12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat -  - ebook + audiobook

12 sprytnych sposobów, jak ocalić nasz świat ebook i audiobook

4,0

Opis

Jedząc mięso i jeżdżąc samochodem, też możesz uratować świat. Pożegnaj się tylko z każdorazowym spuszczaniem wody w toalecie.

Dobra wiadomość: żeby ratować świat, wcale nie musisz zostać weganinem-cyklistą, myjącym się dwa razy w tygodniu. Możesz zacząć od noszenia dżinsów lub czarnych sukienek, podwożenia dzieci sąsiadów, bezmięsnego postu raz w tygodniu albo urządzenia wśród współpracowników konkursu "jedna kartka dziennie". Praktycznych pomysłów w tej książce znajdziesz mnóstwo, a za ich sensowność ręczą autorzy - grupa ekspertów z WWF, czyli jednej z największych organizacji ekologicznych na świecie.

12 rozdziałów poświęconych jest kolejnym dziedzinom życia, od jedzenia i ubierania się po ekologiczne oszczędzanie, a wszystko to wzbogacone fascynującymi statystykami, niebanalnymi przykładami i niezwykle przystępnymi wyjaśnieniami. No i zilustrowane przez najbardziej zabawnego rysownika młodego pokolenia.

Jeśli dotąd wzbraniałeś się przed poradnikami ekologicznymi, odpuść sobie i sięgnij po tę książkę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 193

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 33 min

Lektor: Leszek Filipowicz

Popularność




 

Tytuł oryginału

12 SMALL ACTS TO SAVE OUR WORLD

Copyright © WWF, 2018.

All rights reserved.

Text by Emily Beaumont

First published in the United Kingdom by Century,

an imprint of Cornerstone.

Cornerstone is part of

the Penguin Random House Group of companies.

Projekt okładki i ilustracje w środku

Andrzej Rysuje Milewski

andrzejrysuje.pl

Konsultacja i adaptacja do polskich warunków

Magda Wieczerzyńska, WWF Polska

Redaktor prowadząca

Milena Rachid Chehab

Redakcja

Joanna Popiołek

Korekta

Katarzyna Kusojć

Bożena Hulewicz

ISBN 978-83-8169-880-1

Warszawa 2020

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

 

 

Przedmowa Bena Fogle’a, ambasadora WWF oraz patrona dzikiej przyrody z ramienia ONZ

Wbrew temu, w co każe ci wierzyć Hollywood, nie musisz być Czarną Panterą, Thorem ani Wonder Woman, żeby ocalić naszą planetę.

Kto z nas by tego nie chciał: oczyścić oceany, ochronić obszary strefy polarnej, zmniejszyć pozostającą po nas ilość plastiku? Kto nie chciałby uniknąć najgorszych następstw zmian klimatycznych, odżywiać się żywnością nienaruszającą równowagi ekologicznej oraz powstrzymać niszczenia środowisk życia zdumiewających gatunków zwierząt całej planety?

Kto nie chciałby stanąć do walki w imię ocalenia świata niczym Batman – krzyżowiec w pelerynie?

Zaliczam się do szczęściarzy, ponieważ miałem możność pojechać do każdego zakątka globu, a samo piękno naszego wspólnego domu nie przestaje mnie zdumiewać, oszałamiać i elektryzować. Jednakże coraz mocniej też rozwścieczają i przygnębiają mnie wyrządzane przez nas szkody oraz tempo, w jakim ich dokonujemy.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które w pełni pojmuje czynione przez ludzkość spustoszenia. Jesteśmy też ostatnim, które może odwrócić bieg spraw i nadać mu właściwy kierunek – dla zdrowia, dostatku i bezpieczeństwa naszych dzieci, wnuków i przyszłych pokoleń.

Wielu z nas uważa kwestie takie jak zmiany klimatyczne i wycinanie lasów za beznadziejne, a rozwiązania mające im zaradzić za jeszcze bardziej skomplikowane. Co naprawdę mogę zrobić w codziennym życiu, żeby coś zmienić? Jaki sens ma oddawanie przeze mnie odpadów do przetwarzania albo nieużywanie plastikowych słomek, skoro wielkie firmy nie chcą wprowadzać zmian? Od czego mam zacząć?

No cóż, książka, którą trzymasz w rękach, jest skierowana do nas wszystkich – bohaterów codzienności, którzy muszą robić zakupy na cały tydzień, pakować dzieciom posiłki do szkoły i zmagać się z wymaganiami współczesnego życia. Została napisana we współpracy ze wspaniałymi ludźmi ze Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (World Wide Fund for Nature, WWF), a wypełniają ją opisy drobnych, prostych, możliwych do przeprowadzenia działań, które mogą mieć ogromny wpływ na ocalenie naszej planety. Jeśli chcesz, możesz do lektury włożyć maskę i pelerynę Batmana.

Nie budzi większego zaskoczenia fakt, że wskutek wielkiego tempa życia w XXI wieku przyzwyczailiśmy się chadzać na skróty i nabraliśmy złych przyzwyczajeń. Używane na co dzień plastikowe opakowania do żywności oraz butelki na wodę zostały wymyślone po to, żeby nasze produkty dłużej zachowały świeżość. Rywalizacja w zaopatrywaniu nas w jak najtańszą odzież lub energię może obniżać płacone przez nas rachunki. Jednak te udogodnienia mają swoją cenę – czynią nieodwracalne szkody w środowisku. To koszty, których nie możemy dłużej ignorować.

