Opis

Czy 36 pytań wystarczy, aby się zakochać?

Ona – wrażliwa idealistka. On – arogancki introwertyk. Powody, dla których oboje decydują się uczestniczyć w eksperymencie inspirowanym słynnym testem doktora Aron są tak różne jak ich charaktery. Podczas badania na jaw wyjdą bolesne, głęboko skrywane tajemnice. Hildy i Paul będą się doprowadzać do śmiechu, łez, irytacji i białej gorączkki! Będą walczyć nie tylko na słowa… Ale czy się w sobie zakochają?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 250

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału
36 Questions That Changed My Mind About You
Projekt okładki
ALEXANDRA ALLDEN
Napisy na okładce
NATALIA TWARDY
Ilustracje na okładce
© Shutterstock.com
Ilustracje wewnątrz książki
Copyright © 2017 Kyle Metcalf
Redakcja
JACEK RING
Korekta
MAGDALENA SZAJUK
Redakcja techniczna
KRZYSZTOF CHODOROWSKI
Copyright © 2017 by Victoria Grant
All rights reserved.
Autor i wydawca składają podziękowania dr. Arthurowi Aronowi za zgodę na wykorzystanie materiałów chronionych prawami autorskimi:
The Experimental Generation of Interpersonal Closeness: A procedure and some preliminary findings, published by Personality & Social Psychology Bulletin, Sage Publication, 04/01/1997. Licensed Content Authors – Arthur Aron, Edward Melinat, Elaine N. Aron, Robert Darrin Vallone, Renee J. Bator.
Polish translation © Marta Kitowska MMXVIII
Polish edition © Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,
w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
All rights reserved.
Wydanie elektroniczne 2018
ISBN 978-83-271-5860-4

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: [email protected], www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: [email protected]

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Rozległo się trzykrotne pukanie, potem drzwi się otworzyły i wślizgnęła się przez nie zdyszana dziewczyna.

– Prze... przepraszam za spóźnienie. Musiałam porozmawiać o zaliczeniu z anglistą, ale gdzieś wyszedł i...

Jeff pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć: „Nic się nie stało”.

– ...przez to uciekł mi autobus i musiałam iść do centrum do...

– Naprawdę nic się nie stało. Wypełniłaś formularz?

– Aaa, no tak. Przepraszam. – Rozejrzała się po pokoju, szukając miejsca, gdzie mogłaby umieścić tropikalną rybkę, którą niosła w torebce napełnionej wodą.

– Daj ją tutaj. – Poklepał róg biurka.

– Dziękuję. – Odłożyła torebkę. – Ups. Mokre. Przepraszam. – Podniosła ją i wytarła w rękaw swojego obszernego szarego płaszcza z second handu. – Boże, ta rybka. Można je kupić tylko w jednym sklepie, a mój brat Gabe... Ma dwanaście lat. I ma... zresztą nieważne, nic ciekawego. Po prostu dam panu formularz. – Zaczęła grzebać w dużej skórzanej listonoszce przewieszonej w poprzek ciała. Na podłogę wypadł Powrót do Brideshead.

– Usiądź. – Wskazał plastikowe krzesełko po drugiej stronie biurka. – Będzie łatwiej.

Usiadła, podniosła książkę i znowu zaczęła przeszukiwać torbę.

– Zwykle nie jestem taka chaotyczna. Naprawdę. To po prostu... taki dzień. A właściwie tydzień.

– Jest błękitny. Format listowy. O, tu. Obok portmonetki.

– Rzeczywiście. – Przewróciła oczami i podała mu formularz. – Przyniosłam też CV.

– Nie trzeba. – Wygładził kartkę i przesunął po niej wzrokiem.

– Na pewno? Bo napisałam trochę o tym, że chciałabym się zapisać na psychologię, zwłaszcza że...

– Na pewno. Nie są potrzebne żadne kwalifikacje.

Czytał jej formularz, a ona rozglądała się po gabinecie.

– Lubi pan zabawki – zauważyła.

Nie podniósł wzroku.

– To figurki superbohaterów.

