Opis

Dalszy ciąg piątego tomu powieści. Kontynuacja bestsellerowej serii irlandzkiej pisarki L.A. Casey.

Alannah Ryan zmaga się z demonami: nawiedzająca ją w snach twarz zamienia jej noce w koszmar. Zachowuje to dla siebie, chcąc chronić ukochanego, uginającego się pod ciężarem własnych problemów. Jednak strach zaczyna całkowicie ją pochłaniać. Damien Slater wiedzie życie, jakiego zawsze pragnął, i ma u swojego boku kobietę, którą kocha. Zauważa jednak, że Alannah tłumi w sobie coś, co ją niszczy.

Czy zdoła dotrzeć do ukochanej? Czy udowodni, że jego miłość jest wieczna?

__

L.A. Casey – bestsellerowa autorka „The New York Times” i „USA Today”. Pochodzi z Irlandii, mieszka w Dublinie. Jej życie składa się z dwóch podstawowych elementów: wychowywania cudownej córeczki oraz „czarowania” kolejnych powieści. Uwielbia rozmawiać ze swoimi fankami na Facebooku. Zainspirowana literaturą erotyczną ciężko pracowała nad własną książką i determinacją wywalczyła jej wydanie. Całe szczęście! Tak powstał kultowy "Dominic" z serii Bracia Slater. Choć miała zaledwie dziewiętnaście lat, przygodę z pisarstwem rozpoczęła od hitu. "Dominic" według recenzji sklepu internetowego Amazon to spektakularny sukces i bestsellerowa książka.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 163

Popularność

lub

Dla Edel,

która potrafi słuchać.

Rozdział 1

Alaaaannaaaah… Idę po ciebie.

Odwróciłam się, a moje gęste włosy zafalowały wokół głowy. Spojrzałam w lewo, potem w prawo, zastanawiając się, skąd dochodził ten przypominający echo szept. Głos brzmiał znajomo, ale nie podobał mi się i nie mogłam sobie przypomnieć, do kogo należał. Wiedziałam tylko, że strach spowodował napięcie moich mięśni, zaschło mi też w gardle. Zesztywniałam, a włoski na karku stanęły mi dęba. Coś było bardzo nie tak. Znowu się rozejrzałam i dopiero teraz zrozumiałam, że nie pamiętałam, jak weszłam do swojego gabinetu. Spojrzałam na siebie i zamrugałam zaskoczona. Zdecydowanie nie pamiętałam, bym wkładała piękną białą suknię sięgającą do kolan… Właściwie nawet nie pamiętałam, bym ją kupowała.

– Damien? – zawołałam zdezorientowana. – Gdzie jesteś?

– On jest teraz związany, aniołku.

Wrzasnęłam, kiedy usłyszałam za sobą głos, ale gdy się odwróciłam, by spojrzeć, do kogo należy, nikogo tam nie było. Moje ciało zaczęło drżeć, a ciche szlochy zbierały się w moim gardle. Podskoczyłam, kiedy z prawej strony usłyszałam jakieś kliknięcie. Otworzyłam usta ze zdziwienia i patrzyłam, jak moja sztaluga rozkłada się sama, nikt jej w tym nie pomagał. Chciałam się odwrócić, wybiec z pokoju i nie oglądać się za siebie, ale nie mogłam. Zamarłam, nie potrafiłam oderwać wzroku od niewiarygodnej sceny rozgrywającej się przede mną.

Odetchnęłam gwałtownie, mrugając, i nagle stałam przed swoją sztalugą z naostrzonym ołówkiem w dłoni. Przede mną znajdowało się duże, puste płótno. Uniosłam rękę, jakby ktoś mnie kontrolował, i zaczęłam rysować. Jęczałam ze strachu, walcząc z własnym ciałem, ale byłam całkowicie zdana na łaskę tego, co mnie opętało. Niczego nie mogłam zrobić – patrzyłam tylko z przerażeniem, jak moja ręka nienaturalnie szybko rysuje. To nie był tylko obraz, ale… szkicowałam film.

Idealnie oddałam braci Slater, a kiedy zaczęli się poruszać, uśmiechać i odwracać, by na mnie spojrzeć, moje serce zaczęło bić tak mocno, że chciało mi wyskoczyć z piersi. Patrzyłam, jak ich uśmiechy zmieniają się w niezadowolone grymasy, a te z kolei w udręczone miny, gdy na ich ciałach pojawiły się rozcięcia i rany. Gęsta czerwona substancja zaczęła wylewać się z braci i po chwili już nie znajdowała się na płótnie – zaczęła z niego wyciekać. Patrzyłam, jak ciecz powoli spływa po powierzchni i kapie na podłogę, zbierając się w postaci kałuży przy moich stopach. Płyn prysnął na moją sukienkę, przyozdabiając ją czerwienią.

Zapach był ciężki, metaliczny i wiedziałam, że to krew.

– To chyba jest twoja najlepsza praca, aniołku.

Upadłam na pupę i nagle odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem. Nie zabolało tak, jak się tego spodziewałam. Właściwie wcale nie bolało. Oddychałam ciężko, gdy padł na mnie czyjś cień, wówczas opanował mnie niepokój. Uniosłam głowę i skupiłam wzrok na osobie nade mną. Rozwarłam usta, a moje serce zamarło.

– Morgan?

Morgan Allen, który tak naprawdę był Carterem Milesem, uśmiechnął się do mnie, a w jego intensywnie fioletowych oczach błyskało chore rozbawienie.

– Aniołku – powiedział, przechylając głowę na bok. – Och, jak ja za tobą tęskniłem.

Zmarszczyłam brwi, z trudem się podnosząc, i zrobiłam kilka kroków, by odsunąć się od Morgana. Musiałam powiększyć przestrzeń między nami.

– Nie możesz tu być – ostrzegłam. – Obiecałeś, że odejdziesz i nie wrócisz.

– Tak było, gdy odcięłaś się od braci Slater – stwierdził z niepokojącym uśmiechem. – Ale pogodziłaś się z nimi… Znowu otworzyłaś przed nimi swoje serce… I nie mogę się na to zgodzić, aniołku. Oni zabili bliskich mi ludzi. Historia morderców nie może mieć szczęśliwego zakończenia, nie w tym przypadku.

Kolana się pode mną ugięły, w każdej chwili mogłam upaść.

– M-morgan – wyjąkałam. – Powiedziałeś, że ty nigdy nikogo nie skrzywdzisz… Pamiętasz?

– A ty mówiłaś, że kochasz Damiena i chcesz za niego wyjść, urodzić jego dzieci, ale to nieprawda – odparł ze złowróżbnym uśmiechem. – Chyba oboje jesteśmy kłamcami.

– Ale… ja chcę poślubić Damiena i urodzić jego dzieci. Naprawdę tego chcę.

– Nie, nie chcesz – odparł z zadowoleniem Morgan. – Jestem w twojej głowie, aniołku, pamiętasz? A to oznacza, że wiem o wszystkim, co w niej siedzi. Pragniesz Damiena, ale nie chcesz jego nazwiska ani jego dzieci.

– Nie – rzuciłam, otaczając się rękami w talii. – Nie, to nieprawda.

– Boisz się – kontynuował Morgan i zaczął okrążać mnie powoli niczym drapieżnik. – Powiedziałaś, że chcesz go poślubić, urodzić jego dzieci… Ale gdy o tym pomyślałaś, zrozumiałaś, że za bardzo boisz się tego, że to się ziści. Boisz się, co się stanie, jeśli urodzisz mu dzieci, a one umrą. Co jeśli poślubisz Damiena, a on umrze? Ty nawet za bardzo się bałaś z nim być. Pogrywasz z Damienem, a wiesz, że on nie lubi gier.

– Zamknij się! – błagałam. – Zamknij się, zamknij się, zamknij się!

– Och, aniołku. – Zachichotał, a ten dudniący dźwięk odbił się echem w pomieszczeniu. – Jesteś jak mała myszka w ogromnym, nieprzyjaznym świecie. A wiesz, czym ja jestem?

Pokręciłam głową.

– Pułapką na myszy.

Zaczęłam płakać, spazmy wstrząsały moim ciałem, drżałam z emocji.

– P-powiedziałeś, że n-nigdy m-mnie nie skrzywdzisz.

– Oboje powiedzieliśmy rzeczy, których wcale nie mieliśmy na myśli… Prawda, Lana?

