20 najwspanialszych budowli świata - Bernd Ingmar Gutberlet - ebook
Opis

OD STONEHENGE PO OPERĘ W SYDNEY Informacje o najwspanialszych budowlach świata podane w przystępnej formie Wielki Mur Chiński, wykute w skałach miasto Petra, wieża Eiffla, zamek Neuschwanstein i Alhambra – wszystkie te budowle są powszechnie znanymi, nadzwyczajnymi i spektakularnymi cudami świata. Ale kto je wybudował? I w jakim celu? Jaka jest ich historia, a jakie znaczenie? Czy są czymś więcej niż architektoniczną pozostałością po swojej epoce? Bernd Ingmar Gutberlet przedstawia dwadzieścia najważniejszych zachowanych budowli powstałych w różnych momentach ludzkiej historii. W książce zebrał arcydzieła architektury, spośród których użytkownicy internetu ze wszystkich zakątków globu wybrali siedem Nowych Cudów Świata. „Okraszona komentarzami barwna kolekcja o dużej wartości poznawczej i rozrywkowej”. literature.de

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 330

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału:

DIE NEUEN WELTWUNDER

Copyright © 2010 by Bastei Lübbe AG, Köln

Copyright © 2018 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2018 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

Zdjęcie autora: © Sungjoo K. Ogino

Redakcja: Maria Zając

Korekta: Iwona Wyrwisz, Izabela Sieranc

Konsultacja merytoryczna: Mariusz Tomala

ISBN: 978-83-8110-470-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail:[email protected]

www.soniadraga.pl

www.postfactum.com.pl

facebook.com/PostFactumSoniaDraga

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2018

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

SŁOWO WSTĘPNE

Listy rankingowe nie są wynalazkiem naszych czasów. Najstarsze zachowane w oryginalnej formie zestawienie antycznych arcydzieł, których nie powinien pominąć żaden podróżny, pochodzi z II wieku p.n.e. Sto lat temu w obudowie trumny z mumią odkryto starożytny grecki tekst, a w nim spis różnych atrakcyjnych obiektów. Niestety zachował się on tylko częściowo. Wymieniono w nim najpiękniejsze jeziora, wyspy i morza, najważniejszych rzeźbiarzy i architektów, a oprócz tego najistotniejsze budowle tamtych czasów. Uznaje się, że to pierwsza wzmianka o starożytnych cudach świata. Samo pojęcie „cud świata” zaczęło funkcjonować później, ale okazuje się, że sięga swymi korzeniami świata antycznego.

Starożytne cuda świata, które na lekcjach historii przysparzają problemów niejednemu uczniowi, mają poważny mankament: otóż poza piramidami w Gizie dawno już nie istnieją. W antyku skutecznie przyciągały one podróżników pragnących je poznać; współcześnie nie stanowią już jednak atrakcji turystycznej. Kolejny problem to fakt, że były to głównie obiekty znajdujące się w Europie, co – biorąc pod uwagę obecne realia – jest anachronizmem. Dzisiaj bez trudu można dotrzeć do różnych zakątków kuli ziemskiej, więc pojęcie „cud świata” rozumie się globalnie; powinno ono odzwierciedlać różnorodność kulturalną całego świata.

W związku z tym na początku XXI wieku zrodziła się cenna inicjatywa sporządzenia nowej listy cudów świata, która uwzględniałaby znamienite budowle z całego globu ziemskiego. W rankingu miały się znaleźć wyłącznie obiekty nadal istniejące. Niestety działania zmierzające w kierunku stworzenia takiego spisu spotkały się z negatywnym odzewem i wywołały falę krytyki. Więcej na ten temat napiszę w posłowiu.

Niniejsza publikacja – Nowe cuda świata – opowiada historię 20 zachowanych budowli powstałych na przestrzeni ludzkich dziejów, spośród których w wyniku międzynarodowego głosowania w ostatniej rundzie wyłoniono „siedem nowych cudów świata”. Pierwotna lista kandydatów obejmowała równo 200 pozycji, potem została zredukowana do 77. W książce znajdziesz opisy 20 zapierających dech w piersiach obiektów. Podczas lektury odbędziesz przyjemną i pouczającą podróż po historii ludzkości oraz poznasz rozmaite epoki i ich specyfikę. Finałowa siódemka została wyróżniona gwiazdką.

STONEHENGE, ANGLIA

Turysta, który na początku XXI wieku zwiedza południe Anglii – któreś z wiktoriańskich uzdrowisk nadmorskich czy kipiący życiem Londyn – powinien zaplanować podróż do hrabstwa Wiltshire położonego w regionie South West England. Właśnie tam, zaledwie 130 kilometrów od brytyjskiej stolicy, wznosi się najsławniejsza chyba prehistoryczna budowla – Stonehenge. Znajdziemy ją na wschód od miasteczka Amesbury, na równinie Salisbury – pagórkowatym i bogatym w skały wapienne terenie. W pobliżu przebiegają dwie trasy, które niejako wzięły Stonehenge w kleszcze. Nie jest to co prawda lokalizacja typowa dla tego rodzaju obiektu, ale dzięki temu łatwo tu dotrzeć. „Imponująca” i „tajemnicza” – to zapewne przymiotniki odpowiednie do opisania majestatycznego kręgu, który zbudowano w tym miejscu przed wieloma tysiącami lat. Do dziś roztacza on surrealny czar. Jego podziwianie zakłócają jednak ruch samochodów i hordy turystów.

Stonehenge w zachowanej do dzisiaj postaci składa się z ledwo widocznych rowów i wałów, tworzących kręgi o łącznej średnicy 115 metrów; w środku w koncentrycznych kręgach ustawione zostały olbrzymie kamienie, nazywane przez naukowców megalitami (gr. megas – wielki, lithos – kamień). Najbardziej znany jest widok trzech zewnętrznych kamiennych kręgów, a raczej tego, co z nich pozostało. Wcześniej stało tu 30 pionowych głazów stanowiących filary, a na nich spoczywały jeden przy drugim, bez żadnych przerw, wierzchnie kamienie, z których zachowało się zaledwie kilka. Dzięki nim można sobie wyobrazić, jak imponujące wrażenie musiała sprawiać cała ta konstrukcja, gdy znajdowała się jeszcze w stanie nienaruszonym: kunsztowna, wymagająca nadludzkich umiejętności, wręcz magiczna. Ale te olbrzymie kamienie zostały ustawione już przed ponad 4 tysiącami lat. Ząb czasu zdążył poważnie nadgryźć Stonehenge, zjawiska pogodowe go nie oszczędzały, a poza tym służył jako kamieniołom tym, którzy potrzebowali materiału do budowy domu. Ci, co znają Stonehenge ze zdjęć, a potem osobiście przybywają w to miejsce, są początkowo zaskoczeni, a nawet rozczarowani, ponieważ kamienne kręgi okazują się mniejsze, niżby to sugerowały zdjęcia albo nagrania filmowe.

