Zakon Słowa - Krzysztof Niedzielski - ebook
Wydawca: Goneta Kategoria: Poezja i dramat Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 50 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zakon Słowa - Krzysztof Niedzielski

Wierszowana opowieść o życiu. Czyta się jak dobre opowiadanie, zawierające historie z życia. Melodia wierszy jest tak prosta i tak wciągająca, że nie odczuwa się prawie w ogóle, że to poezja. Gdyby dodać prosty rytm bębna lub innego instrumentu, można by je wyśpiewać przy akompaniamencie prostego rytmu, bo one taki właśnie rytm posiadają. Nie tylko pytania o sens niektórych działań ludzkich w życiu jest tu najważniejszy, ale są też obserwacje przyrody. Długi wiersz przedstawia nam pełną listę zwierząt i ptaków, spotkanych po drodze, mieszkających w różnych częściach kraju i świata. Wyobraźnia podsuwa też obraz człowieka, który pozostawił na ziemi swojego zagubionego Anioła Stróża, szukającego swojego pióra, a to nagle okazuje się czarnym, pozostawionym na białym śniegu.

Album z fotografiami to przyczynek do wspomnień i refleksji zagubienia się z bliskimi, bo nie było tej bliskości, bo nie znalazło się na nią czasu. Jest tu też dłoń, która wykonuje różne prace w życiu, bywa kaleczona, parzona i napracowała się w znoju, ale nie potrafiła dać ciepła drugiej osobie przez cały swój żywot.

Patrząc na dąb, mówimy drzewo. Tu jest dworem dla swoich dworzan, przyjmując ochoczo ptactwo i gryzonie na wiosnę. Niestety, autor go zamordował siekierą, co jest przecież prozą naszego życia. A ono z kolei płata figle. Najważniejsze jednak, by się z nim dopasować, by umieć współgrać, a nie walczyć. Dobrze jest też mieć z kim go dzielić, by poznawać siebie nawzajem w swoich horyzontach miłości. Spacer zimowy to też świetny temat, by pochwalić się przemyśleniami, by opowiedzieć, co się widziało i jak pies obszczekał go niespodziewanie zza jakiejś bramy. Ale widzi sens w tym, by wyjść znowu, mimo że chłód i ciemno. Świetnie też są ukazane emocje animozji rodzinnych, jak obrona zamku, gdzie rodzina przychodzi na odsiecz w trudnych chwilach, ale porozumieć się nie potrafi, więc wkracza pospolite ruszenie, które tę rodzinę ma zastąpić w działaniach naprawczych, ale wszystko to za późno. Życiajka zaś pozwala zachować równowagę w trudnych chwilach życia. Pasja łagodząca niepowodzenia w życiu ma pomagać w osiąganiu tej równowagi, bo

„To nie jest złe, gdy fikcja rodzi

Prawdziwe uczucia radości.

Złe jest to, gdy prawdziwe życie

Tylko fikcyjną daje na nią nadzieję”.

Pan Niedzielski okazuje się świetnym obserwatorem, umiejącym pięknie opisać najbłahsze zdarzenia tego, co nas spotyka w życiu, co może się przydarzyć i zrobić z tego właśnie nic błahego, nadając sens najdrobniejszej czynności. Wytyka ludzkie przywary i emocje, które doprowadzają do nieporozumień wśród najbliższych, zapiekłych ran i nie dokończonych spraw nie wytłumaczonych w porę, które zapiekają się w najtwardszą skałę, nie pomagając pęknąć okowom. To, co znamy lub poznajemy, a nawet to, czego nie zawsze doświadczymy, ale pochylamy się nad słowem pana Niedzielskiego w zadumie, bo doceniamy jego wrażliwość na otaczający go świat. Ma przenikliwość w tej swojej poezji, nie zawsze rymującej się, czasem białej, ale jakże zrozumiałej, ludzkiej, normalnej. Nie słowo wznosi się tu do nieba, ale człowiek unosi się w meandrach swojej zadumy nad tym słowem i kiwa głową ze zrozumieniem, że tak właśnie to jest albo zada tylko pytanie: „naprawdę?”.