Podskoczyłam ze strachu, kiedy po mojej lewej rozległ się głośny dźwięk. Odwróciłam się w tamtą stronę, wtedy nogi w końcu się pode mną ugięły i upadłam z hukiem. Przede mną stali Slaterowie – wszyscy związani, pocięci, zakrwawieni… tak jak na szkicu, który narysowałam. Pięć par szarych oczu patrzyło na mnie, błagało, bym im pomogła, a ja nie wiedziałam jak.

– Nie! – zawyłam. – Nie, proszę, nie krzywdź ich.

– Muszę ich skrzywdzić. – Morgan zachichotał mrocznie. – Jestem Milesem, krzywdzenie Slaterów mam we krwi.

– Nie, proszę – błagałam. – Nie krzywdź ich… Zrań mnie.

– Ciebie? – powtórzył, przyglądając mi się ze zdziwieniem. – Chcesz, żebym cię zranił?

Pomimo szmaty wetkniętej w usta Damien krzyknął, gdy Morgan podszedł do mnie na czworakach. Ani razu nie mrugnął, jego fioletowe oczy cały czas skupiały się tylko na mnie. Łzy spłynęły mi po policzkach, dostałam czkawki, ale przestałam oddychać, kiedy Morgan wszedł na mnie i rozłożył mi nogi.

– Tak naprawdę nie chcesz Damiena – powiedział i nagle już nie był Morganem. Stał się Dantem Collinsem. – Chcesz mnie. – Uśmiechnął się. – Jego twarz była tak przyjazna, a ja chciałam rozluźnić się w jego obecności, ale… nie potrafiłam. – Chcesz mnie w swoim łóżku, tak jak miałaś mnie przez cztery długie miesiące, gdy rozluźniałem twoje ciało palcami i fiutem. Pamiętasz, jak dzięki mnie głośno krzyczałaś, Alannah? Chcesz mnie, a nie Damiena, bo przy mnie możesz kontrolować to, co czujesz. Trzymałaś mnie pod pantoflem, ale nigdy nie będziesz w stanie kontrolować swoich uczuć do Damiena i nie podoba ci się to. Prawda, piękna?

Zamknęłam powieki, przyłożyłam ręce do uszu i krzyknęłam. Szybko odsunięto mi dłonie od głowy, a gdy otworzyłam oczy, Dante zniknął i wrócił Morgan. Uśmiechał się złowieszczo i wiedziałam, że mnie skrzywdzi.

– Nigdy się mnie nie pozbędziesz, aniołku – powiedział, przysuwając swoją twarz do mojej. – Jestem w twoich myślach i zawsze tam będę.

Jęknęłam.

– Jesteś moja, aniołku – warknął niemal jak zwierzę. – Nigdy tak naprawdę nie będziesz należeć do Damiena. Zawsze będziesz moja.

– Proszę – błagałam. – Po prostu ich puść. Jeśli chcesz kogoś skrzywdzić, to skrzywdź mnie. Oni przeszli wystarczająco wiele!

Morgan zamrugał i nagle długie ostrze pojawiło się w jego dłoni.

– Twoja prośba jest bardzo szlachetna – przyznał. – Posłucham cię, bo jesteś dla mnie ważna.

Usłyszałam krzyk Damiena i powarkiwania braci, gdy ostry srebrny sztylet został przyłożony brutalnie do mojego gardła. Nie zapiekło ani nie zabolało, ale gdy przełykałam ślinę, czułam jego nacisk.

– Nigdy się mnie nie pozbędziesz.

Z tymi słowami Morgan przesunął rękę w prawo. Nie mogłam oddychać. Poczułam, że coś spływa po mojej piersi, a przerażające stłumione krzyki wypełniły moje uszy. Dotknęłam dłońmi piersi i brzucha, a kiedy je uniosłam, zobaczyłam, że są pokryte krwią. Mój świat pochłonęła czerń. Ostatnią rzeczą, którą zobaczyłam, była uśmiechnięta twarz Morgana wypowiadającego jedno słowo:

– Moja.

Rozdział 2

Obudziłam się przestraszona i od razu dotknęłam dłońmi gardła. Nie poczułam niczego poza naszyjnikiem z gwiazdką, który Damien podarował mi sześć miesięcy wcześniej. Dotykałam swojej skóry, szukając jakiegoś nacięcia, ale niczego nie wyczułam. Z ulgą opadłam na materac. Dotarło do mnie, że to, co się stało, nie było prawdziwe – to tylko koszmar. Morgan nie wrócił, Damien i jego bracia byli bezpieczni. Odwróciłam głowę w prawo i rozluźniłam się jeszcze bardziej, kiedy usłyszałam ciche pochrapywanie ukochanego. Nie widziałam go, bo w sypialni było zupełnie ciemno – inaczej nie potrafiliśmy zasnąć – ale słyszałam go, czułam.

