo­wym czło­wie­ka wchła­nia się go­rzej. Pi­cie mle­ka i spo­ży­wa­nie jego prze­two­rów przez nie­mow­lę może sprzy­jać po­wsta­wa­niu ane­mii nie­do­barw­li­wej. Ale spo­ty­kam, rzad­ko, ta­kie zja­wi­sko tak­że u do­ro­słych. U do­ro­słych nad­miar sodu w mle­ku kro­wim pro­wa­dzi w nie­któ­rych przy­pad­kach do po­wsta­nia nad­ci­śnie­nia, za­trzy­ma­nia wody w or­ga­ni­zmie i za­bu­rzeń go­spo­dar­ki wod­no-mi­ne­ral­nej (pa­cjen­ci wy­glą­da­ją jak­by byli obrzęk­nię­ci, mają za­par­cia), nie­wy­dol­no­ści ne­rek i za­wa­łów ser­ca. Nie­do­bór nie­na­sy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych w mle­ku kro­wim jest przy­czy­ną za­bu­rzeń ner­ko­wych u ma­łych dzie­ci, a w póź­niej­szym wie­ku sprzy­ja po­wsta­wa­niu miaż­dży­cy. Nad­miar wszyst­kich soli mi­ne­ral­nych może pro­wa­dzić do tę­życz­ki, drga­wek, za­bu­rze­nia w for­mo­wa­niu ema­lii zę­bów i w kon­se­kwen­cji próch­ni­cy, któ­rą po­tę­gu­je kwa­śny od­czyn, ulu­bio­ny od­czyn pa­to­lo­gicz­nych bak­te­rii w ja­mie ust­nej, tak­że sprzy­ja­ją­cych próch­ni­cy. Mle­ko kro­wie nie za­wie­ra ko­niecz­nych ami­no­kwa­sów, któ­re po­trzeb­ne są nie­mow­lę­ciu i ma­łe­mu dziec­ku do pra­wi­dło­wej bu­do­wy ner­wów. Dzie­ci pi­ją­ce mle­ko kro­wie go­rzej roz­wi­ja­ją się pod wzglę­dem emo­cjo­nal­nym, mają gor­szą pa­mięć, go­rzej u nich z kon­cen­tra­cją uwa­gi. Bo po co cie­lę­ciu te ce­chy!

A prze­cież są inne źró­dła wap­nia niż mle­ko kro­wie (tu jest 118 mg/100 ml). Wię­cej za­wie­ra­ją bro­ku­ły – 130, ka­pu­sta wło­ska – 187, mig­da­ły – 254. W se­za­mie, maku jest go 10 razy wię­cej – 1160, w sar­dyn­kach i in­nych ry­bach mor­skich 4 razy wię­cej – oko­ło 400 w tej sa­mej ob­ję­to­ści, czy­li 100 ml.

Nie­któ­re dziew­czyn­ki i ko­bie­ty spo­ży­wa­ją­ce mle­ko kro­wie po­cho­dzą­ce z ho­dow­li prze­my­sło­wej (hor­mo­ny wzro­stu w pa­szy!) cier­pią w okre­sie doj­rze­wa­nia i w ży­ciu do­ro­słym z po­wo­du scho­rzeń gi­ne­ko­lo­gicz­nych (tor­bie­le, cy­sty, mię­śnia­ki, upła­wy, in­fek­cje, za­bu­rze­nia mie­siącz­ko­wa­nia, bez­płod­ność).

Z tego po­bież­ne­go prze­glą­du wła­sno­ści mle­ka kro­wie­go, gdy znaj­dzie się w or­ga­ni­zmie ludz­kim, wi­dać, że spo­ży­wa­ne przez lu­dzi sprzy­ja wie­lu cho­ro­bom i przy­spa­rza pa­cjen­tów le­ka­rzom róż­nych spe­cjal­no­ści, po­cząw­szy od pe­dia­trów, a na psy­chia­trach skoń­czyw­szy.

O mle­ku w aler­go­lo­gii bę­dzie jesz­cze mowa wie­lo­krot­nie, przejdź­my więc do na­stęp­ne­go szko­dli­we­go skład­ni­ka w na­szej die­cie.

Trze­cim czyn­ni­kiem sprzy­ja­ją­cym po­wsta­wa­niu aler­gii, miaż­dży­cy, próch­ni­cy i cu­krzy­cy jest cu­kier ra­fi­no­wa­ny. Nie cho­dzi o cu­kier wy­stę­pu­ją­cy w mio­dzie, bu­ra­kach cu­kro­wych, ro­dzyn­kach, fi­gach, su­szo­nych dak­ty­lach, słod­kich owo­cach, sło­dzie jęcz­mien­nym, ka­szy ja­gla­nej, ku­ku­ry­dzia­nej. To na­tu­ral­ny cu­kier, po­trzeb­ny czło­wie­ko­wi do ży­cia jak po­karm i woda. Zwłasz­cza mózg nie może obejść się bez na­tu­ral­nej „sło­dy­czy”, a dzie­ciom po­trze­ba jej wię­cej niż do­ro­słe­mu.

O ja­kim cu­krze mó­wi­my „bia­ła śmierć”? O bia­łym, ra­fi­no­wa­nym i o za­wie­ra­ją­cych ten cu­kier sło­dy­czach i pro­duk­tach po­kar­mo­wych wy­twa­rza­nych przez prze­mysł spo­żyw­czy (od wę­dlin po­przez pie­czy­wo do róż­nych kon­serw mię­snych, owo­co­wych, wa­rzyw­nych, so­ków, so­sów, na­po­jów, ke­czu­pów, sło­dy­czy, prze­cie­rów, musz­tard itd). Cu­kier wchła­nia się do krą­że­nia w je­li­cie cien­kim. Wkrót­ce po zje­dze­niu lub wy­pi­ciu cze­goś słod­kie­go na­stę­pu­je na­gły wzrost jego stę­że­nia we krwi. Po­nie­waż prze­kro­cze­nie po­zio­mu 100 mg pro­cent jest dla or­ga­ni­zmu nie­bez­piecz­ne, do ak­cji włą­cza się trzust­ka, któ­ra pro­du­ku­je wię­cej in­su­li­ny, aby usu­nąć nad­miar cu­kru. Stę­że­nie cu­kru we krwi spa­da, ale je­śli dol­na gra­ni­ca nor­my zo­sta­je prze­kro­czo­na, tak­że nie jest do­brze. Czu­je­my się sen­ni, śpią­cy, ła­two się mę­czy­my, po­ci­my się, po­ja­wia­ją się za­bu­rze­nia wzro­ku, za­wro­ty gło­wy, drże­nia i skur­cze mię­śni, ło­mo­ta­nie ser­ca. Za spraw­cę złe­go sa­mo­po­czu­cia uwa­ża­my stres, ni­skie ci­śnie­nie, złą po­go­dę, prze­pra­co­wa­nie, za­po­mi­na­jąc, że na nasz ja­dło­spis skła­da­ją się słod­kie na­po­je (kil­ka fi­li­ża­nek moc­no osło­dzo­nej her­ba­ty dzien­nie), mu­esli z cu­krem i mle­kiem na śnia­da­nie, ciast­ka, cze­ko­lad­ki i cu­kier­ki, po któ­re się­ga­my nie­mal nie­świa­do­mie. Nie­peł­no­war­to­ścio­wy po­karm z cu­krem, zwięk­sza­jąc pro­duk­cję in­su­li­ny, sprzy­ja przed­wcze­sne­mu sta­rze­niu skó­ry (zmarszcz­ki, prze­bar­wie­nia). Po kil­ku la­tach na­zbyt słod­kiej die­ty zmu­szo­na do nad­mier­ne­go wy­sił­ku trzust­ka za­czy­na funk­cjo­no­wać nie­pra­wi­dło­wo. Pro­du­ku­je za mało in­su­li­ny. Po­wsta­je cu­krzy­ca. Aby żyć, mu­si­my do­star­czać or­ga­ni­zmo­wi in­su­li­nę w po­sta­ci za­strzy­ku. Na nic zda­dzą się środ­ki ła­go­dzą­ce ob­ja­wy stre­su i prze­mę­cze­nia. Trze­ba wy­eli­mi­no­wać z die­ty cu­kier.

W cią­gu ostat­nich dwu­dzie­stu lat licz­ba przy­pad­ków cu­krzy­cy wzro­sła w Pol­sce kil­ku­na­sto­krot­nie. Mimo to nie pro­wa­dzi się kam­pa­nii na rzecz za­po­bie­ga­nia tej cho­ro­bie. Cho­rym dzie­ciom po­da­je się więk­szość le­ków w sy­ro­pie, czy­li stę­żo­nym cu­krze. Miesz­kań­cy cy­wi­li­zo­wa­nych, bo­ga­tych kra­jów nie wy­obra­ża­ją so­bie die­ty bez cu­kru.

Bia­ły cu­kier to szyb­kie ka­lo­rie. U jed­nych spa­la­ny jest nie­mal bły­ska­wicz­nie i gro­ma­dzo­ny w wą­tro­bie w po­sta­ci gli­ko­ge­nu; ci pa­cjen­ci są szczu­pli, ner­wo­wi, z za­bu­rze­nia­mi kon­cen­tra­cji uwa­gi, mie­wa­ją chan­dry, kry­zy­sy ner­wo­we. U in­nych, któ­rych trzust­ka od­ma­wia po­słu­szeń­stwa, cu­kier ule­ga prze­mia­nie w tłusz­cze. Po­wsta­je miaż­dży­ca i oty­łość. Tacy lu­dzie są apa­tycz­ni, le­ni­wi, nic im się nie chce, na­rze­ka­ją na wszyst­ko, ni­cze­go nie mogą osią­gnąć. Czy nie le­piej za­stą­pić cu­kier ra­fi­no­wa­nym mio­dem, cu­krem nie­ra­fi­no­wa­nym, na­pa­rem z ko­ni­czy­ny czer­wo­nej, chmie­lu (ale nie w pi­wie), po­tra­wa­mi z soi, któ­re to skład­ni­ki dzia­ła­ją od­wrot­nie niż cu­kier – od­mła­dza­ją na­sze tkan­ki, gru­czo­ły we­wnętrz­ne­go wy­dzie­la­nia, skó­rę, wło­sy, pa­znok­cie i oczy! Je­den z przed­sta­wi­cie­li na­szych cu­krow­ni na moją proś­bę, aby pro­du­ko­wa­no tak­że cu­kier nie­ra­fi­no­wa­ny, stwier­dził, że w na­szym kra­ju nikt by tego nie ku­pił!

Dla­cze­go cu­kier po­wo­du­je cho­ro­bę?

Już od pierw­szych chwil obec­no­ści w na­szym or­ga­ni­zmie dzia­ła on de­struk­cyj­nie. Sto­ma­to­lo­dzy na­zy­wa­ją go „mor­der­cą zę­bów”, po­nie­waż stwa­rza ko­rzyst­ne wa­run­ki do roz­wo­ju bak­te­rii wy­wo­łu­ją­cych próch­ni­cę. Pro­du­ku­ją one nisz­czą­ce szkli­wo kwa­sy, przez ubyt­ki szkli­wa do­cie­ra­ją do wnę­trza zęba i uszka­dza­ją go. Nie po­mo­że flu­or, któ­ry ma utwar­dzać zęby, bo próch­ni­ca nie bie­rze się z nie­do­bo­ru flu­oru, lecz z nad­mia­ru cu­kru. Sze­ro­ko pro­wa­dzo­ne ak­cje flu­oro­wa­nia zę­bów to czę­sto dzia­ła­nia po­zor­ne, co wię­cej – szko­dli­we. Or­ga­nizm czer­pie flu­or z po­kar­mów, lecz rów­nież z... za­nie­czysz­czo­ne­go śro­do­wi­ska. Mamy więc tego pier­wiast­ka ra­czej w nad­mia­rze niż nie­do­bo­rze, a nad­miar flu­oru sprzy­ja aler­giom.

