Z podniesioną głową - Ryszard Drzazgowski - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 104 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Z podniesioną głową - Ryszard Drzazgowski

…życie zaczyna się od papierosa i kawy oraz mocnej herbaty w palarni. W cenie, i to jakiej, jest papieros, kawa i herbata, rarytasem jest czekolada, cukierek czy ciastko. Kto ma ten towar jest bogaczem, kto nie ma, zrobi wszystko, aby go zdobyć. Tam rządzą takie zasady.

 

To nie opis życia więziennego. Tak swój pobyt w szpitalu psychiatrycznym wspomina autor ukrywający się pod pseudonimem Ryszard Drzazgowski. Jak sam mówi, choroby psychiczne są przez nasze społeczeństwo wciąż traktowane jak wstydliwe znamię, które rzutuje na życie chorego i jego rodziny. Wstrząsające opisy kolejnych pobytów w oddziałach zamkniętych szpitali psychiatrycznych, sposób w jaki przez personel traktowani są chorzy, poczucie bezradności, osamotnienia, strach i upokorzenie dają wyobrażenie o tym, co było udziałem autora i zapewne tysięcy innych chorych.

Opinie o ebooku Z podniesioną głową - Ryszard Drzazgowski

Fragment ebooka Z podniesioną głową - Ryszard Drzazgowski







Strona redakcyjna


Książkę dedykuję rodzinie i przyjaciołom


OD AUTORA

Książkę, którą macie państwo przed sobą, napisałem z wiadomych względów pod pseudonimem. Temat, którym się zająłem, jest w dalszym ciągu tematem tabu. We wspomnieniach tych poruszam w sposób odważny tematykę dotyczącą zdrowia psychicznego i pobytów w szpitalach psychiatrycznych, bo chciałbym, aby większość ludzi zrozumiała choć trochę ten problem, tym bardziej że prawie każdego to dotyka, jeśli nie bezpośrednio, to najbliższe otoczenie. Przez ponad dwadzieścia pięć lat pełniąc funkcję prezesa zarządu pewnej firmy, byłem jednocześnie pacjentem poradni zdrowia psychicznego oraz szpitala i kliniki psychiatrycznej. Po tych wszystkich przeżyciach powiem jedno: wszystko jest dla ludzi. Historia, którą opowiem, jest straszna, bulwersująca, ale daje też moc do pokonywania wszystkich trudności. Ludzi z chandrą, depresją i innymi objawami chorób psychicznych szybko stawia na nogi. Ludzie pocieszają się. Gdy pisałem tę książkę, ktoś przeczytał brudnopis i powiedział, że moje wspomnienia dużo mu pomogły, już wie, jak postępować z chorą mamą. Ktoś inny powiedział, że szkoda, iż tak późno dowiedział się o niektórych sprawach, bo wiedziałby lepiej, jak postępować z chorym członkiem rodziny. Na początku zastanawiałem się, na ile opisywać pewne szczegóły. Ale doszedłem do wniosku, że o tych sprawach powinno się coraz więcej mówić. A wizyta u psychologa czy psychiatry nie powinna być aż tak wstydliwa. Podobnie pobyt w szpitalu psychosomatycznym albo psychiatrycznym nie powinien być owiany tajemnicą ani dyskryminować człowieka z życia.


WSTĘP

Był rok 1986. Do szpitala przywieziono Ryszarda Drzazgowskiego. Ordynator przyjął go i przeprowadził z nim wywiad, decydujący o przyjęciu lub transportowaniu go do kolejnego szpitala. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:

Nazywam się Ryszard Drzazgowski, mam trzydzieści pięć lat, jestem żonaty i mam dwoje dzieci: pięcioletnie i trzyletnie. Niekarany. Zamieszkały tu, a tu (podałem dokładny adres). Od kilku lat pracuję w takim to, a takim zakładzie pracy na stanowisku prezesa zarządu. W rodzinie nikt na choroby psychiczne nie chorował. Papierosy palę od siedemnastego roku życia. Alkohol raczej lubię, a raz na jakiś czas piję go w nadmiernych ilościach, co powoduje na drugi dzień większego kaca. Zdarza się, że bywały jakieś kłótnie. Podczas kłótni moja ekspresja sięga zenitu. Ale jest taka prawda, że nic nie mówi o człowieku tak wiele, jak porządna kłótnia. Jest takie powiedzenie: kto się czubi, ten się lubi. Czasami jestem nerwowy, czasem głośno krzyknę, ale nigdy niczym nie rzucam. Kocham żonę i dzieci. To jest mój największy skarb.