Po twórczości beletrystycznej, jaką mamy okazję odkryć pod postacią dwuczęściowej opowieści pierwszego tomu „Spadkobierców przeznaczenia” pod tytułem „Pasjonaci”, wydanej w Gonecie w 2012 i 2013 roku, wiersze te zadziwiają innością i wrażliwością. Proza to fantasy, zupełnie nie pasujące do historii opowiadanych na niniejszych kartach. Ale widać fantazja musi mieć coś w sobie i z poezji, i z gatunku fantasy.

Opinie o ebooku Zakon Słowa - Krzysztof Niedzielski

Fragment ebooka Zakon Słowa - Krzysztof Niedzielski




Od redakcji:

Wierszowana opowieść o życiu. Czyta się jak dobre opowiadanie, zawierające historie z życia. Melodia wierszy jest tak prosta i tak wciągająca, że nie odczuwa się prawie w ogóle, że to poezja. Gdyby dodać prosty rytm bębna lub innego instrumentu, można by je wyśpiewać przy akompaniamencie prostego rytmu, bo one taki właśnie rytm posiadają. Nie tylko pytania o sens niektórych działań ludzkich w życiu jest tu najważniejszy, ale są też obserwacje przyrody. Długi wiersz przedstawia nam pełną listę zwierząt i ptaków, spotkanych po drodze, mieszkających w różnych częściach kraju i świata. Wyobraźnia podsuwa też obraz człowieka, który pozostawił na ziemi swojego zagubionego Anioła Stróża, szukającego swojego pióra, a to nagle okazuje się czarnym, pozostawionym na białym śniegu.

Album z fotografiami to przyczynek do wspomnień i refleksji zagubienia się z bliskimi, bo nie było tej bliskości, bo nie znalazło się na nią czasu. Jest tu też dłoń, która wykonuje różne prace w życiu, bywa kaleczona, parzona i napracowała się w znoju, ale nie potrafiła dać ciepła drugiej osobie przez cały swój żywot.

Patrząc na dąb, mówimy drzewo. Tu jest dworem dla swoich dworzan, przyjmując ochoczo ptactwo i gryzonie na wiosnę. Niestety, autor go zamordował siekierą, co jest przecież prozą naszego życia. A ono z kolei płata figle. Najważniejsze jednak, by się z nim dopasować, by umieć współgrać, a nie walczyć. Dobrze jest też mieć z kim go dzielić, by poznawać siebie nawzajem w swoich horyzontach miłości. Spacer zimowy to też świetny temat, by pochwalić się przemyśleniami, by opowiedzieć, co się widziało i jak pies obszczekał go niespodziewanie zza jakiejś bramy. Ale widzi sens w tym, by wyjść znowu, mimo że chłód i ciemno. Świetnie też są ukazane emocje animozji rodzinnych, jak obrona zamku, gdzie rodzina przychodzi na odsiecz w trudnych chwilach, ale porozumieć się nie potrafi, więc wkracza pospolite ruszenie, które tę rodzinę ma zastąpić w działaniach naprawczych, ale wszystko to za późno. Życiajka zaś pozwala zachować równowagę w trudnych chwilach życia. Pasja łagodząca niepowodzenia w życiu ma pomagać w osiąganiu tej równowagi, bo

„To nie jest złe, gdy fikcja rodzi

Prawdziwe uczucia radości.

Złe jest to, gdy prawdziwe życie

Tylko fikcyjną daje na nią nadzieję”.

Pan Niedzielski okazuje się świetnym obserwatorem, umiejącym pięknie opisać najbłahsze zdarzenia tego, co nas spotyka w życiu, co może się przydarzyć i zrobić z tego właśnie nic błahego, nadając sens najdrobniejszej czynności. Wytyka ludzkie przywary i emocje, które doprowadzają do nieporozumień wśród najbliższych, zapiekłych ran i nie dokończonych spraw nie wytłumaczonych w porę, które zapiekają się w najtwardszą skałę, nie pomagając pęknąć okowom. To, co znamy lub poznajemy, a nawet to, czego nie zawsze doświadczymy, ale pochylamy się nad słowem pana Niedzielskiego w zadumie, bo doceniamy jego wrażliwość na otaczający go świat. Ma przenikliwość w tej swojej poezji, nie zawsze rymującej się, czasem białej, ale jakże zrozumiałej, ludzkiej, normalnej. Nie słowo wznosi się tu do nieba, ale człowiek unosi się w meandrach swojej zadumy nad tym słowem i kiwa głową ze zrozumieniem, że tak właśnie to jest albo zada tylko pytanie: „naprawdę?”.

