Wydawca: National Geographic Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

10 niesamowitych przygód Neli ebook

Nela .  

4.18181818181818 (11)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 87 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka 10 niesamowitych przygód Neli - Nela

Cześć, nazywam się Nela i mam osiem lat. Gdy miałam pięć lat, zaczęłam podróżować po świecie i nagrywać filmy. Moim idolem jest Steve Irwin i pragnę zostać prezenterką podróżniczką. Byłam w wielu ciekawych krajach na różnych kontynentach. Na przykład w Afryce zwiedziłam Etiopię, Zanzibar, Tanzanię i Kenię. W Azji – Tajlandię, Kambodżę, Malezję, Indonezję i Filipiny. W Ameryce Południowej – Peru, Boliwię i Chile. Zapraszam cię w niezapomnianą podróż. Opowiem o pięknych miejscach, które poznałam, i o fascynujących zwierzętach, które zobaczyłam. Świat jest cudowny i możesz oczami wyobraźni podróżować ze mną oraz przeżywać wspaniałe przygody!

Opinie o ebooku 10 niesamowitych przygód Neli - Nela

Fragment ebooka 10 niesamowitych przygód Neli - Nela

CZEŚĆ,

na­zy­wam się Nelai mam osiem lat.

Gdy mia­łam pięć lat, za­czę­łam po­dró­żo­wać po świe­cie i na­gry­wać fil­my. Moim ido­lem jest Ste­ve Ir­win i pra­gnę zo­stać pre­zen­ter­ką po­dróż­nicz­ką. By­łam w wie­lu cie­ka­wych kra­jach na róż­nych kon­ty­nen­tach. Na przy­kład w Afry­ce zwie­dzi­łam Etio­pię, Zan­zi­bar, Tan­za­nię i Ke­nię. W Azji – Taj­lan­dię, Kam­bo­dżę, Ma­le­zję, In­do­ne­zję i Fi­li­pi­ny. W Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej – Peru, Bo­li­wię i Chi­le (czy­taj: Czi­le). Za­pra­szam cię w nie­za­po­mnia­ną po­dróż. Opo­wiem o pięk­nych miej­scach, któ­re po­zna­łam, i o fa­scy­nu­ją­cych zwie­rzę­tach, któ­re zo­ba­czy­łam. Świat jest cu­dow­ny i mo­żesz ocza­mi wy­obraź­ni po­dró­żo­wać ze mną oraz prze­ży­wać wspa­nia­łe przy­go­dy!

PS. Za­pra­szam wszyst­kich do śle­dze­nia mo­ich przy­gód z po­dró­ży po świe­cie na www.fa­ce­bo­ok.com/pod­roz­e­ne­li.

Cze­kam na wa­sze wia­do­mo­ści! :)

Cie­szę się, że czy­tasz tę książ­kę. To ozna­cza, że chcesz się dużo na­uczyć, a wie­dza dla po­dróż­ni­ka to pod­sta­wa. W swo­im po­ko­ju mam całą sza­fę ksią­żek o zwie­rzę­tach, ro­śli­nach i miej­scach, gdzie by­łam lub do któ­rych chcia­ła­bym kie­dyś po­je­chać. Mam też na ścia­nie ogrom­ną mapę świa­ta. Uczę się ję­zy­ka an­giel­skie­go, aby móc się po­ro­zu­mieć z ludź­mi z róż­nych kra­jów. W tej książ­ce opo­wiem ci o kil­ku mo­ich przy­go­dach w Taj­lan­dii, Bo­li­wii i na Zan­zi­ba­rze.

Przed po­dró­żą sprawdź mapę!

Taj­lan­dia to kraj, któ­ry na ma­pie ma kształt gło­wy sło­nia. Tak po­wie ci każ­dy Taj. Ja mu­sia­łam się tro­chę na­tru­dzić, żeby od razu zna­leźć po­do­bień­stwo, ale po chwi­li zo­ba­czy­łam trą­bę, gło­wę i uszy.

CO BYŚ WZIĄŁ na wy­jazd do Taj­lan­dii?

Zanim po­je­dzie­my, za­sta­nów się, ja­kie rze­czy za­brał­byś ze sobą w po­dróż do Taj­lan­dii? Pa­mię­taj, że Taj­lan­dia to bar­dzo cie­pły kraj. Jest tam też duża wil­got­ność, co ozna­cza, że je­steś cały czas spo­co­ny, a wy­pra­ne rze­czy prak­tycz­nie nie schną. Bę­dzie­my spać w róż­nych miej­scach, np. na łód­ce, w dom­ku w dżun­gli lub na ha­ma­ku na pla­ży. Pa­mię­taj, że to, co spa­ku­jesz, bę­dziesz po­tem dźwi­gać na ple­cach, więc trze­ba wszyst­ko do­brze za­pla­no­wać. Za­sta­nów się więc, co byś wziął?