Takie informacje przekazywałem dwadzieścia siedem lat temu, w momencie pierwszego przyjęcia do szpitala psychiatrycznego. Po latach postanowiłem spisać wspomnienia związane z chorobą, zwaną ChAD, pracą na stanowisku prezesa, pobytami w psychiatryku, swoimi pasjami oraz o satysfakcji płynącej z życia rodzinnego, normalnym funkcjonowaniu w społeczeństwie, o pokonaniu w pewnym sensie choroby.

Po uruchomieniu komputera zobaczyłem relację z podróży po Europie, napisaną przez mojego syna. Postanowiłem, że to będzie początek moich wspomnień, świadczący o tym, że tworzymy wspaniałą rodzinę, razem potrafimy spędzać czas i lubimy poznawać nowe zakątki w kraju i na świecie. Rodzina bardzo dużo mi pomogła. To jej zawdzięczam wszystko. Wspaniała żona i synowie powodują i powodowali, że mimo ChAD-u, czyli choroby psychicznej afektywnej dwubiegunowej, na którą cierpi dziesięć procent populacji i żyje na huśtawce nastrojów... można żyć. Po prostu żyję!!! Rodzina jest ze mną do tej pory, mimo wielu przeciwności losu wspólnie budujemy i stawiamy życiu czoło.

Na początku opiszę pierwszy dzień podróży. Potem, po krótkim wstępie, w kolejnych rozdziałach omówię w skrócie wszystkie zagadnienia związane ze mną, z pracą i chorobą. Postaram się być w miarę szczery, chociaż jak zawsze pewne rzeczy bierze się do grobu, nie wszystko można powiedzieć. Ponieważ naszą pasją są podróże kamperem po kraju i Europie, zacznę od relacji syna z naszego najdłuższego wspólnego wyjazdu do Francji na Lazurowe Wybrzeże i nad Atlantyk. Zwiedzaliśmy też piękną Bawarię z jej fantastycznymi pałacami oraz Szwajcarię z cudownymi Alpami i ciekawym krajobrazem. Ale przystąpmy do opowiadania.

„Wyruszyliśmy. Za stacją benzynową zauważyliśmy, że nie wzięliśmy dowodu rejestracyjnego na kampera. Dobrze, że sprawdziliśmy to tuż po wyjeździe. Jakby nas złapali, kamper wracałby z zagranicy na lawecie. Byłoby niewesoło. Ale po przejechaniu paru kilometrów zawróciliśmy i wszystko dobrze się skończyło. Oto początek tej relacji:

Aktualnie podróż udaje się nam w stu procentach. Jesteśmy zadowoleni. Plan mamy bardzo bogaty. Wczoraj zwiedzaliśmy Passau, gdzie łączą się ujścia trzech rzek (Dunaju, Inn i Ilz), a więc miasto nazywane jest bawarską Wenecją. Jest bardzo ładne i zadbane. Domy na skałach, ładne mosty, wąskie uliczki, liczne budynki z kolorowymi elewacjami i otaczająca budynki woda z różnych stron z wiszącymi mostami. To robi wrażenie. Tam na dziko przenocowaliśmy pierwszą noc... na parkingu. Nie byliśmy jednak sami, bo w podobny sposób zatrzymały się w tym miejscu dwa niemieckie kampery. Bardzo nam się podobała Bawaria.

Otaczająca zieleń, wzniesienia i ośnieżone Alpy wprawiają nas w zachwyt. Jeszcze bardziej utwierdziliśmy się w przekonaniu, że zakup kampera i ten styl podróżowania podoba się nam wszystkim. Z pewnością dzięki temu poznamy wiele przepięknych miejsc w Europie.

Dzisiaj wstaliśmy około szóstej rano. Ptaszki nam śpiewały, bo parking otoczony był zielenią i znajdował się przy samej rzece Ilz. Przed godziną ósmą opuściliśmy Passau i udaliśmy się w kierunku Burghausen, gdzie jest najdłuższa twierdza w Europie, jej długość wynosi 1043 metry, są tam specjalne punkty widokowe. Otaczająca nas zieleń i te stare mury przepięknie wyglądały. Z tego miejsca udaliśmy się nad jezioro Chiemsee, największe jezioro w Bawarii.

