Zdążyć przed Panem Bogiem. Hipnoza. Biała Maria - Hanna Krall - ebook
Wydawca: Świat Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Zdążyć przed Panem Bogiem. Hipnoza. Biała Maria ebook

Hanna Krall

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 273 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 8 godz. 26 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zdążyć przed Panem Bogiem. Hipnoza. Biała Maria - Hanna Krall

Piąty tom dzieł zebranych znakomitej pisarki i reporterki.

Nie tylko dla kolekcjonerów

„Zdążyć przed Panem Bogiem” to jeden z najsłynniejszych utworów Hanny Krall, oparty na poruszającej rozmowie z Markiem Edelmanem, legendarnym przywódcą powstania w getcie warszawskim. Zbiór zawiera także trzy opowiadania z głośnego zbioru reportaży „Hipnoza”, relacjonujących niezwykłe ludzkie losy, naznaczone piętnem Holokaustu. Prawdziwym rarytasem jest „Biała Maria” i najbardziej osobista powieść autorki, która w tym wydaniu została rozszerzona o czwartą część.

Ciekawa jestem, co dalej. Książka, która nie skończy się nigdy?

– pisze Hanna Krall.

Opinie o ebooku Zdążyć przed Panem Bogiem. Hipnoza. Biała Maria - Hanna Krall

Cytaty z ebooka Zdążyć przed Panem Bogiem. Hipnoza. Biała Maria - Hanna Krall

Jednemu zabrali matkę, drugiemu ojca zastrzelili na miejscu, siostrę wywieźli w transporcie, więc jeśli ktoś cudem uciekł i jeszcze żył, to musiał przylgnąć do innego żywego człowieka. Ludzie garnęli się wtedy do siebie jak nigdy przedtem, jak nigdy w normalnym życiu. Podczas ostatniej likwidacyjnej akcji biegli do gminy, szukając jakiegoś rabina czy kogokolwiek, kto im da ślub, i szli na Umschlagplatz jako małżeństwo.
(to był zabieg w stanie ostrym, kiedy chodziło o to, kto będzie pierwszy: zawał czy lekarze – lekarze czy Pan Bóg – to był ten zabieg, przed którym Profesor próbował wyjść z kliniki i już nie wrócić; ale wrócił, tego samego dnia jeszcze, późnym popołudniem.
W getcie zostało sześćdziesiąt tysięcy Żydów. Ci, co zostali, teraz rozumieli już wszystko: co to znaczy „wysiedlenie” i że nie wolno czekać. Postanowiliśmy stworzyć jedną organizację wojskową dla całego getta, co zresztą nie było proste, bo jedni do drugich nie mieli zaufania, my do syjonistów, oni do nas. Teraz to nie miało już znaczenia. Utworzyliśmy jedną organizację bojową, Żydowską Organizację Bojową, ŻOB. Było nas pięćset osób. W styczniu znów była akcja i z pięciuset zostało osiemdziesięciu. W tej styczniowej akcji ludzie po raz pierwszy nie szli dobrowolnie na śmierć.
Grupa Anielewicza, którą prowadzono na Umschlagplatz i która nie miała broni, zaczęła bić Niemców rękami. Grupa Pelca, takiego osiemnastoletniego chłopca, drukarza, którą doprowadzono na plac, odmówiła wejścia do wagonu i van Oeppen, komendant Treblinki, rozstrzelał ich wszystkich – sześćdziesięciu ludzi na miejscu.
Wiesz – widziałem tylu ludzi idących na plac i przedtem, i potem, ale tylko przed tym dwojgiem chciałbym się wytłumaczyć. Miałem się nimi opiekować; i powiedziałem im, że przyjdę, i oni do ostatnich chwil czekali na mnie – a ja przyszedłem za późno.
Nad grobami Michała Klepfisza, Abraszy Bluma i tych z Zielonki – stoi pomnik. Wyprostowany mężczyzna z karabinem w jednej i granatem w drugiej, wzniesionej ręce, u pasa ma ładownicę, u boku torbę z mapami, a przez pierś rzemień. Żaden z nich nigdy tak nie wyglądał, nie mieli karabinów, ładownic ani map, poza tym byli czarni i brudni, ale na pomniku jest tak, jak pewnie być powinno. Na pomniku jest jasno i pięknie.
Dlaczego zostałeś lekarzem? – Bo musiałem nadal robić to, co wtedy robiłem. Co robiłem w getcie. W getcie za czterdzieści tysięcy ludzi – tylu było w kwietniu 1943 roku – podjęliśmy decyzję. Postanowiliśmy, że nie pójdą dobrowolnie na śmierć. Jako lekarz mogłem odpowiadać za życie przynajmniej jednego człowieka – więc zostałem lekarzem. Chciałabyś, żebym tak odpowiedział, prawda? To by zabrzmiało dobrze? Ale wcale tak nie było. Było tak, że skończyła się wojna. Wojna – dla wszystkich wygrana. Ale dla mnie to była przegrana wojna i wciąż mi się zdawało, że jeszcze coś muszę zrobić, gdzieś iść, że ktoś na mnie czeka i trzeba go ratować.
Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie życzył. To jest ważne: On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również przyjemne, bo jeżeli się coś uda – to bądź co bądź Jego wywiodło się w pole... – Wyścig z Panem Bogiem? Cóż to za pycha! – Wiesz, kiedy człowiek odprowadza innych ludzi do wagonów, to może mieć z Nim później parę spraw do załatwienia. A wszyscy przechodzili koło mnie, bo stałem przy bramie od pierwszego do ostatniego dnia. Wszyscy, czterysta tysięcy ludzi przeszło koło mnie.
No, dobrze – mówi – Antek chce, żeby nas było pięciuset, literat S. chce, żeby ryby farbowała matka, a wy chcecie, żeby siedział miesiąc. Więc niech będzie miesiąc, przecież to już nie ma żadnego znaczenia.
wtedy, dopiero wtedy uprzytamniasz sobie, jaka to jest proporcja: jeden do czterystu tysięcy. 1:400 000. Po prostu śmieszne. Ale każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens.