Wydawca: WAB Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni ebook

Jared Cade

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni - Jared Cade

Tajemnicze zaginięcia zawsze wzbudzają sensację, zwłaszcza gdy dotyczą znanych osób. A co jeśli zaginioną jest najgenialniejsza autorka kryminałów wszech czasów, a jej zniknięciu towarzyszą okoliczności rodem z jej najlepszych powieści? 3 grudnia 1926 r. późnym wieczorem Agatha Christie wyszła z domu w hrabstwie Berkshire w Anglii, a następnego dnia jej samochód znaleziono porzucony w hrabstwie Surrey. Przez jedenaście dni trwały poszukiwania, które wywołały ogromne zainteresowanie prasy. Odnalezienie pisarki całej i zdrowej w luksusowym uzdrowisku w Yorkshire zamiast rozwiązania zagadki przyniosło tylko nowe pytania, a niekwestionowana mistrzyni intrygi i suspensu przez całe życie skutecznie unikała udzielenia na nie odpowiedzi.

Opinie o ebooku Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni - Jared Cade

Fragment ebooka Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni - Jared Cade

Ja­red Cade

Aga­tha Chri­stie i je­de­naście za­gu­bio­nych dni

Przełożyła Małgo­rza­ta Gla­se­napp

Tytuł ory­gi­nału: Aga­tha Chri­stie and The Ele­ven Mis­sing Days

Co­py­ri­ght © 1998, 2000, 2011 by Ja­red Cade

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MMXIV

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Małgo­rza­ta Gla­se­napp, MMXIV

Wy­da­nie I

War­sza­wa

Wpro­wa­dze­nie

3 grud­nia 1926 roku pew­na zroz­pa­czo­na ko­bie­ta w ta­jem­ni­czych oko­licz­nościach zniknęła ze swo­je­go domu w hrab­stwie Berk­shi­re w An­glii. Gdy należący do niej sa­mochód zna­le­zio­no po­rzu­co­ny w hrab­stwie Sur­rey, zaczęto oba­wiać się o jej życie. Na szczęście po je­de­na­stu dniach od­na­lazła się w luk­su­so­wym ho­te­lu w Har­ro­ga­te, w hrab­stwie York­shi­re, zajęta czy­ta­niem ga­zet opi­sujących jej za­gi­nięcie i re­la­cjo­nujących pro­wa­dzo­ne w całym kra­ju po­szu­ki­wa­nia. Kie­dy pod­niosły się głosy obu­rze­nia na tak dzi­wacz­ne i skan­da­licz­ne postępo­wa­nie, in­ter­we­nio­wał jej mąż, twierdząc, że żona cier­pi na amnezję. Ko­bietą była Aga­tha Chri­stie, zaś to, co zda­rzyło się w ciągu owych je­de­na­stu dni, miało prześla­do­wać ją do końca życia.

Znik­nięcie oka­zało się punk­tem gra­nicz­nym w życiu pi­sar­ki, a jej kon­se­kwent­ne mil­cze­nie na ten te­mat spro­wo­ko­wało wie­le pytań. Ja­kim cu­dem oso­ba, która wi­działa własne fo­to­gra­fie na pierw­szych stro­nach ga­zet, mogła nie zda­wać so­bie spra­wy, że na­gle stała się naj­bar­dziej znaną ko­bietą w An­glii? Co na­prawdę zna­czyły po­zo­sta­wio­ne przez nią li­sty? Co skłoniło jej męża do przy­zna­nia, że już wcześniej mówiła o możliwości swo­je­go znik­nięcia, i dla­cze­go, gdy już zo­stała od­na­le­zio­na, zażądano od nie­go po­kry­cia kosztów pro­wa­dzo­nych przez po­licję po­szu­ki­wań?

Wpraw­dzie za­gi­nięcie uczy­niło panią Chri­stie sławną, ale żadna bio­gra­fia pi­sar­ki nie objaśnia w pełni ani sa­me­go wy­da­rze­nia, ani jej postępo­wa­nia. W la­tach dzie­więćdzie­siątych ubiegłego wie­ku, gdy po­szu­ki­wałem ma­te­riałów do­tyczących życia Aga­thy Chri­stie, książki na jej te­mat do­tyczyły głównie jej twórczości. Wszy­scy bio­gra­fo­wie stwier­dza­li zgod­nie, że Aga­tha do­znała cze­goś w ro­dza­ju załama­nia ner­wo­we­go, a skan­dal związany z jej za­gi­nięciem spra­wił, że po­sta­no­wiła wy­co­fać się z życia pu­blicz­ne­go. W An­glii wy­da­no za­le­d­wie dwie bio­gra­fie opar­te na ba­da­niach źródłowych. Au­tor­ki obu przy­znają, że miały wie­le trud­ności ze zna­le­zie­niem wia­ry­god­nych ma­te­riałów. Gwen Ro­byns, która w 1978 roku wydała nie­au­to­ry­zo­waną bio­gra­fię Aga­thy, pod­waża przed­sta­wioną przez ro­dzinę wersję wy­da­rzeń, zaś Ja­net Mor­gan w au­to­ry­zo­wa­nej bio­gra­fii wy­da­nej w 1984 roku sta­ra się odwrócić uwagę czy­tel­ni­ka od całej spra­wy, zrzu­cając winę na wścib­skich dzien­ni­ka­rzy. Obie au­tor­ki twierdzą przy tym, że Aga­tha Chri­stie nig­dy pu­blicz­nie nie sko­men­to­wała swo­je­go za­gi­nięcia. Nie jest to zgod­ne z prawdą – pi­sar­ka w końcu wy­po­wie­działa się na ten te­mat, a po­wo­dy, dla których zde­cy­do­wała się mówić, są równie in­te­re­sujące jak te, dla których później po­sta­no­wiła za­cho­wać już mil­cze­nie.

Za­cie­ka­wiła mnie ta hi­sto­ria i miałem prze­czu­cie, że przed­sta­wio­ne do­tych­czas wyjaśnie­nia tego naj­bar­dziej zna­ne­go wy­da­rze­nia w życiu pi­sar­ki mają zbyt wie­le luk, by były wia­ry­god­ne. Kie­dy pierw­szy raz wy­brałem się na New­lands Cor­ner, Ralph Bar­net, strażnik za­trud­nio­ny przez sa­morząd hrab­stwa Sur­rey, po­ka­zał mi oko­licę i za­pro­wa­dził do ko­pal­ni kre­dy, przy której zna­le­zio­no sa­mochód Aga­thy. Od razu zro­zu­miałem, że jej znik­nięcie nie mogło po­to­czyć się tak, jak je opi­sy­wała ona sama i jej później­si bio­gra­fo­wie. Co więc na­prawdę się stało? Za­in­try­go­wa­ny, zje­chałem całą An­glię, by do­wie­dzieć się więcej o au­tor­ce kry­mi­nałów, która także we własnym życiu za­aranżowała ta­jem­niczą za­gadkę.

Aga­tha Chri­stie jako dziec­ko uwiel­biała czy­tać o przy­go­dach Ali­cji w Kra­inie Czarów, ale gdy zacząłem drążyć sprawę, szyb­ko się oka­zało, że znacz­nie łatwiej uwie­rzyć w opo­wieści Le­wi­sa Car­rol­la niż w hi­sto­rię wymyśloną przez oto­cze­nie pi­sar­ki dla ukry­cia faktów do­tyczących jej za­gi­nięcia. Wer­sja wy­da­rzeń przed­sta­wio­na przez ro­dzinę Chri­stie po­zo­sta­wiała zbyt wie­le pytań bez od­po­wie­dzi i zbyt wie­le luźnych wątków. Ja­kie było na przykład zna­cze­nie na­zwi­ska, którym posługi­wała się pod­czas swo­jej nie­obec­ności, i dla­cze­go pra­sa su­ge­ro­wała, że pi­sar­ka działała z pre­me­dy­tacją? Jak dała so­bie radę fi­nan­so­wo, sko­ro nie ko­rzy­stała z kon­ta ban­ko­we­go? I ja­kie było zna­cze­nie de­dy­ka­cji na­pi­sa­nej w książce dla przy­ja­ciółki trzy lata po za­gi­nięciu?

Szu­kając od­po­wie­dzi na te i inne py­ta­nia, mu­siałem odbyć podróż tak samo krętą trasą, jak nie­gdyś Aga­tha, udało mi się jed­nak od­na­leźć kil­ka osób, które miały na te­mat za­gi­nięcia pi­sar­ki wiedzę z pierw­szej ręki. Prawdę po­znałem z wia­ry­god­nych źródeł, dzięki temu, że wresz­cie osłabły ry­go­ry mil­cze­nia na­rzu­co­ne przez Agathę Chri­stie, która spo­dzie­wała się, że dzie­sięć lat po śmier­ci nikt nie będzie już o niej pamiętał.

Po ślu­bie swo­jej sio­stry Mad­ge z Jim­mym Wat­t­sem Aga­tha za­przy­jaźniła się ser­decz­nie z jego siostrą, Nan. Córka i zięć Nan Watts, Ju­dith i Gra­ham Gard­ne­ro­wie, po­twier­dzi­li moje hi­po­te­zy na te­mat znik­nięcia pi­sar­ki i po­da­li mi wie­le nie­zna­nych do­tych­czas szczegółów z jej życia. Ju­dith i Gra­ham długo zna­li Agathę i byli z nią w bli­skiej re­la­cji. Po­sta­no­wi­li po­wie­rzyć mi ro­dzin­ne se­kre­ty, po­ka­zać al­bu­my ze zdjęcia­mi i dać do prze­czy­ta­nia li­sty, których nikt spo­za ro­dzi­ny wcześniej nie czy­tał, po­nie­waż znałem wszyst­kie utwo­ry Aga­thy, a według nich „Nie można dojść do Aga­thy Chri­stie na skróty. Trze­ba przeczy­tać książki”. W ten sposób przełama­li trwające od dzie­sięcio­le­ci mil­cze­nie i zde­cy­do­wa­li się ofi­cjal­nie wspie­rać pi­saną prze­ze mnie bio­gra­fię z dwóch po­wodów: żeby po­sta­wić we właści­wym świe­tle re­la­cje pi­sar­ki z ro­dziną Wattsów oraz „raz na za­wsze zakończyć wszyst­kie te spe­ku­la­cje na te­mat jej za­gi­nięcia”. Mam wo­bec nich ogrom­ny dług wdzięczności, tak jak po­zo­sta­li wiel­bi­cie­le Aga­thy Chri­stie. Po­sta­no­wiłem zak­tu­ali­zo­wać i po­sze­rzyć nie­co książkę w dru­gim wy­da­niu po tym, jak od­kry­to nowe tomy dzien­ników Aga­thy, listów i ko­re­spon­den­cji ro­dzin­nej, do których zno­wu uzy­skałem od państwa Gard­nerów wyłączny dostęp. Je­stem również bar­dzo wdzięczny in­nym człon­kom ro­dzi­ny, którzy do­star­czy­li mi wie­lu cie­ka­wych in­for­ma­cji na te­mat Wattsów.

Chciałem na­pi­sać bio­gra­fię Aga­thy Chri­stie, po­nie­waż za­wsze in­te­re­so­wała mnie au­tor­ka, która stwo­rzyła wie­le naj­lep­szych i naj­cie­kaw­szych kry­mi­nałów na­szych czasów. Nie chciała mówić pu­blicz­nie o trud­nych chwi­lach swo­je­go życia i dla­te­go wie­lu kry­tyków uznało, że była nie­war­tym zain­te­re­so­wania od­lud­kiem. Tym­cza­sem przeżycia tej naj­bar­dziej bo­le­snej nocy tra­fiły do jej książek – w jed­nej z po­wieści dokład­nie od­wzo­ro­wała oko­licz­ności swo­je­go opusz­cze­nia domu, ale wie­dzie­li o tym tyl­ko wta­jem­ni­cze­ni. Jej za­gi­nięcie in­try­gu­je lu­dzi do dzi­siaj, a jego hi­sto­ria układa się w nie­zwykłą opo­wieść o zde­spe­ro­wa­nej ko­bie­cie, która powróciła do świa­ta, by stać się jedną z naj­bar­dziej ce­nio­nych pi­sa­rek XX wie­ku.

Pro­logWąsy pra­dziad­ka

Kie­dy Aga­tha Chri­stie zniknęła w grud­niu 1926 roku, miała już na kon­cie sześć opu­bli­ko­wa­nych po­wieści i była znaną po­sta­cią w lon­dyńskim świe­cie li­te­rac­kim. Zabójstwo Ro­ge­ra Ac­kroy­da, które z początku było tyl­ko cie­ka­wostką dla pa­sjo­natów, szyb­ko sprze­dało się w licz­bie czte­rech tysięcy eg­zem­pla­rzy i w miarę jak wokół książki na­ra­stały kon­tro­wer­sje i dys­ku­sje (do­tyczące głównie kwe­stii, czy au­tor­ka nie oszu­kała czy­tel­ników co do tożsamości praw­dzi­we­go zabójcy), stało się oczy­wi­ste, że ko­lej­ne wy­da­nia będą cie­szyć się równie dużym za­in­te­re­so­wa­niem. Nikt nie zda­wał so­bie jed­nak spra­wy z tego, że Zabójstwo Ro­ge­ra Ac­kroy­da okaże się jedną z naj­bar­dziej zna­nych i naj­sze­rzej oma­wia­nych po­wieści de­tek­ty­wi­stycz­nych na świe­cie.