Zewnętrzny kamienny krąg ma niecałe 30 metrów średnicy i składa się ze skalnych bloków ociosanych w prostopadłościany – każdy ma mniej więcej 4 metry wysokości, 2 metry szerokości i  metr grubości1. Sześć z wierzchnich kamieni, z których każdy spoczywa na dwóch głazach nośnych ustawionych w odstępie około metra, wciąż jeszcze znajduje się na pierwotnym miejscu, podobnie jak 15 kamieni nośnych. Inne z upływem czasu przewróciły się albo potłukły, niektórych w ogóle brakuje. Te zielonkawoszare głazy nazywane są sarsenami; ten rodzaj kamienia można znaleźć w pobliżu. Kolosalne bryły skalne zostały starannie obrobione: ku górze lekko się zwężają, co sprawia, że wydają się wyższe. Prostokątne kamienie wierzchnie są natomiast od strony wewnętrznej lekko łukowate, uformowane tak, by wspólnie tworzyć okrąg. Ponadto nie zostały tak po prostu położone na kamieniach nośnych – przymocowano je do nich solidnie za pomocą czopów i wpustów.

Wewnątrz pierwszego kręgu znajduje się drugi, który jest znacznie mniejszy, wykonano go mniej starannie i nigdy nie ukończono. Pierwotnie składał się on prawdopodobnie z 60 niebieskawych kamieni o wysokości około 2 metrów. Dziś na miejscu stoi pionowo zaledwie sześć; kilka innych wciąż jeszcze leży w pobliżu. Przy budowie tego kręgu nie stosowano nadproży. W przeciwieństwie do sarsenów te tak zwane niebieskie głazy (bluestones)2 właściwie nie występują w okolicy. Okazuje się, że, jak w przypadku matrioszki, wewnątrz drugiego kręgu ustawiona została kolejna konfiguracja kamieni, tym razem w kształcie zaokrąglonej podkowy. Składa się ona z sarsenowych trylitów, to znaczy kamieni ustawionych parami, przy czym na każdej z par spoczywa trzeci kamień ułożony poziomo. Kiedyś stało tu łącznie pięć takich trylitów o wysokości od 6 do 7 metrów, ale teraz kompletne są tylko trzy z nich; reszta kamieni leży porozrzucana, częściowo rozbita. Najcięższy waży aż 45 ton3. Do tej grupy głazów należy tak zwany Altar Stone – kamień ołtarzowy spoczywający w centrum całej konstrukcji. Wcześniej był on nadprożem, które spadło z podtrzymujących je filarów, zatem swoje określenie zawdzięcza nie funkcji, lecz przypadkowej znamiennej lokalizacji. Jest to również niebieskoszary piaskowiec, podobnie jak mierzące prawie 2,5 metra kamienie ostatniej formacji położonej w samym środku i mającej kształt podkowy.

W obrębie wałów, ale poza opisanymi kręgami kamiennymi, znajdują się jeszcze inne szczególne megality: po pierwsze, przy północno-wschodnim wejściu do budowli leży tak zwany Slaughter Stone, czyli kamień rzeźniczy, którego zagłębienia pozwoliły wysnuć przypuszczenie, że był używany jako kamień ofiarny. Obecnie wiadomo, że jest to po prostu przewrócony kamień sarsenowy, dlatego pierwotnie zakładana funkcja nie wchodzi w rachubę. Mimo to głaz zachował swą nazwę. Przy wale, po jego wewnętrznej stronie, znajdują się poza tym jeszcze dwa tak zwane Station Stones (kamienie przystanki); co się zaś tyczy dwóch kolejnych brakujących Station Stones, to można przynajmniej wskazać ich pierwotną lokalizację. I w końcu poza okrągłym wałem wznosi się Heel Stone, a konkretnie w prowadzącej do północno-wschodniego wejścia „alei”, którą również otaczają nasypy. Heel Stone mierzy ponad 5 metrów i jest nieociosany4. Ustawiono go nieco poza osią całej formacji – albo stał tam już, gdy rozpoczęto budowę.

Archeolodzy badający Stonehenge muszą rozwiązać nie tylko zagadkę kamieni, ale też otworów w ziemi, z których część wciąż się zachowała. Szczególną uwagę zwracają na siebie trzy koncentryczne kręgi otworów, które otrzymały następujące nazwy: jamy Aubreya (zewnętrzny krąg) oraz jamy X i jamy Y (kręgi wewnętrzne). Oczywiście w obrębie kręgów dokonano także innego typu odkryć, znaleziono między innymi resztki popiołu, kości zwierzęce oraz narzędzia. Przedmioty te pozwalają odtworzyć historię tego miejsca, choć czasem mogą też wiele zagmatwać.

Czym więc było Stonehenge? Miejscem pochówku, w którego aranżację włożono mnóstwo pracy? Miejscem zgromadzeń wyznawców jakiegoś kultu i odprawiania archaicznych rytuałów? Kamienną formacją do obserwacji ciał niebieskich, umożliwiającą opracowanie kalendarza lub nawet przepowiadanie zjawisk astronomicznych bądź astrologicznych? A może tajemnicze kamienne kręgi pełniły jakąś całkiem inną funkcję? Może służyły prehistorycznym mędrcom do zgłębiania tajemnic świata? Niezależnie od tego, jakie było pierwotne przeznaczenie obiektu, jego twórcy musieli być silnie zmotywowani, żeby wznieść taką monumentalną budowlę przy tak bardzo ograniczonych możliwościach technologicznych. Budowa Stonehenge trwała przez wiele pokoleń. Budowniczowie wykonali ogromną pracę, wykazując się przy tym zdumiewającą precyzją i cierpliwością. I pomyśleć, że dokonali tego ludzie, których uważamy za prymitywnych jaskiniowców porozumiewających się ze sobą niczym zwierzęta za pomocą bełkotliwych dźwięków.

Jeśli chodzi o nazwę Stonehenge, to uznaje się ją za stosunkowo nową. Być może powstała w średniowieczu, więc niewykluczone, że liczy prawie tysiąc lat. Jednakże w wiekach średnich budowla miała około 2,5 tysiąca lat, zatem już wtedy można było powiedzieć, że od zamierzchłych czasów jest elementem krajobrazu południowej Anglii. I już wtedy stanowiła zagadkę, ponieważ zapomniano o jej przeznaczeniu, jeszcze zanim rozwinęła się kultura piśmienna, tak więc nie mogły powstać żadne zapisy na ten temat. Neolityczni budowniczowie i użytkownicy z pewnością używali innej nazwy, ale przepadła ona na zawsze.

