Wydawca: Burda Książki (dawniej G+J Gruner +Jahr) Kategoria: Humanistyka Język: polski

Agenci szpiedzy spiski ebook

4.5 (2)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 249 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Agenci szpiedzy spiski -

To już 10 lat temu, jak dwie wieże WTC runęły grzebiąc globalne poczucie bezpieczeństwa. Od tego czasu spiskowe teorie na ten temat mają się wyśmienicie. Można nawet powiedzieć, że popyt na najbardziej nawet fantastyczne interpretacje zamachów rośnie. Rośnie również zapotrzebowanie na skuteczne służby specjalne, a co za tym idzie na literaturę na ten temat. Półki księgarskie wręcz uginają się pod książkami na temat agentów i ich misji. Nie inaczej działa Focus Historia. Nie tylko się ugina, ale śledzi na bieżąco wiedzę o sekretnych działaniach i publikuje co wie, by zaspokoić ciekawość czytelników.

W tym zeszycie znajdziecie odpowiedzi na pytania:

- które akcje Mossadu zakończyły się totalną klapą?

- który polski agent wykiwał Hitlera?

- czy plotką można zabić?

- czego panicznie bał się towarzysz Stalin?

- od kogo przejął życiorys filmowy agent Hans Kloss?

- skrytka w przydrożnym kamieniu - czy to jeszcze działa?

Opinie o ebooku Agenci szpiedzy spiski -

Fragment ebooka Agenci szpiedzy spiski -

Spis treści
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Legenda Rycerzy Świątyni (fragment) Krzysztof Kęciek
Wszechmocny Zakon Syjonu (fragment) Jerzy Besala
Budowniczowie spisków Andrzej W. Krajewski
Bawarscy Oświeceni Jerzy Besala
Wielki Sanhedryn Kazimierz Pytko
Śmierć w Gibraltarze Krzysztof Kęciek
Obsesje Stalina Krzysztof Bochus
Hrabia z kosmosu Piotr Gociek
80 tysięcy misji Jan Larecki
Agent XX Michał Wójcik
Miss agent Sławomir Leśniewski
Oficer niewykorzystanej szansy Jan Stanisław Ciechanowski
Sześć razy do nieba Michał Wójcik
Kim naprawdę był Hans Kloss? Jerzy Besala
Niebezpieczne związki Jerzy Besala
Mossad. Szpiedzy i mściciele Krzysztof Kęciek
Szpiegowski kamień w Moskwie Krzysztof Kęciek
Strzelając plotką Andrzej W. Krajewski
Najstarszy zawód świata Jerzy Besala
Okładka

Copyright for the Polish edition © 2011 G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa.

G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa. 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38 fax (48 22) 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. (48 22) 360 37 77

Korekta:Jadwiga PillerProjekt graficzny okładki:Michał JanickiIlustracja na I stronie okładki:Michał Janicki

Redakcja techniczna:Mariusz TelerProjekt i skład:IT WORKS, Warszawa

Redaktor prowadzący:Michał Wójcik

ISBN:978-89-7778-098-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Konwersja do formatu epub: pan@drewnianyrower.com

Legenda Rycerzy Świątyni

Zakon templariuszy był jedną z najpotężniejszych instytucji chrześcijańskiego świata.

autor Krzysztof Kęciek

Koniec był nagły i tragiczny. Wielki mistrz Świątyni Jakub de Molay, fałszywie oskarżony przez króla Francji i jego doradców, spłonął na stosie, a liczni bracia podzielili jego los. Wiele wieków po swym upadku templariusze zmartwychwstali w micie.

Mnisi-rycerze stali się bohaterami najbardziej fantastycznych legend, które także dziś spragnieni sławy autorzy książek i scenariuszy filmowych podają jako prawdę historyczną. Rycerzy Świątyni czyniono strażnikami świętego Graala i Całunu Turyńskiego, wyznawcami zagadkowej dualistycznej herezji gnostyckiej, którzy od stuleci strzegą jakiejś przedziwnej tajemnej wiedzy, klucza do zrozumienia wszechświata.