Gorące de­ba­ty na te­mat książki po­twier­dziły po­zycję Aga­thy Chri­stie jako wschodzącej gwiaz­dy li­te­ra­tu­ry kry­mi­nal­nej. Tym­cza­sem lata, które mogłyby być szczęśli­wym okre­sem jej życia, miały oka­zać się tymi naj­trud­niej­szy­mi. Wkrótce po uka­za­niu się Zabójstwa… zmarła jej uko­cha­na mat­ka, a niedługo po­tem mąż pi­sar­ki, pułkow­nik Ar­chi­bald Chri­stie, dziar­ski lot­nik i bo­ha­ter pierw­szej woj­ny świa­to­wej, oznaj­mił jej, że za­ko­chał się w pew­nej młodej ko­bie­cie na­zwi­skiem Nan­cy Ne­ele.

Po­tem stało się coś nie do pomyśle­nia: w nocy z 3 na 4 grud­nia Aga­tha zniknęła, a wia­do­mości o tym tra­fiły na pierw­sze stro­ny an­giel­skich ga­zet. In­for­ma­cje o małżeńskich kłopo­tach państwa Chri­stie szyb­ko do­tarły do po­li­cji. Przez półtora ty­go­dnia trzy różne od­działy po­li­cji w południo­wej An­glii sta­rały się ją od­na­leźć. Mnóstwo funk­cjo­na­riu­szy ochot­ni­czych, zwykłych oby­wa­te­li i dzien­ni­ka­rzy za­an­gażowało się w po­szu­ki­wa­nia. Sen­sa­cyj­na wia­do­mość, że mąż za­gi­nio­nej spędził aku­rat tę noc w to­wa­rzy­stwie swo­jej ko­chan­ki, spro­wo­ko­wała plot­ki o sa­mobójstwie pi­sar­ki, a na­wet o zabójstwie.

Ak­cja po­szu­ki­waw­cza zakończyła się 14 grud­nia, po tym jak pułkow­nik Chri­stie ofi­cjal­nie po­twier­dził tożsamość Aga­thy zna­le­zio­nej w eks­klu­zyw­nym zakładzie wo­do­lecz­ni­czym w Har­ro­ga­te. Było to efek­tow­ne zakończe­nie, ale nie dało od­po­wie­dzi na nur­tujące wszyst­kich py­ta­nia: jak i dla­cze­go pani Chri­stie za­ginęła? Py­ta­no też o nie­spo­dzie­waną roz­rzut­ność pi­sar­ki, która spędziła ty­dzień w luk­su­so­wych wa­run­kach, a wyjaśnie­nia jej męża uzna­no za mało sa­tys­fak­cjo­nujące. Ar­chi­bald po­sta­no­wił prze­rwać plot­ki i we­zwał na kon­sy­lium le­ka­rza ro­dzin­ne­go oraz kon­sul­tan­ta spe­cja­listę, którzy wkrótce wy­da­li sta­ran­nie zre­da­go­wa­ne oświadcze­nie stwier­dzające, że Aga­tha: „do­znała niewątpli­wie au­ten­tycz­ne­go za­ni­ku pamięci”. Następnie pan Chri­stie za­ape­lo­wał do dzien­ni­ka­rzy o za­mknięcie całej spra­wy i po­zo­sta­wie­nie pi­sar­ki w spo­ko­ju, aby mogła wrócić do zdro­wia i nor­mal­ne­go życia.

Był to jed­nak de­fi­ni­tyw­ny ko­niec małżeństwa państwa Chri­stie. Po­zo­stała część na krótko ujaw­nio­nej ro­dzin­nej tra­ge­dii ro­ze­grała się za za­mkniętymi drzwia­mi. Od tam­tej pory Aga­tha żywiła niechęć do dzien­ni­ka­rzy, pod­sy­caną przez do­nie­sie­nia pra­so­we na te­mat jej roz­wo­du z Ar­chiem i jego później­sze­go ślubu z Nan­cy Ne­ele.

Pu­blicz­ne za­in­te­re­so­wa­nie za­gi­nięciem Aga­thy przy­niosło taki sku­tek, że nie­mal z dnia na dzień śred­nio po­pu­lar­na au­tor­ka zo­stała pi­sarką znaną w całym kra­ju. Po od­na­le­zie­niu stała się także wdzięcznym te­ma­tem dla ka­ry­ka­tu­rzystów, ko­mików i ka­ba­re­cia­rzy. Część lu­dzi była prze­ko­na­na, że spo­tkało ją załama­nie ner­wo­we, inni sądzi­li, że to jej agent zor­ga­ni­zo­wał całe fałszy­we za­gi­nięcie jako chwyt re­kla­mo­wy.

Hi­sto­ria wkrótce zniknęła z ga­zet, ale o za­in­te­re­so­wa­niu, ja­kie wzbu­dzała, świad­czy pio­sen­ka śpie­wa­na w la­tach dwu­dzie­stych ubiegłego wie­ku na se­zo­no­wej sce­nie w nad­mor­skim Bo­ur­ne­mo­uth przez trupę Birch­mo­re and Lin­don’s Gay Ca­dets. Zna­na śpiew­ka Wąsy pra­dziad­ka zo­stała tak przy­sto­so­wa­na do sy­tu­acji:

To pra­dziad­ka wąsy i pra­dziad­ka bro­da,

Nig­dy nie­strzyżone, taka była moda!

Gdzie jest pani Chri­stie, co jak ka­mień w wodę?

Pew­nie wpadła w wąsy, pew­nie wpadła w brodę!

Praw­da o za­gi­nięciu Aga­thy Chri­stie po­zo­sta­wała nie­zna­na, ale dziw­ny in­cy­dent nie po­szedł w za­po­mnie­nie, mimo że później pi­sar­ka wiodła z po­zo­ru zupełnie nor­mal­ne i szczęśliwe życie. Nie­ste­ty, po­czu­cie bez­pie­czeństwa, ja­kie dało jej dru­gie małżeństwo, zo­stało również znisz­czo­ne przez skan­dal i zdradę, które jed­nak udało się ukryć przed świa­tem. Kie­dy w później­szym życiu stała się nie­co mniej ostrożna i od cza­su do cza­su zga­dzała się na roz­mowę z dzien­ni­ka­rzem, robiła to pod wa­run­kiem, że nie padną żadne py­ta­nia o jej życie oso­bi­ste ani ta­jem­ni­cze za­gi­nięcie sprzed lat. Szczęśliw­cy, którym udzie­liła wy­wiadów, ni­cze­go no­we­go się nie do­wia­dy­wa­li – na pew­ne py­ta­nia Aga­tha miała przy­go­to­wa­ne od­po­wie­dzi i rzad­ko zmie­niała ich treść. Praw­dzi­wa Aga­tha Chri­stie była ko­bietą o złożonej oso­bo­wości, która z pre­me­dy­tacją uni­kała rozgłosu.

Mimo różnych nie­przy­chyl­nych re­ak­cji po epi­zo­dzie z za­gi­nięciem pi­sar­ce przy­było wiel­bi­cie­li. Nie­zwykłym do­wo­dem jej po­pu­lar­ności jest otrzy­ma­ny po woj­nie list, w którym au­tor, oca­lały z obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Bu­chen­wal­dzie, opi­sał hi­sto­rię wy­sta­wio­nej przez więźniów ad­ap­ta­cji jej książki Dzie­sięciu Mu­rzynków. Aku­rat ta po­wieść w do­rob­ku Aga­thy Chri­stie należy do naj­bar­dziej ma­ka­brycz­nych (wszy­scy bo­ha­te­ro­wie giną je­den po dru­gim), ale emo­cjo­nująca in­try­ga i głębo­kie przesłanie mo­ral­ne pod­niosły uwięzio­nych na du­chu.

W końcu przyszły także ho­no­ry: w 1956 roku zo­stała od­zna­czo­na Or­de­rem Ko­man­do­ra Im­pe­rium Bry­tyj­skie­go (CBE), w 1961 roku otrzy­mała dok­to­rat ho­no­ris cau­sa Uni­wer­sy­te­tu w Exe­ter, a dzie­sięć lat później – Or­der Damy Ko­man­do­ra Im­pe­rium Bry­tyj­skie­go (DBE). Wte­dy już czy­tel­ni­cy co roku z utęsknie­niem ocze­ki­wa­li no­wych po­wieści. Kie­dy wy­da­wało się, że nie można osiągnąć większych suk­cesów ani zdo­być większej sławy, w 1974 roku Sid­ney Lu­met wyreżyse­ro­wał film Mor­der­stwo w Orient Expres­sie, który miał oka­zać się naj­lepszą fil­mową ad­ap­tacją po­wieści Aga­thy Chri­stie. Pre­mie­ra była wiel­kim wy­da­rze­niem. Pi­sar­ka cie­szyła się uro­czy­stością i ozna­ka­mi uzna­nia, ale nadal nie wy­ba­czyła pra­sie in­ge­ren­cji w swo­je życie pry­wat­ne w cza­sie, gdy przeżywała ciężkie chwi­le. Nig­dy nie udało jej się za­po­mnieć o tam­tych wy­da­rze­niach. Jej śmierć dwa lata później, 12 stycz­nia 1976 roku, była wielką stratą dla li­te­ra­tu­ry, a twórczość Aga­thy Chri­stie na za­wsze po­zo­sta­nie wzo­rem dla au­torów po­wieści de­tek­ty­wi­stycz­nych.

Z wiel­kim za­cie­ka­wie­niem cze­ka­no na jej au­to­bio­gra­fię, która uka­zała się w 1977 roku. Czy wresz­cie wy­zna, co działo się przez tych je­de­naście za­gu­bio­nych dni w 1926 roku? Nie­ste­ty – próżno szu­kać w jej wspo­mnie­niach ja­kiej­kol­wiek wzmian­ki o za­gi­nięciu. Czy­tel­ni­cy czu­li się za­wie­dze­ni. Niektórzy przy­pusz­cza­li na­wet, że mógł to być akt ze­msty na dzien­ni­ka­rzach, którzy tak ją wte­dy osa­czy­li.

Pu­bli­ko­wa­ne do dziś książki o Aga­cie Chri­stie za­zwy­czaj wspo­mi­nają o jej znik­nięciu i w ten sposób je­dy­ne wy­da­rze­nie z jej życia, które chciała za­cho­wać w ta­jem­ni­cy, nadal pro­wo­ku­je py­ta­nia i do­mysły. Żeby zro­zu­mieć, co na­prawdę się stało, należy przyj­rzeć się życiu pi­sar­ki od wcze­sne­go dzie­ciństwa, bo to właśnie w tam­tym okre­sie szu­kać trze­ba początków jej później­szych życio­wych nieszczęść.

CZĘŚĆ 1MIŁOŚĆ I ZDRA­DA

Roz­dział 1Li­lio­we iry­sy i małe owiecz­ki

Aga­tha była trze­cim z ko­lei dziec­kiem Fre­de­ric­ka Mil­le­ra, po­chodzącego ze Stanów Zjed­no­czo­nych, i jego żony Cla­ris­sy Bo­eh­mer Mil­ler, która uro­dziła się w Bel­faście i do­ra­stała w An­glii. Ich małżeństwo było tak uda­ne, że Aga­tha święcie wie­rzyła, że w od­po­wied­nim mo­men­cie w jej drzwiach sta­nie ide­al­ny mąż, z którym na­tu­ralną ko­leją rze­czy za­zna wiecz­nej miłości i szczęścia.

Miesz­ka­li w Ash­field, białej wil­li na przed­mieściach To­rqu­ay, mod­ne­go ku­ror­tu położone­go na wzgórzach roz­ciągających się wzdłuż południo­we­go wy­brzeża hrab­stwa De­von. Pi­sar­ka właśnie tam się uro­dziła i na chrzcie otrzy­mała imio­na Aga­tha Mary Cla­ris­sa. Była uko­cha­nym późnym dziec­kiem. Oj­ciec, Fre­de­rick Mil­ler, był sym­pa­tycz­nym dżen­tel­me­nem, który lubił to­wa­rzy­stwo, mar­twił się o własne zdro­wie i uwiel­biał te­atr w każdej for­mie. Mat­ka, Cla­ris­sa (przez członków ro­dzi­ny na­zy­wa­na Clarą), była jego ku­zynką i od dziec­ka du­rzyła się w Fre­de­ricku. Za­fa­scy­no­wa­na re­li­gią, miała skłonności do mi­sty­cy­zmu. Ich związek oka­zał się spełnio­ny i nie­zwy­kle uda­ny. Obo­je ro­dzi­ce bar­dzo ko­cha­li Agathę i dzięki swo­jej zamożności za­pew­ni­li jej bez­piecz­ne i szczęśliwe dzie­ciństwo, które jed­nak nie przy­go­to­wało jej na tru­dy, ja­kich miała do­znać w do­rosłym życiu.