Ale to do­pie­ro po­czą­tek li­sty cho­rób, za któ­re od­po­wie­dzial­ny jest cu­kier.

W ja­mie ust­nej po­win­no być śro­do­wi­sko za­sa­do­we dla pra­wi­dło­we­go tra­wie­nia skro­bi przez en­zy­my za­war­te w śli­nie. Cu­kier za­kwa­sza śli­nę, co spra­wia, że skro­bia nie jest przy­go­to­wa­na w ja­mie ust­nej do „ob­rób­ki” w żo­łąd­ku i je­li­cie. Za­wie­ra­ją­ce ją po­kar­my nie są więc od­po­wied­nio wy­ko­rzy­sta­ne. Treść z jamy ust­nej prze­cho­dzi do żo­łąd­ka, gdzie jest kwa­śne śro­do­wi­sko, nie­zbęd­ne do pra­wi­dło­we­go tra­wie­nia bia­łek. Cu­kier (po­dob­nie jak mię­so i każ­de inne biał­ko) zwięk­sza kwa­so­wość tre­ści żo­łąd­ko­wej. Nad­miar kwa­sów tra­wi ślu­zów­kę żo­łąd­ka. Po­wsta­ją prze­wle­kłe za­pa­le­nia żo­łąd­ka i je­lit, sprzy­ja­ją­ce ko­lo­ni­za­cji bak­te­rii He­li­co­bac­ter py­lo­ri, któ­ra z ko­lei do­pro­wa­dza do prze­wle­kłych sta­nów za­pal­nych ślu­zów­ki prze­ły­ku, żo­łąd­ka i dwu­nast­ni­cy i w osta­tecz­nym efek­cie do cho­ro­by wrzo­do­wej tych na­rzą­dów. Do tego u wie­lu osób do­łą­cza­ją się pro­ce­sy aler­gicz­ne. Cu­kier, nisz­cząc ślu­zów­kę je­li­ta, sprzy­ja nad­mier­ne­mu roz­wo­jo­wi droż­dży i ko­lo­ni­za­cji grzy­ba­mi ple­śnio­wy­mi w prze­wo­dzie po­kar­mo­wym oraz uła­twia po­wsta­wa­nie aler­gii na po­kar­my i na grzy­by Can­di­da al­bi­cans. Na nic zda­dzą się leki prze­ciw­aler­gicz­ne, prze­ciw­wrzo­do­we i ru­ty­no­we die­ty, je­śli nie usu­nie się z ja­dło­spi­su cu­kru.

Aby pro­ces wchła­nia­nia po­trzeb­nych or­ga­ni­zmo­wi skład­ni­ków po­kar­mo­wych prze­bie­gał pra­wi­dło­wo, od­czyn w je­li­cie cien­kim po­wi­nien być za­sa­do­wy. Je­że­li z żo­łąd­ka do je­li­ta do­cie­ra lek­ko kwa­śna treść, zo­sta­je ona ła­two zneu­tra­li­zo­wa­na. Je­że­li na­to­miast zje­my pla­ster szyn­ki lub in­ne­go mię­sa, wy­pi­je­my szklan­kę mle­ka lub her­ba­ty z cu­krem, re­zul­ta­tem ta­kie­go po­sił­ku jest duże za­kwa­sze­nie tre­ści żo­łąd­ka. Dla jego zo­bo­jęt­nie­nia w je­li­cie zu­ży­wa­ny jest wapń, ma­gnez, fos­for, chrom z re­zer­wu­arów or­ga­ni­zmu (ko­ści i zę­bów). To w cią­gu lat pro­wa­dzi mię­dzy in­ny­mi do oste­opo­ro­zy. Leki uzu­peł­nia­ją­ce wapń w ko­ściach nie­wie­le da­dzą, je­śli w die­cie po­zo­sta­ną „zło­dzie­je wap­nia”: cu­kier oraz, w nad­mia­rze, mię­so, mle­ko i ich prze­two­ry.

A inne szko­dli­we skład­ni­ki po­kar­mo­we obec­ne w na­szym co­dzien­nym po­ży­wie­niu? Sól wa­rzo­na ob­cią­ża­ją­ca ner­ki, aspar­tam ob­ni­ża­ją­cy próg drgaw­ko­wy mó­zgu, akry­la­mi­dy bę­dą­ce po­dob­nie jak cu­kier neu­ro­tok­sy­ną i ele­men­tem miaż­dży­co- i ra­ko­twór­czym, glu­ta­mi­nian sodu, za­bu­rza­ją­cy pra­cę ne­rek i ukła­du na­czy­nio­we­go, a tak­że współ­win­ny epi­de­mii au­ty­zmu (obok rtę­ci za­war­tej w szcze­pion­kach ochron­nych) etc. Li­sta jest dłu­ga. Od­sy­łam Czy­tel­ni­ków do li­te­ra­tu­ry Fe­de­ra­cji Kon­su­men­tów.

Po­karm jest za­tru­wa­ny już na po­cząt­ku pro­ce­su pro­duk­cji. Dla ochro­ny przed chwa­sta­mi i owa­da­mi sto­so­wa­ne są środ­ki che­micz­ne, dla zwięk­sze­nia plo­nów – na­wo­zy sztucz­ne. Pro­dukt ro­ślin­ny od pro­du­cen­ta idzie do za­kła­du prze­twór­stwa spo­żyw­cze­go, gdzie jest prze­ra­bia­ny, sztucz­nie kon­ser­wo­wa­ny, wzbo­ga­ca­ny i uzdat­nia­ny. Od­ży­wia­jąc się wy­łącz­nie pro­duk­ta­mi prze­my­sło­wo prze­two­rzo­ny­mi, spo­ży­wa­my po­karm mniej war­to­ścio­wy i za­nie­czysz­czo­ny związ­ka­mi che­micz­ny­mi nie­ko­rzyst­ny­mi dla ukła­du ner­wo­we­go i ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go. Rzad­ko je­ste­śmy in­for­mo­wa­ni, ja­kie do­dat­ki che­micz­ne za­wie­ra dany pro­dukt spo­żyw­czy. Nie wie­my, czy nie są szko­dli­we.

Te in­for­ma­cje by­wa­ją ce­lo­wo skry­wa­ne, aby nie od­stra­szać kon­su­men­ta. Tak więc co­dzien­nie spo­ży­wa­my wie­le pro­duk­tów i do­dat­ków, któ­re sprzy­ja­ją cho­ro­bom aler­gicz­nym. Sze­rzej pi­szę o nich w roz­dzia­le Tro­chę teo­rii.

Od­czy­ny aler­gicz­ne były zna­ne od wie­ków. Ale nie do­ty­czy­ły tak wiel­kiej licz­by lu­dzi jak obec­nie. Dla­cze­go? Jest to cena, jaką pła­ci­my za roz­wój prze­my­słu i jego do­bro­dziej­stwa, któ­re uła­twia­ją lu­dziom ży­cie. Dzia­ła­nia za­mie­rzo­ne, a więc na przy­kład sto­so­wa­nie na­wo­zów sztucz­nych i środ­ków ochro­ny ro­ślin w rol­nic­twie, che­micz­nych barw­ni­ków spo­żyw­czych, środ­ków sma­ko­wych i kon­ser­wu­ją­cych w prze­my­śle spo­żyw­czym, a tak­że nie­po­żą­da­ne efek­ty tych dzia­łań: śmie­ci prze­my­sło­we (spa­li­ny, wy­zie­wy z fa­bryk), awa­rie elek­trow­ni ato­mo­wych, ka­ta­stro­fy tan­kow­ców z ropą naf­to­wą – wszyst­ko to wpły­wa nie­ko­rzyst­nie na spraw­ność ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go, ner­wo­we­go i hor­mo­nal­ne­go czło­wie­ka. Do tego do­łą­cza­ją się złe na­wy­ki, na przy­kład ku­li­nar­ne. Po­wiedz­my na mar­gi­ne­sie, że pol­skie na­le­żą do naj­gor­szych na świe­cie; na­sza kuch­nia jest szcze­gól­nie miaż­dży­co- i aler­go­gen­na. Po­śpiech i stres ży­cia co­dzien­ne­go do­peł­nia­ją złe­go. Czę­ściej cho­ru­je­my na raka, miaż­dży­cę, in­fek­cje, cho­ro­by zwy­rod­nie­nio­we sta­wów i oczy­wi­ście cho­ro­by aler­gicz­ne. Nasz ga­tu­nek trwa, po­nie­waż zo­stał wy­po­sa­żo­ny w wy­dol­ny układ im­mu­no­lo­gicz­ny. Ale jest on nad­we­rę­ża­ny przez nisz­czą­ce dzia­ła­nie wie­lu czyn­ni­ków, dla­te­go zdro­wie lu­dzi jest co­raz bar­dziej za­gro­żo­ne.

Spa­li­ny sa­mo­cho­do­we, za­nie­czysz­cze­nia eko­lo­gicz­ne sprzy­ja­ją za­bu­rze­niom funk­cji ko­mó­rek ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go, po­wo­du­ją nad­pro­duk­cję pa­to­lo­gicz­nych prze­ciw­ciał wy­wo­łu­ją­cych nie­bez­piecz­ne aler­gie. Od­pa­dy prze­my­sło­we za­tru­ły więk­szość rzek i je­zior. W więk­szo­ści miast bra­ku­je wody, któ­rą moż­na pić bez szko­dy dla zdro­wia. Na­wet po prze­go­to­wa­niu nie na­da­je się do pi­cia. Co­raz wię­cej miesz­kań­ców miast musi ko­rzy­stać ze spe­cjal­nych fil­trów uzdat­nia­ją­cych wodę po­bie­ra­ną z ujęć rzecz­nych lub czer­pie wodę z ujęć głę­bi­no­wych. Bez zdro­wej wody, za­wie­ra­ją­cej nie­zbęd­ne mi­ne­ra­ły i mi­kro­ele­men­ty, nie mo­że­my być zdro­wi.

Je­śli nie zmie­ni­my spo­so­bu my­śle­nia o je­dze­niu i na­szych na­wy­ków ży­wie­nio­wych, aler­go­lo­dzy będą mie­li co­raz wię­cej pra­cy, a za dzie­sięć, dwa­dzie­ścia lat cała cy­wi­li­zo­wa­na po­pu­la­cja bę­dzie cier­pieć z po­wo­du aler­gii. Do­pó­ki bę­dzie­my od­ży­wiać się nie­zgod­nie z pra­wa­mi na­tu­ry, do­pó­ty bę­dzie­my pła­cić za to gor­szą ja­ko­ścią ży­cia.

Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia ogło­si­ła wiek XXI wie­kiem epi­de­mii aler­gii.

Sło­wo aler­gia robi wiel­ką ka­rie­rę we współ­cze­snym spo­łe­czeń­stwie. Co­raz wię­cej o niej wie­my, co­raz le­piej wy­kry­wa­my jej me­cha­ni­zmy, co­raz sku­tecz­niej ją le­czy­my.

Cho­ro­by aler­gicz­ne po­wsta­ją z winy nie­spraw­no­ści trzech głów­nych ukła­dów: ner­wo­we­go, hor­mo­nal­ne­go i im­mu­no­lo­gicz­ne­go, czy­li na­szej ar­mii za­czep­no-obron­nej, w któ­rej każ­da li­nia ko­mó­rek może być przy­rów­na­na do dy­wi­zji, ba­ta­lio­nów i dru­żyn woj­ska. To woj­sko szko­li, wy­sy­ła do pra­cy i nad­zo­ru­je gra­si­ca, skrom­ny na­rząd, o któ­rym zbyt czę­sto za­po­mi­na­my. Spraw­ne, do­brze uzbro­jo­ne woj­sko da so­bie radę z każ­dym wro­giem. Sła­bo wy­szko­lo­ne, źle wy­po­sa­żo­ne, cho­ro­wi­te nie obro­ni przed ni­kim.