Widziano w templariuszach uczestników knutych przez stulecia spisków, inspiratorów rewolucji francuskiej i odkrywców Ameryki. Niektóre loże masońskie wyprowadzają swój rodowód właśnie od milites Templi. Niejeden poszukiwacz skarbów strawił lata, poszukując legendarnego złota świątynników.

Wybitny włoski pisarz Umberto Eco napisał ironicznie w swej powieści Wahadło Foucaulta na temat spiskowej teorii dziejów, że istnieje jeden podstawowy aksjomat: „Templariusze zawsze są w to zamieszani”.

Prawda jest bardziej prozaiczna, co nie znaczy, że mniej interesująca. Zakon fratres Templi założył w 1119 roku w Jerozolimie Hugo de Payens, pobożny rycerz z Szampanii. 20 lat wcześniej krzyżowcy wśród krwawych walk odebrali muzułmanom Ziemię Świętą, lecz Królestwo Jerozolimskie nie zaznało spokoju. Na gościńcach i w pieczarach czyhali rozbójnicy, którzy napadali na chrześcijańskich pielgrzymów. Hugo de Payens postanowił założyć zakon nie tylko modlących się mnichów, ale także twardych w boju rycerzy, którzy zapewnią bezpieczeństwo bezbronnym pątnikom na szlaku z wybrzeża do Jerozolimy i brzegów Jordanu.

Większość templariuszy ginęła w walce. Zakon odradzał się tylko dzięki temu, że zbudował w wielu krajach Europy silne zaplecze gospodarcze.

Obrońcy Ziemi Świętej

Król Baldwin I przydzielił Hugonowi i jego towarzyszom siedzibę w skrzydle pałacu królewskiego, dawnym meczecie Al-Aksa, na terenie starożytnej świątyni Salomona. Zakon przyjął zatem nazwę „Ubodzy Rycerze Chrystusa Świątyni, która jest w Jerozolimie”. Składał się z rycerzy pochodzących tylko ze znamienitych, choć przeważnie niebogatych rodów, braci serwientów, będących giermkami i służebnikami, księży-kapelanów oraz rzeszy rzemieślników, rolników, pasterzy pracujących w licznych posiadłościach Świątyni. Godłem zakonu był czerwony krzyż – symbol męczeństwa, który rycerze nosili na białych płaszczach, serwienci zaś na czarnych. Utrata płaszcza była uważana za najbardziej haniebną karę. Brat na nią skazany, np. za zniszczenie oręża lub marnotrawienie własności zakonu, musiał jeść z ziemi razem z psami, pościć i wykonywać najbardziej poniżające prace – w nadziei, że po roku i dniu uzyska przebaczenie.

Rycerze Świątyni, którzy składali śluby czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i walki w obronie Jerozolimy – poddani surowej regule, prowadzili pełne trudów życie. Nawet w nielicznych wolnych chwilach nie mogli próżnować, lecz musieli zająć się pożyteczną pracą – wyrabianiem kołków do namiotów. Podczas ceremonii przyjęcia dostojnik zakonu pytał kandydata: „Zastanów się nad tym, że pragnąc zająć miejsce wśród nas, domagasz się wielkiej rzeczy. Widzisz, że posiadamy piękne konie, uprząż i strój, ale nie wiesz, że ty, który jesteś panem samego siebie, u nas staniesz się sługą innych. Nigdy nie będziesz robił tego, na co masz ochotę. Albowiem gdy będziesz chciał przebywać po tej stronie morza, każą ci udać się na jego drugą stronę. A kiedy zechcesz spać, każą ci czuwać. Kiedy będziesz głodny i będziesz chciał jeść, każą ci udać się tu czy tam, i to bez podania przyczyny. Zastanów się więc dobrze, dzielny i miły bracie, czy potrafisz znieść to wszystko!”.