Poza Agathą państwo Mil­le­ro­wie mie­li jesz­cze dwo­je dzie­ci: to­wa­rzyską i wy­ga­daną córkę Mad­ge oraz syna Mon­ty’ego, który miał dużo wdzięku, ale był przy tym zupełnie nie­od­po­wie­dzial­ny. Mad­ge była star­sza od Aga­thy o je­de­naście lat i za­chwy­cała młodszą siostrę umiejętnościa­mi ak­tor­ski­mi i biegłością w kom­po­no­wa­niu najróżniej­szych prze­brań. Mon­ty, za­wsze w kłopo­tach (po krótkiej ka­rie­rze w woj­sku od­sunął się od ro­dzi­ny), był star­szy od Aga­thy o dzie­sięć lat i za­zwy­czaj młodszą siostrę albo lek­ce­ważył, albo się z nią dro­czył – nic dziw­ne­go, że w ro­dzi­nie Mil­lerów nawiązała o wie­le bliższe re­la­cje z ko­bie­ta­mi. Przez większość roku Mad­ge i Mon­ty miesz­ka­li w in­ter­na­tach, więc Aga­tha do­ra­stała jak je­dy­nacz­ka. W dzie­ciństwie nie poszła do szkoły i całe dnie bawiła się w ro­dzin­nym domu i ogro­dzie, mając za to­wa­rzy­stwo wymyślo­nych przy­ja­ciół.

Ośrod­kiem jej życia był naj­pierw pokój dzie­cin­ny ze ścia­na­mi okle­jo­ny­mi ta­petą w li­lio­we iry­sy. Tam bawiła się pod opieką tro­skli­wej i głęboko wierzącej nia­ni, która sta­rała się prze­ka­zać dziew­czyn­ce swo­je prze­ko­na­nia i su­ro­we nor­my mo­ral­ne. Zda­rzało się, że Aga­tha spo­strze­gała rozdźwięk między na­uka­mi nia­ni a rze­czy­wi­stym funk­cjo­no­wa­niem świa­ta, jed­nak nig­dy nie przy­cho­dziło jej do głowy, by się bun­to­wać – miała na to zbyt łagod­ne uspo­so­bie­nie, a poza tym zarówno nia­nia, jak i ro­dzi­ce wy­cho­wy­wa­li ją w miłości, nie w stra­chu.

Aga­tha była dziec­kiem nad­wrażli­wym. W pamiętni­kach wspo­mi­na, jak bar­dzo się któregoś razu zde­ner­wo­wała, kie­dy usłyszała, że nia­nia opo­wia­da po­kojówce o jej za­ba­wie z wymyślo­ny­mi przy­ja­ciółmi, ro­dziną Kociąt. Zo­rien­to­waw­szy się, że jej pry­wat­ne spra­wy wyszły na jaw, przy­sięgła so­bie, że nig­dy nie dopuści in­nych lu­dzi do se­kretów swo­je­go wymyślo­ne­go świa­ta.

Naj­bliżej związana była z matką. Po­wstała między nimi sil­na, in­tu­icyj­na więź. Obec­ność i wspar­cie mat­ki były dla niej le­kar­stwem na wszel­kie nieszczęścia i cho­ro­by.

Aga­tha miała py­zatą buzię, duże sza­re oczy z ciężkimi po­wie­ka­mi i długie ja­sne włosy. Wyglądała trochę nie­sa­mo­wi­cie. Kie­dy do­rosła, umiała już ra­dzić so­bie z na­tar­czy­wy­mi in­da­ga­cja­mi – po­tra­fiła igno­ro­wać na­zbyt wścib­skie py­ta­nia i udzie­lać wy­mi­jających od­po­wie­dzi. O so­bie mówiła wyłącznie na własnych za­sa­dach. Możliwość za­cho­wa­nia mil­cze­nia stała się dla niej pil­nie strzeżonym przy­wi­le­jem, dającym bez­piecz­ne schro­nie­nie dla wy­obraźni. W później­szym życiu naj­bar­dziej na świe­cie nie­na­wi­dziła hałasu i tłumów.

Na to idyl­licz­ne dzie­ciństwo w zamożnym domu padał pe­wien cień – sen o Uzbro­jo­nym Ban­dy­cie. Naj­pierw główną po­sta­cią na­wra­cającego noc­ne­go kosz­ma­ru była po­stać żołnie­rza z ka­ra­bi­nem; gdy spoglądał Aga­cie pro­sto w oczy zim­nym spoj­rze­niem nie­bie­skich oczu, ogar­niał ją taki lęk, że bu­dziła się z krzy­kiem. Po­tem zaczęły po­ja­wiać się nowe wa­rian­ty: prze­rażający Ban­dy­ta wcie­lał się nie­spo­dzie­wa­nie w naj­bliższe oso­by i na­gle z uko­cha­nej twa­rzy zno­wu pa­trzyły strasz­ne oczy, a do­brze zna­ne dłonie za­mie­niały się w ucięte ki­ku­ty. Ten sen od­zwier­cie­dlał być może ostrożność i powściągli­wość Aga­thy, której z tru­dem przy­cho­dziło ob­da­rze­nie kogoś pełnym za­ufa­niem i bez­wa­run­kową miłością.

Wia­ry na­uczyła się przede wszyst­kim od nia­ni. W dzie­ciństwie doszła do prze­ko­na­nia, że dzięki swo­je­mu cno­tli­we­mu życiu należy do gro­na wy­brańców i ma­rzyła, że kie­dyś lu­dzie będą zwra­cać się do niej „lady Aga­tho” (przeżyła wiel­kie roz­cza­ro­wa­nie, do­wie­dziaw­szy się od nia­ni, że aby zo­stać „lady Agathą”, mu­siałaby należeć do ary­sto­kra­cji). Wy­obrażała so­bie nie­bo na kształt ota­czających Ash­field łąk i pa­stwisk, na których pasły się ja­gnięta. To po­mie­sza­nie re­li­gij­nych wy­obrażeń doszło do głosu w nie­co am­bi­wa­lent­nym sto­sun­ku do ojca: bała się, że Fre­de­rick Mil­ler nie­chyb­nie tra­fi do piekła z ra­cji upodo­ba­nia do gry w kro­kie­ta w nie­dziel­ne popołudnia i dow­cip­ko­wa­nia na te­mat księży. Mat­ka wpraw­dzie także grała w kro­kie­ta, ale nie do­star­czała Aga­cie tylu po­wodów do zmar­twień – za­wsze trzy­mała przy łóżku O naśla­do­wa­niu Chry­stu­sa To­ma­sza à Kem­pis.

Kie­dy Aga­tha skończyła pięć lat, ro­dzi­na po­je­chała na długie wa­ka­cje do Fran­cji. Od­wie­dzi­li między in­ny­mi Paryż, Di­nard, Pau, Ar­ge­les, Lo­ur­des i Cau­te­rets. W tam­tych cza­sach podróżowa­nie było nie­zbyt kosz­tow­ne. Ash­field wy­najęto, po­nie­waż miesz­ka­nie za gra­nicą oka­zało się tańsze niż w kra­ju, a Fre­de­rick Mil­ler nie­po­koił się sta­nem swo­ich fi­nansów, którymi zaj­mo­wała się wte­dy jakaś fir­ma z No­we­go Jor­ku. Później wśród krew­nych krążyły pogłoski – nig­dy nie­po­twier­dzo­ne – że jego majątek zo­stał praw­do­po­dob­nie sprze­nie­wie­rzo­ny przez ame­ry­kańską spółkę.

Z po­wo­du kłopotów fi­nan­so­wych zdro­wie pana Mil­le­ra pod­upadło, cho­ciaż le­ka­rze do końca nie po­tra­fi­li po­sta­wić kon­kret­nej dia­gno­zy. Sy­tu­acja ma­te­rial­na ro­dzi­ny i po­gar­szający się stan zdro­wia ojca zaczęły rzu­cać cień na życie ro­dzi­ny.

Po po­wro­cie do Ash­field to mat­ka za­de­cy­do­wała o kształce­niu Aga­thy w domu. Pani Mil­ler nie bała się po­dej­mo­wa­nia odważnych de­cy­zji. Miała przy tym nie­zwy­kle żywą wy­obraźnię, która działała na córkę po­bu­dzająco. Za­wsze uważała, że dzie­ci nie po­win­ny czy­tać przed ukończe­niem ósme­go roku życia, ale Aga­tha sama na­uczyła się tej sztu­ki, gdy miała pięć lat – nie znała li­ter, więc na­uczyła się roz­po­zna­wać całe słowa. Oj­ciec dawał jej lek­cje ma­te­ma­ty­ki i szyb­ko oka­zało się, że dziew­czyn­ka ma wro­dzo­ny ta­lent ma­te­ma­tycz­ny; po­tem ta umiejętność roz­wiązy­wa­nia skom­pli­ko­wa­nych zadań miała się oka­zać bez­cen­na przy układa­niu fabuł po­wieści kry­mi­nal­nych. Dwie bab­cie, z których jed­na miesz­kała w Bay­swa­ter, a dru­ga w Ealing, nie­wzru­sze­nie wie­rzyły w su­ro­we za­sa­dy mo­ral­ności wik­to­riańskiej i od nich właśnie Aga­tha za­czerpnęła wie­le cech, które złożyły się na po­stać pan­ny Mar­ple, sta­rej pan­ny i nie­omyl­ne­go de­tek­ty­wa. W oto­cze­niu tak wie­lu ory­gi­nal­nych i eks­tra­wer­tycz­nych do­rosłych Aga­tha uważała się za ro­dzin­ne­go głupta­sa. Do­pie­ro jako młoda ko­bie­ta zdała so­bie sprawę, że jej ro­dzi­na wy­kra­cza po­nad prze­ciętność i że ona sama jest bar­dziej in­te­li­gent­na i uzdol­nio­na, niż sądziła.

Kłopo­ty fi­nan­so­we, które stały się bar­dziej do­le­gli­we wraz z osiągnięciem pełno­let­ności przez starszą córkę i jej wejściem do to­wa­rzy­stwa, na­ra­stały i co­raz bar­dziej mar­twiły pana Mil­le­ra. Kie­dy Aga­tha miała około je­de­na­stu lat, sta­rał się o pracę w lon­dyńskim City – była to trud­na de­cy­zja dla pięćdzie­sięcio­pięcio­let­nie­go dżen­tel­me­na, który nie miał żad­nych kwa­li­fi­ka­cji i żad­ne­go doświad­cze­nia za­wo­do­we­go. Nie udało mu się do­stać po­sa­dy, co stało się przy­czyną dal­szych zmar­twień. Na­stała je­sień, zro­biło się chłodno i któregoś razu zwy­czaj­nie się prze­ziębił, z cze­go w krótkim cza­sie roz­winęło się obu­stron­ne za­pa­le­nie płuc. 26 li­sto­pa­da 1901 roku Aga­tha zo­ba­czyła matkę wy­bie­gającą z po­ko­ju cho­re­go i od razu domyśliła się, że oj­ciec nie żyje.

Jego śmierć uświa­do­miła Aga­cie, jak zmien­ne mogą być ko­le­je losu. Zmu­szo­na przez oko­licz­ności i sy­tu­ację fi­nan­sową mat­ka zaczęła za­sta­na­wiać się nad sprze­dażą Ash­field, jed­nak pod wpływem błaga­nia córek i pro­te­stu ze stro­ny Mon­ty’ego (którego pułk wy­je­chał aku­rat za gra­nicę) zmie­niła zda­nie. Żeby za­cho­wać dom, mu­siała jed­nak wpro­wa­dzić znaczące oszczędności. Aga­tha tak ko­chała Ash­field, że w kil­ku jej po­wieściach po­ja­wia się mo­tyw wal­ki o utrzy­ma­nie ro­dzin­ne­go domu.

Na szczęście po ja­kimś cza­sie nastąpiły wy­da­rze­nia, które nie­co zmniej­szyły izo­lację, w ja­kiej mat­ka z Agathą żyły w Ash­field. We wrześniu 1902 roku star­sza sio­stra Mad­ge wyszła za Jim­my’ego Wat­t­sa, rozsądne­go, za­po­bie­gli­we­go i skrom­ne­go syna bo­ga­te­go przed­siębior­cy z Man­che­ste­ru, Ja­me­sa Wat­t­sa II. Aga­tha po­lu­biła Jim­my’ego, który za­wsze trak­to­wał ją poważnie, nie po­zwa­lał so­bie na żarty z jej młode­go wie­ku i roz­ma­wiał z nią jak z do­rosłą. Wkrótce też za­po­mniała o swo­ich pre­ten­sjach z po­wo­du uwa­gi poświęco­nej przez ro­dziców no­wo­jor­skie­mu de­biu­to­wi to­wa­rzy­skie­mu Mad­ge i zajęła się przy­go­to­wa­nia­mi do ślubu swo­jej dow­cip­nej i żywiołowej star­szej sio­stry.

Śpie­wa­na msza ślub­na z udziałem chóru odbyła się w koście­le Świętego Zba­wi­cie­la w To­rqu­ay. Mad­ge miała na so­bie piękną suk­nię ze srebr­nym ha­ftem, a dla uczcze­nia pamięci ojca za­miast kwiatów niosła książkę do nabożeństwa. Aga­tha była jedną z sześciu dru­hen, do których należała także Nan Watts, młod­sza sio­stra pana młode­go. Wszyst­kie ubra­ne były w su­kien­ki z ta­fty w ko­lo­rze kości słonio­wej z sze­ro­ki­mi hal­ka­mi, ręka­wa­mi do łokcia i kołnie­rza­mi z ko­ron­ki Alençon. Do su­kie­nek miały przy­pięte brosz­ki w kształcie mar­ge­ry­tek z pereł i dia­mentów, pre­zent od Jim­my’ego, który również zamówił dla nich bu­kie­ty.

