Życie i czasy Stephena Kinga - Lisa Rogak - ebook
Wydawca: Albatros Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 498 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Życie i czasy Stephena Kinga - Lisa Rogak

Biografia króla grozy, Stephena Kinga. Autorka, próbując zrozumieć międzynarodowy fenomen twórczości pisarza, cofa się do czasów jego dzieciństwa, koncentruje na jego rodzinie, traumatycznym zniknięciu ojca i tym, jaki miało ono wpływ na kształtowanie się psychiki przyszłego pisarza. Opisuje stan Maine, w którym wychował się i mieszka King. Rozmawia z jego znajomymi i przyjaciółmi, próbując zrozumieć, jak to się stało, że zwykły chłopak z rozbitej rodziny został autorem, który wyznaczył kanon rozwoju współczesnego horroru.

Rogak zbudowała przejrzysty wizerunek Kinga z chaotycznych faktów z życia autora

Times Online (UK)

Opinie o ebooku Życie i czasy Stephena Kinga - Lisa Rogak

Cytaty z ebooka Życie i czasy Stephena Kinga - Lisa Rogak

ciemność, węże, szczury, pająki, gąbczaste przedmioty, psychoterapia, deformacja, zamknięte przestrzenie, niemoc twórcza, latanie… W  zasadzie możecie do tej wyliczanki dodać wszystko, co tylko przyjdzie wam do głowy. Rejestr lęków Kinga jest bowiem nieskończenie długi. On sam trochę ironicznie twierdzi, że miejscem jego stałego zamieszkania powinna być Ludowa Republika Paranoi. Jego traktat
doskonale wie, że to nie powinno działać. Kiedy na pokładzie są trzy, cztery osoby panicznie bojące się latać, to one są w  stanie podtrzymać tę maszynę w  powietrzu. Jeśli nie ma nikogo, kto umiera ze strachu, wtedy naprawdę należy zacząć się bać. Takie rejsy zazwyczaj kończą się tragedią. Wierz mi. Wiem, o  czym mówię”. Na widowni rozległo
Przez lata utrzymywał na przykład, że pracuje codziennie, a  na przerwy pozwala sobie tylko trzy razy do roku: czwartego lipca, w  dniu urodzin i  na Boże Narodzenie. Nie było to prawdą. Jak wyznał kiedyś, nigdy nie umiał powstrzymywać się od pisania, a  kłamał, bo był przekonany, że gdy opowie fanom o  tym, jak robi sobie wolne od tworzenia, wyda im się bardziej ludzki. Nie zdawał sobie sprawy, że dopiero dzięki publicznemu przyznaniu się do słabości
Chociaż przez lata uznawał się za nieugiętego czciciela literatury klasy B – sam siebie określał przecież mianem Big Maca wśród pisarzy – nie czuł się dobrze w  centrum uwagi. Został ikoną literatury popularnej w  dość ekspresowym tempie, bo zaledwie w  kilka lat po opublikowaniu swej debiutanckiej powieści – Carrie . Nigdy nie przywykł jednak do czerpania korzyści ze statusu literackiej gwiazdy. King nienawidzi bycia sławnym. Jego żona Tabby dobitnie stwierdziła kiedyś,
ciągu zaledwie trzydziestu pięciu lat King opublikował sześćdziesiąt trzy książki – włączając w  to powieści pisane wspólnie z  innymi autorami, zbiory opowiadań oraz licząc Zieloną Milę jako sześć osobnych utworów. Od publikacji w  1974 roku debiutanckiej powieści Carrie , jego książki wciąż są wznawiane, czym może pochwalić się zaledwie kilku autorów bestsellerów. Jak widać, lęki i  obsesje Kinga wciąż nie tracą na intensywności. Czy pisze dla