Ogólnie rzecz biorąc, ludzie długo nic nie wiedzieli o istnieniu Stonehenge. Dopiero na początku XII wieku – trzy ćwierćwiecza po inwazji Normanów na Anglię – nowy biskup Lincoln, Alexander z Blois, zlecił swojemu arcydiakonowi Henry’emu z Huntingdon spisanie historii Anglii. W niej kronikarz wymienił stanengesjako jedną z czterech „atrakcji turystycznych” kraju, przy czym opisał kamienie zdumiewającej wielkości, ustawione na kształt wielkich bram, stwierdzając jednocześnie, że nie wiadomo, jak coś takiego powstało. Wyraz stanengesw języku staroangielskim oznacza albo „wiszący kamień”, co może się odnosić do górnych głazów ułożonych poziomo na pionowych głazach dolnych, a więc niejako zawieszonych, albo… kamienne szubienice.

A więc co najmniej od XII wieku ludzie próbują odkryć tajemnicę Stonehenge. Wyjaśnienia udzielił inny brytyjski kronikarz, żyjący niemal w tym samym czasie co Henry z Huntingdon. Chodzi mianowicie o Geoffreya z Monmouth, którego historyczne dzieło wywarło znaczący wpływ na średniowieczne postrzeganie Anglii i jej przeszłości. Opisał on, jak w 485 roku n.e., to znaczy w okresie podboju Anglii przez Anglosasów (ponad 500 lat przed inwazją Normanów), legendarny czarodziej Merlin na pamiątkę bitwy i ku bezgranicznemu zdumieniu obecnych tam śmiertelników przeniósł kamienną formację z Irlandii i ustawił ją w Wiltshire. Ale nawet w średniowieczu podawano w wątpliwość zapisy w kronice Geoffreya, gdyż dopuszczał się różnych nieścisłości. Niemniej jednak jego dzieło odniosło sukces w pełnym tego słowa znaczeniu, a historia Merlina i Stonehenge była gorliwie powtarzana, przy czym coraz bardziej ją ubarwiano. Jeszcze w pierwszej połowie XVI wieku włoski uczony i humanista Polydore Vergil, który długo mieszkał w Anglii, uznawał Merlina – najbardziej chyba znanego czarodzieja i nauczyciela legendarnego króla Artura – za budowniczego Stonehenge.

Z biegiem czasu starożytne kamienne kręgi doczekały się kolejnych interpretacji: uznano je za rzymską świątynię, miejsce koronacji duńskich królów Anglii (w latach 1016–1042), budowlę Fenicjan albo też pozostałość po Celtach. Ta ostatnia koncepcja została po raz pierwszy przedstawiona przez Johna Aubreya pod koniec XVII wieku. Naukowiec, od którego nazwiska wzięły nazwę jamy jednego z koncentrycznych kręgów, uważał, że formacja była świątynią druidów, czyli słynnych celtyckich kapłanów, o których w sumie aż do teraz wiemy niewiele, a w każdym razie mniej, niżby się wydawało. Poza tym Stonehenge do dziś jest źródłem inspiracji dla pisarzy fantasy oraz tłem mniej lub bardziej absurdalnych historii.

Nowe fakty dotyczące Stonehenge ujrzały światło dzienne, dopiero gdy powstała nowa dyscyplina naukowa, a mianowicie archeologia. Choć jej początki sięgają XVIII wieku, na dobre rozwinęła się dopiero w wieku XIX. Jeśli jakaś kultura nie pozostawia po sobie świadectw piśmiennych, to kluczową rolę odgrywają znaleziska archeologiczne. Są obiektem badań, na podstawie których wyciąga się wnioski i formułuje sądy o zamierzchłej kulturze. Znalezione w Stonehenge narzędzia i ślady na głazach świadczą o tym, że kamienie sarsenowe zostały ustawione w późnym neolicie, a więc pod koniec młodszej epoki kamienia, po której nastąpiła epoka brązu.

Żmudne badania mikroskopijnie małych śladów na kamieniu i spory koncepcyjne archeologów nie są dla zainteresowanych tematem laików ani tak zrozumiałe, ani tak interesujące jak hipotezy na temat astronomicznego charakteru Stonehenge. Otóż na początku XX wieku zaczęto snuć rozważania dotyczące związku ustawienia tej formacji z astronomią, czerpano przy tym z wiedzy zdobytej podczas badań greckich i egipskich miejsc kultu. Furorę zrobiła książka wydana w latach 60. – kiedy to temat ten był szczególnie modny. W tej publikacji Stonehenge zostało opisane jako swego rodzaju prehistoryczny komputer służący do wyliczania zaćmień Księżyca i wyznaczania położenia konstelacji gwiazd na sklepieniu niebieskim. Abstrahując od żądzy sensacji, za tego typu domysłami kryje się zwykła ludzka słabość, od której nie są wolni (a przynajmniej nie zawsze) także historycy, badacze starożytności i archeolodzy. Chodzi mianowicie o to, że na ocenę dawno minionych czasów stosunkowo często wpływ mają osobiste doświadczenia i własna przynależność kulturowa. Dlatego też ludziom innych epok przypisywane są niekiedy z gruntu fałszywe cechy i motywacje. Bo po co prehistoryczni ludzie mieliby przeprowadzać tak skomplikowane obserwacje astronomiczne? I chociaż w książce dało się zauważyć błędy w obliczeniach i archeologiczne przekłamania, to wielu zainteresowanych tematem czytelników z zachwytem przyjęło taką wizję przodków współczesnego człowieka – żałosnej istoty, która straciła kontakt z naturą i zapomniała o starożytnych tajemnicach. Zgodnie z tym wyobrażeniem nasi twardo stąpający po ziemi i obdarzeni niezwykłą mądrością protoplaści z matematyczną precyzją wybudowali zagadkowe kamienne kręgi, a do tego spoglądając w niebo, potrafili bez jakiejkolwiek współczesnej technologii orzec, na czym opiera się świat. Im więcej odkryć dokonuje nauka, tym bardziej odziera świat z magii, samą siebie czyniąc przy tym mniej pociągającą, a przez to ludzie łatwiej ulegają ezoterycznym ideom. A Stonehenge stanowi idealną podstawę dla tego rodzaju koncepcji: rzekomo prehistoryczny astronomiczny kalendarz i miejsce celebrowania starożytnych kultów wywołuje dreszcz emocji i tęsknotę za odległą przeszłością.

Pomińmy jednak wszystkie te arcyciekawe i ekscytujące hipotezy. Co byśmy usłyszeli od badaczy, którzy zajmowali się tą imponującą budowlą, gdyby w oparciu o wyniki niezliczonych badań archeologicznych dokonano jej rzetelnej analizy?

Już od dawna jesteśmy przyzwyczajeni do zdumiewających możliwości współczesnej archeologii i jej nauk pomocniczych. Naukowcy są w stanie określić, kiedy został pogrzebany, skąd pochodził i na co umarł człowiek, po którym pozostała tylko kupka skruszałych kości. Za pomocą analizy pyłkowej gleby można zrekonstruować historię rolnictwa na danym terenie na przestrzeni tysięcy lat. Po zbadaniu prehistorycznych dołów, do których wyrzucano odpadki, da się dokładnie ustalić, co trafiało na stół w osadzie z epoki kamienia, i wreszcie – co może być szczególnie przydatne przy Stonehenge – opracowano metodę datowania radiowęglowego: na podstawie rozpadu promieniotwórczego izotopu węgla 14C można precyzyjnie określić wiek materii organicznej.