Kiedy się poruszyłam, Damien drgnął we śnie i otoczył ramieniem moją talię, przyciągając mnie do swojego boku. Właśnie to w nim uwielbiałam. Mimo wszystko Damien musiał dotykać ręką jakiejś części mojego ciała, gdy spaliśmy. Kiedyś przyznał mi się, że czasami czuł się tak, jakby śnił o tym, że jesteśmy parą, a potem kiedy mnie dotykał, wiedział, że naprawdę jestem jego. Poniekąd czułam to samo. Po przebudzeniu rozluźniałam się dopiero wtedy, gdy słyszałam jego pochrapywanie i wiedziałam, że jest tuż obok mnie.

Nawet obecność Damiena nie pocieszała jednak po koszmarze, z którego się wybudziłam.

Uniosłam rękę do twarzy i zakryłam usta, gdy z mojego gardła wydobył się cichy szloch. Łzy zebrały mi się pod powiekami. Wiedziałam, że to, co się wydarzyło, było tylko koszmarem, ale przez niego poczułam powoli narastającą panikę, od której nie mogłam uciec. Moje serce biło tak szybko, że każde uderzenie mną wstrząsało. Strach zawładnął mną tak mocno, jak mocno Damien zaciskał wokół mnie swoje ramię. Zaczęło mi się wydawać, że brakuje mi przestrzeni. Brutalnie odepchnęłam od siebie rękę Damiena, a on natychmiast się obudził.

– Co? – zapytał zaspany. – Co się stało?

Bez słowa odrzuciłam na bok okrywający mnie koc, wyszłam z łóżka i na oślep ruszyłam w stronę okna. Odsunęłam zasłony i otworzyłam drzwi balkonowe na oścież. Chłodne powietrze uderzyło we mnie, jakby ktoś mnie spoliczkował. Chciałam wyjść na zewnątrz, ale zanim zrobiłam krok, mocne dłonie złapały mnie za ramiona i przytrzymały w miejscu.

– Alannah! – mruknął Damien i gwałtownie mną potrząsnął. – Obudź się.

– Nie śpię – powiedziałam, oddychając ciężko. – Ale nie mogę oddychać. Potrzebuję powietrza.

Damien wyszedł ze mną na balkon i przyjrzał mi się, mrużąc oczy. Było ciemno, oświetlała nas tylko poświata ulicznej latarni. Zmarszczył brwi, uniósł dłoń i kciukiem starł z moich policzków łzy. Nie wiedziałam, że wciąż płakałam.

– Co się stało, Alannah?

Zawahałam się.

– Miałam koszmar.

Nie zamierzałam opowiadać mu o tym, co mi się śniło, bo Damien nie przestawał myśleć o Morganie Allenie, a ja nie chciałam go martwić. Gdyby wiedział, że mam przez niego problemy ze snem, stresowałby się jeszcze bardziej niż teraz. Wcześniej nie mogłam ochronić Damiena przed Morganem, ale zrobię wszystko, by chronić go teraz.

– Jaki? – Damien wyglądał na zmartwionego.

Podeszłam do niego i przycisnęłam czoło do jego twardej piersi, czując, jak miękkie włoski na jego klacie muskają moją skórę. Otoczyłam go ramionami w talii i westchnęłam zadowolona.

– Nie pamiętam – skłamałam. – To był tylko zły sen.

Damien przytulił mnie do siebie. Potarł dłońmi moje plecy i pocałował mnie w czubek głowy.

– Całe szczęście, że nie uprawialiśmy seksu przed snem – skomentował wesoło. – Bo teraz stalibyśmy tu nago.

Kiedy się zaśmiałam, Damien uściskał mnie lekko.

– Wszystko w porządku?

Pokiwałam głową.

– Jesteś tu ze mną, więc tak.