Ja na pew­no we­zmę:

1. lek­ki śpi­wór

2. mo­ski­tie­rę

3. ple­cak pod­ręcz­ny

4. spray na ko­ma­ry

5. za­kry­te buty do cho­dze­nia po dżun­gli

6. czap­kę

7. i inne mniej waż­ne rze­czy.

Je­że­li się już spa­ko­wa­łeś… mo­że­my roz­po­cząć pierw­szą przy­go­dę!

Dotar­łam do pół­noc­nej czę­ści Taj­lan­dii. Po­mi­mo że było już po po­łu­dniu, słoń­ce da­lej nie­sa­mo­wi­cie grza­ło. Czu­łam się tak, jak­by wszyst­kie swo­je pro­mie­nie skie­ro­wa­ło wła­śnie na mnie. To jest oczy­wi­ście nie­moż­li­we, ale aku­rat w tej chwi­li tak to so­bie wy­obra­ża­łam. W do­dat­ku po­wie­trze nie ru­sza­ło się ani tro­chę, nie było ani śla­du wia­tru…

Sta­nę­łam na wzgó­rzu i zo­ba­czy­łam nie­sa­mo­wi­ty wi­dok. Przede mną roz­cią­ga­ła się dżun­gla. Wy­da­wa­ła się nie­skoń­czo­na, aż po ho­ry­zont. Nie wia­do­mo, skąd wy­pły­wa­ła rze­ka, któ­ra ota­cza­ła wzgó­rze.

Zo­ba­czy­łam w od­da­li, jak z zie­mi pod­no­szą się kłę­by ku­rzu. Wiel­kie jak ob­ło­ki na nie­bie. Były czer­wo­ne i gę­ste. Z nich po­wo­li wy­cho­dzi­ły sło­nie. To one pod­no­si­ły ten kurz, bo cięż­ko stą­pa­ły po zie­mi.

A wiesz, że do­ro­sły słoń po­tra­fi wa­żyć na­wet 6 ton?!

A taki, któ­ry się do­pie­ro uro­dził, oko­ło 100 kg?!

(sprawdź prze­licz­nik wagi sło­nia)

Prze­licz­nik wagi do­ro­słe­go sło­nia:

Jed­nak po­mi­mo swo­jej du­żej wagi, słoń po­tra­fi dość szyb­ko bie­gać. Bie­ga szyb­ciej niż czło­wiek – 40 ki­lo­me­trów na go­dzi­nę. Ja lub ty bie­gnie­my dużo wol­niej, oko­ło 10–15 ki­lo­me­trów na go­dzi­nę. To zna­czy, że słoń szyb­ko by nas do­go­nił.

40 km/hZ taką pręd­ko­ścią po­tra­fi biec słoń!

Szły so­bie spo­koj­nie i do­stoj­nie. Wy­glą­da­ły jak pa­są­ce się di­no­zau­ry w pre­hi­sto­rycz­nej pusz­czy.

– Pięk­nie! – po­wie­dzia­łam z za­chwy­tem. Sta­łam tak w ci­szy dłuż­szą chwi­lę. To, co wi­dzia­łam, wy­glą­da­ło jak nie­sa­mo­wi­ty film.

Za­pra­gnę­łam za­opie­ko­wać się sło­niem. Choć­by przez je­den dzień. A czy ty też chciał­byś móc opie­ko­wać się sło­niem? Chy­ba to nie jest ła­twe, bo to prze­cież ogrom­ne zwie­rzę­ta. Na szczę­ście są bar­dzo mą­dre i lu­dzie po­tra­fią je oswo­ić. Tu­taj, w Taj­lan­dii, sło­nie po­ma­ga­ją przy co­dzien­nych pra­cach, np. prze­wo­żą lu­dzi lub trans­por­tu­ją ja­kieś to­wa­ry. Są też sym­bo­lem mą­dro­ści i szczę­ścia, a lu­dzie bar­dzo je sza­nu­ją. Sło­nie są im tak po­trzeb­ne jak nam ko­nie. A wy­obra­żasz so­bie, żeby w Pol­sce na łące zo­ba­czyć pa­są­ce­go się sło­nia? Tu­taj taki wi­dok to coś nor­mal­ne­go.