Podczas żmudnych prac wykopaliskowych przeanalizowano wiele tysięcy znalezisk; czasem z pomocą przychodził łut szczęścia. W toku tych badań archeolodzy zrekonstruowali etapy powstawania Stonehenge. Może ich ustalenia nie są kompletne, niemniej jednak dość obszerne. Szczególnie istotne jest stwierdzenie, że obiekt był używany przez długi czas, ulegał przebudowom, a okresowo całkowicie go zaniedbywano, o ile nie całkiem porzucano. Co do wielu szczegółów specjaliści zagorzale się spierają. Brak zgodności to nie tylko motywacja dla następnych pokoleń naukowców, ale i coś zrozumiałego i nieuniknionego. Ustalenia archeologów i historyków do pewnego stopnia są kwestią interpretacji. Gdy dochodzi do oceny znalezisk, zdania ekspertów często są podzielone. Przy Stonehenge sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że nie mamy tu do czynienia z miejscem jak z ilustracji w podręczniku archeologii, gdzie w łatwych do rozróżnienia warstwach ziemi znajdują się cenne przedmioty. Tutejsze znaleziska nie dają się jednoznacznie przyporządkować do danej epoki, nie leżą starannie posortowane w oczekiwaniu na swoich odkrywców. Stonehenge nie ułatwia archeologom pracy. Trudno tu rozróżnić pokłady ziemi odpowiadające poszczególnym okresom, teren jest rozległy, a warstwa kryjąca w sobie znaleziska stosunkowo cienka.

Na długo przed wzniesieniem Stonehenge ćwierć kilometra na północny zachód od jego obecnej lokalizacji ustawiono trzy drewniane pale. Miało to miejsce już między 8000 a 7000 rokiem p.n.e., a więc jeszcze w środkowej epoce kamienia – mezolicie, gdy w okolicy żyła mała społeczność myśliwych i zbieraczy. Nie wiadomo, czy pale służyły naszym przodkom jako punkt orientacyjny w terenie, czy do celów religijnych. Właściwe prace przy Stonehenge I zaczęły się około 3000 roku p.n.e., a więc przed pięcioma tysiącami lat, licząc od teraz. Usypano wtedy zewnętrzny wał, który musiał mieć wysokość prawie 2 metrów, chociaż dzisiaj ledwo można go wypatrzyć. Żeby wyznaczyć regularny okrąg, posłużono się prawdopodobnie metodą najprostszą z możliwych: wbito w ziemię pal, przymocowano do niego linę, w tym wypadku o długości około 55 metrów, i zaznaczono za jej pomocą okrąg. Wzdłuż okręgu wykopano rów, a z wydobytej w ten sposób ziemi usypano wał – lśniąco biały i tym samym z daleka widoczny, ponieważ tuż poniżej darniny od razu występuje podłoże kredowe. Formacja otrzymała przynajmniej dwa wejścia: jedno na północnym wschodzie, drugie na południu.

Z tego pierwszego okresu, kiedy tę krainę zamieszkiwali ludzie coraz intensywniej uprawiający rolę, a tereny wokół Stonehenge już od dawna miały znaczenie kultowe, o czym świadczą chociażby okoliczne groby, pochodzi także 56 okrągłych jam Aubreya, których funkcja nadal pozostaje zagadką. Później, w drugiej fazie budowy, a więc do połowy trzeciego tysiąclecia, był tam składany popiół z ciał zmarłych, tak samo jak w pobliżu zewnętrznego rowu; pierwotnie jednak owe jamy mogły służyć jako fundamenty pod niewielkie drewniane pale ustawiane w kręgu. Tego typu drewniane kręgi z tego samego okresu są dobrze znane z innych miejsc w Anglii, ale ze względu na zniszczenie materiału można jedynie ogólnie odtworzyć ich plan. Poza tym do Stonehenge II doprowadzono przynajmniej część drogi, która wiedzie do wejścia usytuowanego od strony północno-wschodniej.

Około 2500 roku p.n.e., wraz z rozpoczęciem najbardziej intensywnej trzeciej fazy budowy, architekci Stonehenge zamienili drewno na nowy materiał budowlany – kamień, któremu budowla zawdzięcza swoją dzisiejszą nazwę. Drugim ważnym zabiegiem było przesunięcie osi obiektu na północny wschód, dokładnie tam, gdzie wschodzi słońce w momencie przesilenia letniego, ewentualnie w przeciwną stronę – z myślą o świcie w najkrótszy dzień roku, w czasie przesilenia zimowego.

Początkowo sprowadzono około 85 niebieskich kamieni, z których każdy ważył w przybliżeniu 4 tony, z terenu oddalonego aż o 250 kilometrów – z Preseli Mountains w zachodniej Walii. Przez długi czas nie było wiadomo, w jaki sposób te olbrzymie bloki skalne pokonywały drogę do hrabstwa Wiltshire. Między innymi dlatego w średniowieczu sądzono, że zostały przeniesione w to miejsce przez czarodzieja Merlina; po kimś takim można się było spodziewać, że byłby w stanie tego dokonać. Zwykli ludzie – jak uważano – nie dysponowali niezbędną wiedzą technologiczną. Według jednej z teorii kamienne bloki już wcześniej dotarły do południowej Anglii – przeniesione tu przez lodowce, ale tę koncepcję odrzuca większość ekspertów. Przypuszczalnie kamienie były wymuszonym lub dobrowolnym darem ludności zamieszkującej Preseli Mountains, a ludzie żyjący w młodszej epoce kamienia faktycznie przetransportowali je na wyznaczone miejsce – albo za pomocą łodzi wzdłuż zachodniego i południowego wybrzeża i dalej na północ rzeką Avon, która przepływa tuż koło Stonehenge, albo częściowo drogą lądową, a potem – jak w przypadku olbrzymich kamiennych prostopadłościanów, które posłużyły jako budulec podczas wznoszenia egipskich piramid – na saniach po podłożonych drewnianych palach pełniących funkcję walców transportowych.

Z tych niebieskich kamieni wzniesiono w Stonehenge podwójny krąg wokół centralnego punktu formacji, mający się składać z 82 kamieni, jednak nigdy go nie ukończono. W tamtym okresie wydłużono też drogę dojazdową prowadzącą do północno-wschodniego wejścia po rzekę Avon.