Stały na półkach pogrupowane według płci, popularności, wieku i bliżej nieokreślonego czynnika fajności. To nie były żadne zabawki.

Napisał coś i odezwał się:

– A więc, Hilda Sangster z Citadel High...

Jęknęła.

Teraz podniósł na nią wzrok.

– Coś nie tak?

– Przepraszam. Kwestia Hildy. Nie wyjaśniłam panu.

Zerknął jeszcze raz na formularz.

– Napisałam „Hilda”, bo to była rubryczka na imię i nazwisko, a nie na to, jak wszyscy na mnie mówią, więc pomyślałam, że pewnie to jest potrzebne do oficjalnej dokumentacji. Wpisałam posłusznie, co trzeba, mimo że nie znoszę tego imienia. Brzmi jakoś tak z niemiecka. Nikt nie mówi do mnie „Hilda”.

– To jak mam na ciebie mówić?

– Hildy.

– Czyli tak samo, tylko z „i” na końcu zamiast „a”?

– Niby niewiele, ale dla mnie to ogromna różnica. Kiedyś naprawdę zmienię imię, w urzędzie i tak dalej. Ale dopóki żyje moja babcia, muszę mieć na uwadze jej uczucia, tradycję rodzinną i w ogóle.

Chyba zdała sobie sprawę, że za bardzo się rozgadała. Uśmiechnęła się niepewnie i wyprostowała na krześle.

– No to Hildy. Chodzisz do liceum. Masz chłopaka?

Sposób, w jaki się zaśmiała, mógł oznaczać tylko „nie”.

– Masz lat... osiemnaście? To dobrze. Bo będziesz musiała podpisać zgodę.

– Jasne. Podpiszę, tylko... może najpierw dowiem się, o co w tym wszystkim chodzi? W sensie są granice tego, co jestem gotowa zrobić w imię nauki – dodała ze śmiechem, niezbyt przekonująco.

– Oczywiście. No dobrze. Nazywam się Jeff. Robię tu doktorat. Niedawno dostałem grant na badanie... najprościej nazwać to „budowaniem związku”. Interesuje mnie, czy potrafimy wpłynąć na jednostki takie jak ty, żeby nawiązały z innym uczestnikiem bliską więź, która później może się przerodzić w...

– Przepraszam, nie wiem, czy dobrze rozumiem. – Objęła swoją torbę, jakby tuliła małe dziecko. – Chcecie zbadać, czy można sprawić, że ludzie się polubią?

Uśmiechnął się kącikiem ust.

– Nie sprawić. – Gdyby to umiał, byłby miliarderem. – Nie zamierzamy robić nikomu prania mózgu. Zastanawiamy się, czy da się, jak by to powiedzieć... ułatwić ludziom wejście w zażyłość, która może przerodzić się w coś więcej.

– W przyjaźń?

– Tak. Ale też w związek miłosny. Badam, jak powstają więzi intymne i czy można ten proces jakoś wspomóc.

– Miłość? – rzuciła oskarżycielsko. – O to chodzi?

Jeff coś zapisał.

– Tak, być może ostatecznie miłość, ale...

– Max dał panu namiary na mnie? – zapytała rozgniewana.

– Max? Jaki Max?

– Xiu?

– Co takiego?

– Xiu Fraser?

– Nie. Nikt nie dał mi na ciebie namiarów. Sama do mnie przyszłaś, pamiętasz? To tylko badanie psychologiczne, żeby zobaczyć, czy miłość...

– Miłość! – Aż podskoczyła.

Nie rozumiał, jak udało się Hildy strącić półkę ze ściany, dziewczyna nie była przecież wcale wysoka. A mimo to spadł na nich deszcz disnejowskich figurek, jak gdyby w kreskówce wybuchła bomba.

– O nie, przepraszam! – wykrzyknęła. Kiedy obróciła się, żeby sprawdzić, jakich zniszczeń dokonała, jej torba majtnęła się w przeciwną stronę i uderzyła w inną półkę. Tym razem w powietrze wzbiły się szwarccharaktery.

