Wkurzam salon - Rafał A. Ziemkiewicz - ebook
Wydawca: Czerwone i Czarne Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 250 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 6 godz. 57 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wkurzam salon - Rafał A. Ziemkiewicz

Rafała Ziemkiewicza znacie przede wszystkim z jego wyrazistych komentarzy w gazetach i wpisów na blogach odwiedzanych przez tysiące internautów. Znacie jako prowokatora, który jak nikt inny potrafi rozjuszyć salon. Czytaliście jego książki science fiction. Ale pełnej, szczerej rozmowy z autorem "Michnikowszczyzny" czy "Polactwa" o jego życiu i powodach, dla których wybrał drogę publicysty, o dojrzewaniu do takich, a nie innych poglądów, o problemach osobistych, jeszcze nie czytaliście. Biograficzny wywiad rzeka, jakiego udzielił Rafałowi Geremkowi, o tym właśnie jest.

Opinie o ebooku Wkurzam salon - Rafał A. Ziemkiewicz

Cytaty z ebooka Wkurzam salon - Rafał A. Ziemkiewicz

wzajemna pogarda między elitą a, nazwijmy to, ludem. On generalnie gardzi elitą jako zdrajcami, choć poszczególne jednostki marzą, by się równie korzystnie sprzedać. Elita gardzi ludem jako ciemną masą, bo ta pogarda leczy jej poczucie winy.
I do dziś można u niedobitków starej inteligencji pokazać ślady tej chłopomanii; mnie na przykład w głowie się nie mieściło, kiedy Zygmunt Wrzodak mógł takim ludziom jak Jan Olszewski czy Zbigniew Romaszewski dosłownie wchodzić na głowę, bo to przecież robotnik, prawdziwy robotnik, a więc − Lud uosobiony...
oni wciąż mają w umysłach obraz tego monumentalnego młotkowego z winiety dawnych pism PPS-u. A inteligencja z awansu, ta obrazowanszczina, na którą targetowo kieruje się „Wyborcza” czy „Polityka”, ludu, w jej języku zresztą nie ludu, tylko po prostu chamstwa, instynktownie nie znosi, bo on przypomina jej, skąd się wzięła.
Tadeo był urodzonym kloszardem, wielkim erudytą, z niesamowitą pamięcią pełną cytatów na każdą okazję. I na ile mogę osądzić, wcale niezłym poetą, który, niestety, swoich utworów programowo nie zapisywał, wyłącznie wygłaszał je w sytuacjach towarzyskich, więc wszystkie one, obawiam się, przepadły. No i był też strasznym alkoholikiem.
w grupie jest raźniej i łatwiej się będzie przebić. Jeden z jej założycieli Jarosław Grzędowicz jest dzisiaj szefem działu nauki w „Gazecie Polskiej”, ale przede wszystkim autorem, który trzykrotnie otrzymał Nagrodę im. Janusza Zajdla i sprzedaje spore nakłady swoich książek. Jacek Piekara, autor kilkunastu książek i kilkudziesięciu opowiadań, praktycznie z każdym tytułem trafia na listę bestsellerów Empiku.
Chociaż kilku autorów przetrwało na rynku i znaleźli się nowi. I to tacy, którzy naprawdę wiele znaczą. Przecież bez takiego Jacka Dukaja polska proza byłaby strasznie zubożona. W polskiej młodej prozie, tam prawdę mówiąc, najciekawsze rzeczy robi dziś trzech ludzi: Wit Szostak, Łukasz Orbitowski i Szczepan Twardoch. Wszyscy trzej wyrośli w tym środowisku.
Jeżeli ktoś oczekuje po fantastyce prorokowania, to zawsze będzie rozczarowany, bo nie tylko ona, ale i futurolodzy, którzy się uważali za naukowców, niczego tak naprawdę nie przewidzieli. Wszyscy wiedzieli, że będą komputery, ale nikt nie przewidział, że gdy się je zepnie w sieć, to powstanie Internet. Tak samo nikt nie przewidział powstania Facebooka ani żadnych innych portali społecznościowych, na których ludzie będą kontynuowali swoje rzeczywiste spotkania. Nikt nie przewidział nawet powstania telefonów komórkowych.