Około 2400 roku p.n.e., gdy około połowy kamieni znalazło się na docelowym miejscu, zmieniła się koncepcja i budowa Stonehenge III wkroczyła w swoją drugą fazę. Z powodów, o których teraz można już tylko spekulować (przykładowo kluczową rolę mogły odegrać wzajemne relacje między mieszkańcami różnych okolic, a używane na tym etapie kamienie sarsenowe być może były prezentem), został wzniesiony znany nam z niezliczonych ilustracji okręg kamienny, który po ukończeniu składał się z 30 głazów tworzących pionowe kolumny i z takiej samej liczby (mniejszych) kamieni ułożonych na nich poziomo. Ta konstrukcja stanowi także ciekawostkę dla specjalistów w zakresie kamiennych budowli z okresu młodszego kamienia łupanego, ponieważ w przypadku megalitycznego kręgu krytego kamieniami wykorzystano technikę stosowaną przy budowaniu z drewna – pod tym względem Stonehenge jest wyjątkowe. Ponadto wewnętrzną podkowę wykonano z pięciu trylitów sarsenowych. Kamienie sarsenowe pochodzą z północnego Wiltshire, z miejsca oddalonego od Stonehenge o około 40 kilometrów. Szczególnie trudnym zadaniem było podniesienie wierzchnich kamieni – prawdopodobnie w tym celu budowano pod głazem rusztowanie z drewna, które pięło się w górę, aż ten dosięgnął górnej krawędzi kamiennej kolumny. Dopuszcza się także inną możliwość – usypanie wału ziemnego pod kamieniem.

I w końcu w dalszych fazach budowy Stonehenge III – w stuleciu przed i po 2000 roku p.n.e. – walijskie błękitne głazy ustawiono w dwóch rzędach (krąg i podkowa), zgodnie z nową formacją kamiennego kręgu. Około 1700 roku p.n.e. doszły dwa kolejne kręgi jam Z i Y, ale nie udało się dotąd dotrzeć do znalezisk z tamtych czasów, na podstawie których można by wnioskować na temat działań budowlanych i korzystania ze Stonehenge.

Taką wersję historii dotyczącej etapów powstawania megalitycznego kręgu uznaje się za stosunkowo pewną, mimo że istnieją różniące się od niej opinie naukowców. Trudniej przychodzi specjalistom określenie celu wzniesienia budowli i powodu, dla którego ją porzucono. Jest to związane z koniecznością snucia przypuszczeń, ponieważ nie ma materiału pozwalającego na wyciągnięcie jednoznacznych wniosków, a do tego typu działań archeolodzy ze względu na swój profesjonalizm czują szczególną niechęć. Można jednak formułować pewne hipotezy, biorąc pod uwagę dotychczasowe ustalenia dotyczące czasów, kiedy powstawało Stonehenge, i zmian, które wtedy zachodziły.

W długiej historii ludzkości wiele było punktów zwrotnych, chociażby przyjęcie postawy stojącej, zdobycie umiejętności rozpalania ognia, wynalezienie koła, pługu albo strzemienia czy potem – w epokach późniejszych, nieco bliższych współczesności – rozwój druku książkowego, rewolucja przemysłowa zapoczątkowana wynalezieniem maszyny parowej i skonstruowanie pierwszego komputera. Wszystkie te innowacje stały się ważnym drogowskazami, ponieważ otworzyły przed człowiekiem całkiem nowe perspektywy i tym samym umożliwiły znaczący postęp cywilizacyjny. Do tych najistotniejszych wynalazków ludzkości, abstrahując od metafizycznych doznań, można dodać jeszcze jeden – religię. Nawet jeśli ktoś nie chce przyjąć do wiadomości, że religijne wyobrażenia wynikały głównie z lęku przed nieuniknioną śmiercią, to musi uznać, iż myślenie religijne było jednym z najwcześniejszych ludzkich ćwiczeń intelektualnych.

Z powodu braku źródeł pisanych trudno jest opisać kulty i praktyki religijne prehistorycznych ludzi, ale pewne hipotezy można formułować w oparciu o ustalenia dotyczące ówczesnych warunków życia, badania szczątków oraz wiedzę z dziedziny antropologii i religioznawstwa. Myślenie religijne zaczęło się z chwilą, gdy człowiek począł zastanawiać się nad swoim otoczeniem, poszukiwać wyjaśnień dla tego wszystkiego, co go otaczało, a czego nie rozumiał. Nam – współczesnym ludziom – ciężko jest objąć rozumem takie podejście do świata. Sami przecież często nie rozumiemy wszystkich zjawisk zachodzących na Ziemi i we wszechświecie, ale na ogół podchodzimy do nich z beztroską, przekonani, że zostały już zbadane, a nawet jeśli nie, to pewnie kiedyś zostaną. W dzisiejszych czasach ludzkość dysponuje ogromną wiedzą, do której zgromadzenia potrzeba było tysiącleci. My natomiast chętnie wierzymy w to, że wszystko da się jakoś wytłumaczyć. Obecnie możemy swobodnie decydować, czy chcemy wyznawać jakąś religię, czy nie, ale przez większą część dziejów ludzie nie mieli alternatywy, nie mogli decydować o swojej wierze ani wyzbyć się specyficznego ludzkiego dążenia do tego, by pojąć własne istnienie i jego zastraszającą skończoność. Myślenie religijne było nieuniknione – tylko ono pozwalało wyjaśnić tajemnice świata i ludzkiej egzystencji. Niektórzy specjaliści – w pewnym sensie słusznie – wychodzą z założenia, że doświadczenie religijne to początek ludzkości, a więc początek ludzkiej świadomości.

Rozwijająca się religijność odnosiła się do kosmosu; wierzono, że świat stanowi uduchowioną, świętą całość. Wszystko w nim miało swoje miejsce. W każdej roślinie i w każdym życiu ludzkim wyrażała się zasada wiecznego powrotu, to samo dotyczyło ciągłych, a jednocześnie tajemniczych zjawisk na niebie i cykliczności pór roku. Wobec takich spostrzeżeń także śmierć nie była ostatecznością, lecz warunkiem ponownego narodzenia; dotyczyło to zarówno człowieka, jak i każdego źdźbła trawy. Od wielu tysiącleci ludzie grzebią umarłych – dają tym samym wyraz swojej religijności i przekonaniu, że śmierć fizyczna nie oznacza absolutnego końca ludzkiej egzystencji. Wygląd dawnych miejsc pochówku wyraźnie świadczy o tym, że śmierć traktowano jako coś ważnego; gdyby było inaczej, nasi przodkowie nie okazywaliby swoim zmarłym takiego szacunku. Zachowanie łączności z poprzednimi pokoleniami sprawiało, że teraźniejszość i przyszłość zyskiwały dodatkowy sens.