Z de­fek­tem, „ka­lec­twem” ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go na ogół się ro­dzi­my. Wszyst­kie ce­chy dzie­dzi­czy­my po swo­ich ro­dzi­cach, dziad­kach, pra­dziad­kach. W za­leż­no­ści od spo­so­bu kar­mie­nia po po­ro­dzie i póź­niej­sze­go spo­so­bu ży­cia (od­ży­wia­nie, wa­run­ki by­to­we, stan śro­do­wi­ska) wro­dzo­ne ce­chy albo się na­si­la­ją, albo słab­ną.

Je­że­li dzie­dzi­czy­my spraw­ny układ im­mu­no­lo­gicz­ny, lecz nie dba­my o do­star­cze­nie skład­ni­ków nie­zbęd­nych do jego pra­wi­dło­wej pra­cy, to mo­że­my się zna­leźć w gru­pie aler­gi­ków. Sta­je­my się bar­dziej na­ra­że­ni na in­fe­sta­cje pa­so­ży­ta­mi i in­fek­cje wi­ru­so­we, bak­te­ryj­ne i grzy­bi­cze i – sto­so­wa­nie an­ty­bio­ty­ków. An­ty­bio­ty­ki – an­ta­go­ni­ści – gra­si­cy wy­wo­łu­ją po­wyż­sze cho­ro­by. Pa­cjent znów do­sta­je an­ty­bio­tyk – błęd­ne koło. Wa­run­ki pra­cy (obec­ność w po­wie­trzu tru­ją­cych związ­ków che­micz­nych, du­żych ilo­ści za­rod­ni­ków grzy­bów ple­śnio­wych, sier­ści zwie­rząt fu­ter­ko­wych) lub za­miesz­ka­nia (za­grzy­bie­nie domu, opa­ry for­ma­li­ny z no­wych me­bli i dy­wa­nów, kle­jów do ta­pet, tok­sycz­nych la­kie­rów do ma­lo­wa­nia wnętrz itp.), a tak­że stres i pe­sy­mi­stycz­ne na­sta­wie­nie do ży­cia sprzy­ja­ją roz­re­gu­lo­wa­niu ukła­dów ner­wo­we­go, im­mu­no­lo­gicz­ne­go i hor­mo­nal­ne­go, a w re­zul­ta­cie roz­wo­jo­wi cho­ro­by. I co naj­mniej u pię­ciu spe­cja­li­stów bę­dzie­my szu­kać po­mo­cy.

Od lat le­czę lu­dzi cier­pią­cych z po­wo­du cho­rób aler­gicz­nych w naj­szer­szym tego sło­wa zna­cze­niu oraz der­ma­to­lo­gicz­nych. W zna­ko­mi­tej więk­szo­ści są to ofia­ry nie­wie­dzy, prze­są­dów ży­wie­nio­wych i nad­uży­wa­nia an­ty­bio­ty­ków oraz, na szczę­ście co­raz rza­dziej, ogól­nie po­da­wa­nych ste­ro­idów. W ich miej­sce po­ja­wi­ły się jed­nak­że nowe za­gro­że­nia – leki bio­lo­gicz­ne. Nie ozna­cza to, że nie do­ce­niam roli tych do­sko­na­łych le­ków. Je­stem wro­giem bez­myśl­ne­go ich nad­uży­wa­nia, na co po­da­ję wie­le przy­kła­dów na stro­nach tej ksiąz­ki. Mimo że na te­mat aler­gii uka­za­ła się po­kaź­na licz­ba ksią­żek – za­rów­no fa­cho­wych, jak i po­pu­lar­nych, mimo że cza­so­pi­sma pro­pa­gu­ją­ce zdro­wy styl ży­cia nie­ma­ło ar­ty­ku­łów po­świę­ca­ją róż­ne­go ro­dza­ju uczu­le­niom, stan świa­do­mo­ści spo­łe­czeń­stwa na te­mat nie­któ­rych scho­rzeń aler­gicz­nych oma­wia­nych w tej książ­ce po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia. Sto­sun­ko­wo do­brze zna­ne i po­pu­la­ry­zo­wa­ne są aler­gie IgE-za­leż­ne, w któ­rych pro­ces cho­ro­bo­wy uru­cha­mia­ny jest przez nad­pro­duk­cję im­mu­no­glo­bu­lin E. Na­to­miast o in­nych aler­giach, pseu­do­aler­giach, nad­wraż­li­wo­ściach, nie­to­le­ran­cjach, au­to­agre­sji wie się nie­wie­le lub zgo­ła nic. Tak­że po­ziom wie­dzy czę­ści le­ka­rzy nie­spe­cja­li­stów w za­kre­sie aler­go­lo­gii nie jest zbyt wy­so­ki. I stąd po­mysł na­pi­sa­nia tej książ­ki.

Kie­ru­ję ją do wszyst­kich Czy­tel­ni­ków za­in­te­re­so­wa­nych aler­gia­mi: do osób cier­pią­cych z ich po­wo­du, do ro­dzi­ców aler­gicz­nych dzie­ci, do lu­dzi zdro­wych chcą­cych unik­nąć cho­ro­by, a tak­że do mo­ich Ko­le­gów – le­ka­rzy in­nych spe­cjal­no­ści niż aler­go­lo­gia oraz stu­den­tów me­dy­cy­ny – pra­gną­cych po­sze­rzyć swą wie­dzę. Czy moi Czy­tel­ni­cy wie­dzą, że obec­nie, tak jak kie­dyś, stu­dent me­dy­cy­ny w cią­gu sze­ściu lat stu­diów ma tyl­ko je­den se­mestr wy­kła­dów o im­mu­no­lo­gii? Czy wie­dzą moi Czy­tel­ni­cy, że w cią­gu sze­ściu lat stu­diów nie ma w ogó­le wy­kła­dów czy przed­mio­tu o ży­wie­niu i za­gro­że­niach pły­ną­cych ze złe­go sty­lu ży­cia jako osob­ne­go waż­ne­go ko­lo­kwium, eg­za­mi­nu?

Chcia­ła­bym, aby książ­ka ta sta­no­wi­ła mój wkład w kształ­to­wa­nie pra­wi­dło­wych re­la­cji mię­dzy le­ka­rzem a pa­cjen­tem: aby le­karz, mo­gąc do niej ode­słać cho­re­go, nie mu­siał znie­cier­pli­wio­ny ro­bić mu wy­kła­du i wy­ja­śniać spraw dla każ­de­go me­dy­ka oczy­wi­stych; aby pa­cjent, ma­jąc pod­sta­wo­wą wie­dzę, trak­to­wał za­le­ce­nia swe­go le­ka­rza ze zro­zu­mie­niem, a nie ocze­ki­wał od nie­go wy­łącz­nie za­pi­sy­wa­nia le­ków i ja­kie­goś cudu. Już daw­no udo­wod­nio­no, że pod­sta­wą po­wo­dze­nia te­ra­pii jest współ­pra­ca le­czo­ne­go z le­czą­cym. Le­karz i pa­cjent to dwaj part­ne­rzy w wal­ce z cho­ro­bą, nie zaś uczo­ny spe­cja­li­sta, z jed­nej stro­ny, a z dru­giej „przy­pa­dek”.

Za­sad­ni­czą część mo­jej książ­ki sta­no­wi omó­wie­nie scho­rzeń po­szcze­gól­nych ukła­dów, któ­rych pod­ło­żem są sze­ro­ko ro­zu­mia­ne aler­gie. Bę­dzie też mowa o sto­so­wa­nych na świe­cie i w Pol­sce me­to­dach wy­kry­wa­nia tych cho­rób i ich le­cze­nia. Czy­tel­ni­cy do­wie­dzą się, jak z nimi żyć i jak im za­po­bie­gać. Aby uczy­nić zro­zu­mia­ły­mi dla la­ika ter­mi­ny i po­ję­cia, któ­ry­mi ope­ru­je aler­go­lo­gia, oraz me­cha­ni­zmy uru­cha­mia­ją­ce pro­ce­sy aler­gicz­ne, przed roz­dzia­ła­mi trak­tu­ją­cy­mi o cho­ro­bach za­miesz­czam roz­dział wy­ja­śnia­ją­cy te wła­śnie spra­wy.

Co do le­cze­nia, to pro­szę mo­ich Czy­tel­ni­ków pa­cjen­tów, aby trak­to­wa­li roz­dział o le­cze­niu cho­rób aler­gicz­nych in­for­ma­cyj­nie, a nie in­struk­ta­żo­wo i nie pró­bo­wa­li so­bie sami or­dy­no­wać le­ków.

I jesz­cze słów kil­ka o przy­kła­dach: bez nich ta książ­ka by­ła­by mniej lub bar­dziej przy­dat­nym opra­co­wa­niem po­zba­wio­nym wa­lo­rów prak­tycz­nych. Otóż wszyst­kie przy­kła­dy, z wy­jąt­kiem kil­ku, co za­zna­czam w tek­ście, za­czerp­nę­łam z wła­snej prak­ty­ki. Mają one nie tyl­ko uwia­ry­god­nić moje po­glą­dy, ale tak­że wy­ja­śnić spra­wy być może dla nie­któ­rych Czy­tel­ni­ków nie do koń­ca ja­sne.

Na za­koń­cze­nie wstę­pu do książ­ki pra­gnę jesz­cze raz pod­kre­ślić rolę po­ży­wie­nia i sty­lu ży­cia w za­cho­wa­niu zdro­wia. Jak­że czę­sto nie­świa­do­mie ko­pie­my łyż­ką wła­sny grób.

Geo­r­ge Ber­nard Shaw, słyn­ny pi­sarz i wspa­nia­ły prze­śmiew­ca, któ­ry nie ce­nił u le­ka­rzy ich po­gar­dy dla zja­wisk na­tu­ral­nych, jest au­to­rem na­stę­pu­ją­ce­go afo­ry­zmu: Na­uczy­li­śmy się fru­wać w po­wie­trzu jak pta­ki, pły­wać w wo­dzie jak ryby. Po­zo­sta­je tyl­ko jed­no: na­uczyć się żyć na Zie­mi jak czło­wiek.

Nic do­dać, nic ująć.

Roz­dział pierw­szyTro­chę teo­rii

Za­nim przej­dę do oma­wia­nia scho­rzeń aler­gicz­nych, przy­bli­żę Czy­tel­ni­ko­wi kil­ka pod­sta­wo­wych po­jęć i ter­mi­nów, któ­re po­zwo­lą na zro­zu­mie­nie tej no­wej, nie­ła­twej dzie­dzi­ny me­dy­cy­ny – za­rów­no pa­cjen­tom, jak i le­ka­rzom in­nych spe­cjal­no­ści oraz stu­den­tom me­dy­cy­ny za­in­te­re­so­wa­nym pro­ble­ma­ty­ką aler­go­lo­gicz­ną.

Aler­gia za­le­ży od za­bu­rzeń w ukła­dzie od­por­no­ścio­wym.

Co to jest układ od­por­no­ścio­wy, czy­li im­mu­no­lo­gicz­ny?

Układ ten to dwie stro­ny: im­mu­no­gen­na, czy­li każ­da ko­mór­ka or­ga­ni­zmu, któ­ra sy­gna­li­zu­je swo­je po­trze­by. Dru­ga stro­na to spe­cjal­ne ko­mór­ki przyj­mu­ją­ce sy­gna­ły ze stro­ny ko­mó­rek or­ga­ni­zmu i re­agu­ją­ca we­dle po­trze­by. Tę dru­gą stro­nę na­zy­wa­my ko­mór­ka­mi im­mu­no­kom­pe­tent­ny­mi.