„Żeby zostać pisarzem, musisz być trochę szaleńcem. Skazujesz się na wymyślanie światów, które nie istnieją w  rzeczywistości – mówił. – Słyszysz głosy, wierzysz w  nie i  robisz rzeczy, których nawet dzieci absolutnie nie powinny robić. Przecież w  końcu jesteśmy uczeni dostrzegania różnicy między fikcją a  realnością. Dorosły powie: fajnie, że masz wyimaginowanego przyjaciela, nie martw się, wyrośniesz z  tego. Tyle że pisarz nigdy z  tego nie wyrasta”
Steve wielokrotnie powtarzał, że najbardziej znienawidzonym pytaniem, jakie się mu zadaje, jest: „Skąd pan bierze swoje pomysły?”. Doskonale go rozumiem. Każdy autor ma coś takiego, czego nie znosi. Jeśli chcecie wkurzyć mnie – biografa – zapytajcie: „Czy ta książka jest autoryzowana?”, a  zobaczycie, jak wygląda King, gdy ktoś pyta go o  źródło pomysłów.
Podczas kiedy u  większości jego znajomych niezapisane kartki papieru budziły lęk, dla niego zawsze były zapowiedzią wielkiej przygody. Dlatego zielone bele potraktował jak specjalny dar, który postanowił zachować na specjalną okazję. Przejeżdżał palcami po zwojach i  czuł się „jak alkoholik pochłaniający wzrokiem butelkę chivas regala lub seksoholik w  pomieszczeniu pełnym dziewic” 28 . Zaniósł papier do domu, nawinął na rolkę swojego wysłużonego underwooda – w  końcu przywiózł go z  Durham – i  wystukał pierwsze zdanie powieści, na której pomysł wpadł, czytając poemat Roberta Browninga Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął , opowiadający o  młodym mężczyźnie
podróżującym przez nieprzyjazną krainę w  stronę odległej wieży. „Człowiek w  czerni uciekał przez pustynię, a  rewolwerowiec podążał w  ślad za nim” 2* . Dzięki Władcy Pierścieni Tolkiena King odkrył, że poza detektywistycznymi opowieściami, horrorami, science fiction i  komiksami istnieje jeszcze jeden gatunek literacki: fantasy. „Byłem powalony magią tych historii, ideą niekończącej się podróży i  tym, jak długo można o  niej opowiadać” 29 – wspominał. Oczywiście nie chciał kopiować stylu Tolkiena, lecz opowiedzieć własnymi słowami swoją historię, którą już wówczas zaplanował na siedem tomów. Jednego był pewien – seria jedną nogą musi tkwić głęboko w  świecie fantasy, a  drugą
King ukończył uniwersytet wiosną 1970 roku z  tytułem licencjata i  certyfikatem zezwalającym na uczenie w  liceum. Komisja poborowa tuż po tym, jak zakończył studia, uznała go – ze względu na wysokie ciśnienie, wadę wzroku, płaskostopie i  wadę słuchu – za niezdolnego do służby wojskowej. Po raz pierwszy w  życiu Steve, sięgając
Zatrudnił się na stacji benzynowej w  Brewer. Zgodnie z  obowiązującymi na niej zasadami, pracownicy musieli niezwykle drobiazgowo dbać o  klientów. A  kiedy ci kończyli tankowanie, pracownik z  osoby obsługującej dystrybutor natychmiast przedzierzgał się w  handlowca. „Po zatankowaniu miałeś do wyboru kupno Szkła, czyli brzydkiego nietłukącego się kubka, lub Chleba – bochenka gąbczastego białego pieczywa. Jeśli zapomnieliśmy zapytać o  to, czy po napełnieniu baku zrobić przegląd oleju, miałeś tankowanie na koszt firmy. Jeśli zapomnieliśmy powiedzieć „dziękuję” – to samo. A  teraz zgadnij, kto płacił za to darmowe tankowanie? Tak jest, sklerotyczny pracownik stacji” 3