Po ta­jem­ni­czym za­gi­nięciu Aga­thy wie­le osób odwróciło się od niej, ale Nan Watts po­zo­stała jej wierną przy­ja­ciółką przez całe życie. Wszyst­ko zaczęło się od ani­mo­zji – chłopa­ko­wa­ta, czter­na­sto­let­nia wte­dy Nan zbyt często słyszała po­uczające opo­wieści o grzecz­nej i do­brze wy­cho­wa­nej Aga­cie, zaś dwu­na­sto­let­nia Aga­tha mu­siała słuchać o śmiałej i re­zo­lut­nej Nan, która za­wsze umiała zna­leźć się w roz­mo­wie. Na szczęście początko­wa re­zer­wa szyb­ko ustąpiła miej­sca wza­jem­nej sym­pa­tii i wkrótce dziew­czyn­ki ra­zem wymyślały „roz­ma­ite utra­pie­nia” dla młodej pary1. Wspólnie z ku­zy­nem Aga­thy, Ge­ral­dem, i braćmi Nan, Lyone­lem i Mi­le­sem, przy­wiązali do ich po­wo­zu atłaso­we pan­to­fel­ki, z tyłu przy­cze­pi­li na­pis „Pani Watts: to brzmi świet­nie”, a pod­czas mio­do­we­go mie­siąca z każdego ubra­nia, ja­kie nowożeńcy wyj­mo­wa­li z wa­li­zek, sypał się ryż w dużych ilościach.

Po przyjęciu we­sel­nym ro­dzi­ce Nan wrócili do ho­te­lu, a pani Mil­ler poszła do swo­je­go po­ko­ju, wy­czer­pa­na, ale szczęśliwa. Ku swo­je­mu za­sko­cze­niu Nan i Aga­tha stwier­dziły, że bar­dzo przy­padły so­bie na­wza­jem do gu­stu. W po­ko­ju szkol­nym na górze ra­zem z Ge­ral­dem, Lyone­lem i Mi­le­sem urządziły po me­blach wyścig z prze­szko­da­mi, po którym sprężyny w sta­rej ka­na­pie nada­wały się do wy­rzu­ce­nia. Na zakończe­nie dnia za­bra­no ich do te­atru na przed­sta­wie­nie Pi­ratów z Pen­zan­ce.

Ro­dzi­na Wattsów miesz­kała w Ab­ney Hall, oka­załym dwo­rze w sty­lu neo­go­tyc­kim, w Che­adle w hrab­stwie Che­shi­re (dzi­siaj jest to część hrab­stwa Gre­ater Man­che­ster). Dzięki częstym wi­zy­tom w tym domu Aga­tha doświad­czyła życia w luk­su­sie, co po­tem oka­zało się wielką po­mocą przy pi­sa­niu kry­mi­nałów roz­gry­wających się w wiej­skich po­siadłościach. Ab­ney Hall należało do ro­dzi­ny Wattsów od 1849 roku i w swo­im cza­sie gościło męża królo­wej Wik­to­rii, księcia Al­ber­ta, oraz in­nych znaczących po­li­tyków i ary­sto­kratów. Dom miał wszyst­ko: gar­gul­ce, licz­ne ko­ry­ta­rze i przejścia, ozdob­ne rzeźbio­ne scho­dy, dzie­lo­ne okna w sta­rym sty­lu, po­usta­wia­ne tu i ówdzie zbro­je, mar­mu­ro­we po­pier­sia i po­nad trzy­sta ob­razów olej­nych, między in­ny­mi dzieła Hol­be­ina, Ga­ins­bo­ro­ugh i Ans­del­la. Ozdobą główne­go holu był wy­pcha­ny lew, który po­dob­no pożarł kie­dyś mi­sjo­na­rza. Do­okoła roz­ciągał się za­dba­ny ogród z mniej­szym sta­wem od fron­tu, a większym na tyłach po­siadłości. Bra­ma z wieżą ze­ga­rową pro­wa­dziła do wiel­kie­go ogro­du warzywne­go oto­czo­ne­go mu­rem, gdzie szyb wen­ty­la­cyj­ny na­wie­wał ciepłe po­wie­trze w kie­run­ku drze­wek owo­co­wych. Aga­tha uważała Ab­ney Hall za „cu­dow­ny” dom. Później, lek­ko tyl­ko za­ma­sko­wa­ny, miał po­ja­wiać się w wie­lu jej po­wieściach, jak choćby w Ta­jem­ni­cy re­zy­den­cji „Chim­neys” czy w Mor­der­stwie w Boże Na­ro­dze­nie.

Wat­t­so­wie po­sia­da­li także licz­ne go­spo­dar­stwa rol­ne i majątki, między in­ny­mi należał do nich płasko­wyż Kin­der Sco­ut w hrab­stwie Der­by­shi­re. Ro­dzin­na for­tu­na po­cho­dziła z do­brze pro­spe­rującego przed­siębior­stwa włókien­ni­cze­go, które założył sir Ja­mes Watts, dzia­dek Jim­my’ego, w la­tach 1855–1857 bur­mistrz Man­che­ste­ru. Przy Por­t­land Stre­et stał pięcio­piętro­wy ma­ga­zyn fir­my (obec­nie mieści się tam ho­tel Bri­tan­nia), za­pro­jek­to­wa­ny na wzór ele­ganc­kie­go pałacu we­nec­kie­go. Każde piętro urządzo­no w in­nym sty­lu: par­ter miał wystrój egip­ski, pierw­sze piętro – włoski, dru­gie – ho­len­der­ski, trze­cie – elżbie­tański, czwar­te piętro wzo­ro­wa­no na wer­sal­skiej Ga­le­rii Zwier­cia­dla­nej, na piątym zaś znaj­do­wały się aż czte­ry sale wi­do­ko­we z wiel­ki­mi ro­ze­to­wy­mi okna­mi w sty­lu go­tyc­kim. W 1857 roku Ja­mes Watts na stop­niach man­che­ster­skie­go ra­tu­sza otrzy­mał od królo­wej Wik­to­rii tytuł ry­cer­ski. Po jego śmier­ci w 1878 roku majątek prze­szedł w ręce syna, Ja­mesa Wat­t­sa II, ojca Nan i Jim­my’ego, który również brał udział w zarządza­niu firmą.

Mad­ge nie nawiązała do­brej re­la­cji z teściową, Anną Watts. Anne uważała sy­nową za osobę nie­grzeczną i rosz­cze­niową i do końca życia twier­dziła, że Mad­ge jest „naj­gorszą rzeczą, jaka mogła przy­tra­fić się ro­dzi­nie”. Mimo tych ani­mo­zji Aga­tha wraz z matką były za­wsze mile wi­dzia­ne w domu Wattsów, zwłasz­cza że Anne i Cla­ris­sa były przy­ja­ciółkami z lat szkol­nych.

Utra­ta majątku nie położyła się cie­niem na do­ra­sta­nie Aga­thy w głównej mie­rze dzięki mat­ce, która sta­rała się, by w domu pa­no­wała at­mos­fe­ra miłości i bez­pie­czeństwa. Aga­tha zaczęła dwa razy w ty­go­dniu cho­dzić na lek­cje ma­te­ma­ty­ki i an­giel­skie­go do szkoły pro­wa­dzo­nej przez pannę Guy­er w To­rqu­ay. Miała tam uczęszczać przez półtora roku. Pew­ne­go razu jed­na z na­uczy­cie­lek po­wie­działa uczen­ni­com, że każda z nich będzie mu­siała któregoś dnia sta­wić czoła roz­pa­czy i że bez tego doświad­cze­nia nie będą mogły stać się w pełni chrześci­jan­ka­mi. Praw­dzi­wym spraw­dzia­nem życio­wym jest po­znać, jak Chry­stus, co zna­czy zo­stać opusz­czo­nym przez przy­ja­ciół i stra­cić tych, których się ko­chało i da­rzyło za­ufa­niem. Na­uczy­ciel­ka wyjaśniła, iż je­dy­nym spo­so­bem prze­trwa­nia w ta­kiej sy­tu­acji jest wia­ra, że na tym życie się nie kończy. Z miłością nie­ro­ze­rwal­nie związane jest cier­pie­nie, zaś bez miłości nie można pojąć sen­su chrześcijańskiej eg­zy­sten­cji. Te słowa zro­biły na Aga­cie wiel­kie wrażenie i moc­no za­padły jej w pamięć.

Wielką atrakcją w dość mo­no­ton­nym życiu w Ash­field były od­wie­dzi­ny Nan. Aga­tha uwiel­biała wymyślać najróżniej­sze wspólne zajęcia i roz­ryw­ki, z których ulu­bioną było wci­ska­nie się do sza­fy pełnej ubrań i wy­pa­da­nie z im­pe­tem na podłogę. Często do­sta­wała suk­nie, z których przy­ja­ciółka już wy­rosła.

Na Boże Na­ro­dze­nie pani Mil­ler za­wsze je­chała z córką do Ab­ney Hall. Aga­tha i Nan wy­bie­rały się do należącego do po­siadłości go­spo­dar­stwa (gdzie Nan kie­dyś po­ma­lo­wała wszyst­kie pro­sięta na zie­lo­no), by pić tam śmie­tanę zmie­szaną pół na pół z mle­kiem. W ro­dzi­nie pa­no­wała tra­dy­cja prze­bie­ra­nia się do obia­du i za­cho­wała się na­wet fo­to­gra­fia Nan prze­bra­nej za czar­noskórego graj­ka. Dwie przy­ja­ciółki ki­piały ener­gią i po ko­la­cji często przed­sta­wiały pan­to­mi­my w po­ko­ju na­zy­wa­nym Salą Rady, gdzie na­prze­ciw­ko ko­min­ka była wiel­ka od­dzie­lo­na zasłoną wnęka, która do­sko­na­le nada­wała się na scenę. Aga­tha, z po­wo­du de­li­kat­nej por­ce­la­no­wej kar­na­cji i wiecz­ne­go zamyśle­nia, zy­skała so­bie w ro­dzi­nie Wattsów mia­no „ma­rzy­ciel­ki”.

Wie­le lat później, po swo­im za­gi­nięciu, pi­sar­ka zaczęła cier­pieć z po­wo­du ago­ra­fo­bii. Oba­wiała się tłumu i ob­cych osób, więc wie­lu lu­dziom mogła wy­da­wać się cho­ro­bli­wie nieśmiała. Małomówność, wy­ni­kająca z zamiłowa­nia do ob­ser­wa­cji i z wro­dzo­nej dys­kre­cji, spra­wiała, że nowo po­zna­ne oso­by często po­strze­gały ją jako wy­niosłą albo bojaźliwą. Ci jed­nak, którzy zna­li Agathę wcześniej, pamiętali ją jako bar­dzo atrak­cyjną młodą ko­bietę, która nig­dy nie na­rze­kała na brak ad­mi­ra­torów.

Ja­mes Watts II, oj­ciec Nan, za­wsze onieśmie­lał Agathę, za­dając py­ta­nia w ro­dza­ju: „O czym myśli na­sza ma­rzy­ciel­ka?”. Zachęcał ją do gry na for­te­pia­nie i śpie­wa­nia sen­ty­men­tal­nych pio­se­nek, co przy­cho­dziło jej łatwiej niż roz­mo­wa. O wie­le le­piej czuła się w to­wa­rzy­stwie mat­ki Nan, którą uważała za osobę wesołą, ener­giczną i na wskroś rze­czową. Aku­rat wte­dy Nan miała am­bicję stać się ro­dzin­nym en­fant ter­ri­ble i z upodo­ba­niem wy­krzy­ki­wała prze­kleństwa (w ro­dza­ju „do diabła” albo „psia­krew”), co bar­dzo de­ner­wo­wało matkę.

Oprócz Jim­my’ego Nan miała jesz­cze trzech bra­ci (czwar­ty, Ugh­tred, zmarł we wcze­snym dzie­ciństwie): cza­rującego i wrażli­we­go Hum­ph­reya, uta­len­to­wa­ne­go i nad wiek roz­wi­niętego Lyone­la oraz nieśmiałego, przy­stoj­ne­go Mi­le­sa. Wszy­scy z wyjątkiem Jim­my’ego uwiel­bia­li urządza­nie przed­sta­wień. W do­rosłym życiu Hum­ph­rey założył zresztą własny te­atr w Man­che­ste­rze i kie­ro­wał spółką Fi­tups (później znaną jako Watts and Cor­ry), która do­star­czała ama­tor­skim te­atrom ele­mentów sce­no­gra­fii i re­kwi­zytów, a w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej opra­co­wy­wała różne spo­so­by ka­mu­flażu. Lyonel żenił się trzy­krot­nie i miał córkę Pa­melę (na którą mówio­no Me­re­li­na) – z pierw­sze­go małżeństwa z ak­torką Jean Blom­field, krewną sir Ni­ge­la Play­fa­ira, ak­to­ra i kie­row­ni­ka te­atru Ly­ric The­atre, w którym w la­tach dwu­dzie­stych ubiegłego wie­ku pra­co­wał również Lyonel. Za­wo­do­wo grał w te­atrze, a oprócz tego po­ja­wił się w kil­ku fil­mach, między in­ny­mi w Outward Bo­und i So Well Re­mem­be­red u boku Joh­na Mil­l­sa i Tre­vo­ra Ho­war­da. Hum­ph­rey i Lyonel Wat­t­so­wie sta­li się dla Aga­thy in­spi­racją przy two­rze­niu po­sta­ci dwóch bra­ci, Alek­sa i Ste­phe­na Re­sta­ricków, w po­wieści Strzały w Sto­ny­ga­tes, wy­da­nej w 1952 roku.