Układ im­mu­no­lo­gicz­ny ma za za­da­nie przede wszyst­kim roz­po­zna­wać, to­le­ro­wać, ak­cep­to­wać i wspo­ma­gać wła­sne pra­wi­dło­we tkan­ki. Jego wtór­nym za­da­niem po roz­po­zna­niu sy­gna­łów pły­ną­cych z or­ga­ni­zmu jest eli­mi­na­cja tka­nek nie­pra­wi­dło­wych, za­blo­ko­wa­nie tok­sycz­ne­go dzia­ła­nia nie­któ­rych ko­mó­rek-kil­le­rów, nad­zór nad nisz­cze­niem wła­snych zmu­to­wa­nych tka­nek czy li­kwi­da­cja za­ka­żeń bak­te­ria­mi, wi­ru­sa­mi, grzy­ba­mi, pa­so­ży­ta­mi.

Ta skom­pli­ko­wa­na struk­tu­ra skła­da się z trzech ob­sza­rów:

1. tkan­ko­wo-na­rzą­do­we­go (szpik kost­ny, gra­si­ca, wę­zły chłon­ne, na­czy­nia lim­fa­tycz­ne, kęp­ki Pey­era, wy­ro­stek ro­bacz­ko­wy i śle­dzio­na)

2. oko­ło 500 mi­liar­dów ko­mó­rek:

2.1. lim­fo­cy­tów T, B, NK (na­tu­ral­nie cy­to­tok­sycz­ne) i K (cy­to­tok­sycz­ne za­leż­ne od prze­ciw­ciał);

2.2. ko­mó­rek pre­zen­tu­ją­cych an­ty­ge­ny (APC), czy­li mo­no­cy­ty, ma­kro­fa­gi, ko­mór­ki den­dry­tycz­ne i czę­ścio­wo lim­fo­cy­ty B, czy­li APC pro­fe­sjo­nal­ne. Oprócz nich jest mno­gość in­nych ko­mó­rek (śród­błon­ki na­czyń krwio­no­śnych, na­błon­ki dróg od­de­cho­wych i prze­wo­du po­kar­mo­we­go, fi­bro­bla­sty tkan­ki łącz­nej, ko­mór­ki krwio­twór­cze szpi­ku, ko­mór­ki mię­śnio­we, ko­mór­ki wszyst­kich na­rzą­dów), któ­re w na­tu­ral­ny spo­sób pre­zen­tu­ją swo­je an­ty­ge­ny zgod­no­ści tkan­ko­wej (HLA), aby być wspie­ra­nym, to­le­ro­wa­nym przez nad­rzęd­ne lim­fo­cy­ty gra­si­czo­za­leż­ne (lim­fo­cy­ty T). Je­śli za­pre­zen­tu­ją zmie­nio­ne an­ty­ge­ny (zmu­to­wa­ne, za­ka­żo­ne), wów­czas do­cho­dzi do ich na­pra­wie­nia lub znisz­cze­nia i usu­nię­cia.

3. pro­duk­tów hu­mo­ral­nych pro­du­ko­wa­nych przez ww. ko­mór­ki (im­mu­no­glo­bu­li­ny, cy­to­ki­ny, czyn­ni­ki wzro­stu ko­mór­ko­we­go, hor­mo­ny, neu­ro­pep­ty­dy, en­zy­my, me­dia­to­ry za­pa­le­nia).

Na sze­ro­ko ro­zu­mia­ną od­por­ność skła­da się: eli­mi­na­cja złe­go (swo­je­go lub ob­ce­go), to­le­ran­cja (swo­je­go lub ob­ce­go) i wspo­ma­ga­nie me­ta­bo­li­zmu or­ga­ni­zmu.

Wszyst­kie ko­mór­ki ukła­du od­por­no­ścio­we­go po­cho­dzą ze szpi­ku. Część z nich doj­rze­wa w szpi­ku i po­tem w ob­wo­do­wych na­rzą­dach ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go (lim­fo­cy­ty B, NK, K, mo­no­cy­ty, ma­kro­fa­gi). Te naj­waż­niej­sze, nad­rzęd­ne (lim­fo­cy­ty T) doj­rze­wa­ją w gra­si­cy.

CO TO JEST GRA­SI­CA?

Do­pie­ro w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych XX wie­ku do­wie­dzie­li­śmy, jak bar­dzo waż­na w ca­łym ży­ciu czło­wie­ka jest gra­si­ca. Do­pie­ro w koń­cu lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku otrzy­ma­li­śmy do­wo­dy na to, że gra­si­ca pra­cu­je do póź­ne­go wie­ku, że nie zni­ka cał­ko­wi­cie po osią­gnię­ciu doj­rza­ło­ści płcio­wej.

Gra­si­ca jako na­rząd we­wnętrz­ne­go wy­dzie­la­nia (mó­wi­my na­rząd hor­mo­nal­ny) pod­le­ga wpły­wom in­nych gru­czo­łów w sys­te­mie sprzę­że­nia zwrot­ne­go. Jej ak­tyw­ność wzma­ga hor­mon wzro­stu przy­sad­ki, pro­lak­ty­na, en­ke­fa­li­ny, en­dor­fi­ny, DHEA (de­hy­dro­epian­dro­ste­ron), ty­rok­sy­na i es­tro­ge­ny w stę­że­niach fi­zjo­lo­gicz­nych. Jej ak­tyw­ność osła­bia­ją ste­ry­dy kory nad­ner­czy (z wy­jąt­kiem DHEA), hor­mo­ny płcio­we (es­tro­ge­ny w nad­mia­rze i pro­ge­ste­ron). Gra­si­ca two­rzy wraz z ukła­dem hor­mo­nal­nym i ner­wo­wym układ kon­tro­lu­ją­cy, nad­zo­ru­ją­cy na­sze ży­cie w róż­nych oko­licz­no­ściach dzia­ła­nia czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych na róż­nych eta­pach ży­cia aż do sta­ro­ści włącz­nie. Wśród czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych na jej funk­cję bar­dzo źle wpły­wa prze­wle­kły stres oraz an­ty­bio­ty­ki, ste­ro­idy, leki an­ty­mi­to­tycz­ne i inne im­mu­no­su­pre­so­ry, agre­syw­na im­mu­no­sty­mu­la­cja (in­ter­fe­ro­ny, cy­to­ki­ny, an­ty­cy­to­ki­ny), pro­mie­nio­wa­nie jo­ni­zu­ją­ce, jak też es­tro­ge­ny w nad­mia­rze (an­ty­kon­cep­cja, su­ple­men­ta­cja) i po­da­wa­nie hor­mo­nów tar­czy­cy. Gra­si­ca nad­zo­ru­je od­por­ność na in­fek­cje, za­po­bie­ga roz­wo­jo­wi aler­gii, au­to­agre­sji, no­wo­two­rom, sprzy­ja od­no­wie tka­nek, za­po­bie­ga przed­wcze­sne­mu sta­rze­niu się, sprzy­ja, po­przez wpływ na pod­wzgó­rze i przy­sad­kę, pro­kre­acji. Gra­si­ca jest pierw­szym na­rzą­dem osią­ga­ją­cym już w ży­ciu pło­do­wym peł­ną doj­rza­łość, ale też naj­wcze­śniej ule­ga fi­zjo­lo­gicz­nej re­duk­cji w okre­sie doj­rze­wa­nia płcio­we­go, gdy koń­czy się faza wzro­stu (co­raz mniej so­ma­to­tro­pi­ny, któ­ra wspie­ra gra­si­cę, a co­raz wię­cej hor­mo­nów płcio­wych – an­ta­go­ni­stów gra­si­cy) i prze­wa­gi hor­mo­nów kory nad­ner­czy tak­że an­ta­go­ni­stów gra­si­cy. Po­tem stop­nio­wo ule­ga in­wo­lu­cji, ale tem­po jej za­ni­ka­nia za­le­ży od sty­lu ży­cia, spo­so­bu le­cze­nia róż­nych cho­rób. Złym sty­lem ży­cia (al­ko­hol, pa­pie­ro­sy, używ­ki, nar­ko­ty­ki, stre­sy, an­ty­bio­ty­ki, kor­ty­ko­ste­ro­idy, im­mu­no­su­pre­so­ry, pro­mie­nio­wa­nie, nad­uży­wa­nie rent­ge­no­dia­gno­sty­ki klat­ki pier­sio­wej, gdzie mie­ści się gra­si­ca, licz­ne szcze­pie­nia ochron­ne bez oce­ny spraw­no­ści ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go) nisz­czy­my cał­ko­wi­cie gra­si­cę, wy­wo­łu­je­my u sie­bie wtór­ny nie­do­bór od­por­no­ści i scho­dzi­my przed­wcze­śnie z tego świa­ta. Po­chop­ne usu­wa­nie mig­dał­ków pod­nie­bien­nych, ja­tro­gen­ne po­zba­wia­nie czło­wie­ka wy­rost­ka ro­bacz­ko­we­go – to dal­sze kro­ki do zu­bo­ża­nia ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go. Wte­dy przy ży­ciu i zdro­wiu może pod­trzy­mać su­ple­men­ta­cja hor­mo­nu gra­si­cze­go (patrz roz­dział o le­cze­niu). Je­że­li ży­je­my zdro­wo, mą­drze le­czy­my się – wów­czas, mimo mniej­szej ob­ję­to­ści i ak­tyw­no­ści, na­sza gra­si­ca trwa i na­wet jej zre­du­ko­wa­na tkan­ka i za­pa­so­we uśpio­ne lim­fo­cy­ty T, re­zy­du­ją­ce w ob­wo­do­wych na­rzą­dach lim­fa­tycz­nych, słu­żą nam dłu­go, prze­dłu­ża­jąc ży­cie w zdro­wiu fi­zycz­nym i psy­chicz­nym, tym bar­dziej że w la­tach 1997–1999 do­wie­dzio­no, że na­wet w po­de­szłym wie­ku gra­si­ca może wzma­gać swo­ją ak­tyw­ność i do­star­czać im­mu­no­kom­pe­tent­nych lim­fo­cy­tów zgod­nie z sy­gna­li­zo­wa­ny­mi po­trze­ba­mi or­ga­ni­zmu. Tak więc do la­mu­sa na­le­ży odło­żyć sta­ry po­gląd – ja­ko­by na­rząd ten za­ni­kał raz na za­wsze w pierw­szych la­tach ży­cia.

Dla aler­go­lo­gii waż­nym i głów­nym za­da­niem gra­si­cy jest za­opa­trze­nie ukła­du od­por­no­ścio­we­go w im­mu­no­kom­pe­tent­ne lim­fo­cy­ty T wszel­kich od­mian. Każ­dy lim­fo­cyt cha­rak­te­ry­zu­je się obec­no­ścią spe­cjal­nych czą­ste­czek biał­ko­wych na swo­jej po­wierzch­ni – CD (clu­ster of dif­fe­ren­tia­tion). Dwie z nich (CD2, CD3) wy­stę­pu­ją na po­wierzch­ni wszyst­kich lim­fo­cy­tów. Inne lim­fo­cy­ty mają na swo­jej po­wierzch­ni swo­ją, cha­rak­te­ry­stycz­ną dla sie­bie czą­stecz­kę (CD4, CD8 etc.). Ja­kie ko­mór­ki są w gru­pie lim­fo­cy­tów gra­si­czo­za­leż­nych?