Czas „wynalezienia” religii można oszacować jedynie w przybliżeniu, ale inny znaczący przewrót da się stosunkowo dokładnie zlokalizować w czasie: około 8000 roku p.n.e., a więc 10 tysiącleci temu, licząc od współczesności, miał miejsce początek młodszej epoki kamienia i w jej późnej fazie rozpoczęto budowę Stonehenge. Epoka ta trwała w Europie mniej więcej do 2500 roku p.n.e. i przeszła w epokę brązu. Specjaliści mówią o neolicie, a za kamień milowy w rozwoju ówczesnego człowieka uznają „rewolucję neolityczną”. Nazwa ta jest wprawdzie w ścisłym sensie niewłaściwa, bo zmiany trwały przez wiele stuleci (w odróżnieniu od szybkiej jak strzała rewolucji), z drugiej zaś strony zaszły, choć powolnie, przemiany rewolucyjne: człowiek z myśliwego i zbieracza zmienił się w rolnika i hodowcę, przez co zaczął prowadzić osiadły tryb życia. Zamiast podążać za pożywieniem i koczować, osiedlał się na stałe i był aktywny w miejscu zamieszkania. Stanowiło to początek dalszej drogi: budowy miast, tworzenia państw, kultury wysokiej, uprzemysłowienia, nowoczesności. W różnych regionach świata i w różnych czasach, począwszy od Bliskiego Wschodu, stopniowo następowało przejście od gospodarki zbieracko-łowieckiej do tej związanej z rolnictwem i hodowlą.

Rozwój gospodarki wiązał się z różnymi zmianami: uprawa roli, a więc roślin, które wcześniej zbierano jako dziko rosnące, wymagała zdobycia nowej wiedzy oraz nowych narzędzi. Nie wystarczał już kawałek łupanego kamienia, trzeba go było umiejętnie wyszlifować. Ze względu na perspektywę życia w jednym miejscu budowano solidne domostwa oraz produkowano naczynia do przechowywania zapasów. W ludzkich osadach wprowadzono podział pracy. Produkcja żywności stopniowo stawała się coraz wydajniejsza, w związku z czym niektórych członków społeczności zwolniono z obowiązku pracy. Stosowano symboliczne znaki, które były pierwszym krokiem w kierunku rozwoju pisma. Uprawa roli i hodowla bydła zapewniające społeczności większą ilość pożywienia skutkowały wzrostem liczby ludności; dodatkowo ludzie czuli się związani z własną ziemią, a to stanowiło zarzewie konfliktów między większymi grupami. Na tym etapie nie może być już mowy o jaskiniowcach komunikujących się ze sobą za pomocą bełkotliwych dźwięków.

Na początku wszyscy byli sobie równi, co można stwierdzić na podstawie budynków mieszkalnych i przedmiotów wkładanych do grobów. Trudno wskazać, kiedy zaczęły się wyodrębniać warstwy społeczne, kiedy poszczególne jednostki zyskały autorytet, a różnice między członkami społeczności stały się wyraźne. Budowa Stonehenge – przedsięwzięcie z niesamowitym rozmachem – wiązała się z wysiłkiem wielu pokoleń; nie da się jednak wyjaśnić, czy ludzie, którzy przyczynili się do powstania obiektu, z własnej woli poświęcili na jego budowę wiele milionów godzin ciężkiej pracy, czy ich do tego przymuszono.

Te dwa rewolucyjne osiągnięcia na wczesnym etapie rozwoju ludzkości – religia i osiadły tryb życia – pozwalają na miarodajną ocenę Stonehenge, wymagającego ponadludzkich umiejętności monumentu z epoki kamiennej, który zbudowano bez interwencji czarodzieja. Osiadły tryb życia diametralnie różnił się od stałych wędrówek z jednego terenu łowieckiego do następnego i z jednego terenu zbierackiego do drugiego. Wraz z nim zmienił się sposób odprawiania rytuałów. W okresie koczownictwa wykorzystywano różne miejsca, osadnicy natomiast wyznaczali teren, który w ich mniemaniu był odpowiedni do obrządków religijnych i należycie go do tego przystosowywali. Jednym z takich miejsc, do dzisiaj szczególnie imponującym, jest Stonehenge położone na równinie Salisbury. Kraina ta od setek lat uważana jest za świętą i obfituje w inne obiekty sakralne.

Wraz z przejściem do osiadłego stylu życia znaczenia nabrała cykliczność pór roku, a tym samym wzrosło zainteresowanie ruchem gwiazd, przede wszystkim Słońca. Ludzka egzystencja zaczęła zależeć od uprawy roli, a rolnicy przywiązani do jednego miejsca czuli się zależni od zmian zachodzących w przyrodzie. Wieczny cykl stawania się i przemijania nabrał szczególnego znaczenia. Osiadłość ułatwiła obserwacje astronomiczne. Ludzie coraz częściej wznosili oczy ku pełnemu tajemnic niebu w poszukiwaniu wskazówek dotyczących pogody. Pragnęli się dowiedzieć, kiedy należy wysiewać roślinność i kiedy można się spodziewać zbioru plonów. Z tego też względu oddawali niebu cześć, tak samo traktowali żyzną ziemię, która ich żywiła.

Budulcem symbolizującym trwałość w nieskończonym cyklu narodzin, życia, śmierci oraz ponownych narodzin był kamień, stanowiący długowieczne miejsce spoczynku dla duszy zmarłego. Świadczą o tym nie tylko kamienne kręgi, których są w Europie setki – chociaż zwykle nie są one tak spektakularne jak Stonehenge – ale też inne znaleziska archeologiczne. Współcześnie uznaje się głaz raczej za martwą materię, a śmierć za definitywny koniec istnienia, ale ludzie młodszej epoki kamiennej – myślący o swojej egzystencji jako o cyklu – uznawali śmierć za początek nowego istnienia, za ponowne narodziny – podobnie jak w przyrodzie, gdy po zimie natura budzi się do nowego życia. Tak więc w ich przekonaniu pozornie martwy kamień krył w sobie nowe życie, być może dlatego używano go do budowania grobowców i konstrukcji takich jak Stonehenge. Nie wspominając o tym, że nieprzemijalny kamień posiadał w rytualno-symbolicznym myśleniu niesamowitą moc. Używanie ogromnych głazów miało więc wówczas swoje uzasadnienie i stanowi charakterystyczną cechę tamtych czasów, stąd słuszne jest określanie ówczesnej kultury mianem „megalitycznej”.

W takich okolicznościach wybudowano Stonehenge, chociaż trudno o jednoznaczne opinie na temat jego powstania, a kwestii spornych jest tak dużo, że książki na ten temat zapełniają wiele półek. Niemniej jednak mamy tu do czynienia z monumentem o charakterze religijnym, który służył jako miejsce pochówków, składania ofiar i odbywania zgromadzeń. Ludzie neolitu usytuowali go względem stron świata również w związku z kultem. W młodszej epoce kamienia ciałom niebieskim widocznym z Ziemi przypisywano szczególne znaczenie, ponieważ stanowiły one zagadkę i organizowały ludzkie życie. Chodziło przede wszystkim o Słońce, które wyznaczało rytm dnia i roku, ale również o Księżyc i jego fazy. W przypadku Stonehenge, które nie jest jedyną prehistoryczną budowlą związaną z kultem, która służyła także do obserwacji nieba, usytuowanie względem stron świata przypuszczalnie zostało zmienione dlatego, że początkowo krąg służył do obserwacji Księżyca, a potem Słońca.

