Wydawca: Marginesy Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 159 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Agata i jeszcze Ktoś - Ewa Karwan-Jastrzębska

Agata i jeszcze Ktoś to drugi tom cyklu Agata z placu Słonecznego, o przygodach pięciorga rodzeństwa, które pozostawione pod opieką niezwykłej niani wędrują w miejsca, o jakich innym dzieciom się nie śniło. Dziwny teatr, świat lustrzanego drzewa, nieprzebyta kraina śniegu, spotkanie z Piotrusiem Panem to wyzwania dla dziecięcej wyobraźni.

Polska MARY POPPINS!

Opinie o ebooku Agata i jeszcze Ktoś - Ewa Karwan-Jastrzębska

Fragment ebooka Agata i jeszcze Ktoś - Ewa Karwan-Jastrzębska

Redaktor prowadzący: DOROTA KOMAN
Korekta: MATEUSZ SZMIGIERO
Projekt okładki, opracowanie typograficzne: ANNA POL
Łamanie, montaż: MANUFAKTURA
Copyright © by Ewa Karwan-Jastrzębska, Warszawa 2013 Copyright © by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2013
ISBN 978-83-63656-95-9
Wydawnictwo Marginesy ul. Forteczna 1a, 01-540 Warszawa tel./faks: 48 22 839 91 27, 48 696 451 127 e-mail:redakcja@marginesy.com.pl
Konwersja:eLitera s.c.

Nadchodzi moment, kiedy odkrywasz, że świat, który cię otacza, nie jest zwyczajny. Domy mają swoje sekrety, a liście spadające z drzew szeleszczą tajemnicze słowa do ucha przypadkowym przechodniom.

Jest takie miejsce na ziemi, gdzie wszystko ma swój początek i stale się odradza. Nazywa się ono plac Słoneczny. Rośnie tam stary klon – drzewo czasu. Sam plac jest zaś wielkim zegarem. Cień rzucany przez pień drzewa pokazuje kolejne godziny. Od dawna wiadomo, że zegar ten można przestawiać, by cofnąć się w czasie lub wybiec mu naprzeciw. Nie każdy jednak potrafi sprawić, aby tak się działo. Nocą w otaczających plac willach zapalają się światła. Rozbłyskują w oknach po kolei, wskazując upływające godziny.

W pobliżu parku unosi się w powietrzu słodki zapach magnolii. Mieszkańcy nazywają go szczęściem. Przechadzają się tam i oddychają głęboko, wiedząc, że nie ma na świecie zbyt wiele szczęścia, więc tym bardziej należy je cenić.

W starym domu, położonym w jednym z promieni placu Słonecznego, przy ulicy Fortecznej mieszka wraz z rodzicami pięcioro rodzeństwa – bliźniaki, Matylda i Piotruś, oraz Nieznośne Trojaczki, Adelajda, Antoni i Albert. Stanowią oni szczęśliwą, kochającą się rodzinę.

Świat dzieci dzieli się na czas przed Agatą i po jej nadejściu.

Agata to niania, która wie więcej niż inni dorośli. Nie wiadomo, skąd przybyła, ale zwiedziła chyba cały świat. Radzi sobie świetnie ze swoimi podopiecznymi i jest najbardziej tajemniczą dziewczyną na świecie.

PROLOG

Każdy dom od piwnicy aż po strych pełen jest sekretów. Nie wszyscy jednak są zdolni je odkryć. Do tego potrzebny jest ktoś, kto otworzy dla nas inne światy. Ale trzeba być dzieckiem, aby je dostrzec.

