Wywieranie wpływu na siebie - Arkadiusz Bednarski - ebook
Wydawca: Złote Myśli Kategoria: Specjalistyczne Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 280 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 8 godz. 4 min

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wywieranie wpływu na siebie - Arkadiusz Bednarski

Trzymasz w ręku udoskonalone (poprawione i rozszerzone) drugie wydanie książki „Wywieranie wpływu na siebie”, która w pierwszej wersji sprzedana została w kilkunastu tysiącach egzemplarzy.

"Zapraszając Cię do czytania tej książki, chcę przekazać Ci możliwie najbardziej użyteczne i efektywne metody działania, które będziesz mógł wykorzystać w każdym obszarze swojego życia, zarówno osobistego, jak i zawodowego.

Z informacji uzyskanych od czytelników pierwszego wydania: książka wpłynęła pozytywnie na życie zawodowe i osobiste. Udało im się:

  • awansować,
  • otworzyć własne firmy,
  • zwiększyć efekty swoich działań w obecnej pracy,
  • pozbyć się nałogów
  • zadbać o swoją kondycję
„Złotym cielcem” naszych czasów stało się dążenie do kariery, pojętej jako uzyskanie popularności wraz z dużą ilością pieniędzy na koncie. Ale obierając ten kierunek i nawet uzyskując upragniony cel, wielu ludzi zauważa ze zdziwieniem, że to, co na początku tej drogi postrzegali jako szczęście i spełnienie, teraz, kiedy stało się rzeczywistością, wcale ich nie cieszy. Mozolnie wspinali się po drabinie prowadzącej do ich prywatnego nieba, a kiedy już się w nim znaleźli, okazało się, że przystawili tę drabinę do niewłaściwej ściany. Książka, którą, szanowny Czytelniku, trzymasz właśnie w ręku, pozwala uniknąć takiej pomyłki, prowadzi bowiem uważnie i cierpliwie do poznania swoich prawdziwych potrzeb i predyspozycji.

- Zuzanna Celmer - licencjonowany terapeuta

Opinie o ebooku Wywieranie wpływu na siebie - Arkadiusz Bednarski

Cytaty z ebooka Wywieranie wpływu na siebie - Arkadiusz Bednarski

Jeżeli koncentrujesz się na bogactwie — będziesz bogaty. Jeżeli koncentrujesz się na mądrości — będziesz mądry. Jeżeli koncentrujesz się na pięknym domu — będziesz ten dom mieć. Jeżeli koncentrujesz się na tym, aby być prezesem — będziesz prezesem. Jeżeli koncentrujesz się na tym, aby mieć mercedesa — będziesz jeździć mercedesem.

Fragment ebooka Wywieranie wpływu na siebie - Arkadiusz Bednarski





Wstęp

Życie to wzrastanie. Gdy przestaniemy fizycznie czy duchowo wzrastać, stajemy się martwi.

Morihei Ueshiba, twórca aikido

Zapraszając Cię do czytania tej książki, chcę przekazać Ci możliwie najbardziej użyteczne i efektywne metody działania, które będziesz mógł wykorzystać w każdym obszarze swojego życia zarówno osobistego, jak i zawodowego.

Oddaję w Twoje ręce poprawione i rozszerzone drugie wydanie książki Wywieranie wpływu na siebie, która w pierwszej wersji sprzedana została w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. Publikacja jest swego rodzaju zapisem sesji szkoleniowej, podczas której jest czas na teoretyczny wykład i na praktyczny trening. Masz do dyspozycji książkę, z którą możesz pracować na kilka sposobów. Aby osiągnąć jak najlepszy rezultat, powinieneś czytać część teoretyczną, wykonywać wszystkie zadania i zapisywać własne przemyślenia w dzienniku, do prowadzenia którego będę Cię zachęcał. Część teoretyczna omawia poszczególne zagadnienia, a w trakcie lub na końcu każdego z rozdziałów znajdują się zadania.

Nie ma sztywnych wymagań co do czasu, jaki należy przeznaczyć na pracę z tym podręcznikiem, jednakże przemyślałem go tak, abyś na jeden rozdział przeznaczał jeden dzień, co w sumie daje dni jedenaście. Dlaczego akurat tak? Arystoteles powiedział kiedyś: „To, co wciąż robimy, stanowi o nas”. Jak sam już wiesz albo dowiesz się z dalszej lektury, skuteczność naszych działań zależy od tego, jak szybko wyrobimy w sobie pożądane nawyki. Najlepiej wytworzyć je zaś przez codzienne działania. Dlatego właśnie polecam Ci, abyś czytał po jednym rozdziale książki i wykonywał wskazane zadania dzień po dniu.

Każdy rozdział jest skonstruowany w ten sposób, abyś mógł praktycznie poznać zagadnienia, którym jest poświęcony. Dlatego powinieneś przeznaczyć na pracę z każdym z nich odpowiednią ilość czasu. Ile? To zależy od Ciebie. Jednak niektóre z zadań wymagają pewnych głębszych przemyśleń lub wykonania ćwiczeń fizycznych. Dlatego wygospodaruj sobie w ciągu dnia wystarczająco dużo czasu, abyś mógł spokojnie pracować z książką. Takie procesy jak zmiana przekonań czy wytyczanie celów znacząco wpływają na kształt Twojego życia, dlatego na rozdziały od 9. do 12. warto przeznaczyć więcej czasu niż na pozostałe.

Pisaniu książki w formie zapisu sesji szkoleniowej przyświecał cel, którym jest osiągnięcie maksymalnej efektywności. Nie jestem zwolennikiem książek typu Jak nauczyć się grać na harfie w weekend ani — na drugim biegunie — Jak pisać streszczenie w trzech tomach po 800 stron każdy. Jest sprawą oczywistą, że nie można zdobyć pewnych złożonych umiejętności w dwa dni. Z obserwacji realiów współczesnego świata wynika zaś, że niewiele osób ma chęci i czas na to, aby zagłębiać się w obszerną lekturę, której dużą część zajmują wywody, niemające bezpośredniego przełożenia na efekty. Coraz bardziej wykształceni i otwarci współcześni ludzie poszukują solidnego i wartościowego materiału, którego zaletami będą lekkość formy, urozmaicony warsztat, rozsądna objętość oraz przede wszystkim widoczna i mierzalna efektywność. Chęć spełnienia tych wszystkich wymogów spędzała mi sen z powiek podczas długich miesięcy pracy nad tą książką. Jeżeli po ukończeniu jej lektury stwierdzisz, że ten cel udało mi się osiągnąć, będę wdzięczny za informację. Kontakt do mnie znajdziesz na końcu książki.