Nieustannie uderza mnie oszałamiające piękno przyrody naszej planety. Wędrowałem po Arktyce, przepłynąłem łodzią Atlantyk, a niedawno spełniłem dziecięce marzenie i wspiąłem się na dach świata, by z podziwem rozglądać się ze szczytu Mount Everestu. To w takich chwilach naprawdę pojmuję kruchość naszych ekosystemów i zdaję sobie sprawę, że musimy zrobić wszystko, by ochronić świat i nasze w nim miejsce. Jako ambasador WWF oraz patron dzikiej przyrody z ramienia Organizacji Narodów Zjednoczonych staram się dzielić moimi doświadczeniami, naświetlać historię sukcesów, a także wskazywać dziedziny potrzebujące pilnych zmian. Chcę, żeby moje i twoje dzieci mogły swobodnie badać i odkrywać świat, tak jak ja.

Zanim zaczniesz czytać tę książkę, chciałbym cię zachęcić stwierdzeniem, że nigdy nie jest za późno. Inspirującym tego przykładem stała się moja niedawna wyprawa na Mount Everest. Przed podróżą ludzie stale mnie pytali: „Czy góra nie jest dziś cała pokryta śmieciami?”. Jednak Everest, jaki zastałem, prawie powrócił już do swego oszałamiającego, najpiękniejszego stanu. Chociaż górę odwiedza rocznie 100 000 osób, był to jeden z najczystszych, najporządniej utrzymanych szlaków na pustkowiach, jakie widziałem.

Stało się tak dzięki wielu czynnikom, w tym podjętej przez rząd Nepalu wielkiej operacji sprzątania, ścisłym przepisom obowiązującym wszystkich himalaistów oraz wprowadzonemu ostatnio zakazowi śmiecenia. Są to drobne działania, które łącznie odniosły olbrzymi skutek.

Teraz naprawdę nadszedł czas na działanie. Nie musisz być superbohaterem, bo każdy może coś zmienić. Postępując zgodnie z opisanymi w tej książce działaniami i dostosowując swój styl życia do jednego, dwóch czy trzech – a naprawdę mam nadzieję, że do wszystkich dwunastu – spowodujesz zmianę. Zmianę, która stanie się odczuwalna dla ciebie, dla twojego społeczeństwa i dla świata. Kupując tę książkę, już wykonałeś znakomity krok, by zrobić swoje.

Zatem wszyscy przyłączmy się do walki o ocalenie planety. Nadeszła dla nas pora, by odwrócić bieg spraw i aktywnie odtwarzać naturę, zamiast samolubnie z niej czerpać. Bądźmy strażnikami, na których nasz świat zasługuje.

Kto wie, może pewnego dnia w Hollywood będzie się kręcić filmy o nas i o tym, jak stanęliśmy w obronie świata i ocaliliśmy go.

 

 

Wstęp

Czy kiedykolwiek zastanawiasz się, jak bardzo świat w ciągu twojego życia się przeobraził: od technologii zmieniającej styl twojej egzystencji aż do zmian środowiskowych, zachodzących w oceanach i w atmosferze? A co z twoim miejscem na planecie i z tym, jak bardzo twoje działania na nie wpływają? Czy w dziedzinie globalnych wyzwań często czujesz się jak bezradny, stojący z boku obserwator?

Wystarczy, żebyśmy włączyli telewizor, by przypomniano nam o przerażających zmianach, których świadkami jesteśmy: o topniejących w miarę wzrostu temperatury lodowcach, o częstszych powodziach i suszach, o morzach, w których pływa plastik, o znikających lasach, o tempie wymierania gatunków, które rośnie niczym wskaźnik pulsu u pacjenta w ciężkim stresie. Wystarczy przełączyć się na telewizyjne wiadomości, by aż nazbyt często doznać wrażenia, że oglądamy początkowe sceny filmu katastroficznego.

Łatwo możesz też doznać poczucia, że powyższe zmiany są nieodwracalne, że nie masz żadnej kontroli nad przebiegiem wydarzeń na świecie i nie możesz na nic wpłynąć. Rozumiemy. Mimo to zaufaj nam – masz olbrzymią rolę do odegrania. Środowisko nie jest czymś leżącym „gdzieś tam”, zbyt wielkim, żeby jedna osoba mogła coś w nim zmienić. Przeciwnie, wszyscy stanowimy jego część i każdy dokonany przez nas wybór – bez względu na to, czy wydaje się ważki, czy błahy – ma wpływ na świat wokół nas.

Dzięki tej książce przywrócimy ci możliwość sprawowania kontroli i pomożemy ci podjąć pewne proste działania, które pokierują świat we właściwą stronę i zapewnią lepszą przyszłość ludziom oraz wszystkim pozostałym żyjącym na tej planecie gatunkom.

Nie przedstawiamy ci po prostu listy rzeczy, które należy i których nie wolno robić. Książka jest pełna cudownych pomysłów ekspertów oraz przykładów, jak ludzie na całym świecie przeobrażają życie swoje i innych. Ma ona na celu pokazanie ci, jakie znaczące działania możesz podjąć w codziennym życiu i zwykłych czynnościach, zamiast po prostu stać biernie z boku – od zakupów produktów spożywczych aż do sposobu, w jaki dojeżdżasz do pracy. Książka wyjaśnia również, dlaczego takie ważne jest podjęcie działań przez nas wszystkich i w jaki sposób twoje pierwsze posunięcie może stać się punktem wyjścia całej masy zmian, których możesz w życiu dokonać.