Stonehenge można więc nazwać prehistorycznym obserwatorium, ale z pewną dozą ostrożności, ponieważ nie zostało wzniesione jako obiekt do obserwacji astronomicznych w naszym rozumieniu – nie miało też być narzędziem do rozwikłania rzekomych tajemnic świata. Astronomiczna orientacja budowli służyła celom religijnym, kultowym. Niemniej jednak taka budowla, wznoszona przez setki lat wysiłkiem wielu ludzi, mogła też mieć znaczenie praktyczne: obserwacja Słońca i Księżyca oraz innych widocznych gołym okiem ciał niebieskich pozwalała określić odpowiedni czas na siew i żniwa i wyznaczyć regularnie powtarzające się dni świąteczne. Granice między „świeckim” a religijnym przeznaczeniem Stonehenge były przy tym tak płynne, jak mocno splecione są ze sobą codzienne życie i mityczne wyobrażenia, a więc praktycznie nie dało się ich od siebie odróżnić. Zabezpieczenie bytu posiadało zatem wymiar kultowy, tak samo jak ziemia, która człowieka żywiła, i Słońce, które dawało mu życie. Najprawdopodobniej szczególnie ważnymi świętymi były równonoce, a więc momenty przesilenia zimowego i letniego, jako najistotniejsze dni w całym cyklu rocznym. Usytuowanie Stonehenge związane jest właśnie z nimi i ich wizualnymi efektami dającymi się w tym czasie zaobserwować w obrębie kręgu5. Wszelkie inne interpretacje dotyczące Stonehenge pozostają spekulacjami i w żaden sposób się nie przyczynią do lepszego zrozumienia ludzi z okresu neolitu i brązu oraz świata, w którym żyli.

Choć cały kompleks pozostaje pod wieloma względami zagadkowy, można sobie wyobrazić tłum wybrańców w samym jego środku w jeden określony dzień; w momencie przesilenia letniego konstelacja na niebie i zbudowane przez człowieka megalityczne kręgi tworzą spektakularne widowisko. Gdy pierwszy promień wschodzącego słońca wdziera się między Heel Stone a jego zaginiony odpowiednik, między Slaughter Stone i jego odpowiednik oraz między ustawione parami kamienie kręgu sarsenowego i podkowę z bluestonesi dociera do centrum formacji, można się czuć jednocześnie wyobcowanym ze świata i całkiem mu bliskim. A więc niewykluczone, że ludzie ze Stonehenge zbierali się wśród kamieni, by tam z satysfakcją oddawać hołd swoim przodkom, którzy zadali sobie trud stworzenia Stonehenge, który to nie poszedł na marne.

AKROPOL, ATENY/GRECJA

Pomysł stworzenia listy najznakomitszych arcydzieł budowlanych zrodził się ponad 2 tysiące lat temu. Popularność starożytnych cudów świata trwa nadal, chociaż – poza egipskimi piramidami – nie przetrwały one do dzisiejszych czasów. Antyczni twórcy tego typu list pochodzili w większości z greckich państw okresu klasycznego, kilku żyło zaś w krajach, które Aleksander Wielki wcielił do swojego imperium. Na współczesnej liście „nowych cudów świata” znalazł się słynny w świecie grecki kompleks architektoniczny, którego starożytni nie uwzględnili w swoich „rankingach”. W kilku średniowiecznych zestawieniach pojawiała się natomiast tylko jego najbardziej znana część – budynek o nazwie Partenon. Chodzi o spuściznę po starożytnej Grecji, do której aż po dzisiejsze czasy nawiązuje kultura w wielu częściach świata, a mianowicie o ateński Akropol. Jest on uważany za kwintesencję greckiego antyku. Dla Greków to symbol narodowej tożsamości, podobnie jak dla Chińczyków Wielki Mur Chiński, Niemców Brama Brandenburska lub dla Amerykanów waszyngtoński Kapitol, chociaż współczesna Grecja mało ma wspólnego z ateńskim miastem-państwem sprzed dwu i pół tysiąca lat. I wreszcie Akropol po dziś dzień jest chlubą Aten, a nieruchomości, z których okien widać go bezpośrednio, to dla właścicieli żyła złota.

Akropol, którego nazwa oznacza „górne miasto”, jest uważany za symbol rozkwitu polis Ateny w V wieku p.n.e., to jest w złotym okresie ateńskiej demokracji, do której nawiązują demokracje współczesne. Wtedy Akropol stanowił wizytówkę potężnych Aten, które odgrywały dominującą rolę w tak zwanym Ateńskim Związku Morskim. Mimo demokratycznego ustroju władze Aten bez skrupułów przeforsowały swoje przywództwo. Mieszkańcy innych greckich miast-państw należących do sojuszu, jak Naksos albo Samos, mogli się o tym przekonać na własnej skórze. Akropol w epoce klasycznej był symbolem polityki silnej ręki, ponieważ zarówno przyjaciołom, jak i wrogom dawał do zrozumienia, kto w Grecji rządzi.

Akropol towarzyszył starożytnej Grecji przez wieki. We wczesnej epoce mykeńskiej, tj. w drugim tysiącleciu p.n.e., Ateny – obok Myken i Pylosu na Peloponezie lub Teb w Beocji – stanowiły jedno z ważnych centrów życia społecznego. Jak w wielu podobnych ośrodkach wzniesiono tam pałac dla króla i jego administracji; budynek stanął na wzgórzu akropolskim, a później został rozbudowany o elementy obronne, aby mógł pełnić funkcję twierdzy. Wejście do Akropolu już wtedy znajdowało się po stronie zachodniej. Do dzisiaj tłumy turystów są witane przez Propyleje, kryjące w sobie pozostałości starszych bram. Pierwotnie wejście znajdowało się nieco z boku, w miejscu, gdzie obecnie wznosi się świątynia Ateny Nike. Dla okresu mykeńskiego charakterystyczny jest tak zwany mur cyklopów, którego pozostałości wciąż jeszcze istnieją. Miał on ponad 250 metrów długości i otaczał całe wzgórze, chroniąc Akropol, a na nim święte miejsca, które według przekazów zamieszkiwali Atena i Posejdon oraz legendarny założyciel miasta, Tezeusz. Około roku 1200 p.n.e., kiedy nastał kres kultury mykeńskiej, większość kwitnących greckich miast padła pod naporem napastników, ale nie Ateny, choć te także straciły na znaczeniu. Wprawdzie jeszcze przez jakiś czas odgrywały kluczową rolę, ale potem ważniejsze stały się inne ośrodki – jak chociażby Korynt – a Ateny utraciły wpływy, zmniejszyła się także liczba mieszkańców. Akropol pozostał jednak nadal centrum religijnym i miejscem odprawiania kultu. Ofiary początkowo gromadzone były pod gołym niebem, później w prostych budynkach. Swego czasu istniała tu pokaźna liczba skarbców – obecnie nie da się jednak precyzyjnie określić położenia ich pozostałości.