A teraz zaczynajmy naszą wspólną podróż w głąb tajemnicy, zawartej w prostocie naszego życia.

Zapraszam,

Arkadiusz Bednarski


Rozdział 1 Czy tu się wszystko zaczyna?

Chcę Ci zadać kilka pytań:

  1. Czy zastanawiałeś się kiedyś, na ile jesteś sobą, a na ile ukształtowali i kształtują Cię inni ludzie?
  2. Czy zastanawiałeś się, co jest prawdziwą przyczyną tego, że jeden człowiek boi się stanąć w oknie pierwszego piętra, a drugi bez żadnego zabezpieczenia wspina się na kilkusetmetrowe skalne ściany?
  3. Dlaczego ktoś zostaje prezydentem kraju, a ktoś inny nie może zimą znaleźć miejsca w noclegowni?
  4. Jak to się dzieje, że jeden człowiek zostaje gwiazdą, a drugi nie potrafi zanucić najprostszej melodii? Talent? Jeżeli talent, to dlaczego kiedyś było kilku liczących się piosenkarzy, a dzisiaj listy przebojów zapełniają dziesiątki nowych nazwisk?
  5. Dlaczego jeszcze w roku 1999 fachowe pisma medyczne podawały, że 23-tygodniowy noworodek nie ma szans przeżycia, a w 7 lat później przeprowadzano operację dzieci urodzonych w 22. tygodniu?

Całe szczęście i, co smutniejsze, także nieszczęście naszego życia zamknięte jest w jego prostocie. W kilku prostych prawach, które nim rządzą. A ponieważ są proste, mogą działać zarówno na naszą korzyść, jak i niekorzyść. I działają.

Możesz mieć ochotę zapytać: „Skoro są takie proste, to dlaczego nie jestem taki szczęśliwy, bogaty, silny, sprawny, mądry, jakim chcę być?”. I to jest bardzo mądre pytanie! Może warto się nad nim chwilę zastanowić. Właśnie teraz…

Czy chcesz być lepszym i mieć więcej?

Naprawdę Ci tego brakuje?

Rzeczywiście pragniesz coś zmienić?

Jeżeli na wszystkie te pytania odpowiedziałeś „tak”, jeżeli stwierdziłeś, że Twoje życie nie jest jeszcze takie, jakim chciałbyś, aby było, i pragniesz to zmienić, to mogę być spokojny, że książka, którą teraz czytasz, znajduje się w dobrych rękach.

Są takie dni i chwile, kiedy zastanawiamy się, dlaczego pewne rzeczy nam się udają, a inne nie. Dlaczego niektóre marzenia stają się rzeczywistością, a inne nigdy się nie spełniają. Dlaczego pomimo dużego bagażu doświadczeń wciąż popełniamy te same błędy, a to z kolei, co robimy na wyczucie, wychodzi bezbłędnie.

Dlaczego tak się dzieje?

Podobnie jak wiele osób, szukałem odpowiedzi na to pytanie przez kilkadziesiąt lat swojego życia, które niejednokrotnie drastycznie zmieniało kierunek. Imałem się przeróżnych zawodów, przeczytałem setki książek, spędziłem tysiące godzin ze słuchawkami na uszach, studiując różnorodne programy szkoleniowe, słuchając wywiadów i debat. Uczestniczyłem w setkach szkoleń i spotykałem się oraz korespondowałem z największymi mentorami światowego formatu. Wciąż szukałem…

Podobnie jak większość z nas łudziłem się, że pewnego dnia znajdę klucz, którym otworzę drzwi z napisem „spełnienie” i podzielę się tym fenomenalnym odkryciem z innymi ludźmi. Jednak pomimo poszukiwań, ani tego klucza nie znalazłem, ani nie dopuszczałem do siebie myśli, że tego jednego, genialnego rozwiązania nie ma. Zacząłem jednak zdawać sobie sprawę z pewnych prawideł, które przez cały czas ignorowałem lub istnienia których nie chciałem dostrzec.

Kiedyś, wiele lat temu, bez grosza przy duszy marzyłem, że pewnego dnia będę degustował sherry w Jerez da le Frontera, odwiedzę Dziedziniec Lwów w Alhambrze i obejrzę spektakl flamenco w Granadzie. Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że po kilku latach spełnię to marzenie.

Od 12. roku życia marzyłem, żeby pływać na statkach, i pływałem. Chociaż nie dysponowałem wykształceniem w tym kierunku, marzyłem, żeby prowadzić szkolenia i przekazywać ludziom wiedzę oraz umiejętności — i tak też się stało.

Wracając z zajęć na studiach, ujrzałem piękne miejsce i zapragnąłem tam zamieszkać — dwa lata potem tam mieszkałem.

Przez rok biegałem i wyobrażałem sobie, że pewnego dnia będę biegał w Central Parku, zjem obiad przy Time Square w Nowym Jorku, przejadę samochodem całe Stany Zjednoczone, stanę nad krawędzią Wielkiego Kanionu Kolorado, usłyszę huk wodospadu Niagara, poznam osobiście mojego mentora, a nawet wezmę ślub w Las Vegas… Wszystko to stało się rzeczywistością i wydarzyło w ciągu dwóch tygodni mojego pobytu w USA.