Istnieje też dodatkowa korzyść – to dość prawdopodobne, że omawiane zmiany, oprócz dobroczynnego wpływu na oceany, atmosferę, rzeki i lądy, sprawią, iż jednocześnie poczujesz się osobą zdrowszą, żyjącą wygodniej i lepiej sytuowaną. Być może przysporzą ci też odrobiny szczęścia, a z pewnością sprawią, że nieco inaczej pomyślisz o świecie i swoim w nim miejscu.

Opisane tu zmiany rozpoczynają się w domu, w pracy oraz we wszystkich miejscach, gdzie toczy się nasze codzienne życie. Tam jednak się nie kończą. Indywidualne działania mogą stanowić wiadomość wysłaną do rządzących oraz do uczestników korporacyjnych narad, że istnieje szerszy ruch – wzbiera fala ludzi, którzy domagają się od decydentów wprowadzenia w życie zmiany na globalną skalę. Twoje działania, nawet tak proste jak noszenie butelki na wodę do wielokrotnego użytku albo dwustronne drukowanie dokumentów w pracy, mogą zachęcić innych do tego samego i stać się inspiracją do rzeczywistej zmiany.

Wróćmy na chwilę myślą do czasów sprzed 10 lub 20 lat. Jak wtedy w twojej okolicy wyglądały zakłady przetwarzania odpadów? Może sporadycznie udawałeś się do pojemnika na surowce wtórne i wrzucając pojedyncze butelki do otworu, słuchałeś brzęku roztrzaskującego się szkła, ale niewiele więcej mogłeś zrobić. Teraz zaś, choć i to nadal można ogromnie poprawić, istnieją możliwości przetwarzania niemal wszystkiego, na co spojrzymy: kolejne miliony puszek, butelek, kartonowych pudeł i całej reszty przedmiotów codziennie poddaje się recyklingowi, oszczędzając zasoby, oszczędzając energię, a także oszczędzając tym artykułom końca na wysypisku śmieci. Pozytywna zmiana, spowodowana przez ludzi takich jak ty, którzy chcą tę zmianę ujrzeć, może zajść w ciągu zaledwie kilku lat.

Pomyśl też o niektórych dziko żyjących gatunkach, zepchniętych przez działalność ludzi na skraj zagłady, którym udało się pomóc. Wydry zniknęły z dużej części Anglii, kiedy rzeki zostały zatrute chemikaliami stosowanymi w rolnictwie. Obecnie, gdy po ograniczeniu ilości używanych środków chemicznych niektóre rzeki powoli, lecz nieustannie się oczyszczały, liczebność wydr, objętych nowo ustanowioną ochroną, ponownie się zwiększyła. Kondory, doprowadzone wskutek polowań z bronią palną oraz zatrucia i zniszczenia środowiska życia niemal do wyginięcia, po programie hodowania w niewoli i reintrodukcji wróciły na kalifornijskie niebo.

A teraz spróbuj sobie wyobrazić świat za 20 czy 30 lat, zrekonstruowany dzięki zmianom, których moglibyśmy dokonać: czystsze powietrze, miasta z większą ilością zieleni, wiejskie okolice pełne ptaków, pszczół i motyli, na całym świecie zdrowsze rzeki i lasy, nadal pełniące funkcję płuc planety i obfitujące w dziko żyjące gatunki, stabilny klimat, w którym będą żyć twoje dzieci oraz ich dzieci. Ten obraz nie jest tak naciągany, jak można by pomyśleć, lecz pomaga wybrać punkt wyjścia, z którego wyruszymy w drogę do tego lepszego, bardziej zrównoważonego świata.

Na co zatem czekasz? Chodź, ruszaj naszym śladem, a wspólnie zdołamy zmienić świat przez sukcesywne wprowadzanie kolejnych drobnych zmian.

 

SPRYTNY SPOSÓB NUMER 1

Nie przełączaj sprzętu w tryb czuwania; odłącz go od źródła zasilania i zabij wampira energii

Mają małe błyszczące ślepia czerwonej, zielonej lub niebieskiej barwy, którymi śledzą cię w ciemności, kiedy nocą wychodzisz z pokoju i ziewając, idziesz do łóżka po rzuceniu szybkim spojrzeniem naokoło dla upewnienia się przed snem, że wszystko jest tak, jak powinno. Rankiem, kiedy nadal senny wracasz, przecierając oczy, zerkają na ciebie w półmroku, przycupnięte na swoich miejscach w narożnikach pokoju lub na stolikach, zanim odsłonisz żaluzje bądź kotary.

Kiedy śpisz, błyszczą tak we wszystkich pogrążonych w mroku pomieszczeniach twojego domu. Kiedy wychodzisz do pracy, nadal będą błyszczeć, ciągną chciwie prąd wtyczkami podłączonymi do sieci zasilającej i czekają, aż wrócisz i ponownie ich użyjesz, albo bezgłośnie w miarę upływu dnia obwieszczają godziny w pustych pokojach.

Kiedy pozostawiasz urządzenia, takie jak telewizory, kuchenki mikrofalowe, laptopy i ładowarki do telefonów, podłączone do gniazdka w trybie czuwania, to tak, jak gdyby w całym domu przebywała ciżba małych wampirów, wysysających i zużywających prąd oraz zwiększających twoje rachunki za elektryczność w ogóle bez żadnego pożytku.

Ta zmarnowana ilość prądu w ciągu roku narasta. Nawet jeśli telewizor oszczędnie zużywa energię, pozostawiany w trybie czuwania przez cały rok zużyje jej tyle, ile włączona żarówka przez półtora dnia. Według informacji Energy Saving Trust (Organizacji ds. Oszczędzania Energii) utrzymywanie konsoli do gier w trybie czuwania przez cały rok jest jak pozostawienie włączonego na stałe oświetlenia przez niemal ten sam czas.