Najmłod­szy z bra­ci, Mi­les, choć za­wsze tak samo nieśmiały, świet­nie do­ga­dy­wał się z dziećmi i wymyślił grę na­zy­waną „sia­da­nie na książkach”, która bar­dzo po­do­bała się Aga­cie i Nan. Był zde­cy­do­wa­nie naj­przy­stoj­niej­szy ze wszyst­kich bra­ci – wy­so­ki, o re­gu­lar­nych ry­sach i bar­dzo ja­snych włosach. Zda­wał so­bie z tego sprawę i na­wet na­pi­sał na ten te­mat wier­szyk:

Raz kie­dyś Mi­les po długiej za­du­mie

Z wnio­skiem cie­ka­wym zwrócił się ku mnie:

Że w całej ro­dzi­nie, ze wszyst­kich stron,

Nie ma ni­ko­go piękne­go jak on.

Nieśmiałość nie prze­szko­dziła mu pod­czas pierw­szej woj­ny świa­to­wej wstąpić do ar­mii, do gwar­dii gre­na­dierów, gdzie ze względu na świetną zna­jo­mość języka współpra­co­wał z Fran­cu­za­mi. Często prze­no­sił mel­dun­ki na tyłach li­nii wro­ga, za co zo­stał od­zna­czo­ny fran­cu­skim Krzyżem Wo­jen­nym. W 1927 roku wypłacił z ro­dzin­nej fir­my swój ka­pi­tał i kupił go­spo­dar­stwo sa­dow­ni­cze, które nie przy­no­siło jed­nak dużego do­cho­du.

W dru­gi dzień świąt Bożego Na­ro­dze­nia ro­dzi­na Wattsów zwykła wy­bie­rać się do Man­che­ste­ru na mu­zycz­ne przed­sta­wie­nie gwiazd­ko­we (zamiłowa­nie do tego typu im­prez zo­stało Aga­cie na całe życie). Wra­ca­li po­tem pociągiem i odśpie­wy­wa­li wszyst­kie pio­sen­ki z przed­sta­wie­nia – Wat­t­so­wie z prze­ry­so­wa­nym ak­cen­tem z Lan­ca­shi­re. Jed­na z nich miała słowa: „Uro­dziłem się w piątek, uro­dziłem się w piątek, uro­dziłem się w piątek, gdy mej mat­ki nie było w domu!”, a naj­bar­dziej lu­bianą me­lan­cho­lij­nie wyśpie­wy­wał Hum­ph­rey: „Przez okno, przez okno, wy­pchnąłem go przez okno. Mamo ko­cha­na, nic mi już nie jest, wy­pchnąłem go przez okno”.

W To­rqu­ay, w cza­sie wol­nym od obo­wiązków do­mo­wych, Aga­tha zaj­mo­wała się czy­ta­niem, wy­szy­wa­niem po­du­szek, grą w te­ni­sa i kro­kie­ta, jeżdżeniem na wrot­kach, pływa­niem i jazdą konną. Życie uroz­ma­icała so­bie gra­niem w ama­tor­skich przed­sta­wie­niach te­atral­nych. Właśnie przy oka­zji jed­ne­go z nich, za­ty­tułowa­ne­go Si­no­bro­dy, po­znała młode­go człowie­ka na­zwi­skiem Amy­as Bo­ston, który obu­dził w niej żyw­sze uczu­cia i zo­stał jej od­da­nym wiel­bi­cie­lem. Kie­dy jed­nak mat­ka wysłała ją do szkoły we Fran­cji, wspo­mnie­nia o Amy­asie stop­nio­wo zbladły.

Przez ko­lej­ne dwa lata Aga­tha uczęszczała na pensję w Paryżu, gdzie uczyła się grać na for­te­pia­nie i śpie­wać. Myślała na­wet, by zająć się mu­zyką za­wo­do­wo. Nie­ste­ty, brakło jej ta­len­tu i sa­mo­dy­scy­pli­ny, a na­uczy­cie­le nie pod­bu­do­wa­li jej pew­ności sie­bie i w końcu doszła do wnio­sku, że nie star­czy jej zdol­ności na zo­sta­nie wir­tu­ozem for­te­pia­nu. Kie­dy oka­zało się, że nie ma także głosu od­po­wied­nie­go do ope­ry, w ogóle zre­zy­gno­wała z myśli o pu­blicz­nych występach – re­ci­ta­le w sa­lach kon­cer­to­wych nie od­po­wia­dały jej am­bi­cjom.

W tym sa­mym cza­sie Nan uczęszczała do szkoły we Flo­ren­cji. Nie­gdy­siej­sza chłopczy­ca za­mie­niła się w skromną, uro­dziwą pa­nienkę, której po­czu­cie hu­mo­ru przy­ciągało ad­o­ra­torów jak ma­gnes. Aga­tha od­wie­dzała ją we Flo­ren­cji pod­czas wa­ka­cji.

Po po­wro­cie Aga­thy ze szkół mat­ka po­sta­no­wiła zor­ga­ni­zo­wać jej de­biut to­wa­rzy­ski w Egip­cie, w Ka­irze. Aga­tha wy­rosła na atrak­cyjną pannę – była wy­soką, szczupłą blon­dynką o skan­dy­naw­skiej uro­dzie, owal­nej twa­rzy i pro­mien­nym uśmie­chu. Sama nie lubiła u sie­bie „rzym­skie­go” nosa, a poza tym zupełnie niesłusznie wmówio­no jej, że jest nie­fo­to­ge­nicz­na. Tym­cza­sem jej naj­lep­sze zdjęcia z młodości to właśnie te nie­po­zo­wa­ne albo przed­sta­wiające ją w gru­pie przy­ja­ciół.

Pod­czas po­by­tu w Ka­irze licz­ne zna­jo­mości i flir­ty zmniej­szyły trochę jej nieśmiałość. Jed­nak żaden z po­zna­nych młodych lu­dzi nie przy­padł jej na­prawdę do gu­stu i nie miał wy­star­czająco dużo ro­man­tycz­ne­go upodo­ba­nia do przygód, wróciła więc do An­glii, nie zaręczyw­szy się z ni­kim.

Wspo­mi­nała później, że w Ash­field od­da­wała się „wspa­niałemu” le­ni­stwu, ale czuła się co­raz bar­dziej nie­spo­koj­na. Któregoś razu, zimą, gdy leżała w łóżku, wy­chodząc z gry­py, mat­ka za­pro­po­no­wała jej, żeby wzo­rem Mad­ge na­pi­sała dla roz­ryw­ki ja­kieś opo­wia­da­nie. Tak też zro­biła. Po­wstało jed­no opo­wia­da­nie, po nim przyszły ko­lej­ne, wresz­cie wszyst­kie zo­stały prze­pi­sa­ne na ma­szy­nie i wysłane do różnych cza­so­pism. Żadne jed­nak nie zo­stało przyjęte. Za na­mową mat­ki Aga­tha po­sta­no­wiła po­pro­sić o radę miesz­kającego w sąsiedz­twie zna­ne­go pi­sa­rza, Ede­na Phil­l­pot­t­sa, który prze­czy­taw­szy pierwszą po­wieść początkującej au­tor­ki (za­ty­tułowaną Snow Upon the De­sert [Śnieg na pu­sty­ni]), do­ra­dził jej po­wstrzy­ma­nie się od nad­mier­ne­go mo­ra­li­zo­wa­nia. Po tej po­wieści, po­wstałej około 1908 roku, Aga­tha na­pi­sała jesz­cze kil­ka opo­wia­dań, między in­ny­mi Vi­sion [Wi­zja] i Be­ing So Very Wil­ful [Taki upór]. Eden Phil­l­potts sądził, że zwłasz­cza ta ostat­nia świad­czy o postępującym roz­wo­ju au­tor­ki, ale mu­siało minąć jesz­cze kil­ka lat, za­nim jej ta­lent li­te­rac­ki do­cze­kał się uzna­nia. Na ra­zie ro­man­so­wa na­tu­ra Aga­thy w połącze­niu z atrak­cyj­nym wyglądem spra­wiały, że zaj­mo­wało ją co in­ne­go: flir­ty, kon­ku­ry i za­lo­ty, w których po­zo­sta­wała za­wsze stroną ra­czej pożądaną niż pożądającą.

Tym­cza­sem życie, ja­kie wiodła Nan Watts, mogło wy­da­wać się znacz­nie bar­dziej świa­to­we i eks­cy­tujące. Nie­co wcześniej zawrócił jej w głowie jakiś ka­wa­ler, który był zupełnie nie­od­po­wied­nim kan­dy­da­tem na męża, więc ro­dzi­ce, chcąc żeby za­po­mniała o wiel­bi­cie­lu, wysłali ją pod opieką wu­jo­stwa w podróż do­okoła świa­ta.

W trak­cie tej wy­pra­wy wy­da­rzyła się ka­ta­stro­fa. Pa­ro­wiec „Wa­ika­re”, którym płynęli, ude­rzył w pod­wodną skałę na wo­dach cieśniny Du­sky So­und, a mo­rze wy­rzu­ciło roz­bitków na brzeg Stop Is­land, u wy­brzeży No­wej Ze­lan­dii. Przez dwa dni cze­ka­li na ra­tu­nek. Mie­li szczęście – przed za­to­nięciem stat­ku udało im się za­brać za­pa­sy je­dze­nia, bagaże, a na­wet for­te­pian. Ura­to­wa­na kot­ka uro­dziła czwo­ro kociąt. Nan, nie przej­mując się zbyt­nio wy­pad­kiem, chwy­ciła za apa­rat fo­to­gra­ficz­ny i robiła zdjęcia to­wa­rzy­szom chro­niącym się pod pro­wi­zo­rycz­ny­mi osłona­mi z bre­zen­tu.

Wie­le lat później Aga­tha wy­ko­rzy­stała tę hi­sto­rię w opo­wia­da­niu Głos w ciem­nościach. Wia­do­mości o ka­ta­stro­fie tra­fiły na pierw­sze stro­ny ga­ze­ty „Ota­go Wit­ness” i Nan za­brała kil­ka eg­zem­pla­rzy do An­glii, żeby je trium­fal­nie za­de­mon­stro­wać nie­do­wie­rzającej ro­dzi­nie. W dro­dze po­wrot­nej do domu za­ko­chała się w po­zna­nym na okręcie młodzieńcu z Bel­fa­stu na­zwi­skiem Hugo Pol­lock, którego miała dwa lata później poślubić. Z en­tu­zja­zmem opi­sy­wała swo­je szczęście w li­stach do Aga­thy.

Aga­tha także dała po­pis od­wa­gi 10 maja 1911 roku, gdy wraz z matką zna­lazły się na po­ka­zie lot­ni­czym. Za pięć funtów (suma wte­dy pokaźna) ofe­ro­wa­no chętnym krótki prze­lot i pani Mil­ler zgo­dziła się za­fun­do­wać córce tę przy­jem­ność. Były to same początki awia­cji, sa­mo­lo­ty roz­bi­jały się bar­dzo często, ale mat­ka nie miała ser­ca odmówić. Wróciw­szy bez­piecz­nie na zie­mię Aga­tha stwier­dziła, że „było wspa­nia­le”2.

W tam­tym cza­sie naj­po­ważniej­szym ro­man­sem Aga­thy była przy­jaźń ze skrom­nym, sym­pa­tycz­nym i nie­fra­so­bli­wym Reg­giem Lu­cym, ma­jo­rem ar­ty­le­rii, którego zresztą później opi­sała jako Pe­te­ra Ma­itlan­da w au­to­bio­gra­ficz­nej po­wieści Nie­do­kończo­ny por­tret, opu­bli­ko­wa­nej pod pseu­do­ni­mem Mary West­ma­cott. Pani Mil­ler nie miała nic prze­ciw­ko zaręczy­nom Aga­thy z młodym Lu­cym i kie­dy Reg­gie wrócił do swo­je­go pułku sta­cjo­nującego w Hong­kon­gu, ich zna­jo­mość roz­wi­jała się w li­stach.

Cho­ciaż Reg­gie Lucy po­sia­dał bez­tro­ski wdzięk i swo­bodę, nie po­tra­fił dać Aga­cie jed­ne­go – za­spo­koić jej se­kret­ne­go ro­man­tycz­ne­go ma­rze­nia, by być zdo­bytą przez nie­zna­jo­me­go, który zja­wia się nie­spo­dzie­wa­nie i jed­nym ge­stem po­ry­wa ocza­ro­waną w ra­mio­na. Umiar­ko­wa­nie i rozsądek Reg­giego spra­wiły, że Aga­tha, kie­dy wresz­cie zja­wił się w jej życiu ro­man­tycz­ny nie­zna­jo­my, nie wahała się ze­rwać zaręczyn. 12 paździer­ni­ka 1912 roku po­znała Ar­chi­bal­da Chri­stie, mężczyznę, który miał całko­wi­cie zmie­nić jej życie, a po­tem złamać ser­ce.