Z drugiej jednak strony było bardzo wiele tych marzeń, których nigdy nie udało mi się zrealizować, mimo że bardzo tego pragnąłem… Zacząłem zadawać sobie pytania:

  1. Jeżeli jedne marzenia się spełniają, dlaczego inne nie?
  2. Dlaczego nie wszystko, czego pragnę, staje się rzeczywistością?
  3. Co mam zrobić, aby spełniały się wszystkie moje marzenia?
  4. Gdzie jest ten klucz, którym otworzę skarbiec tej tajemnicy?

Te pytania często do mnie powracały.

Na pewno też masz jakieś potrzeby, cele i marzenia i sam wiesz, że niektóre z nich się realizują, a inne nie. Na pewno także otaczasz się ludźmi, którzy troszcząc się o Ciebie i życząc Ci dobrze, sprowadzają Cię „z obłoków na ziemię”. Jeżeli tak, to dobrze, bo wiesz, jak to jest.

Poświęć teraz dosłownie dwie, trzy minuty i przeanalizuj swoje myśli i słowa, które towarzyszą Ci każdego dnia. Ile słów, zdań i opinii, które ukierunkowują i prowadzą Cię ku temu, do czego dążysz i co chcesz osiągnąć, wypowiadasz w ciągu jednego dnia, tygodnia, miesiąca? A ile jest tych, które dotyczą Twojej szarej, „realnej” codzienności?

Jaki procent myśli i słów poświęcasz swoim celom, dążeniom i marzeniom, a jaki temu, co dzieje się na bieżąco?

Ile razy mówisz sobie i najbliższym, że są dla Ciebie najważniejsi oraz że Twoje i ich cele się zrealizują?

Jaki stanowi to procent wszystkich Twoich myśli i słów każdego dnia?

Czy jest to 5, czy może 10%? Nie sądzę, aby było więcej.

To mniej więcej tak, jak z dobrym żartem — pojawia się rzadko, dlatego jest dobry. Tak jak z zabawą — jest zabawą, bo wydarza się raz na jakiś czas. Niestety, większość swojego czasu spędzamy na myśleniu i mówieniu o tym, czego nie chcemy, z czym musimy się na co dzień borykać. Myślimy i mówimy o problemach, błędach, pomyłkach, porażkach…

Jak zatem chcesz, aby Twoje cele się zrealizowały, jeżeli ich nie pielęgnujesz? To nasze myśli są początkiem wszystkiego, z nich rodzą się słowa, ze słów czyny, a z czynów efekty. Nie ma innej drogi!

To takie oczywiste, ale tak niewiele osób chce to zrozumieć. A przecież wystarczy rozejrzeć się dookoła. Wszytko to, co nas otacza , a co stworzyła ręka ludzka, nie jest wynikiem nagłego wybuchu, tylko myśli człowieka i jego działania. Nawet Twoja rodzina, przyjaciele czy praca są efektami Twoich myśli. To przecież Ty sam kiedyś wymyśliłeś sobie, że chcesz mieć rodzinę i w końcu ją założyłeś (lub niedługo założysz). Najpierw wymyśliłeś, potem podjąłeś działanie. Wiem, że w Twoim życiu wiele jest przykładów na to, że to, co wymyśliłeś, stało się rzeczywistością. Gdybyś siedział zamknięty w czterech ścianach i nigdzie nie wychodził, z nikim się nie spotykał, nigdy nie osiągnąłbyś żadnego ze swoich celów.

Każdy z nas sam dokonuje wyborów i chętnie się do nich przyznajemy, pod warunkiem że ich efekty postrzegamy w kategoriach pozytywnych. Jeżeli jednak z czegoś jesteśmy w danym momencie naszego życia niezadowoleni, to staramy się obarczyć odpowiedzialnością innych ludzi: wykładowcę, szefa, współmałżonka, znajomych, rząd, media, czasy itd.

  1. Jeżeli koncentrujesz się na bogactwie — będziesz bogaty.
  2. Jeżeli koncentrujesz się na mądrości — będziesz mądry.
  3. Jeżeli koncentrujesz się na pięknym domu — będziesz ten dom mieć.
  4. Jeżeli koncentrujesz się na tym, aby być prezesem — będziesz prezesem.
  5. Jeżeli koncentrujesz się na tym, aby mieć mercedesa — będziesz jeździć mercedesem.

Zwróć jednak uwagę na to, że i tak są to Twoje wybory. Najciekawsze w tym wszystkim jest bowiem to, że w równym stopniu przyciągasz to, czego pragniesz, jak i to, czego nie chcesz.

Prędzej czy później tak się stanie.

Mam zwyczaj mówienia do mojego dziecka w następujący sposób: „Nie masz tego telefonu teraz, ale i tak go masz. Ciesz się z tego, co masz teraz i oczekuj więcej”.

Po pół roku pytam go: „I co, masz telefon? Jakie ma znaczenie teraz to, że go nie miałeś sześć miesięcy temu?”.

Żyjemy w ciągłym Teraz. Jednak 80% czasu spędzamy we Wczoraj, którego nie ma i nigdy już nie będzie i w Jutro, które jest modalne: jeżeli nadejdzie, to nigdy w 100% nie wiadomo, jakie będzie.

Kiedy pierwszy raz, na początku lat 80., założyłem narty i bezkrytycznie wierząc swoim kolegom, poszedłem po raz pierwszy na stok, omal nie skończyło się to dla mnie tragicznie. Przez kolejne lata unikałem nart jak ognia, jednak zawsze chciałem jeździć i żałowałem tego, co tracę. Wreszcie kilka lat temu zmieniłem przekonania i stanąłem na stoku. Tym razem tak, jak trzeba: z instruktorem, na dobrym sprzęcie i odpowiednim do moich umiejętności stoku. Teraz, kiedy jeżdżę i cieszę się tym, nie mają dla mnie znaczenia te stracone lata. Nie odczuwam, że coś straciłem, cieszę się tym, co mam, tym, co przeżywam, ilekroć staję na szczycie.

To, kiedy coś będziesz mieć, nie ma znaczenia, bo zawsze jest Teraz.

Jeżeli zatem dążysz do czegoś, to będziesz to mieć. Będziesz mieć, bo już masz, tylko wtedy, kiedy teraz nie jest jeszcze dzisiaj.