Wróciliśmy do pokoju i zamknęliśmy za sobą drzwi. Damien włączył światło i usiadł obok mnie na łóżku. Ręce mi drżały, zauważył to. Przyklęknął przede mną i ujął moje dłonie. Patrzyłam, jak unosi je do ust i delikatnie całuje knykcie. Ten gest i jego obecność uspokoiły mnie, niedługo potem przestałam się trząść. Miewałam koszmary z Morganem w roli głównej od kilku tygodni i za każdym razem moje wiercenie się w łóżku budziło Damiena. Nigdy nie narzekał, ani razu. W milczeniu trzymał mnie, aż się rozluźniałam. Chyba wiedział, jak działają na mnie jego dłonie i przebywanie w jego obecności.

– Dziękuję.

Damien przekrzywił głowę na bok.

– Za co?

– Za to, że siedzisz tu ze mną i czekasz, aż się uspokoję.

Uniósł brew.

– Zawsze siadasz blisko mnie i kładziesz na mnie dłonie, a to mnie relaksuje – wyznałam. – Zauważyłam to.

– Może po prostu mam ochotę cię dotknąć. – Uśmiechnął się. – Czy kiedykolwiek o tym pomyślałaś?

Kiedy się uśmiechnęłam, kilka łez spłynęło po moich policzkach. Damien przestał się uśmiechać. Nie podobało mi się to, że przysparzałam mu zmartwień, ale dzisiejszy koszmar naprawdę mnie przeraził. Nie mogłam porozmawiać o nim z Damienem, bo zacząłby się martwić, a próby radzenia sobie z tym we własnej głowie mnie przerosły. W dzisiejszym śnie to ja umarłam na końcu, ale zazwyczaj Morgan zabijał Damiena, gdy ja krzyczałam i błagałam, by zamiast tego zabił mnie. Wiedziałam, że to nie działo się naprawdę, że to tylko mój umysł płatał mi figle, ale te sny zawsze wydawały się tak realne i nic nie mogłam poradzić na to, że czułam prawdziwy strach.

– Nic mi nie jest – powiedziałam, wciąż się uśmiechając i czując spływające po policzkach łzy. – Kilka dni temu dostałam okres i dlatego jestem taka płaczliwa.

Naprawdę miałam okres, ale to nie dlatego płakałam. Damien pochylił się i pocałował moje mokre policzki. Zamknęłam oczy, zatracając się w dotyku jego ust na swojej skórze.

Chłonęłam jego zapach, pławiłam się w jego obecności i modliłam się do Boga, by temu mężczyźnie nigdy nic się nie stało, bo był moim sercem.

– Kocham cię – powiedziałam, czując się tak, jakby ktoś miażdżył mi duszę. – Kocham cię mocno, bardziej niż życie.

– Alannah. – Damien spochmurniał. – Kochanie, dlaczego jesteś taka smutna?

Bo przeraża mnie bycie z tobą.

– Nie wiem.

– Piegusku, spójrz na mnie. – Kiedy to zrobiłam, Damien pochylił się i pocałował mnie miękko w usta. – Ja też cię kocham. Przestraszyłaś się koszmaru, ale on nie był prawdziwy. Jestem tu przy tobie. Zawsze tu będę, by cię chronić.

– Tego nie wiesz – wyszeptałam. – Nie wiesz, czy zawsze ze mną będziesz.

Damien patrzył na mnie przez chwilę.

– Czy w tym koszmarze coś mi się stało? – Kiedy nie spojrzałam mu w oczy, wyciągnął własne wnioski.

– Skarbie – westchnął. – Proszę cię, nie martw się tym, co może mi się stać. Wiesz, co się z tobą dzieje, gdy denerwujesz się rzeczami, których nie kontrolujesz.

Zaczynałam się stresować, martwić, przesadnie nad wszystkim rozmyślać.

– Wiem. – Pokiwałam głową, unosząc rękę, by otrzeć policzek. – Jestem głupia.

– Nie jesteś głupia – zaprzeczył łagodnie Damien. – Jesteś tylko zmęczona, a twój koszmar wykorzystał twoje zmęczenie, by cię wystraszyć.

Zgadzałam się z nim.

– Przepraszam za to, że cię obudziłam – powiedziałam, patrząc na ścianę. Była za pięć druga. – Musisz myśleć, że…

– Zaspana jesteś piękna? – wtrącił Damien. – Oczywiście.

Uśmiechnęłam się.

– Ale z ciebie kłamca.