Roz­dział 2Nie­zna­jo­my

Aga­tha miała za­le­d­wie dwa­dzieścia dwa lata, kie­dy spo­tkała przy­stoj­ne­go i pew­ne­go sie­bie Ar­chi­bal­da Chri­stie na balu wy­da­nym przez lor­da i lady Clif­ford w Ugbro­oke Ho­use w hrab­stwie De­von. Był o rok od niej star­szy, wy­so­ki i po­staw­ny, z fa­lującymi blond włosa­mi, dołkiem w podbródku, za­dar­tym no­sem i in­ten­syw­nie nie­bie­ski­mi oczy­ma. Uro­dził się w 1889 roku w Pe­sza­wa­rze w północ­nych In­diach.

Jego mat­ka, El­len Ruth Chri­stie, zna­na w ro­dzi­nie jako Peg, z po­cho­dze­nia Ir­land­ka, była już wdową. Oj­ciec, Ar­chi­bald Chri­stie se­nior, który był sędzią sądu okręgo­we­go an­giel­skiej ad­mi­ni­stra­cji w In­diach, po po­wro­cie do An­glii zmarł wsku­tek urazów od­nie­sio­nych pod­czas upad­ku z ko­nia. El­len wyszła powtórnie za mąż za Wil­lia­ma Hem­sleya, dy­rek­to­ra szkoły Cli­fton Col­le­ge w Bri­sto­lu, w której Ar­chie był naj­lep­szym uczniem. Z pierw­szym mężem miała jesz­cze jed­ne­go syna, młod­sze­go o czte­ry lata Camp­bel­la Man­nin­ga Chri­stie, który zro­bił później ka­rierę w woj­sku. Camp­bell, mniej ener­gicz­ny od bra­ta, miał ta­lent li­te­rac­ki i po dru­giej woj­nie świa­to­wej na­pi­sał kil­ka sztuk te­atral­nych, które od­niosły duży suk­ces.

Ukończyw­szy Cli­fton Col­le­ge, Ar­chie do­stał się do szkoły ofi­cer­skiej Roy­al Wo­ol­wich Mi­li­ta­ry Aca­de­my i kie­dy po­znał Agathę, sta­cjo­no­wał aku­rat ze swo­im gar­ni­zo­nem w Exe­ter w hrab­stwie De­von. Na balu, na jego usilną prośbę, prze­tańczy­li kil­ka tańców, ale Aga­tha nie spo­dzie­wała się żad­ne­go dal­sze­go ciągu tej zna­jo­mości. Tym­cza­sem on, ku jej za­sko­cze­niu, ty­dzień później przy­je­chał na mo­to­cy­klu z wi­zytą do Ash­field.

Jego in­te­li­gen­cja, urok i pew­na gwałtow­ność cha­rak­te­ru ocza­ro­wały Agathę. Oto po­ja­wił się ktoś, kto przy­no­sił ze sobą obiet­nicę i przy­go­dy, i ro­man­su, w równych pro­por­cjach. Wy­da­wało się, że Ar­chie po­tra­fi prze­zwy­ciężyć jej nieśmiałą skry­tość i do­trzeć do ukry­tych głębi jej oso­bo­wości. Uosa­biał ro­man­tycz­ne­go przy­by­sza, ta­jem­ni­cze­go Nie­zna­jo­me­go, o którym od daw­na ma­rzyła. Zaj­mo­wał się przy tym czymś eks­cy­tującym, należał bo­wiem do nie­wiel­kiej gru­py wy­szko­lo­nych lot­ników, którzy we­szli w skład nie­daw­no utwo­rzo­ne­go eli­tar­ne­go Królew­skie­go Kor­pu­su Lot­ni­cze­go.

On zaś był za­uro­czo­ny jej pro­mien­nym wdziękiem, jej ko­bie­cością i skrom­nością, które spra­wiały, że czuł się w jej to­wa­rzy­stwie jesz­cze bar­dziej męsko. Zaczęli się spo­ty­kać i w końcu po dwóch i pół mie­siącach zna­jo­mości prze­ko­nał ją, by ze­rwała zaręczy­ny z Re­gi­nal­dem. Na­le­gał na jak naj­szyb­sze małżeństwo. Mimo że Aga­tha zda­wała so­bie sprawę, że wie­le ich dzie­li, za­ko­chała się bez pamięci i bar­dzo pragnęła za nie­go wyjść.

Wie­działa, że fa­scy­na­cja Ar­chiem bie­rze się po części stąd, że po­zo­stał dla niej kimś ob­cym. Któregoś razu zbu­dziła się w nocy z nie­po­kojącego snu, mam­rocząc: „nie­zna­jo­my zza mo­rza, nie­zna­jo­my zza mo­rza…”. Dręczyła ją myśl o nie­pew­nej przyszłości. W na­pi­sa­nej przez nią wier­szo­wa­nej bal­la­dzie Ar­chie występował jako wódz wi­kingów, na­pa­dających na spo­koj­nych miesz­kańców Dart­mo­or, ona sama zaś była przed­sta­wio­na jako kapłanka miej­sco­we­go ludu. Kie­dy za­czy­na łączyć ich uczu­cie, giną obo­je śmier­cią tra­giczną.

Je­dyną osobą, która oparła się uro­ko­wi Ar­chie­go, była pani Mil­ler. Jej nie­zgo­da na szyb­kie małżeństwo Aga­thy brała się nie tyl­ko z lęku przed utratą uko­cha­nej córki, ale także ze względów prak­tycz­nych – Ar­chie nie miał środków na utrzy­ma­nie ro­dzi­ny. Otrzy­my­wał je­dy­nie skromną pensję po­rucz­ni­ka i nie­wielką kwotę na bieżące wy­dat­ki od ro­dziców. Aga­tha do­sta­wała sto funtów rocz­nie, za­pi­sa­ne jej w spad­ku przez dziad­ka ze stro­ny ojca, Na­tha­niel Mil­ler, i nie była to suma wy­star­czająca do uzu­pełnie­nia fi­nansów męża.

Pani Mil­ler spo­strzegła też w cha­rak­te­rze na­rze­czo­ne­go córki pe­wien rys bez­względności i miała złe prze­czu­cia. Wie­działa, że Aga­tha jest wrażliwa i w trud­nych oko­licz­nościach życio­wych narażona na cier­pie­nie. Od­gadła też – kie­rując się in­stynk­tem, który cza­sem wy­da­wał się ro­dzi­nie da­rem ja­sno­wi­dze­nia – że Ar­chie nie będzie wier­nym mężem. Ko­chała jed­nak Agathę zbyt moc­no, by spra­wiać jej ból, i zgo­dziła się na małżeństwo.

Po dłuższym cza­sie Aga­tha zdo­była się na od­wagę i na­pi­sała do Reg­gie­go, zry­wając zaręczy­ny. Później, gdy Ar­chie zdra­dził ją i opuścił, roz­myślała nad tym, jak bez­piecz­na i szczęśliwa mogła być, wy­chodząc za swo­je­go pierw­sze­go na­rze­czo­ne­go, cho­ciaż zda­wała so­bie sprawę, że nig­dy nie ko­chałaby go tak namiętnie jak męża. Już na początku zna­jo­mości Ar­chie oznaj­mił jej, że nie cier­pi, kie­dy lu­dzie są nieszczęśliwi albo cho­rzy, i wagę tego wy­zna­nia miała oce­nić do­pie­ro wie­le lat później.

Burz­li­wy okres na­rze­czeństwa, które trwało półtora roku, pełen był wzlotów i upadków. To jed­no z nich, to dru­gie wątpiło, czy uda im się prze­zwy­ciężyć nie­sprzy­jające oko­licz­ności i wresz­cie być ra­zem. Pani Mil­ler miała kłopo­ty ze zdro­wiem i Aga­tha kil­ka­krot­nie zry­wała zaręczy­ny z tego po­wo­du.

Tym­cza­sem co­raz bar­dziej ko­chała Ar­chie­go, który cały czas po­zo­sta­wał dla niej ta­jem­nicą. Wszyst­ko, co robił i mówił, wy­da­wało jej się cie­ka­we i eks­cy­tujące. On czuł po­dob­nie – pew­ne­go razu po­wie­dział na­wet: „Nie umiem cię roz­gryźć. Nie mam pojęcia, jaka je­steś”3. W chwi­lach zwątpie­nia Agathę ogar­niał lęk i pra­gnie­nie, żeby „zawrócić, po­sta­wić raz jesz­cze bez­piecz­nie stopę na brze­gu”4. Ale urok „nie­zna­jo­me­go zza mo­rza” był sil­niej­szy. Z własnej woli wypłynęła na głęboką wodę.

Wy­buch pierw­szej woj­ny świa­to­wej był dla ich związku jak zrządze­nie opatrz­ności. Woj­na spra­wiła, że po­sta­no­wi­li nie cze­kać dłużej i chwy­tać szczęście, póki jest w zasięgu ręki. Kie­dy Ar­chie przy­je­chał w grud­niu na kil­ku­dniową prze­pustkę, spo­tka­li się w Lon­dy­nie i wspólnie wy­je­cha­li na święta do Cli­fton, do domu jego ro­dziców. Tam właśnie zde­cy­do­wa­li się wziąć ślub, i to od razu, następne­go dnia.

Usłyszaw­szy tę wieść, oj­czym Ar­chie­go, Wil­liam Hem­sley, oka­zał im wspar­cie i wszelką po­moc – w prze­ci­wieństwie do mat­ki, przyszłej teścio­wej pi­sar­ki. Jej młod­szy syn, Camp­bell, określił ją kie­dyś w roz­mo­wie z Agathą jako ko­bietę nie­bez­pieczną. Była ka­pryśna w uczu­ciach i po­tra­fiła przy po­zo­rach wiel­kiej przy­jaźni na­gle oka­zać komuś żywiołową niechęć. Cho­ciaż z początku przyjęła Agathę bar­dzo ser­decz­nie, to jed­nak nig­dy nie uznała jej za od­po­wied­nią kan­dy­datkę na żonę dla syna. Aga­tha nosiła na przykład no­wo­mod­ne kołnie­rzy­ki bez fisz­binów – uważane za bar­dzo śmiałe i no­wo­cze­sne – i pani Hem­sley stwier­dziła, że z pew­nością bra­ku­je jej skrom­ności. Ar­chie był przy tym, jej zda­niem, zbyt młody na małżeństwo, i miała na­dzieję, że cała rzecz ro­zej­dzie się po kościach. Nie wzięła jed­nak pod uwagę upo­ru swo­je­go syna. Aga­tha słusznie spo­dzie­wała się kłopotów z jej stro­ny.

Tak czy siak, na­wet atak hi­ste­rii i od­mo­wa przyjścia na ślub ze stro­ny mat­ki pana młode­go nie zniechęciły na­rze­czo­nych i w wi­gi­lię świąt Bożego Na­ro­dze­nia 1914 roku po­bra­li się po­spiesz­nie w koście­le pa­ra­fial­nym w Cli­fton. Ro­dzi­na pan­ny młodej do­wie­działa się o wszyst­kim po fak­cie, co wywołało zro­zu­miałe roz­cza­ro­wa­nie i wymówki, które na szczęście szyb­ko ustały. Nie­zbyt for­tun­nie zaczęło się to małżeństwo i Aga­tha wspo­mi­nała później, że udało im się roz­gnie­wać właści­wie wszyst­kie naj­bliższe oso­by.

Dwa dni po ślu­bie Ar­chie mu­siał wra­cać do Fran­cji, a Aga­tha po­je­chała do mat­ki do ro­dzin­ne­go domu. Utrzy­ma­nie Ash­field było co­raz większym obciążeniem, ale na szczęście za­miesz­kała z nimi cio­tecz­na bab­ka ze stro­ny ojca, dokładając się do do­mo­we­go budżetu. Aga­tha tym­cza­sem przystąpiła do Ochot­ni­czej Służby Ra­tow­ni­czej w To­rqu­ay i zaczęła pra­co­wać w miej­sco­wym szpi­ta­lu jako pielęgniar­ka.

Od­kryła, że czy­ta­nie kry­mi­nałów po­ma­ga jej za­po­mnieć o nie­po­ko­ju o męża – pod kon­wen­cjo­nal­ny­mi mo­ty­wa­mi złych uczynków i nie­spo­dzie­wa­nych śmier­ci za­wsze ukry­wa się po­cie­szający morał, a na końcu trium­fu­je porządek. Na szczęście pod ko­niec woj­ny Ar­chie z po­wo­du po­gar­szających się kłopotów z za­to­ka­mi mu­siał zre­zy­gno­wać z la­ta­nia i prze­nie­sio­no go do pra­cy w ad­mi­ni­stra­cji. Aga­tha zaś zdała eg­za­mi­ny w Izbie Ap­te­kar­skiej i za­trud­niła się w szpi­tal­nej ap­te­ce.