Hildy zakryła usta dłonią i pisnęła jak pies, którego trzeba wyprowadzić na spacer. W kucki zaczęła zbierać figurki i kłaść je garściami na biurku.

– Strasznie przepraszam. Niepotrzebnie przyszłam. Nie wiem, po co wychodziłam dzisiaj z pokoju. Naprawdę. To właśnie się dzieje, kiedy...

– Nic się nie stało.

– O, nie. – Wskazała ręką dookoła. – To pobojowisko, cały ten bajzel, to idealna metafora mojego życia. Tak to się zawsze kończy.

Dla podkreślenia swoich słów wymachiwała w powietrzu figurką klasycznego Księcia z bajki. Jedną z ulubionych figurek Jeffa. Bał się, że Księciu zaraz odpadnie głowa.

– To naprawdę nic wielkiego – powiedział, siląc się na spokój. – Nie przejmuj się. Ja je poustawiam. Nie stoją przypadkowo. Proszę. Zostaw.

Musiał powtórzyć to parę razy, zanim skinęła głową, jeszcze raz przeprosiła i wstała, a przynajmniej spróbowała wstać. Przydepnęła sobie płaszcz i wyrżnęła czołem w kant biurka. Na pewno bolało, ale odzyskała jakiś dziwny spokój. Głośno wciągnęła powietrze przez nos, uniosła brzeg płaszcza niczym Kopciuszek suknię balową i wstała.

– Przepraszam za ten wybuch. I za bałagan. I za to, że zmarnowałam panu czas i w ogóle. Nie zrozumiałam, czego dokładnie dotyczy to badanie. Niepotrzebnie się zgłosiłam.

Wygięła usta w coś na kształt uśmiechu i wyszła z pokoju.

Jeff popatrzył na figurki porozwalane na podłodze. Nie miał teraz czasu na układanie ich na półkach według klucza. Zgarnął wszystkie i wsypał do pudła pod biurkiem, żeby nie słyszeć ich cichutkich krzyków.

Pomyślał o Hildy.

O co, u diabła, chodziło? Czy to był atak paniki? Klasyczny lęk przed konfliktem? Jakiś religijny odjazd?

Usiadł przy biurku i zerknął w notatki. Czy w ogóle się tego spodziewał? Czy w niezamierzony sposób ją sprowokował?

Otóż równolegle do pracy nad projektem prowadził sam ze sobą pewną grę. Nie miał pewności, czy to w stu procentach etyczne, ale przynajmniej było ciekawie. Robił notatki na temat każdego kandydata, oceniał ich w skali punktowej, a potem starał się przewidzieć, jak zareagują na siebie nawzajem, czy zaiskrzy między nimi, kiedy zamknie ich razem w jednej sali.

Podczas rozmowy z Hildy stawiał obok jej imienia litery. Jak zawsze robił to szybko, bo skoro uczestnicy mogli polegać na pierwszym wrażeniu, on także dawał sobie takie prawo.

CBKŚ

WIQ/WW

FT

TPF

Czyli:

Córka Białej Klasy Średniej

Wysokie IQ / Wysokie Wymagania

Fanka Teatru

Tatuaż Po Francusku

Wyobraził sobie, że na podbiciu stopy ma wytatuowany kursywą cytat z jakiegoś osiemnastowiecznego filozofa albo reżysera z lat pięćdziesiątych.

(Akurat w tej kwestii się mylił. Hildy może spodobałby się enigmatyczny cytat, ale nigdy nie zrobiłaby sobie tatuażu. Bała się igieł, a jeszcze bardziej – nieodwracalności. Lubiła myśleć, że wciąż jeszcze znajduje się w stadium poczwarki).

Największe skrupuły Jeff miał podczas przyznawania punktów. Skala była, rzecz jasna, dziesięciopunktowa i, owszem, opierała się na fizycznej atrakcyjności. Ale nie był seksistą. Oceniał w ten sposób również chłopaków oraz osoby trans.

Tłumaczył sobie, że jest po prostu realistą. Wygląd jest przecież ważny, co nie znaczy, że łatwo przewidzieć, kto się komu spodoba. Ogniste spojrzenie, duże piersi albo szerokie ramiona teoretycznie powinny gwarantować sukces, a przecież tak nie było. Ludzka seksualność stanowiła równanie z wieloma niewiadomymi.

