Zraniony pasterz - Daniel Ange - ebook
Wydawca: Wydawnictwo M Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2009

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 135 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zraniony pasterz - Daniel Ange

 

To pełna uroku i wrażliwości książka o miłości Boga do każdego człowieka, choćby ten dążył drogą z daleka od Ojca. Jej lektura pomaga otworzyć się na Spojrzenie, którego światło sprawia, że życie stanie się Życiem, a istnienie nabierze sensu, stanie się obecnością, żarem, będzie siać nadzieję.

To książka dla Ciebie. Mówi ona tylko jedno: jest ktoś kto cię kocha, nawet jeśli o tym nie wiesz, ktoś kto cię nigdy nie zostawi samego!

Każda strona książki czy opisane zdarzenie mogłyby być podpisane, poświadczone przez wiele osób... które kiedyś czuły się samotnymi i pozwoliły się odnaleźć Jedynemu.

Opinie o książce:

,,Zraniony pasterz był dla mnie początkiem nawrócenia” – Małgorzata, 34 lata.

,,Jest to książka o niesłychanej delikatności. Poprzez swoją delikatność i czułość otworzyła we mnie małą szczelinę (…) dotarły do mnie dwa słowa: być ufnym. Ufać, nawet jeśli się nie zawsze rozumie” – Miriam, 16 lat.

,,Wcześniej byłam jak maszyna podłączona do kontaktu, która nie działa. Książka stała się wciśnięciem przycisku, który uruchomił mechanizm. Modliłam się, ale przechodziłam obok najważniejszego…” – Anita, 15 lat.

Opinie o ebooku Zraniony pasterz - Daniel Ange

Cytaty z ebooka Zraniony pasterz - Daniel Ange

– Bez ustanku szukałem jednej owcy, jednej jedynej. Miałem wrażenie, że ucieka, gdy tylko mnie spostrzeże. Trzeba było się spieszyć. O tej porze roku noc zapada szybko. Tutaj z byle powodu można upaść i skręcić sobie kostkę. Jednak krwawiąc, uczę się leczyć innych. – Jeśli dobrze zrozumiałem, zostawiłeś resztę stada tak po prostu, bez pasterza? – Co chcesz, na tej jednej owcy Ojcu zależy jak na źrenicy oka. Dla Niego liczy się tylko ona. Co za cios, gdybym jej nie odnalazł!
– Wiesz, Bóg przyodział cię w szatę jeszcze piękniejszą. Przyrzeknij mi więc, że nigdy nie będziesz się martwić. Ciesz się każdego dnia z tego, co On ci daje. O dniu wczorajszym myśl tylko po to, by powiedzieć: „dziękuję”! O jutrzejszym zaś: „z góry dziękuję”!
– Ja też wciąż czekam na te słowa. Tak rzadko ludzie uciekają się do mnie. Boją się mnie! Lub biorą za dobrodusznego poczciwinę, nieudolnego, słowem... nieszkodliwego! Albo też za kogoś w rodzaju superdyktatora sadomasochisty...
– Boję się. Otworzysz rany, przywołasz lęki... – Znam te drzwi lepiej od ciebie. Nie byłeś jeszcze wtedy ze mną, ale ja już byłem z tobą. Zaufaj, teraz będzie zupełnie inaczej. – Ale dlaczego nie przekreślić przeszłości tutaj, teraz, jednym ruchem ręki? – Muszę uzdrowić każdą ranę tam, gdzie ją zadano. Zejść do korzeni, aby uleczyć ból, zaradzić złu. Mam swój szczególny sposób uzdrawiania, znam się na tym. Pozwól mi to zrobić.
Nie! Nic nie jest z góry przegrane! Wszystko jest do odbudowania! Nikt nie jest na zawsze stracony. Twoje życie... odpowiadasz za nie tak samo, jak za przyszłość świata. Czeka cię niezwykłe życie. Jeśli zechcesz.
Oto, co ci proponuję: dasz mi swoje rany, a ja oddam ci moje. – Jak to? – Ofiarujesz mi rozczarowania, upadki, niesprawiedliwości, przegrane twego życia. – Co się z nimi stanie? – Biorę je na siebie. Już do ciebie nie należą. – Co na tym zyskuję? – Oddaję ci je, ale przemienione w rany miłości.
Odmowa przebaczenia to popsuty bezpiecznik. A spięcie może sprowadzić śmierć. – O czym mówisz? – O grzechu. – Co to właściwie jest? – To, co powoduje krótkie spięcie miłości, odcina prąd życia, spycha poza nawias braci, podminowuje szczęście, zaciemnia spojrzenie, wykrzywia twarz, dławi radość, gwałci twoje serce.
Jakże potrzebujesz dzielić się miłością godną twego serca! Nie jesteś stworzona do małych, skarlałych miłostek... Jesteś stworzona do miłości wielkiej i silnej, która przetrwa na zawsze. Jesteś do niej zdolna. Jesteś większa, piękniejsza, niż myślisz. Czemu dawać sobą gardzić, czemu pozwalać, by tak szybko przyszła starość?
A Ty, dlaczego nie pójdziesz spotkać każdego tam, gdzie zszedł ze swojej ścieżki? – Pod warunkiem, że da się odnaleźć... – Nie sprawiłoby Ci to trudności! – Ostatecznie my (ileż w tym „my” było czułości!), my obraliśmy inną taktykę. Cały kłopot – podejść do was tak, byście nie wpadli w panikę. Powiedzieliśmy sobie: „Rozważniej jest przyjść przez braci”. A poza tym byłem smutny, nie mogąc z nikim dzielić szczęścia, jakim jest sprowadzenie człowieka na ścieżkę jego serca. Wtedy Ojciec powiedział mi: „Słuchaj, niedobrze Ci być samemu. Wolę wysyłać was po dwóch. On będzie Ciebie zwiastował, podczas gdy Ty będziesz się modlił”. – Do czego zmierzasz? – Jesteśmy ze sobą związani. – I co z tego? – Czy zechcesz użyczyć mi twych oczu, abym mógł widzieć mych braci? Twych uszu, bym mógł usłyszeć ich wołanie? Twych rąk, bym opatrzył ich rany, i twego serca, bym mógł ich kochać takimi, jacy są? – Potrzebujesz mnie?
„Dla Niego nikt nie jest na zawsze stracony, nikt nie jest za daleko, nikt nie jest zbyt wielką ruiną. Jakież cierniste zarośla przeszkodziłyby Mu, by nas dosięgnąć? Jeśli będzie trzeba, zejdzie nawet do piekła, ale w końcu nas odnajdzie”.