Poddani surowej dyscyplinie, byli znakomitymi wojownikami, znacznie bardziej skutecznymi w boju od niesfornych feudalnych baronów. Do bitwy szli zazwyczaj w przedniej lub tylnej straży – zawsze tam, gdzie zagrażał wróg. Można z całą pewnością powiedzieć, że tylko dzięki zakonom rycerskim, a zwłaszcza templariuszom, waleczniejszym od szpitalników i znacznie liczniejszym od Krzyżaków, królestwo Franków w Palestynie mogło przetrwać prawie dwa stulecia.

Nic dziwnego, że templariusze-rycerze przeważnie umierali na polu bitewnym. Straty wśród mnichów-wojowników były ogromne, zwłaszcza że muzułmanie lękali się templariuszy i pojmanych mordowali. W 1164 roku w bitwie pod Harim z hufca 67 świątynników ocalało zaledwie 7, w 1187 roku w bitwach u źródeł Cresson i pod Hittin zakon stracił 290 rycerzy – prawie wszystkich w Ziemi Świętej. Sześciu wielkich mistrzów poległo w bitwie lub skonało w muzułmańskich lochach. Mistrz Wilhelm de Beaujeau zakończył życie w 1291 roku ugodzony strzałą, gdy bronił Akki, ostatniej wielkiej fortecy Królestwa Jerozolimskiego. Podczas upadku Akki oddało życie także wielu innych braci.

Jeśli Rycerze Świątyni odradzali się jak feniks z popiołów po tak straszliwych klęskach, to tylko dzięki imperium gospodarczemu, które stworzyli w Europie, przede wszystkim we Francji, ale także w Italii, w Anglii, na Półwyspie Iberyjskim. Nawet w Polsce mieli kilka komandorii, obejmujących zazwyczaj pola uprawne, młyny, inwentarz żywy, warsztaty rzemieślnicze (ogółem templariusze mieli około 870 zamków, komandorii i mniejszych ośrodków). Liczne ziemie świątynnicy otrzymali w zapisie od pobożnych feudałów, pragnących zbawić swe dusze. Ufano ich umiejętnościom finansowym, toteż byli bankierami, pożyczkodawcami i skarbnikami monarchów, książąt i baronów.

To jednak tylko część prawdy. Całe imperium gospodarcze templariuszy pracowało wyłącznie na potrzeby Ziemi Świętej, której obrona była jedyną racją bytu zakonu. Templariusze utrzymywali w Palestynie 300 rycerzy, kilka tysięcy serwientów i najemnych zbrojnych, liczne (a kosztowne) konie, potężne zamki. Dochody z setek komandorii wystarczały na to z ogromnym trudem. Templariusze byli panami licznych posiadłości, lecz stale brakowało im srebra i złota, dlatego opowieści o nieprzebranych skarbach ukrytych przez zakon należy włożyć między bajki. Główny skarbiec świątynników rzeczywiście zaginął na Cyprze (zapewne zagarnął go cypryjski monarcha Henryk), lecz z pewnością nie był obfity.

Nawet po utracie Ziemi Świętej w 1291 roku templariusze dążyli do urządzenia nowej wyprawy krzyżowej. Aż do 1302 roku zakon utrzymywał silną załogę na wysepce Arwad – w nadziei, że ten niewielki ląd stanie się bazą dla krucjaty. W końcu muzułmanie wybili broniących się rozpaczliwie rycerzy, a innych wzięli do niewoli.

Templariusze na stosie

Wielki mistrz templariuszy Jakub de Molay objeżdżał Europę, aby nakłonić monarchów do przygotowywania wielkiej wyprawy do Palestyny. We Francji zamiast pomocy mistrz doczekał się procesu, hańby i okrutnej śmierci. Król Filip IV Piękny z powodu wielkich długów i licznych wojen toczonych przez królestwo Francji nieustannie potrzebował pieniędzy. Zdobywał je bezwzględnymi metodami – w 1291 i 1311 uwięził lombardzkich finansistów i włoskich bankierów, i oczywiście skonfiskował ich mienie. W 1306 roku wygnał Żydów, aby zagarnąć ich majątki. Potem przyszła kolej na Rycerzy Świątyni. Niespodziewanie 13 października 1307 roku urzędnicy króla Francji w starannie przygotowanej akcji aresztowali wszystkich templariuszy. Bracia nie stawiali oporu – komandorie nie miały fortyfikacji, prawie wszyscy zdolni do walki rycerze przebywali na Cyprze, gdzie znajdowała się kwatera główna zakonu.