Jej de­cy­zja o na­pi­sa­niu pierw­szej po­wieści kry­mi­nal­nej wiąże się z Mad­ge. Wo­bec star­szej sio­stry, o której wszy­scy wyrażali się w su­per­la­ty­wach, Aga­tha od­czu­wała jed­no­cześnie po­dziw i za­zdrość. Mad­ge weszła do bar­dzo zamożnej ro­dzi­ny, każdy za­chwy­cał się jej wyglądem i dow­ci­pem, do tego wiodła cie­ka­we życie, wraz z mężem od­wie­dzając miej­sca tak eg­zo­tycz­ne, jak włoskie Alpy czy szwaj­car­ski ku­rort St. Mo­ritz. Bywała upar­ta i skłonna do kon­fron­ta­cji, ale kie­dy chciała, po­tra­fiła być uroczą to­wa­rzyszką. Opo­wia­dała fan­ta­stycz­ne hi­sto­rie z własne­go i cu­dze­go życia, ko­lo­ry­zo­wa­ne za­wsze z umia­rem. Opu­bli­ko­wała na­wet kil­ka opo­wia­dań w ma­ga­zy­nie „Va­ni­ty Fair”, co oczy­wiście wzbu­dziło za­chwyt i zawiść młod­szej sio­stry, tym bar­dziej roz­cza­ro­wa­nej bra­kiem po­wo­dze­nia własnych prób li­te­rac­kich.

Któregoś razu, jesz­cze przed zaręczy­na­mi Aga­thy z Ar­chiem, sio­stry pro­wa­dziły ożywioną dys­kusję na te­mat cech do­brej po­wieści kry­mi­nal­nej. W końcu założyły się, że Aga­tha nie da rady na­pi­sać hi­sto­rii, której czy­tel­nik nie będzie po­tra­fił od­gadnąć tożsamości przestępcy, mając do dys­po­zy­cji te same in­for­ma­cje, co de­tek­tyw. Tak więc pod­czas wol­nych chwil w ap­te­ce Aga­tha zaczęła obmyślać fabułę Ta­jem­ni­czej hi­sto­rii w Sty­les. W za­pla­no­wa­niu zbrod­ni po­mogła jej świeżo na­by­ta wie­dza o tru­ci­znach, zaś obec­ność w To­rqu­ay wie­lu uchodźców z Bel­gii pod­sunęła jej po­mysł na po­stać główne­go bo­ha­te­ra, nie­wy­so­kie­go, ja­jogłowe­go de­tek­ty­wa, Her­ku­le­sa Po­iro­ta.

Wspólne życie państwa Chri­stie zaczęło się na­prawdę do­pie­ro w 1918 roku, dwa mie­siące przed zakończe­niem woj­ny. Aga­tha zre­zy­gno­wała z pra­cy w To­rqu­ay i prze­niosła się do Lon­dy­nu, żeby być z Ar­chiem, który za­stał za­trud­nio­ny w Mi­ni­ster­stwie Lot­nic­twa. Wrócił z Fran­cji z ho­no­ra­mi: wy­mie­nio­no go w pięciu roz­ka­zach dzien­nych i otrzy­mał Or­der Za­szczyt­nej Służby, Or­der św. Mi­chała i św. Je­rze­go oraz Or­der św. Sta­nisława III kla­sy z mie­cza­mi. Nie chciał jed­nak kon­ty­nu­ować ka­rie­ry w woj­sku, bo nie wi­dział tam dla sie­bie przyszłości – pla­no­wał zna­leźć pracę w ja­kiejś spółce w lon­dyńskim City i zacząć za­ra­biać go­dzi­we pie­niądze.

Aga­tha spędzała week­en­dy sa­mot­nie i z początku uni­kała spo­tkań z zamożnymi zna­jo­my­mi miesz­kającymi w Lon­dy­nie. Czuła się skrępo­wa­na swo­im niższym sta­tu­sem majątko­wym. Niedługo przed­tem Nan Watts wpro­wa­dziła się do domu przy More’s Gar­dens w dziel­ni­cy Chel­sea i kie­dy wresz­cie Aga­tha ze­brała się na od­wagę, by ją od­wie­dzić, obie żałowały, że nie zro­biła tego wcześniej.

Małżeństwo Nan z Hugo Pol­loc­kiem, za­war­te w 1912 roku, nie było uda­ne. Czte­ry lata po ślu­bie uro­dziła im się córka, Ju­dith, dla której oj­ciec nie miał cza­su i często oga­niał się od niej jak od natrętnej mu­chy. Krótko przed od­wie­dzi­na­mi Aga­thy, Hugo wy­brał się na długie wa­ka­cje i już nie za­mie­rzał z nich wra­cać. Nan nie chcąc pogrążać się w roz­pa­czy, zde­cy­do­wała prze­nieść się do Lon­dy­nu, gdzie mogła wieść cie­kaw­sze życie. Państwo Chri­stie w tych cza­sach żyli tak skrom­nie, że naj­przy­jem­niejszą częścią wi­zyt u Nan było dla Aga­thy przegląda­nie szaf pełnych pięknych strojów przy­ja­ciółki.

Kie­dy jej mąż szu­kał po­sa­dy, Aga­tha od­kryła, że jest w ciąży. Na tę ra­dosną wia­do­mość Ar­chie oświad­czył, że wolałby mieć córkę, bo o syna z pew­nością byłby za­zdro­sny. Ta re­ak­cja nie była za­ska­kująca – po ślu­bie w dużej mie­rze zniknęła uro­cza śmiałość i prze­bo­jo­wość Ar­chiego, ujaw­niając nie­doj­rzałość i niepew­ność sie­bie. Mar­twił się także, czy po uro­dze­niu dziec­ka Aga­tha nie stra­ci fi­zycz­nej atrak­cyj­ności. 5 sierp­nia 1919 roku na świat przyszła córecz­ka, której nada­li imię Ro­sa­lind, a piesz­czo­tli­wie na­zy­wa­li Ted­dy.

W tym sa­mym roku Ar­chie zre­zy­gno­wał z po­sa­dy w woj­sku, otrzy­maw­szy pro­po­zycję za­trud­nie­nia w spółce Im­pe­rial and Fo­re­ign Cor­po­ra­tion, co uznał za do­bry początek ka­rie­ry. Ura­do­wa­na, że wresz­cie będą mo­gli ra­zem za­miesz­kać i roz­począć praw­dzi­we wspólne życie (w ko­lej­nych cia­snych lon­dyńskich miesz­kan­kach), Aga­tha za­po­mniała zupełnie o swo­jej Ta­jem­ni­czej hi­sto­rii w Sty­les, od­rzu­co­nej w ciągu paru lat przez pięciu wy­dawców. Kie­dy więc pod ko­niec 1919 roku otrzy­mała list z wy­daw­nic­twa Bo­dley Head, była za­sko­czo­na, ale pełna na­dziei.

W stycz­niu 1920 roku spo­tkała się z re­dak­to­rem Joh­nem Lane’em i po usta­le­niu zmian w dwóch ostat­nich roz­działach po­wieści zgo­dziła się – zbyt po­chop­nie – pod­pi­sać umowę z wy­daw­nic­twem. Nie zda­wała so­bie spra­wy, że wa­run­ki umo­wy były o wie­le bar­dziej ko­rzyst­ne dla Bo­dley Head niż dla au­to­ra i że zo­bo­wiązała się do­star­czyć wy­daw­cy jesz­cze pięć ko­lej­nych książek.

Po zmia­nach w tekście finałowa sce­na po­wieści prze­niosła się z sali sądo­wej do sa­lo­nu, au­tor­ka zaś dostąpiła rzad­ko dostępne­go de­biu­tan­tom za­szczy­tu – jej książka zaczęła uka­zy­wać się w od­cin­kach w piątko­wych do­dat­kach „Ti­mes We­ekly Edi­tion” (pu­bli­ka­cja trwała od lu­te­go do czerw­ca 1920 roku). Aga­tha ma­rzyła jed­nak o tym, żeby po­wieść uka­zała się w całości, w wy­da­niu książko­wym. Z początku Bo­dley Head za­po­wia­dało, że sta­nie się to w sierp­niu, ale do paździer­ni­ka nic się nie zmie­niło. Pi­sarkę zaczęło ogar­niać roz­cza­ro­wa­nie i zniechęce­nie. W liście do wy­daw­cy wyjaśniała, że chciałaby, aby Ta­jem­ni­cza hi­sto­ria w Sty­les wyszła jesz­cze przed świętami, kie­dy to miał odbyć się głośny pro­ces Ha­rol­da Gre­en­wo­oda, praw­ni­ka z Ki­dwel­ly, oskarżone­go o otru­cie swo­jej żony ar­sze­ni­kiem. Aga­tha miała na­dzieję, że ta głośna spra­wa przysłuży się książce, za­wie­rającej po­dob­ne wątki.

W końcu po­wieść wy­da­no w Sta­nach Zjed­no­czo­nych pod ko­niec 1920 roku, a w An­glii na początku 1921 roku. Sprze­dało się nie­co po­nad dwa tysiące eg­zem­pla­rzy, co uzna­wa­no wówczas za do­bry wy­nik dla kry­mi­nału. Jed­nak z po­wo­du za­pisów w umo­wie z wy­daw­nic­twem Aga­tha otrzy­mała je­dy­nie dwa­dzieścia pięć funtów, połowę należności za pra­wa do pu­bli­ka­cji sprze­da­ne „Ti­me­so­wi”.

Jej ko­lej­na książka, Ta­jem­ni­czy prze­ciw­nik, cie­szyła się znacz­nie większym po­wo­dze­niem. Au­tor­ka spor­tre­to­wała w niej sie­bie samą i Ar­chie­go jako parę by­strych młodych lu­dzi, którzy szu­kają za­trud­nie­nia, umiesz­czając ogłosze­nie w „Ti­me­sie” („Przyj­mu­je­my nie­rozsądne pro­po­zy­cje!”5). W końcu tra­fiają na ślad szpie­gow­skie­go spi­sku, w którym dużą rolę od­gry­wają za­gi­nio­ne do­ku­men­ty oraz ta­jem­ni­cza dziew­czy­na, usiłująca zmy­lić swo­ich prześla­dowców, udając, że do­znała ata­ku amne­zji.

Aga­tha miała na­dzieję, że dzięki pi­sa­niu uda jej się za­ro­bić trochę pie­niędzy i po­pra­wić sy­tu­ację ma­te­rialną, w ja­kiej znaj­do­wa­li się z Ar­chiem. Poza tym w 1919 roku zmarła jej bab­ka ze stro­ny ojca, miesz­kająca od ja­kie­goś cza­su w Ash­field, i mat­ce zno­wu trud­no było sa­mo­dziel­nie utrzy­mać ro­dzinną po­siadłość.

Kie­dy Aga­tha zro­zu­miała, że umo­wa z wy­daw­nic­twem Bo­dley Head jest dla niej nie­ko­rzyst­na, po­sta­no­wiła jak naj­szyb­ciej wywiązać się z na­rzu­co­nych kon­trak­tem zo­bo­wiązań i zna­leźć no­we­go wy­dawcę. Umo­wa nie określała wyraźnie, że wszyst­kie pięć książek, które miała do­star­czyć wy­daw­nic­twu, po­win­no być kry­mi­nałami i pi­sar­ka po­sta­no­wiła sko­rzy­stać z tej luki. Po wysłaniu do re­dak­cji Ta­jem­ni­cze­go prze­ciw­ni­ka, posłała następnie długą, mi­styczną opo­wieść, którą na­pi­sała kil­ka lat wcześniej, za­ty­tułowaną Vi­sion. Była prze­ko­na­na, że wy­daw­nic­two jej nie przyj­mie, ale czuła się do tego stop­nia po­krzyw­dzo­na, że nie zaprzątała so­bie głowy wy­rzu­ta­mi su­mie­nia. Ta­jem­ni­czy prze­ciw­nik uka­zał się w 1922 roku, z żar­to­bliwą de­dy­kacją: „wszyst­kim, którzy toczą mo­no­ton­ne życie – w na­dziei, że przez tę lek­turę doświadczą, choćby z dru­giej ręki, roz­ko­szy i nie­bez­pie­czeństw Wiel­kiej Przy­go­dy”6. W tym sa­mym cza­sie państwa Chri­stie spo­tkała ich własna wiel­ka przy­go­da.

Ra­zem z Ar­chiem, za­trud­nio­nym jako do­rad­ca fi­nan­so­wy zor­ga­ni­zo­wa­nej w 1922 roku Mi­sji Im­pe­rium Bry­tyj­skie­go, Aga­tha wy­je­chała w podróż do Afry­ki Południo­wej, Au­stra­lii, No­wej Ze­lan­dii, Ka­na­dy i Stanów Zjed­no­czo­nych. Za­da­niem mi­sji było pro­mo­wa­nie Wy­sta­wy Im­pe­rium Bry­tyj­skie­go, która miała się odbyć w 1924 roku w We­mbley na przed­mieściach Lon­dy­nu. Ta podróż oka­zała się naj­bar­dziej eks­cy­tującym wy­da­rze­niem ich życia. Wpraw­dzie pra­ca była męcząca i składały się na nią nie­zli­czo­ne spo­tka­nia z urzędni­ka­mi ad­mi­ni­stra­cji w każdym kra­ju, jed­nak zda­rzały się chwi­le re­lak­su – na przykład dwa ty­go­dnie, które Ar­chie i Aga­tha spędzi­li ra­zem w Ho­no­lu­lu, ciesząc się bez­troską, sur­fo­wa­niem po mo­rzu i swo­im to­wa­rzy­stwem. Niewątpli­wym man­ka­men­tem wy­pra­wy był za to cha­rak­ter ma­jo­ra Er­ne­sta Bel­che­ra, cho­le­rycz­ne­go i nie­prze­wi­dy­wal­ne­go kie­row­ni­ka mi­sji, a także rozłąka z córką, małą Ro­sa­lind, która zo­stała pod opieką krew­nych. Jed­nak znacz­nie większe pro­ble­my cze­kały na nich w An­glii.