Po twórczości beletrystycznej, jaką mamy okazję odkryć pod postacią dwuczęściowej opowieści pierwszego tomu „Spadkobierców przeznaczenia” pod tytułem „Pasjonaci”, wydanej w Gonecie w 2012 i 2013 roku, wiersze te zadziwiają innością i wrażliwością. Proza to fantasy, zupełnie nie pasujące do historii opowiadanych na niniejszych kartach. Ale widać fantazja musi mieć coś w sobie i z poezji, i z gatunku fantasy.

 


1. Cudownie jest

 

Czuję w oddechu miłość do życia.

Gdyby zrobić go widzialnym, byłby kolorowym dymem.

Podmuch śmiechu ułożyłby go w tęczę.

I postawił jego końce w naszych duszach.

 

Widzę w każdym nasionku szansę na życie.

Drzewa nimi obsypane mogą być porankiem nowego lasu,

W którym ktoś skradnie komuś pocałunek

I podaruje w zamian swoje serce.

 

Słyszę rękę artysty w szeleście traw.

Gdyby ludzkie uszy nie były kalekie,

Emocje przeżyłyby degustację subtelnych wrażeń

W pozornej ciszy za miejskim gwarem.

 

Nie przejmuję się jesiennym wiatrem,

Przelatującym we włosach, jak ptaki nad głową.

Skoro jest im towarzyszem i drogowskazem,

Ja na ziemi nie będę na niego zły.

 

Degustuję się pełnią księżyca.

W jego morzach nigdy nie stanę.

Mogę jednak poświęcić godzinę nocy,

By patrzeć na niego i potem o tym śnić.

 

Dotykam swoim życiem cztery pory roku,

Układające się w kolejny przeżyty rok.

Nic tak dobrze nie ukazuje nadziei,

Jak świeży wiosenny pąk na odmrożonej gałęzi.

 

 

2. Kawaleria słowa

 

Wahadłowym ruchem,

Jakby wiatr nucił mu kołysankę

Spada wolno w dół czarne pióro.

 

Jest jesień, złoty deszcz wszystkich zachwyca.

Nikogo nie interesuje jego lot.

Nikogo nie interesuje skąd się wzięło.

 

Spadnie gdzieś w stos liści,

Albo zanurzy się w chłodnej wodzie.

Nikt tu po nim nie zapłacze.

Nie pochylą się nad nim myśli.

 

Ostatnie podrygi na wietrze.

Ostatni widok nim znikło.

W wirze codzienności.

 

To nie słodka jak pocałunek tajemnica.

To gorzka jak rozstanie prawda.

Czarnego pióra z nieba.

Pióra leżącego na ziemi.

 

Zimowy czas

Przykrył świat śniegową kołdrą,

Kryjąc w bieli pióro ciemne jak noc.

 

Gdzieś w mroźnym powietrzu słuchać trzask.

Gałęzie to czy zgrabiałe z mrozu palce?

Kto jednak byłby tu o tej porze?

 

Wędrowiec przesuwa się wśród drzew,

Stąpając lekko na powierzchni śniegu.

Ramiona ma bardzo podobne do ptasich skrzydeł,

Włosy oblepione zbieranym przez pszczoły pyłem.

 

Piękne, młode oblicze.

Na policzku tylko szwy ma z babiego lata,

Pamiątkę służby, której był wierny.

 

Anioł stróż szukający pióra,

Którym spisywał kolejny dzień swojego człowieka.

Zmarznięte palce przeszukują śnieg,

Wytrwale i z nadzieją znalezienia zguby.

 

To nie słodka jak pocałunek tajemnica.

To gorzka jak rozstanie prawda.

Czarnego pióra z nieba.

Pióra leżącego gdzieś w śniegu.

 

Podnosi wzrok na horyzont,

Za linią drzew jest jego grób.

Pójdzie tam pieszo, nim spotka go znów.

 

Lecz wpierw musi jeszcze raz schylić plecy.

Raz kolejny poczuć chłód zimy w palcach,

Szukając cennej zguby.

 

Gdzieś w śniegu jest czarne pióro,

Gdzieś w niebie jest dusza człowieka,

Czekająca na kronikę swojego życia.

 

 

Smutny anioł, brodząc w śniegu,

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.