Pojechaliśmy do Gstaad, skąd kursuje statek na wyspę znajdującą się na jeziorze, na której Ludwik II Bawarski zbudował pałac w stylu wersalskim z przepięknymi ogrodami i fontannami. Gdy dojechaliśmy do Gstaad, udaliśmy się na pomost do centrum i zwiedziliśmy miasto, położyliśmy się na pomoście, zażyliśmy kąpieli słonecznej, a tato zaliczył pierwszą w tym roku kąpiel w jeziorze. Piękne i malownicze miejsce: woda, zieleń i wysokie góry, liczne żaglówki na jeziorze. Później wyruszyliśmy do pałacu, wykupiliśmy wycieczkę statkiem na wyspę. Przy wejściu do pałacu dali nam karteczki, opisujące sale w języku polskim (przy zakupie biletów pytali się, skąd jesteśmy), a przewodnik oprowadzał nas w języku angielskim. Pałac był bardzo ładny.

Ludwik przejął tron, gdy miał osiemnaście lat. W pałacu przebywał głównie od września do października. Pałac ma wiele sal. Sale, dekoracje są przepiękne: wszystko w złocie, liczne malowidła, trudno to opisać. Sala z osiemdziesięcioma lustrami, sypialnia z niebieską kulą, emitująca światło księżyca, piękna szafa na instrumenty muzyczne. Warto było to zobaczyć... Piękne ogrody i niewiarygodnie urozmaicone rzeźbami fontanny. Cudowne miejsce.

Po drodze z Passau do Gstaad przy samym jeziorze widzieliśmy kemping. Mimo licznych adresów kempingów, które zanotowaliśmy przed wyjazdem, postanowiliśmy po zwiedzeniu pałacu właśnie tam zajechać i spytać się o nocleg. Udało się, bo były jeszcze wolne miejsca, ale na kempingu są liczne kampery i przyczepy. Wzdłuż jeziora jest wiele ścieżek rowerowych (mamy ze sobą dwa rowery), więc może jutro z nich skorzystamy. Tata zaliczył kąpiel w jeziorze. Zrobiliśmy sobie grill, wystawiliśmy markizę, stolik, krzesełka, lampkę, kosz na śmieci. W pełni się rozgościliśmy. Odpoczywamy wśród pięknej przyrody, słonecznej pogody, na świeżym powietrzu. To pełny odpoczynek dla ducha i ciała. Psychikę można w pełni zrestartować i naładować akumulatory na kolejne dni, które także będą bogate we wrażenia. Tata planował drogę kilka dni, śledząc różne wycieczki w danych regionach, czytając blogi innych turystów oraz pytając się znajomych oraz rodziny, którzy byli w danych miejscach, co warto zobaczyć i zwiedzić. My także, częściowo na bieżąco, będziemy to wszystko monitorować.

Wyjazd jest częściowo urodzinowy: mama miała urodziny 28 maja (dzień przed wyjazdem), a tata jutro – 31 maja. Rok temu w tym czasie byliśmy razem w Paryżu. Fajnie, że udało nam się jeszcze wspólnie wyjechać w taką podróż. Jest to w sumie duża wyprawa, a mama nigdy nie brała jeszcze w pracy tak długiego urlopu.

Mamy Internet, więc działamy niezależnie od miejsca”.

Są to pierwsze słowa syna, opisujące naszą wspólną podróż po Europie. Przez cztery tygodnie zwiedziliśmy Bawarię, Szwajcarię, Francję, Włochy. W następnym roku planujemy odwiedzić Francję i Hiszpanię. O przygodach z podróży opowiem innym razem.

Czuję radość i szczęście, bo mam tak wspaniałą rodzinę, która przede wszystkim dała mi wiarę, nadzieję i siły, żeby to wszystko, z cierpieniem włącznie, przetrzymać. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zawsze może być gorzej. Jak mówią moi synowie, zazwyczaj wychodzi lepiej, niż przypuszczaliśmy.


MARZEC 2013 R.

Za dwa i pół miesiąca mam urodziny. Tym razem już sześćdziesiąte. Ktoś mnie kiedyś zapytał, czemu tak podkreślam tę sześćdziesiątkę. A ja mu odpowiedziałem, że chcę dostać fajne prezenty. Pierwszy dostałem od kochanej żony. Ale na razie nie powiem jaki. Jestem z niego bardzo zadowolony. Od synów też dostaliśmy bardzo porządny prezent. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

16 marca 2013 r.