Dlaczego zatem wielu z tych rzeczy nie masz?

To, wbrew pozorom, proste:

Przyciągamy nie tylko to, czego pragniemy, ale także to, czego nie pragniemy.

  1. Jeżeli myślisz o tym, aby nie być biednym — będziesz biedny.
  2. Jeżeli myślisz o tym, aby nie być naiwniakiem — będziesz naiwniakiem.
  3. Jeżeli myślisz, aby przestać mieszkać w tym starym mieszkaniu — będziesz w nim mieszkać.
  4. Jeżeli masz dość jazdy swoim starym samochodem — będziesz jeździć staruszkiem.
  5. Jeżeli myślisz o tym, aby przestać tyrać 10 godzin dziennie — będziesz tyrać.

Stanie się tak, jak sobie życzysz.

Czy widzisz tę samą, prostą zasadę? Przyciągasz to, o czym myślisz.

A ponieważ najczęściej myślimy o tym: czego nie chcemy, czego mamy dość, z czym chcemy skończyć, czego mamy po dziurki w nosie, co nas wkurza, co nas osłabia, co jest w naszym życiu bez sensu, to właśnie mamy.

Słyszałem kiedyś czyjąś wypowiedź, że realizacja takich celów jak ślub i założenie rodziny nie jest jakimś wielkim sukcesem, prawie każdy to osiąga. Na pewno jest w tym dużo prawdy. Jak wiesz, chwasty są w stanie wyrosnąć prawie wszędzie, ale dobre zboże wymaga lepszej gleby, a jeżeli chcesz uzyskać maksymalnie wysoki plon, musisz uprawiać zboże na glebie najlepszej jakości oraz odpowiednio użyźniać ją nawozami. Tak samo jest z efektami naszych działań. Jeżeli chcesz osiągnąć coś prostego i powszechnie dostępnego, nie będziesz musiał mocno się wysilać. Jeżeli jednak Twoje marzenia i cele są większe, żeby nie powiedzieć ogromne, to musisz znaleźć dla nich odpowiedni grunt i stosownie je pielęgnować oraz wciąż pamiętać o tym, że im lepsza jakość ziarna, tym więcej przyciąga szkodników…

Jeżeli jednak chcesz to wszystko osiągnąć, siejąc zboże na kamienistym gruncie, to możesz być pewien, że plon nie zapewni Ci nawet minimum satysfakcji. Dlatego ludzie, którzy zdecydowali, że chcą zebrać wspaniały plon, znajdują odpowiednią glebę, codziennie ją pielęgnują i muszą ustawicznie walczyć ze szkodnikami. To jest ta cena, którą płacą. Ale wiedzą, że warto, bo plon jest cenniejszy od włożonej w uzyskanie go pracy.

Kiedyś zapytano Tomasza A. Edisona, jak to robi, że ma na swoim koncie tyle wynalazków. On zaś odparł, że każdy, kto przez wiele godzin dziennie będzie koncentrował się tylko na jednej rzeczy, odniesie sukces. Nie wierz w to, że jeżeli na czymś Ci naprawdę zależy i poświęcisz się temu na 100%, możesz nie odnieść powodzenia. Jest to po prostu niemożliwe.

Chcę zwrócić Twoją uwagę na ten aspekt naszego życia, ponieważ znakomita większość z nas działa odwrotnie. Uważamy, że jeżeli zaangażujemy się w coś całkowicie, to czeka nas porażka. Często postępujemy nieskutecznie, gdyż logika pozornie wskazuje nam, że powinniśmy reagować inaczej.

Tak jest między innymi z zaangażowaniem we własne działanie. Wydaje się, że jeżeli zbyt mocno się zaangażuję, stracę dystans i kontrolę nad sytuacją, a to może doprowadzić do porażki. Nic bardziej błędnego. Właśnie pełne zaangażowanie ukierunkowuje nas na cel. Nie ci ludzie odnoszą sukcesy, którzy „łapią wiele srok za ogon”, ale ci, którzy konsekwentnie trzymają się jednej rzeczy i praktykują ją codziennie. Ukierunkowanie wyklucza inne możliwości. Nie można odnieść sukcesu, koncentrując się na porażce. Nie można odnieść sukcesu w jednym biznesie, robiąc przy okazji kilka innych. Można jednak odnieść sukces w innych biznesach, kiedy odniosło się sukces w jednym.

Zacznijmy zatem od początku. Chociaż, prawdę powiedziawszy, trudno powiedzieć, gdzie ten początek jest…


Rozdział 2 Co kieruje naszym życiem?

Na początek chcę Ci przedstawić pewien interesujący przykład.

Andrzej jest informatykiem i pracuje w jednej z większych firm. Jego zadaniem jest pisanie i obsługa programów dla działów sprzedaży i marketingu. Spędza przed monitorem komputera co najmniej dziewięć godzin dziennie. Ponieważ jego dział otrzymał dodatkowy projekt, sytuacja taka powtarza się już drugi miesiąc z rzędu.

Przełożony Andrzeja zauważył, że od pewnego czasu jest on bardzo rozdrażniony i często wypowiada się negatywnie na temat swojej pracy i firmy. W ostatnim tygodniu Andrzej dostarczył mu zaświadczenie od okulisty, który stwierdził u niego pogorszenie się wzroku. Z zaświadczenia wynika, że jeżeli Andrzej będzie spędzał przed ekranem więcej niż pięć godzin dziennie, istnieje duże ryzyko uszkodzenia siatkówki.