Pewnego dnia rodzice Matyldy i Piotrusia oraz Nieznośnych Trojaczków wyruszyli do Papui-Nowej Gwinei, by badać zwyczaje mieszkających tam plemion. O opiekę nad dziećmi poprosili Agatę. Podczas ich nieobecności na Fortecznej działy się dziwne rzeczy. Rodzeństwo odkryło podziemny świat, zwany Krainą Jezior. Gdyby nie bliźniaki, zniknąłby on na zawsze, został bowiem zapomniany przez kogoś, kto go wymyślił. Stworek Manu, mieszkaniec podziemnej krainy, poprosił o pomoc Matyldę, prawnuczkę dziewczynki noszącej to samo imię. To ona opisała świat archipelagu. Trzeba go było jeszcze raz ulepić ze słów i sprawić, aby jego mieszkańcy szczęśliwie powrócili na swoje wyspy. Więził ich zły Unam, który podobnie jak Manu posiadł zdolność przenikania światów. Matylda opisała na nowo Krainę Jezior, a złego Unama przepędziła na odległą wyspę, aby już nigdy nie powrócił. Dzieci podczas nieobecności rodziców odkryły też, że ich sąsiad Adam jest przyjacielem Agaty, zaś ona sama nie tylko wspaniale gotuje, ale potrafi też jak nikt inny opowiadać baśnie. Zrozumiały, że plac Słoneczny nie jest zwykłym placem, a rosnące tam drzewo nie tylko daje cień, ale również wskazuje godziny. Świat bliźniaków i Nieznośnych Trojaczków okazał się pełen tajemnic, które odkrywane powoli czynią ich miejsce niezwykłym i niepowtarzalnym.

TAJEMNICZA PRZESYŁKA

Kochane dzieci!

Niestety, musimy zostać do wiosny w Papui-Nowej Gwinei. Badania nad zwyczajami Indian przedłużą się, ponieważ mama została poproszona o przygotowanie panny młodej do ślubu, co zajmuje dokładnie pięć miesięcy i ani dnia mniej. Uroczystość przewidziana jest w ostatnim dniu starego roku. Jak pewnie wiecie, odmowa przyjęcia takiego zaszczytu w tych okolicznościach groziłaby czymś niewyobrażalnym. Potem wyruszamy na trzy miesiące na wyspy Salomona. Aha, zapewne ucieszy was wiadomość, że drzewo śmiechu zakwitło, więc mieszkańcy wioski od rana do wieczora pokładają się ze śmiechu. Bądźcie grzeczni i mili dla Agaty. Na pewno sprawi, że czas szybciej minie.

Wasi kochający Rodzice.

Dom przy ulicy Fortecznej wyglądał w środku nocy jak okręt pod pełnymi żaglami. Wydawał się najjaśniejszym punktem na ziemi. We wszystkich oknach paliły się światła, a wiatr wydymał wielkie białe prześcieradła rozwieszone na sznurku w ogrodzie. Nadchodziła burza, lecz była niczym wobec panującej w domu nawałnicy. Ze środka dobiegały śmiechy. Od czasu do czasu dochodziły też mocne uderzenia młotka, potem zaś huki i trzaski, jakby trwał tam abordaż, prawdziwa walka burta w burtę, a pięcioro rodzeństwa i ich niania toczyli wojnę z piratami na jednym z nieznanych kartografom i podróżnikom oceanów.

Jesień w okolicach placu Słonecznego zjawiła się równie niespodziewanie jak Agata. Choć niektóre liście na drzewach miały jeszcze barwę głębokiej zieleni, wiele wskazywało na to, iż niebawem pożółkną, aby potem, skręcone i kruche, sfrunąć na ulicę i zniknąć pod stopami przechodniów. Mieszkańcy ulicy Fortecznej witali nową porę roku. Wyciągnięte ze schowków kalosze wracały do łask, a przeciwdeszczowe płaszcze wisiały w przedpokoju, szeleszcząc za każdym razem, kiedy ktoś obok nich przechodził. Piotruś przysięgał, że zdarzało mu się słyszeć ich mamrotanie, jakby się ze sobą kłóciły, który lepiej chroni przed deszczem.

Matylda nie lubiła jesieni, bo pachniała ogniskami i wilgocią. Jej brat wręcz przeciwnie. Uwielbiał dymy unoszące się nad palonymi liśćmi w ogrodach i mgły przykrywające białym welonem kamienne schodki ganków. Wszystko wtedy znikało, dom unosił się w powietrzu, a Piotruś za każdym razem wyobrażał sobie, jak wiatr rozwiewa mleczną poświatę i ukazują się zupełnie inne budynki. Wierzył, że nadejdzie dzień, kiedy tak się stanie. A wiatr nic innego nie robił, tylko ogałacał drzewa, odsłaniając ich ciemne konary.