Od kilku lat, pod koniec maja, synowie pomagają nam w organizowaniu wyjazdów zagranicznych. A teraz taka niespodzianka. Ale tak jak zawsze mówiłem, trzeba mieć marzenia. Dzisiaj z wrażenia wcześniej wstałem i postanowiłem, że napiszę kolejną książkę.

Ponieważ nie mam już obowiązków zawodowych, czas wykorzystam na napisanie wspomnień oraz podzielenie się niektórymi doświadczeniami. Tak jak nosi tytuł pewnej książki, życie zaczyna się po sześćdziesiątce. Z jednej strony podsumuję swoje życie, z drugiej strony chcę pokazać, że w tym wieku jest czas, by zająć się tym, co się lubi. Gdy pracowałem zawodowo, nie starczało na to czasu. Teraz będzie go więcej, będę mógł nacieszyć się wnukami i przeznaczyć go na pasje.

Kiedyś spisałem swoje wspomnienia, których mottem były marzenia i wiara w ich realizację mimo wszystkich przeciwności losu. Będę opisywał sprawy trudne i smutne, ale także zabawne i wesołe, jak to w życiu, raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale trzeba to akceptować. Do tych tematów będę nawiązywał również w tej książce. Ale to, co jest ważne, to optymizm, nadzieja oraz wiara w sukces możliwy do osiągnięcia. I pamiętajmy, nawet w najbardziej trudnych chwilach nie można się załamywać, zawsze trzeba wierzyć w siebie i iść do przodu. Mówię to jako człowiek, który wiele przeżył i wiele doświadczył. Wspomnienia nie będą lekkie, ale momenty cierpienia mają sens. Każde cierpienie prowadzi do pełni życia. Przybliżę pobyty w szpitalach, tak zwanych psychiatrykach. Z założenia powinny być tam dobre warunki, ale niejednokrotnie słaby personel i wiele niedociągnięć powodują, że zdarzają się historie takie, jakie ja przeżyłem. A bywało, że ocierałem się o śmierć. Mój przypadek zdiagnozowany jest jako ChAD, ale to lekka odmiana, bywają przypadki cięższe, bywają też poważne choroby psychiczne, jak schizofrenia albo inne psychozy.

Opowiadania te na jednych zrobią większe, a na innych mniejsze wrażenie, ale dla mnie jest to pewna forma terapii, ponieważ to, co tyle lat ukrywałem, ujrzy światło dzienne. Nie będą to też wypowiedzi autorytatywne z punktu widzenia medycyny. Ta historia będzie na pograniczu dokumentu, prawdy, ale też fikcji literackiej. Życie pisze różne scenariusze. Łatwiej jest wydać książkę o miłych, wesołych historiach niż poważnych tematach. Ludzie ciągle zasypywani informacjami z kraju i ze świata o różnych, bardzo trudnych i dramatycznych zdarzeniach się uodpornili. Ale znajdą się też tacy, dla których ta opowieść będzie wstrząsająca czy bulwersująca, ale zarazem interesująca i ciekawa. Chciałbym, żeby te wspomnienia przyczyniły się do czegoś pozytywnego. I jeżeli pomogą chociaż jednej osobie, to tym bardziej będzie to miało sens. Przejdźmy do głównego wątku mojej opowieści.

Żyłem w dwóch światach. Z jednej strony byłem chory, z rozpoznaniem ChAD, przebywałem w szpitalu psychiatrycznym, z drugiej strony byłem szanowanym i dobrze notowanym prezesem zarządu firmy, którą przejąłem w 1983 roku. Postaram się o tym opowiedzieć. Przejąłem tę firmę, gdy znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej i finansowej. Wymagało to ode mnie dużo pracy i zaangażowania. Cały czas byłem oceniany przez wszystkich członków na corocznych rozliczeniowych Walnych Zgromadzeniach, gdzie niejednokrotnie w tajnych głosowaniach musiałem dostawać absolutorium. Tego typu forma rozliczeń za pracę była dodatkowo stresująca. Nie szukam przyczyn, bo nikt ich nie zna, ale wiele okoliczności w danym momencie, i być może całe pasmo niesprzyjających zdarzeń, spowodowało, że znalazłem się pierwszy raz w szpitalu psychosomatycznym czy psychiatrycznym.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.