1. lim­fo­cy­ty ini­cju­ją­ce od­po­wiedź na za­gro­że­nie (TCD4, czy­li Th); to eli­ta ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go; to one ini­cju­ją od­po­wiedź i dyk­tu­ją jej kie­ru­nek po­przez od­po­wied­nie roz­da­nie za­dań in­nym ko­mór­kom ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go przy po­mo­cy swo­ich cy­to­kin. Ma dwa fe­no­ty­py: Th1 z lim­fo­ki­na­mi IL-2, In­ter­fe­ron á, a i a, IL-12, IL-18 nad­zo­ru­ją obro­nę przed pa­to­ge­na­mi we­wnątrz­ko­mór­ko­wy­mi (np. wi­ru­sa­mi), ale tak­że od­po­wia­da­ją za więk­szość scho­rzeń za­pal­nych o me­cha­ni­zmie ko­mór­ko­wym. IL-18 od­po­wie­dzial­ne są za ko­mór­ko­wy typ od­po­wie­dzi im­mu­no­lo­gicz­nej. Dru­gi fe­no­typ to Th2, któ­re wy­zwa­la­ją in­ter­leu­ki­ny IL-4, IL-5, IL-6, IL-9, IL-10, IL-13, a więc ini­cju­ją za­pa­le­nie i od­po­wia­da­ją za nie­kon­tro­lo­wa­ną pro­duk­cję prze­ciw­ciał (im­mu­no­glo­bu­lin) przez lim­fo­cy­ty B, m.in. za aler­gię IgE-za­leż­ną, czy­li ato­pię. Jej po­wsta­nie sy­gna­li­zu­je brak od­po­wied­nie­go nad­zo­ru ze stro­ny naj­waż­niej­szych lim­fo­cy­tów gra­si­czo­za­leż­nych czy­li TCD4 – Th oraz T Reg (TCD4+ CD25+). Lim­fo­cy­ty B nie prze­sta­ją bo­wiem sa­mo­ist­nie pro­du­ko­wać nie­bez­piecz­nych prze­ciw­ciał, do­pó­ki im lim­fo­cyt TCD4 i lim­fo­cyt T Reg CD4+CD25+ nie za­bro­ni.

2. lim­fo­cy­ty efek­to­ro­we, czy­li cy­to­tok­sycz­ne i su­pre­syj­ne (TCD8 czy­li Ts) oraz Th17 – w wa­run­kach zdro­wia pod ści­słym nad­zo­rem ko­mó­rek TCD4 (Th). W wa­run­kach zdro­wia bez sy­gna­łu od TCD4 nie po­dej­mu­ją ak­cji na wła­sną rękę. Po wy­ko­na­niu swo­je­go za­da­nia zle­co­ne­go przez lim­fo­cyt TCD4 ko­mór­ki TCD8 i Th17 za­prze­sta­ją dzia­łań nisz­czą­cych i tym róż­nią się od lim­fo­cy­tów B. Lim­fo­cy­ty TCD8+ wy­zwa­la­ją m.in. TNF alfa i IFN gam­ma oraz IL-17.

3. lim­fo­cy­ty re­gu­la­cyj­ne (CD4+CD25+ czy­li T Reg) przy po­mo­cy swo­ich cy­to­kin IL10 i TGF beta za­pew­nia­ją rów­no­wa­gę w dzia­ła­niach wszyst­kich in­nych ko­mó­rek ukła­du od­por­no­ścio­we­go: po­wstrzy­mu­ją dal­szy ciąg re­ak­cji na­praw­czych, eli­mi­nu­ją­cych de­struk­cję, blo­ku­ją nie­po­żą­da­ne re­ak­cje aler­gicz­ne czy au­to­de­struk­cyj­ne, za­po­bie­ga­ją in­fek­cji wi­ru­sa­mi, bak­te­ria­mi, grzy­ba­mi, pa­so­ży­ta­mi.

Pod nad­zo­rem lim­fo­cy­tów T pra­cu­ją licz­ne inne ko­mór­ki wy­ko­naw­cze ukła­du od­por­no­ścio­we­go (lim­fo­cy­ty B–CD19, mo­no­cy­ty – CD16, ma­kro­fa­gi o licz­nych po­wierzch­nio­wych re­cep­to­rach CD, ko­mór­ki NK – CD56 i K, czy­li kil­le­ry [za­bój­cy], za­leż­ne od prze­ciw­ciał, któ­re nie mają na swo­jej po­wierzch­ni czą­stecz­ki CD). Ko­mór­ki wy­ko­naw­cze mogą nisz­czyć ob­cych i chro­nić wła­sne tkan­ki przed au­to­de­struk­cją. Je­że­li wy­mkną się spod kon­tro­li lim­fo­cy­tów TCD4 (Th) lub T Reg (CD4+ CD25+) wów­czas mogą być nie­bez­piecz­ne dla or­ga­ni­zmu i wy­wo­ły­wać cho­ro­by z au­to­agre­sji (ko­la­ge­no­zy np. to­czeń, pę­che­rzy­ca, skle­ro­der­mia) uszko­dze­nia tkan­ki ner­wo­wej (np. stward­nie­nie roz­sia­ne i bocz­ne, za­pa­le­nia wie­lo­ner­wo­we), cho­ro­by he­ma­to­lo­gicz­ne (ane­mia zło­śli­wa), uszko­dze­nie na­rzą­du ru­chu (reu­ma­to­idal­ne za­pa­le­nie sta­wów, cho­ro­ba ze­sztyw­nia­ją­ca krę­go­słu­pa).

W wy­ni­ku wpły­wu czyn­ni­ków ze­wnętrz­nych lub we­wnętrz­nych mogą po­wstać za­bu­rze­nia doj­rze­wa­nia i róż­ni­co­wa­nia lim­fo­cy­tów T w gra­si­cy, np. mniej lim­fo­cy­tów Th (CD4), wię­cej lim­fo­cy­tów Ts (CD8); może mieć miej­sce nie­ko­rzyst­na zmia­na pro­por­cji pod­klas Th z prze­wa­gą lim­fo­cy­tów Th2 (w zdro­wym or­ga­ni­zmie jest od­wrot­nie). Ko­mór­ki efek­to­ro­we Th17 po­przez swo­je in­ter­leu­ki­ny (IL-17 i IL-23) są od­po­wie­dzial­ne za po­wsta­wa­nie scho­rzeń z au­to­agre­sji (aler­gicz­ne za­pa­le­nie mó­zgu, reu­ma­to­idal­ne za­pa­le­nie sta­wów, łusz­czy­ca, cho­ro­ba Croh­na, stward­nie­nie roz­sia­ne).

Być może nie wszyst­ko w mo­ich wy­ja­śnie­niach bę­dzie dla Czy­tel­ni­ków zro­zu­mia­łe. Wie­le moż­na do­czy­tać. Pro­szę się tym nie przej­mo­wać i pa­mię­tać, że aler­go­lo­gia jest mło­dą dzie­dzi­ną. Wie­le za­gad­nień wcho­dzą­cych w za­kres jej za­in­te­re­so­wa­nia jest nie do koń­ca zba­da­nych i nie­ja­snych tak­że dla nas, aler­go­lo­gów. Czy­tel­nik zaś ma się zo­rien­to­wać w głów­nych pro­ble­mach aler­go­lo­gii, a nie zda­wać z niej eg­za­min. Mało jest pod­ręcz­ni­ków, któ­re – w spo­sób zro­zu­mia­ły dla la­ika lub le­ka­rza ma­ją­ce­go nie­wiel­ką wie­dzę o ukła­dzie im­mu­no­lo­gicz­nym – wy­ja­śnia­ją skom­pli­ko­wa­ną isto­tę ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go, szcze­gól­nie na wyż­szym pię­trze ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go, czy­li w gra­si­cy i w ob­rę­bie pierw­sze­go sze­re­gu ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go. W spo­sób bar­dzo zro­zu­mia­ły i ob­ra­zo­wy opi­su­je te zja­wi­ska prof. Ma­rek Dą­brow­ski w swo­jej książ­ce: Gra­si­ca, od­por­ność, zdro­wie.

Ato­pia

Ato­pia to nad­wraż­li­wość ko­mó­rek tucz­nych wy­stę­pu­ją­cych w tkan­kach są­sia­du­ją­cych ze świa­tem ze­wnętrz­nym – skó­rze, ślu­zów­kach nosa, ucha, gar­dła, krta­ni, oskrze­li, je­lit. Ale nad­wraż­li­wa ko­mór­ka tucz­na – pod wpły­wem czyn­ni­ków, któ­re dla zdro­we­go czło­wie­ka są obo­jęt­ne – zbyt ła­two wy­zwa­la wy­dzie­la­nie tych sub­stan­cji na­zy­wa­nych me­dia­to­ra­mi, ta­kich jak hi­sta­mi­na, od­po­wie­dzial­nych za okre­ślo­ne re­ak­cje tka­nek, na przy­kład: po­draż­nie­nie, obrzęk, ból, stan za­pal­ny. Tak­że inne ko­mór­ki ukła­du od­por­no­ścio­we­go za­cho­wu­ją się nie­pra­wi­dło­wo. Lim­fo­cy­ty B pro­du­ku­ją nad­mier­ne ilo­ści im­mo­glo­bu­lin E (IgE), prze­ciw­ciał o fun­da­men­tal­nym zna­cze­niu dla zja­wisk aler­gicz­nych zwa­nych ato­pią. Za­bu­rzo­ne dzia­ła­nie lim­fo­cy­tów po­moc­ni­czych Th (CD4) spra­wia, że na­stę­pu­je prze­wa­ga ich pod­kla­sy Th 2, pro­du­ku­ją­cej „złe” in­ter­leu­ki­ny (IL-4 i IL-5). Ostat­nio nie­ma­łe zna­cze­nie przy­pi­su­je się ko­mór­kom T po­moc­ni­czym Th17 i cy­to­ki­nom przez nich wy­dzie­la­nym. Lim­fo­cy­ty su­pre­so­ro­we Ts (TCD8) i T Reg (TCD4+CD25+), re­gu­lu­ją­ce pro­duk­cję prze­ciw­ciał IgE przez lim­fo­cy­ty B, nie speł­nia­ją swej roli pra­wi­dło­wo, co wy­zwa­la nie­kon­tro­lo­wa­ną pro­duk­cję tych prze­ciw­ciał. Tak w du­żym uprosz­cze­niu wy­glą­da me­cha­nizm ato­pii, czy­li aler­gii na­tych­mia­sto­wej. To ro­dzaj za­bu­rze­nia im­mu­no­lo­gicz­ne­go, bar­dzo nie­bez­piecz­ny dla pa­cjen­ta typ od­czy­nu aler­gicz­ne­go.

Ten typ aler­gii po­wo­du­je cho­ro­by na­rzą­dów, w któ­rych wy­stę­pu­ją ko­mór­ki tucz­ne (nos, ucho, gar­dło, krtań, oskrze­la, je­li­ta, skó­ra). To na­rzą­dy naj­bli­żej gra­ni­czą­ce ze świa­tem ze­wnętrz­nym. Cho­ro­by ato­po­we cha­rak­te­ry­zu­ją się pa­to­lo­gicz­ną, nad­mier­ną pro­duk­cją prze­ciw­ciał IgE, u zdro­we­go czło­wie­ka wy­stę­pu­ją­cych w ilo­ściach śla­do­wych. Stąd na­zwa: aler­gia IgE-za­leż­na. W or­ga­ni­zmie ato­pi­ka, czy­li aler­gi­ka IgE-za­leż­ne­go, na sku­tek nad­pro­duk­cji prze­ciw­ciał IgE na­stę­pu­je re­ak­cja aler­gicz­na wy­wo­łu­ją­ca ob­ja­wy cho­ro­bo­we: wy­syp­kę, świąd, ka­szel, ka­tar, dusz­ność, bie­gun­kę, bóle brzu­cha, gar­dła i inne.