Tego dnia rano niania opowiadała dzieciom przy śniadaniu o duchach liści wracających do drzew, aby narodzić się wiosną w postaci nowych, zielonych pąków. Nieznośne Trojaczki niespodziewanie zaniosły się płaczem i długo nie mogły się uspokoić. Bliźniaki zawsze doskonale wiedziały, jaki jest powód rozpaczy Adelajdy i jej braci. Agata zaczęła ich pocieszać, tłumacząc cierpliwie, że liście za każdym razem wracają piękniejsze i doskonalsze. Matylda i Piotruś spojrzeli na siebie porozumiewawczo, doskonale wiedząc, kto tak naprawdę rozumie smutek rodzeństwa. Oni, to było oczywiste!

Niania nie przejęła się minami. Rzuciła starszym dzieciom przeciągłe spojrzenie i lekko pokręciła głową. Właśnie w największej tajemnicy zdradziła Nieznośnym Trojaczkom, że liście każdego roku odradzają się i nic w przyrodzie nie ginie. Zdaniem bliźniaków nie to było powodem płaczu maluchów. Płakać z powodu liści? To niepoważne!

– Im chodzi o duchy! Przestraszyły się! – oznajmił z wyższością Piotruś.

– Nie o duchy! – Adelajda tupnęła tak mocno, że prawie się przewróciła. – Nie o duchy!

– Jeśli nie o duchy, to o co? – zapytał zaciekawiony Piotruś. – Myślałem, że boicie się duchów!

– Chcemy, żeby zawsze były zielone – oznajmili chłopcy. – I nie szeleściły!

– Od kiedy to duchy są zielone i szeleszczą? – spytał zdumiony bliźniak.

– Od kiedy o to pytasz. – Matylda zachichotała, a potem nagle spoważniała, bo coś jej przyszło do głowy. Jak to możliwe, że ktoś inny zgadł, o co chodzi młodszemu rodzeństwu?

To Agata miała rację i po raz pierwszy bliźniaki poczuły, że pewne rzeczy się zmieniają. To było dziwne.

– Pogadamy o tym wieczorem, dobrze? – wyszeptała Matylda.

Piotruś tylko skinął głową i wyjrzał przez okno, aby popatrzeć na spadające z drzew liście.

Po południu wszyscy malowali obrazy i sprzątali dom. Agata powiedziała, że sprzątanie domu jest zajęciem dla prawdziwych myślicieli i ci, którzy to szybko pojmą, już zawsze nie będą mogli doczekać się porządków.

– Nie móc się doczekać sprzątania jest mniej więcej tym samym, co nie móc się doczekać wizyty u dentysty – zwróciła uwagę Matylda. – Piotrusiu, wytłumacz mi, proszę, o co chodzi Agacie.

– Najcenniejsze myśli przychodzą do głowy podczas sprzątania. Nie zauważyłaś? – Niania spojrzała na dziewczynkę z uśmiechem.

– Na przykład ty! – ożywił się bliźniak. – Jesteś tak mądra, Agato, że chyba musiałaś być kiedyś sprzątaczką, zgadłem? – Piotruś miał minę, jakby dokonał wielkiego odkrycia.

– Owszem, sprzątałam stajnię Augiasza, króla Peloponezu. Okazał się strasznym bałaganiarzem. Pomagałam komuś bliskiemu i udało nam się ją uporządkować. Oczyszczenie stajni było jedną z dwunastu prac dzielnego Heraklesa, które musiał wykonać... – Niania zawahała się. – Zresztą to długa historia.

– W sam raz na długie zimowe wieczory? – spytała przymilnym głosem Matylda.