Weszłam do łóżka, a Damien poszedł do łazienki. Zgasił światło, gdy wrócił, a pokój pochłonęła ciemność. Materac ugiął się, kiedy Damien położył się przy mnie. Przewróciłam się na bok, by się do niego przytulić. Żałowałam, że go obudziłam, bo wiedziałam, jaki był zmęczony. Ostatnio dużo pracował i zasługiwał na nieprzerwany, długi sen, którego nie mógł przeze mnie zaznać. Pocałowałam go w pierś, kiedy otoczył mnie ramieniem.

– Chcesz się bzykać?

Jego niespodziewane pytanie skwitowałam cichym śmiechem.

– Jesteś niemożliwy.

Damien uściskał mnie lekko.

– Tylko sprawdzam, czy mnie chcesz, zanim zaśniesz.

Słyszałam w jego głosie, jak był zmęczony. Gdybym się zgodziła, spełniłby moją prośbę, ale wiedziałam, że tak naprawdę chciał tylko zamknąć oczy i wrócić do spania.

– Będę chciała rano, wielkoludzie – odpowiedziałam, siląc się na ziewanie. – Idź spać.

Nie odpowiedział mi, bo już zasnął. To była supermoc Damiena. Był jednym z tych niewiarygodnych ludzi, którzy potrafili zasnąć w chwili, gdy położą głowę na poduszce. Zazdrościłam mu tego, szczególnie w tej chwili, bo teraz w ogóle nie chciało mi się spać. Czekałam dziesięć długich minut, by upewnić się, że zasnął głęboko, a potem wyślizgnęłam się z jego uścisku. Na palcach wyszłam z sypialni i ostrożnie zamknęłam za sobą drzwi.

Podniosłam wieko kosza stojącego w korytarzu, który był pełny czystych, poskładanych ubrań. Zdjęłam piżamę, wrzuciłam ją do kosza na pranie w łazience i włożyłam za dużą białą koszulę. Gdy zapinałam guziki i podwijałam rękawy do łokci, paznokieć utknął mi w małej dziurce. Ta koszula miała już swoje lata, widać to było po dziurach i przetarciach. Była na tyle długa, że zakrywała mój tyłek, więc nie traciłam czasu na szukanie legginsów. Sprawdziłam, jak się ma Barbara – spała w salonie i sądząc po jej pozycji na kanapie, musiało być jej wygodnie.

Posprzątałam jej kuwetę i dolałam wody do miski, a potem udałam się do swojego sanktuarium. Włączyłam światło i rozejrzałam się. Od razu przypomniał mi się mój sen, ale z trudem upchnęłam go z tyłu umysłu. Już i tak przeżyłam przez ten koszmar małe załamanie, więc nie musiałam teraz tego analizować. Nic nie mogłam poradzić na to, że Morgan wkraczał do mojej podświadomości, gdy spałam, ale nie pozwolę na to, by dręczył mnie, kiedy nie śpię.

– On zniknął – powiedziałam do siebie. – Nie ma władzy nad tobą ani nad Damienem, ani nad nikim innym.

Odetchnęłam głośno i zabrałam się do pracy nad szkicem bliźniaków Rydera i Branny, Nixona i Julesa. Mimo że pracowałam nad nim zawsze, gdy miałam wolną chwilę, postępy były wolniejsze, niż chciałam, i z jakiegoś powodu wiedziałam, że to przez moje koszmary. Każdy zły sen, który mi się śnił, wysysał ze mnie odrobinę życia i nie wiedziałam, co z tym zrobić. Chciałabym porozmawiać o tym z Damienem, ale on ciągle myślał o Morganie i zastanawiał się „co by było, gdyby...”, kiedy myślał o naszym życiu sprzed sześciu miesięcy. A ja zawsze zapewniałam go, że wszystko jest w porządku, chociaż sama potrzebowałam takiego pocieszania.

Chciałam porozmawiać z Bronagh, ale ona aktualnie była zajęta swoją rodziną – niedługo urodzi drugie dziecko. Nie chciałam zadręczać ani jej, ani nikogo innego swoim głupim problemem. Moi rodzice też nie wchodzili w rachubę – właśnie czekaliśmy na wyniki ostatniej mammografii mamy, żeby sprawdzić, czy rak odpuścił, czy mama dalej musi się leczyć. Nie miałam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć, a to oznaczało, że mogłam porozmawiać tylko ze sobą, i przez to wszystko nadmiernie analizowałam i byłam chora ze zmartwienia.