POLSCY RYCERZE TEMPLUM

Templariusze na skromną skalę byli czynni także w Polsce, gdzie mieli 5 do 8 siedzib. U schyłku XIII wieku zakon w Polsce liczył od 66 do 88 braci, w tym od 21 do 32 rycerzy, pochodzących przeważnie ze Śląska, z Pomorza i ze wschodnich Niemiec. Polscy templariusze walczyli w bitwie z Mongołami pod Legnicą w 1241 roku, gdzie pięciu z nich zginęło, trzech zaś zdołało uratować życie. Wiadomo, że templariusze z Europy Wschodniej nie zostali uwięzieni. Ich losy po kasacie Zakonu nie są znane.

Krzysztof Kęciek

Wszechmocny Zakon Syjonu

Prieuré de Sion, Ordre de Sion, Ormus – supertajna organizacja oplatająca świat, istniejąca ponoć od dziś, rozpoczęła „karierę” stosunkowo późno. Odsłonięcie kulis tajemnicy nastąpiło dopiero w XX stuleciu, mimo że wieści głosiły, iż Zakon działa od 1099 roku.

autor Jerzy Besala

Sensacje związane z Prieuré de Sion zaczęły się mnożyć wraz z pojawieniem się książek o odkrytych tajemnicach templariuszy, świętym Graalu, żonie Jezusa Magdalenie i ich królewskich potomkach – Merowingach. Eksplodowały w latach osiemdziesiątych XX wieku, głównie dzięki książkom trzech anglojęzycznych poszukiwaczy-amatorów: ­Michaela Baigenta, Richarda Leigha i Henry’ego Lincolna. To oni nadali niezwykły rozgłos sprawie tajemniczego zakonu. Boom ten trwa do dziś.

Legendę Prieuré de Sion najbardziej spopularyzowała bestsellerowa powieść Dana Browna Kod Leonardo da Vinci, której autor ogłosił na wstępie, że „wszystkie opisy dzieł sztuki, obiektów architektonicznych, dokumentów oraz tajnych rytuałów zamieszczone w powieści odpowiadają rzeczywistości”. Powieść opiera się w znacznej mierze na wieloletnich badaniach Michaela Baigenta i jego kolegów. Jak wyglądały ich ustalenia? W głośnej książce Święty Graal, święta krew podają, że w 1962 roku natrafili w paryskiej Bibliotece Narodowej na ślady Ordre de Sion. Miało z nich wynikać, że Zakon został założony przez Gotfryda de Bouillon w 1090 albo 1099 roku podczas wyprawy krzyżowej.

Niestrudzeni szperacze

Dociekliwi Anglosasi znajdowali kolejne dowody potwierdzające ich teorię. Największe znaczenie przypisywali Dossiers Secretes (Tajnym aktom), a właściwie „zawieruszonej” w nich kartce oraz tzw. dokumentom klasztornym. Amatorzy badacze powiązali je z opactwem Najświętszej Marii Panny na górze Syjon w Jerozolimie. Odkryli też „dokumenty klasztorne”, z których wynikało, że opactwo wybudował Gotfryd de Bouillon na polecenie tajemniczych zakonników z Kalabrii, którzy osiedlili się najpierw w jego dobrach w Ardenach. Baigent wywodził hrabiego de Bouillon od Merowingów.