– W sam raz – odparła Agata. – Ale teraz mamy początek jesieni i nic nie wskazuje na to, żeby czas miał przyspieszyć. Doskonała okazja, by zabrać się za myślenie. Macie szansę stać się prawdziwymi mędrcami. – Wskazała dłonią stos suchych ubrań, które trzeba było poskładać. – Oto ona! Nie przegapcie jej! Już sobie wyobrażam, ile cennych myśli przyjdzie wam do głowy.

Gdy nadszedł wieczór, dzieci odkryły, że jesień ukradła wszystkie liście z drzew i zrobiła wielki bałagan w ogrodzie. A w domu przy ulicy Fortecznej trwał abordaż i zdobywano kolejne ściany.

– Powieś go tutaj! – zarządziła Matylda, przyglądając się dziełu swojego brata bliźniaka, który trzymał w rękach portret Licha. – Przynajmniej nie będzie psocić! – dodała, biorąc się pod boki zupełnie jak Agata, choć nie zdawała sobie z tego sprawy.

W przedpokoju wisiało już jedenaście obrazków przedstawiających krainę Manu, którą odkryli w wakacje. Matylda utkała ją ze słów na nowo i przywróciła zapomnianą historię. Malowali ją wspólnie, całą piątką, przez ostatni tydzień wakacji. Gdy skończyli, w pokoju bliźniaków pojawiła się Agata.

– Gotowe? – spytała, spoglądając z lekką dezaprobatą na rozrzucone wszędzie farby i ołówki.

– Gotowe! – odpowiedzieli z dumą, a Piotruś schował za plecami wysmarowane farbą ręce.

– Dzisiaj będzie zupełnie inaczej niż zwykle – oznajmiła niania. – Otwieramy uroczyście wystawę waszych rysunków. Prawdziwy wernisaż! Oglądanie prac, poczęstunek i rozmowy o sztuce – dodała z bardzo poważną miną. – Idziecie spać, kiedy chcecie, i jecie, ile chcecie kawałków czekoladowego tortu. Stoi na stole w kuchni i jest wielkości młyńskiego koła.

Piotruś z Matyldą wstrzymali oddech, a potem wrzasnęli tak głośno, że przechodzący ulicą obok domu kot podskoczył, jakby ktoś go trącił butem.

– Jak to? Dlaczego? – dopytywała się gorączkowo Matylda. – Możemy w ogóle nie spać?

– Co też nasza Agata znowu wymyśliła? – szepnął Piotruś, wpatrując się we własny paznokieć ozdobiony jaskrawozieloną farbą akrylową, której używał, malując trawy na wyspie.

– Wszystko okaże się we właściwym czasie i nie krzyczcie tak, bo jeszcze kogoś obudzicie – poprosiła Agata.

– Tak, tak! Licho nie śpi! – zachichotała Matylda.

Po raz pierwszy od swojego przybycia do domu przy Fortecznej niania pozwoliła im na coś takiego! Tej nocy mogli w ogóle nie kłaść się do łóżek, pod warunkiem, że nie prześpią potem całego dnia.

Nieznośne Trojaczki piszczały z radości i biegały tam i z powrotem po schodach, a Adelajda pomazała każdy stopień kredą, ucząc się liczyć od jednego do dziesięciu. Gdy stawały na dole, za każdym razem odliczały schodki i robiły to tak głośno, że Matylda łapała się za głowę. Młodsze rodzeństwo potrafi być wyjątkowo męczące.

– Matyldo! Skąd wytrzasnęłaś tego chłopca? – zapytał nagle Piotruś, pokazując bliźniaczce obrazek stojący w samym kącie korytarza, krzywo oparty o ścianę. – Przecież nie było go w Krainie Jezior.

– Ja go nie namalowałam... – Siostra wpatrywała się w rysunek ze zdumieniem, nie rozpoznając ani chłopca, ani krajobrazu.

Chłopiec na rysunku był mniej więcej w wieku bliźniaków. Zwracał uwagę ognistorudą czupryną. Odwrócony profilem, wpatrywał się w widoczny nad górami błękitny księżyc w pełni. Na tle jasnej tarczy widniał mały żaglowiec.