Jeff nie mógł się zdecydować, ile punktów przyznać Hildy. Nie była pięknością: oczy miała za małe, a usta zbyt duże, ale wielu facetom by to nie przeszkadzało. Dostanie jednak dodatkowe punkty za niebanalność. Nie potrafił ocenić jej sylwetki pod obszernym zimowym płaszczem. Była średniej budowy. Może raczej drobnej.

Maksymalne noty za włosy, bez dwóch zdań. Długie i lśniące, w dzieciństwie na pewno były jasne. Większość chłopaków hetero uwielbia ładne włosy, zwłaszcza takie kosmyki uciekające z warkocza, niedwuznacznie sugerujące, że ich właścicielka przed chwilą wstała z łóżka.

Dał jej 7,5. Szkoda, że nie weźmie udziału w badaniu. Urozmaiciłaby grupę.

Ktoś zapukał do drzwi. Zerknął na zegarek. Trochę za wcześnie na kolejną osobę.

– Proszę – powiedział.

Weszła Hildy z Księciem z bajki.

– Wzięłam go niechcący. – Uśmiechnęła się przepraszająco i postawiła figurkę na biurku. – Zorientowałam się dopiero na dole.

– Przypadkiem wzięłaś Księcia z bajki. – Jeff uniósł brwi. – Ciekawe, co by o tym powiedział Freud.

To miał być żart, ale Hildy odparła:

– Wiem, dlatego wróciłam. Żeby oddać figurkę i zabrać rybkę, bo jej zapomniałam, więc nie tylko dlatego, ale... – Zawahała się. – Nie jestem przesądna, ale na dole trochę to przemyślałam i mam wrażenie, że skoro wszechświat daje mi tyle znaków, to powinnam go posłuchać. – Usiadła. – Tak że wezmę udział w badaniu. Jeśli się pan zgodzi.

– Na pewno?

– Tak. To znaczy, na tyle, na ile mogę być czegokolwiek pewna. – Uśmiechnęła się, a on dopisał „KP”, czyli Kolonijna Psycholożka. Widział oczyma wyobraźni, jak uczy maluchy, jak być dzielnym i miłym. – To na czym polega ten eksperyment? Obiecuję, że tym razem będę nad sobą panować.

Odruchowo zerknął na ocalałe półki po drugiej stronie pokoju.

– Super. To tak: opieramy się na badaniu znanym jako Eksperymentalne Tworzenie Bliskości Międzyludzkiej. W latach dziewięćdziesiątych opublikował je psycholog Arthur Aron. Wówczas wyniki badania były niejednoznaczne, ale czasy się zmieniły. Pytamy, czy i jak epoka cyfrowa zmieniła postrzeganie intymności. A konkretnie, jak młodzi ludzie, którzy mają ponad tysiąc znajomych online, zareagują na dzielenie się emocjami sam na sam. Jesteś zainteresowana?

– Co miałabym robić? – spytała ostrożnie.

– Niewiele. Skojarzymy cię z przypadkowym nieznajomym albo nieznajomą, w zależności od twojej orientacji, i damy wam listę trzydziestu sześciu pytań do zadawania sobie nawzajem. Nie ma dobrych ani złych odpowiedzi. Prosimy tylko, żebyście odpowiadali szczerze.

– Hmm... przypadkowym?

– Słucham?

– Powiedział pan: „z przypadkowym nieznajomym”.

– Tak.

– Czyli to może być ktokolwiek.

Bał się, że Hildy zaraz znowu wybuchnie.

– Niby tak, ale prawdopodobnie trafisz na innego ucznia, a nie na Drake’a albo chłopaka z Jonas Brothers.

– Albo na seryjnego mordercę – rzuciła niby żartem, ale nie do końca.

– To bardzo mało prawdopodobne. Poza tym badanie będzie się odbywać tu, na uniwersytecie. Mamy wszystkie potrzebne informacje o uczestnikach, ale wy nie będziecie znać swoich imion ani danych kontaktowych.