Kierownik stanął przed dylematem, co zrobić z tą sytuacją. Andrzej jest bardzo dobrym pracownikiem i w tym momencie firma nie może sobie pozwolić na spadek jego wydajności, a tym bardziej jego całkowitą stratę. Zainteresowało mnie, w jaki sposób Andrzej odpoczywa po pracy, pojechałem więc pewnego dnia do jego domu i co zobaczyłem? Najczęściej wraca z pracy o godzinie 19.30, robi sobie kanapki, zaparza herbatę i zasiada przed ekranem własnego komputera. Najpierw przez dwie do trzech godzin surfuje w internecie, a potem do północy pisze lub modyfikuje różne programy. Większość z nich to prywatne zamówienia, za które pobiera dodatkowe wynagrodzenie. Wykonuje tę pracę chętnie, bo jak twierdzi, bardzo ją lubi. Również w weekendy rzadko opuszcza mieszkanie, bo ma wtedy więcej czasu na kończenie zaległych projektów…

Przytoczyłem ten przykład po to, abyś mógł przyjrzeć się pewnemu ciekawemu zjawisku. Problemy, z którymi boryka się w pracy Andrzej, są najczęściej kwalifikowane jako ewidentny skutek przemęczenia lub stresu. Jednak po powrocie do domu wykonuje on niemal dokładnie te same czynności. Mało tego, korzysta z tych samych narzędzi: komputera, klawiatury, myszki, monitora i drukarki. Dlaczego zatem praca w domu sprawia mu przyjemność, a w biurze jest powodem negatywnych stanów emocjonalnych? Nie trzeba być naukowcem, aby dostrzec, że problem tkwi w motywacji. Andrzejowi brakuje motywacji do pracy, mimo że firma, w której pracuje Andrzej, znana jest z dbałości o swoich pracowników, stosuje różne metody i korzysta z narzędzi motywacyjnych, począwszy od wysokich premii kwartalnych, poprzez szkolenia i dofinansowanie nauki języków obcych, aż po nagrody, pochwały i szybkie awanse. Dlaczego Andrzej tak się zachowuje?

Termin „motywacja” pochodzi z języka łacińskiego, od słowa movere, które znaczy „poruszać się”, „wprawiać w ruch”. Zatem sama etymologia sugeruje ścisły związek motywacji z aktywnością, z działaniem. Skoro nasz bohater potrafi być aktywny w domu, a w pracy nie, to znaczy, że w pierwszym wypadku jest zmotywowany, a w drugim nie jest.

Czy to nie ciekawe, że w pewnych sytuacjach jest trudno zmotywować ludzi do działania, a w innych łatwo?

Odłóż na chwilę tę książkę i poświęć kilka minut na zastanowienie się nad swoim otoczeniem. Popatrz na ludzi, którzy są wokół Ciebie, na Twoich znajomych, przyjaciół, rodzinę i wreszcie na samego siebie. Co sprawia, że działamy, pracujemy, pobieramy się, wychowujemy dzieci, jemy, śpimy, oglądamy telewizję, czytamy książki, chodzimy na spacery, spotykamy się z innymi ludźmi, wyjeżdżamy na urlopy? Zastanów się nad tym. Daj sobie na to kilka minut… Proszę, teraz nie czytaj dalej książki.

Odłóż ją i zastanów się nad tym. To dla Ciebie bardzo ważne! Zapisz swoje przemyślenia, spostrzeżenia, opinie i wnioski.








Zastanowiłeś się? Co zauważyłeś?

Na pewno spośród wielu wniosków wyciągnąłeś też taki, że robimy coś (lub czegoś nie robimy) z dwóch powodów: z chęci uniknięcia czegoś, co jest dla nas nieprzyjemne (lub takim potencjalnie może być) bądź z chęci zyskania przyjemności (lub ich obietnicy), jakie się z danym działaniem (niedziałaniem) wiążą.

Jak myślisz, dlaczego większość osób nie osiąga swoich celów?

  1. Bo mają pecha?
  2. Bo są nieudacznikami?
  3. Bo mają inne przeznaczenie?
  4. Bo mają to zapisane w genach?
  5. Bo ktoś im zabronił?

Otóż nie! Jeżeli zastanowisz się nad tym wszystkim głębiej, zauważysz, że te wytłumaczenia nie wytrzymują krytyki. Odpowiedź jest inna i banalnie prosta: nie osiągają swoich celów, ponieważ się boją.

Boją się:

  1. Porażki.
  2. Odrzucenia.
  3. Wyśmiania.
  4. Wstydu.
  5. Bólu fizycznego.
  6. Frustracji.
  7. Załamania.
  8. Ignorowania.

Wszyscy normalni i zdrowi psychicznie ludzie boją się cierpienia. Już prawie 100 lat minęło od czasu, kiedy Zygmunt Freud, ojciec współczesnej psychologii, zauważył, że życiem każdego z nas kierują dwie największe siły: chęć uniknięcia bólu i potrzeba odczuwania przyjemności.

Wszystko, co robimy w życiu, robimy z chęci zyskania przyjemności i uniknięcia cierpienia.

Dlaczego kobiety robią makijaż, malują paznokcie, kupują i noszą eleganckie ubrania, biżuterię, używają perfum? Dlaczego mężczyźni się golą, obcinają włosy, kupują samochody, stawiają domy? Czy dlatego, że lubią? A może makijaż i zadbane ręce sprawiają, że kobiety czują się bardziej atrakcyjne? A ogolona twarz i elegancki garnitur są manifestacją przynależności do pewnej elity, a to sprawia, że mężczyzna czuje się dowartościowany?

Zastanówmy się nad innym przykładem, którym jest odkładanie spraw na później. Dlaczego tak często odkładamy coś na potem, nie podejmując działania od razu? Jeżeli od razu nie otworzę listu z wezwaniem do zapłaty, sprawi to, że samo się załatwi? Czy odkładanie wizyty u stomatologa skończy się tym, że ząb sam się wyleczy? Na pewno tak się nie stanie, a jak pokazuje doświadczenie, sprawy z reguły jeszcze bardziej się skomplikują. Dlaczego więc tak się zachowujemy?

Otóż działa tam ten sam mechanizm: unikanie bólu i dążenie do przyjemności. Czujemy, że podjęcie działania niesie ze sobą więcej nieprzyjemności, niż niepodejmowanie go. Aby tego uniknąć, nie dopuszczamy czynników, które ją wywołują.