Pierwsza historycznie udokumentowana wzmianka o Akropolu dotyczy karczemnej awantury. Wówczas na wzgórzu stała już pierwsza duża świątynia, w której szczególną cześć oddawano Atenie. Sławny olimpionik Kylon, zięć panującego w sąsiedniej Megarze tyrana Teagenesa, chciał w roku 632 p.n.e. pójść w ślady teścia i zostać tyranem na Akropolu. Pragnął mieć pewność, że jego puczowi sprzyjać będą bogowie, więc zwrócił się do słynnej wyroczni w Delfach. Kapłanki świątyni Apollina słynęły z niejednoznacznych przepowiedni, przez co bardziej aroganccy z udających się tam z zapytaniem skłonni byli interpretować ich proroctwa według własnego uznania. Kylon chciał się dowiedzieć, jaki moment jest najwłaściwszy na dokonanie puczu. Wyrocznia oznajmiła, że będzie to „najważniejsze święto ku czci Zeusa”. Kylon uznał, że chodzi o igrzyska olimpijskie i zajął Akropol, gdy w Olimpii odbywały się zawody. Przewrót się jednak nie powiódł, a Kylon – mimo zapewnienia, że będzie mógł odejść bez szwanku – został zamordowany razem ze swoimi poplecznikami.

Brzemienne stulecie przed wielkim rozkwitem Aten i Akropolu jest czasem słynnych prawodawców Drakona i Solona, jednego z siedmiu greckich mędrców. Wzrost znaczenia Aten to przede wszystkim efekt reform Solona. Naszej wiedzy o Akropolu tamtych czasów nie zawdzięczamy wyłącznie zapisom skrupulatnych kronikarzy. Znaczenie mają tu również – paradoksalnie – późniejsze zniszczenia dokonane przez Persów. To, że Ateńczycy nie odbudowali zniszczonego miasta, ale zakopali tak zwane perskie rumowisko na wzgórzu, okazało się dla archeologów błogosławieństwem. Badania perskiego gruzowiska potwierdziły, że Akropol już wtedy był najważniejszym obiektem sakralnym w Grecji. Perski gruz dostarczył znalezisk dużo bogatszych niż świątynie w Delfach i w Olimpii z tej samej epoki. Ważne budowle późnego okresu klasycznego, których ruiny można dzisiaj podziwiać na Akropolu, wyglądały wcześniej nieco inaczej: na przykład sanktuarium Nike było pierwotnie ołtarzem, a Erechtejon i Partenon – po zniszczeniu podczas wojen perskich – odbudowano, wprowadzając pewne modyfikacje. Z perskiego rumowiska wydobyto także kilka spośród wielu – pierwotnie kolorowo pomalowanych – posągów, które swego czasu zdobiły Akropol. Przedstawiały one młodych mężczyzn i młode kobiety, ale także zwierzęta, w tym przede wszystkim sowę – święte zwierzę bogini Ateny i symbol mądrości.

Reformy Solona nie spowodowały trwałej konsolidacji ateńskiego państwa. W Atenach – podobnie jak w wielu innych miejscach w Grecji – nastał okres tyranii. W połowie VI wieku na Akropolu zasiadał Pizystrat, który zdołał go zająć dopiero przy trzeciej próbie. Według kronikarza Herodota za każdym razem Pizystrat uciekał się do podstępu, aby wywieść Ateńczyków w pole. Za pierwszym razem ten zasłużony dowódca udał, że grozi mu niebezpieczeństwo, i zajął Akropol z pomocą przyznanej mu straży przybocznej. Jednak przegnało go dwóch przeciwnych mu arystokratów. Przy drugiej próbie tyran posłał do miasta niezwykle urodziwą kobietę przebraną za Atenę. Nawoływała ona do przywrócenia tronu Pizystratowi, ale bezskutecznie. Tyran znowu został przegnany. Za trzecim razem zorganizował on pucz i ostatecznie osiągnął długotrwały sukces.

Jego rządy na Akropolu trudno nazwać prawdziwą tyranią, ponieważ troszczył się o potrzeby biednej ludności zamieszkującej Attykę. Organizował różne uroczystości, aby dostarczyć ludowi rozrywki, i próbował doprowadzić do ugody między skłóconymi rodami arystokratycznymi Aten. Za panowania Pizystrata nastąpił gospodarczy i kulturalny rozkwit całego regionu. Na Akropolu wybudowano wówczas sanktuarium Artemidy Brauronia i większą bramę. Wzgórze – będące niegdyś elitarnym miejscem dla władców i kapłanów – stało się dostępne także dla ludu. Na południowym zboczu Pizystrat kazał zbudować świątynię Dionizosa – corocznie na wiosnę obchodzono tam Dionizje – uroczystości ku czci tego ważnego dla Greków boga. Przy tej okazji zaczęto z czasem wystawiać sztuki teatralne pisane przez wybitnych greckich dramaturgów, Ajschylosa i Sofoklesa, Eurypidesa i Arystofanesa oraz innych. Te spektakle sprawiły, że Ateny stały się niezwykle popularne i dały początek teatrowi – do dzisiaj będącemu nieodłącznym składnikiem kultury. Tradycyjne święto ku czci Ateny Pizystrat zastąpił hucznymi Panatenajami, które co cztery lata przyciągały rzesze ludzi. Uroczystości te stały się w antycznej Grecji niezwykle ważnym wydarzeniem. Ich głównym elementem była procesja, która wychodziła z Eleuzis, miasta położonego 30 kilometrów na północny zachód od Aten, i zmierzała na Akropol.

Po śmierci Pizystrata rządy przejął syn Hipparch, którego zamordowano z powodów osobistych, nie politycznych. Po nim władzę objął jego brat Hippiasz, który rządził silną ręką. W 510 roku p.n.e. został wypędzony z Aten, ale nie przez swoich rodaków, lecz przez Spartan. Podczas gdy przebywał na wygnaniu w Persji, w Atenach wśród rodów arystokratycznych rozgorzał spór o wpływy polityczne.

Za czasów Klejstenesa pod koniec VI wieku p.n.e. przeprowadzono zasadnicze reformy wewnętrzne, wskutek których Ateny stały się państwem demokratycznym. Akropol zyskał czysto sakralny charakter. Jego najważniejsze sanktuarium poświęcono patronce miasta – Atenie Polias. Świątynie pełniły wówczas także inną funkcję. (Podobnie jak średniowieczne katedry, które – oprócz tego, że były miejscami gromadzenia się wiernych na modlitwie – przynosiły chwałę chrześcijaństwu). Budowle na ateńskim Akropolu stanowiły symbol wzrastającej potęgi Aten, które wkrótce miały odgrywać w Grecji rolę dominującą.

W czasie rządów Klejstenesa