Po­szłam więc do jed­nej z ho­dow­li sło­ni na prze­ciw­nym wzgó­rzu. Nie mogę prze­cież szu­kać mo­je­go sło­nia w dżun­gli! Tam żyją dzi­kie sło­nie. Nie­ste­ty po­zo­sta­ło ich już nie­wie­le, jed­nak tu, w pół­noc­nej Taj­lan­dii, jest jesz­cze szan­sa na to, żeby je spo­tkać.

Aby do­stać się na prze­ciw­ne wzgó­rze, trze­ba przejść przez kład­kę. Hm… Może nie kład­kę: ra­czej ru­cho­my most na li­nach. Wisi bar­dzo wy­so­ko nad rze­ką, mię­dzy dwie­ma gó­ra­mi. Ła­two z nie­go spaść! Jest wy­ło­żo­ny nie­rów­ny­mi de­ska­mi, a jako ba­rier­ki słu­żą tyl­ko dru­ty, mię­dzy któ­ry­mi są ogrom­ne otwo­ry! Dla­te­go trze­ba bar­dzo, ale to ba­aar­dzo uwa­żać!

Chwy­tam więc moc­no drut i sta­wiam ostroż­nie pierw­szy krok… Każ­dy ruch in­nych osób idą­cych przez most jest od razu wy­czu­wal­ny, most chy­bo­cze się na lewo i pra­wo…

Uff… Wresz­cie do­tar­łam na dru­gą stro­nę. Szłam ścież­ką ubi­tą z czer­wo­nej zie­mi. Do­szłam do wy­so­kiej drew­nia­nej kon­struk­cji, pod któ­rą sta­ły sło­nie. Były ogrom­ne.

Jak my­ślisz, jak się wsia­da na sło­nia? Ja zro­zu­mia­łam to po chwi­li… Oka­za­ło się, że ta drew­nia­na kon­struk­cja to jest taka plat­for­ma, na któ­rą trze­ba wejść, a z niej na­stęp­nie przejść na sło­nia.

Wdra­pa­łam się na plat­for­mę i po­pa­trzy­łam w dół. Sło­nie sta­ły so­bie spo­koj­nie obok sie­bie. Chy­ba cze­ka­ją na ko­goś, kto się nimi zaj­mie.

Może cze­ka­ją na mnie? – po­my­śla­łam.

– What’s your name? (Jak masz na imię?) – za­py­tał mnie wła­ści­ciel sło­nia.

– Nela – od­po­wie­dzia­łam.

– And how old are you? (A ile masz lat?) – za­py­tał.

– I’m eight (Mam osiem lat) – od­par­łam.

– OK, come here (OK, po­dejdź tu­taj) – wska­zał na grzbiet naj­więk­sze­go ze wszyst­kich sło­ni sto­ją­cych przy plat­for­mie. Sło­nik nie miał przy­mo­co­wa­ne­go sie­dzi­ska (ta­kie­go sio­dła), któ­re z re­gu­ły za­kła­da się na sło­nie. Przez brzuch miał tyl­ko prze­pa­sa­ny sznur, do któ­re­go przy­cze­pio­ny był nie­wiel­ki me­ta­lo­wy pier­ścień. Pan pod­niósł mnie i po­sa­dził. Chwy­ci­łam moc­no sznur i spoj­rza­łam w dół. Było dziw­nie wy­so­ko… ale na­gle coś zo­ba­czy­łam.

– A co tam jest? – za­py­ta­łam gło­śno. – Ojej, to sło­niąt­ko! – krzyk­nę­łam co sił.

Tak, pod plat­for­mą sta­ło so­bie małe, pięk­ne sło­niąt­ko.

– Więc sie­dzę na ma­mie sło­ni­cy! – po­wie­dzia­łam.

No tak, ale do­pie­ro co czy­ta­łam, że sło­ni­ce z mło­dy­mi po­tra­fią być nie­bez­piecz­ne, bo za­wsze bro­nią swo­ich dzie­ci. Są bar­dzo opie­kuń­cze. A wiesz, że w ro­dzi­nie sło­ni mło­dy­mi sło­ni­ka­mi zaj­mu­ją się też bab­cie sło­ni­ce, ciot­ki sło­ni­ce i star­sze sio­stry sło­ni­ce? Jed­nak moja sło­ni­ca nie czu­ła za­gro­że­nia ze stro­ny lu­dzi ani wo­bec sie­bie, ani wo­bec swo­je­go dziec­ka. Była bar­dzo oswo­jo­na i przy­ja­zna. No to w dro­gę! Ru­szy­li­śmy. Moja sło­ni­ca sta­wia­ła po­wol­ne kro­ki, a sło­niąt­ko po­dą­ża­ło za nią. Za nami szedł trze­ci słoń z prze­wod­ni­kiem, któ­ry pa­trzył, jak so­bie ra­dzę z opie­ką.