Czy zatem on i jego mnisi byli członkami Zakonu Syjonu? Baigent i spółka są przekonani, że tak. Według nich to Ordre de Sion zadecydował o wyborze Gotfryda de Bouillon na króla Jerozolimy. To fałsz. Jak podają np. Sharan Newman i polski naukowiec dr Alfred J. Palla – Gotfryd, „skromny” książę Dolnej Lotaryngii, przyjął jedynie tytuł Obrońcy Grobu Jezusa, a nie króla. Badania wykazały też, że nie pochodził z Merowingów, ale z rodu Pepina i Karola Wielkiego.

Postać Gotfryda przyciągała jednak uwagę od początku. Po jego śmierci w 1100 roku zaczęła potężnieć legenda – utrwalona m.in. w XIX wieku przez Ryszarda Wagnera w mrocznej operze Lohengrin.

Prieuré de Sion miał ogromne, choć tajne wpływy – twierdzą Baigent i jego koledzy – gdyż tworzył słynny zakon templariuszy już w 1114 roku. Oficjalnie fakt powołania zakonu rycerskiego z czerwonymi krzyżami na płaszczach ogłoszono jednak później – w 1118 roku. Zgodnie z „dokumentami klasztornymi”, wielki mistrz Ordre de Sion miał być jednocześnie wielkim mistrzem templariuszy. To Ordre de Sion miał też wpłynąć na nadanie św. Bernardowi opactwa w Orval, gdzie bernardyni zastąpili mnichów z Kalabrii.

Zakon Syjonu miał zatem być inicjatorem niemal wszystkich tajemniczych organizacji średniowiecza. Jednakże w 1188 roku, po utracie Jerozolimy przez chrześcijan, podobno wyrzekł się swego „dziecka”, czyli templariuszy. Fakt ten miało symbolizować ścięcie ogromnego 800-letniego wiązu w Gisors i związana z tym krwawa potyczka między Anglikami Ryszarda Lwie Serce i Francuzami.

W tymże roku Zakon zmienił nazwę na Prieuré de Sion. Przestał jej używać w 1306 roku, tuż przed zagładą templariuszy, przyjmując w 1307 roku nową nazwę Zakon Różokrzyża Veritas lub Ormus. Ta ostatnia pochodziła ponoć od Orme (wiąz). Przyjęcie przez zakon symboliki czerwonego czy różowego krzyża miało też wskazywać na afiliacje z istniejącym „odwiecznie” Bractwem Różokrzyża. Według proboszcza Roberta Denyau, autora opisu historii miasta i rodu Gisors z 1629 roku, Różany Krzyż został założony właśnie w 1188 roku.

Autorzy Świętego Graala znaleźli też podobno w Tajnych aktach spis wielkich mistrzów Prieuré de Sion, zwanych Nautanniers – Sternicy, Nawigatorzy. Lista podziałała na wyobraźnię, gdyż zawierała nazwiska książąt krwi – Burbonów, Gonzagów, Andegawenów oraz takich postaci, jak fizyk Isaac Newton, pisarz Victor Hugo, kompozytor Claude Debussy.

A kto był wielkim mistrzem w czasach współczesnych? Odpowiedź, jak na warunki spiskowe, nadeszła niespodziewanie szybko.

Na wiarę

Przyglądając się twórczości XX-wiecznego francuskiego pisarza i malarza Jeana Cocteau, Baigent i koledzy zauważyli dziwny szczegół. Na fresku Ukrzyżowania Jezusa w kościele Notre Dame de France przy Leicester Square w Londynie dostrzegli nad krzyżem czarne słońce, odwróconą postać samego Cocteau, a u podnóża ogromną różę. Wysnuli z tego wniosek o przynależności Cocteau do Bractwa Różokrzyża i to jako mistrza Jana XXIII. Imię to Cocteau miał przybrać po śmierci Piusa XII i wyborze na papieża Angelo Roncallego – również Jana XXIII, mimo że imię to było ponoć wyklęte od XV wieku, kiedy posłużył się nim antypapież Jan XXIII.