– Zaraz, zaraz, nie ma go w mojej opowieści! – Matylda postukała palcem w papier. – Tego chłopca przecież nie narysowałam.

– Świat Manu mogą rysować wszyscy, którzy go znają, nieprawdaż? Gdy się uważnie patrzy, zawsze coś się odkryje. Warto o tym pamiętać. To Chłopiec bez Domu. Takie nosi imię – usłyszeli znajomy głos i w drzwiach ukazała się Agata.

Niania przebrała się, wkładając zamiast sukienki w groszki czerwoną bluzę z kapturem i błękitne sprane dżinsy haftowane w ogromne czerwone maki. Wyglądała, jakby przybyła na Forteczną prosto z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Upięte wysoko włosy odsłaniały długą szyję, na której kołysał się na łańcuszku srebrny żaglowiec. W kącikach ust błąkał się pełen wyższości uśmieszek. Wiedziała swoje. Tego byli pewni.

– Opowiesz nam o nim? – spytał Piotruś.

– Może kiedyś, ale na pewno nie dzisiaj – odparła niania, nie przestając się uśmiechać.

– Dlaczego Agata jest tak zadowolona? – spytała szeptem Matylda.

– Dlatego że zawsze mam porządek w szufladach, w których ty, Matyldo, przechowujesz papierki po cukierkach, to po pierwsze, a po drugie, pamiętam o tym, aby przed burzą zdjąć ze sznurka prześcieradła – odparła niania, znana z doskonałego słuchu. – Poza tym myję uszy, więc nie mam problemu z wyłapywaniem słów, szczególnie jeśli ktoś tak głośno się dziwi. Co do uszu, tobie, Piotrusiu, radziłabym to samo. Mam na myśli mycie. A ty, Matyldo, może skończysz wreszcie wieszać obrazki, bo mam dla was niespodziankę. – Powiedziała to wszystko jednym tchem i uśmiechnęła się tak niespodziewanie, że na jej policzkach ukazały się urocze dołeczki.

Niespodzianka zapowiedziana przez nianię, która od kilku miesięcy opiekowała się pięciorgiem rodzeństwa, musiała być wyjątkowa. Tylko trzy razy użyła tego słowa, aby określić to, co nastąpi, i nigdy nie czuli się zawiedzeni. Za pierwszym razem dostali lody miętowe z czekoladą zrobione własnoręcznie przez nianię i serduszka z piernika ozdobione różowym lukrem. Każde w innym smaku. I nie wiadomo, skąd wiedziała, co które dziecko lubi najbardziej! W dodatku piernikowe serduszka zawinięte były w papierek z wróżbą.

Innym razem oglądali z Agatą album, który wyjęła ze swojej walizki, i odkryli w nim fotografie przedstawiające nianię w towarzystwie różnych ludzi. Niektórzy z nich nosili na głowie korony. Piotruś upierał się, że to zdjęcia z teatru, ale siostra wiedziała, że jest inaczej. Agata musiała umieć wędrować w czasie. Dziewczynka była tego pewna.

Teraz więc, kiedy mieli szansę przeżyć równie fascynującą przygodę, nie zwlekali ani chwili. Matylda posłała Piotrusiowi znaczące spojrzenie i jak na komendę rzucili się do ścian, aby mieć z głowy wieszanie rysunków. Obrazek z tajemniczym chłopcem dziwnym trafem został w kącie. Wszyscy o nim zapomnieli, ale nie Matylda, która nie mogła uwolnić się od myśli, że coś jest nie tak, i wiedziała, iż będzie musiała to wyjaśnić. Ocaliła świat Manu i chciała wiedzieć o nim wszystko. O każdym mieszkańcu, każdej roślince i każdej niewytłumaczalnej rzeczy. Musiała znać każdy najdrobniejszy szczegół.

– Agato, co to za niespodzianka, powiedz... – prosiła Adelajda. – Nikt nie potrafi wymyślać niespodzianek tak jak ty! – Zerknęła na chłopców, oczekując ich uznania.