W cho­ro­bach cen­tral­ne­go ukła­du ner­wo­we­go (mi­gre­na, pa­dacz­ka, mo­cze­nie noc­ne, za­bu­rze­nia za­cho­wa­nia i snu) udział me­cha­ni­zmu IgE-za­leż­ne­go jest nie­wiel­ki – od dzie­sięt­nych pro­cen­ta do kil­ku pro­cent. Na­to­miast od­po­wia­da on za kil­ka pro­cent przy­pad­ków po­krzyw­ki, do trzy­dzie­stu pro­cent ato­po­we­go za­pa­le­nia skó­ry i od kil­ku­na­stu do kil­ku­dzie­się­ciu pro­cent ast­my, za­pa­le­nia oskrze­li, nosa, krta­ni, uszu, za­tok, gar­dła, spo­jó­wek, prze­wo­du po­kar­mo­we­go. To głów­ny spraw­ca za­gra­ża­ją­ce­go ży­ciu wstrzą­su ana­fi­lak­tycz­ne­go.

Do wy­kry­wa­nia ato­pii słu­żą te­sty punk­to­we i swo­iste prze­ciw­cia­ła IgE skie­ro­wa­ne prze­ciw­ko kon­kret­ne­mu aler­ge­no­wi (na przy­kład roz­to­czy, pył­ków drzew, traw, zbóż, chwa­stów, sier­ści zwie­rząt, jadu osy lub psz­czo­ły, po­kar­mów).

Aler­gia

To szer­sze po­ję­cie, obej­mu­ją­ce i ato­pię, i inne typy nad­wraż­li­wo­ści po­wsta­ją­ce na sku­tek uru­cha­mia­nia od­mien­nych me­cha­ni­zmów im­mu­no­lo­gicz­nych niż ob­ser­wo­wa­ny w ato­pii. Aler­gii, któ­ra nie za­le­ży od prze­ciw­ciał IgE, nie da się wy­kryć te­sta­mi punk­to­wy­mi czy ba­da­niem po­zio­mu tych prze­ciw­ciał we krwi.

Aler­gie nie­za­leż­ne od IgE sta­no­wią duży pro­cent pa­to­lo­gii, któ­ra jest przed­mio­tem mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia. Z tą czę­ścią cho­rób aler­gicz­nych czę­sto nie umie­my so­bie po­ra­dzić: albo wca­le nie są one dia­gno­zo­wa­ne i le­czy się je ob­ja­wo­wo (le­czy­my sku­tek, nie zna­jąc przy­czy­ny) lub dia­gno­zu­je się je w nie­wie­lu wy­spe­cja­li­zo­wa­nych ośrod­kach (przo­du­ją w tym Sta­ny Zjed­no­czo­ne; w Eu­ro­pie, w tym w Pol­sce ta­ki­mi moż­li­wo­ścia­mi dys­po­nu­ją tyl­ko nie­licz­ne pla­ców­ki).

Po­ję­cie aler­gia obej­mu­je cho­ro­by więk­szo­ści na­rzą­dów, w tym na­rzą­dów we­wnętrz­nych, w któ­rych pro­ces IgE-za­leż­ny rzad­ko ma miej­sce. W za­kres tego po­ję­cia, poza ato­pią, wcho­dzą tak­że zja­wi­ska za­leż­ne od me­cha­ni­zmu cy­to­tok­sycz­ne­go, za­leż­ne od prze­ciw­ciał (np. pla­mi­ce), me­cha­ni­zmu krą­żą­cych kom­plek­sów im­mu­no­lo­gicz­nych, zbu­do­wa­nych z an­ty­ge­nów po­kar­mo­wych, le­ków, związ­ków che­micz­nych czy bia­łek bak­te­rii, grzy­bów i pa­so­ży­tów. Me­cha­nizm ten funk­cjo­nu­je w po­krzyw­ce, cho­ro­bach nie­in­fek­cyj­nych sta­wów, mi­gre­nach, oty­ło­ści, wie­lu scho­rze­niach prze­wo­du po­kar­mo­we­go, ze­spo­le ner­czy­co­wym. Ko­lej­ny me­cha­nizm – aler­gia ko­mór­ko­wa (wy­prysk).

Do ba­da­nia tych me­cha­ni­zmów mamy na­rzę­dzia w po­sta­ci moż­li­wo­ści oce­ny, ja­kie aler­ge­ny wy­wo­łu­ją po­wsta­nie pa­to­lo­gicz­nych swo­istych prze­ciw­ciał IgG – po­kar­my, grzy­by, wy­zwa­la­nie me­dia­to­rów z krą­żą­cych we krwi ko­mó­rek im­mu­no­lo­gicz­nych przez po­kar­my i związ­ki che­micz­ne do­da­wa­ne do pro­duk­tów po­kar­mo­wych przez prze­mysł spo­żyw­czy (MRT), ja­kie sub­stan­cje (aler­ge­ny wziew­ne, che­micz­ne i po­kar­my) wy­wo­łu­ją od­czy­ny ko­mór­ko­we, kon­tak­to­we (te­sty płat­ko­we).

Pseu­do­aler­gia

Ob­ja­wy cho­ro­by okre­śla­nej jako pseu­do­aler­gia po­wsta­ją pod wpły­wem dzia­ła­nia związ­ków che­micz­nych bez­po­śred­nio na układ ner­wo­wy, hor­mo­nal­ny czy im­mu­no­lo­gicz­ny. Nie są one zwią­za­ne ani z ato­pią, ani z in­nym me­cha­ni­zmem im­mu­no­lo­gicz­nym. Do wy­kry­wa­nia tej gru­py pa­to­lo­gii aler­go­lo­gicz­nej po­słu­gu­je­my się te­sta­mi pro­wo­ka­cyj­ny­mi, za­wie­ra­ją­cy­mi prób­ki po­dej­rza­nej sub­stan­cji.

Nie­to­le­ran­cja i nad­wraż­li­wość

Ter­mi­na­mi tymi okre­śla­my umow­nie wszyst­kie ob­ja­wy, któ­rych zwią­zek z do­mnie­ma­nym szko­dli­wym czyn­ni­kiem jest trud­ny do udo­wod­nie­nia z po­wo­du bra­ku te­stów lub in­nych na­rzę­dzi dia­gno­stycz­nych. Za­zwy­czaj jed­nak mamy po­wo­dy do po­dej­rzeń, że dany czyn­nik szko­dzi i wy­wo­łu­je cho­ro­bę. Do ba­da­nia tego zja­wi­ska słu­żą wy­łącz­nie te­sty pro­wo­ka­cyj­ne. Nie za­wsze jed­nak są one po­moc­ne.

Au­to­agre­sja

Do­cho­dzi do niej, gdy agre­syw­ne ko­mór­ki (NK – na­tu­ral kil­lers, ma­kro­fa­gi, po­bu­dzo­ne lim­fo­cy­ty B) wy­rwą się spod kon­tro­li ko­mó­rek T i wznie­ca­ją au­to­de­struk­cyj­ne pro­ce­sy za­pal­ne w róż­nych na­rzą­dach (sta­wach, tkan­ce ner­wo­wej, gru­czo­łach wy­dzie­la­nia we­wnętrz­ne­go, na­czy­niach, ukła­dzie krwio­twór­czym, ślu­zów­kach, skó­rze).

Już z tych pod­sta­wo­wych wy­ja­śnień wi­dać, jak wiel­ki ob­szar aler­go­lo­gii i im­mu­no­lo­gii jest me­dy­cy­nie nie­zna­ny, nie­zro­zu­mia­ły, sta­no­wi bia­łą pla­mę. Tak na­praw­dę za­rów­no w Pol­sce, jak i na ca­łym świe­cie zba­da­ne, do­brze po­zna­ne, ofi­cjal­nie do­pusz­czo­ne do użyt­ku są te­sty do ba­da­nia scho­rzeń okre­śla­nych jako ato­pia i aler­gia kon­tak­to­wa; do­ty­ka­ją one naj­wy­żej 35 pro­cent cho­rych zgła­sza­ją­cych się do aler­go­lo­ga (te­sty punk­to­we, IgE swo­iste). Do­pusz­czo­ne są tak­że te­sty płat­ko­we ba­da­ją­ce wy­prysk i nie­któ­re inne za­pa­le­nia, np. w dro­gach od­de­cho­wych. Więk­szość pa­cjen­tów cier­pi z po­wo­du in­nych ro­dza­jów aler­gii, nad­wraż­li­wo­ści, nie­to­le­ran­cji czy pseu­do­aler­gii i au­to­agre­sji. Są oni ska­za­ni na le­cze­nie ob­ja­wo­we, któ­re nie za­wsze jest sku­tecz­ne, a czę­sto szko­dli­we.

Dla­cze­go tak jest? Dla­cze­go ist­nie­ją­ce te­sty ba­da­ją­ce swo­iste, pa­to­lo­gicz­ne IgG, czy wy­zwa­la­ne me­dia­to­ry pod wpły­wem po­kar­mów i związ­ków che­micz­nych nie ist­nie­ją ofi­cjal­nie w ka­no­nach i kon­sen­su­sach? My­ślę, że obec­nie obo­wią­zu­ją­ce za­sa­dy ba­dań na­uko­wych nie po­zwa­la­ją wie­lu zja­wisk zba­dać zgod­nie z usta­lo­ny­mi przez na­ukow­ców re­gu­ła­mi. Kon­sen­su­sy i ba­da­nia na­uko­we opar­te na fak­tach na­uko­wych słu­żą nam le­ka­rzom jako uzna­na li­nia ogól­na po­stę­po­wa­nia dia­gno­stycz­ne­go i lecz­ni­cze­go. Z wy­ni­ków ba­dań opar­tych na fak­tach, za­twier­dzo­nych we­dle re­guł na­uko­wych ko­rzy­sta tyl­ko nie­wiel­ka część pa­cjen­tów. Resz­tę le­karz musi roz­wią­zać, po­słu­gu­jąc się ro­zu­mem, do­świad­cze­niem i wie­dzą, po­nie­waż me­dy­cy­na to sztu­ka.

Aler­go­lo­dzy na­le­żą do dwóch obo­zów. Część le­ka­rzy i na­ukow­ców za aler­gię uzna­je tyl­ko pro­ce­sy zwią­za­ne z ko­mór­ką tucz­ną – jed­ną z wie­lu ko­mó­rek ukła­du im­mu­no­lo­gicz­ne­go, i prze­ciw­cia­łem IgE – jed­nym z wie­lu prze­ciw­ciał. Do ba­da­nia tego me­cha­ni­zmu mamy do­brze spraw­dzo­ne te­sty dia­gno­stycz­ne. We­dług re­pre­zen­tan­tów tego nur­tu, scho­rze­nia wy­wo­ła­ne przez szko­dli­we dzia­ła­nie po­kar­mów, ple­śni, roz­to­czy, związ­ków che­micz­nych na dro­dze in­nych me­cha­ni­zmów niż IgE-za­leż­ne nie na­le­żą do aler­gii, a ob­ja­wy cho­ro­bo­we, ta­kie jak: mo­cze­nie noc­ne, mi­gre­na, ka­szel, ka­tar, ast­ma, za­pa­le­nie sta­wów, bóle brzu­cha, swę­dzą­ce wy­syp­ki na skó­rze i inne, o któ­rych pi­szę w tej książ­ce, wy­ni­ka­ją z „su­ge­stii” i są „po­cho­dze­nia psy­cho­so­ma­tycz­ne­go” lub „nie­zna­ne­go”, „idio­pa­tycz­ne­go”.