Morganowi naprawdę udało się dobrać do mojej głowy. Nie zwrócił mnie przeciwko Slaterom, tak jak zakładał na początku, ale dzięki niemu zaczęłam we wszystko wątpić – w siebie, w Damiena, w swoje życie. W głębi serca wiedziałam, że byłam szczęśliwa w związku, lubiłam swoją pracę, przyjaciół i rodzinę… Ale szybko dopadały mnie zmartwienia. Przerażało mnie to, że mogę stracić wszystko, co mam. Wiedziałam, jak to jest sięgnąć dna, i bałam się, że znowu poczuję tę pustkę.

– Przestań nad wszystkim rozmyślać – zganiłam się. – Po prostu przestań.

Pokręciłam głową i skupiłam się na szkicu. Zatraciłam się w pracy i pięknie tworzenia. Kiedy zrobiłam sobie krótką przerwę, spojrzałam na zegarek na ścianie po prawej stronie – dochodziła czwarta rano. Zdziwiło mnie to. Czas płynął szybko, gdy pracowałam. Pokręciłam głową, by rozluźnić szyję, i jęknęłam, gdy usłyszałam satysfakcjonujący cichy trzask.

– Piegusku?

Obejrzałam się za siebie, mrużąc oczy, i zobaczyłam, jak Damien wyłania się z cienia i wchodzi do pokoju. Obrzuciłam spojrzeniem jego sylwetkę i przełknęłam ślinę. Był nagi – poza czarnymi bokserkami, które miał na sobie. Na ten widok poczułam dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Był tak cudownie piękny, że miałam ochotę przesuwać językiem po każdym centymetrze jego ciała.

– Przestraszyłeś mnie, Dame.

– Przepraszam – powiedział zaspanym głosem. – Obudziłem się, a ciebie nie było w łóżku.

Odwróciłam się w stronę sztalugi.

– Nie mogłam spać, więc pomyślałam, że przyjdę tu i poszkicuję.

– Kiedy tu przyszłaś?

– Niedługo po tym, jak zasnąłeś.

Westchnął.

– Mogłaś mnie obudzić.

– Po co? – zapytałam. – Ty spałeś, ja nie mogłam. Budzenie cię nie miało sensu.

Nie odpowiedział. Zamiast tego stanął za mną i oparł dłonie na moich biodrach, kciukami muskając materiał mojej koszuli.

– Co szkicujesz, piękna?

– Sam zobacz.

– To Jules… Czy Nixon?

– Jules – odparłam. – Nixon będzie obok.

– Szkicujesz bliźniaki?

Pokiwałam głową, palcem rozcierając linię ucha Julesa.

– Chcę zaskoczyć ich rodziców. Nie narysowałam bliźniaków, odkąd się urodziły, a mają już sześć miesięcy, więc postanowiłam w końcu to zrobić. W tle dodam też Rydera i Bran.

– Skarbie, to miło z twojej strony.

– Dzięki. Myślę, że to im się spodoba.

Zesztywniałam, kiedy Damien podciągnął moją koszulę i przesunął dłonie z bioder na tyłek, wbijając mi palce w ciało.

– Nawet o tym nie myśl – ostrzegłam go żartobliwie. – Jestem zajęta.

– Proszę? – wymamrotał Damien, ukrywając twarz między moimi ramionami. – Obudziłem się, pragnąc cię, piegusku.

Przewróciłam oczami, ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu.

– Mówisz tak za każdym razem, gdy budzisz się ze wzwodem.

Damien zachichotał cicho.

– To znaczy, że cię pragnę.

– To uroczy sposób, by powiedzieć, że chcesz zamoczyć.

Nie odpowiedział – był zbyt zajęty przesuwaniem dłońmi po moich nagich udach. Odwróciłam się w jego stronę z niezadowoloną miną. Damien spojrzał na moją twarz i się uśmiechnął. Był zmęczony, widziałam to po tym, w jaki sposób jego powieki przysłaniały te cudowne szare oczy – ale wciąż mnie chciał i z tego powodu się zawahałam.

– Masz brudny nos… i szyję.

Nie dziwiło mnie to.

– Wytrzyj to.

– W tej chwili mam zajęte ręce.

Brutalnie złapał mnie za tyłek, a gdy zgromiłam go spojrzeniem, uśmiechnął się.