Antoni i  Albert nie zwracali na nią uwagi, zajęci samochodzikami, które w ich rękach zamieniały się w rozpędzone długim korytarzem potwory. Puszczali je po podłodze z indiańskim okrzykiem i nic innego ich nie obchodziło.

– Czy sugerujesz, że sama je wymyślam? – Agata spojrzała groźnie na dziewczynkę. – Niespodzianki po prostu są. Były, zanim pojawiliśmy się na świecie.

– Ale przecież to twoja niespodzianka! – odezwała się Matylda. – Ty ją znasz.

– To ona mnie odnajduje, a ja się nią z wami dzielę – odparła niania.

Potem zamyśliła się i złagodniała, a w jej oczach pojawiło się coś dziwnego, jakby patrzyła sto lat wstecz i widziała bardzo dawne zdarzenia.

– Kiedyś znalazłam w walizce list. To jest właśnie niespodzianka.

– To my też znajdziemy list? – spytały zgodnym chórem Nieznośne Trojaczki, które doliczyły się już tysiąca schodów, wziąwszy pod uwagę liczbę pokonanych stopni.

– Może znajdziemy niedługo list od rodziców? – zgadywała Matylda.

– W to akurat nikt nie wątpi – zgodziła się niania. – List od rodziców jest czymś, czego możecie się spodziewać, i to bardzo szybko. Ale przedtem załatwimy coś zupełnie innego – dodała tajemniczo.

Zerknęła w stronę drzwi i nagle rozległ się dzwonek, a potem szczekanie psa sąsiadów z naprzeciwka. Dzieci, nie czekając na pozwolenie, zbiegły na dół, uderzając niecierpliwie piętami w drewniane stopnie schodów. W wąskiej szybie drzwi pojawił się cień. Piotruś ścisnął Matyldę za rękę. Podchodzili teraz ostrożnie i z wahaniem. Dziewczynka złapała niepewnie klamkę i w tej samej chwili dzwonek się powtórzył. Piotruś podskoczył, uderzając się boleśnie w palec.

– Auć! – krzyknął i przykucnął, rozcierając stopę.

Agata zeszła po schodach bez pośpiechu. Wyglądała jak gwiazda starego filmu. Rude włosy lśniły w aureoli światła, czerwień bluzy kojarzyła się z królewską purpurą. Niania odsunęła dzieci jednym ruchem, a potem stanowczym gestem otworzyła drzwi.

W progu stał listonosz z wielką skórzaną torbą. Chłopak zbladł, jakby zobaczył ducha. Niania zmarszczyła brwi i spojrzała pytająco na młodego listonosza.

– Czy masz dla mnie przesyłkę? – spytała z łaskawym uśmiechem.

– Tylko jedną... – wyszeptał zduszonym głosem.

– I dobrze, bo dzisiaj czekam na jedną – mruknęła pod nosem.

Chłopak czym prędzej wyciągnął z torby podłużną kopertę. Była czarna i widniały na niej złote pieczęcie.

– Nie otworzy pani? – spytał z nadzieją.

– Otworzę, ale w odpowiednim czasie i miejscu – odpowiedziała Agata i skinęła głową, dając do zrozumienia listonoszowi, że to koniec audiencji. – Piotrusiu, gdy pan będzie wychodził, zamknij porządnie drzwi, bo zrobił się przeciąg – dodała rozkazującym tonem.

Piotruś skłonił się przed zdziwionym chłopakiem, a potem uśmiechnął się, dając mu porozumiewawczy znak brwiami. Doskonale wiedział, jakie wrażenie na innych ludziach robi Agata. Na przykład pan Adam, podobnie jak inni, widząc nianię, zapominał nagle, co ma powiedzieć.

Listonosz westchnął głośno i się odwrócił. Pokonywał schodki tak wolno, jakby wcale nie chciał pójść. Gdy znalazł się na ulicy i ruszył w głąb Fortecznej, Piotruś zatrzasnął za nim drzwi. A potem rzucił się w stronę niani, potykając się o pudło z klockami Nieznośnych Trojaczków.

– Agato, co jest w środku?

Dzieci