Ta­kie po­dej­ście do tych zja­wisk po­wo­du­je, że wiel­ka licz­ba lu­dzi cier­pi nie­po­trzeb­nie, po­nie­waż są le­cze­ni ob­ja­wo­wo, tym sa­mym – nie­sku­tecz­nie. Trud­no so­bie wy­obra­zić, że wy­syp­ka na skó­rze o cha­rak­te­rze ato­po­we­go za­pa­le­nia skó­ry u pię­cio­ty­go­dnio­we­go no­wo­rod­ka albo kol­ka ustę­pu­ją­ca po eli­mi­na­cji mle­ka z jego die­ty (lub die­ty jego mat­ki) i na­wra­ca­ją­ca po po­now­nym wpro­wa­dze­niu tego pro­duk­tu, mo­gła­by być wy­ni­kiem su­ge­stii (!). We­dług opi­nii kon­ser­wa­tyw­nych aler­go­lo­gów, je­śli IgE jest ujem­ne – cho­ro­ba tego dziec­ka mia­ła­by się brać z su­ge­stii.

Dru­ga gru­pa le­ka­rzy roz­sze­rza po­ję­cie aler­gii na po­zo­sta­łe me­cha­ni­zmy im­mu­no­lo­gicz­ne, na któ­rych dro­dze czyn­ni­ki ze­wnętrz­ne od­dzia­łu­ją na czło­wie­ka. Le­ka­rze ci uwa­ża­ją, że zdro­wiem czło­wie­ka rzą­dzą skom­pli­ko­wa­ne pro­ce­sy im­mu­no­lo­gicz­ne po­wią­za­ne z gra­si­cą, ukła­dem ner­wo­wym i hor­mo­nal­nym. We­dług nich po­kar­my, aler­ge­ny wziew­ne i związ­ki che­micz­ne, leki, stres, pa­so­ży­ty, bak­te­rie, wi­ru­sy, grzy­by mogą mieć wpływ na zdro­wie czło­wie­ka za po­śred­nic­twem róż­nych me­cha­ni­zmów – za­rów­no tych do­brze zna­nych od daw­na, jak i ta­kich, któ­re me­dy­cy­na zna sła­bo lub jesz­cze ich nie po­zna­ła. Ob­ja­wy cho­ro­bo­we o nie­zna­nym po­cho­dze­niu okre­śla­ją ter­mi­na­mi: pseu­do­aler­gia, nie­to­le­ran­cja, nad­wraż­li­wość, au­to­agre­sja, szko­dli­we dzia­ła­nie.

Zda­je­my so­bie spra­wę z tego, że wie­dza na te­mat aler­gii jest nie­peł­na (ale cią­gle się roz­sze­rza). Nie moż­na lek­ce­wa­żyć za­leż­no­ści po­mię­dzy eks­po­zy­cją or­ga­ni­zmu na dzia­ła­nie szko­dli­wych sub­stan­cji, ta­kich jak po­kar­my, nie­któ­re aler­ge­ny wziew­ne (grzy­by ple­śnio­we, roz­to­cze) i związ­ki che­micz­ne, a wy­stę­po­wa­niem cho­rób i ich ustę­po­wa­niem po eli­mi­na­cji tych sub­stan­cji. Ist­nie­nie tych za­leż­no­ści jest fak­tem, my tyl­ko nie na­uczy­li­śmy się jesz­cze ich ro­zu­mieć i roz­po­zna­wać.

Czyn­ni­ki aler­gicz­ne

PO­WIE­TRZE

W po­wie­trzu znaj­du­je się wie­le sub­stan­cji che­micz­nych, czą­stek or­ga­nicz­nych i mi­kro­or­ga­ni­zmów mo­gą­cych wy­wo­łać na­pad ast­my, ka­szel, ka­tar, ból gar­dła, ucha, za­tok, obrzęk krta­ni, za­pa­le­nie spo­jó­wek, za­pa­le­nie skó­ry. Czyn­ni­ki te nie wy­wo­łu­ją cho­ro­by u osób z pra­wi­dło­wo funk­cjo­nu­ją­cym ukła­dem im­mu­no­lo­gicz­nym. Re­agu­ją na nie oso­by ma­ją­ce skłon­no­ści do aler­gii z po­wo­du nie­do­sko­na­ło­ści tego ukła­du, a więc na przy­kład oso­by z ato­pią czy in­ne­go ro­dza­ju za­bu­rze­nia­mi w ob­rę­bie ukła­du od­por­no­ścio­we­go lub ner­wo­we­go.

PYŁ­KI RO­ŚLIN

Uczu­le­nia na pył­ki ro­ślin kwit­ną­cych mają cha­rak­ter se­zo­no­wy, po­nie­waż czyn­nik ten wy­stę­pu­je wy­łącz­nie w cza­sie kwit­nie­nia. Poza se­zo­nem cho­ro­ba nie wy­stę­pu­je. Cza­sa­mi pa­cjent re­agu­je na pył­ki spo­ży­te wraz z mio­dem.

Nie wszyst­kie pył­ki ro­ślin uczu­la­ją. Groź­ne są tyl­ko pro­du­ko­wa­ne w ol­brzy­mich ilo­ściach pył­ki ro­ślin wia­tro­pyl­nych, o nie­po­zor­nych kwia­tach, bez za­pa­chu. Pył­ki ro­ślin o pięk­nych, pach­ną­cych kwia­tach są lep­kie i cięż­kie, nie uno­szą się w po­wie­trzu, nie mają więc więk­sze­go zna­cze­nia w aler­go­lo­gii, po­nie­waż ich nie wdy­cha­my. Kwia­ty mogą uczu­lać wte­dy, gdy je wą­cha­my; wów­czas py­łek może do­stać się na ślu­zów­kę nosa. Kwia­ty mogą tak­że wy­wo­ły­wać zmia­ny na skó­rze po kon­tak­cie z nią.

Pył­ki drzew. Naj­wcze­śniej – w lu­tym, mar­cu – za­kwi­ta­ją lesz­czy­na, wierz­ba i ol­cha. W koń­cu mar­ca, kwiet­niu i na po­cząt­ku maja kwit­ną po­zo­sta­łe drze­wa li­ścia­ste: to­po­la, brzo­za, dąb, klon i inne. Pył­ki drzew czę­ściej wy­wo­łu­ją ka­tar aler­gicz­ny, rza­dziej ast­mę, ale mogą być rów­nież przy­czy­ną wy­stę­pu­ją­cej na po­cząt­ku wio­sny dusz­no­ści. Mó­wi­my: „wio­sną czę­sto się prze­zię­biam”. Część z tych „prze­zię­bień” to nic in­ne­go, jak aler­gicz­ne za­pa­le­nie gar­dła, oskrze­li, za­tok czy ka­tar aler­gicz­ny. Pył­ki drzew mogą tak­że po­gar­szać stan ato­po­we­go za­pa­le­nia skó­ry oraz sprzy­jać wio­sen­nym za­ostrze­niom cho­ro­by wrzo­do­wej żo­łąd­ka i dwu­nast­ni­cy.

Za­trzy­maj­my się przy to­po­li. Ze wzglę­du na szyb­ki przy­rost było to nie­zwy­kle po­pu­lar­ne w Pol­sce drze­wo. Kwit­nie w kwiet­niu. Uczu­la­ją po­dłuż­ne, zie­lon­ka­wo­żół­ta­we lub wi­śnio­we kwia­ty to­po­li, nie zaś na­sio­na za­opa­trzo­ne w „spa­do­chro­ny” uła­twia­ją­ce im prze­miesz­cza­nie się z wia­trem. Bar­dzo czę­sto pa­cjen­ci pod­czas wy­wia­du mó­wią, że są uczu­le­ni na pył­ki to­po­li, po­nie­waż ob­ser­wu­ją na­si­lo­ne ob­ja­wy za­wsze w maju, „gdy kwit­nie to­po­la i w po­wie­trzu uno­szą się bia­łe pusz­ki”. Są w błę­dzie. W tym cza­sie kwit­ną tra­wy. I to pył­ki traw są od­po­wie­dzial­ne za ob­ja­wy aler­gicz­ne po­ja­wia­ją­ce się w tym cza­sie. W prze­ci­wień­stwie do na­sion to­po­li są one nie­wi­docz­ne go­łym okiem.

Pył­ki traw. Na prze­ło­mie kwiet­nia i maja za­czy­na­ją kwit­nąć tra­wy. Trwa to do koń­ca wrze­śnia, ale szczyt na­si­le­nia wy­wo­ła­nych przez nie re­ak­cji aler­gicz­nych ob­ser­wu­je się w maju, czerw­cu i lip­cu. Tra­wy od­po­wia­da­ją za więk­szość cho­rób aler­gicz­nych o cha­rak­te­rze se­zo­no­wym.

W zmniej­sze­niu tego pro­ble­mu mo­gła­by po­móc więk­sza dba­łość o es­te­ty­kę miast i wsi oraz po­bo­czy dróg. Za­ska­ku­ją­ce jest, że nikt nie zaj­mie się ko­sze­niem traw­ni­ków i po­bo­czy, za­nim za­kwit­ną tra­wy. Przy­nio­sło­by to ko­rzy­ści zdro­wot­ne, es­te­tycz­ne i użyt­ko­we. Łąka sko­szo­na tuż przed kwit­nie­niem traw daje sia­no lep­szej ja­ko­ści. A przy tym o ileż mniej pył­ków traw fru­wa­ło­by w po­wie­trzu!

W kra­jach skan­dy­naw­skich, gdzie przy­kła­da się dużą wagę do pro­fi­lak­ty­ki cho­rób aler­gicz­nych, na te­re­nach za­lud­nio­nych tra­wa jest ko­szo­na bar­dzo czę­sto i wszę­dzie. Pro­blem uczu­le­nia na pył­ki traw w tych kra­jach zmniej­szył się po wpro­wa­dze­niu za­le­ce­nia ko­sze­nia traw przed kwit­nie­niem.

Pył­ki żyta. W koń­cu maja i na po­cząt­ku czerw­ca za­kwi­ta żyto, któ­re­go pył­ki uczu­la­ją w nie­któ­rych re­gio­nach Pol­ski rów­nie czę­sto jak tra­wy. W la­tach 1986–1991 ba­da­łam czę­stość wy­stę­po­wa­nia cho­rób aler­gicz­nych z po­wo­du uczu­le­nia na aler­ge­ny wziew­ne. Oka­za­ło się, że wśród osób uczu­lo­nych na pył­ki ro­ślin naj­wię­cej jest uczu­lo­nych jed­no­cze­śnie na pył­ki traw i żyta (83 pro­cent). Tyl­ko 12 pro­cent cho­ro­wa­ło z po­wo­du uczu­le­nia wy­łącz­nie na pył­ki traw i tyl­ko 4 pro­cent z po­wo­du uczu­le­nia wy­łącz­nie na pył­ki żyta. Po­wyż­sze dane mają istot­ne zna­cze­nie w do­bo­rze od­po­wied­niej szcze­pion­ki (patrz roz­dział Le­cze­nie cho­rób aler­gicz­nych).

Pył­ki chwa­stów. Od maja do koń­ca wrze­śnia kwit­ną chwa­sty, z któ­rych naj­czę­ściej uczu­la­ją by­li­ca, po­krzy­wa, bab­ka i ko­mo­sa. Naj­więk­sze na­si­le­nie scho­rzeń z po­wo­du uczu­le­nia na chwa­sty ob­ser­wu­je się w lip­cu i sierp­niu.

Na stę­że­nie pył­ków ro­ślin w po­wie­trzu ma wpływ po­go­da. Kie­dy jest su­cho, wietrz­nie, dłu­go nie pada deszcz, pył­ków jest wię­cej i pa­cjen­ci na nie uczu­le­ni czu­ją się go­rzej. Deszcz wy­płu­ku­je pył­ki z po­wie­trza i pa­cjen­ci od razu od­czu­wa­ją po­pra­wę sa­mo­po­czu­cia. Spraw­dza się po­pu­lar­na za­sa­da aler­go­lo­gii: jest aler­gen – jest cho­ro­ba, nie ma aler­ge­nu – nie ma cho­ro­by.