Pamiętasz, jak to było, kiedy zobaczyłeś kogoś, kto Ci się spodobał i kogo chciałeś poznać bliżej, ale tego nie zrobiłeś? Co Cię powstrzymywało? Najprawdopodobniej o wiele większym cierpieniem było dla Ciebie podejście do nieznajomej osoby i narażenie się na odrzucenie niż na przyjemność, która wynikałaby z jej poznania. Nauczyłeś się tej rezygnacji, o której śpiewa Leszek Długosz w znanej piosence:

Nauczysz się i tego ty, choćbyś chciał wołać, za kimś biec,

„to niemożliwe” mówić i przekonasz się, potrafisz też przystanąć, „przejdzie” sobie rzecz, „to przejdzie, przejdzie, nic, to nic”.

Zrozumienie znaczenia tych dwóch czynników motywacyjnych prowadzi do jednego ważnego wniosku:

Aby zmienić coś w swoim życiu, nie musisz z tym walczyć ani wytężać siły woli. Wystarczy zmienić powiązania tego z cierpieniem i przyjemnością.

Unikanie bólu jest mechanizmem biologicznym, którego zadaniem jest ochrona naszego życia. To główny powód, dla którego jesteśmy bardziej skorzy zrobić więcej w celu uniknięcia bólu niż zyskania przyjemności. Właśnie ta reguła kieruje nami przy odkładaniu spraw na później, rezygnacji z rozmowy z atrakcyjną osobą czy darowaniu sobie treningu na siłowni. Z tego też powodu większość osób nie odnosi sukcesów i nie zmienia nic w swoim otoczeniu. Zwróć jednak uwagę, że stan ten utrzymuje się dopóty, dopóki brak sukcesu lub życiowa stagnacja nie wytworzą dostatecznie silnego bólu, by trzeba było coś z tym zrobić. Bólu, który będzie o wiele silniejszy niż ten, który powstrzymuje przed działaniem.

Większość znaczących sukcesów to dzieła ludzi, którzy nie byli już w stanie wytrzymać swojej sytuacji — żyli w biedzie albo pod ogromną presją, albo byli ciężko chorzy.

Jednak nie zawsze działamy na zasadzie przeciwności: ból — przyjemność. Czasami wybór zachodzi między mniejszym bólem a większym. Niektórzy mówią: mniejszym a większym złem. Jeżeli nie zostanę w pracy po godzinach, to pomimo przepisów prawa, które mnie chronią, i tak znajdę się „na celowniku” szefa. Z drugiej strony, jeżeli zostanę, nie będę w domu z rodziną, z którą i tak rzadko przebywam. Co wpłynie na moją decyzję? Otóż o tym, co zrobię, zdecyduje ten ból, który jest silniejszy lub bliższy.

Jeżeli coś dotyka mnie teraz, jest z oczywistych powodów bardziej realne i odczuwalne. To zaś, co być może nastąpi kiedyś, jest tylko myślą; nie ma namacalnej realności, mimo że może być jak najbardziej prawdopodobne. Nie interesuje nas to, co „będzie”, interesuje nas to, co „jest” tu i w tym momencie. To dlatego dzieci nie mówią rodzicom o złej ocenie. Boją się natychmiastowego bólu, który je spotka ze strony rodziców, a ten oddalony w czasie, choć nieunikniony, jest mniej realny. Mimo nauk mamy i taty, że mówienie prawdy popłaca, i tak postępują wbrew tej logice — z prostego powodu, o którym często zapominamy: nieświadomy umysł nie rządzi się prawami logiki!

Większość z nas nie tylko działa wbrew logice, ale często nie podchodzi też świadomie do tego, co sprawia nam ból, a co przyjemność. Dlatego zamiast postępować proaktywnie, kontrolując te dwie siły, działamy reaktywnie — poddajemy się ich dyktatowi. Nie my kierujemy nimi, ale one nami. Jednak mamy zdolność, by w każdej chwili to zmienić. Między innymi po to mamy świadomy umysł, dzięki któremu możemy wpływać na swoje nieświadome zachowania.

Aby żyć świadomie, powinniśmy wiedzieć, co i w jaki sposób na nas wpływa. W rozdziale Siła koncetracji dowiesz się, że w każdej chwili życia Twoja rzeczywistość powstaje i jest określana na bazie tego, na czym się koncentrujesz. Wykorzystaj to! Zauważ, że to, na czym koncentrujesz się w danym momencie, jest dla Ciebie najbardziej rzeczywiste. Jest Twoim „tu i teraz”.

Jeżeli koncentrujesz się na tym, że musisz zostać dłużej w pracy, a wolisz spotkać się ze znajomymi lub wrócić do domu, właśnie to jest dla Ciebie Twoją teraźniejszością, Twoją rzeczywistością. I często nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo Twoja decyzja, na czym się koncentrujesz, wpływa na Twój stan emocjonalny. Jeżeli bowiem myślisz i mówisz do siebie, że Cię „wykorzystują”, musisz „wciąż tyrać”, obniżasz przez to własny stan emocjonalny i stajesz się łatwym łupem dla wszelkiego rodzaju załamań nerwowych, rozdrażnień, stanów pobudzenia, skoków ciśnienia, zaburzeń rytmu serca itp. Uporczywa powtarzalność takich sytuacji jest wręcz niebezpieczna, gdyż prowadzi do realnych problemów zarówno ze zdrowiem psychicznym, jak i fizycznym, nie wspominając o kłopotach w pracy.

Większość ludzi uważa wtedy, że najlepszym rozwiązaniem jest zmiana pracodawcy. Jedni zaczynają podejmować w tym kierunku konkretne działania, a inni tylko na ten temat fantazjują, przedstawiając w wyobraźni różne, możliwe scenariusze. Jednak ani pierwsza, ani druga postawa nie jest dobra. W obu wypadkach mamy do czynienia ze zmianą koncentracji, co poprawia chwilowo samopoczucie. Zaaferowanie planami zmiany zatrudnienia sprawia, że aktualny problem w pracy na pewien czas schodzi na boczny tor. Jednak nie na długo. Różnica pomiędzy 2 wymienionymi postawami tkwi jedynie w czasie, w którym zaczną pojawiać się destrukcyjne emocje (w drugim wypadku wystąpią one szybciej).