Zatem przed pójściem nocą do łóżka albo rano przed wyjściem do pracy pożegnaj się z wampirami. Sprawdź cały dom i powyłączaj urządzenia albo odłącz je od gniazdek. Upewnij się, że nie zostawiłeś podłączonej do gniazdka ładowarki do telefonu. Nawet gdybyś zostawił dla wygody włączone jedno lub dwa urządzenia, to zrobiłoby to różnicę, gdyż każde z nich zużywa prąd i marnuje pieniądze oraz zasoby naturalne, niezbędne do wytworzenia energii elektrycznej.

Jeśli chodzi o oszczędzanie energii, każda odrobina pomaga. A oszczędzanie energii to ogromna część działań potrzebnych do rozwiązania największego problemu naszych czasów – zmian klimatycznych.

Myślenie o tym, jak nasze działania wpływają na klimat, może być niełatwe. Co jedna osoba może zrobić w obliczu wzrostu temperatury wskutek uwalniania do atmosfery coraz większych ilości gazów cieplarnianych oraz groźby fal upałów, powodzi, podnoszenia się poziomu mórz, coraz silniejszych sztormów oraz szkód, jakich doznają uprawy i dzika przyroda? Nic dziwnego, że niektórzy ludzie wolą o tym nie myśleć albo nawet uważają, że nic takiego się nie dzieje.

Stoimy jednak u progu rewolucji. Kraje uznające potrzebę działania w 2015 roku zawarły we Francji porozumienie w sprawie zapobiegania niebezpiecznym zmianom klimatycznym. Porozumienie paryskie stanowi, że kraje podejmą kroki mające zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych, pochodzących ze spalania paliw kopalnych w elektrowniach i silnikach samochodów oraz z wycinania lasów. Ma to na celu utrzymanie globalnego wzrostu temperatury „znacznie poniżej” 2°C ponad poziom z XIX wieku, zanim na świecie naprawdę rozpoczęła się era uprzemysłowienia. Porozumienie zawiera również obietnicę starań o jeszcze większe ograniczenie wzrostu temperatury – do 1,5°C. A to dlatego, że wiele krajów, na przykład leżące nisko nad poziomem morza wyspy na Pacyfiku, obawia się, iż po przekroczeniu wskutek ocieplenia progu 1,5° ich perspektywy będą się przedstawiać dość ponuro.

Tak oto przechodzimy do sedna. Żeby zatrzymać wzrost temperatury na poziomie 2°C albo 1,5° lub żeby ustabilizować klimat przy dowolnej temperaturze, musimy zaprzestać wtłaczania do atmosfery dalszych porcji gazów cieplarnianych, takich jak dwutlenek węgla, albo zdecydowanie zmniejszyć ich ilość. Ich emisja ze wszystkich źródeł, od produkcji energii przez transport aż do wycinania lasów, musi spaść do zera (lub do wartości jak najbliższej zeru), podczas gdy wpływ wszystkich gazów cieplarnianych, których wytwarzania nie da się uniknąć, trzeba równoważyć na przykład przez sadzenie większych połaci lasów. Dla uniknięcia niebezpiecznych zmian klimatycznych musimy osiągnąć stan świata o zerowej emisji przed połową stulecia – im wcześniej, tym lepiej.

Spalanie paliw kopalnych w celu dostarczania energii do domów oraz ich ogrzewania, zasilania przemysłu, zaopatrywania nas w żywność i utrzymywania w ruchu systemów transportu składa się na większość z miliardów ton węgla, jakie co roku wtłaczamy do atmosfery, a wytwarzanie prądu elektrycznego stanowi tego dużą część.

Tu jednak zaczynają się dobre wieści – dostrzegamy już zmianę w kierunku czystszych sposobów wytwarzania energii dzięki spadkowi cen technologii związanych z odnawialnymi jej źródłami, takich jak panele słoneczne i turbiny wiatrowe, a Wielka Brytania i Chiny w niezwykłym tempie rozwijają oba te rodzaje technologii. W piątek 21 kwietnia 2017 ro­ku Wielka Brytania – kolebka rewolucji przemysłowej – po raz pierwszy w ogóle nie użyła prądu wytworzonego z węgla od czasu, gdy w latach osiemdziesiątych XIX wieku zaczęła stosować to paliwo do wytwarzania elektryczności. W 2018 roku przeżyliśmy już ciąg trzech takich dni. W międzyczasie w ciągu ostatnich pięciu lat zużycie węgla do wytwarzania prądu spadło w Wielkiej Brytanii z 40 do niespełna 7 procent.

Na świecie między rokiem 2014 i 2016 przez trzy lata z rzędu występował albo tylko niewielki globalny wzrost emisji, albo nie było go wcale, co sugeruje, że krzywa wytwarzania gazów cieplarnianych może ostatecznie przybrać kształt płaski. Chociaż w 2017 roku emisja znowu wzrosła, dowody wskazują, że możemy ponownie odwrócić bieg spraw.

Ogromnym fragmentem tej układanki jest zużywanie mniejszej ilości energii. International Energy Agency (Międzynarodowa Agencja Energetyczna) opisuje oszczędzanie energii jako jedyną rzecz, której w każdym kraju jest pod dostatkiem, a także jako pierwszorzędne paliwo rozwoju gospodarczego. To zdecydowanie najtańszy i najszybszy sposób poradzenia sobie z ceną energii, zapewnienia sobie jej dostępności i ograniczenia emisji dwutlenku węgla.