Recenzent zrozumiał, o co chodzi i postawił interpretacyjną hipotezę, słuszną czy nie, ale spójną, żeby to czytać jako opowieść o zdemonizowaniu, jak określa się w Kościele stan ducha i ciała oczko niżej niż pełne opętanie przez szatana – czyli jakby o procesie stopniowego wchodzenia zła w człowieka.
Kosiński to oszust cyniczny, beztalencie żerujące bezlitośnie na Holocauście i politycznej poprawności, która pozwalała mu jako Żydowi i rzekomemu ocalonemu na więcej. Pisarz może kłamać co do faktów, ale emocje muszą być prawdziwe.
nie poszedłem, jak to zwykle robią prasowi felietoniści, po najmniejszej linii oporu i nie zebrałem do kupy tekstów z jakiegoś tam czasu. Nie lubię takiego postępowania i uważam je za lekceważenie czytelnika.
Tylko raz, pamiętam, przyprawiłem moich współpracowników o szok, kiedy skomentowałem wystąpienie czarnego działacza mówiącego w Kongresie, jakich to bezprecedensowych krzywd doznali amerykańscy Murzyni od białych i że nie ma takich sum, które by im to mogły zrekompensować, choć oczywiście każdą sumę chętnie wezmą, bo się należy. Powiedziałem coś w tym duchu, że krzywdy krzywdami, fakt, że przywieźli ich do tej Ameryki w łańcuchach, ale najważniejsze, że przywieźli – dzisiaj ludzie z całego świata robią, co mogą, żeby się tu dostać, więc jak komuś się nie podoba, to w ramach historycznej rekompensaty zaproponujcie mu po prostu bilet z powrotem do kraju przodków i zobaczymy, czy wielu będzie chętnych. Jankesi patrzyli na siebie z minami ludzi przerażonych, że to w ogóle słyszeli, jakbym sobie pozwolił na żart o towarzyszu Stalinie. W końcu ktoś westchnął i poprosił uprzejmie, że jako cudzoziemiec mogę sobie oczywiście pozwolić na więcej, ale oni bardzo proszą, żebym na przyszłość powstrzymywał się od takich wypowiedzi.
od razu mnie uderzyło, że tamtejsi politycy wyglądają jak sklonowani. Każdy kongresmen musi być postawny, wysoki, przystojny, wysportowany, musi potrafić wypowiadać się w sposób doskonale płynny, przekonujący, wplatając odpowiednio żarty. Liczyło się tylko, jak gość wypada w telewizji, poza kamerą mogła z niego wyłazić tępota. Zresztą i tak było oczywiste, że to tylko kukła, bo od myślenia każdy z nich miał asystenta, który był przeważnie trochę łysawy, często niski, garbaty, podobny do naszych przywódców − słowem, miał jakiś fizyczny feler, który mu odbierał szansę na wyborcze zwycięstwo. I tak naprawdę to ten asystent był mózgiem, on robił politykę, z nim się rozmawiało o najważniejszych rzeczach. On mówił jednego dnia to, co kongresmen miał powiedzieć następnego. A sam kongresmen to był tylko awatar, przeważnie nie wiedział, jakie ma zdanie na dany temat, dopóki z tym facetem nie pogadał o danej sprawie.
Kiedy kręciliśmy ten cykl o lokalnej Ameryce, każdy jej mieszkaniec poświęcał średnio sześć i pół godziny tygodniowo na cele społeczne. Nawet jeśli pod tym względem w USA sytuacja się pogarsza, tamtejsi mieszkańcy są i tak niezwykle wspólnotowym i z ducha chrześcijańskim społeczeństwem. A Polacy w ogóle nie mają o tym zielonego pojęcia. Nam się wydaje, że Ameryka wygląda tak, jak pokazują ten kraj w serialach i filmach.