Oczywiście, jeżeli w Twoim miejscu pracy nie daje się wytrzymać i wszyscy z niej rezygnują, to faktycznie ją zmień. Jeżeli jednak podejmujesz taki krok już kolejny raz, to trzeba się nad tym poważnie zastanowić. Wówczas ani pierwsze, ani drugie rozwiązanie nie jest dla Ciebie najlepsze. Bo to nie miejsca i ludzie są problemem, ale nasz stosunek do tego, co dzieje się z nami i wokół nas. Dokądkolwiek byś nie uciekł i jakkolwiek zmieniłbyś swoje otoczenie, zawsze zabierasz tam siebie samego. Jeżeli w tym miejscu, w którym teraz jesteś, widzisz wielu głupców czy ludzi agresywnych lub złośliwych, to tam, dokąd się przeniesiesz, także ich znajdziesz. Podobnie, jeżeli tu, gdzie teraz jesteś, zauważasz ludzi mądrych, pomocnych oraz inteligentnych, to dokądkolwiek się udasz, też ich spotkasz. Jest to efekt Twojej koncentracji, która bierze się z przekonań i oczekiwań, będących wynikiem tego, co sprawia Ci przyjemność, a co ból.

Zamiast zmieniać pracę lub otoczenie, zmień to, co możesz zmienić najłatwiej, najszybciej i wbrew pozorom bez większego wysiłku. Zmień to, na czym się koncentrujesz. Kieruj swoje myśli ku otrzymaniu awansu, byciu docenionym, budowie bądź wzmacnianiu przekonania o własnej wartości. Spójrz na swojego szefa jak na człowieka, który na pewno także ma wiele problemów, o których nie wiesz, bo trudno, aby Ci się zwierzał. Może chciałby Cię zmotywować, docenić, awansować, a nie może, ponieważ ma nad sobą innego szefa, z którym musi się liczyć? A może po prostu nie potrafi tego zrobić?

Zostając po godzinach, możesz pomyśleć o korkach, w których musiałbyś teraz tkwić, kipiąc ze złości. Wiesz, jak jest w zatłoczonych o tej porze autobusach, na nabitych autami drogach. Znasz to nieznośne napięcie, które zewsząd otacza człowieka, kiedy w godzinie szczytu wraz z innymi ludźmi wraca z biura. Niektórzy odczuwają je wręcz fizycznie. Jeżeli zostaniesz dłużej w pracy, za dwie godziny przejedziesz spokojnie i być może posłuchasz nowej płyty, audycji lub przeczytasz w tramwaju rozdział nowej książki. Zamiast wyjeżdżać o 16.00 i dojechać do domu na 18.00, wyjedziesz o 18.00 i będziesz na miejscu o 18.50…

Jeżeli chcesz zmienić swoje samopoczucie, przede wszystkim zmień to, na czym się koncentrujesz. Powiąż przyjemność z tym, z czym przed chwilą wiązałeś cierpienie, a cierpienie z tym, z czym przed chwilą wiązałeś przyjemność. To nic innego jak zmiana przedmiotu, miejsca lub punktu koncentracji. Możesz to zrobić w każdej chwili, a metoda ta odnosi się do wszystkiego, czym się zajmujesz, nie tylko do sfery pracy zawodowej. Wykorzystuj świadomość tego, co Cię motywuje do działania, a co przed nim wstrzymuje. Jeżeli robisz coś, co sprawia Ci przyjemność, a wiesz, że nie jest to dobre ani dla Ciebie, ani dla Twoich najbliższych, zacznij wiązać z tym w myślach doznanie bólu. Jeżeli sytuacja jest odwrotna — coś jest dla Ciebie i dla Twoich najbliższych dobre, ale robienie tego sprawia Ci przykrość — zacznij wiązać z robieniem tego przyjemność.

Spójrzmy na dwa przykłady. Powiedzmy, że sprawia mi przyjemność gra w karty. Spotykam się często ze znajomymi i ucinamy sobie małą partyjkę pokera. Na początku nasze spotkania były luźne i taka też była formuła gry. Jednak z czasem, żeby dodać zabawie pieprzyku, postanowiliśmy grać na pieniądze. Ponieważ nie należę do wytrawnych pokerzystów, często zdarza mi się przegrywać moją pulę. Kwoty te nie stanowią może zagrożenia dla rodzinnego budżetu, ale z miesiąca na miesiąc rosną. Poza tym jest sprawa mojej częstej nieobecności w domu. Żona i dzieci coraz głośniej się na to skarżą. Próbowałem walczyć z pokerem, ale, jak podsumowała to żona, moja „męska silna wola przegrała z nałogiem”. Niestety to wchodzenie na moją ambicję nic nie dało. Pogłębiło tylko mój stan niezadowolenia, który odreagowywałem podczas karcianych wieczorów.

Mamy tu przykład sytuacji, w której coś, co sprawia mi przyjemność, jest powodem cierpień najbliższych. Poza tym przyjemność ta prędzej czy później może się skończyć poważnym ciosem także dla mnie. Co mogę zrobić? Powinienem to, z czym do tej pory wiązałem przyjemność, zacząć wiązać z bólem, i vice versa.

Przykładem drugiej sytuacji niech będą studia wieczorowe. Weekendowe i wieczorowe zajęcia na uczelni wypełniają większość mojego czasu wolnego od pracy zawodowej. Nie mogę być wtedy z rodziną i wywołuje to u mnie bezsilność i frustrację. Zamiast wrócić po pracy do domu, porozmawiać z dziećmi czy posiedzieć przed telewizorem, muszę męczyć się do późna w szkole. Z drugiej strony mogę pomyśleć jednak, że za dwa lata dalej siedziałbym przed telewizorem i zarabiał tyle samo, a tak, dzięki ukończonym studiom, moja pozycja zawodowa i finansowa się zmieni. Będę mógł sobie pozwolić na taki standard życia, o jakim marzyłem. Innymi słowy, zamiast wiązać ból z chodzeniem do szkoły, a przyjemność z siedzeniem w domu, dokonuję zmiany tych przyporządkowań, znajdując coś przyjemnego w nauce, a przykrego w jej zaniechaniu.