W oszczędzaniu energii może wziąć udział każdy. Najprostszy sposób polega na odłączaniu sprzętu od gniazdek lub wyłączaniu prądu ściennym wyłącznikiem. Kiedy już wdrożysz się do tego zwyczaju, będziesz mógł zrobić w domu mnóstwo innych rzeczy dla oszczędności energii. Jeśli gotujesz wodę w czajniku elektrycznym, nalewaj do niego tylko tyle, ile potrzebujesz. Jeśli potrzeba ci wody na jedną filiżankę herbaty lub kawy, nalej minimalną ilość wody i korzystaj w tym celu ze wskaźników na bocznej ściance czajnika. Jeśli przyrządzasz herbatę w ten sposób, nie tylko oszczędzisz energię i pieniądze, lecz także uzyskasz smaczniejszy napój, gdyż eksperci twierdzą, że nie powinno się do zaparzania herbaty używać wody już wcześniej przegotowanej, bo to psuje jej smak.

Żarówki także stały się ekonomiczniejsze, a wraz z pojawieniem się najnowszej generacji diod emitujących światło (ang. light-emitting diode, LED) masz do wyboru świetlówki różnej jasności i barwy, a nawet możliwość przyciemniania światła, co niegdyś umożliwiały tylko staromodne żarówki. Ceny świetlówek LED-owych szybko spadają, zużywają one znacznie mniej prądu, są więc tańsze w eksploatacji, a po zainstalowaniu przez całe lata nie wymagają wymiany. A jeśli nadal uwielbiasz widok tradycyjnych, edisonowskich żarówek z jarzącymi się włóknami, to wiesz co? Możesz kupić również takie świetlówki LED-owe.

Kiedy już uznasz, że zrobiłeś dla oszczędności energii wszystko, co da się zrobić w domu, pomyśl teraz o tym, skąd przede wszystkim pochodzi zużywana przez ciebie elektryczność. Do połowy tego stulecia (a w niektórych krajach nawet dekady wcześ­niej) cała energia ma pochodzić z niskowęglowych źródeł, takich jak farmy wiatrowe. W ciągu zaledwie paru minut możesz wysunąć się w tej grze na prowadzenie i przejść na taryfę gwarantowaną na energię w 100 procentach „zieloną”, wspierając w ten sposób firmy, które już nadają bieg takiej przemianie. Obowiązek załatwienia tej sprawy spoczywa w całości na dostarczycielu energii, więc przejście jest łatwe, a to przyniesie ci oszczędności finansowe. Jeśli sam zechcesz być swoim dostarczycielem energii, możesz nawet zaopatrzyć się we własne panele słoneczne.

Oczywiście nie chodzi tu jedynie o prąd, ponieważ ogrzewanie też stanowi poważną część zużycia energii. Jeśli masz bojler gazowy lub jeśli twój dom nie ma dostępu do sieci komunalnej i używasz olejowego pieca grzewczego albo kominka bądź pieca kuchennego, w których palisz węglem, ogrzewasz dom paliwem kopalnym, z którego powstaje dwutlenek węgla. Pod pewnymi względami z paliwami kopalnymi trudniej sobie poradzić niż z wytwarzaniem elektryczności w czystszy sposób, ponieważ zamiast dużych „brudnych” elektrowni, które można zastąpić farmami wiatrowymi lub słonecznymi, mamy do czynienia z małą „brudną” ciepłownią w każdym domu. Urządzenia takie jak bojlery gazowe stały się ekonomiczniejsze, co doprowadziło w Wielkiej Brytanii do spadku zużycia gazu w gospodarstwach domowych, lecz nadal są one źródłem emisji.

Jest mnóstwo sposobów radzenia sobie z tym problemem. Gaz do bojlerów można zastąpić wtłaczanym do sieci „zielonym gazem” z odnawialnych źródeł, wyprodukowanym poprzez kompostowanie odpadków żywności lub materiału roślinnego. Można też go zastąpić wodorem wytworzonym z gazu ziemnego w procesie, w którym wydziela się węgiel, ale ten ostatni można wychwycić i zmagazynować na stałe pod ziemią. Następnie wodór można dostarczać rurami do domów, gdzie – zużywany do ogrzewania – wytwarza jako produkt uboczny tylko wodę.

Są też powietrzne pompy ciepła zasilane elektrycznością i działające na zasadzie odwrotnej niż lodówka, pobierające ciepło z powietrza na zewnątrz w celu ogrzewania domu. Podobnej technologii, wykorzystującej również różnice temperatur między powietrzem a wodą albo gruntem, można używać na większą skalę w dzielnicowych systemach grzewczych, w których dziesiątki lub nawet setki budynków podłącza się rurami do jednego źródła energii doprowadzającego do domów ciepło bądź chłodzącego je. W Paryżu Sekwanę wykorzystuje się do chłodzenia budynków w całym mieście, w tym Luwru oraz siedziby Zgromadzenia Narodowego.

Jakkolwiek by na to spojrzeć, zużywanie mniejszej ilości energii na ogrzewanie to naprawdę dobry początek, a mieszkańcy mogą się do tego zabrać na długo przed tym, zanim ktokolwiek zacznie rozkopywać im ulicę.

Możesz zacząć od naprawdę prostych rzeczy, jak zaciąganie kotar na noc, żeby powstrzymać chłód i sprawić, by pokoje stały się przytulne. Jeśli masz jakieś zapasowe pomieszczenia, zakręć w nich grzejniki – nawet tego nie zauważysz, a w ten sposób zaoszczędzisz pieniądze i energię. Kiedy w domu jest już miło i ciepło, możesz pomyśleć o przykręceniu termostatu o 1°C. Prawdopodobnie nawet nie odczujesz różnicy.