Kiedy po raz czwarty na progu jego domu wylądowała przesyłka ze zwrotnym adresem wydawnictwa Doubleday, Steve’a opuściły resztki sił. Rozdarł kopertę tylko po to, aby dowiedzieć się, że mimo całej pracy, jaką włożył w Getting It On ,
„Otwierałem taką książkę i  na pierwszej stronie czytałem: »Autor pragnie podziękować Fundacji Guggenheima za dotację, bez której ta książka by nie powstała«, i  od razu trafiał mnie szlag. Myślałem – ty pierdolony zasrańcu, jakim cudem ty dostałeś pieniądze na to, żeby siedzieć na dupie w  jakimś domku w  New Hampshire, podczas kiedy ja piszę po nocach, a  ręce mam całe poparzone wybielaczem? Kim ty, kurwa, jesteś?” 5 . „Jak by to było możliwe, to z  zazdrości i  wściekłości gotowałby mi się mózg i  para wylatywałby z  moich uszu – wspominał. – Wydawało mi się, że takie rzeczy się dzieją, bo środowiskiem rządzi układ. Jakiś studencina przychodził do swojego profesora, który mówił mu: – Synu, powinieneś
Ojca, który pewnego dnia po prostu wyszedł z  domu po papierosy i  nigdy nie wrócił, który porzucił żonę i  dwóch synów – czteroletniego Davida i  dwuletniego Steve’a – skazując ich tym samym na życie w  ubóstwie i  niepewności. „To, że piszę
Pobrali się drugiego stycznia 1971 roku w  Old Town, miasteczku, w  którym Tabby dorastała. Za dwie obrączki Steve zapłacił 15 dolarów i  95 centów. Ceremonia odbyła się w  kościele katolickim – zgodnie z  wyznaniem Tabby – za to przyjęcie weselne w  kościele Metodystów. Mimo że Steve wciąż szukał innej pracy, przypuszczali, że w  chwili, gdy będą brali ślub, wciąż będzie zarabiał, piorąc cudze brudy w  pralni. Dlatego datę ceremonii wybrali tak, aby nie kolidowała z  jego grafikiem. „Pobraliśmy się w  sobotę, bo wtedy po południu pralnia była nieczynna. I  choć wszyscy życzyli mi szczęścia itp., to nie było im na rękę, że nie zjawię się
przerażający facet, który uwielbia eksplozje i  na podwórzu obok własnego domu wysadza w  powietrze różne rzeczy. Dla tych, którzy lepiej poznali życie pisarza, to oddany ojciec i  mąż oraz niezwykle hojny darczyńca wspierający organizacje charytatywne w  Bangor w  stanie Maine. Przyjaciele mają o  nim
„Steve ciągle uważa się za małomiasteczkowego kolesia, któremu wprawdzie udało się zrobić kilka interesujących rzeczy, ale który wciąż nie rozumie, dlaczego jego życie miałoby kogokolwiek interesować”. Oczywiście nie rozumie
gdy jest już głęboko wciągnięty w  proces twórczy, zupełnie nie dba o  sprawdzanie faktów. „Dopiero gdy skończę pisać, zabieram się za research – wyznał. – Kiedy pracuję nad książką, nie lubię zawracać sobie głowy szczegółami. Najpierw muszę uporać się z  robotą, którą zacząłem”
Wierzę w  te wszystkie naiwne romantyczne bzdety jak to, że dzieci są dobre z  natury, zło zostaje pokonane przez dobro i  to, że lepiej jest kochać kogoś i  go stracić, niż nigdy nikogo nie kochać. Naprawdę wierzę w  to gówno. Nic na to nie poradzę. Sporo z  tego widzę w  swoich książkach”.
zapach pączków tak samo, jak reagowali na homary. „Na początku wydaje ci się, że to miły zapach, słodkawy, świeży, dopiero po pewnym czasie traci cały swój urok. Do tej pory nie jestem w  stanie spojrzeć na pączka” 9 – przyznał King.