Roz­dział 3Prze­ciw­ności i suk­ce­sy

Gdy tyl­ko państwo Chri­stie wrócili do swo­je­go lon­dyńskie­go miesz­ka­nia, zaczęły się kłopo­ty. Przede wszyst­kim oka­zało się, że Im­pe­rial and Fo­re­ign Cor­po­ra­tion, fir­ma, w której pra­co­wał Ar­chie, nie za­trzy­mała dla nie­go po­sa­dy, więc zno­wu był bez­ro­bot­ny. Przed wy­jaz­dem zda­wa­li so­bie sprawę, że coś ta­kie­go może się zda­rzyć, ale po­sta­no­wi­li za­ry­zy­ko­wać i mimo wszyst­ko ru­szyć w świat.

W maju 1923 roku wyszła ko­lej­na książka Aga­thy, Mor­der­stwo na polu gol­fo­wym, dru­ga opo­wieść o de­tek­ty­wie Po­irot; tym ra­zem roz­wiązywał on za­gadkę śmier­ci pew­ne­go mi­lio­ne­ra. Nie obyło się bez pro­blemów: pi­sar­ka mu­siała sto­czyć zacięty spór z wy­dawcą w spra­wie okładki, na której chcia­no umieścić nie­od­po­wied­nią ilu­strację. Młodzi małżon­ko­wie kle­pa­li biedę i Ar­chie po­padł w przygnębie­nie, Aga­tha jed­nak była prze­ko­na­na, że w końcu uda mu się zna­leźć dobrą pracę – był prze­cież taki am­bit­ny i pełen de­ter­mi­na­cji.

W dru­gim ty­go­dniu maja do­sta­li nie­co pie­niędzy z nie­spo­dzie­wa­ne­go źródła – Aga­tha wy­grała na­grodę w kon­kur­sie, w którym należało po­praw­nie od­gadnąć, kto zabił Hugh Bow­de­na, bo­ha­te­ra po­wieści The My­ste­ry of Nor­man’s Co­urt, uka­zującej się w od­cin­kach w piśmie „Da­ily Sketch”. Gdy­by jej od­po­wiedź do­tarła do re­dak­cji jako pierw­sza, do­stałaby główną wy­graną: tysiąc trzy­sta funtów, co na jakiś czas roz­wiązałoby ich pro­ble­my fi­nan­so­we – ale nie­ste­ty, spóźniła się i zdo­była drugą na­grodę wy­noszącą osiem­set funtów, którą mu­siała po­dzie­lić się z je­de­na­sto­ma in­ny­mi za­wod­ni­ka­mi.

Niedługo przed wy­jaz­dem państwa Chri­stie na misję w służbie Im­pe­rium, po wie­lo­let­niej nie­obec­ności do An­glii powrócił Mon­ty, brat Aga­thy. W au­to­bio­gra­fii pi­sar­ka le­d­wie wspo­mniała o wsty­dli­wym se­kre­cie, przez który ich mat­ka nie mogła po­ra­dzić so­bie z za­cho­wa­niem syna – otóż Mon­ty był nar­ko­ma­nem. Kie­dy wy­rzu­co­no go z Har­row za nie­przykłada­nie się do na­uki, zaciągnął się do woj­ska i służył w Afry­ce Południo­wej i w In­diach. Szyb­ko prze­puścił spa­dek po dziad­ku, Na­tha­nie­lu Mil­le­rze, i po­padł w długi, przez co mu­siał złożyć dy­misję i zre­zy­gno­wać ze służby. Prze­niósł się po­tem do Ke­nii i zajął się uprawą zie­mi oraz po­lo­wa­nia­mi. Mad­ge, naj­star­sza sio­stra, zgo­dziła się fi­nan­so­wać (z pie­niędzy męża) jego pro­jekt uru­cho­mie­nia przed­siębior­stwa trans­por­to­we­go, prze­wożącego to­wa­ry stat­ka­mi han­dlo­wy­mi przez Je­zio­ro Wik­to­rii. Nie­ste­ty, wy­buch pierw­szej woj­ny świa­to­wej prze­kreślił te pla­ny. Mon­ty zaciągnął się do Królew­skich Strzelców Afry­kańskich, gdzie służył aż do chwi­li, kie­dy zo­stał ran­ny w ramię. Tra­fił do szpi­ta­la, gdzie w ranę wdało się zakażenie i stan jego zdro­wia zaczął się po­gar­szać. Usiłował żyć jak daw­niej, ale czuł się co­raz go­rzej. Gdy w końcu le­ka­rze orze­kli, że zo­stało mu naj­wyżej sześć mie­sięcy życia, po­sta­no­wił wrócić do kra­ju. Za­miesz­kał w Ash­field i nie­spo­dzie­wa­nie zaczął zdro­wieć. Jak wie­lu cza­rujących lu­dzi tego typu, często mijał się z prawdą i do dziś nie wia­do­mo, czy uza­leżnił się od mor­fi­ny, którą prze­pi­sy­wa­li mu le­ka­rze dla uśmie­rze­nia bólu, czy po­padł w nałóg już wcześniej, bez związku z cho­robą.

Wy­pra­wiał najróżniej­sze rze­czy, ale naj­gor­sze było strze­la­nie z re­wol­we­ru przez okno do od­wie­dzających Ash­field do­stawców i gości mat­ki. Nie za­mie­rzał oczy­wiście ni­ko­go zra­nić ani zabić – chciał tyl­ko dla roz­ryw­ki wy­stra­szyć swo­je ofia­ry. Któregoś razu strze­lał na­wet do Mad­ge, co ją ogrom­nie prze­ra­ziło. Udało mu się jed­nak prze­ko­nać we­zwa­ne­go po­li­cjan­ta, że jest świet­nym strzel­cem i nie zro­biłby ni­ko­mu krzyw­dy. Jego nie­od­po­wie­dzial­ne za­cho­wa­nie do­pro­wa­dziło matkę na skraj załama­nia ner­wo­we­go.

Aga­tha i Mad­ge po­sta­no­wiły szyb­ko coś zro­bić, żeby uniknąć skan­da­lu i oszczędzić pani Mil­ler zgry­zo­ty. Wymyśliły, że umieszczą bra­ta na wsi, w par­te­ro­wym dom­ku w Throw­le­igh w re­gio­nie Dart­mo­or, gdzie miała zająć się nim go­spo­sia. Córka Nan Watts i jej mąż, Ju­dith i Gra­ham Gard­ne­ro­wie, wspo­mi­nają, że Jim­my, który szcze­rze nie cier­piał Mon­ty’ego, do końca życia szwa­gra opłacał jego ra­chun­ki.

Tym­cza­sem życie z bez­ro­bot­nym mężem stało się dla Aga­thy tak męczące, że zaczęła roz­ważać prze­nie­sie­nie się z córką do Ash­field lub do Ab­ney Hall, do cza­su gdy Ar­chie wresz­cie weźmie się w garść i pozałatwia swo­je spra­wy. Ar­chie bar­dzo źle zno­sił nie­po­wo­dze­nia i był zupełnie roz­stro­jo­ny, nie mogąc zna­leźć pra­cy. Kie­dy Aga­tha sta­rała się pod­nieść go na du­chu wesołą roz­mową, słyszała, że jest niemądra i nie ro­zu­mie po­wa­gi sy­tu­acji; kie­dy zaś mil­czała, czy­nił jej wy­rzu­ty, że nie próbuje go po­cie­szać.

Pod ko­niec 1923 roku skończyła pisać Mężczyznę w brązo­wym gar­ni­tu­rze, przy­go­do­wo-awan­tur­ni­czy kry­mi­nał roz­gry­wający się głównie w Afry­ce Południo­wej, w którym ofiarą mor­der­cy pada ro­syj­ska tan­cer­ka, gi­nie biżute­ria i po­ja­wia się ta­jem­ni­czy ge­niusz świa­ta przestępcze­go, zwa­ny Pułkow­ni­kiem. Występuje tam także nie­ja­ki sir Eu­sta­chy Pe­dler i jego se­kre­tarz Guy Pa­gett, dla których pier­wo­wzo­ra­mi byli ma­jor Bel­cher i jego nie­miłosier­nie wy­ko­rzy­sty­wa­ny se­kre­tarz Fran­cis Ba­tes, to­wa­rzy­sze z Mi­sji Im­pe­rium Bry­tyj­skie­go.

Główną bo­ha­terką jest Anna Bed­ding­feld, ko­bie­ta atrak­cyj­na i nie­za­leżna. Aga­tha prze­ka­zała jej swo­je doświad­cze­nia i prze­myśle­nia na te­mat małżeństwa. Anna twier­dzi, że nig­dy nie wyszłaby za człowie­ka, w którym nie byłaby sza­leńczo za­ko­cha­na, i że praw­dzi­wa miłość war­ta jest wszel­kich poświęceń. Uważa także, że małżeństwa za­zwy­czaj nie udają się z dwóch po­wodów: albo mąż zbyt­nio ule­ga żonie, albo do­pro­wa­dza ją do de­spe­ra­cji swo­im ego­izmem. Według niej ko­bie­ty uwiel­biają pod­da­wać się męskiej woli, ale nie lubią, żeby ich poświęce­nia po­zo­stały nie­do­ce­nio­ne – pod­czas gdy mężczyźni wca­le nie cenią ko­biet, które są dla nich za­wsze miłe. Wresz­cie bo­ha­terka do­cho­dzi do wnio­sku, że małżeństwo jest szczęśli­wie wte­dy, kie­dy mężowi uda­je się skłonić żonę, aby postępowała dokład­nie tak, jak on so­bie życzy, ale przy tym dba, by nig­dy nie czuła się za­nie­dba­na czy lek­ce­ważona.

Jak­by zdając so­bie sprawę z własnej małżeńskiej pod­ległości, Aga­tha na­ka­zu­je swo­jej bo­ha­ter­ce stwier­dzić, że kie­dy już wyj­dzie za mąż, przez większość cza­su będzie nie­znośna i tyl­ko z rzad­ka za­sko­czy męża aniel­skim za­cho­wa­niem. W od­po­wie­dzi główny bo­ha­ter za­uważa, że wo­bec tego cze­ka ją pożycie pełne kłótni i kon­fliktów. Ona jed­nak jest prze­ko­na­na, że za­ko­cha­ni za­wsze się kłócą, po­nie­waż nie ro­zu­mieją się na­wza­jem. Za to kie­dy się już wresz­cie zro­zu­mieją – miłość się kończy. Na py­ta­nie, czy za­tem lu­dzie, którzy ciągle się kłócą, muszą być za­ko­cha­ni, Anna nie po­tra­fi już od­po­wie­dzieć.

Z tej roz­mo­wy można wy­wnio­sko­wać, że choć Aga­tha mogła czuć się nie­do­ce­nia­na przez męża, to jed­no­cześnie sądziła, że nie­zgo­da i brak po­ro­zu­mie­nia są w związku rzeczą na­tu­ralną i świadczą o głębo­kich uczu­ciach między małżon­ka­mi; po­nad­to cier­pie­nia i poświęce­nia ze stro­ny ko­bie­ty sta­no­wią nie­odłączną część wspa­niałomyślnej miłości.

Tym­cza­sem skończyły się kłopo­ty za­wo­do­we Ar­chie­go – zna­lazł pracę w fir­mie o nie­co nadwątlo­nej re­pu­ta­cji. Zda­wał so­bie sprawę, że będzie mu­siał uważać, by nie zo­stać wmie­sza­nym w nie­uczci­we in­te­re­sy, ale mimo to czuł się o nie­bo le­piej. Aga­tha była za­chwy­co­na tą od­mianą i spo­ko­jem, jaki zno­wu za­pa­no­wał w domu.

Wy­daw­nic­two Bo­dley Head zo­rien­to­wało się już, że ma do czy­nie­nia z war­tościową au­torką, i za­pro­po­no­wało Aga­cie odstąpie­nie od sta­rej umo­wy i pod­pi­sa­nie no­wej, ko­rzyst­niej­szej, również na pięć książek. Pi­sar­ka od­rzu­ciła tę ofertę, nie po­dając na­wet przy­czy­ny. Miała po­wo­dy, by czuć się pew­niej. Hi­sto­rie o Her­ku­le­sie Po­irot, które opu­bli­ko­wała w piśmie „The Sketch”, zdo­były duże uzna­nie i przy­niosły jej po­pu­lar­ność. Pierw­sza se­ria uka­zała się na łamach cza­so­pi­sma od mar­ca do maja 1923 roku, a po­prze­dzała ją por­tre­to­wa fo­to­gra­fia, przed­sta­wiająca upo­zo­waną Agathę ze sznu­rem pereł na szyi. Pi­sar­ka obcięła już długie blond włosy i nosiła te­raz krótką ufar­bo­waną na rudo fry­zurkę. Je­den z pu­bli­cystów ga­ze­ty, piszący o Ta­jem­ni­czej hi­sto­rii w Sty­les