Sy­tu­acja pa­cjen­tów uczu­lo­nych na pył­ki ro­ślin róż­ni się w za­leż­no­ści od miej­sca za­miesz­ka­nia. Na wsi wy­stę­pu­je wię­cej pył­ków ro­ślin niż w mie­ście. W be­to­no­wo-ka­mien­nym mie­ście roz­grza­ne w cią­gu dnia po­wie­trze wraz z pył­ka­mi wę­dru­je aż do stra­tos­fe­ry. Na­to­miast nocą masy pył­ków wraz z ochło­dzo­nym po­wie­trzem spa­da­ją na mia­sto. Cho­ry śpią­cy przy otwar­tym oknie jest na­ra­żo­ny na ich dzia­ła­nie, bu­dzi go dusz­ność, ka­szel, ka­tar.

Z dru­giej stro­ny, dla miesz­kań­ców miast prze­my­sło­wych o wy­so­kim stop­niu mo­to­ry­za­cji pro­blem aler­gii na pył­ki jest po­waż­niej­szy ze wzglę­du na za­nie­czysz­cze­nie po­wie­trza spa­li­na­mi, la­tek­sem ze star­tych opon i agre­syw­ny­mi sub­stan­cja­mi che­micz­ny­mi.

Na eks­po­zy­cję na pył­ki ma rów­nież wpływ spo­sób, w jaki się prze­miesz­cza­my. Gdy spa­ce­ru­je­my, je­ste­śmy na­ra­że­ni na dzia­ła­nie pył­ków mniej niż w cza­sie jaz­dy ro­we­rem, mo­to­cy­klem, ka­brio­le­tem, po­cią­giem czy sa­mo­cho­dem z otwar­ty­mi okna­mi.

Naj­więk­sze zna­cze­nie w cho­ro­bach aler­gicz­nych dróg od­de­cho­wych mają tra­wy i żyto, nie­co mniej­sze – chwa­sty i drze­wa. Te ostat­nie po­wo­du­ją naj­czę­ściej ka­tar se­zo­no­wy i se­zo­no­we za­pa­le­nie spo­jó­wek, gar­dła, cza­sem oskrze­li, rza­dziej ast­mę, jesz­cze rza­dziej na­wro­ty ato­po­we­go za­pa­le­nia skó­ry. Ast­ma jako wy­nik uczu­le­nia na pył­ki ro­ślin ma burz­li­wy prze­bieg i stwa­rza duże nie­bez­pie­czeń­stwo dla cho­re­go. Aler­gii na pył­ki ro­ślin to­wa­rzy­szy aler­gia krzy­żo­wa na po­kar­my po­cho­dze­nia ro­ślin­ne­go (zbo­ża, wa­rzy­wa ko­rzen­ne, owo­ce pest­ko­we, na­sio­na ole­iste).

Pył­ki drzew igla­stych uczu­la­ją bar­dzo rzad­ko.

PLE­ŚNIE I GRZY­BY

W po­wie­trzu uno­szą się dzie­siąt­ki ty­się­cy za­rod­ni­ków grzy­bów ple­śnio­wych. Na część z nich je­ste­śmy na­ra­że­ni przez cały rok i wów­czas aler­gia ma cha­rak­ter ca­ło­rocz­ny. Do tej gru­py na­le­żą grzy­by, któ­re roz­wi­ja­ją się w sta­rych, drew­nia­nych, wil­got­nych do­mach (Ser­pu­la la­cry­ma­nas, Asper­gil­lus, Mu­cor, Fu­sa­rium, Pe­ni­cil­lium, Al­ter­na­ria). Mogą być obec­ne pod ta­pe­ta­mi i dy­wa­na­mi, za me­bla­mi, w ła­zien­kach, piw­ni­cach, łaź­niach. Te miej­sca lubi na przy­kład Cla­do­spo­rium, Asper­gil­lus. Cla­do­spo­rium i Al­ter­na­ria la­tem wy­stę­pu­je w ol­brzy­mich ilo­ściach tak­że poza po­miesz­cze­nia­mi, zwłasz­cza kie­dy jest su­cho i sło­necz­nie. Tak­że w do­mach no­wych, mu­ro­wa­nych, ale źle izo­lo­wa­nych lub źle zwen­ty­lo­wa­nych, może roz­wi­jać się grzyb. Szcze­gól­nie dużo za­rod­ni­ków ple­śni i grzy­bów znaj­du­je się w nie­ogrze­wa­nych zimą dom­kach kem­pin­go­wych, uży­wa­nych tyl­ko w cza­sie lata.

***

Pa­cjent­ka skar­ży­ła się na licz­ne ob­ja­wy aler­gii po­kar­mo­wej ze stro­ny cen­tral­ne­go ukła­du ner­wo­we­go, jamy brzusz­nej, skó­ry, nosa, za­tok oraz uszu. Czę­sto cho­ro­wa­ła z po­wo­du za­pa­le­nia oskrze­li, ale nig­dy nie mia­ła dusz­no­ści. W cza­sie wa­ka­cji za­miesz­ka­ła z ro­dzi­ną w kil­ku­po­ko­jo­wym dom­ku kem­pin­go­wym nad pięk­ną, czy­stą rze­ką, w są­siedz­twie lasu. W oko­li­cy nie było prze­my­słu. Po trzech dniach za­czę­ła po raz pierw­szy w ży­ciu od­czu­wać ucisk w klat­ce pier­sio­wej, a na­stęp­nie dusz­ność. Mu­sia­ła prze­rwać po­byt na wcza­sach. W dom­ku kem­pin­go­wym czuć było za­pach ple­śni, ścia­ny były za­grzy­bio­ne, a w ła­zien­ce utrzy­my­wa­ła się wil­goć. W dom­ku, któ­ry po zi­mie i desz­czo­wej wio­śnie nie zdą­żył wy­schnąć, po­wsta­ły ide­al­ne wprost wa­run­ki dla ple­śni i grzy­bów, któ­re wy­wo­ła­ły uczu­cie dusz­no­ści u pa­cjent­ki.

Pa­cjent­ka pod­ję­ła pra­cę w miesz­czą­cej się w sta­rym bu­dyn­ku przy­chod­ni. Po dwóch la­tach za­czę­ły po­ja­wiać się u niej dusz­no­ści pod ko­niec dnia pra­cy. Pod­da­ła się te­sto­wi AL­CAT z an­ty­ge­na­mi grzy­bów (dzi­siaj test AL­CAT z grzy­ba­mi już nie ist­nie­je), któ­ry wy­ka­zał pa­to­lo­gicz­ną re­ak­cję neu­tro­fi­lów krwi ob­wo­do­wej na 8 z 10 ba­da­nych grzy­bów. Oka­za­ło się, że ścia­ny piw­nic bu­dyn­ku przy­chod­ni ob­ra­stał grzyb. Neu­tra­li­za­cja tych grzy­bów, z któ­ry­mi te­sty śród­skór­ne były do­dat­nie, spo­wo­do­wa­ła ustą­pie­nie na­wro­tów dusz­no­ści.

***

Ro­dzaj ple­śni i grzy­bów za­le­ży od wa­run­ków pa­nu­ją­cych w bu­dyn­kach i po­miesz­cze­niach. Tam, gdzie nie dba się o usu­wa­nie resz­tek po­ży­wie­nia: chle­ba, owo­ców, prze­two­rów wa­rzyw­nych i owo­co­wych, na­le­ży spo­dzie­wać się więk­szej ilo­ści ple­śni (Pe­ni­cil­lium, Asper­gil­lus, Bo­try­tis). W nie dość czy­sto utrzy­my­wa­nych lo­dów­kach roz­wi­ja­ją się róż­ne ple­śnie, co wi­docz­ne jest na gu­mo­wych uszczel­kach drzwi w po­sta­ci ciem­nych plam (Asper­gil­lus). Licz­ne grzy­by ple­śnio­we (Mu­cor, Fu­sa­rium, Neu­ro­spo­rum i inne) są czę­ste w pie­kar­niach, bro­wa­rach, za­kła­dach prze­twór­stwa owo­co­wo-wa­rzyw­ne­go, spi­chrzach zbo­żo­wych, mły­nach i mogą wy­wo­ły­wać aler­gicz­ne cho­ro­by za­wo­do­we.

War­to zwró­cić uwa­gę, że grzy­by obec­ne są w wie­lu pro­duk­tach spo­żyw­czych: w orze­chach, su­szo­nych owo­cach, so­kach owo­co­wych, na po­wierzch­ni wa­rzyw kop­co­wa­nych na zimę (naj­czę­ściejPe­ni­cil­lium, Al­ter­na­ria, Mu­cor i Fu­sa­rium). Do or­ga­ni­zmu czło­wie­ka do­sta­ją się nie­któ­re grzy­by ple­śnio­we, do­da­wa­ne ce­lo­wo do se­rów, wina, piwa, chle­ba pod­czas ich pro­duk­cji.

***

Pię­cio­let­nia dziew­czyn­ka cho­ru­je na cięż­ką ast­mę oskrze­lo­wą. Te­sty punk­to­we na aler­ge­ny wziew­ne i po­kar­mo­we – z wy­jąt­kiem te­stów na grzy­by ple­śnio­we – dają wy­ni­ki ujem­ne. Jej mat­ka urzą­dzi­ła dom tak, aby ogra­ni­czyć eks­po­zy­cję na ple­śnie. Sto­so­wa­ny sta­le In­tal w ae­ro­zo­lu kon­tro­lo­wał stan dziec­ka. Któ­re­goś dnia mat­ka przy­go­to­wa­ła sok z mar­chwi, któ­ra była tro­chę nad­gni­ła (nad­psu­te czę­ści usu­nę­ła). Po wy­pi­ciu kil­ku por­cji soku u dziew­czyn­ki wy­stą­pił cięż­ki na­pad ast­my. Nig­dy przed­tem zje­dze­nie mar­chwi nie wy­wo­ły­wa­ło ta­kiej re­ak­cji.

***

Grzy­by ple­śnio­we mogą rów­nież se­zo­no­wo wy­wo­ły­wać re­ak­cje aler­gicz­ne. Za­rod­ni­ki ich uno­szą się w po­wie­trzu na wio­snę, gdy przy­ro­da po wio­sen­nych desz­czach bu­dzi się do ży­cia, la­tem, a tak­że je­sie­nią, gdy gni­ją ro­śli­ny i spa­da­ją­ce li­ście. Wię­cej ple­śni znaj­du­je się na te­re­nach pod­mo­kłych i w la­sach li­ścia­stych. Są to prze­waż­nie grzy­by z ga­tun­ku Mu­cor i Hor­mo­den­dron. Na te­re­nach ni­zin­nych, o gle­bach piasz­czy­stych i ma­łym za­le­sie­niu, czę­ściej wy­stę­pu­ją grzy­by ple­śnio­we z ga­tun­ku Pe­ni­cil­lium i Asper­gil­lus. La­tem po­ja­wia się po­kaź­na ilość za­rod­ni­ków grzy­bów ple­śnio­wych na­mna­ża­ją­cych się na wa­rzy­wach i owo­cach, zbo­żach, li­ściach krze­wów i drzew (m.in. Neu­ro­spo­rum, Al­ter­na­ria i Cla­do­spo­rium). Je­sie­nią, tam gdzie za­le­ga­ją li­ście, po­ja­wia się dużo za­rod­ni­ków Spo­ro­bo­lo­my­ces. Tyl­ko w cza­sie mro­zów po­wie­trze jest wol­ne od za­rod­ni­ków. U pa­cjen­tów cier­pią­cych z po­wo­du aler­gii na grzy­by ple­śnio­we naj­czę­ściej ob­ser­wo­wa­łam aler­gię na:Asper­gil­lus, Al­ter­na­ria, Neu­ro­spo­rum, Hel­min­tho­spo­rum, Pul­lu­la­ria, Cu­lvu­la­ria, Can­di­da.

***