– No dobrze. To chyba w porządku.

„Chyba w porządku”.

Nie drążył tematu. Zajrzał do formularza Hildy.

– Określiłaś się jako hetero. A więc zostaniesz przydzielona do chłopaka mniej więcej w swoim wieku. Będziecie dla siebie Bobem i Betty. Tak się do siebie zwracajcie. Bardzo dbamy o waszą prywatność i fizyczne bezpieczeństwo.

Skinęła głową, ale nie mógł nie zauważyć jej gorączkowego mrugania.

– Nie jesteś przekonana.

– Jestem. Przynajmniej jeśli chodzi o fizyczne bezpieczeństwo.

– Ale...

Zatrzepotała dłońmi. Wzruszyła ramionami. Westchnęła.

– To zabrzmi głupio...

Cierpliwie czekał.

– ...ale co z bezpieczeństwem emocjonalnym?

– Czyli?

Głośno wypuściła powietrze.

– Czyli ze wszystkim! Z odrzuceniem. Rozczarowaniem. Sercem złamanym na całe życie, ha ha. No, wie pan. Z tym, co zawsze.

– Cóż, takie jest życie. – Dlatego właśnie od ludzi wolał figurki.

– Dobrze, ale boję się, że dostanę jakiegoś zupełnie obcego człowieka, przelecimy razem przez trzydzieści sześć pytań i ani się obejrzę, a zakocham się po uszy w jakimś trollu.

– Z tego, co wiem, żaden troll się nie zgłosił.

– Wiem, to głupie pytanie.

Tego nie powiedział. Hildy chwilę bawiła się guzikami płaszcza, potem się roześmiała.

– Kogo ja próbuję oszukać? Prawdziwy problem byłby dopiero wtedy, gdyby troll nie zakochał się we mnie. Ale tak jak pan mówi, takie jest życie. Przynajmniej moje. – Ruchem głowy odpędziła tę myśl. – Przepraszam. Paplam bez sensu. Jak zwykle, kiedy się zestresuję. Po prostu mam teraz trudny okres. Oczywiście z mojej winy. Za dużo mówię. Za mało widzę. A mój radar na ludzi się zepsuł. Znajomi zawsze mi powtarzają, że powinnam... Ups, znowu paplam. Przepraszam. Niech pan nie zwraca na mnie uwagi.

– Spokojnie.

Naciągnęła rękawy na dłonie i gniotła je w palcach. Przez kilka sekund patrzyła na Księcia z bajki, wreszcie przeniosła wzrok na Jeffa.

– Okej. Zrobię to. Powinnam to zrobić.

– Nic nie powinnaś. Serio. Nie chcę, żebyś brała udział tylko dlatego, że popchnął cię do tego wszechświat.

Teraz szczerze się roześmiała.

– Bez obaw. Nie będę popychadłem dla wszechświata. Chcę wziąć udział. Naprawdę. Czuję to w głębi duszy. Kto nie ryzykuje, ten...

– Ekstra. – Jeszcze raz zerknął w jej formularz. – Tu wszystko w porządku, więc jeśli nie masz więcej pytań, poproszę cię jeszcze o podpisanie zgody.

Dał jej chwilę na przeczytanie. Przesuwała palcami po linijkach, wreszcie podpisała na dole.

– Dobra. Moje serce jest w pańskich rękach! – Hildy się uśmiechnęła. Jej oczy zniknęły na moment wśród gęstych rzęs. Miała duże, proste i białe zęby. I idealną cerę.

Zmienił jej punktację na 7,75 i wziął od niej kartkę.

– Super. Idź do sali czterysta siedemnastej, prosto korytarzem i w lewo. Napij się kawy. Na stole będą leżały karty z pytaniami, ale nie odwracaj ich przed rozpoczęciem sesji. Zaraz dostaniesz chłopaka do pary. Postaram się odsiać trolle.

Przykryła usta kołnierzem płaszcza i się zaśmiała.

A może nawet 8?

– Nie zapomnij rybki. Drugiego razu już by ci nie wybaczyła.

[...]