Do innych możliwości należy wstawienie podwójnych szyb, co ograniczy też hałas, jeśli mieszkasz przy szczególnie ruchliwej ulicy. Powinieneś również zadbać, by poddasze i wszelkie przestrzenie pod podłogą miały dobrą izolację cieplną, a jeśli wymagają ulepszeń, to nie będzie rujnujący wydatek; zamontuj również taśmy izolacyjne wokół drzwi, gdy odczuwasz przeciągi. W chłodny, wietrzny dzień przytrzymaj dłoń przy framudze, a jeśli czujesz przewiew, to dość dobra oznaka, że możesz coś zrobić dla poprawienia skuteczności izolacji energetycznej drzwi.

Wspaniałą sprawą wiążącą się z zadbaniem o izolację cieplną domu jest fakt, że nie tylko utrzymuje ona ciepło w środku podczas chłodów, lecz także pomaga go chłodzić w upalną pogodę, przez co będzie ci się żyło przyjemniej i zdrowiej, a jednocześnie oprócz pomagania światu oszczędzisz w ten sposób na rachunkach za energię.

 

 

Zmiany klimatyczne – o co w tym wszystkim chodzi?

Już w 1824 roku francuski uczony Joseph Fourier zrozumiał, że atmosfera działa niczym koc, dzięki któremu na Ziemi jest cieplej, niż byłoby bez niego, co powszechnie nazywa się „efektem cieplarnianym”. W 1861 roku fizyk John Tyndall dokonał w swojej londyńskiej pracowni pomiarów, w jakim stopniu pewne gazy, w tym dwutlenek węgla, metan i tlenek azotu, mogą zatrzymywać ciepło.

Naturalne oddziaływanie tych gazów na planetę jest korzystne – bez nich na Ziemi byłoby zimniej mniej więcej o 30°C, więc nie mogłoby na niej przetrwać życie w takiej postaci, jaką znamy.

Jednakże od zarania rewolucji przemysłowej ludzie wtłaczają do atmosfery coraz więcej dwutlenku węgla na skutek spalania węgla, gazu i ropy naftowej w przemyśle, transporcie i w celu ogrzewania oraz wytwarzania prądu elektrycznego. W coraz większym tempie karczujemy też lasy i przeznaczamy coraz więcej ziemi na pola uprawne, zwiększając w ten sposób emisję gazów cieplarnianych.

Kiedy zaś dodatkowe porcje gazów cieplarnianych znajdą się w atmosferze, robią to, co zawsze najlepiej im wychodziło – zatrzymują ciepło.

Z możliwego wpływu dodatkowych ilości gazów cieplarnianych na globalną temperaturę zdawano sobie sprawę od ponad stulecia, a w 1938 roku Guy Callendar, inżynier mechanik silników parowych oraz meteorolog amator, opublikował pierwszy dowód, że świat już uległ ociepleniu, w dużej mierze za sprawą dodatkowej ilości dwutlenku węgla.

W 1958 roku Charles David Keeling rozpoczął w odległej stacji obserwacyjnej na Hawajach rejestrowanie poziomu dwutlenku węgla, który stanowi około 85 procent całkowitej emisji gazów cieplarnianych. Od tamtego czasu tych pomiarów dokonuje się stale, a powstała w ich wyniku „krzywa Keelinga” jest wyraźnym zapisem nieubłaganego wzrostu ilości dwutlenku węgla w atmo­sferze.

Poziom dwutlenku węgla nadal rośnie, tak samo zachowuje się również temperatura. Gremia naukowe na całym świecie mierzą globalną temperaturę, wykorzystując dane z całej powierzchni planety. Uczeni stwierdzili, że średnia temperatura globalna wzrosła od XIX wieku mniej więcej o 1°C, a choć w niektórych latach może być odrobinę chłodniej lub cieplej, istnieje długofalowa tendencja do ocieplania się świata.

Wszystkie wyniki prowadzonych przez naukowców badań nad wpływem wzrostu temperatury poddaje ocenie światowa organizacja powołana przez rządy krajów – Intergovernmental Panel on Climate Change (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, IPCC), którego członkowie doszli do wniosku, że ocieplanie się planety jest niewątpliwym faktem, jego główną przyczyną jest aktywność człowieka, a bez szybko podjętych działań jego skutki będą narastać.

Duża część nadmiaru ciepła ogrzewa oceany, te zaś rozszerzają się, co podnosi poziom morza, który zwiększa również topnienie pokryw lodowych i lodowców. Obserwujemy już dramatyczne podnoszenie się poziomu morza – o 20 centymetrów w latach 1901–2015.

W niektórych rejonach wzrost temperatury doprowadzi do suszy i fal upałów, a ponieważ cieplejsza atmo­sfera może również zatrzymywać więcej wilgoci, prawdopodobnie spowoduje to wzrost częstości ekstremalnych sztormów i opadów deszczu, których skutkiem mogą być takie zjawiska jak powodzie.

Prawdopodobnie ucierpią plony zbóż, na przykład pszenicy i ryżu, a wiele dziko żyjących gatunków już toczy walkę o przystosowanie się i w przyszłości będzie musiało jeszcze mocniej walczyć, ponieważ tradycyjne pory roku ulegną zakłóceniu albo miejsca, w których te gatunki bytują, tak się zmienią, że staną się dla żyjących tam zwierząt i roślin nieodpowiednie.