Można by tak bez końca brnąć w podejrzeniach wobec „papistów” – lansowane przez żądnych sławy autorów, takich jak Baigent czy kopiujący go Dan Brown, a także czytelników łaknących sensacji, doszukujących się wszędzie supertajnych powiązań. Udowodnienie rzekomego związku Prieuré de Sion z templariuszami, różokrzyżowcami i masonami, „trzęsącymi” Europą przez wieki, szczególnie dobrze nadawało się na spiskowy bestseller.

A jak było naprawdę? Co na to druga strona, czyli posługujący się rzetelnym warsztatem naukowym historycy?

Według nich nie sposób udowodnić na podstawie tak wątłych poszlak powiązań Zakonu z różokrzyżowcami. Zastrzeżenie co do wiarygodności przekazów Baigenta i jego kolegów budzi powoływanie się na Dossiers Secretes i dokumenty klasztorne z Biblioteki Narodowej w Paryżu bez podawania sygnatur archiwalnego zespołu akt i bez przedstawienia ich światu nauki.

Dokumenty, na które powołują się Anglosasi, nie zostały poddane analizie fachowców. Łowcy sensacji unikają w ten sposób naukowej oceny wiarygodności ich źródeł, a także krytycznej analizy, jaką w ostatnich wiekach wypracowała nauka. Jak zauważa dr Alfred J. Palla – René d’Anjou (Andegaweński), wymieniany jako wielki mistrz Prieuré de Sion, w momencie wyboru miałby dziewięć lat, co wydaje się absurdem.

Nowe wcielenie tajemnicy

W 1954 roku na arenę wkroczył Francuz Pierre Plantard, który ogłosił, że Zakon Syjonu wznawia działalność. W pierwszym okresie skupił się m.in. na walce… o tanie mieszkania. Po roku Zakon upadł, ale już 20 lipca 1956 roku Plantard zarejestrował katolicką organizację, mającą na celu „odrodzenie dawnego rycerstwa, gromadzenie wiedzy i hołdowanie zasadzie solidarności”. Sam mianował się jej wielkim mistrzem.

Ujawnił też światu, że pochodzi od Dagoberta II z dynastii królewskiej Merowingów i arystokratycznego rodu de Saint Claire. Czyli jest nie byle kim, gdyż wedle niektórych „teorii” Merowingowie wywodzili się od samego Jezusa i Magdaleny, a ród ­Saint Claire wybudował kaplicę Rosslyn w Szkocji, gdzie amatorzy szukali i nadal szukają skarbów templariuszy i świętego Graala.

Współpracownicy wielkiego mistrza podrzucali do bibliotek sfabrykowane dokumenty, które miały potwierdzać istnienie wymyślonego Zakonu.

Inne związki łączyły go z osławionym Rennes-le-Château, gdzie z kolei ksiądz Bérenger Saunière miał odnaleźć część skarbu templariuszy.

Prawdopodobnie stąd wzięły się rewelacje Baigenta i spółki o związkach Zakonu Syjonu z królewskim rodem Plantardów i XVII-wieczną Frondą przeciw rządom kardynała Mazzariniego. A nawet z osławionymi Protokołami Mędrców Syjonu, które według Baigenta „nie są całkowicie sfabrykowanym tekstem, ale tekstem całkowicie zmienionym”.

W 1979 roku wielki mistrz Plantard wystąpił przed kamerami BBC jako ekspert od templariuszy. Z pełnym przekonaniem stwierdził, że Zakon Syjonu jest w posiadaniu tajemnic, które mogłyby zniszczyć chrześcijaństwo. Zapewnił też, że jego tajna organizacja liczy tysiące członków.

Z rozmowy z wielkim mistrzem Baigent i współautorzy Świętego Graala dowiedzieli się, że podczas II wojny światowej szef SS Heinrich Himmler proponował Plantardowi tytuł księcia Bretanii w zamian za złożenie hołdu Hitlerowi i kolaborację z III Rzeszą. Czy z powodu odmowy trafił do kazamatów gestapo? I czy w ogóle tam trafił?

Jerzy Besala