Kisiel przecież nie chciał trzymać z „dobrym towarzystwem”, dlatego stworzył swoją prywatną, antyestablishmentową właśnie nagrodę. Zobacz laureatów z tych pierwszych dwóch edycji, kiedy to on sam o tym decydował. Nie ma tam Mazowieckiego, Balcerowicza ani nikogo takiego; za to jest Mieczysław Wilczek, minister w rządzie Rakowskiego, Rafał Krawczyk, ekonomista, który plan Balcerowicza krytykował, za co go obłożono do dziś obowiązującą medialną anatemą, Korwin-Mikke i Sławomir Bagsik. Ten Bagsik od „oscylatora”, i właśnie za „oscylator”.
Genialna w swej prostocie maksymę śp. Krzysztofa Dzierżawskiego, że „gospodarka to nie lokomotywa, gospodarka to mrowisko”. Najbardziej trzeba ją wbijać w głowy samym ekonomistom. Oni, niestety żyją w złudzeniu, bo tak są kształceni, że gospodarka to maszyna, której każda część działa zawsze tak samo, wszystko jest przewidywalne, jeśli podkręcamy śrubkę o tyle i tyle, wówczas w efekcie otrzymujemy taką a taką zmianę parametru. A tymczasem gospodarka to miliony ludzi, którzy w każdej chwili podejmują decyzję, czy zarobić, czy się lenić, czy pożyczyć, czy chomikować, czy wydawać, na co wydać, komu na jakich warunkach pożyczyć… I niekoniecznie są to decyzje przewidywalne i racjonalne. Można w tym ruchu zaobserwować pewne prawidłowości, można go z grubsza opisać, ale właśnie tylko z grubsza.
Pamiętam, że ogłosiłeś „Konkurs na mendę internetową”. Obiecywałeś nagrodę za wskazanie jednego cytatu, w którym wychwalasz Jarosława Kaczyńskiego. Aż tak łatka „człowieka Kaczora” ci doskwiera? Bo to insynuacja. Nie jestem niczyim człowiekiem, a już na pewno nie żadnego z rozgrywających polityków. I zwracam uwagę, że nikt nie zdołał znaleźć takiego cytatu, pomimo że nagroda była cenna: kryształowy kaczor na srebrnych łapach − karafka na wino.
zapomina się, że w międzywojniu istniała młoda i stara endecja. Ta stara endecja miała zdrowe, bardzo wolnorynkowe poglądy na gospodarkę, ta młoda była, niestety zarażona faszyzmem włoskim i w ogóle kolektywizmem, bo taki był światowy trend;
To właśnie on wskazywał, że trzeba postawić na drobną przedsiębiorczość, bo budowa klasy średniej jest największą potrzebą Polski. To bardzo ważne, ponieważ myśmy nigdy tej klasy średniej nie mieli i jej zbudowanie było w pewnym momencie główną troską Dmowskiego − stąd właśnie wziął się u endecji antysemityzm, bo próba budowania polskiej klasy średniej oznaczała nieuchronną konfrontację z dominującą w typowych dla niej rodzajach aktywności mniejszością żydowską.
Antyżydowskie hasła ONR-u, skoro już ten akurat marginalny nurt endecji stale się dziś przywołuje, były odpowiedzią na realny problem, jaki miała Polska z ogromną, trzymilionową mniejszością żydowską, nieasymilującą się i blokującą, jak już wspomniałem, rozwój rodzimej klasy średniej. Złą odpowiedzią, żeby nie było wątpliwości.
Ale to PiS z SLD, partie opozycyjne, zatrzymały cyfryzację! Farfał z LPR-u za cichym przyzwoleniem PO chciał ją przeprowadzić. Co każe się zastanowić nad opozycyjnością tych partii. Nad tym, na ile ta opozycyjność jest prawdą, a na ile istnieje coś takiego jak wspólny interes polityków, którzy jadą na jednym wózku. Tak, to rzeczywiście jedna z tych rzeczy, za którą PiS-owi powinno się mocno nakopać do… zmieńmy to do druku na „do słuchu”, dobrze?