Istnieje też ryzyko osiągnięcia „punktów krytycznych” – nagłych i ekstremalnych zdarzeń, takich jak stopienie się arktycznej wiecznej zmarzliny, z której mogą zostać uwolnione do atmosfery ogromne ilości metanu – to zaś zmieni nasz świat na zawsze.

 

Czym jest twój ślad węglowy?

Chociaż ten zwrot brzmi jak określenie zrobionego sadzą znaku na powierzchni gruntu, to w rzeczywistości oznacza sposób pomiaru piętna, jakie pozostawiasz po sobie na planecie. Ocenia on całą wytwarzaną przez ciebie emisję gazów cieplarnianych i umożliwia ci porównanie jej z krajowymi i międzynarodowymi wartościami średnimi, a także zrozumienie, jak bardzo wszyscy musimy połączyć wysiłki, jeśli mamy wykonać swoją cząstkę roboty, by poradzić sobie ze zmianami klimatycznymi.

Ślad węglowy obejmuje emisję związaną ze zużywaną bezpośrednio przez ciebie energią w postaci prądu elektrycznego, ciepła do ogrzewania domu oraz paliwa w podróży, a także emisję towarzyszącą produkcji żywności oraz innych kupowanych przez ciebie towarów wytwarzanych w twoim kraju albo gdzie indziej na świecie.

Chociaż ten parametr nazywa się śladem węglowym, obejmuje on rozmaite gazy cieplarniane, w tym metan i tlenek azotu, cechujące się różnym wpływem na klimat. Na przykład metan, choć do atmosfery przedostaje się go rocznie mniej niż dwutlenku węgla, silniej wpływa na globalne ocieplenie, zatem emisja 1 tony metanu działa podobnie jak 25 ton dwutlenku węgla.

Kalkulator śladu węglowego uwzględnia to przy zamianie wszystkich gazów cieplarnianych na odpowiadającą im ilość dwutlenku węgla, żeby wyrazić wielkość śladu w postaci jednej liczby (więc jeśli zobaczysz opis w rodzaju: ekwiwalent tony dwutlenku węgla albo CO2, to znaczy, że przeprowadzono właśnie takie obliczenia).

Przy obliczeniach bierze się także pod uwagę miejsce zamieszkania, ponieważ różne rządy prowadzą zróżnicowaną politykę wpływającą na pomiary. Na przykład jeśli jeździsz elektrycznym samochodem w Norwegii, gdzie większość prądu pochodzi z energii wodnej, to pozostawiasz mniejszy ślad węglowy niż w Wielkiej Brytanii, gdzie znaczną część energii nadal otrzymuje się z paliw kopalnych (oczywiście o ile nie korzystasz już z usług dostawcy czystej energii albo z taryfy gwarantowanej na energię ze źródeł odnawialnych).

Ślad węglowy przeciętnego obywatela Wielkiej Brytanii przeszło dwukrotnie przewyższa średnią światową, a mieszkańca USA jest niemal pięciokrotnie wyższy od średniej na całym świecie. Wielu ludzi w najbiedniejszych krajach – na przykład ci, którzy nie mają dostępu do elektryczności z sieci, nie jeżdżą samochodami i spożywają wytwarzaną przez siebie żywność – pozostawia nieistotny ślad węglowy.

Polski ślad węglowy to około 400 mln ton rocznie; stanowi to 9 procent emisji wszystkich krajów Unii Europejskiej. Nasz kraj zajmuje piąte miejsce w tej niechlubnej statystyce po Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji i Włoszech. Na jednostkę PKB przypada w Polsce trzykrotnie więcej ton, niż wynosi średnia europejska.

Gdyby każdy miał „sprawiedliwy udział” w emisji dwutlenku węgla, który ludzie wciąż będą mogli wprowadzać do atmosfery w 2050 roku, a jednocześnie aby osiągnąć cel w postaci ograniczenia wzrostu temperatury, ów udział dla każdego z nas równałby się 1,05 tony rocznie, czyli byłby o wiele niższy niż aktualne wartości w krajach Zachodu. Niektóre kraje posuwają się jeszcze dalej; Szwecja już zobowiązała się do uzyskania wartości netto wynoszącej zero.

Kalkulator śladu węglowego WWF można sprawdzić w internecie na stronie: footprint.wwf.org.uk1.

1 Przykładowy adres polskiej strony internetowej z kalkulatorem śladu węglowego: waznamisjazdrowaemisja.pl/kalkulator-sladu-weglowego/ (przyp. tłum.).

 

Przyszłość promienna… i wietrzna

Przed rewolucją przemysłową odnawialne źródła energii były w powszechnym użyciu: młyny wodne i wiatraki, drewno używane do ogrzewania i gotowania oraz tłuszcze zwierzęce do oświetlania. Następnie pojawiły się węgiel, ropa i gaz, a znaczna część świata przestawiła się na te paliwa kopalne ze względu na ich efektywność i łatwość stosowania. Jednak teraz, dzięki połączeniu wiedzy o szkodach dokonywanych przez paliwa kopalne oraz postępów w technologii, możemy znaleźć się w punkcie zwrotnym, w którym wiatr, woda i słońce jako przyszłościowe źródła energii zastąpią „brudne” paliwa.

Według danych International Energy Agency w 2016 roku globalna ilość energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł wzrosła o blisko 6 procent i stanowiła mniej więcej 24 procent światowej produkcji energii. Około 70 procent tej ilości pochodziło z elektrowni wodnych, głównie dużych tam zatrzymujących wodę i przepuszczających ją przez turbiny wytwarzające prąd. Bioenergia stanowiła 9 procent, a farmy wiatrowe i panele słoneczne odpowiednio: 16 i 5 procent.