Czy taka zamiana jest możliwa? Oczywiście że tak. Podobnie jak miało to miejsce w opisywanym powyżej przykładzie z pracą. Nie ma rzeczy złych i dobrych samych w osobie, jest tylko sposób ich postrzegania — to prawda znana już za czasów starożytnych. Jednakże większość ludzi uparcie trzyma się swojego własnego wyobrażenia rzeczywistości, uważając je za jedynie słuszne i niepodważalne. Być może, czytając te słowa, oburzasz się: „Przecież trzeba być realistą, trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem”. Albert Einstein powiedział kiedyś: „Zdrowy rozsądek to zestaw przesądów, które wpojono nam do 16. roku życia”.

Podchodź z dystansem do rad innych ludzi — tych, którzy sprowadzają Cię na ziemię, ostrzegając przez negatywnymi konsekwencjami Twoich działań, które najprawdopodobniej nigdy nie będą miały miejsca; podobnie jak i tych, którzy upatrują panaceum na wszystkie problemy w błędnie pojętym „pozytywnym myśleniu”.

Czymś innym jest trywializowanie i mówienie, że wszys­tko jest w porządku, OK i cool, kiedy spadasz z półki skalnej w przepaść, a czymś innym rozumienie, że wszystko, co się nam przydarza, ma jakiś, nie zawsze zrozumiały w danej chwili, sens lub jest wynikiem własnych, nieświadomych działań.

Zanim zdecydujesz, czy słuchać siebie, czy innych, poznaj biografie ludzi, którzy zmienili oblicze świata. Sam zobaczysz, że aby coś osiągnąć, najczęściej trzeba płynąć pod prąd nurtu społeczeństwa. Trzeba spojrzeć na świat inaczej niż pozostali, odrzucając ich „zdrowy rozsądek”, potoczne przesądy i wątpliwości. Zacznij bardziej ufać sobie, swojej intuicji, swojemu doświadczeniu, swoim wewnętrznym odczuciom i potrzebom. Może najwyższy już czas, aby się wyrwać z kręgu niektórych płynących z pokolenia na pokolenie przekonań, przesądów i wartości, które w dobrej wierze wpoili nam rodzice, dziadkowie, pradziadkowie.

Może też najwyższy czas odgrodzić się od zaleceń „ekspertów”, „specjalistów” i „teoretyków”, którzy wskazują Ci, co jest dobre, a co złe, na podstawie swoich osobistych przemyśleń i doświadczeń oraz — zbyt często zmieniających się — wyników „najnowszych badań naukowych”. Jeżeli tego jeszcze nie robisz, to zacznij. Wystarczy, abyś śledził wyniki różnych badań, a zauważysz, jak często się one zmieniają i jak przemożny mają wpływ na nasze życie.

Po to została nam dana świadomość, abyśmy mogli sami dokonywać właściwych wyborów!

Przyjrzymy się dwóm obszarom naszego życia, dla znacznej większości ludzi najważniejszym: pracy i związkom z innymi. Spytajmy, dlaczego tak wiele osób, które straciły pracę, znalazłszy kolejną, po pewnym czasie znów ją traci. Po wstępnym okresie wewnętrznej mobilizacji zaczynają się pojawiać różne sytuacje i problemy, które prędzej czy później prowadzą do utraty kolejnego zajęcia. Najczęściej winą obarcza się współpracowników, przełożonych, klientów, rynek, gospodarkę itp. Mało kto stara się odnaleźć przyczynę w samym sobie. Być może dopiero kilka lub kilkanaście takich sytuacji sprawi, że człowiek zacznie się zastanawiać nad prawdziwym powodem stanu rzeczy. Ale i wówczas, jeśli dojdzie do wniosku, że ma to związek z nim samym, z reguły postawi diagnozę: „Mam pecha”, „Takie moje życie”, „Taki mój los” itp.

A dlaczego ludzie, których związki się rozpadły, niechętnie nawiązują nowe znajomości? Jeżeli zaś zdecydują się na poznanie kogoś i związanie się z nim, to prędzej czy później i ten związek się rozpada. Co jest tego przyczyną? Czy spowodowały to potrzeba unikania bólu oraz dążenie do przyjemności? Z pozoru wydaje się, że nie, bo przecież większość z nas chce mieć dobrą, stałą pracę i udane związki. A skoro tak, to ich utrata wiąże się z cierpieniem, trwanie zaś z przyjemnością. Jednak zastanówmy się nad tym głębiej. Jeżeli pierwsza praca była dla kogoś z jakichś względów przykra (wymagała np. wstawania na 7.00 rano), doznał w niej krzywdy lub do jej podjęcia zmusiły go trudne warunki, będzie z każdą pracą podświadomie wiązał bolesne skojarzenia i uczucia. Podobnie jest ze związkami — jeżeli ktoś przeżył silny zawód miłosny, wówczas wchodząc w nowy związek, podświadomie oczekuje, że nawet jeśli teraz jest dobrze, to prędzej czy później wszystko się popsuje.

Niektórzy ludzie podświadomie łączą pracę, związki, prowadzenie własnego biznesu, a nawet rozrywkę, zabawę i wypoczynek — z cierpieniem. Dlatego, gdy podejmują nową pracę, poznają kolejnego partnera, otwierają firmę czy po prostu dobrze się bawią, prędzej czy później zaczynają sami to wszystko sabotować. Zaczynają mieć takie myśli, zachowywać oraz stwarzać takie sytuacje, które prowadzą do problemów, a w rezultacie do zniszczenia tego, co w ich odczuciach dawało im przyjemność.

Jeżeli w Twoim życiu są jakieś obszary, z których jesteś niezadowolony, i masz wrażenie, że wymykają Ci się spod kontroli, przyjrzyj się im bliżej. Zauważ, jaki ból i jaką przyjemność z nimi wiążesz.

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com