Je­cha­li­śmy w ci­szy. Na wzgó­rzu nad nami była mała wio­ska. Cha­ty zbu­do­wa­ne były z bam­bu­sa, a obok nich tli­ło się ogni­sko. Ogni­sko słu­ży miesz­kań­com do go­to­wa­nia. Do­dat­ko­wo jest to miej­sce wie­czor­nych spo­tkań, pod­czas któ­rych opo­wia­da się le­gen­dy i róż­ne wie­rze­nia.

A wiesz, że słońcho­dzi na czub­kach pal­ców?

KRÓT­KI KURSJAZ­DY NA SŁO­NIU

Wiesz, jak na­le­ży jeź­dzić na sło­niu?

To pro­ste! Trze­ba się moc­no trzy­mać no­ga­mi – tak jak­by ści­skać sło­nia za brzuch. Je­że­li masz dłu­gie nogi, mo­żesz spró­bo­wać za­cze­pić sto­py o uszy sło­nia!

– …Jeju, jak stro­mo… – po­wie­dzia­łam. – Uwa­żaj! – krzyk­nę­łam do sło­nia, któ­ry wła­śnie na­chy­lał się nad pra­wie pio­no­wym zej­ściem. Ten jed­nak z ła­two­ścią po­ko­ny­wał wszyst­kie prze­szko­dy. A wiesz, że sto­py sło­nia są bar­dzo de­li­kat­ne? Słoń sto­pą po­tra­fi do­kład­nie wy­czuć pod­ło­że, po któ­rym idzie. Jego sto­py mogą wy­chwy­cić róż­ne wstrzą­sy i wi­bra­cje. Po­mi­mo swo­jej ogrom­nej masy słoń cho­dzi na czub­kach pal­ców i wca­le go to nie mę­czy!

Ze­szli­śmy do do­li­ny. Nie za bar­dzo wie­dzia­łam, jak mam kie­ro­wać sło­niem. Prze­wod­nik co chwi­la krzy­czał ja­kieś dziw­ne po­le­ce­nia, ale nie po­tra­fi­łam go na­śla­do­wać. Zresz­tą słoń przy­zwy­cza­jo­ny był do swo­je­go sta­łe­go opie­ku­na mó­wią­ce­go po taj­sku.

Na­gle prze­wod­nik po­wie­dział do mnie:

– Now try wi­tho­ut help! (Te­raz spró­buj bez po­mo­cy!)

To było za­da­nie! Mia­łam sama pro­wa­dzić sło­nia i ka­zać mu iść w kie­run­ku rze­ki na ką­piel.

– Idź pro­sto, mój sło­niu! – wo­ła­łam do nie­go, ale słoń ni­czym się nie przej­mo­wał. Szedł spo­koj­nie tam, gdzie go nogi po­nio­sły. Chy­ba nie przej­mo­wał się rów­nież tym, że wie­zie mnie na swo­im grzbie­cie, bo co rusz wcho­dził w róż­ne za­ro­śla. Naj­go­rzej było, gdy za­chcia­ło mu się przejść obok drze­wa. Słoń oczy­wi­ście prze­szedł, a ja ba­łam się, że za­cze­pię o ja­kąś ga­łąź. Z ca­łych sił trzy­ma­łam się no­ga­mi sło­nia, a rę­ko­ma od­gar­nia­łam ga­łąz­ki i li­ście. Słoń kil­ka razy wcho­dził w za­ro­śla. Za każ­dym ra­zem, gdy z nich wy­cho­dził, mia­łam wło­sy peł­ne li­ści. Może to taka mod­na sło­nio­wa fry­zu­ra, a słoń chce być fry­zje­rem? ;)

– Sło­niąt­ko, po­móż mi… – po­wie­dzia­łam z uśmie­chem do ma­łe­go, któ­ry szedł obok mamy sło­ni­cy.

Ale sło­niąt­ko nie przej­mo­wa­ło się w ogó­le mo­imi przy­go­da­mi. Za­trzy­my­wa­ło się przy każ­dej ka­łu­ży, żeby spraw­dzić, jak dzia­ła jego mała trą­ba i czy da radę na­brać nią wodę… Chwi­lę po­tem za­cie­ka­wio­ne było bar­dziej moją nogą niż skie­ro­wa­niem swo­jej mamy na wła­ści­wą dro­gę. Za­dzie­ra­ło do góry trą­bę, chcia­ło się ba­wić moim bu­tem! Ja na­to­miast my­śla­łam cały czas o tym, jak zna­leźć wspól­ny ję­zyk z mamą sło­ni­cą, któ­ra szła nie w tym kie­run­ku, co trze­ba.

Wresz­cie wy­szłam z za­ro­śli.

– Ufff, uda­ło się – wes­tchnę­łam z ulgą. Jed­nak pro­wa­dzić sło­nia nie jest tak ła­two…

– Chy­ba już wiem, o co ci cho­dzi – po­wie­dzia­łam. Za­uwa­ży­łam, że sło­ni­ca za­trzy­my­wa­ła się co ja­kiś czas, aby szu­kać trą­bą róż­nych ro­ślin­nych przy­sma­ków.

– Chy­ba je­steś głod­na? – za­py­ta­łam.

Nad­szedł czas kar­mie­nia. Sło­ni­ca zbli­ży­ła się do wy­so­kiej drew­nia­nej plat­for­my ze skle­pi­kiem dla sło­ni. Oczy­wi­ście nie sło­nie ro­bi­ły tam za­ku­py, ale lu­dzie, któ­rych wio­zły.

– How much? – spy­ta­łam, wska­zu­jąc na siat­kę peł­ną bam­bu­so­wych pa­łek. Były przy­go­to­wa­ne do sprze­da­ży i po­cię­te na dłu­gość oko­ło 30 cen­ty­me­trów każ­da.

– For­ty baht (bah­ty to pie­nią­dze uży­wa­ne w Taj­lan­dii) – po­wie­dział sprze­daw­ca. To wy­cho­dzi oko­ło czte­rech zło­tych za siat­kę sło­nio­wych przy­sma­ków.

– Two ple­ase! (Po­pro­szę dwie!) – po­wie­dzia­łam. – Thank you! (Dzię­ku­ję!)

Mój słoń od razu wy­czuł, że mam dla nie­go coś pysz­ne­go. Wy­cią­gnął do tyłu swo­ją dłu­gą trą­bę i za­cze­piał mnie, że­bym się po­spie­szy­ła. Ła­pał mnie za bluz­kę i ła­sko­tał w nogi.

– Po­cze­kaj! – po­wie­dzia­łam. – Mu­szę je naj­pierw wy­jąć z to­reb­ki!

Sło­nik był bar­dzo nie­cier­pli­wy. Kar­mi­łam go, po­da­jąc bam­bu­sy bez­po­śred­nio do trą­by.

A wiesz, że słoń po­tra­fi zjeść w cią­gu dnia po­nad 150 ki­lo­gra­mów ro­ślin? Wiesz, ile to jest? Na przy­kład je­że­li chciał­byś na­kar­mić sło­nia ba­na­na­mi, to mu­siał­byś mu dać 750 ba­na­nów w cią­gu jed­ne­go dnia!

Wresz­cie do­tar­łam nad rze­kę.

– No – ode­tchnę­łam z ulgą – na­resz­cie nie bę­dzie drzew!

We­szli­śmy do wody. Za nami grzecz­nie po­dą­ża­ło sło­niąt­ko, chla­piąc na­oko­ło trąb­ką.

– Jaki on jest słod­ki! – po­wie­dzia­łam.

Idąc wzdłuż rze­ki, wi­dzia­łam dzie­ci ba­wią­ce się na brze­gu opo­na­mi. Kil­ko­ro z nich, jak nas zo­ba­czy­ło, za­czę­ło na nich pły­nąć jak na łód­kach. Uda­wa­ły mo­to­rów­ki i ści­ga­ły się z nami. Spływ na opo­nie to świet­na za­ba­wa. Nie­ste­ty mój słoń i ja zo­sta­li­śmy po­ko­na­ni. A dzie­ci po­pły­nę­ły da­lej, uśmie­cha­jąc się i ma­cha­jąc do mnie. To też wspa­nia­ła za­ba­wa, po­my­śla­łam.

sło­nio­we przy­sma­ki

Wiesz, że trą­ba słu­ży sło­niom do od­dy­cha­nia?

Pły­wa­łeś kie­dyś z ma­ską i rur­ką? Trą­ba to wła­śnie taka rur­ka, przez któ­rą sło­nie mogą od­dy­chać spod wody.

Fru­uuuu!!!

– Ojej, co to było? Je­stem cała mo­kra!

A ty wiesz, co się sta­ło? Do­my­ślasz się? Moja sło­ni­ca po­sta­no­wi­ła po­ba­wić się ze swo­im sło­niąt­kiem. Na­bra­ła w trą­bę wody i ro­biąc mu prysz­nic, ochla­pa­ła rów­nież mnie. Co za miła od­mia­na w tym go­rą­cym dniu!

Nad­szedł czas