W Polsce w 2017 roku ilość energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych stanowiła 17,5 procent całkowitej produkcji energii, Komisja Europejska prognozuje, że w roku 2020 będzie to 20 procent.

Prawie dwie trzecie spośród nowych urządzeń do produkcji elektryczności instalowanych na całym świecie czerpie ze źródeł odnawialnych, a znaczną ich część stanowią turbiny wiatrowe i panele słoneczne, wytwarzające prąd bezpośrednio z energii słonecznej.

Masowe wejście tego sprzętu na rynek oraz wsparcie rządowe sprawiają, że jego ceny radykalnie spadają, a to z kolei pomaga przyspieszyć instalowanie większej liczby urządzeń do pozyskiwania energii odnawialnej.

Dania, pionier w dziedzinie nowoczesnych turbin wiatrowych, w 2017 roku pozyskała prawie 44 procent swojej energii z wiatru. W Europie wiele krajów spogląda na swoje farmy wiatrowe na wybrzeżach, gdzie stoją najnowsze turbiny, wyższe od Gherkina – londyńskiego drapacza chmur – oraz dwukrotnie przewyższające Statuę Wolności. Jeden obrót ich łopat może dostarczyć energii wystarczającej do zasilania domu przez 29 godzin.

Wsparcie udzielane tej dziedzinie technologii sprawia, że jej koszty maleją. Ceny kontraktów na dostarczanie energii z nowych farm wiatrowych na brytyjskich wybrzeżach podczas niedawnych aukcji spadły o przeszło połowę w ciągu dwóch i pół roku, co stawia elektrownie wiatrowe na wybrzeżach na równi z elektrowniami gazowymi i czyni je tańszymi od nowych elektrowni jądrowych. Według American Wind Energy Association (Amerykańskiego Stowarzyszenia Energii Wiatrowej) w całych Stanach Zjednoczonych pracuje ponad 54 000 turbin wiatrowych, wystarczających do zaopatrzenia w energię 27 milionów domów. Prym wśród innych stanów wiedzie Teksas; nowe farmy wiatrowe są już w trakcie budowy.

W Polsce energia elektryczna pochodząca z farm wiatrowych zaspokaja około 7 procent zużycia. W 2018 roku zainstalowano w naszym kraju zaledwie 16 nowych turbin wiatrowych (dla porównania – w Niemczech 2402).

Jednak wszystkie kraje w cień usuwają Chiny, które mimo dużych zasobów węgla instalują rocznie tysiące turbin wiatrowych oraz olbrzymią liczbę paneli słonecznych.

Chiny nie są odosobnione we wprowadzaniu do użytku licznych paneli słonecznych, gdyż rozległe parki słoneczne buduje się między innymi w USA oraz Indiach – choć Chiny są pewnie jedynym krajem z farmą słoneczną w kształcie pandy. Podczas niedawnych aukcji w Indiach pojawiły się jedne z najniższych na świecie cen tej technologii.

Technologia słoneczna, wykorzystywana na dostatecznie dużą skalę, jest nie tylko użyteczna, lecz stanowi też sposób zaopatrzenia w energię ubogich wiejskich społeczności, które obecnie nie mają dostępu do krajowej sieci zasilającej. International Energy Agency szacuje, że do 2022 roku dzięki domowym systemom słonecznym dodatkowe 70 milionów ludzi w Azji oraz Afryce Subsaharyjskiej uzyska dostęp do prądu elektrycznego.

Systemy słoneczne na niewielką skalę to technologia powodująca skokowy postęp, podobnie jak telefony komórkowe, udostępniające ludziom łączność bez potrzeby instalowania linii naziemnych. Dobrym tego przykładem są zasilane energią słoneczną lampy, które działają bez potrzeby podłączania ich do głównej infrastruktury zasilającej i mogą zastąpić kosztowną i niezdrową naftę używaną do oświetlania w uboższych społecznościach wiejskich. Umożliwiają one dzieciom odrabianie wieczorami prac domowych, położnym – asystowanie przy porodach, a nawet pozwalają kobietom i dziewczętom bezpieczniej odwiedzać wieczorem publiczne toalety.

Jedną z niepokojących kwestii, utrudniającą większe poleganie na odnawialnych źródłach energii, jest obawa przed ich „brakiem ciągłości” – słońce nie zawsze bowiem świeci, a wiatr nie zawsze wieje. Jednak w parze ze staraniami o zapewnienie zróżnicowanego zaopatrzenia w „czystą” technologię, poprawienie efektywności wykorzystania energii i lepszego zrównoważenia podaży z popytem idzie wzrost roli technologii produkcji akumulatorów magazynujących energię w okresie nadmiernej podaży i uwalniających ją w momencie szczytowego popytu. Również w tym wypadku ceny spadają.

Elon Musk, założyciel firmy Tesla produkującej elektryczne samochody, zrealizował obietnicę wybudowania w południowej Australii olbrzymiego bloku magazynującego energię w akumulatorach o mocy 100 megawatów, który pomoże rozwiązać problem zaopatrzenia w energię. Blok może zaopatrywać przez godzinę do 30 000 domów i pomaga zrównoważyć pracę sieci zasilającej w chwilach wysokiego popytu na energię.

Jest to największy na świecie blok akumulatorów, ponieważ jednak planuje się i uruchamia wiele innych, nie pozostanie pewnie taki zbyt długo.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI